Dodaj do ulubionych

Bandyctwo!!!

22.12.04, 19:28
W zasadzie dotyczy to posta " Chorujące dzieci"
przyprowadzanie chorego dziecka do przedszkola powinno być karalne.
ABSOLUTNIE!!!!!!!!!!
Skoro mamy nie mają wyrzotów sumienia, że swoim postępowaniem narażają inne
dzieci i ich rodziny na nieraz poważne choroby, długie leczenie i drogie
lekarstwa to jest to godne pożałowania!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Brak rozumu, a nie możliwości.
Edytor zaawansowany
  • bea.bea 22.12.04, 22:08
    I dlatego zgłaszam wniosek o zwiększenie stawek za przedszkola...to raz...
    wynajęcie firm ochroniarskich ( za te pieniadze) w skład których wchodzić
    będzie lekarz i przedstawiciel władzy w postaci policjanta.
    I codzienne badanie maluchów w obecności władzy , by nie było przekrętów i
    mataczenia.....
    a w efekcie dzieci zdrowe do przedszkola , a chore do domu a rodzice do
    aresztu.....
  • kamma5 22.12.04, 22:32
    Zdecydowanie popieram!!!!!!
    Nigdy nie pogodze sie ze stwierdzeniem przedszkolanek z przedszkola gdzie chodzi
    moje dziecko,ze "z tym nie da sie nic zrobic"
  • verdana 23.12.04, 09:46
    Proponuję jednoczesnie, aby zwolnić wszystkie matki przedszkolaków z pracy - co
    najmniej jeden katar miesięcznie to opuszczonych 7 dni. Taki pracownik jest w
    pracy niepotrzebny.
    Radzę też matkom panicznie bojacym się kataru wypisanie dzieci z przedskola,
    nie prowadzenie ich do teatru, kina, sklepu i nie jeżdżenie srodkami
    komunikacji miejskiej.
  • wana 23.12.04, 10:53
    I profilaktyczną obowiązkową kwarantannę - a co, jeśli jutro zacznie
    zarażać...???
    wana
  • siborki_mi 31.01.05, 20:59
    Jestem ZA!!! Ja myślę, że głównie to powinno się ustalić co znaczy chore
    dziecko. Bo jeśli ktoś traktuje jako chore dziecko, które lekko smarcze i kilka
    razy kichnęło, to moim zdaniem przesada! Moja pani doktor tak nie uważa, a ja
    zaraz za nią. Przyprowadzanie rzeczywiście chorych dzieci to skandal, ale z tym
    katarem nie przesadzajmy! Magda
  • kamma5 23.12.04, 17:10
    Moje dziecko chodzi do teatru, kina, sklepow,jezdzi srodkami komunikacji
    miejskiej.Nie boje sie kataru, ale 3 anginy i zapalenie ucha w czasie
    2 miesiecy to chyba przesada. I to dzieki "uprzejmosci" matek prowadzacych
    ewidentnie chore dzieci do przedszkola.O mnie,moja prace i finanse zadna z nich
    sie nie martwi.
    Troche zdrowego rozsadku czesci naszego spoleczenstwa na pewno by sie przydalo.
    Polacy musza sie uczyc... Jak rodzic po ludzku.. o tym ze chore dziecko w
    szpitalu w towarzystwie bliskiej osoby szybciej zdrowieje...
    Ze chore dziecko w przedszkolu to po prostu SKANDAL.
    Dorosly "zagrypiony" czlowiek w pracy...To po prostu... nie wypada.
    Zycze wszystkim zdrowia!

  • milka_milka 28.12.04, 16:34
    Kochane mamy, poważnie traktujące obowiązki zawodowe! A gdzie wasze poczucie
    obowiązku wobec dziecka? Czy wiecie, jak czuje się chory rozbity maluch wyrwany
    o siódmej z łóżka, wywleczony na mróz i zostawiony w przedszkolu? Brak
    temperatury wcale nie oznacza, że dziecko dobrze się czuje i choroba nie jest
    poważna. Wręcz przeciwnie, często oznacza, że organizm nie ma siły walczyć z
    wirusem. I trudno się dizwić, że pani w przedszkolu nie jest zachwycona gromadą
    kichających i kaszlących dzieci. Po pierwsze sama na pewno też się rozłoży a
    poza tym te "lekko" chore dzieci natychmiast łapia następną chorobę. Pomyślcie
    czasem nie tylko o sobie i swojej pracy!
  • aniask_mama 23.12.04, 18:21
    A swoją droga to bardzo żaluję, ze w większości przedszkoli nie ma już
    pielęgniarki, ja bym nawet za to zapłaciła.
    --
    Mamo, jak będę duży, to chcę być kierowcą w autobusie. Ale najpierw musze mieć
    żonę! Bo kto by jeździł tym autobusem, gdybym ja był chory? wink Mimko, lat 4
  • agnieszka71 27.12.04, 10:02
    Ja jeszcze proponuję deratyzację , dezynsekcję, terapię antyalrgiczną na
    wyniszczenie wszystkich bakterii i wirusów przedszkolach - może wtedy będziemy
    wszyscy zdrowi.
  • ewa2000 23.12.04, 20:20
    W pełni popieram. Jeżeli ktoś decyduje się na posiadanie dziecka musi mieć plan
    awaryjny na wypadek chorób. Przedszkole nie jest przechowalnią dla chorujących
    maluchów, których matki z jakichkolwiek powodów nie chca/nie mogą zapewnić im
    opieki.
    Dzieki Bogu moje dziecko jest już w gimnazjum, ale przez 3 lata przedszkola
    przeszłam swoje awanturujac się z matkami, które przyprowadzały dzieci
    z "katarkami" i "kaszelkami". W trakcie dnia okazywało sie, że owe" kaszelki"
    sa anginami, na które za chwile chorowała prawie cała grupa.Bywało, że z
    termometrem w ręku stałam w drzwiach. Były awantury, był SANEPID,
    i .....osiągnęłam tyle, że w naszej grupie chore dzieci zdarzały się
    sporadycznie. Potem my odeszlismy z przedszkola i matki znów zaczęły
    przyprowadzać chore maluchy ( wiem to od dyrektorki).
    Bzdurą jest, że "dziecko musi się wychorować". Piszę to jako lekarz i z pełną
    odpowiedzialnością.
    Jeśli jakas matka tak uważa, to dlaczego w ramach "wychorowania" się w wieku
    przedszkolnym nie zaprowadzi dziecka np. do szpitala zalaźnego. Tam jest
    znacznie większe pole do popisu!
    Uważam, że chore dziecko w przedszkolu to egoizm, wygodnictwo i głupota!
    Narażanie własnego i cudzych dzieci na niepotrzebne chorowanie
  • kasiula.m 23.12.04, 23:51
    Tak, zgadzam się. Choć nie pracuję.
    I też żal mi dzieci, które muszą chore przebywać w przedszkolu. Tłumaczę to
    tym, że rodzice nie maja wyjścia.
    Katarki i kaszelki są chyba nie do opanowania w przedszkolach obecnie, ale
    dzieci z gorączką to, jakby rodziców nie tłumaczyć - przesada.
    Jedyną rzeczą, jaką robie jest tłumaczenie mojemu czterolatkowi, żeby nie
    pozwalał kaszleć na siebie smile)) no i bywają okresy, kiedy nie chodzi do
    przedszkola, np. kiedy nie podoba mi się "chóralny" kaszel, który słyszę
    przebierając go w szatni. Ostatnio coś przegapiłam i jest chory...
  • grzalka 25.12.04, 13:54
    Wnoszę tez o tymczasowe aresztowanie wszystkich dorosłych, którzy przychodza
    chorzy do pracy, a w szczególności pani Beaty, która regularnie mnie zaraża.
    Na pohybel!
    --
    znowu brak sygnaturki
  • barbie-torun 28.12.04, 13:32
    jak to matka nie ma wyjścia?
    przecież może wziąśc nanie na godziny
    ja ma 2 przedszkolaków, rok temu troje - i nieraz bywało że pół pensji
    wydawałam na opiekunki nie licząc apteki, nie mogłam ciągle brać zwolnień
    a w tym roku jest zarządzenie w przedszkolu - dziecko po chorobie musi
    przynieść kwit od lekarza, że jest zdrowe i może uczęszcz.. do przedszkola i to
    jest to rozsądne wyjście
    Matko, co zrobisz za kilka lat jak dziecko pójdzie do szkoły?
    Chore zostawisz same w domu czy oddasz do szpitala?
  • barbin 26.12.04, 20:58
    Drogie Mamy, o co chodzi z tym dobroczynnym wychorowaniem się w przedszkolu, o
    którym przeczytałam w kilku postach?
    Zgadzam się, że są pewne choroby, które łagodniej przechodzi się w
    dzieciństwie, natomiast powtarzające się infekcje górnych dróg oddechowych
    czynią szkody w organiżmie.Powikłania odległe ujwniające się po kilkunastu
    (kilkudziesięciu) latach bywają naprawdę koszmarne i nie należą do rzadkości.
    Wiem,że żadna mama nie wypycha chorego dziecka do przedszkola dla wygody. Praca
    jest dla większości z nas koniecznością. Mimo wszystko nie lekceważmy problemu.

    Mam też nadzieję, że nikt nie myli "wychorowywania" z hartowaniem dziecka.
  • anulla1 26.12.04, 21:41
    Dorgie mamy
    Jestem pedagogiem przedszkolnym- czyli przedszkolanką, i chciałabym się
    wypowiedzieć z mojej strony... co to za bzdury o aresztowanui chorych dorosłych
    i inne głupoty. Przecież rzeczą oczywistą jest, że chore i mocno przeiębione
    dzieci nie poiwnny przychodzić do przedszkola. Po pierwsze wiadomo dzieci
    zarażają, a po drugie w warunkach przedszkolnych wszystkie choriby rozwijają
    się szybciej. A jeśli już mamy decydują się zostawić chore dziecko w
    przedszkolu, to nie mogą liczyć na to że będzie ono inaczej traktowane np. nie
    pójdzie na spacer, albo na rytmikę, lub też gdy pojawi się gorączka będzie
    mogło w ciszy i spokoju czekać na rodziców. Po prostu aż szkoda patrzeć na te
    biedne maluchy ,dla których zostanie w przedszkolu często jest trudnym
    przeżyciem, nie mówiąc już jak trudno im wytrzymać około ośmiu godzin w
    ciągłym hałasie i ruchu gdy się źle czują.
    Anka
  • miriam_b 26.12.04, 23:35
    zgadzam się!!!!coś trzeba z tym zrobić...mój urwis lekarza nie widział od czasu
    porodu...chodzi o to że chorób zero!!!ale odkąd zaczęła chodzić do przedszkola
    tragedia!!!!!!!!non stop..jak nie żołądkowe zatrucia(po których raz lądowała w
    szpitalu ale żadna cholerna przedskzolanka nie zechciała mnie poinformować że
    coś jest w przedszkolu nie tak i dzieci mają biegunkę i wymiotują!!!!)jakbym
    wiedziała na 100 %zabrałabym ją do babci!!!ale po co???one to mają w dupie!!!!
    to po pierwsze ,potem zaczęły się jej non stop choroby górnych dróg oddechowych
    oczywiście po wymazie okazało się co to za świństwo...złapane w przedszkolu!!!
    bo matki też mają w dupie czemu ich dzieci od miesiąca łażą zasmarkane albo
    kaszlące!!!!wutrułam gada z córy organizmu,my porobiliśmy badania nikt nic na
    szczęście nie miał...za to teraz nowość!!!!!lamblioza!!!no szlag mnie trafia w
    tym przedszkolu!!!!!!!!!!!!!!a nie chodzi mi o dzieci które np.,mają katar ale
    noszenie dziecka z antybiotykiem dla pani przedszkolanki to chyba przesada
    co??????????
  • iwmol 27.12.04, 11:01
    We wrześniu chciałbym posłać moją kochaną córeczkę do przedszkoola i jak czytam
    te wszystkie posty to mi sie włos na głowie jezy. Mam kuzynkę która jest
    przedszkolanką i rzeczywiście rodzice przynoszą swoje pociechy do przedszkola
    nawet wtedy gdy są chore. Ja tego nie moge zrozumieć, ale niektóre matki są
    naprawde w trudnych sytuacjach. Praca jest dla nich najważniejsze bo gdy jej
    nie bedzie nie bedzie co jesc. Oczywiście są to sporadyczne przypadki, ale
    jednak są. Nie wiem co zrobie gdzy w grupie mojej coreczki beda chore dzieci,
    czy bede z tym walczy? - pewno tak. Nie badzmy egoistami, niech chłowiek dla
    człowieka nie bedzie wilkiem.
  • anulla1 27.12.04, 11:03
    Nie bardzo rozumiem o co ci chodzi z tymi cholernymi przedszkolankami, przecież
    my nie mamy nic do powiedzenia jak nam przyprowadzają chore dzieci, nie można
    nie przyjąć dziecka do przedszkola. A że nie informują rodziców, to fakt że
    możesz mieć o to zastrzeżenia, ale to kwestja organizacji przedszkola, u nas
    wszystkie inf. o chorobach w grupie wywieszamy na teblicy informacyjnej. Trudno
    wymagać aby przedszkolanka miała czas porozmawiać z każdym rodzicem
    indywidualnie, gdy ma pod opieką dwudziestkę maluchów...
    Problem tkwi w nieodpowiedzialnych rodzicach, którzy nie przejmują się nie
    tyklo zdrowiem innych dzieci ale przedewszystkim swoiego dziecka.
  • miriam_b 27.12.04, 15:38
    nie zgadzam się że problem tkwi tylko w rodzicach....w u mowie zawieranej z
    przedszkolem wyrażnie pisze że zobvowiązuje się do oddawania pod opiekę dziecka
    zdrowego!!!!i to jak myślę tyczy sie nie tyulko mnie ale wszystkich rodziców
    którzy przyprowadzają dziecko,poza tym ja pracuje ale wychodzę do przedszkola z
    dzieckiem zawsze tak że zawsze!!!zaznaczam zawsze rozmawiam z panią
    przedszkolanką!!przynajmniej 5 minut!!!o tym co i jak....czy cos ma
    prezynieść ..itd...i nie widzę problemu żeby nie mozna było mnie poinformować o
    choróbskach...
  • anulla1 27.12.04, 19:07
    Skoro przedszkolanka twojego dziecka jest w stanie, poświęcić każdemu rodzicowi
    minimum 5minut, a biorąc pod uwagę że w grupie średnio jest około dwudziestki
    dzieci, wynika z tego że rodzicom poświęca 1godz i 40min dziennie, z 5 godzin
    które spędza w pracy, gratuluje jej poczucia odpowiedzialności za dzieci-
    napewno zapewnia im wtedy doskonałą opiekę, i świetnie realizuje założenia
    programowe. A ciebie podziwiam, że takiej osobie powierzasz swoje dziecko...
    Anka
  • miriam_b 27.12.04, 21:05
    no weż kobieto nie drwij ze mnie...!!!!ja nie mam pięciu lat!!!mnie nie
    obchodzi ile ona czasu poświęca innym rodzicom i mam ta naprawde daleko i
    głęboko jak dla mnie to w ogóle ci rodzice istnieć nie muszą,nawet byłoby
    lepiej.!!!!ja mówię o sobie czyli że skoro ja mogę spyttać czy brzdące
    zdrowe!!!to i inene zakaprysione mamy też mogą!!!!to po pierwsze!!!po drugie
    jak zauważyłaś po innych postach szukam innego przedszkola!!!teraz moje dziecko
    tam nie chodzi ...bo...PRZEDSZKOLE JEST STARE KOMUNISTYCZNE...DYREKTORKA TEZ
    JEST STARA I SĄDZĄC PO TYM JAK OD NIEJ WALI POTEM TO WĄTPIE CZY SANEPID BY
    STAMTĄD WYSZEDŁ BEZ ROBOTY!!!!....DZIECI JEDZĄ ŚNIADANIE BEZ TALERZY BO NIE MA
    KTO MYĆ!!!...WYCHOWAWCZYNI TO TEZ WIEKOWA PANI STRASZNIE NERWOWA KTÓRA WRĘCZ
    PISZCZY A NIE MÓWI NIE WSPOMNE CO SIĘ DZIEJE KIEDY PODNOSI
    GŁOS!!!!...REALIZOWANIE PROGRAMU POLEGA NA TYM ŻE OD WRZEŚNIA DZIECI POTRAFIĄ
    ROZRÓŻNIAĆ KOLORY!!!!!!!....moja córka teraz tam nie chodzi!!!!bo po co???!!!i
    nie pisz mi głupot że mnie podziwiasz że jej oddaję dziecko w opiekę,bo nie
    oddaję a że oddawałam to popelniłam błąd!!!!!!!
  • anulla1 27.12.04, 21:53
    Zacznijmy od tego że z nikogo nie drwiałam- to popierwsze. Po drugie w sprawie
    chorób jasno się wypowiedzałam, że również jestem przeciwana przyprowadzniu
    chorych dzieci do przedszkola, i podałam rozwiązanie jak my radzimy sobie
    informowaniem o chorbach i wirusach panujących w przedszkolu. Ale ty napisałaś
    że przedszkolanki w dupie mają wszystko i nie informują rodziców, zrozum
    kobieto odpowiedzialna nauczycielka (abstrachuje od tej w byłym przedszkolu
    twojego dziecka) nie może sobie pozwolić na luźną rozmowę z rodzicami o tym kto
    ma biegunkę, kto kaszle, kto miał temperaturę itd. Nie możesz tego oczekiwać od
    przedszkolanek- to znaczy życzę ciżebyś taką znalazła i rozumiem o co ci
    chodzi, ale będąc z grupą dzieci trzeba mieć oczy dookoła głowy bo w każdej
    chwili coś się może stać (znajoma ze studiów miała mieć sprawę w sądzie za to
    że nie było jej przy tym jak chłopiec ukuł widelcem dziewczynkę w nogę- rodzice
    dziewczynki chciali ją pozywać) Nie mówiąc już o prawdziwych tragediach jakie
    mogą się wydażyć . Pomyśl czy chciałabyś, żeby inna mamy rozmawiały sobie
    przez dłuższy czas z przedszkolanką a inne dzieci łącznie z twoim nie miało
    zapewnionej odpowiedniej opieki???
    Prepraszam z niezbyt grzeczną formę poprzedniej wypowiedzi. Mam nadzieję że się
    rozumiemy. Szukaj lepszego przedszkola- jeśli w Krakowie to ja mogę polecić smile
    Anka
  • miriam_b 28.12.04, 22:59
    Dzięki!!smileniestety przedszkole w Gliwicachsadi wiesz wczesniej nie miałam
    ale...jeśli chodzi o informowanie że jakieś tam dziecko ma katar...ale
    strasznie mnie zdenerwowało to że kiedy w przedszkolu panowało zatrucie!!dzieci
    od rana wymiotowały i miały biegunkę i wychowawczyni dzowiula po rodziców...to
    pani wychowawczyni nie powiedziała mi tego bo to nie były zwykjłwe
    choróbska,przyprowadziłam wtedy córkę..okolo godziny 9.30!!!!i już część
    dzieciaków była chora dowiedziałam się o tym na drugi dzień że były
    chore ,kiedy zadzwoniłam żeby powiadomić że córki nie będzie bo się czymś
    zatruła.....a oni ze stoickim spokojem do mnie że to już tak od wczoeraj
    rana...i jak spytałam czemu mnie nikt nie powiadomił to była cisza w
    słuchawce...a ja za dwa dni wylądowałam w szpitlu z małą!!!!!no porpostu mnie
    coś trafiło....jak nie zmienie przedszkola to chyba się powieszę!!!
  • kasiula.m 27.12.04, 18:17
    Tu jeszcze w grę wchodzi tzw.opłata stała. Przedszkolanka boi się, że zwracając
    rodzicom uwagę straci "klienta". Nie jest ważne, ile dzieci jest chorych,
    nieobecnych, ale to ilu rodziców płaci.
    Ja nie pracuję i zastanawiam się poważnie nad rezygnacją z przedszkola. Moje
    dziecko rozwija się społecznie uczęszczając, ale się rozchorował ostatnio i
    zaraził 2-letniego brata i obawiam się również kilkoro dzieci w rodzinie w
    czasie świąt. Objawy podobne jak u innych znajomych dzieci chodzących do tego
    przedszkola.
    Przeraziła mnie sytuacja tuż przed świętami, gdy jedna z matek dawała pani
    przedszkolance dyspozycje, jak ma podawać leki gorączkującej dziewczynce. Mam
    dość.
    Czy w szkołach jest podobnie?
    A może ktoś zna jakiś przepis, na który można się np. powołać w rozmowie z
    dyrektorem placówki, żeby zmienić tą CHORĄ sytuację?
    Pozdrawiam.
  • ewa2000 27.12.04, 18:41
    Jeśli przeczytasz większość postów "nowoczesnych" matek zobaczysz, że problem
    chorujących dzieci wygląda dość beznadziejnie. Matka MUSI iść do pracy nawet
    jeśli dziecko rano jest wyraźnie chore ( najwyżej poda Panadol i gorączka na 3
    godziny się obnizy). Wazniejsze są spotkania, narady, konferencje niz zdrowie
    dziecka ( choćby tylko własnego).
    W szkołach jest podobnie, tyle, że dzieci starsze, nie prychają na siebie,
    i ...częściej chore zostają w domu, bo nie wymagają(?) bezpośredniej opieki
    dorosłych.
    Co zatem radzę? Skrzyknąć się w kilka matek ( dobrze, aby choć jeden z rodziców
    był lekarzem) i jasno przedstawic żądania przyjmowania tylko zdrowych dzieci
    pani dyrektor. Może znajdziecie sojusznika w niej lub nauczycielkach? Bo i tak
    bywa. Jesli nie - nastraszyć wszelkimi mozliwymi kontrolami - ściągać te
    kontrole do przedszkola.
    Uzmysłowić, że "wepchnięcie" chorego dziecka do przedszkola jest tylko
    odroczeniem w czasie zwolnienia lekarskiego - i przedłużeniem go - lub
    koniecznością zorganizowania dziecku alternatywnej opieki. Choroba nie zniknie
    w ciągu 2 dni w przedszkolu. Zaniedbana zaatakuje ze wzmożoną siłą i z
    możliwościa naprawdę ciężkich powikłań. Z "katarku i kaszelku" robi się
    zapalenie płuc, dziecko może nabawic się zapalenia mięśnia serca, wady
    zastawkowej, która po kilku latach wymaga skomplikowanej operacji
    kardiochirurgicznej. Nie musi, ale może.
    Pytanie co jest korzystniejsze? Doraxne zwolnienie czy zaangażowanie opieki do
    chorego dziecka, czy późniejsze konsekwencje? Katar, który trwa 5 dni czy
    infekcja bakteryjna wymagająca antybiotyku? Odopwiedź zalezy od sumienia ( i
    rozumu) samych rodziców!
  • kamma5 27.12.04, 22:41
    Ja też jestem ciekawa czy rzeczywiście przedszkole musi przyjąć chore dziecko
    jak mi się uporczywie wmawia...Czy są jakieś przepisy, ktore to regulują????
    Ja zwariuję, bo mój syn znowu kaszleeeeeee!!!!!!
  • anulla1 27.12.04, 22:52
    Tak mnie wciągneła ta dyskusja, że jutro zasięgnę rady mojej szacownej dyrekcji
    w sprawie czy można chorego dziecka nie przyjąć do przedszkola. Wydaje mi się
    że to zależy od ststutu przedszkola, jutro postaram się wam coś więcej napisać.
    Pozdrawiam
    P.S swoją drogą bardzo ubolewam że przedszkolaki nie mają ferii
    świątecznych...smile
  • saba76 28.12.04, 12:47
    Chyba ,można bo spotkałam się z tym w Naszym przedszkolu. Panie wyraźnie
    zwracają uwagę na to czy dzieci są zdrowe i jak kicha prycha i nie wiadomo co
    jeszcze panie każą iść z dzieckiem do przychodni a nie do sali przedszkolnej, a
    na tablicy ogłoszeń 1/3 to informacja ,ze dzieci chore nie będą przyjmowane. I
    o ile w poprzednim przedszkolu dzieci zarażały się od siebie bo chodziły chore(
    mamy mimo wszystko puszczały- nawet z gorączką) to po zmianie przedszkola nie
    zauważyłam tego.
    --
    Zapraszamy do ogladania

