Dodaj do ulubionych

Chorujące dzieci!!!

17.11.04, 10:50
Kochani rodzice mam wielką prośbę -nie przyprowadzajcie chorych dzieci do
przedszkola.
Nawet kaszelki i katarki przyczyniają się do zarażania innych dzieci oraz
osób pracujących z nimi osób.
Rozmawiałam o tym z rodzicami dzieci i odbiło się to komentarzem typu: "Nie
mogę sobie pozwolić na ciągłe zwolnienia". A ja też pracuję i mam dziecko
które zaraża się od mamy. Bo jak mam się nie zarazić kiedy kaszle cała grupa.
Konsekwencją takiego myślenia jest moja 1 choroba z antybiotykiem z której
zrobiły się 3 z trzema antybiotykami i zastrzykami.
Dziękuję za to wszystkim egoistycznym rodzicom.
Mama-przedszkolanka
Edytor zaawansowany
  • aniko16 17.11.04, 11:23
    Skoro cała grupa koszle, to zgodnie z Pani życzeniem nikt nie powinien być w
    pezedszkolu. Wtedy można byłoby je zamknąć, a Pani zostałaby w domu. Bez
    narażania się na zarazki ale może też bez pracy. Czy o to Pani chodzi? Rodzice
    którzy posyłają zakatarzone dzieci do przedszkola nie są egoistyczni ale w
    przeciwieństwie do niektórych poważnie traktują swoje obowiązki zawodowe. Mój
    znajomy pediatra powiedział, że u niektórych dzieci katar utrzymuje się
    praktycznie przez cały sezon jesienno-zimowy i to wcale nie oznacza, że powinny
    byc leczone albo nie wychodzić z domu. W Belgii i we Francji nikt nawet nie
    zwraca uwagi na katar u dzieci, nie uważa się tego za groźną infekcję którą
    natychmiast trzeba zwalczyć odpowiednimi lekarstwami, kropelkami, gruszkami,
    homeopatią itp. W Kanadzie dzieci często przychodzą do przedszkola z
    lekarstwami, nawet antybiotykami, których lista i godziny podania codziennie są
    wywieszane. Jakoś nie stanowi to problemu dla wychowawczyń a dzieci wcale nie
    chorują więcej niż w Polsce. Przedszkola są tam po prostu przede wszystkim dla
    dzieci i rodziców a nie pań przedszkolanek.
  • dzindzinka 18.11.04, 15:41
    aniko16 napisała:
    . W Belgii i we Francji nikt nawet nie
    > zwraca uwagi na katar u dzieci, nie uważa się tego za groźną infekcję którą
    > natychmiast trzeba zwalczyć odpowiednimi lekarstwami, kropelkami, gruszkami,
    > homeopatią itp.

    Nie wiem czy mają rację, katar u dzieci często ma poważne następstwa, u mego
    dziecka wiele razy kończył się zapaleniem ucha, które wymagał leczenia coraz to
    silniejszym antybiotykiem. Wbrew pozorom katar u dzieci przedszkolnych jest
    bardzo groźny.
  • mama_do_kwadratu 20.11.04, 12:12
    Podawanie antybiotyków dzieciom w przedszkolu uważam za przesadę i to wielką. Lista leków, które należy podawac dzieciom?! Jestem w szoku. Rozumiem leki np. przeciwalergiczne etc. , ale ANTYBIOTYK? Przecież takie dziecko ma totalnie "przyblokowaną" odporność i złapie każde "świństwo" od innych dzieci. Jest to nie tylko narażanie innych dzieci na zarażenie choróbskiem, ale pzrede wszystkim narażanie własnego dziecka na poważną infekcję.
    W naszym przedszkolu nie podaje się dzieciom (już) żadnych leków. I dobrze.


    --
    Pozdrawiam podwójnie wink
    Mama_Do_Kwadratu
  • miss96 22.12.04, 19:13
    Przepraszam, ale kompletnie mnie wkurzyła ta odpowiedz.!!!!!!!!!!!

    GłUPOTY, GłUPOTY!!!!!!!!!!
  • ewaand 17.11.04, 14:15
    Dyżurny temat na jesień. Nie wyobrażam sobie żebym przy byle katarku brała
    zwolnienie z pracy (ciekawe czy bym wogóle dostała), to jest specyfika tej
    pracy i już. Jak się nie chce mieć kontaktu z chorymi dziećmi to najlepiej
    znaleźć pracę w biurze, byleby pokój jedoosobowy bo do pracy niektórzy też
    przychodzą z katarem.
    pozdrawiam
    Ewa
    p.s. Pracowałam kiedyś w księgarni i ludzie tacy podli, że jesienią ciągle ktoś
    chory łaził i książki oglądał. I jakoś nikt nie sugerował klientom, że z
    chorobą to do łóżka, a nie do sklepu.
  • kajaba 17.11.04, 15:56
    Podpisuję się pod Twoim postem ewaand. Jeżeli jest to lekki katarek i kaszel
    bez gorączki to nikt nie da zwolnienia (o reakacji pracodawcy już nie wspomnę).
    Jeżeli koleżanka jest taka wrażliwa to może trzeba pomyśleć o szczepieniu a w
    ostateczności o innej pracy.
  • milka_milka 15.12.04, 10:12
    Kochane mamy, poważnie traktujące obowiązki zawodowe! A gdzie wasze poczucie
    obowiązku wobec dziecka? Czy wiecie, jak czuje się chory rozbity maluch wyrwany
    o siódmej z łóżka, wywleczony na mróz i zostawiony w przedszkolu? Brak
    temperatury wcale nie oznacza, że dziecko dobrze się czuje i choroba nie jest
    poważna. Wręcz przeciwnie, często oznacza, że organizm nie ma siły walczyć z
    wirusem. I trudno się dizwić, że pani w przedszkolu nie jest zachwycona gromadą
    kichających i kaszlących dzieci. Po pierwsze sama na pewno też się rozłoży a
    poza tym te "lekko" chore dzieci natychmiast łapia następną chorobę. Pomyślcie
    czasem nie tylko o sobie i swojej pracy!
  • ianna 17.11.04, 14:42
    Witam,

    Mam właśnie synka, który w tej chwili ma znowu katar (i zapalenie spojówek
    doszło) bo jego najlepszy kolega z przedszkola chodzi non stop zakatarzony ( i
    ma zapalenie spojówek w tej chwili). Nawet zaczęłam się zastanawiać czy Kuba
    (tak ma na imię ten chłopczyk) to nie "alter ego" dla mojego synka wink.

    Kiedy rano, kilka dni temu zaprowadziłam synka (już zdrowego po chorobie) do
    przedszkola i zobaczyłam Kubusia, który strasznie kaszle to wiedziałam, że
    synek za 3 dni będzie dokładnie miał to samo.Dla mnie po prostu musi się
    uodpornić bo później bardzo często będzie miał do czynienia z zakatarzonymi i
    kaszlącymi ludźmi.

    Doskonale rozumiem rodziców Kubusia, którzy nie mogą sobie pozwolić, żeby co
    chwila zostawać w domu z synkiem a pozatym jezeli nie ma gorączki to dlaczego
    izolować dziecko?

    Nawet jeżeli mój synek załapał po powrocie do przedszkola katar, kaszel to
    przecież organizm walczy i przez to się uodporni. Trzymając w izolacji(w domu
    gdzie będzie miało kontakt tylko z domownikami) dziecko owszem będzie zdrowe
    ale tylko do momentu zetknięcia się ze środowiskiem zewnętrznym.

    Oczywiście inna sprawa, kiedy rodzice ciągną malucha z gorączką do przedszkola
    dla mnie jest to niezrozumiałe ale katar, kaszel?

    Na koniec, żeby nie było, że jestem bezduszną matką wink, konsultowałam się z
    lekarzem, czy Michał może w takim stanie (kaszel, katar, zapalenie spojówek)
    chodzić do przedszkola i uzyskałam odpowiedź twierdzącą.

    Pozdrawiam rodziców wszystkich kichających dzieci oraz chore i zdrowe Ciało
    Pedagogiczne.
  • ineta 17.11.04, 20:51
    U mojego syna w grupie nie ma chyba zdrowego dziecka. On sam od września
    chorował 3 razy na zapalenie uszu. Niestety nie wszystkie dzieci będą miały
    wieczny katar czy kaszel - od pażdziernika do marca - ale niestety tak jak u
    mojego syna co drugi katar kończy się zapaleniem uszu a u córeczki koleżanki -
    zapaleniem oskrzeli. Ale cóż, rozumiem rodziców którzy posyłają do przedszkola
    trochę smarkające dzieci. No ale z rozpoczynającym się katarem, kiedy łzawią
    oczy i leje się z nosa nigdy bym nie posłała. Sama wiem jak człowiek się czuje
    przez pierwsze 2-3 dni przeziębienia. I to nie ze względu na zarażanie innych
    ale raczej ze wspóczucia dla własnego dziecka które w takim stanie ma
    uczestniczyć w przedszkolnych zajęciach

    ">konsultowałam się z
    > lekarzem, czy Michał może w takim stanie (kaszel, katar, zapalenie spojówek)
    > chodzić do przedszkola i uzyskałam odpowiedź twierdzącą"
    A nie było Ci szkoda własnego syna? Ja z katarem, kaszlem i do tego jeszcze
    zapaleniem spojówek nie poszła bym do pracy nie tylko ze względu
    na "rozsiewanie" zarazów ale z czysto egoistycznych pobudek - męczyłabym się
    tam straszliwie!
  • siborki_mi 17.11.04, 23:33
    A ja popieram "iannę"!!! Też posyłam dziecko z katarem czy kaszlem do
    przedszkola (oczywiście wykluczam gorączkę itp.), ale na szczęście rzadko się
    to zdarza. I chciałabym zaznaczyć, że nie wszyscy przez pierwsze dni
    przeziębienia źle się czują! Nie zauważyłam, żeby moja Córka czuła się inaczej
    przy lekkim przeziębieniu niż zwykle, jakby tak było, toby została w domu.
    Uważam, że to indywidualna sprawa reakcji danego organizmu. moja chodziła np. z
    wirusowym zapaleniem ucha, bo nic ją nie bolała i nie miała gorączki i
    laryngolog również nie widział przeciwwskazań. Ja myślę, że nie zależnie od
    tego czy chodzą do grupy dzieci z katarem czy nie zawsze te mniej odporne mogą
    chorować, bo złapią coś w sklepie, na placu zabaw czy gdzie indziej. I nie
    sądzę, żeby "zdrowa grupa" miała na to jakiś wpływ. U nas sporo dzieci chodzi
    regularnie i nic im nie jest (pewnie te lepszego zdrowia), a inne co i rusz
    chore (pewnie te maluszki ze słabszą odpornością). Życzę wszystkim dużej
    odporności i zrozumienia dla innych!
  • anna0 18.11.04, 13:47
    Egoistyczni i to bardzo i to łagodnie powiedziane. Sama dobrze wiem co znaczy
    pracować i mieć dzieciaki w przedszkolu. I nigdy nigdy!!! nie posłałam tam
    dziecka z katarkiem, kaszelkiem itp. w przeciwieństwie do innych rodziców
    dzieci notorycznie chorych, rodziców traktujących przedszkole jak przechowalnię
    chorych dzieci. Anka.
  • siborki_mi 24.11.04, 21:37
    Moim zdaniem jednak przesada z tym egoizmem!!! Teraz moje dziecko jest od
    poniedziałku w domu, ma duży kaszel i lekki katar. Została w domu dlatego, że
    widziałam, że gorzej się czuje i tylko dlatego! Pani doktor ją osłuchała i nic
    nie stwierdziła, dała ziołowy syrop i kazała iść do przedszkola. I gdyby nie
    gorsze samopoczucie dziecka, naprawdę poszłaby do przedszkola. W końcu lekarz,
    z wieloletnim doświadczeniem, wie co mówi???? Wiem, że są pechowe maluchy,
    które ciągle coś łapią, a po katarze mają zapalenie ucha, ale nie bardzo mi się
    chce wierzyć,że dziecko mające stały kontakt z innym dziećmi 4 lata nie
    choruje, a w przedszkolu wszystko łapie, bo chodzą zakatarzone dzieci! Bądźmy
    rozsądni. Sama mam koleżankę, która owszem na plac zabaw chodziła, ale jak
    widziała zasmarkanego malucha, to szła gdzie indziej. Jak któreś ze znajomych
    dzieci miało katar, też nigdy takiego nie odwiedzali. Więc to trochę jakby
    izolacja. A potem dziwić się że łapie w przedszkolu? Jak świat światem maluchy
    w większości chorują na początku bo to naturalne, a nie dlatego że ktoś inny ma
    katar! Wiem, że to ciężkie dla mam, ale chyba nieuniknione. Zaznaczam, że
    potępiam przypadki wysyłania rzeczywiście chorych dzieci do przedszkola: z
    gorączką czy na antybiotyku, bo też znam takie przypadki! Pozdrawiam
  • kamak30 03.12.04, 10:03
    Popieram cie Aniu w 100%. Bo niby dlaczego ja mam brac zwolnienie przez
    nieodpowiedzialnych rodziców, którzy wysyłają do przedszkola chore dzieci.
    Rozumiem, że boją sie oni o prace, bo wiadomo jak jest, ale nie mozna robic w
    ten sposób - moja praca tez jest dla mnie wazna, jednak dziecko o wiele
    ważniejsze i nigdy przenigdy nie oddaje go do przedszkola z odrywającym sie
    mokrym kaszlem i z wiszącymi smarkami. A to w obawie, że mógłby zarazic inne
    dzieci i sam rozłożyc sie całkowicie. No ale cóż...nie wszyscy myslą w ten
    sposób!
    Kamila
  • ineta 18.11.04, 18:13
    siborki_mi napisała:

    Ja myślę, że nie zależnie od
    > tego czy chodzą do grupy dzieci z katarem czy nie zawsze te mniej odporne
    mogą
    > chorować, bo złapią coś w sklepie, na placu zabaw czy gdzie indziej. I nie
    > sądzę, żeby "zdrowa grupa" miała na to jakiś wpływ.

