Dodaj do ulubionych

Dla mnie to skandal....

11.09.07, 14:41
Witam, mnie już siły brakuje na kłócenie sie z paniami z przedszkola,
przychodzą dzieci z katarami, kichają, kaszlą a ukochane mamusie przynoszą
lekarstwa i proszą panie żeby dały te lekarstwa o określonej porze.Wiem, że
rodzice pracują, jest ciężko, ale Ja posyłam dziecko z myślą że będzie sie
dobrze bawiła a nie że za kilka dni będzie chorować.
Edytor zaawansowany
  • magdalenkaaa78 11.09.07, 14:44
    dziwię się, że paniom wolno podawać jakieś leki.

    Z drugiej strony jesli dziecko ma np. astmę i bierze jakieś leki na
    stałe to trudno, żeby matka przychodziła w połowie dnia do
    przedszkola żeby podać lek.

    Nie kłóć się - lekarz synka uważa, że z katarem można chodzić do
    przedszkola. Mój często z katarem idzie i też bawi się dobrze.
    --
    www.dlaczego.org.pl/tekchniep1.htm
  • majarzeszow 11.09.07, 14:57
    a pomyslalas, ze te mamusie przyprowadzajace z katarkiem drza o
    prace ? ze nie maja babci, sasiadki, cioci, kuzynki, niani - ktora
    by na kazde wezwanie zostala z dzieckiem ?
    moj synek debiutuje wlasnie w przedszkolu, a od piatku chory.
    wczoraj i dzis maz nie poszedl do pracy (synek mial goraczke i
    katar), bo nie ma kto sie nim zajac. ale jutro juz pojdzie - z
    katarkiem, trudno.
    ja jestem w 7 meisiacu ciazy i do polowy pazdziernika bede jeszcze
    pracowac, potem problem mi zniknie - bo w razie choroby to ja
    zostane z Adasiem.

    fajnie, ze jestes w takiej komfortowej sytuacji, ale niestety wiele
    z nas nie jest.....

    maja i
    --
    3 latek Adaś
    Maleńka Grudniowa Dziewczynka - czekamy !!!!
  • mayra3 11.09.07, 15:17
    Dla mnie tez byłby to skandal. Dlatego zapobiegliwie zapisałam synka
    ( póltora roku wczesniej) do przedszkola, gdzie prócz wysokiego -
    jak na ŚLĄSK -czesnego, składa sie pisemne oświadczenie, ze zapewnia
    się przedszkolakowi na czas choroby opiekę w domu( imienne wskazanie
    niani, babci,ewentualnie Mama nie pracuje). Dla nikogo pracującego
    tłumaczenie się z L4 na dziecko nie jest przyjemne ( dla mnie
    zawsze był i jest to stres), dlatego robię wszystko, zeby narażać
    się na to jak najrzadziej. Wiem, to kosztuje, ale nie wszystko mozna
    przekładać na pieniądze. Poza tym moja lekarka ( a bardzo Ją sobie
    cenię) więcej by do nas nie przyjechała, gdyby dowiedziała się, że
    chore dziecko wyprawiłam do przedszkola

    --
    <<marianna>>
  • dafre 13.09.07, 15:12
    przykro mi, ale nie jestem w komfortowej sytuacji..nie pracuje(a bardzo bym
    chciała) tylko ze względu że moje dziecko dosyć często choruje min. jest to 6-tyg.
  • e_r_i_n 15.09.07, 10:22
    majarzeszow napisała:

    > a pomyslalas, ze te mamusie przyprowadzajace z katarkiem drza o
    > prace ? ze nie maja babci, sasiadki, cioci, kuzynki, niani - ktora
    > by na kazde wezwanie zostala z dzieckiem ?

    I drzac o prace powoduje, ze 15 kolejnych matek i ojcow o prace drzec musza.
    Wybacz, az tak empatyczna nie jestem.

    --
    To TE zasady Zobowiązują

    (Przy)biegli rewidenci
  • mama303 15.09.07, 11:09
    Ja nie drżę o pracę, jak trzeba ide na zwolnienie i na siebie i na
    dziecko.
    Podejmując decyzje czy wysłaś dziecko do przedszkola czy nie - myślę
    tylko o swoim dziecku. Gdy jego stan zdrowia moim zdaniem nie
    zagraża jemu samemu - idzie do przedszkola nawet z katarem, tak jak
    i ja jedynie z katarem ide do pracy.
    Jak nie chcesz aby Twoje dziecko miało styczność z chorobami musisz
    je chyba gdzies zamknąć, zarazić sie może wszędzie i jeszcze przed
    pojawieniem sie objawów zarażac innych.
  • e_r_i_n 15.09.07, 11:18
    Moje dziecko katar ma cała zime (tak reaguje na mroz i suche powietrze) i tez
    chodzi do przedszkola. Nie chodzi natomiast z ewidentnym przeziebieniem,
    skutkujacym koniecznoscia podawania lekow. I tego samego oczekuje od innych
    rodzicow. Posylajac dziecko do przedszkola musza sie bowiem liczyc z potrzebami
    innych dzieci.
    Stycznosc z ZARAZKAMI jest naturalna konsekwencja wyjscia z domu i to mi nie
    przeszkadza. Narazanie innych dzieci na kontakt z ewidentnie chorymi dziecmi,
    ktore powinny byc w domu, jest nieodpowiedzialnoscia i nie ma usprawiedliwienia.
    Pomijam juz taka podstawowa rzecz, jak regulamin przedszkola, ktory nakazuje
    przyprowadzanie ZDROWYCH dzieci.
    --
    To TE zasady Zobowiązują

    (Przy)biegli rewidenci
  • agnieszka_gk 11.09.07, 15:39
    To, że dzieci będą przychodzić chore jest niestety nieuniknione;
    sama w zeszłym roku, gdy moje dziecko debiutowało w 3-latkach byłam
    oburzona tym faktem, teraz, po roku mam już do tego dużo bardziej
    swobodny stosunek i z katarem puszczam do przedszkola. U nas w
    przedszkolu jednak zabronione jest podawanie dzieciom jakichkolwiek
    lekarstw (poza alergicznymi, na wyraźne pisemne upoważnienie od
    lekarza) przez nauczycielki i wiem, że panie się do tego stosują. Z
    rodzicami przyprowadzającymi chore dzieci nie wygrasz, ale z
    zasadą "leczenia" w przedszkolu przez nauczycielki moim zdaniem
    warto walczyć.
  • przedszkolanka_anka 11.09.07, 17:00
    Nauczycielki w przedszkolu nie moga podawac dzieciom lekarstw
    (wyjątkiem sa choroby przewlekłe ale wtedy obowiązuje specjalna
    procedura postepowania).
    Jesli panie to robią ,to jest to wbrew obowiązującym ,powszechnym i
    obowiązującym w całej Polsce zarządzeniom.
    Pozdrawiam

  • scher 12.09.07, 21:38
    Możesz przytoczyć chociaż jedno z tych "obowiązujących w całej
    Polsce" zarządzeń? Uświadom nas też, gdzie jest zapisany ten wyjątek
    o chorobach przewlekłych - w jakim przepisie prawa?

    --
    Ne puero gladium!
  • yoanka 14.09.07, 18:47
    Powinno być to zapisane w statucie przedszkola.
  • bea.bea 11.09.07, 17:08
    sprawa jest prosta....zmien przedszkole...
    jesli na 30 matek tylko ty jestes porządna...to poszukaj przedszkola w ktrym
    porzadnych bedzie wiecej...i masz problem z głowy...

    ja tez do tych nieporzadnych nalerze...niestety
  • anulka.p 11.09.07, 17:41
    Tyle tylko, że paniom w przedszkolu absolutnie nie wolno podawać
    dzieciom żadnch leków. I dziwię się, że sie na to godzą, bo to wbrew
    przepisom. I gdyby coś się wydarzyło, to narobiły by sobie niezłego
    bigosu.
    W naszym przedszkolu jest to niedopuszczalne.
  • anulka.p 11.09.07, 17:42
    O przepraszam, nie zauważyłam wcześniejszego postu przedszkolanki-
    ankismile
    No coż, potwierdziłam zatem.
  • bea.bea 11.09.07, 18:00
    i tu sie z toba zgodze...w moim tez , nikt dziecku niczego nie poda.....
    ale w przedszkolu z którego zabrałam moje dziecko...podawanie ibufenu czy
    paracetamolu było na porzadku dziennym....bez zadnego uzgodnienia z
    rodzicami...nie wspomne o klapsach.....

    i dlatego mojego syna juz tam nie ma...smile
  • scher 11.09.07, 22:32
    anulka.p napisała:

    > Tyle tylko, że paniom w przedszkolu absolutnie nie wolno podawać
    > dzieciom żadnch leków. I dziwię się, że sie na to godzą, bo to
    > wbrew przepisom.

    Nie ma takich przepisów, nie powtarzaj bredni rozpowszechnianych na
    szkoleniach. Na wyraźną prośbę rodzica na pewno trzeba podać, na tym
    polega opieka.

    --
    Ne puero gladium!
  • przedszkolanka_anka 11.09.07, 23:01

    >
    > Nie ma takich przepisów, nie powtarzaj bredni rozpowszechnianych
    na
    > szkoleniach. Na wyraźną prośbę rodzica na pewno trzeba podać, na
    tym
    > polega opieka.

    Po pierwsze,byly sytuacje,ze nauczycielka podala lekarstwo i dziecko
    mialo nieprzewidzianą reakcje,te pzrepisy nie wziely sie z sufitu..U
    nas w przedszkolu kilka lat lat temu dziecko dostalo niespodziewanej
    reakcji alergologicznej na zwykly syro i stracilo przytomnosc ,bylo
    wzywane pogotowie.Na szczescie mama zrozumiala sytuacje i nie
    ciągała nauczycielki po prokuratorach.Wiec napisze zlosliwie troche
    w kontekscie Twej wypowiedzi...rodzic to moze prosic ale zadna z nas
    juz nigdy nie poda lekarstwa dziecku na "piekne oczy" rodzica ....
    (za wyjatkiem specjalnych procedur oczywiscie.
    A po drugie,przepisy...Jak mniemam niejednokrotnie te przepisy tutaj
    i na innych forach Ci cytowano,co wiecej,swego czasu poproszono o
    konsultacje prawnikow,ktorzy czarno an bialym cytowali
    pzrepisy.Jednak Ty konsekwentnie stoisz przy zdaniu,ze nie podanie
    leku jest niedopelnieniem obowiązkow wychowawczych przez
    nauczycielke,wiec mniemam ,ze zacytownie Ci tych przepisow i ich
    konkretnej intepretacji prawniczej po raz setny nic nie da.
    Pozdrawiam


  • scher 12.09.07, 06:01
    przedszkolanka_anka napisała:

    > Po pierwsze,byly sytuacje,ze nauczycielka podala lekarstwo i
    > dziecko mialo nieprzewidzianą reakcje,te pzrepisy nie wziely sie
    > z sufitu.

    Nie ma takich przepisów, to wyłącznie bzdurne interpretacje.

    > U nas w przedszkolu kilka lat lat temu dziecko dostalo
    > niespodziewanej reakcji alergologicznej na zwykly syro i stracilo
    > przytomnosc, bylo wzywane pogotowie. Na szczescie mama zrozumiala
    > sytuacje i nie ciągała nauczycielki po prokuratorach.

    Prokurator nie jest głupi. W takich okolicznościach żaden prokurator
    nie ciągałby nauczycielki przed sądem. Nikt nie może przewidzieć, że
    dziecko po zwykłym syropie dostanie reakcji alergicznej.

    > rodzic to moze prosic ale zadna z nas juz nigdy nie poda lekarstwa
    > dziecku na "piekne oczy" rodzica ....

    Kiedyś pewne dziecko poślizgnęło się w przedszkolu na schodach,
    łamiąc nogę. Zgodnie z twoją logiką już nigdy "żadna z was" nie
    powinna pozwolić wejść dziecku na schody.

    Rodzic prosi o podanie lekarstwa, rodzic ponosi odpowiedzialność, te
    wasze nauczycielskie strachy stają się już śmieszne.

    --
    Ne puero gladium!
  • przedszkolanka_anka 12.09.07, 09:06

    > Rodzic prosi o podanie lekarstwa, rodzic ponosi odpowiedzialność,
    te
    > wasze nauczycielskie strachy stają się już śmieszne.

    Jestes bezczelna,popracuj w przedszkolu 15 lat,no-chocby 5 a nawet
    ze 2 lata a zobaczysz jacy bezczelni i wredni potrafią byc
    rodzice,to oni nas tego nauczyli.A kolezanki nie ciągano po
    prokuratorach ale miala wielkie nieprzyjemnosci i tylko postawie
    dyrektorki zawdziecza wybronienie sie.Ale dyrektorce tez sie niezle
    dostalo.Moze kieruj swe pretensje do wladz zwierzchnich nie do
    nas.Bo ja oddam serce dzieciom ale nie chce potem tlumaczyc sie u
    kuratora na dywaniku,doswiadczenie czegos uczy,w kazdym zawodzie.


    --
    Świetne i przydatne forum dla nauczycielek przedszkola i rodziców
    dzieci w wieku przedszkolnym.Zapraszamy!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=47465
  • scher 14.09.07, 09:50
    przedszkolanka_anka napisała:

    > kolezanki nie ciągano po prokuratorach ale miala wielkie
    > nieprzyjemnosci i tylko postawie dyrektorki zawdziecza wybronienie

    Czyli jednak nie ma przepisów zakazujących, bo koleżance nikt
    formalnych zarzutów nie przedstawił w końcu? Czyli twierdzicie, że
    jest zakaz, wprowadzacie w błąd rodziców proszących o podanie
    dziecku leku w wyjątkowych sytuacjach ze zwykłego wygodnictwa,
    żebyście się czasem ze swoich decyzji nie musiały tłumaczyć?

    Najlepiej nie robić nic, położyć się do trumny i umrzeć. Wtedy ma
    się święty spokój. Zero strachów, zero obaw, zero konieczności
    wyjaśniania powodów swoich działań.

    --
    Ne puero gladium!
  • przedszkolanka_anka 14.09.07, 15:24
    scher napisał:


    >
    > Czyli jednak nie ma przepisów zakazujących, bo koleżance nikt
    > formalnych zarzutów nie przedstawił w końcu?

    Przedstawil zarzuty,dyrektorka wziela wine na siebie.Ale zebym Ci tu
    anwet rzucila paragrafem po telefonie do tej kolezanki to i tak sie
    czepniesz,ze prokurator klamie...
    ...ten typ tak ma....
  • scher 14.09.07, 17:30
    przedszkolanka_anka napisała:

    > Przedstawil zarzuty, dyrektorka wziela wine na siebie.

    I została skazana? Z jakiego artykułu?

    --
    Ne puero gladium!
  • przedszkolanka_anka 14.09.07, 20:22
    Zapytam sie w poniedzialek z jakiego artykulu ale wiem,ze odpowiedz
    masz w poscie innych osob na tym forum (tylko sie upewnie).
  • scher 14.09.07, 20:33
    przedszkolanka_anka napisała:

    > Zapytam sie w poniedzialek z jakiego artykulu

    Tylko nie pytaj, z jakiego artykułu miała zarzut, lecz z jakiego
    artykułu została skazana?

    --
    Ne puero gladium!
  • anulka.p 12.09.07, 09:44
    scher napisał:


    >
    > Nie ma takich przepisów, nie powtarzaj bredni rozpowszechnianych
    na
    > szkoleniach. Na wyraźną prośbę rodzica na pewno trzeba podać, na
    tym
    > polega opieka.

    Jakich szkoleniach??? Masz teorię spisku czy co? Nie jestem
    przedszkolanką i raczej już nią nie będę, i dobrze, bo gdybym
    spotkała się z taką mamusia jak ty, ktora przyprowadza chore dziecko
    i jeszcze żąda podawania leków, to obawiam sie, że zachowałabym sie
    wbrew przepisom i kodeksowi karnemutongue_out
    >
  • scher 12.09.07, 21:35
    anulka.p napisała:

    > przyprowadza chore dziecko i jeszcze żąda podawania leków

    Nie mówię o chorym dziecku. Kiedyś mojego syna rozbolał nagle w
    przedszkolu ząbek. Nie mogliśmy przyjechać - ani ja, ani żona. Moja
    sąsiadka poproszona telefonicznie zaniosła do przedszkola syropek
    przeciwbólowy, żeby dziecko nie cierpiało. Pani oczywiście odmówiła
    podania, bo "jej nie wolno". Wolała patrzeć, jak dziecko cierpi. Ale
    jak mieli jechać autokarem na wycieczkę, to nie żądała pisemnej
    zgody na podanie "Aviomarinu" - pewnie nie lubi sprzątać rzygowin.
    Wtedy się nie bała i przepisami nie zasłaniała.

    System oświaty jest miejscami absurdalny. Sprawa rzekomego zakazu
    podawania jakichkolwiek leków przez nauczycieli to jeden z tych
    absurdów. Nie przetłumaczysz, nauczyciel zawsze wie lepiej.

    --
    Ne puero gladium!
  • anulka.p 12.09.07, 22:00
    Nie wie lepiej, tylko nie może.
    Skąd ma wiedzieć, czy dziecko nie jest uczulone na jakiś składnik
    leku, jak nawet nie przyniósł go rodzic, tylko jakaś sąsiadka.
    W ogóle się nie dziwię, w życiu bym w takiej sytuacji nie podała
    leku dziecku.
  • scher 13.09.07, 00:02
    anulka.p napisała:

    > Nie wie lepiej, tylko nie może.

    Trata-tata!

    > Skąd ma wiedzieć, czy dziecko nie jest uczulone na jakiś składnik
    > leku

    Ma podać na moją odpowiedzialność, zeby dziecko nie cierpiało.

    > jak nawet nie przyniósł go rodzic, tylko jakaś sąsiadka.

    Ja uprzedzałem, że przyjdzie sąsiadka.

    > w życiu bym w takiej sytuacji nie podała leku dziecku.

    Jasne, niech go boli i niech płacze! Jaka ta oświata jest
    zwichrowana, to mózg mały!

    --
    Ne puero gladium!
  • anulka.p 13.09.07, 11:17
    Wiesz co, początkowo myślałam, że jesteś po prostu niekumatą osobą
    (cóż takie się zdarzają) i próbowałam coś ci tłumaczyć. Ale ty na
    dodatek jesteś zwykłym trolem, który miesza dla samego mieszania i
    siania fermentu. Nie docieraja do ciebie żadne argumenty, fakty, o
    których piszą dziewczyny. Zatem dyskusja z tobą jest juz zwykłą
    stratą czasu, wybacztongue_out
  • scher 13.09.07, 21:09
    Nie mam w zwyczaju odpowiadać chamstwem na chamstwo, więc zmilczę.

    --
    Ne puero gladium!
  • soemi 14.09.07, 08:31
    To dlaczego nie odebraliście CIERPIĄCEGO dziecka?!?!?! Jak można
    stawiać pracę czy cokowliek innego ponad dobro zdrowie dziecka. Nie
    wiem jak bezdusznym rodzicem można być zostawiając świadomie
    zostawiając dzieckow cierpieniu? Chwal się tak dalej jak bardzo
    nieodpoowiedzialnym rodzicem jesteś?
    I jak trzeba zaniedbać zęby dziecka by doprowadzić do stanów
    bólowych??

    --
    Poprzyjcie rodzinną opiekę zastępczą zamiast domów dziecka!!!

    www.gazetawyborcza.pl/0,82020.html
  • scher 14.09.07, 09:27
    soemi napisała:

    > To dlaczego nie odebraliście CIERPIĄCEGO dziecka?!?!?!

    Bo byliśmy 200 km od miejsca zamieszkania.

    > I jak trzeba zaniedbać zęby dziecka by doprowadzić do stanów
    > bólowych??

    Dziecko było regularnie pod kontrolą dentysty. Dentysta trochę w
    zębie podłubał, kazał czekać i obserwować, jak się sytuacja rozwinie.

    --
    Ne puero gladium!
  • rutka29 17.09.07, 18:02
    są takie przepisy. Nauczycielom nie wolno podawać leków!
  • dafre 11.09.07, 19:39
    Dziękuje za komentarze z niektórymi można sie nie zgadzać...ale cóż zobaczymy co
    będzie dalej. Gdyby jakaś mama chciała pogadać to zapraszam na meila gazety.
    Pozdrawiam ciepło.
  • ewas35 11.09.07, 19:54
    moja czterolatka juz zlapala katar w przedszkolu, od wczoraj siedzi
    w domu i zdazyla zarazic mnie i roczna siostrzyczke.
    Absolutnie w przedszkolu nie podaja panie zadnych lekarstw, chore
    dziecko nawet z katarem powinno siedziec w domu
    --
    Moja Lenusia
  • reszka2 11.09.07, 22:47
    wbrew temu, co pisze ktos powyżej. Na kursach dobrze uczą.

    Wszystko poniżej jest cytatem.

    Nauczyciel nie podaje dzieciom leków zleconych przez lekarza.

    Uzasadnienie
    Przedszkole jest instytucją opiekuńczo-wychowawczą, która ma za
    zadanie zapewnienie dzieciom właściwych warunków rozwoju fizycznego,
    umysłowego, emocjonalnego i społecznego, wyrównywania ewentualnych
    baraków i przygotowanie dziecka do szkoły. Placówka zadania
    realizuje poprzez zatrudnionych nauczycieli. Zakres i charakter
    działań które należą do obowiązków nauczyciela zatrudnionego w
    przedszkolu publicznym wynika z art. 4 i 6 ustawy z dnia 7 września
    1991 r. o systemie oświaty Teks jednolity Dz.U. 2004 Nr 256,
    poz.2572 ze zm.) oraz art.6 ustawy z dnia 26 stycznia 1982 r. -
    Karta Nauczyciela (Dz.U. z 2003 r. Nr 118, poz. 1112, ze.zm.)

    Na podstawie przywołanych przepisów, nauczyciel jest zobowiązany do
    rzetelnego realizowania zadań związanych z powierzonym mu
    stanowiskiem i funkcjami placówki. Cechą identyfikującą ten zawód
    jest podejmowanie w ramach swoich kompetencji zawodowych działań o
    charakterze dydaktycznym, wychowawczym i opiekuńczym, które zawsze
    muszą być podjęte z uwzględnieniem dobra ucznia (w omawianym
    przypadku przedszkolaka), troską o jego zdrowie, postawę moralną i
    obywatelską z poszanowaniem godności osobistej podopiecznego.


    Natomiast nauczyciel NIE JEST ZOBOWIĄZANY do udzielania świadczeń
    zdrowotnych na podstawie zlecenia lekarskiego. Udzielanie świadczeń
    zdrowotnych jest cechą identyfikującą zawody medyczne tj. m.in.
    lekarza, pielęgniarki czy ratownika medycznego (art.4 ustawa z 1991
    r. o zakładach opieki zdrowotnej (Tekst jednolity Dz. U.z 2007 Nr
    14, poz. 89).
    Należy jednoczenie pamiętać, iż w razie wyrządzenia dziecku szkody w
    trakcie podjęcie przez nauczyciela działań w ramach pomocy medycznej
    w omawianym przypadku, nauczyciel staje się dłużnikiem zobowiązanym
    do jej naprawienia z tytułu odpowiedzialności cywilnej (art.415
    ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. kodeksu cywilnego Dz.U. z 1964 Nr
    16, poz.93 ze zm.)
    Koniec cytatu.

    --
    Reszka mama Michałka i Madzi
  • reszka2 11.09.07, 22:51
    Ups, za wcześnie.

    jest różnica pomiędzy udzieleniem pomocy przedmedycznej, którą ma
    obowiązek udzielić KAŻDY, a działaniami sensu stricte medycznymi,
    jakim jest podanie leku. Zastrzyki panie wychowawczynie tez powinny
    robić?
    --
    Reszka mama Michałka i Madzi
  • scher 12.09.07, 06:05
    reszka2 napisała:

    > jest różnica pomiędzy udzieleniem pomocy przedmedycznej, którą ma
    > obowiązek udzielić KAŻDY, a działaniami sensu stricte medycznymi,
    > jakim jest podanie leku.

    Czy podanie leku przez rodzica nazwiesz także udzielaniem świadczeń
    medycznych, czy zwykłą czynnością opiekuńczą? Opieka nad cudzym
    dzieckiem powinna być wzorowana na opiece nad własnym dzieckiem.

    > Zastrzyki panie wychowawczynie tez powinny robić?

    Nie, to wymaga umiejętności specjalistycznych.

    PS. "Podstawa prawna", którą cytujesz, to wyłącznie fragment głupiej
    czyjejś interpretacji. Rodzic prosi o podanie leku - jest to jego
    odpowiedzialność, nie przedszkolanki.

    --
    Ne puero gladium!
  • weronikarb 12.09.07, 07:15
    Scher wiesz co nie dociera do ciebie co pisza dziewczyny.
    Nauczycielka MOZE podac lek, ale nie na prosbe ustna a PISEMNA gdzie
    w razie jakichkolwiek reakcji ponosi pelna odpowiedzialnosc rodzic.
    Podawanie leków nie należy do zakresu obowiązków.
    Pozatym nawet masaz serca jako udzielani epierwszej pomocy w razie
    wypadku, jesli wykonasz zle i narazisz zdrowie ratujacemu to idziesz
    siedziec - mimo ze chcialas dobrze

    Takze nie kloc sie bo mylisz pojecia i nie wiesz o czym klepiesz
    --
    Dominik ma juz 3 lata i 10 miesięcy
  • scher 12.09.07, 21:27
    weronikarb napisała:

    > Scher wiesz co nie dociera do ciebie co pisza dziewczyny.
    > Nauczycielka MOZE podac lek, ale nie na prosbe ustna a PISEMNA
    > gdzie w razie jakichkolwiek reakcji ponosi pelna odpowiedzialnosc
    > rodzic.

    Rodzic ponosi odpowiedzialność obojętnie czy poprosi ustnie czy na
    piśmie.

    > Poza tym nawet masaz serca jako udzielani epierwszej pomocy
    > w razie wypadku, jesli wykonasz zle i narazisz zdrowie ratujacemu
    > to idziesz siedziec - mimo ze chcialas dobrze

    Nieprawda. Niezawiniony błąd przy udzielaniu pierwszej pomocy nie
    powoduje odpowiedzialności karnej. Musi być umyślność.

    --
    Ne puero gladium!
  • soemi 14.09.07, 08:46

    >
    > > Zastrzyki panie wychowawczynie tez powinny robić?
    >
    > Nie, to wymaga umiejętności specjalistycznych.

    Oj jak mało wiesz??


    --
    Poprzyjcie rodzinną opiekę zastępczą zamiast domów dziecka!!!

    www.gazetawyborcza.pl/0,82020.html
  • soemi 14.09.07, 08:56
    >
    > PS. "Podstawa prawna", którą cytujesz, to wyłącznie fragment
    głupiej
    > czyjejś interpretacji. Rodzic prosi o podanie leku - jest to jego
    > odpowiedzialność, nie przedszkolanki.

    Ok. Czy ukradniesz bo ktoś Cię poprosi i zapewni, że odpwiedzialność
    poniesie on sam a nie Ty. A wiesz, że jak zostaniesz przyłapany to
    Ty poniesiesz odpowiedzialność!!
    Czy wyprzedzisz auto widząc, że coś z naprzeciwka nadjeżdża mając
    zapewnienia pasażera, że w razie co to on odpwioe za ten czyn bo Cię
    do wyprzedzenia nakłonił??

    W prawie polskium odpowiada ten, kto poczynił szkodę. Nauczycielka
    nie jest opiekunem prawnym dziecka przez co nie ma prawa decydować
    czy ma podać mu leki i jakie. Natomiast zawód lekarza polega na
    leczeniu ludzi i decydowaniu o zastosowaniu terapii lekowej, którj
    celem ma być doprowadzenie pacjenta do zdrowia.



    --
    Poprzyjcie rodzinną opiekę zastępczą zamiast domów dziecka!!!

    www.gazetawyborcza.pl/0,82020.html
  • scher 14.09.07, 09:40
    soemi napisała:

    > Rodzic prosi o podanie leku - jest to jego odpowiedzialność,
    > nie przedszkolanki.
    > Ok. Czy ukradniesz bo ktoś Cię poprosi i zapewni, że
    > odpwiedzialność poniesie on sam a nie Ty.

    O prawie to ty mało wiesz, prawda?

    Podanie dziecku leku na wniosek rodziców nie jest przestępstwem,
    lecz dokonywaną "w miejsce rodziców" (z prawa rzymskiego: "in loco
    parentis") czynnością opiekuńczą.

    > A wiesz, że jak zostaniesz przyłapany to Ty poniesiesz
    > odpowiedzialność!!

    W przypadku kradzieży masz rację tylko połowicznie. Ja odpowiem za
    kradzież, tamten - za podżeganie do kradzieży.

    > Czy wyprzedzisz auto widząc, że coś z naprzeciwka nadjeżdża mając
    > zapewnienia pasażera, że w razie co to on odpwioe za ten czyn bo
    > Cię do wyprzedzenia nakłonił??

    Nie ma analogii między nakłanianiem kierowcy do niebezpiecznego
    manewru na drodze, a poleceniem wydanym opiekunce przez rodziców.

    > W prawie polskium odpowiada ten, kto poczynił szkodę.

    Pod warunkiem, iż zdołasz wykazać istnienie tzw. przeciętnego
    związku przyczynowego między szkodą, a działaniem bądź zaniechaniem.
    A to w omawianej sytuacji (podanie leku przeciwbólowego na wniosek
    rodziców dziecka) sprawa - łagodnie to ujmując - mocno
    problematyczna.

    > Nauczycielka nie jest opiekunem prawnym dziecka przez co nie ma
    > prawa decydować czy ma podać mu leki i jakie.

    Po pierwsze nie trzeba być opiekunem prawnym, aby podejmować bieżące
    decyzje wobec dziecka powierzonego przez rodziców naszej pieczy.

    Po drugie mówimy o sytuacji, kiedy podanie leku odbywa się na
    polecenie rodziców.

    --
    Ne puero gladium!
  • kasia236 11.09.07, 23:52
    U nas w przedszkolu Panie postawiły sprawę jasno,
    poinformowały rodziców żeby w żadnym wypadku
    nie przynosili do przedszkola żadnych lekarstw.
    Zaznaczyły,że tylko w wyjątkowych sytuacjach,kiedy
    dziecko ma np.astmę lub choruje przewlekle na jakąś inną
    chorobę,to leki będą podawały.
    Rozumiem posłac dziecko z małym
    katarkiem, ale właśnie od Pań w naszym przedszkolu słyszałam
    że niegdyś często zdarzało się że rodzice przynosili antybiotyki
    i prosili Panie o podanie.
    Tego to już nie rozumiem.

    --
    Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą...

    Pozdrawiam
  • weronikarb 12.09.07, 07:19
    u nas jest powiedziane, ze dzieci chorych nie wpuszcza do
    przedszkola, wiec niech mamy nawet nie probuja.
    Mozna przyjsc z katarem, ale nie z przeziebieniem.
    Zawsze w razie choroby pytam sie naszego pediatry czy juz moge
    bezpiecznie dla innych dzieci syna puscic

    Musze w ten sposob sprawdzac bo u mojego na moje nieszczescie
    powazne choroby nie daja objawow, syn nie reaguje tez goraczka na
    infekcje.
    Tak po "niby" przeziebienniu poszlam do pediatry aby zbadal syna i
    powiedzial czy juz moze isc - po osluchaniu i zbadaniu wyszlo ropne
    zapalenie migdalow - zero objawow
    A za drugim razem zapalenie pluc - lekki kaszel


    --
    Dominik ma juz 3 lata i 10 miesięcy
  • leigh4 12.09.07, 19:49
    Ja mam pytanie do mam, które prowadza zakatarzone i kaszlace dziecko
    do przedszkola kierując się zasada, że pracują i nie mają z kim
    dziecka zostawić: czy pomyślałyście chwilę o innych mamach, których
    dzieci może zarazić wasze dziecko? Przeciez one też pracują i
    również problemem jest zostanie w domu w chorującym maluchem! Jak
    reagujecie gdy wasze dziecko zaraża się od chorego malucha? Również
    jesteście tak wyluzowane?
  • soemi 14.09.07, 09:03
    Zgadzam się z Tobą, ale nie można z góry osądzać sytuacji. Moja córa
    po katarze-kiedy to staję na głowie by zapewnić jej opiekę w domu bo
    tez pracuję, ma kaszel jeszcze przez kilka dni. Pediatra twierdzi,
    że dziecko jest zdrowe i kwalifikuje się do przedszkola.

    --
    Poprzyjcie rodzinną opiekę zastępczą zamiast domów dziecka!!!

    www.gazetawyborcza.pl/0,82020.html
  • yoanka 14.09.07, 18:59
    Właśnie o to chodzi, że te mamy wcale nie myślą o innych, nawet o
    swoim dziecku, tylko i wyłącznie o sobie. Nie chcą brać zwolnienia
    na chore dziecko, a za chwile kilkanaście innych mam musi wziąć
    zwolnienie bo u ich dzieci "zwykły katarek" przeradza się w
    zapalenie gardła, krtani, uszu, oskrzeli albo płuc. Nie rozumieją że
    katar to choroba zakaźna, bo jest wywołana infekcją wirusową a
    dodatkowo czasem dochodzi do nadkażenia bakteryjnego. Nie wiem skąd
    się wzięło przekonanie że z wodnistym katarkiem (wirusowym) można
    dziecko posłać do przedszkola, a dopiero z ropnym (bakteryjnym)
    trzeba zatrzymać w domu. Bezmyślność i egoizm.
  • marianna18 14.09.07, 20:00
    właśnie to jest najgorsze, że mamy nie myślą o swoim dziecku. dobrze
    wiemy, że dziecko zakatarzone czuje się fatalnie, nie umie wydmuchać
    nosa i potrzebuje spokoju i odpoczynku w domu a nie w 20-30 osobowym
    tłumie.
  • yoanka 14.09.07, 20:38
    Mało tego, potrzebuje też regularnego podawania leków, czy kropli, a
    jak wiadomo panie w przedszkolu nie podają, więc dziecko praktycznie
    jest leczone z doskoku, przez co jego męczarnia dłużej się ciągnie.
    Mój syn już złapał katar po tygodniu chodzenia. Pierwsze objawy były
    w sobotę. W środę katar minął i poszedł do przedszkola (w pon i wt
    został w domu, żeby nie zarażać), ale w międzyczasie zaraził mnie, a
    u mnie, astmatyka katar kończy się najczęściej masakrycznym kaszlem
    i dodatkowo zapaleniem zatok. Zaraził też moją mamę, która od trzech
    dni jest na zwolnieniu. Ale to przecież "tylko katarek"...
  • marzena604 12.09.07, 20:30
    W przedszkolu do którego chodzi mój syn,jak go zapisywałam podpisywałam
    oświadczenie,że nie będę przyprowadzać dziecka chorego.Ja też uważam,że nie
    powinno się dziecka chorego zaprowadzać do przedszkola,zaraz wszystkie inne
    chorują (mój właśnie jest chory i raczej ani ja ani mąż go nie
    zaraziliśmy-wystarczył tydzień w przedszkolu).A co do podawania dziecku leków
    przez panie z przedszkola...Ja pracuję w szkole i u nas NIE WOLNO podawać
    dzieciakom leków.Jeszcze ze 2 lata temu dawaliśmy jakieś przeciwbólowe,ale od
    zeszłego roku już nie wolno.Pozdrawiam.Marzena
  • michulanka 13.09.07, 00:27
    Zdaje sobie sprawe, ze bardzo niewygodna i denerwujaca jest sytacja
    kiedy dziecko, lapie wirusa zaledwie po kilku dniach pobytu w
    przedszkolu, ale niestety taka jest specyfika tzw. miejsc
    publicznych. Zarazic mozna sie wszedzie - sami rodzice przynosza
    wirusy z pracy, komunikacji miejskiej etc. i zarazaja dzieci. Poza
    tym jak wiadomo, czesto zaraza sie innych jeszcze przed wystapieniem
    objawow przeziebienia czy grypy. Jezeli do tego doda sie fakt, ze
    samo przedszkole pelne jest wirusow przenoszonych z raczek na
    zabawki itd. to wiadomo, ze o zarazenie sie nie trudno. Rowniez
    zarazaja sie panie przedszkolanki i one wlasciwie tez powinny byc co
    chwila na zwolnieniu...A juz taka ospa to po prostu dziesiatkuje
    przedszkole! Niestety obawiam sie,ze apele o gromadne
    nieprzyprowadzanie chorych dzieci do przedszkola na niewiele sie
    zdadza.Z doswiadczenia wiem, ze rodzice ktorych dzieci szybko
    nabawiaja sie powiklan po zwyklych przeziebieniach, dla wlasnego
    spokoju zostawiaja dzieci w domu czesciej,niz ci ktorych dzieci maja
    tylko katary bez innych objawow. Ja sama po prostu nie chodzilam do
    przedszkola, bo kazda proba konczyla sie zapaleniem oskrzeli wiec
    utrzymywanie fikcji,ze chodze do przedszkola nie mialo zadnego sensu.
    Mysle, ze skoro chce sie aby dziecko chodzilo do przedszkola to
    przede wszystkim trzeba dziecko uodparniac - witaminami, swiezym
    powietrzem,homeopatia, ziolami etc.
  • phoobia 13.09.07, 08:34
    Dziecko chore powinno zostawać w domu, sorry ale dla mnie bezmyślne
    mamuśki posyłające swoje dzieci tylko z katarkiem to jakaś masakra.
    Może jestem przewrażliwiona ale mój syn niestety na wysoką gorączkę
    reaguje drgawkami gorączkowymi i za każdym razem ląduję z nim w
    szpitalu na parę dni. Nie ziałają na niego leki obniżające
    temperaturę. Po porostu dostaje drgawek, traci przytomność. Takie
    mamuśki nie zdają sobie sprawy, że niewinny katar może spowodować że
    inne dzieci w przedszkolu też go załapią albo że rozwinie się z tego
    coś gorszego. Dwa dni temu jak odbierałam synka to widziałam dziecko
    w naszej grupie które kichało - niestety zawartośćz nosa i gardła
    poleciała metr do przodu fuuu. Ja rozumiem że dzieci malutkie mine
    potrafią sobie zakryć buzi no ale mamusi nie rozumiem, która wysyła
    chore dziecko do przedszkoa. EFEKT? Mój syn od wczoraj jest chory,
    dziś i jutro siedzimy w domu a ja co 10 minut sprawdzam czy nie ma
    temperatury. Sorry kochane za swoją złość ale za bezmyślność i
    durniotę takich pracujących mamuś płacą tacy ludzie jak ja.
  • majarzeszow 13.09.07, 10:35
    .za bezmyślność i
    > durniotę takich pracujących mamuś płacą tacy ludzie jak ja.

    to w ogole nie posylaj swojego synka do przedszkola, jesli
    faktycznie tak reaguje na najmniejsze zarazki i bedzie spokoj.
    z maila wynika ze jestes mamusia niepracujaca - czyli na czyims
    utrzymaniu - swietnie, gratuluje ! i jeszcze zajmujesz miejsce w
    przedszkolu dzieciom faktycznie pracujacych rodzicow.....
    wiadomo, dziecka chorego nikt przy zdrowych zmyslach chorego nie
    pusci do przedszkola, nawet ryzykujac nerwy szefa, tlumaczenie sie
    ze zwolnienia.\

    ale katar choroba nie jest, jest tylko objawem. i jesli - wg ciebie -
    dzieci z katarem (i tylko katarem) nei wolno posylac - to nie
    istnialyby grupy trzylatkow.

    maja i


    --
    3 latek Adaś
    Maleńka Grudniowa Dziewczynka - czekamy !!!!
  • phoobia 15.09.07, 09:26
    majarzeszow nie wiem w której części mojego posta znalazłaś
    informację że nie pracuję. owszem pracuję i to bardzo ciążko a każdy
    dzień w domu naraża mnie na zawalenie terminów i straty finansowe.
    Prowadzę swoją firmę i owszem łatwiej jest mi nie przyjść do pracy
    bo nie muszę sie tłumaczyć przełożonemu ale wierz mi że npresja jest
    dużo większa bo zatrudniam jeszcze innych ludzi jak ja położę firmę
    to oni stracą pracę. Nie wiedzę też powodów dla których moje dziecko
    miałoby być traktowane inaczej nisz Wasze dzieci - wszak nie jest
    kosmitą i nie jest śmiertelnie chory tylko silniej niż inne dzieci
    reaguje na gorączkę ale ma takie samo prawo do rozwijania się w
    społeczeństwie i chodzenia do przedszkola jak Wasze dzici. Mój post
    był probą uświadomienia Wam pracujące mamy żę czasem warto spojrzeć
    na świat oczami innych i obejrzeć sie na innych a nie tylko myśleć o
    własnej d.. i czubku własnego nosa. Ja się martwię o swoje dziecko -
    to chyba naturalne i mam prawo wyrazić swoją opinię na tym forum.
    Nie oczekuję że szostanę przz Was zrozumiana bo jak wisdzę takie
    dzieci jak moje najchętniej w ogóle wykluczyłybyście z "normalnej"
    społeczności proponując mi rezygnację z przedszkola i sanatoria.
    Moje dziecko nie choruje 50 razy w roku tylko 2-3 więc nie jest to
    kwestia SŁABEJ ODPORNOŚCI JAK KTÓRAŚ Z WAS ZASUGEROWAŁA TAK WIĘC
    NIESTETY ŻADNE ŚWIADCZENIA TYPU SANATORIUM NIC TU NIE POMOGĄ. MÓJ
    SYN JEST TAK SAMO NORMALNY JAK WASZE DZIECI I MA TAKIE SAME PRAWA.
    Nie oczekuję żeby którakolwiek z Was mnie zrozumiała, bo zapewne
    żadna z Was nie przeżyła kilkukrtotnej reanimacji własnego dzicka na
    podłodze w przedpokoju. Czego oczywiście Wam nie życzę. Zastanówcie
    się tylko czasem czy zwykły katarek z którym posyłacie własne
    dziecko do przedszkola właśnie WASZEMU dziecku nie zaszkodzi
    najbardziej - bo wtedy już byście się przejeły prawda???
  • michulanka 13.09.07, 14:43
    "Może jestem przewrażliwiona ale mój syn niestety na wysoką gorączkę
    > reaguje drgawkami gorączkowymi i za każdym razem ląduję z nim w
    > szpitalu na parę dni. Nie ziałają na niego leki obniżające
    > temperaturę. Po porostu dostaje drgawek, traci przytomność"
    Mysle, ze powinnas po prostu zrezygnowac z przedszkola, a nie
    zloscic sie na caly swiat! Moze warto pomyslec o leczeniu
    sanatoryjnym, wzmocnieniu odpornosci etc. Przedszkole nie jest
    obowiazkowe, ale szkola juz tak. Podejrzewam, ze w szkole hasla
    typu "nie pozwalajcie przychodzic dzieciom z katarem do szkoly" nie
    sa zbyt popularne bo taka nieobecnosc powoduje spore zaleglosci w
    nauce.
  • iskra14 13.09.07, 08:36
    Panie niewiele mogą zrobić, poza rozmową z rodzicami. Nie mogą natomiast podawać
    dziecku żadnych leków, nawet jeśli rodzice o to poproszą.Nauczyciele, równiez w
    szkole, na własna rękę nie mogą podać nawet kropli miętowych - może to zrobić
    tylko pielęgniarka.Nieodpowiedzialni są rodzice, którzy np. rano daja dziecku
    czopek przeciwgorączkowy i przez część dnia dziecko jakos się trzyma.
  • scher 13.09.07, 09:29
    iskra14 napisała:

    > Nauczyciele, równiez w szkole, na własna rękę nie mogą podać nawet
    > kropli miętowych - może to zrobić tylko pielęgniarka.

    Boże, kolejna pani Mocno Przestraszona Nauczycielka.

    --
    Ne puero gladium!
  • campalla 13.09.07, 09:48
    scher napisał:


    > Boże, kolejna pani Mocno Przestraszona Nauczycielka.

    Romek, nudzi Ci się?
  • iskra14 13.09.07, 15:13
    Nie, nie mocno przestraszona nauczycielka, ale orientuję się po prostu, jak to
    wygląda od strony prawnej. A rodzice często podają dzieciom różne leki, nawet
    takie, które dla tak małych dzieci nie są wskazane. Ciekawe, jaka by była
    zawierucha, gdyby twojemu dziecku opiekunka w przedszkolu podała lek (lub
    nauczycielka w szkole), a dziecko na ten lek źle zareagowało. No cóż, już dawno
    przekonałam się, że na forum w edziecku nie można się już wypowiedzieć, bo zaraz
    ktoś musi to komentować, oczywiście niezbyt grzecznie. błąd, że zaczęłam tu
    znowu zaglądać.
  • scher 13.09.07, 21:09
    iskra14 napisała:

    > orientuję się po prostu, jak to wygląda od strony prawnej.

    Ja też uważam, że się orientuję - i że nie masz racji. No i czyja
    prawda lepsza?

    > błąd, że zaczęłam tu znowu zaglądać.

    Przepraszam, po prostu te nauczycielskie strachy na lachy mnie
    denerwują.

    --
    Ne puero gladium!
  • kajak75 21.09.07, 15:45
    Pomijajac wszystkie kwestie prawne, zdrowy rozsadek przedszkolanki nie powinien
    jej pozwolic na podanie dziecku lekow, na USTNA prosbe rodzicow . Im dluzej
    czytam wypociny scher, tym barzdiej jestem pewna, ze w przypadku negatywnej
    reakcji na lek, taka osoba wyprze sie zlecenia. I wtedy cala misterna
    konstrukcja oparta na obowiazku opieki takim samym, jaki zapewniliby rodzice,
    bierze w leb. Nagle przedszkolanka staje sie winna swiadomego dopuszczenia do
    zagrozenia zdrowia i moze zycia dziecka, tak jak np. gdyby krzyczacego dzieciaka
    przyduszala poduszka.
  • scher 22.09.07, 18:59
    kajak75 napisała:

    > Nagle przedszkolanka staje sie winna swiadomego dopuszczenia do
    > zagrozenia zdrowia i moze zycia dziecka

    Skoro tak biegle znasz prawo, to - używając pojęć prawniczych -
    wykaż:
    1. Umyślność przedszkolanki w kwestii spowodowania zagrożenia dla
    zdrowia i życia;
    2. Istnienie normalnego (przeciętnego) związku przyczynowego w tej
    sytuacji.

    A jak nie potrafisz, to nie klep głupot.

    --
    Ne puero gladium!
  • soemi 14.09.07, 09:15
    Wiesz jakie zachodzą interakcje między lekami? Wiesz jakie leki np
    przeciwbólowe bezpiecznie można podać cukrzykowi? Wie to lekarz, a
    nie nauczyciel.
    Krótko, nauczyciel nie jest lekarzem i nie może podawać leków!!!

    --
    Poprzyjcie rodzinną opiekę zastępczą zamiast domów dziecka!!!

    www.gazetawyborcza.pl/0,82020.html
  • scher 14.09.07, 09:25
    soemi napisała:

    > Wiesz jakie zachodzą interakcje między lekami? Wiesz jakie leki np
    > przeciwbólowe bezpiecznie można podać cukrzykowi? Wie to lekarz, a
    > nie nauczyciel.
    > Krótko, nauczyciel nie jest lekarzem i nie może podawać leków!!!

    A rodzic może bez konsultacji z lekarzem? Bo to ja kazałem podać
    dziecku syropek na ból zęba...

    --
    Ne puero gladium!
  • soemi 14.09.07, 13:11
    Kazać, kazać, kazać. Czy zatrudniasz nauczycielkę, że każesz jej coś
    zrobić?! Traktujesz ją przedmiotowo, jako narzędzie do opieki nad
    dzieckiem gdy ono jest w przedszkolu.
    Co najwyżej to możesz poprosić o podanie leku a nauczycielka ma
    prawo odmówić. Każdy ma swoje prawa. Ty masz prawo prosić, ona zaś
    ma prawo odmówić. Jeśli jesteś tolerancyjny to zaakceptujesz jej
    odmowę przyjmując do wiadomości jej argumenty.

    --
    Poprzyjcie rodzinną opiekę zastępczą zamiast domów dziecka!!!

    www.gazetawyborcza.pl/0,82020.html
  • scher 14.09.07, 13:15
    soemi napisała:

    > Kazać, kazać, kazać. Czy zatrudniasz nauczycielkę, że każesz jej
    > coś zrobić?!

    Źle się wyraziłem.

    > ma prawo odmówić. Jeśli jesteś tolerancyjny to zaakceptujesz jej
    > odmowę przyjmując do wiadomości jej argumenty.

    Gdy moje dziecko cierpi, a zachowanie nauczycielki jest nieludzkie,
    to nie jestem tolerancyjny.

    --
    Ne puero gladium!
  • pacsirta 14.09.07, 21:10
    Jeżeli twoje dziecko cierpi, to zostaw je w domu! Zostań z nim i
    postaraj się ulżyć mu w cierpieniu.
  • marzena604 14.09.07, 16:50
    Rodzic jak poda leki to jak się coś stanie to będzie miał pretensje do
    siebie,ale jeśli nauczyciel lub pani z przedszkola to zrobi,to kto za to
    beknie?Na pewno nie rodzic,a potem w telewizji usłyszysz: "Nieodpowiedzialna
    przedszkolanka doprowadziła do zapaści u dziecka podając mu leki."Nie znasz
    dziewczyno realiów-i jestem pewna,że nie masz w swojej pracy do czynienia z
    rodzicami.A ja mam i wiem jak to jest, jak rodzic za wszystko obwinia innych
    tylko nie siebie.
  • scher 15.09.07, 11:54
    marzena604 napisała:

    > siebie, ale jeśli nauczyciel lub pani z przedszkola to zrobi, to
    > kto za to beknie? Na pewno nie rodzic

    Dlaczego nie rodzic, jeżeli to on prosił o podanie leku?

    --
    Ne puero gladium!
  • marzena604 25.09.07, 14:35
    A dlatego,że nauczycielowi NIE WOLNO podawać leków,nawet jak rodzic
    prosi(chyba,że jest pisemne upoważnienie z dokładną instrukcja co do dawek i
    godzin i objawów w jakich należy podać lek oraz z zaznaczeniem,że nauczyciel nie
    ponosi odpowiedzialności za ewentualne działania niepożądane), bo nauczyciel nie
    na potrzebnego przeszkolenia medycznego (co innego,jakby w placówce była
    pielęgniarka lub lekarz-co się zdarza niezwykle rzadko).Pozdrawiam.Marzena
  • pacsirta 14.09.07, 21:04
    Czasem uodparnianie na niewiele się zdaje, jeżeli dziecko jest na
    przyklad alergikiem. Moje dziecko - wlaśnie alergik przyniosło w
    zeszłum roku przedszkolnym 11 katarów, zarażając za każdym razem
    młodszą siostrę (począwszy od drugiego miesiąca jej życia). Na
    szczęście podobno tym się przejawia ich odporność, że z kataru,
    ewentualnie kaszlu, nic więcej nie wynika. Teraz obie mają katar.
  • przeciwcialo 13.09.07, 09:44
    Podawanie lekarstw przez nauczycielke jest niezgodne z prawem. Tu
    robiłabym awanture.
  • abosa 13.09.07, 15:06
    Na zebraniu dyrekcja przedsawiła problem podawania leków w sposób
    następujący:
    - gdy zachodzi potrzeba jakiejkolwiek pomocy przy użyciu
    farmaceutyków - wzywane jest pogotowie, poza udzieleniem pierwszej
    pomocy nauczyciel nie może dziecku niczego aplikować; (kadra
    przechodzi kursy pp);
    - w szczególnych przypadkach, na podstawie pisemnej prośby rodziców,
    leki są podawane (na odpowiedzialność rodziców);

    W kwestii przyprowadzania dziecka chorego moje zdanie nie zmieniło
    się smile od zeszłego roku, kiedy moja córka debiutowała (w wieku 2 lat
    i 4 mies.) Uważam, że zdrowie i choroba mojego dziecka to moja
    sprawa, mój problem, moja odpowiedzialność. Jeśli dziecko choruje,
    nie posyłam do przedszkola dla jego własnego dobra - osłabione
    może "dołapać" coś więcej; I nie ma w tym troski o inne dzieci. Bo
    te inne dzieci to sprawa ich rodziców. Nie wtrącam się nikomu w
    wychowanie (a sposób dbania o zdrowie dziecka jest jego elementem) i
    nie pozwolę by mnie się ktoś wtrącał i decydował, kiedy mogę posłać
    dziecko do przedszkola;



    --
    Kiedy wieczór pogodny, obserwuję niebo.
    Nie mogę się nadziwić, ile tam punktów widzenia
    W.Szymborska
  • scher 13.09.07, 21:12
    abosa napisała:

    > - w szczególnych przypadkach, na podstawie pisemnej prośby
    > rodziców, leki są podawane (na odpowiedzialność rodziców);

    Więc są jeszcze mądre przedszkola? Boże, jaka ulga!

