• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Przedszkole misia Paddingtona, warszawa - opinie Dodaj do ulubionych

  • 20.05.08, 21:24
    Witam,

    prosze o opinie na temat przedszkola misia paddingtona w warszawie.

    dziekuje
    Aga
    Edytor zaawansowany
    • 20.05.08, 22:27
    • 21.05.08, 23:50
      Moje dziecko tam chodzi. Rzeczywiście - przedszkole chyba nie jest
      najlepiej zarządzane. P. dyrektor sprawia wrażenie chaotycznej i nie
      do końca kontrolującej sytuację. Nie wiem, jak inni rodzice, ale ja
      mam też pewien problem z komunikacją i informacjami zwrotnymi na
      temat dziecka... No, ale może to tylko mój problem. Machnęłam ręką,
      bo z róznych względów, to nie jest nasza docelowa placówka.
      Niemniej, jest parę plusów, np:
      - moje dziecko wprost uwielbia tam chodzić , co rano zostawiam je
      usmiechnięte od ucha do ucha, szczęśliwe, zabierane stamtąd pyta
      dlaczego tak wcześnie przyszłam smile. Nie wiem, może to kwestia
      dziecka, a nie przedszkola, niemniej zakladam, że skoro czuje się
      tam dobrze, bezpiecznie, to przedszkole jest jednak w porządku
      - mają całkiem przyzwoite warunki lokalowe - ładne, duże sale,
      czyste, dostosowane do wzrostu dzieci łazienki (to nie jest norma w
      prywatnych przedszkolach), duży ogród. Niestety nie mają placu
      zabaw (jest tylko zjeżdżalnia i piaskownica), zdaje się, na tę
      inwestycję zabrakło środków...
      - sporo się tam dzieje i personelowi "się chce" - tzn. nawet maluchy
      wychodzą na spacery poza przedszkole (też nie jest to chyba norma w
      innych placówkach), są zajęcia typu angielski, rytmika, gimnastyka
      etc (co akurat chyba nie jest specjalnym wyróżnikiem dla prywatanych
      placówek, ale dla publicznych już chyba tak, przynajmniej w
      maluchach)
      - multikulturowość - uczęszczają tam dzieci dyplomatów z pobliskich
      ambasad i rezydencji, więc fajnie, że dziecko 'nasiąka' taką trochę
      kosmopolityczną atmosferą, że słyszy różne języki, spotyka różne
      kultury

      Ogólnie więc myślę, że miejsce jest warte rozważenia. Gdybym jednak
      miała kontynuować współpracę w kolejnych latach, to pewnie bardziej
      zaangażowałabym się w kwestie sposobu zarządzania, komunikowania się
      z rodzicami, opanowania wrażenia chaosu...(zdaje się że jest coś
      takiego jak Rada Rodziców, nie wiem też kto jest właścicielem i czy
      ma to wszystko pod kontrolą...).
      • 22.05.08, 10:27
        Zgadzam się z plusami w 100% oraz z tym, że jest to bardzo fajne miejsce dla
        dzieci o pewnej konstrukcji psychicznej. Dodałbym: bardzo mocnej konstrukcji
        psychicznej - nie gubiących się w chaosie. A chaos w Paddingtonie jest na każdym
        kroku...
        Natomiast jeśli chodzi o komunikację, to ja mam wrażenie, że pani dyrektor
        rodziców traktuje jak dzieci, i to dzieci głupie: obiecuje wszystko, o co
        rodzice poproszą, a potem robi swoje i jest oburzona, kiedy jej rodzice
        wypominają te obietnice... A było tych obietnic sporo, jeśli uczestniczyłaś w
        zebraniach, to wiesz...
        Zresztą jej stosunek do dzieci też mnie nieco przeraża: mam takie wrażenie, że
        ona przede wszystkim pławi się w uwielbieniu swojego geniuszu pedagogicznego
        (fakt, pomysły ma kapitalne, a i zapału bardzo dużo), a dzieci są tylko do tego
        geniuszu dodatkiem wink A naturalną konsekwencją jest to, że dziecko, które się w
        jej wyobrażenie o Idealnym Przedszkolaku nie wpisuje, jest przez nią
        klasyfikowane jako niegrzeczne i nierozgarnięte.
        Przykład: kiedyś usłyszeliśmy (przy naszym synu, co samo w sobie jest
        karygodne), że nasz syn "był niegrzeczny, bo zrobił kupę w majtki". NIEGRZECZNY?
        Pikanterii sprawie dodaje fakt, że syn ma zaburzenia integracji sensorycznej,
        przez co trochę gorzej odbiera sygnały z ciała i takie wpadki zdarzają mu się
        częściej niż innym dzieciom - o czym lojalnie powiadomiliśmy przy zapisywaniu go
        i usłyszeliśmy, że to żaden problem...
        Poza tym kłamstwa w żywe oczy, np. moja siostra kiedyś zapytała, czy jej syn pił
        coś na wycieczce, usłyszała, że wypił soczek z kartonika przez słomkę. No i
        fajnie, tylko... on nie potrafi pić przez słomkę wink
        Kadra: faktycznie, panie są fajne, ale co z tego, kiedy się tak często
        zmieniają? Nie wiem, czy Paddington im tak kiepsko płaci, czy są inne powody,
        ale rotacja jest dramatyczna. Nasz syn przywiązał się kolejno do trzech pań, i
        za każdym razem przeżywał ich odejście (w ciągu kilku miesięcy!), a co
        ciekawsze, my się o tych zmianach dowiadywaliśmy od niego - w przedszkolu nikt
        się nie zająknął nawet o zmianach, że nie wspomnę o przedstawieniu nowej opiekunki.
        A z kwestii mniej istotnych, ale formalnych: przedszkole chwali się
        uczestnictwem w IBO, a w pewnym momencie w całym przedszkolu była jedna
        opiekunka, która miała szkolenie z tej organizacji. Zabierając dziecko z
        przedszkola poinformowałem właścicielkę, że powiadomię o tym IBO i natychmiast
        zorganizowała szkolenie wink
        Reasumując: uważam, że zrobiliśmy naszemu dziecku straszną krzywdę wysyłając go
        do tego przedszkola i absolutnie nikomu tego miejsca nie polecamy.
        • 22.05.08, 16:24
          bardzo dziekuje za odpowiedzi

          sigurd2, czy moglbys w takim razie napisac cos wiecej o przedszkolu,
          do ktorego teraz chodzi twoj synek? cos jeszcze ponad to, co juz
          napisales?
          bardzo dziekuje,
          Aga

          no i poprosze o jeszcze jakies opinie na temat paddingtona
          • 23.05.08, 11:16
            W dużym skrócie (po szczegóły pisz na priv):
            - bardzo doświadczona pani dyrektor + młoda kadra, ale wszyscy z odpowiednim
            wykształceniem (co nie jest normą w przedszkolach prywatnych), jedna z opiekunek
            ma wykształcenie psychologiczne
            - grupy do 15 osób, obecnie są dwie: dla 3-4 latków i dla dzieci młodszych
            - zajęcia w przedszkolu: angielski, rytmika, przychodzi też logopeda (dzieci z
            problemami z wymową mają z nim dodatkowe zajęcia, nie wiem, czy dodatkowo płatne)
            - opłaty 1000 pln w wariancie przebywania dziecka do 14, 1200 na cały dzień; w
            cenę wliczone absolutnie wszystko (tzn. jak wyżej, nie wiem tylko, jak jest z
            logopedą), zwrot stawki żywieniowej 6 lub 7 pln za KAŻDY dzień nieobecności
            - pełna współpraca z opiekunkami, codziennie dostajemy solidny feedback na temat
            tego, co się działo, w razie problemów uzgadniamy ich rozwiązanie. Zaangażowanie
            się w to, co się w przedszkolu dzieje, jest mile widziane (np. podrzucamy tak
            czasami jakieś ciekawe książeczki etc.)
            - spacery codziennie, chyba że pada, jest bardzo zimno, wiatr etc. Z naszego
            punktu widzenia - wychodzą w zasadzie wtedy, kiedy my byśmy dziecko z domu
            wypuścili, czyli nie przesadzają w żadną stronę
            - większe "eventy" odbywają się rzadko (średnio raz w miesiącu), ale są
            wyjątkowo sensowne, np. wycieczka do Pepelandu; albo wizyta pana, który
            przyniósł ślimaki, dżdżownice i owady i opowiadał o nich - po każdym takim
            wydarzeniu moje dziecko jest po prostu zachwycone. Teraz czekamy na Dzień Matki,
            przygotowania w przedszkolu trwają od kilku tygodni i zobaczymy, jak to
            wyjdzie... Dla mnie kryterium będzie głównie to, czy wszystkie dzieci będą jakoś
            zaangażowane, bo w Paddingtonie niestety takie rzeczy ograniczały się do tych
            dzieci, z którymi "było łatwiej".
            Teraz to, co nam się mniej podoba:
            - słabszym elementem są posiłki: obiad jest cateringowy, wcześnie (o 12:30),
            ponadto nie ma II śniadania
            - mycie zębów jest tylko po obiedzie, po śniadaniu nie.
          • 27.05.08, 13:11
            Mój jeden brzdąc chodził do Paddingtona, drugi do przedszkola państwowego (z
            powodu przeprowadzki).
            Różnica jest ogromna i żałuje, że drugi nie mógł uczęszczać na Górską.
            Moje doświadczenia są trochę inne jak i pewnie pozory chaosu mniej mi przeszkadzają.
            O ile mi wiadomo u p. Ewy nie było wypadku pomimo wycieczek publicznymi środkami
            lokomocji a w państwowym przedszkolu urazy zdarzają się często. Może i państwowe
            przedszkole jest bardziej uporządkowane ale w tym wypadku to oznacza
            zachowawczość - myśl o wyjściu poza bezpieczny teren ogródka jest przerażająca.
            Raz na pół roku wycieczka autokarem.
            Pod tym względem dyscyplina dzieci w Paddigtonie jest nieporównywalna.
            Jak dla mnie kreatywność a przede wszystkim pasja p. Ewy nadrabia inne braki.
            • 28.05.08, 10:05
              No, muszę przyznać, że rzeczywiście wypadku tam żadnego nie zanotowałem. Ale z
              tym bezpieczeństwem to ja mam nieco inne doświadczenia: NOTORYCZNIE zostawiana
              otwarta furtka (zwłaszcza rano, kiedy rodzice przyprowadzają dzieci, sam kiedyś
              zawróciłem jakiegoś malucha wyruszającego na eksplorację świata) i często w
              zimie zamarzający zamek, o którego naprawę kilkakrotnie bezskutecznie prosiłem.
              Co do kreatywności i pasji - zgadzam się w 100%.
          • 29.05.08, 11:33
            Moje dziecko uczęszczało do tego przedszkola pół roku na przełomie 2007 i 2008 r. Paddington niewątpliwie ma wiele zalet: dobre warunki mieszkaniowe (duże sale dobrze przystosowane dla dzieci), lokalizacja (blisko Łazienek, więc dzieci chodzą tam na spacery), własna kuchnia (świeże posiłki), dobry program (dużo wycieczek, bardzo ciekawe pomoce naukowe, dobre pomysły na zajęcia) i dużo zapału oraz dobrych chęci ze strony dyrektorki. Niestety, ma też wady, które w naszej opinii są bardziej znaczące od tych zalet. Zatem chronologicznie:
            Niesłowność. Kiedy zimą wpłacałam wpisowe, dyrektorka zapewniła mnie, że będą tylko dwa oddziały, co akurat dla nas było bardzo ważne, bo nasze dziecko nie odnajduje się w dużej grupie dzieci (konsekwencje zanurzeń rozwoju ruchowego). Kiedy podpisywałam wiosną umowę, okazało się, że jednak będą trzy oddziały z nieco większą liczbą dzieci, poza tym skasowano opcję krótszego pobytu dziecka w przedszkolu z niższą opłatą. Słowem, okazało się, że muszę więcej płacić za więcej grup i więcej dzieci. Podobno właścicielka wyjaśniała powody tych zmian na pierwszym zebraniu organizacyjnym, ale nikt do mnie nie zadzwonił, więc nie wiedziałam nawet, że się odbyło.
            Posiłki. Podczas okresu adaptacji dziecię regularnie zaliczało na drugie śniadanie ciasteczka. Trochę mnie to zaniepokoiło, ale liczyłam, że dieta zmieni się jesienią, kiedy przedszkole ruszy pełną parą. Faktycznie, ciasteczka przestały się tak często pojawiać, ale nie udało się doprosić o wywieszanie jadłospisu. Czasami się pojawiał, czasami nie, czasami wisiał ten z zeszłego tygodnia i ogólnie w żaden sposób tej diety w domu zbilansować. Jeśli dzieci narwały w ogrodzie fasoli, na obiad była fasolowa. Poza tym bardzo często smażone i ziemniaki. Dla nas kłopot, ale maluchy chętnie jadły, więc pewnie wielu rodziców było zadowolonych.
            Karuzela z madonnami: w grupie dziecka przez te kilka miesięcy zmieniły się trzy panie, co oczywiście się na nim odbijało.
            Komunikacja. Dowiadywałam się od dyrektorki, że dziecko świetnie zjadło na obiad kotlecik – tyle że akurat były pierogi. Albo że dziecko dobrze się zachowywało na spacerze – tyle że wg wychowawczyni akurat było tylko w piaskownicy. W pewnym momencie nowej pani wypsnęło się w rozmowie ze mną, że moje dziecko płacze całymi dniami. Wcześniej nikt mi tego nie komunikował, ale dyrektorka zapewniała mnie, że pani jest nowa, wydawało się jej. I takich wypadków było więcej.
            Niedyskrecja. Dyrektorka mimochodem napomyka, co oglądają dzieci w ambasadzie, jak się odezwała ta czy owa mama, jakie kto ma kłopoty domowe, które dziecko jest mało bystre, bo nie wie, ile ma lat czy nie zna kolorów. Do tego dialogi z dziećmi typu: „Ludwiczku, nie zaczepiaj Maksia, bo on znów poskarży się swojej mamie i będzie awantura”.
            Reakcja na kłopoty. Nasze dziecko zaczęło mieć w przedszkolu kłopoty. Nie integrowało się z grupą, nie chciało uczestniczyć w zajęciach, nie słuchało pań (nie chodzi o to, że było nieposłuszne, po prostu nie zwracało na nie uwagi) – bardzo to wszystko odbiegało do wzorca zachowań w domu, bo my z nim takich problemów wcześniej nie mieliśmy, także w interakcjach z innymi dziećmi (ma rodzeństwo). Biegaliśmy z mężem po specjalistach (psycholog dziecięcy, psycholog-logopeda, neurolog, integracja sensoryczna), a w przedszkolu zaliczaliśmy kolejno sugestie, że dziecko ma Aspergera, że jest agresywne, że nie rozumie, co się do niego mówi etc. Przede wszystkim jednak dyrektorka (wychowawczyni się wtedy akurat zmieniała, więc nie można było z nią współpracować) nie miała żadnego pomysłu, co z tym zrobić. Ostatecznie zaproponowałam, a ich psycholog to zatwierdziła, że w takim razie przyjdę na cały dzień do przedszkola i zacznę je wdrażać w rytm zajęć.
            Przedpołudnie w przedszkolu. Kiedy przyszłam, w przyciemnionej sali grupy mojego dziecka na dole dyrektorka opowiadała bajkę, a właściwie odgrywała ją figurkami na patykach – świetny pomysł. Dzieci słuchały, a kiedy bajka się skończyła, dyrektorka zadała kilka pytań, między innymi do mojego dziecka:
            - Ile zwierzątek mieszkało w dzbanie?
            - Jedno, drugie, trzecie... – zaczęło liczyć moje dziecko, powoli, bo ma wadę wymowy, ale sprawnie, bo wtedy spokojnie już liczyło w obrębie dziesięciu.
            - Żabka, zajączek, mucha – przerwała mu dyrektorka i moje dziecko natychmiast się wycofało i już się więcej nie odzywało.
            Potem gimnastyka, ćwiczenia z równowagi na ławce. Część dzieci ćwiczy, część biega po sali, jedno tarza się po ziemi. Te sprytniejsze wpychają się przed inne w kolejce i jako pierwsze wskakują na ławkę. Te mniej przebojowe stoją. Pani od gimnastyki jest naprawdę fajna, stara się nad nimi zapanować, ale przydałaby się jej pomoc, bo kiedy ona jest zajęta pokazywaniem ćwiczenia dziecku na ławce, reszta dzieci mocno dokazuje. Niestety, nie ma żadnej z dwóch pozostałych pań, które się teoretycznie zajmują tą grupą. Po zajęciach dowiaduję się, że pani od gimnastyki jako żywo nie słyszała o diagnozie dziecka, którą karnie przynieśliśmy do przedszkola. Co więcej, moje dziecko faktycznie przez kilka miesięcy na tych zajęciach płakało i nic nie robiło. Tyle że nikt mi nic o tym nie powiedział. Ups.
            Akurat były urodziny jednej z dziewczynek, więc jej mama przygotowała wielkie plansze z zarysami postaci Teletubisi, które dzieci miały pomalować w sali na górze. Zebrano dzieci z całego przedszkola – ze 30 – które zaczęły ganiać po sali, podczas gdy panie wyciskały farbę na tekturowe tacki. Potem okazało się, że dla części dzieci (tych najmniej zaradnych, a więc solenizantki, bo to jedno z najmłodszych dzieci) zabrakło pędzli i musiały czekać, podczas gdy inne już malowały). Zebrałam troje tych mniej zaradnych (w tym bratanka i moje) i poszliśmy malować. Dzieci do malowania zostały rozebrane do koszulek z krótkim rękawem, ale w sali zrobiło się ciepło, więc otwarto okno (styczeń to był bodajże, w każdym razie zima głęboka). Potem mycie rąk – dzieci się rozlazły po całym przedszkolu, moje też znikło. Gdzie ono jest? – zastanawiam się głośno. A, ono się zawsze chowa po zakamarkach – odpowiedziała mi jakaś starsza dziewczynka, po czym grupka dzieci zbiegłą w podskokach ze schodów na poszukiwanie mojego (okazało się, że usiłuje zwiedzać na własną rękę gabinet dyrektorki, gdzie zgromadzono stare wyposażenie domu – zresztą świetny pomysł, żeby je dzieciom pokazać).
            Schodzimy na obiad. Ups, zabrakło trzech krzesełek, biegamy i szukamy. Dyrektorka zaczyna kroić tort. Ups, jedno dziecko nie włożyło koszulki, biegniemy po nią na górę. Krojenie tortu trwa długo, niektóre dzieci się niecierpliwią. Więc dyrektorka zmienia kolejność i te kręcące się dostają tort przed innymi, a ja idę do domu, przekonana, że dość zobaczyłam.
            Kiedy wypisywałam dziecko z przedszkola, przedstawiłam swoje zastrzeżenia na piśmie właścicielce, dlatego teraz je tutaj bez skrępowania opisuję. Z pewnością niektóre dzieci – te przebojowe, z dobrymi umiejętnościami komunikacyjnymi, ciekawe świata, umiejące wywalczyć sobie samodzielnie (i sposobami akceptowanymi przez wychowawczynie) pozycję w grupie rówieśniczej – wiele z tego przedszkola wyniosą, bo zajęcia są interesujące i różnorodne. Nie jestem jednak pewna, czy dzieci wycofane, mniej komunikatywne, z kłopotami z integracją sensoryczną, słabszym napięciem mięśniowym, słabszym czuciem w dłoniach etc. otrzymają pomoc i czy ich mocniejsze strony zostaną dostrzeżone. U nas przez pół roku nikt nie zauważył rewelacyjnej pamięci dziecka, jego kreatywności, muzykalności ani tego, że w wielu lat trzech potrafiło liczyć i zaczynało czytać.
            Aha, teraz jesteśmy w innym przedszkolu. Dziecko to samo, tyle że nie ma kłopotów z integracją z grupą, uczestniczy w zajęciach, jest szczęśliwe, ma kolegów, jest lubiane i chętnie współpracuje z wychowawczynią, a nam po przygodzie z Paddingtonem pozostało takie przykre wrażenie, że zanadto zaufaliśmy ludziom, którzy epatowali olbrzymim doświadczeniem,
            • 29.05.08, 11:55
              to co opisałas to jakis koszmar. Nie wiem w jakim przedszkolu masz
              teraz dziecko, ale ja mam synka w montessori i bardzo polecam tę
              forme nauczania.
              pozdrawiam
              • 31.05.08, 08:13
                montessori...o tym juz duzo na tym forum bylo
                i znowu fogito wychwalasz smile

                ja widze duzo plusow przedszkola montessori, ale ciagle nie jestem
                do konca przekonana...
            • 31.05.08, 08:11
              rozumiem, ze to ty jestes siostra sigurd2

              przykro mi, ze macie takie doswiadczenia z pierwszym przedszkolem
              jak widac nie nadaje sie ono dla dzieci slabszych psychicznie,
              sensorycznie itp.

              ale ta pasja i kreatywnosc pani dyrektor to duza rzecz...

              moze jeszcze ktos moglby dopisac jakas opinie?
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.