Dodaj do ulubionych

odradzam szpital w Pyskowicach

24.11.07, 17:47
Odradzam szpital w Pyskowicach. Zacznijmy od lekarza stamtąd, dra Księżarka.
Przez przeszło ostatni miesiąc ciąży mojej żony był na urlopie, i nie
powiedział nam, że trzeba w międzyczasie zrobić gdzieś USG. W efekcie, 10 dni
po terminie okazało się, że dziecko jest ułożone pośladkowo i trzeba robić
cesarskie cięcie (pilnie).
Opieka po cesarskim cięciu - skandaliczna. Po cięciu dziecka nie położono
żonie na klatce piersiowej, a pokazano dopiero ubrane. Przez ponad dobę nie
przystawiono żonie synka do piersi - mimo naszych próśb. Potem zaczął się
nawał pokarmu i zastój, ale personel przez około dobę nic nie robił! Czyli
przez półtorej doby mleko z piersi nie było w żaden sposób odciągane. Dopiero
później próbowano syna przystawić, ale słabo ssał z nabrzmiałych piersi.
Dostał od pielęgniarek zwykłe Bebiko 1, mimo, że oboje z żoną jesteśmy
alergikami (i szpital o tym wiedział). Gdy personel zaczął próbować pomóc przy
karmieniu i z nawałem pokarmu, powiedziano żonie, że bez kapturków
silikonowych w ogóle nie może karmić (przy czym brodawki sutkowe wcale nie
były płaskie, ani - tym bardziej - wklęsłe, były normalne wg wielu lekarzy, w
tym ordynatorów szpitali w Gliwicach i Świętochłowicach, którzy później żonę
badali). I tu zaczyna się historia z kapturkiem, która zakończyła się
odstawieniem małego od piersi po niespełna trzech bolesnych miesiącach. Ale o
tym później. W ogóle zauważyliśmy, że niektóre położne w szpitalu stosują
kapturki jak tylko coś nie idzie super gładko z karmieniem.
Jedyną osobą kompetentną w szpitalu od spraw laktacji okazała się p. Wiesia
Domin - uratowała żonę od ropnia piersi. Niestety, o reszcie personelu nie
możemy tyle dobrego powiedzieć. Każda kolejna położna czy pielęgniarka dawała
inne, sprzeczne zalecenia co do karmienia i pielęgnacji piersi. Zdarzyło się
nawet, że położna i pielęgniarka przy łóżku żony kłóciły się, co należy robić.
Z zastojami i nawałem niektóre położne walczyły drastyczną metodą wyciskania
pokarmu "na chama". Inna zastosowała bandażowanie piersi by przyhamować laktację.
Wyjechaliśmy ze szpitala z myślą, by więcej tam nie wracać. Po kilku dniach
przyszła do nas lekarz pediatra i na nasze słowa o kapturkach i problemach z
karmieniem poleciła poradnię laktacyjną przy Szpitalu Wielospecjalistycznym w
Gliwicach. Na początku myśleliśmy, że trafiliśmy na właściwą osobę
(certyfikat IBCLC), ale zawiedliśmy się. P. Asztabska zaleciła natychmiastowe
odstawienie kapturków. Wówczas obejrzała żony piersi i skontrolowała, jak mały
ssie. Jedyny i ostatni raz. Wkrótce zaczęły się dokuczliwe, narastające bóle
piersi, które, wg konsultantki laktacyjnej były spowodowane infekcją grzybiczą
w kanałach mlecznych (ani na brodawkach, ani w buzi dziecka nie było objawów
grzybicy). Zaleciła leczenie: najpierw Aftin, później Nystatyna, wreszcie
doustnie Flukonazol - na który receptę musieliśmy załatwić sobie sami (co nie
było łatwe). W międzyczasie, byliśmy na konsultacji u dra Marka Pabiana, który
wykluczył infekcję grzybiczą i stwierdził, że ból spowodowany jest przez
niewłaściwy sposób ssania, który mały nabył ssąc przez kapturki. Ssał pierś
"smoczkowo", mocno ugniatając brodawki, które jednak nie pękały.
Powiedzieliśmy o tej diagnozie p. Asztabskiej, lecz ze ona złością
zaprzeczyła, że to jest możliwe, i zaleciła kontynuację leczenia rzekomej
grzybicy. Warto w tym miejscu dodać, że nie obejrzała ani piersi, ani nie
sprawdziła, jak mały ssie. Niestety, zaufaliśmy jej. Po dwóch miesiącach od
narodzin, żona była bardzo wyczerpana bólem, a wciąż nie była znana przyczyna.
Wkrótce zaczął się dodatkowo zastój pokarmu w piersi, który przerodził się w
zapalenie. Prosiliśmy p. Asztabską o wypożyczenie laktatora elektrycznego, ale
zareagowała tak nieprzyjemnie, że odechciało nam się z nią rozmawiać. Żona
została z problemem sama. Teściowa w końcu zaczęła wydzwaniać po wszystkich
okolicznych szpitalach, szukając doradcy laktacyjnego, który zgodziłby się
spróbować pomóc. Dopiero p. Grabowska ze szpitala w Tychach przez telefon
potwierdziła diagnozę dra Pabiana - że ból spowodowany jest przez
nieprawidłowy sposób ssania oraz przez silny stres związany z uporczywymi
bólami piersi (bóle były tak silne, że żona niemal odchodziła od zmysłów).
Dopiero p. Grabowska nauczyła nas, jak prawidłowo obsługiwać laktator!
Niestety, na pomoc było już zbyt późno i podjęliśmy decyzję o odstawieniu
synka od piersi. Teraz wiemy, że była to słuszna decyzja. Być może, gdyby żona
uzyskała właściwą pomoc po powrocie z Pyskowic, wszystko potoczyłoby się
inaczej. Gdyby p. Grabowska mogła wcześniej nam pomóc. Jest to niezwykła
osoba, gotowa bezinteresownie poświęcić swój czas, jednocześnie znająca (w
przeciwieństwie do niektórych koleżanek po fachu) zakres swoich kompetencji.
Edytor zaawansowany
  • tygrysiatko1 26.11.07, 00:21
    muszę Cię zmartwić, ale w żadnym znanym mi szpitalu nie kładzie się
    dziecka po cc na piersi... poprostu przeszkadzałoby operatorom...
    nie mówiąc o tym, że każde dziecko po cc natychmiast mi=usi zbadać
    neonatolog i natychmiast trzeba je odśluzować nie tak jak po
    porodzie sn...
    co do karmienia piersią serdecznie Wam współczuję problemów...
  • 2kinia 15.01.08, 15:18
    Ja również odradzam szpital w Pyskowicach!!! To co tam przeżyłam
    można nazwać tylko horrorem! Mój synuś urodził się niedotleniony i
    to dosyć mocno gdyż teraz go rehabilitujemy i nie jest w najlepszej
    formie. Pani neonatolog stwierdziła, że objawy jakie miał mały po
    porodzie wskazują na zapalenie płuc, tymczasem po wielu różnych
    późniejszych badaniach okazało się, że mały musiał napić się wód
    płodowych i stąd to niedotlenienie. Poród niestety w drugiej fazie
    się przedłużał, ale nikt nie kwapił się do cesarki... Nikt nie
    kwapił się również do tego aby zapoznać się z przebiegiem ciąży,
    wcześniej poroniłam, w tej ciąży krwawiłam i na dodatek miałam
    problemy z ciśnieniem, więc decyzja o cesarce powinna być oczywista!
    Ale nie dla ordynatora, bo przecież statystyka jest najważniejsza,
    akcja rodzić po ludzku polega na tym aby jak najwięcej było kobiet
    które rodzą naturalnie, dzięki temu szpital ma profity i dzięki
    oddziałowi położniczemu jak na razie tego obskurnego szpitala nie
    zamykają. Zatem dziewczyny nie rodźcie w tym szpitalu bo tam nie
    macie wyboru nawet wtedy gdy sprawa jest oczywista... Statystyka i
    dobre imię szpitala jest ważniejsze od dobra waszego dziecka. I nie
    kierujcie się tym, że są tam dobre warunki w salach poporodowych bo
    co z tego kiedy pracuje w nim niedouczony personel, lekarze
    konowały!!!!
  • kajkaab 07.09.11, 17:44
    Ja jestem bardzo zadowolona ze szpitala w Pskowicach rodzilam tam miesiac temu super opieka pielegniarki i polozne kochane porod byl ciezki ale mi pomogli to moj drugi porod naprawde polecam!!!Pierwsze dziecko rodzilam w Bytomiu koszmar!!
  • chochlinka 01.02.08, 11:00
    Chciałam tylko skomentować sprawę "nie kładzenia" dzieci na brzuch
    po cc. Tygrysiątko,nie masz racji. Można położyć mamie dziecko na
    piersi jesli wszystko jest w porządku.Nie przeszkadza to operatorom
    bo zajmują się brzuchem a nie klatką piersiową. Często zdarza mi się
    tak robić,jeśli pediatra zbada dziecko i jest ono w dobrym stanie to
    wraca do mamy na pierś do kontaktu tzw. "skóra-do-skóry",żeby mogło
    się skolonizować bakteriami matki,pracuję w Gliwicach wink),żeby nie
    było tajniactwa.
    --
    ...umierała długo,teraz rodzi sie lekko....
  • kasik1978 30.01.08, 13:26
    Szpital w Pyskowicach ma rożne opinie od entuzjastycznych po właśnie takie ale
    sie nie wypowiadam bo akurat ja tam nie rodziłam.
    Natomiasat chciałam sie podzielić opinią na temat pani Asztabskiej, która tylko
    z nazwy jest doradcą laktacyjnym w Szpitali Wielospecjalistycznym w
    Gliwicach.... niestety miałam nieprzyjemność z tą panią rozmawiać oraz słyszeć
    jej rozmowy z innymi młodymi matkami. Porażka to mało powiedziane - usilne
    wmawianie swoich poglądów w bardzo niemiły sposób to nie jest doradzanie. Do
    takiej pracy nie tylko potrzeba wiedzy na odpowiednim poziomie ale również
    znajomości choćby podstaw psychologii oraz przede wszystkim serca czego niestety
    ta osoba nie posiada. Jednak nie przeszkadza jej nic w uważaniu sie za nieomylną
    i każdorazowy sprzeciw powoduje od razu atak niewspółmierny do sytuacji. Gdybym
    sugerowała sie jej opiniami to teraz pewnie bym już nie karmiła mojego maleństwa
    piersią , a robię to już piąty miesiąc pomimo ogromnych początkowych trudności.
    Niestety mieliście pecha trafić na takich niekompetentnych ludzi.... straszne!!!
    I najgorsze jest to, że nic nie można poradzić na takie sytuacje bo nigdy nie
    wiadomo na kogo sie człowiek nadzieje zwłaszcza w "nietestowanych" wcześniej
    sytuacjach ehhhhh...
    Mam nadzieję, że już teraz wszystko jest dobrze, a synuś rośnie zdrowo wink))
    Pozdrawiam
  • bonnyk 23.05.08, 15:15
    No cóż ja słyszałam dobre opinie, ale sama rodziłam w Knurowie. Też
    miałam bardzo trudny poród. Zaskoczyła mnie bezradność lekarzy.
    Położne pierwsza klasa!
    Ogólnie najwazniejszą rolę dla mnie odegrał mój mąż. Był rewelacyjny!
  • magdaena 14.10.08, 17:02
    Co do porodu w Pyskowicach to ja osobiście miałam okazję tam rodzić.
    Trafiłam na bardzo ruchliwą nocsmile-tzn w ciągu nocy rodziło 6 kobiet
    i nie było mowy o ćwiczeniach i przygotowywaniu się do samego
    momentu wyjścia dzidziusia na świat. (o tym dużo mówiło się na
    szkole rodzenia prowadzonej przy tym szpitalu). Uważam, że panie
    położne z traktu porodowego są bardzo ale to bardzo miłe i
    cierpliwe - i za to im bardzo dziękuję. Ale jeśli mam wpisać jakiś
    pozytyw na temat rodzenia w Pyskowicach to to jest jedyny.
    Krytyką mogłabym objąć panie pielęgniarki, które zajmują się
    kobietami po porodzie i dzidziusiami. Zero pomocy z ich strony a jak
    człowiek poprosi o pomoc to później cierpi. Mialam problem z
    karmieniem i "uczono" mnie karmić w bólach i braku delikatności.
    Poza tym na każde zadawane przeze mnie pytanie, panie robiły wielką
    łaskę udzielając odpowiedzi.
    Wracając do warunków w szpitalu to sale poporodowe były ładne i
    zadbane ale znowu trakt porodowy odbiegał od wszelkich wyobrażeń. Na
    poród (w bólach) czekało się na korytarzu...
    Nie rodziłam nigdzie indziej więc nie mam porównania. Nie chcę też
    mówić czy szpital zasługuje na tytuł "rodzić po ludzku" bo trafiłam
    na bardzo ruchliwą noc.
    Pozdrawiam
  • michoo7 11.01.09, 22:17
    Ja również odradzam szpital w Pyskowicach. Moja żona została przyjęta na porodówkę i już przy wstępnym badaniu usg lekarz stwierdził nieprawidłowe ułożenie małej (wysokie proste stanie główki). Stwierdził jednak, że być może mała się obróci.. Tymczasem w tym przypadku jest mała szansa na to i jest to już wskazanie do cesarki. Co uderzyło mnie już wtedy to fakt, że kazano się przebrać żonie już w izbie przyjeć (która jest w miejscu ogólnie dosępnym i nie ma mowy o zachowaniu czystości). Natomiast na porodówkę nie można wejsć osobom "trzecim" w ubraniu wierzchnim, natomiast można kiedy założymy zielony kubraczek, który ubiera każdy, kto chce tam wejść...oczywiście wiszą one dość długo niezmieniane, więc nie ma mowy o sterylności. Słowem - pic na wodę. Zdecydowaliśmy się z żoną na poród rodzinny. No i przeżyliśmy horror. Przy porodzie byliśmy praktycznie zostawieni samym sobie, żona miała skurcze bardzo często, co 2-3 min.(jak się potem okazało męczarnia nie miała sensu). Ponieważ dziecko było źle ułożone nie było możliwści na poród naturalny, ale procedury należy dochować...tzn od momentu braku postępu w porodzie muszą upłynać 2 godziny, ciągle przy skurczach (przeoddychanych) i na oksytocynie w kroplówce). Znieczuclenie - zapomnijcie! Tylko przy cesarkach (mówiono nam że nie mają anestezjologa któey może je wykonać). Po praktycznie 2,5 godz. męki w ciągłych skurczach bez efektu, nastąpiła decyzja o cesarce. Należy jeszcze dodać kilka słów i "intymności" i "sterylności". przez porodówkę obok rozebranej od pasa w dół żony przechodzili sobie lekarze, położne, pani sprzątaczka ze szmatami, nawet przeprowadzono obok meza innej kobiety rodzącej!!! Badanie w czasie porodu...skandal, podejscie do rodzącej w bólach kobiety jak do za przeproszeniem krowy, zero delikatności. parodia...nie, tragedia. I chyba tę cesarkę też przyspieszyliśmy prośbami i błaganiem i groźbami. Ja czułem się bezsilny, żona opadła całkiem z sił, nie miałaby szans jeszcze przeć...makabra. Co do pana Księzarka...to z niego takich ginekolog jak ze mnie kucharz ( a wode potrafie zagotować). Na wypasionym i nie tanim badaniu prenatalnym 3D,4D nie rozpoznał wady rozwojowej naszego dziecka, wady bardzo istotnej. Odradzam tego pana zdecydowanie.
    na koniec napiszę, że nie mam pojęcia za co ten szpial dostał miano "rodzić po ludzku". Może rodzi się tak tam wtedy, gdy się da w łapę odopwiednim lekarzom. Pomijam już fakt braku komunikacji między lekarzami - lekarz przyjmuący przekazał na odchodzie wyniki usg i złego ułożenia dziecka - i słowa poszły w las...
    JEDYNY POZYTYW TEGO SZPITALA TO PANI DR DROGOŚ, ORDYNATOR ODZIAŁU NOWORODKÓW. Dzięki niej nasza maleńka została poprawnie zdiagnozowana i przekazana do szpitala o wyższym stopniu referencyjnym, gdzie jest pod stałą opieką. Dziękujemy jej za to.
  • magdaena 24.01.09, 22:22
    No i widzę, że nic się nie zmieniło w tym szpitalu...W takim razie jak to jest
    możliwe że posiadają tytuł "rodzić po ludzku". Czytając wypowiedź michoo7 widzę
    wiele podobieństw do swojego porodu.
    I uważam tak samo, że nie ma tam mowy o intymności i delikatności. Mnie badano -
    ginekologicznie - na korytarzu, nie tylko przy sprzątaczkach ale również przy
    osobach "trzecich". Było tam wielu mężów rodzących kobiet no i same te kobiety
    (niektóre po a niektóre przed porodem). Sam poród również odbywał się w miejscu
    dostępnym dla wszystkich wspomnianych wyżej osób. Masakra. Jeden pan to nawet
    się zmieszał jak spotkałam się z nim wzrokiem podczas porodu...
    Co do znieczulenia to usłyszałam ten sam tekst kiedy o nie poprosiłam.
    Jeśli będę się decydować na kolejny poród to z pewnością nie skorzystam już ze
    szpitala w Pyskowicach.
  • hanah78 05.04.09, 13:36
    A to korytarz, a to facet, a to wreszcie całe otoczenie!! Jak nie chciałyście
    tam rodzić to po co tam pojechałyście???
    Ja uważam, że ten szpital ma naprawdę dobry personel, a położne wiedzą jak
    urodzić szybko i sprawnie bez nacięć, wypychania dziecka z brzucha na siłę i
    denerwowaniu pacjentki, że nie umie przeć czy oddychać.
    Rodziłam tam drugie dziecko i nic złego mnie tam nie spotkało!!! wręcz
    przeciwnie jestem zadowolona w 100% bo pierwszy poród dla mnie to był koszmar
    (oczywiście w innym szpitalu)!!!
  • sroka75 11.04.09, 17:51
    hanah dziwisz się, że komuś przeszkadza jak jest badany
    ginekologicznie na korytarzu przy "stadzie" obcych, postronnych
    osób? i na salę porodową może się praktycznie bezkarnie "zaplątać"
    każdy...listonosz, pan Zdzichu z portierni, japońska wycieczka...to
    jest poprostu poniżanie ludzi...niektórym to przeszkadza i mnie to
    nie zaskakuje...
  • asiaiwona_1 14.04.09, 10:25
    Rozumiem wasze rozżalenie, ale dlaczego godziłyście się na badanie
    gin na korytarzu?! To już nie macie języka w gębie, żeby
    się sprzciwić? Skoro i tak nie spotkało was tam nic miłego to chyba
    już gorzej być nie mogło i mogłyście pozwolić sobie na głośny
    sprzeciw...
    To jest właśnie najgorsze - narzekać na forum potrafią, ale jak
    trzeba zwrócić uwagę osobiście to już żadna taka odważna nie jest...
    I żeby nie było - nie wiem co to za szpital i w jaiej częście Polski
    on się znajduje. Tak po prostu przeczytałam ten wątek i naszły mnie
    takie refleksje...
    --
    Kogel Magiel
    http://www.gify.org/bazagif/twarze/caratt074.gif
  • miwusia1977 30.04.09, 09:12
    ja moze nie rodzilam w Pyskowicach ale bylam na podczymaaniu
    wczesnej ciazy. To byla moja druga ciaza. Wczesniejsza poronilam w
    innym szpitalu wiec mam porownanie. To co tam przeszlam to szkoda
    slow... Czy to jets normalne ze w tym szpitalu nie mozna zrobic
    badania beta hcg???tylko trzeba sciagac kogos z rodziny i on dostaje
    probke krwi i trzeba ja zbadac gdzies na zewnatrz w innym miejscu??
    na wlasny koszt? Od lekarzy dowiedziec sie czegokolwiek.. oj bardzo
    trudne (przypominam ze lezalam tez w innym szpitalu i informacja nie
    bylo klopotow).O tym ze stracilam dzieciaczka sama sie somyslilam
    jak pielegniarki mi nie daly wieczorem tabletek nic nie mowiac a
    lekarz mi powiedzialz e mam traktowac to jakbym cale w ciazy nie
    byla...
  • magdaena 10.06.09, 17:47
    W odpowiedzi na Twój post chciałam Ci powiedzieć,że czasami są chwile gdzie nie
    masz możliwości zwrócenia uwagi na rzeczy które Ci się nie podobają i to z wielu
    powodów.Poza tym, wątek dotyczy danego szpitala gdzie ludzie oczekują opinii
    rodzących tam kobiet więc dlaczego miałabym opisywać dane miejsce w samych
    superlatywach? Staram się pisać prawdę - dokładnie to co tam przeżyłam a
    czytający już sam oceni czy jest to dobre miejsce na rodzenie czy nie.
  • fox336 19.05.09, 08:42
    mmpk to co piszesz to same brednie. Poza tym opisujesz to tak jakbyś
    tam przebywał przez 24h/dobę i rodził i karmił ty a nie twoja żona.
    Zacznijmy od kapturków (rodziłam tam i jestem zadowolona), żadna z
    sióstr nie pozwoliła używać kapturków do karmienia, gdyż zakłóca to
    prawidłowe ssania noworodka.
    Jeśli chodzi o przystawienie dziecka do piersi to zachęcały aby
    przystawić je po porodzie jak najszybciej i jak najczęściej na ile
    jest to możliwe. Podawanie mleka z butelki było ostatecznością w
    przypadkach kiedy matki po połogu nie miały pokarmu.
    Jeśli chodzi o położenie dziecka na piersi matki po porodzie to
    najpierw zapoznaj się w jakich przypadkach wolno a w jakich nie
    wolno kłaść dziecka matce na piersi po porodzie. Po cesarce nie
    wolno.
    Jeśli chodzi o inne walory tego szpitala to weźmy dla przykładu list
    michoo7. Jak by poszedł choć raz na szkołe rodzenia bądź zadzwonił
    na porodówkę na kilka dni przed porodem żony i popytał co trzeba ze
    sobą wziąść aby brać udział w porodzie rodzinnym to by się
    dowiedział, że ma ze sobą wziąść czyste ubranie na zmianę, gdyż w
    tym co przyjedzie na porodówkę nie zostanie wpuszczony. Jeśli chodzi
    o warowanie sióstr przy łóżku żony to ci powiem tylko tyle - to nie
    są psy warowne. Od czego żona miała ciebie. Ja jak miałam skurcze co
    5 min. mąż był przy mnie. Masował mi plecy, podawał wode do picia i
    przypominał o prawidłowym oddychaniu (tego nauczylismy się na szkole
    rodzenia, która jest darmowa). Jak widział, że coś się dzieje wołał
    siostrę i ta zaraz przybiegała do mojego łóżka choć było nas
    rodzących 4, dla każdej znalazła chwilkę. Piszę chwilkę gdyż jedna z
    rodzących była sama na porodówce (nie miała porodu rodzinnego) i
    wciąż była przy jej łóżku.Lekarz również doglądał każdej z
    rodzących. I z tego co wiem dodebrał poród od każdej z nas.
    Nikt nikomu nie dawał w łapę jak to niektórzy sugerują (ja na pewno
    nie). Byłam traktowana po ludzku w czasie porodu i po połogu. A jak
    mi coś nie pasowało to poprostu o tym mówiłam siostrą i od razu
    dostosowywały się do moich uwag.Chciałm więcej pieluch-dostałam,
    prosiłam o dokarmienie mojego synka-dokarmiły, brodawki zaczęły mi
    krwawić dały mi maść bepanten. Kiedy czułam się zmęczona i chciałam
    się troszkę przespać, powiedziałam o tym siostrom, a one wzięły mi
    syna i zaopiekowały się nim, itd.
    Znieczulenie, oczywiście zapomnij. Miałeś kiedyś znieczulenie przy
    rwaniu bądź plombowaniu zęba? Czułeś coś wtedy? Więc pomyśl jak
    kobieta miałaby rodzić kiedy nic by nie czuła. Jak miała by przeć.
    Prze się na skurczu, a jak by go nie czuła to akcja porodowa nie
    posuwałaby się do przodu i wtedy miałbyś niezły temat do pisania.
    To co nazywasz korytarzem to jest sala przy porodowa, naucz się
    najpierw nazewnictwa a potem używaj słów.
    Kobiety polecam szpital i szkołę rodzenia w Pyskowicach. Pamiętaj tu
    chodzi nie tylko o dobro dziecka ale również i o twoje, abyś się
    czuła komfortowo (na ile jest to możliwe) w czasie porodu jak i po
    porodzie. Decyzja należy do Ciebie.
    Kobietom rodzącym życzę szybkiego rozwiązania.

    Jeszczo słowo do tych co krytykują:
    Macie język w gębie a Wam coś nie pasuje to powiedzćie o tym, a nie
    anonimowo omawiacie innych na tego rodzaju forum.
  • babets 18.01.11, 18:37
    > Znieczulenie, oczywiście zapomnij. Miałeś kiedyś znieczulenie przy
    > rwaniu bądź plombowaniu zęba? Czułeś coś wtedy? Więc pomyśl jak
    > kobieta miałaby rodzić kiedy nic by nie czuła. Jak miała by przeć.
    > Prze się na skurczu, a jak by go nie czuła to akcja porodowa nie
    > posuwałaby się do przodu i wtedy miałbyś niezły temat do pisania


    Witam, nie znam szpitala ale to co piszesz o znieczuleniu to bzdury straszne, za przeproszeniem. Przy pierwszym porodzie miałam znieczulenie. Sama o nie poprosiłam (wtedy, 5 lat temu było płatne więc problemu z otrzymaniem nie było nigdzie wink) i może to niesamowite ale ja parte czułam. Natomiast w pierwszej fazie porodu PO otrzymaniu znieczulenia odpoczełam. Byłam później gotowa na współpracę z lekarzem i położną. I zalezy to od anestezjologa oraz dawką znieczuli zapewne (choć tu nie jestem przecież ekspertem).

    Ale mówienie że znieczulenie znieczula tak całkowicie że się nie prze jest bzdurą. Oczywiście pewnie gdy lekarz poda za dużą dawkę może do takiej sytuacji dojść. Ale generalnie znieczulenie nie zatrzymuje akcji porodowej.

    Ja mam termin za 5 dni i nadzieję, że skoro to drugie to pójdzie błyskawicznie (takie marzenie smile). A jak nie.... pamiętając jak bardzo bolało przed znieczuleniem, na pewno o nie poproszę. I nikt mi nie wmówi ze musi boleć, bo nie będę parła.
  • magdaena 10.06.09, 17:55
    odp na:
    hanah78 napisała:
    > A to korytarz, a to facet, a to wreszcie całe otoczenie!! Jak nie chciałyście
    > tam rodzić to po co tam pojechałyście???

    Pojechałam tam bo właśnie naczytałam się (nasłuchałam)samych pozytywów o tym
    szpitalu i tu na forum (i w innych miejscach). Stwierdzenie typu :"jak nie
    chciałyście to po co tam pojechałyście" chyba nie jest na miejscu w tym
    momencie, nie uważasz? Kiedy miałabym się przekonać jak tam jest? Nie jadąc tam?
    Wyobrażając sobie to wszystko? Hmm...Dziwny sposób myślenia.
  • bestmarika 09.03.10, 13:08
    Rodziłam w tym szpitalu i nie moge nic mu zarzucic, super opieka z
    kazdej strony. Skierowana bylam wczesniej do szpitala poniewaz byłam
    juz po terminine, nie wiem jak jest w innym szpitalu, ale tam
    kobieta po terminie na drugi dzen po przyjeciu dostaje pierwszy
    zastrzyk na przyspieszenie , drugi dzien , trzeci dzien, pozniej
    dzien przerwy i kroplowka, ze wzgledu na to iz nie przepadam za
    wizytami w szpitalu poprosilam zeby przyspieszyli mi to i juz w
    dzien przyjecia dostalam zastrzyk, drugi, trzeci i na czwarty dzien
    kroplowka o 8 rano a dzidzius urodzil sie o 11 05 smilepodczas porodu
    był ze mna maz i rowniez byl zadowolony z calego przebiegu, p.
    poloznej nie bylo przy mnie ale gdy tylko chciałam o cos zapytac maz
    wołał i od razu podchodzila i rowniez wspierala smile co prawda nie
    uwierzyła gdy po 2 godzinach od podlaczenia do kroplowki ( po 1 h
    dostałam dopiero skurcze ) maz ja zawołał i powiedział ze juz
    zaczeła sie akcja porodowa stwierdzila ze to nie mozliwe ale po
    chwili zorientowala sie ze zeczywiscie rodze i po 5 minutach na
    swiat przyszla corusia smile. Przez te kilka dni przewinelo sie przez
    moj pokoj kilka pan ktore rowniez nie narzkały a byly rowniez bardzo
    zadowolone, i te które miały cc tez byly zadowolone z opieki.
    Co do karmienia piersia nie mialam zbyt duzo pokarmu wiec corka
    musiała byc dokarmiana i z tym tez nie bylo problemu. Po porodzie
    miałam duzą anemie i bylam strasznie osłabiona panie położne i te
    ktore zajmuja sie dzidziusiami co chwile przychodzily pytac czy w
    czyms pomoc, a musiałam korzystac z ich pomocy bo niestety sama nie
    dawałam rady wstac z łożka nie mowiac o wzieciu corki na rece, gdy
    chciałam sie przespac to zabierały dziecko do siebie.
    Szpital polecił mi znajomy ktorego zona miała ciąze zagrożona i
    prawie cala musiala spedzic w szpitalu opiekował sie nia i mna dr
    Binkiewicz i urodzila rowniez bez problemu zdrowa sliczna
    coreczke.
    Jesli zdecyduje sie na 2 dziecko to w 100% wybiore znowu ten szpital.
  • fox336 19.05.09, 08:36
    mmpk to co piszesz to same brednie. Poza tym opisujesz to tak jakbyś
    tam przebywał przez 24h/dobę i rodził i karmił ty a nie twoja żona.
    Zacznijmy od kapturków (rodziłam tam i jestem zadowolona), żadna z
    sióstr nie pozwoliła używać kapturków do karmienia, gdyż zakłóca to
    prawidłowe ssania noworodka.
    Jeśli chodzi o przystawienie dziecka do piersi to zachęcały aby
    przystawić je po porodzie jak najszybciej i jak najczęściej na ile
    jest to możliwe. Podawanie mleka z butelki było ostatecznością w
    przypadkach kiedy matki po połogu nie miały pokarmu.
    Jeśli chodzi o położenie dziecka na piersi matki po porodzie to
    najpierw zapoznaj się w jakich przypadkach wolno a w jakich nie
    wolno kłaść dziecka matce na piersi po porodzie. Po cesarce nie
    wolno.
    Jeśli chodzi o inne walory tego szpitala to weźmy dla przykładu list
    michoo7. Jak by poszedł choć raz na szkołe rodzenia bądź zadzwonił
    na porodówkę na kilka dni przed porodem żony i popytał co trzeba ze
    sobą wziąść aby brać udział w porodzie rodzinnym to by się
    dowiedział, że ma ze sobą wziąść czyste ubranie na zmianę, gdyż w
    tym co przyjedzie na porodówkę nie zostanie wpuszczony. Jeśli chodzi
    o warowanie sióstr przy łóżku żony to ci powiem tylko tyle - to nie
    są psy warowne. Od czego żona miała ciebie. Ja jak miałam skurcze co
    5 min. mąż był przy mnie. Masował mi plecy, podawał wode do picia i
    przypominał o prawidłowym oddychaniu (tego nauczylismy się na szkole
    rodzenia, która jest darmowa). Jak widział, że coś się dzieje wołał
    siostrę i ta zaraz przybiegała do mojego łóżka choć było nas
    rodzących 4, dla każdej znalazła chwilkę. Piszę chwilkę gdyż jedna z
    rodzących była sama na porodówce (nie miała porodu rodzinnego) i
    wciąż była przy jej łóżku.Lekarz również doglądał każdej z
    rodzących. I z tego co wiem dodebrał poród od każdej z nas.
    Nikt nikomu nie dawał w łapę jak to niektórzy sugerują (ja na pewno
    nie). Byłam traktowana po ludzku w czasie porodu i po połogu. A jak
    mi coś nie pasowało to poprostu o tym mówiłam siostrą i od razu
    dostosowywały się do moich uwag.Chciałm więcej pieluch-dostałam,
    prosiłam o dokarmienie mojego synka-dokarmiły, brodawki zaczęły mi
    krwawić dały mi maść bepanten. Kiedy czułam się zmęczona i chciałam
    się troszkę przespać, powiedziałam o tym siostrom, a one wzięły mi
    syna i zaopiekowały się nim, itd.
    Znieczulenie, oczywiście zapomnij. Miałeś kiedyś znieczulenie przy
    rwaniu bądź plombowaniu zęba? Czułeś coś wtedy? Więc pomyśl jak
    kobieta miałaby rodzić kiedy nic by nie czuła. Jak miała by przeć.
    Prze się na skurczu, a jak by go nie czuła to akcja porodowa nie
    posuwałaby się do przodu i wtedy miałbyś niezły temat do pisania.
    To co nazywasz korytarzem to jest sala przy porodowa, naucz się
    najpierw nazewnictwa a potem używaj słów.
    Kobiety polecam szpital i szkołę rodzenia w Pyskowicach. Pamiętaj tu
    chodzi nie tylko o dobro dziecka ale również i o twoje, abyś się
    czuła komfortowo (na ile jest to możliwe) w czasie porodu jak i po
    porodzie. Decyzja należy do Ciebie.
    Kobietom rodzącym życzę szybkiego rozwiązania.

    Jeszczo słowo do tych co krytykują:
    Macie język w gębie a Wam coś nie pasuje to powiedzćie o tym, a nie
    anonimowo omawiacie innych na tego rodzaju forum.
  • smutnamama32 15.09.09, 20:13
    Ja dla przestrogi przyszłych Mam chciałam Wam napisaćtylko tyle,iz
    jestem mamą synka który zmarł w sierpniu 2009,synuś-tak
    wyczekiwany,upragniony!!! Więcej nie mam sił by cokolwiek
    pisać.Pytajcie lekarzy o wszystko, nawet jeśli mówią,że wszystko
    jest OK.Ja pytałam-było OK,ale dziecka nie mam......
    Tylko mój synuś zna prawdę czemu odszedł,ale prawdę zabrał ze soba
    do nieba....
  • autruche 18.01.11, 16:13
    siedem lat temu gorąco bym polecała szpital w Pyskowicach -rodziłam tam pierwsze dziecko i byłam zadowolona, chociaż już wtedy nie było tam intymnie.
    Kilka miesięcy temu na świat przyszło moje drugie Maleństwo. Wg prowadzących lekarzy wszystko było super. Na dzień dzisiejszy jesteśmy już po dwóch bardzo poważnych operacjach i nie wiadomo co będzie dalej. Mój syn jest inwalidą. Ma bardzo poważną wadę i wszyscy wzruszają ramionami, bo nikt nie wie jak i dlaczego tak się stało.
    Ostatnio dowiedziałam się, że dziewczyna, która rodziła 4 dni później również odkryła podobne objawy u swojej córki. Dodam, że nasze dzieci leżały 2 godziny po cc w inkubatorze w celu ogrzania się.
    Chirurdzy w klinice sugerują wpływ jakiejś bakterii która mogła być w inkubatorze..... wojna z wiatrakami.
    Gdybym miała rodzić kolejne dziecko, na 200% nie będą to Pyskowice.
    Ginekologia OK, pielęgniarki i położne również, ale panie opiekujące się noworodkami: tragedia!!! Nie polecam młodej kadry, groziło mi ponowne czyszczenie po cc bo wszystko zostało w środku (skutki uczenia się na mnie cewnikowania a co za tym idzie ostre zapalenie cewki i pęcherza blokujące ujście). Miałam drgawki, zimne poty i temp. do 39,8 a później 35,4! To wszystko już w domu. Jednak takich przypadków na szczęście nie ma dużo.
    3mam kciuki za przyszłe mamy.
  • mamablizniakow81 31.07.14, 00:58
    rodziłąm w pyskowicach 2 razy w 2002 i 2005 byłam bardzo zadowolona no fakt ze byłam skrępowana sprzątaczem który chodził po korytarzu koło sali porodowej a gdzie siedziałam pół naga na piłce i wody mi odeszły a ten chodził i sie gapił ale opieka super połozne super po porodzie zabrały syna abym mogła odpocząc kompały dokarmiały warszaty laktacyjne były 3 raz rodziłam w gliwicach porazka po cc na siłe za szmaty mnie na drugi dzien rano siostra łapła cap na wózek i pod prysznic bo sama byłam słaba po ciązy mnogiej w dupie mnie mieli dokarmiałąm dzieci strzykawka sama ......po cc miałam juz nie zajsc nigdy w ciąze dzis jest 15 tydz po 7 latach. Wybieram kolejny raz Pyskowice.
    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/11939d5a94.png
  • raf-79 27.08.15, 20:48
    Witam Co do szpitala mamy "mieszane uczucia" ich hasło przewodnie "Rodzić po ludzku" troszkę na wyrost! Ale po kolei. Nasza pierwsza pociecha- więc szpital wybrany z opini innych i sugesti lekarza prowadzącego- na oddział, przyjęcie bez problemu, ale pózniej już tylko gorzej. CC ustalone na dany dzień i godzinę (ze względu na ułożenie małego) Wybija godzina "zero" (my gotowi) i.... i niestety musimy poczekać na cc- niestety nagły przypadek- inny pani musi być pierwsza - ok (szkoda tylko że ''nagły przypadek" okazuje sie byc córką osoby z personelu szpitala). Więc czekamy - kilka godz. - w poczekalni DOSŁOWNIE!!! pomieszczenie przejściowe gdzie znajduje się składzik na mopy i inne detergenty oraz magazyn opatrunków (wszystkie salowe i PAN SALOWY) ludzie przechodzą jak w pociągu-ZERO INTYMNOŚCI!!!! (a żona w koszuli, pół naga, z cewnikiem itd.) czekamy na cc. Po paru godz. (cc planowo 8.00 rozpoczęto o 12.00) Więc wybiła godz. "zero". Miało byc pięknie, miałem być przy cc (opcja oglądania z pomieszczenia obok-wsparcia jakąś żony) NIE MA TAKIEJ OPCJI!!!! POMIESZCZENIE SŁUŻBOWE NIE MOŻNA WEJŚĆ!!!! Po zabiegu powrót na "salę pooperacyjną", czyli przejście przy składziku na mopy - LUDZIE 21 WIEK!!!!!!! ŻENUJĄCE-to delikatnie rzecz ujmując!!!( i tak do godz. 18-ej). Lekarz badający noworodka też byl "tak wylewny" w informacjiach, że mnie prawie rozniosło na tej porodówce!!("to jest Pana syn, ale teraz idzie do inkubatora..... i tyle powiedział") Tylko tyle informacji - ale ja i tak miałem lepiej - bo żona na sali cc nawet nie zobaczyła maleństwa!!!!! NAPRAWDĘ NIE POLECAM TEGO SZPITALA JEŚLI CHODZI O CC!!!!! Natomiast jeśli chodzi o opiekę "PO" - zwrot o 180' !!! Opieka nad żoną, czy też maleństwem rewelacja!!! sale 2 osobowe (łazienka) położne i pielęgniarki służą pomocą pokażą, wyjaśnią, pomogą - dokarmią jeśli trzeba są na zawołanie!!!! to na plus. Ale znowu, jeśli chodzi o formalnści (przy wypisie) Panie w administracji siedzą chyba za karę - Ale to już najmniejszy problem! Podsumowując! Wiem, że ile ludzi, tyle opinii!!!! Ale w 21 wieku będąc w UE Poród (szczególnie CC) to nie ten poziom i nie te realia!!!!! (przykład. pomieszczenie pooperacyjne to holl przy składziku z mopami - gzie i kiedy chce, lekarze zero informacji - już lepiej położne - przyjdą, poinformują czy wyjaśnią albo lekarz wypisuje maleństwo z zaleceniem wyk. USG głowy do m-ca czasu - realia wiadomo, takie że na NFZ może uda się zrobić po 3 m-ach - a lekarz pediatria pyta dlaczego nie zrobili w szpitalu jeśli mieli sprzęt??) Reasumując, jeśli by przyszło "ponownie rodzić" NAPEWNO nie będzie to szpital w Pyskowicach!!! (połozne i opieka p na TAK, sam poród - opieka, miejsce, informacja, podejście lekarzy duże NIE) Pozdrawiam P.S. starałem sie być obiektyny, może opinia będzie pomocna smile
  • jacekpod1971 15.07.19, 14:18
    Uwaga na Oddział Wewnętrzny i dr Mengele - Brentka ponoć kierownika tego oddziału !!
    Lepiej udawać chorego psychicznie i dać się wywieźć do Toszka niż trafić do tego pseudo doktorzyny
    Oddział nie leczy jedynie pozoruje ze coś robi , na hasło cewnik wszystkie siostry wpadły w śmiech , tabletki są rzucane jak psom porażka !!!!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka