• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

wypadek w przedszkolu Dodaj do ulubionych

  • 15.04.08, 19:54
    może wiecie gdzie można sprawdzić jakie obowiązki ma przedszkole, w którym
    doszło do wypadku (rozcięta głowa) wobec poszkodowanego dziecka? czy regulują
    to jakieś przepisy czy jest to kwestia widzimisię personelu? co powinny zrobić
    panie w takiej sytuacji?
    czy takie sytuacje należy gdzieś zgłaszać /nie wiem- kuratorium,
    ubezpieczyciel/? kto to robi?

    z góry dziękuję za pomoc.
    Edytor zaawansowany
    • 16.04.08, 09:22
      wypadki w przedszkolu się zdarzają i nawet najlepsze nauczycielki
      czasami nie są w stanie przewidziec sytuacji lub "złapać w locie
      dziecko".
      nauczycielki powinny mieć numer do natychmiastowego kontaktu z
      rodzicami właśnie na wypadek takich sytuacji, każda osoba majaca pod
      swoją opieką maluchy ma (a przynajmiej powinna mieć) ukończony kurs
      udzielania pierwszej pomocy i takowej udziela dziecku do momentu
      pojawienia sę rodziców, w przypadku naprawdę poważnych zdażeń (nie
      daj Boże) wzywane jest pogotowie. wypadek należy zgłosić dyrektorowi
      przedszkola. Dyrektor ma obowiązek przeprowadzenia rodzica przez
      procedurę związaną a uzyskaniem odszkodowania. Z tego co wiem nawet
      za rozciętą głowę (jeżeli była szyta)należy się odszkodowanie (każde
      dziecko jest przecież ubezpieczone). Chociaż to pewnie zależy od
      ubezpieczyciela
    • 16.04.08, 09:23
      Proponuję najpierw samemu przeanalizowac czy to było naprawde
      niedopilnowanie, powtarzane nagminnie w przedszkolu, czy
      nieszczęśliwy jednorazowy wypadek???

      Wiadomo dzieci sa w grupie, mimo, że cały czas pod skrzydłami
      opiekunek, zawsze jakies dziecko jest troche dalej, u nas taki
      przypadek był kiedyś w żłobku. dzieci wracały ze spaceru i na
      schodach jedno drugie popchnęło. To był tylko przypadek chwila
      nieuwagi i jedno dziecko złamało sobie raczkę.
      Wszyscy doskonale wiedzieli że to nie wina opiekunek.

      To Pani trzeba podjąć decyzję czy rozcieta głowa to powód do
      wywlekania tego na szeroka skalę. Ja mam dzieciaka dosyc wiercącego
      i wiem że gdyby głowa była rozcieta to była by jej zasługa i mojego
      wychowania. Poprostu czegos niedopilnowałam, lub dziecko ma taki
      temperament.
    • 16.04.08, 11:51
      Wydaje mi się, że są przepisy. Sprawdzę. W razie wypadku oczywiście personel
      przedszkola ma obowiązek powiadomić opiekunów dziecka no i wezwać w razie
      potrzeby pogotowie. Ale kiedy wzywane jest pogotowie powinna pojawić się w
      przedszkolu policja (chyba wzywana przez pogotowie). Niestety personel w
      przedszkolach nie zawsze jest po przeszkoleniu w zakresie udzielania pierwszej
      pomocy. Wiem bo swego czasu przerabiałam bardzo grozny wypadek mojego syna.
      Oczywiście możesz powiadomić kuratorium, jeśli uważasz, że nie tak zachowano się
      podczas wypadku Twojego dziecka. Ja też pisałam i to była wielokrotna wymiana
      korespondencji. Ale ja niestety nie doczekałam się satysfakcjonujących mnie
      wyjaśnień. Nasza sprawa obiła się o prokuraturę i policję. Odszkodowanie
      oczywiście się należało ale co po nim, gdy zdrowie dziecka ucierpiało. Teraz
      robię awanturę o każde zadrapanie młodszego dziecka w przedszkolu. Po tym co
      przeszłam dobrych parę lat temu do tej pory trzęsą mi się ręce kiedy o tym
      wspominam. W przedszkolach jest osoba od spraw BHP - zapewne ten człowiek
      kursuje między kilkoma przedszkolami. Ma obowiązek sporządzić protokół z każdego
      wypadku. Zażądaj wglądu w taki protokół, sprawdz datę jego wykonania. I niech
      nikt nie pisze, że panie przedszkolanki to mają do upilnowania dużo różnych
      dzieci. To jest ich praca i OBOWIĄZEK. Za bezpieczeństwo dzieci są
      odpowiedzialne one.
      • 16.04.08, 12:41
        storczyk70 napisała:

        > robię awanturę o każde zadrapanie młodszego dziecka w przedszkolu.

        No to współczuję wychowawcom.

        > I niech
        > nikt nie pisze, że panie przedszkolanki to mają do upilnowania dużo różnych
        > dzieci.

        Dlaczego mam nie pisać, że to prawda?

        > To jest ich praca i OBOWIĄZEK. Za bezpieczeństwo dzieci są
        > odpowiedzialne one.

        Owszem są odpowiedzialne. Co nie znaczy, że wychowawca w przedszkolu ma 25 par
        rąk, oczu i nóg i łapie dzieci w locie i dla każdego będzie poduszką powietrzną.
        Nawet bogowie w hinduizmie tylu rąk nie mieli.
        Czy pod Twoją opieką dziecko NIGDY nie nabiło sobie guza lub nie otarło czy
        zadrapało skóry? Chociaż i tak jeśli powiesz, że nigdy to i tak nie będzie
        brzmiało wiarygodnie.


        --
        --------------------
        Si vis pacem, para bellum
        • 16.04.08, 12:53
          Oczywiście pomijam przypadki rzeczywistych zaniedbań bo i takie zdarzają i
          wówczas masz rację.


          --
          --------------------
          Si vis pacem, para bellum
        • 16.04.08, 17:30
          Ja sama miałam kiedyś rozciętą głowę w przedszkolu. Pani na
          leżakowaniu wyszła na jakiś czas z sali a dzieci zaczęły się rzucać
          czym popadnie. Ja dostałam w głowę i w efekcie znalazłam się w
          szpitalu na zszywaniu. Czasy były takie, że nikt wtedy nie myślał o
          wyciąganiu konsekwencji, ale dzisiaj pewnie byłoby inaczej. W końcu
          dzieci zostały bez opieki.
          Mając teraz dziecko w wieku prawie przedszkolnym zastanawiam się jak
          bym zareagowała jako rodzic.
      • 16.04.08, 12:50
        wypadki się zdarzają, z niczyjej winy, po prostu się zdarzają a personel zawsze
        jest wystraszony, nic w tym dziwnego jak co druga mama widzi w nich winowajców.

        nic nie poradzisz, jak jeden dzieciak popchnie drugiego, a ten w coś głową
        przywali, nie da się tego upilnować.
        w domu się jednego nie da, a co dopiero 25 w przedszkolu
    • 16.04.08, 12:48
      Zawiadamiaja rodzica a rodzic z dzieckiem idzie do lekarza.
      Potem jesli dziecko ma opłacone ubezpieczenie NNW to składa sie
      dokumenty do ubezpieczyciela i czeka na komisje.
      Jesli sytuacja wymaga ratowania zycia to wzywane jest pogotowie-
      nikt nie będzie czekał na rodzica.
      • 16.04.08, 14:59

        > wzywane jest pogotowie-
        > nikt nie będzie czekał na rodzica.

        I tu sie deczko mylisz,wzywane jest o ile rodzic podpisal na
        początku roku upowazniajace do udzielania pomocy medycznej
        dziecku .Moze sie zdziwisz ale sa rodzice ktorzy takiej zgody nie
        udzielaja (glownie ze wzgledow religijnych).
        • 16.04.08, 15:14
          Nie prawdą jest niestety, że w chwili zagrożenia życia wzywane jest pogotowie.
          Wiem, bo przerabiałam to z moim dzieckiem. A skutki nie wezwania pogotowia i nie
          udzielenia należytej pomocy mojemu dziecku mam nadzieję, że nigdy się nie
          odezwą! Stąd moje przewrażliwienie jeśli chodzi o drugie dziecko. I znam
          przypadki, kiedy panie zatajają wypadki przedszkolne i oddają niby zdrowe
          dziecko do domu. A co do współczucia wychowawczyniom, jak wcześniej ktoś
          dopisał, no cóż ponad wszystko najważniejsze jest bezpieczeństwo mojego dziecka
          a nie samopoczucie pani po rozmowie ze mną. Obyście "miłe mamy" nie musiały
          doświadczyć tego co ja i moje dziecko. Bo z pewnością zmieniłoby się Wasze
          nastawienie do przedszkolaneksmile
          • 16.04.08, 17:55
            Storczyku, rozumiem i współczuję, że przeszłaś przez coś tak traumatycznego - Ty
            i Twoje dziecko. Tylko widzisz, ja mam wiadomości z pierwszej ręki jeśli chodzi
            o rodziców w przedszkolach bo dwie moje koleżanki pracują jako wychowawczy
            przedszkolni. Patrzę więc na to wszystko nie tylko oczami rodzica, którym jestem
            ale wiem też jacy potrafią być niektórzy rodzice. Myślę, że prawda leży gdzieś
            pośrodku Twoich i moich słówsmile


            --
            --------------------
            Si vis pacem, para bellum
        • 16.04.08, 15:51
          jak to wiara zabrania udzielania pomocy przez pogotowie?
          • 16.04.08, 17:53
            przeciwcialo napisała:

            > jak to wiara zabrania udzielania pomocy przez pogotowie?

            Na przykład świadkowie Jehowy mają takie zasady.


            --
            --------------------
            Si vis pacem, para bellum
            • 16.04.08, 18:00
              To jak dziecko spadnie z hustawki to ma umrzec pod nią zanim rodzice
              dojada?
            • 16.04.08, 18:01
              Z tego co wiem to ŚJ protestują tylko przeciw transuzji krwi. Ale
              może rozszerzyli swoje postulaty religijne również o sprzeciw przy
              udzielaniu pierwszej pomocy....
              --
              A to moje dzieci
              Ania
              Magdalenka
              • 16.04.08, 18:26
                ariana1 napisała:

                > Z tego co wiem to ŚJ protestują tylko przeciw transuzji krwi. Ale
                > może rozszerzyli swoje postulaty religijne również o sprzeciw przy
                > udzielaniu pierwszej pomocy....

                Generalnie staram się trzymać z daleka od krytykowania praktyk religijnych
                innych ludzi. W tym przypadku dość celowo przemilczę takie postępowanie co
                będzie dostatecznym wyrazem mojej dezaprobaty.
                Słyszałam jednak o lekarzach, którzy nie dostosowali się do takich "zasad" i
                ratowali życie ponieważ oni nie wyznają ich a ponadto obowiązuje ich przysięga
                Hipokratesa. O ile mnie pamięć nie myli chyba żaden nie był skazany za
                udzielenie pomocy.


                --
                --------------------
                Si vis pacem, para bellum
                • 16.04.08, 19:32
                  www.raabe.com.pl/pdf/przedszkole/H-1-3.pdf
                  Znalazłam tylko ten adres internetowy. Poproś o statut i regulamin przedszkola
                  do przeczytania i koniecznie upomnij się o protokół powypadkowy. Po spisaniu
                  protokołu dyrekcja przedszkola nie może go tak sobie schować do szuflady. Musi
                  przekazać do organów zarządzających przedszkolem - kuratorium.
                  • 16.04.08, 19:59
                    bardzo dziękuję za wszystkie odpowiedzi
                    zupełnie nie chodziło mi o szukanie winnych wypadku. zdaję sobie sprawę, że
                    wypadki się zdarzają. o to nie mam pretensji
                    mam po prostu obiekcje, co do zachowania personelu PO wypadku.
                    moje dziecko z krwawiącą głową czekało kilka godzin zanim rodzice dojadą do
                    przedszkola i zabiorą na ostry dyżur /w dużych miastach dojazd potrafi sporo
                    trwać, poza tym nie zawsze -mimo szczerych chęci- człowiek natychmiast jest w
                    stanie rzucić to co właśnie robi i pędzić/, a w zwykłych przychodniach chirurdzy
                    uznali przypadek za zbyt poważny i skierowali nas na ostry dyżur/.
                    panie nie próbowały wzywać lekarza/pogotowia. pierwsza pomoc sprowadziła się do
                    okładów z lodu. nic mi nie wiadomo, aby powstał jakikolwiek protokół z wypadku-
                    dam sobie rękę uciąć, że nie powstał. choć czasu od sytuacji upłynęło aż nadto.
                    do ubezpieczyciela dyrekcja każe mi jechać samej, odebrać formularz i "sobie
                    wypełnić". jednocześnie zniechęca jak może /dlaczego?/

                    dziecko miało uraz nie kolana, czy łokcia, tylko głowy. jak wiadomo w przypadku
                    urazów głowy mogą czasem wystąpić poważne komplikacje, dlatego często czas
                    interwencji może mieć duże znaczenie. dobrze, że skończyło się tylko szyciem,
                    ale nie zawsze tak musi być.
                    uważam, że to lekarz powinien decydować czy stan dziecka pozwala na tak długie
                    oczekiwanie na pomoc, a nie panie przedszkolanki (które nawet jeśli są
                    najlepszymi pedagogami, to jednak nie są lekarzami)

                    dlatego interesuje mnie, czy są przepisy, które regulują postępowanie personelu
                    PO wypadku.
                    • 17.04.08, 16:58
                      Drogie mamy jestem nauczycielką przedszkola i wiem że(tak jak i
                      wielu innych sprawach,nie tylko związanych z oświatą) w tym kraju
                      nie ma opracowanych procedur ani nawet wzorców zachowania w
                      konkretnym przypadku. Przepis niby jest - wypadek ale wypadek
                      wyadkowi nierówny, każde dziecko jest inne, są uczulenia, brane
                      przez dziecko leki itp...(religijne aspekty pomijam bo dla mnie
                      akurat to żaden argument jeżel chodzi o zdrowie malucha)Lekarz z
                      pogotowia przyjeżdzając do chorego robi wywiad. NA pytania dotyczące
                      wypadku odpowiem ale co jeżeli chodzi o aspekty wczesiej wymienione,
                      kto podejmie decyzję o zezwoleniu na zabieg, zastrzyk
                      itp...nauczyciel??? Dlatego tak ważny jest kontakt z rodzicem lub
                      prawnym opiekunem. Myślę ze w dobie tel komórkowych naprawdę
                      możliwy, nawet co 15 minutowe monitorowanie stanu zdrowia dziecka, w
                      czasie dojazdu do placówki.
                      przy okazji proszę o radę jak z punktu widzenia rodziców nauczyciel
                      powinien reagować na wypadek dziecka i co powinien zrobić, bo chyba
                      nie jeździć z dzieckiem od przychodni do przychodni bo i tak ich nie
                      przyjmą?

                      W mojej karierze jeden raz dziewczynka miała uraz, biegnąc na
                      podwórku tak niefortunnie upadła że zerwała sobie wędzidełko nad
                      górną wargą. Krew dosłownie lała się. wielokrotnie dzwoniłyśmy do
                      rodziców niestety pod żadnym numerem nie byli dostępni. Nie
                      wzywałam pogotowia bo parę metrów od przedszkola jest izba przyjęć
                      (pracują tam zaprzyjaźnione pielęgniarki). niestety pozostawiając
                      pozostałe dzieci pod opieką woźnych i sciągając wcześniej do pracy
                      zmienniczkę zabrałam małą na izbę przyjęć, tam zanim udzielili jej
                      pomocy zadali mi "tysiąc" ptań, własnie wiek, choroby, uczulenia,
                      leki (lekarz też nie chce popełnić błędu) mając pretensję że
                      przyprowadzająć dziecko nie mam o niej wiedzy. na własne ryzyko
                      zgodziłam się na zabieg zszycia (wiem czym ryzykowałam, chociaż nie
                      składałam żadnej przysięgi np Hipokratesa)
                      Wspierałam wystraszoną dziewczynkę bo tu też dochodzi strach dziecka
                      co jej będą robić i dlaczego nie ma mamy?
                      Oczywiście zostałam do końca dnia żeby mamie wyjaśnić sytuację. Mama
                      nieświadoma przyjechała popołudniu przeraziła się widząć rozkwaszoną
                      twarz córki, widziałam że jest na mnie zła że nie dopilnowałam jej
                      dziecka albo nie wiem co (nazajutrz był bal karnawałowy i buźka
                      naprawdę nie wyglądała ładnie). Mama oczywiście jeszcze raz udała
                      się do lekarza i tam ją uświadomili że gdyby tego typu uraz czekał z
                      zaszyciem do wieczora to mała być może miałaby zdeformowaną buźkę do
                      końca życia. Ja całą noc miałam obawy czy dobrze zrobiłam nie
                      czekając na rodziców. Na drugi dzień rzodzice przyprowadzając
                      córeczkę podziękowali za moją (i przedszkola, na telefonie miała
                      ponad 30 nieodebranych połaczeń) postawę w tej sytuacji a Karolina
                      na balu była księżniczką ...arabską.

                      JAK MI KTOŚ MÓWI
                      w dużych miastach dojazd potrafi sporo
                      > trwać, poza tym nie zawsze -mimo szczerych chęci- człowiek
                      natychmiast jest w
                      > stanie rzucić to co właśnie robi i pędzić/,
                      TO MNIE RZUCA O ŚCIANĘ,
                      WYBACZCIE DROGIE MAMY
                      I rada na przyszłość najlepiej na zebraniach informacyjnych we
                      wrześniu poruszyć taki temat (wiem to zawsze gdzieś ucieka, bo
                      wyprawka niby ważniejsza) i wspólnie z nauczycielkami ustalić taką
                      grupową procedurę jak postępować w razie takiej sytuacji.
                      • 17.04.08, 17:22
                        ewaamam napisała:


                        > I rada na przyszłość najlepiej na zebraniach informacyjnych we
                        > wrześniu poruszyć taki temat (wiem to zawsze gdzieś ucieka, bo
                        > wyprawka niby ważniejsza) i wspólnie z nauczycielkami ustalić taką
                        > grupową procedurę jak postępować w razie takiej sytuacji.

                        niegłupie, póki co na żadnym zebraniu informacyjnym temat
                        bezpieczeństwa i procedur z nim związanych nie był poruszany


                        --
                        Prawo Katza - ludzie i narody będą działać racjonalnie wtedy i tylko
                        wtedy, gdy wyczerpią już wszystkie inne możliwości
                      • 17.04.08, 17:22
                        > JAK MI KTOŚ MÓWI
                        > w dużych miastach dojazd potrafi sporo
                        > > trwać, poza tym nie zawsze -mimo szczerych chęci- człowiek
                        > natychmiast jest w
                        > > stanie rzucić to co właśnie robi i pędzić/,
                        > TO MNIE RZUCA O ŚCIANĘ,
                        > WYBACZCIE DROGIE MAMY

                        droga ewaamam,
                        ale co konkretnie rzuca cię na kolana??? to, że rodzic nie jest w stanie
                        dojechać do przedszkola z prędkością karetki?? ano nie jest. taki jest fakt. jak
                        kiedyś spróbujesz, to się przekonasz

                        wiesz ile trwa w warszawie w godzinach porannych przejechanie z jednego na drugi
                        koniec miasta??? pewnie nie wiesz, więc cię uświadomię- około 2 godzin!
                        zakładając, że natychmiast rzuciłaś, to co miałaś w ręku i wsiadłaś w samochód
                        zaparkowany pod domem. no i umiesz w miarę płynnie lawirować w korkach. bo jeśli
                        nie, dolicz więcej czasu.
                        potem dolicz jeszcze czas w przedszkolu (na tłumaczenie się pań +ubieranie
                        dziecka) i dojazd z dzieckiem do szpitala + czekanie do rejestracji, itp.
                        wychodzi realnie kilka godzin.

                        a może twoim zdaniem rodzic powinien krążyć wokół przedszkola przez cały czas
                        pobytu w nim dziecka, na wypadek jakby pani zgłosiła potrzebę zastąpienia
                        pogotowia??

                        co tu w ogóle ustalać z rodzicami? dziecku należy udzielić pierwszej pomocy.
                        jeśli personel nie jest w stanie to należy wezwać lekarza. to chyba oczywiste???
                        mnie akurat rzuca na kolana bezmyślność i nieodpowiedzialność pań, dla których
                        ostatnim pomysłem, na jaki wpadają w przypadku poważnego (drobnych się nie
                        szyje) urazu głowy jest kontakt z lekarzem. rozumiem, że to nie ich dzieci, no
                        ale może bez przesady!
                        nie mieści mi się to w głowie!
                        dotąd wydawało mi się, że powierzając dziecko przedszkolu zostawiam je pod
                        /dobrą/ opieką. życie zweryfikowało moją opinię niestety
                        • 17.04.08, 21:50
                          Nie musisz mnie atakować i nie znając mnie udowadniać że nie wiem
                          jak jeździ się po Warszawie. Akurat to wiem. I zdaję sobie sprawę
                          jak trudno jest w miarę szybko dojechać do przedszkola np. w
                          godzinach szczytu. W moim poście próbowałam pokazać że nie zawsze
                          jest to takie oczywiste wzywać pogotowie czy nie i to że jednak
                          obecność rodzica czy kogoś bliskiego ważna jest dla dziecka jak i
                          lekarza. Jeżeli wypadek był groźny wtedy nie ma co wzywamy pogotowie
                          i już, to chyba oczywiste. JA jednak nadal nie wiem czy jako
                          nauczyciel jestem w stanie lekarzowi odpowiedzieć na podstawowe
                          pytania czy dziecko bierze jakieś leki (interakcje ze środkami
                          przeciwbólowymi, czy jest na coś uczulone itp). W opisanej przeze
                          mnie sytuacji ja własnym nazwiskiem podpisałam zgodę na zabieg.
                          DZięki Bogu nie było komplikacji a dziewczynkię szył fachowiec i
                          powikłań nie było w przeciwnym razie zgadnij kto byłby
                          odpowiedzialny lekarz, rodzic czy ta nauczycielka?

                          A tak wogóle w porónaniu ze szkołami wypadki w przedszkolu są
                          naprawdę sporadyczne i (może ci się to nie spodoba)w przedszkolach
                          nauczycielki naprawdę zajmują się poszkodowanymi dziećmi. Raczej
                          nikt ich z koleżanką nie odsyła do domu - bo się słabo czuje, nikt
                          krwawiącego dziecka (wybity ząb, pęknięta szczęka) nie odsyła do
                          łazienki w celu umycia buzi i SAMODZIELNEGO zatrzymania krwawienia.
                          A tak się dzieje rzeczywiście.
                          My spędzamy z tymi dziećmi naprawdę sporo czasu (może dla ciebie
                          przedszkolanka to "obca baba" ale na pewno nie dla twojego dziecka a
                          i ona darzy dziecko może nie uczuciem miłości matczynej ale
                          przywiązaniem, troslką itp..) i też odczuwamy niepokój, strach gdy
                          coś się złego dzieje. Urazy mojego własnego syna nie "przerażały"
                          mnie tak jak urazy przedszkolaków. I to nie dlatego że bałam się
                          reakcji mamusi. Ja byłam z dziećmi, mam ubezpieczenie od NNW i
                          powinnam być spokojna, jednak nie byłam - domyśl się
                          dlaczego?????????

                          Kontakt, zaufanie i porozumienie OBUSTRONNE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                          • 17.04.08, 22:24
                            to mówisz, że powinnam się cieszyć?;>
                            ano jakoś nie cieszę się, może dlatego, że moje dziecko ma problemy
                            neurologiczne, od lat jest rehabilitowane i szycie głowy nie jest dla mnie
                            powodem do radości.
                            powtórzę raz jeszcze: oddając dziecko do przedszkola, powierzam mu opiekę nam
                            dzieckiem. przedszkole powinno godnie zastąpić rodziców.
                            jeśli nie potrafi dopilnować (o to nie mam pretensji- nie wymagam cudów), to
                            przynajmniej powinno stanąć na wysokości zadania i po fakcie zareagować na poziomie.

                            i bardzo jestem ciekawa, czy jedna z drugą pani przedszkolanka z własnym
                            dzieckiem z krwawiącą głową też czekałyby tyle czasu na udzielenie pomocy??
                            bardzo się cieszę, że skończyło się tylko na szwach.
                            i oby tak zostało.
                            • 18.04.08, 08:50
                              Ale ona nie mówi, że w twoim przypadku dobrze postąpili.

                              Ona jest przeciwna traktowaniu przez ciebie nauczycieli w przedszkolu jak gówna.
                              Sorry ale tak to wygląda.
                              --
                              -------------------------
                              kedrok.pl
                              walka.waw.pl
                              • 18.04.08, 09:45
                                no cóż. ja osobiście mam podobne odczucia. tyle, że dotyczą potraktowania mojego
                                dziecka przez osoby, które sprawowały nad nim opiekę w moim zastępstwie.
                                dziecka, które potrzebowało pomocy a jej od opiekunów nie uzyskało.
                                • 18.04.08, 10:21
                                  Tak jest, te osoby zrobiły źle, i należy im się za to jakaś kara. Nikt tego nie
                                  kwestionuje. W przypadku takim powinien być informowany rodzic i wzywany lekarz.
                                  To jest oczywiste. Rodzic powinien wcześniej w przedszkolu dać podpis, iż wyraża
                                  zgodę na zabiegi, zastrzyki itp wykonywane przez lekarzy w przypadku wypadku.
                                  Tego się niestety nie praktykuje.

                                  Po twoich postach widać niestety, że teraz wrzucasz wszystkich do jednego worka.
                                  Przedszkole to nie zastępowanie matki. Przedszkole to jak sama nazwa wskazuje
                                  edukacja przedszkolna. Jest bardzo ważne dla rozwoju dzieci. Panie tam pracujące
                                  nie są opiekunkami tylko nauczycielami przedszkolnymi i posiadają naprawdę sporą
                                  wiedzę.
                                  --
                                  -------------------------
                                  kedrok.pl
                                  walka.waw.pl
                                  • 18.04.08, 10:34
                                    przedszkole to JEST zastępowanie matki w czasie, gdy dziecko jest w przedszkolu.
                                    ja nie oczekuję, że przedszkole wychowa mi dziecko.
                                    ja tylko oczekuję, że odda mi je w takim stanie, w jakim je ode mnie otrzymało.
                                    a jeśli dziecko ulegnie wypadkowi (stan się pogorszy) to zrobi to, co zrobiłby
                                    każdy opiekun- zapewni niezbędną pomoc.
                                    tyle.
                                    ale okazuje się, że i to za wieleuncertain

                                    co do szczegółów- panie są opiekunkami. i w umowie mam czarno na białym, że
                                    podczas pobytu w przedszkolu sprawują nad nim opiekę i zobowiązują się zapewnić
                                    mu bezpieczeństwo
                            • 18.04.08, 10:00

                              > to mówisz, że powinnam się cieszyć?;>

                              Nic takiego nie poowiedzałam raczej nie napisałam

                              zdecyduj się czy masz pretensję o to, że na terenie przedszkola
                              zdarzył się wypadek czy nie masz pretensji. Szycie głowy to
                              konieczność i nikt z tego powodu raczej się nie cieszy. Widzisz sama
                              potwierdzasz moje obawy, jeżeli nie było bezpośredniego zagrożenia
                              życia dziecka to chyba lepiej że ty jako matka byłaś przy zabiegu i
                              w razie czego poinformowałaś lekarza o wcześniejszych problemach
                              dziecka. Obawiam się że i ja czekałabym na twój szybki przyjazd do
                              przedszkola lub prznajmiej konsultowałabym telefonicznie z tobą
                              każdą decyzję związaną z twoim maluchem.
                              Nie wiem jak reaguje na widok lekarzy, a być może trzebabyłoby go
                              przytrzymać (forma przemocy)itp...
                              Z poprzednich postów wynika że panie zareagowały prawidłowo,
                              zatamowanie krwawienia poprzez okłady z lodu to podstawowa czynność
                              przy tego typu urazach, obserwowanie czy dziecku nie robi się słabo,
                              czy nie wymiotuje i nie jest senne tak się postępuje i w ten sposób
                              postąpiłaby nawet szkolna pielęgniarka. Z tego typu urazami od razu
                              należy kierować się na ostry dyżur, chociaż tam traczej się nie
                              spieszą. Dziecko znajomych z rozciętą głową czekało na Niekłańskiej
                              ze dwie godziny zanim zostały założone szwy, (Tak jest w Polsce z
                              opieką medyczną, ale to nie wina pani z przedszkola). Powtarzam
                              jeżeli rana była duża, nie można było zatamować krwawienia i
                              występowały w/w objawy wówczas trzeba wzywać pogotowie i lekarz
                              pogotowia też nie założyłby dziecku szwów na miejscu, żebyś
                              spokojnie z przedszkola zabrała je do domu tylko dziecko umieszczone
                              zostałoby w szpitalu a ty i tak wezwana byłabyś tym razem przez
                              personel szpitalny bo jesteż MATKĄ.
                              Dzieci z problemami neurologicznymi są bardziej narażone na
                              wszelkiego typu urazy w placówkach oświatowych - masowych. To ty
                              musisz zadbać o to jakie w tym zakresie czynności podejmuje
                              przedszkole a jakie ty. I to już mój ostatni post na ten temat.
                              • 18.04.08, 10:30
                                ależ to chyba napisałam wyraźnie. i powtarzam to zdecydowanie od pierwszego
                                postu. no ale powtórzę raz jeszcze: NIE MAM pretensji o wypadek (chociaż dziecko
                                poleciało głową na płytki w łazience, właśnie dlatego, że wypadło z rąk niosącej
                                je pani).
                                uważam natomiast, że sprawa wypadku została zbagatelizowana - nieprawidłowe było
                                postępowanie PO. dotyczy to zarówno sposobu zapewnienia dziecku pomocy, jak i
                                spraw formalnych (protokół z wypadku nie powstał do dziś)
                                uważam, że to nie pani (która z wykształcenia jest pedagogiem a nie lekarzem)
                                powinna decydować kiedy dziecko może na pomoc czekać, a kiedy nie. telefon na
                                pogotowie nic nie kosztuje. można zadzwonić i spytać. dziwi mnie, że nikt o tym
                                nie pomyślał.
                                napisałam posta, żeby się dowiedzieć, czy są przepisy, które regulują
                                postępowanie w takich sytuacjach.
                                no ale widzę, że prędzej się tego dowiem dzwoniąc do kuratorium
                                • 18.04.08, 13:05
                                  zakupy_usa napisała:

                                  > napisałam posta, żeby się dowiedzieć, czy są przepisy, które
                                  > regulują postępowanie w takich sytuacjach. no ale widzę, że
                                  > prędzej się tego dowiem dzwoniąc do kuratorium.

                                  No to na co czekasz? Łap za telefona i dzwoń! wink
                                  • 18.04.08, 14:53
                                    oczywiście, że zadzwonię i wyjaśnię tę sprawę. choć może niekoniecznie w piątek
                                    o 15 smile
                                    ale cenna jest dla mnie również informacja, że nawet same przedszkolanki nie
                                    znają takich przepisów. choć to smutne, to teraz już przynajmniej oczy mi się
                                    otworzyły. mam nadzieję, że nie tylko mi.
                                    i w następnym przedszkolu od drzwi będę uświadamiać co należy robić wypadku. bo
                                    jak widać nie dla każdego to oczywiste
                                    a dziwne, bo zdaje się, że szkolenie bhp jest obowiązkowe przed podjęciem pracy
        • 16.04.08, 21:45
          przedszkolaczkowy_swiat napisała:

          > > wzywane jest pogotowie-nikt nie będzie czekał na rodzica.
          > I tu sie deczko mylisz, wzywane jest o ile rodzic podpisal na
          > początku roku upowazniajace do udzielania pomocy medycznej
          > dziecku.

          Nie dość, że masz w nicku byka, to jeszcze piszesz jakieś dziwne
          rzeczy. Na jakiej podstawie prawnej niby to upoważnienie?

          --
          Ne puero gladium!
          • 18.04.08, 10:20
            scher napisał:

            > Nie dość, że masz w nicku byka, to jeszcze piszesz jakieś dziwne
            > rzeczy. Na jakiej podstawie prawnej niby to upoważnienie?

            A gdzie ten byk Romciu?
    • 21.04.08, 06:27
      Rozcięta głowa to nie wypadek!!!!!Nie wiesz o czym piszesz, ale tu
      jest to normą.Proponuje Sąd Najwyższy.Ps.W takich sytuacjach
      dyrektor placówki wie co ma robic!!!
      • 21.04.08, 09:39
        kosia1-0 napisała:

        > Rozcięta głowa to nie wypadek!!!!!

        Na czyjej interpretacji rozporządzenia się opierasz?

        --
        Ne puero gladium!
    • 24.04.08, 22:03
      Drogie Panie Mamy i Wychowawczynie

      Przedstawię kilka informacji które może wyjaśnią wątpliwości
      dotyczących tego wydarzenia.

      1. Rozcięta głowa to jest wypadek.
      2. Wszystkie wychowawczynie muszą ukończyć kurs udzielania pierwszej
      pomocy przedmedycznej - może to być w ramach BHP, ale lepszy jest
      oddzielny.
      3. Rozcięta (krwawiąca) głowa u dziecka = udzielenie pierwszej
      pomocy (w takiej sytuacji jałowa gaza na ranę + bandażowanie) w tym
      samym czasie dzwonimy do rodziców, mówimy co się stało, prosimy o
      przyjazd i pytamy czy wezwać pogotowie czy poczekać na przyjazd
      rodzica (rodzic może sam wezwać pogotowie do przedszkola np.
      prywatne bo ma karę ubezpieczenia z takiego pogotowia). Jeśli
      występuje zagrożenie życia dziecka należy wezwać pogotowie
      natychmiast !!! (np. dziecko jest nieprzytomne po upadku).
      O takich sytuacjach wychowawczynie dowiadują się na dobrze
      prowadzonych kursach.
      4. Jeśli przyjedzie pogotowie i będzie zabierało dziecko do szpitala
      musi zabrać również opiekuna – rodzica lub w przypadku nieobecności
      jedną osobę z przedszkola.
      5. O wypadku informowany jest dyrektor i osoba zajmująca się BHP w
      przedszkolu (w małych placówkach sprawami BHP może zajmować się
      dyrektor). Tworzy się komisję powypadkową która sporządza protokół
      powypadkowy – okoliczności wypadku, uszkodzenie ciała, opiekunowie,
      sposób udzielenia pomocy itd. Protokół jest zatwierdzany przez
      dyrektora i podpisany przez rodziców dziecka – jeden egzemplarz
      zostaje w przedszkolu drugi otrzymują rodzice.
      Rodzice powinni otrzymać formularze do ubezpieczenia. Dokumentacja
      ze szpitala jest niezbędna do otrzymania odszkodowania.
      Dwa razy w roku przedszkola (te zarejestrowane) wypełniają i
      przekazują do kuratorium SIO system informacji oświatowej w którym
      to są informacje m.in.: o wypadkach w przedszkolu.

      Wypadki się zdarzają – zgodnie ze statystykami najwięcej w domu
      potem w placówka oświatowych. W takich sytuacjach najważniejsze jest
      sprawne i umiejętne działanie.

      Pozdrawiam serdecznie
      Tata Antka i Franka, zawodowo dyrektor przedszkola ds.
      administracyjno-kadrowych , Ratownik Medyczny

  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.