Dodaj do ulubionych

Prace plastyczne

05.09.09, 14:18
Podajcie mi przykład co dzieci rysują/malują itp w poszczególnych
grupach, proszę. Np jaki temat pracy mają zadany.

Kompletnie się nie znam na przedszkolach, dopiero moje dziecko
poszło do 3 latków, ale zdziwiłam się podczas zebrania z rodzicami -
siedzieliśmy wszyscy zebrani w sali 6-latków i na scianie na tablicy
przypiete prace pt wydrukowana z komputera biedronka pokolorowana
czerwoną kredką przez dzieci. I wisi takie 15 biedronek... i to jest
fajne? mam się cieszyc, ze za 3 lata moje dziecko tak pokoloruje
biedronkę?

Nie chcę geniusza plastycznego w domu. Ona moze nawet w ogole nie
umieć ładnie kolorować, nie ma presji. Ale jakieś kreatywniejsze
zadania chyba powinny byc dla 6 latków, czy jestem w błędzie?
Edytor zaawansowany
  • 05.09.09, 14:20
    zapytaj wprost pania w przedszkolu, ciekawe co ci odpowie
    --
    lilypie.com/first_birthday.php?
    "Dziecko to miłośc, ktora stała się widzialna..."
  • 05.09.09, 14:50
    To dopiero początek, dzieci bardziej przyzwyczajają się do wspólnego siedzenia i
    "tworzenia" niż rzeczywiście tworzą.
    W ciągu najbliższego roku pewnie zobaczysz mnóstwo kolorowanek, wycinanek,
    wylepianek, malowideł itp smile
    --
    Nasze bliźniaki mają...
    Nasze zdjęcia wink
    http://download1.klimacik.pl/e-gify.com/1086.gif
  • 05.09.09, 19:26
    może racja, że to przecież poczatek. Ale takie biedniutkie te
    biedronki były..wink
  • 06.09.09, 07:38
    Wowwww myslisz ze dziecko od razu zacznie pisać w liniaturze?
    Najpierw musi nauczyc sie panować nad rękoma,trzymać kredkę,wyrobić
    odpowiednie napięcie mięśniowe paluszków,nie wychodzić za linię, a
    taka biedronka to ma duzy brzuszek i jeszcze trzeba mieć cierpliwosć
    żeby tą całą płaszczyznę pokolorować ,więc pp to są te biedniutkie
    biedronki....
  • 06.09.09, 13:04
    Wiesz, sporo zalezy od checi nauczycielki i jej pomyslowosci. Ja jak
    ostatnio przechodzilam kolo przedszkola to widzialam takie prace
    http://www.babyboom.pl/uploads/RTEmagicC_biedronka.jpg.jpg

    W ogole tam byl fajny pomysl, bo prace dzieci byly wywieszane w
    koszulkach na ogrodzeniu smile

    --
    Ocen ogródek na 10 gwiazdek
    http://dragcave.net/image/5Gj3.gif
    http://dragcave.net/image/k419.gif
    http://dragcave.net/image/cnb1.gif
    http://dragcave.net/image/Z0nW.gif
    http://dragcave.net/image/WXfe.gif
    http://dragcave.net/image/mnlJ.gif
    http://dragcave.net/image/5nLj.gif
    http://dragcave.net/image/UcHd.gif
    http://dragcave.net/image/CCeR.gif
  • 06.09.09, 18:46
    Każdemu zadaniu plastycznemu towarzyszą cele. Może to być
    sprawdzenie pozimomu manualnego, umiejętności doboru barw,
    znajomości wybranej techniki. Tu prace będą miej więcej takie same.
    Prace origami z koła (ta praca wyżej) też jest w sumie bardziej
    odtwórcza niż twórcza choć efekt pewnie jest fajniejszy. Według
    najnowszych założeń pedagogiki przedszkolne jeśli chodzi o
    działalność plastyczną twórcze zajęcia plastyczne, takie które
    właśnie rozwijają twórczość plastyczną dziecka, to takie gdzie
    nauczyciel jest tak naprawdę dostawcą materiałów i inspiratorem
    poprzez np. opowiadanie, utwór muzyczny, spacer itp. wyobraźni
    dziecka. To te prace mają największą wartość, choć ich efekt jest
    często nie adekwatny do starań dziecka.
    Przepraszam że się tak mądrzę ale jest to mój konik i temat mgr.
    Właśnie kiedy ją zaczęłam pisać( a pracowałam już wtedy jako
    wychowawca trzylatków), byłam po kursie z twórczych działań
    plastycznych, zaczęłam pracować tymi metodami. To niesamowite jak
    otwiera się wtedy dziecko, jak widzisz jego emocje w tym co
    robi...Prace takie najczęściej nie są "ładne" wielu rodziców pewnie
    woli porównywać takie same prace odtwórcze, tylko jedyne co można w
    nich porównywać to poziom umiejętności. Z prac twórczych możemy
    odczytać znacznie więcej, np to czego boi się dziecko. O czym
    marzy... A wracając do twojego doświadczenia z zebrania. Na
    początku zazwyczaj są to prace odtwórcze, jednym z zadań
    nauczyciela, właśnie 6 lotków jest diagnoza umiejętności dzieci.
    Jestem pewna że nauczyciel robił właśnie to. A co do zajęć
    twórczych, wg badań warszawskich metodyków, tych w przedszkolu jest
    zdecydowanie za mało, często właśnie poprzez presje ze strony
    dyrekcji i rodziców. Tak jak wcześniej pisałam, prace te są mniej
    mniej efektowne dla oka, ale tak naprawdę mówią nam znaczne więcej o
    twórcy, i jeszcze jedna super rzecz, każda jest inna... Przepraszam
    ale to naprawdę mój "konik"
  • 08.09.09, 23:45
    Zrobiłyśmy kiedyś tatusiowi taką biedronkę, tylko siedzącą na liściu z napisem
    "KOCHAM CIĘ TATUSIU". A druga córcia wylepiła na niebieskim papierze rybki z
    podobnych kółek. Tatuś był w pozytywnym szoku smile Fajne pomysły można znaleźć w
    internecie.
  • 06.09.09, 15:26
    Nauczycielka chciała na pewno sprawdzić poziom umiejętności manualnych dzieci.
    Wbrew pozorom nie wszystkie dzieci w zerówce, jeśli nie chodziły wcześniej do
    przedszkola, umieją trzymać prawidłowo kredkę, kontrolować siłę nacisku kredki
    na papier, zasięg ruchu ręką, itp. A są to umiejętności niezbędne do nauki
    pisania. Niektóre nie znają też kolorów. No i też ważne jest, aby dzieciom na
    początku prace "się udawały", bo to je zachęca do dalszych wysiłków. Z czasem
    prace będą coraz bardziej skomplikowane.
  • 06.09.09, 20:33
    a może robiły to lewą rękawink
    mój trzylatek przyniósł do domu pomalowanego balona
    --
    tiny.pl/dl2v
  • 06.09.09, 21:43
    Wg mnie na 90% jesteś w błędzie, chyba, że nauczycielka w tej grupie nie jest
    prawdziwa nauczycielką...
    "I wisi takie 15 biedronek... i to jest
    > fajne? mam się cieszyc, ze za 3 lata moje dziecko tak pokoloruje
    > biedronkę?"

    Jeśli przy okazji nauczy się gdzie żyje biedronka, , czym się żywi, i policzy
    biegle ile ma kropek, to tak będziesz mogła się cieszyć....
  • 07.09.09, 11:10
    Masz rację!! 15 identycznych biedronek to standard od przedszkola przez całe
    nauczanie zintegrowane i dalej. Popatrz, jak wyglądają wystawki prac
    plastycznych dzieci w jakiejkolwiek szkole: 15 wydzieranych wazoników, 15
    zestawów jesiennych liści, 15 misiów wyklejanych plasteliną. Wszystko pod hasłem
    poznawania nowych technik.

    To nie jest fajne. To jest kompletny idiotyzm i z rozwojem twórczym dziecka nie
    ma nic wspólnego.

    Raczkowski (chyba Raczkowski) narysował kiedyś w "Polityce" taki obrazek:
    przedszkolaki siedzą przy kolejnych stolikach ustawionych jak taśma produkcyjna
    i robią ludziki z kasztanów: przy pierwszym stoliku grupa wierci dziurki, przy
    drugim wkłada nóżki, trzy trzecim rączki, przy czwartym nakładają kapelusze. Nic
    dodać, nic ująć.
  • 08.09.09, 13:52
    Moja corka chodzila na swietne zajaecia plastyczne prowadzone w ognisku. Teraz
    ma tylko zajecia w przedszkolu. Sa moim zdaniem duzo gorsze.
    Jednak nie widze nic zlego w 15 wydzierganych wazonikach. 3 latki nie skupiaja
    sie zbyt dlugo. Same prace plastyczne trwaja ok.20 minut. Jezeli kazde dziecko w
    grupie robiloby co innego i inna technika - wole sobie nie wyobrazacsmile

    Poza tym zajecia, na ktorych dzieci za kazdym razem dostawalyby polecenie -
    narysuj , ulep itd co chcesz i jak chcesz to pomylka. Nie kazdy jest michalem
    Aniolem i nie kazdy musi sam odkrywac jak sie maluje kotka czy misia.
    To troche tak jak skarga jednej mamy, ze kupila dziecku pierwsze w zyciu
    opakowanie plasteliny, ktore dziecko szybko przerobilo na wielka bura kupe. A
    skad mialo wiedziec, co mozna z plasteliny zrobic?
  • 08.09.09, 14:44
    Rozumiem Twój tok myślenia, ale naprawdę myślisz, że nie ma nic pomiędzy? Mnie
    przychodzi do głowy chociaż kilka możliwości, a między innymi: 1/ przedszkolanka
    przynosi określone materiały i pokazuje, co można z nich zrobić, a dzieci robią,
    co chcą, 2/ przedszkolanka przynosi różne materiały i sugeruje, by każdy zrobił
    sobie kotka, z czego chce, i pokazuje kilka przykładów już zrobionych (albo nie).

    Co by się stało strasznego, gdyby każdy dziecko malowało/wyklejało, co chce?
    Niech sobie nawet będzie przed tym pogadanka, co można zrobić, jak się posłużyć
    danym materiałem.

    Mam często w domu kilkoro dzieci, swoich i znajomych. Jak jedno zabiera się do
    malowania, to reszta często też chce, przyłącza się. Siedzą wokół wielkiego
    stołu i malują. Każdy, co chce. Podpatrują, co malują inni, czasem coś kopiują
    od kolegi czy koleżanki, odchodzą do innych zabaw, wracają na swoje miejsca,
    biorą kolejne kartki. TRzylatka jeszcze trzeba pilnować, żeby nie odszedł z
    umalowanymi łapkami od stołu, ale od czterech w górę nie brudzą się albo
    pilnują, by umyć sobie ręce. Ja w tym czasie zazwyczaj coś gotuję i ich zabawa
    nie wymaga mojej interwencji. Dzieci nie mają problemu z wymyśleniem sobie, co
    będą rysować, malować czy wycinać. Inspirują się wzajemnie.

    Jest tylko jedno zasadnicze pytanie, a właściwie dwa:
    1/ Dlaczego dzieci malują,
    2/ Dlaczego chcemy, by dzieci malowały.

    Moim zdaniem 1/ dzieci malują, bo kredki, farby, różne materiały plastyczne są
    łatwo dostępne i umożliwiają im "zostawienie swojego znaku", stworzenie czegoś,
    doświadczenia przyjemności psychicznej i zmysłowej z wymyślenia, operowania
    pędzlem czy nożyczkami, zrobienia czegoś z niczego, doświadczenia zwiększania
    się swoich możliwości (kiedyś nie umiałem wyciąć mamy z papieru, a teraz już
    umiem).

    2/ zaś rodzice, przedszkolanki itd. chcieliby, żeby malowały, bo to im zwiększa
    koordynację ruchów, przygotowuje do pisania, zajmuje czas na stosunkowo
    spokojnej zabawie, pozwala zrobić ładną dekorację, dokumentuje wysiłek włożony
    przez wychowawców oraz - z przyzwyczajenia.

    I stąd się bierze 15 biedronek. Żadna grupa dzieci przy zdrowych zmysłach nie
    stworzyłaby z własnej inicjatywy i bez interwencji z zewnątrz 15 analogicznych
    prac. Po co miałyby to robić?

    I czy to naprawdę czemuś sensowemu służy? Jakie kluczowe znaczenie ma opanowanie
    przez dziecko umiejętności wyklejania smoka z włóczki?

    Jakie sensowne cele może mogą mieć prace plastyczne dzieci? Dla mnie sensowny
    cel jest jeden: zadowolenie dziecka doświadczającego przyjemności "zostawiania
    po sobie śladu".

    Naprawdę, nawet w masowej placówce edukacyjno-wychowawczej, jaką jest
    przedszkole, mogę sobie wyobrazić zajęcia plastyczne, które sprawiają wszystkim
    dzieciom przyjemność, a jednocześnie pozwalają im poznać coś nowego, bez
    nakłaniania ich do kolorowania piętnastej biedronki.

    Syn koleżanki chodził chwilę na zajęcia plastyczne, a potem odmówił. Prawdziwy
    powód zdradził dwa miesiące później: bo pani nie pozwalała mieszać kolorów. Ale
    czemu nie?? Bo nie. Bo dzisiaj nie mieliśmy mieszać kolorów i ten obrazek nie
    wymaga mieszania kolorów. I tu wracamy do fabryki Raczkowskiego. Czemu to ma
    służyć?? Bo takie mieszanie i bure kupy plasteliny są nieładne. Nieestetyczne.
    Nie o to chodziło. Jak komu...
  • 08.09.09, 16:56
    Masz blade pojecie nt edukacji przedszkolnej, skoro nie rozumiesz podstawowych
    rzeczy. Polecam studia np podyplomowe, wtedy Ci się trochę rozjaśni...

  • 08.09.09, 19:37
    Taaaa zaiste rozbawił mnie przykład Raczkowskiego,kumpla Urbana
    ktory do gnoju wtyka polskie flagi a o dzieciach to myśli tyle co
    dżdżownica na spacerze w ryby gardle .....
  • 08.09.09, 22:32
    moim zdaniem identyczny temat prac jest ok, moze byc te 15
    biedronek, ale jakos sobie wyobrazalam, ze 6 latek potrafi sam
    stworzyc biedronkę, a nie ograniczac się do pokolorowania wydruku z
    komputera.
    Byłoby jakoś ciekawiej samemu stworzyć - jedna biedrona byłaby
    malutka, inna na całą kartkę, jedna czerwona, inna żółta, miałyby
    duże oczy czy małe, długie nogi czy krótkie, a moze ktoś dorysowałby
    listek itd.
  • 08.09.09, 23:36
    W ten sposób doszliśmy do kluczowego argumentu "a Pan jest brzydki i
    sepleni", co świadczy o deficycie argumentów odnoszacych się do tematu.

    Ale mam nadzieje, ze to, co napisałam, da do myślenia rodzicom, którzy
    zastanawiają się, dlaczego skostnialy system wychowywania i kształcenia
    małych dzieci nie uległ zmianie, odkąd oni chodzili do przedszkola.
    Może za dużo notatek ze studiów, a za mało wrażliwości na dziecko?
  • 09.09.09, 09:09
    A nie zauwazylas o pani Doroto kofana ,ze te biedronki wcale nie sa
    jednakowe?Ze jedna kreska jest cienka,druga srednia,trzecia
    posrednia a czwata biedronka jest pokolorowana krotkimi rwanymi
    kreseczkami nie całości a piąta równiutko i delikatnie zapełniona a
    szósta ma dorysowany np. usmiech a siódma jest pomazana jak w szale
    i złości a ósma kartka jest jakby pomięta?To mówi o umiejetnościach
    dziecka i o tzw.przygotowaniu do nauki pisania i o calym rozwoju
    emocjonalnym.Zanim skrytykujesz zapoznaj sie z zagdnieniami
    cielesnosci i napięcia mięśniowego u dziecka oraz z calym etapem
    przygoptowania dziecka do nauki pisania i czytania oraz psychologia
    odczytywania emocji dziecka z rysunku.Twoja ignoracja teoretyczno-
    metodyczna i zwalanie wszystkiego na skostnialy system powala...
    A pan jest bee,bo jesli powolujesz sie na autorytety to niech to
    będa prawdziwe autorytety.
  • 09.09.09, 09:50
    U nas różnie.Raz dostawają wydrukowane postacie (kotki,ptaszki etc.)
    aby je poozdabiać, podoklejać czy pokolorować. A czasem rysują sami.
    Dla mnie ważne jest, że to co robią robią samodzielnie, bo
    spotykałam się z opiniami mam, żepani pomagają, i dziecko potem do
    domu przynosi piekną pracę, ale niesamodzielną. Moje dzieciątko
    artystą raczej nie będzie ;P ale przynajmniej mam jego maziajki,
    które coś tam powiedzmy przedstawiają. Wiem, że jego bo wszystkie są
    pomarańczowe. Co do tematów, to wczoraj np.rysowali zwierzątka
    mieszkające w morzu.
  • 09.09.09, 09:50
    Aha, to była grupa maluchów,3 latków.
  • 09.09.09, 15:36
    moja córcia prawie codziennie przynosi z przedszkola rózne prace
    plastyczne - ostatnio robili naszyjniki z makaronów (sliczne - sama
    bym nosiła, ale do pracy ni wypadasmile albo trójwymiarowe tulipany.
    ja jestem bardzo zadowolona - sama nie mam talentu plastycznego i
    bartdzo mnie cieszy, ze mała się tak rozwija plastycznie
  • 09.09.09, 20:15
    zgadzam sie, ze jezeli zajecia plasttyczne mialyby sie ograniczac wylacznie do
    kolorowania wydrukowanych obrazkow - to porazka.
    Jednak plastyka (zajecia)to nie tylko mozliwosc ekspresji i zaznaczania swojego
    sladu. To tez nauka, nie tylko wstep do pisania, ale ogolnego wychowania
    estetycznego. A z tym w Polsce jest slabo - wystarczy spojrzec na budowane domy-
    gargamelesad o fatalnych proporcjach, ksztalcie i kolorach

    gdyby isc tokiem rozumowania Doroty, to po co np uczyc dziecko gry w tenisa czy
    ping-ponga. Dac mu paletke i pilke - i niech kombinuje.

    Oczywiscie nalezy miec na uwadze potrzeby dzieci i dawac szanse na prace
    indywidualne. Nadmierny dryl nie jest dobry. Jednak absolutnie "wolna reka" dla
    mnie jest objawem olewania zadan, a nie dbaniem o kreatywnosc dziecka.

    Do tego "wymaganie" zastosowania jakiejs techniki czy tematu to stawianie
    poprzeczki. Swietnie, ze ktos jest mistrzem malowania weza, ktory polknal
    slonia, ale powinien tez umiec namalowac i slonia i weza osobno.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.