Dodaj do ulubionych

poród na wesoło:)))

02.11.06, 15:04
Poród Na Wesoło

Z pewnością wśród Was znajdą się takie, które miały śmieszne momenty w
trakcie porodu. Być może wtedy nie było wam do śmiechu, ale z perspektywy
czasu zmieniłyście zdanie.
Napiszcie coś o swoich doświadczeniach. Być może przyszłe mamy nie będą aż
tak się bały porodu.

W moim przypadku był moment, że myślałam że mojemu szanownemu małżonkowi
przegryzę grdykę. Miałam podłączoną oksytocyne w celu wywołania skurczy. Jak
ich nie było- tak ich nie było, ale jak się zaczęły to mi oczy prawie z orbit
wychodziły. Wtedy przyszła położna i powiedziała, że zaczyna się akcja!!!!!!!
Super! W końcu! (Bo po terminie było prawie 2 tygodnie) No i ta położna
oświadczyła Nam, że istnieje możliwość znieczulenia zewnątrzoponowego (czyt.
350zł).
Na co ja: Piotrek, leć do bankomatu!
On: Poczekaj zaraz przejdzie.
Ja(ton wyżej): Zasówaj, bo sama pójdę!!!
I w tym momencie przyszły tatuś co robi?? Wyjmuje z kieszeni telefon i dzwoni
do kolegi: Cześć Rafał. Słuchaj, taka sprawa jest: Aga rodzi... (tu
gratulacje od kolegi) ... i tak się właśnie zastanawiamy czy może warto brać
to znieczulenie zewnątrzoponowe. Mhhh... Tak... Bo ona się tak dziwnie
wije... Chyba zaczyna ją boleć...
No ja nie mogę TEN CYMBAŁ dzwoni do kolegi i pyta o znieczulenie dla
rodzącej. Faceta się pyta! Zeby jeszcze zadzwonił do jakiejś babki co
rodziła. No Boże Święty grdykę mu przegryzę. Albo zejdę z tego fotela i go
skopię!!! A potem mu się wgryzę w gardło!
I tu go uratowała położna...
Ona(wchodząc):No jak tam.
Ja(w myślach)smirkrak tam! (potulnym głosem): Dobrze. Poproszę znieczulenie dla
mnie, i dla męża podwójną porcję arszeniku.
Ona: Oj...
Ja: Co oj??!!?? To ja tu jestem od wzdychania i robienia oj!!!
Ona: Głowkę widać! Pan odłoży telefon, bo żona rodzi.
Ja: Ale chwileczkę... Ja znieczulenie poproszę! Auuu!!!

I za 5-7 minut na piersi leżał mój okazały synek 4600g i 60 cm

Edytor zaawansowany
  • 02.11.06, 15:20
    I tym oto sposobem zaoszczedziliscie 350zl. wink

    Gratuluje syna i meza oczywiscie tez. smile
    Gdyby nie ten jego telefon, to by porod przegapil. smile
    --
    Nie urodze tongue_out
  • 02.11.06, 15:26
    hehe, jakbys nie dawała rady zawołaj, osobiście ci pomogę podgryźć mężusiowi
    twemu gardziołeczko smile)
    --
    zapraszam do piwniczki
  • 03.11.06, 13:36
    To było po prostu piękne...!!!!!!!!
    Pozdrawiam
  • 12.07.09, 01:25
    heh, niezła historia! wink
    --
    Jak sprawdzić, żeby dziecko było szczęściwe






  • 22.08.09, 23:26
    Nie wiem czy ja straciłam poczucie humoru w ciąży, ale jakby mi maż zaczął
    dzwonić do kolegi w czasie porodu.. oj to nie wiem, czy by mi tak szybko
    przeszło smile swoją drogą to ciekawe czy autorka wątku właśnie przez to wkurzenie
    nie urodziła szybciej? Pozdrawiam
  • 17.06.11, 22:32
    U mnie tez było wiele śmiesznych chwil.
    Począwszy od tego,że wody zaczęły odchodzić kiedy się z mężem kochaliśmy.
    On bezpośrednio: Chyba się zesikałaś! Na co ja zdołałam wydukać nieco skrępowana:No chyba raczej Ty, bo ja to w środku poczułam...I zrozumieliśmy co się dzieje smile Oczywiście telefon do wszystkich możliwych znajomych, czy trzeba już jechać do szpitala, bo nic nie boli i ogólnie się specjalnie nie śpieszy... Na końcu dopiero po karetkę. Normalnie na siłę mnie musiał do niej zaprowadzić wink
    Najśmieszniejsze były te sytuacje, które wynikły z mojego zakręcenia po całym dniu porodu i późniejszej nieprzespanej nocy. Byłam bardzo podekscytowana, tak, że 3 godziny po porodzie już biegałam i to dosłownie, bo nawet dostałam ochrzan za bieganie od położnej wink
    Rano przyszła moja mama zobaczyć wnuka., a ja na to,że fajnie, bo właśnie przed chwilą nam przywieźli dzieci na salę, poleciałam na salę i.... porwałam pierwszego z brzegu dzidziusia! Jego mama na mnie patrzy jak na walniętą ale chyba ją też zamurowało, bo nic nie zaprotestowała, dopiero ta trzecia co z nami leżała : "Gdzie Pani wywozi to dziecko?!?!?" No to ja,że bardzo przepraszam i ,że co ja w ogóle robię.
    Później przyjechał mój mąż (miał na prawdę kawałek drogi) i zmęczony tym porodem telepatycznym, po zapoznaniu się z dzidziusiem wyciągnął mnie na pole, na tyły szpitala (też nałogowy palacz) i tam siedzieliśmy dłuższy czas.. Okazało się, że caly oddział nas szuka, bo już nas chcą wypisać "a Pani sobie na randkę poszła, gdzieś na miasto, na piwko z mężem" wink chyba naprawdę tak myślały smile
    A w ogóle to cała ciążę byłam przekonana,że urodzę dziewczynkę, bo tak mi pani doktor powiedziała przy usg. Zapakowałam więc same śliczne dziewczęce ubranka, a że były naprawdę wysokiej jakości oddałam je dziewczynie obok, żęby się nie zmarnowały. Po czym przy wypisie okazało się, że nie mam w co dziecka ubrać! Na szczęscie zostały jedne body, a położna dała mi jakąś czapeczkę i szczelnie owinęła nóżki maleństwa w pieluszki i becik i dopiero mogliśmy jechać smile
    Całkiem śmiesznie było praktycznie cały czas. POd koniec lipca czeka mnie powtórka z rozrywki wink No zobaczymy czy też się pośmieję. OBY smile Pozdrawiam
  • 02.11.06, 23:08
    Również gratuluję, zwłaszcza że tak duże dzieci trudno się rodzi.

    Mam nadzieję, że wątek ten nie zostanie skasowany - gdyż identyczny jako
    PIERWSZY założyłaś na na emamie.
    Zazwyczaj zdublowane wątki moderatorzy usuwają sad
    Na wszelki wypadek, jeśli chciałabyś poruszać te same tematy na różnych forach,
    podawaj linki.

    czyli w tym przypadku byłoby np.:

    Założyłam wątek na na emamie. Zerknijcie. Przeżyłyście coś podobnego?

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=51401638
    pozdr.

    --
    Moja żona mówi bardzo szybko. Przy tej szybkości nie wyrabia się i czasem
    opuszcza niektóre wyrazy żeby zdążyć, albo je skraca. (OLO)
  • 25.07.07, 11:21
    iljana

    Ja np. nie wchodzę w wątki tak się rozpoczynające jak proponujesz!
  • 02.11.06, 15:36
    wanna, włączone bąbelki... wchodzi doktor i pyta, gdzie szampan i świece do
    takiej kąpieli smile no i zaczęli sobie z moim małżonkiem opowiadać jakieś
    dowcipy, bo atmosfera sie zrobiła dość luźna, nie liczac tego, ze ja miotalam
    sie w skurczach...
    ostatnia faza porodu... podnoszę głowe, żeby zaczerpnąć głęboki oddech przed
    ostanim parciem... i widzę tłum ludzi patrzących mi w krocze.... i mam ochote
    parsknąć śmiechem na ten widok, czasu i energii wystarczylo mi tylko na
    uśmiech, czym ponoć wprawiłam zebrane towarzystwo w niezłe osłupienie smile pani
    ordynator od noworodków pofatygowala sie do mnie na drugi dzien z gratulacjami
    za porod z uśmiechem na ustach...
    --
    Basia i Marek
    Marek
  • 02.11.06, 15:48
    Anestezjolog po podaniu mi zzo przed cesarka:
    -prosze ugiac nogi w kolanach.
    Ja,swiecie przekonana ze to robie odpowiadam "dobra" i uginam...taaa w myslach
    tylko bo nogi jak lezaly tak leza. Ciekawa mine musialam miec bo zdziwilo mnie
    to niesamowiciesmile

    Po operacji ktos z "obslugi",powiedzmy ze tez anestezjolog podnosi moja noge do
    gory(nie wiem po co,widocznie tak trzeba)a ja patrze na te biedna noge i
    zastanawiam sie czyja ona jest???Skad ona sie tam wziela???
    --
    już migotają mi ślepia dziś Twoją krew wypiję

    Jędrek
  • 24.07.07, 00:27
    *
    "moze pani podniesc noge?"
    "nieeeeeee" i czuje ze giry leza, czuje pod pietami stół!
    patrze a tu moja noga wisi w powietrzu, znaczy zanim do mnie dotarło ze to moja
    noga to pomyslalam "a co to za wielka zolta poorana rozstepami gira??????"

    **
    jeszcze w siodmym m-cu ten sam lekarz ktory mnie szyl robil mi usg i pytalam
    chlop czy baba a on"dziewczynka" wstaje wycieram sie i mowie co pan tam wie,
    chlopak bedzie.... urodzil sie chlopak a ja temu szyjacemu mowie nieprzytomnym
    glosem jak mnie szyl.... "no i co ja panu mowilam? chlopak" a on "a na ktorym
    USG zesmy byli?" a ja na "tym na pierwszym pietrze" a on "eee na tym to se
    mozna pecherz moczowy ogladac a nie plec dziecka"

    dodam ze lekarz byl meeeega przystojny, taki Zakościelny tylko ze o wiele
    bardzie meski mmmmmmm

    ***
    leze pod oksy juz 4 h i nic, 0 skurczow, no jakies tam marne, wchodzi ordynator
    "Pani rodzi?" spojrzalam na nia zdziwiona znad ksiazki (sapkowskiego se wzielam
    co by sie w czasie porodu nie nudzic) a ordynator "Aha pani czyta"
    --
    Zaczynam się tam gdzie inni się kończą....
  • 15.03.09, 22:35
    Z nogą miałam identyczne odczucie, dali mi znieczulenie, trochę
    odczekali i zaczęli ciąć a ja widzę wszystko w lampie i
    myślę: "przecież ja wszystko czuję", oczywiście nic nie czułam i po
    zaszyciu widzę jakiś koszmar, za chwilę dotarło do mnie, że to
    niestety moja noga. A pierwsze skojarzenie "Boże co za wieprz".
    Dziewczyny trzymajcie się!!!
  • 26.06.09, 14:22
    Moje doswiadczenie z noga jest zupelnie inne. Po podaniu zzo,
    zwijajac sie z bolu krzycze do pani anestezjolog, nie dziala,
    wszystko czuje! ona na to, (z tonem wyzszosci) prosze podniesc noge
    do gory. Ja: obie nogi w gore bez problemu! Kolejna dawka
    znieczulenia, znowu mowie, ze dalej boli, pani dalej twierdzi ze to
    niemozliwe i przyklada zimny kompres do nogi i pyta czy czuje. Ja ze
    TAK!!! Potrzebowalam jeszcze jednej dawki zeby zaczelo dzialac wtedy
    mialam juz 9 cm rozwarcia.
  • 06.05.09, 10:02
    Byłam tydzień po terminie ide na sale porodowa dzwonie do męza do
    pracy ze ma przyjechac bo bede rodzic.Oczywiscie zajwia sie w
    ślicznym zilonym ubranku,połozyli mnie na łózko oxy płynie w zyłke
    jest godzina 8 rano gadam sobie z męzem śmieje się jest godzina
    14:30 i sie zczyna i mowie do mojego meza Ja rodze lec po połozną.
    Przychodzi połozna -co Pani mowi jeszcze Pani nie rodzi .Mowie do
    Niej rodze- Ona do mnie ze nie .Wyginam sie skurcze parte jak nic
    mowie do meze powiedz jej ze rodze bo Ja strzele w dziub.A Ona ze
    stoickim spokojem mowi zaraz zobacz .Odkrywa moje nogi a tu głowa
    prawie na wieszchu hehehheheh.Szok moj mąz zbladł,a ona w tępie
    exsspresu rozklada łózko i mówi do mnie niech Pani nie prze .A Ja
    kiedy nie moge Ona sama wychodzi.Połozna krzyczy Jezu gdzie sa
    nozyczki ,patrze pedzi salowa z nozyczkami .Połozna krzyczy do
    salowej dzwon po pediatrey i lekarza .Salowa mowi nie znam
    numeru .Połozna do Niej jest w telefonie ,zuca jej ten telefon
    spada na podłoge i sie rosypuje .I w tm momecie przychodzi Kasia na
    świat smileMoij mąz oszolominy ze taka akcja i ze to tak szybciutkosmile
    Nagle zjawia sie lekarz i pediatra .Moż leci ogladac małą ,a lekarz
    wyjmuje lozysko i zaczna do niego spiewac hehehehhe Jakie ładne
    łozysko ,łozysko lalalalalalala rozwaliło mnie to na drobne smileKasia
    wazła 3890 57 cm długa i 10 awgar smile
    --

    http://www.bejbej.nazwa.pl/zasuwaczki/7190.png
  • 05.01.10, 00:36
    buahahaha... az oplulam ekran ze smiechu smile
  • 06.01.10, 09:33
    czytam drugi dzień,łzy mi same leca ze śmiech!!!!!!!
  • 02.11.06, 15:50
    Po porodzie i po drugiej (!) dawce dolarganu, przed szyciem oznajmiłam
    lekarzowi: "Lepiej niech się pan postara, moja matka jest krawcową, ja
    skontroluję, czy to jest wszystko ładnie zaszyte!" wink))


    --
    Leon
    Szatan serduszko wink
    Przyjdą nocą, dziobami w drzwi załomocą...
  • 13.05.08, 21:38
    W piatek na tydzien przed data planowanego porodu zapowiedziala sie
    moja tesciowa, za ktora nie przepadam. Pomyslalam sobie, predzej
    cholera urodze niz zrobie rodzinny lunczyk, na ktory ani ochoty ani
    sily juz nie mialam. Na zlosc tesciowej urodze! W nocy zaczal mnie
    pobolewac brzuch, ale jak z przeproszeniem na kupe, zrestza to nie
    bylo dziwne, bo przez cala ciaze cierpialam na potworne zaparcia.
    Kolo jedenastej polozylam sie, coby sie zdrzemnac, moj maz zrestza
    tez, a tu nagle jak nie chuls - wody plodowe odeszly! I jak nie
    lupnie - a tu skurcz zgina mnie w pol! Ledwo doszlam do toalety,
    zeby sprawdzic co i ja, a tu po trzech minutach, kolejny chlus i
    kolejne lup! I tak co trzy minuty! A wody zielone jak trawa na
    pastwisku w czerwcu! Wskakujemy do auta i pedzimy na porodowke,
    walizka oczywiscie w polowie niespakowana, ja skurcz co dwie minuty
    i kolejny chlus jak na filmnie, lalo sie chyba wiadrami. Jak
    dojechalismy, to polowa&


  • 13.05.08, 21:47
    W piatek na tydzien przed data planowanego porodu zapowiedziala sie
    moja tesciowa, za ktora nie przepadam. Pomyslalam sobie, predzej
    cholera urodze niz zrobie rodzinny lunczyk, na ktory ani ochoty ani
    sily juz nie mialam. Na zlosc tesciowej urodze! W nocy zaczal mnie
    pobolewac brzuch, ale jak z przeproszeniem na kupe, zrestza to nie
    bylo dziwne, bo przez cala ciaze cierpialam na potworne zaparcia.
    Kolo jedenastej polozylam sie, coby sie zdrzemnac, moj maz zrestza
    tez, a tu nagle jak nie chuls - wody plodowe odeszly! I jak nie
    lupnie - a tu skurcz zgina mnie w pol! Ledwo doszlam do toalety,
    zeby sprawdzic co i ja, a tu po trzech minutach, kolejny chlus i
    kolejne lup! I tak co trzy minuty! A wody zielone jak trawa na
    pastwisku w czerwcu! Wskakujemy do auta i pedzimy na porodowke,
    walizka oczywiscie w polowie niespakowana, ja skurcz co dwie minuty
    i kolejny chlus jak na filmnie, lalo sie chyba wiadrami. Jak
    dojechalismy, to polowa auta byla zalana. Gdy zobaczyla mnie
    polozna, a raczej gdy zobaczyla kolor wod, rozdziawila paszcze i
    wprost na sale porodowa. Strasznie sie czlowiekowi chodzi jak mu tak
    chlusta miedzy nogami. Oczywiscie podano mi kroplowke, a ze strachu
    przed znieczuleniem (chcialam miec je od poczatku) zjadlam pol
    paczki walidolu i skoczylo mi cisnienie. Drugim moim zmartwieniem
    bylo to, zeby podczas porodu nie zrobic kupy i caly czas pytalam sie
    poloznej czy jest (kupa) czy jej nie ma. A tu tymczasem rozwarcie w
    ciagu dwoch godzin z 2 cm do 10 skoczylo. Potem 15 minut parcia i
    chyba wtedy ta kupa jednak wyszla.
    Chcielismy ztobic zdjecia malej z pepowina, ale z tego wszystkiego
    zapomnielismy go wziac, jak i rowniez zapomnielisly zadzwonic do
    rodziny ze rodzimy. Takze niezle byli zszokowani, gdy sie
    dowiedzieli, ze maja wnuczke po trzygodzinnej akcji porodowej!
    Teraz po dwoch miesiacach, to juz nawet nie pamietam ze rodzilam!!!
  • 26.05.08, 21:56
    5 dni po terminie, 7 rano, odchodza mi wody. Oczywiscie budze Nie-Meza na co on
    przekreca sie na drugi bok i mamrocze 'zesikalas sie a nie rodzisz...' Zasnal,
    wiec lece do Mamy (akurat u nas nocowala) 'Mamo Mamo! Odeszly mi wody! Rodze!
    Chce kanapke!'


    --
    'Jeśli któregoś dnia pomniki Zaczną gadać, to Mickiewicz Wszystkim rozpowie, że
    byliśmy Tamtej nocy razem Że kochaliśmy się szaleńczo Na łożu z różnobarwnych
    bratków Że rozkoszy jęki ze snu wybudziły ptactwo...'
  • 10.07.08, 21:11
    'zesikalas sie a nie rodzisz...' ... medal dla tego pana...ten wpis wygrywa!!!
    HAHAHA
  • 22.06.09, 22:54
    ja też mój poród wspominałam bardzo dobrze smilerodzili ze mną mój mąż,
    moja mama oraz siostra (to się dopiero nazywa poród rodzinny
    hehe smile). ogromnie mnie wszyscy wspierali słowem, mama dodatkowo
    masowała intensywnie moje plecy podczas skurczów, mąż rozmieszał,
    mimo iż widziałam zdenerwowanie na jego twarzy smilea siostra robiła
    zdjęcia i nagrywała filmiki na komórkę. o zdjęciach i filmikach
    nawet nie wiedziałam ale bardzo się z nich cieszę ponieważ mam
    orginalną pamiątkę momentu kiedy to moja dzidzia przychodzi na
    swiat smile.
    pamiętam moment, kiedy to mój wspomiany wyżej mąż podczas
    intensywnych juz skurczy kazał mi chodzić ponieważ położna tak
    kazała, na co ja zareagowałam śmiechem i powiedziałam: kochanie
    przecież położna kazała chodzić w czasie między skurczami, natomiast
    podczas samych skurczy kucać heh, na co on rzekł: chyba nie, ze
    zmęczenia coś CI się kochanie pomyliło smile. dopiero później przyznał
    mi rację, kiedy zdąrzyłam się wyśmiać a następnie jeszcze raz mu
    wszystko wytłumaczyć.
    warto jeszcze dodać fakt, że miałam bardzo dużo szczęscia:
    mimo iż rodziłam w zwyczajnym szpitalu, bez znajomości, bez
    wcześniejszych podarunków (czyt. pieniędzy) to wszystcy obchodzili
    się ze mną jak z jajkiem. na dodatek sam fakt, iż trzy osoby były ze
    mna od początku do końca (również na sali porodowej) świadczy o
    uprzejmości i szacunku dla rodzącej. dzięki temu 12 godzin akcji
    porodowej wspominam jak 2 maksymalnie 3 godziny, czas ten minął jak
    z bata strzelił smile
  • 02.11.06, 16:05
    ja mam historyjki "hurtowo" - dostałam to kiedyś z forum na kafeteria.pl

    Mój poród...no cóz...był bardzo szybki...niebyło na co czekać, bo
    łozysko się odkleiło...i biegiem na salę na cesarkę.
    Byłam przerazona, bo to pierwsza ciąża i to zagrożona. Kazda minuta
    czekania szła na niekożyśc mojego dziecka.
    Leżąc na stole, podłanczali mnie pod rurki, węzyki, cewnik, naklejali
    na klatce plastry do tętna i tp.
    W pewnym momencie weszła pewna pani i potrąciła tyłkiem stojący stolik
    z narzędziami chirurgicznymi...padł okropnie metalowy dżwięk.
    Odwracając głowę widziałam drugi o większych gabarytach. Z tego całego
    pośpiecu i zamieszania w momencie gdy stał nade mną anastaziolog i
    nakładał mi maskę z tlenem, przypomniałam sobie, ze mam w buzi gumę do
    rzucia. Mając już zapięte i nieuruchomione ręce, zaczęłam mocno kiwać
    głową, aby zdjął mi tą maskę.
    Narkoza szła już w żyłach i w kocu wkurzony lekarz zdjął tą maskę, a
    ja w tedy resztką sił wyplułam tą przeklętą gumę do rzucia.
    W mojej pamięci pozostał obraz wyrazu twarzy lekarza i pózniejsze
    opiepszanie...
    Taka miałam wpadkę, którą wspominam z uśmiechem na twarzy...ale gdyby
    nieudało sie odratować mojego dziecka i gdyby nieprzeżyło, na pewno do
    miłych by nie nalezało...a tak synek żyje a sie cieszę...
    ---
    hihihi... A MI SIE PRZYPOMNIALO jak oszukiwaam,,,, tzn co chwila
    wzyscy pytali czy ni nie czuje i kluli mnie czy tam skrobali czyms po
    brzuchu- (cc ) a ja sie tak panicznie balam samego przeciecia brzucha
    ze sciemnialam ze boli! ale moja pani gin prowadzaca ktora mnie
    dobrze znala i osobiscie robila cc powiedziala - a tam sciemniasz
    kochana !!!!!!!! i ciach mnie skalpelem nawet nie poczulam !
    ---
    Ja miałam poród rodzinny. Kazali mężowi przebrać się w takie szpitalne
    ciuszki. Poszedł więc. Wrócił ubrany w niebieskiej koszuli i
    spodniach... z wielką dziurą w kroku!!! wyglądał tak śmiesznie, że
    zapomniałam o całym strachu to chyba taka terapia śmiechem
    ---
    A ja, leżąc w sali porodowej, zobaczyłam, jak moja położna niesie dla
    kogoś OGROMNą kroplówkę. Nie omieszkałam podzielić się z mężem owym
    spostrzeżeniem, po czym za chwilę okazało się, że to nie dla kogoś,
    tylko dla mnie, i nie kroplówka, tylko...lewatywa...
    ---
    miałam poród rodzinny. Mąż trzymał mnie za rekę a ja przy kazdym
    skurczu krzyczałam : mamo, mamusiu.....Dzis córka ma prawie 7 lat a on
    jeszcze nieraz to opowiada w towarzystwie....
  • 02.11.06, 16:06
    wredna położna powiedziała, że każda rodząca dostaje ból na swoją
    miarę i że z bólu jeszcze nikt nie zemdlał... rodziłam już pod jej
    "troskliwą opieką" kilkanaście godzin... to zemdlałam! obchodziła się
    później ze mną jak z jajkiem...
    ---
    ja też miałam przygode z sikaniem,przy pierwszym skurczu partym tez
    popusciłam i połozna do mnie zamiast :"przyj" mówiła sikaj,sikaj
    dzięki Bogu z usmiechem na twarzy,bo inaczej zestresowałabym sie na
    maksa
    ---
    jak mnie golila to lezalam ta czescia ciala zwrocona w strone drzwi, a
    jakas salowa otwrala drzwi od zewnatrz , a po drugiej stronie byla
    kaplica szpitalna. A jak bylam juz na porodowce to obok mnie rodzila i
    starsznie sie darla, a akurat byla msza. Myslalam ze padne ze smiechu.
    ---
    Ja jak poszłam pierwszy raz do gina jak zaszłam w drugą ciążę, a było
    to po dość długiej przerwie to byłam trochę zestresowana, a on taki
    przystojny, podobny do Van Damma, no więc siadłam na fotel i czekam, a
    on ubrał rękawiczki, patrzy na moją pipkę i mówi - "ale księżniczko
    rozbierz się, bo przez majtki nie umiem badać". Normalnie zapomniałam
    majtek zdjąć z wrażenia!

    Jak rodziłam pierwsze dziecko, to od początku miałam bóle parte, ale
    rozwarcie było za małe i mi nie pozwolili przeć. Ale tak mnie cisnęło,
    że aż pupę musiałam do góry podnosić. W końcu nie mogłam już wytrzymać
    a położna kręciła się w pobliżu i mówię do niej : niech pani robi co
    chce, ale ja rodzę bo już nie wytrzymam. A ona ze stoickim spokojem :
    jeszcze nie, rozwarcie za małe. Ja do niej : w dupie mam rozwarcie,
    rodze i już - to ona ; nooo tooo spraaawdzę (tak flegmatycznie) No jak
    sprawdziła to jak nie wrzaśnie: pani poczeka! Ja się muszę przebrać do
    porodu! Wołać lekarzy! - No to poczeeekaaałam. Dobrze, że ta flegma
    jej potem przeszła, fajna babka się okazała.

    A zanim pojechałam do szpitala to moja matka mówi do mnie: dziecko ty
    się dobrze najedz i napij, bo tam ci już nic nie dadzą.
    Matka parę lat wcześniej rodziła mojego brata, no i rodziła go chyba
    ze 40 godzin bo miał prawie 4,5 kg a ona 40 lat i panikara dodatkowo
    po pęknięciu macicy i takich tam przebojach. I mówiła, że potem to już
    nie miała siły rodzić, taka głodna była. A kiedyś to nawet wody nie
    dali, nie to co teraz.
    No to ja obiad, górę kanapek, dwa litry pepsi i mówię, że teraz mogę
    jechać. Jak mi zrobili lewatywę, to się ku.. chyba z 8 razy musiałam
    wracać do kibla, tak mnie goniło. Aż położna (ta z flegmą) wlazła i
    mówi : to tuuuutaaaaj chce paaaani roooodzić?
    Ale sobie narobiłam!
  • 02.11.06, 16:07
    Przy drugim porodzie (rok temu) ostatni miesiąc siedziałam na
    zwolnieniu i czekałam. Ten mój Van Damm mi nagadał, że termin z USG
    wychodzi na 9 czerwca. (normalny miałam na 28 czerwca). Czerwiec leci,
    a tu nic. Wreszcie 27 czuję, że to już będzie dziś. Mąż mówi, że może
    nie pójdzie do pracy - (jest taryfiarzem). Ja mówię idź, forsa
    potrzebna, to nie jest takie hop siup, w razie czego zadzwonię. No to
    poszedł. A mnie coraz bardziej bierze. Za godzinę dzwoni co ze mną, ja
    na czworaka (bo tak mi było najlepiej) mówię, że jeszcze czas, ale czy
    jest daleko - on , że dosyć, stoi na słupie, no to ja - to jak
    będziesz miał kurs to dopiero zjedź, ja poczekam. No za parę minut
    przyjechał, a ja przysiady przy fotelu i skurcze co 2 minuty, ale
    przecież ja mam czas. To się wkurzył, powiedział, że on odbierać nie
    będzie,zapakował mnie do samochodu i pojechaliśmy do szpitala. Była
    15.30 , baba na izbie przyjęć mówi - na teleekspres pani zdąży. Kazała
    mężowi patrzeć na KTG ile procent skurcze - przychodzi za chwilę i
    pyta ile? A on na to - nie wiem , chyba mocne bo podziałka się
    skończyła! Ale powstał problem - bo wszystkie łóżka były zajęte. O
    16.30 dziewczynę jedną pogonili po porodzie i przed piątą mnie tam
    usadzili, trochę poleżałam, stwierdzili że jeszcze czas, przebili
    pęcherz i sobie poszli. A ja czuje, że główka wychodzi - stary
    poleciał po nich i na szybkość poród był. rach ciach. A mały okręcony
    pępowiną.

    Dlaczego nikt nie wierzy, jak kobieta mówi, że rodzi?
    ---
    ja znam historie nie zwiazana z porodem ale z ginem
    panna pomyliła sobie dezodorant do higieny intymnej!!z brokatem!!!
    gin do niej-ale ładnie sie pani przygotowała!!!!
    ---
    Kiedy rodziłam syna sporo lat temu na Szaserów w Wa-wie leżałam na
    sali wieloosobowej.Ciągle odbywały sie tam jakies wizyty.A to wizyta
    lekarska przed wizyta z ordynatorem, potem wizyta z ordynatorem,potem
    wizyta ze studentami i tak przed południem kilka razy.Oczywiście
    trzeba było pokazywać brzuchy i wkładki.Tak sie przyzwyczaiłysmy na
    sali do tych wizyt ,ze juz bez proszenia koszule szły w górę,brzuchy
    odsłoniete,doły bez majtek.No i razu jednego wchodzi dwóch panów w
    białych kitlach.No to my fruu koszule w górę.Panowie oczy jak spodki z
    wrażenia zrobili,zdjęli drzwi i wyszli..Bo tym razem był to pan
    konserwator z kolegą...
    ---
    Proszę mnie nie przerażac Bo i ja odwaliłam głupotę, ale nie przy
    porodzie, bo ten jeszcze przede mną . Natomiast w gabinecie u gina
    byłam tak przejęta, że zdjełam bluzkę(spodnie nie) i weszłam na
    samolot, i tak siedzę z cycami na wierzchu, a on do mnie 'pani
    pierwszy raz na wizycie?'.
    ---
    He he he dobry topik to ja też cos dam. Moja sąsiadka z nad przeciwka
    była w ciązy ,ustaliliśmy że jak by już się zaczynał poród wystarczy
    że biegną do nas a ja ją zawioze do szpitala.Budzi o 2 w nocy męża i
    mówi że się zesikała a on kurde aniuś ty rodzisz!!! a że była ta
    godzina to jak potem powiedzieli nie chcieli nas budzić to zrobili
    alarm w swoim domu tzn kazali ojcu dziewczyny dźwonić po karetke ale
    on z tego wszystkiego nie wie jaki numer gdzie niezadźwonił to
    pomyłka(eh he he nawet nie wiedział jak z książki tel. skorzytsać)
    .Uznali że nie ma co czekać mąż biegnie do mnie ja zaspana wylatuje w
    koszulce i w jakimś rozciągnietym szlafroku a włosy mi dęba stały że
    szok,mąz sąsiadki był tylko w gatkach i kapciach a sąsiadka w cąłej
    krasie niczym jak modelka z wybiegu. Kiedy przyjechaliśmy do szpitala
    musiało być zabawnie bo każdy na nas patrzył jak na klaunów.Przyszła
    pani odziałowa i mówi - może pan przynajmniej spodnie ubierze bo
    cięzarne będa wolały patrzeć na pana niż rodzić ale się w tedy
    uśmieliśy.A on oczy wyczeszczył bo myślał że był kompletnie ubrany
    hehehe.
    ---
    Jadąc do szpitala byłam pewna, że zabrałam już wszystko, na 100%. Więc
    kiedy dotarliśmy na Izbę Przyjęć byłam z moją torbą lekko
    przekrzywiona w lewo(torba, po wstępnym zważeniu i określeniu
    gabarytów miała coś koło 3 kilo). Torbę mi zabrano... i zaczęto
    energicznie przeszukiwać w celu wynalezienia piżamy oraz mojego
    ręcznika i lewatywy. Okazało się, że mój mężo zamiast zabrać MOJĄ
    torbę wziął torbę, którą zostawiła mama - ze słoikami z kompotami i z
    jedzeniem
    ---
    Miałam poród rodzinny,mąż trzymał mnie za ręke ja dostałam środki
    przeciw bólowe i przysypiałam między skurczami,co zamknełam oczy mąż
    mnie klapał po policzku mówiąc nie umieraj,wkońcu się wydarłam na
    niego że jak on spać nie może to niech mi daje podrzemać.
    Potem położna nie chciała mi uwierzyć że to już,mówię do niej że już a
    ona że napewno jeszcze nie więc ja jej mówię że naprawdę to już a one
    że napewno nie więc ja jej na to a co pani myśli że siusi zrobiłam bo
    właśnie odpłyneły mi wody.
    Po wszystkim lekarz który mnie szył robił to jak dla mnie strasznie
    ślimaczo a ja chciałam już synusia zpowrotem na ręce wziąść,więc mu
    mówie co pan doktor tam haftuje czy jak a on mi na to tak pani
    inicjały wyszywam,po czym uśmialiśmy się więc lekarz mówi zebym już
    się nie śmiała bo będzie krzywo.
  • 02.11.06, 16:09
    Byli u mnie goscie a ja mialam umowiona wizyte u gina .Myslalam ze
    wczesniej wyjda ,ale sie zasiedzieli.Wiec ja zeby zdazyc szybko ,nogi
    golic i pazury u nog pomalowac Debilka bylam.Bo baba w belkiem jak
    wieloryb a sie aligancyji zachcialo. No przygotowalam sie raz dwa i do
    gina. Ostatnie badanie na fotelu mialo byc.Mialam sie rozebrac . Wiec
    kiecka do gory ,a tam cale nogi czerwone ,tak sie pozacinalam.
    Rajstopy chce zdjac a one przyschniete do tego lakieru na paluchach.
    Doktor sie patrzy i malo nie parsknie smiechem ,a ja czerwona jak
    burak walcze z rajstopami.
    lo matko do dzis mam polewe jak se przypomne.
    ---
    Miałam cc ,wyznaczony konkretny dzień a że u nas wychodzi się na 5
    dobe jak wszytsko jest wporządku pomyślałam sobie że ogole sobie
    krocze ze względów higienicznych kiedy będize już krwawienie.A że
    brzuch mialam ogromny i golenie sprawiało mi trudności nawet z
    lusterkiem to zawołałam męża i mówie-GOL no i golił.Kiedy miałam iśc
    juz pod noże to położna(co za jędza) mówi że musi mi zrobić jeszcze
    lewatywke i ogolić a ja na to że nie trzeba bo się ogoliłam w domu.Ale
    ona sie uparła że chce zobaczyć jak to wygląda wiec ja koszule do
    góry a ona - a pani to u jakiego wizazysty była??? bo sa górki i
    pagórki
    ---
    i coś o moim mężu: po długim i ciężkim porodzie, wyczerpany i
    szczęśliwy świeżo upieczony tatuś pierwszej córki, po ponad dobie
    opuścił szpital... dopiero, gdy uszedł ładnych kilkaset metrów, ktoś
    zwrócił mu uwagę, że ten zielony, szpitalny, jednorazowy fartuszek nie
    jest mu już potrzebny!
    ---
    To podobnie bylo z moim kolega..
    Tyle ze on wyszedl ze szpitala w kapciach szpitalnych..
    i tak wsiadl do autobusu.. przejechal pol miasta i przyszedl do domu
    I nie rozumial czemu sie ludzie na niego patrza i smieja
    ---
    Miałam znieczulenie wewnątrzoponowe ZOP taki skrót i zapomnieli mi
    wyjąc zaraz po porodzie - zauważyął to lekarka w czasie obchodu i mówi
    do pielęgniarki: tu trzeba zop wyrwać a ja : ząb ? Jaki ząb? hihihi
    ---
    jak moja mama mnie rodziła
    miała mieć cesarkę. pielęgniarka ją goliła. w międzyczasie baba z
    łóżka obok ciagle zaglądała jej za parawan. pilęgniarka prosiła tę
    kobietę dwa razy, zeby ta nie zagladała, ale nie skutkowało. wścibska
    baba cały czas zagladała. nagle mamie zrobiło się bardzo niedobrze.
    poprosiła o jakąś miednicę, bo czuje, że zwymiotuje a pielegniarka
    jej taka małą nereczkę podstawiła. mama puściła porządnego pawia,
    który odbił się od nereczki i chlup wścibskiej w twarz. mamie ponoc
    było bardzo głupio, ale pielęgniarka skwitowała tylko, ze ta pani
    dostała niespodziankę na własne życzenie.
    ---
    No ja z żartów to tylko lekarzowi, który mnie przyjmował do szpitala
    (ale nie był przy porodzie), dzień po porodzie powiedziałam, że moje
    samopoczucie jest na 2 punkty. A on zaczął mi składać mikro
    kondolencje bo zrozumiał, że mały dostał 2 punkty Agpara. Oczywiście
    tak nie było bo synuś dostał 10 pkt.
    ---
    Hej no to i ja sie dorzuce...
    Synka rodzilam b.szybko. Polozne twierdzily, ze skoro pierworodka, to
    jeszcze potrwa pare dlugich godzin. zaprowadzily mnie na sale i
    zostawily z mezem...a tu skorcze co 2 mni!!!polozne dalej kaza czekac
    (ciekawe na co! . w koncu moj maz nie wytrzymal i leci do jednej
    polznej i mowi- koja zona juz rodzi, skurcze co mninute!!!A ona mu na
    to "a jakie rozwarcie ma zona?". czujecie, mojego meza o to pytali
    nigdy pozniej nie mial tak zbaranialej miny...dzis mamy ubaw
    ---
    Jak byłam w ciąży to zazerałam się czekoladą,ale naprawde na potęgę
    teraz wiem ze to było głupie bo zbędnych kilosów nie tak łatwo się
    pozbyłam

    A więc mieszkałam sobie na takiej prowincji gdzie był jeden sklepik i
    pustota w nim,więc raz w tygodniu wyruszałam na większe zakupy do
    miasta.
    No i za kazdym razem jak byłam w Plusie do koszyka wpadało z 5-6
    czekolad róznego sortu,zanim dotarłam do kasy to oddawałam na tasmę
    np.5 czakolad i papierek po 6-tej .
    No i któregos tam razu jak zwykle wpadam do sklepu a panie przy kasie
    cos tam se szemrają "to ona patrz"--ja się rozglądam czyzby jakas
    miejscowa sensacja na zakupy przyszła i jej tyłek obrabiają???
    Ale gdzies tam jeszcze dosłyszałam hasełka typu >ciekawe czy doniesie
    wszystkie czekolady do kasy< a ta druga mówi
    - coś ty ona zawsze jedną zje zanim dotrze
    O kurcze se myśle one mówią o mnie eeeeeeeeeeeeeeeeeyyyyyyyyyyyyyy

    Głupio mi się zrobiło i tym razem nie zjadłam zadnej ale mnie język
    swędział

    No i dotarłam do kasy a pani kasjerka takie gały na mnie i pyta a
    gdzie papierek??????

    Pytam jaki papierek??????

    No po czekoladzie!!!!

    Ja na to ze nie ma

    A ona
    ale zawsze pani zjada jedną zanim dojdzie do kasy.
    he,he,he i bądz tu ciężarną i miej smaki wszyscy mają oko na Ciebie
  • 02.11.06, 16:10
    Miałam rodzic z przyjaciółka bo mój mąż nie chciał. I rzeczywiście
    dzielnie towarzyszyła mi od 3 w nocy do 16. Niestety zajeta mna
    zapomniała o jedzeniu i piciu i zemdlała na sali. Więc wszedł do mnie
    mąż a ja dostałam akurat wtedy wyjatkowo mocnych skurczy i zaczełam na
    niego krzyczeć... coś tam że jak w końcu zejde z tego łóżka to go
    zamorduje i już nigdy więcej seksu...itp. I zaczełam z tych nerwów
    rodzić. On biedny spanikował poleciał po lekarza ale na sale już nie
    wrócił bo zemdlał na korytarzu. Lekarz i położne śmiali sie jak
    cholerka. Później jak przychodzili do mnie goście to wpadali z
    pytaniem czy aby nie potrzebna tu ekipa reanimacyjna!
    ---
    Ja miałam poród rodzinny. Mąż jest palaczem i w zasadzie dwie godziny
    bez papierosa dają mu się we znaki. No więc zaczęły się u mnie bóle.
    Spakowałam się i czekałam w domu, az będą sie powtarzały co 1-2
    minuty. Oczywiście przez ten czas maz spalił prawie 2 paczki fajek
    (czekaliśmyw domu ok. 3 godzin). Pojechaliśmy do szpitala. Tam
    oczywiscie przebrał sie i idąc ze mną na porodówke, uśmiechniety mówi,
    ze skitrał w kieszeni fajki, a jak mu się będzie chciało palic, to
    pójdzie do kibla i za chwilkę wróci odprężony po dymku.
    Kiedy zainstalowaliśmy się na sali porodowej mąż mówi do mnie, czy
    wytrzymam przez 3 minuty bez niego. Mówie idź sobie, idź. Poszedł.
    Wraca po 20 sekundach, skwaszony i mówi, ze fajki wziął, ale
    zapalniczki nie
    Biedak męczył się bez fajki 14 godzin na porodówce, ale dzielnie to
    zniósł. Nawet jak wbiłam mu nogę na wystajacy gwóźdź z łóżka (bo drąc
    się złapałam go za nogawkę i pociągnęłam do siebie - trwało to dopóki
    skurcz nie minął). Krwiaka miał przez 3 miesiące.
    Teraz zawsze sprawdza, czy ma zapałki albo zapalniczkę
    ---
    Wiec i ja wam cos opowiem.Nie zdazylo sie to na porodowce,ale na
    parkingu porodowki
    Moja ciotka,bardziej kolezanka bo niewiele starsza odemnie,wlasnie
    powila slicznego rozowiutkiego Dominiczka.Przed porodem poprosila
    zebym zaopiekowala sie jej mezem,bo chlop ma taki stres ze nie wie ze
    sie jada,spi,ogolnie mowica funkcjonuje.Wiedzial tylko ze sie pali i
    pije wiadra kawy.
    Gdy cudenko bylo juz na tym swicie,kazalam panu malzonkowi ciotki sie
    wykompac i ubrac ladnie i wrzucuc troche gotwki do
    portwela.Zapakowalam go do samochodu,najpierw zawiozlam do kwiaciarni
    potem do fryzjera i tak wystrojeni zaparkowalam przed szpitalem.Ja i
    swierzo upieczony tata na nogach z waty,i zelem na wlosach,sciskajac
    wiazaneczke kwiatuszkow,az zbielaly poszlismy do zonki i synka,ciotki
    i kuzyna.
    Na oddziele tata troche ochlonal,bo zobaczyl ze zona wyglada jak zona
    a maly wciaz rozowy a nie zolty.Fajnie nam sie gadalo,bylo wesolo,moze
    az za wesolo,bo zaczely nas pielegniarki upominac.
    Ciotce nagle sie cos przypomnialo i koniecznie musial to miec.Juz
    teraz i zaraz!!! Poszlam do fiata 125p(to bylo dawwwnoooo ).Siluje sie
    z zamkiem bo wiem ze byl troche uszkodzony,krece kluczem wte i wewte
    az puscilo.Wtedy zauwazylam ze zginelo duzo rzeczy z samochodu !!
    Radio kasety,kulki masujace i inne duperele.Nagle zza moich plecow
    wyskakuje facet i z geba do mnie !! CO PANI ROBI !! wiec ja z geba do
    niego.AUTO OKRADLI DZWON NA POLICJE !!!
    facetANI JEST NIENORMALNA
    ja:TO PAN JEST WARIAT,DZWON CHLOPIE NA POLICJE
    facet:ZADZWONIE,TO CIE ZAMKNA STARA WARIATKO
    jaOSC ZE AUTO OKRADLI,TO JESZZCE PAN DRZESZ NA MNIE GEBE I WYZYWASZ OD
    WARIATEK
    facet; TO JEST MOJE AUTO !!!!
    ja ????????????????????????????????????
    facet CO PANI ROBI
    ja????????????????????????????????????????
    Zrobilam pare krokow i zobaczylam............................"swoje auto""
    za moim(swierzego taty)autem zaparkowala nyska a za nyska facet,takim
    samym fiaciorem jakim przywiozlam pana tate.
    ALe to chyba rodzinne,bo moja mama tez sie wsciekala ze pilot nie
    dziala i nie moze auta otworzyc.........i babcia........kazdy czerwony
    matiz jest jej.
    ---
    A to opowiadała mi koleżanka z sali, Martyna (urodziła 3 h po mnie,
    czyli o 6rano). Rodziła w dużej sali, obok za parawanem miała jeszcze
    jedną rodzącą , która chciała mieć poród rodzinny. Niestety salka do
    rodzinnych była zajęta, wiec musiała rodzić w dużej. Mąż jej akurat
    był gdzieś daleko, w każdym razie dojechał akurat na 2 fazę porodu.
    Wbiegł rozgorączkowany do sali, chwycił Martynę(!!) za rękę i krzyczał
    (głośniej niż rodząca za parawanem żona) "PRZYJ!", "ODDYCHAJ!".
    Martyna popatrzyła na niego ze zdziwieniem, a on kurczowo zaciskał
    powieki, żeby niczego nie zobaczyć (aż był siny na twarzy).
    Martyna: Puść mnie!
    On: PRZYJ!!
    W końcu lekarz z położną połapali się o co chodzi i zaprowadzili
    mężusia do żony. Ale ponoć oczu i tak nie otworzył i mieli wieeeelkie
    problemy z wyjęciem dłoni Martyny z jego uścisku....
    ---
    a mój kolega zapomniał zabrać żonę do szpitala jak ta zaczęła rodzić
    Zszedł na dół zapakowac torbę i pojechał, a ona czekała na niego w domu
    Dopiero pod szpitalem się zorientował

    KONIEC smile
  • 27.07.07, 21:58
    a ja jestem chora i czułam się fatalnie, ale po takiej terapii śmiechem od razu
    czuję się lepiejsmile
    pozdrawiam
  • 29.09.08, 20:13
    jezu w zyciu sie tak nie uśmiałam!! dzieki dziewczyny az z przyjemnoscia pójde
    rodzicsmilemam termin dopiero na luty i tak sie bałam ale dzieki tym historia
    strach minałsmile
  • 22.09.09, 18:48
    poryczałam się ze śmiechu
  • 01.05.10, 14:11
    ja też
    http://www.naobcasach.pl/m.linijka.i.9828.jpg
  • 13.07.10, 17:50
    te dwa ostatnie były dobre uśmiałam się do łezsmilesmile
  • 23.08.10, 22:02
    niedlugo rodze mam nadzieje ze bede miala jakas wesola anegdote do opisania
  • 02.11.06, 18:23
    już kiedyś opisywałam swoje porody a było to tak:
    Pierwszy poród w zasadzie był raczej "normalny" jeżeli nie
    liczyć tego, iż w całym zamieszaniu zwiazanym z wcześniejszym, niż
    zaplanowałam, odejściem wód, do szpitala pojechałam tak jak stałam. Skutkiem
    czego było to, że na blok porodowy dreptałam w kusej szpitalnej koszulince do
    pół tyłka, w skarpetkach (bo mąż, kiedy dowiedział się, że ponoć rodzę pojechał
    po moje rzeczy). Byłam w takim amoku i szoku, że kiedy położna pokazała mi
    prysznic, gdzie mogę sobię się umyć bez namysłu wlazłam pod niego dopiero potem
    uświadomiłam sobie, iż przecież nawet nie mam ręcznika. Całe szczęście położna
    wcześniej dała mi wkładkę na odchodzące wody - dobrze że była duża... A potem
    normalnie - oksytocynka ...aż do skutku

    Po takim porodzie, w drugiej ciązy przyrzekłam sobie,że będę na siebie bardziej
    uważać i wcześniej przygotuję torbę (stała spakowana juz od32 tc). A poza tym
    strasznie chciałam rodzić na
    nowej sali do porodów rodzinnych i popluskać się w wannie o której tyle dobrego
    słyszałam I tak się zaparłam, iż przenosiłam Wiki o ok 14 dni. Najpierw o 4 rano
    obudził mnie jakiś ból podbrzusza - "o rany" pomyślałam "te przeklęte zaparcia,
    znowu spać nie mogę" ale jakoś przysnęłam. Kolejny skurcz, który mnie wybudził
    był już silniejszy " oho czyżby?" dumałam, jako, że to był mój pierwszy
    naturalny (w sensie, że bez oksytocyny) poród, doszłam do wniosku, naładowana
    wiedzą z ksiązek, gazet i od koleżanek, że skoro skurcze są nieregularne nie ma
    co robić alarmu. Jednak kolejny (trzeci skurcz) pozbył mnie złudzeń. Trochę zła
    (bo przecież się nie wyśpię) zgramoliłam się z łóżka i poszłam budzić
    ślubnego. "Ty chyba rodzę ale nie jestem pewna. Może wstań, nie śpiesz się,
    przecież do szpitala karzą jechać dopiero jak skuuuuu ojj (postękałam) ....rcze
    będą co 3 min a ja mam co 10." Małżonek, jako "oblatany w temacie" (bo drugie
    dziecko) flegmatycznie wstał, poziewał i podreptał do kuchni robić sobie
    śniadanko. Ja tymczasem usilnie myślałam, wisząc na ościeżnicy w trakcie
    kolejnego skurczu "hm pewnie to są te przepowiadające takie one nieregularne tu
    co 10 tu już 7 a teraz znowu 9 dziwne jakieś" , po czym doszłam do wniosku, że
    może zadzwonię do
    swojej położnej i do mamy. Mama przyleciała jak na skrzydłach, weszła w trakcie
    kolejnego skurczu - "dziecko" zawołała "jedźcie szybko!!!!" Popatrzyłam na
    nią "no jak? przecież do 3 min jedzcze brakuje?" ale niech tam, jadę, najwyżej
    połażę w szpitalnym korytarzu. Jako, że 1 maja, to się działo, to ulice o 5,50
    rano raczej puste, więc w ciągu kilku min byliśmy na miejscu.Zaspana położna
    ślimaczym tempem zaczęła wyciągać dokumenty i wtedy zaczęło się... matka natura
    przejęł nade mną i moim rozumem władzę. To ona kazała mi łazić po izbie przyjęć
    na czworaka. Teraz wydaje mi się, że szukałam jakiegoś cichego kącika, a raczej
    legowiska, w którym mogłabym spokojnie wydać na świat moje dziecko. Wcale nie
    kontrolowałam swoich odruchów zdałam się wyłącznie na własny instynkt, który mi
    właśnie podpowiadał, że zaraz położną pogryzę za pytanie typu - "kiedy miała
    pierwszą miesiączkę?" jednak w tym momencie nadszedł , niczym rycerz, mój
    ślubny. Kiedy zobaczył mnie pod fotelem ginekologicznym na czterech
    ryknął "siostro!!! przycież my jeszcze musimy pobrać krew
    pępowinową" "Co ???!!! Jaką krew???? O matko (tu spojrzała na mnie) na górę!!!"
    Wpakowała nas do windy. Wprawdzie to było tylko jedno piętro ale mnie się
    zdawało, że jadę pół dnia. Kiedy ta winda stanęła i otworzyły się drzwi ja,
    (słowo daję sama nie wiem czy to byłam ja) padłam do mojej ulubionej pozycji na
    czworaka - po czym (o zgrozo) wydarłam się na całe gardło "Rodzęęęę!!!" tu
    przez myśl przeszyły mi wszelkie straszne historie zasłyszane od ludzi o
    znieczulicy personelu medycznego w takich przypadkach jak mój, więc
    dokrzyczałam "słowo honoru!!!!" Poskutkowało ???
    Na korytarz wyleciały ze 4 położne - wszystkie z kołtunami na głowie po słodkim
    śnie (bo to 6 rano) oraz moja pani doktor cała mokra prosto spod prysznica. Ale
    ruch się zrobił!!! Położne: "o matko dawajcie wózek!", "zaniesiemy ją!!" "nie!
    wstawaj dziewczyno pójdziesz sama" i tu uczepiłam się tej myśli. Wpuścili nas
    na salę porodów rodzinnych ("faktycznie ładna" pomyślałam i hop na łóżko ("hm
    dziewczyny nie kłamały, ależ wygodne" za mną cały personel. Ja jednak po chwili
    zeskoczyłam z łózeczka "co pani robi!?" "no jak to? majtki chociaż zdejmę" jak
    powiedziałam, tak zrobiłam, wlazłam spowrotem, rozłożyłam nogi i poczułam jak
    ogromny parowóz wyjeżdża ze mnie. I wyskoczyła Wikuś, co obwieściła wrzaskiem,
    tak głośnym, że zupełnie nie słyszałam, co się do mnie mówi(do dzisiaj to ma) Po
    czym pani
    położna, ta która mnie przyjmowała, znowu ślimaczym tempem wyciągnęła swoje
    papierki i kończyła ich wypełnianie. Potem jeszcze był numer, jak pani doktor
    chodziła po całej sali z moim łożyskiem, z którego starała się wycisnąć jak
    najwięcej krwi. Ale najbardziej zaskakujący okazał się finał, kiedy to pełna
    szczęścia i zaszyta, leżałam już na sali. Nagle wpadła pani doktor i
    obwieściła "pani Agnieszko urodziła pani pierwsze dziecko w naszym mieście w
    dniu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, wobec tego proszę się
    przygotować i ogarnąć , przyjdzie do pani prezydent miasta, prasa, radio i
    telewizja" Tego było za wiele!!! "Mareeeeek zabierz mnie do domuuuuuu!!!" Ledwo
    mnie zatrzymano oj ledwo
  • 19.07.07, 12:33
    fantastyczny wątek; takie historie powinny być prezentowane w szkole rodzenia; w
    mojej szkole rodzenia położna gloryfikowała ból jako coś niezbędnego do stania
    się dobrą matką; jestem w 37tc3d i bardzo się boję, a te historie naprawdę są
    jak balsam dla ducha i ciała smile; mam nadzieję, że niedługo będę mogła umieścić
    tu swoją historyjkę smile
  • 24.05.11, 12:55
    EXTrasmile popłakałam sie ze śmiechu a rodze za 3 miesiącesmile
  • 02.11.06, 17:00
    NO MAJOWA PANNO!!!!!!!!!!!!!
    DAWNO SIĘ TAK NIE ZPŁAKAŁAM!!!!!!!!!!!!! ZE ŚMIECHU OCZYWIŚCIE.
    A JAK CZYTAŁAM O TYM BROKACIE TO MAŁO MI SYN Z RĄK NIE WYPADŁ!!!!!!!!!

    DZIĘKI I ABY WIĘCEJ TAKICH TEKSTÓW!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    --
    b1.lilypie.com/WU-1.png

    AGA, MAMA KUBY (03,06,2006)
  • 02.11.06, 20:22
    Oj dziewczyny. Wszystko przeczytałam w trzech odstępac, bo z płaczu ciągle
    brakowałi mi husteczek. Dawno tak się nie uśmiałam.Pozdrawiam
  • 02.11.06, 21:17
    Termin mego porodu przypadał na 15 czerwca i oczywiście nic sie nie działo,
    nie doswiadczyłam żadnego skurczu i sobie czekałam. dnia 19 w pon. lekarz kazał
    mi zadzwonic i zdac relacje z tego co sie dzieje i oczywiscie nic sie nie
    działo. Ale ja jako spryciarz pomyslałam sobie ze jak znowu mu powiem że nic
    sie nie dzieje to karze mi przyjsc do gabinetu i znowu zabulę 100 zł na co nie
    miałam najmniejszej ochoty. Wiec rano zadzwoniłam i powiedziałam
    enigmatycznie ze cos mnie tam boli (co oczywscie nie było prawdę hihihi). Tak
    wiec doktorek mówi prosze przyjsc. Więc ubrałam sie umalowałam i poszłam -
    dosłownie na piechotkę gdyż było piekny upalny dzień. Do szpitala przez pola
    miałam stosunkowo blisko, bo jkaies 4o minut spaceru. Po jakis 20 min spaceru
    cos mi tam zaczło ciązyc w brzuchu i jeszcze przez mysl mi przeszło ze jak dzis
    urodzę to będę mogła mówic ze napiechotę do porodu szłam. I wykrakałam.
    Wlazałam do szpitala, doktorek zbadał i mówi główka
    nisko i chyba by mnie zostawił w szpitalu. na co ja sobie mysle "jasne fundzusz
    płaci a ja będę kwitła w szpitale - nie ma głupich" i mówie"ide do domu,
    przyjede jutro panie doktorze, nic mi nie jest" była 11 rano. On mi na to no
    dobra (wariatka pomyslał pewnie)zrobimy tylko ktg. na tym ktg patrze i oczom
    nie wierze, wychodza jakies skurcze a ja nic nie czuje, zajebiscie mysle o co
    chodzi???!!! No ale nadal chce do domu. wstaje z tego ktg i czuje ze mi mokro.;-
    )) to chyba wody albo tak zwany czop sluzowy. ide do kibla bleeeeeee
    mysle sobie chyba jednak zostane w tym szpitalu. Położyli mnie na patologii i
    mysle sobie pojde na darmowe usg tak dla rozrywki. Czekam na to usg i co widze,
    koleżanka,której sto lat nie widzialam. Wiec ploteczki i smiechy chichy bo
    własnie zaczał mnie cos brzzuch bolec. !!Na usg lekarz miał taka minę jakby
    moje dziecko miało wszystkjie choroby swiata, wiec sie zestresowałam i pytam:
    czy cos nie tak. Ona na to : nieee ale dziecko jest małe.ja na to ale co znaczy
    chudy jest (wymiar główi na 40
    tydzien, ale brzucha 4 tyg, mniej) a ona:chyba chudy. Kur... zestresowałam sie
    i biegne do mojego gina no i niespodzianka zaczyna mnie powaznie brzuch bolec.
    No iznowu ktg a tam zadne skurcze nie wychodzą!!!! wiec rano był a ja nic nie
    czułam
    , teraz mnie boli a na ktg wilekie góóóowno!! Mówie że mnie boli, pani na to:
    nie ma żadnej akcji skurczowej. To se mysle zajebiscie bo ja czuje wyrazne
    skurcze i to dosc czesto, małż pojechał po rzeczy do domu a ja leże pod ktg a
    tam
    pękłą na sali jakas rura i szlam sie wylewa. Mysle utopią mnie w tym szpitalu.
    wchodzi salowa: Kto to odkrecił??? i na mnie podejrzliwym wzrokiem patrzy. Ja
    mówię ze nic nie ruszałam a ona jasne, jasne. ja chyba rodze o ona ze jakis
    kran odkrecałam paranoja. Odłączyli ktg przeniesli do innej sali. A tam na
    powaznie boli, chodze po sali zginam sie w pół i myśle " jak mi nic nie jest a
    to tak boli to co będzie póxniej"??? Wchodzi małż mówie "urodzę dzis". Wchodzi
    pielęgniara i
    oświecenia dostaje" Panią boli" No nie da sie ukryc. I mówi idz pani do
    lekarza dyzurnego. ja se mysle wezmą mnie za jakas histeryczke bo przeciez ktg
    nic nie wykazało. Ale ide. Lekarz pogmerał (czwarty raz tego dnia) i mówi
    kochana szykuj sie na górę - rodzisz!!! Wiem ze ciezko w to uwierzyc ale
    odetchnełam z ulgą - pieprzone ktg!!! mo i nie jestem zadna histeryczka1!!
    Lewatywaka i na porodówke.Jest godzina 16.30 A tam ruch jak na Marszałkowskiej.
    zamiast na sali rodzinne (pięknej) wyladowałam na sali ogólnej obok baby, która
    uparcie krzyczała ze umiera. Obleciał mnie blady straach, bo ja nawet nie wiem
    jakie mam rozwarcie a juz mnie tak boli jak cholera, Co bedzie póxniej,nic nie
    mówie tylko sciskam Tomka ze rękę. Znowu ktg. Skurcze wychodzą a po chwili
    znowu nic, pier........aparatura. Leże mija 1,5 godziny. zjawia sie położna
    ze
    szkoły rodzenia (jak sie pozniej okazało moje wybawienie). Mówię: Dorotka boli
    mnie, zrób cos. Ona ale marne te skurcze, ja na nato 'mam to w dupie są częste
    i bolesne a to ktg w dupę sobie wsadzcie)Pozatym ja chce do sali rodzinnej bo
    przy tej "umierającej" babie zwariuję. Dorotka "ale sale zajete" Ja mówie "dupa
    słyszałam ze sie dziecko urodziło, na tyle przytomna jeszcze byłam choc
    zaliczalam odlot przy kazdym skurczu \Dorotka "dobra zobacze cos ie da zrobic
    ale najpier Cie
    zbadam. Wsadza łapę i zdziwonona mówi' Jezu masz juz 7 cm zaraz
    urodzisz.Dlaczego nie nie mówiłaś??? Czyli typowa historia z serii "nikt Ci nie
    wierzy, ze rodzisz" Wraca po kilku min "DOBRA JEDZIEMY NA RODZINNA" wchodzimy
    na salkę i ja durna myslałam, ze sobie jeszcze pochodzę, prysznic zalicze. A
    ona i jeszcze druga na to " co Ty wyprawiasz, na fotel zaraz urodzisz.
    Połozyłam sie łapy wsadziły masaz szyjki ( nie myliz z szyją), przebiły pęcherz
    płodowy, no i si zaczęło na poważnie. Wrzasnęłam przy pierwszym skurczu partym
    (bardziej dlatego ze to cholernie dziwne uczucie) położna na to : kobieto
    możesz sobie wrzeszec ale po co?? tylko oddech tracisz, oddychaj przeponą jak
    na szkole rodzenia. Mysle to chyba nie głupi pomysł. Wdech do brzuszka, chwilę
    przytrzymac wydech ustami, skupiam sie na tym choc nie łatwo. Macica skacze
    chcesz przec. a słyszysz - nie przyj oddychaj, na to wszystko wchodzi lekarz i
    naciska na brzucj. TEGO JUZ ZA WIELE . leje go po łapach. Wkurzył sie mówi "tak
    to my sie nie bedziemy bawic" A
    kto tu sie kur..bawi, z reszta jak taki jestes mądry to sam sobie urodz!!!
    Dobra przyj mówi położna, widze wielki nożyce mysle naciecie mnie czeka. no i
    wsadza te nozyce tnie, nie boli lekko szczypie. Mam to w dupie, chce juz
    urodzic. Jedno parcie, widac główke - mowi Tomus (notabene zamiast ocierac mnie
    recznikiem stał i gapił sie miedzy nogi, chcial widziec jak sie jego dzidzia
    rodzi wink)główka sie chowa znowu prę, znowu wychopdzi znowu sie chowa. POłozna
    mówi; Przyj ze złoscią. Biorę
    wdech i mysle teraz albo nigdy i heja!!! I czuję jak dosłwonie wysuwa sie ze
    mnie ciepłe ciałko, odlot. Nie wierzę urodziłam!!! Jeszce chwila i głosny
    krzyk. Kładą mi Go na brzuchu. Jest 19.20 Moje pierwwsze słowa "ale mały"
    2950g, 49 cm. Nieduzy ale przesłodki.Tomi przecina pępowine bierze go do
    pokoiku obok a mnie cerują. Tomik jest naprzeciw wiec znomu wszystko widzi i mi
    macha. wariat wink). Odwiezli mnie na oddział. lezę 2 godziny, mówia co najmniej
    cztery, a ja czuje sie dobrze chce pod
    prysznic. Idę, pielęgniara mówi jezu pani w makijazu!! Wiec wziełam prysznic
    siadłam na łóżku, i zabrałam się za zmywanie makijazu. Małż patrzy na mnie jak
    na wariatkę i pyta co Ty robisz, ja na to "poród nie zwalnia mnie z obowiązku
    zmycia makijazu hohihihihi, jeszcze kremik na noc i kłade sie wysyłam milion
    smsów i tak dzis nie zasne. wink
  • 23.02.10, 16:03
    ja rodzilam juz jakis czas temu ale taka terapie smiehowa juz dawno n ie zaliczylam ...
    poplakalm sie ze smiechu az litery mi sie zlewaly...
    ale jeszcze kilkadzieisat stron przedemna , chyba dzisiaj nie dam rady poczytac wszystkiego ale juz zawczasu sie smieje jak sobie tylko wspomne o tych wszystkich przygodach waszych ...
    fajnie ze jest taka stronka bo mozna sie niezle zrelaksowac...
    pozdrawiam wszystkie panie ....
  • 26.02.07, 21:17
    O matko! Posikalam sie ze smiechu! W tej chwili to nic dziwnego bo w 23 tygodniu
    popuszczam nawet jak kichne. Genialne! Maz uznal, ze nie wszystko ze mna w
    porzadku.
  • 02.11.06, 21:53
    Mój małż mocno przejety,że urodził mu się długo wyczekiwany pierworodny syn po
    6 latach walki z nieplodnością,kiedy uznał,że ze mną i z dzieckiem już wszystko
    ok udał się do apteki.Wchodzi i mówi:
    - Ma Pani coś na zgagę?Bo urodził mi się syn i strasznie mnie zgaga męczy.
    Pani stanęła na wysokości zadania,bo nawet własną Nałęczowiankę mu podala do
    popicia.
    Bidni są Ci nasi mężczyźniwink))))))))))
  • 16.10.08, 21:39
    a propos naszych panów. Byłam w szkole rodzenia i przyszło kilku
    tatusiów, co było sympatyczne oczywiście. Pani doktor zaczęła od
    slajdów z porodu, aczkowliek na początku były to tylko zdjęcia
    dzieci się rodzących, więc spoko. I po 3 minutach nagle krzyk,
    zapalanie światła, wszyscy się poderwali z krzeseł, słyszymy: do
    góry nogi, słabo się zrobiło, dajcie wody. Myślę sobie: jakaś
    ciężarna no tak, krzesła sztywne, twarde, w sali gorąco.... A to
    jeden z panów prawie zemdlał przy 3 slajdzie! Zmierzyli mu
    ciśnienie, dali kawy, ale na tym się nie skonczyło, ... żona
    opowiadała, ze poszli w końcu do szpitala, bo tak go trzymało. Zona
    zła na niego, bo wszystkie się śmiałyśmy. No tak, my mamy rodzić, a
    panowie na slajdach wymiękają!!!smile
  • 16.10.08, 23:05
    O kurczę... Mam nadzieje, że mnie nie będą musieli wynosić... big_grin
    --
    "Szukajcie wpierw królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a wszystko inne
    będzie wam przydane."
    <object type="application/x-shockwave-flash" data="<a
    href="widgets.clearspring.com/o/487296a0354aeda2/48f6f26271930dd3/agoraPoland/e9d8f9c9/-cpid/77763dccc39e2d4""
    target="_blank">widgets.clearspring.com/o/487296a0354aeda2/48f6f26271930dd3/agoraPoland/e9d8f9c9/-cpid/77763dccc39e2d4"</a>
    id="W487296a0354aeda248f6f26271930dd3" width="187" height="282"><param
    name="movie" value="<a
    href="widgets.clearspring.com/o/487296a0354aeda2/48f6f26271930dd3/agoraPoland/e9d8f9c9/-cpid/77763dccc39e2d4""
    target="_blank">widgets.clearspring.com/o/487296a0354aeda2/48f6f26271930dd3/agoraPoland/e9d8f9c9/-cpid/77763dccc39e2d4"</a>
    /><param name="wmode" value="transparent" /><param name="allowNetworking"
    value="all" /><param name="allowScriptAccess" value="always" /></object>
  • 02.11.06, 22:45
    Ja trafiłam na porodówkę ok. 5 rano, rodziłam do 11, a o 7... włączył mi sie
    budzik w torebce, w komórce, bo miałam ustawione codzienne budzenie o tej porze
    (bo pracowałam do końca).
    --
    "Czasami rano budzę się ze strachem, a czasami jej nie budzę." Lech Kaczyński
    ***************
    Anielka
  • 02.11.06, 22:55
    w związku z tym, że równoczesnie na sali obok mnie rodziła inna kobieta, a
    położne mówiły, że to jej 3 dziecko, więc urodzi szybciej niż ja, to ja
    krzyczałam głośniej niż ona, żeby tylko o mnie nie zapomniały!
  • 03.11.06, 08:26
    fajnie że i poród można tak wspominac smile a od siebie moge dodać coś z ostatniej
    wizyty u gina (podobno ciąża wpływa też na rozum...)

    poszłam do gina na miesięczną ciążową wizytkę, siedzę sobie na stołeczku
    naprzeciwko pana dr'a a że byłam przeziębiona i brałam leki to lekarz mówi do
    mnie: "proszę pokazac język". ja sobie myslę, matko... ginekolog? jaki język??
    no i niewiele więcej myśląc pokazałam mu język w stylu dziewczynki z
    przedszkola którą wkurzył kolega... a on na mnie patrzy, śmieje się i mówi -
    ale nie tak! chodziło mu o gardło oczywiście. potem z tego tak mi się śmiać
    chciało że nie umiał mi do tego gardła zajrzeć. blodnynka jestem smile

    --
    Mamusia kwietniowa 2007!
    Nasze słoneczko FRANUŚ
  • 03.11.06, 09:36
    Majowa-panna dzięki za poprawienie humoru. Ja jestem pod koniec 38tyg. i
    skurcze się zaczęły. A w tej sytuacji taka dawka humoru jest jak najbardziej
    wskazana. Uśmiałam się jak nigdy. Ogromne dzięki. pozdrawiam
  • 03.11.06, 11:42
    majowa panno! dzięki za te historyjki. chyba uratowały mi życie. Wczoraj miałam
    okropnego doła i na szczęście trafiłam na to forum. Ale czytać dokończyłam
    dzisiaj bo wczoraj przez łzy nie mogłam dokończyć. Pozdrawiam i proszę o więcej
    mocnego humoru
  • 03.11.06, 12:32
    Upłakałam się jak nigdy. Ze śmiechu smile
    Świetny wątek!!
    --
    10 serpnia 2005r. urodził się mój SKARB smile
  • 03.11.06, 13:20
    Mialam cesarkę. Mąż mial byc przy mnie na sali operacyjnej, ale nie zdążył.
    Dostalam znieczulenie, położyli mnie na łóżku, zawiesili parawan, dali
    kroplówkę w prawą rękę. Lewą miałam wolną. I patrze, a przez taką szybkę w
    drzwiach macha do mnie mąż- więc usmiechnęłam sie szeroko i odmachuje mu lewa
    reką. Anastazjolog, ze smiertelnym zdziwieniem do mnie 'CO PANI ROBI??'
    ja: 'macham do męża'. Ona: 'ale tu nie ma Pani męża!!'. Ja (mimo lekkiego
    oszolomienia bardzo rozbawiona): 'jest..'- i nie dokonczylam, bo Pani mi
    zalozyla maskę z tlenem smile

    Myslala chyba, ze mam jakies halucynacje smile w kazdym razie potem zobaczyla,
    mojego meza za ta szybką, wiec musiala zrozumiec do kogo machalam.

    I druga rzecz: nastepnego dnia mąż mial mi przywiezc jakas nowa koszulę nocną,
    bo stara byla tak przepocona, ze chyba bylo mnie czuc na korytarzu. I
    przywiózł.. ale imprezową sukienkę wink Moiwil, ze strasznie podobna wink) Nie
    chcialam juz dluzej lezec w smierdzacej koszuli, wiec przebralam sie w ta
    sukienkę (kurde- stalowy kolor, rękawy z koronki, krotka!!). Przyszedl obchód
    lekarz popatrzyl na moją kreacje i na lezaca obok 'Politykę' (i 'niezbędnik
    inteligenta') i powiedzial 'a to dosc oryginalna położnica' wink
    --
    'Bóg stworzył człowieka bo nie podobała mu się małpa. Dalszych eksperymentów
    zaprzestał.' Mark Twain
  • 03.11.06, 14:16
    Wprawdzie u mnie wesoło było juz po porodzie - mamy wychodzić do domu, spieszy
    mi się jak cholera, bo byliśmy w szpitalu dobę dłużej zewzględu na żółtaczkę
    małego. No i mąż kursował już tego dnia kilka razy ( z obiadkiem - bo marnie
    dawali jeść, z wodą - bo pić mi się chciało podczas karmienia itp. ) no i w
    końcu pediatra pozwoliła wyjść, zadzwoniłam po męża, no przyjechał -przywiózł
    wszystkie bambetle: kocyk, ciepłą czapeczkę dla małego ( bo to listopad),
    nosidełko itp. No i ok. młody ubrany w nosidełku to ja do męża:"Dawaj moje
    ciuchy", a on "o k... nie wziąłem". Wtedy się wkurzyłam.
  • 03.11.06, 15:35
    Ja też miałam podobną sytuację. Przy pierwszym porodzie mąż przyjeżdząjąc po
    nas do szpitala zapomniał wziąć mi spódnicy - wracałam w szlafroku smile A po
    drugim porodzie nie zabrał mi rajtek. Obie córki urodziłam w marcu. Ciekawe
    czego zapomni tym razem - termin mam na 4 grudnia!
  • 05.11.06, 17:27
    To tak jak u mnie - rodziłam w srodku zimy, styczen, mroz mocno zlapal, ja z
    malym wychodze do domu, maz przywiozl reczy malego ale ... zapomnial o mnie.
    Dobrze, ze po przyjeciu do szpitala zostawilam sobie spodnie i sweter - w takim
    stroju wracalam do domu, bez kurtki zimowej, bez czapki, szalika i rekawic smile
    ale przynajmniej nie wracalam w koszuli smile)) - byloby na to ciut za zimno (ok.
    10-15 st mrozu)

    pozdr
    vall
  • 03.11.06, 16:15
    Jeszcze jeden z maila!

    Do szpitala poszłam o 4 w nocy, tak ze moglismy byc nieco niewyspani, bo i cały
    dzień i cała noc na nogach. Polozna przyniosła P krzeseło a mnie piłke. I tak
    sobie skacze, przy skurczu usiłuje z niej nie spasc i co słysze nagle za soba?
    POTĘŻŃE CHRAPNIECIE. Myslałam ze zabije meza ta piłka, taki wazny moment a on
    przysnał!!!!
    I jeszcze jak mnie wzieli na cc, bo młodemu spadło tetno P zosał na korytarzu.
    Po 15 minutach pielegnierka wychodzi z noworodkiem i pyta: czy to pana dziecko?
    Na co mój przytomny maz odpowiedział:nie wiem.....
    co sobie pomyślała ta połozna to juz tylko jej, a P chodziło o to, ze nie wie
    ile tam bab pokroili, i czy to akurat dzidzius z mojego brzucha.....
    O i jeszcze jedno, P był bardzo zdenerwowany - ciekawe czym przeciez to ja
    rodziłam- i kiedy pognałam do toalety po lewatywie powiedział połoznej ze sie
    przestraszyłam i uciekłam z oddziału

    --
    [url=www.tik-tak.pl]http://www.tik-tak.pl/forum/img/tickers/tickers14940.gif[/url]
  • 05.11.06, 15:22
    to i ja się dopiszę. Gdy już po pięciogodzinnym wywoływanym porodzie
    wylądowałam na krześle ginekologicznym zaczęłam przeć. Nagle pękła mi żyłka w
    pochwie i sporo krwi siknęło na położną. Sporo to mało powiedziane, zalało jej
    całą twarz. A ja zamiast przeć akurat, gdy przyszedł skurcz, wyciągam do niej
    ręce i mówię "matko kochana, przepraszam panią, nie chciałam, no krew się
    rozlała no" hehe. Położna "nic się nie stało, ale wypadałoby raczej przeć, niż
    przepraszać" Teraz się z tego śmieję, ale wtedy byłam przerażona bo nie
    wiedziałam co się dzieje. Męza nie chiałam mieć przy porodzie, więc czekał na
    korytarzu, Zamiast zadzwonić do niego pierwsza, wydzwoniłam po całej rodzinie.
    Na końcu gdy gin mnie zszywał, był bardzo zdziwiony że nie trzeba mnie
    przywiązaywać do krzesła (niestety jeszcze w niektórych szpitalach takie
    warunki panują) a ja na to "rodził pan kiedyś? Nie to to zszywanie to jest jak
    puknięcie paluszkiem" a on ze swoim "wszystkiego dobrego" na końcu tak
    powiedział.
    --
    www.bobasy.pl/gabia
  • 06.11.06, 15:57
    SUPER WĄTEK!!!!!!!!!!!! big_grin big_grin big_grin
  • 06.11.06, 16:08
    no to ja dorzucę parę słów o moim porodzie. Jak już było po wszystkim okazało
    sie że łozysko było brzydkie ze skrzepami czy krwiakami więc posatnowiono , że
    będę mieć łyżeczkowanie, jakm lekarka zaczęła swoją robotę to ja do nie że jak
    już mnie czyści to od razu poproszę o lisposukcję ud, pośladków , zmniejszenie
    brzucha no i o powiększenie piersi. Lekarka zaczęła się śmiać , że niestety
    tylko piersi będą większe zgodnie z życzeniem na pewno miseczka C ale to
    dopiero za kilka dni , jak laktacja się dobrze rozbudzi a resztę rzeczy będę
    musiała się umówić na kiedy indziej. Potem na obchodzie lekarze sie do mnie
    albo i ze mnie śmiali ...
    --
    <"Co czyni człowieka człowiekiem???>
  • 26.02.07, 19:15
    agusia0611 napisała:

    > Jeszcze jeden z maila!
    >
    > Do szpitala poszłam o 4 w nocy, tak ze moglismy byc nieco niewyspani, bo i
    cały
    >
    > dzień i cała noc na nogach. Polozna przyniosła P krzeseło a mnie piłke. I tak
    > sobie skacze, przy skurczu usiłuje z niej nie spasc i co słysze nagle za soba?
    > POTĘŻŃE CHRAPNIECIE. Myslałam ze zabije meza ta piłka, taki wazny moment a on
    > przysnał!!!!
    > I jeszcze jak mnie wzieli na cc, bo młodemu spadło tetno P zosał na korytarzu.
    > Po 15 minutach pielegnierka wychodzi z noworodkiem i pyta: czy to pana
    dziecko?
    >
    > Na co mój przytomny maz odpowiedział:nie wiem.....
    > co sobie pomyślała ta połozna to juz tylko jej, a P chodziło o to, ze nie wie
    > ile tam bab pokroili, i czy to akurat dzidzius z mojego brzucha.....
    > O i jeszcze jedno, P był bardzo zdenerwowany - ciekawe czym przeciez to ja
    > rodziłam- i kiedy pognałam do toalety po lewatywie powiedział połoznej ze sie
    > przestraszyłam i uciekłam z oddziału

    Gdy byłam już na oddziale (urodziłam dzień później), to byłam świadkiem bardzo
    podobnej sytuacji. Facet identycznie zareagował na pytanie położnej. Po czym
    zadzwonił do swojej mamy i powiedział mniej więcej tak: "Mama? No cześć.
    Dominika urodziła. No przecież, qrwa, mówię, że miała cesarkę! No to słuchaj!"
    i się rozłączył. Potem nakrzyczał na teściową, że to przez nią Dominika (żona)
    tak długo się męczyła, a na koniec wylądowała na cc, bo ona (teściowa) chciała,
    by maluch się urodził w urodziny jej synawink
    Potem byłam z tą dziewczyną na noworodkowym na sali. Mąż, jak ochłonął, okazał
    się w miarę normalnywink
    --
    Mateusz ma już...
    Kulczę blade
    GG 1958346
  • 06.11.06, 17:16
    Co prawda nie poród, ale wizyta na wesoło: po kilku cyklach starań
    zaniepokojona idę do mojego gina i prawie z płaczem mu wyznaję, że staramy się
    i tak bardzo chcemy a tu nic i nic, a gin na to:"droga pani to tylko u bydła
    byk hop na krowę i juz cielę"!!
  • 28.01.12, 15:44

    -- o rety nie moge. zaraz padnesmile
    <Dominik 16.05.2005, Mateuszek 18.10.2007, Aniołek 22.12.2010>
  • 06.11.06, 17:58
    u mnie wesoło wspominam teraz bo wtedy to...,
    kiedy myślałam że już dlużej nie dam rady, przyszedł kolejny lekarz,
    konkretnych gabarytów ostatkiem przytomności umysłu krzycze
    do lekarza i położnej oraz męża i siostry,
    - pan pcha, pani ciagnie, ja preee, a wy się zamknąć!!!!
    lekarz na to:
    - skoro pani tak rozkazuje to siostro do roboty.
    po jednym parciu ciągnięciu i pchaniu malutki był na zewnetrznej,
    na obchodzie śmiał się - jeszcze jakieś rozkazy
  • 06.11.06, 19:36
    1/ Do szpitala trafilismy o 3ciej w nocy - porod mial byc rodzinny, wiec maz,
    zgodnie z wymogami szpitala, postanowil nabyc odziez ochronna, czyli fartuch...
    problem w tym, ze fartuchy sprzedawane sa w recepcji jedynie... w dzien.
    Lekarze sie ulitowali, maz asystowal przy porodzie, Maly urodzil sie o 6tej
    rano, 5 min pozniej na sale wpadla z triumfem polozna informujac meza, ze moze
    juz nabyc fartuszek...

    2/ Po wypelnieniu ankiety przeszlam do sali przygotowawczej, gdzie byl
    prysznic... gdy tylko pozostawiono mnie na chwile sama wlazlam pod niego i
    przez nastepne pol godziny nie pozwalalam sie stamtad wywlec (mniej bolalo),
    przekonalo mnie dopiero przybycie kolejnej poloznicy

    3/ Skurcze parte, maz trzyma mnie za reke, lekarz i polozna pomagaja rodzic, do
    sali wchodzi pielegniarka, ktora spisywala moja ankiete i z calkowitym spokojem
    pyta "Przepraszam a jaki pani ma zawod?"... 10 min pozniej (tuz przed porodem
    glowki) wraca, staje nade mna i mowi: "Przepraszam, czy moglaby mi pani jeszcze
    raz pokazac swoja ksiazeczke ubezpieczeniowa?"
  • 06.11.06, 20:01
    U mnie bylo wiele smiesznych momentow w trakcie porodu
    ale dwa mi szczegolnie utknely w pamieci.

    Pierwszy moment:
    ...10 godzina porodu, 5 cm rozwarcia, juz ledwo zyje (oksytocyna podawana od 6
    godziny porodu), przygotowania do podania zzo....
    Anestezjolog: Juz ostatni (3) raz probuje sie wkluc jak nie to ide ...
    Ja(wsciekla) : To chyba zarty. Nigdzie Pan nie pojdzie poki ja tego znieczulenia
    nie dostane.
    Anestezjolog: Uuuuu! Widze, ze tu wieksza dawke siostro potrzeba smile

    Drugi moment:
    ....juz rodze, ostatnie chwile...
    Polozna: No pieknie, juz glowke widze. Jeszcze Sylwia!
    Ja: Juz nie dam rady. Prosze Agnieszko (polozna)zabierz go z tamtad!
    Polozna: To co za wlosy mam go ciagnac ?! smile
    Ja: To on ma wlosy, pokarz...
    I 5 minut pozniej synek lezal u mnie na brzuchu.

    Pozdrawiam
    Sylwia
  • 06.11.06, 20:44
    dziewczyny peknlam ze smiechu-panna majowa-powinnas normlanie pisac kawaly lub
    kabarety hihih nie moge noo
  • 06.11.06, 20:45
    To opowieść babci mojego męża. Lat temu prawie 50 mieszkała na wsi, odeszły jej
    wody ale skoro nie było skurczów to jeszcze obiad ugotowała. Wreszcie nadszedł
    czas by zadzwonić po karetkę. Pielęgniarze ją zabrali, jadą drogą przez wieś.
    Nagle jeden się odwraca i mówi -czy pani się spieszy bo jak nie to byśmy się
    zatrzymali i narwali sobie trochę truskawek?. Po czy zostawili kobiecinę w
    karetce i poszli na pole wrócili po pół godzinie.
  • 06.11.06, 21:06
    U mnie bylo na tyle wesolo, ze jak juz mialam skurcze co 15-20sek to moj maz
    dal mi mamae do telefonu, a ona z zapytaniem : Kochanie jak sie czujesz? Ja na
    to przez zeby- Mamusiu chyba to nie najlepszy moment na rozmowe ...

    Ciekawa jestem co przy tym porodzie smiesznego sie przydazy, porod za
    5tygodni smile
    Magda
  • 15.02.08, 13:54
    Coż, chętnie dorzucę moją historyjkę: W weekend przed terminem porodu przyjechała do nas teściowa z daleka. Zjawił się też szwagier, który mieszkał wówczas w jednym z pobliskich akademików. Poszliśmy wszyscy do marketu na zakupy. Tak mi było jakoś nieswojo i mówię do rodzinki, że chyba jutro urodzę. Na to teściowa odpowiada, żebym się jeszcze wstrzymała, bo ona musi do domu jechać (babcia chorowała i potrzebaowała opieki). Zadziwiłam się trochę, bo to była zaskakująca prośba. Rano, o 5 poczułam że muszę natychmiast do toalety. Myślę sobie, nic, tylko wkrótce urodzę i chwilę później patrzę, a tu mi tak powolutku płynie coś jasnoróżowego. Obudziłam męża i mówię, jak się sprawy mają. Wyszykowaliśmy się, poinformowaliśmy o zaistniałej sytuacji teściową i w drogę. O 6 byliśmy na IP. Faktycznie, powiedzieli, że dziś urodzę. Po kilku godzinach rodzina zjawiła się na porodówce, a tu akcja porodowa powoli się posuwa. W końcu teściowa, chyba przejęta całą sprawą pyta: Nie mogłabyś się pospieszyć? Może jeszcze zdążę na autobus...
    Potem było jeszcze kilka zabawnych chwil: Jak już bolało okrutnie, to marudziłam dość głośno w tych oto słowach: Panie Boże czemu mi to zrobiłeś. Za plecami usłyszałam męża: To nie Pan Bóg, to ja, zapomniałaś?
    A na sam koniec, podczas szycia włączyła mi się faza gadania i zapytałam lekarza, czy w domu przyszywa guziki, ceruje itp.
  • 07.11.06, 14:18
    Podtrzymuję wątek bo jest super. Nie pamiętam tak fajnego i interesującego
    wątku na forum big_grin
  • 07.11.06, 18:25
    polozna chce mi zalozyc cewnik a ja krzycze : chwileczke a gdzie masc
    znieczulajaca? ona sie na mnie patrzy jak na glupia bo pierwsze slyszy o masci
    znieczulajacej a ja na to glosem oburzenia: w polsce to byle sukom i krowom
    wsadzaja cewnik ze znieczuleniem miejscowym a tu (anglia) ludziom zaluja...

    na sali operacyjnej naliczylam sie okolo 10 osob
    i mowie glosno : dziwne, do cc u krowy tylko dwie osoby sa potrzebne ;ppppp



    teraz to mi troche glupio big_grin

    --
    gadulec: 251114
    www.bobasy.pl/wiewiorka
  • 08.11.06, 13:04
    Niezłą historyjkę mi teściówka opowiedziała. Jak lezała na porodówce już "na
    haju" to do założenia jej welflonu przysłali młodziutka studentkę. I ta bidulka
    na mojej teściowej uczyła się robić wkłucia. Im dłużej to trwało tym większe
    zwidy moja mama miała. Traciła kontakt z rzeczywistością i zachwile wracała
    cała w skowronkach i tak parę razy. W pewnym momencie jak otworzyła oczy to jej
    cały błogostan odszedł. Doszła do wniosku, że umarła i nad nią lekarze płaczą.
    Bo młoda była, i że dziecko bez matki będzie się chowało(taki tam
    przemyślenia... big_grin ).

    Co się okazalo. Studentka siedziała nad teściową i zanosiła się płaczem bo w
    żyłę nie mogła trafić i narobiła takich krwiaków pod skórą że mama wglądała jak
    biedronka.

    A tak wogóle to podobno dzięki temu "Głupiemu Jasiowi" Prawie fruwała po
    porodówce(wizję taką miała...). :aniolek
    --
    AGUSIA, MAMA KUBUSIA (03,06,2006)
  • 08.11.06, 13:17
    dobre to było <hahaha> pozdrów męża... wink
  • 09.11.06, 14:35
    umarłam i prawie urodziłam ze śmiechu, ja też sobie taki poród życzę -
    przeczytałam wszystko ale z przerwami, na podnoszenie się z podłogi smile
  • 09.11.06, 18:30
    Byłam w domu prawie do samego końca, jechaliśmy z mężem do szpitala jak miałam
    skurcze co 2min. Poród przed terminem, trochę nas zaskoczył, zwłaszcza męża,
    który pożyczył kamerę, ale nie zdążył kupić filmu (kasety). Wychodzimy z domu i
    mój M. się mnie pyta, czy możemy po drodze jeszcze do supermarketu zjechać, bo
    On by ten film kupił...

    Dzień po porodzie, pierwszy obchód i mnóstwo lekarzy. Ja rozkroczona na łóżku,
    wszyscy zerkają, a tu nagle z tłumu wyłania się mój kolega z podstawówki (na
    dodatek, który mi się kiedyś podobał) i tak zerka to na mnie, to na moje nogi.
    W końcu się do mnie uśmiecha i wyciąga kciuk (ok) - ale co jest OK moja
    dzidzia, moje krocze czy ja?? Łooo mamo, co za wstyd, gdzie chować wzrok jak Go
    znowu spotkam?
  • 09.11.06, 19:52
    dawno się tak nie u?miałamsmile)))aż mi brzuch podskakuje,dzidzia kopie z tej
    mojej rado?cismilemy za niecałe trzy tyg....zobaczymy czy będzie wesoło?!
  • 17.11.06, 12:33
    o matko to faktycznie miałaś wesoło.... mam nadzieję że ja na nikogo takiego
    nigdy nie trafię wink pozdrawiam

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.