Dodaj do ulubionych

Szpital Św. Zofii

07.04.08, 13:51
Witajcie Dziewczyny!
Jeśli macie podobne doświadczenia to proszę podzielcie się nimi ku
przestrodze potencjalnym pacjentkom Żelaznej. Wydaje mi się, byłam
jedną z wielu ofiar, które uległy reklamie Szpitala Św.
Zofii.Przyznam, że byłam zauroczona czystością i wyglądem tego
szpitala, a przede wszystkim "dobrą opinią" krążąca pocztą
pantoflową. Robiłam wszystko, żeby stać się pacjentką tego Szpitala,
a więc chodziłam do lekarza, który można powiedziec był "przepustką"
na Izbie Przyjęć i do szkoły rodzenia przy św. Zofii. Niestety nie
miałam swojej położnej i to to był błąd jak się później okazało.Do
szpitala trafiłam 6 dni po terminie porodu. Przyjęto mnie w ndz. po
południu po badaniu ktg. Poinformowano, że w tym samym dniu zrobią
mi test oksytocynowy i zobaczą jak reaguje organizm. A następnego
dnia czyli w pn zaczną wywoływać poród. Tak też zrobili. Okazało
się, że organizm dobrze znosi oksytocynę i spośród trzech Pań, które
leżały ze mną na patologii ciąży i były po terminie mam największe
szanse na urodzenie następnego dnia.W pn po śniadaniu podłączono
mnie do oksytocyny i rzez 6 godz. aplikowano ból. Skurcze macicy
były piękne, ból coraz większy, po 6 godz. po odłaczeniu od
oksytocyny wszystko zamarło. Organizm przestał reagować, dzidziuś
najwyraźniej nie chciał się ze mną zobaczyć. We wtorek odpoczywałam.
Oksytocynę aplikowano sąsiadkom. Przyszła środa, lekarze podjęli
decyzję, że już za długo blokuję łóżko na patologii (od ndz.
wieczorem) i postanowili na siłę wywołac poród. Wyglądało to w ten
sposób, że o godz. 9:30 podłączono mnie do oksytocyny i zwiększano
jednostki, już nie było przepisowych 6 jednostek tyklko tyle ile
jestem w stanie znieść. Tego samego dnia dowiedziałam się, że ok 13
pójdę do gab. zabiegowego i zostanę zbadana przez lekarza czy mam
wieksze rozwarcie. Rozwarcie od ndz. nie zwiększało się,cały czas
miałam 1,5 cm. Pomimo braku reakcji organizmu na oksytocynę i
minimalnych skurczach bez pytania przebito mi pęcherz płodowy i w
tej sytuacji miałam 20 min, aby zjawić się na bloku porodowym.
Koleżanki obok zdążyły mbnie spakować a ja zadzwoniłam po męża.
Chciałam żeby to był poród rodzinny w związku z tym wynajelismy salę
1-osobową. Przyszła pani pielęgniarka i przyniosła dokumenty do
podpisania. Po 20 min okazało, że akurat takiej sali nie ma , więc
muszę zaczac od sali 2-osobowej, potem w trakcie przeszliśmy do
opłaconej 1-osobowej. Kazano mi wejść do wanny i posiedzieć tam
godzinę. Dodam, że cały czas zwiększano jednostki oksytocyny.Kąpiel,
która miała być relaksem była koszmarem. Po 30 mąż wezwał położną
która oznajmiła, że musi mnie zbadać,czyli zrobić "masaż" na siłę
rozpychała szyjkę i oświadczyła z wieklą łaską, cytuję: że "mogę
zafundować sobie znieczulenie" Kazali mi wyjśc z wody i przejść na
łóżko, cały czas w sali 2-osobowej, po paru min. przyszedł lekarz
anestezjolog i dał mi znieczulenie. Poczułam wielką ulgę i brak
skurczów. Taki stan trwał godzinę potem przyspieszono akcję porodową
zwiększając dawkę oksytocyny i tak prze kolejną godz. kazali skakać
na piłce. Dostałam też kolejną dawkę znieczulenia, które tym razem
nie zadziałało a na trzecią musiałam czekac nie 1,5 godz tylko
blisko 2,5, bo anestezjolog był na cesarce, a już zrobiło się tak
późno że był tylko jeden lekarz na 3 odziały.Moj poród siłami natury
trwał blisko 13 godz. W połowie prosiłam o cesarkę, ale zostałam
pouczona, że to poważna operacja i absolutnie w moim przypadku nie
widzi wskazań. Ten sam lekarz zmienił zdanie po kilku następnych
godzinach, kiedy doszłam już do 10 cm rozwarcia i etapu parcia.
Traciłam przytomność, podawano mi tlen itp. Nagle znalazły się dwie
położne i dwóch lekarzy. Mój koszmar wydawało się dobiegał końcowi.
Podjęto decyzję cięcia. Przewieziono mnie na blok operacyjny a tu
kolejne cyrki. Kazali mi w bólu zrobić koci grzbiet. Do dnia
dzisiejszego nie rozumiem jak można tak traktować człowieka, kto ma
takie prawo, żeby w nieskończoność przedłużać cierpienie... Uważam,
że gdybym miała położną decyzja o cieciu zapałaby przynajmniej o
kilka godzin wcześniej. Nie musiałabym tyle cierpieć. Moj synek
przyszedł na świat o 22:15, mąż był ze mną do końca. Na bloku
operacyjnym usłyszałam jeszcze jedno "miłe" zdanie, kiedy wyjęto
dziecko z brzucha: "widać, ze matka nie jest zainteresowana
dzieckiem, może pan zobaczy syna?” Byłam tak wymęczona,myślałam że
schodzę z tego śwata, a tutaj jeszcze uwagi miłego personelu. Dodam,
że na każdej ulotce piszą "przyjemny personel", a szpital przyjazny
człowiekowi!!!!! O 22:30 przewieziono na odział intensywnej terapii,
pozbawiono wszelkich rzeczy osobistych, męża poinformowano, że
będzie mogł mnie odwiedzić następnego dnia po 15. Tuż po
przewiezieniu na oddział intensywnj terapii prosiłam siostry o
przyniesienie mi rzeczy i telefonu. Nikt tego nie zrobił,
poinformowały mnie za to,że mąż zabrał wszystko i nie chciał oddać.
Jak się póżniej okazało wszystko było w depozycie szpitala.
Wystarczył 1 tel., zeby to ustalić, ale po co dzwonić i pomagać
pacjentowi, niech cierpi. Następnego dnia wydawałoby się, że
wszystko będzie już lepiej. Niestety mijały kolejne godziny a
miejsca na położniczym nie było. Dziecka też nie mogli mi przywieźć
bo przecież noworodki zapracowane i tak czekałam ponad 12 godz ,
żeby zobaczyć maleństwo, żeby je nakarmić. Wszędzie piszą karmienie
do 2 godz po porodzie, dziecko przy matce itp... jak widać...
Około południa przywieźli kobietę po operacji, która traciła
przytomność. Tego już nie zdzierżyłam, zamiast wsłuchiwać się w
odgłosy maluszka słyszałam wycie obcej osdoby. Nie wytrzymałam
zaczęłam się awanturować, dostałam coś na uspokojenie i nagle
okazało się, że jest m-ce na ginekologii. Po 25 min przewieźli mnie,
miła siostra z ginekologii sama udostępniła mi swój prywatny tel.
Zadzwoniłam do męza, po paru min. zjawuiła się też moja mama,
przynieśli mi też w ciągu 10 min wszystkie moje rzeczy. Zupełnie
jakbym zjawiła się w innym miejscu.Wszystko zależy od ludzi... Być
może miałam wyjatkowego pecha. Chcę jednak wam o tym powiedzieć, nie
jest tak różowo jak się wydaje. Szpital jest przeładowany.To jest
masówka.
Moj poród przedłużal się w nieskończoność, ponieważ organizm
zupełnie nie był przygotowany do porodu, nie miałam własnych
skurczow, szyjka nie była dostatecznie rozpulchniona, dlatego
mechanicznie rękoma rozciągano mi ją, a mimo wszystko zadecydowano,
żeby zwolnić miejsce na patologii i im sie udało. Zwolnili, a potem
okazało się ze nie ma m-ca na położnictwie i ginekologii.
Ostatecznie wylądowałam na ginekologii, gdzie dostosowano kilka sal
dla mam. Obsługa też była fatalna, byłam po cięciu, kiedy włączyłam
dzwonek od razu na mnie napadli, że to w wyjątkowych sytuacjach.
Dziecko płakało a ja nie miałam siły, żeby je wyjąć i nakarmić. Po 4
dobach chcieli nas wypisać (tyle trzeba leżeć po cesarce), z
bilirubiną u dziecka 14,8 gdzie norma to 15.Po konsultacji z innym
lekarzem zostalam jeszcze 1 dobę, żeby obserwować żółtaczkę u
dziecka, czy się zwiększa czy maleje.Na szczęście następnejo dnia
spadła.
Cóż minęło już przeszło pół roku a ja nadal nie mogę pogodzić się z
tą sytuacją. Zastanawiam się nad statystyką porodów sztucznie
wywoływanych, które z nich kończą sie naturalnie? Spośród 4
dziewczyn, które podobnie jak ja leżały na patologii, u których
wywoływano poród przy pomocy oksytocyny i którym przebijano pęcherz,
naturalnie po 16 godz. urodziła 1. Jeśli znajdzie się osoba, która
zawodowo zajmuje się tematyką dziecięcą to sugeruję zająć się tym
tematem. Dlaczego na siłę wywołują poród, czy rzeczywiście kierują
się dobrem dziecka, czy raczej zwalniją miejsca w szpitalu w celach
zarobkowych?
Dzewczyny ... życzę wam więcej szczęścia lub zasobniejszego
portfela !
Edytor zaawansowany
  • brandywina 07.04.08, 14:05
    Zgroza!
    Małgosia, dzieki za te opowieść! Mój mąż bardzo chce, żebym tam rodziła, a ja mu
    tłumaczę, że podobnych historii jak Twoja, znam więcej. Znalazł mi nawet lekarkę
    stamtąd, ale jak widzę to niewiele daje. Ja Ci powiem tak - nagłośniłabym to.
    Mamy czasy, kiedy pacjenta należy traktować podmiotowo. Walczmy o to.
    Myślę, że media kupią temat.
    Pozdrawiam
    Brandywina
  • a.radziwonowicz 07.04.08, 15:08
    Dziewczyny,
    Ja rodziłam w styczniu w MSWiA. Szpitala Sw.Zofii W OGÓLE nie brałam
    pod uwagę wiedząc co tam się dzieje ( fabryka po prostu). U mnie też
    skończyło się cesarskim cięciem (brak akcji porodu).Na szczęście
    nikt nie kazał mi sie męczyć w nieskonczoność.
    Nie miałam opłaconej położnej,ani żadnej osobnej sali. Trochę nie
    rozumiem dziewczyn które decydują się na poród nawet na korytarzu
    (znam osobiście taki przypadek) żeby tylko urodzić w Zofii.Jak widać
    bywa różnie..
  • klarci 01.11.08, 21:35
    Popieram, dla takiego szpitala to byłby cios. Najlepiej byłoby
    zainteresować program typu Uwaga. Jakby trochę rozdmuchali podobne
    przypadki, to w końcu musieliby coś zmienić, obawiam się tylko, czy
    paradoksalnie nie naszym kosztem. Ale walczyć trzeba.
    --
    Kliknij proszę na: www.pajacyk.pl
  • katkie10 07.04.08, 15:26
    Również rodziłam w św. Zofii w grudniu ubiegłego roku ale jeśli
    chodzi o przebieg porodu mam pozytywne wspomnienia. Nie miałam
    opłaconej położnej,ale te które pomagały przy porodzie zachowały się
    bardzo profesjonalnie i robiły wszystko aby wszystko poszło
    sprawnie.Nie chodziłam też do lekarza przy tym szpitalu a jedynie do
    szkoly rodzenia. Przyjechałam do szpitala ze skurczami co 5 min i
    stwierdzono 8 cm rozwarcia. Rodziłam w sali dwuososbowej,w której
    akurat bylismy sami z męzem- porod trwał prawie 4 godziny - to był
    mój pierwszy poród. U mnie były za slabe skurcze ale po podaniu 3
    jednostek oksytocyny akcja ruszyla do przodu i urodzilam synka bez
    nacinania. Jesli chodzi o przepelnienie to prawda - jak ja rodzilam
    byl nawal porodow wiec pierwsza noc spedzilam z maluchem na
    korytarzusadale pozniej juz na sali i musze przyznac ze opieka
    poloznych byla bardzo dobra- bardzo chetnie doradzaly i byly
    pomocne. Jesli mialabym jeszcze raz rodzic to tez w sw. Zofii.
    Pozdrawiam przyszle Mamy!
  • miskaj77 07.04.08, 15:36
    Witaj!
    Ja mam wprawdzie termin na 13-15 czerwiec, chodzę prywatnie do
    lekarza, który pracuje na Żelaznej i który powiedział mi, że
    gwarantuje mi miejsce do porodu w tym szpitalu. Z jednej strony
    chciałabym tam rodzić, bo słyszałam wiele pozytywnych opinii o tej
    placówce. Ale wypowiedź poprzedniczki zmroziła mi krew w żyłach. I
    trochę się boję jak to w końcu będzie. Bardzo chciałabym, aby przy
    porodzie był ze mną mój mąż. Jednak nic na siłę. Słyszałam z
    opowiadań innych dziewczyn, że na to najlepiej decydować się w
    ostatniej chwili, jak już przyjedzie się do porodu. Ale nie wiem w
    końcu jak to wygląda tak naprawdę. Czy rzeczywiście w tym szpitalu w
    grę wchodzą tylko pieniądze??! Wiem, że jak jest wszystko dobrze, to
    jest dobrze, ale najgorzej jak coś jest nie tak jak powinno, wtedy
    zaczynają się schody i problemy.
  • katkie10 07.04.08, 15:58
    Czesc miskaj77,

    Jesli chodzi o mnie to porod i pobyt w szpitalu odbyl sie zupelnie
    bez kosztów.Bylismy z mezem przygotowani na oplaceni sali
    jednososobowej do porodu ale nie bylo wolnych,myslalam jeszcze o
    znieczuleniu ale jak przybylam do szpitala akcia byla za daleko
    posunieta. W moim przypadku nie bylo komplikacji i tak jak pisalam
    spotkalam sie z zyczliwoscia poloznych mimo,ze nie mialam oplaconej
    prywatnie.Moj maly mial tez zoltaczke i lezelismy dwa dni
    dluzej.Opiekę lekarska i poloznicza oceniam osobiscie bardzo
    dobrze.Pozdrawiam
  • miskaj77 08.04.08, 07:59
    Witaj ponownie!
    Ja głównie chciałabym się dowiedzieć, jak wygląda sprawa porodu
    razem z mężem. Jak to załatwiać, bo słyszałam różne opinie. A czy Ty
    rodziłaś razem z mężem, mimo, że nie było wolnej sali jednoosobowej?
    Czy rzeczywiście wystarczy to załatwić jak już się przyjedzie do
    porodu? Bo wiadomo, że nigdy nie wiadomo kiedy dokładnie zacznie się
    rodzić i ustawianie sali porodowej wcześniej jest bez sensu według
    mnie! Ale jeśli się mylę, to wyprowadźcie mnie z błędu!!
  • alglinka 07.04.08, 15:32
    Koszmar!!!!!
    Bardzo wspolczuje...Ja rowniez mialam wywolywany porod, a dokladnie
    dwa w szpitalu na Madalinskiego. Po oksytocynie dostalam takiego
    przyspieszenia ze w ciagu niecalych 2 godz meczarn -szczesliwie
    urodzilam. Rzeczywiscie bylam chyba wyjatkiem , nie przypominam
    sobie by inne osoby tak od razu zareagowaly, raczej byly nieustannie
    dreczone testami bez widocznego rezultatu!
    Przerazajace jest to co opisalas...sad
  • pacynka27 07.04.08, 18:42
    Moja koleżanka rodziła w szpitalu św. Zofii. Miała podobne przejścia jak autorka
    wątku. Lekarze mówili, że małe są szanse aby urodziła siłami natury ale
    spróbować trzeba. Przebili pęcherz płodowy zbyt wcześnie. Mała była bez wód ok.
    30 godzin przez co doszło do zakażenia. Ostatecznie zrobili cesarkę gdy dziecku
    zaczęło spadać tętno. Dostało 5 punktów. Malutka przez ponad pół roku miała
    leczone oczka bo cały czas ropiały (efekt zakażenia)
  • jerii 07.04.08, 20:25
    Ja niestety tez mam bardzo podobne doswiadczenie z Zofii na swoim
    koncie - oksytocyna przez 3 doby w 5 dni po 'terminie' porodu ..
    Moje 2 kolezanki rodzace w ostatnim roku rowniez. Dlatego tez teraz
    nawet przez mysl mi nie przeszlo by wracac do tej 'cudownej' kliniki.
  • mmmmm 07.04.08, 21:18
    miałam podobny poród wywoływany na Starynkiewicza (również nie wiem dlaczego
    wywoływali zamiast odesłac mnie do domu skoro nie było rozwarcia , lekkie
    skurcze, ) 3 lata temu
    wrażenia podobne
    przy wieczornej zmianie położnych nowa zmiana nie chciała przejąć mojego porodu
    jako tzw. rozgrzebanego i trudnego, doszło do awantury między lekarzami, a
    położnymi oraz wygrażaniem raportami kto na kogo napisze
    na szczęście za 53 minuty urodzilam sn zdrowego synka , jestem wdzięczna
    tamtejszej anestezjolog która w ostatnich godzinach porodu podała mi
    znieczulenie maske z tlenem dla dziecka, dodała otuchy (podczas porodu od 5
    rano do 20 godz nikt z nami nie rozmawiał, nie informował),
    widać jak jest dobrze to jest ok, ale jak się skomplikuje to niestety nie mają
    żadnego planu i pomysłu wszyscy umywają ręce ...
    na szczęście czas leczy rany , za chwile II poród hehesmile
    jade do szpitala jak już nie będe mogła wytrzymać...
  • osa551 07.04.08, 21:23
    Ten szpital ma świetny marketing i tworzy złudzenie komfortu. Ja nigdy bym się
    nie zdecydowała na poród w tym szpitalu, ze względu na to, że uważam, że nie ma
    on zaplecza do przyjmowania skomplikowanych przypadków. Jest to porodówka z salą
    pistacjową i orzechową nastawiona na ściąganie kasy z ludzi.

    Gdybym posłuchała położnych z tego szpitala namawiających mnie na poród
    pośladkowy siłami natury - od 5 lat wąchałabym kwiatki od dołu, a w najlepszym
    wypadku nie miałabym dzisiaj ani 5-letniego dziecka ani macicy. Na szczęście
    udałam się do opluwanego szpitala klinicznego na Czerniakowskiej, gdzie nie ma
    może pięknych sal i łazienek oraz taaaakiego cennika, ale wszystko skończyło się
    dla mnie OK.
  • bestyika 08.04.08, 14:50
    bardzo współczuje takich wspomnień...dlaczego położyli cię na
    patologi już w 6 dniu po terminie?
    też miałam cc na żelaznej 11 dni po termnie, na patologi nie
    leżałam, chodziłam na kontrolne ktg i właśnie w czasie badania małej
    bardzo spadło tentno i natychmiast zdecydowano o cięciu...
    pobyt na oddziale położniczym wspominam bardzo dobrze.
    --
    pozdrawiam
    kasia
  • b.wierzbowska1 08.04.08, 16:51
    Faktycznie masz okropne wspomnienia. Bardzo mi przykro.

    Ja swój dwukrotny pobyt tam wspominam bardzo dobrze - super poród, wspaniała
    opieka w trakcie i po, życzliwość personelu, znakomite warunki. Do niczego nie
    umiem sie przyczepić. Raz tylko zostałam zganiona, bo... zamiast zadzwonić w
    nocy po pomoc, kiedy źle sie poczułam, przyszłam do dyżurkismile)) Trzeci raz też
    będę rodzić w tym szpitalu.

    Życzę powodzenia następny raz!

  • patiflora 08.04.08, 21:46
    Mi równiez wywołano poród oksytocyną po 3 dniowym pobycie na
    patologi ciąży w szpitalu na Żelaznej.
    Po 6 godzinach podawania oksytocyny podczas badania ginekologicznego
    położna stwierdziła że nie mam rozwarcia, po czym w trakcie tego
    badania odeszły mi wody. W karcie szpitalnej wpisali, że wody
    odeszły mi same. Dziwne jest tylko to, ze wody odeszły wtedy gdy
    położna palcami rozpychała mi szyjkę. Jestem przekonana że połozna
    przebiła mi pęcherz nie pytając sie o zadnie ani nie informując mnie
    o tym zabiegu.
    Nastepnie podobnie jak u autorki watku zwiększono mi dawkę
    oksytocyny. Urodziłam 18 godzin po podłączeniu pierwszej kroplówki z
    oksytocyną, 12 godzin po odejściu wód i po 3 godzinach skurczy
    partych. W trakcie parcia dostałam wysokiej gorączki i kiedy podjeto
    decyzję o cc, okazało sie ze nie ma anastezjologa (w tym czasie
    trwała inna operacja). Godzinę leżałam pod ktg i kazali mi
    powstrzymywac się od parcia. Potem zaczeło sie cos dziać z tętnem
    dziecka wiec kazali mi przeć, bo anastezjolog był cały czs
    nieosiagalny.
    Na szczęście dziecku nic się nie stało, a ja nie pamiętam w ogóle
    końcówki porodu.
    Dodam jeszcze tylko ze podczs porodu podawano mi jakiś lek na
    rozluźnienie szyjki, czego również nie wpisano w mojej karcie
    informacyjnej.
  • magnolia22 09.04.08, 08:59
    A pokażcie mi Dziewczyny szpital w Polsce co do którego nie ma
    żadnych zastrzeżeń i szpital czeka z otwartą bramą na nowe
    pacjentki... przy takiej ilości kobiet w ciąży. Bardzo będę
    zainteresowana bo termin mam na październik, jak będzie daleko to i
    tak dojadę smile

    Nie łudzę się że w jakimkolwiek szpitalu potraktują mnie jakbym
    sobie tego życzyła, spodziewam się Malucha, mam nadzieję że donoszę
    go bez problemu i pójdę urodzić i że jemu nic będzie. Boję się
    koszmarnie, ale co mam zrobić, pójdę i JAKOŚ urodzę.
    Co do Św. Zofii, to ponoć zdobyła dużo wyróżnień w "rodzić po
    ludzku". Chyba wredne położne w rankingu nie głosowały.

    Małgosia, oczywiście przykro mi z powodu Twojego porodu, mam
    nadzieję że Maleństwo zdrowe a Ty sama dochodzisz już do siebie.
    Myślę że wszędzie takie przypadki się zdarzają, bo polska służba
    zdrowia jaka jest każdy widzi.
    A swoją drogą myślę że możesz napisać oficjalną skargę do szpitala
    (+dodatkowy organ nadzorczy, ale to już prawnicze kwestie, a to już
    nie moje kompetencje).
  • bestyika 09.04.08, 09:09
    kurcze, to wywoływanie porodu to jakiś koszmar...ciekawa jestem
    tylko dlaczego kładli was na patologi 3 czy 6 dni po terminie? ja
    byłam 11 dni po terminie robono mi ktg, usg i dopiero przymierzano
    się do zatrzymania mnie w szpitalu...może zależy to od lekarza, no i
    na pewno od stanu dziecka i ciężarnej.
    przeraża mnie takie przyspieszanie porodu, myślałam, że w zofii dają
    większą szansę naturze...a może tak się spieszą z uwagi na dużą
    liczbę pacjentek? tak czy owak nie wygląda to zbyt zachęcająco...
    --
    pozdrawiam
    kasia
  • syllla1 10.04.08, 15:36
    witam, ja tez mialam wywolywany poród w św.Zofii, zaczęło sie w
    niedzielę testem, potem poniedziałek-nic, wtorek-przerwa i w środe
    się udało..a mi zaczeto wywoływać dzień przed terminem ze względu na
    dziecko mimo ze akcji nie było żadnej..mimo to jestem samym porodem
    zadowolona -urodzilam w 2 h po podaniu oksytocyny, położna nie
    opłacona ale nie mialam zastrzezeń,opieka połoznych rewelacyjna,
    poród rodzinny, ale czekalismy na sale porodową długo. Nie mam
    zastrzeżeń.
  • mmpiasny 21.04.08, 11:24
    Witaj,

    myślę, że szpitale się ubezpieczają w ten sposób i dobrze. Ty miałaś
    szczęście ale uwierz, wiele kobiet po terminie traci dzieckosad
    poczytaj forum Strata. Czasem gwałtowny spadek tętna, który można
    monitorować w szpitalu i decyzja o cc natychmiastowa. W domu nie
    jesteś w stanie tego kontrolować. Przykre ale niestety prawdziwe. Ja
    też myślałam, że ciąża to finał w postaci słodkiego bobasa i dzięki
    Bogu pomimo komplikacji z drugim synem tak jest to jednak wiele
    kobiet wraca z pustymi rękoma i sercemsad((( Dlatego umieszczanie
    pacjentek po terminie na oddziałach powinno być stałą praktyką a nie
    przypadkami.
    --
    Michas ma juz...lat
    Mati ma juz...miesiecy
    Moje skarby................smile
  • iris80 18.04.08, 12:16
    jedyny, który został wyrózniowny w programie RODZIĆ PO LUDZKU to szpital w Mińsku Mazowieckim, gdzie masz za darmo to, co wśw. Zoffi jest płatne. Św. Zofia nic nie wygrała, oni tyljo brali w tym udział. Bardzo dobrze oceniany jest tez szpital w Wołominie.
  • artdesign84 10.04.08, 18:22
    ee tam
    jeżeli chodzi o poród to przesadzasz. ja rodziłam 28 godzin i 58
    minut. to poród a nie zrobienie siku. tez miałam wywoływany przy
    braku rozwarcie i niestety to boli i długo trwa/
    --
    Michałek - nasze szczescie smile 2500gr, 51 cm, 10 apgar
  • moniam_1 10.04.08, 21:27
    Ja też miałam pierwszy poród wywoływany oksytocyną tydzień przed terminem dla
    bezpieczeństwa mojego i dziecka chociaż nic nie wskazywało na to, że coś się
    dzieje.Poród po terminie to po prostu ryzyko nawet dla zdrowej kobiety i
    zdrowego dziecka(niewydolność łożyska,duże ryzyko oderwania łożyska, spore
    ryzyko uduszenia pępowiną).Poród wywoływany niestety często tyle trawa i tak
    boli bo zanim osiągnie się upragnione kilka centymetrów rozwarcia żeby podać
    znieczulenie to się przy sporej dawce oksy człowiek zwija z bólu.Pamiętam to też
    dokładnie.Urodziłam w sumie po 14 h licząc oczywiście od pierwszych regularnych
    skurczy.Jeśli miałabym liczyć czas od podania pierwszej dawki oxy to pewnie
    naliczyłabym ze dwie dobysmile
    >Kazali mi w bólu zrobić koci grzbiet. Do dnia
    >dzisiejszego nie rozumiem jak można tak traktować człowieka, kto ma
    >takie prawo, żeby w nieskończoność przedłużać cierpienie...
    To nie widzi misie i przedłużanie cierpienia ale tak wygląda zakładanie
    znieczuleniasmileKoci grzbiet robi się po to żeby anestezjolog mógł łatwiej wkłuć
    się i żeby nie zrobił pacjentce krzywdy!
    >Tego już nie zdzierżyłam, zamiast wsłuchiwać się w
    >odgłosy maluszka słyszałam wycie obcej osoby.
    Szpital to szpital, a nie hotel.Co mieli tą dziewczynę specjalnie dla ciebie
    uciszyćsmile
    Nie od dziś wiadomo ze szpital przeładowany i odbierający najwięcej porodów w
    mieście w ciągu doby(rekord bodajże 23).Jadąc do tego szpitala trzeba zdawać
    sobie z tego sprawę,że może nie być sali do porodu i po porodzie.Zachowanie
    personelu po operacji faktycznie nie do końca właściwe.Powinni cię także
    poinformować w trakcie porodu, że podanie znieczulenia często przedłuża 2 fazę
    porodu!Nam to już mówili na szkole rodzenia...
    Pozdrawiam
    Monika
  • bestyika 11.04.08, 08:53
    Poród po terminie to po prostu ryzyko nawet dla zdrowej kobiety i
    > zdrowego dziecka(niewydolność łożyska,duże ryzyko oderwania
    łożyska, spore
    > ryzyko uduszenia pępowiną).
    no w tym miejscu to zupełnie nie masz racji - poczytaj choćby
    wypowiedzi położnej na forum dobry poród...
    stan łożyska, przepływy pępowinowe, tętno dziecka sprawdza się na
    bad usg oraz ktg.
    --
    pozdrawiam
    kasia
  • moniam_1 11.04.08, 17:00
    Położne jedno, realia życia drugie.Znam osobę, która dosłownie kilka godzin po
    ktg straciła dziecko w 41 tcsad Przyczyną był tzw. zawał łożyska. Była 8 dni po
    terminie! Do szpitala do którego trafiła usłyszała tylko od lekarza,że dawno
    powinna być na patologii i mieć robiony test oksytocynowy.Kolejne dziecko
    urodziła zdrowe,a drugi poród był wywoływany już w 38 tc żeby sytuacja się nie
    powtórzyła!!
    Widać mogą być takie nieprawidłowości, których nie wychwyci ani usg ani ktg.
    Pozdrawiam
    Monika
  • pillow-book 11.04.08, 19:19
    Ale to nie jest reguła tylko patologia.

    Ja się urodziłam dokładnie 18 dni po terminie, żyję na tym świecie już ponad 30
    lat i mam się świetnie... Choć być może też byłam jakąś patologią, hehehe...
    Myślę, że po prostu nie ma reguły.

    W każdym razie trzeba pamiętać, że jedna interwencja medyczna, na przykład
    wywoływanie porodu, bardzo często pociąga kolejne...
  • moniam_1 11.04.08, 21:13
    Oczywiście, że nie jest to reguła.Na całe szczęściesmile
    Nota bene ja też się urodziłam 10 dni po terminie porodusmile
    Jednak przypadek mojej koleżanki pokazuje, że nie zawsze jest tak różowo i o tym
    trzeba pamiętać!

  • justynach 12.04.08, 10:38
    i własnie dlatego, aby zminimalizowac ryzyko takiego traktowania jak
    opisałas zdecydowalam sie na porod w Damianie; jak czytam takie
    historie to słow mi po prostu brak jak z chwili ktora dla kobiety
    moze byc wspaniala inni ludzie robia koszmar
    zycze jak najszybszego zapomnienia tego co bylo zle w sw, zofii i
    cieszenia sie swoim malenstwem
  • bestyika 12.04.08, 19:40
    tyko widzisz nieprawidłowości w przebiegu ciąży mogą niestety
    zdarzyć się na każdym jej etapie...
    natomiast oczywistym jest, że po takim zdarzeniu następna ciąża i
    poród są pod specjalnym nadzorem...
    --
    pozdrawiam
    kasia
  • maniadziunia 12.04.08, 22:54
    Witam
    Jestem mamą dwóch pięknych i zdrowych dziewczynek: Mania 2 latka i 4 mies. i
    Dziunia 8 mies. Obie przyszły na świat w szpitalu św. Zofii.
    Pierwszy poród wspominam bardzo dobrze byłam do niego świetnie przygotowana
    chodziłam do szkoły rodzenia akredytowanej przez ten szpital, do lekarza z tego
    szpitala, miałam opłaconą położną chciałam przeżyć ten pierwszy poród nie
    narażając się na jakikolwiek stres i tak też było. Położna wprowadzała mnie w
    kolejne etapy porodu bardzo delikatnie badała pozwalała na różne pozycje, cały
    czas był przy mnie mąż i również pomagał. Urodziłam po 4 godzinach bez
    znieczulenia i w terminie - idealnie.
    Drugi poród zaczął się 10 dni wcześniej więc już na samym wstępie nie byłam
    przygotowana psychicznie na wysiłek i tylko dlatego pojechaliśmy do szpitala bo
    miałam w/g mojej oceny lekkie skurcze.
    Na izbie przyjęć panie położne kazały czekać mi ok godziny i cały czas
    obserwowały ja byłam gotowa wrócić do domu, po godzinie zostałam zbadana i było
    3 cm. rozwarcia, położna z uśmieszkiem powiedziała "To rodzimy"!
    Do tej pory wszystko szło ok wiedziałam co robić byliśmy z mężem nauczeni
    poprzednim porodem, więc ja siedziałam mąż mnie masował, rozmawialiśmy. Po ok 30
    min przyszła położna (nie była opłacona) i zbadała mnie pierwszy raz poczułam
    straszny ból nie była miła ani delikatna, a zaznaczam że jestem dosyć odporna na
    ból. Od tej pory już tylko ból i strach. Położna co kwadrans wkładała palce
    rozpychając na siłę szyjkę, przebiła pęcherz płodowy i krzyczała że jak się nie
    pospieszę to ona kończy dyżur i dalej jej nic nie interesuje, wykrzykiwała że
    użyje próżnociągu!!!
    To mnie tylko zamknęło na cały poród odpychałam (kopałam)ją nogami i nie dawałam
    się badać! Zawołała po lekarkę która trochę mnie uspokoiła, położna więcej mnie
    nie dotknęła.
    Urodziłam po 3 godzinach od przyjścia na izbę przyjęć, a ją odsunęłabym
    najchętniej od kobiet rodzących. Mam do niej żal za takie traktowanie gdyby był
    to mój pierwszy poród to pewnie bym jej nie darowała a że jestem silna babka to
    szybko o tym zapomniałam.
    Planuję kiedyś jeszcze trzecie dziecko pewnie również w tym szpitalu, opieka po
    porodzie ok bez zastrzeżeń.
  • lolonek1 20.04.08, 13:13
    A możesz powiedzieć jak się ta położna nazywała? Ja tam z 2 miesiące planuję
    rodzić i w razie czego chciałabym wiedzieć kogo się wystrzegać
    Dzięki
    --
    Aga mama Marka (10.03.2006)
    Czerwiec/Lipiec 2008 ma zamiar dołączyć do nas Lena smile
  • olga_swiech 09.11.08, 14:21
    A jak się nazywała ta położna??? Ja mam jeszcze kilka tygodni do
    porodu i wybieram się na żelazną, chodze do lekarza na żelaznej i do
    szkoły rodzenia i nie zamierzam rodzić nigdzie indziej bo słyszałam
    dużo dobrego o tym szpitalu, czego nie da się powiedziec o innych.
    Moja siostra urodziła tam dwójkę dzieci i w 100% jest zadowolona.
    Fakt szpital trochę przepełniony ale nie zdarzają sie takie historie
    jak np. w praskim (o zgrozo!!!). No chyba że jest to poród sztucznie
    wywolywany a takie to w wiekszości przypadków są bardziej bolesne i
    skomplikowane. A co do połoznej to fakt, nie powinna się tak
    zachowywać nawet jak musiała zostać w pracy te kilka godzin wiecej
    żebyś mogła skończyc rodzić. To jest ich zawód ale zawsze możesz
    poprosić o zmiane połoznej jak tej się kończy dyżur. Tak mi sie
    wydaje.
  • lolinka2 13.04.08, 13:42
    odnoszę wrażenie, że to jakaś mieszanka zbyt małej wiedzy nt
    fizjilogii i patologii porodu i połogu oraz gigantycznej ilości
    emocji ze szczeólnym wskazaniem na żal, złość i rozczarowanie.
    Wolę nie dopuszczać do siebie myśli o tzw czarnym PR ze strony
    konkurencji, co również się zdarzało.
    Ruszył mnie ten post, bo rodziłam na Żelaznej, miałam poród
    wywoływany ze wskazań, spędziłam 3 dni na patologii i 6 dni na
    położnictwie (bo Tkaninka miała problemy oddechowe). I naprawdę
    zgrzeszyłabym skrajnie mówiąc coś złego na personel, z którym miałam
    kontakt. Nie uwierzę, że ci sympatyczni dla mnie ludzie stali się
    potworami dla innej pacjentki, ot tak... To wręcz niemożliwe i
    nieprawdopodobne. Położne pocieszały, podawały chusteczki,
    rozwiewały obawy, wyjaśniały, pomagały, wspierały, a przecież nie
    były to sale podwyższonego standardu... Tej nocy gdy rodziła się
    Tkanina obok trwały jeszcze 4 porody... był tłok. Na patologii kilka
    dni wcześniej zajęłam ostatnie wolne miejsce, jedną salę okupowały
    mamy z dziećmi, więc klimat podobny...
    Sama indukcja - w zasadzie jak każda inna - przepisowo test, po nim
    skurcze i STOP. Następnego dnia 6 jednostek, piękne skurcze i STOP.
    Ja we łzach koszmarnych, stanie bliskim histerii, napad lęku itp.
    Położna zareagowała błyskawicznie - porozmawiała, po konsultacji z
    lekarzem podała relanium... od którego uspokoiłam się ja i rozwarła
    szyjka smile. Następnie po obiedzie i kilku spokojnych godzinach
    przebicie pęcherza i nie migiem w 20 minut na salę porodową, tylko
    spokojna kąpiel, spakowanie się i dostojnym krokiem do pistacjowej
    sali. Tam standard - ktg, wanna i znowu oxy - a gdy zaczynałam
    tracić kontakt z rzeczywistością, znieczulenie. Nie w koci grzbiet,
    bo uznałam że nie wysiedzę - zaproponowałam że zgięta w pałąk położę
    się na lewym boku - lekarka nie dowierzając, że wytrzymam, zgodziła
    się i w takiej pozycji założyła znieczulenie (nie drgnęłam). Od
    tamtej pory luz na kółkach - tańczyliśmy, piliśmy sok jabłkowy,
    skakaliśmy na piłce, bujaliśmy na materacu... i tak minęło kilka
    godzin (aż zeszło znieczulenie, brrrrr). Na ostatnim centymetrze
    czułam już tylko obłędny tępy ból kości ogonowej (który zniwelowała
    niewielka dolewka anelgetyku), parcie - symbolicznie ok 10 minut, na
    podłodze, z przednią częścią tułowia opartą o stołek porodowy. Ja
    wyszłam z tego obronną ręką - Tkanina niekoniecznie. Łożysko
    odkleiło się w trakcie parcia i mała nałykała się krwi. Po szybkim
    przytuleniu została wyniesiona na patologię noworodka, a ja - cóż -
    kąpiel, kolacja i papa na górę smile
    Reasumując, łatwym przypadkiem nie byłam, ze względu na to wskazanie
    do indukcji, i to co z tego wynikło, dla przebiegu połogu (potem
    było nieciekawie). Poza tym stan Tkaniny pozostawiał sporo do
    życzenia przez 4 dni. I w tym wszystkim mogłam liczyć na wsparcie
    położnych i lekarzy, na kontakt z Tatianką całodobowy mimo
    inkubatora (prawie zamieszkałam na fotelu bujanym na patologii
    noworodka), pielęgniarki noworodkowe przychodziły mnie budzić na
    życzenie co 3 godziny, żebym mogła być przy wyjmowaniu Malutkiej z
    inkubatorka i poprzytulać ją troszkę (a do tego budzenia było trzeba
    przespacerować się przez cały oddział). Generalnie nie czułam, że
    ktoś ma mnie tam dość, że przeszkadzam itp. mimo tego że obiektywnie
    nad nami było się trzeba ponadstandardowo wysilić.
    --
    Tkaninka z zabawkami
    Tkanina Siedzi
    Chore myśli
  • miskaj77 14.04.08, 08:21
    Ja nie mam juz pojęcia co myśleć o tym szpitalu. Będzie to mój drugi
    poród, co prawda pierwszy miałam zupełnie w innym mieście, a poza
    tym było to już 12 lat temu, więc co nie co zdążyłam zapomnieć.
    Ponadto wtedy nie wiedziałam co mnie czeka, natomiast teraz zdaję
    sobie sprawę jak to rzeczywiście jest. A im bliżej do terminu
    ogrania mnie strach. Poprzedni poród przebiegał bez zastrzeżeń, ale
    teraz nie wiadomo co będzie. Jak czytam jakie cuda się dzieją w
    szpitalu, które dziewczyny opisują, to naprawdę boję się coraz to
    bardziej. Również mam zamiar rodzić w Św. Zofii, ale w sumie to jest
    mi to obojętne, byle nie było żadnych komplikacji ani z małym ani ze
    mną. Ale któż to wie jak będzie ...
  • madzikb81 15.04.08, 11:34
    Małgosia, straszne to jest co napisałaś...

    Ja jestem obecnie w 23 tc, ale od początku wiedziałam, że nie chce
    rodzić na Żelaznej, mimo, że kilka moich koleżanek tam rodziło i
    bardzo mi polecało ten szpital...
    Wiem, że to jest fabryka i nie wyobrażam sobie, żebym mogła leżeć z
    dzieckiem na korytarzu... wśród tych pistacjowych ścian.. smile
    Ja wybrałam - jak to "ładnie" nazwała jedna z forumowiczek opluwany
    szpital na Czerniakowskiej.
    od początku wiedziałam, że będe chciała tam rodzić, natomiast teraz
    utwierdziłam się tylko w tym przekonaniu, po tym jak moja mama tam
    leżała. Opieka lekarska jest na najwyższym poziomie, położne
    zjawiają się w kilka sekund po naciśnięciu dzwonka, wszystkie są
    miłe i bezinteresowne.
    Myślę, że niekoniecznie trzeba sie pchac na siłę do szpitala w
    którym najważniejszy jest dobry marketing i kasa.
  • ulla111 16.04.08, 22:51
    mam wrażenie, że akcja rodzić po ludzku się już skończyła...przynajmniej w
    warszawie...
  • iris80 18.04.08, 12:05
    urodziłam w św. Zofii w styczniu i BYŁAM BARDZO ZAWIEDZIONA - ODRADZAM zdecydowanie. PRZEŻYŁAM W TYM SZPITALU KOSZMAR!!! Przyjeli mnie choc nie miałam tam lekarza prowadzacego -pierwsze pozytywne wrażenie. Ale położna źle zszyła mi szwy i się rozeszły i zarazlili mnie Streptokokusem !!!!! (miałam badanie w jego kierunku kilka dni wcześniej i nic nie było!!!) Mój synek dostał przez to wrodzonego zapalenia płuc! lekarze nie wiedzieli, czy przezyje. Na szczęscie na 12 jest tam dwóch dobrych neonatologów, którzy się nim zajęli - reszta to starsznie młodzi, niedoświadczeni ludzie. Ze mną było to samo - młodzi ginekolodzy nie wiedzieli , co robić, ciągle mnie ogladali az sprowadzili kogos doświadczonego, kto zadecydował. NIE CHCIELI MI POWIEDZIEC CO SiE DZIEJE I SZEPTALI SOBIE NA UCHO - koszmar!!! Na szczęście wszystko się dobrze skończyło. Ale ja się nabawiłam siwych włosów. Na patologii noworodków pielęgniarki sa okropne, nie dają posiedzieć przy dziecku! ponadto jak rodziłam w sali byłam z dziewczyną, której ANESTEZJOLOG ŹLE PODAŁ ZNIECZULENIE i prawie dziecko sie udusiło, więc w końcu wzięli ją na cesarkę. Na izbie przyjęć odesłali dziewczynę w złym stanie na STARYNKIEWICZA, choc pogotowie ją przywiozło - dlaczego??? bo super szpital ginekologiczno-połozniczy nie dał sobie rady z przypadkiem zatrucia ciążowego! dziewczyny - św. Zofia to pic na wode. Jak się nic nie dzieje , to jest ok, ale jak coś się dzieje, to odsylają. Dlatego też mają takie dobre statystyki. Ja się dalam nabrac na czysty, odmalowany szpital, ale następnym razem na pewno tam nie pojadę.
  • 987ania 18.04.08, 14:10
    a możesz napisać co oprócz szeptów było koszmarem? Bo nie rozumiem. Czy w
    trakcie porodu były jakieś problemy? I co to znaczy, że anestezjolog źle podał
    znieczulenie? Jakie to było znieczulenie?
  • iris80 21.04.08, 10:33
    wyobraź sobie, że co najmniej dwóch lekarzey brało mnie do zabiegowego z 3 połoznymi i ogladali, co się stało ze szwami - nie było otwartej komunikacji tylko gadanie na ucho.
  • 987ania 21.04.08, 12:13
    Tzn. poród był ok a szycie nie tak? Chciałabym przeczytać obiektywną i spokojną
    relację. Jak na razie jest mnóstwo emocji i mnóstwo niedopowiedzeń. Szkoda.
  • iris80 23.04.08, 21:30
    pewnie, ze jest mnóstwo emocji, bo mineły dopiero 3 miesiące. Poród był bardzo ok - był ze mną mąż i było wszytsko cudownie. Koszmar zaczął się w trakcie zszywania i jak zabrali mojego synka na patologię noworodków (po dwóch godzinach leżenia na moim brzuch)- reszta w poprzednim poscie. Rodzenie to nic w porównaniu ze zszywaniem.
  • madi30 21.04.08, 20:20
    iris, ale głupoty piszesz... ja z przychodni korzystam od ponad 5ciu
    lat i jeszcze nie miałam szczęścia trafić na lekarza młodszego niż
    40 lat...
    --
  • iris80 23.04.08, 09:21
    z tego, co wiem, to w poradni sa częsciowo lekarze niz w szpitalu i nieiwelu z nich skończyło 40. KObiet, z ktpyi leżałam tez były tym zaskoczone, że tak bardzo młodzi ginekolodzy tam pracują.
  • laminja 23.04.08, 10:57
    w poradni pracują Ci sami lekarze, którzy pracują w szpitalu. I tylko kilku
    ginekologów ma mniej już 35 lat.
  • iris80 23.04.08, 09:23
    wejdź sobie iedyś na poporodówkę i się przyjrzyj, jak nie wierzysz.
  • iris80 21.04.08, 10:34
    znieczulenie zzo
  • kaeira 18.04.08, 14:40
    iris80 napisała:
    > Na izbie przyjęć odesłali dziewczynę w złym stanie na STARYNKIEWICZA, choc
    pogotowie ją przywiozło - dlaczego??? bo super szpital ginekologiczno-połozniczy
    nie dał sobie rady z przypadkiem zatrucia ciążowego!
    > - św. Zofia to pic na wode. Jak się nic nie dzieje , to jest ok, ale jak coś
    się dzieje, to odsylają. Dlatego też mają takie dobre statystyki.

    O czym ty piszesz?? Przecież to normalne, że są szpitale specjalistyczne, i
    wyższym stopniu referencyjności, które są lepiej przygotowane do prowadzenia
    ciąż patologicznych, porodów zagrożonych komplikacjami, do lepszej i
    długoterminowej opieki nad wcześniakami i bardzo chorymi noworodkami...

    --
    *Nikt nie spodziewa się laktacyjnej inkwizycji*
  • 987ania 18.04.08, 17:29
    Szpital św. Zofii ma 2 stopień referencyjności a Starynkiewicza 3. Tak więc
    Żelazna, to nie szpital dla wszystkich, tylko dla fizjologii (a nie patologii).
  • bronka29 18.04.08, 23:40
    ja rodziła na żelaznej ponad rok temu, wspomnienia ogólnie dobre, ale też muszę
    przyznać, ze przerzucano mnie z ginekologii na położnictwo i też przebito mi pęcherz
  • bryta1 19.04.08, 11:55
    Witam
    może i ja coś dodam :otóż pierwsze dziecko urodziłam 5lat temu
    właśnie w szpitalu św.Zofii i wspominam ten pobyt naprawde miło
    żadnych uwag cały poród ,podanie znieczulenia ,opieka bez zarzutu
    więc drugi raz pomyślałam że będę rodzić właśnie tam,ale niebyło już
    tak różowo.Miałam żle podane znieczulenie które działało tylko na
    lewą stronę,położna która prowadziła cały poród niby miła i
    troskliwa ale jak powiedziałam że nadal czuje ból po prawej stronie
    odpowiedziała że tak czasami jest jak ktoś ma problemy z kręgosłupem
    co było bzdurą bo żadnych dolegliwości z kręgosłupem nie mam
    dawkę też miałam podaną chyba za małą gdyż już na sam poród
    znieczulenie przestało wogóle działać .
    Mam porównania dwóch porodów w tym szpitalu :
    Pierwszy bez żadnych bóli w czasie porodu pełna współpraca z
    położną mój komfort psychiczny i fizyczny jak najbardziej na tym
    nie ucierpiał.Synek 4150
    Drugi żle podane zzo miał duży wpływ na dalszy okres całego porodu i
    niewspomina do już tak jak pierwszego Synek 4500 jedyny plus,że cały
    poród trwał 3godz,a pierwszy 10godz
    Chyba tak naprawdę to wszystko zależy na kogo się trafi bo
    P.anestezjolog była naprawde mało sympatyczna porównując ją do Pana
    anestezjologa z pierwszego porodu.
    Tak więc jak bym miała rodzić trzeci raz to pewnie bym się
    zastanowiła czy wybrałwa bym ten właśnie szpital.
    Pozdrawiam wszystkie przyszła Mamusie i życzę szybkich i łatwych
    porodów

    Mama Kacperka i Juleczka


    --
    tickers.TickerFactory.com/ezt/d/4;10715;107/st/20030708/e/Kacperek/k/b241/event.png

    [/imtickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10752;127/st/20071122/n/Juleczek/k/8970/age.png[/img]g]
  • 987ania 20.04.08, 15:06
    Niestety nawet dobrze podane zzo może tak zadziałać.
  • olga_swiech 09.11.08, 15:50
    No bo znieczulenie nie zawsze działa. U mojej siostry zadzialało tak
    jak u Ciebie w połowie ale zaraz podano jej drugie i te juz
    zadziałało ok. Płaciła oczywiscie tylko za jednosmile
  • laminja 19.04.08, 23:13
    a jak w szpitalu mogą zarazić Streptococcusem na tyle skutecznie, żeby to
    podczas porodu przeszło na dziecko? Obawiam się, że mogłaś mieć źle zrobiony
    posiew i nie wiedziałaś, że jak ogromny procent kobiet jesteś nosicielem
    paciorkowca grupy B. Jeszcze jedna uwaga odnośnie neonatologów - chyba 70% ma
    ponad 40 lat, więc raczej nie są niedoświadczeni, zwłaszcza pracując w szpitalu,
    który od wielu lat przyjmuje najwięcej porodów w całym województwie. Często się
    zdarza, że z braku miejsc szpitale nie przyjmują nawet pacjentki przywiezionej
    przez pogotowie. Żeby zapewnić bezpieczny poród osobie z zatruciem ciążowym
    trzeba mieć miejsce dla niej i dla dziecka.
  • iris80 21.04.08, 10:39
    wiem, że około 55% kobiet zdrowych ma Streptococusa. Jak później rozmawialam z moim lekarzem prowadzącym, powiedział , że to bardzo prawdopodobne, że w szpitalu. Napawde tyle wystarczy. Siedząc na Żelaznej w pokoju przewinęło mi się 6 kobiet - w tym 3, które miały streptococusa. W czasie ciązy miałam 3 razy robiony posiew w tym kierunku (ostatni kilka dni przed porodem, a do porodu siedzialam w domu), i ani razu nie wykryto mi streptococusa. Jak byłam na sali porodowej jeszcze po porodzie, gdy małego juz zabrali, weszła sprzataczka i zaczęła sprzątać - nie powiem, żeby robiła to dokładnie. Szpitale sa pełne bakteri i tak się dzieje.
  • iris80 21.04.08, 10:43
    ponadto lekarz nie zjawił się podczas porodu ani razu -także go nie było podczas zszywania krocza. Tylko przyszła jakas połozna, bo ta moja sobie nie radziła i jej mówiła, co jeszcze zszć , a co nie. Mówiłam, że dziecko jest duże i chce nacięcia (przed porodem nie zrobili mi USG)- niestety program ochrony krocza był dla nich ważniejszy. A urodziłam synka 3930 g. To też mi się nie podobało. Żelazna jest bardzo nastawiona na naturalne rodzenie. Potem mi na to powiedziała połozna: u nas Wietnamki, maŁe kobietki , rodzĄ 5-kilowe dzieci bez nacięcia! I CO Z TEGO!
  • 987ania 21.04.08, 12:16
    Poród fizjologiczny przyjmuje położne wg ustawodawstwa polskiego. Także położna
    ma uprawnienia do zszycia krocza.
    Synek 3900g, to nie taki ogromne dziecko. Dużo dzieci rodzi się bez nacięcia
    większych.
    Wg badań naukowych, jak i obserwacji położnych i lekarzy, lepsze pęknięcie niż
    nacięcie. Bo krocze pęka w najsłabszym miejscu a nożyczki tną wszystko "jak leci".
    Zapraszam na forum Dobry poród.
  • iris80 23.04.08, 21:27
    nie... no mam wrażenie, ze rozmawiam z PR-owcem św. Zofii smile) rozmawiałam z położnymi i z lekarzami z innego szpiatal - i wszedzie przy tak duzym dziecku stwierdzili, że by mnie nacinali -przynajmniej jest to kontrolowane, a ja bylam nieźle w środku poszarpana i na zewnątrz też. Ponadto przed porodem dużo czytałam, co jest lepsze i przy duzym dziecku zdecdyowałam, że lepiej być nacinanym. Ale jak bardzo moje dziecko jest duże , to nie widziałam, bo niestety USG przed porodem nie miałam. Za to miałam mały brzuch jak na 40-ty tydzien (wyglądalm jak w 7-mym miesiącu), co pewnie tez swoje zrobiło. Chyba położne wiedzą, że nie wielkość brzucha śwaidczy o wielkości dziecka.
  • iris80 21.04.08, 10:47
    wększość pediatrów w Św. Zofii nie ma 40, ledwo może skończyli 30 - jak nie wierzysz, to posiedź 10 dni w szpitalu po urodzeniu to poznasz wszystkich -to sa młodzi ludzie, naprawdę. Ginekolodzy - dokladnie to samo. Jest tylko dwóch specjalistów wyższego niż I stopień -reszta to młodzi ludzie. Jeden to wyglądal na 18 lat - na stażystę - ja i kolezanki z pokoju byłysmy tym ostro zaniepokojone - az mu powiedziałam, że chcę bardziej doświadczonego lekarza w moim przypadku. POszedł więc po innego.
  • b.wierzbowska1 21.04.08, 12:07
    Ależ banialuki plecieszsmile)) Przy okazji nastpenej wizyty powiem
    swojemu lekarzowi, że jest taki młody. To sie ucieszysmile))
  • laminja 21.04.08, 17:45
    Znam osobiście chyba wszystkich neonatologów z tego szpitala. Urodziłam w nim
    dwoje dzieci. Korzystam z opieki pediatrów w fundacji. Większość moich znajomych
    również ma dzieci pod opieką tych lekarzy czy to w fundacji czy w innych
    gabinetach. Ginekologów też poznałam wielu. Jak w szpitalu specjalistycznym może
    być tylko dwóch lekarzy z ukończoną specjalizacją (teraz nie ma już I i II
    stopnia)? To, że ktoś młodo wygląda nie znaczy, że jest niedoświadczony.

    Wracając do streptococcusa, to że siedziałaś w domu nie znaczy, że nie mogłaś
    się zarazić. Podobnie z posiewami - nie dają 100% pewności, bo muszą być bardzo
    dobrze pobrane z pochwy i odbytu. Nie wiem ile czasu spędziłaś w szpitalu przed
    urodzeniem dziecka, ale nie wiem czy paciorkowiec jest w stanie rozwinąć się tak
    szybko, żeby zarazić rodzące się dziecko.
  • moniam_1 23.04.08, 12:28
    Posiew prawdopodobnie miałaś źle zrobiony,albo mogłaś być nosicielem
    bakterii,której wzrost był bardzo,bardzo mały i niektóre laboratoria o takim
    wyniku pacjentki o tym nie informują!Do porodu bakteria mogła się na tyle
    rozwinąć,żeby stanowić zagrożenie dla ciebie i dla dzieckasad
  • lolinka2 25.05.08, 03:11
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • maszka_m 19.04.08, 16:54
    Witam, przykro mi, że masz takie wspomnienia z porodu na Żelaznej.
    Nie można jednak niczego uogólniać. Ja również rodziłam w tym
    szpitalu i zarówno poród, jak i opiekę poporodową wspominam dobrze.
    Teraz spodziewam się kolejnego dziecka i nie mam wątpliwości, ze
    urodzę na Żelaznej.
    Pierwsze dziecko urodziłam w 8 dniu po terminie, dlatego nie mam
    pojęcia dlaczego tak wcześnie zgłosiłaś się do szpitala. Po to są
    badania ktg i usg co drugi dzień w szpitalu, aby zapobiec zbyt
    wczesnemu wywoływaniu porodu. Skoro dzidziuś chce jeszcze posiedzieć
    w brzuchu i nic mu nie grozi to po co przyspieszać. Zwykle kobiety
    na własne życzenie kładą się wcześniej w szpitalu i potem mają
    pretensje, że podano im oksytocynę, a one chciały sobie
    tylko "poleżeć" czekając na poród...
  • sulla 19.04.08, 19:13
    Współczuje bardzo ciężkich przeżyć, ale znam osobiście kilka przypadków, gdzie
    takie przyspieszanie porodu uratowało dziecku życie. Znajoma, która rodziła w
    Wołominie akurat, tez nie mogła naturalnie urodzić - potem okazało się, że
    pępowina dziecka była za krótka. Dziecko urodziło się przez cesarkę, w zielonych
    wodach - poczekaliby jeszcze trochę i byłoby po nim sad
    Ja sama też urodziłam się w zielonych wodach i ledwo żywa. Są na pewno takie
    sytuacje, kiedy lepiej nie czekać.
    --
    su
  • pillow-book 21.04.08, 16:26
    Wczoraj i dzisiaj na drzwiach szpitala wisi kartka, że z braku miejsc nie
    przyjmują do porodów.

  • juleg 21.04.08, 17:44
    Przede wszystkim, nie zgodziłabym się na patologię, pierworódka bardzo rzadko rodzi w terminie, przeciez powinnas być zapisywana po terminie jedynie na kontrolne KTG co dwa, trzy dni, niesamowite, że teraz tak tam się pozmieniało! Swojego pierwszego synka urodziłam w Św Zofii trzy lata temu i poza kilkoma minusami, mam miłe wspomnienia. Byłam tak samo zielona jak Ty, ale miałam szczęście trafić na Dr. Rodzenia, który z wywoływaniem chciał czekać dwa tygodnie i cudownie się wstrzelił, jak moje ciało i dziecko było gotowe, urodziłam naprawdę siłami natury... Jestem naprawdę w szoku, że tak szybko Cię zabrali na wywoływanie, przecież dwa tygodnie wcześniej i dwa tygodnie później urodzić, jest prawidłowością!
    Bardzo Ci współczuję, czytałam to ze łzami w oczach, jak tak można!!!

    Pomimo, że mój poród nie był traumą, drugiego synka urodziłam w domu z cudowną położną, no i tam nam naprawdę było jak w bajcesmile))
  • songoflove 21.04.08, 22:15
    Dla zainteresowanych: dr Rodzeń pracuje teraz w szpitalu Sw. Rodziny
    na Madalińskiego.
  • graue_zone 22.04.08, 10:26
    Również nie polecam, beznadziejny szpital, nedęte położne na położnictwie.
  • 987ania 23.04.08, 11:09
    To dobrze, że tyle z Was nie chce tam wracać i nie poleca. Może będzie mniejszy
    tłok dla tych, które chcą właśnie tam rodzić i są zadowolone z opieki.
  • moniam_1 23.04.08, 12:30
    987ania napisała:

    > To dobrze, że tyle z Was nie chce tam wracać i nie poleca. Może będzie mniejszy
    > tłok dla tych, które chcą właśnie tam rodzić i są zadowolone z opieki.
    DokładniesmileJa po niemiłej przygodzie z Damianem(a miało być tak pięknie)z
    powrotem wracam na Żelaznąsmile
    Pozdrawiam
    Monika
  • ag-aj 23.05.08, 07:13
    Ja rodziłam w tym szpitalu pierwsze dziecko. Poród trwał długo bo 18 godzin.
    Zakończył się cc z braku postępu w II etapie.(niewspółmierność główkowo
    miednicowa) Dziecko dostało 10 pkt.
    Byłam BARDZO ZADOWOLONA zarówno z opieki położnych przy porodzie, lekarzy a
    skończywszy na położnych które przylatywały na każdą moją prośbę do pomocy przy
    synku. Leżałam w szpitalu 7 dni bo dziecko miało żółtaczkę i na te 7 dni nie
    spotkałam nawet 1 nieżyczliwej mi osoby.Nie miałam ani porodu rodzinnego, ani 1
    osobowej sali za którą miałabym zapłacić. Jedynym kosztem jaki poniosłam to
    koszt ciągłego znieczulenia które sobie zażyczyłam na początku porodu. Szpital
    nastawiony jest na porody sn ale nie sądzę aby ktokolwiek ryzykował życiem czy
    zdrowiem matki lub dziecka przeciągając poród tylko dlatego by się potem
    pochwalić że udało się zakończyć ciążę naturalnie. Są widocznie przypadki kiedy
    lekarze faktycznie nie widzą potrzeby cięcia na pewnym etapie porodu co nie
    oznacza że zawsze są w stanie przewidzieć co będzie później. Myślę, że należy
    pamiętać też o tym że cięcie to poważna operacja i jak na razie w Polsce uważana
    jest za ostateczność. Współczuję kobietom które tak się wycierpiały w trakcie
    porodu, ale ciekawa jestem czy w innym szpitalu tak chętnie i od razu
    przeprowadzono by cc. Czy opieka byłaby lepsza. Sądzę że każdy jeden szpital
    okazałby się zły dla cierpiącej pacjentki bo zawsze znajdzie sie coś na co można
    narzekać. Każdy poród wiąże się z bólem, dlatego ja poprosiłam o znieczulenie.
    Przecież to nie wina lekarzy że skurcze macicy są tak bolesne. Może nasze dzieci
    doczekają sie czasów kiedy to wszystkie porody będą znieczulane i nie będzie
    trzeba za to płacić.
    Dla mnie szpital jest szpitalem godnym zaufania i polecenia. Swój poród
    wspominam naprawdę bardzo dobrze i życzę wszystkim kobietom i im maluszkom
    takiej opieki jakiej ja doznałam.
  • kudlataewa 23.05.08, 12:29
    Witam serdecznie
    Jestem od miesiąca szczęśliwą mamą Oliwi i pragnę podzielić się swoimi
    spostrzeżeniami na temat św.Zofii. Do szpitala trafiłam z ulicy w środku nocy
    ponieważ odeszły mi wody płodowe- najpierw usłyszałam, że będę musiała być
    przewieziona do innego szpitala, po czym po chwili (o ile wyrażam zgodę na
    leżenie po porodzie na korytarzu)znalazło się dla mnie miejsce i to w sali
    1-osobowej. Niestety małej nie spieszyło się na świat i po siedmiu godzinach
    oczekiwania dostałam oksytocynę. Jak sie okazało w trakcie samego porodu (czyli
    po podaniu oksytocyny) byłam sama na bloku porodowym - czyli wszyscy do mojej
    dyspozycjiwinkPołożna, która się mną zajmowała - Ewa - cudowna kobieta, która
    robiła wszystko z wielkim profesjonalizmem i spokojem (dzięki niej urodziłam bez
    nacięcia). Poród trwał bardzo krótko - o godz.8 oksytocyna, o 10.40 dzidziuś był
    już na świecie. I tutaj kończy się moja szczęśliwa przygoda ze szpitalem bowiem
    trafiłam na oddział noworodkowy. Na szczęście miejsce w sali się znalazło (a nie
    korytarz) ale sam personel i podejście do pacjentów - koszmar. Fabryka, im
    prędzej wypuścić do domu i się pozbyć niezależnie od stanu dziecka i matki. Nie
    miałam dostatecznej ilości pokarmu - mała bardzo spadła na wadze - nikt się tym
    nie zainteresował, dopiero jak przyszedł czas wypisu, pediatra powiedział, że
    wyjdziemy jak będzie z małą lepiej. I co zrobiono w tym kierunku? Nikt nie
    próbował rozwiązać problemu, nafaszerowano dzieciaka sztucznym mlekiem aby
    wykazać przyrost wagi i wynocha do domu. Co chwilę ktoś przychodził
    "zainteresowany" miejscówką po mnie. Jednym słowem - poród i porodówka
    fantastyczne, opieka poporodowa - koszmar. Na szczęście jestem już w domu i mała
    rośnie jak na drożdżach. Pozdrawiam
  • sushi_1 23.05.08, 20:04
    Ja tez urodzilam w sw Zofii 2 dzieci. Syn w 2004 roku - szpital
    wspominam fantastycznie, mimo ze spedzilam 7 dni na patologii i 7 na
    poloznictwie. Mialam cc "na zimno" bo porodu nie dualo sie wywolac.

    Drugi porod (wywolywany oksy, 12 godzin az do skurczy partych a
    potem zakonczenie cc) - niestety juz nie tak rozowo. Wprawdzie nic
    zlego sie nie stalo, ale w porowananiu z 2004 rokiem, mysle ze
    nastapilo znaczne obnizenie standardow. Szpital jest oblezony a
    przez to juz nie traktuje pacjenta z taka uwaga jak kiedys.

    Powitanie na izbie, to bylo raczej w stylu "odstraszyc". Zmiana byla
    diametralna jak sie okazalo ze jestem pacjentka ich lekarza. Polozna
    oplacona (1600 zl) nie mogla akurat dotrzec (to rozumiem, moze
    akurat byla po dyzuze), wyznaczyla zastepstwo. Polozna na
    zastepstwie nie wczuwala sie niestety w swoja role: jedyne co robila
    to wchodzila co 1-2 godz, sprawdzac co sie ze mna dzieje a poza tym
    NIC, zadnej pomocy, proaktywnosci, propozycji pozycji, pilki, wanny
    etc. Caly porod kazala mi chodzic z kroplowka oksytocyny po tych
    kilku metrach kwadratowych sali porodowej. Powiecie ze moze moglam
    sama poprosic o wanne etc - nie mialam do tego glowy tak strasznie
    bolalo uncertain W sumie nie wiem za co to 1600 zlotych?! Mysle ze dalismy
    sie nabic w butelke. No ale nic, maz zaplacil i nie bede juz do tego
    wracac. Mysle jednak ze to bylo nie fair ze strony poloznej uncertain

    Na poloznictwie zainteresowanie personelu pacjentem nikle. Fakt, ze
    bylam mama powtorna, prawie nie potrzebowalam pomocy w opiece nad
    dzieckiem, ale w porownaniu z 2004 rokiem to mialam odczucie ze nikt
    sie nami nie interesuje.

    s.
  • mela-blonda 27.05.08, 00:40
    I nie pytano cię, czy się zgadzasz?
    U mnie - 6 lat temu - było tak: syn spał tak mocno, że nikt go nie mógł
    dobudzić, a do tego było akurat jedno ze świąt. No i spadał i tak z nikłej już
    wagi. Jednak karmienie mlekiem mod. to była ostateczność. Po pierwsze
    odciąganie, po drugie próba karmienia mieszanką mojego plus modyfikowanego, ale
    po mojej zgodzie.
  • ariella 27.05.08, 17:47
    hi, mialam tam dwa cc i polece ten szpital! Nie spotkalo mnie nic
    niemilego, a wrecz przeciwnie. Polozne super, opieka tez, jeden
    bardzo mlody ginekolog, ze az sie spytalam go, czy juz po
    studiach... on sie smial, my z polozna tez, ze nadchodzi nowa zmiana
    i pora umierac. Ale dla mnie to ze ktos jest mlody nie jest powodem
    do watpienia w jego kwalifikacje. Skoro go zatrudniono, znaczy
    nadaje sie smile. reszta personelu, powiedzialabym w wiekach srednich.
    Mam doswiadczenie z oddzialu noworodkow - 5 dni, sali zwyklej - 3
    dni i podwzyzszoneho standardu - 5 dni. Nie widzialam tez roznicy
    pomiedzy obsluga w zwyklej, a w oplaconej, poza tym, ze w oplaconej
    jedna z poloznych mowila o moim synku Nasze Ksiazatko. Przy wypisie
    wpisalam sie do ksiazki opinii - pozytywnie ofkors. Nie mialam tam
    lekarza, moje koszty pokrywal abonament LiM, ale nie sadza zeby to
    wplywalo na obsluge, bo kto o tym wiedzial? Ksiegowosc chyba
    jedynie.
    A, co do zwlekania z cc - ten szpital slynie z konserwatywnosci i
    wiadomo, ze z cc zwlekaja jak tylko sie da. Ja gdybym nie miala
    planowanych cc nie zdecydowalabym sie na porod tam, chociaz
    wiekszosc kolezanek tam rodzila i wszystkie sobie chwala.
    Przypomnialo mi sie i zle smile od zgloszenia do izby do cc planowanego
    (ale mlody zaczal sie rodzic wczesniej niz mial wyznaczone)
    przetrzymali mnie 5 godzin. Chyba mozna bylo krocej, ale jak sadze,
    czekali na ranna zmiane, bo wjechalam na blok dokladnie o 7 rano! A
    moze po prostu nei bylo miejsca? Nie wiem, nie pytalam, bo co by to
    zmienilo? Mialam jakies znieczulenie, wiec szlo wytrzymac.
    PS. dokarmianie sztucznym mlekiem - ostatecznosc, raczej terror
    laktacyny tam panuje smile
  • olga_swiech 09.11.08, 16:13
    W jaki sposób LIM pokrył Ci koszty porodu???? Miałaś złota kartę???
    Ja też jestem w limie i jakoś nikt mnie nie poinformowal ze mam
    takie prawo. A może coś się zmieniło od tego czasu???
  • dodzia-1 09.06.08, 23:11
    Witajcie
    Rodziłam w marcu 2008.Porod zaczał sie o 4.30 rano odeszly mi
    wody.Po godz woda byla zielona gdzie poszlam do pielegniarki zglosic
    to a ona odpowiedziala zebym poszla do innej pielegniarki bo ona sie
    nie zna,a ja z bolami cieknaca woda mosialam isc szukac pielegniarki
    ktora moglaby stwierdzic ze woda jest zielona.Poszlam do pani doktor
    a ona stwierdzila ze ma tyle porodow ze nie da rady.Poszlam pod
    prysznic nikt mna sie nie interesowal,gdybym nawet zemdlala to bym
    lezala pod prysznicem nikt by o tym nie wiedzial.chodzilam po
    korytarzu i nie wierzyłam ze to tak wyglada porod trzeslam sie ze
    strachu z bolu trwalo to 4 godz gdzie w koncu zabrano mnie na
    porodowke.Nie mialam oplaconej poloznej,przyszla jakas blonyneczka
    krotko scieta na poczatku wydawala sie bardzo mila,ale pozniej
    okazala sie znieczulica.Prosilam o znieczulenie gdzie dostałam w
    koncu po 1,5h gdyz lekarz mial ciecie po 1h znieczulenie minelo
    poprosilam o nastepne i znowu musiałam czekac na lekarza ok
    1h.polozna kazala mi wejsc do wanny i po 15 min kiedy mialam mniej
    bolesne skurcze kazala mi wyjsc bo jakas kobieta miala przyjsc
    rodzic jak sie okazalo wcale nie przyszla a ja znowu wylam z bolu
    w koncu dostalam drugie znieczulenie.juz nie czulam nog,chcialo mi
    sie spac a polozna kazala mi skakac na pilce mimo ze robilo mi sie
    słabo.Minelo drugie znieczulenie i dostałam trzecie po trzecim bylam
    praktycznie nieprzytomna do tego moja kochana polozna dala mi ta oxy
    cos tam gdzie z 5cm rozwarcia automatycznie mialam 10cm a przy tym
    zaczelo spadac tetno malej i zaraz szybka akcja,przygotowanie mnie
    do cesarki,a prosilam o cesarke o godz 16.Moja kochana Zuzia byla na
    swiecie o 18.20.Czy nie powinni mi dac tej oxy cos tam
    wczeniej,pozatym Zuzia byla 2 tygodnie po terminie i wazyła 4 kg
    czyli praktycznie powinnam isc od razu na cc,a nie po 13 godz
    rodzenia naturalnego.jeszcze zapomnialam napisac ze w momencie kiedy
    mialam skurcze i krzyczalam uslyszalam z korytarza polozna "zaraz
    jej cos zrobie"a pozniej slyszalam jak personel smial sie podczas
    moich krzykow.Naprawde nie mile wspomnienia.Jak spotkam ta polazna
    nie recze za siebie.nie moglam sie z nia poklocic bo pewnie bylaby
    jeszcze gorsza i moze wcale by do mnie nie zajrzala.NIE POLECAM
    SZPITALA NA ZELAZNEJ MAM NADZIEJE ZE NIGDY NIE ZNAJDE SIE TAM.
  • nilem 10.06.08, 23:40
    Co człowiek to opinia...
    Urodziłam na Żelaznej 15 maja.
    Wcześniej byłam kilka razy na KTG, gdzie za każdym razem spotykałam się z
    PRZEMIŁA obsługą tak na IP jak i w przychodni. Tak, zdarzało mi się czekać na IP
    i kilka godzin (na opis) ale mam świadomość, że są przypadki ważne i ważniejsze.
    Skurcze (nieregularne, co 5/8 minut) zaczęły mi się w nocy z 13/14. Pojechaliśmy
    do szpitala o 12, odeslali, mówiąc, że jeszcze spokojnie trochę to potrwa. 12
    godzin później pojechaliśmy po raz drugi, powiedziałam, że jestem tym już trochę
    zmęczona i czy aby na pewno nie da się nic zrobić. Dostałam zastrzyk (niestety
    nie pamiętam nazwy) który miał akcję albo wyciszyć, albo przyspieszyć i znowu
    odeslali do domu. Po dwóch godzinach byliśmy z powrotem - zastrzyk pomógłsmile
    Trafiliśmy na przemiłą położną, którą będę z uśmiechem wspominać do końca życia
    - nazywała się Ewa, na nazwisko bodajże Pruś (maleńka dziewczyna z kręconymi,
    krótkimi włosami).
    Wynajęliśmy jednoosobowę salę i zdecydowaliśmy się na znieczulenie.
    Anestezjolog zjawił się po 15 minutach, wszystko nam dokładnie wytłumaczył.
    Położna pojawiała się dokładnie wtedy, kiedy była potrzebna, tłumaczyła co się
    teraz dzieje i co bedzie się działo za chwilę.
    Umówiłyśmy się, że do 8 rano mam urodzić bo kończy jej się zmiana i chce
    zobaczyc maluchawink
    Tak, też kazała mi skakać na piłce, też kazała mi chodzić i kiedy nie miałam na
    to siły, przypominała mi, że chodzi tu o wydanie na świat dziecka i że to ono
    najważniejsze.
    Pomagało.
    Obiecała mi też, że zrobi wszystko, żeby ochronić krocze, zastrzegając że
    potrzebuje do tego mojej współpracy i bezwględnego słuchania jej przy partych.
    Skończyło się na jednym szwie, założonym bardziej "na wszelki wypadek".
    Zgodnie z umową urodziłam o 8:10, położna została z nami do samego końca. Między
    innymi dzięki niej, poród był dla mnie naprawdę POZYTYWNYM doświadczeniem.
    I teraz o samym szpitalu.
    Tak się złożyło, że mała urodziła się z zapaleniem płuc, w związku z czym
    musiałyśmy zostać w szpitalu przez tydzień i miałam czas żeby sobie wyrobić na
    jego temat opinię.
    Idzmy po kolei.
    Pielęgniarki z oddziału noworodkowego, w przeciwieństwie do pozostałego
    personelu najmniej uśmiechnięte, ale też najbardziej ze wszystkich chyba
    zabiegane i zawalone robotą. Nie widziałam, żeby któraś z nich usiadła chociaż
    na moment. Szczególnie miło wspominam jedną z nich, która w drugiej dobie, kiedy
    mała była jeszcze u nich na oddziale zawołała mojego partnera ikazała mu,
    przebrać i przewinąć małą "pan się nie boi, ja tu stoję i pilnuję, krzywdy pan
    córce na pewno nie zrobi" smile Kiedy wyszedł mrugnęła do mnie i stwierdziła, że
    "facetów trzeba przyzwyczajać od początku" smile
    Ogólnie - plus.
    Lekarze - cierpliwi, mili, uśmiechnięci. Kiedy dowiedziałam się o infekcji był
    środek nocy, przyszłam do pediatry przerażona, w lekkiej histerii (na początku
    dowiedziałam się tylko, że to infekcja i że bywa groźna) ta wzięła mnie do
    pokoju lekarskiego, wytłumaczyła co oznaczją poszczególne wyniki badań, jakie
    mają być, dlaczego są takie a nie inne i co będa robić, żeby były lepsze.
    Siedziałam u niej dobrą godzinę. Później, ten sam lekarz wpadała do nas kilka
    razy (mimo, że nie była lekarzem prowadzącym) zapytać jak się czujemy i jak
    idzie leczenie. Pediatra prowadząca przefajna kobieta, ciepła, serdeczna,
    również zawsze w pełni wyczerpująco udzielała wszystkich informacji.
    So, generalnie dla lekarzy też wielki plus.
    Najgorzej na tym tle wypadają położne z odziału, miałam wrażenie, że część z
    nich nie za bardzo ma ochotę pracować.
    Natomiast "nasza położna" wpadała do nas średnio co drugi dzień, przyszła też
    się pożegnać, wyściskała cała naszą trójkę i życzyła powodzenia.
    Tak się złożyło, że leżałam w pokoju z dziewczyną, która urodziłą wcześniaka - u
    niej pojawiał się ktoś kilka razy dziennie, a to z fizjoterapeuta, a to kobieta
    z poradni laktacyjnej (tak, jest terror trochę ;]), a to położna - wszyscy
    pytali się czy mogą w czymś pomóc i czy ma jakieś pytania.
    (swoją drogą, jak różnie można patrzeć na to samo zachowanie, ja byłam pod
    wrażeniem, a ona narzekała że, cytuję "wstrętne babska jej dupę zawracają...").
    Nie wspomnę już o takich drobnostkach jak BARDZO przyzwoite jak na szpital
    żarcie (możliwość wyboru kuchni wegetariańskiej, koszernej), przemiłe i uczynne
    salowe, ogólny wysoki standart, wszystkie kosmetyki dla dziecka zapewniał
    szpital, łazienki w każdym pokoju itp.

    Ogólnie jestem pod ogromnym wrażeniem. Gdybym miała rodzić jeszcze raz to tylko
    i wyłącznie tam.
  • jakby_co 14.06.08, 12:04
    Przepraszam, ze tutaj z tym pytaniem, ale poród się zbliża, nie mam
    głowy do pzreszukiwania watków i utrafienia tego właściwego
    (próbowalam, ale nie dałam rady), a niepokój narastawink
    Czy św. Zofia odsyła pacjentki, których ciążę prowadził lekarz z
    Żelaznej??? Chciałabym wiedzieć, na co sie przygotowac,nie mam
    swojej połoznej, ale prowadzi mnie dr Kukulski z Żelaznej.

    pozdrawiam i dziekuję za pomoc/Asia
  • nilem 14.06.08, 15:28
    Mnie nie odesłali. Ale "przygotować" się raczej nie da. Mogą nie mieć miejsc i
    wtedy nic nie poradzisz.
  • lolonek1 16.06.08, 10:19
    To będzie zależało od tego jak dużo porodów będą mieli w danym momencie lub czy
    będzie miejsce żeby cię położyć po porodzie, a tego nikt nie wie.

    Są godziny że jest cisza a już 10 minut później wchodzi 5 pacjentek na raz na IP
    do porodu, tak mi powiedziała położna z którą podpisałam umowę, poprzednio jak
    rodziłam miałam jedynie lekarza prowadzącego ze szpitala i też mnie bez problemu
    przyjęli.

    Jak masz lekarza to raczej nie powinno być problemu z przyjęciem.
    --
    Aga mama Marka (10.03.2006)
    Czerwiec/Lipiec 2008 ma zamiar dołączyć do nas Lena smile
  • miskaj77 17.06.08, 13:47
    Witaj,
    urodziłam 9 czerwca w szpitalu na ul Żelaznaej, miałam lekarza
    prowadzącego z tego szpitala. Dostałam się bez zadnego problemu.
    Jestem zadowolona z obsługi, a szczególnie z położnej, która
    odbierała poród. Naprawdę wspaniała kobieta! Pani Kasiu - jest Pani
    wspaniałą położną. To, z jakim sercem Pani wykonuje swój zawód,
    można nazwać prawdziwym powołaniem. Dziękuję Pani!!
  • ileczka76 18.06.08, 12:04
    mam prośbę- czy możesz podac nazwisko pani Kasi??
    --
    Lenka: www.szipszop.pl/tickers/6288.gif
  • miskaj77 18.06.08, 13:49
    Z tego co sobie przypominam identyfikator, ta położna Kasia miała
    chyba na nazwisko jakoś Kleczkowska. Naprawdę wspaniała kobieta...
    Prawdziwa położna. Babka z jajem!!!
  • nova_33 18.06.08, 17:28
    Z Kasią rodziłam w 2001 roku. Super położnasmile))
  • rulsanka 02.07.08, 14:33
    To ja chyba trafiłam na jej zły dzień, najwyraźniej takie miewa. Zespół napięcia
    przedmiesiączkowego? Opryskliwa, obojętna, nerwowa, sprawiała wrażenie, że praca
    ją denerwuje i męczy. Następnym razem jak będę rodzić, to mam nadzieję że na nią
    nie trafię. Miałam to "szczęście", że mój poród trwał 9 godzin i była zmiana
    dyżuru.
    Za to położne Wioletta Galuba i Agnieszka Gadowska były super!
    Generalnie poród w Zofii wspominam dobrze. Dzień wcześniej trafiłam na patologię
    z gorączką (jak się później okazało spowodowaną przez ząb) 10 dni po terminie.
    Następnego dnia próba indukcji, a potem sama indukcja oksytocyną (gdyby nie
    tachykardia, można by czekać jeszcze 2 dni - nie byłam do niczego zmuszana i
    sama wyraziłam na to zgodę). W czasie porodu słuchałam radia, korzystałam z
    piłki (niestety pani Kasia nie zwróciła uwagi na mój mikry wzrost i kazała
    skakać na piłce, przy której ledwo dotykałam ziemi czubkami palców - spróbujcie
    rodzić w tej pozycji. Godzina tortur i zero rozwarcia. Myślałam, że innej piłki
    nie mają, więc w końcu sobie odpuściłam, zaczęłam chodzić, potem weszłam do
    wanny. Pani Kasia już się nie pojawiła, na szczęście. Po zmianie dyżuru bez
    żadnych próśb z mojej strony dostałam małą wygodną piłkę i doczekałam na niej do
    skurczy partych. Urodziłam w pozycji skaczącego tygrysa (kolankowo łokciowa, na
    łóżku, ale spędziłam też sporo czasu przy drabinkach, robiąc przysiady w czasie
    skurczu. W sali panowała intymna atmosfera, paliła się tylko mała lampka. Parte
    trwały godzinę, bo mały rodził się z rączką. Dzięki wspaniałym położnym nie
    byłam nacięta.
    Nieprzyjemnie zaskoczyło mnie to, że w sali porodowej było zimno (w Zofii mają
    centralną klimatyzaję i różne pomieszczenia różnie się chłodzą, a nie ma
    możliwości regulacji w pokojach. Na oddziale położniczym miałam szczęście. Po
    prawie dobie na korytarzu trafiłam do sali "ciepłej", w której i tak maluszki
    trzeba było ubierać w 2 warstwy+ 2 kocyki. Wiem, że niektóre pacjentki z innych
    sal przenosiły się do innych z powodu zimna.
    Z powodu mojej gorączki mały miał adaptacyjne zaburzenia oddychania i przez noc
    musiał dostawać tlen. Następną dobę spędził na noworodkach z podejrzeniem
    infekcji paciorkowcowej i dostawał antybiotyki. Wypuścili go gdy okazało się, że
    posiewy są czyste i po prostu źle zareagował na moją gorączkę. Oddział
    noworodkowy wspominam średnio. Pielęgniarki obchodzą się z maluszkami bardzo
    szorstko i nerwowo. Nie wymagam od nich czułości, ale spokój by się przydał.
    Moje dziecko tylko przy nich płakało przy przewijaniu. Nie pozwalają rodzicom
    być np. przy pobieraniu krwi, strach pomyśleć, co im tam robią. Wiem, że w
    Centrum Zdrowia Dziecka przy badaniach być można, więc chyba nie ma
    przeciwwskazań natury medycznej. Na położniczym położne serdeczne do dzieci,
    pomocne rodzicom. Pediatrzy różni.
    Generalnie szpital mnie nie zaskoczył. Nie oczekiwałam cudów (nie znoszę
    szpitali), liczyłam na to, że będzie w miarę po ludzku i bezpiecznie dla
    maluszka. Na pewno nie zrobiono nic bez mojej zgody, ale też nie udzielano
    wystarczających informacji bez pytania (a nawet pomimo pytań), dobrze wspominam
    wypis (ten papier) - zostałam profesjonalnie poinformowana o wynikach badań i
    zaleceniach.
  • aniasun 24.10.08, 22:00
    hej.moje przejścia z Żelazna są bardzo podobne. Możesz się jedynie
    pocieszyć,pomimo koszmaru jaki przeszłaś, że Twoje dziecko jest zdrowe. Ja tyle
    szczęścia nie mam. Ze zdrowej, donoszonej ciąży
    (co potwierdzają oczywiście wszelkie badania) mój synek urodził się w zamartwicy
    z 4 punktami w skali Apgar. Powodem jest oczywiście poród o dramatycznym
    przebiegu, o którym tak naprawdę nie mam sił po dzis dzień opowiadać! Karolek ma
    4,5 roczku i zdiagnozowane Mózgowe Porażenie Dziecięce. W poniedziałek kolejna
    sprawa w sądzie. Ostrzegam WSZYSTKIE dziewczyny przed tym szpitalem. Nie dajcie
    się nabrać na pierwsze wrażenie jakie robi to miejsce. Tam liczy się tylko kasa.
    I jeśli poród jest fizjologiczny to nie ma problemu,gorzej kiedy zaczynają się
    kompikacje - tak jak u mnie. Moja budowa nie pozwalała na poród silami natury
    ze względu na dysproporcje płodowo-miednicowa. Trzeba było czekac 15 godzin żeby
    się zorientować w TAAAAAAKIM szpitalu ???? pozdrawiam
  • pitu_finka 25.10.08, 20:22
    Zwykle nie wypowiadam się w takich wątkach, ale teraz napiszę bo nie mogę się
    zgodzić z takim "opluwaniem" szpitala. Tragiczne sytuacje zdarzają się w każdym
    szpitalu, niezależnie od koloru ścian. Ot, poród od wieków był dosyć
    "niebezpiecznym" epizodem w życiu i kobiet i dzieci. Teraz szczęśliwie
    umieralność okołoporodową dało się ograniczyć, ale nie do końca. Do pewnego
    stopnia rozumiem to, że matki których porody zakończyły się tragicznie szukają
    winnych. Szukają ich również te kobiety, które dały sobie wmówić mit jakim to
    cudownym przeżyciem będzie dla niech poród. Niestety - nie dla wszystkich jest.

    Leżałam w szpitalu św. Zofii dwa razy, rodząc dwoje dzieci. Niestety, ze drugim
    razem sprawa miała finał tragiczny. Ale NIGDY nie spotkałam się z
    nieżyczliwością lub brakiem profesjonalizmu. Dziękuję Bogu, że moja druga ciąża
    zakończyła się tam a nie gdzie indziej. Neonatologów mają świetnych, przez
    dłuższy czas jak miałam jakieś poważniejsze wątpliwości dotyczące zdrowia mojej
    córki chodziłam do przychodni do dr. Baszczeskiej (szefowej neonatologii),
    poleciłam ją wielu znajomym i każdy z nich jest mi za to wdzięczny. Pomimo
    przepełnienia lekarza nikt mnie nie odsyłał. Moja pierwsza córka miała
    zdiagnozowane szmery w sercu i pomimo ze ja po cc byłam już gotowa do wypisu,
    mała nie miała żółtaczki to zatrzymano na w szpitalu przez dwie dodatkowe doby,
    czekając aż do szpitala przyjedzie kardiolog z Kasprzaka i zrobi echo (w
    międzyczasie robiono oczywiście m.in. gazometrię sprawdzając czy wada nie
    rzutuje jakoś na ogólny stan córki) - i to pomimo zajętych korytarzy.

    Krótko mówiąc pełen profesjonalizm który nie kosztował mnie ani grosza.
  • pitu_finka 25.10.08, 20:24
    A, cc robiło mi dwoje lekarzy wyglądających baaardzo młodo. I zrobili to po
    mistrzowsku. A nawiasem mówiąc mam większe zaufanie do młodszych lekarzy (a
    większość z nich w Św. Zofii jest dobrze po 40), niż do emerytowanych profesorów.
  • klarci 01.11.08, 21:57
    Tak, to się zgadza, że ciężkie porody po prostu się zdarzają. Zgadza
    się też, że niektóre kobiety mają wygórowane (na nasze polskie
    warunki) wymagania. Ale prawda jest też taka, że czytając niektóre
    opowieści nie da się uniknąć stwierdzenia, że gdyby lekarze
    podchodzili poważniej do swojej pracy, to możnabyłoby znacznie
    zmniejszyć odsetek dzieci z powikłaniami poporodowymi. I to jest już
    przerażające. Tu nie chodzi o samochód u lakiernika, który nawet
    niedokładnie pomalowany będzie jeżdził, tylko o czyjeś zdrowie, a
    nawet życie. Ja jestem z porodu SN, który powinien być przez cc i
    prawda jest taka, że odbiło się to dość mocno na moim wczesnym
    dzieciństwie. Więc rozumiem żal co niektórych kobiet.
    --
    Kliknij proszę na: www.pajacyk.pl
  • aniasun 09.11.08, 19:33
    z mojej strony to są fakty , nie opluwanie szpitala. Mylisz pojęcia dziewczyno.
    Ja nie wypowiadam się o opiece po porodzie, czy też o prawidłowo lub
    nieprawidłowo przeprowadzonym cięciu cesarkim. Moje wyobrażenia na temat samego
    porodu też są mało istotne, ponieważ tutaj najważniejszy byl moj synek! I być
    może- powtarzam BYĆ MOŻE w Twoim przypadku niczego nie zaniedbano, ale u mnie
    błąd był EWIDENTNY. Gdyby wcześniej podjęto decyzję o cc........Karolek byłby
    dziś zdrowym dzieckiem. Więc proszę Cie nie wypowiadaj się tak śmiało jeśli nie
    masz pojęcia. Brawo za takie zaufanie do lekarzy. Podziwiam. Lepiej zastanów sie
    o czym Ci nie powiedzieli............. Mimo wszystko pozdrawiam.
  • justak80 14.11.08, 23:07
    Przepraszam,że zadam głupie pytanie ale czy twój lekarz prowadzący nie zauważył
    że nie możesz mieć porodu sn??? To do niego przede wszystkim należy takie
    zadanie. W szpitalu już później nie robią wszystkich badań od początku tylko
    ufają informacjom jakie dostają od pacjentów. Powiedzmy że lekarz prowadzący nie
    zleci jakiegoś badania to od razu wina szpitala że dziecko urodziło się nie tak
    jak trzeba??. Moja koleżanka miała podobne problemy i już w 3 miesiącu lekarz
    powiedział jej że musi mieć cc.
  • pitu_finka 18.11.08, 13:19
    Dziękuję za troskę, ale jestem pewna ze zostałam poinformowana o
    czym trzeba.
  • milka_milka 16.11.08, 21:35
    Taaak, odkąd przed ośmiu laty urodziłam tam dziecko jestem bardzo złego zdania
    na temat tego szpitala i wszystkim go odradzam.
    --
    Pozdrawiam.
    www.pajacyk.pl/index.php
    „Spójrz w oczy dziecka, zobaczysz Boga" (Phil Bosmans)
  • majkateo 19.11.08, 10:01
    moja siostra rodziła tam 2 tygodnie temu i była bardzo zadowowolona.
    CC zrobiono jej po niespełna 4 godzinach, ale sądzę że to tylko z
    powodu opłacenia położnej i sali. Gdyby nie to trwałoby to z
    pewnoscia dużo dłużej. Metoda na ten szpital jest zatem jedna -
    zapłać a wtedy obsłużą cię jak należy.
    Ja mam termin na luty 2009 i wybieram się do Bieleńskiego
  • sylwiatamaa 21.11.08, 20:17
    Poród na Żelaznaj to wspomnienia jak z koszmaru! Miałam opłaconą
    położną - Panią Małgorzatę Gierada Rodoń - PRZEREKLAMOWANA!!! WIELKA
    POMYŁKA - i poród rodzinny. Trzymali mnie 4 godziny z bólami partymi
    zanim zdecydowali się na cesarkę. Przez te bóle dziecko miało
    zniekształconą główkę - za długi czas zwlekania... Po operacji
    kolejna porażka - salowe miały pretensje że korzystamy (z
    dziewczynami z sali) z dzwonków i prosimy o pomoc w podaniu
    dziecka... a przecież byłyśmy po operacji. Drugie dziecko rodziłam
    na Madalińskiego - bez porównania!!! Opieka bardzo dobra... Nie
    zastanawiajcie się nawet chwilę!!! Żelazna to dno!
  • pirozs 22.11.08, 20:51
    Ja rodziłam na Żelaznej 2 razy i mam jak najlepsze wspomnienia. Po
    zdecydowanie niesympatycznej Karowej, zwłaszcza beznadziejnej opiece
    na położnictwie, na Żelaznej podobało mi się wszystko. I kompetentne
    położne na bloku porodowym i położne na oddziale które przychodziły
    sprawdzać i pomagać gdy dziecko dłużej płakało.
    W 2002 miałam opłaconą położną własnie Małgosie Gieradę Radoń i
    wspominam ją jak najmoilej. Jest kompetentna ,szybka i energiczna,
    nie robiła nic bez mojej akceptacji.
    W tym roku urodziłam tam trzecie dziecko jako właściwie "pacjentka
    z ulicy", nie miałam tam lekarza prowadzącego, opłaconej położnej,
    nie chodziłam do szkoły rodzenia.Nie zauważyłam różnicy w
    traktowaniu. Położna ( Edyta Dzierżek -Postek) była fantastyczna.
    Choć rodziłam w sali dwuosobowej słyszałam tylko ją, pozwoliła mi
    stać i zapewniła niesamowite poczucie bezpieczeństwa.
    Równie sympatycznie było na oddziale, jedna z położnych spędziła ze
    mną kilka godzin w nocy pomagając przystawić do piersi córeczkę.
    Podobne odczucie miały moje koleżanki z sali na położnictwie ( w
    sumie 4).Czyżby więc dziewczyny zadowolone z porodu na Żelaznej nie
    odzywały się tutaj?
    Poza tym wydaje mi się że opłacenie położnej nie gwarantuje dobrego
    porodu. Niestety ona nie urodzi za ciężarną Trzeba jeszcze słuchac
    jej, spełniać polecenia i wspólpracować.
    Wydaje mi się także że niektórym panią emocje przysłaniają fakty. W
    każdym podręczniku i poradniku można przeczytać że IIfaza porodu
    trwa max.2-2,5h więc trudno uwierzyć w te 4.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka