Dodaj do ulubionych

podawanie LEKÓW w przedszkolu

08.04.10, 10:40
Witam wszystkich serdecznie. Mój synek już od paru lat cierpi na
refluks. Niestety, w okresie jesienno - wiosennym objawy znacznie
przybierają na sile i trzeba mu podawac leki, również przed
posiłkiem. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że w przedszkolu do
którego uczęszcza synek jest zakaz podawania leków przez opiekunki.
Moje zdziwienie o tyle było większe, że w żłobku absolutnie nikt nie
robił z tego powodów najmniejszych problemów. Pani z wielkim oporem
i po wcześniejszej konsultacji z Panią dyrektor, jak to
określiła "na drodze wyjątku" zgodziła się podawac dziecku tabletkę
przed obiadem. Rozmawiałam na ten temat i z Panią dyrektor i z
wychowawczynią proponując, że jeśli jest taka koniecznośc dostarczę
zaświadzczenie od lekarza i sama mogę napisac deklarację, że wyrażam
zgodę i proszę o podawanie tej tabletki. Po tej rozmowie na tablicy
ogłoszeń pojawiła się ogromna informacja, że pracownicy przedszkola
nie mają obowiązku podawania leków, że nie są placówką służby
zdrowia itd, itd... Proszę napiszcie mi jak jest w Waszch
przedszkolach? Czy faktycznie istnieją jakieś normy prawne
regulujące te kwestie i zakazujące podawanie leków, czy jest to
tylko "widzie mi się" pracowników? Sam refluks, jak i wiele innych
chorób wymaga podawania leków, ale przecież w żaden sposób nie
wyklucza dziecka z życia w społeczeństwie. Ani nie upośledza
ruchowo, ani nie jest chorobą zakaźną... Czy przez taką przypadłośc
tudzież podobne, dzieci mają byc skazane na siedzenie w domu?
Proszę, dajcie znac co myślicie na ten temat i co wiecie - za każdą
odpowiedź będę wdzięczna i bardzo dziękuje.
Edytor zaawansowany
  • yarpen111 08.04.10, 11:00

    Zakaz podawnaia lekow w przedszkolu wynika z rozporządzeń ministra
    zdrowia.
    Pierwsze, z 2004 r. w sprawie zakresu i organizacji opieki
    przedlekarskiej nad dziećmi i młodzieżą, mówi, że powinny się nią
    zająć higienistki i pielęgniarki zatrudnione w placówkach. Drugie,
    wydane rok później, doprecyzowuje, że osobą upoważnioną do podawania
    leków jest tylko pielęgniarka.




  • asinek68 08.04.10, 11:09
    Patrzysz na problem tylko przez pryzmat własnego "ja". Jeśli w
    grupie będzie kilkoro takich dzieci jak Twoje, tj. wymagających
    podania jakiegoś leku w określonym czasie to Pani zamiast zajmować
    się dziećmi i realizować program będzie się zajmowała pilnowaniem
    czasu podania leku i odmierzaniem dawek. A jeśli któreś dziecko
    dostanie wstrząsu ? Oczywiście całą odpowiedzialność poniesie Pani,
    którą w pierwszej kolejności posądzi się o pomyłkę leku, złą dawkę
    itp.

    --
    VIP
    My
  • scher 08.04.10, 16:06
    yarpen111 napisała:

    > Zakaz podawnaia lekow w przedszkolu wynika z rozporządzeń
    > ministra zdrowia.

    Nieprawda. Rozporządzenia ministra zdrowia nie mogą tworzyć zakazów dla placówek oświatowych.

    W opisanej przez autorkę wątku sytuacji podanie dziecku jednej tabletki przed posiłkiem - za wiedzą i na odpowiedzialność rodziców rzecz jasna - winno być traktowane jako zwyczajna czynność opiekuńcza, nie zaś udzielanie świadczenia medycznego.

    Jest sprawą oczywistą, że dziecko musi tę tabletkę dostać, i to nie na zasadzie żadnego wyjątku i bez łaski.

    --
    Ne puero gladium!
  • yarpen111 08.04.10, 16:21
    Nauczyciel nie podaje dzieciom leków zleconych przez lekarza.

    Uzasadnienie
    Przedszkole jest instytucją opiekuńczo-wychowawczą, która ma za
    zadanie zapewnienie dzieciom właściwych warunków rozwoju fizycznego,
    umysłowego, emocjonalnego i społecznego, wyrównywania ewentualnych
    baraków i przygotowanie dziecka do szkoły. Placówka zadania
    realizuje poprzez zatrudnionych nauczycieli. Zakres i charakter
    działań które należą do obowiązków nauczyciela zatrudnionego w
    przedszkolu publicznym wynika z art. 4 i 6 ustawy z dnia 7 września
    1991 r. o systemie oświaty Teks jednolity Dz.U. 2004 Nr 256,
    poz.2572 ze zm.) oraz art.6 ustawy z dnia 26 stycznia 1982 r. -
    Karta Nauczyciela (Dz.U. z 2003 r. Nr 118, poz. 1112, ze.zm.)
    Na podstawie przywołanych przepisów, nauczyciel jest zobowiązany do
    rzetelnego realizowania zadań związanych z powierzonym mu
    stanowiskiem i funkcjami placówki. Cechą identyfikującą ten zawód
    jest podejmowanie w ramach swoich kompetencji zawodowych działań o
    charakterze dydaktycznym, wychowawczym i opiekuńczym, które zawsze
    muszą być podjęte z uwzględnieniem dobra ucznia (w omawianym
    przypadku przedszkolaka), troską o jego zdrowie, postawę moralną i
    obywatelską z poszanowaniem godności osobistej podopiecznego.
    Natomiast nauczyciel nie jest zobowiązany do udzielania świadczeń
    zdrowotnych na podstawie zlecenia lekarskiego. Udzielanie świadczeń
    zdrowotnych jest cechą identyfikującą zawody medyczne tj. m.in.
    lekarza, pielęgniarki czy ratownika medycznego (art.4 ustawa z 1991
    r. o zakładach opieki zdrowotnej (Tekst jednolity Dz. U.z 2007 Nr
    14, poz. 89).
    W sytuacji ataku/chorby/ obowiązkiem nauczyciela będzie udzielenie
    dziecku pierwszej pomocy ( każdy obywatel jest do tego zobowiązany)
    do chwili przybycia odpowiedniego pracownika opieki zdrowotnej (np.
    zatrudnianej w przedszkolu pielęgniarki, wskazanego lekarza czy
    pogotowia). Przy czym, nie jest obowiązkiem nauczyciela podejmowanie
    działań, które wymagają interwencji lekarza lub innych osób
    uprawnionych. (kwestie tę reguluje art.162 ustawy z dnia 6 czerwca
    1997 r. kodeks karny Dz.U 1997 r. Nr 88, poz.553 ze zm.).
    Nauczyciel jest bezwzględnie zobowiązany do zapewnienia warunków
    poszanowania intymności i godności chorego dziecka wobec pozostałych
    osób, w tym dzieci.
    Należy jednoczenie pamiętać, iż w razie wyrządzenia dziecku szkody w
    trakcie podjęcie przez nauczyciela działań w ramach pomocy medycznej
    w omawianym przypadku, nauczyciel staje się dłużnikiem zobowiązanym
    do jej naprawienia z tytułu odpowiedzialności cywilnej (art.415
    ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. kodeksu cywilnego Dz.U. z 1964 Nr
    16, poz.93 ze zm.)
    Umieszczenie dziecka wymagającego specjalnej opieki zdrowotnej w
    palcówce przedszkolnej jest decyzją rodziców i dyrektora placówki.
    Obowiązkiem dyrektora placówki będzie w tych okolicznościach
    zapewnienie możliwości otoczenia dziecka odpowiednia opieką
    zdrowotną.
  • yarpen111 08.04.10, 16:24
    Dlugo dzis szukalam, bo temat ciekawy.
    Niestety sa luki w prawie co do tematu podawania lekow.
    Wieszkosc wojewodow wydaje wlasne rozporzadzenia, jednak wiekszosc
    z nich opiera sie na powyzszych ustawach.

    Chodzi tu glownie o odpowiedzialnosc karna i cywilna , jakiej
    podlegaja nauczyciele,jesli podadza cos nie tak jak trzeba.
    Dlatego wiekszosc nauczycieli sie boi podawania lekow, niestety.
  • scher 08.04.10, 16:42
    yarpen111 napisała:

    > Chodzi tu glownie o odpowiedzialnosc karna i cywilna , jakiej
    > podlegaja nauczyciele,jesli podadza cos nie tak jak trzeba.

    Skoro podają na zlecenie rodziców, to i na odpowiedzialność rodziców.

    > Dlatego wiekszosc nauczycieli sie boi podawania lekow, niestety.

    Każdy zawód jest zawodem jakiegoś tam ryzyka, i na prostej drodze można się przewrócić. Ale z powodu czyichś fobii nie można odmówić dziecku choremu na refluks prawa chodzenia do przedszkola.

    --
    Ne puero gladium!
  • scher 08.04.10, 16:40
    yarpen111 napisała:

    > Uzasadnienie
    > Przedszkole jest instytucją opiekuńczo-wychowawczą[...]

    Ano właśnie. Opiekuńczą. Tekst, który wkleiłaś, to tylko czyjaś subiektywna opinia, język nie wskazuje nawet na prawnika.

    Całe uzasadnienie nadaje się tylko do gruntownej polemiki, wyciąganie jakichkolwiek wniosków na jego podstawie nie ma sensu.

    --
    Ne puero gladium!
  • bast3 08.04.10, 11:11
    Co do niepodawania leków w przedszkolu to zgadzam się o tyle, że
    część rodziców nawet antybiotyki by tam przynosiła. Ale Wy jesteście
    w innej sytuacji, bo to już chyba choroba przewlekła, prawda? U nas
    nie ma takiego problemu jeśli dziecko choruje na coś takiego,
    wyjątkiem są przeziębienia i takie choroby. Ja myślę, że mimo
    przepisów to też kwestia dobrej woli personelu, bo nie widzę
    problemu by Pani podała jedną tableteczkę przed obiadem i tyle.
    Mojej kuzynki córeczka chodzi do normalnego przedszkola (prywatnego)
    i tam nikt nie robi problemów by podać dziecku insulinę. Wcześniej
    Pani była nauczona przez rodziców co i jak i teraz nie ma problemu
    ani z iniekcją anize sprawdzaniem poziomu cukru dziecku. Więc tym
    bardziej nie widzę tutaj problemów z jedną tabletką.
  • yarpen111 08.04.10, 11:17
    Ustawa o ktorej pisalam , jest sprzed 5 lat, nie wiem czy cos sie w
    tej kwestii zmienilo,nie sadze, bo u nas w przedszkoolu rowniez
    powiedziano,ze nauczycielki nie moga podawac lekow.
    Jesli choroba jest przewlekla, i po przyniesieniu zaswiadczenia od
    lekarza, jesli panie sie zgodza moga podac leki, ale trzeba napisac
    specjlane oswiadczenie,ze robia to na odpowiedzialnosc i prosbe
    rodzica.
    Dodam,ze dzieci z np. cukrzyca, czy innymi przewlekymi chorobami,
    moga chodzic do przedszkola z oddzialami intergracyjnymi , bo w
    takich przedszkolach sa obowiazkowo zatrudniane pielegniarki.
  • asinek68 08.04.10, 11:26
    yarpen111 napisała:

    > Dodam,ze dzieci z np. cukrzyca, czy innymi przewlekymi chorobami,
    > moga chodzic do przedszkola z oddzialami intergracyjnymi , bo w
    > takich przedszkolach sa obowiazkowo zatrudniane pielegniarki.

    Chyba to nie jest tak jak piszesz. W przedszkolu integracyjnym mojej
    córki nie ma pielęgniarki i na samym początku było wyraźnie
    powiedziane, że w przedszkolu nie podaje się żadnych leków.

    --
    VIP
    My
  • yarpen111 08.04.10, 11:33
    Hmmmm
    no sama nie wiem.
    Masz przedszkole jest oddzialem przedszkola integracyjnego.
    Pani dyr na zebraniu mowila,ze w oddziale intergracyjnym jest
    zatrudniona pielegniarka,bo takei sa wymogi, gdyz chodza do niego
    zarowno dzieci niepelnosprawne jak i te z chorobami przewleklymi ,
    ktorym trzeb apodawac leki w ciagu dnia.
    Mowie o Warszawie, przedszkole 198.
  • asinek68 08.04.10, 11:36
    Hmmmm ... ja też mówię o Warszawie.

    --
    VIP
    My
  • yarpen111 08.04.10, 11:39
    Moze w takim razie nie ma obowiazku zatrudniania, tylko zostawia sie
    wolna reke dyrektorom placowek. Wiem,ze w oddziale integracyjnym
    naszego przedskzola , jest zatrudniona pielegniarka.
  • yarpen111 08.04.10, 11:44
    Jescze dodam jedno, żłobek, to inaczej zakład opieki zdrowotnej i
    tam musi tam byc zatrudniona pielegniarka.
    Takze zlobek podlega innym przepisom prawnym niz np. przedszkola.

    Definicja żłobka
    Żłobek jest zakładem opieki zdrowotnej udzielającym świadczeń
    zdrowotnych obejmujących działania profilaktyczne i opiekuńcze nad
    dziećmi w wieku do lat 3, nie mającymi zapewnionej opieki domowej
    w godzinach pracy lub nauki rodziców bądź opiekunów albo w przypadku
    niepełnosprawności tych osób.
  • przeciwcialo 08.04.10, 15:54
    W żłobkach są zartudnione pielęgniarki w przedszkolach nie ma etatów
    dla pielęgniarek.
  • kasiaczek181987 08.04.10, 18:46
    nauczycielka nie może podać leku dziecku, może to zrobić lekarz lub pielęgniarka.
  • e-emma-e 08.04.10, 20:37
    kasiaczek181987 napisała:

    > nauczycielka nie może podać leku dziecku, może to zrobić lekarz
    > lub pielęgniarka.

    Współczuję po raz setny chyba prostować to i tłumaczyć, że to
    nieprawda.
  • skowronek76 08.04.10, 21:29
    Dziękuję za wszelkie informacje i odpowiedzi smile Nawiązując do
    jednej z nich - nie czuję się ani szczególnie wdzięczna za zgodę na
    podawanie leku, ani tym bardziej winna... smile Faktycznie "pies
    pogrzebany" w tym, że w przedszkolach zostały zlikwiedowane etaty
    dla pielęgniarek sad Ale czy to nie jest jawna dyskryminacja takich
    dzieci? Już nie patrząc przez pryzmat naszej przypadłości, ale też i
    innych równie nie groźnych... E-emme-e czy możesz proszę napisac co
    miałaś na myśli pisząc, że to nieprawda? Nie zaglądam tu zbyt częto,
    a bardzo zależy mi na "rozgryzieniu" tematu...
  • e-emma-e 08.04.10, 23:28
    Niejedna już była na ten temat dyskusja na tym forum. Ostatnio:
    forum.gazeta.pl/forum/w,587,108231233,,Podawanie_lekow_w_przedszkolu_.html?s=0&wv.x=1


    Efekt jej był mniej więcej taki, że niektóre nauczycielki za nic w
    świecie nie chciały przyjąć do wiadomości argumentów, by jednak
    podawać leki. Zafiksowały się i koniec. Tłumaczyły, że niby
    zabraniają im tego przepisy, że jest zakaz, że one nie są
    pielęgniarkami, że mogłyby się pomylić, że dziecko mogłoby się
    przecież zakrztusić, że jest zakaz, że nie, "bo nie". Albo zmieniały
    temat mówiąc, że dziecko, jeśli jest chore, powinno być w domu itp.
    Żadne logiczne i rozsądne, a nawet poparte analizą prawną argumenty
    nie docierały.

    Podobnie jest i będzie w tym wątku.

  • carmita80 08.04.10, 20:32
    To czesto poruszany problem na polskich forach dot. dzieci, a nie
    podawanie lekow w przedszkolach panstwowych to norma, prywatne
    podaja, ale te nie sa pod zadna kontrola wiec wiadomo...Przedszkola
    sa poprostu betonowymi tworami dawnej epoki, zle zorganizowane,
    zreszta podobne skostniale myslenie ma wielu rodzicow, nawet nie
    wyobrazaja sobie tego i takie bla, bla bla, zamiast domagac sie
    zmian, aby przedszkola byly bezpieczne, atrakcyjne tak dla dzieci
    jak i dla rodzicow, zwlaszcza tych pracujacych, bo ten nie pracujacy
    ma wybor.
    Miszkam za granica i w wiekszosci przedszkoli podaje sie leki, w
    szkolach podstawowych tez. Wspolczuje, dobrze, ze zrobiono wyjatek,
    czuj sie winna (wielki napis) i wdzieczna (droga wyjatku). Pozdrawiam
  • kasiaczek181987 08.04.10, 22:47
    studiuję pedagogikę przedszkolną i możecie mi tłumaczyć milion razy ale nas uczą
    jednego: W ZADNYM WYPADKU NIE PODAWAĆ LEKÓW.Dla własnego bezpieczeństwa (
    nauczycieli), podasz źle lek, dziecko będzie miało reakcję alergiczna na ten
    lek, coś się stanie i od razu idę do więzienia. Żaden rodzic nie powie,że to on
    prosił o podanie leku tylko będzie szukało winy w nauczycielu.

    Z reszta co to za przekonanie,że nauczyciel jest jakimś lekarzem/pielęgniarką ?
    Leki powinna podawać osoba która się na tym zna a nie nauczyciel w
    przedszkolu.Skoro dziecko autorki wątku choruje to niech znajdzie dla niego
    odpowiedną placówkę.Ja leków podawać nie będę, by sobie problemów nie robić
  • carmita80 08.04.10, 23:02
    Z reszta co to za przekonanie,że nauczyciel jest jakimś
    lekarzem/pielęgniarką ?
    Leki powinna podawać osoba która się na tym zna a nie nauczyciel w
    przedszkolu

    Bla, bla bla... jak zwykle, co to za ''STUDIA'', na ktorych tak
    trudno przeszkolic z piewrwszej pomocy, a takze podawania lekow? To
    studia do d... i tyle, Odpowiednie procedury, czyli w przypadku leku
    bez recepty, pisemne zlecenie rodzica co do dawki itp. w przypadku
    leku na recepte, zalecenia lekarza z jego danymi i instrukcja
    podawania leku oraz pisemne rodzica. Pielegniarka lub lekarz w domu
    tez podaja leki czy robia to rodzice, starsze rodzenstwo a w
    przypadku opiekunki z ulicy, ona sama i co jakos sie nie boja ze w
    razie czego pojda do wiezienia. Brrr skora mi cierpnie jak czytam te
    brednie o pielegniarkach/lekarzach do podania leku. Proponuje
    zatrudnic paramedykow w kazdym przedszkolu, bo a noz dziecko sie
    potknie i zbije kolanko lub zakrztusi sie buleczka, a
    pani ''nauczycielka'' spanikuje.
  • ib_k 08.04.10, 23:16
    do poczytania

    men.gov.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=180%3Aqone-s-wrod-nasq-wsparcie-dla-dzieci-przewlekle-chorych-&catid=122%3Aprogramy-rzdowe&Itemid=159
  • scher 09.04.10, 07:30
    Może wreszcie w tej nauczycielskiej mentalności zacznie się coś zmieniać.

    --
    Ne puero gladium!
  • bonnie75 09.04.10, 07:41
    Hehe....i paradny jestes! Link dotyczy chorob przewlwklych, wiesz, co to
    takiego? Ty kazesz nauczycielce swojego dziecka podawac lek na bol zeba! Dobre!
  • scher 09.04.10, 08:25
    to można również w incydentalnym przypadku nagłego bólu ząbka. Oczywiście na zlecenie i odpowiedzialność rodziców.

    --
    Ne puero gladium!
  • graz.ka 11.04.10, 10:37
    Popatrzcie na datę:
    5 czerwca 2009, uaktualniony: 25 lutego 2010
    Cały nakład 35 tys. kompletów trafi do każdego przedszkola,
    szkoły podstawowej i gimnazjum w Polsce.

    Poszukam też opracowań elektronicznych - linków na stronie MEN nie
    podano.

    W moim tych opracowań książkowych nie ma.
    A przynajmniej nauczyciele nie zostali z nimi zapoznani.
    Jutro zapytam o to dyrektora.
    --
    forum
    o origami

    serce jest
    bogactwem, którego się nie sprzedaje ani nie kupuje, ale które się
    ofiarowuje
  • ib_k 11.04.10, 15:15
    linki do tych materiałów są na dole strony, być może opracowania nie dotarły
    jeszcze do placówek albo kurzą się na biurkach betonowych dyrektoreksad
  • graz.ka 11.04.10, 16:38
    Sprawdzę.

    Ale równie prawdopodobne jest, że kurzą się w ministerialnych lub
    kuratoryjnych magazynach.

    Niestety.
    --
    forum
    o origami

    serce jest
    bogactwem, którego się nie sprzedaje ani nie kupuje, ale które się
    ofiarowuje
  • bonnie75 09.04.10, 07:37
    Carmita, zafixowana to jestes Ty albo tak bardzo nie lubisz nauczycieli w ogole.
    Zakrztuszeni sie buleczka czy potkniecie to wypadek i KAZDY ma obowiazek
    udzielic pierwszej pomocy!
    Natomiast podawanie lekow to czynnosc, ktora nalezy albo do rodzica -
    odpowiednio poinstruowanego przez lekarza, albo do osoby kompetentnej w tej
    kwestii (czyli np. pielegniarki).
    I oczywiscie powtorze argument z przykladem: czy jesli w grupie Twojego dziecka
    jest 15 dzieci i akurat, no pech chcial 12 jest chorych i potrzebuje przyjac
    trzy razy podczas pobytu w placowce lek, oczywiscie kazde o innej porze, bo
    przeciez rodzice dali dokladna rozpiske i pomylka o bodaj minute moze grozic
    czyms powaznym. Prosta matematyka mowi, ze pani musi podac lekarstwo 36 razy,
    pilnujac czasu, lekarstwa, dawki itp. A niech sie, zalozmy biedaczka pomyli -
    poda lekarstwo przeznaczone dla Jasia - Zosi? Zosia - uczulona akurat na owo
    lekarstwo dostanie wstrzasu, nie daj Boze wyladuje w szpitalu - KTO WEDLUG
    CIEBIE ODPOWIE??? Skolowana nauczycielka, ktora oprocz podawania lekow (36
    razy!!!!!) ma milion innych obowiazkow? Czy tez niefrasobliwi rodzice, ktorzy
    posylaja chore dzieci do placowek, bo sami musza pracowac i wszystko inne maja w
    czterech literach a pani MUSI podac lek, bo tak?
    Oczywiscie jest to przyklad ekstremalny, ale idac Twoim tokiem myslenia i takie
    ekstremum moze sie zdarzyc. Czy wtedy taka karteczka z rozpiska podawania
    leksrstw skonstruowana przez rodzicow bedzie miala jakies znaczenie? Przeciez
    baba sie machnela, dala nie to lekarstwo i co ich to w ogole obchodzi? Do
    wiezienia z nia. Niestety.
    Oczywiscie inaczej sprawa sie ma w placowkach integracyjnych i specjalnych dla
    dzieci chorych przewlekle, gdzie do podawania lekarstw i pilnowania czasu i
    dawkowania powinien byc zatrudniony na stale ktos odpowiedni. I to do tej osoby
    powinny byc kierownae wszelkie odnosne wytyczne. A nie do nauczyciela, ktory ma
    zgola inne zadania i obowiazki.
    Przemysl sobie to jeszcze raz i powiedz mi, czy naprawde sie myle?
    Wyobraz sobie powyzsza sytuacje, kiedy to Ty jestes ta pechowa nauczycielka od
    zlego lekarstwa. Dalej podawalabys leki dzieciom, zakladajac oczywiscie, ze nie
    poszlabys do wiezienia....?
  • scher 09.04.10, 08:33
    bonnie75 napisała:

    CytatI oczywiscie powtorze argument z przykladem: czy jesli w grupie Twojego dziecka jest 15 dzieci i akurat, no pech chcial 12 jest chorych i potrzebuje przyjac trzy razy podczas pobytu w placowce lek, oczywiscie kazde o innej porze

    Wtedy trzeba się zastanowić na zmianami organizacyjnymi, na przykład zatrudnieniem pielęgniarki, i jest to zmartwienie dyrektora placówki, który za to bierze dodatek funkcyjny.
    Natomiast jedno dziecko z refluksem, astmą albo cukrzycą, czy też incydentalny, nagły ból ząbka nie powoduje moim zdaniem takiej konieczności, bo nauczycielka nie jest osobą umysłowo upośledzoną i potrafi podać tabletkę, lek wziewny albo użyć pompy insulinowej.

    Robi to mianowicie tak, jak gdyby podawała lekarstwo własnemu dziecku.

    --
    Ne puero gladium!
  • bonnie75 09.04.10, 10:37
    > Robi to mianowicie tak, jak gdyby podawała lekarstwo własnemu dziecku.

    Scher, oczywiscie, mozna dyskutowac o tym w nieskonczonosc, ale Ty w dalszym
    ciagu nie mozesz przyjac do wiadomosci, ze nauczycielka zwyczajnie nie chce brac
    odpowiedzialnosci za konsekwencje podania nawet zwyklego paracetamolu. I pisemne
    oswiadczenia rodzicow nie maja tu nic do rzeczy, bo w przypadku jakiegokolwiek
    wypadku PO zazyciu przez dziecko lekarstwa - takie swistki ma sie gleboko
    gdzies, no, chyba, ze maja jakas tam moc prawna.
    I uwierz mi, nie chodzi tu o zla wole nauczycielek, jakies zacietrzewienie,
    niechec czy co tam chcesz - to jest obawa o wlasny tylek gdyby cos sie stalo
    dziecku. Bo jesli dziecko dostanie wstrzasu to rodzic nie bedzie sie zastanawial
    tylko pociagnie do odpowiedzialnosci nauczycielke wlasnie, ktora: mogla dziecku
    zle podac lek, pomylic dawke, dziecko moglo sie zakrztusic itp.
    I naprawde musze Ci tlumaczyc, ze w podaniu leku WLASNEMU dziecku i CUDZEMU
    dziecku nie ma zadnej roznicy?

    Jeszcze jedno - jestem jak najbardziej za zatrudnieniem w KAZDEJ placowce
    odpowiedniej osoby do tego typu spraw - wtedy rodzice moga jej przynosic
    wszelkie swistki z nazwa lekow i dawkowaniem i ona bierze na siebie cala
    odpowiedzialnosc. Nie zwalajmy wszystkiego na nauczycielki, wszak one, jak sama
    nazwa zawodu wskazuje sa od czegos innego. A moze ja sie myle? Jesli tak, to
    mnie popraw, prosze.
  • scher 09.04.10, 10:56
    bonnie75 napisała:

    > I pisemne oswiadczenia rodzicow nie maja tu nic do rzeczy,
    > bo w przypadku jakiegokolwiek wypadku PO zazyciu przez dziecko
    > lekarstwa - takie swistki ma sie gleboko gdzies, no, chyba,
    > ze maja jakas tam moc prawna.

    Ano mają moc prawną, więc nie można ich mieć głęboko "gdzieś". Czego uporczywie nie chcesz przyjąć do wiadomości. smile

    --
    Ne puero gladium!
  • bonnie75 09.04.10, 11:45
    I jestes pewny na 100%, ze w przypadku pociagniecia nauczycielki do
    odpowiedzialnosci taki swistek moze ona przedlozyc sadowi i zostanie zwolniona
    do domu? I czy jestes na 100% pewny, ze taki rodzic nie bedzie sie np. upieral
    przy tym, ze dziecko dostalo wstrzasu, bo nauczycielka podala zla dawke? -
    przeciez nie udowodni, ze podala dobrze, a dziecko akurat zle na lek zareagowalo?
    No powiedz teraz, czy chcialbys sie w takich przypadkach narazac na
    nieprzyjemnosci wszelkiej masci, lacznie z ciaganiem po sadach?
  • scher 09.04.10, 15:14
    bonnie75 napisała:

    > I jestes pewny na 100%, ze w przypadku pociagniecia nauczycielki do
    > odpowiedzialnosci taki swistek moze ona przedlozyc sadowi i
    > zostanie zwolniona do domu?

    Tak, bo odpowiedzialność za podanie leku spoczywa w takim przypadku na rodzicu. To on zlecił podać i to on, na podstawie opinii lekarza, określił dawkę. Ewentualnie odpowiedzialność spadnie na lekarza.

    > I czy jestes na 100% pewny, ze taki rodzic nie bedzie sie np.
    > upieral przy tym, ze dziecko dostalo wstrzasu, bo nauczycielka
    > podala zla dawke? -
    > przeciez nie udowodni, ze podala dobrze

    To jej trzeba udowodnić, że podała źle, a nie ona ma udowadniać, że nie jest wielbłądem. Obowiązuje domniemanie niewinności.

    > No powiedz teraz, czy chcialbys sie w takich przypadkach narazac na
    > nieprzyjemnosci wszelkiej masci, lacznie z ciaganiem po sadach?

    To nie jest kwestia chcenia, tylko konieczności życiowej. Każdy zawód jest zawodem jakiegoś tam ryzyka i w każdym zawodzie może zaistnieć konieczność złożenia wyjaśnień przed sądem. Nauczyciel nie jest w tym względzie świętą krową. Ryzyko ponosi zarówno księgowa, jak i nauczyciel.

    --
    Ne puero gladium!
  • carmita80 09.04.10, 14:11
    zafixowana to jestes Ty albo tak bardzo nie lubisz nauczycieli w ogole

    Nie jestem zafixowana (cokolwiek to znaczy dla ciebie) lubie nauczycieli, nie
    lubie natomist skostnialego myslenia i postepowania. Sama mam dzieci, ktore sa w
    szkole i przedszkolu i dostaja leki w razie potrzeby i nie ma z tym zadnego
    problemu. Jak to mozliwe?
    Jak duze jest prawdopodobienstwo, ze na 15 osob w grupie 12 bedzie musialo
    przyjmowac leki? Toz to epidemia. Jak duze jest prawdopodobienstwo, ze na 15
    osob w grupie znajdzie sie 1 przewlekle chore lub jedno z astma gdzie podanie
    leku konieczne jest tylko w okreslonym przypadku? Jesli w przedszkolu lub szkole
    panuje ospa to ile dzieci w grupie moze sie nia zarazic? W przedszkolu mojego
    syna 4 grupy wiekowe ok. 50-60 dzieci panowala w ub. roku z grupy mojego syna
    ospe zlapalo 1, w innych grupach 2-3, po zachorowaniu przeciez nikt ich do
    przedszkola przyprowadzac nie bedzie. W przypadku wirusa i wystapienia wysokiej
    temperatury zostawiasz dziecko w domu przez 2-3 dni to wystraczy, pozniej
    spokojnie wraca do przedszkola/szkoly nie zarazajac. W przypadku infekcji
    bakteryjnej gdzie podaje sie antybiotyk jest to uzaleznione stanem dziecka,
    temperatura, sennosc, pobudzenie, apatycznosc sa objawami, z ktorymi dziecko nie
    nadaje sie do grupy i to zupelnie normalne, ale gdy stan sie poprawia reszte
    antybiotyku moze byc podana w placowce. W przypadku dzieci z katarkami i
    kaszelkami to kiszenie ich w domu nie ma najmniejszego sensu, to normalne
    przypadlosci dzieciece wywolane wirusami, a ich calkowite pozbycie sie troche
    trwa a czesto lapie sie nastepne, tak jest w przypadku dzieci nie chodzacych do
    przedszkoli tez, takie infekcje to nic nadzwyczajnego i dziwi mnie doprawdy ta
    psychoza katarkowa w PL.
    Caly problem polega na katastrofalnej organizacji opieki przedszkolnej i
    szkolnej w Polsce, tu jest pies pogrzebany. Jedna opiekunka/nauczycielka na
    25-30 dzieci nie jest w stanie sprawowac opieki wystarczajaco, bez zaniedban i
    na zadawalajacym poziomie. Glebokie zmiany sa koniecznoscia, tworzenie wiekszej
    ilosci przedszkoli, pomoc finansowa panstwa, tworzenie alternatywnych form
    opieki...opieki w pelnym tego slowa znaczeniu a nie tylko przechowalni lub
    przedszkoli, ktore probuja spelniac jedynie role edukacyjne, stad pewnie
    nauczycielki tam sa zatrudniane.
  • przeciwcialo 09.04.10, 20:01
    Pierwsza pomoc nie obejmuje podawania leków i jako czynnośc medyczna
    jest zarezerwowana dla lekarza, pielegniarki, ratoewnika a na pewno
    nie dla nauczyciela.
  • przeciwcialo 09.04.10, 20:02
    Ba...nawet pielegniarka ma ograniczone prawo podawania leków,
    wiekszośc może podac na zlecenie lekarza.
  • scher 09.04.10, 07:25
    kasiaczek181987 napisała:

    > studiuję pedagogikę przedszkolną i możecie mi tłumaczyć milion
    > razy ale nas uczą jednego: W ZADNYM WYPADKU NIE PODAWAĆ LEKÓW.

    Zmień mentora, bo ten się nie nadaje do niczego. Wiadomo nie od dzisiaj, że znaczna część kadry "naukowej" na studiach pedagogicznych to ludzie, którzy prawie o niczym praktycznym nie mają pojęcia.

    --
    Ne puero gladium!
  • bonnie75 09.04.10, 07:39
    Tak scher, ty masz natomiast pojecie o wszystkim. A juz najwieksza wiedze masz
    o tym, jacy to zli sa nauczyciele!
    Zenujacy jestes nie od dzis...
  • scher 09.04.10, 08:34
    jacy to źli są nauczyciele, nie generalizuj. Dyskutujemy na konkretny temat i na tym się skup.

    --
    Ne puero gladium!
  • kasiaczek181987 09.04.10, 12:56
    rozróżnijcie pierwszą pomoc ( wezwanie karetki na przykład) a podawanie leków.
    Ja jako nauczyciel nie mam takiego obowiązku i nie chcę brać odpowiedzialności.
    Świstki w postaci pisemnego oświadczenia rodziców nic nie da kiedy dziecko umrze
    ( bo okaże się że ma uczulenie na jakiś składnik leku).Mówię o przypadkach
    drastycznych, ja nie chcę się narażać.

    Ktoś tu wspomniał bym zmieniła mentora bo mnie na studiach uczą osoby,które nie
    mają pojęcia o niczym. No jednak mają skoro mają różne tytułu i większość albo
    pracuje w przedszkolu albo miało długoletni kontakt z dziećmi. Dziwne podejście.

    Rodzice powinni zwrócić się do placówki by zatrudniła pielęgniarkę albo po
    prostu NIE POSYŁAĆ CHOREGO DZIECKA DO PRZEDSZKOLA!!! Co to jest ? Przedszkole
    czy szpital ?

    Ja uczę dzieci, nie mam czasu zajmować się 15 chorych.Nie powinno ich być w
    przedszkolu a niestety jest tak,że duzo dzieci przychodzi z wysoką gorączką do
    przedszkola, z antybiotykami. Ja na razie pracuję jako praktykantka ale nie
    wzięłabym odpowiedzialności za podawanie leków. Wy jako rodzice też powinniście
    pomyśleć o zdrowiu dziecka i zdrowiu innych dzieci.Jedno zaraża się od drugiego
    i potem z grupu 30 osobowej chodzi 15 osób albo mniej,
  • ib_k 09.04.10, 13:44
    zmień proszę specjalizację, będziesz głęboko nieszczęśliwa pracując w
    przedszkolu z dziećmi....
  • ona611 12.04.10, 23:29
    tak zmień koniecznie, jesteś na praktykach masz jeszcze możliwość,
    po co Ci to?!
    W każdym razie ja byłabym nieszczęśliwa wiedząc, ze moim dzieckiem
    opiekuje się osoba z takim podejściem. Na szczęście jest inaczej.
  • carmita80 09.04.10, 14:19
    > rozróżnijcie pierwszą pomoc ( wezwanie karetki na przykład) a podawanie leków.
    > Ja jako nauczyciel nie mam takiego obowiązku i nie chcę brać odpowiedzialności.
    > Świstki w postaci pisemnego oświadczenia rodziców nic nie da kiedy dziecko umrz
    > e
    > ( bo okaże się że ma uczulenie na jakiś składnik leku).Mówię o przypadkach
    > drastycznych, ja nie chcę się narażać.
    >

    Znasz inne przyklady udzielania pierwszej pomocy? Dalczego ten wymienilas jako
    pierwszy i jedyny?

    Swistki w postaci piemnego upowaznienia rodzicow sa bardzo wazne i maja
    znaczenie, a jesli dziecko uczuli skladnik leku to odpowiedzialnosc spadnie na
    lekarza, ktory przepisal lek.

    Ja uczę dzieci, nie mam czasu zajmować się 15 chorych.

    O to wlasnie, ''ja ucze dzieci'', a co z opieka, to nie szkola,a nawet i w
    szkolach podstawowych dzieci wymagaja jeszcze opieki i pomocy np. w
    zaaplikowaniu leku! BETON
  • scher 09.04.10, 15:24
    kasiaczek181987 napisała:

    > Ja jako nauczyciel nie mam takiego obowiązku i nie chcę brać
    > odpowiedzialności.

    Powiem ci wprost: mnie guzik obchodzi, czy chcesz, czy nie. Masz się dobrze zaopiekować każdym dzieckiem, tym chorym na refluks również. I masz wziąć na siebie całą wiążącą się z tym obowiązkiem odpowiedzialność.

    > Świstki w postaci pisemnego oświadczenia rodziców nic nie da kiedy
    > dziecko umrze

    Z zadziwiającą pewnością siebie wypowiadasz się w sprawach, o których nie masz zielonego pojęcia.

    > NIE POSYŁAĆ CHOREGO DZIECKA DO PRZEDSZKOLA!!!

    Dziecko chore na refluks ma pełne prawo chodzić do przedszkola, a ty nie strzelaj focha, tylko się nim zajmij - zaspokajając wszystkie jego potrzeby.

    --
    Ne puero gladium!
  • bonnie75 09.04.10, 17:04
    a ty nie strzel
    > aj focha, tylko się nim zajmij - zaspokajając wszystkie jego potrzeby.


    Zalozmy, ze jestes laryngologiem, przyjde do Ciebie z bolem gardla, ale w
    trakcie badania stwierdze, ze jednak boli mnie zab i prosze, zebys mi go
    wyleczyl. Czy zaopiekujesz sie mna w tym wzgledzie, czy tez odeslesz mnie do
    stomatologa? Wszak lekarz to lekarz, co mnie obchodzi, ze nie ma specjalizacji
    ze stomatologii? Ma sie mna zajac kompleksowo i basta!!!
    Analogia: wysylasz chore dziecko do placowki, ktorej nadrzednym celem jest uczyc
    i wychowywac, dlaczego zatem wymagasz od pracownikow rowniez leczenia? Jesli
    dziecko przychodzi chore to nauczyciel odsyla je do lekarza, tak jak w przypadku
    laryngologa, ktory stwierdziwszy ubytek w zebie odesle do dentysty.

    Odroznijmy w koncu zawody: NAUCZYCIEL TO NIE LEKARZ, do licha!

    I juz EOD z mojej strony.
  • scher 09.04.10, 18:22
    > Analogia: wysylasz chore dziecko

    Ma refluks dla ścisłości. Nie ogranicza to jego prawa do wychowania przedszkolnego, wymaga tylko podania tabletki przed posiłkiem.

    > do placowki, ktorej nadrzednym celem jest uczyc i wychowywac

    Nieprawda. Zapisane w ustawie zadania szkoły i przedszkola są trzy: nauczanie, wychowanie i opieka.

    --
    Ne puero gladium!
  • kasiaczek181987 09.04.10, 19:29
    scher --> pokaż mi dokładnie jakie ustawy mówią o tym,że w przedszkolu (
    nie chodzi o przedszkole integracyjne) mam OBOWIĄZEK podawania leków. Cała
    odpowiedzialność biorę za dziecko i dlatego nie chcę być potem sądzona o to,że
    dziecko miało reakcję alergiczną na jakiś składnik leku i jemu stała się krzywda
    - jakby nie patrząc- przeze mnie


    ,,Z zadziwiającą pewnością siebie wypowiadasz się w sprawach, o których nie masz
    zielonego pojęcia. "- wydaje mi się,że to ty nie masz zielonego pojęcia o czym
    piszesz


    ,,Dziecko chore na refluks ma pełne prawo chodzić do przedszkola, a ty nie
    strzelaj focha, tylko się nim zajmij - zaspokajając wszystkie jego potrzeby"

    ha ha ha sorry ale ty chyba masz takie pojęcie o przedszkolu że nauczycielka
    zajmuje sie TYLKO twoim dzieckiem. Oświecę cię : TAK NIE JEST. Pod opieką
    nauczycielka ma 25 dzieciaczków więc spełnienie wszytskich ich potrzeb
    graniczyłoby z cudem, zawsze ktoś będzie pokrzywdzony.Nauczyciele nie są
    cudotwórcami

    ,, Nieprawda. Zapisane w ustawie zadania szkoły i przedszkola są trzy:
    nauczanie, wychowanie i opieka. "
    - czyli jak rozumiem nauczycielka ma się opiekować tylko twoim dzieckiem ?
    Powtarzam ci nauczycielka może ale nie musi się zgodzić na to zeby podawać leki.
    Jak będzie mądra to leku nie poda bo w ślad za tobą inni rodzice też przyniosa
    leki do przedszkola. Co to jest pytam : SZPITAL czy PRZEDSZKOLE ?


    bonnie75 - ZGADZAM SIĘ !!
  • przeciwcialo 09.04.10, 20:00
    Nauczyciel ma obowiązek jak każdy zreszta świadek wypadku udzielić
    pomocy przedmedyczne które nie obejmują podawania leków bo to
    czynnośc medyczna.
  • przeciwcialo 09.04.10, 19:56
    Opieka przedszkolana nie obejmuje podawania leków. Pomyliły ci się
    placówki.
  • mama9908 09.04.10, 22:22
    Nauczyciel ma obowiązek jak każdy zreszta świadek wypadku udzielić
    pomocy przedmedyczne które nie obejmują podawania leków bo to
    czynnośc medyczna. -ale w przypadku zagrożenia życia, w moim
    przedszkolu, zaświadczenie lekarskie i odpowiedzialność rodzica
    załatwia SPRAWĘ, BO WŁAŚNIE chodzi o to że są choroby przewlekłe,
    które nie dyskwalifikują z przedszkola
  • kasiaczek181987 09.04.10, 22:55
    powtarzam, nie chodzi mi o wypadki bo wtedy każdy ma obowiązek udzielenia
    pomocy, chodzi mi o podawanie leków. Bardzo często rodzice traktują nauczycielki
    przedszkola jako pielęgniarki/lekarki nie wiem czemu... eh..
  • madziulec 09.04.10, 23:06
    To naprawde smutne.

    Widac, ze sporo ludzi w ogole nie wie, co to znaczy miec chore dziecko i jak
    wazne jest dla chorego dziecko bycie wsrod rowiesnikow.
    Tylko, ze jednoczesnie nie zawsze rodzic moze caly dzien siedziec przed drzwiami
    do sali czekajac na to, by podac dziecku leki.
    W przedszkolach integracyjnych, do ktorych chodza dzieci chore, majace
    jakiekolwiek dysfunkcje itp, w grupie moze byc takich dzieci najwyzej PIATKA,
    wiec argument, ze nauczycielka nie moze zajmowac sie caly dzien tylko podawaniem
    lekow jest mowiac oglednie, trafiony kula w plot.

    Moje dziecko jest chore. W tej chwili nie wymaga podawania lekow, ale w pewnym
    momencie myslalam, ze bedzie wymagac podawania lekow o stalych godzinach.
    Staralam sie to zorganizowac w przedszkolu. Niemozliwe.
    Wymagano ode mnie, bym zwalniala sie z pracy, badz zatrudnila kogos, kto bedzie
    sie zjawial, podawal lek i znikal niczym sen zloty.
    Problem, ze moje zwolnienie sie z pracy, po to by dziecku podac w polowie dnia
    lek to byloby rownoznaczne z wyjsciem z pracy na 2 godziny, a wynajecie takiej
    osoby rownaloby sie z bardzo duzymi kosztami (osoba musialaby codziennie byc np.
    w porze obiadu na 10 minut w przedszkolu).

    NIKT tak naprawde nie wykazal zrozumienia dla sytuacji, ani w przedszkolu, ani w
    wydziale edukacji, gdzie potraktowano mnie i moje dziecko jako zadzumione (bo
    chore i pewnie powinno siedziec w domu, skoro wymaga podawania lekow).

    Szkoda, ze nikt naprawde nie rozumie, ze sporo dzieci juz czuje sie bardzo
    odrzuconych z racji swojej choroby, epileptycy na przyklad maja powazny problem
    z akceptacja spoleczna i to juz im wystarczy, a tu dodatkowo nikt nie chce
    podawac leku.


    Nie doszukujcie sie tego, ze chcemy wykorzystywac nauczycieli, czy zwalic na
    nich odpowiedzialnosc. Nie chcemy tez pozbyc sie naszej odpowiedzialnosci. Mamy
    chore dzieci, ich leki i terapia czesto drogo kosztuja, nie stac nas na to, by
    siedziec w domu i dostawac tylko zasilek w wysokosci 520 zl miesiecznie. Musimy
    pracowac, by nasze dzieci mogly godnie i normalnie zyc.
    Ale do tgo potrzebujemy tez pomocy.
    I akceptacji.


    --
    http://zum.org.pl/img/banners/zum-234x60.jpg
    Zanim Twoje dziecko pojdzie do przedszkola -
    zobacz co inni napisali

    POMOŻ MOJEMU DZIECKU
  • mama9908 09.04.10, 23:07
    pracuję w przedszkolu 15 lat i jeszcze nikt nie potraktował mnie jak
    pielęgniarki:-}
  • mama9908 09.04.10, 23:07
    to się tyczy kasiaczka
  • skowronek76 09.04.10, 22:56
    No i właśnie dokładnie o to mi chodzi... Z żalem stwierdzam, że
    niektóre tu Panie przedszkolanki strasznie mylą pojęcia. Zapraszam
    na strony Ministerstwa Zdrowia i niech Panie delikatnie
    mówiąc "niedoinformowane" zapozanją się z terminem "choroba
    przewlekła" oraz sugestiami tam zawartymi (de'facto odnoszącymi się
    do człowieczeństwa którego komu jak komu, ale wychowawczyniom chyba
    nie powinno zabraknąc...) A pojęcie "szpitala w przedszkolu" po
    prostu zwaliło mnie z nóg... Uff..., prawdę mówiąc już kręcka
    dostaje od czytania tego wszystkiego... wink Suma - sumarum nadal nie
    wyjaśniliśmy kwestii - podawac, czy nie podawac. Chyba warto by było
    wszystkie te i pozostałe posty przedstawic Pani Minister Zdrowia...
    Sher bardzo dziękuję Ci za tak żywą dyskusję i stanowczo popieram
    Twoje opinie, a co do Kasiaczka...Hmm, strasznie szkoda, że tak
    młode osoby reprezentują już tak skrajnie zaśniedziałe podejście do
    opieki nad dziecmi. Liczę na kolejne głosy w tej sprawie i za nie
    również dziękuję. Pozdrawiam wszystkich "za i przeciw"
  • mama9908 09.04.10, 23:05
    właśnie bądźmy ludźmi, nie dajmy się zwariować, nie ma raczej takich
    grup przedszkolnych gdzie połowa grupy ma mieć podane leki, to są
    raczej pojedyńcze przypadki, a antybiotyki podają rodzice w domu i
    to nie nasz interes.
  • kasiaczek181987 10.04.10, 18:05
    to chyba nigdy nie byłaś w przedszkolu. Ja mam praktyki nie tylko w jednym
    przedszkolu i nie ma dnia zebym nie widziała rodzica z tabletkami/syropami dla
    dzieci proszących by to podawać.

    Dzieci przewlekle chore- uważam,że rodzice powinni zatrudnić kogoś kto te leki
    będzie podawał albo wymagać od przedszkola by zatrudniło pielęgniarkę. Są
    przedszkola integracyjne, nie wiem dlaczego boicie się tam oddać dziecko,
    przecież w takim przedszkolu będzie miało większą opieke

    szpital w przedszkolu- bardzo często jest tak,że jedno dziecko przychodzi do
    przedszkola chore, zaraża inne i zamiast zostać w domu rodzice te dzieci
    wysyłają do przedszkola !! I nie mam na myśli tutaj kataru ale wysyłają dzieci z
    wysoką gorączka. Sama byłam świadkiem tego,że trzeba było wezwać karetkę do
    dziecka. Nauczycielka powiedziała,że kilka dni mówiła wprost rodzicom by dziecka
    nie przywozili do przedszkola a oni i tak swoje. Wy uważacie że chore dzieci (
    nie chodzi mi o choroby niezakaźne , tylko o choroby zakaźne) powinny chodzić do
    przedszkola ? chcecie zeby nauczycielki podawały leki chorym dzieciom i żeby
    wasze dzieci były narażone ? wierzyć mi się nie chcę normalnie
  • scher 10.04.10, 18:50
    kasiaczek181987 napisała:

    > Wy uważacie że chore dzieci (nie chodzi mi o choroby niezakaźne, tylko o choroby zakaźne)

    Jeśli chcesz być traktowana poważnie w dyskusji, to dyskutuj na temat. Nikt nie mówi tutaj o chorobach zakaźnych. Albo celowo przekręcasz i manipulujesz, albo masz rozum za krótki, żeby pojąć, o co chodzi twoim oponentom.

    > powinny chodzić do przedszkola?

    Uważamy, ze dziecko z refluksem powinno chodzić do przedszkola i że nauczycielka, podając mu tabletkę przed posiłkiem, ani niczym nie ryzykuje, ani łaski nie robi.

    --
    Ne puero gladium!
  • bonnie75 10.04.10, 19:43
    To jeszcze w takim razie ja ...
    Alez scher, oczywiscie, ze dziecko z refluksem, cukrzyca, padaczka czy inna
    przewlekla choroba ma PELNE PRAWO chodzic do przedzkola. Jesli do zwyklego -
    niech rodzic rzada odgornie zatrudnienia w tym przedszkolu osoby kompetentnej do
    podawania lekow, jesli nie do zwyklego, podejrzewam, ze w przedszkolu
    integracyjnym takie osoby sa zatrudniane.
    Dlaczego zadacie od nauczycielek wszystkiego? nauczania, wychowywania, opieki
    ogolnej - jak najbardziej, ale dlaczego, na Boga takze opieki medycznej????????
    Wszak nauczyciel nie jest po studiach medycznych? Ja osobiscie, bedac
    nauczycielka w przedszkolu nie odwazylabym sie podac cudzemu dziecku lekarstwa,
    jakiegokolwiek lekarstwa! I naprawde nie byloby to przejawem mojej zlej woli, ze
    sie powtorze. Po prostu balabym sie, ze moja niekompetencja w tej kwestii (majac
    nawet przed oczami rozpiske) moglaby dziecko skrzywdzic. A tego chyba nikt by
    nie chcial. I blagam, nie wyjezdzajcie mi z haslami, ze nauczycielka musialaby
    byc uposledzona, zeby nie podac dziecku tabletki, bo to nie fair. Nauczycielki
    boja sie konsekwencji podania leku, czyli krzywdy dziecka i mozliwosci
    pociagniecia ich do odpowiedzialnosci za te krzywde.
    Czy to naprawde tak trudno pojac?
  • bonnie75 10.04.10, 19:44
    "Żąda" oczywiscie, przepraszam za byka smile

    --
    Dziecko Chińczyk i dziecko Japończyk to się niczym od siebie nie różnią,
    tylko nazwą - Chińczyk i Japończyk. Chyba tylko jak Chińczyk jest chłopcem a
    Japończyk dziewczynką to się różnią - płcią. Ale to już tak jak u ludzi.
  • kasiaczek181987 10.04.10, 20:37
    Bonnie i właśnie o to mi chodzi.


    Jeśli chodzi ozarzuty o manipulacje to 1. nie wiem o co chodzi 2. rozgraniczmy
    a) udzielenie pierwszej pomocy- każdy ma obowiazek jej udzielić
    b) dziecko chore przewlekle -tu moim zdaniem powinna byc zatrudniona osoba która
    poda dziecku lek
    c) dzieci chore na chorobę zakaźną - nie powinny chodzić do przedszkola


    Powiedzcie drodzy rodzice kto odpowie za to,że dziecku umrze po podaniu leku (
    bo np okaże się że ma uczulenie na składnik leku )? Bo mnie właśnie to interesuje

  • nikorason 10.04.10, 21:30
    Z scherem się nie dyskutuje, szkoda czasu i energii smile.
    Ja tylko przypomnę, że dziecko Ewy Błaszczyk zakrztusiło się właśnie tabletką...
    U mnie w przedszkolu, kiedy są np urodziny i dziecko przynosi landrynki, reszta
    dzieciaczków zabiera je ze sobą do domu, ja i tak już mam wystarczająco
    odpowiedzialna pracę. A co do niepoinformowania nauczycielek, to byłam na kursie
    udzielania pierwszej pomocy, i pierwsze o czym nas poinformowano, to właśnie o
    tym, że nikt prócz uprawnionych osób nie może podawać leku ...
  • paszczakowna1 12.04.10, 10:48
    > Jesli do zwyklego -
    > niech rodzic rzada odgornie zatrudnienia w tym przedszkolu osoby kompetentnej d
    > o
    > podawania lekow,

    Tia, przedszkole ma zatrudnić osobnego pracownika, który by raz dziennie,
    kompetentnie podał Kasi pastylkę przed obiadem.

    > Nauczycielki
    > boja sie konsekwencji podania leku, czyli krzywdy dziecka i mozliwosci
    > pociagniecia ich do odpowiedzialnosci za te krzywde.

    I niech dzieci z padaczką czy refluksem siedzą w domu, z takimi tylko kłopot,
    roboty przysparzają i odpowiedzialności. A najważniejsze przecież, to zadbać o
    to, by nam w pracy komfortowo było, prawda?

    Dziwna rzecz, w większości przedszkoli prywatnych, także pod nadzorem
    kuratoryjnym, problemów z tym jakoś nie ma. Ale tam, dziecko to każde dochód, a
    nie tylko dodatkowy kłopot.
  • mama303 10.04.10, 21:53
    Myślę, że oczywiście nauczyciel może odmówić podawania leku. Nie
    mozna go zmusić! Natomiast nie świadczy to ani o jego inteligencji,
    ani o empatii, ani o zdrowym rozsądku, ani też taka osoba dobrze nie
    rokuje np, zachowania sie odpowiednio i przytomnie np. w jakiejś
    trudnej sytuacji. Rokuje panikę i bronienie swojego tyłka za wszelka
    cenę, nawet kosztem dziecka!
    Spotkałas beton jakiś bezrozumny i tyle.

    Ja bedąc nauczycielką powierzonego mi dziecka odmówiłabym podawania
    leków typu paracetamol, antybiotyk... bo dziecko wymagajace
    podawania tych leków powinno przebywać w domu ale podawania leków na
    przewlekłą chorobe bez podania którego dziecko pozostaje w
    zagrożeniu życia - nie odmówiłabym /oczywiscie po uzyskaniu o
    świadczenia rodzica i przeszkoleniu/
  • kasiaczek181987 10.04.10, 23:34
    ja dalej czekam na odpowiedz na pytanie: kto będzie odpowiedzialny za śmierć
    dziecka ? ( jeśli się okaże że będzie miało reakcję alergiczną/ zakrztusi się
    itd.) Kogo obwinią rodzice ? siebie będą winić ,że poprosili nauczycielkę by
    podała lek ? wątpię..będą winić NAUCZYCIELKĘ i to ona trafi za kratki bo nie
    może podawać leku.Nie potraficie tego zrozumiem ? NIE MOŻE PODAWAĆ LEKU ponieważ
    nie jest osobą do tego uprawnioną, nie jest lekarzem ani pielęgniarką.

  • bonnie75 11.04.10, 10:15
    Kasiaczku, szanowni interlokutorzy - zwolennicy podawania lekow przez osoby
    niekompetentne ich wlasnym dzieciom juz sie wypowiedzieli w tej kwestii. Ja
    zadalam dokladnie to samo pytanie co Ty wyzej i oto jak odpowiedzial mi scher:

    Cytat
    bonnie75 napisała:

    > I jestes pewny na 100%, ze w przypadku pociagniecia nauczycielki do
    > odpowiedzialnosci taki swistek moze ona przedlozyc sadowi i
    > zostanie zwolniona do domu?

    Tak, bo odpowiedzialność za podanie leku spoczywa w takim przypadku na rodzicu.
    To on zlecił podać i to on, na podstawie opinii lekarza, określił dawkę.
    Ewentualnie odpowiedzialność spadnie na lekarza.

    > I czy jestes na 100% pewny, ze taki rodzic nie bedzie sie np.
    > upieral przy tym, ze dziecko dostalo wstrzasu, bo nauczycielka
    > podala zla dawke? -
    > przeciez nie udowodni, ze podala dobrze

    To jej trzeba udowodnić, że podała źle, a nie ona ma udowadniać, że nie jest
    wielbłądem. Obowiązuje domniemanie niewinności.

    Koniec cytatu


    Widzisz wiec, nazywaja betonami nauczycieli, bo nie chca podac lekarstw ich
    dzieciom, obawiajac sie roznych konsekwencji podania tychze, a sami zapiekli sie
    juz tak w tych swoich zadaniach wszystkiego i u wszystkich, ze nie docieraja do
    nich zadne racjonalne argumenty. Maja w pupie wlasne dziecko i fakt, ze
    nauczycielka nie jest osoba odpowiednia do podawania lekow (milion razy juz tu
    powtorzone), oni nadal swoje, ze nauczyciele to betony i musza podac leki, BO
    TAK!!!!
    Prosze mi zatem wskazac dokument, w ktorym bedzie stalo jak byk, ze NAUCZYCIEL
    MA OBOWIAZEK PODAWAC DZIECKU LEKARSTWO. I prosze o jakies wiarygodne i rzeczowe
    zrodlo, a nie dyrdymaly o dobrej woli, dobrej checi czy co tam jeszcze wymyslicie?

    Przepraszam, ale to juz zaczyna byc smieszne...bo jakze wzniosle sa opinie mam,
    ktore "gdyby byly nauczycielka przedszkolna to NA PEWNO zgodzilyby sie podac
    cudzemu dziecku lekarstwo" Ale nie jestescie, drogie mamy, wiec schowajcie sobie
    te swoja falszywa empatie w buty. Bo gdyby cos sie stalo dziecku, to
    nauczycielka beknie pierwsza, sad bedzie mial gdzies swistki od rodzicow nawet
    podbite tysiacem pieczatek lekarskich, a Wy staniecie sie zacieklymi wrogami
    nauczycielek, bo wtedy pojawia sie glosy: "oj, po co ona dala dziecku lekarstwo,
    przeciez to powinien robic lekarz" - czyli zwyczajowe odwracanie kota ogonem.

    Aj, juz wynosze sie z tego watku...
  • scher 11.04.10, 10:24
    bonnie75 napisała:

    > Bo gdyby cos sie stalo dziecku, to nauczycielka beknie pierwsza

    A zrozumiałaś wypowiedź, którą cytujesz na początku swojego posta?

    Piszesz też: "nauczycielka nie jest osobą odpowiednią do podania leku".
    Tezę tę opierasz wyłącznie na swoim (błędnym) przekonaniu o odpowiedzialności nauczycielki w razie jakiegoś nieszczęśliwego wypadku. Tezy tej nie potrafisz udowodnić.

    --
    Ne puero gladium!
  • bonnie75 11.04.10, 13:10
    Scher, myslalam, ze potrafisz rozumowac logicznie, ale to wyzej napisales to
    jakis belkot bez ladu i skladu.
    Ok, juz z Toba nie polemizuje, Ty jestes najmadrzejszy, wiec idz i przekonaj
    nauczycielke swojego dziecka, zeby podawala jak leci leki wszystkim i wszystkie.
    Jesli sie zgodzi - kup jej bombonierke, wszak zasluzyla a Ty postawiles na
    swoim. Brawo!
  • scher 11.04.10, 14:11
    bonnie75 napisała:

    > to wyzej napisales to jakis belkot bez ladu i skladu.

    Co konkretnie jest bełkotem i dlaczego?

    > Ok, juz z Toba nie polemizuje

    Wiedzy brakło? wink

    --
    Ne puero gladium!
  • bonnie75 11.04.10, 21:34
    > > Ok, juz z Toba nie polemizuje
    >
    > Wiedzy brakło? wink


    Wiedzy? Skad! Cierpliwosci. Zreszta szkoda fatygi - jestes tak zapieczony w
    swoich waskich pogladach, ze nie przyjmiesz nic, co nie jest ci na reke.
  • mama303 11.04.10, 19:29
    bonnie75 napisała:

    > Maja w pupie wlasne dziecko i fakt, ze
    > nauczycielka nie jest osoba odpowiednia do podawania lekow (milion
    razy juz tu
    > powtorzone), oni nadal swoje, ze nauczyciele to betony i musza
    podac leki, BO
    > TAK!!!!
    > Prosze mi zatem wskazac dokument, w ktorym bedzie stalo jak byk,
    ze NAUCZYCIEL
    > MA OBOWIAZEK PODAWAC DZIECKU LEKARSTWO.

    Właśnie o to chodzi że obowiązku nie mają to i nie dadzą! i koniec -
    niech dzieciak cierpi a one i tak nie dadzą! Nikt nie ich nie zmusi!
    To może rzeczywiście niech nie dają bo jak takie ograniczone to
    jeszcze pomylą tabletkę z czym innym smile
  • scher 11.04.10, 19:38
    mama303 napisała:

    > niech dzieciak cierpi a one i tak nie dadzą! Nikt nie ich nie zmusi!
    > To może rzeczywiście niech nie dają bo jak takie ograniczone to
    > jeszcze pomylą tabletkę z czym innym smile

    smile

    --
    Ne puero gladium!
  • bonnie75 11.04.10, 21:31
    > mama303 napisała:
    >
    > > niech dzieciak cierpi a one i tak nie dadzą! Nikt nie ich nie zmusi!
    > > To może rzeczywiście niech nie dają bo jak takie ograniczone to
    > > jeszcze pomylą tabletkę z czym innym smile


    Widzisz i tu wlasnie objawia sie TWOJ zabetonowany umysl (piszac o ograniczeniu
    nauczycielek, bo nie chca narazac siebie i dziecka dalas wyraz ciasnoty swojego
    umyslu) - skoro jestes taka pelna empatii dla rodzicow chorych dzieci, wydobadz
    jej troche dla nauczycielek, ale po co, wszak zabetonowalas sie na amen.
    Ale powtorze ci po raz ostatni, mamo303 -----> miej pretensje nie do
    nauczycielek, ale do ograniczonego budzetu przedszkola, ktory nie moze badz nie
    chce zatrudnic fachowej sily do podawania tabletek i udzielania innej pomocy
    medycznej chorym dzieciom!
    Podejrzewam jednak, ze dalej bedziesz drazyc, jakie to nauczycielki sa tepe, a
    wszechmadry, belkoczacy scher bedzie ci przytakiwal...
  • mama303 12.04.10, 21:58
    bonnie75 napisała:

    > Ale powtorze ci po raz ostatni, mamo303 -----> miej pretensje nie
    do
    > nauczycielek, ale do ograniczonego budzetu przedszkola, ktory nie
    moze badz nie
    > chce zatrudnic fachowej sily do podawania tabletek i udzielania
    innej pomocy
    > medycznej chorym dzieciom!

    Mam pretencje do nauczycielek, które do podania tabletki dziecku
    potrzebują jakichs dodatkowych budżetów. Mało tego uważam że żadne
    pielęgnierki w przedszkolach nie sa potrzebne. Wystarczą
    przedszkolanki ale żeby kumate były wink

  • scher 11.04.10, 10:20
    kasiaczek181987 napisała:

    > ja dalej czekam na odpowiedz na pytanie: kto będzie odpowiedzialny
    > za śmierć dziecka? (jeśli się okaże że będzie miało reakcję alergiczną/

    Wina albo rodziców, albo lekarza. Na pewno nie nauczycielki.
    Nauczycielka podaje lek na zlecenie rodziców i na ich odpowiedzialność. Tak trudno ci to zrozumieć?

    > zakrztusi się

    Niczyja wina. Nieszczęśliwy wypadek.

    --
    Ne puero gladium!
  • kasiaczek181987 11.04.10, 12:21
    sher- rodzice są największymi przyjacielami nauczycieli dopóki ich dziecku nic
    się nie stanie. Dam sobie głowę uciąć,że gdyby dziecko umarło to szukaliby winę
    nie w sobie ale w nauczycielce ( rodzic: ,,bo przecież mogła dac za dużą
    dawkę,ja dawałam nic nie było dziecku" ). ja mam apel do nauczycielek: nie
    bądźcie naiwne w zapewnienia rodziców że to tylko lek,że nic się nie stanie...

    Jestem zszokowana postawą rodziców,którzy wymagają od niekompetentnej osoby
    podawania leku. Wierzyć mi się w to nie chce
  • e-emma-e 11.04.10, 12:46
    kasiaczek181987 napisała:

    > Dam sobie głowę uciąć,że gdyby dziecko umarło to szukaliby winę
    > nie w sobie ale w nauczycielce ( rodzic: ,,bo przecież mogła dac
    za dużą
    > dawkę,ja dawałam nic nie było dziecku" ).

    Ale przecież takie same oskarżenia mogłyby paść, gdyby lek podawała
    pielęgniarka. To, że pielegniarka potrafi podawać leki z zawodu nie
    oznacza przecież, że absolutnie NIGDY nie mogłaby się pomylić. Zatem
    ona też ryzykuje ewentualne oskarżenia rodziców w razie
    nieszczęścia. Więc, gdyby tak jak wy, bała się własnego cienia, to
    też by mogła odmówić podawania leków, prawda?
  • scher 11.04.10, 14:15
    kasiaczek181987 napisała:

    > Dam sobie głowę uciąć,że gdyby dziecko umarło to szukaliby winę
    > nie w sobie ale w nauczycielce

    Najlepiej odmów też wychodzenia z dziećmi na plac zabaw. Wszakże gdy dziecko spadnie z huśtawki i zabije się, rodzice na sto procent(!) będą szukać winy w tobie!

    Żenujące jest to twoje rozum(k)owanie i tyle.

    --
    Ne puero gladium!
  • zoyka6 11.04.10, 16:40
    Dokładnie tak. Jak dzieko spadnie i się zabije to NAPEWNO będzie
    wina nauczycielki. Osobiście znam niejedną historię kiedy z pozoru
    niewielki wypadek skutkował pozwaniem przedszkola lub komkretnej
    nauczycielki. Osobiście nie podam dziecku lekarstwa i to nie
    dlatego,że lubię pastwić się nad dziećmi tylko z powodu rodziców.
    Napewno nigdy nie słyszano, że rodzice napychają dzieci lekami po to
    by zbić temperaturę, uśmierzyć kaszel itp. tak - dzieci przekazują
    takie wiadomości pani nawet nie pytane. Skąd mam wiedzieć co i w
    jakich ilościach dziecko dostało. Może ten niewinny paracetamol
    który bym dała to byłoby przekroczenie dziennej dawki. Acha - żeby
    nie było - "troskliwym " rodzicom polecam antybiotyk sumamed daje
    się jedną tabletkę dziennie i po sprawie, można dziecko wysłać do
    przedszkola. I tak - tylko inne dzieci zarażają wasze dziecko. To
    wogóle nie ma znaczenia ,że wysyłacie do przedszkola dzieci z
    kaszlem, gęstym katarem, na lekach. W końcu jak ktoś wcześniej
    napisal jak nie ma gorączki to do przedszkola i tyle. Czytając to
    forum już nieraz dziwiłam się jak możecie wysyłać dzieci do
    przedszkoli pod opiekę takich wypaczonych osob jak ich nauczycielki.
    --
    "Nie musicie dziękować. Wystarczy jak będziecie mnie wielbić na
    kolanach" by King Julian
  • kasiaczek181987 11.04.10, 17:13
    scher - jeżeli dziecko podczas zabawy na placu zabaw spadnie z drabinki i się
    zabije to będzie to moja wina i w stoaunku do mnie będą wyciągane konsekwencje.
    Moim obowiązkiem jest zapewnienie dziecku bezpieczeństwa ale NIE JEST moim
    obowiązkiem podawanie leków. Nie potrafisz tego zrozumieć?

    e-emma-e - takie samo oskarżenie oczywiscie mogłoby paść w stronę pielęgniarki
    ale taki jest jej zawód że leki podaje, ja jako nauczycielka powtarzam NIE MAM
    OBOWIĄZKU PODAWANIA LEKU !!!!! Powiem więcej: nie wolno mi tego robić.

    Mam wrazenie,że niektórzy rodzice nie potrafią czytać.

    zoyka6- zgadzam się z tobą w 100%.Skoro tak narzekacie na nauczycieli to po
    co dziecko puszczacie do przedszkola ? może lepiej zostać w domu /zatrudnić
    nianię albo zaangażować babcie
  • ariana1 11.04.10, 17:51
    Daj sobie spokój! szer jest niereformowalny i wielu rzeczy nie
    potrafi zrozumieć. Tracisz tylko czas na jałowe dyskusje z nim,
    zawsze cię przegada, bo on musi mieć ostatnie zdanie i koniec. Tyle,
    że nie zawsze mądre. Odpuść sobie, dobrze ci radzę. Szkoda zdrowia!
    --
    A to moje dzieci
    Ania
    Magdalenka
  • scher 11.04.10, 19:37
    kasiaczek181987 napisała:

    > Moim obowiązkiem jest zapewnienie dziecku bezpieczeństwa ale NIE
    > JEST moim obowiązkiem podawanie leków.

    W niektórych przypadkach uważam, że jest to twoim obowiązkiem. Masz zapisany w ustawie obowiązek sprawowania bieżącej pieczy nad małoletnim. Z doktryny wynika, że pieczę nad cudzym dzieckiem sprawuje się, biorąc za wzorzec opiekę tzw. modelowego dobrego rodzica, tzw. idealną opiekę rodzicielską.

    Dziecko jest przewlekle chore na refluks, ale nie może mu to uniemożliwiać prawa do opieki przedszkolnej. Z przyczyn organizacyjnych pielęgniarki w twoim przedszkolu nie ma.
    Dla dobra dziecka masz więc obowiązek zachować się wobec niego, jak modelowy dobry rodzic (tu: matka) zachowuje się wobec własnego dziecka.

    I tak podajesz lek na odpowiedzialność rodziców dziecka, więc nie masz się czego obawiać.

    --
    Ne puero gladium!
  • mama303 11.04.10, 19:40
    kasiaczek181987 napisała:

    > Moim obowiązkiem jest zapewnienie dziecku bezpieczeństwa ale NIE
    JEST moim
    > obowiązkiem podawanie leków.

    A jesli bezpieczeństwo dziecka zalezy od podania leku?


    > ja jako nauczycielka powtarzam NIE MAM
    > OBOWIĄZKU PODAWANIA LEKU !!!!! Powiem więcej: nie wolno mi tego
    robić.

    Kto Ci zabrania? Pani Hall i Pani Kopacz sie zgodziły!

    >Skoro tak narzekacie na nauczycieli to po
    > co dziecko puszczacie do przedszkola ? może lepiej zostać w
    domu /zatrudnić
    > nianię albo zaangażować babcie

    Nie narzekamy na wszystkich nauczycieli tylko na ograniczonych wink
    przynajmniej ja!
  • graz.ka 11.04.10, 19:52
    mama303 napisała:

    > Kto Ci zabrania? Pani Hall i Pani Kopacz sie zgodziły!
    No, nie całkiem.
    Czytam poradnik dotyczący padaczki - str. 18 - "Leki dożylne lub
    domięśniowe mogą być podawane wyłącznie przez pielegniarkę na
    zlecenie lekarza."

    i dalej - cytat nieco uproszczony:
    "Jedyną możliwością podania leku jest droga doodbytnicza ... przez
    rodziców i opiekunów".

    Nie mam żadnego doświadczenia w stosowaniu tak leków. I bez
    przeszkolenia nie podjęłabym się. I bez odpowiedniego urządzenia
    sali - wyobrażacie sobie wykonywanie wlewki doodbytniczej przez
    jedynego nauczyciela w sali? A co z resztą dzieci - spanikowanych,
    przerażonych, reagujących nieadekwatnie w powodu stresowaej dla nich
    sytuacji?

    Łatwo napisać poradnik - trudniej dać realne pieniądze na personel
    pomocniczy, pielegniarkę, odpowiednie wyposażenie.

    W zeszłym tygodniu była u mnie z wizytą koleżanka z Anglii - w
    przedszkolu jeden opiekun na pięcioro dzieci. Można sobie tylko w
    Polsce o tym pomarzyć.


    --
    forum
    o origami

    serce jest
    bogactwem, którego się nie sprzedaje ani nie kupuje, ale które się
    ofiarowuje
  • mama303 11.04.10, 20:34
    graz.ka napisała:

    > Czytam poradnik dotyczący padaczki - str. 18 - "Leki dożylne lub
    > domięśniowe mogą być podawane wyłącznie przez pielegniarkę na
    > zlecenie lekarza."

    łomatko,nikt Ci nie każe kroplówki podłączać.
  • graz.ka 11.04.10, 20:42
    mama303 napisała:

    > łomatko,nikt Ci nie każe kroplówki podłączać.

    na szczęście smile Ale tzn. że obie panie minister nie na wszystko się
    godzą.

    Szkoda, że pominęłaś milczeniem resztę mojej wypowiedzi - gdy piszę
    o warunkach w naszych przedszkolach.


    --
    forum
    o origami

    serce jest
    bogactwem, którego się nie sprzedaje ani nie kupuje, ale które się
    ofiarowuje
  • mama303 12.04.10, 21:52
    graz.ka napisała:

    > Szkoda, że pominęłaś milczeniem resztę mojej wypowiedzi - gdy
    piszę
    > o warunkach w naszych przedszkolach.

    Wolę przemilczeć Twoje wypowiedzi o jakichs szczególnych
    udogodnieniach w przedszkolach niezbędnych do podania tabletki smile
  • graz.ka 13.04.10, 05:59
    Nie pisałam o tabletce - przeczytaj jeszcze raz.
    Ten fragment dyskusji dotyczy pobytu w przedszkolu dzieci przewlekle
    chorych i kroków podjętych w tym celu przez Ministerstwa.
    A ja pisałam konkretnie o dzieciach z padaczką.
    --
    forum
    o origami

    serce jest
    bogactwem, którego się nie sprzedaje ani nie kupuje, ale które się
    ofiarowuje
  • scher 11.04.10, 19:54
    mama303 napisała:

    > Nie narzekamy na wszystkich nauczycieli tylko na ograniczonych wink przynajmniej ja!

    Ja podobnie. wink

    --
    Ne puero gladium!
  • bonnie75 11.04.10, 21:38
    > mama303 napisała:
    >
    > > Nie narzekamy na wszystkich nauczycieli tylko na ograniczonych wink przyna
    > jmniej ja!
    >
    > Ja podobnie. wink




    Ja z kolei lacze sie w bolu z nauczycielkami, ktore maja doczynienia z
    rodzicami pelnymi zadan, pretensji, wymagan a ktore otrzymuja w zamian etykietke
    typu "ograniczona", "beton" itp.
  • kasiaczek181987 11.04.10, 23:12
    bonnie- dziękuję smile ( jestem przyszłą nauczycielką jednak badania na temat
    rodziców i stosunków do nauczyciela nie kłamią.. szkoda)
  • graz.ka 11.04.10, 23:21
    O - to są jakieś reprezntatywne badania takich stosunków?
    Możesz napisać coś więcej?
    Podać źródło?
    --
    forum
    o origami

    serce jest
    bogactwem, którego się nie sprzedaje ani nie kupuje, ale które się
    ofiarowuje
  • kasiaczek181987 12.04.10, 00:05
    starczy,że wpiszesz współpraca rodziców z przedszkolem albo przedszkola z
    rodzicami + badania i pełno ci wyskoczy informacji . A co do dokładniejszych
    źródeł to podam ci w tym tygodniu bo szczerze to nie pamiętam dokładnie autorów
    badań ( koleżanka pisze o tym prace magisterską więc mi przyniesie literaturę )
  • scher 12.04.10, 07:02
    bonnie75 napisała:

    > Ja z kolei lacze sie w bolu z nauczycielkami, ktore maja do czynienia
    > z rodzicami pelnymi zadan, pretensji

    Nie jestem tzw. rodzicem roszczeniowym. Ale - jak by ci to delikatnie powiedzieć - żyjemy w dwóch różnych mentalnych rzeczywistościach. Trudno będąc rodzicem, mieć szacunek do nauczycielki, która nie dostrzega elementarnych potrzeb dziecka.

    --
    Ne puero gladium!
  • kasiaczek181987 12.04.10, 10:01
    sher- tak samo trudno mieć szacunek do rodzica,który naraża swoje dziecko i
    pozwala by osoba niekompetentna podawała mu leki
  • paszczakowna1 12.04.10, 10:39
    > sher- tak samo trudno mieć szacunek do rodzica,który naraża swoje dziecko i
    > pozwala by osoba niekompetentna podawała mu leki

    Prawie każdy rodzic tak robi - bo widzisz, rodzice (o zgrozo!) sami podają leki,
    a stosunkowo nieliczny procent ma wykształcenie medyczne. Uważaj, żebyś nigdy
    dzieci nie miała, bo z takim nastawieniem będziesz musiała pielęgniarkę na stałe
    wynajmować - przecież nie narazisz swojego dziecka na to, by osoba tak
    niekompetentna jak ty podawała leki, prawda?
  • bonnie75 12.04.10, 13:32
    Droga paszczakowno1,
    czy pojmujesz roznice miedzy podaniem leku WLASNEMU DZIECKU a
    podaniem leku CUDZEMU DZIECKU????????????
    Nie pojmujesz? Jaka szkoda.
    Ale w takim razie oszczedz sobie komentarzy w stylu:
    cytat
    >Uważaj, żebyś nigdy
    > dzieci nie miała,
    koniec cytatu
    ...bo to troche ponizej pasa, nie uwazasz????
  • scher 12.04.10, 14:10
    bonnie75 napisała:

    > czy pojmujesz roznice miedzy podaniem leku WLASNEMU DZIECKU a
    > podaniem leku CUDZEMU DZIECKU????????????

    Ja szczerze mówiąc nie pojmuję różnicy między podaniem leku własnemu dziecku, a podaniem cudzemu - na zlecenie i na odpowiedzialność jego własnych rodziców.

    PS. Nie używaj tylu pytajników, bo to styl dzieci neostrady.

    --
    Ne puero gladium!
  • bonnie75 12.04.10, 16:23
    > Ja szczerze mówiąc nie pojmuję różnicy między podaniem leku własnemu dziecku, a
    > podaniem cudzemu - na zlecenie i na odpowiedzialność jego własnych rodziców
    >
    .

    Juz Ci wyjasniam: podanie WLASNEMU dziecku lekarstwa to Twoja indywidualna,
    prywatna sprawa, to jest TWOJE dziecko, to TY bedziesz ponosil odpowiedzialnosc
    gdyby cos sie stalo. Nikt inny.
    Jesli nauczycielka poda CUDZEMU dziecku lekarstwo to ONA bedzie za nie
    odpowiedzialna, gdyby cos sie stalo. I nie pieprz juz o tych zleceniach
    podpisanych przez rodzicow na swistkach tudziez potwierdzonych przez lekarza
    milionem pieczatek i przykleapnych u notariusza, bo to smiech na sali! Powtarzam
    ci, ze w przypadku zgonu dziecka, badz trwalej choroby po podaniu lekarstwa -
    taki swistek mozesz sobie wsadzic w buty, a pociagnieta do odpowiedzialnosci
    bedzie osoba, ktora podala lekarstwo (dlaczego? o tym pisalam wyzej, ale nie
    ogarnales juz tego swym krotkim umyslem).

    Ok, scher, szkoda juz slow, widze, ze niestety potwierdzilo sie to, co juz ktos
    wczesniej napisal - jestes po prostu niereformowalny i gdy juz nie starcza ci
    racjonalnych argumentow - czepiasz sie stylu wypowiedzi adwersarza - stary
    chwyt, podobny do "wspolczuje twoim dzieciom" i "tyle w tobie jadu".
  • scher 12.04.10, 17:22
    bonnie75 napisała:

    > Powtarzam ci, ze w przypadku zgonu dziecka, badz trwalej choroby po podaniu lekarstwa
    > taki swistek mozesz sobie wsadzic w buty, a pociagnieta do odpowiedzialnosci
    > bedzie osoba, ktora podala lekarstwo

    No to udowodnij to twierdzenie na gruncie prawnym.

    > (dlaczego? o tym pisalam wyzej

    Jakoś nie zauważyłem przekonującego wywodu.

    --
    Ne puero gladium!
  • paszczakowna1 12.04.10, 14:10
    > czy pojmujesz roznice miedzy podaniem leku WLASNEMU DZIECKU a
    > podaniem leku CUDZEMU DZIECKU????????????
    > Nie pojmujesz? Jaka szkoda.

    Może i szkoda, ale nie pojmuję. Wytłumacz zatem cudowny mechanizm zwiększenia
    kompetencji podawania lekarstwa własnemu dziecku w stosunku do cudzego.
    Przypominam, że mówimy tu o kilkulatkach, którym na ogół wystarczy wydzielić
    odpowiednią dawkę i zaczekać aż połknie.
  • scher 12.04.10, 11:03
    kasiaczek181987 napisała:

    > pozwala by osoba niekompetentna podawała mu leki

    Ale Aviomarin podasz, żeby dziecko - za przeproszeniem - nie zwymiotowało ci na bluzkę? wink

    PS. Młoda jesteś i masz bardzo bledziutkie pojęcie o życiu , a o wychowywaniu dzieci w szczególności... Jaje mądrzejsze od kury...

    --
    Ne puero gladium!
  • bonnie75 12.04.10, 13:37
    Hehehe....zareczam Ci, ze zadna, logicznie myslaca osoba nie poda CUDZEMU
    dziecku nawet witaminy c (nie bez kozery w przedszkolu mojego dziecka zabronione
    jest czestowania w dniu urodzin czy imienin twardymi cukierkami typu landrynki
    czy tam inne owocowe).
    A jesli nie bedzie chciala, zeby dziecko zwymiotowalo w autobusie to poda mu
    torbe foliowa. Ot, po prostu. Wymysl wiec inny przyklad, bo widze, ze juz
    pomysly Ci sie koncza... smile
    Poza tym logicznie myslacy rodzic, wiedzac, ze jego dziecko cierpi na chorobe
    lokomocyjna a chce, zeby pojechalo na wycieczke - podaje mu Aviomarin
    odpowiednio wczesniej (dla twojej informacji - ten lek dziala dlugo)...
  • scher 12.04.10, 14:23
    bonnie75 napisała:

    > nie bez kozery w przedszkolu mojego dziecka zabronione jest czestowania
    > w dniu urodzin czy imienin twardymi cukierkami typu landrynki czy tam inne owocowe).

    Kolejna paranoja. Ty naprawdę w jakimś dziwnym środowisku pracujesz. Na szczęście nasze przedszkole jest normalne w tym względzie.

    > Poza tym logicznie myslacy rodzic, wiedzac, ze jego dziecko cierpi
    > na chorobe lokomocyjna a chce, zeby pojechalo na wycieczke - podaje mu Aviomarin
    > odpowiednio wczesniej (dla twojej informacji - ten lek dziala dlugo)...

    Kiedy nasze dzieci jeździły na całodniowe wycieczki z przedszkola, podawaliśmy rano Aviomarin, ale po południu, przed planowanym powrotem, panie podawały jeszcze raz. Bo aż tak długo to ten lek nie działa.

    --
    Ne puero gladium!
  • bonnie75 12.04.10, 16:30
    > Kolejna paranoja. Ty naprawdę w jakimś dziwnym środowisku pracujesz. Na szczęśc
    > ie nasze przedszkole jest normalne w tym względzie.

    Dla scislosci - nie pracuje jako nauczyciel przedszkolny - to raz.
    Dwa - zdecyduj sie, scher, niedawno pisales o nauczycielce twojego dziecka,
    ktora odmowila podania leku na bolacy zab.
    I trzy - moje dziecko chodzilo rowniez do zlobka - i ... jakaz to dziwna
    zbieznosc! tam tez nie pozwalano przynosic twardych cukierkow. Patrz, dwie
    niezalezne, panstwowe placowki i dwie takie same zasady odnosnie twardych slodyczy!


    > Kiedy nasze dzieci jeździły na całodniowe wycieczki z przedszkola, podawaliśmy
    > rano Aviomarin, ale po południu, przed planowanym powrotem, panie podawały jesz
    > cze raz. Bo aż tak długo to ten lek nie działa.


    No to zaloze sie, ze dzieci wracaly z wycieczki jak nacpane - po dwoch dawkach
    Aviomarinu...ho ho!
  • scher 12.04.10, 17:32
    bonnie75 napisała:

    > Dla scislosci - nie pracuje jako nauczyciel przedszkolny - to raz.

    Rozumiem, pracujesz w kuratorium i robisz wodę z mózgu dyrektorkom przedszkoli "w temacie" (nie)podawania lekarstw. wink

    > Dwa - zdecyduj sie, scher, niedawno pisales o nauczycielce twojego dziecka,
    > ktora odmowila podania leku na bolacy zab.

    Właśnie na tym polega paradoks. Ta sama nauczycielka nie miała żadnych oporów przed podaniem dziecku Aviomarinu przed podróżą.

    > I trzy - moje dziecko chodzilo rowniez do zlobka - i ... jakaz to dziwna
    > zbieznosc! tam tez nie pozwalano przynosic twardych cukierkow.

    A jak myślisz, skąd się biorą ostrzeżenia na zabawkach zawierających małe elementy, że zabawka dozwolona od 3. roku życia? Przedszkole nie przypadkiem przeznaczone jest dla dzieci od 3. roku życia właśnie.

    > No to zaloze sie, ze dzieci wracaly z wycieczki jak nacpane - po dwoch dawkach
    > Aviomarinu...ho ho!

    Oczywiście, dzieci wracały naćpane, kierowca pijany, a panie przedszkolanki tańczyły topless na dachu autokaru.

    --
    Ne puero gladium!
  • mama303 12.04.10, 22:08
    kasiaczek181987 napisała:

    > sher- tak samo trudno mieć szacunek do rodzica,który naraża swoje
    dziecko i
    > pozwala by osoba niekompetentna podawała mu leki

    No ale kto jest taki niekompetentny? Piszesz o sobie?
  • mama303 12.04.10, 22:00
    bonnie75 napisała:

    > Ja z kolei lacze sie w bolu z nauczycielkami, ktore maja
    doczynienia z
    > rodzicami pelnymi zadan, pretensji, wymagan a ktore otrzymuja w
    zamian etykietk
    > e
    > typu "ograniczona", "beton" itp.

    Nie wszystkie otrzymuja taką etykietkę. Nauczycielka mojej córki to
    rozsądna kobitka była.
  • najma78 12.04.10, 13:00
    Mam dziecko w szkole i przedszkolu. Choruja rzadko. Starsza 7l, druga klasa
    dostanie za 5 min. dawke antybiotyku w szkole. Nikt sie nawe nie zdziwil, ani
    laski nie zrobil, poprostu wypisalam zlecenie i tyle. Nie, nie ma temperatury,
    kaszlu, kataru, bolu, ma problem skorny, lek dziala, musi go tylko wybrac do
    konca,po tym lekarz przepisze nastepny, nie ma mozliwosci zarazic kogokolwiek,
    co lekarz potwierdzil pisemnie na zyczenie opiekunki zajmujacej sie nia po
    szkole (ma jeszcze inne dzieci), nie jest tez jedyna, powiedziala, ze kiedys
    widziala jak jej kolega dostawal leki, nie ma tez najmniejszego powodu aby
    zostawala w domu, aha mam teraz urlop.
  • scher 12.04.10, 14:06
    najma78 napisała:

    > Mam dziecko w szkole i przedszkolu. Choruja rzadko. Starsza 7l, druga klasa
    > dostanie za 5 min. dawke antybiotyku w szkole. Nikt sie nawe nie zdziwil,
    > ani laski nie zrobil, po prostu wypisalam zlecenie i tyle.

    Ja też obserwuję, że w szkołach nauczycielki podchodzą do tego raczej normalnie. Tylko niektóre przedszkolanki mają niezrozumiałego fisia na punkcie tych leków.

    --
    Ne puero gladium!
  • najma78 12.04.10, 15:25
    To nie PL, mieszkam za granica i tu taki ''problem podawania lekow'' w
    przedszkolach i szkolach nie istnieje.
  • kasiaczek181987 12.04.10, 16:23
    a tu jest POLSKA i takie są realia,że leków się nie podaje więc dziwię się
    niektórym rodzicom,że oczekują iż nauczycielka będzie je podawać.Ja jako
    nauczyciel nie wiem ile dziecko już ,,zjadło" tych tabletek i może się
    okazać,że dawka którą mu podam okaże się śmiertelna. Nie chce mieć nikogo na
    sumieniu.

    Dziwię się dlaczego zwalacie odpowiedzialność na nauczycielki (które nie mogą
    leków podawać ) zamiast iść do dyrektora placówki i porozmawiać o zatrudnieniu
    pielęgniarki.
  • bonnie75 12.04.10, 16:34
    > Dziwię się dlaczego zwalacie odpowiedzialność na nauczycielki (które nie mogą
    > leków podawać ) zamiast iść do dyrektora placówki i porozmawiać o zatrudnieniu
    > pielęgniarki.


    Kasiaczku, szkoda energii na tlumaczenie. Najlatwiej nauczycielki obwinic o cale
    zlo tego swiata i o to, ze dziecko jest leworeczne (to taka luzna uwaga, prosze
    sie nie czepiac! smile)
    Przeciez rodzice podobni scherowi nie pojda do dyrekcji, oni potrafia tylko
    prawic swoje moraly anonimowo na forum.
  • asia_i_p 12.04.10, 16:35
    Kiedy rodzice moich uczniów mają jakiś postulat, to częściej ja go
    przekazuję niż oni sami ganiają dyrektorkę. Czy naprawdę to taka
    obraza przejść te kilkanaście-kilkadziesiąt metrów i powiedzieć
    kilka zdań ponad konieczny wymiar swoich obowiązków?
    --
    Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
    że przylecą piraci bombowcem
    i bogatym zabiorą pieniądze,
    a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
  • mama303 12.04.10, 22:24
    kasiaczek181987 napisała:

    > a tu jest POLSKA i takie są realia,że leków się nie podaje więc
    dziwię się
    > niektórym rodzicom,że oczekują iż nauczycielka będzie je
    podawać.Ja jako
    > nauczyciel nie wiem ile dziecko już ,,zjadło" tych tabletek i
    może się
    > okazać,że dawka którą mu podam okaże się śmiertelna. Nie chce mieć
    nikogo na
    > sumieniu.

    no napewno rodzice postanowili Twoimi rękami dziecko zatruć. Chytry
    plan, nie ma co wink
  • mama303 12.04.10, 22:28
    kasiaczek181987 napisała:

    > Dziwię się dlaczego zwalacie odpowiedzialność na nauczycielki
    (które nie mogą
    > leków podawać ) zamiast iść do dyrektora placówki i porozmawiać o
    zatrudnieniu
    > pielęgniarki.

    No przepraszam ale ja z siebie głupka robić nie będę!
  • asia_i_p 12.04.10, 16:32
    Rozumiem, że nauczycielka może się bać podawać lek przedszkolakowi.
    Nie rozumiem braku jakiejkolwiek dobrej woli przy poszukiwaniu
    rozwiązania, jaki wykazują niektóre piszące tu nauczycielki.

    Piszecie przedszkole integracyjne. Tam się nie można zapisać jako
    dziecko trochę chore. Dziecko startuje jako zdrowe i nie ma żadnej
    gwarancji, że się dostanie albo startuje jako chore, za jedyny
    problem mając refluks i tabletkę podawaną raz dziennie - i zabiera
    miejsce dziecku poważniej choremu. Albo sugerujecie zatrudnienie
    osobnej osoby do podawania leku - czyli sugerujecie potwornie
    kosztowne rozwiązania.

    Nie lepiej byłoby ustalić przez telefon z organem prowadzącym, czy
    jednak w tym wyjątkowym przypadku tego lekarstwa podać nie można?
    Ustalić z prawnikiem, jaki sposób napisania oświadczenia przez
    rodzica zabezpiecza nauczyciela przed absurdalnymi roszczeniami?
    Poprosić matkę, żeby załatwiła z lekarzem lekarstwo bezpieczniejsze
    w podawaniu - może tabletka rozpuszczalna albo syrop?
    Porozumieć się z przychodnią, żeby podesłała na chwilę pielęgniarkę
    środowiskową, zatrudnić na ułamek etatu pielęgniarkę z sąsiedniej
    szkoły?
    Jest tyle metod, ale najłatwiej powiedzieć rodzicom - nie,
    poszukajcie państwo przedszkola integracyjnego albo załatwcie sobie
    kogoś, kto będzie ten lek podawał (choć pewnie i tak nauczycielka
    nie pozwoli mu podać, bo nie jest rodzicem, a mimo upoważenienia
    rodziców w razie wypadku, itd., ta sama śpiewka).

    --
    Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
    że przylecą piraci bombowcem
    i bogatym zabiorą pieniądze,
    a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
  • kasiaczek181987 12.04.10, 20:58
    co to znaczy,że dziecko jest TROCHĘ chore ? albo jest chore albo nie.
    Dziecko,które wymaga podawania leku cały czas jest chore. Moim zdaniem to
    wszystko o czym piszesz należy do zadań rodziców a nie wiem dlaczego ty byś
    chciała obarczać wszytskimi problemami nauczycielki. Mogę powiedzieć z drugiej
    strony : czy to rodzic nie może iść do dyrektorki i zastanowić się nad
    rozwiazaniem problemu ? Przecież to chodzi o jego dziecko a tymczasem mam
    wrażenie,że chciałabyś by wszystko za ciebie załatwiły nauczycielki. Tak dobrze
    to nie ma.

    ,,Ustalić z prawnikiem, jaki sposób napisania oświadczenia przez
    rodzica zabezpiecza nauczyciela przed absurdalnymi roszczeniami? "

    Piszesz,że to nauczycielki proponujac zatrudnienie odpowiedniej osoby narażaja
    rodziców na koszty a ty co robisz ? Mysli,że prawnik zrobi to za darmo ?
    szczerze wątpię. Z resztą nie ma czegoś takiego jak zabezpieczenie nauczyciela
    przed odpowiedzialnością za dziecko bo to by oznaczało ,ze w chwili gdy
    nauczyciel podaje lek to nie jest odpowiedzialne za dziecko. Bez sensu.
  • asia_i_p 13.04.10, 16:59
    Przecież to chodzi o jego dziecko a tymczasem mam
    > wrażenie,że chciałabyś by wszystko za ciebie załatwiły
    nauczycielki. Tak dobrze
    > to nie ma.
    Nie chciałabym, żeby wszystko za mnie załatwiły nauczycielki. Jako
    nauczycielka pewne sprawy załatwiam za rodziców. Pisałam ten
    komentarz nie jako rodzic przedszkolaka, bo nim jeszcze nie jestem,
    tylko jako twoja koleżanka po fachu, chociaż uczę w liceum, a nie w
    przedszkolu.
    W zeszłym tygodniu przyszli do mnie uczniowie dowiedzieć się, czy
    mogą zmienić klasę. Oczywiście powinnam ich wysłać do dyrektorki
    albo powinni tam iść ich rodzice, tak? Bardziej wychowawczo i od
    razu widać, że się szanuję, no i potem nie wyskoczą z nierealnymi
    żądaniami. Nieważne, że dla mnie to dwa kroki, dla rodziców wyprawa,
    bo dyrektorka nie zawsze dostępna, nieważne, że dla mnie to pytanie
    rzucone w progu, dla uczniów stresująca rozmowa, przed którą trzęsą
    się ręce. Mam swój zakres obowiązków i swoje godziny pracy i mam się
    ich trzymać, tak?
    To jest skrajnie nieekonomiczne myślenie - ktoś ma poświęcić
    godzinę, bo ja dla zasady nie poświęcę pięciu minut. Może byśmy tak
    zaczęli szanować nie tylko swój czas? Jak żądania staną się nie do
    zrealizowania, będzie czas, żeby postawić granice. Jak na razie, co
    cię boli spytać dyrektorkę, z którą się pewnie i tak widujesz prawie
    codzień - N w grupie tej i tej musi mieć podawaną tabletkę przed
    obiadem, jak to się da zorganizować?
    --
    Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
    że przylecą piraci bombowcem
    i bogatym zabiorą pieniądze,
    a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
  • paszczakowna1 12.04.10, 23:50
    > Nie lepiej byłoby ustalić przez telefon z organem prowadzącym, czy
    > jednak w tym wyjątkowym przypadku tego lekarstwa podać nie można?
    > Ustalić z prawnikiem, jaki sposób napisania oświadczenia przez
    > rodzica zabezpiecza nauczyciela przed absurdalnymi roszczeniami?

    To, ściśle rzecz biorąc, jest zadanie ministerstwa. Powinni wydać
    rozporządzenie, w którym zostanie napisane jak chłop krowie na rowie, w jakich
    przypadkach lekarstwa należy podawać i na podstawie jakich dokumentów, a nie
    wypisywać bajeczki o dzieciach z epilepsją i cukrzycą (jak te zalinkowane wyżej
    w wątku). Oczywiste jest przecież z tego wątku, że dziecko z tego typu
    niepełnosprawnością nie ma czego szukać w przedszkolu, bo nauczycielki "nie są
    od tego", by umożliwić mu normalne funkcjonowanie.
  • kasiaczek181987 13.04.10, 10:04
    mając praktyki w przedszkolach zrozumiałam,że niestety tak jest że dziecko
    niepełnosprawne najlepiej posłać do przedszkola integracyjnego. Nie wiem czemu
    rodzice się tak przed tym bronią, przecież tam dziecko ma lepszą opiekę ( np
    nauczyciel wspomagający,opiekujący się tylko dziećmi niepełnosprawnymi więc
    indywidualne podejście do ucznia).W placówce nieintegracyjnej dziecku jest o
    wiele wiele trudniej. My nie rozmawiamy tutaj w tym wątku o tym czy te dzieci
    powinny być w przedszkolach czy nie ( mają do tego prawo wiec są ) ale o
    podawaniu leków przez nauczycieli. Ja swjego zdania w tej sprawie nie zmienię,
    nie będę podawała leków dzieciom żeby po prostu się nie narazić ( tak jak
    wspomniałam ja nie wiem ile dziecko tego leku dostało wcześniej i czy ta dawka
    nie okaże się śmiertelna). Chcę pracować z dziećmi, uczyć je a nie siedzieć w
    więzieniu.
  • scher 13.04.10, 10:07
    kasiaczek181987 napisała:

    > jak wspomniałam ja nie wiem ile dziecko tego leku dostało wcześniej i czy ta dawka
    > nie okaże się śmiertelna). Chcę pracować z dziećmi, uczyć je a nie siedzieć w więzieniu.

    Skoro nie wiesz, to nie będzie twój błąd i nie twoja odpowiedzialność, lecz rodziców, którzy cię nie poinformowali.

    --
    Ne puero gladium!
  • asia_i_p 13.04.10, 16:51
    Ale dziecko z refluksem to nie jest dziecko niepełnosprawne. To jest
    dziecko, któremu raz na dzień trzeba podać jedną tabletkę.
    Z tego powodu mamy zmuszać jego rodziców, żeby zajmowali w
    przedszkolu integracyjnym miejsce dziecku z ADHD, łagodnymi formami
    autyzmu, itd.? Przecież tych miejsc jest mało, jest określony limit
    dzieci niepełnosprawnych na grupę.
    --
    Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
    że przylecą piraci bombowcem
    i bogatym zabiorą pieniądze,
    a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
  • ariana1 13.04.10, 13:55
    Czytam go od początku i umieram ze śmiechu nad niektórymi opiniami.
    --
    A to moje dzieci
    Ania
    Magdalenka
  • yarpen111 13.04.10, 15:01
    Z jednej strony rozumiem rodzicow, rozgoryczonych postawa
    nauczycielek.
    Z drugiej strony rozumiem troche nauczycielki. Jesli powiedzmy
    piecioro dzieci mialo by dostac jakies leki. I niech "nie daj Boze",
    pani naucyzcielka pomyli lekarstwa...niech da jakiemus dziecko
    lekarswto innego dziecka...moze sie przeciez tak zdarzyc , co
    wtedy..., kto za to odpowiada...wiadomo , nauczycielka.

    Ja kiedys podalam swojemu wlasnemu dziecku zla dawke leku.
    Wiem, co to strach , na szczescie u nas okazlao sie,ze z tego powodu
    nic zlego sie nie stanie, ale wciaz pamietam przerazajacy strach...i
    czekanie na kontak z lekarzem... czekanie jak na jakis wyrok.

    Nie zycze nikomu takiej sytuacji i moze przez to lepiej rozumiem
    nauczycielki.

    U nas w przedszkolu tez jest taki zakaz, w oddziale zwyklym.
    W oddziale integracyjnym jets pielegniarka i ona podaje lekarswta.

    A nauczycielki mojego synka sa super,i wiem,ze gdyby nie zarzadzenie
    dyrekcji, pewnie zgodzily by sie nawet na podawanie lekow, bo sa
    fantastycznymi osobamismile
  • e-emma-e 13.04.10, 16:48
    > A nauczycielki mojego synka sa super,i wiem,ze
    > gdyby nie zarzadzenie dyrekcji, pewnie zgodzily by
    > sie nawet na podawanie lekow, bo sa
    > fantastycznymi osobamismile

    Właśnie. Gdyby nie zarządzenie dyrekcji...


    > pani naucyzcielka pomyli lekarstwa...niech da jakiemus dziecko
    > lekarswto innego dziecka...moze sie przeciez tak zdarzyc

    Nie może się tak zdarzyć, bo jest przecież czytata i pisata. Ma mieć
    przecież te lekarstwa opisane tak, by się nie pomylić, powinna to
    mieć jakoś zorganizowane. W domu też niefrasobliwie podałaby
    własnemu dziecku środek na nadciśnienie przeznaczony dla babci?

    A pielęgniarka, choćby i była zatrudniona w przedszkolu, to niby
    jakaś nadludzka i uduchowiona jest, że się nie pomyli już z samego
    tytułu piastowania tej funkcji? Ona też MUSI dołożyć wszelkich
    starań, by się nie pomylić. I nauczycielka musi. A do tego trzeba w
    zasadzie dobrze umieć... czytać.
  • yarpen111 13.04.10, 17:00
    E-emma-e

    oczywiscie masz racje,ze pani powinna byc "cytata i pisata", ja tez
    jestem , a jednak zdarzylo mi sie pomylic dawke. Moge
    usprawiedliwiac sie tym,ze lek podawalam w nocy, ze bylam zaspana
    itp, ale jednak sie zdarzylo, choc nie powinno. I wlasnie w takim
    kontekscie rozpatruje brak chceci do podawania lekarst przez
    nauczycieli,moze rozpatruja zawsze najgorszy z mozliwych waraintow,
    czyli co by było gdyby...
  • e-emma-e 13.04.10, 17:33
    > jednak zdarzylo mi sie pomylic dawke.

    To bardzo niedobrze, mimo, że masz na to jakieś usprawiedliwienie.
    Rozumiem więc, że skoro wysuwasz taką tezę, to przy następnej
    chorobie dziecka już nie odważyłaś się sama podać mu leku, lecz
    wezwałaś pielęgniarkę. wink


    > moze rozpatruja zawsze najgorszy z mozliwych waraintow,
    > czyli co by było gdyby...

    Wiem, ale w ten sposób myśląc, to należy bać się własnego cienia!
    Zagrożenie może być naprawdę poważne, jeśli rozpatrzymy najgorszy z
    wariantów. Cień nas może przecież zgwałcić i zamordować, bo okaże
    się, że tym cieniem jest... jakiś psychopata. wink

    No i wyobraź sobie, jak bardzo odpowiedzialną pracę wykonują
    nauczycielki przedszkoli. Przecież na każdym kroku każdego dnia,
    nawet bez opcji z podawaniem leków dzieciom, czyha zagrożenie. A to
    zadławienie kawałkiem bułeczki, czy zupą, a to upadek dziecka z
    huśtawki, a to wybicie oka dziecka kredką przez inne dziecko, a to
    pośliźnięcie się gdzieś np. w toalecie i złamanie nogi, a to zwykłe
    zabawy dziecięce, podczas których mogą się przecież wzajemnie
    popchnąć, podstawić sobie nogę itd.

    Jakoś te zewsząd czyhające zagrożenia nie odstraszają ich przed
    wykonywaniem zawodu i nie powodują panicznego strachu przed
    rodzicami, że "w razie czego", "gdyby coś się, nie daj Boże, stało",
    pójdą za to do więzienia.
  • kasiaczek181987 13.04.10, 18:29
    dzieci,którymi nauczycielka się zajmuje NIE SĄ JEJ DZIEĆMI. Ktoś tu wspomniał,że
    podał złą dawkę leku dziecko i czekał w strachu- nie poniosłaś żadnej
    odpowiedzialności za to zachowanie bo jesteś matkąi najwyżej spędziłabyś kilka
    dni w szpitalu . Gdyby NAUCZYCIELKA podała zły lek i dziecko trafiłoby do
    szpitala to rodzice OD RAZU PODNIEŚLIBY ALARM że ona chciała zabić jej dziecko,
    nie minąłby jeden dzień a pozew o odszkodowanie już byłby w sądzie.Naprawdę nie
    rozumiecie tej różnicy ?

    Pielęgniarka zatrudniona w przedszkolu zajmuje się tylko przypadkami
    ,,medycznymi" że tak to nazwę a nauczycielka wszystkim. Dziwię się
    rodzicom,którzy za wszelką cenę odpowiedzialność chcą zwalić na nauczyciela...
    dla mnie to dziwne.Przedszkole jest placówką opiekuńczo-wychowawczą, wspiera w
    tych działaniach rodzica NIE ROBI WSZYSTKIEGO ZA NIEGO.

    Dalej nie dostałam odpowiedzi na pytanie: dlaczego nie chcecie drodzy rodzice,
    zwolennicy podawania leków w przedszkolu isć do dyrektorki i rozmawiać w sprawie
    zatrundnienia pielęgniarki ? Nie no.. lepiej wszytsko na nauczyciela zwalić a
    jak się nie zgodzi to mieć pretensje do całego świata.
  • mama303 13.04.10, 20:30
    kasiaczek181987 napisała:

    > dzieci,którymi nauczycielka się zajmuje NIE SĄ JEJ DZIEĆMI.

    Poważnie?

    >Gdyby NAUCZYCIELKA podała zły lek i dziecko trafiłoby do
    > szpitala to rodzice OD RAZU PODNIEŚLIBY ALARM że ona chciała zabić
    jej dziecko,
    > nie minąłby jeden dzień a pozew o odszkodowanie już byłby w
    sądzie.Naprawdę nie
    > rozumiecie tej różnicy ?

    Zmartwie Cię - na nauczycielką czyha wiele tego typu zagrożeń.
    Strasznie niebezpieczny to zawód, jak sie okazuje. Jakiś dodatek na
    narażenie życia by się przydał...

    > Dalej nie dostałam odpowiedzi na pytanie: dlaczego nie chcecie
    drodzy rodzice,
    > zwolennicy podawania leków w przedszkolu isć do dyrektorki i
    rozmawiać w sprawie
    > zatrundnienia pielęgniarki ?

    Może tak jak ja nie chcą głupków z siebie zrobić...
  • e-emma-e 13.04.10, 21:59
    > Gdyby NAUCZYCIELKA podała zły lek i dziecko trafiłoby do
    > szpitala to rodzice OD RAZU PODNIEŚLIBY ALARM że ona chciała zabić
    jej dziecko,
    > nie minąłby jeden dzień a pozew o odszkodowanie już byłby w sądzie.

    Dokładnie to samo by mogło być, "Gdyby przy NAUCZYCIELCE dziecko
    niefortunnie spadło z huśtawki i trafiłoby do szpitala to rodzice OD
    RAZU PODNIEŚLIBY ALARM że ona chciała zabić jej dziecko,
    nie minąłby jeden dzień a pozew o odszkodowanie już byłby w
    sądzie.". Prawda? A jednak zabierasz dzieci na plac zabaw. wink
  • yarpen111 13.04.10, 19:49
    > Rozumiem więc, że skoro wysuwasz taką tezę, to przy następnej
    > chorobie dziecka już nie odważyłaś się sama podać mu leku, lecz
    > wezwałaś pielęgniarkę. wink

    Nie , ale od tamtej pory ( minelo juz prawie trzy lata) bardzo uwazam na to co i
    w jakiej ilosci podaje.


    A co do zatrudnienia pielegniarki,to w poprzednim przedszkolu do ktorego moj
    synek mial chodzic, a z ktrego w koncu zrezygnowalam, rodzice sie zebrali i
    postanowili wraz z dyrekcja zatrudnic pielegniarke. Takze wszytsko da sie
    zrobic, jesli sie chcesmile
  • mama303 13.04.10, 20:33
    yarpen111 napisała:

    > A co do zatrudnienia pielegniarki,to w poprzednim przedszkolu do
    ktorego moj
    > synek mial chodzic, a z ktrego w koncu zrezygnowalam, rodzice sie
    zebrali i
    > postanowili wraz z dyrekcja zatrudnic pielegniarke. Takze wszytsko
    da sie
    > zrobic, jesli sie chcesmile

    A tak z ciekawosci - co ta pielegniarka tam właściwie miała do
    roboty?
  • kasiaczek181987 13.04.10, 20:58
    a jak myślisz co robi pielęgniarka ??
  • tit-ka 13.04.10, 22:14
    kasiaczek181987 napisała:

    > a jak myślisz co robi pielęgniarka ??

    Czeka na jedno dziecko ze schorzeniem żeby mu podać tabletkę.
  • e-emma-e 13.04.10, 22:14
    kasiaczek181987 napisała:

    > a jak myślisz co robi pielęgniarka ??

    No więc co robi pielęgniarka w przedszkolu oprócz podania
    maksymalnie kilkorgu dzieciom leku, co czasowo zajmie jej góra pół
    godziny.
  • mama303 17.04.10, 16:55
    kasiaczek181987 napisała:

    > a jak myślisz co robi pielęgniarka ??

    W przedszkolu? NIC.
    Chyba że to przedszkole dla schorowanych dzieci.
  • e-emma-e 13.04.10, 22:09
    > od tamtej pory ( minelo juz prawie trzy lata) bardzo uwazam na to
    > co i w jakiej ilosci podaje.

    I tak być powinno. Nauczycielka też powinna bardzo uważać. Przy czym
    przyznasz chyba, iż to uważanie to nie jest jakiś nadludzki wyczyn
    dla normalnej, odpowiedzialnej i wykształconej w dodatku osoby.
    Przecież na co dzień w pracy potrafi nie takich rzeczy dokonać!
  • kasiaczek181987 13.04.10, 23:04
    tak oczywiście powinna podawać leki, mieć specjalne tabele z rozpisanymi
    godzinami kto o której co bierze ( bo przecież w ślad za jednymi rodzicami
    posyłającymi chore dzieci do przedszkola pójdą inni). To czym się będzie różnił
    szpital od przedszkola ?

    Nauczycielka nie siedzi całymi dniami tylko prowadzi zajęcia, uzupełnia
    dzienniki itd. Mówicie: co za problem podanie leku 1 osobie ? ale to nie będzie
    jedna osoba. Nie minie tydzień a reszta rodziców przybiegnie wesoło do
    przedszkola ze stertą tabletek syropów i Bóg wie czego. Podawaniem leków powinna
    zająć się pielęgniarka i wątpię czy w całym przedszkolu jest tylko jedno
    dziecko,które wymaga podania leków.Wiecznie jakieś przychodzi chore z reszta
    pielęgniarka na miejscu to skarb ponieważ potrafi udzielić profesjonalnie
    pierwszej pomocy i zrobić na pewno więcej w chwili zagrozenia życia niż
    nauczycielka. Nie wiem czemu rodzicom,którzy tak walczą o to by nauczycielka
    podawała leki nie powalczą o to by zatrudnić pielęgniarkę ? Co nie chce wam się ?
  • bonnie75 14.04.10, 11:54
    Nie wiem czemu rodzicom,którzy tak walczą o to by nauczycielka
    > podawała leki nie powalczą o to by zatrudnić pielęgniarkę ? Co nie chce wam się
    > ?



    Nie, oni nie chca, cytuje: "zrobic z siebie glupka".
    Lepiej, zeby tego "glupka" robila z siebie nauczycielka, zeby poszla do dyrekcji
    i powiedziala:
    "Pani dyrektor, dzwonila do mnie pani Kowalska i zada, zeby pani zatrudnila
    pilegniarke, bo jej dziecko aktualnie przyjmuje antybiotyk, szesc syropow na
    kaszel, lek oslonowy, tran, witamine c i vibovit. Pielegniarka jest niezbedna,
    bo pani Kowalska musi isc do pracy a z dzieckiem nie ma kto siedziec w domu.
    Pani Kowalska nie pofatyguje sie sama z tym zadaniem, bo niestety pracuje, poza
    tym sie wstydzi i nie chce robic z siebie glupka. Zadzwonila wiec do mnie. Aha,
    tak przy okazji. Dzwonily jeszcze pani Nowak i pani Malinowska. Jutro przyniosa
    reklamowki z lekarstwami dla swoich dzieci, rozpiske kiedy i jak podawac i
    oswiadczenie z pieczatka z kartofla. Pilegniarka jest konieczna, pani dyrektor.
    Co? Budzetu nie starczy? Ja mam podawac te lekarstwa? A jak sie pomyle? Trudno?
    Pojde do wiezienia? Ale przeciez oswiadczenie podpisane przez rodzicow....mozna
    sobie je wsadzic? No dobrze pani dyrektor, to ja ide robic grafik lekarstwowy, a
    dzieci niech ukladaja klocki i same sie pilnuja ..."

    Zalosne, co? Dokladnie tak jak wasze idiotyczne argumenty, drodzy zwolennicy
    podawania lekow przez nauczielki.
  • dziub_dziubasek 14.04.10, 12:34
    Umiejętność czytania nie gryzie. Tu nie chodzi o podawanie antybiotyków czy
    syropów na kaszel...
    Tylko o leki na choroby przewlekłe, niezakaźne (np. wspomniany tu refluks),
    które w normalnym społeczeństwie nie wykluczają dziecka z życia przedszkolnego.
    Piszecie- to poślij do przedszkola integracyjnego- tych przedszkoli jest
    naprawdę mało...
  • bonnie75 14.04.10, 12:54
    Tu nie chodzi o podawanie antybiotyków czy
    > syropów na kaszel...

    A znasz takie powiedzenie: "daj kurze grzede..."?
    Znakomite gros rodzicow jest juz tak zaprawrawionych w bojach roszczeniowych, ze
    gdy zobacza, ze pani podaje dziecku z refluksem tabletke, innemu dziecku z
    cukrzyca wstrzykuje insuline (o ile oczywiscie zostanie to prawnie i odgornie
    przyklepane, acz sadze, ze wowczas przedszkolne grono nauczielskie w ogole
    zawezi sie dramatycznie, bo nauczyciele nie beda chcieli sie parac czynnosciami
    medycznymi) to gwarantuje Ci, ze natychmiast powstana petycje w kwestii
    podawania antyiotykow. Bo jak to? Jednemu dziecku mozna dac a innemu nie?
    Niektorzy ludzie to juz takie waskie rozumki z mocno rozbuchanym ego. Ot co ...
  • dziub_dziubasek 14.04.10, 13:30
    To nie używajcie argumentów- a co jak pomylę leki?- tylko argumentów, ze się
    boicie roszczeniowości rodziców.
  • bonnie75 14.04.10, 13:33
    Roszczenia rodzicow sa konsekwencja pomylki w podaniu lekow. Nauczycielki
    obawiaja sie wlasnego bledu (wybacz, ale majac pod opieka 25 dzieci nie sposob
    jest myslec caly czas o dawkowaniu, ktoremu dziecku jaki lek itp.) oraz
    konsekwencji tego bledu, czyli primo: cierpienie dziecka, secundo: oskarzen
    rodzicow.
    Comprende?
  • dziub_dziubasek 14.04.10, 13:43
    To proponuje idąc tym tropem przywiązywać dzieci w przedszkolu do krzeseł bo:
    - na placu zabaw może spaść z huśtawki, albo potknąć się na chodniku i rozbić
    głowę- tez pani nauczycielka odpowiedzialna
    - nie podawać żądnych posiłków (ryzyko zadławienia- tez winna będzie pani)
    Wybacz, ale na 25 dzieci nie będzie tak, ze każdemu dziecku trzeba będzie podać
    lek (pewnie będzie to jedno, może dwoje dzieci). I tak samo zasłanianie się
    podstawą programową i tym samym brakiem czasu na podanie leku jest po prostu
    śmieszne (jakoś nie sądzę by zajęło to dłużej niż kilka minut, a poza tym na
    grupę przypadają zwykle dwie nauczycielki plus pani woźna).
  • bonnie75 14.04.10, 14:05
    > To proponuje idąc tym tropem przywiązywać dzieci w przedszkolu do krzeseł bo:
    > - na placu zabaw może spaść z huśtawki, albo potknąć się na chodniku i rozbić
    > głowę- tez pani nauczycielka odpowiedzialna


    A ja Ci powtarzam, ze upadek z hustawki, potkniecie czy zakrztuszenie jedzeniem
    to przypadek losowy a nie konsekwencja swiadomego podania leku. I w trzech
    pierwszych przypadkach nie tylko nauczycielka, ale kazdy srednio rozgarniety
    czlowiek ma obowiazek udzielenia PIERWSZEJ POMOCY MEDYCZNEJ! Odroznij to od
    podawania lekow wedlug rozpiski przyniesionej przez rodzica.


    > Wybacz, ale na 25 dzieci nie będzie tak, ze każdemu dziecku trzeba będzie podać
    > lek (pewnie będzie to jedno, może dwoje dzieci).

    Jasne! Ludz sie tak dalej!



  • asia_i_p 14.04.10, 17:29
    A znasz takie powiedzenie: "daj kurze grzede..."?

    Znam i bardzo nie lubię takiego myślenia. Nie kupić dziecku nawet
    bułki w cukierni, bo a nuż zażąda tortu, nie pozwolić
    homoseksualistom na sformalizowanie związku, bo a nuż zażądają wtedy
    ślubu kościelnego...
    To jest przerzucanie konsekwencji swojego braku asertywności na
    innych. Boję się, że jeśli ci pozwolę na coś zupełnie możliwego, to
    zażądasz czegoś niemożliwego, a ja będę musiała odmówić. To na
    wszelki wypadek z definicji odmawiam wszystkeigo.
    --
    Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
    że przylecą piraci bombowcem
    i bogatym zabiorą pieniądze,
    a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
  • bonnie75 14.04.10, 19:47
    > To jest przerzucanie konsekwencji swojego braku asertywności na
    > innych.

    To jak w takim razie nazwac postawe wyznawana przez kilka mam z tego watku: "nie
    pojde do dyrektorki i nie poprosze o zatrudnienie pielegniarki, bo zrobie z
    siebie gupka, niech lepiej glupka z siebie robi nauczycielka". ?

    A Twoja interpretacja "grzedy" - przefilozofowana IMHO.
  • tit-ka 14.04.10, 22:54
    Nigdy w naszym kraju nie będzie tolerancji dla osób, które
    potrzebują nieco innego traktowania niż tzw.większość. Na wszelki
    wypadek nie pomogę, na wszelki wypadek powiem NIE, a jakby co ja mam
    prawo a Ty nie! Niech zadecyduje dyrekcja - kuratorium, sejm....
    Więc po co pomóc słabszemu, ustąpić miejsca starszemu, przepuścić
    kobietę w ciąży. Na wszelki wypadek nie zainteresuję się, bo jeszcze
    posądzą mnie, że ja jestem winien. Też pracuję z dziećmi, też
    studiowałam pedagogikę, mam własne dzieci, które powierzam opiece
    innym i dziękuję, że moje dzieci nie trafiły na panią kasiaczek
  • dziub_dziubasek 15.04.10, 10:45
    Podpisuję się pod Tobą i Asią. Najlepiej na wszelki wypadek odmówić. tak jest
    łatwiej. Po co wyjść do ludzi i pomóc...
  • mama303 17.04.10, 16:58
    kasiaczek181987 napisała:

    > Nie wiem czemu rodzicom,którzy tak walczą o to by nauczycielka
    > podawała leki nie powalczą o to by zatrudnić pielęgniarkę ? Co nie
    chce wam się

    No przecież pisałam : Rodzice uważaja że w przedszkolu pielęgniarka
    nie jest do niczego potrzebna ponieważ jesli zdarzy się jakies
    dziecko, które ma przewlekłe schorzenie wymagajace podania leku to
    poradzi sobie z tym nawet średnio rozgarnięta nauczycielka.
  • mama303 17.04.10, 17:01
    kasiaczek181987 napisała:

    > Mówicie: co za problem podanie leku 1 osobie ? ale to nie będzie
    > jedna osoba. Nie minie tydzień a reszta rodziców przybiegnie
    wesoło do
    > przedszkola ze stertą tabletek syropów i Bóg wie czego.

    No jasne. Rodzice tylko czekają, żeby napakowac swoje dzieci
    rozmaitymi lekami i wciągnąć do tego procederu biedne nauczycielki
    smile
  • kasiaczek181987 18.04.10, 12:55
    to po co przynoszą te leki do przedszkola ? Niech się zajmą swoimi chorymi
    dziećmi w domu (mówię o chorobach zakaźnych). Nie rozumiem dalej dlaczego nie
    chcecie żeby w przedszkolu była zatrudniona pielęgniarka i dlaczego o to nie
    walczycie. W przedszkolu jest wiele dzieci ,które przychodzą chore ( NIESTETY !!
    ) i takie, które wymagają stałego podawania leku wiec nie rozumiem.

    Tu nie chodzi o to by nie podać albo nie zrobić czegoś bo się nie chce tylko po
    to żeby nie ponosić za to konsekwencji. Rodzice potrafią strasznych problemów
    narobić.

    Przykład: Ostatnio na forum jakaś kobieta powiedziała,że poleciała na skargę do
    DYREKTORA bo jej dziecko jak szło z placu zabaw to mu się czapka gdzieś
    zapodziała. Skoro z takiego małego incydentu rodzice robia taką afwerę to się
    potem nie dziwcie ,ze nauczycielki nie chcą podawać leków.

    Z resztą ja jestem po to,żeby dzieci uczyć i opiekować się nimi ( placówka
    opiekuńczo-wychowawcza), znam swoje obowiązki a takim nie jest na pewno
    podawanie leków dzieciom.Żebyśmy się dobrze zrozumieli, mogę robić coś
    nadprogramowo ale narażać życia dzieci nie będę bo nie chcę mieć potem jakiegoś
    malucha na sumieniu (przykład: nie wiem ile to dziecko leku miało podane )
  • kasiaczek181987 18.04.10, 12:56
    jak dziecko jest chore to się zatrudnia opiekunke/ babcię/ciocię/koleżankę a nie
    przyprowadza malucha do przedszkola żeby się jeszcze bardziej rozchorowało i
    pozarażało innych. Tego nie zrozumiem nigdy czemu rodzice tak postepuja.
  • dziub_dziubasek 18.04.10, 13:11
    Skoro nie potrafisz rozróżnić choroby przewlekłej od zakaźnej to nie mamy o czym
    gadać. Przypięłaś się do tych zakaźnych chorób jak rzep i poza tym nic nie
    widzisz. Rozumiem, ze Twoim zdaniem dzieci przewlekle chore (refluks, astma,
    cukrzyca) powinny siedzieć w domach i nie mieć możliwości kontaktu z rówieśnikami.
  • kasiaczek181987 18.04.10, 16:01
    przeczytaj dokładnie moje wypowiedzi, uważam ze dzieci chore ( choroby zakaźne)
    powinny zostać w domu a przewlekle chore mieć możliwość uczęszczania do
    przedszkola w którym jest pielęgniarka. Dalej pisałam,ze nie rozumiem dlaczego
    rodzicom takich dzieci nie chce się o to zadbac
  • e-emma-e 18.04.10, 17:26
    kasiaczek181987 napisała:

    > uważam ze dzieci chore ( choroby zakaźne)
    > powinny zostać w domu

    Ależ my też tak uważamy! I nie o to się kłócimy! Więc przyjmij, że
    dzieci chorych zakaźnie w przedszkolu nie ma! A jeśli rodzic
    przyprowadza ci dziecko chore (mam na myśli chorobę podczas której
    dziecko zdecydowanie powinno zostać w domu), bo nie ma z kim go
    zostawić w domu i wręcza ci reklamówkę syropków i antybiotyków, to
    go wyślij do diabła!

    Nam cały czas chodzi o dzieci z chorobami PRZEWLEKŁYMI (np. fefluks
    z tego wątku), które wymagają np. podania leku o stałej porze w
    ciągu dnia i które nie stanowią zagrożenia zakaźnego dla innych
    dzieci, a zdecydowanie mają prawo funkcjonować (i funkcjonują)
    normalnie, jak inne dzieci. Tylko to lekarstwo. Nie rozumiesz tego
    dalej?

    > a przewlekle chore mieć możliwość uczęszczania do
    > przedszkola w którym jest pielęgniarka.

    Nawet, jeśli to jest małe wiejskie przedszkole, w którym jest,
    powiedzmy, dwie czy trzy grupy dzieci, a wśród nich tylko to jedno z
    refluksem, które wymaga, by mu RAZ DZIENNIE o stałej porze podać
    JEDNO lekarstwo? To co niby ta pielęgniarka będzie robić POZA tym
    podaniem leku?
  • dziub_dziubasek 18.04.10, 17:28
    Pewnie mogłaby np. objeżdżać wszystkie okoliczne przedszkola celem podania
    leku... Ale to raczej nierealne. Pozostaje więc tylko przedszkole integracyjne-
    pokażcie mi takie na wsi, bo nawet w dużych miastach takich przedszkoli jest jak
    na lekarstwo....
  • dziub_dziubasek 18.04.10, 17:29
    No chyba, ze jakaś pani nauczycielka nie będzie trzęsła tyłkiem tylko zgodzi się
    na podawanie leku za zgodą i wiedzą rodziców.
  • kasiaczek181987 18.04.10, 17:47
    albo rodzice ruszą tyłek i zamiast zwalać cała odpowiedzialność na nauczycieli
    zaczną coś robić
  • dziub_dziubasek 18.04.10, 18:11
    Ale co mają zrobić- jedyny pomysl zdaje się jaki jest to zatrudnienie
    pielęgniarki w przedszkolu- jak to sobie w praktyce wyobrażasz w przedszkolach
    wiejskich?
  • e-emma-e 18.04.10, 18:20
    > albo rodzice ruszą tyłek i zamiast zwalać cała odpowiedzialność
    > na nauczycieli zaczną coś robić

    Kasiaczek, ale co niby rodzice mają zrobić?

    I odpowiedz, Kasiaczek, na moje pytania z godz. 17.26 zadane Tobie.
  • scher 18.04.10, 21:56
    kasiaczek181987 napisała:

    > (przykład: nie wiem ile to dziecko leku miało podane)

    W praktyce to się zapytasz rodziców, którzy proszą o podanie lekarstwa.
    W teorii będziesz dalej wymyślać głupawe argumenty, żeby tylko zachować twarz w dyskusji.

    --
    Ne puero gladium!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka