Dodaj do ulubionych

położna z żelaznej, proszę o opinię! pilnie!

09.06.05, 13:11
Drogie Mamusie! czy któraś z Was rodziła z połóżną - Joanną Szeląg-Blachowicz?
będe wdzięczna za opinię o niej

pozdrawiam, aga
Edytor zaawansowany
  • xxbleblexx 17.06.05, 13:51
    moja siostra z nia rodzila i byla bardzo zadowolona.
  • grzegorz99 19.09.19, 08:56
    Uwaga na ten szpital i położną Joanna Szeląg Blachowicz - najbardziej niekompetentna osoba na jaką niestety trafiliśmy z przypadku ponieważ nasza docelowa położna zrezygnowała z pracy w szpitalu Św.zofii. Szpital już od dawna nie należy do czołówki szpitali położniczych. 
    Położna Joanna Szeląg Blachowicz prowadziła poród mojej żony jako prywatna wykupiona położna. Cała ciąża żony jak i początek porodu przebiegały prawidłowo do momentu kiedy do akcji włączyła się ww. położna. 
    Po ponad 4 godzinach przy 3 centymetrowym rozwarciu położna namawiała nas na podanie znieczulenia, żeby rozwarcie "poszło dalej". Od początku żona nie chciała znieczulenia - deklarowała to również w planie porodu - nie byliśmy przekonani i nie chcieliśmy znieczulenia, jednak położna nalegała i finalnie znieczulenie zostało podane. 
     Anestezjolog Agata Aleksandra Mackiewicz podała znieczulenie tak nieudolnie, że zamiast znieczulenia zewnatrzoponowego zostało podane znieczulenie jak na cesarskie cięcie (podpajęczynówkowe). 
     Zarówno położna jak i anestozjolog zrobiły się całe czerwone po całym zdarzeniu wtedy bałem się o zdrowie mojej żony a nie pomyślałem, że mogą być również konsekwencje dla mojego synka.   

    Po tym incydencie żona przestała czuć skurcze przez źle podane znieczulenie.  
    O cały zajściu nie został powiadomiony żaden ginekolog-położnik nie zostaliśmy objęci dodatkową opieką lekarską co powinno mieć miejsce. 
    Żona straciła czucie od pasa w dół, a znieczulenie działało około 30 min. W tym czasie znacząco została zwiększona dawka oksytocyny.  Po około 2h o 18:55 synek urodził się i został przekazany żonie i okryty pieluszką. Zakwilił bardzo delikatnie jakby nie miał sił.

    Położna w tym czasie nie stała przy dziecku żeby ocenić skalę APGAR tylko zajmowała się innymi czynnościami w sali porodowej. Po 20 minutach zapytaliśmy co ze skalą APGAR - otrzymaliśmy odpowiedź "10, a co jemu brakuje?" przy czym położna widziała dziecko i dotykała je tylko w 1 minucie podczas narodzin - następnie synek został przykryty pieluszką i leżał u żony. W tym czasie (w 1, 3, 5, i 10 minucie) również nie wykonała żadnych czynności żeby dokładnie ocenić skalę APGAR i nawet do niego nie podchodziła. Nie zrobił tego również lekarz, którego nie było na sali porodowej nawet przez chwilę przez cały czas trwania porodu. Z uwagi na wcześniejszą sytuację z źle podanym znieczuleniem taka opieka powinna być zapewniona.

    Dopiero później okazało się dlaczego synek tylko delikatnie raz zakwilił - był zalany wodami płodowymi - czego położna nie stwierdziła, ponieważ nie wykonała prawidłowo oceny skali APGAR.
     Około 8 godzin później, o 3 w nocy - na szczęście na oczach żony - nie wydając żadnych dźwięków synek ulał dwa razy pod rząd wodami płodowymi, a za 3 razem nie dał rady już wylać z siebie wód i zaczął się dusić, a kolor jego skóry diametralnie zmienił się na bardzo siny - niemalże czarny jak później określiła to pielęgniarka, która ratowała jego życie. W trybie pilnym został przeniesiony na patologię noworodka gdzie zostało wykonane odśluzowanie. Cała sytuacja gdy synek był siny i nie mógł oddychać trwała kilka minut.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka