Kępno, szpital, do którego nie wrócę!!!! Dodaj do ulubionych


Witam! Chciałbym podzielic się z wami okropnymi przeżyciami z porodu w
szpitalu w Kępnie.Pierwsze bóle dostałm o godzinie 4.oo w nocy.Były niezbyt
mocne ale regularne - co 5 minut.Odwieziono mnie do szpitala i tam oczywiście
po kilkudiesięciu minutach biegania po piętrach i załatwiania spraw
papierkowych - przyjęto mnie na oddział. Na dobry początek Dostałam potarganą
koszulę z dekoltem po wzgórek łonowy. Następnie dostałam czarny worek na
śmieci, do którego kazano przepakować mi moje rzeczy osobiste.Ból robił się
coraz większy - zaznaczam,że byłam 3 dni po terminie.O 9.00 zrobiono mi USG,
a lekarz, który je przeprowadzał stwierdził,że wykonuje je tylko rutynowo,
ponieważ zauważył,że poród praktycznie sie rozpoczął.Dodał jednocześnie,że
nie wie , na co czeka ordynator...co dało mi do myślenia.O 11 miałam juz
takie bóle,że płakałam.O 16.oo przestałam płakać,bo nie miałam już siły.O
20.oo poprosiałam o znieczulenie zewnątrzoponowe,bo nie mogłam już wytrzymać
z bólu -zostałam wyśmiana. W między czasie wykonano mi badanie, które
wykazło,że nie mam jeszcze odpowiedniego rozwarcia (było njpierw 3
palce,potem 5). Dodatkowo ordynator jak i położne dawały mi cały czas do
zrozumienia,że popełniłam duży błąd, ponieważ w czasie ciaży chodziłam
prywatnie do lekarza z innej miejscowosci.O 24 cierpienie było tak wielkie,że
na przemian robiło mi się gorąco i zimno. O 3.oo nie miałam już
sił "cierpieć" i po prostu przygotowałm sie na umieranie. O 5.oo zaczęłam z
bólu wzywać pomocy :"Na pomoc, Jezu pomóż mi..." Było mi obojętne, czy
urodzę, czy umrę - chciałam tylko żeby ból się skończył. Do tej pory z 3 lub
4 razy robiono mi KTG -serduszko przy skurczu pukało tak mocno i szybko,że do
tego wszystkiego strasznie się bałam o dzidzię. O 7.oo już nie wiedziałam jak
się nazywam. O 8.oo dostalam oksytocynę i po paru kroplach - rozwarcie na 10
palców.Po 50 min urodziłam synka, który był już nieźle podsiniony i do tego w
płucach zalegały mu wody, które z resztą były zielone.

Jeżeli ktoś uważnie czytał ten list wie,że od pierwszych bóli, jakie dostałam
do porodu minęło prawie 30 godzin. 30 godzin okrutnego cierpienia, cierpienia
nie do zniesienia, cierpienia odbierającego rozum i nadzieje na dalsze życie
a wystarczyło... kilka kropli oksytocyny. Dodam,że personel oczywiście
podchodził do sprawy bez zaangazowania - czyli dla nich to pewnie NORMA. Nie
udzielili mi (świadomie) pomocy tylko dla tego,że leczyłam się nie u nich i
dodatkowobyłam z innego województwa.
Przeczytaj całą dyskusję
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Oferty

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.