    --
    Ne puero gladium!
  • housewife1 13.09.07, 21:32
    gdybym była nauczycielka na pewno nie podałabym leku w sytuacji opisanej przez
    schera

    po1. zażądałabym pisemnego upoważnienia
    po2. sąsiadka mogłaby coś pokręcić, a byłoby na mnie
    po3. jesli rodzice nie mogliby przyjechać, bo np byliby daleko w innym mieście,
    to zażądałabym pisemnego upowaznienia od osoby, która jest upoważniona do
    odbierania i przyprowadzania dziecka
    po4. jeśli rodzic byłby w tym samym mieście, to przecież może napisać
    upoważnienie, zadzwonić po kuriera (usługa door to door) i za 20 zł upoważnienie
    dostarczy nawet w ciągu godziny
    po5 ewentualnie sąsiadka lub ktoś z rodziny może upoważnienie dostarczyć
    po6. rozumiem nauczycielki, jak jest dobrze to dziękuję, a jakby się cos stało,
    to rodzic może powiedzieć- nic takiego nie mówiłem, a nie wszystkie nauczycielki
    nagrywaja rozmowy telefoniczne wink

    --
    FORUM 2+2
  • housewife1 13.09.07, 21:45
    ja myslałam , że nie będe posyłac małej nawet z katarem, ale dziś widziałam
    dziecko właśnie z katarem, a na półce w przedszkolu (prywatne) stał nasivin,
    więc jeśli inni posyłaja, to ja nie będę się już tym przejmować i jeśli córka
    sie zarazi, to trudno, jak tylko będzie się dobrze czuła, z samym katarem może
    chodzić.
    --
    FORUM 2+2
  • dafre 13.09.07, 22:18
    No widzicie moja córa przyszła z przedszkola i już ma katar, niecałe dwa tyg.
    pochodziła, a z kataru będzie mieć zapalenie zatok, ucha i płacz w nocy.
  • minutka12 13.09.07, 22:16
    Jest to według mnie jedyna na prawdę madra wypowiedź w tym wątku.
    Nie przyprowadzam dziecka chorego do przedszkola, bo dbam o jego
    dobro,wiem , zre kiedy jest chore lepiej będzie mu w domu ze mną
    lub kims bliskim.Dodam, ze jestem matką pracującąsmile. Pozdrawiam.
  • minutka12 13.09.07, 22:18
    Chodziło mi o wypowiedź abosa oczywiściesmile
  • przedszkolanka_anka 13.09.07, 23:44

    > - w szczególnych przypadkach, na podstawie pisemnej prośby
    rodziców,
    > leki są podawane (na odpowiedzialność rodziców);

    Zmieni zdanie po pierwszym tragicznym wypadku w jej
    przedszkolu ,kiedy rodzic mimo podpisanego oswiadczenia zacznie sie
    wywijac od odpowiedzialnosci i obarczac odpowiedzialnascia dyrektor.
  • scher 14.09.07, 06:21
    przedszkolanka_anka napisała:

    > > - w szczególnych przypadkach, na podstawie pisemnej prośby
    > > rodziców, leki są podawane (na odpowiedzialność rodziców);
    > Zmieni zdanie po pierwszym tragicznym wypadku w jej
    > przedszkolu, kiedy rodzic mimo podpisanego oswiadczenia zacznie
    > sie wywijac od odpowiedzialnosci i obarczac odpowiedzialnascia
    > dyrektor.

    A wygra twoim zdaniem? Jaką widzisz winę przedszkolanki albo
    dyrektorki? Nie można ulegać tendencjom paranoizacji życia
    społecznego.

    --
    Ne puero gladium!
  • mallard 14.09.07, 09:27
    scher napisał:

    > A wygra twoim zdaniem? Jaką widzisz winę przedszkolanki albo
    > dyrektorki? Nie można ulegać tendencjom paranoizacji życia
    > społecznego.

    Wygrany proces i prawda po jej stronie - bezcenne!
    Za całą resztę zapłaci własnym zdrowiem i zszarpanymi nerwami... wink

    Pozdro! smile


    --
    Tak zwana złośliwość rzeczy martwych, to zwykle po prostu
    nieudolność istot żywych...

    fotoforum.gazeta.pl/3,0,597179,2,1.html
  • scher 14.09.07, 09:28
    mallard napisał:

    > Wygrany proces i prawda po jej stronie - bezcenne!
    > Za całą resztę zapłaci własnym zdrowiem i zszarpanymi nerwami... wink

    Dlatego lepiej podłożyć ręce pod dupę i patrzeć, jak dziecko cierpi.

    --
    Ne puero gladium!
  • mallard 14.09.07, 09:50
    upór godny lepszej sprawy, czy jakoś tak? wink
    --
    Tak zwana złośliwość rzeczy martwych, to zwykle po prostu
    nieudolność istot żywych...

    fotoforum.gazeta.pl/3,0,597179,2,1.html
  • scher 14.09.07, 09:53
    mallard napisał:

    > upór godny lepszej sprawy

    Możliwe, że godny lepszej wink

    --
    Ne puero gladium!
  • luxure 14.09.07, 07:48
    ......że matkom niepracującym w ogóle przyjmują dzieci do
    przedszkola. Ty posyłasz dziecko do przedszkola z myślą że bedzie
    się dobrze bawić?! Świetnie! Bo ja posyłam z myślą że nie mam dla
    niego opieki kiedy jestem w pracy. Taka między nami różnica. I
    jeszcze taka, że ja jako lekarz powiem Ci że katar to nie choroba.
    Śmieszne są dla mnie do bólu bezrobotne mamunie które na innych
    wymagają żeby dziecka z katarem do przedszkola nie zaprowadzać. Ty
    sobie możesz na to pozwolić - i tak siedzisz w domu. Ja nie.
    --
    ***Idziemy przez ten świat samotnie, ale jeśli mamy szczęście, to
    przez jedną chwilę należymy do kogoś i ta jedna chwila pozwala nam
    przetrwać całe wypełnione samotnością życie***
  • majarzeszow 14.09.07, 07:57
    popieram luxure.
    tez mnie wpieprzaja takie niepracujace mamuski, ktorym obojetne, czy
    dziecko pojdzie czy nie, bo najwyzej w domu zostanie. ja pracuje w
    duzej firmie (zreszta razem z mezem) i tu jest nie do pomyslenia,
    zeby na katarek dziecka brac wolne ! no chyba, ze urlop 1 dzien na
    zadanie. a tego mam juz bardzo malo.
    a na zebraniu takie mamuski zadaja, zeby obiad byl o 11.30, bo ich
    dzieci beda wybierane po 13.
    a poza tym ja synka posylam po to, zeby sie rozwijal, zeby nauczyl
    sie funkcjonowac w grupie rowiesniczej, a przy okazji dobrze
    pobawil.

    maja i
    --
    3,5 latek Adaś
    Maleńka Grudniowa IDALIA - czekamy !!!!
  • dafre 14.09.07, 20:11
    luxure napisała: Jak już pisałam nie jestem w komfortowej sytuacji,i nawet nie
    miałam wyboru, po prostu wywalili mnie z pracy bo co trochę brałam L4 na
    dziecko, a nie mamy żadnych babci itd.To nie pisz że jesteśmy "śmieszne"
    bezrobotne mamusie, bo za to Wy jesteście "idealne" posyłając chore dzieci i
    problem z głowy..
  • pacsirta 14.09.07, 21:15
    Tak samo możesz sobie "posiedzieć" w domu jak każda inna matka. A
    dlaczego matkom niepracującym mieliby nie przyjmować dzieci do
    przedszkola?! Ich mężowie również płacą podatki. Ja akurat posyłam
    dziecko do przedszkola niepublicznego. I nie jestem bezrobotna!
    Praca w domu bywa o wiele cięższa niż poza nim.
  • luxure 15.09.07, 10:34
    > Tak samo możesz sobie "posiedzieć" w domu jak każda inna matka
    Mogę, ale nie chcę. Bo albo chcę mieć emeryturę na starość i swoją kasę z
    której NIKOMU nie muszę sie tłumaczyć albo sie wysypiać do 9.Mój wybór i moja
    świadoma decyzja.

    A
    > dlaczego matkom niepracującym mieliby nie przyjmować dzieci do
    > przedszkola?! Ich mężowie również płacą podatki.

    Ano dlatego że (przykład pierwszy lepszy z brzegu i nieodosobniony) moim
    znajomym (obydwoje pracujący) dziecka do przedszkola publicznego nie przyjęli bo
    zabrakło miejsc. A dlaczego zabrakło? Sama sobie odpowiedz....

    I nie jestem bezrobotna!
    > Praca w domu bywa o wiele cięższa niż poza nim.

    Ależ oczywiście...tak to sobie tłumacz. Ja też sobie tłumaczę że gdybym mogła
    wybierać jeszcze raz NIGDY nie zostałabym lekarzem w Polsce. Każdy znajdzie
    pokrętne wytłumaczenie dla niego wygodne.
    --
    ***Idziemy przez ten świat samotnie, ale jeśli mamy szczęście, to przez jedną
    chwilę należymy do kogoś i ta jedna chwila pozwala nam przetrwać całe wypełnione
    samotnością życie***
  • mama303 15.09.07, 11:04
    Bzdury wypisujesz - nie ma takiego prawa i w ogóle to jakis absurd
    żeby przedszkole było tylko dla pracujących.
  • luxure 15.09.07, 20:11
    Sama bzdury wypisujesz! Czy ja gdziekolwiek napisałam że JEST takie prawo?!
    Czytaj ze zrozumieniem albo sie nie wypowiadaj.
    Owszem POWINNO być takie prawo i ZASADA że do publicznych przedszkoli nie będą
    przyjmowane dzieci bezrobotnych ze względów oczywistych. Na chwilę obecną można
    odwoływać sie co najwyżej do ich poczucia przyzwoitości, która niestety jest
    taka jak na załączonym obrazku...Mamusia zaprowadza dziecko do przedszkola, żeby
    się tam dobrze bawiło a ona tymczasem odpoczęła i sie kawki w spokoju napiła. I
    Broń Boże zaprowadzić dziecko z katarem bo kiedy odpocznie jak jej dziecko
    zachoruje i nie pójdzie do przedszkola.
    --
    ***Idziemy przez ten świat samotnie, ale jeśli mamy szczęście, to przez jedną
    chwilę należymy do kogoś i ta jedna chwila pozwala nam przetrwać całe wypełnione
    samotnością życie***
  • dafre 15.09.07, 20:35
    luxure:nie wiem jak kobieto już napisać do Ciebie, bo chyba nie kumasz, tak
    siedzę w domu ale to raczej z obowiązku niż z przyjemności. Teraz moje dziecko
    choruje od czwartku i patrze jak płacze w nocy bo się dusi. Od zeszłego roku
    choruje( z przerwami) na przewlekłe zapalenie zatok ale to chyba was nie
    interesuje. To co Ja mam zrobić patrzeć jak przez co najmniej 6 tyg. cierpi.A od
    kataru się to wszytko zaczęło.I nie pierdziel mi bo też ciężko pracuje w domu..
  • dafre 15.09.07, 22:24
    luxuretongue_outraca w domu bywa o wiele cięższa niż poza nim. Twoje słowa!!Tak więc nie
    obijam się w domu..
  • phoobia 15.09.07, 22:56
    LUXURE NAPISAŁA "Ależ oczywiście...tak to sobie tłumacz. Ja też
    sobie tłumaczę że gdybym mogła
    wybierać jeszcze raz NIGDY nie zostałabym lekarzem w Polsce"
    no i jeszcze Twój text dotyczący kasy.... cóż mam nadzieję że ani ja
    ani moje dziecko nigdy nie trafimy do takiego lekarza jak ty...
    myślałam że lekarzem pozostaje sie z chęci niesienia pomocy innym...
    spełnia się jakąś misję skoro nie jesteś zadowolona z pracy i robisz
    to tylko dla kasy żal mi ciebie...
  • luxure 16.09.07, 08:05
    > myślałam że lekarzem pozostaje sie z chęci niesienia pomocy innym...
    > spełnia się jakąś misję skoro nie jesteś zadowolona z pracy i robisz
    > to tylko dla kasy żal mi ciebie...

    Oczywiście większość ludzi pracuje dla kasy i tego nie ukrywa. Ciekawe skąd to
    społeczne przekonanie że lekarze powinni wykonywać swój zawód WYŁĄCZNIE z chęci
    niesienia pomocy innym? Pewnie dlatego tak jesteśmy wynagradzani...bo wszystkim
    sie wydaje, że bycie lekarzem samo w sobie to ogromna przyjemność więc po nam
    pensja na godziwym poziomie. Ale to temat na zupełnie inny wątek, który był
    wałkowany 1000 razy a tak sie nic nie zmieni.

    PS A jaki był mój tekst o kasie bo jakoś nie zarejestrowałam...
    --
    ***Idziemy przez ten świat samotnie, ale jeśli mamy szczęście, to przez jedną
    chwilę należymy do kogoś i ta jedna chwila pozwala nam przetrwać całe wypełnione
    samotnością życie***
  • mama303 17.09.07, 15:56
    luxure napisała:

    >Mamusia zaprowadza dziecko do przedszkola, żeb
    > y
    > się tam dobrze bawiło a ona tymczasem odpoczęła i sie kawki w
    spokoju napiła.

    Jak stac ja na taki luksus to czemu nie. ja bym tak chciała smile
  • soemi 14.09.07, 08:21
    Nauczycielom nie wolno podawać żadnych leków. Poza przpadkami, gdzie
    dziecko ma chorobę przewlekłą typu astma, alergia itp gdzie koniczne
    jest przyjmowanie leków stale, ale i tu potrzebne jest zaświadczenie
    od lekarza i zgoda rodzica na piśmie.
    U nas nauczycielki nie podają leków, prznajmniej tak się deklarują,
    za to twierdzą, iż nie mają prawa odmówić przyjęcia do przedszkola
    chorego dziecka. I to mnie wkurza najbardziej!!! Znacie jakiś
    przepis stawnowiący o tym?
    --
    Poprzyjcie rodzinną opiekę zastępczą zamiast domów dziecka!!!

    www.gazetawyborcza.pl/0,82020.html
  • scher 14.09.07, 09:43
    soemi napisała:

    > za to twierdzą, iż nie mają prawa odmówić przyjęcia do przedszkola
    > chorego dziecka. I to mnie wkurza najbardziej!!! Znacie jakiś
    > przepis stawnowiący o tym?

    Wystarczy napisać w statucie przedszkola, że chore dzieci nie będą
    przyjmowane. Wystarczy - to do bezradnych rzekomo przedszkolanek -
    ruszyć trochę mózgiem i mieć nieco ikry.

    --
    Ne puero gladium!
  • kropkacom 14.09.07, 10:10
    To różnica podawać lek własnemu maluchowi a zaaplikować go cudzemu. Ty znasz
    swoje dziecko i Ty jesteś za nie odpowiedzialny. Do kogo byś miał pretensje
    jeśli dziecko by źle zareagowało na lek? Nie pomyślał byś przypadkiem że to
    opiekunka coś pomyliła i za dużo podała? A nawet niewinny syropek na kaszel może
    być przyczyną wielu komplikacji. Nawet normalnie podany. Niedawno wycofano w
    Czechach popularny syrop bo powodował poważne zaburzenia pracy serca. Pomyśl.
  • scher 14.09.07, 10:24
    > To różnica podawać lek własnemu maluchowi a zaaplikować go
    > cudzemu.

    To JA kazałem dziecku podać syropek!

    --
    Ne puero gladium!
  • mama303 14.09.07, 10:32
    scher napisał:

    > > To różnica podawać lek własnemu maluchowi a zaaplikować go
    > > cudzemu.
    >
    > To JA kazałem dziecku podać syropek!

    Problem w tym, że Ty nie możesz kazać podac syropku, możesz najwyżej
    poprosić a nauczycielka ma prawo odmówić i zażadać natychmiastowego
    zabrania cierpiącego dziecka z przedszkola.
    >
  • scher 14.09.07, 10:34
    mama303 napisała:

    > > To JA kazałem dziecku podać syropek!
    > Problem w tym, że Ty nie możesz kazać podac syropku, możesz
    > najwyżej poprosić

    Masz rację, tak to się odbyło.

    > a nauczycielka ma prawo odmówić i zażadać natychmiastowego
    > zabrania cierpiącego dziecka z przedszkola.

    Wierz mi, gdyby była taka możliwość, tobym tak zrobił

    --
    Ne puero gladium!
  • mama303 14.09.07, 11:05
    scher napisał:

    >
    > Wierz mi, gdyby była taka możliwość, tobym tak zrobił

    Rozumiem Cię Scher ale to był juz Twój problem.
    zeby była jasnośc ja bym na miejscu nauczycielki podała syrop
    przeciwbólowy cierpiacemu dziecku ale tez rozumiem, że dla
    niektórych może to byc zbyt duża odpowiedzialność.
    >
  • scher 14.09.07, 11:09
    mama303 napisała:

    > Rozumiem Cię Scher ale to był juz Twój problem.

    Nie, to był problem dziecka. Nauczycielka wolała patrzeć na jego
    cierpienie, niż zachować się zgodnie ze zdrowym rozsądkiem. Z tym
    zjawiskiem się nigdy w oświacie nie pogodzę. Nauczyciel nie może być
    cielęciem.

    > niektórych może to byc zbyt duża odpowiedzialność.

    Żadna odpowiedzialność. Odpowiedzialność była moja.

    --
    Ne puero gladium!
  • mama303 14.09.07, 11:47
    scher napisał:

    >>
    > Nie, to był problem dziecka. Nauczycielka wolała patrzeć na jego
    > cierpienie, niż zachować się zgodnie ze zdrowym rozsądkiem. Z tym
    > zjawiskiem się nigdy w oświacie nie pogodzę.

    Problem Twojego dziecka czyli tez Twój. Możesz sie nie godzić a ona
    i tak ma prawo odmówić i już

    > Żadna odpowiedzialność. Odpowiedzialność była moja.

    Nie Twoja żadna, w razie czego /odpukać...../ mógłbyś zaprzeczyc że
    prosiłeś o podanie tego leku - i ona musi to brac pod uwagę.

  • scher 14.09.07, 12:06
    mama303 napisała:

    > Możesz sie nie godzić a ona i tak ma prawo odmówić i już

    Oczywiście, nie moge jej zmusić. Ale mogę to ocenić jako
    skandaliczne oraz bezduszne.

    > mógłbyś zaprzeczyc że prosiłeś o podanie tego leku - i ona musi to
    > brac pod uwagę.

    Więc niech się zabezpieczy. Może po rozmowie sporządzić notatkę
    służbową oraz niezwłocznie poinformować o tym inną osobę (najlepiej
    dyrektora), która w razie potrzeby, zeznając jako świadek pod
    odpowiedzialnością karną, potwierdzi podane fakty.

    --
    Ne puero gladium!
  • mama303 14.09.07, 12:19
    scher napisał:

    > Oczywiście, nie moge jej zmusić. Ale mogę to ocenić jako
    > skandaliczne oraz bezduszne.

    Oceniac oczywiscie możesz podobnie jak ona może ocenić jako
    bezduszność i lekkomyslność wysłanie dziecka z rozwierconym zębem na
    cały dzień do przedszkola i jeszcze oddalenie sie o 200 km .

    > Więc niech się zabezpieczy. Może po rozmowie sporządzić notatkę
    > służbową oraz niezwłocznie poinformować o tym inną osobę
    (najlepiej
    > dyrektora), która w razie potrzeby, zeznając jako świadek pod
    > odpowiedzialnością karną, potwierdzi podane fakty.

    Albo... może poprstu odmówić. Takie jej prawo i już.
    >
  • scher 14.09.07, 13:18
    mama303 napisała:

    > Oceniac oczywiscie możesz podobnie jak ona może ocenić jako
    > bezduszność i lekkomyslność wysłanie dziecka z rozwierconym zębem
    > na cały dzień do przedszkola i jeszcze oddalenie sie o 200 km.

    Ząb nie był rozwiercony, sprawa nie była poważna, a do pracy jechać
    trzeba.

    > Albo... może poprstu odmówić. Takie jej prawo i już.

    Moim zdaniem było to niewłaściwie wykonywanie obowiązków służbowych
    i powinno to zostać negatywnie ocenione w trybie nadzoru
    pedagogicznego. Tyle że ja się nie skarżyłem, bo pani ogólnie jest
    bardziej niż w porządku.

    --
    Ne puero gladium!
  • mama303 14.09.07, 13:51
    scher napisał:

    > Ząb nie był rozwiercony, sprawa nie była poważna, a do pracy
    jechać
    > trzeba.

    Cos musiało byc na rzeczy jesli jak sam wczesniej pisałeś, dentystka
    kazała dziecko obserwować...

    > Moim zdaniem było to niewłaściwie wykonywanie obowiązków
    służbowych
    > i powinno to zostać negatywnie ocenione w trybie nadzoru
    > pedagogicznego.

    Albo bardzo pozytywnie smile
  • scher 14.09.07, 17:42
    mama303 napisała:

    > Cos musiało byc na rzeczy jesli jak sam wczesniej pisałeś,
    > dentystka kazała dziecko obserwować...

    No i było. Ząbek rozbolał, a żyć normalnie trzeba. Gdyby
    przedszkolanka w sytuacji awaryjnej podała ten syropek, toby dziecko
    nie cierpiało.

    > > i powinno to zostać negatywnie ocenione w trybie nadzoru
    > > pedagogicznego.
    > Albo bardzo pozytywnie smile

    Jeszcze tego nie grali, żeby bezczynne patrzenie na cierpienie
    dziecka miało zostać uznane za prawidłowe sprawowanie nad nim pieczy.

    --
    Ne puero gladium!
  • mama303 15.09.07, 09:44
    scher napisał:

    > No i było. Ząbek rozbolał, a żyć normalnie trzeba. Gdyby
    > przedszkolanka w sytuacji awaryjnej podała ten syropek, toby
    dziecko
    > nie cierpiało.

    Gdyby.... gdyby a gdyby człowiek sie położył to by napewno sie nie
    przewrócił smile Gdybyś na wszelki wypadek zostawił dziecko w
    domu /jakieś ryzyko pojawienia sie bólu było/ to by nie było sprawy.
    Podjąłes taka decyzje a nie inną i powinienes brac pod uwage takie a
    nie inne konsekwencje.
    >
    > > > i powinno to zostać negatywnie ocenione w trybie nadzoru
    > > > pedagogicznego.
    > > Albo bardzo pozytywnie smile
    >
    > Jeszcze tego nie grali, żeby bezczynne patrzenie na cierpienie
    > dziecka miało zostać uznane za prawidłowe sprawowanie nad nim
    pieczy.

    Dla Ciebie to było bezczynne patrzenie na cierpienie dziecka a dla
    niej może zsatosowanie sie do odgórnego polecenia.
    >
  • scher 15.09.07, 10:09
    mama303 napisała:

    > Dla Ciebie to było bezczynne patrzenie na cierpienie dziecka a dla
    > niej może zsatosowanie sie do odgórnego polecenia.

    I to jest właśnie ten absurd. Tam, gdzie odgórne polecenia są
    ważniejsze niż dobro dziecka - kim jest nauczyciel?

    --
    Ne puero gladium!
  • mama303 15.09.07, 11:01
    scher napisał:

    > I to jest właśnie ten absurd. Tam, gdzie odgórne polecenia są
    > ważniejsze niż dobro dziecka - kim jest nauczyciel?

    Jest wiele absurdalnych decyzji do których przełożony ma obowiązek
    sie zastosować chociaz sie z nimi nie zgadza. Taki lajf.
    Ale decyzje o tym aby nie podawac dzieciom żadnych lekarstw nie
    uważam akurat za absurdalną, chociaz powinny byc od niej pewne
    wyjątki i tu by sie kwalifikował Twój przykład - ale to moje
    osobiste zdanie.
  • scher 15.09.07, 11:06
    mama303 napisała:

    > chociaz powinny byc od niej pewne wyjątki i tu by sie kwalifikował
    > Twój przykład - ale to moje osobiste zdanie.

    No to się zgadzamy smile

    --
    Ne puero gladium!
  • kropkacom 14.09.07, 10:36
    > To JA kazałem dziecku podać syropek!

    Za przeproszeniem, ale kazać to Ty możesz swojej żonie ale nie przedszkolance.
    To nadal Ty jesteś odpowiedzialny za swoje dziecko i nie możesz tej
    odpowiedzialności na nią zrzucać.
  • mallard 14.09.07, 10:14
    scher napisał:

    > Wystarczy - to do bezradnych rzekomo przedszkolanek -
    > ruszyć trochę mózgiem i mieć nieco ikry.

    Teoretyzujesz kolego!
    Widać gołym okiem, że masz niewielkie pojęcie o obecnych realiach
    tego zawodu.


    --
    Tak zwana złośliwość rzeczy martwych, to zwykle po prostu
    nieudolność istot żywych...

    fotoforum.gazeta.pl/3,0,597179,2,1.html
  • scher 14.09.07, 10:22
    mallard napisał:

    > Widać gołym okiem, że masz niewielkie pojęcie o obecnych realiach
    > tego zawodu.

    Mam pojęcie o realiach. Realia zmieniają ludzie z ikrą. Lawina bieg
    od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach.

    --
    Ne puero gladium!
  • mama303 14.09.07, 10:33
    scher napisał:

    > Wystarczy napisać w statucie przedszkola, że chore dzieci nie będą
    > przyjmowane. Wystarczy - to do bezradnych rzekomo przedszkolanek -
    > ruszyć trochę mózgiem i mieć nieco ikry.

    To jeszcze należałoby umieścic tam definicje Chorego dziecka.

  • scher 14.09.07, 10:37
    mama303 napisała:

    > To jeszcze należałoby umieścic tam definicje chorego dziecka.

    Po co? Nauczyciel ma prawo dokonywać własnych ocen sytuacji i stanu
    dziecka. Bardziej dyplomatycznie zresztą można to ująć. Nie "chore",
    lecz "o stanie zdrowia stwarzającym w ocenie nauczyciela zagrożenie
    dla innych dzieci".

    --
    Ne puero gladium!
  • mama303 14.09.07, 11:02
    scher napisał:

    > > To jeszcze należałoby umieścic tam definicje chorego dziecka.
    >
    > Po co? Nauczyciel ma prawo dokonywać własnych ocen sytuacji i
    stanu
    > dziecka. Bardziej dyplomatycznie zresztą można to ująć.
    Nie "chore",
    > lecz "o stanie zdrowia stwarzającym w ocenie nauczyciela
    zagrożenie
    > dla innych dzieci".

    Pięknie napisane, tylko nic nie znaczy. Przeciez w opinii jednej
    nauczycielki katarek jest zagrożeniem dla innych dzieci a dla innej -
    nie, poza tym czy nauczycielka ma prawo i obowiązek to w ogóle
    oceniać????
  • scher 14.09.07, 11:06
    mama303 napisała:

    > Pięknie napisane, tylko nic nie znaczy. Przeciez w opinii jednej
    > nauczycielki katarek jest zagrożeniem dla innych dzieci a dla
    > innej - nie

    Trudno, trzeba się dostosować do oceny nauczycielki. W sprawach
    spornych ostateczną decyzję podejmuje dyrektor placówki - jeśli jest
    na miejscu.

    > poza tym czy nauczycielka ma prawo i obowiązek to w ogóle oceniać?

    W takiej sytuacji tak.

    --
    Ne puero gladium!
  • mama303 14.09.07, 11:44
    scher napisał:

    > Trudno, trzeba się dostosować do oceny nauczycielki. W sprawach
    > spornych ostateczną decyzję podejmuje dyrektor placówki - jeśli
    jest
    > na miejscu.

    Nie trzeba, bo nauczycielka ani dyrektor przedszkola to nie lekarz

    > > poza tym czy nauczycielka ma prawo i obowiązek to w ogóle
    oceniać?
    >
    > W takiej sytuacji tak.

    W jakiej - tak? Jakim to prawem nauczycielka ma prawo oceniac czy np
    katar mojego dziecka /alergiczny/ zagraża innym dzieciom??
  • scher 14.09.07, 12:11
    mama303 napisała:

    > W jakiej - tak? Jakim to prawem nauczycielka ma prawo oceniac czy
    > np katar mojego dziecka /alergiczny/ zagraża innym dzieciom??

    Na mocy zapisu w statucie. Jej ocena też podlega przecież jakimś
    kryteriom, jakiemuś nadzorowi dyrektora placówki, nie może być
    całkowicie dowolna. Jak potrafisz wykazać, że katar jest alergiczny,
    to w porządku.
    No - chyba że nauczycielka jest z tych, co to boją się podać syropek
    przeciwbólowy na prośbę rodzica wink

    --
    Ne puero gladium!
  • mama303 14.09.07, 12:16
    scher napisał:


    >
    > Na mocy zapisu w statucie.

    Ale moim zdaniem zapis jest pusty gdyż nikt kto nie jest lekarzem
    nie ma prawa oceniac czy stan zdrowia mojego dziecka zagraza innym
    dzieciom.
    Dlatego nauczycielki sie w to nie bawią i maja rację
  • scher 14.09.07, 13:13
    mama303 napisała:

    > Ale moim zdaniem zapis jest pusty gdyż nikt kto nie jest lekarzem
    > nie ma prawa oceniac czy stan zdrowia mojego dziecka zagraza innym
    > dzieciom.

    Ty błędnie zakładasz, że to nauczycielka musi tobie udowodnić, że
    stan zdrowia dziecka zagraża innym. A to nie jest tak. Przy takim
    zapisie statutowym nauczycielka podejmuje decyzję i ewentualnie nie
    przyjmuje dziecka rano do przedszkola. A wtedy to ty ją musisz
    przekonać (np. zaświadczeniem lekarskiem albo logicznymi
    wyjaśnieniami), że stan dziecka jednak nie zagraża innym.

    --
    Ne puero gladium!
  • mama303 14.09.07, 13:46
    scher napisał:

    > Ty błędnie zakładasz, że to nauczycielka musi tobie udowodnić, że
    > stan zdrowia dziecka zagraża innym. A to nie jest tak. Przy takim
    > zapisie statutowym nauczycielka podejmuje decyzję i ewentualnie
    nie
    > przyjmuje dziecka rano do przedszkola. A wtedy to ty ją musisz
    > przekonać

    Ale po co ma brac na siebie odpowiedzialnośc za ew. błednie podjeta
    decyzję i narażenie mnie na latanie po zaswiadczenia lekarskie a co
    za tym idzie np. na nieobecnośc w pracy itd?
  • scher 14.09.07, 17:34
    mama303 napisała:

    > Ale po co ma brac na siebie odpowiedzialnośc

    Jaką odpowiedzialność? Wyraża opinię, do której ma prawo. Gdzie tu
    miejsce na odpowiedzialność?

    > narażenie mnie na latanie po zaswiadczenia lekarskie

    W imię dobra wyższego, jakim jest zdrowie przedszkolaków.
    Nie ma co ciągnąć dyskusji: gdyby był odpowiedni zapis w statucie,
    musiałabyś się jako matka dostosować.

    --
    Ne puero gladium!
  • mama303 15.09.07, 09:40
    scher napisał:

    > mama303 napisała:
    >
    > > Ale po co ma brac na siebie odpowiedzialnośc
    >
    > Jaką odpowiedzialność? Wyraża opinię, do której ma prawo. Gdzie tu
    > miejsce na odpowiedzialność?

    Dużą odpowiedzialność i zamieszanie, nie rozumiesz że to jej
    zupełnie niepotrzebne lepiej nie wnikać czy dziecko chore czy nie
    chore. Za to nic nie grozi - bo nie musi sie znać na medycynie. Za
    odmowe przyjęcia chorego /jej zdaniem/ dziecka może mieć
    nieprzyjemności jeśli podjęła błędna decyzję.
    I nic tu status nie zmieni - pusty zapis i już.
  • scher 15.09.07, 10:07
    mama303 napisała:

    > odmowe przyjęcia chorego /jej zdaniem/ dziecka może mieć
    > nieprzyjemności jeśli podjęła błędna decyzję.

    Wybacz, ale dużo głębiej niż Ty siedzę w prawie oświatowym.

    --
    Ne puero gladium!
  • mama303 15.09.07, 10:58
    scher napisał:

    > Wybacz, ale dużo głębiej niż Ty siedzę w prawie oświatowym.

    Nie watpię chociaz tu akurat nie ma znaczenia prawo oświatowe czy
    nie oświatowe - za błędne decyzje można i powinno sie odpowiadać.

  • scher 15.09.07, 11:10
    Sądzę, że gdy przyniesiesz zaświadczenie lekarskie, że dziecko mimo
    pewnych objawów choroby nadaje się do przedszkola, to nauczycielka
    tego nie podważy. A bez zaświadczenia lekarskiego - przy
    proponowanym zapisie w statucie przedszkola - miałaby prawo ocenić
    stan dziecka, kierując się li tylko własnym oglądem i doświadczeniem.

    Wtedy nie byłyby potrzebne takie wątki jak ten, bo chorych dzieci
    nie byłoby w przedszkolach.

    --
    Ne puero gladium!
  • mama303 15.09.07, 11:17
    scher napisał:

    A bez zaświadczenia lekarskiego - przy
    > proponowanym zapisie w statucie przedszkola - miałaby prawo ocenić
    > stan dziecka, kierując się li tylko własnym oglądem i
    doświadczeniem.


    I tu sie nie zgadzam bo uważam że nauczycielka nie ma żadnych
    kwalifikacji i co za tym idzie - prawa, oceniac stanu zdrowia
    dziecka no chyba że sie wylegitymuje dyplomem lekarza. smile
    żaden zapis tu niczego nie zmieni.
  • scher 15.09.07, 11:39
    mama303 napisała:

    > I tu sie nie zgadzam bo uważam że nauczycielka nie ma żadnych
    > kwalifikacji i co za tym idzie - prawa, oceniac stanu zdrowia
    > dziecka no chyba że sie wylegitymuje dyplomem lekarza. smile

    Załóżmy, że w regulaminie szpitala dziecięcego jest zapis:
    "Na terenie szpitala dziecko ma obowiązek zachowywać się w sposób
    świadczący o jego wysokiej kulturze osobistej, kierując się
    powszechnie przyjętymi zasadami etyki."

    Czy pielęgniarka ma prawo to oceniać i zwracać dzieciom uwagę w
    razie potrzeby? Czy też musi wylegitymować się najpierw dyplomem
    etyka, kulturoznawcy, pedagoga albo psychologa?

    To nie jest tak, jak myślisz. Do podejmowania zwyczajnych decyzji
    związanych z bieżącym funkcjonowaniem zakładu (szpital, przedszkole
    są zakładami administracyjnymi), z bieżącym interpretowaniem
    regulaminu zakładu na użytek danej sytuacji pracownik nie musi mieć
    żadnych specjalistycznych kwalifikacji.

    --
    Ne puero gladium!
  • mama303 15.09.07, 12:59
    scher napisał:

    > Załóżmy, że w regulaminie szpitala dziecięcego jest zapis:
    > "Na terenie szpitala dziecko ma obowiązek zachowywać się w sposób
    > świadczący o jego wysokiej kulturze osobistej, kierując się
    > powszechnie przyjętymi zasadami etyki."

    Ha ha niezły przykład własnie pustego nic nie znaczacego zapisu - bo
    co to własciwie znaczy, kazdy może to ocenic inaczej i kazdy
    oceniony może to podważyć. Czyli ble, ble ble podobnie jak w tym
    zapisie o ocenie stanu zdrowia przez nauczycielkę.
    >
    > Czy pielęgniarka ma prawo to oceniać i zwracać dzieciom uwagę w
    > razie potrzeby? Czy też musi wylegitymować się najpierw dyplomem
    > etyka, kulturoznawcy, pedagoga albo psychologa?

    No oceniac może ale wyciagac daleko posuniete konsekwencje typu
    wyrzucenie dziecka, które w jej opinii zachowuje sie źle może sie
    dla niej źle skończyć gdyż swą subiektywna i być może niczym nie
    popartą oceną naraziła kogoś na nieprzyjemności, poważne
    konsekwencje. Podobnie może byc z wyrzuceniem "chorego" dziecka z
    przedszkola.

    > To nie jest tak, jak myślisz. Do podejmowania zwyczajnych decyzji
    > związanych z bieżącym funkcjonowaniem zakładu (szpital,
    przedszkole
    > są zakładami administracyjnymi), z bieżącym interpretowaniem
    > regulaminu zakładu na użytek danej sytuacji pracownik nie musi
    mieć
    > żadnych specjalistycznych kwalifikacji.

    Pozostane przy swoim zdaniu że ocena stanu zdrowia dziecka wykracza
    daleko poza interpretację regulaminu i łatwo by ja było w sądzie
    podważyć.


  • scher 15.09.07, 15:26
    mama303 napisała:

    > co to własciwie znaczy, kazdy może to ocenic inaczej i kazdy
    > oceniony może to podważyć.

    W jaki sposób podważyć? Dziecko nie zachowuje się - w ocenie
    pielęgniarki - tak jak trzeba, pielęgniarka reaguje. Można się nie
    zgadzać z opinią pielęgniarki, ale podporządkować się jej poleceniom
    trzeba.

    > No oceniac może ale wyciagac daleko posuniete konsekwencje

    A blisko posunięte konsekwencje wyciągać może?

    > Pozostane przy swoim zdaniu że ocena stanu zdrowia dziecka
    > wykracza daleko poza interpretację regulaminu

    A ja pozostanę przy swoim. Zapis jest prawnie w porządku.

    > i łatwo by ja było w sądzie podważyć.

    W jakim znów sądzie?

    --
    Ne puero gladium!
  • mama303 17.09.07, 15:53
    scher napisał:

    > W jaki sposób podważyć? Dziecko nie zachowuje się - w ocenie
    > pielęgniarki - tak jak trzeba, pielęgniarka reaguje. Można się nie
    > zgadzać z opinią pielęgniarki, ale podporządkować się jej
    poleceniom
    > trzeba.

    Jak to trzeba sie podporzadkować? jakim poleceniom?
    Poleceniom, z którymi sie nie zgadzam sie nie podporzadkuję

    > A blisko posunięte konsekwencje wyciągać może?

    kazde może tylko musi brac pod uwagę reakcje

    > A ja pozostanę przy swoim. Zapis jest prawnie w porządku.

    Jest wiele zapisów prawnie w porządku tylko że "pustych".

    > W jakim znów sądzie?

    Jak to w jakim?
  • soemi 14.09.07, 13:26
    Dajesz nauczycielce prawo decydowania o stanie zdrowia Twojego
    dziecka. Jeśli dziecko zostanie uderzone w głowę lub przewróci się
    idąc i uderzy w głowę a nuaczycielka uzna, że nic się nie stało.
    Potem ono straci przytomność itd właśnie na skutek uderzenia to też
    dajesz nauczycielowi prawo decydowania w takim przypadku.
    Bo ja nie. Sama chcę decydować o sprawach związanych z moim
    dzieckiem, nawet jeśli jest to ból brzucha. Nie zgadzam się na
    podawanie bez mojej wiedzy żadnych leków! Wiem jednak, że rodzicom,
    tak jak Tobie wygodniej jest "zapomnieć" o problemie i zrzucić winę
    na nauczyciela, który nie chce podać leku "na oko".
    --
    Poprzyjcie rodzinną opiekę zastępczą zamiast domów dziecka!!!

    www.gazetawyborcza.pl/0,82020.html
  • scher 14.09.07, 17:48
    soemi napisała:

    > tak jak Tobie wygodniej jest "zapomnieć" o problemie i zrzucić
    > winę na nauczyciela, który nie chce podać leku "na oko".

    Sytuacja była wyjątkowa, dziecko cierpiało i nauczycielka na moją
    prośbę powinna była lek podać. Zaniechanie było bezduszne.

    --
    Ne puero gladium!
  • marzena604 14.09.07, 16:57
    nie wszystko można wpisywać taj jak się chce.We wpisy muszą być zgodne z
    konstytucja,prawem,rozporządzeniami i jeszcze milionem innych papierów.To nie
    tak hop-siup jak się chce.
  • scher 14.09.07, 17:36
    marzena604 napisała:

    > nie wszystko można wpisywać taj jak się chce.We wpisy muszą być
    > zgodne z konstytucja,prawem,rozporządzeniami

    Wykażesz niezgodność proponowanego przeze mnie zapisu z aktami prawa
    wyższego rzędu?

    --
    Ne puero gladium!
  • marzena604 14.09.07, 22:48
    Z innej beczki:masz dziecko/dzieci?
  • scher 15.09.07, 09:12
    Tak myślałem: nie wykażesz.

    --
    Ne puero gladium!
  • marzena604 15.09.07, 11:11
    Nie znam się na przepisach przedszkolnych,chodziło mi o to że to nie tak łatwo
    zrobić.Pracuję w szkole i kiedyś chcieliśmy wprowadzić kary pieniężne dla
    uczniów nie chodzących do szkoły bez usprawiedliwienia-kuratorium sie nie
    zgodziło(czyli jak widzisz nie jest to takie łatwe zmienić statut).
    A ja też tak myślałam,że dzieci nie masz.Weź sobie może inne hobby znajdź.Tu
    ludzie zaglądają bo szukają porady,wsparcia,a nie ludzi którzy chcą
    dowartościować swoje zakompleksione ego,bo innego miejsca nie maja aby to
    zrobić,no i jeszcze to można to anonimowo zrobić.Poszukaj,może jest gdzieś forum
    dla ciebie i tobie podobnym. Nie pozdrawiam.
  • scher 15.09.07, 11:44
    marzena604 napisała:

    > Pracuję w szkole i kiedyś chcieliśmy wprowadzić kary pieniężne dla
    > uczniów nie chodzących do szkoły bez usprawiedliwienia-kuratorium
    > sie nie zgodziło

    I słusznie, ale to sytuacje prawnie nieporównywalne. Szkoła nie może
    samodzielnie wprowadzić kar pieniężnych, może natomiast samodzielnie
    ustalić wewnętrzne kary dla uczniów wagarujących.

    > A ja też tak myślałam,że dzieci nie masz.

    Ależ mam, nie wiem, skąd ten wniosek. W ogóle zaczęłaś posta
    pięknie, merytorycznie, aż chciało się dyskutować. Jednak druga
    część to porażka. Zwykłe chamstwo.

    --
    Ne puero gladium!
  • marzena604 15.09.07, 12:07
    Co? Zdenerwowałeś się? Nie jestem chamska, tylko nie lubię jak ktoś próbuje mieć
    zawsze rację,nawet jak nie ma o pewnych rzeczach pojęcia (dlatego pisałam o
    twoich komplekasach-tak się zachowuje osoba, która potrzebuje podnieść własna
    samoocenę).Pewnie nigdy nie pracowałeś w szkolnictwie i nie masz pojęcia jak
    wygląda starcie z rodzicami,z których KAŻDY chce aby jego dziecko było
    traktowane wyjątkowo i unikalnie i jednocześnie za wszystko złe obwiniają
    nauczyciela,wychowawce,tylko nie siebie (oczywiście są wyjątki-ale rzadko).Więc
    proszę Cię zmień sobie forum-na pewno są też strony na których znajdziesz sobie
    jakaś pożywkę. Tutaj nikt nie potrzebuje twoich mądrości-to nie ten adres.
  • scher 15.09.07, 12:26
    marzena604 napisała:

    > Co? Zdenerwowałeś się?

    Nie denerwuje mnie chamstwo, ja nim pogardzam.

    > Pewnie nigdy nie pracowałeś w szkolnictwie i nie masz pojęcia jak
    > wygląda starcie z rodzicami

    Akurat mam większe pojęcie, niż przypuszczasz. Ani agresja
    nauczyciela, ani strach przed rodzicami to nie są dobre pomysły na
    budowanie opartych na zaufaniu relacji. Dlatego jako nauczycielka
    powinnaś wiedzieć, jak wygląda prawo, aby z jednej strony znać swoje
    uprawnienia i nie bać się rodziców, a z drugiej strony aby nie
    patrzeć bezczynnie na cierpienie dziecka w imię rzekomo
    obowiązujących przepisów, bo w ten sposób szacunek rodziców
    roztrwonisz w jednej sekundzie.

    --
    Ne puero gladium!
  • marzena604 15.09.07, 17:57
    Nie jestem ani agresywna,ani nie boję się rodziców.A prawo dotyczące szkolnictwa
    też znam.Tylko niestety rodzice go nie znają i myślą,że nauczyciel to wróg,bo
    postawi jedynkę,bo skarci,bo chce czegoś więcej od ucznia zdolnego ale
    leniwego,bo nie chce usprawiedliwić dziecka będącego na wagarach mimo,że rodzic
    tego chce.I przeważnie rodzice i dzieci pamiętają tylko o swoich prawach,a
    obowiązki...no cóż to kolejny jakiś kretyński wymysł szkoły.A Twoje pojęcie jest
    raczej teoretyczne,albo wyidealizowane.
  • scher 15.09.07, 18:18
    marzena604 napisała:

    > rodzice go nie znają i myślą,że nauczyciel to wróg,bo postawi
    > jedynkę, bo skarci, bo chce czegoś więcej od ucznia zdolnego ale
    > leniwego,bo nie chce usprawiedliwić dziecka będącego na wagarach
    > mimo,że rodzic tego chce. I przeważnie rodzice i dzieci pamiętają
    > tylko o swoich prawach

    Nie jestem takim rodzicem, ani moje dzieci takie nie są, wręcz
    przeciwnie.

    --
    Ne puero gladium!
  • marzena604 16.09.07, 11:38
    No to nauczyciele Twoich dzieci mają szczęście.I jesteś w niewielkim procencie
    takich rodziców.Ja w wczoraj się dowiedziałam (okrężną drogą),że nic nie robię
    na lekcjach tylko smsuje i rozmawiam przez telefon (zdarzyło mi sie kilka razy
    odebrać telefon,bo np.dziecko było chore i czekałam na telefon od męża z
    informacją co lekarz powiedział-zawsze za to przepraszałam uczniów,bo tak jak
    oni mają zakaz używanie komórek,tak i ja powinnam się d niego stosować;ale przez
    to,że wiem że czasami muszę odebrać,to nie jestem bardzo restrykcyjna egzekwując
    zasadę nie używanie komórek w szkole,np.wolę upomnieć,a nie zabrać telefon).A
    stało się tak,bo zabrałam uczniowi telefon.Kilka razy go upomniałam-nie
    poskutkowało.I tu widać,że raczej swoich obowiązków nie zna.Woli nakłamać na
    nauczyciela,niż przyznać się przed wychowawcą,że źle zrobił.I takich uczniów mam
    na myśli.
  • dorotaifilip 14.09.07, 09:46
    Witajcie!
    Mnie złości, gdy dzieci są przyprowadzane do przedszkola "tylko z
    katarem". Właśnie siedzę z osobistym dzieciakiem w domu "tylko z
    katarem" (zielonym + gorączka). Matce dziecka, która rozkosznie w
    poniedzałek szczebiotała do nauczycielki, że leki podała i prosi o
    wycieranie nosa i jeśli dziecko będzie gorączkowało, to prosi o
    telefon - nic nie powiedziałam. Niby nic mi do tego, jej osobista
    sprawa, wybór, decyzja.
    Jednak KONSEKWENCJE takiej decyzji ponosi nie tylko ona, ale w tym
    wypadku również ja.
    Jej zachowanie zatem stawiam na równi z zachowaniami typu: palenia w
    windzie, stawianie samochodu na miejscu dla inwalidów, zajmowanie w
    autobusie miejsca dla uprzywilejowanych, jak równiez nie mycie się i
    śmierdzenie po prostu oraz (większa sprawa) prowadzenie pod wpływem
    alkoholu.
    Takie życie. Choć korci mnie marzenie, że wystarczyłoby postępować
    według zasady "nie rób drugiemu, co tobie niemiłe".
    Ja rozmumiem oburzenie rozpoczynającej wątek autorki.
    Pozdrawiam - Dorota
  • yoanka 14.09.07, 20:09
    Dorota, to nie jest jej osobista sprawa. W ustawie o systemie oświaty
    jst wyraźnie napisane, że "System oświaty zapewnia w szczególności:
    utrzymywanie bezpiecznych i higienicznych warunków nauki, wychowania i
    opieki w szkołach i placówkach." Pzyjmowanie do przedszkola dzieci
    zakatarzonych czy kaszlących, a tym samym narażanie innych na
    bezpośredni kontakt z chorymi jest sprzeczne z przepisami.
  • binkaa 14.09.07, 09:59
    dziwne ża panie daja lekarstwa
    o ile wiem nie maja takiego prawa
    nawet jak dziecko zachoruje w przedszkolu, np dostanie gorączki nie
    powinny nic podawać a zadzwonić po rodzica lub wezwac pogotowie
    które cos poda
  • iskra14 14.09.07, 10:09
    że scher to typ człowieka, który dyskutuje dla zasady, tylko po to, żeby kogoś
    przegadać, że to jego musi być na wierzchu. No cóż, nie chciałabym, żeby taki
    człowiek był nauczycielem mojego dziecka. Wkurzają mnie ludzie, którzy nie mają
    pojęcia o danym zawodzie, a chcą udawać mądrzejszych od innych. Współczuję
    paniom w przedszkolu, które muszą mieć z takimi ludźmi do czynienia. Moje
    dziecko właśnie rozpoczęło naukę w szkole, 4 lata spędziło w przedszkolu, praca
    z przedszkolakami jest naprawdę niełatwa.I nie znam sprawy, w której nauczyciel
    by wygrał.
  • scher 14.09.07, 10:23
    Chyba przepraszałem cię niepotrzebnie.

    --
    Ne puero gladium!
  • m.mix 14.09.07, 13:00
    przeczytałam cały wątek i to jest straszne. Tylko jedno z tego
    wynika - to nie dzieci są problemem, a rodzice i to zwłaszcza ci,
    którzy wszystko wiedzą najlepiej i nie potrafią dyskutować. Forum
    służy do wymiany wiadomości, informacji i dyskusji, a nie do walki o
    to kto ma rację. Moje dziecko czwarty rok chodzi do przedszkola.
    Pierwsze było przedszkole prywatne, a kolejne lata już państwowe, do
    którego nie mam zastrzeżeń (no może pojawiały się pojedyńcze sprawy,
    które mi się nie podobały). Od pocztku było ustalone, że panie nie
    podają dzieciom leku, zdarzyła się też sytuacja, że dostaliśmy
    telefon w ciągu dnia, że dziecko należy zabrać z przedszkola bo się
    źle czuje i tak też zrobiliśmy. Zawsze najważniejsze jest dobro
    dziecka, a nasze widzi mi się (każdego z osobna) wprowadziłoby
    straszny haos w przedszkolu - są zasady, których należy przestrzegać
    i tyle, a jeżeli komuś nie odpowiada zawsze można zmienić
    przedszkole. Scher twoja "dyskusja" to tylko próba udowodnienia
    wszystkim, że na wszystkim najlepiej się znasz, a to nieprawda i
    myślę, że doświadczone panie przedszkolanki mają często więcej racji.
  • scher 14.09.07, 13:08
    m.mix napisała:

    > Zawsze najważniejsze jest dobro dziecka

    Ano właśnie. Dlatego nie pojmuję, jak pani mogła godzić się na jego
    cierpienie i nie podała syropku przyniesionego przez moją sąsiadkę.

    --
    Ne puero gladium!
  • m.mix 14.09.07, 13:16
    mogę to powtórzyć jeżeli trzeba

    Scher twoja "dyskusja" to tylko próba udowodnienia
    wszystkim, że na wszystkim najlepiej się znasz, a to nieprawda i
    myślę, że doświadczone panie przedszkolanki mają często więcej racji.
  • scher 14.09.07, 13:19
    m.mix napisała:

    > mogę to powtórzyć jeżeli trzeba

    Zawsze każdy może wszystko bezmyślnie powtarzać, nie przyjmując
    argumentów. To wolny kraj.

    --
    Ne puero gladium!
  • soemi 14.09.07, 13:38
    Widzisz teraz kiedy właściwie ludzi można skarżyć przed sądem za
    wszystko; złe spojrzenie, dotyk za ramię, mobbing itd ludzie boją
    się robić cokolwiek kiedy nie mają na to pisemnej dupochronki. A
    tymbardziej podawać leki obcym małym dzieciom!
    A ustna prośba nie chroni nauczyciela w przypadku jakiś zdarzeń,
    nawet sporządzenie notatki służbowej nie jest ochroną w takiej
    sytuacji.
    Na każdym leku wypisana jest lista działań niepożądanych. I nie mam
    pewności, czy w przypadku jakby po podaniu paracetamolu u dziecka
    wystąpił np wstrząs anafilaktyczny, podszedłbyś łagodnie do sprawy
    tłumacząc sobie, że to trafiło akurat na Twoje dziecko. Bo
    prokurator zapewne wszczął by śledztwo. A co z dalszą pracą
    nauczyciela, z jego rodziną dziećmi. I wszystko tylko dlatego, że
    nauczycielka chciała znieść dziecku ból powszechnie stosowanym
    lekiem.
    Za duża odpwiedzialność.
    --
    Poprzyjcie rodzinną opiekę zastępczą zamiast domów dziecka!!!

    www.gazetawyborcza.pl/0,82020.html
  • scher 14.09.07, 17:55
    soemi napisała:

    > Widzisz teraz kiedy właściwie ludzi można skarżyć przed sądem za
    > wszystko

    Skarżyć można, ale żeby robic to skutecznie, trzeba mieć dowody.

    > A ustna prośba nie chroni nauczyciela w przypadku jakiś zdarzeń,
    > nawet sporządzenie notatki służbowej nie jest ochroną w takiej
    > sytuacji.

    Nie wypowiadaj się kategorycznie o kwestiach, na których się nie
    znasz. Dowody uznawane przez sąd nie muszą być na piśmie. Nie
    dyskutujesz z laikiem, naprawdę.

    > wystąpił np wstrząs anafilaktyczny, podszedłbyś łagodnie do sprawy
    > tłumacząc sobie, że to trafiło akurat na Twoje dziecko. Bo
    > prokurator zapewne wszcząłby śledztwo.

    Wszcząć by pewnie wszczął, ale po wyjaśnieniach nauczycielki
    musiałby umorzyć wobec braku znamion czynu zabronionego.

    --
    Ne puero gladium!
  • m.mix 14.09.07, 13:38
    bo szkoda słów na tak bezsensowną polemikę
  • luxure 14.09.07, 13:45
    Wiesz co scher?!! Współczuję z całego serca opiekunce Twojego
    dziecka, i każdemu kto ma z Tobą bliższy kontakt. Osobiście
    NIENAWIDZĘ takich nadętych, roszczeniowych bufonów jak Ty i omijam
    jak śmierdzące g.wno ...Możesz sie obrazić możesz to olać mam to
    gdzies, po prostu tym razem wreszcie musiałam napisać co o Tobie
    myślę!
    --
    ***Idziemy przez ten świat samotnie, ale jeśli mamy szczęście, to
    przez jedną chwilę należymy do kogoś i ta jedna chwila pozwala nam
    przetrwać całe wypełnione samotnością życie***
  • scher 15.09.07, 12:05
    luxure napisała:

    > Możesz sie obrazić możesz to olać

    No to oleję smile

    --
    Ne puero gladium!
  • michulanka 14.09.07, 15:21
    "Ano właśnie. Dlatego nie pojmuję, jak pani mogła godzić się na jego
    > cierpienie i nie podała syropku przyniesionego przez moją sąsiadkę"

    A ja nie pojmuje dlaczego po telefonie nie zabrales cierpiacego
    dziecka jak najszybciej z przedszkola?? Bo byles w pracy??? Przeciez
    wiadomo, ze takie sytucje moga sie zdarzyc wiec warto byc
    zabezpieczonym na sytuacje alarmowe. Jezeli nie jestes to raczej
    kiepsko to swiadczy o Twoich rodzicielskich
    predyspozycjach...Przedszkole nie wyreczy Cie we wszystkim...Skoro
    sasiadka przyniosla syrop to mogla dziecko zabrac do domu i tam mu
    go dac. Sama nie chcialabym, aby przedszkolanki podawaly mojemu
    dziecku leki! Przedszkole to nie szpital, a przedszkolanki to nie
    pielegniarki! Przeciez gdyby zgodzily sie dawac leki jednemu
    dziecku, to musialyby tez spelniac podobne prosby innych rodzicow.
    Juz widze zamieszanie jakie by z tego wyniklo! Zamiast zajmowac sie
    dziecmi przedszkolanki bylyby zajete wydawaniem lekow - jedno
    dziecko bierze cos 30 min. przed obiadem, drugie 15 min. po, trzecie
    pije 15 ml syropu, czwarte 5 ml zupelnie innego itd, itp. Chyba
    nietrudno wyobrazic sobie tak obledna sytuacje!
  • scher 14.09.07, 17:59
    michulanka napisała:

    > zabezpieczonym na sytuacje alarmowe. Jezeli nie jestes to raczej
    > kiepsko to swiadczy o Twoich rodzicielskich predyspozycjach...

    Rozumiem, że mściwie mnąc w ustach powyższy zarzut, będziesz z
    satysfakcją patrzeć, jak dziecko cierpi z bólu...

    > sasiadka przyniosla syrop to mogla dziecko zabrac do domu i tam mu
    > go dac.

    Widać nie mogłem, nie chciałem albo nie śmiałem jej o to prosić. Nie
    tobie to oceniać.

    --
    Ne puero gladium!
  • ptasia_mama 14.09.07, 20:26
    ..ktory usmierza bol zeba dziecka w ciagu kilku minut.Przeszedles
    sam siebie.Wiec Twoje argumenty sa w tym miejscu glupie (abstrahując
    od kwestii podawania lekow)>Mogles sobie wymyslic lub wysnic jakąś
    inną konkretniejsza chorobe a nie fantazjowac z syropkiem .
  • scher 14.09.07, 20:36
    ptasia_mama napisała:

    > ktory usmierza bol zeba dziecka w ciagu kilku minut.

    Żona mówi, że to był Paracetamol, ale faktycznie pomagał
    nienadzwyczajnie.

    --
    Ne puero gladium!
  • pacsirta 14.09.07, 21:25
    Rozumiem scher, że dzisiejszy dzień spędziłeś opiekując się
    cierpiącym dzieckiem i tylko od czasu do czasu zaglądałeś na forum.
    Piątek w sumie dzień pracy...
  • kajak75 21.09.07, 15:51
    skoro upowazniles sasiadke do zajmowania sie twoim dzieckiem, to dlaczego ona
    nie podala mu tego syropu?
  • vatum 15.09.07, 09:54
    mnie też wk...ia jak przychodza kaszlace, kichajace i zakatarzone dzieciaki. Nikt w przedszkolu nie zwraca na to uwagi. Chciałabym aby była u nas taka kultura jak w Japonii - chorzy chodza w maskach by nie zarażać innych.
    Nastała moda, że człowiek chory bierze rano garść prochów i zasuwa na rzęsach do pracy. Mamy więc to samo robia z dziećmi: goraczkuje, kaszle, kicha, przyprowadza go do przedszkola, rzuci komuś w szatni, że dziecko ma alergię (tak, tak, wszystkie zasłaniaja się alergia), odda malucha i myk do pracy. I przez te kilka godzin małe zaraża.
    Ona nie pójdzie na zwolnienie nad opiekę nad małym. I tu pytanko: czy to nie jest aby znęcanie się nad dzieckiem?... Bo skoro jest chore, wymaga specjalnej opieki a nie wyszarpywania rannego z łóżka i ciagnięcia do przedszkola a tam wiadomo..ma się zachowywać jak zdrowe dziecko. I nie ocierany nos z całodniowych glutów potem świadczy o tej niby "alergii", która dwa dni później zamienia się w wysoka temperaturę ale o tam, siła dalej do przedszkola.
    Nie pieprzcie mi, że nie maja z kim dziecka zostawić itd.
    To jest chamskie, bezczelne i głupie zachowanie, i wygodność i brak szacunku dla innych ludzi, w tym i dla własnego dziecka.
    Ja nie mam babć, nie stać mnie na opiekunkę, ale jak widzę, że zaczyna się choróbsko to nie boję się iść na zwolnienie, dziecko jest ważniejsze. I opiekuję się wtedy dzieckiem i szybciej mi zdrowieje, ale co z tego jak potem w przedszkolu....
    Gdy zacz ęła się ospa to chore dzieci przychodziły do przedszkola bo "przecież nie ma goraczki".
    Mam nadzieję, że te zarażania z premedytacja będa kiedyś karane.


    --
    - Mamo, zobacz, Dextel! Ja lubię Dextela!
    - Ja też lubię Dextera... smile
  • dusia_dusia 21.09.07, 12:18
    A czy naprawdę nie ma sposobu, żeby nie dopuścić naprawdę chorych dzieci do
    chodzenia do przedszkola? Nie mam tu na myśli małego katarku (choć osobiście
    nie puszczam córeczki do przedszkola, jak ma katar - tyle że ona ma od razu duży
    wink - bo od kataru zaczyna się większość chorób, i nawet lekarze w przychodni nie
    szczepią dzieci z katarem, przynajmniej u nas), ale zielone gile i kaszel, które
    nasza pani nauczycielka widzi (i wyciera) dzieciom. I prosi matki, aby zabrały
    dzieci do lekarza - bez skutku. W zeszłym roku to ona - nauczycielka - podczas
    leżakowania usłyszała u dziewczynki świsty w oskrzelach ("gołym uchem" smile,
    których rodzice nie dostrzegli.
    Mamy w statucie przedszkola zapis o tym, że rodzice zobowiązują się do
    nieprzysyłania chorych (z katarem i kaszlem) dzieci - ale nie ma jak na razie
    możliwości wyegzekwowania tego przepisu. Ponieważ jestem w Radzie Rodzicow,
    spróbuję podnieść ten temat, bo mam dość chorób mojej córki i, co gorsza, jej
    młodszej siostry, która już raz wylądowała w szpitalu z zapaleniem płuc, każde
    przeziębienie kończy się od tego czasu zapaleniem oskrzeli, bierze prawie stale
    w sezonie jesienno zimowym sterydy wziewne.
    Może podpowiecie, co można zrobić? Może komuś się udało zmienić taką sytuację?
    Pozdrawiam
    Marta
  • brunerek12 15.09.07, 21:31
    Mój synek juz 4 rok chodzi do przedszkola i faktycznie na początku
    duzo chorował, pierwszy rok stracony...Ponieważ przyprowadzałam go
    przed 9 obserwowałam jak rodzice przychodzili z chorymi dziećmi
    (jestem pielęgniarką z zawodu)i wierzcie mi, ze niektóre "na bank"
    miały zapalenie oskrzeli. Irytowało mnie to niesamowicie, ale z
    takimi matkami się nie wygra.
    Co do wypowiedzi shera: uważam, że ma poniekąd rację, paracetamol
    nma ból zęba nauczycielka mogła podać (ot taki zwykły odruch
    człowieka), tym bardziej, ze ojciec wyraził zgodę telefonicznie i
    sąsiadka lek przyniosła. Fakt nie musiała podawać (pewnie ze strachu
    przed odpowiedzialnością)ale uważam, ze zachowała sie jak "niedouk".
    Po prostu nie zareagowAŁĄ NA BÓL dziecka, i to mogło być jak
    zauważył sher potraktowane negatywnie. Przedszkolanka ma byc
    ELASTYCZNA!!!!!!! Co do podawania antybiotyków jestem przeciwna.
    Natomiast w styuacji opisanej przez sher jak najbardziej powinna
    podać.
  • verdana 17.09.07, 17:11
    Dziecko chore - w domu, a z lekkim katarem? To nie jest takie
    proste - na lekki katar po pierwsze nikt zwolnienia matce nie da, po
    drugie - jakos nie widzicie, ze te matki potrzebne są często w
    pracy. Gdyby przedszkolanka nie przychodziła tak z 6-8 razy do roku
    przez tydzień, bo jej dziecko ma katar, wyklady sie nie odbywaly -
    bo dziecko ma katar, nie było bez przerwy lekcji, nie bylo lekarki w
    przychodni... - to wtedy pewnie te same matki, ktore są za
    zwolnieniami na dziecko na byle katar nie bylyby zachwycone.
    Problem w tym, ze katar to choroba, ktora u malych dzieci wystepuje
    6-8 razy w roku. Matki małych dzieci nie moglyby wiec byc
    zatrudniane nigdzie tam, gdzie ich obecność jest konieczna i nie
    można ich zastapic.
    Obawiam się, ze przedszkola, nie przyjmujac dzieci z katarem
    przyczyniły by sie do tego, ze pracodawcy nie zatrudnialiby matek
    dzieci poniżej 7 lat.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • soemi 19.09.07, 09:41
    nauczycielka ma wiedzieć, co w buteleczce przyniosła rzekoma
    sąsiadka?! Rodzic może ufać sąsiadce, a nauczycielka na podstawie
    telefonu i "jakiegoś" przyniesionego leku przez nieznaną osobę ma go
    zaaplikować dziecku. W buteleczce może być wszystko!!!
    Nauczyciel nie jest lekarzem/pielęgniarką i opiekunem prawnym i nie
    może podawać leków dzieciom w placówkach szkolnych/przedszkolnych.

    --
    Poprzyjcie rodzinną opiekę zastępczą zamiast domów dziecka!!!

    www.gazetawyborcza.pl/0,82020.html
  • scher 19.09.07, 19:31
    soemi napisała:

    > nauczycielka ma wiedzieć, co w buteleczce przyniosła rzekoma
    > sąsiadka?

    To nie jest jej odpowiedzialność, tylko moja i sąsiadki. Jak
    sąsiadka poda dziecku zatrute jabłko w syropie, to pójdzie siedzieć
    ona, nie nauczycielka.

    Notabene paranoiczna osobowość chyba dyskwalifikuje w pracy z
    dziećmi, prawda?

    --
    Ne puero gladium!
  • ari-ola 19.09.07, 22:12
    scher napisał:

    > soemi napisała:
    >
    > > nauczycielka ma wiedzieć, co w buteleczce przyniosła rzekoma
    > > sąsiadka?
    >
    > To nie jest jej odpowiedzialność, tylko moja i sąsiadki. Jak
    > sąsiadka poda dziecku zatrute jabłko w syropie, to pójdzie
    siedzieć
    > ona, nie nauczycielka.

    Bzdury piszesz scher.
    To kto miał podać dziecku to lekarstwo - przedszkolanka czy sąsiadka?
    Jeśli sąsiadka, to owszem ona pojdzie siedzieć.
    Ale zdaje się, że ty domagasz sie, aby lekarstwo (przyniosione przez
    nikomu nie znaną w przedszkolu) sąsiadkę podala przedszkolanka.
    Chyba na głowę musiałaby upaść.
  • scher 19.09.07, 22:18
    ari-ola napisała:

    > Bzdury piszesz scher.
    > To kto miał podać dziecku to lekarstwo - przedszkolanka czy
    > sąsiadka? Jeśli sąsiadka, to owszem ona pojdzie siedzieć.

    Nawet jak poda przedszkolanka, to nie ma powodu przypuszczać, iż
    podaje dziecku truciznę. Nie ma świadomości, nie ma umyślności, nie
    ma przestępstwa, nie ma więzienia.

    --
    Ne puero gladium!
  • ari-ola 19.09.07, 22:40
    A słyszałeś o nieumyślnym spowodowaniu śmierci?
    Za to też można iść siedzieć.
  • scher 19.09.07, 23:08
    ari-ola napisała:

    > A słyszałeś o nieumyślnym spowodowaniu śmierci?

    Nie używaj pojęć, których prawniczej wykładni nie znasz.

    Przepis (art. 155 kk) brzmi tak:
    Kto nieumyślnie POWODUJE śmierć człowieka[...]

    W omawianym (mocno nieprawdopodobnym, ale niech ci będzie) przypadku
    za winną SPOWODOWANIA śmierci musiałaby zostać uznana sąsiadka, jako
    że wskutek jej zaniechania w buteleczce znalazła się trucizna
    zamiast lekarstwa.

    --
    Ne puero gladium!
  • ari-ola 19.09.07, 23:17
    scher napisał:

    > ari-ola napisała:
    >
    > > A słyszałeś o nieumyślnym spowodowaniu śmierci?
    >
    > Nie używaj pojęć, których prawniczej wykładni nie znasz.

    Nawet nie wiesz, jak się mylisz.

    >
    > W omawianym (mocno nieprawdopodobnym, ale niech ci będzie)
    przypadku
    > za winną SPOWODOWANIA śmierci musiałaby zostać uznana sąsiadka,
    jako
    > że wskutek jej zaniechania w buteleczce znalazła się trucizna
    > zamiast lekarstwa.

    Bzdura, bzdura, bzdura. Mieszasz pojecia i ty nie wiesz o czym
    piszesz. Jakie zaniechanie? Co ona jest farmaceutką odpowiedzialną
    za skład lekarstwa?
    Wiesz co, szkoda z tobą gadać, zgadzam się się z przedmowczyniami.

  • scher 19.09.07, 23:28
    ari-ola napisała:

    > > Nie używaj pojęć, których prawniczej wykładni nie znasz.
    > Nawet nie wiesz, jak się mylisz.

    No to udowodnij swoje kompetencje w temacie.

    > Bzdura, bzdura, bzdura. Mieszasz pojecia i ty nie wiesz o czym
    > piszesz.

    Poza gdakaniem przedstaw jakiś konkret.

    > Co ona jest farmaceutką odpowiedzialną za skład lekarstwa?

    Jeżeli winę ponosi wg ciebie farmaceutka, tym bardziej nie można jej
    przypisać przedszkolance, nieprawdaż?

    --
    Ne puero gladium!
  • ari-ola 19.09.07, 23:36
    Nie będę ci nic udowadniac, bo nie chce mi się z tobą gadać już.
    Nie napisałam, że winę ponosi farmaceutka, tylko, że framaceutka
    (jeżeli lek robiony jest w aptece), bądź firma farmaceutyczna
    odpowiadają za jego skład.
    To ty napisałeś,że sąsiadka poszłaby siedzieć, jeśli lekarstwo
    okazałoby się trucizną.
    To tak jakby w słynnej sprawie corhydronu winni byli kurierzy,
    ktorzy przywieźli ten lek do szpitali.
    Widzisz absurd tego co piszesz?
  • scher 19.09.07, 23:45
    ari-ola napisała:

    > To ty napisałeś,że sąsiadka poszłaby siedzieć, jeśli lekarstwo
    > okazałoby się trucizną.

    Mogłaby iść, jeżeli na przykład przez niedbalstwo pomyliła etykietki
    na opakowaniach - w tym kierunku szła moja myśl.

    > To tak jakby w słynnej sprawie corhydronu winni byli kurierzy,
    > ktorzy przywieźli ten lek do szpitali.

    Nie zaciemniaj, bo nie o tym mowa. Obojętnie czy winna sąsiadka, czy
    farmaceutka, czy producent - na pewno nie przedszkolanka, a to
    usiłowałaś nam wmówić.

    --
    Ne puero gladium!
  • mama303 21.09.07, 08:23
    scher napisał:

    > No to udowodnij swoje kompetencje w temacie.

    łomatko Scher nie przesadzasz Ty trochę, juz smieszny jesteś.
    Kompetencje Ci trzeba udowadniać?? smile
  • soemi 20.09.07, 09:53
    >Jakie zaniechanie? Co ona jest farmaceutką odpowiedzialną
    > za skład lekarstwa?

    A od kiedy farmaceuta odpowiada za skład sprzedawanego lekarstwa??!!
    Sugerujesz w wielu postach, że jesteś specjalistą w wielu kwestiach,
    a tu takie kwiatki. No no...
    Szkoda czasu ekspercie.

    --
    Poprzyjcie rodzinną opiekę zastępczą zamiast domów dziecka!!!

    www.gazetawyborcza.pl/0,82020.html
  • scher 20.09.07, 23:24
    soemi napisała:

    > > Jakie zaniechanie? Co ona jest farmaceutką odpowiedzialną
    > > za skład lekarstwa?
    > A od kiedy farmaceuta odpowiada za skład sprzedawanego
    > lekarstwa??!! Sugerujesz w wielu postach, że jesteś specjalistą

    Myślisz, że ari-ola jest mężczyzną?

    --
    Ne puero gladium!
  • justi54 19.09.07, 09:55
    innych rodziców. Co do podawania leków w przedszkolu to przepisy są
    jasne i wiadome dla rodziców w momencie zapisywania dziecka więc po
    co ta dyskusja.
    --
    Ulubione forum Gwiazdki 2001
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=31090
  • scher 19.09.07, 19:32
    justi54 napisała:

    > Co do podawania leków w przedszkolu to przepisy są jasne

    Zacytuj te przepisy, bo chyba nie wiesz, o czym piszesz.

    --
    Ne puero gladium!
  • drozdilla 19.09.07, 21:51
    Przesadzacie z tym syropkiem na ząbek.Moim zdaniem powinna dziecku podać to co sasiadka przyniosła bez przesady-to nie był jakis atak niewiem czego by lek w butelce był przedszkolance nieznany-zwykły paracetamol rodzic o tym poinformował..Jakoś nie przeszkadza niektórym matkom wciskac przedszkolankom antybiotyk dla swych zasmarkanych i dychrajacych dzieciaczków.Przez takie mamy samolubne i wygodnickie moje dziecko bedzie teraz siedziało w domku do końca przyszłego tygodnia.Oczywiście pewnie ze mogłabym go puscic prawda? Ma przeciez tylko katar i kaszel co tam,gorączki nie ma.Tylko ja w przeciwienstwie do innych myslę też o cudzych dzieciach.Podobno wszystkie są nasze....Wiem pojechałam ,ale dziewczyny rozumiem maly katarek bo wiadomo pogoda ,dziecko przez droge nawet dostanie ,ale charczacy kaszel itp to naprawde przesada.Poza tym dziecko chore ,przeziębione czuje się tak jak my w takim stanie czyli bardzo kiepsko.Siedzi jednak w ponad 20 osobowej grupie hałasujących dzieciaczków i wystarczy to sobie wyobrazić-jego samopoczucie jest wtedy jakie myślicie? odpowiedzcie sobie same.A i zeby nie było -ja też pracuję.Ale najwazniejsze jest moje dziecko -zdecydowałam sie je mieć to muszę zrobić tak by dla niego było najlepiej -nie dla mnie.Staję na głowie by organizować mu podczas choroby opiekę ,ale odpowiedzialnie i bez samolubstwa.
  • ari-ola 19.09.07, 22:13
    scher napisał:

    >
    > Zacytuj te przepisy, bo chyba nie wiesz, o czym piszesz.

    Cytowano już je tu wielokrotnie.
  • scher 19.09.07, 22:20
    W tym wątku? Podaj link.

    --
    Ne puero gladium!
  • scher 19.09.07, 23:12
    Nie ufam mądrości człowieka, który z pełną powagą twierdzi, iż
    podanie dziecku przez opiekunkę syropku na prośbę jego rodziców jest
    udzielaniem świadczenia medycznego w rozumieniu prawa medycznego.

    Ja rozumiem, że każdy, kto usłyszy słowa, mniema, że zawierają one
    jakiś sens, ale trochę więcej krytycyzmu, proszę.

    --
    Ne puero gladium!
  • ari-ola 19.09.07, 23:25
    Dobra ostatni raz, bo bezsensowna to rozmowa.
    To co ty nazywasz beztrosko "syropkiem" tak naprawdę jest lekiem,
    ktory ma w składzie paracetamol bądź ibuprofen.
    Paracetamolu np. nie wolno łączyć z izoniazydem, ryfampicyną. Skąd
    przedszkolanka ma wiedzieć czy dziecko wczesniej nie dostało innego
    lekarstwa z tymi składnikami? Ibuprofen STOSUNKOWO bezpieczny też
    jednakże ma pewne przeciwskazania do stosowania, np. zaburzenia
    krzepnięcia.

    Podanie tych leków jest jak najbardziej świadczeniem medycznym, a
    przedszkolanka nie musi znać składu, dzialań niepożadanych,
    interakcji, przeciwskazań, itd. Dlatego nie moze brać na siebie
    takiej odpowiedzialności.
  • scher 19.09.07, 23:32
    ari-ola napisała:

    > Skąd przedszkolanka ma wiedzieć czy dziecko wczesniej nie dostało
    > innego lekarstwa z tymi składnikami?

    Przedszkolanka jest tu tylko pasem tansmisyjnym. Podaje lek na
    prośbę i odpowiedzialność rodziców.

    --
    Ne puero gladium!
  • housewife1 20.09.07, 12:47
    Ludzie nie odpowiadajcie scherowi, widać, że drązy temat jak troll
    scher, jeśli posłałeś dziecko do przedszkola, mimo iż dentystka zaleciła
    obserwować je, to twój problem, twoja wina. Nie oczyszczaj się zwalając na
    nauczycielkę, a tak w ogóle jak byłes w pracy to gdzie była twoja żona...
    dziwne, że wyjeżdżacie sobie wiele km od dziecka, przecież w każdej chwili może
    być w przedzkolu wypadek, dziecko może dostać jakiegoś ataku (np niewykrytej
    wczesniej padaczki) może być wypadek... nie można tak zostawiać dziecka bez
    żadnej możliwości by je odebrał ktokolwiek z rodziny.
    Sam uznałeś, że widocznie ból ząbka twojego dziecka nie jest aż tak ważny byś ty
    lub ktoś z twojej rodziny wyszedł dlatego z pracy, a jednoczesnie uważasz, że
    nauczycielka wykazała się bezdusznością? Bezduszny to jesteś TY.

    apropos kataru- powyżej wypowiadała się lux... jako lekarka, dziwna ta twoja
    opinia, bo np moja pediatra mówi, że absolutnie każdy katar, oprócz alergicznego
    jest zaraźliwy, i katar jest objawem choroby zwanej katarem, a do tego może
    przejśc niżej na drogi oddechowe może zamienić się np w zapalenia oskrzeli...
    dlatego mimo, iż bunczuśnie twierdziłam, że skoro do mojego (prywatnego)
    przedszkola inne mamy przyprowadzają dzieci z katarkiem,to ja też będę, NIE
    ZROBIłAM TEGO, jak mała zaraziła się katarem od koleżanki, przetrzymałam ja w
    domu od piątku do wtorku, po prostu dlatego, że dobro dziecka jest dla mnie
    ważniejsze, niż pieniądze (straciłam w przeliczeniu jakieś 40 zł)
    i jeszcze jedno, gdyby WSZYSTKIE MATKI zaczęły się domagać L4 na katar, to
    lekarze zaczęliby je chętniej wypisywać, gdyby WSZYSTKIE MATKI walczyły o prawa
    pracownika do opieki nad chorym dzieckiem, to by pracodawcy bardziej to
    respektowali. Tak jest w szwecji, anglii, niemczech, tylko w polsce matki wolą
    wysłać chore dziecko do przedszkola niż zawalczyć o swoje.
    --
    FORUM 2+2
  • wgra 20.09.07, 14:40
    że wszystkie matki nie walczą i posyłaja swoje chore dzieci do
    przedszkola.Ja byłam tą walczacą matką i teraz w przychodni jestem
    postrzegana jako ta konfliktowa.Ale moze zacznę od poczatku.Moje
    dziecko po raz trzeci rozpoczyna edukację przedszkolną.Pierwszy rok
    pod względem chorób był OK.Młody złapał tylko ospę,niestety drugi
    rok to był koszmar.Katar za katarem i trzy razy szkarlatyna.Niestety
    oboje z mężem pracujemy i nie miałam z kim zostawić dziecka a
    zwolnienie (nawet przy szkarlatynie dostawałam na 3 dni) więc z
    mężem na zmianę braliśmy jeszcze po 2-4 dni urlopu,zeby dziecko
    całkiem wydobrzało w domu i wiecie co usłyszałam od pani doktor gdy
    byliśmy z kolejną infekcją,że powinnam dziecko przetrzymać minimum 2
    tygodnie w domu,spytałam więc czy dostanę na te dwa tygodnie
    zwolnienie,no i rozpętałam burzę bo nagle się okazałoże moje dziecko
    jest właściwie zdrowe a ja chcę wyłudzić zwolnienie,pani doktor
    wyszła za mną aż na korytarz i tak krzyczała,że młody do dziś nie
    chce wejść do przychodni.U nas przyjmuje tylko 3 pediatrów i
    prywatnie mogę iść tylko do jednego z nich.Tak oto zyskałam miano
    pieniaczki i naciągaczki zwolnień i w efekcie prywatnie muszę jechać
    do innego miasta.Tak było i w tamtym przypadku bo mój ZDROWY mały po
    południu się wysypał i dostał wysokiej gorączki i musiałam
    skorzystać z prywatnej wizyty.Teraz moja sytuacja się zmieniła i
    mogę skorzystać z pomocy dziadka więc proszenie o zwolnienie mam w
    głębokim poważaniu ale myślę ,że posyłanie nie doleczonych dzieci do
    przedszkola to jest też wina wielu pediatrów,którzy katar czy
    temp.37,5 uwazją za niedostateczny powód aby nie posłać dziecko do
    przedszkola i potem dzieci zarażają się jedno od drugiego, a myślę
    że lepiej dać jeden raz w roku 7,8 dni niż chodzić z dzieckiem do
    lekarza co 3,4 tygodnie.Poza tym nie każdy pracodawca chce dać
    jeszcze dodatkowo po 3 dniach zwolnienia 3 dni urlopu nie mówiąc o
    tym,że najbardziej cierpią na tym nasze dzieci.
  • ara11 21.09.07, 11:22
    Sher, brak mi słów na twoją indolencję. To wstyd, że tacy ludzie mają dzieci,
    ludzie nie będący w stanie zrozumiec podstawowych praw i zasad rządzących
    społeczeństwem, i nie przyjmujących do swojego małego łebka argumentów tylu
    matek. Za czyn odpowiada osoba, która go popełnia, nieważne na czyją prośbę,
    nawet ,,świętego jaśnie rodzica", który wyda taki rozkaz.
  • maciejka_majowa 21.09.07, 13:33
    aby podano lek mojemu dziecku w przedszkolu.
    Po chorobie pediatra pozwolił dziecku chodzić do przedszkola,
    zalecał podawać syrop aby dzicku poprostu było lepiej zwłaszcza jak
    jest astmatykiem. Wychowawczyni zgodziła się podać dziecku syrop na
    moją pisemną prośbę. I co za godzinę wracałam bo dzicko zaczeło
    sinieć i zemdlało. Okazało się, że to była reakcja alergiczna gdzie
    organizm dziecka nie tolerował jakiegoś składnika syropu i mleka
    (zupa mleczna na śniadanie). Nigdzie w ulotce nie było napisane, że
    niewolno podawać z tym czy tamtym, a organizm odrzucił. Nie jestem
    lekarzem więc nie będe tu mówić o składnikach nie moja branza,
    wystarczy mi lekarz prowadzący, do którego mam pełne zaufanie.
    Mogę się tylko domyślać co przeżyła kobieta, której zleciłam podanie
    syropu leku - różnie o tym się mówi bo wiem jak ja bym się czuła.
    Jestem matką pracującą, mąż jest bardzo aktywny zawodowo więc na
    pomoc opieki nad dzickiem nie moge liczyć (coś za coś)ale po tej syt
    już nigdy nie poprosze o coś takiego. Wychowawczyni ma tylko tubę do
    inhalacji w nagłym przypadku (musiałam donieść zaświadczenie od lek
    prowadzącego jakie dawki itp) i czynności inhalacyjnych w razie
    czego dokonuje pielęgniarka, która pracuje w przedszkolu nie
    nauczycielka, jak jest problem to wzywają pogotowie a ja zostawiam
    prace na środku biurka i jade. Zdrowie i zycie mojego syna jest dla
    mnie najważniejsze na świecie. To ja jestem odpowiedzialna za niego.
    Aha w statucie naszego przedszkola jest napisane, że nauczycielom
    zabrania się podawania lekarstw, syropów dzieciakom, chyba,że są to
    choroby przewlekłe, astma itp - tu musi być zaświadczenie lekarskie.
    Poza tym na litość boską w przedszkolu musi być pielęgniarka !!! i
    jak jest kłopot dzicku coś dolega to nauczycielka powinna
    zaprowadzić dziecko do pielęgniarki
  • mama303 21.09.07, 14:33
    maciejka_majowa napisała:


    > Poza tym na litość boską w przedszkolu musi być pielęgniarka !!!

    No co Ty.... nie musi być
  • maciejka_majowa 21.09.07, 14:51
    W prywatnych placówkach wiem,że nie ma pielęgniarki - u mojego syna
    tak jest i w innych też. Natomiast w państwowych w naszym poprzednim
    pielęgniarka była, lekarz chyba 2 razy w tyg był. U znajomych w
    innym państwowym też jest pielegniarka. Na taką liczbe dzici (ok
    250) w całym przedszkolu powinna być osoba, która ma doświadcznie
    medyczne.
  • scher 22.09.07, 19:04
    ara11 napisała:

    > Za czyn odpowiada osoba, która go popełnia

    Jaki "czyn" w tym przypadku popełnia twoim zdaniem przedszkolanka?
    Konkretnie - cytuj z Kodeksu karnego.

    --
    Ne puero gladium!
  • housewife1 25.09.07, 13:39
    Wgra, teraz nie ma rejonizacji, skoro piszesz, że i tak musisz jeździć na
    prywatne wizyty do innego miasta, to po co tak, lepiej chyba po prostu przepisać
    dziecko do innej poradni pediatrycznej ZOZ ,mającej kontrakt z NFZ, z dobrym,
    normalnym lekarzem. nawet do sąsiedniej miejscowości, a z tej do której i tak
    nie chodzisz, się wypisać.
    Matka i ojciec maja prawo do opieki nad chorym dzieckiem i niedouczonym lekarzom
    należy to uświadamiać.
    Krzyki do zachowań kulturalnych nie należą, dobrze jest ucinać je już na wstępie.
    W ogóle co to jest??? Napisz skargę do szefostwa placówki.
    Wkurzaja mnie, jak co to strajkują, a tak to za grosz szacunku do ludzi nie mają.

    --
    FORUM 2+2
  • wgra 25.09.07, 14:07
    Przymierzałam się do takiego rozwiazania ale dzieci chorują
    przewaznie w"najmniej odpowiednich momentach"np.gdy mąż jest
    służbowo w podróży samochodem i ja wówczas musiałabym autobusem z
    chorym dzieckiem do innego miasta a przy tem.np40*C i sprawności
    naszej komunikacji państwowej to dla dziecka nie najlepsze
    rozwiązanie,zwłaszcza w okresie zimy.
  • kajak75 21.09.07, 16:03
    dlaczego "WSZYSTKIE MATKI" - czyzby dzieworodztwo zapanowalo? Wiem, ze liczne sa
    przypadki samotnego rodzicielstwa i w wiekszosci sa to samotne matki, ale
    niepodoba mmi sie wpadanie w schemat, ze opieka nad (chorym)dzieckiem jest
    wylacznym obowiazkiem matki. Od tego prosta droga do kiepskiej sytuacji kobiet
    na rynku pracy, nizszych zarobkow itd.
  • malwes 21.09.07, 18:19
    i nie podoba mi się takie zachowanie innych rodziców. Nie rozumiem
    też tłumaczenia, że "drżą o pracę".
    Qrcze - moje dziecko t moja odpowiedzialność - nie babć, sąsiadek,
    pań w przedszkolu i nie innych rodziców. Dziecko chore jest chore -
    i nie ma żadnego usprawiedliwienia dla wysyłania dziecka w tym
    stanie do przedszkola .O pracę martwi się 99,9% pracujących - dla
    każdego z nas branie zwolnień, szukanie opieki itp jest stresujące
    ale decydując się na dziecko byłam świadoma, że mnie to czeka. Jeśli
    ktoś nie jest w stanie ogodzić pracy z opieką nad dziekciem to albo
    niech sie nie decyduje na dziecko albo niech się zwolni z pracy. Nie
    może bć tak ,że ktoś " w trosce" o swoją pracę stawia w podobnej
    sytuacji innych rodziców a dodatkowo sam działa przeciwko sobie bo
    dziecko na90% i tak się w końcu rozchoruje, zazwyczaj wtedy ciężej,
    i po powrocie zacznie się cyrk od nowa, bo jeszcze nie doszło do
    siebie a w przedszkolu juz itak "latają zmutowanesmile" wirusy i
    bakterie od innych takich "troskliwych".
  • nunik 25.09.07, 14:19
    Katar, kaszel, gorączka przewija się przez ten watek.

    A u nas pojawiły się kurzajki w przedszkolu.

    Pani separuje dziewczynkę od grupy i tyle może.

    Co dalej jak podłapią inne dzieciaki.

    Niby dziecko zdrowe nie kszle nie kicha i co dalej???
  • wgra 25.09.07, 14:31
    Kurzajki to mały pikuś.Ja przerabiałam w czerwcu WSZY.Tak ,Tak w XXI
    wieku.Dziewczynka miała pobyt sponsorowany przez burmistrza i każdy
    dzień nie chodzenia to dla niej był po prostu dzień głodowania ale
    jakoś udało nam się wspólnymi siłami rozwiązać problem.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.