Dodaj do ulubionych

Joanna Szeląg z Żelaznej - odradzam

04.01.10, 17:01
Chcę się z wami podzielic moimi doswiadczeniami z ta pania, moze dzieki temu
nikt sie juz na nia nie natnie tak jak ja.
Miałam termin na poczatek listopada, umowilam sie z nia jeszcze na poczatku
maja, ze bedziemy rodzic razem. Co miesiac zgodnie z jej zyczeniem odzywalam
sie do niej (telefony, smsy), zeby wiedziala, ze nie rezygnuje. Mialam ciaze
zagrozona przedwczesnym porodem i moj lekarz juz we wrzesniu chcial, abym
wszystko miala formalnie z polozna zalatwione na wszelki wypadek. Od polowy
wrzesnia to polowy pazdziernika (tydzien przed porodem!) ta pani nie miala dla
mnie czasu, zeby spotkac sie i podpisac umowe. Odwolywala KAZDE spotkanie,
czasem np pol godziny wczesniej. My akceptowalismy kazda wymieniona przez nia
date i miejsce spotkania, maz nawet sie zwalnial z pracy. Ona zawsze
odwolywala. Wiadomo bylo, ze miesiac przed porodem nie znajdziemy juz nikogo
innego, chcielismy zeby z reszta sama nam powiedziala, ze nie ma zamiaru
dotrzymac umowy. Zwodziala nas w ordynarny sposob., Jej smsy mam do dzis. Bylo
to tym bardziej okropne, ze sie denerwowalam, ze urodze wczesniej, a tu
jeszcze historia z polozna. W koncu tydzien przed moim porodem napisala, ze
sie z nami nie spotka i przyslala zamiast tego kolezanke Łucje Talme. Sama
miala byc polozna rezerwowa, umowa byla taka, ze jesli rodze w listopadzie to
z nia, a w pazdzierniku z Łucja. W dzien porodu zadzwonilam do łucji, ktora
powiedziala, ze nie przyjedzie i kazala dzwonic do Szelag. Szelag powiedizla,
ze jedzie, ale ze generalnie korki są (było przed szósta rano) i ze spotkamy
sie w szpitalu, no i skoro juz musimy jechac to ona sie zbierze... (mialam
skurcze co 6 minut)Generalnie obraza, ze zadzwonilam.Co bylo potem? Nie
przyjechala, nie odezwala sie, nie dala znaku zycia. Rodzialam za to z
fantastyczna polozna z dyzuru, pania Dorota Goławska i generalnie mialam super
poród. A kasę, której nie chciała zarobic p. Szelag wydalismy na jednoosobowa
sale.
Nie zycze nikomu takich nerwow. Tym bardziej ze teoretycznie umowa daje ci
opieke poloznej od 36 tygodnia a my do 39 nawet umowy nie moglysmy podpisac!Ja
nastawialam sie od poczatku, ze bede miec swoja polozna, wiec zalezalo mi na
tej umowie, choc prawde mowiac po tych przejsciach nie wiem jak by sie nam
wspolpracowalo, liczylam, ze ewentualnie urodze z Łucją. Ale stało się tak jak
się stało. Ta pani jest po prostu niepowazna i nieodpowiedzialna. Choc minelo
juz ponad dwa miesiace, jeszcze mnie trzesie na sama mysl. Odradzam z calego
serca.

--
Gucio, Maja i Artemida
Lobby broni, Lobby radzi, Lobby nigdy cię nie zdradzi smile
Edytor zaawansowany
  • gabica 04.01.10, 17:53
    przykre jest to co Was spotkało... naszarpała wam ta kobieta nerwów
    i zdrowia....
  • i_nez_k_a 04.01.10, 18:51
    Bardzo współczuję przejść...
  • anka7961 04.01.10, 21:26
    Na Twoim miejscu napisałabym skargę do dr Puzyny.

    Ja też rodziłam z P. Dorotą i też byłam bardzo zadowolona wink Więc
    jak to mówią nie ma tego złego....
    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/b4efb997c4.png
  • kasia5030 05.01.10, 10:41
    Ja miałam podobne przejścia z tą położną. Przypominałam o sobie, aż
    w końcu ona stwierdziła, że ona dla mnie nie ma miejsca, bo
    zwyczajnie o mnie zapomniała. Ale powiedziała, że jakoś mnie
    wciśnie. No i potem próbowaliśmy się z nią spotkać chyba z
    kilkanaście razy. Za każdym razem odwoływała. To się stało aż już
    śmieszne. Ja się denerwowałam. Ale w końcu się udało. Spotkaliśmy
    się w szpitalu. Niby ok. Ale oczywiście jak przyszło do porodu, to
    traf chciał, że zeszła dopiero co z dyżuru i dała mi w zastępstwie
    Anie Kalinowską. Miałam w umowie wpisaną inną położną zastępczą, ale
    dobrze się stało tak jak się stało. Bardzo byliśmy zadowoleni z
    porodu z Anią. Także też nie polecam Pani Szeląg, po prostu aby
    oszczędzić sobie nerwów przed porodem.

    --
    http://b1.lilypie.com/bibsp2/.png
  • alfa156 05.01.10, 13:40
    Paranoja jakaś. Ja rodziłam z Jolą Miłek i było cudownie, a pomoc
    którą zupełnie biezinteresownie mi okazała przed porodem będę
    wspominać jeszcze długo.
  • suso 05.01.10, 15:05
    miałam DOKŁADNIE taką samą sytuację z tą panią.
    Absolutnie nikomu nie polecam tej położnej!!!!!
    --
    Aniołek,04.12.2007
    Ola,11.12.2008,3200g,54cm
  • biljana 05.01.10, 15:14
    Widzę, że nie mnie jedna to spotkało. Ale jakoś mnie to nie pociesza, ze nie
    bylismy pierwsi i jedyni, ktorych tak potraktowala. Trzeba opisywac takie
    przypadki, to moze pani jak bedzie miala mniej klientek to sie zastanowi nad
    soba a mniej dziwczyn sie natnie. Ja czytalam o niej wypowiedzi w necie
    wczesniej, niestety byly pozytywne. Z drugiej strony rozumiem, ze po takim
    koszmarze, nie kazdy ma ochote opisywac cokolwiek. Ja sama musialam najpierw
    dojsc do siebie po porodzie i opisac sytuacje na chlodno. Bo złośc na te pania
    mi nie przeszla i w sumie macie racje - zastanowie sie nad oficjalna skarga.
    Mam nadzieje, ze i tak dostala zjebke, bo powiedzialam o wszystkim mojemu
    lekarzowi prowadzacemu, ktory jest w Zosce ordynatorem.
    --
    Gucio, Maja i Artemida
    Lobby broni, Lobby radzi, Lobby nigdy cię nie zdradzi smile
  • bonnie75 11.01.10, 08:56
    Rodzilam dwa razy i nigdy do glowy mi nie przyszlo, zeby placic za cos, co mi
    sie nalezy - czyli fachowa opieka i pomoc KAZDEJ poloznej z dyzuru. I bardzo
    dobrze - dwa razy rodzilam w dwoch roznych szpitalach i dwa razy bardzo bylam
    zadowolona. Po prostu polozne wykonywaly prace doskonale, bez dodatkowych oplat.
    Niestety, kobiety rozpieszczja teraz polozne, placac czesto krocie i ludzac sie,
    ze gdy zaplaca beda mialy pewnosc, ....no wlasnie, pewnosc czego? Powyzsze
    posty, lacznie z tym autorki watku dowodza, ze narazaja sie tylko na
    niepotrzebne nerwy i stres, a rozpuszczone dziunie w stylu rzeczonej pani Szelag
    strzelaja fochy, zwodza, kreca, matacza, zeby na koniec wyrolowac bidna
    poloznice, ktora miala nadzieje...
    Apeluje o opamietanie sie z tymi "osobistymi poloznymi"! Ja rozumiem, ze
    niektore kobiety czuja sie pewniej, gdy maja w glowie zakodowane, ze jak sie
    zacznie to beda mialy fachowa pomoc przy boku, bo zaplacily. Tylko po co? Skoro
    to i tak nie jest pewne, a fachowej pomocy podczas porodu powinny po prostu
    oczekiwac od poloznej z dyzuru!
  • b.wierzbowska1 11.01.10, 22:52
    O bosz, ale jad się z Ciebie wylał... Nie Twoje pieniądze, nie komentuj. Są
    kobiety, dla których możliwość rodzenia z wybraną, znaną sobie położną, która
    będzie przy niej od początku porodu do jego końca (nie wyjdzie, bo skończył się
    dyżur, więc nie przekaże przypadku koleżance), do której można zadzwonić w
    przypadku wątpliwości, czy to 'już', zamiast jechać przedwcześnie (czy za późno)
    do szpitala, która wie, jak kobieta lubi rodzic i rozumie się z nią 'bez słów',
    jest ważna i warta swojej ceny. Z pewnością nie jest to usługa standardowa, więc
    trzeba za nią zapłacić. Zżera Cię zazdrość? Wyluzuj, sąsiadom też zaglądasz do
    portfela, skąd wzięli pieniądze na nowy samochód?
  • bonnie75 12.01.10, 11:50
    O Boszszsz....z ciebie to sie dopiero wylalo - wiadro pomyj!
    Czy krytykujac cos od razu trzeba byc zazdrosnym i zionac jadem?
    Zastanow sie najpierw a potem pisz.
    Szczerze mowiac to g....mnie obchodzi, na co kto wydaje pieniadze, napisalam
    tylko, ze nie rozumiem i sie dziwie - tego tez mi nie wolno? To twoj prywatny
    folwark, pani Wierzbowska, ze zabraniasz mi komentowac????
    Zalozycielka watku wlasnie napisala, jak te "zamawiane" polozne traktuja
    poloznice i rzeczywiscie, roumieja je "bez slow" - o czym swiadczy fakt, ze
    rzeczona polozna nawet nie chciala sie z autorka watku spotkac, a co dopiero
    omowic jej przyszlego porodu i przekazywala ja "z rak do rak" ....taaaaaa......

    P.S. Pani Wierzbowska - jestes najprawdopodobniej jedna z takich poloznych, wiec
    coz innego zostaje ci do powiedzenia...prawda?
  • b.wierzbowska1 13.01.10, 22:26
    Cały ton Twojej wypowiedzi zionie jadem i zawiścią. Przeczytaj, co piszesz.

    > Zalozycielka watku wlasnie napisala, jak te "zamawiane" polozne traktuja
    > poloznice

    Jedna.

    Nie jestem położną, ale zadowoloną pacjentką.
  • biljana 14.01.10, 10:53
    b.wierzbowska1 napisała:

    > > Zalozycielka watku wlasnie napisala, jak te "zamawiane" polozne traktuja
    > > poloznice
    >
    > Jedna.
    >
    no problem w tym, że niestety pani Joanna Szeląg nie jedną pacjentkę tak
    potraktowała. Wpisy w watku świadcza o tym, że to n ie byl wypadek przy pracy,
    tylko stała praktyka tej poloznej.

    --
    Gucio, Maja i Artemida
    Lobby broni, Lobby radzi, Lobby nigdy cię nie zdradzi smile
  • maryann79 13.06.10, 23:37
    przykro czytać takie opinie o tej położnej, bo ja mam z goła inne doświadczenie.
    Rodziłam z tą położną dwoje dzieci i nasz współpraca wyglądała wzorowo,
    poleciłam ją także moim przyjaciółkom i one też były bardzo zadowolone. Rodziłam
    drugie dziecko w "szczycie sezonu" w lipcu 2010 i mimo, że był problem z
    miejscami w szpitalu pani Szeląg postarała się, żebym została przyjęta.
    Wiem ,że jeśli jeszcze kiedyś będę w ciąży to z pewnością zgłoszę się właśnie do
    tej położnej.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/relgh371c90w9jo8.png

    http://www.suwaczki.com/tickers/relgk6nlxsjkkhj2.png
  • kasialip5 14.06.10, 10:05
    Chyba raczej w lipcu 2009, bo w 2010 to jeszcze lipca nie było smile
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/8une43r87x5iods4.png
    Moje szczęścia: Karim (10.10.2006), Samir (07.09.2008)
  • maryann79 14.06.10, 12:42
    fakt smile z rozpędu ten rok się wdał smile
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/relgh371c90w9jo8.png

    http://www.suwaczki.com/tickers/relgk6nlxsjkkhj2.png
  • malgosiek2 14.06.10, 19:11
    pozostawienietylko jedne3go suwaczka,bo to więcej niż
    przepisowe 4 linijki.
    Więcej info w wątku na "szpilce"u góry forum.
    --
    Olaf,Maksio i prezenty
    Wodne dzieci wakacje 2009
  • aga_m6 15.06.10, 11:10
    Ja rodziłam z Joanną Szeląg w czerwcu 2009 i też mam same dobre
    wspomnienia z porodu. Jest to bardzo dobra i profesjonalna położna,
    wszystko odbyło się jak należy pomimo wielkiego obłozenia pacjentek.
    Poleciła mi ją kolezanka, która równiez była bardzo zadowolona z
    porodu, ja też polecałam ją innym znajomym.
    Jak bym miała rodzić jeszcze raz, wybrałabym Panią Szeląg bez
    wahania.
    --
    Majusia

    http://www.suwaczki.com/tickers/f2wlanli3hf5qkna.png
  • grzegorz99 19.09.19, 09:31
    Uwaga na ten szpital i położną Joanna Szeląg Blachowicz - najbardziej niekompetentna osoba na jaką niestety trafiliśmy z przypadku ponieważ nasza docelowa położna zrezygnowała z pracy w szpitalu Św.zofii. Szpital już od dawna nie należy do czołówki szpitali położniczych. 
    Położna Joanna Szeląg Blachowicz prowadziła poród mojej żony jako prywatna wykupiona położna. Cała ciąża żony jak i początek porodu przebiegały prawidłowo do momentu kiedy do akcji włączyła się ww. położna. 
    Po ponad 4 godzinach przy 3 centymetrowym rozwarciu położna namawiała nas na podanie znieczulenia, żeby rozwarcie "poszło dalej". Od początku żona nie chciała znieczulenia - deklarowała to również w planie porodu - nie byliśmy przekonani i nie chcieliśmy znieczulenia, jednak położna nalegała i finalnie znieczulenie zostało podane. 
     Anestezjolog Agata Aleksandra Mackiewicz podała znieczulenie tak nieudolnie, że zamiast znieczulenia zewnatrzoponowego zostało podane znieczulenie jak na cesarskie cięcie (podpajęczynówkowe). 
     Zarówno położna jak i anestozjolog zrobiły się całe czerwone po całym zdarzeniu wtedy bałem się o zdrowie mojej żony a nie pomyślałem, że mogą być również konsekwencje dla mojego synka.   

    Po tym incydencie żona przestała czuć skurcze przez źle podane znieczulenie.  
    O cały zajściu nie został powiadomiony żaden ginekolog-położnik nie zostaliśmy objęci dodatkową opieką lekarską co powinno mieć miejsce. 
    Żona straciła czucie od pasa w dół, a znieczulenie działało około 30 min. W tym czasie znacząco została zwiększona dawka oksytocyny.  Po około 2h o 18:55 synek urodził się i został przekazany żonie i okryty pieluszką. Zakwilił bardzo delikatnie jakby nie miał sił.

    Położna w tym czasie nie stała przy dziecku żeby ocenić skalę APGAR tylko zajmowała się innymi czynnościami w sali porodowej. Po 20 minutach zapytaliśmy co ze skalą APGAR - otrzymaliśmy odpowiedź "10, a co jemu brakuje?" przy czym położna widziała dziecko i dotykała je tylko w 1 minucie podczas narodzin - następnie synek został przykryty pieluszką i leżał u żony. W tym czasie (w 1, 3, 5, i 10 minucie) również nie wykonała żadnych czynności żeby dokładnie ocenić skalę APGAR i nawet do niego nie podchodziła. Nie zrobił tego również lekarz, którego nie było na sali porodowej nawet przez chwilę przez cały czas trwania porodu. Z uwagi na wcześniejszą sytuację z źle podanym znieczuleniem taka opieka powinna być zapewniona.

    Dopiero później okazało się dlaczego synek tylko delikatnie raz zakwilił - był zalany wodami płodowymi - czego położna nie stwierdziła, ponieważ nie wykonała prawidłowo oceny skali APGAR.
     Około 8 godzin później, o 3 w nocy - na szczęście na oczach żony - nie wydając żadnych dźwięków synek ulał dwa razy pod rząd wodami płodowymi, a za 3 razem nie dał rady już wylać z siebie wód i zaczął się dusić, a kolor jego skóry diametralnie zmienił się na bardzo siny - niemalże czarny jak później określiła to pielęgniarka, która ratowała jego życie. W trybie pilnym został przeniesiony na patologię noworodka gdzie zostało wykonane odśluzowanie. Cała sytuacja gdy synek był siny i nie mógł oddychać trwała kilka minut.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka