Dodaj do ulubionych

MADALIŃSKIEGO - koszmar strzezcie sie!!!!!!!!!!

02.06.04, 22:27
dziewczyny,
cale szczescie ze jest to forum. moge ostrzec chociaz nie wielka czesc z was
ale zawsze. to jest najgorszy szpital w warszawie. najgorsze warunki,
najgorszy personel, opieka ... o maly wlos nie stracilabym dziecka przez
idiotyzm i glupote lekarzy - w czym prym wioda dr jakubowski, dr barwijuk. to
co ja tam przezylam i jaka mialam ciaze to jest koszmar mojego zycia. nie
zycze tego nikomu nawet najwiekszemu wrogowi. dziwczyny naprawde uciekajcie
stamtad i strzezcie sie tgo szpitala i tych lekarzy
pozdrawiam
Edytor zaawansowany
  • higa 03.06.04, 09:15
    wprawdzie tam ani nie byłam a tym bardziej nie rodziałam ale moja bratowa tak -
    poród poszedł akurat bez komplikacji ale skarżyła się że personel był bardzo
    niesympatyczny, wręcz opryskliwy. no i syf, brud, nędza. kible w opłakanym
    stanie i ogólna degrengolada.
    nawet mi się nie chciało sprawdzać jak jest na prawdę po takim opisie.
    higa
  • kirania 08.06.04, 12:33
    to juz sama nic nie wiem..niektore dzieczyny s anaparwde zadolone.ja tam bylam
    na sali porodu rodzinnego bo chce rodzic z mezem.i baaaaaardzo misie
    podobalo.potem ogladalm sale ale tez takie dwu osobowe noi musze prznac ze jest
    super jak dla mnie.no coz.pewnei dlatego ze placisz 150 zeta za dobe.ale
    wygadlalo super.bo na pobyt w sali parosobowej w zyiu bgym si enei zdecydowala.a
    czy ktos moglby mi poleicec tam polozna???ola pisarek.mials fajna polozna?????
  • pz333 24.08.04, 18:08
    czesc kirania widziałam ze dołączyłas się do pozdrowien dla poloznych musisz
    jednak wiedziec ze wcale nie jest do konca powiedziane ze bedziesz miala porod
    rodzinny tzn zapłacic napewno bedziesz musiala ale czy twoj maz odetnie
    pepowine waszemu malenstwu stoi pod znakiem zapytania. Otóż zostaniecie
    poinformowani oczywiscie juz po zapłaceniu za poród ze macie porod rodzinny ale
    jezeli dojdzie do tego ze bedziesz iala cesarke to mąż będzie musiał wyjść wiec
    pieniadze za poród rodzinny lepiej przeznaczyc na dzidzie takie jest moje
    zdanie
    poza tym zycze wam wsystkiego dobrego i szczesliwego rozwiazania
    pzdr pati
  • janeczka1234 28.12.04, 13:16
    To tylko tak pieknie wygląda. liczą się ludzie- a tam sa bezmadziejni,gdy z
    dzueckiem coś nie tak -dramat pediatrzy ! SKANDAL
  • dona29 03.06.04, 12:28

    -- podciągam wątek do góry,bo uważam,ze warto!!!!!!!!
    Dona
  • kasia_de 03.06.04, 17:00
    a możesz coś bliżej napisać? miałam zamiar tam rodzić
    Kasia
  • kirania 03.06.04, 19:15
    hmm.mysle ze nie ma co za bardzo sluchac takich opini bo kazdy mowi co
    innego!!!jet tu pare innych postow ktore strasznie chwla ten szpital.wiadomo
    .zawsze trafi si ejakas niezadowlona mama.j atam bede rodizc .termin za ok 2 ,3
    tyg.ale staram si eneisluchac takich opini.i mysle dziewczyny ze to nie jest
    dobry sposob zeby straszyc.w kazdym szpitalu zawsze znajdzi esie cdos nie tak......
  • madika 03.06.04, 20:59
    Zawsze znajdą się jakieś przykre przypadki - słowo - już o każdym szpitalu
    słyszałam ponure opowieści. Ja rodziłam 1 dziecko na osławionej Żelaznej i ze
    słynną położną gwiazd polskiej estrady - Jeanette Kalytą (która akurat miała
    tedy dyżur) i tam na prawdę przeżyłam koszmar - mało nie wykorkowałam, chociaż
    w ekskluzywnej otoczce. Do tego obrażone na cały świat położne w pełnym
    makijażu i mini (zerowa opieka poporodowa). A teraz zamierzam rodzić na
    Madalińskiego, bo już tam w ciąży leżałam i było bardzo w porządku jeśli hodzi
    opiekę, bo luksusów faktycznie nie było, za to życzliwość. Powiem więcej- w
    ciąży miałam tam operację - b.skomplikowaną, którą kierował wspomniany przez
    ciebie dr Barwijuk, o którym nie dam złego slowa powiedziec.
  • milaja 03.06.04, 21:16
    O rany jestem w szoku co napisała mamana102! Ja tam rodziłam w styczniu 2001 i
    mam troche inna opinie na ten temat. Przede wzystkim dr Jakubowski - dzieki
    niemu donosiłam ciąze do końca, zajął sie moja cukrzyca ciążową, którą
    zaniedbał lekarz w Medicover i dzieki niemu urodziłam zdrowego synka w 39 t.c.
    a nie na początku 7 miesiąca!!! Musiałas mieć chyba pecha, bo jego wszyscy
    chwala na Madalińskiego. Co do warunków to wydaje mi sie, ze są całkiem w
    porządku, po tym jak obejrzałam szpital czerniakowski ten szpital wydał mi się
    pałacem. Z reszta w 2000 robili tam remont, więc jaki syf?? Chyba, ze przez 3
    lata od mojego porodu wszystko uległo zniszczeniu.... Ja radze dziewczynom nich
    same pojada i obejrza szpital. Swoja droga zgodze sie z jednym - opieka
    poporodowa jest koszmarna - i tylko dlatego ja tam drugiego dziecka nie
    urodze... Poza tym bez zastrzeżeń.
  • minkapinka 03.06.04, 21:20
    Ja też mam koszmarne przeżycia z tego szpitala. Leżałam tam 2 razy na
    patologii. Niestety skończyło sie tragicznie - poronienie w 20 tygodniu. Nikt
    nie raczył poinformowac mnie, że będą wywoływali poronienie, po zabiegu też
    nikt nie raczył ze mną porozmawiać. O płci dziecka dowiedziałam się przypadkiem
    od pielęgniarki. Na koniec usłyszałam, że pewnie nie będę już miała dziecka. Z
    zupełnie inną opieką i podejściem do pacjenta spotkałam się w IMiDz.
  • mamana102 03.06.04, 22:33
    bardzo chetnie w wielkim skrocie napisze o moim pobycie na madalinskiego
    i"kompetencji" lekarzy: ordynatora barwijuka i lekarza jakubowskiego.obydwaj
    pracuja na oddz. ginekologii i obserwacji przyczym dr barwijuk za ciezkie
    pieniadze robi cesarki na poloznictwie ( prowadzil mojej kolezance ciaze -
    informacja z pewnego zrodla )
    1. z podejrzeniem ciazy pozamacicznej trafilam na oddz. ginekologii w czw ok
    21.00 ( 2 usg wykazaly plyn w brzuchu w 99% jest to krew)
    2. mam zalecone mierzenie cisnienia co godz przez cala noc o czym nikt mnie nie
    poinformowal, lub do momentu operacji usuniecia ciazy ktora ma sie odbyc w
    nocy, albo wczesniej jak dostane krwotoku ( to uslyszalam na izbie przyjec)
    3. dotrwalam do rana ledwo zywa ze strachu - na obchodzie uslyszalam od dr
    barwijuka ze jestem "pacjentka z ulicy" - czyt. bez rekomendacji innego lekarza
    z odzialu, bez lapowki.Zalecenia ordynatora usg i badanie krwi na HCG. po
    wynikach okzauje sie ze jestem w ciazy, ale lekarz ze swoja swita uznaja ze to
    nie mozliwe, a potem ze to mozliwe tylko gdzie ta ciaza????a wlasciwie to
    niedlugo dostane okresu bo on po badaniu palpacyjnym tak stwierdza.
    4.laparoskopia przelozona na pon. jestem zakwalifikowana z zagrozeniem zycia.
    dalej beda mi miezyc cisnienie puls i badac HCG ( cisnieniomierz okazal sie
    zepsuty ale nikomu to nie przeszkadzalo w wykonywaniu zalecenia, szpital na
    madalinskiego nie ma odzczynnikow na hromon hcg i wysyla probki krwi do innych
    labaroatoriow w warszawie)bo moge dostac krowtoku. w zupelnej depresji spedzam
    weekend w szpitalu. dostaje szalu, szaleje z rozpaczy pierwsza ciaza 5 lat po
    slubie, w rodzinie rzadnych takich przypadkow. hormon hcg rosnie lekarze sie
    dziwia bo nie powinnam byc w ciazy, mnie nic nie boli, nie goraczkuje, ale w
    brzuchu krew??????!!!!!!!!!??????
    5. pon kolejne usg ciazy nie widac- wyliczenia dr jakubowskiego: gdybym byla w
    ciazy to pewnie bylby to 3 lub 4 tydz
    6.wt ide na laparoskopie - i co??? plyn w brzuchu okazal sie plynem z torbieli -
    jedyna osoba ktora mnie poinformowala o przebiegu i wynikach operacji byl
    anestazjolog!!!!! nikt inny nie raczyl.
    7. sr wychodze do domu przed wyjsciem usg- znalazla sie ciaza !!!! zagniezdzila
    sie w macicy, ale wg jakubowskiego nie powinna byla sie znalezc a teraz mam
    przychodzic co 2 dni obserwowac jej rozwoj bo pewnie cos jest nie tak.
    8. kolejne usg jakubowski stwierdza ze ciaza sie nie rowija i trezba ja
    usunac!!!! przy czym nie notuje nic w mojej karcie wymysla ze ciaza jest 6 tyg.
    ze nie mam tetna.studentka obok mowi ze chyba widac tetno a on na to ze monitor
    sie zepsul i tak drga.umawia mnie na zabieg. przede mna 3 dni wolnego i
    swiadomosc ze moge poronic wykrwawic sie stracic dziecko. ocena wieku ciazy
    odbywa sie u jakubowskiego w ten sposob ze on mowi wielkosc zarodka a pani od
    wypisywania wynikow na maszynie mowi wiek ciazy. w miedzy czasie w trakcie
    badania wchodzi salowa zeby sprzatnac.
    wtakich oto okolicznosciach resztakmi sil psychicznych rafilam do prywatnej
    kliniki. cala siaze martwilam sie o coreczke, mialam depresje, nie urodzial
    naturalnie ze strachu o wlasne zycie i zdrowie. caly ten czas ktory powinien
    byc radosnym oczekiwaniem na dziecko byl zmarnowanym czasem na oczekiwanie na
    koniec ciazy.
    gdy moj maz poszedl na rozmowe do barwijuka wyjasnic niekompetencje personelu
    ten ocenil ze ma personel na wysokim poziomie i diagnoza bya postawiona
    slusznie.
    z tej "ciazy pozamacicznej" mamobecnie roczna coreczke, ktora moglam stracic w
    idiotyczny sposob.
    bo pacan jeden z drugim nie potrafia zrobic o dczytac usg.
    aha jak bedziecie staly w kolejce do usg przy izbie przyjec ( jedno jedyne w
    szpitalu) to pomyslcie sobie ze barwijuk ma u siebie w gabinecie drugie, ktore
    sluzy prywatnym pacjentkom ( wiem to od kolezanki)

    nie wspomne ze w marcu tego roku moja kolezanka urodzial synka ktorego zarazono
    gronkowcem w 1 dobie zycia i wypuszczono w stanie bardzo zlym z diagnoza
    ALERGIA. trafi on z zagrozeniem zycia na woloska . do dnia dzisiejszego
    przeszedl kilka powaznych chorob ( w tym 2 razy zapalenie pluc) obecnie ma
    anemie.



    Uwazam ze ten post powinien byc przestroga dla wszystkich dziewczyn ktore chca
    tam rodzic. wezcie go pod uwage wybierajac szpital. zawsze znajdzie sia ktos
    zadowolony z teg szpitala bo gdyby bylo 100% niezadowolenia to by go zamkneli.
    nie watpie rowniez ze fachowosc lekarzy zwieksza sie proporcjonalnie do
    zaproponowanych oplat za swiadczone uslugi. to wiem z rozmow z pacjentakmi.90%
    z nich to prywatne pacjentki barwijuka
    znam jescze kilka kobiet ktore mialy stycznosc z tym szpitalem i gdyby nie
    pomoc innych zakonczylo by sie to tragicznie

    nigdy w zyciu nie zmienie zdania na temat tego szpitala, nikt mnie nie przekona
    i wolalabym umrzec niz tam pojechac z medecznych wskazan.
    moje zdanie podziela wielu wielu lekarzy

    pozdrawiam
  • milaja 03.06.04, 23:14
    Strasznie Ci współczuje, faktycznie musiałaś przeżyć koszmar.... To
    przerażające. Teraz się juz nie dziwie, ze masz taka opinie na temat lekarzy na
    Madalińskiego, mnie akurat Jakubowski pomógł, przyjmował mnie za darmo i z
    grona bandy idiotów (z oddz. ginekologii i patologii ciązy Madalińskiego) tylko
    on sensownie podszedł do mojego przypadku...
    To wielkie szczęście, że po tym całym stresie jaki przeszłaś urodziłas zdrową
    córeczkę. Po twojej opowieści napewno nie będę juz chciała rodzić drugiego na
    Madalińskiego.
    Pozdrawiam Cię i Twoją dzidzie.
    Aga 6 t.c.
  • mharrison 04.06.04, 09:32
    Jesli twoja kolezanka urodzila 1 marca synka to mamy te sama kolezanke.
    Pozdrawiam
    --
    a to moja Marysia
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=10642547
  • mamana102 04.06.04, 10:29
    coreczka jest piekna serdecznie gratuluje i pozdrawiam
    rzeczywiscie kolezanka urodzila synka 1 marca
  • kirania 04.06.04, 13:53
    ja nie wiem.mama102 .faktycznie przytrafilo ci sie cos strasznego.ale ja i tak
    tam bede rodizc bo duzo dobrego slyszalam na temat tego spzitala.poztaym chodze
    tam przychodnzi i mam najnaj naj naj wspanialszego lekarza prowadzacego pod
    sloncem!!!!!!!!!dr.dziag mianowice!!pacjetnetk ma monostwo i aczekam zazwywyczaj
    ok 2 godzin.na wiztyte ale zaden z lekerzy prywatnych(a zawsze elczylam i
    chodzilam do lekarzy prywtanych)nie rowna si ez nim!!polozne kotre badaja
    cisnienie i ktg sa wpsaniale .tazke mysle ze opinie sa naparwde podzielone.ty
    widocznie tak trafilas.ale mnie to nei przekonuje i mam nadzieje ze wiekszosc
    dziewczyn si enie wystraszy gdyz tych pozytywnych opini jjets wiecej.pozdrawiam
  • mamana102 04.06.04, 14:37
    witam

    dr dziag przyjmowal mnie na izbie przyjec i to on zlecil co godz. badanie
    cisnienia i tetna o czym mnie nie poinformowal. w nocy gdy mialam wysokie tetno
    wymyslil ze chyb amusze miec cos z tarczyca. szkoda ze nie przyszlo mu do glowy
    ze to wynik stersu i nerwow.
    istotnie nie watpie ze lekarz ze szpitala prowadzacy twoja ciaze otoczy cie
    dobra opieka podczas porodu i po nim. zycze ci najszczesliwszego rozwiazania i
    radosci. ja pisze jako pacjentka, ktora przyszla "z ulicy" po pomoc do
    specjalistycznego szpitala. niestety nie mialam "plecow" w szpitalu, nikogo nie
    znalam i zostalam potraktowana w sposob uwlaczajacy ludzkiej godnosci.
    zwyczaje panujace na oddzialach to gorzej niz dno i kraje trzeciego swiata.

    pozdrawiam
  • aprze 04.06.04, 18:01
    Cześć
    mój gin. odradził mi porodu na Madalińskiego a polecił Bielański i Żelazną. Czytam ten wątek i chyba zrezygnuję z Madalińskiego ale do tego szpitala mam blisko
    pozdrawiam, agnieszka
  • p_jakub 07.06.04, 13:12
    Witam!

    Jestem świeżo upieczonym ojcem i towarzyszyłem mojej żonie przez długi czas w
    szpitalu. Spędziliśmy tam 7 długich dni.

    1. Izba Przyjęć
    Zabawa zaczęła się już na izbie przyjęć, gdzie podejście do nas i innych było
    marne. Przyjmował nas śmieszny doktor w okularkach i zarostem wąsowo-bródkowym.
    Co się okazało później, jakiś kompletnyy palant. Dlaczego? Bo wysłał kobietę w
    30 t.c. na porodówkę! Rozumiem, że mógł się pomylić, bo kobieta miała potężny
    krwiak i wyglądała jak kobieta rodząca. To już świadczy o tym jak zbadał
    pacjętkę na izbie przyjęć. No, ale wszystko dobrze się skońćzyło i nie podano
    kobiecie oksytocyny na sali porodowej...

    2. Odział Patologii - Poród - Połóżniczy
    Żona trafiła do tego szpitala z powodu braku miejsc w IMiDZ z niedowodziem. W
    Instytucie uważali, że żona powinna mieć natychmiast wywoływany poród. No, ale
    w szpitalu im. Świętej Rodziny wysłano nas na porodówkę, podano oksytocynę i po
    teście okazało się, że łożysko jest wydolne i położono żonę na patologię. Na
    patologii było całkiem ok, chociaż można by sięoczywiście do czegoś przyczepić,
    jak np. brak papieru toaletowego w kiblach. Papieru to nie ma w całym szpitalu
    więc radzę się zaopatrzyć. Po 2 dniach zrobiono żonie USG, z którego wynikło,
    że wód jest nagle 8cm (było 3-3,5 cm). Lekarz powiedział, że jest to wartość
    zmienna. ok, niech jest zmienna. Wykreślono niedowodzie z karty choroby żony.
    Dnia 2.06 zaczęły się u żony skurcze. Poród się rozpoczął. Nistety, żona nie
    mogła urodzić dziecka normalnie, ze wzglęu na twarzyczkowe ułożenie, ale tego
    się dowiedziałem od położnej "na ucho"...Lekarze nie powiedzieli ani żonie ani
    mnie, że będzie cesarka! Po co, no nie? Dowiesz się jak cię zaprowadzimy na
    salę operacyjną... Zapytali jeszcze kiedy odeszły wody, co ciężko jest
    przeoczyć. Żona powiedziała, że nic jej nie odchodziło, a ja na to: "Co miało
    odejść jak wód było 3cm?!" No ale wszystko się dobrze skonczyło. Opieka na sali
    pooperacyjnej była w porządku. Niestety następnego dnia na położniczym to już
    gorzej, zero pomocy przy dziecku, zero informacji o tym jak i co robić z
    dzieckiem... Słabo na tym oddziale słabo. Radzę się zaopatrzyć w kosmetyki dla
    dziecka, pieluchy i inne gadżety. Jeśli nie masz swoich pieluch to bedzie
    ciężko z przewinięciem dziecka... No i oczywiście w jakieś ręczniki dla siebie
    + 5 pieluch tetrowych dla szpitala. To niby nieobowiązkowe jest, ale szpital
    jest w trudnej sytuacji finansowej.

    3. Jedzenie
    Słabe jedzonko w szpitalu. Niestety nie gotują sami, jedzenie dowożone jest z
    firmy cateringowej. Zdażają się im lepsze i gorsze dni. Ogólnie dałbym 3.
    Polecam bufet w szpitalu na poziomie -1. Smaczne i świeże. Polecam Żurek :]

    4. Lekarze
    Uważałbym na lekarza Denisa - Afroamerykanina. Jest bardzo niedelikatny
    (delikatnie mówiąc), pomylił podczas badania mojej żony na sali porodowej nos z
    pośladkami. Szczegół co? Ale pani Kowal na szczęście była na miejscu i
    rozpoznała w pośladkach nosek.

    5. Położne
    Bardzo porządną i super kobietą jest Pani Kowal, doświadczona i bardzo
    sympatyczna kobieta. Jeszcze Pani Dorota, młoda położna, ale równierz super
    kobitka! Na położne generalnie nie mogę powiedzieć złego słowa. Ogólnie 5.

    6. Toalety/Łazienki
    Niedobrze jest. Pod sufitem Meszki. Pełne kosze. Niezbyt estetycznie. No, ale
    nie ma wyboru, trzeba się myć tam gdzie się da. Nie jest strasznie. Niestety w
    niektórych kibelkach popalają nowe mamy sad Ogólnie 3+

    Jest to subiektywna ocena szpitala i może zdarzyć się tak, że gdzieś
    przesadziłem a innego nie pochwaliłem. Sądzę jednak, że trzeba opisywać swoje
    doświadczenia. Radziłbym przede wszystkim, jeśli macie taką możliwość, mieć
    przy sobie kogoś przez cały czas. Ja byłem, chodziłem, dopytywałem, pilnowałem.
    Bo trzeba wszystkiego dopilnować, bo nikt się nie będzie o Ciebie specjalnie
    martwił. Bardzo przeżyłem to co się działo w przed w czasie i po porodzie i
    może pewne rzeczy wyolbrzymiam. Jeśli ktoś by mnie zapytał dzisiaj czy moja
    żona będzie rodzić w tym szpitalu drugi raz, to bez wachania odpowiadam: Nie.
    Szpital ma być wyremontowany w przyszłym roku, powinno być dużo lepiej. Bo
    jeden remont był ale na parterze. Dużym plusem jest możliwość odwiedzin od 9.00
    do 21.00, ale można zostać dłużej. W IMiDZ dla odmiany od 15.00 do 17.00.

    Wszystkim przyszłym matkom życzę nieskomplikowanych, udanych porodów i jak
    najlepszej opieki, gdziekolwiek będziecie rodzić.
  • margonik 25.01.05, 23:23
    Dokładnie. To jest kraj trzeciego świata.

    Żaden lekarz prowadzący nie jest wart tego, by ryzykować położenie się w takim
    brudzie, wśród szalejących bakterii.
  • ola_pisarek 07.06.04, 22:30
    Ja też dopiero co rodziłam w tym szpitalu i nie jestem zadowolona. Również
    chodziłam do przychodni przyszpitalnej. Nic nie wskazywało na to,że coś może
    być nie tak. Jednak gdy przyjechałam w nocy, bo zaczął się poród, zobaczyłam,że
    wszystko wygląda inaczej niż w przychodni. Po pierwsze pani z izby przyjęć
    wygoniła męża do domu i powiedziała,że mają tu ładne sale do porodów
    rodzinnych. Gdy zabrano mnie na górę przeżyłam szok. Położono mnie na łóżko i
    podłączono do ktg. Zaczęłam przyglądać się sali. Wyglądała jak sklep mięsny za
    komuny. Ścianki działowe z białej glazury (że biała, to nie znaczy że wyglądała
    na czystą), kobiety jęczące z bólu, ktg głośno pracujące u każdej - koszmar. A
    lekarze i studentki żartujące sobie. Przyszła jedna i chciała mi wbić weflon.
    Wkłuwała się i wkłuwała i nic. Poleciała po drugą. Pomyślałam, że tego nie
    wytrzymam psychicznie. Pomyślałam, pal licho 500 zł. i poprosiłam o poród
    rodzinny. Trochę odetchnęłam jak mnie przenieśli do osobnej sali. Zadzwoniłam
    do męża żeby przyjechał. Poród był ok. bo wzięłam znieczulenie. Po porodzie
    było gorzej. Okazało się, że od siadania na kiblu albo na basenie zaraziłam
    sobie drogi moczowe. Na drugi dzień od porodu dowiedziałam się że dziecko ma
    prawidłowe wyniki z morfologii i że jest wszystko w porządku. Na następny dzień
    przyszła pediatra i poinformowała mnie że nie wszystko jest w porządku (trochę
    dziwne - raz jest dobrze, raz nie jest).Powiedziała, że dadzą raz antybiotyk i
    jak zadziała to już więcej nie dostanie. Więc zabrali małą i przywieźli za
    godzinę z weflonem w głowie. Chyba nie muszę mówić co wtedy czułam. Nikt mi nie
    powiedział po co ten weflon. W nocy przyszła pielęgniarka z jakimś urządzeniem
    i zaczęła podłączać małą. Do weflonu dopięła 2 przewody. Jeden jak się okazało
    później to antybiotyk a drugi to glukoza. Nikt mi nie wytłumaczył wcześniej, że
    to jest konieczne i dlaczego no i co się dzieje w związku z tym z moim
    dzieckiem, skoro stosują takie zabiegi. Muszę dodać że ja czułam się coraz
    gorzej. Nie mogłam chodzić. Jechałam cały czas na czopkach przeciwbólowych.
    Dziewczyny już siadały na łózkach, a ja ledwo na nie wchodziłam. Z tym weflonem
    u dzidzi najadłam się strachu. Oni tam nie sprawdzali drożności tych weflonów i
    pewnego razu podczas zabiegu powna mama której dziecko też brało antybiotyk,
    zauważyła, że na główce u małej robi się bąbelek, coraz większy i większy.
    Okazało się że to antybiotyk zamiast w żyłę, wchodzi pod skórę głowy!! Mało
    tego moje dziecko miało żółtaczkę więc chodziło na lampy. Chodziłam tam razem z
    inną mamą, która nie mogła się doprosić by poprawiono jej dziecku przepaskę na
    oczach. Prosiła 3 razy. Po takich doświadczeniach jak nasze dzidzie miały przez
    całą noc lampy, to chodziłyśmy sprawdzać co jakiś czas czy wszystko gra. A te
    pielęgniarki niektóre wyganiały nas stamtąd bo same pewnie chciały iść do
    kanciapy pooglądać coś w TV. A przy nas to tak nie bardzo. Koleżnce obok z
    łóżka pomylili wyniki badań. A w zasadzie zamiast pobrać krew jej dziecku, to
    pobrali innemu na tej sali i przez to nie chcieli jej wypuścić do domu, bo
    miała zły wynik. Cudem wyszedł ten błąd w luźnej rozmowie z pediatrą.
    Oczywiście winę zrzucili na matkę, której dziecko miało pobieraną krew. Bo nie
    przeczytała karteczki którą pediatra wrzuciła do wózka z jej dzieckiem. Po czym
    ta sama pediatra oznajmia, że moje i koleżanki dziecko , musi jechać na
    Litewską (szpital dziecięcy) i wychodzi z sali.... (a gdzie wyjaśnienia?) No
    koszmar!!! Strach tam przebywać w tym szpitalu. Cała seria błędów i pomyłek!!!
    To się nadaje do programu "UWAGA". A ze mną w tym czasie coraz gorzej. Tyłek
    boli i boli a lekarze mówią że wszystko w porządku. Wreszcie na obchodzie
    pojawia się dyrektor tego szpitala i pyta mnie jak tam moje dziecko. A ja na
    to, że nie wiem. A on "jak to?" , ja mówię: czeski film i mu opowiadam
    wszystko. Nie mija 10 min. jak przychodzi z-ca ordynatora i wszystko ładnie
    tłumaczy wszystkim na sali na co chorują dzidzie i wreszcie dowiaduję się co
    było od początku mojemu dziecku. Na drugi dzień jestem zaproszona do ordynatora
    na rozmowę. Więc był to monolog w stylu : po co zawracać dyrektorowi głowę, on
    tu jest dopiero od 2 tygodni i ma i tak dużo spraw na głowie...... Po tej
    rozmowie przyszedł do mnie lekarz i stwierdził, że jednak ze mną nie wszystko w
    porządku i zlecił badanie moczu. Oczywiście byłam zarażona. Nie dziwne skoro
    wszędzie taki syf. W kabinach prysznicowych na podłodze w rogach grzyb i brud.
    Poplamione krwią zasłonki a po całej łazience jakieś małe muszki latały. Strach
    się dotknąć do ściany. A sprzątaczki tylko wjeżdżały ze szmatą tam gdzie był
    dostęp. Pod łóżko w sali już nie dawało rady. Więc jak przenieśli moje dziecko
    na Litewską to odetchnęłam z ulgą. Tam w porównaniu do szpitala były sterylne
    warunki. Jeszcze jedno. Niezła akcja z jedzeniem szpitalmym. Lekarze nie
    polecają go matkom karmiącym. Bo dzieci mają kolkę. To ciekawe zwłaszcza,że
    jest to szpital ginekologiczno - położniczy!!!!
    Pozdrawiam i radzę się głębiej nad tym zastanowić czy rodzić tam czy nie. Radzę
    zwiedzić całe to piętro zaczynająć od sali porodowej przez zwykłe sale i
    kończąc na łazienkach.
  • higa 08.06.04, 12:59
    Jezu
    przerażona jestem. nie wiem jak ktoś może jeszcze chcieć tam rodzić...
    higa
  • kirania 08.06.04, 13:20
    no coz.j atam mam i tak zamair rodzic.tylko mzoe z ta roznica ze porod ma byc
    rodzinny i potem bior epokoj dwuosobwoy .co oczywscie kosztuje i to nie
    malo...bo 150 zet aza dobesmileale myslke ze warto.bylam i oga;dlam.i naparwde
    wygalda toprzyzwocie.fakt.straszne jest to ze ze zeby miec warunki dogodne to
    trzeb aplacici ale mysle ze tak jets wszedzie...ol apisarek.a maials chociaz
    fajna polozna?bo si ezatsanwaim kogo wziac.czekam na opd.
  • ola_pisarek 09.06.04, 18:38
    Położna była w porządku (p. Owczarek). Po prostu robiła swoje.
  • koloris5 16.06.04, 17:31
    No no, po tym co tu poczytałam i po własnych doświadczeniach podziwiam za
    upartość....Już dwa lata minęły jak spędziłam "cudowne" dwa tygodnie w tym
    szpitalu. I prywatna sala nawet nie pomogła. Generalnie po cesarce, którą
    miałam umówioną z prowadzącym (ułożenie pośladkowe) 1000zł, pech nie był na
    dyżurze. Dwie doby leżałam na sali pooperacyjnej gdzie czekałam na salę 2 os.
    Potem się przeniosłam i cieszyłam, że mam kolorową pościel, telewizor i
    łazienkę. Moja Soniuśka też dostała antybiotyk, stwierdzili, że ja musiałam
    mieć jakiś stan zapalny. Byłam zdrowa jak ryba. Na piątą dobę jak już miałyśmy
    wychodzić dostałam 40 stopni gorączki. Diagnoza - zastój. Pomimo, że wiedziałam
    jak się czują moje piersi nikt mnie nie słuchał. Badali mi tylko temp. Na 7
    dobę dostałam pierwszy antybiotyk, jeszcze mogłam karmić. Z rany po cesarce
    zaczęło mi się sączyć świństwo. Ordynator kazał płukać ranę, założyć sączek,
    smarować maścią. Problem, że przy porannym obchodzie przyszedł sobie jakiś
    lekarz - dziadek i powiedział: Jak ten sączek tutaj będzie to się rana nigdy
    nie zagoi, siostro proszę przynieść coś do zbadania głębokości rany. Siostra
    przyniosła gigantyczne nożyce chirurgiczne i wspaniały pan doktor, widać
    wiekiem doświadczony włożył mi prawie całe te nożyce przez otwór pozostawiony
    na sączek. Poczym wyjął sączek i w dziurkę włożył mi gazik. Tak przetrwałam do
    dnia następnego, gdzie rano obudził mnie straszny ból rany i gorączka jeszcze
    większa. Czekałam do obchodu. Przyszedł znowu inny lekarz i jak zobaczył ten
    gazik to mało nie zemdlał. Oczywiście pytanie "kto to pani założył?" a skąd ja
    mam wiedzieć jak się nazywał skoro codziennie jest inny na obchodzie i
    codziennie co innego karzą ze mną robić?! Wyjął mi gazik to płyny które sie
    nazbierały fontanną wyciekły a ja poczułam ulgę. Znowu sączek. Ale do sedna
    sprawy po tygodniu wzięli mi łaskawie wymaz z rany, bo już drugi antybiotyk nie
    działał. Musiałam jednak czekać na wynik 4 dni. 4 długie dni, gdzie lekarze
    tylko przychodzili, macali, robili głupie miny i wychodzili. A ja z
    pielęgniarkami, które nie potrafiły mi się wkłuć i założyć wenflon, z depresją
    i nerwami czekałam aż w końcu coś ze mną zrobią. Ból rany był taki, że nie
    mogłam zajmować się córką. Wyniki przyszły i ordynator osobiście przyszedł mi
    powiedzieć w pięknej łacinie co mi dolega. Jak go poprosiłam o wyjaśnienie,
    powiedział, że jest to bakteria beztlenowa, która przeważnie jest na ciele.
    Dodał również, że muszę dostać przez tydzień silny antybiotyk i w tym czasie
    nie będę mogła karmić dziecka…Nie muszę mówić jak na to zareagowałam? Płacz i
    depresja. Na niczym mi tak nie zależało jak karmić piersią… Po trzeciej dobie
    wypisałam się na własną prośbę do domu. W domu odwiedzała mnie znajoma
    pielęgniarka i podawała mi resztę antybiotyku. Sumując: Okazało się, że ja i
    wiele innych kobiet z podobnymi objawami miało gronkowca. Generalnie grasował
    po szpitalu. Ja przez całe 2 tyg. nie miałam zmienianej pościeli, a wiadomo jak
    się pociłam przy 40 stopniach gorączki. Przynoszono mi jedynie podarte
    szpitalne koszule. Łazienkę sprzątał mi mąż, pani zajmowały się tylko
    powierzchownym zmywaniem podłogi. Nikt mi nie pomógł na początku z karmieniem.
    Pielęgniarki tylko przywoziły Sonię i wstawiały do pokoju, nawet nie podały,
    choć wiedziały, w jakim stanie jestem. Na wypisie nie było słowa o gronkowcu.
    Nawet nie opisali wszystkich leków, które dostawałam.
    Rozumiem, że są kobiety, które normalnie przeszły pobyt w szpitalu, ale
    naprawdę do czystych szpitali nie należy. Co do jedzenia to tak jak dziewczyny
    pisały, całkowicie nie dopasowane do karmiących.
    Ja po odstawieniu antybiotyku próbowałam karmić piersią, niestety po wielu
    różnych próbach, herbartkach, ziółkach nie udało się...Przeżywałam to jakieś
    pół roku do momentu jak Sonia zaczęła już jeść papki. Z czasem wybaczyłam
    sobie, że nie karmiłam Soni ale nadal obarczam za to szpital na Madalińskiego.
    Pozdrawiam i życzę szczęścia!
  • kirania 08.06.04, 13:21
    ale co ciekawe j atez duzo dobrego slyszlaam na temat tego spziatl awiec
    najwyrazniej opinie sa podzielone
  • ola_pisarek 09.06.04, 18:41
    Ze mną leżała dziewczyna, której znajomi polecili ten szpital. Ona też słyszała
    o nim dużo dobrego. To jej dziecka wyniki badań pomylili z innym.
    W każdym razie ona już na pewno nie ma dobrego zdania o tym szpitalu.
  • kirania 09.06.04, 19:20
    tak naprawde to do wszytkiego mozna si eprzyczepic.tzn chodiz mi o to ze jakby
    tak podsumowac to w kazdym szpitalu znjadzie sie ktos niezadowolony i taka jest
    prawda .nie sposob dogodizc kazdemu.wszedzie sa jacys niekompetnenti lekrze i
    pielegniaki.ja mam nadzieje ze trafie na tych lepszychsmilepozdrawiam
  • minkapinka 09.06.04, 20:16
    Ja mam porównanie pomiedzy Madalińskiego, a IMiDZ. W jednym i drugim szpitalu
    warumki nie sa nadzwyczajne, ale w IMiDz lekarze i pielęgniarki mają zupełnie
    inne podejście do pacjenta, traktują go z szacunkiem, wyjaśniaja wszelkie
    wątpliwości. O personelu z Madalińskiego nie mogę tego powiedzieć.
    Kasia
  • 30i 16.06.04, 10:03


    Krótko na zasadzie porównania. Zaznaczam że w obu przypadkach nie znałam w
    szpitalu nikogo, do ginekologa chodziłam gdzie indziej.
    1. Pierwszy poród X 2000 W-wa Madalińskiego
    2. Drugi VI 2003 Skierniewice
    Obydwa miały plusy i minusy, jeśli wyciągnać same pozytywy miałabym jeden
    idealny poród.
    Izba przyjęć 1. Miło, golenie przez salową, bez lewatywy, bolesne badanie
    2. Niemiło, golenie dopiero na porodówce w ostatniej
    chwili, bez lewatywy, badanie delikatne
    Porodówka 1. Sala do porodów rodzinnych, radyjko, cały czas na plecach bo oxy,
    picie do woli, bolesne badanie, obsługa miła
    2. Sala ogólna ze ściankami, mogłam chodzić, picie po kryjomu bo nie
    można w razie cc, badanie delikatne nawet przez zołzowatą położną, obsługa
    miła (rodziłam w czasie obchodu a wszyscy boja się ordynatora, który dba o
    pacjentki).
    Poród 1. Miło, spokojnie, był lekarz, pomagali, nie krzyczeli, pozycja
    półsiedząca,
    2. Bez lekarza, krzyczeli, na leżąco (bo tak lepiej, podobno), po:
    nie machaj nogami bo mi fartuch jodyna pobrudzisz (już nie było ordynatora)
    Szycie 1. nie bolało, lekarz i położna i ja śpiewaliśmy jakąś polską rockowa
    piosenkę, która akurat leciała w radiu, lekarz chociaż skończył dyżur został,
    aby mnie zszyć, bo jak powiedział „co zaczął musi skończyć”,
    2. Bolało i czemu pani tak dryga. Ja po kilku takich uwagach „ to niech
    mnie pan przywiążę”
    Jedzenie 1. Urodziłam o 7 i dostałam dopiero obiad i to bez sztućców
    2. Urodziłam o 8 i przynieśli mi śniadanie na porodówkę
    Czystość 1. Na 3
    2. Na 5
    Opieka po porodzie w obydwu kiepska w obydwu przypadkach po jednym wyjątku
    jakiejś super pielęgniarki z powołaniem
    Na Madalińskiego synka po porodzie zabrano do kapania dopiero po12h przyszła
    pielęgniarka i powiedziała” Pani dziecko zmar..zło i leży w inkubatorku”.
    Leżałam sama na sali i nikt nie przychodził. Dopiero w książeczce doczytałam
    się, że miało zaburzenia oddychania. Pani ordynator z neonatologi b. Niemiła,
    rozmowy z nią: ona siedzi, ja stoję”Mogę usiąść?” Cisza.
    „Co z moim synkiem?” Odpowiedź:”kim jest pani mąż z zawodu” bo musiała najpierw
    wypełnić jakąś kartę. Opisałam wszystko w ankiecie dla dyrektora wyłożonej w
    szpitalu.
    A miało być krótko.
  • chmiela 16.06.04, 12:08
    Czesc!
    To i ja dodam cos od siebie. Trafilam tam w 13 tyg ciazy z krwawieniem wiec
    mysli mialam wiadomo jakie. Chcialam przede wszystkim zeby zrobili mi USG i
    powiedzieli czy z dzieckiem jest wszystko dobrze. Trafilam tam rano (patologia
    ciazy) do wieczora nikt mi nic nie powiedzial na obchodzie zaplakana zapytalam
    lekarza kiedy bede miala USG, dowiedzialam sie ze moze nastepnego dnia sad
    Powiedzialam ze wolalabym od razu na co lekarz odpowiedzial: "To i tak nic nie
    zmieni" Bylam w szoku! Powiedzialam ze zmieni i ze chce tego USG i sie wreszcie
    po kilku prosbach doczekalam. Okazalo sie ze z Dzidzia wszystko bylo dobrze wiec
    przestalam sie denerwowac i mialam chociaz w miare spokojna bez ostrego stresu
    noc. Lekarz po badaniu probowal mnie przepraszac za swoje zachowanie ale co sie
    nadenerwowalam to juz tego nie moglam cofnac. Ogolnie opieka kiepska. Nie
    chcialabym tam trafic po raz drugi.
    Pozdrawiam
    Ania
  • bourgeonek 18.06.04, 00:04
    Czytam Wasze posty i wlosy mi sie na glowie jeza! Czy to wogole jest mozliwe?
    Ja za chwile rodze drugiego synka i drugi raz rodze chyba w Ameryce, tj. w
    szpitalu na Zelaznej. Tam wszsytko jest dokladnie odwrotnie! jest naprawde
    super, goraco polecam!

    Bourgeonek
  • kirania 18.06.04, 10:25
    dziwna.ja naparwde rozmaiwlam z zadowolonymi dziewczynami ktore tu rodizly.fakt
    ze do strasznie czystych ten szpital nie nalezy ale ponoc opieka jest naparwde
    dobra.nawet jest tu gdzies post gdzie wypowiadaja sie zadowolone mamy.zreszt
    ajak pisalam wczensiej zawsze sie znajdzie ktos nie zadowolony...o zelaznej i
    karowej tez slyszalam duuuuzo zlego.wiec mysle ze to wsyztko zalezy od
    oczekiwan.owsze, nie twierdze ze wszystko jets tam super.ale gdzie jets?smilepozdrawaim
  • mamana102 18.06.04, 10:32
    witam
    ja poza tym ze sama na wlasnej skorze przekonalam sie o tym cholernym szpitalu
    to od niejednego pracujacego tam kiedys lekarza slyszalam takie opinie. a to co
    sie tam dzieje to sodoma i gomora
  • mharrison 18.06.04, 10:55
    Prawde mowiac nie rozumiem Twojej determinacji w obronie tego szpitala,
    zwlaszcza ze jeszcze tam nie rodzilas. Wierze, (poparta doswiadzczeniem moich
    bliskich przyjaciolek), ze nie jest to najlepsze miejsce do rodzenia.
    Jesli bardzo chcesz tam rodzic to i tak Cie nic przed tym nie powstrzyma.
    Powodzenia. Mam nadzieje, ze w Twoim przypadku wszystko pojdzie jak po masle
    bez zadnych "niedociagniec" czy tez ewidentnych bledow.

    jedank o zadnym ze szpitali nie slyszalam tyle historii zwiazanych z
    gubieniem/myleniem wynikow czy, co gorsza, wypisywaniem dzieci chorych z
    diagnoza "stan dobry".
    --
    a to moja Marysia
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=10642547
  • kirania 18.06.04, 15:10
    mharisson sliczna dziewczynka!!jzu nie moge sie doczekac kiedy moja zuzie wezme
    na rece...a bedzi eto za parde dni.........co do szpiatal toide w zaparte bo
    chce sie tez troch esma pocieszyc ze nei jest tak zle.tym bardziej jak mowie sa
    tez zadowolone osoby...tazke mam nadzieje ze u mnie akurat bedzi eok.pozdrawaim
  • kasia_de 18.06.04, 18:21
    Jak juz będziesz "po" smile to napisz jak było... ja też tam mam zamiar rodzić.
    Kasia
  • kirania 18.06.04, 18:48
    oki.napewno dam obiektywna ocenesmile)))))pozdrawiam
  • aprze 18.06.04, 21:15
    Cześć
    a kiedy będziesz rodziła bo ja mam termin na 3.XI i też myślę o porodzie w tym szpitalu (jest najbliżej domu), jak mi się uda to pojadę do szpitala Bielańskiego. Ale już teraz zbieram informacje o Madalińskiego
    pozdrawiam, agnieszka
  • kirania 19.06.04, 00:05
    hm.no ja troch wczesniej bo..juzsmiletermin wlasciw emam za dwa dni.wiec mam
    nadzieje ze jzu niedlugo bedzie po wszytkimsmilepozdarwaim
  • aprze 19.06.04, 16:20
    Cześć
    życzę szybkiego porodu i zdrowego dzidziusia
    agnieszka
  • kfiatkowa 17.09.04, 14:26
    Hej Kasiu,
    i jak przeżyłaś poród na Madalińskiego?
    Ja się szykuję w listopadzie i też chciałabym rodzić w tym szpitalu, ale opinie
    są tak różne, że aż strach.... !!
    Może możesz polecić mi jakąs fajną położną?
    Pozdrawiam serdecznie Ciebie i Małą/Małego ????,
    Agnieszka Kwiatkowska
  • kfiatkowa 17.09.04, 14:29
    kirania napisała:

    > oki.napewno dam obiektywna ocenesmile)))))pozdrawiam

    To znowu ja, cóż chyba nie za bardzo umiem się posługiwać pocztą na e-Dziecko,
    więc jak możesz to napisz na mój prywatny do domu: kfiatkowa@wp.pl
    Jeszcze raz dzięki i podrawiam, Aga Kwiatkowska
  • agata_to_ja 28.06.04, 16:57
    Ale ja tam rodziła, o czym opowiadałam juz chyba dziesiątki razy na tym forum.
    Wspominam to wydarzenie bardzo dobrze. Pierwsze dziecko urodziłam w Centrum
    Damiana i wcale nie oceniam porodu na madalińskiego gorzej, w niektórych
    aspektach nawet lepiej.
    Współczuję tym, które miały złe doświadczenia. Podobne rzeczy czytam, będąc na
    tym forum od lutego 2001 roku, o wszystkich warszawskich szpitalach. Co jakiś
    czas powstaje wątek o koszmarze na Żelaznej, na Solcu, w Bielańskim itp, itd.
    Ja mam dwoje dzieci urodzonych w szpitalach, na których wiele osób wieszało psy
    i wiele chwaliło. Nauczyłam się dystansu do tych opinii.
    Pozdrawiam i zyczę łatwych porodów
    agata
  • margonik 25.01.05, 23:15
    A ja proponuję, aby do takich wypowiedzi dołączać uwagę, czy był to poród
    opłacony, czy darmowy. Bo chyba ma to ogromne znaczenie. Na Madalińskiego
    widziałam ulotki zachęcające do porodów u nich (zapewne płatnych) i naprawdę
    przedstawione tam warunki (między innymi zdjęcia) miały sie nijak do tego, co
    widziałam na własne oczy (a szpital "testowałam" gratis).
  • higa 22.06.04, 09:41
    ja sie też dopisuję do zyczeń
    higa
  • kasia_de 22.06.04, 11:04
    Ja mam jeszcze mnostwo czasu, termin na 02.01.2005 smile do tego czasu pewnie się
    jeszcze naczytam różnych opinii wink Też życzę Ci szybkiego, łatwego i miłego
    porodu smile
  • kirania 22.06.04, 11:36
    dzieku dziewczyny.na pociesznie dla tych co chca tam rodzic powiem ze ostatnio
    urodzila sie kolezance moej kolezanki coreczka i ponoc baaaaaaaardzo byla
    azadowolona wiec trzeb abyc dobrej mysli.smilepozdrawiam .napewno dam znac.dalej
    czekami czekam!!i nic!!!
  • patrycyja 24.06.04, 10:45
    Ja 4 miesiące temu również rodziłam na Madalińskiego. trzymali mnie 23 godziny
    na porodówce (dzięki Bogu że miałam znieczulenie - 600 zł - bo pewnie bym tam
    umarła)poród i tak zakończył się cc. Co do lekarzy to mam takie zdanie. Albo są
    dobrzy albo całkiem żli. Do dobrych zaliczam: Gawlaka, Dziąga,
    Pawlinę,Limartowicza. Do złych: dr. Borucką (robi straszna łaskę) Radiukiewicza
    (olewa i szybko spławia), jest jeszcze kilku innych "złych " ale nie pamiętam
    nazwisk. Trochę tem szpital poznałam bo prowadziłam tam ciąże i przeleżałam
    trochę czasu na patologii. Najmilej zapamiętuje dr. Gawlaka i dr. Dziąga.
    Pozdrawiam MOKA
  • kirania 29.06.04, 15:28
    no coz moje droge panie.urodzilam!!!!!!!!!!smile))))))))))))))dnia 24 czerwca o
    godz 23.47 pzyszla na swiat moja corunia!zuzia.wazyla..4300 tak
    tak.powaznie!!!dl.60 cm.kawal dziewuszki co???ale wage to ma niezla.tazk
    absolutni eusg si enie sprawdzilo sprzed 3 dni wczesniej.bo wyszlo z niego
    zebedzie wazyc 3500 hehhehe.lekka roznica.a wiec.teraz kiedy juz bylam na
    madalinskiego moge wreszcie wydac swoja opni8e.dziewczyny!tak mnie
    nastrasztylyscie ze tego to wam nei wybacze.a bylo cudownie!!!!!!!przez duze
    cccccccc!!!n aizbie przyjec super lekarka jajcraka mnie przyjmowala.trafilam tam
    o 15 z lekkimi bolami.potem trafilam na sle porodu rodzinnego.przyjechala super
    polozna ktorej nie wybieralam wczesniej pani owczarek.swietna konkrtena
    polozna.o 17 zaczely sie dosc silne bole.ale dawalm radesmile ale w koncu o 21
    wzilam znieczulenie.porod nei pstepowal .rozwarcie caly czas bulo na 3 cm a
    glowka nie schodzial.za duze dziecko jak sie potem okazalo.w kazdtym razie nie
    szlo tak jak trezba.dobrze ze to znieczulenie wzielam.choc si ebronilam.no i o
    23 zdecydowano o cesarce.niestetysad(straszne uczuci ejak dla mnie............a
    wspanialy lekarz mnie kroil smiledr,jakubowik czy jakos tak.baardzo szbki i baardzo
    prezcyzjnie.oogolnie pani anestezjolog super babka trzmayla mnie za reke caly
    czas.i wogole wszyscy tamk obecni byli super.noi tak o 23,47 zuza juz byla na
    swiecie!!duza moja mala!!potem trafilma na sale pooperacyjna.gdzi ebyly cudowne
    polozne!!!!!!napwrde!!!wszysc zaintereesowni i biegali wokol nas .na drugi dzien
    przensieiono mnie na sale jednosobowy.super warunki jak na mnie.no i tam rowniez
    opieka fantastyczna.polozne i pediatrzy wszsycy sie bardzo inertersowali i
    powiadamiali.zuzia byla troch eniedotlenieon ajak si eurodizla i byla w
    inkubatorku.wiec ciagle jej robilijakies pobrania krwi .i bardzo o nia
    dbali.wczoraj po 5 dniach wyszalm.i dziewczyny nie moge zrozumiec jak moglysci
    emowic za tam sie niczym nie interesyuja???????????przeciez polozne nawet w nocy
    lataly!!!!dowiedziec sie czy wszytko ok.no coz.fakt.moze i remont by si eprzydal
    i ma byc.ale dla mnie nie bylo absolutnie brudno.poprsotu jak za komuny i
    tylesmile))))w kazdym razie jestem zachwycona!!!Serio!!!!!!!i porodem i opieka i
    lekarzami a szczegolnie pediatria!!!!pozdrawaim.niedlugo zamieszcze zdcjie
    niuni!!papapap
  • kasia_de 29.06.04, 16:18
    Gratulacje Kirania!!!!!!!!!!!!!
    no i jednak mnie pocieszyłaś smile
    Serdecznie pozdrawiam
    Kasia
  • kirania 29.06.04, 16:37
    smilemam nadzieje ze twoj porod kasia -de bedzie tak samo udany jakmoj.pomijac to
    ze ze byla to cesarkasmilepozdrawiam
  • mkostki 29.06.04, 22:00
    No i mamy doskonały dowód na to, że nie ma to jak pozytywne nastawienie.
    Gratulacje!!!
    Pozdrawiam
    Magda
  • edyciula 15.07.04, 10:21
    Czy to w tym szitalu ordynatorem położnictwa jest od niedawna prof.Chazan?
    Jeśli tak to gwarantuję,że nawet jeśli było źle, będzie dużo lepiej. To on
    rozsławił IMiD, za jego kadencji instytut dostał szereg nagród, jest to cudowny
    człowiek, choc trochę "niewygodny". Za bardzo mu leży na sercu dobro dzieci
    nienarodzonych, z tego powodu został "usunięty" z IMiD, zdegradowano go
    zawodowo. Jeśli w tym szpitalu pracuje prof. Chazan, to wiedzcie, że w razie
    jakichkolwiek wątpliwości możecie się do niego zwrócić. On wszystko wytłumaczy,
    pomoże. To cudowny, mądry czlowiek.
  • kirania 16.07.04, 12:00
    tak to prawda.z tym ze on jest tam dyrektorem.nie wiem czy to jego zasluga ale
    obsluga w tym szpiatlu byl azachwycajaca.jakz juz pisalam wyzej.ur 24 czerwca.no
    i poczawszy od sprzataczek skonczywszy na lekarzach jestem zachwycona tymi
    ludzmi.moj azuzia byla pod doskonala opieka.i p[olecam ten szpital zcalego
    serca!!!!!pozdrawaim
  • higa 24.08.04, 12:01
    podciągam watek bo niezależnie od opinii niektórych że to starszenie ludzi - to
    moim zdaniem straszenie z sensem. ja wolę wiedzieć jakie są za i przeciw zanim
    sie zdecyduję a nie żyć w błogim przeświadczeniu że mój wybór jest cacy.
  • pz333 24.08.04, 18:14
    hello wszystkim oczywiscie dolaczam sie do opinii ze to koszmar
    przezyłam w tym szpitalu najstraszniejsze chwile....
    cos jest tam nie tak poniewaz co 3 poród to poród kleszczowy ja nie wiem jak
    oni to robia( lekarze ) rzecz jasna
    ja nosiłam duze malenstwo bo ponad 4400 i nie byłam przygotowana do porodu
    naturalnego o czym lekarze mnie informowali i tak wychodziło z usg w dniu porou
    ( 10 dni po terminie ) miałam 2 cm szyjkę i mini misio w ogóle nie chciał
    wychodzić wiec co .....
    wyciagneli go kleszczami no bo jak inaczej mi zrobili z d..... ruska gwiazde a
    dziecko o maly wlos az nie chce o tym myslec ........
    juz nigdy tam nie bede rodziła
    na szczecie mini misio jest zdrowy ale znam przypadek gdzie nie dosc ze darli
    sie na dziewczyne przez cały poród to jeszcze wyciagali kleszczami i zwichnęli
    maleńkiej Ani raczkę
    ot polityka i ......
    dalej juz nic nie powiem
    pzdr
  • black_currant 24.08.04, 18:25
    Wiem, że w tym szpitalu lekarze muszą się tłumaczyć u ordynatora z każdej
    decyzji o cesarskim cięciu, nawet jeśli były ku niemu ewidentne wskazania.
    Pewnie stąd te porody kleszczowe sad((((

    Mam dwie znajome, które rodziły na Madalińskiego i dobrze to wspominają, ale u
    nich poród przebiegał bez jakichkolwiek problemów, więc lekarz by potrzebny
    tylko pro forma...

    Ania
  • bess 27.10.04, 10:22
    -rodzilam tam w kwietniu 2004:
    -poród rodzinny + znieczulenie+ położna p. Kowal-bardzo dobra
    personel bardzo sympatyczny- poczawszy od salowych skonczywszy na lekarzach
    opieka w czasie porodu, nad noworodkiem - porzadna, odpowiadali na wszelkie moje
    pytania, czesto monitorowali ktg- bo nie czulam ruchow- w nocy budzono mnie na zapis
    jedzenia sie nie czepiam- smakowalo mi, czysto podane,
    trzeba miec swoje pieluchy, polozne kapia codziennie dzieci- mydlo j&j uczulalo
    wszystkie maluchy na sali, codziennie na sale przychodzil pediatra i badal
    maluchy- porzadnie myli rece po kazdym dziecku
    syn caly czas byl przy mnie- choc mial kroplowke z glukoza
    dzieci faktycznie kapali po 12 h, ale jest teraz tendencja, zeby nie zmywac od
    razu mazi plodowej
    minusy: niezbyt czysto, chociaz podlogi byly zmywane codziennie, toalety
    sprzatane chyba 2x dziennie
    jednak odwiedziny nie powinny byc przez caly dzien- to bardzo meczy na sali
    wieloosobowej, szczegolnie, ze np odwiedzajacy nie zakladali ochraniaczy, fartuchow
    synek wyniosl gronkowca w oku (zaczelo ropiec po wyjsciu ze szpitala), ale udalo
    sie wyleczyc

  • ciezarnamamuska 03.11.04, 12:56
    tak, slyszalam, ze barwijuk nie robi nic za darmo. dzieki bogu, ze dyrektorem
    tego szpitala zostal prof. chazan, to zaprowadzi w nim lad. barwijuk to
    najgorsza kanalia pod sloncem. rozmawialam z zona mojego znajomego, ktora leczy
    sie w jego prywatnym gabinecie. cos tam wypatrzyl w jej brzuchu i stwierdzil,
    ze trzeba to operacyjnie usunac, ale to kosztowac bedzie 3000 tys/pln. pani ta
    jest nauczycielka, a wiec wyobrazcie sobie, ze jej dochody nie sa
    oszalamiajaca, ale co robic kiedy trzeba ratowac siebie? nie bylo wyjscia, pani
    zglosila sie umowionego dnia do szpitala, a tu niespodzianka, dr. barwijuk
    wybral sie na urlop. coz robic, nie bylo wyjscia, zoperowal ja inny lekarz. ale
    najlepsze jest to ze dr. barwijuk wzial za to pieniadze i powiedzial, ze
    czlowiek ktory ja operowal byl ustawiony przez niego. skandal. to zdzierus i
    przerosniety bawol.
  • nattasha5 24.01.05, 14:41
    Pan Barwijuk, zoperował pół mojej rodziny i większosc koleżanek, wszystkie były
    zadowolone, żadna z nich jeżeli miała normalnie ubezpieczenie w ZUS nie
    ponodsiła żadnych kosztów operacji, nawet gdy były przeprowadzane nowatorskimi
    metodami pozwalającymi zachować nawięcej organów w sytuacji nowotwórów. To
    prawda, że czasme wyjeżdża na sympozja lub urlopy, lecz pan Jakubowski jest
    równiez wybitnym specjalista i równie dobrze przeprowadza zabiegi.
    Pan Barwijuk, jest wysokiej klasy specjalistą, nadodatek lekarzem o ludzkiej
    twarzy wrażliwy na cierpienie kobiety.
  • janeczka1234 28.12.04, 13:28
    DZIEWCZYNY POWIEM BEZ OGRÓDEK-GŁUPIA JEST Z WAS TA ,KTÓRA ZDECYDUJE SIĘ TM
    RODZIĆ.
  • agata_to_ja 28.12.04, 14:00
    Zdecydowałam się, nie żałuję smile Córeczka ma dziś prawie 3 lata, jest zdrowym
    pięknym dzieckiem, a ja nie mam żadnych niemiłych wspomnień.
  • psotna 24.01.05, 16:43
    Hola, Hola moja pani. Z takim opiniami to spokojnie.
    Ja bynajmnej nie czuję się a ni głupia a ni głupio, że tam rodziłam. Zwłaszcza,
    że to właśnie tam miałam bardzo dobra opiekę w postaci prof. Chazana.
    Ale rozumiem, że ty jesteś najmądrzejsza na świecie i wszystko wiesz lepiej.
    Gratuluję Twojemu dziecku najmądrzejszej mamy pod słońcem moje niestety ma
    debilkę bo rodziła na Madalińskiego.
  • psotna 24.01.05, 16:48
    wybaczcie babola - ani
  • catalina1 29.01.05, 09:57
    No to widać ja też jestem głupia, bo urodziłam tam synka, poleżałam wcześniej
    na patologii, potem miałam poród rodzinny kótry i tak skończył się cesarką.
    Ogólnie jestem zadaowolona i jakoś przez dwa tygodnie co tam byłam nie
    słyszałam od pacjentek złych opinii - ani tych co były na patologii ani tych co
    juz urodziły.
    Każdy ma prawo decydować za siebie i tylko chyba złośliwość ludzka może
    powodować chęć napisania tego typu postu jak Ty napisałas.

    --
    Cat.
    lilypie.com/baby1/051022/3/0/1/+1/.png[/img][/url]
  • hanti 29.12.04, 14:13
    Pojechałam tam będąc w 28 t.c ze skórczami, przyjęto mnie na oddział, powtórzono
    wszystkie badania i podano leki przeciwskurczowe. Wszystko było oki po paru
    dniach wypóścili mnie do domu, pomimo że miałam dość spore rozwarcie.
    Po kilku tygodniach odeszły mi wody, pojechałam do nich na izbie przyjęć pan dr
    zbadał mnie, po czym czekałam przez 15 min na wpół naga na KTG. Po czym
    stwierdził że nie przyjmą wcześniaka i powiedział mi żebym sobie pojechała na
    Czerniakowską !!!! Odmówił mi karetki!!!! Mój mąż był w pracy, byłam sama i z
    nerwów zapomniałam komórki, więc na piechotę bez wód płodowych przeszłam sobie
    do Puławskiej gdzie złapałam taksówkę i pojechałam na Czerniakowską do Orłowskiego.
    Tam było fantastycznie, uratowali życie mojego synka, bo okazało się że na
    Madalińskiego zarazili mnie gronkowcem złocistym !!!!!

    Jeśli chcecie mieć zdrowe dzieci trzymajcie się z dala od tego szpitala !!!!!!!!!

    --
    A to zdjęcia Kuby i Karoliny:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=14100544
    i nawet się bloga dorobiliśmy bobasy2.blox.pl/html
    JESTEM DYSORTOGRAFIKIEM big_grin
  • jablanka 02.01.05, 00:30
    Ja nie mam strasznych wspomnien z tego szpitala. Pierwsze dziecko rodzilam na
    oddziele Ginekologii (porod byl rodzinny chociaz z komplikacjami), gdzie opieka
    nade mna i dzieckiem byla wspaniala. Drugi porod rodzinny odbyl sie na bloku
    porodowym i tam opieka tez byla super. Natomiast po porodzie na poloznictwie
    zdecydowanie mi sie nie podobalo tzn. terror, dyscyplina no i w ogole zero
    zrozumienia dla kobiety (nie przeszkadzalo mi to zbytnio bo trwalo krotko i
    moglam liczyc na mojego doktora prowadzacego, ktory pracuje pietro nizejsmile.
    Oczywiscie musze dodac ze obie ciaze prowadzil i oba porody odebral moj kochany
    dr Marek Florczak, ktorego pacjentka jestem do dzis (12 lat).
  • bess 25.01.05, 22:24
    Hej !
    Moja ciążę również prowadził dr Florczak. Fantastyczny lekarz!
    pozdrawiam
  • nattasha5 24.01.05, 14:50
    Barwijuk, akórat nalezy do tych lekarzy, którzy wyjątkowo dobrze traktuja
    pacjĘtki, z wyczuciem i zrozumieniem i najwyższej kalsy fachowością. Znam go od
    12 lat i złego słowa o nim nie moge powiedzieć, odbierał porody ( on
    jakubowski) 2 moich koleżanek, i każda z nich była zadowolona. Żadna nie
    zapłaciła nic , wszystko odbył osie w ramach ZUS, ( chyba ze za poród rodzinny
    co akurad wszędzie się płaci). Łatwo jest =pisac oszczerstwa na podstawie,
    zasłyszanych banialuków, od dalekich znajomych koleżanek, a zaręczam że każda z
    was w krytycznej chwili chciała by znalesc sie w jego rękach.
  • margonik 25.01.05, 20:05
    Na Madalińskiego miałam "przyjemność" dwa razy.
    Niedawno trafiłam tam na łyżeczkowanie w 12tc. Zajmowała sie mną dr Czarnecka
    (mogłam przekręcić nazwisko, ale jakoś podobnie) i dr Dziąg. Oboje byli bardzo
    w porządku. Pielęgniarki także były troskliwe i ogólnie rzecz biorąc
    wyszłam "zadowolona", o ile tylko można być w takim stanie zadowolonym. Na
    pożegnanie usłyszałam od dr Czarneckiej, że jeżeli tylko będzie się coś działo,
    co będzie mnie niepokoić, to w każdym momencie mogę sie zjawić.

    No i niestety ... zaczęło sie dziać. Na drugi dzień w domu dostałam bóle, które
    nie ustępowały przez kolejne dni. Na czwarty dzień oprócz ostrych bóli miałam
    podwyższoną temperaturę, dreszcze i ogólnie czułam sie bardzo słabo. Być może
    dlatego, że nie mogłam się wypróżnić, ale biorąc pod uwagę mój stan - mimo
    stosowania środków przeczyszczjących i czopków - wcale nie wyglądało to fajnie.
    Zadzwoniłam do szpitala, aby zapytać, czy w takim stanie powinnam sie do nich
    zgłosić, na co usłyszałam: "To nie nasz problem. Proszę jechać do chirurga."
    Zamist do chirurga pojechałam na ostry dyżur w Medicover. Gdy internista mnie
    zbadał, stwierdził, że to jak najbardziej ich sprawa i że najłatwiej wszystko
    zgonić na jelita, gdy tymczasem tak samo może sie objawiać zakażenie.
    Powiedział, że dobrze, że dłużej nie zwlekałam i że koniecznie muszę jechać do
    szpitala, poczym natychmiast zamówił karetkę i mnie tam wysłał, mówiąc, że
    wobec anestezjologa, który ze mną jedzie, nie będą śmieli odmówić. A w razie
    czego dał mi radę: "Tutaj na druczku jest rubryczka: powód odmowy. Proszę
    rządać na piśmie! I w takiej sytuacji proszę do mnie dzwonić, a ja będę z nimi
    rozmawiać."

    W szpitalu zbadano mnie ginekologicznie. Duszenie brzucha i dotykanie szyjki
    macicy odczuwałam bardzo boleśnie, ale schodząc z fotela
    usłyszałam... "odmowa". Pytam się: "a USG ?". Na to lekarz: "Ja nie widzę
    potrzeby USG". Wówczas, idąc za radą internisty, zarządałam odmowy na piśmie.
    Efekt był natychmiastowy: otwarcie drzwi i "Proszę za mną na USG".
    Na korytarzu mówię do męża: "Nie chcą mnie przyjąć", lekarz: "Jak to nie chcą!
    Nic takiego nie powiedziałem, właśnie przyjmuję panią na oddział." Wyparł sie
    po prostu swoich słów!

    Możecie sobie wyobrazić, jak się zdenerwowałam. Na domiar, wchodzimy do
    gabinetu USG, a on mi się każe kłaść na jakiejś pomiętej, ewidentnie używanej
    liglinie. Mówię, żeby ją zmienił, a on wobec tego zaczął wykładać łóżko jakimiś
    serwetkami z makulatury! (czysta liglina wisiała obok) Gdy się położyłam i
    zobaczyłam, jak szykuje sie z włożeniem tego przyrządu do mojej pochwy,
    poniosły mnie nerwy i powiedziałam, że dziękuję za takie badanie, bo mu nie
    ufam i nie wiem, czy prezerwatywa na przyrządzie jest nowa, czy moze też
    używana.

    Zarządałam do badania innego lekarza i ściągnieto go dla mnie z oddziału.
    Ponieważ byłam zdenerowowana zapytałam, czy do badania użyje jednorazowych,
    czystych rękawiczek. Oczywiście już miałam w nim wroga. Tak przy okazji, czy w
    jakimkolwiek szpitalu słyszeli o jednorazowych wziernikach ? Mnie te stare
    podniszczone wzierniki moczące się w misce pod fotelem ginekologicznym
    przyprawiały o zgrozę. Ale zapewne - przesadzam z oczekiwaniami.

    Nowy lekarz mnie zbadał w obecności mojego męża, gdyż taka była moja wola.
    Następnie przeszliśmy do USG - niestety już bez męża. No i się zaczęło...
    Zaczął mi mówić, że wszystko w porządku i że on nie widzi powodów, bym została.
    Ewidentnie mnie przekonywał do wyjścia, robiąc sobie furtkę, że oczywiście,
    jesli chcę, mogę zostać, bo ma wolne łóżka. Ale on nie widzi powodów...
    Zapytałam, kiedy będą powody. Bo naprawde chciałam iść do domu! Ale niech mi
    powie, skoro teraz boli mnie brzuch i mam gorączkę - i nie są to objawy,
    którymi mam się przejmować, to przy jakich objawach mam się przejąć? Chciałam
    usłyszeć jakieś konkrety w stylu: "niech weźmie pani ten i ten lek, a jak stan
    się pogorszy, będzie tak, a tak, to niech pani się zgłosi." A on mi na to -
    bardzo niemiłym tonem, mimo że ja już opanowałam swój i naprawdę starałam się
    być spokojna - że za wiele od niego wymagam, że on nie może nic takiego
    powiedzieć (czyli nie może mi powiedzieć, jakie są normalne objawy po
    łyżeczkowaniu!), że nie będzie prowadzić obserwacji na odległość czy na telefon
    (mimo że tego nie wymagałam) itd, itd.

    Na koniec perfidnie, gdy w końcu wyszliśmy z gabinetu i powiedziałam do męża
    (za jego namową!), że wychodzimy, na to on przy mężu - "ale ja mówiłem żonie by
    została!" Po prostu robili ze mnie wariatkę! Ostatecznie, gdy powiedziałam, że
    w takim razie jadę do Damiana, zaczął nalegać bym jednak została (czyżby strach
    przed opinią innych lekarzy, że spartaczyli robotę?) i zostałam.

    Ostatecznie położył mnie na oddziale, dostałam środki przeciwbólowe i
    przeciwgorączkowe i niemal nikt do mnie nie zaglądał przez dwa dni (to był
    weekend i nie było obchodów). Dopiero trzeciego dnia przenieśli mnie do innego
    pokoju i znów trafiłam w ręce bardzo fajnej lekarki o której wspomniałam na
    początku. A w czasie obchodu zaszedł do mnie ordynator i jako pierwszy
    potraktował mnie normalnie i w ogóle coś zadziałał. Na dodatek, gdy już
    wychodziłam, sam mnie zaczepił na korytarzu i życzliwie zapytał, czy wszystko w
    porządku. Zapewne dzięki takim ludziom jak on (nie wiem, jakie miał nazwisko,
    ale jest orgynatorem na ginekologii - I piętro) lub dzięki takim lekarzom, jak
    Czarnecka ten szpital ma jeszcze u co niektórych dobre notowania. Ale ja już
    nie chciałabym tam trafić! I napewno nie będę tam rodzić.

    Co do wielu pracujących tam ginekologów (a badało mnie kilku) ma sie wrażenie,
    że wybrali ten zawód, po to, aby poznęcać się nad kobietami. W czasie badania
    potrafią tak dusić brzuch (nawet w sytuacji, gdy byłam jeszcze ciężarna, z
    poronieniem zagrażającym, gdy nie wiedzieli jeszcze, że jest to płód do
    usunięcia), że gdybym miała to dziecko, to zapewnie by mi je wydusili! Byłam w
    swoim życiu u wielu lekarzy ginekologów (wcześniej zawsze prywatnie) i wiem, że
    to nie musi tak boleć.

    Dodam jeszcze, że z higieną nie jest tam najlepiej. Nie podoba mi się np. to,
    papier toaletowy (zapasowe rolki) stawiają na ziemi. Przecież to jest szpital,
    gdzie szczególnie powinno się dbać o higienę okolic tyłka! Na dodatek na tej
    samej podłodze widziałam ślady czyichś fekaliów - przez cały dzień, więc nie
    sprzątają tych toalet zbyt często. Widziałam też rolke papieru toaletowego,
    która zapewne wpadła komuś do kibla i która suszyła się na kaloryferze do
    dalszego użycia! Fe! To tylko garstka odrażających jak dla mnie przykładów.
    Natomiast ukłony dla kucharek... Jedzenie (na osłodę) jest całkiem niezłe.

    Jeszcze mały szczegół na koniec... Gdy wychodziłam podano mi ciuchy przy izbie
    przyjęć i powiedziano, że przebrać mam się w publicznej toalecie na korytarzu
    przeznaczonym dla "cywili". Toaleta nie była nawet damska.

    Niech każdy sam sobie zadecyduje, czy mu sie ten szpital podoba czy nie. Ja nie
    chcę mieć z nim nic więcej do czynienia.

  • psotna 31.01.05, 15:45
    Ja na Madalińskiego trafiłam przez przypadek. Po kilku próbach przerzucania
    mnie z domu do szpitala wsciekłam sie i poszłam na skargę do dyrektora
    szpitala. I cóż okazało się, że nagle byłam traktowana jak królowa bo
    pielęgniarki nie wiedziały kim jestem bo prof, osobiście odwiedzał mnie na sali
    na patologii a lekarze konsutowali z nim wszystkie diagnozy. Ja czułam się
    komfortowo i bezpiecznie, więc może warto walczyć o swoje. Z tego co wiem
    dyrektor szpitala pracował wcześniej na kasprzaka i ściąga teraz swoich
    lekarzy. Może za jakiś czas będzie tam tak jak powinno być.
  • moniqa4 02.02.05, 21:52
    wypisalam sie stamtad na wlasna prosbe 28.12.04 po 10 dniach lezenia na
    patologii ciazy. to byl ostatni dzwonek. gdyby moja intuicja nie podpowiedziala
    mi tego stracilabym dziecko.koszmar.najgorszy szpital z mozliwych.to jest moje
    drugie dziecko i drugie cc.dodam ze tego samego dnia urodzilam syna w innym
    szpitalu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.