    No chyba trochę przesadziłaś. Jakoś moje dziecko przez pierwsze 4 lata życia
    nawet katar złapalo może 2-3 razy. Nigdy nie zaraziło się na placu zabaw, w
    sklepie, nawet przemoczone nogi zimą nie miały takich następstw. Chyba nie
    wiesz jak przenoszą się wirusy i bakteria. Wyobraź sobie dziecko z wiszącym
    katarem, tzw. "do pasa", które wytrze nos ręką, potem dotknie zabawki lub
    innego malucha i gotowe. Tylko jak pisałam, nie u każdego będzie to wieczny
    katar ale może się z tego zrobić zapalenie ucha, zatok i wiele innych chorób.
    Być może moje dziecko jest mniej odporne od Twojego. Ciesz się, że u Was to
    tylko katar i kaszel ale nie rozgrzeszaj się twierdząc że "zdrowa grupa" nie ma
    tu żadnego znaczenia bo to ewidentna bzdura! Jedno ma katar a inne poważną
    chorobę i niestety nie stać mnie na zrozumienie i tolerancję dla matek
    posyłających do przedszkola chore dzieci bo ja też pracuję i wolałabym nie
    karmić wiecznie mojego syna antybiotykami, nie mówiąc o chodzeniu na
    zwolnienia.
  • siborki_mi 24.11.04, 21:38
    Napisałam list "wyżej" w odpowiedzi do kolezanki, która ma podobne zdanie jak
    Ty. Pozdrawiam
  • alkaant 17.12.04, 21:02
    witam!
    To pewnie głupi żart,że lekarz zezwolił dziecku z zapaleniem spojówek na pobyt
    w przedszkolu. Ja w to nie wierzę.
    Pozdrawiam.
  • anna0 18.11.04, 13:52
    Egoistyczni- łagodnie powiedziane. Doskonale wiem co znaczy pracować i mieć w
    przedszkolu dzieciaki. Nigdy!!!! nie posłałam dziecka z katarem lub kaszlem lub
    podejrzeniem najdrobniejszej infekcji. w przeciwieństwie do innych
    zakatarzonych nonstop dzieci, których rodzice traktują przedszkole jak
    przechowalnię dla chorych właśnie dzieci. Anka.
  • 1paula 18.11.04, 14:43
    Tez uwazam ze chore dzieci powinny byc w domu, a nie w przedszkolu.
    Ale zdarzyla mi sie taka oto sytuacja: moj synek juz od miesiaca ma taki katar
    i taki kaszel, jakby mial wypluc pluca. Jesli ktos go poslucha - jak nic
    pomysli, ze gruzlik, z zapaleniem pluc. Co tydzien chodze z nim do pediatry, a
    lekarz mowi, ze synek jest zdrowy, ma zapchane zatoki (to u nas rodzinne, nie
    tylko w sezonie), wydzielina splywa mu do gardla (nie potrafi jeszcze
    wszystkiego pozadnie wydmuchac), ktora probuje wykaszlnac. Nie dostaje zadnych
    lekow, poza syropem ulatwiajacym wyksztuszanie; nie daje muz adnych lekow do
    przedszkola. mam zaswiadczenie ze jest zdrowy i nie zaraza.
    okazalo sie, ze na wyglad i sluch to mozna kazdego zakwalifikowac jako chrego,
    a nie zawsze tak jest.
    pozdrawiam serdeczniesmile)
  • dzindzinka 18.11.04, 15:37
    Oczywiście, że chore i zarażające dzieci powinny zostać w domu! Rozumiem, że
    niektóre mamusie nie mają mogą sobie pozwolić na częstą nieobecność w pracy
    albo mają w nosie zdrowie czyichś tam dzieciaków, ale przecież zdrowie ich
    dziecka powinno być dla nich najważniejsze. W ostateczności przy tak dużym jak
    w Polsce bezrobociu chyba mogą wynająć opiekunkę? Znam przypadki gdy bardzo
    bogate panie przyprowadzały dzieci ewidentnie chore. Ale uważam, że każdy
    wypadek jest indywidualny. Jak dziecko nie zaraża, ma np. katar na tle
    alergicznym, to dlaczego ma nie chodzić do przedszkola?
  • kajaba 18.11.04, 16:36
    To może dasz namiar na opiekunkę, która będzie siedziała pod telefonem i
    czekała, bo może za 2-3 albo 6 miesięcy dziecko będzie miało katar albo kaszel.
    Ja takiej nie znam a chętnie bym poznała i zapłaciła. Na szczęście moje dziecko
    nie jest chorowite, jeżeli nie ma gorączki a ma kaszel (nie gruźliczy
    oczywiście)i katar (nie płynące non stop z nosa gluty tylko smarknięcie raz-dwa
    razy dziennie) to chodzi do przedszkola, bo gdybym prz każdym takim przypadku
    brała zwolnienie to dzisiaj nie musiałabym w ogóle chodzić do pracy a moje
    dziecko do przedszkola, bo bym już dawno nie miała pracy i z czego opłacać
    przedszkola. Niestety prawda jest taka, że mamy coraz słabsze genetycznie
    społeczeństwo co widać po wiecznie chorujących dzieciach.
  • dzindzinka 19.11.04, 12:22
    Po co jak Twoje dziecko nie choruje? W razi konieczności sama sobie poszukaj.
    Ja ma Ci organizować życie?
    Włąśnie przed chwilą rozmawiałam z matkę, która zlekceważyła katar u dziecka i
    skończyło się to zatkanymi zatokami, poważynym zabiegiem i wydaniem kupy kasy.
    Znam też wypadek śmierci młodej kobiety chorej na grypę, która była tak
    dzielna, że nigdy nie brała zwolnień na byle przeziębienie i umarła wróciwszy z
    pracy na oczach swoich dzieci. Ale nich każdy robi co uważa za słuszne.

    Powtarzam: macie w d. zdrowie inych dzieci rozumiem, choć potępiam, ale że
    macie w d. zdrowie własnych dzieci, tego już nie rozumiem. I jeszcze raz
    zaznaczam, że mówię o chorych dzieciach, które zarażają.
  • kajaba 19.11.04, 13:26
    Zapytałam dlatego, że tak łatwo przyszło Ci dawać rady co do wynajęcia
    opiekunki. Nie musisz mi organizować życia, wystarczy, że sama się tym zajęłam,
    zresztą chyba patrząc na Twoje poprzednie rady kiepsko bym na tym wyszła.
  • giovanka 18.11.04, 15:56
    Ja przez pierwsze 2 miesiace przestrzegałam zasady,ze chore dziecko (katar i
    kaszel) zostaje w domu, więc córka była w przedszkole 3 tygodnie,właśnie dzięki
    takim rodzicome co posyłajązarażające dzieci do przedszkola (a zaraża się
    najbardziej w pierwszych dniach).W listopadzie Zosia juz chodziła z kaszlem,
    pediatra nic nie wysłuchał, a dziecko ciągle kasłało.W końcu dopiero
    prześwietlenie wykazało zapalenie płuc - więć odpokutowałam moją głupią decyzję.

    Akurat przykład Francji nie przekonuje mnie, mam tam rodzinę i obok Niemiec
    najwięcej statytycznie dzieci cierpi tam na przewlekłe zapalenie zatok, co jest
    wynikiem niedoleczonych infekcji...
  • chochlik4 18.11.04, 19:01
    Kurcze, no to co ja mam zrobić?! Pracuję w szkole wyższej, kilkaset osób, więc
    ryzyko zarażenia duże... Więc muszę się poważnie zastanowić czy by nie zwolnić
    się z pracy, bo: 1) ja się zarażę, 2) potem zarażę moje dziecko, 3) a ono całą
    grupę łącznie z przedszkolanką... Jejku jaka odpowiedzialność na mnie ciąży!
    Ewentualnie ogłoszę, że studenci z katarem i kaszlem są zwolnieni z zajęć- już
    widzę co się będzie działo.
  • marianka15 20.11.04, 14:37
    Bardzo nieśmiało chciałabym stwierdzić, że czasami po prostu nie da się zostać
    z zakatarzonym dzieckiem w domu. Pracuję w szkole i każde moje zwolnienie wiąże
    się z jednym wielkim bałaganem w rozkładzie zajęć: przekładanie lekcji, jakieś
    łączenie - po to tylko, aby dzieci nie siedziały w szkole bezczynnie na
    przymusowych okienkach. Nie da się wszystkim zorganizować zajęć w wolnym
    czasie, nie ma ludzi na zastępstwa. Jeżeli uczeń widzi, że w planie w danym
    dniu ma kilka przymusowych okienek, po prostu ucieka ze szkoły - nie będzie
    czekać na kolejne lekcje. Do tego dochodzi problem z nadrobieniem materiału.
    Rozkład tematów napięty, trzeba nadganiać w pośpiechu stracone godziny, rodzice
    narzekają, że dzieci przepracowane, słowem - wszystkim owo zwolnienie wzięte
    przez nauczyciela na dziecko nie jest wygodne. Może tylko w danej chwili, dniu,
    uczniowie czują euforię, bo lekcje przepadają smile Dopiero potem zaczynają się
    schody...
    Ale oczywiście, jeżeli muszę, to idę na zwolnienie.
  • kajka_997 21.11.04, 17:48
    Niezly sarkazm!Pracujac w wyzszej szkole powinnas wiedziec,ze przedszkolanka to
    dziewczynka uczeszczajaca do przedszkola,ale to tak na marginesie...Wlasnie
    wrocilam do pracy po rocznej przerwie(urlop wychowawczy) i moje zdrowe do tej
    pory dziecko wciaz choruje.Teksty mam w stylu:
    " bo on tak strasznie kaszle,chyba pojdziemy dzis do lekarza ",albo "
    wymiotowal cala noc ",czy " jakby pani mogla dac o 11.00 ten antybiotyk "
    dzialaja na mnie jak plachta na byka! Nie oszukujmy sie, kazdy ma
    Babcie,ciocie,sasiadke,koezanke,czy kogos jeszcze innego,kto zostanie z
    dzieckiem " niepewnym " przez jeden dzien,potem lekarz i ewentualnie zwolnienie!
  • chochlik4 21.11.04, 18:07
    Niestety, może to dziwne, ale nie mam z kim zostawić dziecka.
    A co do przedszkolanki: polecam stronę słownika PWN
    sjp.pwn.pl/haslo.php?id=50029
    Przedszkolanka to potocznie nauczycielka w przedszkolu.
  • kajaba 22.11.04, 10:24
    Kazdy ma ? Ja nie mam, jedna babcia 500 km od nas, druga babcia nie zyje,
    ciocie pracuja, kolezanki i sasiadki tez pracują - to tak na marginesie, ze
    kazdy ma, otoz nie kazdy!
  • ewa2000 23.11.04, 12:42
    Znam to, na mnie, gdy moje dziecko chodziło do przedszkola też podobne teksty
    działay jak płachta na byka. Bywało juz tak, że stałam w drzwiach z termometrem
    i razem z dyrektorką odsyłałyśmy chore dzieci do domu. I wiecie co? Te mamy,
    które nikogo, ale to niko do pomocy nie miały - znalazły. Choćby płatną
    opiekunke-pielęgniarkę ( sama korzystałam z tej formy pomocy).
  • siborki_mi 24.11.04, 21:44
    Dziewczyny, ale to chyba jasne, że jak ktoś przyprowadza dziecko z
    antybiotykiem czy po całonocnych wymiotach to jest niepoważny. A to, że
    niektórzy nie mają z kim zostawić dziecko, to zupełnie inny problem. Ja mam
    dwie strony dziadków na "miejscu", a też jest wielki problem z kim zostawić
    dziecko. A co dopiero mówić o "przybyszach zza miasta", którzy mają rodziny
    kilkaste kilometrów dalej czy już nie wspomnę o samotnych matkach!
  • lapeta 21.11.04, 10:24
    jESTEM PEDAGOGIEM I CHĘTNIE ZAOPIEKUJĘ SIĘ DYŻURNIE I KONKURENCYJNIE TAKIMI
    NIEPEWNYMI ZDROWOTNIE DZIEĆMI Z LINII OTWOCKIEJ . POZDRAWIAM.
    --
    Chłoń całą sobą Jego dobroć...
    - coś co masz za darmo
    tak za nic, do końca...
  • lapeta 21.11.04, 10:56
    dumzela@interia.pl
    --
    Chłoń całą sobą Jego dobroć...
    - coś co masz za darmo
    tak za nic, do końca...
  • bleeef 21.11.04, 23:31
    Czytając Wasze odpowiedzi wygląda to tak jak na spotkaniu z rodzicami.
    Większość "rzuca piorunami" na mój apel.
    Ale dobrze że są wśród nas osoby z rozwiniętą empatią za co im dziękuję. I nie
    chodzi tu wcale o mnie tylko o inne dzieci i ich rodziców.
    Jasne że mogłam się zaszczepić- uuuuups ... przeoczyłam,a właściwie nie wpadłam
    na to. A może by tak dzieci zaszczepić??? Tylko na co?
    Dlaczego mam zmieniać pracę? Kocham te dzieciaki że są takie
    spontaniczne,prawdomówne ...... ale całkowicie inaczej współpracuje się z
    rodzicami.
    I wcale nie trzeba zaraz brać zwolnienia na dziecko -tylko pomyśleć o osobie,
    która pomoże w takich sytuacjach (babcia,niania,ciocia,sąsiadka, pilnująca na
    godziny studentka).
    A co do podawania lekarstw, ba, antybiotyków to chyba kiepski żart? Nie daj
    poże pomyłka: nie taka ilość, nie to lekarstwo, nie to dziecko lub bystry
    maluch który znajdzie sobie "cukiereczki" i kryminał!
    I jeszcze jedno -przecież dziecko w przedszkolu chętnie przytula się do nas,
    obejmuje i przy okazji czasami wytrze nos z wiszącymi gilami,albo kichnie mi w
    twarz- bo to tylko dziecko,które ma- myślących lub nie- rodziców.
    Dlatego wydaje mi się bezsensowne porównywanie pracy w przedszkolu z pracą w
    księgarni czy na wyższej uczelni.
  • ewaand 22.11.04, 09:51
    W warunkach polskich do przedszkola państwowego nie wolno zostawiać lekarstw
    dla dzieci, a po za tym poszukaj lepiej pray gdzie zasmarkane dzieci nie będa
    sie do Ciebie przytulać.
  • kajaba 22.11.04, 12:13
    Dla wyjaśnienia, co roku szczepię całą rodzinę w tym dziecko przeciwko grypie
    (na anginę, zapalenie skrzeli itp z tego co wiem jeszcze nie wymyslili
    szczepionek)i zupełnie nie chodziło mi o przyprowadzanie dziecka do przedszkola
    z butelkami lekarstw.
  • kajka_997 22.11.04, 18:54
    Nie na darmo organizuje sie coraz wiecej kursow z cyklu:wspolpraca z
    rodzicami.Jestem po jednym z nich i dalej nie moge sie z nimi dogadac.Wymaga
    sie tylko od nas,od nich nie mozna.Te najbardziej zasmarkane dzieciaki nawet
    chusteczek nie przyniosa!
    Zycze cierpliwosci,nie do dzieci,bo to mamy chyba we krwi wybierajac ten
    zawod,ale do rodzicow,wlasnie.
    Pozdrawiam
  • aga_rn 25.11.04, 08:04
    bleeef napisała:


    > A co do podawania lekarstw, ba, antybiotyków to chyba kiepski żart? Nie daj
    > poże pomyłka: nie taka ilość, nie to lekarstwo, nie to dziecko lub bystry
    > maluch który znajdzie sobie "cukiereczki" i kryminał!

    W Kanadzie to nie zart, to normalna praktyka w przedszkolach.
    Duzo dzieci zaczyna sie czuc zupelnie dobrze po kilku pierwszych dawkach
    antybiotyku - a kuracje trzeba przeprowadzic do konca. Czasem jest to 5, 7
    albo i nawet 10 dni. W przedszkolu wypelnia sie specjalny formularz (dawka,
    nazwa itp) a na butelce zawsze jest nalepka z imieniem i nazwiskiem dziecka,
    nazwa leku, dawka itp. (tak oznakowuje leki apteka ktora lekarstwo
    przygotowuje).
    Jezeli dziecko dobrze sie czuje, nie goraczkuje itp. to nie ma z tym zadnego
    problemu. O "cukiereczkach" nie ma mowy bo dzieci, nawet starsze, dostaja
    antybiotyki w zawiesinie, o milych smakach. Lekarstwa, jezeli jest taka
    potrzeba, wystarczy schowac do szafki na klucz, w pokoju kierowniczki itp.
    Pozdr.


    --
    I'm just a soul whose intentions are good,
    Oh Lord, please don't let me be misunderstood ...
  • jolka13 22.02.05, 13:06
    Jestem nauczycielką z przedszkola dla dzieci alergicznych z Białegostoku naszym
    przedszkolu nie ma problemów z podawaniem dzieciom leków. Dzieje się tek
    dlatego, iż nasi milusińscy często przyjmują leki antyhistaminowe, które należy
    podawać stale w okresie nasilonych objawów alergii. Nie wyobrażam sobie, aby z
    tego powodu przez miesiąc lub dłużej dziecko pozostawało w domu.
  • aniask_mama 22.02.05, 14:14
    Jolu, ale jest róznica i to znaczna między podawaniem antybiotyku a leku p.
    alergicznego. No i rzecz najważniejsza: alergia nie jest zaraźliwa wink
    --
    Przychodzi ksiądz na kolędę. Daje Mimkowi obrazek na pamiątkę. "-A z kretem to
    nie masz???" - pyta oburzony (Mimko, lat 4,5)
  • jolka13 22.02.05, 13:16
    Jestem nauczycielką z przedszkola nr 36 dla dzieci alergicznych z Białegostoku.
    W naszym przedszkolu nie ma problemów z podawaniem dzieciom leków. Dzieje się
    tak, dlatego, iż nasi milusińscy często przyjmują leki antyalergiczne, które
    należy podawać stale w okresie nasilonych objawów alergii. Nie wyobrażam sobie,
    aby z tego powodu przez miesiąc lub dłużej dziecko pozostawało w domu.
    A tak na marginesie. Czy to tak trudno wytrzeć nos dziecku zanim się je
    przytuli??
  • lika78 22.11.04, 11:41
    Nie wiem czy to żelazna reguła z tym chorowaniem w sezonie jesień-wczesna
    wiosna, jeśli tak - to niezła jazda akrobatyczna mnie czeka. W sytuacji, gdyby
    jednak byle katar zmuszła mne do wzięcia chorobowego, to z pracy muszę
    zrezygnować szybciutko. A wtedy zabieram Małą z przedszkola, bo mnie na nie nie
    stać i nie ma juz takiej potrzeby. Jeśli podobna koniecznośc staje przed innymi
    Mamami, to chyba sporo przedszkolo stanełoby przed groźbą bankructwa. Rozumiem
    cięższy przebieg choroby, leczenie antybiotykami, ostre niestrawności. Chociaz
    z drugiej strony wiem, że dziś poslałam małado przedszkola z wyleczonym
    katarkiem, ale wystarczy, że jedno czy drugie dziecko kichnie i u Córci zaczyna
    się infekcja od nowa. Co jednak robić? Dylemat "pracować, nie pracować" na
    razie przychylam się ku tej pierwszej opcji.
  • odalie 22.11.04, 13:38
    Ale to Ty jako przedszkolanka powinnaś w szatni robić "odsiew" dzieci:

    - jeśli któreś kaszel, prycha, ma lejący się katar - to z uśmiechem na ustach
    poprosić mamę/tatę/babcię o zaświadczenie od pediatry, że dziecko jest zdrowe i
    może brać udzial w zajęciach

    Ty nie jesteś w stanie dać diagnozy, ale ocenić ogóny stan dziecka możesz i
    możesz prosić o zaswiadceznie (być może kaszel/katar jest alergiczny)

    W obecnym przedszkolu mojej córki bywa, że bardzo silnie kaszlące dziecko jest
    własnie tak cofane z szatni i rodzice wiedzą, że tak się może zdarzyć. Popieram
    to! W poprzednim przedszkolu panowała już całkowita dowolność, przychodziły
    dziaciaki na antybiotykach...

    Obawiam się, że jednak to właśnie przedszkole nie jest zainteresowane ostrym
    rozwiązaniem sprawy. Niby niektóre dzieci się cofa, ale kaszlących jest o wiele
    więcej smile To przedszkole (dyerkcja) nie chce urażać i obrażać rodziców, bo
    wiadomo, zabiorą dziecko.
    --
    Jestem świrnięta, jestem świrnięta smile)))))))))
  • verdana 23.11.04, 09:59
    Mam wrażenie, ze część mam nie rozumie, ze w dużej grupie dzieci wszystkie są
    narażone na infekcję. Wiele chorób jest tak perfidnych, ze można sie nimi
    zarazić jeszcze przed wystapieniem objawów.
    Tłumaczenie, ze dziecko z lekkim katarem powinno zostać pod opieką babci, niani
    itd. jest demagogią, bo nie wszyscy mają mozliwości załatwienia sobie opieki do
    dziecka, ani pieniedzy by za nia zapłacić.
    3-6 lat to wiek, gdy dzieci stale są zaziębione (skąd, jak myslicie wzięła się
    nazwa smarkacz?). Jeśli oddaje się dziecko do przedszkola trzeba o tym
    pamietać - dziecko zetknie się z katarem, kaszlem, chorobami dziecięcymi. Jeśli
    mama uwaza to za klęskę, nie powinna po prostu posyłać dziecka do przedszkola.
    A teraz scenariusz nastepujący - wszystkie mamy z zakatarzonymi dzieć mi
    lojalnie idą na zwolnienia. Mama przychodzi z dzieckiem do przedszkola - a tam
    jedna przedszkolanka. Idzie do przychodni - a lekarka na zwolnieniu. Idzie do
    szkoły - a tam same zastępstwa.
    Czy wiecie do czego to doprowadzi - że NIKT nie zatrudni matki z dzieckiem. I
    słusznie. Bo jeśli przy kazdym katarze bierze zwolnienie, to żaden z niej
    pracownik.
    A potem wychuchane dzieci, które nie zetknły się z chorobami idą do pierwszej
    klasy. I co? Też nie posyłać dzieci z katarem. W takim razie sporą część
    zdrowych dzieci obejmie chyba nauczanie domowe. W klasie mojego syna ok. połowy
    dzieci ma katar od października do maja. Mają być zwolnione z obowiazku
    szkolnego?
  • silvana_s 23.11.04, 11:41
    Wydaje mi się, że autorka tego postu miała dobre intencje pisząc go.
    Niezauważyłyście?
    Moze nie chodzi o to, aby nie przyprwadzać do przedszkola dzieci, które lekko
    kichają. Ale sama widze jakie dzieci przychodza do przedszkola. Ostatnio
    przetrzymałam synka 2 tyg. w domu - inaczej nie miałby szans wyjść z infekcji.
    Nie chodzi o to, ze bleef myśli o sobie, ona sie po prostu martwi o WASZE
    dzieci! A wy? Zauważcie, że wasze dzieci mają też tatusiów. Więc żeby nie było
    na pracujące kobiety z dziećmi, to przecież tatus tez moze raz na jakiś czas
    wziąć zwolnienie na dziecko.
    Ja jestem za !!!- nie prowadzajcie chorych dzieci do przedszkola - dla dobra
    DZIECI, nikogo innego.

    --
    Sylvia i słońca moje dwa Mati & Maks

    nowe fotkismile
  • ewa2000 23.11.04, 12:33
    Ja także jestem zwolenniczką nieprzyprowadzania do przedszkola chorych dzieci.
    Mówię to jako matka i jako lekarz. Bo jest to zwykle tak- Kazio ma "katarek" ,
    któremu towarzszy "temperaturka" - malutka, rano taka 37,1, no może 37,3, w
    przedszkolu jest już 37,8 w porywach do 38,2- za chwile Kazio ląduje w łóżku ,
    a chwile po nim cała grupa. Kazio wraca do przedszkola- pierwszy, bo pierwszy
    zachorował, ale Marysia właśnie przyszła z "kaszelkiem"- alergicznym - zaklina
    się mamusia, Marysia nie ma gorączki ( po Panadolu, który dostala rano), przez
    cały dzień Marysia zanosi się od kaszlu, zaraża Kazia ( i przy okazji
    niedobitki zdrowych), a gdy minie działanie Panadolu temperatura oscyluje w
    granicach 38,5. A do mamusi nie można sie dodzwonić, bo ma wyłączoną komórke,
    tatuś zaś ma nie cierpiace zwłoki zebranie. I koło się zamyka.
    Gdybyśmy wszyscy przestrzegali zasady pozostawienia chorych dzieci w domu -
    wszstkie maluchy chorowałyby znacznie mniej!
    A dla mam, które nie mają z kim zostawic chorego malucha mam radę, z której
    sama korzystałam - opiekunka- pielęgniarka. Udajcie się do Poradni D, albo na
    oddział pediatryczny i zapytajcie czy pracujące tam osoby znaja pielęgniarkę-
    emerytke, która chce w ten sposób dorobić. Zapewniam, że chetne się znajdą.
    Moja Pani Marysia ( niestety dzis już sama bardzo chora, bo z jej pomocy
    korzystalam 10 lat temu) była niezastąpiona. Jednak to jest wydatek. Tylko czy
    ktos nam obiecywał, że dzieci nie kosztują?
  • kajaba 23.11.04, 14:05
    Ja nie oszczędzam na moim dziecku, więc chętnie zapłaciłabym takiej Pani
    opiekunce-pielęgniarce. Poradnia D a co to jest? Moje dziecko od urodzenie nie
    korzysta z państwowej służby zdrowia tylko z prywatnej, ponieważ po jednej
    wizycie w rejonowej przychodni powiedziałam NIE i wolę płacić co miesiąc
    kilkaset złotych zs prywatną opiekę medyczną a mieć lekarza na zawołanie do
    domu i bez kolejek. W moim przypadku jest jeszcze drugi aspekt całej sprawy,
    mieszkamy pod Warszawą w urokliwej wiosce, ale nie ma tu komunikacji i nie
    sądzę ,zeby znalazła się Pani, która w zimę bez samochodu będzie się
    przedzierała, żeby przyjechać do mojego dziecka i zostać z nim 2-3 dni do czasu
    ściągnięcia teściowej, która mieszka 500 km od nas. Jeżeli znacie jakiś numer
    do agencji, która szybko i sprawnie może zaoferować taką Panią (która przy
    okazji nie obrobi mi całego domu) to podajcie.
  • ewa2000 24.11.04, 13:08
    Myślę, że dobrze wiesz co to jest Poradnia D. Masz prawo wyboru lekarza-
    prywatnego czy mającego umowę z NFZ. Masz prawo dowolnie dysponować swoimi
    pieniędzmi- nie masz natomiast prawa narazać zdrowia innych dzieci zmuszając je
    do przebywania z Twoim, gdy jest ono chore.
    Wybór takiego a nie innego miejsca zamieszkania nie jest żadnym tłumaczeniem.
    Dziecko chore nie powinno przekraczać progu przedszkola bez względu na sytuację
    rodziców- mają czy nie mają mozliwości zapewnienia alternatywnej opieki.
  • kajaba 24.11.04, 14:08
    Na całe szczęście od 1991 roku moje oczy nie widziały państwowej opieki
    medycznej w postaci ZOZ-u i mam nadzieję, ze tak już pozostanie, chociaż wkurza
    mnie, że miesiecznie ok. 1 tys. zł z moich składek idzie w błoto. Najwyraźniej
    niezbyt dokładnie przeczytałaś moje posty, nie jestem zwolenniczką posyłania
    dziecka do przedszkola jeżeli dziecko jest chore. Chore tzn. ma gorączkę,
    kaszle (ale nie raz dwa razy dziennie tylko zanosi się kaszlem), z nosa lecą
    gluty.
  • odalie 23.11.04, 16:13
    Oczywiście, że wieloma chorobami (o ile pamiętam, np. ospą wietrzną) można
    zarazić się przed wystąpieniem u zakażającego objawów.

    Oczywiście, że dziecko w przedszkolu może (a zapewne nawet powinno) zatkąć się
    z katarem. Natomiast ja osobiście nie mam ochoty na to, aby przez
    niefrasobliwość innych rodziców moje dziecko stykało się z ropnymi, ciężkimi
    infekcjami. Tzw. katar czyli wirusowa infekcja (przeziębienie) to pikuś, matki
    potrafią podrzucać do przedszkola dzieci z chorobami, które wymagają pobytu w
    domu i leżenia (choćby dla zdrowia chorego delikwenta). Nie czepiałabym się
    wodnistego kataru, ale zielonkawo-żółte gluty kapiące dziecku do pasa, plus
    bulgoczący kaszel - no, sorry.

    Pisałam o przedszkolu, w którym (jak najbardziej słusznie) odsyła się wyjątkowo
    rzężące, kaszlące bardzo ciężko dzieci po zaświadczenie od lekarza. Byłam razu
    pewnego świadkiem takiej sytuacji - przychodzi mama i mówi, że jej synek jednak
    będzie nieobecny przynajmniej tydzień, bo ma zapalenie oskrzeli. Pani
    wychowawczyni: "Widzi pani, no musiałam jednak odesłać go wczoraj do domu z
    babcią, dla jego dobra". Mama na to: "Tak, jak wróciałam z pracy mama mi
    przekazała". Czyli co? na 99% strzelam, że babcia była w domu, że żadnej
    tragedii nie było, został w domu z babcią - a jednak pchano go do przedszkola.
    (Babcię pamiętam, raczej nie pracująca i na oko sprawna - oczywiście nie znam
    sytaucji od podszewki, więc mogę źle to oceniać. Sama rzeczona mama tez nie
    załamywała rąk, że taaaka tragiczna sytuacja, że nie ma co zrobić z dzieckiem,
    nic z tych rzeczy. Czysta niesfrasobliwość, ot co - czy dziecko z zapaleniem
    oskrzeli powinno biegać, krzyczeć, skakać z innymi, pocąc się i wyziębiając na
    zmianę? a na pewno w grupie dzieciak starałby się bawiac tak jak inne - jakże
    to musi "doskonale" wpływać np. na mięsień sercowy.)

    Co do zwolnień - niekoniecznie trzeba je brać, niekoniecznie musi brać je mama
    (zakłądając że do dyspozucji jest tata). Można umówić się z koleżanką, z
    babcią, z ciotką, z sąsiadką. Trudno? Tylko trzeba by sobie założyć, że
    przedszkole to nie przechowalnia i że zdarzy się, że dziecko musi zostać w
    domu. A tu spora część mam na forum jakby w ogóle wykluczała taką ewentualność.

    Ja i mój facet zawsze braliśy takie godziny pracy, żeby się nam zajęcia nie
    pokrywały. Po prostu ja z góry zakładałam, że skoro nie mam na miejscu babć i
    cioć, a z pomocy znajomych mogę skorzystać sporadycznie, to nie jestem
    dyspozycyjna i tyle. Trudno. Jeśli ktoś nie może tak sobie ustawić pracy, to
    powinien zawczasu zaklepać sobie pomoc.

    Reasumując, nie uważam za klęskę tego, że córka łapie przeziębienia w
    przedszkolu. Nie posyłam jej z katarem, czekam aż się wyleczy i jeszcze trochę,
    aż się wzmocni.

    Za klęskę uważam sytuację z zeszłego roku, z innego niż obecnie przedszkola.
    Pani wychowaczyni na lekach (sama się chwaliła, że bierze kolejny antybiotyk) z
    ropnym zapaleniem gardła, kaszląca, słaba, ledwie mówi - ale w pracy, z
    dziećmi. Połowa grupy w stanie jak wyżej. Moja córka zaraziła się ropnym
    bakteryjnym zapaleniem nosogardzieli, wylądowała w szpitalu (antybiotyk,
    kroplówki, bardzo nieprzyjemny stan).

    Czyli - jak zwykle, można wszystko, byle z wyczuciem. Lekki katar - być może,
    jeśli naprawdę nie ma nikogo, nikogusieńko do pomocy, być może posłać do
    przedszkola. Powazniejsze choroby - warto by oszczędzić dziecku wysiłku (brania
    udziału w zajęciach), a innym dzieciom - infekcji.

    A tak na marginesie - czemu w Polsce mało kto na ulicy/w tramwaju/ w sklepie
    zasłania usta/nos gdy kaszle? Czemu nie ma w ogóle zwyczaju noszenia maseczek,
    czy choćby zaslaniania się?

    --
    Jestem świrnięta, jestem świrnięta smile)))))))))
  • kajaba 23.11.04, 16:42
    U nas w tym temacie nie jest różowo, bo pracujemy z mężem w tej samej firmie sad


    odalie napisała:
    > Co do zwolnień - niekoniecznie trzeba je brać, niekoniecznie musi brać je
    mama
    > (zakłądając że do dyspozucji jest tata). Można umówić się z koleżanką, z
    > babcią, z ciotką, z sąsiadką.
  • judytak 24.11.04, 10:19
    odalie napisała:

    > Ja i mój facet zawsze braliśy takie godziny pracy, żeby się nam zajęcia nie
    > pokrywały.

    tak obiektywnie na to patrząc, może to zrobić może 5, może 15 procent
    rodziców...

    co do dzieci w przedszkolu:

    owszem chore powinny zostać w domu

    przy czym katar to nie choroba!
    moje dzieci (ja też swego czasu, pamiętam to dokładnie!)
    mają katar praktycznie przez cały sezon jesienno-zimowy
    raz mniejszy, raz większy, raz wirusowy, raz bakteryjny...
    poza tym: do pewnego wieku dziecko, jak ma katar, to i kaszle, zwłaszcza rano
    (katar spływa do gardła)
    i w niczym im ten katar nie przeszkadza
    (inne choroby miewają sporadycznie, ostatnie trzy sezony obywamy się bez
    lekarza)
    i nie zostawiłabym ich w domu w takim ich naturalnym stanie, nawet jakbym miała
    z kim, bo wtedy chodziliby do przedszkola we wrzesniu, a potem w maju i na tym
    koniec ;o)

    co więcej, uważam, że jest to stan naturalny u większości dzieci

    a tego, żeby mi jakaś przedszkolanka stała w szatni i "selekcjonowała" dzieci -
    ten może wejść, a ten nie - po prostu nie wyobrażam sobie, moja noga więcej by
    nie powstała w takiej instytucji :o/

    pozdrawiam
    Judyta
  • aniask_mama 24.11.04, 11:53
    judytak napisała:
    > co więcej, uważam, że jest to stan naturalny u większości dzieci


    no to ja już wiem dlaczego moje dziecko chodzi tydzien do przedszkola, a potem
    miesiąc jest chore crying
    i nie dziwię się, że potem dorośli ludzie mają problemy z zatokami



    --
    Mamo, jak będę duży, to chcę być kierowcą w autobusie. Ale najpierw musze mieć
    żonę! Bo kto by jeździł tym autobusem, gdybym ja był chory? wink Mimko, lat 4
  • ewa2000 24.11.04, 13:16
    I nie tylko z zatokami, bywają znacznie poważniejsze powikłania pozornie
    błahych infekcji - takich "katarków" i "kaszelków". W dalszym ciągu upieram się
    i uważam, że przedszkola powinny zamknąć drzwi dla chorych dzieci. Kiedyś norma
    była przedszkolna pielęgniarka i pediatra- dziś, niestety, nie. A szkoda, bo
    ich decyzja byłaby wiążąca - z przedszoli zniknęłyby zainfekowane maluchy -
    jedno nie zarażałoby się od drugiego a w sumie wszyscy chorowaliby o wiele
    mniej.
    P.S. A mamom, które uważają, że dzieci powinny się "wychorować" w dzieciństwie
    proponuję wizyte w szpitalu zakaźnym- tam zetkną się naprawdę z dużą ilością
    chorób a to zwiększy szansę złapania ich w młodym wieku. Oburzacie się - i
    słusznie. Nikt przecież tego nie zrobi- dlaczego więc przyprowadzacie chore
    dzieci do przedszkoli?
  • dzindzinka 24.11.04, 13:45
    Szkoda słów, niektóre matki i tak wiedzą swoje.
  • kajaba 24.11.04, 14:13
    Ja nie jestem taka sroga w osądach a przecież mogłabym napisać (z takim
    stanowiskiem się kiedyś spotkałam), że niektóre matki w ogóle nie powinny mieć
    dzieci, bo zaczyna się od sztucznego podtrzymywania ciąży (kiedyś kiedy
    medycyna nie była tak rozwinięta była po prostu naturalna selecja słabych
    osobników jak w przyrodzie) a kończy się na genetycznie słabym organiźmie,
    który choruje i choruje i choruje a potem produkuje następnych jeszcze
    słabszych następców. Chyba nie chciałabyście, żeby wszyscy mieli takie
    stanowisko jak to, które opisałam powyżej - jak podkreślam zasłyszane.


    dzindzinka napisała:

    > Szkoda słów, niektóre matki i tak wiedzą swoje.
  • dzindzinka 24.11.04, 17:22
    kajaba napisała:

    > Ja nie jestem taka sroga w osądach a przecież mogłabym napisać (z takim
    > stanowiskiem się kiedyś spotkałam), że niektóre matki w ogóle nie powinny
    mieć
    > dzieci, bo zaczyna się od sztucznego podtrzymywania ciąży (kiedyś kiedy
    > medycyna nie była tak rozwinięta była po prostu naturalna selecja słabych
    > osobników jak w przyrodzie) a kończy się na genetycznie słabym organiźmie,
    > który choruje i choruje i choruje a potem produkuje następnych jeszcze
    > słabszych następców. Chyba nie chciałabyście, żeby wszyscy mieli takie
    > stanowisko jak to, które opisałam powyżej - jak podkreślam zasłyszane.
    >
    >
    > dzindzinka napisała:
    >
    > > Szkoda słów, niektóre matki i tak wiedzą swoje.



    Co ma piernik do wiatraka?
  • kajaba 25.11.04, 09:07
    Co ma piernik do wiatraka ? Ano ma. Dzieci, które przyszły na świat normalnie
    tzn. bez podtrzymywania sztucznie ciąży przez medycynę są zdecydowanie mniej
    chorowite. Mniej chorowite dzieci to mniej problemów w przedszkolu = nie
    choruje nie zaraża.
  • dzindzinka 25.11.04, 09:23
    Pytałam co ma Twój wywód do mojego komentarza.
    A w ogóle to "uderz w stół, a nożyce się otworzą". Czyżbyś była taką właśnie
    matką do której nic nie dociera?

    W normalnym kraju matka, która nie zapewnia dziecku opieki na czas choroby
    miałaby odebrane prawa rodzicielskie. Nie wiem czy to coś da, bo w Polsce i tak
    większość nie rozumie co czyta, ale jeszcze raz podkreślam, że chodzi mi (i
    innym dziewczynom) o CHORE dzieci. Chore dzieci mają leżeć w łóżku we własnym
    domu! Amen.
  • kajaba 25.11.04, 11:39
    Ty też chyba nie rozumiesz co czytasz, ja nie zaprowadzam swojego CHOREGO
    dziecka do przedszkola (a propos "uderz w stół a nożyce się odezwą" to chyba
    tak było?).



    dzindzinka napisała:

    > Pytałam co ma Twój wywód do mojego komentarza.
    > A w ogóle to "uderz w stół, a nożyce się otworzą". Czyżbyś była taką właśnie
    > matką do której nic nie dociera?
    >
    > W normalnym kraju matka, która nie zapewnia dziecku opieki na czas choroby
    > miałaby odebrane prawa rodzicielskie. Nie wiem czy to coś da, bo w Polsce i
    tak
    >
    > większość nie rozumie co czyta, ale jeszcze raz podkreślam, że chodzi mi (i
    > innym dziewczynom) o CHORE dzieci. Chore dzieci mają leżeć w łóżku we własnym
    > domu! Amen.
  • judytak 25.11.04, 12:15
    dzindzinka napisała:

    > Chore dzieci mają leżeć w łóżku we własnym
    > domu!

    czyli co:
    zgadzasz się ze mną, że katar to nie choroba?
    czy uważasz, że dziecko (dorosły), który ma katar, powinno leżeć w łóżku?

    pozdrawiam
    Judyta
  • aniask_mama 25.11.04, 10:07
    kajaba napisała:

    > Co ma piernik do wiatraka ? Ano ma. Dzieci, które przyszły na świat normalnie
    > tzn. bez podtrzymywania sztucznie ciąży przez medycynę są zdecydowanie mniej
    > chorowite. Mniej chorowite dzieci to mniej problemów w przedszkolu = nie
    > choruje nie zaraża.


    Jak rozumiem zgadzasz się z tym "zasłyszanym" poglądem? Zaczynamy dyskusję o
    chorych dzieciach w przedszkolu, a kończymy na tym, żeby nie podtrzymywać ciąży?
    Szkoda gadać...
    Czcza dyskusja.

    --
    Mamo, jak będę duży, to chcę być kierowcą w autobusie. Ale najpierw musze mieć
    żonę! Bo kto by jeździł tym autobusem, gdybym ja był chory? wink Mimko, lat 4
  • kajaba 25.11.04, 11:36
    Pośrednio raczej jestem skłonna się zgodzić z tym poglądem, bo po co nam chore
    i wątłe społeczeństwo?
  • ewa2000 25.11.04, 14:07
    Podaj mi literaturę lub inne wiarygodne źródła, które potwierdzają tezę, iz
    dzieci urodzone z ciąży "trudnej" są zdecydowanie bardziej chorowite ( w tym
    przypadku podatne na infekcje). Ja osobiście nie znam takich badań i nie
    zauważyłam związku, a ciąż widziałam bardzo dużo. Jednak człowiek uczy sie
    przez całe życie, więc bardzo proszę o dane.
    P.S. Tylko nie takie, że Kowalska z 3 piętra leżała całą ciążę, a jej Maciuś
    stale choruje.
  • giovanka 24.11.04, 18:07
    i nie zostawiłabym ich w domu w takim ich naturalnym stanie, nawet jakbym miała
    >
    > z kim, bo wtedy chodziliby do przedszkola we wrzesniu, a potem w maju i na
    tym
    > koniec ;o)
    >
    > co więcej, uważam, że jest to stan naturalny u większości dzieci

    Jaki naturalny stan? lepiej skonsultuj się z logopedą i alergologiem...
    Pani pracująca w przedszkolu to nie jest "jakas przedszkolanka" to osba która
    przez kilka dobrych godzin dziennie wychowuje twoej dzieci a nie niemalże
    służąca.
    >
  • giovanka 24.11.04, 18:08
    Oczywiscie mialam na myśli laryngologa smile
  • judytak 25.11.04, 12:36
    giovanka napisała:

    > Jaki naturalny stan? lepiej skonsultuj się z logopedą i alergologiem...

    zapewniam cie, że mało kto był (jest) zmuszony tyle "się konsultować" z
    wszelkiej maści lekarzami i innymi specjalistami, ile ja :o)
    oczywiście w tym również i alergolog, i laryngolog, i logopeda też :o)

    może właśnie dlatego, że konsultacje te dotyczą spraw odrobinę poważniejszych,
    niż przeziębienia, mam nieco inne spojrzenie na rzeczywistość...

    uważam mianowicie, że jeśli to moje dziecko odbiega od normy, i każda infekcja
    (katar, przeziębienie) ma u niego poważne skutki, to moim obowiązkiem jest go
    chronić i nie wysyłać na razie do przedszkola (co też stosowałam w swoim
    czasie, dokładniej: nie wysyłałam córki do przedszkola, żeby syn się od niej
    nie zarażał) zamiast mieć pretensje do świata, który tak już jest urządzony,
    że "smarkacze" smarkają...

    > Pani pracująca w przedszkolu to nie jest "jakas przedszkolanka" to osba która
    > przez kilka dobrych godzin dziennie wychowuje twoej dzieci a nie niemalże
    > służąca.

    pani pracująca w przedszkolu nie jest oczywiście służącą
    zresztą nic takiego nie napisałam
    ale nie jest też lekarzem, ani nie jest osobą odpowiedzialną za stan zdrowia
    mojego dziecka
    ma ona określone zadania i określone kompetencje na swoim stanowisku pracy, a
    innych nie ma

    tak samo jakiś pulmonolog ma się nie zajmować wzrokiem mojego dziecka, jakiś
    szef ma mnie nie pytać o sprawy rodzinne, albo jakaś teściowa nie powinna
    sprawdzać, czy mam posprzątane w domu...

    pozdrawiam
    Judyta
  • ewaand 25.11.04, 15:07
    A ja się dziś właśnie dowiedziałam od mojego dziecka, że w przedszkolu jest mu
    zimno jak pani go ubiera po leżakowaniu bo jest otwarte okno.
    i co mam zrobić, nie posyłać lekko pokasłującego malucha bo może coś się
    rozwinie i zarazi inne dzieci?
  • silvana_s 28.11.04, 12:27
    Powinnaś poprosić panią, aby wietrzyła salkę, jak maluchów w niej nie będzie.
    np. pójdą z wizytą na półgodziny do starszaków. W przedszkolu naszego synka tak
    właśnie jest.
    --
    Sylvia i słońca moje dwa Mati & Maks
  • mbim 08.12.04, 23:06
    Mam takie samo zdanie jak Ty. Moje dziecko choruje od listopada do marca.
    Objawia się to pociąganiem nosa i pokasływaniem (nigdy nie puściłam - i będę w
    tym konsekwentna - synka z temperaturą w okolicach 37). Posyłam je do
    przedszkola. Oczywiście boję się, że może się to przerodzić w coś
    poważniejszego, ale przecież jaki byłby sens zapisywania go do tam... Gdzie ma
    się uodpornić? Nie będę przecież trzymała go pod kloszem aż do zerówki. Już
    teraz szkoda każdego opuszczonego dnia - codziennie przecież się czegoś uczą. W
    szkole zaś grozi to dużo większymi zaległościami...
  • odalie 28.11.04, 23:55
    Tylko bez nerw, bez nerw smile)))))))))))))

    (bo widzę, że atmosfera wątku nie najlepsza)

    Judytak, czy gdyby dzięki interwencji wychowaczyni Twojego dziecka dziecko
    trafiło do lekarza, który wszcząłby odpowiednie leczenie (w danej sytuacji
    opisanej przeze mnie - antybiotyk) _naprawdę_ miałabyś do wychowaczyni
    pretensje i Twoja noga nie postałaby więcej w podobnej instytucji?

    Judytak, w regulaminie naszego (i jak przypuszczam, większości przedszkoli)
    stoi jak byk, że dzieci przyprowadza się "w dobrym stanie zdrowia". Skoro się
    ktoś decyduje na przedszkole, decyduje się przestrzegać regulaminu. Proste? Dla
    mnie tak. Skoro jest taki regulamin, pani wychowaczynie mają prawo i
    _obowiązek_ odsyłać do lekarza dzieci nienadające się do czynnego
    uczestniczenia w zajęciach (w złym stanie zdrowia).

    Zapewniam Cię Judytak, że w "naszym" przedszkolu stosowane jest to
    sporadycznie, a dzieci kaszlące się słyszy. Dziecko musiało być w naprawdę
    okropnym stanie (zresztą potwierdziła to _lekarska_ diagnoza, zapalenia
    oskrzeli - nie uwierzę, że uważasz, iż dziecko nie powinno trafić do pediatry a
    potem do łóżka!).

    To tak, jakby np. Twoje dziecko złamało w przedszkolu rękę i panie po
    udzieleniu pierwszej pomocy zadzwoniłyby do Ciebie, abyś przyjechała i zabrała
    malucha na dalsze leczenie. Upierałabyś się, że dziecko ma zostać w
    przedszkolu? Nie sądzę smile

    Zgadzam się z Ewą2000. Zawsze można zapewnić dziecku opiekę, jeśli się tylko
    chce, co nie musi być oczywiście łatwe, ani tanie, ale jest wykonalne.
    Infekcje, wirusowe czy bakteryjne, bywają różne, łatwo o paskudne powikłania,
    dlatego nie należy bagatelizować nawet kataru. Last but not least, co innego
    sporadyczny kaszel w okresie rekonwalescencji, a co innego charkot (dobrze
    napisąłam, przez "ch"? smile))) ) i zielone gluty w czasie, gdy infekcja ślicznie
    się rozwija.

    ...............

    Co do naszej pracy - owszem, niewiele osób może tak to ustawić, ale myśmy mieli
    możliwość wyboru, podjęcia pracy w nakładających się godzinach i choć to nas
    troszeczkę jakby smile kosztowało, nie wzięliśmy jej.

    Ewa2000 podpowiada fajny pomysł (jeśli się nie ma sąsiadek, babć ani opiekunki
    do młodszego dziecka) z pielęgniarką.

    Tyle, że jak widać w wątku, Wam się kobiety najzwyczaniej nie chce, nie
    widzicie potrzeby. I o czym tu mówić...

    --
    Jestem świrnięta, jestem świrnięta smile)))))))))
  • judytak 29.11.04, 10:33
    odalie napisała:

    > Tylko bez nerw, bez nerw smile)))))))))))))

    ja tam jestem całkiem spokojna :o)

    > Judytak, czy gdyby dzięki interwencji wychowaczyni Twojego dziecka dziecko
    > trafiło do lekarza, który wszcząłby odpowiednie leczenie (w danej sytuacji
    > opisanej przeze mnie - antybiotyk) _naprawdę_ miałabyś do wychowaczyni
    > pretensje i Twoja noga nie postałaby więcej w podobnej instytucji?

    jeśli moje dziecko jest na tyle chore, że wymaga leczenia, to nie odprowadzam
    do przedszkola
    ale: (i o to mi właśnie chodzi) to_ja_wiem, czy ono jest na tyle chore, czy nie

    jeśli (zakładajmy) miałoby katar i w związku z tym byłoby odesłane z szatni,
    nie poszłabym z nim do lekarza, bo co mi lekarz poradzi na zwykłe przeziębienie?

    > Judytak, w regulaminie naszego (i jak przypuszczam, większości przedszkoli)
    > stoi jak byk, że dzieci przyprowadza się "w dobrym stanie zdrowia". Skoro się
    > ktoś decyduje na przedszkole, decyduje się przestrzegać regulaminu. Proste?
    Dla
    > mnie tak.

    dla mnie też
    wiosną myślałam o zapisaniu Małego do pewnego niepublicznego przedszkola, ale
    po tym, jak przeczytałam w regulaminie, że "dzieci zakatarzone i kaszlące będą
    odsyłane do domu", zrezygnowałam z tej placówki

    na ogół w przedszkolach jest normalnie, przeważnie ocena wychowawców co do
    stanu zdrowia pokrywa się z oceną normalnych, nieprzewrażliwionych rodziców
    i te przedszkola mi odpowiadają pod tym względem

    to, co napisałam, pisałam nie w odpowiedzi na opowiadany przez ciebie
    jednostkowy przypadek,
    a w odniesieniu do przeważających głosów typu "dziecko z katarem jest chore i
    nie może pójść do przedszkola"
    a zwłaszcza zmroziła mnie wizja pani, stojącej w drzwiach i "selekcjonującej"
    dzieci zgodnie z zapatrywaniem matek o skrajnych poglądach...

    co do jednostkowych "historyjek" w ogóle się nie wypowiadam, za mało mam
    informacji...

    > To tak, jakby np. Twoje dziecko złamało w przedszkolu rękę i panie po
    > udzieleniu pierwszej pomocy zadzwoniłyby do Ciebie, abyś przyjechała i
    zabrała
    > malucha na dalsze leczenie. Upierałabyś się, że dziecko ma zostać w
    > przedszkolu? Nie sądzę smile

    piernik do wiatraka ;o)
    owszem zdarzało mi się odbierać nagle dziecko z przedszkola, bo zwymiotowało,
    albo dostało gorączkę
    ale to się zdarzyło "w trakcie", nie ma czynnika "rozbieżności w ocenie"...

    > Zgadzam się z Ewą2000. Zawsze można zapewnić dziecku opiekę, jeśli się tylko
    > chce, co nie musi być oczywiście łatwe, ani tanie, ale jest wykonalne.

    owszem można
    nigdy nie przeczyłam
    uważam za to, że "zapewnienie opieki na czas kataru" w przypadku dzieci,
    których znam (swoich, nieswoich) równałoby się z "zatrudnianiem opiekunki na
    cały etat i niewysyłaniem dziecka do przedszkola"

    > Infekcje, wirusowe czy bakteryjne, bywają różne, łatwo o paskudne powikłania,
    > dlatego nie należy bagatelizować nawet kataru. Last but not least, co innego
    > sporadyczny kaszel w okresie rekonwalescencji, a co innego charkot (dobrze
    > napisąłam, przez "ch"? smile))) ) i zielone gluty w czasie, gdy infekcja
    ślicznie
    > się rozwija.

    owszem, charkot przez ch :o)))
    mój Średni okropnie charczy przy najlżejszym katarku, też przy takim, kiedy
    nic, nawet na siłę, z nosa nie leci...
    (błyskawicznie się powiększający trzeci migdał, krzywa przegroda nosa z
    bliznami po respiratorze)
    a "okresu rekonwalescencji" nie miewamy - dziecko dostaje katar, katar sobie
    zgęstnieje, kaszelek poranny, potem spokój, potem znów katar i tak w kółko cały
    sezon, bez "obłożnej" choroby...

    > Tyle, że jak widać w wątku, Wam się kobiety najzwyczaniej nie chce, nie
    > widzicie potrzeby. I o czym tu mówić...

    rzecz sie rozbija o defonicję: jak nazywamy to, kiedy dziecko (dorosły) ma
    katar, czyli musi sobie oczyścić nos po kilka - kilkanaście razy dziennie
    pokasłuje, samopoczucie dobre, temperatury ani śladu...

    czy to jest choroba, przeziębienie, katar, katarek, czy nic takiego?

    pozdrawiam i zdrowia życzę :o)
    Judyta




  • odalie 29.11.04, 19:33
    > normalnych, nieprzewrażliwionych rodziców

    Ja wiem, jaką mam sygnaturkę, ale czyżbyś Judytak sugerowała, że nie wszystko
    ze mną w porządku, a przynajmniej normalna nie jestem...?

    Nadal uważam, że lepiej, aby dziecko z katarem nie szło do przedszkola - lepiej
    dla dziecka (nie ma ryzyka powikłań - zapalenia mięśnia sercowego, zapalenia
    oskrzeli i płuc, zapalenia ucha czy zatok, że o drogach moczowych nie wspomnę),
    lepiej dla kolegów i koleżanek malucha, ale czy to znaczy, że jestem
    przewrażliwiona?

    Wiesz, Judytak, takie gierki nazywają się argumetum ad hominem i uważane są za
    niesmaczne.

    Pozdrawiam.

    --
    Jestem świrnięta, jestem świrnięta smile)))))))))
  • judytak 30.11.04, 10:46
    może nie przesadaj, albo przynajmniej nie aż tak...

    kiedy ja piszę coś o przewrażliwionych rodzicach, to jest argumentum ad hominem
    (a przecież nie piszę na twój temat, przecież ja ciebie nigdy na oczy nie
    widziałam)

    a kiedy ty piszesz, że matkom po prostu się nie chce, nie dbają o swoje dzieci,
    to argument merytoryczny... albo kiedy piszesz, że ja stosuję jakieś gierki,
    kiedy ja ot po prostu mówię to, co myślę...

    wyraz przewrażliwiony nie jest obelgą, ale jeśli ci się nie podoba, to
    zaproponuj jakieś inne określenie dla rodzica, który uważa za problem coś co
    większość rodziców (takich o średniej wrażliwości) za problem nie uważa, będę
    chętnie stosowała :o)

    a wyraz normalny oznacza "mieszczący się w normie, zwyczajny, taki, jak
    większość"

    > Nadal uważam, że lepiej, aby dziecko z katarem nie szło do przedszkola -
    lepiej
    >
    > dla dziecka (nie ma ryzyka powikłań - zapalenia mięśnia sercowego, zapalenia
    > oskrzeli i płuc, zapalenia ucha czy zatok, że o drogach moczowych nie
    wspomnę),
    >
    > lepiej dla kolegów i koleżanek malucha, ale czy to znaczy, że jestem
    > przewrażliwiona?

    tak, dla mnie to właśnie oznacza, że jesteś przewrażliwiona
    to, że byle katarek przywodzi ci na myśl zapalenie mięśnia sercowego
    nie uważam, że to coś obiektywnie złego
    chociaż wydaje mi się, że dla ciebie samej i dla twojej rodziny może z tym być
    trochę niewygodnie...

    a to, że ja nie wychowuję swoich dzieci pod kloszem (o, znów pewnie się
    obrazisz, ale co ja na to poradzę?) może dla ciebie oznaczać, że jestem np.
    nieodpowiedzialna, albo fatalista czy coś tam jeszcze

    i możesz tak uważać, i możesz tak napisać,
    nie możesz tylko powiedzieć, że to "matkom się nie chce"
    bo takie podejście "zezwalające" i "wystawiające na sensowne ryzyko" wcale nie
    jest dla matki tym łatwiejszym wyjściem...

    po spisaniu protokołu rozbieżności proponuję zaniechać dalszej dyskusji

    pozdrawiam
    Judytak
  • ewa2000 30.11.04, 14:03
    A potem jest rozpacz, że dziecko chore. Wbrew pozorom zapalenie mięśnia
    sercowego nie jest takie rzadkie, przy nieleczonych infekcjach- tylko czasem
    daje o sobie znać po latach!!!!!!!!!!!!!
  • odalie 03.01.05, 16:42
    Witam w Nowym Roku!

    > po spisaniu protokołu rozbieżności proponuję zaniechać dalszej dyskusji

    Lubisz mieć ostatnie słowo? Fajnie smile))))))

    A ja weszłam na to miłe forum, widzę nowy ostry wątek o chorobach, widzę Twoją
    odpowiedź w starym, czemu nie odpisać?

    > a kiedy ty piszesz, że matkom po prostu się nie chce, nie dbają o swoje
    dzieci,
    >
    > to argument merytoryczny...

    Tak, jest to argument merytortyczny, ponieważ wiele wypowiedzi matek-chore-
    dziecko-do-przedszkola! zawierało w sobie właśnie stwierdzenie: "może i
    mogłabym coś zrobić, aby chore dziecko nie poszło do przedszkola, ale nie będę -
    nie będę nawet próbować, bo to w sumie dobre dla mojego dziecka". Jak chcesz,
    poszukam, cierpliwie wkleję smile

    > większość rodziców (takich o średniej wrażliwości) za problem nie uważa

    "Większość rodziców" być może w Twoim otoczeniu. Nie generalizuj. Ja znam inne
    postawy wśróod moich znajomych, ale to owszem, racja, w sumie niewielki krąg
    osób (kilkanaście tych dzieciatych?)

    Jak pisałam, w przedszkolu z którego obecnie korzystamy chorych dzieci się nie
    przyjmuje i nie ma z tego powodu powszechnego powstania oburzonych matek. Co
    więcej, nie ma w ogóle protestów. Ciekawe, czyż nie? Jest to sześć grup, jakieś
    160 dzieci, tyleż matek i przynajmniej połowa tego ojców, i co - jacyś
    przewrażliwieni sami...?

    (Aha, nie zmieniliśmy przedszkola z tego powodu, po prostu się
    przeprowadzilismy o kilkadziesiąt kilometrów.)

    > tak, dla mnie to właśnie oznacza, że jesteś przewrażliwiona
    > to, że byle katarek przywodzi ci na myśl zapalenie mięśnia sercowego

    Judytak, sorry, ale chyba tylko li jedynie z zaślepienia nie potrafisz czytac
    moim tekstów ze zrozumieniem. Jedyna słuszna sprawa, co? smile))))

    Nie "byle katarek" ale katar, czyli infekcja wirusowa, źle leczony. Dziecko z
    katarem niech pije ciepłe płyny, łyka witaminki i wapno, zajada owoce i (wersja
    nie-wege) bulionik, chodzi na spokojne spacery na świeże powietrze, rusza się,
    i owszem, ale i odpoczywa. Nie powinno, zapytaj pediatry, albo zajrzyj do
    literatury, narażać się na spocenie,przegrzanie, wychłodzenie, przemęczenie,
    krzyczeć, "łykać" zimne powietrze (np. radośnie śpiewająć czy przekrzykując
    koleżanki na spacerze).

    Jak potwierdziła Ewa (lekarz, o ile pamięć mnie nie zawodzi) to, że laicy tacy
    jak - o, np. Judytak - nie zdają sobie sprawy z faktu, co może (nie musi, ale
    może) spowodować zapalenie mięśnia sercowego, to jeszcze nie znaczy, że
    zapalenie mięśnia sercowego nie istnieje. Lepiej Tobie żyć w różowym świecie,
    to żyj, najlepiej z klapkami (koniecznie różowymi) na oczach.

    Nigdzie nie twierdziłam, ża każdy, nawet zaniedbany katar doprowadza do
    uszkodzeń serca. Czytaj ze zrozumieniem, proszę.

    Pisałam, i nadal to podtrzymuję, że nawet kataru nie powinno się traktować
    lekceważąco - jakby go nie było. Bo ryzyko powikłań _jest_, czy Ci to osobiście
    Judytak odpowiada, czy nie.

    > nie uważam, że to coś obiektywnie złego
    > chociaż wydaje mi się, że dla ciebie samej i dla twojej rodziny może z tym
    być
    > trochę niewygodnie...

    Wreszcie napisałaś coś słusznego! Wydaje Ci się.

    Bynajmniej nie wychowuję dziecka pod kloszem. Z katarem bawi się całkiem
    zwyczajnie, tak jak bez kataru, chodzi na place zabaw i spacery, a że nie do
    przedszkola - co jej z siedzenia w zamkniętym, słabo wentylowanym
    pomieszczeniu? musi akurat te kilka opryskiwać mgiełką (kichając) i
    obdarowywywać wirusami wszystkie koleżanki i panią?

    > a to, że ja nie wychowuję swoich dzieci pod kloszem (o, znów pewnie się
    > obrazisz, ale co ja na to poradzę?)

    A wychowuj sobie jak chcesz - bylebyś - uwaga - nie szkodziła innym ludziom.

    Posyłając chore, z założenia, że tak ma być, bo tak się Tobie podoba, szkodzisz.

    Ja Tobie (czy innym matkom-chore-dziecko-do-przedszkola-koniecznie-bo-to-nawet-
    lepiej) nie przeszkadzam w niczym tym, że moje dziecko zamiast opryskiwać
    smarkami Twoje dziecko w przedszkolu pójdzie na spacer do zoo.

    Ja nawet nie mam nic przeciwko, aby Twoje dziecko opryskiwało smile inne dzieci w
    przedszkolu, które - uwaga - regulamin na to pozwala.

    Ja chcę wyegzekwować przestrzeganie regulaminu w przedszkolu, do którego
    posyłam swoje dziecko - no, przy okazji wskazując możliwości tym matkom-chore-
    dzieci-do-domciu, które nie wiedzą jak wyegzekwować regulamin w ich placowkach.

    --
    no signature
  • kerstink 30.11.04, 11:22
    Rozwiazaloby to wiele problemow:

    - dzieci by nie chorowaly do wieku 6 lat (jakie oszczednosci dla sluzby zdrowia!)
    - biedni mezczyzni mieliby latwiej (oni na wszystkim traca, bo nie maja
    porzadnego obiadu)
    - cala rodzina zylaby w mniejszym stresie i bylaby bardziej zadbana, bo drobnymi
    robotkami domowymi zajelaby sie matka
    - budzet panstwa bylby mniej obciazony przedszkolami, ktore po prostu sie nie
    oplacaja finansowo
    - byc moze nawet rozwiazalby to problem bezrobocia !

    Takie mysli mi sie nasuwaja gdy czytam taka dyskusje.

    A tak na powaznie: mi rowniez sie wydaje, ze wiele rodzicow jest
    przewrazliwionych w tym punkcie. Nie mowie, by wyslac dziecko do przedszkola,
    gdy kiepsko sie czuje. Ale w przypadku kataru ?
    Mozna wiele robic na uodpornienie dziecka i calej rodziny. Np. zdrowsza dieta,
    regularnymi spacerami rowniez zima, nawet gdy sie ma katar. Realia niestety sa
    inne: najlepiej obrazuje to fakt, ze wiele rodzicow w przedszkolu moich dzieci
    nawet jest przeciwna wyjsciu dzieci na dwor (tak jak napisalam w swoim watku),
    dzieci nie sa odpowiednio ubrane - rano pakowane do samochodu, odbior
    analogiczny - wiec wystarcza luzne ubranka. Przewrazliwienie pokazuje sie
    rowniez, gdy mimo wszystko dzieci wychodza, i sie okazuje, ze kurtka/spodnie
    pobrudzone, rekawiczki brudne. Rzeczywiscie, to wielki problem. A gdy dziecko
    wraca po chorobie, to oczywiscie nie wolno wychodzic (choc szczegolnie wtedy
    warto wychodzic, by sie wzmocnic).

    Nie wyobrazam sobie rowniez zostawic dziecko w domu z powodu (nieuciazliwego)
    kataru tez z tego powodu: nauczyloby sie, ze byle powod wystarczy, zeby sobie
    ulatwic zycie.

    No wiem, jestem okropna matka egoistka. Staram sie jednak wychowac dziecko,
    bybylo zdolne zyc w niesprzyjajacych okolicznosciach.

    K.
  • judytak 30.11.04, 12:17
    kerstink napisała:

    > Nie wyobrazam sobie rowniez zostawic dziecko w domu z powodu (nieuciazliwego)
    > kataru tez z tego powodu: nauczyloby sie, ze byle powod wystarczy, zeby sobie
    > ulatwic zycie.
    >
    > No wiem, jestem okropna matka egoistka. Staram sie jednak wychowac dziecko,
    > bybylo zdolne zyc w niesprzyjajacych okolicznosciach.

    chyba to dlatego, że my nie jesteśmy stąd...

    pozdrawiam
    Judyta
  • kerstink 30.11.04, 13:10
    Nawet nie chcialam tego przytoczyc, ale byc moze mamy inne podejscie.
    K.

  • ewa2000 30.11.04, 14:05
    Judyto, niesprzyjające warunki to równiez nieodpowiednie ubranie. Dlaczego
    Twoje dzieci nie chodza w adidasach przy -10 stopniach? Też jest to rodzaj
    przystosowania się do złych warunków.
    A teraz poważnie. Zdrowie ( swoje i dziecka) trzeba szanować. Czasem lepsza
    jest przesada niz lekceważnie.
  • kerstink 30.11.04, 14:17
    Ja to raczej rozumiem tak: przystosowanie do niesprzyjajacych warunkow poprzez
    odpowiedne ubranie i hartowanie.

    Jasne, ze kazdy widzi granice gdzie indziej: jedni zaloza dzieciom przy plus 15
    st. czapki zimowe, inni zaloza czapki dopiero przy plus 10 st.

    Zdrowie trzeba szanowac. Ale tu istnieja rozne szkoly i odchylenia. Wysylajac
    dziecko z katarem do przedszkola, przy dobrym samopoczuciu, to dla mnie nie brak
    szanowania zdrowia.

    K.
  • ewa2000 30.11.04, 14:24
    Bardzo rzadko małe dziecko ( dorosy zresztą też), ma dobre samopoczucie przy
    katarze. Dziecko na dodatek kaszle nie zasłaniajac ust, kicha i cieknie mu z
    nosa ( w najlepszym razie rękaw pełni role chusteczki) i rozsiewa wirusy.
    Zdrowy rozsądek to takze nie igranie ze zdrowiem.
    Moje dziecko nie chodziło do przedszkola przy infekcjach. I na złe mu to nie
    wyszło. Dzis jest bardzo mało chorującym nastolatkiem, w przeciwieństwie do
    wielu kolegów, którym mąrde mamuski - "dały się wychorować".
    A zapalenie mięśnia serca - wcae nie jest wymysłem histeryków. A do tego mogę
    dodać kilka innych konsekwencji nieleczonego przeziębienia.
    Matki-egoistki ( bo jak to inaczej nazwać) potem podnoszą larum- skąd moje
    dziecko jest chore. Odpowiem - z głupoty dorosłych!
  • kerstink 30.11.04, 14:35
    Moze mam jakies inne dzieci, moje potrafia dom roznosic, gdy maja katar.
    Natomiast gdy widze, ze zle sie czuja przy infekcji (czyli raczej sie przytulaja
    i nie maja ochoty na zabawe), to nie ida do przedszkola.

    Wydaje mi sie powoli, ze kazda ma co innego na mysli, mowiac tu o zwyklym katarze.

    Zastanawiam sie, dlaczego obarcza sie cala odpowiedzialnoscia kobiety ? Albo
    dlaczego kobiety chca wszystko udzwignac same (a potem narzekaja). Konsekwencja
    powinno byc, ze ta kobieta w ogole nie pracuje, skoro statystyki wykazuja, ze
    tam, gdzie zona pracuje, mezczyzni krocej zyja ...

    K.
  • ewa2000 30.11.04, 14:58
    Nie, każda z nas inaczej rozumie opieke nad dziećmi. Z matkami, które uważaja,
    że "katarek i kaszelek" to nie choroba nie ma sensu dyskutować. One i tak
    wiedzą lepiej. Tak było gdy moje dziecko chodziło do przedszkola, jak widać tak
    jest i dziś.
    Należałam do matek , które nie pozwoliły na przychodzenie chorych dzieci i
    przeziębione maluchy po prostu nie były wpuszczane do przedszkola. Jedna matka
    o mało mnie nie pobiła ( bo ona musi do pracy, a to, że dziecko ma 37,3 to
    nieistotne). Ale robiłam swoje- matki pewnie ze strachu ,zachowywały się w
    miarę sensownie.
  • kerstink 30.11.04, 15:06
    Podkreslam, ze dyskusja toczyla sie wokol kataru, przy ktorym dziecko sie czuje
    dobrze. Natomiast nie bylo mowy o goraczce, lub nawet podwyzszonej temperaturze,
    przy ktorej dziecko najczesciej sie czuje nie za bardzo, nie chce jesc itd. i
    gdy jest to naturalne, ze dziecko zostaje w domu.
    K.
  • judytak 01.12.04, 11:03
    ewa2000 napisała:

    > Z matkami, które uważaja,
    > że "katarek i kaszelek" to nie choroba nie ma sensu dyskutować.

    z matkami, które uważają, że katar jest chorobą obłożną, wymagającą 10-dniową
    izolację chorego od społeczeństwa oraz pozostawania w łóżku, nie ma co
    dyskutować

    > Należałam do matek , które nie pozwoliły na przychodzenie chorych dzieci i
    > przeziębione maluchy po prostu nie były wpuszczane do przedszkola.

    a w jaki sposób ci się dostała taka władza "wpuszczania lub nie" dzieci do
    przedszkola???

    > Ale robiłam swoje- matki pewnie ze strachu ,zachowywały się w
    > miarę sensownie.

    inne matki się ciebie bały??? z jakiej racji???

    pozdrawiam
    Judyta
  • ewa2000 01.12.04, 13:11
    Nie należę do soób, które pozwola sobie skakać po głowie. Gdy uważam, że mam
    rację- walczę o swoje. Rozmawialam z dyrektorką, na poczatku byla sceptycznie
    nastawiona, ale postraszylam kontrolą SANEPIDU. Matki, gdy są nie w porządku
    boją się. Ze mna się liczyły. Widocznie mam charyzmę.
    P.S. Zastanawiam się, co czujesz, gdy Twoje dziecko- rano zdrowe i uśmiechnięte
    po południu wraca do domu , pokłada się, ma gorączkę i nie chce jeść, bo
    zaraziło sie od kolegi, którego matce nie chcialo się zająć chorym dzieckiem.
    Piszę "nie chciało", gdyz decydując się na urodzenie dziecka bierzemy pod uwage
    wszystkie okoliczności - równiez to, że może chorować i wymagać opieki, i to,
    że my pracujemy.
  • asta-lavista 01.12.04, 16:20
    To wychodzi, że lepiej nie mieć dzieci, bo wszystkiego nie da się przewidzieć.
  • judytak 02.12.04, 10:29
    ewa2000 napisała:

    > P.S. Zastanawiam się, co czujesz, gdy Twoje dziecko- rano zdrowe i
    uśmiechnięte
    > po południu wraca do domu , pokłada się, ma gorączkę i nie chce jeść, bo
    > zaraziło sie od kolegi (...)

    co czuję? - szkoda mi dziecka, bo źle się czuje
    czego nie czuję? - nie mam pretensji ani do kolegi, ani do jego matki, ani do
    świata, po prostu uważam, że każdy od czasu do czasu choruje, jedni mniej, inni
    więcej, taki już ten świat...

    > (...)decydując się na urodzenie dziecka bierzemy pod uwage
    > wszystkie okoliczności - równiez to, że może chorować (...)

    otóż to
    ja to biore pod uwagę, więc choroby dzieci, nawet te nieco poważniejsze, niż
    przeziębienia, mnie nie złoszczą, nie przerażają i nie skłaniają do szukania
    naokoło winnych...

    pozdrawiam
    Judyta
  • judytak 01.12.04, 10:58
    ewa2000 napisała:

    > Bardzo rzadko małe dziecko ( dorosy zresztą też), ma dobre samopoczucie przy
    > katarze.

    ja ci uwierzę na słowo, że ty i twoje dzieci czujecie się źle, jak macie katar,
    a ty uwierz mi na słowo, że ja i moje dzieci czujemy się normalnie, jak mamy
    katar :o)

    > Moje dziecko nie chodziło do przedszkola przy infekcjach. I na złe mu to nie
    > wyszło. Dzis jest bardzo mało chorującym nastolatkiem, w przeciwieństwie do
    > wielu kolegów, którym mąrde mamuski - "dały się wychorować".

    moje dziecko nr 1 przez lata przedszkolne miewało po jednej chorobie
    wymagającej lekarza na sezon (raz ciężka grypa, dwa razy zapalenie ucha
    środkowego), od zerówki nie było na tyle chore, żeby trzeba było ją lekarzowi
    pokazać, z powodu choroby (przeziębienie, kłopoty żołądkowe) opuszcza 2-3 dni w
    roku szkolnym (obecnie czwarta klasa)

    moje dziecko numer 2 chorowało strasznie dużo w niemowlęctwie (wcześniactwo,
    dysplazja oskrzelowo-płucna), przez pierwsze dwa sezony jesienno-zimowe
    praktycznie nieprzerwanie, wpadając z jednej choroby wprost w drugą
    od kiedy był w przedszkolu, raz w roku bywał chory (grypa, grypa żołądkowa),
    oprócz tego nie opuszczał ani jednego dnia z powodu choroby (obecnie lat 7)

    moje dziecko numer trzy poszedł we wrześniu do przedszkola, z powodu infekcji
    (typowo wirusowe przeziębienie z gorączką w nocy, z bólem gardła) był w domu
    wczoraj i przedwczoraj, (jedyna na razie nieobecność), od dziś chodzi znów
    (temperatury ani bólu gardła już wczoraj nie miał, katar owszem ma, ale
    nie "cieknie mu z nosa" tylko raz na godzinę-dwie musi sobie wydmuchać...

    > Matki-egoistki ( bo jak to inaczej nazwać)

    a tu mamy piękny przykład podejścia rzeczowego, merytorycznego, bez wycieczek
    osobistych, bez obelżywych określeń...

    potem podnoszą larum- skąd moje
    > dziecko jest chore. Odpowiem - z głupoty dorosłych!

    oświadczam uroczyście, że nigdy nie podnosiłam larum
    bo uważam za naturalne, że dzieci od czasu do czasu bywają chore
    a że czasami bywają chore również z głupoty dorosłych, to fakt...

    pozdrawiam
    Judyta
  • ewa2000 01.12.04, 13:00
    Nie dogadamy się, ja uważam jedno Ty drugie. Mamy do tego prawo. Ty masz
    doświadczenie matki 3 dzieci ( najstarsze 10-letnie), ja jednego dziecka ( 15
    lat) i wiedzę uzyskaną na wydziale lekarskim Akademii Medycznej.
    Przesada niedzie je jest rzeczą dobra, ale ja nie zmienię zdania co do
    posyłania dzieci z infekcją do przedszkoli?żłobków/szkół itp. Przy czym im
    dziecko starsze tym mniej rygorystycznie . Inaczej przeziebienie przechodzi 13
    latek, inaczej 3 tygodniowe dziecko!.
    P.S. Kiedyś zrobiłam koszmarną awanturę matce w przedszkolu, która wcisnęła
    dziecko, które "całą noc wymiotowało, bo pewnie czymś się zatruło"- rano było
    dobrze. Na moje lekarskie oko dziecko było chore. Matka- inzynier była innego
    zdania. Jej dziecko poszło do przedszkola, ja swoje zabrałam do domu. W ciągu
    całego dnia dziecko wymiotowało ( infekcja brzuszna), panie niczym innym się
    nie zajmowały. Matka nie odbierała telefonów w pracy ( komórek jeszcze nie
    było). Dwa dni później 3/4 grupy leżało w łóżkach z identyczną infekcja.
    Kosztow leczenia i zwolnień rodziców nie sposób policzyć. O cierpieniu dzieci
    nawet nie wspomnę!
    Pozdrawiam. Jestem przeciwna tzw. "zimnemu wychowowi". Hartowanie- tak, chore
    dziecko w przedszkolu - NIE.
  • judytak 02.12.04, 10:39
    ewa2000 napisała:

    > Nie dogadamy się, ja uważam jedno Ty drugie.

    nie dogadamy się, bo ty nie chcesz się dogadać
    kiedy ja piszę o katarze (i dla pewności dokładnie opisuję o jaki katar mi
    chodzi) to ty wyciągasz drastyczne przykłady dzieci rzeczywiście chorych...

    > (...) ja nie zmienię zdania co do
    > posyłania dzieci z infekcją do przedszkoli?żłobków/szkół itp.

    wcale nie chcę, żebyś zmieniła zdania
    chciałabym tylko, żebyś nie obrażała tych, którzy mają inne zdanie

    Inaczej przeziebienie przechodzi 13
    > latek, inaczej 3 tygodniowe dziecko!.

    a kto posyła trzytygodniowe dziecko do przedszkola?

    > P.S. Kiedyś zrobiłam koszmarną awanturę matce w przedszkolu (...)

    nie lubię ludzi, którzy robią koszmarne awantury
    nawet jeśli mają rację :o/

    > Pozdrawiam. Jestem przeciwna tzw. "zimnemu wychowowi". Hartowanie- tak, chore
    > dziecko w przedszkolu - NIE.

    nie wiem, co to jest zimny wychów
    kilkulatek z katarem dla mnie nie jest dzieckiem chorym

    pozdrawiam
    Judyta
  • judytak 01.12.04, 10:20
    ewa2000 napisała:

    > Judyto, niesprzyjające warunki to równiez nieodpowiednie ubranie. Dlaczego
    > Twoje dzieci nie chodza w adidasach przy -10 stopniach? Też jest to rodzaj
    > przystosowania się do złych warunków.

    po pierwsze: to jest czepianie się wyrazów, i celowe (udawane?) niezrozumienie
    sensu tego, co ktoś chciał powiedzieć

    po drugie: ja nic nie pisałam o niesprzyjających warunkach
    użyłam określenie "wystawianie dzieci na sensowne ryzyko", i to podtrzymuję

    > A teraz poważnie. Zdrowie ( swoje i dziecka) trzeba szanować. Czasem lepsza
    > jest przesada niz lekceważnie.

    też uważam, że zdrowie jest ważne
    poza tym uważam, że przesada często więcej szkodzi, niż hatrowanie
    oraz uważam, że hartowanie, czy sensowne ryzyko, to nie jest lekceważaenie

    pozdrawiam
    Judyta
  • asta-lavista 30.11.04, 13:19
    Dlaczego matki do domu? A może ojcowie do domów? Ja zarabiam 3 razy więcej niż
    mąż, więc wersja z moim pozostaniem w domu odpada, obiadów nie gotuję (tym
    zajmuje się mąż) i to najwyżej ja mogę być głodna a nie on, robótkami domowymi
    też się nie zajmuję smile
  • ariana1 30.11.04, 15:28
    He, he... moje dziecko pokasłuje od tygodnia, powtarzam: POKASŁUJE i chodzi do
    przedszkola. Tydzień temu była u lekarza, który osłuchał jej czyste oskrzela,
    wczoraj również była u lekarza - to samo. I co, z powodu kaszlu mam ją trzymać
    w domu? Cały czas jest pod kontrolą lekarza, który uznał ,że do przedszkola
    może chodzić. Mimo że ma też TROCHĘ kataru. Podobnie jest z innymi dziećmi w
    grupie. Znajdźcie mi przedszkolaka, który teraz , w okresie jesienno - zimowym
    jest idealnie zdrowy, tzn. bez śladu kaszelku , kataru itp.???
  • rosemary4 01.12.04, 12:35
    Chciałabyn dołaczyć się do waszej dyskusji.
    Moja Gaba od dwóch dni jest w domu z ropnym katarem i walczymy o to, żeby nie
    doszło do zapalenia ucha.
    Chodziła do przedszkola CAŁY poprzedni tydzień i po drugim dniu już miała
    początki kataru. W domu się nim nie zaraziła.
    Gdy szwagierka odbierała córkę w poniedziałek po południu w sali siadział
    chłopczyk w bardzo złym stanie, którego Panie musiały przez cały dzień trzymać
    z daleka od innych dzieci. Tego nie jestem w stanie niczym wytłumaczyć.

    Odnośnie kataru, to nie mam wyrobionego zdania, nawet pediatra mówiła, że przy
    przezroczystym katarze ( nie kapiącym, ale przeszkadzającym) mała powinna
    chodzić do przedszkola. Ja robię zgodnie z jej zaleceniami, katar zmienia kolor
    lub intensywność - do domu. Jest cięzko, bo oczywiście tatuś MUSI być w pracy,
    ale mama NIE MUSI. Babcia jedna pracuje, inna opiekuje się drugą 9 miesięczną
    wnuczką, ciotka studiuje, inna pracuje, a na opiekunkę nas nie stać.
    Nie mogę zostawić ją w przedszkolu, bo szkodzę sobie dodatkowo. Napewno będzie
    zapalenie ucha i napewno antybiotyk, a po nim 2 tygodnie kwarantanny.

    Rodzice zwracajcie uwagę na to w jakim stanie puszczacie rano dzieci do
    przedszkola.
    Tatusiowie, jesteście tak samo odpowiedzialni za dzieci jak mamy. Ich praca
    jest równie ważna jak wasza.
    Ula
  • ewaand 01.12.04, 14:25
    Pojawiają się jakieś dziwne sugestje. Część osób (ja również)uważa, że nie ma
    powodu do zatrzymywania dziecka w domu przy każdym katarku. A niektóre z was
    nie widzą różnicy w samym katarze(bez gorączki, czy innych objawów)i
    przytaczają przykłady ciężkich chorób dzieci przyprowadzonych do przedszkola
    przez "bezmyślne mateki".
    We wszystkim należy zachować umiar. A co do opieki w domu, to ja nie mogę
    równoważyć swojej pracy z pracą męża z bardzo prostej przyczyny, on zarabia
    kilka razy więcej ode mnie. I pewnie w takiej sytuacji jest wiele matek.
    Sugeruję zakończenie tego wątku, ponieważ nic nie wnosi, a zaczyna się snucie
    jakiś dziwnych historii i przytaczanie skrajnych przypadków.
  • grazynka13 01.12.04, 14:50
    Czytam i czytam, i wydaje mi się, że każda ze stron ma inny schemat myślenia:
    1. Ci, którzy są zwolennikami posyłania chorych dzieci do przedszkola, jako główny argument wysuwają pracę - czyli pieniądze.
    2. Ci, którzy chorych maluchów do przedszkola nie posyłają, nie myślą tylko o zarobkach (choć w relanym świecie to oczywiście nie może nie mieć znaczenia), ale przede wszystkim o zdrowiu i dobru dziecka - własnego i nie tylko.

    Nie muszę chyba pisać, który sposób myślenia wydaje mi się bliższy...
  • asta-lavista 01.12.04, 16:18
    A mnie się wydaje, że szkopuł tkwi w definicji "chore dziecko" dla jednych jest
    to dziecko z katarkiem a dla drugich z katarkiem, gorączką itp.
  • rosemary4 01.12.04, 16:20
    Zgadzam się z Tobą.
    Ula.
  • rosemary4 01.12.04, 16:29
    Pozwoliłam sobie podzielić się z Wami moją opinią. Mam to tego prawo, forum
    otwarte.
    Nie jestem lekarzem więc trudno mi powiedzieć, czy to, że moja córka ma ropny
    katar wynika z tego, że któreś dziecko przyszło z katarkiem, czy z tego, że
    któreś dziecko przyszło do przedszkola w takim stanie, że trzeba by je było
    trzymać w izolatce. Stąd te skrajne przykłady. Sama jestem ciekawa.
    Co do zarobków: akurat ja zarabiam więcej od męża, a mimo to moja praca jest
    traktowana inaczej. Myslę, że znalazło by się kilka mam, które mają podobnie.

    Wątek wnosi to, że mogę poznać opinię innych osób.
    Ula
  • jagusia7 01.12.04, 17:21
    Dziecko z katarkiem do domu?

    W takim razie pytanie do pań nauczycielek w przedszkolach: czy za każdym razem,
    kiedy łapiecie katar idziecie na zwolnienie i w domu czekacie aż przejdzie?
    Czyli czasem i dwa tygodnie? Podkreślam, nie żadną grypę czy przeziębienie z
    kaszlem i gorączką, tylko właśnie katarek. Nie idziecie? No ładnie, a potem
    dzieci się zarażająsmile

    Dzisiaj akurat była rozmowa z panią z szatni(pracownik przedszkola, jakby nie
    było, stały kontakt z dziećmi). Pani zakatarzona, zachrypnięta. Ze wspólczuciem
    stwierdziłam, że powinna parę dni odpocząć w domu, bo kiepsko wygląda, na co
    ona: "Z pracy by mnie zwolnili, gdybym z każdym przeziębieniem na zwolnienie
    szła"...
    Było niedawno zebranie, jedna z pań pokasływała, "pociągająca" była też część
    rodziców(ja też, jak zwylke o tej porze roku). Czyli wszyscy powinni w domu
    siedzieć?
    Wyszłaby spora część społeczeństwa, do tego należałoby dorzucić jeszcze tę
    część, która powinna być na zwolnieniu z powodu kataru dzieci... Wyobrażacie
    sobie, co by wtedy było?

    Co do głównego tematu wątku zgadzam się z Judytaksmile Myślenie
    katar_bez_żadnych_innych_objawów=choroba jest dla mnie niezrozumiałe, mimo
    moich szczerych chęci. A wrzucanie do jednego wora rodziców, którzy posyłają
    dzieci do przedszkola z katarkiem i takich, którzy posyłają CHORE dzieci
    (biorące antybiotyk czy też nie) świadczy zwyczajnie o niewiedzy.

    A do Ewy:
    Uchowaj Boże, żeby w naszym przedszkolu "na bramce" stanęła mamusia-pani
    doktor, która będzie "na oko" decydowała, czy dziecko może wejść, czy nie(bo
    chyba nie oglądałaś każdego dziecka łącznie z osłuchiwaniem, mierzeniem
    temperatury, zaglądzaniem w gardło i oceną wydzielinysmile) A jeśli pani dyrektor
    przestraszyła się pogrożenia SANEPIDEM, to coś w tym przedszkolu było nie w
    porządku i na pewno nie chodziło o dzieci z katarkiemsmile

    A tego, że do przedszkola nie powinny chodzić CHORE dzieci, nie kwestionuję.
    --
    Agnieszka
  • kostruszka 01.12.04, 18:36
    Rozumiem, ze mama, która miała czas na "selekcjonowanie" dzieci w szatni
    przedszkola, czy są chore czy nie, nie pracuje (bo skąd by inaczej wzięła czas
    na kilkugodzinne wystawanie w szatni???). Jeżeli zaś nie pracuje (lub wówczas
    nie pracowała), to z pewnością nie zrozumie dylematów i problemów mam
    pracujących. To jedno.

    Po drugie zaś, przedszkole, które pozwoliło matce na przejęcie kompetencji
    lekarza i terroryzowanie innych rodziców, w ogóle jest złe i nie warto
    przyprowadzać do niego dzieci. Kasia
  • kerstink 01.12.04, 21:04
    Rzeczywiscie podstawa jest definicja. A czy zdarzaja wam sie sytuacje, ze nie
    wiecie, czy dziecko jest chore, czy po prostu ma zly humor ? Ja wole miec
    jednoznaczna sytuacje: wysylam, i to co ma byc to bedzie.

    Dziwi mnie podejscie: maz wiecej zarabia wiec ma pierwszenstwo. Niby tak, no bo
    to sa konkretne pieniadzy, ale tez nie do konca - bo poniewaz mniej zarabiam, to
    moja praca nie jest mniej wazna. Tez mam umowione spotkania, z ktorych byc moze
    nie moge po prostu zrezygnowac.
    Zreszta, maz w tej chwili byc moze zarabia wiecej, ale wszystko moze sie
    zmienic. Wtedy moja praca moze byc wazna, by utrzymac rodzine. A tak, gdy przy
    byle okazji zostaje w domu, te prace moge stracic.

    Wiec rachunek nie jest taki prosty. Nalezy szanowac zdrowie, ale rowniez prace.

    Kerstin
  • ewaand 02.12.04, 09:18
    Dziwi mnie podejscie: maz wiecej zarabia wiec ma pierwszenstwo. Niby tak, no bo
    > to sa konkretne pieniadzy, ale tez nie do konca - bo poniewaz mniej zarabiam,
    t
    > o
    > moja praca nie jest mniej wazna. Tez mam umowione spotkania, z ktorych byc
    moze
    > nie moge po prostu zrezygnowac.
    > Zreszta, maz w tej chwili byc moze zarabia wiecej, ale wszystko moze sie
    > zmienic. Wtedy moja praca moze byc wazna, by utrzymac rodzine. A tak, gdy przy
    > byle okazji zostaje w domu, te prace moge stracic.
    Dlatego mój syn z byle katarkiem (katarkiem, a nie obłożnie chory) chodzi do
    przedszkola. Bo moja praca choć nisko płatna to jest i ją szanuję (tzn. nie
    chodzę na zwolnienia z byle powodu), a praca mojego męża zapewnia nam
    utrzymanie i ma taki charakter, że nie ma praktycznie takiej możliwości żeby
    mąż poszedł na zwolnienie. Choćby z tego powodu, ze potrącenie z jego pensji 20%
    za jeden tydzień, to w praktyce spora część mojej pensji. A jak wiele z tu
    piszących spłacamy kredyty i nie korzystamy z pomocy rodziców (wręcz przeciwnie
    moja mama z racji niskiej emerytury musi korzystać z naszej pomocy).
    Ewa
  • agajan 02.12.04, 16:31
    Rozumiem Ciebie, bo jestem w dokladnie takiej samej sytuacji. Jesli moj maz
    bierze zwolnienie, czy na siebie, czy na dziecko, to strata finansowa jest
    bardzo konkretna, i potrafi rozlozyc nasz miesieczny budzet. Bierze wiec te
    zwolnienia naprawde wtedy, kiedy musi, raz zdarzylo sie np. ze synek zachorowal
    na ospe, 4 tygodnie w domu. "Nawet ja", z moja "zupelnie niewazna" praca nie
    moge sobie pozwolic na spedzenie 4 tygodni w domu.
    Przy lzejszych chorobach na ogol robimy tak, ze ja zostaje z malym, bez
    zwolnienia, bo moja praca tego nie wymaga (nienormowany czas). Tyle ze tak czy
    owak praca musi byc zrobiona, wiec jade sobie na druga zmiane, w nocy, i
    pracuje. Tylko jesli jest Bardzo Wazne Spotkanie, naprawde od wielkiego dzwonu,
    to korzystamy z pomocy kogos z rodziny, ale staramy sie nie naduzywac.
    Wiem jednak, ze niewiele osob moze w ten sposob zrobic, a mnie sama rowniez
    denerwuje, ze moja praca jest traktowana jako mniej wazna. Nie wiem, czy z
    powodu zarobkow, moze i niekoniecznie. Jakos tak jest, ze to co robia kobiety
    zawodowo, jest zawsze mniej wazne od tego co maja zrobic w domu, takie ogolne
    przekonanie panuje. Moim zdaniem trzeba i mozna z tym walczyc, jakimis malymi
    krokami, ale przekonywac otoczenie, ze my tez sie liczymy.
    Np. jesli zwolnienia tak duzo kosztuja, to moze namowic meza aby zamiast niego
    wzial urlop (na pewno ma mase zaleglego, co?), dni wolne na opieke nad dzieckiem
    czy urlop "awaryjny" (tzw. "kacowe", jest cos takiego).
    A zobaczycie, ze jak facet sam zostanie z chorym dzieckiem w domku chocby 3
    dni, to zaraz zjawi sie np. Tesciowa czy Szwagierka do pomocy, bo on taki
    biedny, obiadu sam przeciez nie zrobi wink
  • ewaand 03.12.04, 09:09
    Dla mnie jest to bolesna sytuacja ponieważ odchodząc zarabiałam tyle samo co
    mąż (w innej firmie, ale ja formalnie na wyzszym stanowisku), a czas do tego
    jeszcze jakaś premia ekstra. Ale przez ten czas kiedy ja siedziałam z małym w
    domu, mąż poświęcił sie wyłącznie pracy, awansował, skończyl studia. A ja nie
    mogłam nawet wrócić do swojej pracy, bo pomijając fakt, że na moje miejsce
    zatrudnili kogo innego, ponieważ nie da się połączyć opieki przedszkolnej
    dziecka(do 17)z pracą mamy do 19-20.
  • kerstink 03.12.04, 09:38
    Doskonale to rozumiem, wlasciwie to juz temat na oddzielny watek. Mysle, ze tak
    naprawde to od urodzenia dziecka trzeba przyzwyczaic mezczyzne, ze to tez jego
    dziecko. I nawet jak zona i tak 'siedzi w domu', to maz powinnien regularnie
    sprawowac opieke, nawet po to, zeby ta zona mogla sobie poszalec w sklepach.
    Czesto jednak samym kobietom ciezko o taka decyzje (mowie z wlasnego
    doswiadczenia). No i siedzi w domu, i czeka na meza, ktory sam z siebie nie
    przychodzi wczesniej do domu, no bo przeciez ona jest. I powstaja zle 'nawyki'.

    Odkad stawiam swoja prace (nie zarabiam kokosow, zdecydowanie mniej od meza) na
    jednym z pierwszych miejsc, to i maz bardziej ja szanuje. Gdy dziecko jest
    chore, szukamy razem rozwiazanie.

    K.
  • anulina 07.12.04, 19:11
    ja tez nie moge patrzeć, jak moje dziecko (po tygodniowym pobycie w domu z
    katarem i kaszlem, ledwie wykurowane) nachyla się nad grupą kaszlących i
    smarkających chłopców, bo któryś tam ma fajne auto...
    moje dziecko non-stop przynosi cos właśnie z przedszkola. wtedy ja przykładnie
    organizuje opiekę w domu. a cała reszta rodziców ma to - niestety- bardzo
    głęboko
  • bea.bea 07.12.04, 23:06
    A ja dziękuje mamą, które przyprowadzaja chore dzieci do przedszkola !!!!!
    Pisze to z zachowaniem całej powagi, ponieważ kazde chore dziecko wzmacnia ukła
    odpornosciowy mojego syna...
    Może mam szczęście bo moje dziecko oprócz katarów z przedszkola nisczego nie
    przynosi...ale ...
    codzienny zimny prysznic...
    sok z cebuli z czosnkiem i miodem ( facecik śmierdzi okrutnie smile)
    przynosi efekty...

    aaa..powiem teraz coś....mój syn chodzi do przedszkola od 2 miesięcy ...
    i moze nie było by w tym nic dziwnego , tylko , ze ma 15 miesięcy...

    i jakos 3 latki jeszcze go nie zabiły smile)

    pozdrawiam i dziekuje...

    moim zdaniem należy zrobic wszystko by dziecko miało mozliwośc wzmacniania
    swojego układu immunologicznego....

    jestem za naturalnymi metodami uodparniania....miałam szczęście w tym krótkim
    życiu mojego syna stosować tylko raz antybiotyk ( w 6stym dniu jego życia -
    zapalenie płuc)
    moze mam szczęście, ale nie unikamy ani kontaktów z innymi dziećmi , ani
    ekstremalnych warunków, pozdrawiam smile
  • kerstink 08.12.04, 08:45
    Nam ostatnio sok z cebuli z czosnkiem pomogl zwalczyc pierwsze objawy kaszlu -
    tylko trzeba od razu.

    Z tym zimnym przysznicem pewnie mialabym klopot. Ale przypomina mi sie moje
    zycie przedszkolne: tam nam zrobili od czasu do czasu taki zimny przysznic. To
    dosyc powazne posuniecie i w terazniejszych czasach pewnie juz by nie przeszlo.

    K.
  • basia-bma 15.12.04, 12:28
    Potwierdzam - syrop z cebuli jest dobry. Ja robię z samej cebuli bez czosnku
    (jakiś czas temu dawałam swojej 3,5-latce nalewkę z czosnku - śmierdziała
    okropnie, a nie było żadnych spektakularnych efektów, więc teraz daję samą
    cebulę - przynajmniej nie ma tego zapachu smile), pediatra powiedziała nam, że
    żeby syrop był skuteczny, trzeba robić codziennie świeży, aby lecznicze
    właściwości cebuli były zachowane.

    Pozdrawiam
    Basia
  • mpmp 16.12.04, 23:51
    Dwie kwestie.
    1. Chciałam zauważyć, że znakomita większość infekcji jest najbardziej
    zaraźliwa zanim nastąpią objawy. Większość tej dyskusji nie ma sensu. Dzieci
    zarażają się nawzajem zanim jeszcze pojawi się katar czy kaszel.
    2. Jeśli chodzi o postępowanie z chorym dzieckiem - najlepszy jest, jak zwykle,
    umiar. Jeśli dziecko nie gorączkuje, ma lekki kaszel czy katar i nie męczy go
    to - nie ma żadnych medycznych przeciwskazań co do uczęszczania do przedszkola.
    Poza tym okres życia dziecka w wieku ok. 2-6 lat, to czas częstego chorowania,
    przez które organizm nabiera odporności. Nadmierne izolowanie od kontaktów z
    mikrobami w tym okresie powoduje, iż układ immunologiczny organizmu dziecka, a
    potem dorosłego, będzie słaby i niewydajny.
    W przypadku cięższego przebiegu infekcji, dobrze jest, aby dziecko najcięższe
    dni spędziło w domu.
    Jeśli chodzi zaś o podawanie lekarstw - jestem zwolenniczką podawania ich
    dziecku osobiście. Powierzenie tej czynności innym osobom moze zwiekszyc ryzyko
    pomylki.

    Na koniec jeszcze jedna mała uwaga. Jeśli mamy dziecko chore w domu, które nie
    ma gorączki - nie unikajmy spacerow! Nalezy tylko zwrocic szczegolna uwage na
    odpowiednie ubranie dziecka(ani za grubo, ani za cienko) i wychodzmy na dwor.
    Wentylacja chorego oranizmu jest niezmiernie wazna. Tak samo polecam czesto
    wietrzyc mieszkanie, w ktorym sa chorzy.

    Pozdrawiam,
    M.
  • honda1998 23.12.04, 06:05
    Rozumiem, że z chorobą zakaźną i gorączka nie zaprowadzam dziecka do
    przedszkola. Ale katar i kaszel (po osłuchaniu przez lekarza) nie jest
    czynnikiem, który zatrzymuje moje dziecko w domu. I tu nawet nie jest kwestia
    pracy, bo mam z kim zostawić dziecko - tylko zajęć w przedszkolu. Po pierwsze
    aktualnie sama jestem na zwolnieniu a po drugie jest babcia, która może zająć
    się dzieckiem. Szkoda mi gdy młody opuszcza wszystkie zajęcia a później proces
    adaptacyjny ( pod tygodniu czy dwóch nieobecności) rozpoczyna się na nowo.

    Nie przesadzajmy z tym katarem, bo tym sposobem to 3/4 grupy nie chodziłoby do
    przedszkola wink))

    pozdrawiam,

    Eliza

    lilypie.com/days/050304/4/22/1/+2/.png[/img][/url]
    lilypie.com/baby4/010208/0/2/1/+2/.png[/img][/url]
  • prose 05.01.05, 08:03
    Jestem mamą 3,5 letniego chłopca.Od mięsiąca z małą przerwą Mały nie chodzi do
    przedszkola.usiłuję go porządnie wyleczyc,ale jak pójdzie do przedszkola to
    niedoleczone dzieci i tak go zarażą.Jestem za tym aby przynosic po chorobie
    jakies zaświadczenia od lekarza lub jakis dochodzący lekarz w
    przedszkolu.Byłoby super!!!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka