Vivi22 glowa do gory. Nie wiem ktory to twoj cykl staran. Ja
czulam sie podobnie przez pierwszych 6 cykli. Kazda @ to byly
najtrudniejsze chwile w moim zyciu. Naszczescie mam cudownego meza i
zawsze w ten pierwszy dzien kiedy jest mi najgorzej kladzie sie ze
mna i mocno tulac pozwala sie wyplakac, choc i on za kazdym razem
jest rozczarowany, ale nie daje po sobie poznac, poprostu wspiera
mnie.
Teraz byl nasz 9 cs i nic nie wyszlo. Tez uwazam to za duza
niesprawiedliwosc, jak to jest ze jednym wychodzi juz w 1cs (tak jak
mojej wspollokatorce, ktora od tygodnia jest juz mamusia a maluszek
jest przeuroczy) a ja sie staram tak dlugo i nic... dufaston nie
pomógl, test owulacyjny nie pomógl i modlitwa tez nie
Ostatnio mowie juz mezowi ze nawet zwierzatka nie moge miec, bo on
mi nie pozwala ze wzgledu na to ze mieszkamy za granica i co znim
zrobimy jak gdzies wyjedziemy.
Widzisz sama juz nie wiem co dalej robic. Jak to przetrwac i jak z
tym zyc zeby nie oszalec.
Od 3 cykli staram sie wyluzowac i podchodzic troche spokojniej, ale
to i tak na nie wiele sie zdaje gdy nadchodzi okres czekania na
termin testowania.
Musimy byc dobrej mysli i pelni wiary ze w koncu musi sie udac. Moi
rodzice starali sie o pierwsze dziecko 2 lata poczym bylo poronienie
i znowu 2 lata staran az wkoncu pojawilam sie Ja

Jest to jakas
pociecha.
Pozdrawiam cie mocno