    Weronika i Natalka
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=11737437&wv.x=2&a=16994693
  • macdorka 28.12.04, 18:25
    i dlatego w naszym przedszkolu od stycznia bedzie przychodzil lekarz zeby
    rodzice nie opowiadali glupot ze dziecko kaszle na tle alergicznym
  • yazonisyn 31.12.04, 10:31
    a mój syn jest alergikiem i cały czas kaszle i co mam zrobic? ze swojej strony
    mam dość latania co tydzień do lekarza brania zaświadczenia że dziecko jest
    zdrowe a kaszel występuje na tle alergicznym a ile razy było tak że poszliśmy
    do lekarza po zaświadczenie a następnego dnia był chory bo nakasłano na niego w
    przychodni
  • kasiula.m 01.01.05, 16:04
    Jak nie nakaszlą w przychodni, to nakaszlą w przedskolu. Rozumiem, iż uważasz,
    że dzieci można przyprowadzać chore i to jest w porządku, tak?
  • yazonisyn 03.01.05, 15:53
    kasiula.m napisała:

    > Jak nie nakaszlą w przychodni, to nakaszlą w przedskolu. Rozumiem, iż
    uważasz,
    > że dzieci można przyprowadzać chore i to jest w porządku, tak?

    Nie uważam jedynie że niektóre dzieci naprawdę mają alergię i co wtedy pójść na
    zasiłek i zamknąć dziecko w domu bo kaszle i ma katar chociaż tym swoim katarem
    i kaszlem nie jest w stanie nikogo zarazić w poście na który odpisywałem była
    mowa że niektórzy oszukuja że dziecko ma alergię a ja co mam zrobić napisać
    synowi na czole "Dziecko nie jest chore ma alergię nie zaraża"?
  • kasiula.m 03.01.05, 16:27
    W takim przypadku, tak mi się wydaje, powinno wystarczyć jednorazowe
    zaświadczenie (może trzeba zrobić wymaz, może to jakaś bakteria dodatkowa,
    pełno tego w przedszkolach sad . Co nie znaczy, że w razie choroby (tu jedynie
    Ty możesz to ocenić - gorączka, itd.) może chodzić do przedszkola. Ale
    zaświadczenie co tydzień to przesada. Mi też się wydaje, że może spróbuj pójść
    do innego lekarza? To tak na marginesie. Nie twierdzę, że ten jest zły, ale
    dziwne wydaje się, że dziecko (cały sezon grzewczy?)kaszle i ma cieknący katar.
    Chociaż, być może, nie jestem lekarzem... Nasza lekarka (mój syn ma zatkany nos
    w sezonie grzewczym) zasugerowała np. żeby spryskać dywany i kaloryfery w domu
    i w przedszkolu Allergoffem (ma umiarkowane uczul. na roztocza). Poza tym takie
    dzieci dość często zapadają na infekcje, bo są brdziej wrażliwe.
    Pozdrawiam.
  • kamma5 01.01.05, 20:42
    Po pierwsze ze zdrowym dzieckiem idę do przychodni
    wtedy, gdy lekarz przyjmuje dzieci zdrowe.
    PO drugie, moje dziecko też jest alergikiem i nie uważam, żeby z tego
    powodu musiało stale kaszleć.
    Może warto zmienić alergologa?
    Pozdrawiam.
    Kama
  • yazonisyn 03.01.05, 16:01
    Odpowiadając - zazdroszę przychodni u mnie u dzieci zdrowych przyjmowane sa
    tylko dzieci na szczepienia i do bilansu - makabra - nie jestem w stanie
    zmienić przychodni

    A co do drugiej uwagi w okresie pylenia nic mu nie pomaga tylko sterydy których
    nie chcemy mu zaczęsto podawać tak uważam ja i nasz lekarz że jeżeli ma tylko
    katar i nie wielki kaszel to nie można przesadzać

  • kamma5 04.01.05, 22:22
    Przychodnię mam fajną to fakt. Wcześniej kiedy była jedna nie było tak
    dobrze... czyli konkurencja czyni cuda...
    Sama nie chciałabym jednak chodzić tam co tydzień. Dla alergików powinno być
    inne rozwiązanie.Ale alergicy tez przecież choruja i to niejednokrotnie częsciej
    niż dzieci bez alergii. Chodzi o to aby nieodpowiedzialni rodzice nie "zwalali"
    wszystkich odmian kaszelków i katarków na alergię.
    To, że przedszkolanki zwracają uwagę na zdrowie Twojego dziecka to tylko dobrze
    o Nich świadczy. Co do pyłkowicy, bo o tym piszesz: nie trzeba leczyć
    sterydami.A stale "zapchany" nos niczemu dobremu nie służy.
    Jak już wspominałam moje dziecko też jest alergikiem. Uczulony na kurz,grzyby,
    pleśnie i trawy. IgE całkowite baaaardzo wysokie. Nie kaszle i nie ma kataru.
    Pozdrawiam.
    P.s. A co teraz kwitnie???
  • klimiuczek 11.01.05, 18:45
    Otóż droga kammo5 nie każdy kaszel na tle alergicznym to pyłkowica (i w tym
    kontekście dość sarkastyczne zdaję misę zapytanie o pylenie (jeżeli masz
    naprawde dziecko uczulone na pleśnie to powinnaś wiedzieć ze nawet rośliny
    doniczkowe mogą wywołać stan alergiczny). Mam dwóch synów z astmą oskrzelową na
    tle alergicznym. Mój starszy syn kaszle ale chodzi do przedszkola i nie jest to
    modny pseudokaszelek jak mówia niektóre posty. Ja w dzieciństwie maiałam to
    samo i miałam poważne problemy z jakimkolwiek przyjęciem do przedszkola lub
    ośrodka wczasowego. Przerażone mamy zabierały swoje pociechy bo z pewnością
    mogłam je zarazić kokluszem, angina albo innym paskuctwem. To było
    bardzo "miłe" doświadczenie. Mi przeszło jak miałam 5 lat i mam nadzieje ze
    mojemy synowi też. Na szczęście przedszkolanki w przedszkolu należą do zdrowo
    myslących a fakt iż przedszkole jest dla ddzieci alergicznym pozwala mojemu
    synowi rozwijać się normalnie w otoczeniu innych dzieci. To prawda że mój syn
    jako alergik choruje częściej ale jest tez tak że nawet minimalne niegrożne
    przeziębienie (tzw nadkażenie) wywołuje u niego nadreaktywność oskrzelową.
    Czyli kaszle nawet jeśli jest trochę zmęczony, przeziębiony albo po prostu
    osłabiony.Nie chciałabym w takiej sytuacji aby wszyscu oceniali mnie jadna
    miarka i matek, które przyprowadzaja dzieci ewidentnie chore. Dlatego tez
    prosze o umiar w osądach.
  • kamma5 12.01.05, 10:06
    Yazonisyn napisała:
    W OKRESIE PYLENIA nic mu nie pomaga tylko sterydy, których mu nie chcemy
    za często podawać.

    Pisząc PYłKOWICA miałam na myśli właśnie w/w czas.

    Nie napisałam, że każdy kaszel alergiczny to pyłkowica.
    A moje ostatnie pytanie miało na celu zwrócenie uwagi, że nie każdy kaszel
    alergiczny wymaga leczenia sterydami...

    Nie miałam zamiaru nikogo osądzać.
    Jeżeli uraziłam PRZEPRASZAM.
    P.s Kwiaty doniczkowe rzeczywiście mojemu synowi nie służą, ale nie wszystkie.
    Kaktus jest o.k.

  • klimiuczek 13.01.05, 19:00
    Kammo5, nie uraziłaś ja chciałam tylko pokazać ze nie wszystko złoto co sie
    świeci. Generalnie też jestem wkurzona ze matki przyprowadzają dzieci z katarem
    po pas, kaszlem i niejednokrotnie gorączką (albo niezaschniętymi strupkami
    ospowymi).Jak wspomniałam byle nadkażenie u nas powoduje niewspółmierne
    reakcje. My niestety oboje pracujemy a że jesteśmy pozbawieni rodziny w miejscu
    zamieszkania dyżurujemy z mężem(W zeszłym roku stracił przez to pracę)albo
    zatrudniamy za kosmiczne pieniądze (Warszawa) opiekunkę na ten czas a niestety
    nie posiadamu prywatnej drukarenki pieniędzy. Ostatnimi czasy mały spędził 2
    tygodnie w domu kilka dni w przedszkolu i cztery tygodnie w domu. Wrócił z
    kaszlem przypominającym krztusiec, dusił mi sie przez kilka nocy (musieliśmy go
    ratować sterydami, homeopatami i wystawianiem na dwór no i niestety
    antybiotykiem - a ze mały ma przy okazji AZS to zaostrzyło mu się i to).
    Jednym słowem raj na ziemi. Zadzwoniłam do przedszkola powiedziałam jak dziecko
    się czuje i otrzymałam informację dzień póżniej ze wszystkie dzieci z podobnym
    kaszlem zostały po prostu odesłane do domu. (Swoja droga w przypadku gdy mały
    przewlekle kaszle przedszkole wymaga ode mnie dostarczenia zaswiadczenia ze to
    kaszel alergiczny, a na dzień dobry dostarczałam testy. Panie wyraziły także
    chęć podawania dziecku leków jeżeli lekarz napisze ze dziecko w ciągu dnia musi
    takowe dostawać).

    Pozdrawiam

    PS nasze przedszkole jest zwykłym państwowym przedszkolem tylko Paniom bardzo
    sie chcewink
    PS 2 Może przyjdzie zima i wymrozi zarazkisad
  • anulla1 28.12.04, 22:09
    Już wiem jakie jest rozwiązanie, dzięki taj dyskusji sama wiem jak rozwiązywać
    problemy z chorymi przedszkolakami.
    Po pierwsze jeśli dziecko jest poważnie chore np. gdy ma temp lub gdy rodzice
    zostawiają leki, antybiotyki , żeby podawać dziecku, wtedy nauczyciel ma prawo
    a nawet obowiązek nie przyjmować go do przedszkola.
    A po drugie, jest też rozwiąznie w wypadku przewlekłych katarków i kaszli
    pseudo- alergicznych ( na które teraz jest moda. Przedszkolanka ma prawo
    wymagać zaświadczenia od lekarza, że nie ma przeciwskazań żeby dziecko z
    takimi dolegliwościami przychodziło do przedszkola. Jeśli rodzice nie
    dostaraczą czgoś takiego, wtedy można dziecka nie przyjąć.
    Przekażcie to waszym paniom przedszkolankom może tak jak ja do dzisiaj nie
    wiedziały o tym.
    Pozdrawiam Ania
  • kamma5 28.12.04, 22:52
    Prawda jakie proste!!!
    A ja stale powtarzam, że CHCIEĆ TO MÓC.
    Pozdrawiam.
    Dzięki.
  • kamma5 29.12.04, 13:24
    Jednak nie jest takie proste.Ponieważ nie wszyscy chcą...
    Jestem już po kolejnej rozmowie, tym razem z dyrekcją przedszkola.
    To co mi obiecano to.... napis na korytarzu, że będą przyjmowane tylko dzieci
    zdrowe.Pani dyrektor to taka słodka kobietka, która bardzo rozumie
    trudne czasy i pracujących rodziców, że trudno jej odmówić przyjęcia chorego
    dziecka, bo np.jego matka miała do sprzedania tonę ryb i co ta biedna kobieta
    miała zrobić. Sama się w tym pogubiłam, bo nie wiedziałam, czy chodzi
    o dziecko, czy ...ryby.To naprawdę przykład autentyczny.
    O lekarzu w przychodni nie ma mowy. Bo kto za to zapłaci?
    Na pewno nie rodzice, bo spora ich grupa nie zapłaciła nawet 3 zl. za badanie
    ortopedyczne.
    Więc kto się tym zajmie?
    To jedyne przedszkole w mojej dzielnicy. Przydałaby się konkurencja...To na co
    stać jedną z pracujących tu przedszkolanek to powiedzenie do kaszlącego dziecka
    na rytmice "przestań kaszleć i podnieś tyłek"
    pozdrawiam.
    P>S. A to też jest zastanawiające, że TY Aniu dopiero dzieki tej dyskusji
    dowiedziałaś się co można a czego nie..
    Ale lepiej póżno niż wcale...No i jeszcze trzeba to co się wie wprowadzać w
    życie. Czego Ci gorąco życzę.Szczęśliwego i zdrowego Nowego Roku!!!!

  • anulla1 29.12.04, 16:54
    Mam nadzieję nie potraktowałaś mnie, jako przemądrzałej pani przedszkolanki
    która nie bardzo wie co mówi, a jeśli wie to i tak tego nie realizuje. Jeśli
    tak to nic, ale chciałam ci wyjaśnić, że ja nauczycielem jestem od czerwca- bo
    wtedy obroniłam pracę, a pracuje od września. Więc nie tak póżno sie dokładnie
    dowiedziałam jak rozwiązywać takie sprawy, zwłaszcza że w mojej grupie
    naszczęćie do dzisiaj nie miałam potrzeby interwaniować w sprawie chorych
    dzieci przyprowadzanych do przedszkola.
    Pozdrawiam i również życze szczęśliwego nowego roku.
  • kamma5 29.12.04, 19:20
    Chyba się nie zrozumiałyśmy. Ja w kazdym razie nie potraktowałam Ciebie
    jako przemądrzałej nauczycielki. Jeżeli tak to odebrałaś to przepraszam.
    Ja życzyłabym sobie, żeby w przedszkolu mojego dziecka pracowały osoby
    które lubia to co robią i zależy im na: nazwę to- zdrowej sytuacji.
    Ty pewnie do nich należysz, bo świadczą o tym Twoje odpowiedzi... Wczorajsza
    "popchnęła" mnie do przedszkola. I co się okazało...Dyrekcja doskonale
    wie, że może żadać zaświadczeń lekarskich, wcześniej p.przedszkolanka uparcie
    wmawiała mi, że nie może tego wymagać, że MUSI przyjąć dziecko, któremu leje
    się ropa z oczu- to rzeczywista sytuacja. To w TYM przedszkolu mają świadomość
    i robią bardzo niewiele. BO jak już pisałam to 1 przedszkole,w dzielnicy, gdzie
    prawie wszyscy się znają. I zatroskana pani dyrektor nie chce odmówić pani X
    ktora ma takie czy inne sprawy...
    Czy CI ludzie zwariowaliiii!
    Jeszcze raz wszystkiego dobrego Ci życze.
    P.s. A ja im przyślę kontrolę!!!
  • graz.ka 29.12.04, 21:21
    Właśnie przeczytałam - zatem pod rozwagę:

    Koklusz atakuje dzieci, szczepionka nie działa




    Alicja Katarzyńska, Gdańsk 29-12-2004 , ostatnia aktualizacja 28-12-2004 22:04

    Przypadki tej groźnej, szczególnie dla małych dzieci choroby, stają się częste
    w całej Polsce. Winna jest mało skuteczna szczepionka DTP

    - Jesteśmy zaniepokojeni - mówi Teresa Małaczyńska, ordynator oddziału chorób
    płuc i alergii Szpitala Dziecięcego w Gdańsku. - Od trzech miesięcy mamy coraz
    więcej zachorowań. Właściwie co tydzień przyjmujemy kilkanaścioro dzieci z
    przewlekłym kaszlem. Po badaniach okazuje się, że to krztusiec. W ostatni
    poniedziałek przyjęliśmy dziesięcioro pacjentów z podejrzeniem tej choroby!

    Marek Kalinowski, specjalista ds. zagrożeń epidemicznych z Wojewódzkiej Stacji
    Sanitarno-Epidemiologicznej w Gdańsku, potwierdza. - O epidemii jeszcze nie
    mówimy, ale wzrost zachorowań jest 2,5 razy większy niż w ubiegłym roku - mówi
    Kalinowski. - To niepokojące, bo teoretycznie wszystkie dzieci były szczepione
    przeciw krztuścowi.

    Dlaczego dzieci chorują? Szczepionka przeciw krztuścowi, tzw. DTP, jest w
    Polsce obowiązkowa od kilkudziesięciu lat, to znaczy, że każde dziecko
    teoretycznie powinno być odporne na tę zakaźną chorobę. Specjaliści mówią
    jednak o małej skuteczności tej szczepionki. - Wygląda na to, że przeciwciała,
    które powstają w organizmie po jej podaniu, nie bronią przed bakterią
    wywołującą koklusz - tłumaczy Marek Kalinowski. - Na świecie od dwóch lat jest
    nowa, skuteczniejsza szczepionka, niestety, dla nas zbyt droga.

    Pediatrzy od lat nie mieli do czynienia z krztuścem, dzieci znają koklusz co
    najwyżej z "Ani z Zielonego Wzgórza". - Gdy trafi do przychodni dziecko z
    przewlekłym kaszlem, lekarze szukają wszystkich chorób oprócz kokluszu - mówi
    dr Małaczyńska.

    - W mojej 20-letniej praktyce nie miałam udokumentowanego przypadku krztuśca -
    mówi Grażyna Gawrońska, pediatra z przychodni w Gdańsku.

    Dzieci chorują na koklusz w całej Polsce. - Jest więcej zachorowań - potwierdza
    Mirosław Czarkowski, kierownik pracowni Epidemiologii z Państwowego Zakładu
    Higieny w Warszawie. - Już od pewnego czasu obserwujemy stały wzrost
    zachorowań, dlatego w tym roku wprowadzono specjalną dawkę szczepionki, tzw.
    przypominającą. Podawana jest dzieciom sześcioletnim.

    W ubiegłym roku na krztusiec zachorowało 1924 dzieci. W tym roku stwierdzono
    już 2819 przypadków.

    • Krztusiec (lub koklusz) to choroba zakaźna dróg oddechowych przenoszona
    drogą kropelkową. Jej podstawowym objawem jest kaszel: przewlekły, męczący,
    utrzymujący się tygodniami i miesiącami. Wzmaga się nocą, jest tak silny, że
    może wywołać odruchy wymiotne. Inne objawy przypominają przeziębienie: lekka
    gorączka, katar, może pojawić się też obrzęk twarzy i powiek. Choroba jest
    szczególnie niebezpieczna dla dzieci do pierwszego roku życia. Gwałtowne ataki
    kaszlu mogą wywołać bezdech, zaburzenia elektrolitowe, nawet doprowadzić do
    śmierci.


    --
    zapraszam na forum grażki o origami

    serce jest bogactwem,
    którego się nie sprzedaje ani nie kupuje, ale które się ofiarowuje
  • robaczekbis 03.01.05, 16:11
    Moze byc tez tak dramatyczna sytuacja, jak u nas, corka była systematycznie
    zarazana przez chore dzieci w przedszkolu, ze po kilku zapaleniach uszu doszlo
    do perforacji bebenkow. Byla dlugi czas bardzo chora, ja stracilam prace, bo
    musialam byc przy corce i mnie zwolnili, w koncu zalozylam domowe przedszkole,
    do ktorego chodzila tez moja corka, bo miescilo sie oczywiscie w naszym
    mieszkaniu, dzieci nie chorowaly, gdyz stosowalam tzw. filtr, jak w zlobkach.
    Zarastanie bebenkow trwalo do 7 roku zycia, tj. do pojscia do szkoly. Teraz
    jest OK, corka jest juz studentka, ale co mysmy przezyly.....
  • mawi_mawi 07.01.05, 16:52
    Dzisiaj jestem taka zła, że postanowiłam przyłączyć sie do dyskusji. Po
    czterech dniach obecności w przedszkolu (przerwa swiąteczna + profilaktycznie
    pobyt u babci) mój synek po raz kolejny jest chory!! Tym razem angina.
    Oczywiscie na wszystkich tablicach informacyjnych wisi prośba dyrekcji, aby nie
    przyprowadzac do przedszkola zakatarzonych, kaszlących i chorych dzieci, ale
    niestety nie skutkuje.
    Dodam, że moj synek w ubiegłym roku chodził do żłobka i chorował znacznie
    mniej. Tam opiekunki, jeśli zauwazyły jakiekolwiek objawy choroby, po prostu
    nie przyjmowały dziecka do żłobka albo dzwoniły natychmiast do opiekunów.

    W poniedziałek wybieram sie do dyrektorki, nie mogę pogodzic sie z tym, że inni
    rodzice nie szanują zdrowia pozostałych dzieci. Mam nadzieje, że znajda się
    także rodzice, którzy mysla podobnie jak ja. W końcu przed nami jeszcze kilka
    miesięcy paskudnej pogody, więc trzeba liczyc sie z tym, ze póki co liczba
    chorych dzieci nie zmiejszy się.
    Pozdrawiam
    m




  • kamma5 07.01.05, 18:41
    Ja wywołałam burzę w przedszkolu. Mówiąc krótko skorzystałam z niektórych
    porad EWY 2000.
    Jakie skutki?
    Pani dyrektor,panie przedszkolanki zostały "odgórnie" zobowiązane do tego, aby
    zwracać uwagę na stan zdrowia dzieci i stosownie reagować.
    Co niektóre panie patrzą na mnie "wilkiem" ...Ale przecież nikt tych kobiet do
    pracy w przedszkolu nie zmusza?
    Nie jest to miłe, ale wiem że zrobiłam to, co nakazywał mi zdrowy rozsądek.
    Zdaję sobie sprawę, że kartka na korytarzu, a co ważniejsze prawidłowa reakcja
    pań przedszkolanek nie zlikwidują przedszkolnych chorób, ale jestem przekonana,
    że po dłuższym okresie czasu zmiany na lepsze będą zauważalne. No i mam
    nadzieję, że nie będzie już tej głupiej gadki, że w średniakach czy starszakach
    nie jest żle. BO W MALUCHACH PRAWIE WSZYSCY CHORZY.Tylko, że kiedy rodzice te
    maluchy do przedszkola zapisują to nikt im tego nie powie...
    Zyczę innym odwagi.
    Napiszę za jakiś czas jak "to" dalej wygląda.
    Kama.
  • kasiula.m 07.01.05, 18:45
    U nas jest odwrotnie, zdecydownie lepiej po przerwie. Mój syn przed świętami
    chorował, później jego młodszy brat.Wczoraj pytałam pani rano (pierwszy raz
    przyszedł po Świętach) czy dzieci chorują i powiedziała, że nie i że wszystkie,
    które są chore, są w domu. Wydaje mi się, że ktoś "posprzątał" przede mną, bo
    panie przedszkolanki ZAPEWNIAŁY mnie, że dzieci są zdrowe.
    Pozdrawiam.
  • kasiula.m 02.02.05, 15:24
    Tak, zapewniały. Ale mój syn pochodził 5 dni i znowu go "rozłożyło", braciszka
    też. W styczniu był w przedszkolu tylko te 5 dni!! Jutro jest zebranie, pisze
    na tablicy, ze BARDZO WAŻNE. Dowiedziałam się, że rodzice narzekają na te
    choróbska i winią przedszkole. Jutro wieczorem napiszę Wam jak było.
  • mawi_mawi 07.01.05, 20:23
    Jakimi kontrolami można "postraszyć" dyrekcję? W którymś z watków pojawił się
    sanepid, kto jeszcze może kontrolowac przedszkola w tym zakresie?
    Z góry dziękuję za podpowiedź
    m
  • encore02 08.01.05, 13:40
    BANDYCTWEM było by chore dziecko zostawic same w domu, czasy są takie że nie w
    każdej pracy mozna brac z dnia na dzień wolne, myślę że najwięcej biadolą tu
    mamy które nie pracują tylko oddają na sześć godzin aby mieć czas na swoje
    dyrdymały. Wiadomo,żę ponuje wiruś grypny i lekarze są bezsilni i czy dziecko
    będzie w przedczkolu czy nie tego nie uniknie bo mama przyniesie go do domu
    nawet ze sklepu.To nie przedszkole jest winne to system rządzenia naszym
    państwem jest winny, ludzie przyprowadzają dzieci bo nie mają ich z kim
    zostawić i to jest BANDYCTWO
  • kasiula.m 08.01.05, 16:27
    Twoje zdanie się nie liczy, nie wolno przyprowadzać chorych dzieci i tyle.
    Ten post to jakaś zaczepka, prawda? Chyba nie przeczytałaś wszystkich
    wypowiedzi. Tak się robi, zanim się odpowie.
  • encore02 08.01.05, 18:14
    Oczywiscie że zaczepka, bo może ktos znajdzie sensowne rozwiązanie na chore
    dzieci w przedszkolu. Pzeczytałem posty ale poza zalami nic sęsownego ztego nie
    wynika, jedynie - żę nie WOLNO!!!!!
  • kostruszka 08.01.05, 21:59
    Przed chwilą przeczytałam Twą odpowiedź skierowaną do Encore i jestem
    zbulwersowana. Nie chodzi mi nawet o stronę merytoryczna dyskusji, ale Twój
    tekst (cyt.) "Twoje zdanie się nie liczy". A to niby dlaczego? Uważam, że w
    rozmowie wszystkie zdania sa równie ważne, nawet jeśli są odmienne. W innym
    razie po co zakładać wątek na forum dyskusyjnym? Pozdrawiam. Kasia
  • kasiula.m 09.01.05, 14:29
    Przede wszystkim przepraszam, Encore...
    Chodziło mi o to, że jednak nie wolno przyprowadzać chorych dzieci, z zasady, w
    tym względzie prawo jest po stronie matek egzekwujących to. Pójście w tym
    względzie na rękę rodzicom, którzy nie mają wyjścia to dobra wola dyrekcji
    placówki, nie jest to w porządku wobec pozostałych dzieci i ich rodziców.
    Proszę pamiętać, że dziecko chore zaraża nie tylko inne dzieci w przedszkolu
    ale także ich rodzeństwo, dorosłych itd.
    Rozwiązaniem byłyby izolatki w wybranych przedszkolach, albo przy szpitalach, w
    których pani (pielęgniarka) opiekowałaby się dziećmi w maseczce, a inne dzieci
    nie zarażałyby się. Oszczędność, bo ostatecznie inni rodzice nie muszą zwalniać
    się z pracy i wydawać swoich i państwowych pieniędzy na leczenie.
    Pozdrawiam.
  • kamma5 09.01.05, 12:19
    Ludzie prowadzą chore dzieci do przedszkola, bo im się nie chce
    pomyleć wcześniej co z nim zrobią jeżeli zachorują.
    No i co niektórym szkoda wyłożonej kasy za dodatkowe zajęcia. Sami się do tego
    przyznają." Nie chcę żeby miał zaległości" Na własne uszy słyszałam to zdane od
    pewnej mamy, która przyprowadziła dziecko z zapaleniem oskrzeli!!!! Zapewniam
    Cię to matka niepracująca.
    Ja systemu nie zmienię, przyznaję że nie jest wesoło...
    Ale... jeżeli posyłam dziecko do przedszkola, płace tak samo jak każdy inny,to
    mam prawo oczekiwać, że będzie ono tam po prostu bezpieczne.
    p.s. I jeszcze jedno. JA PRACUJĘ.
  • ewa2000 10.01.05, 13:56
    Witaj, pewnie znowu na mnie "naskoczą" , ale mam to gdzieś. Po pierwsze
    nastraszyłam kontrolą z SANEPIDU i to kompleksową- od chorych dzieci, poprzez
    ubikacje do kuchni. Po drugie znałam zaniedbania przedszkola, o których pani
    dyrektor bardzo by nie chciała , aby dowiedziało sie kuratorium.
    Zaproponowałam, że ja zapomnę o "winie" przedszkola w zamian za nieprzyjmowanie
    chorych dzieci. Wspólnie zgodziłyśmy sie z pania dyrektor, że chodzi nam obu o
    dobro dzieci. I tak było rzeczywiście. Chore dzieci nie były przyjmowane, matki
    musiały zorganizować opiekę w domu, a dzieci chorowały znacznie mniej.
    Czytając wątki o chorobach ręce mi opadają. Wypowiadają się
    zwolenniczki "uodparniania" dzieci poprzez wysyłanie ich tam, gdzie wirus
    wirusem ( lub bakterią) pogania. Głoszą tezę, że najlepiej wychorować się we
    wczesnym dzieciństwie itp. Dlaczego więc , nie będą konsekwentne, i nie
    zaprowadzą dzieci do szpitala zakaźnego w celu zetknięcia się z dużą grupą osób
    chorych?
    Istnieje różnica między podawaniem antybiotyku gdy tylko dziecko kichnie, a
    pchaniem go między inne, zdrowe, dzieci, gdy ma infekcje!
    Czasem w początkowym stadium choroby zarówno rodzicom jak i lekarzom trudno
    jednoznacznie stwierdzić z czym mamy do czynienia. Są dzieci bardziej lub mniej
    odporne, bo....tak mają zapisane nie tylko w układzie immunologicznym , ale i w
    genach. Czasem nie nadają się do przedszkola przez pół roku, i niestety, trzeba
    się z tym liczyć.
  • jagusia7 10.01.05, 14:57
    > nastraszyłam kontrolą z SANEPIDU i to kompleksową- od chorych dzieci, poprzez
    > ubikacje do kuchni. Po drugie znałam zaniedbania przedszkola, o których pani
    > dyrektor bardzo by nie chciała , aby dowiedziało sie kuratorium.
    > Zaproponowałam, że ja zapomnę o "winie" przedszkola w zamian za
    nieprzyjmowanie
    >
    > chorych dzieci. Wspólnie zgodziłyśmy sie z pania dyrektor, że chodzi nam obu
    o
    > dobro dzieci.

    Bardzo ciekawe i moralne podejściesmile Hmm... --
    Agnieszka
  • kasiula.m 10.01.05, 15:46
    Wilk syty i owca cała!! Najważniejsze, że skuteczne.
    A niemoralne to w tym wątku jest przede wszystkim przyprowadzanie chorych
    dzieci. Przy tym nie chodzi mi tylko o możliwość roznoszenia choroby, ale o to,
    że biedny, goroączkujący dzieciaczek powinien dochodzić do zdrowia w domu.
    Pozdrawiam.
  • ewa2000 10.01.05, 16:01
    Tak i ciekawe i moralne. Bo dla mnie nieetyczne i niemoralne jest narażanie
    własnych i cudzych dzieci na choroby i ryzyko powikłań. Być może inni mają
    odmienną moralność, ale to sprawa ich sumienia.
  • bea.bea 09.01.05, 13:00
    Zawsze dostaje wysypki kiedy czytam ....posty ...które od razu kogos oceniają i
    to jeszcze w taki sposób....
    Oczywiście mozemy tu dyskutowac o problemie, ale żeby od razu bandyctwo....
    Każdy może mieć rórne zdanie na temat poziomu głupoty...bo czy mniej głupia
    jest matka , która z każdym katarkiem leci do lekarza i faszeruje swoje dziecko
    antybiotykami...
    sama jestem mamą , 15sto miesięczniaka, który ma przyjemność chodzić do
    przedszkola...z dużo starszymi dziećmi...i tam oczywiście widze równiez
    zasmarkane czy kaszlące dzieci, ale jakoś nie widzę w tym problemu, zważywszy
    na fakt, ze chodze do lekarza tylko w wyjątkowych okolicznościach...i częściej
    konsultuje sie z pediatrą telefonicznie niż narażam moje dziecko na kontakt z
    chorobami w przychodni...
    wiem , ponieważ wysyłając mojego syna do przedszkola również miałam wiele obaw,
    i konsultowałam temat zdrowia , ze każda choroba w obecnej chwili szybciej
    uodporni moje dziecko ....
    moze jestem ta szczęsliwą matką która ma niechorujący egzemplarz....ale mój
    mały również chodzi do przedszkola z katarem i nie uważam sie za głupią czy
    nieodpowiedzialną,
    nie uważam też matek których dzieci z "gilami" pod nosem całują mojego malucha
    ( bo to przedszkolna maskotka) za głupie, maja swoje powody i nigdy nie wiadomo
    czy ja też nie będe miała jakiś powodów do takiego postepowania...

    myślę , że lepiej podyskutować o sposobach uodparniania dzieciaków ,
    wzmacniania ich organizmów niz po raz kolejnu narzekać i psioczyć na temat
    stary jak świat i tak naprawde niezmienialkny...

    próbowałam poruszyć temat uodparniania ....poznać sposoby jakie mamy stosuja u
    swoich dzieci...naturalne metody uodparniania, ale zapewniam was nikt...nikt mi
    nie odpisał...
    wniosek nasuwa się jeden ...mam tylko nadzieję , ze niesłuszny....że lepiuej
    walić maluchom tony leków niż dbać o ich odpornośc...nawet w taki sposób ,że
    dać im szanse na zarażenie się.....
    mnie też boli kiedy mój maluch ma problem z oddychaniem w nocy, ale jako bardzo
    głupia matka wentylowałam 10cio miesięcznego malucha na basenie
    i....pomogło...ale to juz moja sprawa....
    pozdrawiam wszystkich i nadal ciekawa jeste czy oprócz soku z cebuli...który
    sama stosuję , ktos jeszcze coś działa,,,,czy moze uważacie to za sposoby
    starych czarownic smile))

  • kasiula.m 09.01.05, 14:48
    Też stosuję przeróżne "sposoby czarownic" wink Poza tym dobre sa spacery
    (przynajmniej 2 godziny dziennie - bez względu na pogodę) i wakacje nad morzem -
    co najmniej 3 tygodnie, przy czym jak najwięcej na plaży, bez obuwia!
    A choroby - jak najpóźniej, przechorowanie nie jest tak dobre, jak myślisz.
    Takie bombardowanie we wczesnym dzieciństwie osłabia system odpornościowy, nie
    wykształcony jeszcze dostatecznie.
    Czy możesz mi podać link do wątku, o którym mówisz?
    Pozdrawiam!
  • bea.bea 09.01.05, 19:16
    nie będe sie powtarzała, wszystko przeczytasz w poscie...
    wczoraj koleżanka powiedziała mi jak bezpiecznie stosuje czosnek , u swojego
    malucha....
    dla zainteresowanuch podaję :

    po kąpieli rozgniecionym czosnkiem pbkłada się spody stupek i zakłada grubą
    wełnianą skarpetę, podobno działa i nie rozwala wątroby smile
  • kostruszka 09.01.05, 19:39
    Lekarka opowiadała mi któregoś razu, jak odrywała z zaparzonej stópki obłożonej
    czosnkiem skarpetę wraz ze skórą!!! Podchodziłabym do tej metody więc bardzo
    ostrożnie (specjalnie pytałam o to lekarkę, bo gdzieś wyczytałam o tym sposobie
    w necie). Podobno lepei zrobić w ząbku czosnku dziurkę , przewlec nitkę i
    powiesić na szyi, ale na koszulce. Tego nie próbowałam, bo z kolei BARDZO boję
    się zawinięcia tej nitki wokół szyjki (aż strach pomyśleć, co mogłoby sie w
    nocy stac). Kasia
  • bea.bea 09.01.05, 19:56
    co do czosnku to ja, stosuję go tylko w nagłych przypadkach, kiedy przygotowuje
    sok z cebuli to wtłaczam do niego jeden zmiażdzony ząbek czosnku, i daje małemu
    góra cztery razy...po małej łyżeczce rano i wieczorem.....
    z czosnkiem należy uważać ponieważ niszczy wątobe i obniża ciśnienie krwi
  • kostruszka 09.01.05, 20:57
    Moja czteroletnia córcia w ogóle czosnku saute nie toleruje - dwa razy
    próbowałam dać jej syropek cebula + czosnek i dwa razy miała potężną biegunkę,
    a tymczasem po samym syr. z cebuli nic jej nie było. A co do naturalnych
    metodach uodparniania, był nie tak dawno bardzo obszerny wątek, dziewczyny
    dawały świetne rady(jaskinia solna, hartowanie, homeopatia, zmiany klimatu,
    basen itd.), poszperaj w wyszukiwarce, może znajdziesz cos dla siebie smile Kasia

    A w ogóle podoba mi się Twoje konstruktywne podejście do problemu, bo dyskusja
    w pewnych momentach zaczęła zmierzać donikąd (to moje prywatne zdanie).
  • bea.bea 09.01.05, 21:10
    dyskusje o tym co by było gdyby , zwykle do niczego nie prowadzą,
    i chocby panie tu napiętnowały, opluły, zwyzywały, no nie wiem co jeszcze matki
    prowadzące chore dzieci to co to zmieni....??
    jutro , zaprowadzimy nasze brzdące do przedszkola w którym i tak ktoś bedzie "
    chrychlał i kichał"

    i najwyzej dopiszemy kolejne pare epitetów......

    ja lubię czytac o czymś co rozwija, pomaga mi w walce na róznych polach z moim
    synem....to jest budujące...

    dlaczego tak tródno dzielic sie radami, doswiadczeniami, a tak łatwo marnować
    czas i energie na sprawy które do niczego nie prowadzą...

    uważam , że lepiej czytało by sie post o tym , co zrobiłam sama by nie było
    chorych dzieci w przedszkolu , a nie o tym jak mnie oburza to , że znowu jakieś
    jest.....
    czy któraś z oburzonych pań próbowała rozmawiać z mamami tych roznosicieli
    bakteri....zapewne niektóre tak..i te szanuję i podziwiam , za to te które tylko
    wyrażaja swoje oburzenie , zapewne na wiele spraw , marnuja tylko nasz czas..
    jeśli ktos poczół sie urażony, to bardzo przepraszam , nie podejmuje dyskusji o
    mamach tylko o problemie naszego narodowego wiecznego marudzenia....na różne
    tematy smile))
  • kasiula.m 10.01.05, 13:32
    bea bea napisała:
    a tak łatwo marnować
    > czas i energie na sprawy które do niczego nie prowadzą...

    Otóż ja dzięki temu wątkowi dowiedziałam się np. jakie są moje prawa i będę je
    egzekwować. Codziennie rano pytam czy są chore dzieci i jak będą, to ostrzegę
    najpierw, a później przyślę kontrolę. Do tej pory myślałam, że nie mogę mieć
    wpływu.
  • mawi_mawi 09.01.05, 22:20
    Jestem mamą 4-latka, dodam, że nie biegam do lekarza z każdym przeziębieniem,
    dziecko chodziło na basen od 5 miesiąca życia, a od drugiego roku do żłobka.
    Mały nie był chowany pod kloszem, a ja nie jestem przewrażliwioną mamą. Wręcz
    przeciwnie.

    Problemy zaczęły się dopiero w chwili gdy poszedł do przedszkola, a właściwie
    od mniej więcej listopada, gdy rodzice zaczęli przyprowadzać chore dzieci -
    nie z katarem czy przeziębieniem, ale z potwornym kaszlem, a nawet jak sie
    okazało zapaleniem płuc! Do złobka takie dzieci NIE BYŁY PRZYJMOWANE. W piątek
    rozmawiałam z moją panią pediatrą i ona wprost powiedziała, że zna matki, które
    rano zbijaja dziecku gorączke paracetamolem. Juz wyobrażam sobie rozmowe z kims
    takim o profilaktyce i o uodparnianiu dziecka.

    Dodam tylko ze pracuję, więc biorę zwolnienia a jak nie mogę to staram sie
    zapewnić opiekę kogos innego. I musze sobie jakos radzić. Nie wyobrażam sobie,
    abym mogła chore dziecko oddac do przedszkola jak do przechowalni. I nie mogę
    zaakceptować tego, że inni mysla tylko o sobie, cała resztę majac w głębokim
    poważaniu!

    To, że się wypowiedziałam nie jest w żadnym razie checią ponarzekania czy też
    psioczeiem. Wręcz przeciwnie, zamierzam porozmawiać z rodzicami, którzy myslą
    podobnie i cos z tym zrobić. Stąd moje pytanie kto może kontrolowac przedszkola
    pod kątem zdrowia przyjmowanych dzieci? Moze ktos ma przetarte scieżki?

    m.
  • kamma5 11.01.05, 09:51
    Trzeba żadać od przedszkola przyjmowania dzieci zdrowych.Rozmowa z Dyrekcją
    może wiele zmienić....bo chyba zależy Im na przedszkolu, opinii o nim itd.
    A Sanepid szuka pracy...Może być nawet kontrola p/pożarowa, bo nie jest to
    takie pewne,że wszystkie przedszkola są w porządku wobec różnych przepisów.
    Jak się trochę "podepcze po piętach" to od razu się coś zmienia..
  • kamma5 11.01.05, 09:35
    bea.bea. napisała:
    Zawsze dostaję wysypki kiedy czytam ...posty...które od razu kogoś ocenieją i
    to jeszcze w taki sposób...
    W TAKI czyli jaki?
    Jeżeli nie ma "odgórnego" przyzwolenia na prowadzenie chorego dziecka do
    przedszkola to tak być nie może.Szczerze wątpię czy takie istnieją. I to jest
    fakt, nie ma o czym dyskutować.
    A może Ty pracujesz w przedszkolu o którym piszesz??
    Bo w moim była podobna sytuacja ...i chorego dziecka pewnej pani już tam nie ma.
  • bea.bea 11.01.05, 10:04
    niestety nie pracuje w przedszkolu, ale czytając te posty zastanawiam sie nad
    otwearciem przedszkola o nazwie " szpitalik", do którego mamy które nie maja
    żadnej możliwości pozostawienia chorego dziecka w domu mogły by je
    zostawiać....nikt nie miałby zalu że jego dziecko sie zaraziłosmile)

    a może nazw je "zaraza smile
  • bea.bea 10.01.05, 16:00
    I od razu powiało optymizmem.....jesteście wspaniałe dziewczyny.....wsparcie w
    walce , a nie wsparcie w cierpieniu to jet to smile))
    je3śli piszecie ja będe walczyć o moje prawa ...to naprawde wspaniałe, trzymam
    kciuki i tak trzymać ...pozdrawiam i ciesze się , że sa takie cudowne i
    wspaniałe mamy..... beata
  • mawi_mawi 11.01.05, 19:00
    jestem po rozmowie z dyrektorką przedszkola. Jak sie okazało ona także walczy z
    tym problemem. Na razie wywiesiła kartki z prośbą aby nie przyprowadzać chorych
    dzieci. Poprosiła tez wszystkie opiekunki, aby informowały rodziców kazdorazowo
    gdy zauważą objawy choroby i sugerowały zatrzymanie dziecka w domu. Było
    pyskowanie, obrażanie sie a nawet teksty typu: moje dziecko było zdrowe i sie
    zaraziło to czemu teraz ma nie chodzić do przedszkola!!
    W tym tygodniu ma być przeprowadzona kolejna akcja uświadamiająca -
    indywidualne rozmowy z rodzicami, a potem jak to nie pomoże, rada rodziców i
    inni zainteresowani rodzice mają się spotkac w celu uskutecznienia jakiejs
    akcji.
    Ze swojej strony zasugerowałam badania dziei przez lekarza na wejściu (i że
    deklaruje pokrycie części kosztów) oraz wprowadzenie stosownego zapisu do umowy
    z przedszkolem, że rodzice zobowiązują sie przyprowadzac zdrowe dzieci.
    Obu pomysłom przyklasnęła.
    Mam nadzieję że efekt będzie wkrótce zauważalny.
    pozdrawiam
    m.
  • squaw1 12.01.05, 14:07
    Popieram wszystkie osoby przeciwne prowadzeniu chorych dzieci do przedszkola,
    modne staly sie wymowki w rodzaju... nie moge wziasc L4 lub szef nie da, bedzie
    zly itp... Jezeli nie moze wziasc mama moze przeciez wziasc tata, ale niektorzy
    wola isc do pracy i miec swiety spokoj od marudzacego, chorego dziecka, ktorym
    trzeba sie przeciez zajac.
    Przedszkole do ktorego chodzi corcia jest prywatne a dyrektorka tegoz
    przedszkola niereformowalna ( jak dla mnie). Jestem obecnie "na tapecie", gdyz
    wywalilam pani dyrektor moje uwagi i zastrzezenia odnosnie przedszkola ( jak ja
    smialam !) Nic sie z tym nie da zrobic - to stala odpowiedz dotyczaca
    przyprowadzania kaszlacych, zasmarkanych a bywa ze i goraczkujacych dzieci, nie
    wspomne o robaczycach ostatnio sporo dzieciakow przylapalo lamblioze, w
    przedszkolu jest zmywarka ale nie ma wyparzarki do naczyn, ktora obowiazuje w
    zywieniu zbiorowym. Nastraszenie kontrolami powoduje ze dwa razy uslyszalam o
    zerwaniu umowy, obecnie wszystkie panie lacznie z dyrektor sa na mnie obrazone
    tylko dlatego, ze poinformowalam je o telefonie do kuratorium...i dobrze, mam
    je gleboko w ciemnym miejscu
  • ewa2000 12.01.05, 16:20
    I bardzo dobrze zrobiłaś! Może wreszcie ukróci się proceder przyprowadzania do
    żłobków, przedszkoli, szkół chorych dzieci i politykę "jakoś to będzie". Nie
    będzie. Dziecko i tak zachoruje, ciężej będzie przechodziło infekcję a przy
    okazji zarazi kogo się da!
    Pnie z prywatnego przedszkola mozesz także nastraszyć antyreklamą np. w prasie.
  • dorotaww 13.01.05, 22:04
    Nie jestem za przyprowadzaniem dzieci chorych do przedszkola, ale katar to nie
    choroba a nawet kaszel, kaszel, kaszlowi nie równy to co uważacie za kaszel
    może wcale nie być groźnym kaszlem, wiem , bo dziecko mam alergiczne i kaszle
    bardzo często mamy też patrza na mnie spod łba, ale takim kaszlem nie zaraże,
    dziecko jest uczulone.. takw ięc nie stawiajcie krzyzyka na mamach których
    dzieci kaszlą, bo może to nic goźnego, któraś mama , napisała , że jak jest
    katar to mama albo tata może wziąśc wolne jak nie jedno to drugie a jak żadne
    nie może, a katar nie jest groxny dla innych...
    bądźmy wyrozumiałe, oczywiścia jak dziecko ma gorączke i chorubsko typu
    zapalenie czegoś tam to rozumię, ale nie róbmy paniki o katar i kaszel bo to
    nie zawsze ozaka choroby
    pozdrawiam
    --
    rafal.epomoc.pl
  • milucha 13.01.05, 23:07
    NO WLASNIE!!!

    a moje dziecko ma non stop katar, aergiczny, a inne mamy wytykaja moje dziecko
    ze przyprowadzam je chore. A JA NIE MAM ZAMIARU SIE WSZYSTKIM TLUMACZYC.

    DLACZEGO TYLE MAM ZWALA CHOROBY DZIECKA NA PRZEDSZKOLE? czy to tylko od tego
    choruje? wiele dzieci ktore bywaly w domach z mamami sa np. przegrzane i jak
    ida do przedszkola to po spacerkach i wietrzeniach zaliczja spadek odpornosci.
    to po pierwsze.

    po drugie. WIRUSEM CZLOWIEK DOROSLY I DZIECKO ZARAZA NAWET TRZY DNI PRZED
    WYSTAPIENIEM OBAJWOW. czyli nie kazde dziecko wygladajace na zdrowe, jest
    zdrowe. i moze zarazac inne dzieci
    po trzecie. kilka dni po wystapieniu objawow, DZIECKO JUZ NIE ZARAZA . wiec jak
    ja z resztakmi kataru po tyg wysylam dziecko to juz nie zarazi innych dzieci.
    najwyzej mam wyrzuty ze powinnam z nim dluzej siedziec w domu.

    po czwarte. wg mnie to ze dzieci choruja to jest kwestia ODPORNOSCI
    INDYWIDUALNEJ rowniez, a nie tylko "zarazania sie". moje dziecko zaraza sie
    rowniez ode mnie i od dzieci na placu zabaw, w parku, autobusie, supermarkecie.
    to czy sie rozchoruje, zalezy od zdolnosci jego systemu odpornosciowego. znam
    dzieci w przedszkolu mojego synka ktore chodza na 10godz dziennie i nie
    choruja, albo baaardzo rzadko. a w W TEJ SAMEJ GRUPIE sa takie co choruja co
    dwa tygodnie. (np. MOJE). PODKRESLAM W TEJ SAMEJ GRUPIE. i ja nie obwiniam
    innych dzieci czy ich rodzicow o choroby mojego dziecka. !!!!! BO GDYBY TEORIA
    O WZAJEMNYM ZARAZANIU SIE BYLA TAKA OCZYWISTA TO WSZYSTKIE W GRUPIE POWINNY
    DUZO CHOROWAC.!!!!
    po piate w pon oddalam do przedszkola dziecko na moje oko zdrowe, odebralam
    lekko cieple. zostalam z nim w domu, nie poszlam do pracy. ALE JAK MIAL ZARAZIC
    INNE DZIECI TO JE ZARAZIL. koniec kropka.
    trzeba dziecko uodparniac, a nie zwalac na innych
    kama

  • kasiula.m 14.01.05, 09:43
    Tak, człowiek zaraża przeważnie na kilka dni przed i po ustaniu objawów
    chorobowych i to jest oczywiste, że dziecko chodzące do przedszkola częściej
    choruje niż takie, które jest z babcią w domu. Ale przyprowadzanie dzieci
    CHORYCH, czyli: angina, zapalenie krtani, ucha, przede wszystkim z GORĄCZKĄ! to
    jest przesada.
    Właśnie rozmawiałam dziś z mamą chłopczyka, który wczoraj miał badanie krwi,
    czy właśnie przeszedł ksztusiec (kaszlał 2 miesiące). Dziś będą wyniki. W
    przedszkolu, na prośbę rodziców będzie zebranie dot. chorych dzieci. Na
    szczęście przedszkole jest małe, więc pewnie uda się coś ustalić. Będzie wśród
    nas lekarz pediatra, jako jeden z rodziców.
  • ewa2000 14.01.05, 14:55
    Hmmmmmmmmmmmmmm, proponuję opublikować nowe odkrycie, że kilka dni po
    wystąpieniu objawów dziecko już nie zaraża. Interesujące spostrzeżenie.
    Oczywiście, że odporność to rzecz bardzo ważna, ale nie Ty będziesz decydować
    czy inne matki chcą w ten sposób "uodparniać" swoje dzieci.
    Idealnym rozwiązaniem byłby w każdym przedszkolu pediatra, który oświecałby
    niektórych rodziców.
  • asia028 18.01.05, 10:32
    Moja droga piszesz:
    ... Jezeli nie moze wziasc mama moze przeciez wziasc tata, ale niektorzy
    wola isc do pracy i miec swiety spokoj od marudzacego, chorego dziecka, ktorym
    trzeba sie przeciez zajac."
    Ja nie unikam opieki nad marudzącym dzieckiem!
    Nie mam też możliwości "zatrudnić" tatusia do opieki nad dzieckiem bo go nie ma.
    Babcie mieszkają daleko. Zdana jestem na siebie. Nie zamierzam się użalać nad
    sobą bo jakoś sobie radzę, mimo tego że mój synek często choruje. Jest
    alergikiem i chodzi do przedszkola z katarek i kaszelkiem ale są one
    konsekwencją uczulenia na kurz (roztocza) które są absolutnie wszędzie! Alergia
    powoduje że "łatwiej łapie" inne choroby.
    Co do tekstu:
    "modne staly sie wymowki w rodzaju... nie moge wziasc L4 lub szef nie da, bedzie
    zly itp." Ja nie mam takiej wymówki bo to rzeczywistoś! Zarabiam na własne
    utrzymanie- mam tylko jedną pensję nie mogę już niestety liczyć na męża i
    branie L4 z częstotliwością co 2 tygodnie może nawet świętego wyprowadzić z
    równowagi. Jak stracę to co? Wiem że mama lub teściowa mnie przygarnie ale to
    nie jest to co chiałabym dać mojemu dzieckiu.
    Ogólnie mówiąc kicha. Ale jakoś sobie radzę. Nie posyłam chorego dziecka do
    przedszkola przede wszystkim ze wględu na niegoi samego ale również na fakt iż
    inne dzieci mogą ponosić tego kosekewncje. Pracę mam taką, że mogę ją dokończyć
    niekiedy w domu (komputer, internet- z których przede wszystkim korzystam w
    pracy), ale nie wszystkie mamy mają taką możliwość. Nie zarabiam tyle żebym
    mogła na czas choroby zapewnić dziecku nianię. A Ty piszesz że Twoja córcia
    chodzi do przedszkola prywatnego a więc jesteś trochę lepiej usytuowana niż
    niektóre z nas. Obie babcie jeszcze pracują więc na nie do końca też nie mogę
    liczyć. Ale pomagają jak mogą raz jedna raz druga bierze urlop i przyjeżdża
    żeby zaopiekować się wnukiem a ja żebym mogła spokojnie iść do pracy.
    Dlatego bardzo Cię proszę następnym razem zwolnij w swoich osądach co do
    pobudek które kierują ludźmi. Masz wsparcie w mężu,w babciach, dobrego szefa to
    szanuj to sobie!
    A jesli nie potrafisz zrozumieć i przyjąć do wiadomości że są na tym świecie
    ludzie którym tak łatwo nie jest to lepiej się nie wypowiadaj bo aż przykro
    słuchać!
    Mimo wszystko życzę Ci aby Twoja córcia rosła zdrowo i nie chorowała.

    Pozdrawiam
    Asia

  • squaw1 20.01.05, 13:02
    asia028 napisała:

    > Moja droga piszesz:
    > ... Jezeli nie moze wziasc mama moze przeciez wziasc tata, ale niektorzy
    > wola isc do pracy i miec swiety spokoj od marudzacego, chorego dziecka,
    ktorym

    Kochana, nieuwaznie czytasz! Uzylam slowa - niektorzy- a to jest roznica
    Czujesz sie jedna z "niektorych"? Z tekstu wnioskuje ze nie, wiec tym bardziej
    nie rozumiem Twojego oburzenia i pretensji

    >Ja nie unikam opieki nad marudzącym dzieckiem!

    A czy ja pisze ze unikasz? Przeciez nie pisze bezposrednio do Ciebie

    > Babcie mieszkają daleko. Zdana jestem na siebie. Nie zamierzam się użalać nad
    > sobą bo jakoś sobie radzę, mimo tego że mój synek często choruje. Jest
    > alergikiem i chodzi do przedszkola z katarek i kaszelkiem ale są one
    > konsekwencją uczulenia na kurz (roztocza) które są absolutnie wszędzie!

    Moje dziecko rowniez kaszle z powodu alergii, ale nie posylam dziecka do
    przedszkola jezeli widze ze z nosa leca zielone gluty, kaszel jak u gruzlika i
    stan podgoraczkowy, a takie przypadki mialam okazje widziec

    > modne staly sie wymowki w rodzaju... nie moge wziasc L4 lub szef nie da,
    > bedzie zly itp
    Owszem potwierdzam to ponownie, malo tego, niedawno uslyszalam zdanie cyt."
    wole isc do pracy przynajmniej troche odsapne i poplotkuje a dzieciarami zajmie
    sie babcia w koncu i tak nic nie robi" Nie napisze co pomyslalam o tej osobie

    > A Ty piszesz że Twoja córcia
    > chodzi do przedszkola prywatnego a więc jesteś trochę lepiej usytuowana niż
    > niektóre z nas.

    Ostatnio byly watki odnosnie oplat w przedszkolu przeczytaj je a zobaczysz ze
    warszawskie czy gdanskie przedszkola panstwowe sa nieraz drozsze od prywatnych,
    dla mnie prywatne pzedszkole nie jest wyznacznikiem ze komus sie lepiej powodzi

    > Obie babcie jeszcze pracują więc na nie do końca też nie mogę
    > liczyć. Ale pomagają jak mogą raz jedna raz druga bierze urlop i przyjeżdża
    > żeby zaopiekować się wnukiem a ja żebym mogła spokojnie iść do pracy.

    No to masz wrecz luksus smile Bo ja na babcie nie moge w ogole liczyc, tesciowa
    jeszcze pracuje a moi rodzice sa zbyt schorowani aby przyjezdzac, niania nie
    wchodzi w rachube

    > Dlatego bardzo Cię proszę następnym razem zwolnij w swoich osądach co do
    > pobudek które kierują ludźmi.

    Nikogo nie osadzam, pisze na podstawie wlasnych obserwacji

    > Masz wsparcie w mężu,w babciach, dobrego szefa o

    A skad Ty to wiesz ? Dobry szef? hahaha nikomu nie zycze takiego szefa, jako
    czlowiek jest dla mnie zerem

    > A jesli nie potrafisz zrozumieć i przyjąć do wiadomości że są na tym świecie
    > ludzie którym tak łatwo nie jest to lepiej się nie wypowiadaj bo aż przykro
    > słuchac

    Wiesz? To forum nie jest prywatne i kazdy ma prawo do wlasnego zdania, zatem
    czas najwyzszy nauczyc sie szanowac wypowiedzi innych

    Pozdrawiam







  • ewa2000 28.01.05, 12:26
    Miejsce akcji: winda w moim domu
    Czas akcji: godzina 7.00 rano
    Osoby dramatu: dziewczynka 3 lata, jej mama, tata i ja-sąsiadka

    Winda zatrzymuje się na moim piętrze, ale już wczesniej słyszę przerażający
    kaszel dziecka. Widzę szkliste, chore oczy i pokładajace się dziecko. Do
    pediatry ? Pytam . Nie, do przedszkola. Odpowiada mama. Muszę przecież do
    pracy, dzis jest piątek, to odbiorę małą wcześniej ( czytaj ok. 16.00) potem
    wychoruje się przez 2 dni w domu i może będzie lepiej, a jak nie zwolnienie
    wezmę od poniedziałku.
    Jak na moje lekarskie oko zwolnienie od poniedziałku murowane, i podejrzewam,
    że nie tylko matki mojej małej sąsiadki. Kilku innych równiez.
    Bez komentarza, bo pewnie zakrzyczą mnie zwolenniczki "wychorowania" się w
    przedszkolu.
  • kamma5 28.01.05, 13:22
    A mnie zastanawia pewien fakt.
    "Moje przedszkole" istnieje od ok.15?, a może i więcej lat...
    I dopiero po mojej JEDNEJ wizycie u pani dyrektor powieszono kartkę informującą
    o tym, że przyjmowane będą TYLKO dzieci zdrowe.
    Pani dyrektor przychodzi do pracy wcześniej... zorganizowano zebranie...

    Przy okazji egzekwowania zaświadczeń okazało się np. że jedno z dzieci mamusia
    przyprowadziła do przedszkola kilka dni po zabiegu laryngologicznym...

    Rzeczywiście najlepszym rozwiązaniem byłaby chociaż pielęgniarka w
    przedszkolu....Bo panie przedszkolanki...nie wiem czy będą odpowiednio
    reagować...Na pewno nie wszystkie...

    Z wydziału edukacji otrzymałam odpowiedż o takiej treści"Przedszkola nie
    zatrudniają pracowników służby zdrowia,w związku z powyższym nie
    prowadzą "porannego filtru" jak to ma miejsce w żłobkach. Rodzice odpowiadają
    za stan zdrowia swoich dzieci i ponoszą z tego tytułu pełną odpowiedzialność.
    Nauczyciele z chwilą wystąpienia objawów choroby u dzieci mają obowiązek
    powiadomić o tym rodziców"
    Tylko tyle i aż tyle.

    Dlaczego przedszkolanki udają, że nie widzą i nie słyszą???Mam na myśli objawy
    choroby.

  • anulla1 31.01.05, 15:12
    Witam was!
    Kolejny raz postanowiłam zabrać głos, jak już wcześniej pisałam pracuję w
    przedszkolu i też zmagam się z problemem chorych dzieci. Zaczełam wymagać
    zaświadczenia od lekarza stwierdzającego że dziecko jest na tyle zdrowe żeby
    chodzić do przedszkola.... no i nie do końca działa bo o wszystkim decyduje
    dyrektoraka ,jeśli lubi rodziców to wcale nie muszą przynosić zaświadczeń a
    dzieci mogą mieć ataki kaszlu, takie że łzy z oczu im płyną z wysiłku.
    Natomiast dzieci rodziców nielubianych odsyła do domu, na podstawie, tego że
    usłyszała jak dziecko w szatni dwa razy odkaszlneło po wejściu do przedszkola-
    bez wcześniejszego zwrócenia uwagi, poproszenia o opinie lekarza, ojciec
    przyprowadza zdrowe dziecko do przedszkola i okazuje się że nie może go
    zostawiść w przedszkolu bo dyrektorka ma taki kaprys a on za 10 min ma być w
    pracy ..... NO mówię wam zero konsekwencji...
    A kolejny problem jest z rodzicami lekarzami, albo lepiej przedstawicielami
    madycznymi /czyli ludżmi po medycynie, ale pracującymi w firmach
    farmaceutycznych/, przynoszą mi zaświadczenia napisane przez samych siebie że
    dzieci są zdrowe, a w rzeczywistości ledwie się trzymają na nogach.
    Inni rodzice załotwiają sobie na lewo zaświadczenia i przyprowadzają dzieci np.
    z atakami duszności i twierdzą że lekarka powiedziała że dopuki maluch nie ma
    gorączki to może chodzić do przedszkola...
    Tak więc widzicie w wielu wypadkach mam związame ręce...
    Pozdrawiam - Ania
  • kasiula.m 31.01.05, 17:52
    Musi być akis sposób, komisja z Sanepidu, albo z Kuratorium, nieoczekiwana. Nie
    może być samowolki w takiej Placówce, bo to chyba jest Miejskie Przedszkole?
    Najwyżej zmienią dyrektora. Na Twoim miejscu podzwoniłabym do Urzędu Miasta,
    Kuratorium, Sanepidu, żeby się dowiedzieć co można zrobić. Potem trzeba usiąść,
    zastanowić się i działać.
    Pozdrawiam.
  • ewa2000 31.01.05, 21:16
    1.Przeraża mnie niekonsekwencja i głupota dyrektorki
    2. Przeraża głupota rodziców- bez względu na zawód, którzy wysyłają do
    przedszkoli chore dzieci
    3.A zaświadczenia..........hm jeśli rodzic lekarz wypisuje ( wszystko jedno sam
    czy rękami kolegi) lewe zaświadczenie to jest nieodpowiedzialnym człowiekiem,
    jesli jest ono prawdziwe to ma on prawo wypisać sam swojemu dziecku - wszak ma
    prawo wykonywania zawodu, a nie ma tam ani słowa, że nie obejmuje ono rodziny!
  • kamma5 02.02.05, 20:00
    To o czym napisała Anulla to prawda...
    Niestety...


  • kasiula.m 03.02.05, 22:30
    W naszym przedszkolu dziś było zebranie rodziców, na tablicy ogłoszeń proszono
    o przybycie wszystkich, ze względu na wagę tematów. Miałam nadzieję, że chodzi
    wyłącznie o chore dzieci. Może dlatego, że poza tym przedszkole spełnia moje
    oczekiwania.
    Właśnie dlatego zależy mi na rozwiązaniu tego, jedynego problemu - nie chcę
    szukać nowego przedszkola, to jest ok.
    Pani dyrektor prosi bardzo uprzejmie(!!!!!!!) o nieprzyprowadzanie chorych
    dzieci. No, dobra, tylko co sobie ludzie z tej prośby robią? NIC.
    Dzięki temu wątkowi i Waszym postom udało mi się wywołać małą burzę. Dużej nie
    trzeba było, bo od razu wszystkie panie załapały o co chodzi.
    Dzieci chore są odsyłane do domu, jeśli objawy wystąpią w ciągu dnia - dzwoni
    sie po rodziców. Ostatnio jedna matka i tak odebrała dopiero chore dziecko po
    południu. Trudno. Ale następnego dnia to dziecko powinno zostać w domu.
    Pani dyrektor powiedziała mi po zebraniu, że już się jeden ociec bardzo
    oburzył, musiał iść do pracy, dziecko z gorączką, a one go nie przyjmą. Aż mi
    się jej żal zrobiło. Ale co robić? Szacunek innych rodziców zyskuje takim
    postępowaniem. Szczególnie tych, którzy nie będą musieli ciągle się zwalniać z
    pracy.

    Tak więc, zgadzam się, Anulla ma rację. Ale można sprawić, że przynamniej tych
    naprawdę chorych dzieci nie będzie. Że będą informacje o "małych przedszkolnych
    epidemiach" na tablicy (rotawirus albo zapalenie spojówek - u nas w zeszłym
    roku po 2 razy, a ja nie wiedziałam, że to z przedszkola, co jest istotne, bo
    wtedy raczej jest pewne, że to inf. wirusowa a nie np.zatrucie).
    I ciągle upominać, przypominać, informować. Wtedy będzie mnie olewania i bedą
    się ludzie starać, żeby dziecko miało opiekę w razie choroby. W wielu
    przypadkach to zwykłe lenistwo sprawia, że tej opieki nie mogą zapewnić.

    Trudny to temat. Nie można jednak zapomnieć, że "przedszkole to nie
    przechowalnia chorych dzieci a placówka wychowawcza" (ewa2000) i że my, rodzice
    zdrowych dzieci w przedszkolu mamy prawo się sprzeciwić.
  • kasiula.m 03.02.05, 22:35
    Właściwie ewa2000 napisała, że "Przedszkole nie jest przechowalnią dla
    chorujących maluchów, których matki z jakichkolwiek powodów nie mogą/nie chcą
    zapewnić opieki" Przepraszam za zmianę treści cytatu, chodziło mi o sens.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka