• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Dzieje Slazka - Dr. Felix Koneczny 1897 Dodaj do ulubionych

  • 24.08.04, 03:50
    DZIEJE SLAZKA
    OZDOBIONE LICZNYMI OBRAZKAMI

    NAPISAL
    DR. FELIX KONECZNY.
    BYTOM G.-S.
    NAKLADEM I CZCIONKAMI WYDAWNICTWA "KATOLIKA".
    1897.

    I. Wstep i ogolne pouczenie.

    W Imie Boze zabieram sie do pracy, azeby braciom Slazakom opisac przeszlosc
    ich ziemi, cieszac sie, ze ksiazka ta przejdzie przez tysiace rak uczciwych.
    Wysylam ja do pracowitego kraju, gdzie nikt nie wstydzi sie ciezkiej pracy w
    pocie czola, gdzie lud niema zwyczaju marnowac dnia, a co kto posiada, to ma z
    krwawicy swego znoju i rozumnie a oszczednie tego uzywa. To Slazk, kochany
    przez Polakow, szanowany przez uczciwych Niemcow, to lud slazki, ktory juz
    dawno podajemy za wzor ludowi calej Polski, aby sobie ztad bral przyklad, jak
    wlasna praca i zasluga mozna swoj los i kraju polepszyc. Wiemy my dobrze, ze
    polski Slazk, to jakby wielkie mrowisko pracowitego ludu; przeciez w tym kraju
    niema ani jednego kacika, ktoryby nie byl sowicie zroszony poczciwym potem i
    to nie raz, ale setki i tysiace razy, od tylu juz wiekow!

    Ale nie tylko potem, jeszcze czems innem ta ziemia zroszona i to obficie,
    nieraz az nadto obficie; krwia swych rodakow, serdeczna krwia przodkow, ktorzy
    sporo jej tu przelali w obronie wiary i mowy ojczystej, dobrowolnie, a drugie
    tyle wytoczyly im rozne zawieruchy wojenne, ktore bez ich woli i bez winy,
    przelecialy ponad krajem, jak najgorszy wicher i niejedne zrobily ruine, ktora
    potem usilna praca naprawiac musiala. Plonal nieraz tep kraj luna pozarow, a
    rzeki jego mialy juz nieraz czerwona od krwi wode! Tak to kazda ziemia, gdy na
    niej przez dlugie czasy narod siedzi, ma swoje historyczne wspomnienia, rozne,
    radosne i bolesne, bo jak czlowiek, tak tez kraj caly, przechodzi przez
    zmienna dole i niedole.

    Opisac te dobre i zle losy, pociechy pracy i dopuszczenia Boze, jest zadaniem
    historyi kraju. Czem bardziej ludnosc pewnej ziemi garnela sie do pracy, czem
    lepiej spelniala swoje obowiazki wzgledem Boga, ojczyzny, rodziny i blizniego,
    tem chwalebniejsze ma taka ziemia wspomnienia historyczne. Spisac historye, to
    tak, jak zrobic rachunek sumienia z calego zycia, od samego poczatku, ale
    rachunek sumienia za caly kraj, za wszystkie czasy i wszystkich ludzi, ktorzy
    tu zyli, a ktorych my jestesmy synami i dziedzicami. Nie powstydzimy sie ojcow
    naszych, zobaczymy, ze dzielni to byli ludzie! W gore podnioslszy glowe,
    smialo, glosno i hardo przyznamy sie, zesmy kosc z ich kosci i krew z ich krwi
    i pragniemy byc godnymi ich nastepcami. Wiemy, ze kazde przeciez pokolenie
    dzwigac musi jakis ciezar nieszczesc; ale kiedy poznamy, jak przodkom naszym
    bywalo nieraz o duzo gorzej, a jednak rak nie opuscili, natenczas tem bardziej
    pokochamy ojczyzne i jej historye i tylko chciec bedziemy, zebysmy w
    przeciwnosciach umieli brac sobie przyklad ze slawnych ojcow naszych. Daj nam
    Boze w nieszczesciach tyle sil, co im i tyle wiary, nadziei i milosci - bo
    tylko w ten sposob bedziemy godni byc ich dziedzicami, my, ktorzy dostalismy
    po nich spuscizna ich potu i krwi. Pomnijmy tez, ze pierwszym naszym
    obowiazkiem jest zostawic tez po sobie jaki dorobek naszym nastepcom,
    potomnemu pokoleniu, azeby kiedys nie narzekano na nas, zesmy polskie ojczyste
    dziedzictwo na Slazku opuscili, zesmy nie zachowali skarbow po ojcach, skarbow
    duchowych wiary i jezyka ojczystego.
    Zaawansowany formularz
    • 24.08.04, 03:51
      Zaszczepila boza wola ten polski szczep na naszym kochanym Slazku, a wiec trzeba
      go pielegnowac; dzisiaj ten szczep w naszym reku, jutro dzieci nasze strzedz go
      beda i pilnowac, azeby wzrastal. Staramy sie robic dobrze, jak umiemy, a
      postaramy sie, aby dzieci nasze umialy te polska robote jeszcze lepiej od nas.
      Poki sie da pracowac kolo tego szczepu, widac taka wola Opatrznosci, zeby sie
      pracowalo, a oczywiscie rzezko i sumiennie; jak bedzie za duzo, sam Pan Bog juz
      to sprawi, zeby znowu bylo mniej. Ale my nie mozemy wiedziec, kiedy roboty tej
      koniec, bo to nie nalezy do ludzkiego przejrzenia; my tylko mamy robic i robic
      wszystko, co w naszej mocy, azeby zostalo drzewo polsko-slazkie, nad ktorem nas
      Bog zrobil ogrodnikami. A poczem bedzie poznac, zesmy byli ogrodnikami zdatnymi
      a pracowitymi? Tylko po tem, ze drzewo bedzie coraz wyzsze i coraz bujniejsze!
      Jezeli za naszych czasow opadnie mu ktora galaz, bedzie to znak naszego
      niedbalstwa, nasza wina przed sumieniem a hanba przed historya.

      Chcemy wiec poznac, jak tu przed nami pracowali i bronili polskosci, chcemy sie
      dowiedziec, jakiemi to cnotami sprawili, ze, chociaz seciny bylo przeszkod i
      czasy jak najgorsze, jednak polskosc tutaj nie zginela i zostalo tu jeszcze dla
      nas ziemi i chleba. Otwieramy ksiege dziejow, bosmy ciekawi, dla kogo tez
      najpierw Opatrznosc chleb z tej ziemi przeznaczyla? Bo nam mowia czesto po
      niemiecku, ze my tutaj przybledy i tylko z laski cierpieni na komornem.
      Przepraszamy panow Niemcow, ze tez i my czytac umiemy i zajrzymy sobie sami do
      historyi. Dawno to juz trzeba bylo zrobic, ale lepiej choc pozno, niz nigdy;
      mozemy sie zreszta jeszcze poprawic i dogonic tych, ktorzy sie po niemiecku
      historyi slazkiej uczyli, a z boza pomoca, moze ich tez jeszcze nawet
      przegonimy. Nie brakuje nam do tego szczerej checi, a zreszta, ta historya
      slazkiej ziemi taka jest ciekawa, ze pouczyc sie o niej, to mily i latwy
      obowiazek, to tylko pol pracy glowa, a drugie pol przyjemnej zabawy. Zabawia sie
      starzy, a mlodych tak zawczasu do tej zabawy w czytaniu zaprawia, ze za lat
      kilka nie bedzie juz na Slazku ani jednego takiego Polaka, ktoryby sie Niemca
      dopiero potrzebowal pytac o historye swego kraju.

      Z przejrzenia bozego dzieli sie rodzaj ludzki na rasy i szczepy, a szczepy na
      narody. Chinczyk jest zolty, Indyanin amerykanski ma skora koloru brudnej
      miedzi, a Murzyn caly czarny, bo kazdy z nich do innej nalezy rasy. Ale i wsrod
      tej samej rasy jakiez roznice! Jakto latwo poznac zyda; chociaz takze bialy, a
      przeciez inaczej wyglada; chociaz on tej samej rasy, ale innego szczepu; jego
      szczep semicki, a nasz aryjski.

      Za czasow Starego jeszcze Testamentu, praojcowie nasi, Aryowie, siedzieli w
      Azyi. Oni pierwsi zajeli sie rolnictwem, oni pierwsi oswoili sobie pozyteczne
      zwierzeta i zrobili z nich domowe, a co najwazniejsza, oni pierwsi zaprowadzili
      u siebie porzadek rodzinny, wspolne zycie rodzicow z dziecmi i osobny dla kazdej
      rodziny majatek, czyli prawo wlasnosci do tego, co wlasna praca rodzina sobie
      zyska. Nie sila ciala, bo sa rasy i szczepy silniejsze, ale sila moralna dala im
      przewage nad innemi: poszanowanie wlasnosci i czesc czystosci rodzinnego
      ogniska; sila moralna wyrobila w nich te przymioty, ktoremi najbardziej wzrasta
      czlowiek, wzmacniajac sobie charakter i rozum. Rozumniejsi od innych, zdobyli
      sobie po wiekach panowanie swiata, rozroslszy sie w liczne narody.
      • 24.08.04, 03:52
        Czesc Aryow przesiedlila sie do Europy i tu dziela sie oni dzisiaj na trzy
        dzialy; Romanow, Germanow i Slowian. Romanskie narody sa te, ktore podbite przez
        starozytny narod Rzymian, nalezaly dlugo do ich panstwa, od nich nauczyly sie
        zakladac miasta, a jezyki swoje pomieszaly z ich jezykiem lacinskim. Sa to
        Wlosi, Francuzi, Hiszpanie, Portugalczycy i Wolosi czyli Rumunowie. Inne znow
        narody, mowiace jezykami podobnemi troche do niemieckiego, nazywaja sie
        germanskiemi, a sa to: Anglicy, Niemcy, Hollendrzy, Dunczycy, Szwedzi i
        Norwejczycy. Nazwy Romanow i Germanow wziete sa z jezyka lacinskiego; oni sami
        nie maja dla siebie nazwy w swoich jezykach.

        Jedni tylko Slowianie sami siebie tak nazwali i posiadaja wlasne wspolne
        nazwisko, z wlasnego zaczerpniete jezyka, a nie z lacinskiego slownika. Do tych
        Slowian i my nalezymy. Slowo znaczy tyle, co mowa, bo mowa ze slow sie sklada;
        podobne do siebie slowianskie jezyki byly dla naszych przodkow ich wspolnem
        slowem; otoz wszystkich, ktorzy rozumieli to slowo, z ktorymi mozna sie bylo
        dogadac rodzimem slowem, nazywano pomiedzy soba od slowa Slowianami. Z tego
        samego powodu tlomaczy sie tez, dlaczego sasiadow swoich nazwali praojcowie nasi
        Niemcami. Oto bo oni nie znajac jezyka slowianskiego, nie mogli sie rozmowic z
        naszymi przodkami i byli dla nich, jakoby niemowy, niemi; dlatego cudzoziemca
        Niemcem nazwano. Do dzis dnia lud polski w niektorych stronach kazdego
        cudzoziemca nazywa Niemcem, chociazby on ze zupelnie innego byl narodu; np.
        mozna czasem jeszcze slyszec, ze w Berlinie sa szwabskie Niemcy, a w Paryzu
        francuzkie Niemcy. Jestto zupelnie zle i blednie, bo Francuz nie jest Niemcem, a
        nie wszyscy znowu Niemcy sa Szwabami, (bo tylko czesc Niemcow tak sie nazywa)
        ale to wyslowienie poucza nas, co pierwotnie oznaczalo w Slowianszczyznie to
        slowo: Niemiec, a mianowicie kazdego czlowieka, ktory byl niemy na slowianska
        mowe, t j. nierozumial jej.

        Slowianskie narody sa: Polacy, Luzyczanie, Czesi, Rusini, Slowacy, Slowiency,
        Kroaci, Serbowie i Bulgarowie, tudziez pol na pol Moskale czyli Rosyanie, ktorzy
        powstali ze zmieszania krwi ruskiej z tatarska. Moskale sa narodem bardzo
        mlodym; w tych czasach, kiedy sie poczyna historya polska, czeska lub ruska, nie
        bylo jeszcze ani slychu o istnieniu Moskali czyli Rosyan; do historyi zas
        europejskiej naleza oni niespelna dopiero od 200 lat. - Slowianie zajmowali
        pierwotnie tj. za najstarszych poganskich jeszcze czasow, o duzo wiecej ziemi,
        niz dzisiaj. Wszystko kolo rzeki Laby (Elbe) bylo kraina slowianska. Ludy te
        slowianskie wyginely w walkach z Niemcami, bo Niemcy zwykli byli po kazdem
        prawie zwyciestwie urzadzac rzezie miejscowej ludnosci, co zreszta sami
        niemieccy kronikarze opisuja bez wstydu.

        Ta pierwotna Slowianszczyzna dzielila sie na czesci jeszcze o duzo wiecej, niz
        dzisiaj. Zamiast narodow znaczniejszych, ktore sa dzisiaj, byly tylko drobne
        ludki, a kazdy z nich zyl sobie osobno. Nad kazda prawie wieksza rzeka siedzial
        inny ludek, majacy osobnych naczelnikow i odrebne czesto interesy, nie bardzo
        sie stykajac z sasiadami. Na wyzywienie czlowieka trzeba bylo wtenczas ziemi o
        duzo wiecej, niz dzisiaj; cale grunta wielkiej, ludnej wsi dzisiejszej,
        starczyly wowczas ledwie na wyzywienie jednej rodziny, przez to, ze wiecej bylo
        moczarow, niz gleby, a i tej nie umiano uprawiac, jak nalezy, nie umiano sobie
        radzic. Ludzi bylo malo, a jednak raz wraz zdarzaly sie przeludnienia, tj. ze na
        pewnem miejscu, w pewnej okolicy zebralo sie ludzi wiecej, niz ich ziemia, bor i
        rzeka mogly wyzywic; dzialo sie to przez sam naturalny przyrost ludnosci;
        dorosly dzieci, przybyly wnuki, a kiedy pojawily sie prawnuki, bylo ich juz
        tylu, ze byle rok gorszy sprowadzal glod; nie bylo innej rady, jak wyprawic
        czesc mlodziezy w swiat, zeby sobie szukali nowych siedzib.
        • 24.08.04, 03:53
          W ten sposob dokonala sie kolonizacya Slazka z Wielkopolski i to na dwa razy.
          Polanie, lud osiadly w dzisiejszej Wielkopolsce, mieszkali nad srednia Warta, w
          okolicach, gdzie potem stanely miasta Gniezno i Poznan, i zajmowali kraj na
          poludnie od Warty mniej wiecej do rzek Orlej i Barycza. Do Barycza wplywa duzo
          rzek mniejszych, a wszystkie plyna z poludnia, tak, ze sama przyroda wskazywala
          tym dzieciom Polan pochod na poludnie w gore rzek. Czesc ich zostala na prawym
          brzegu Odry, w dorzeczu Widawy, ale wieksza i znaczniejsza czesc przeprawila sie
          na druga strone Odry i osiadla nad rzeka, ktora nazwali Sleza, a od ktorej sami
          potem nazwali sie Slazanami. - Drugim zas razem inna znowu druzyna emigracyjna
          Polan doszla do rzeki, ktorej brzegi odznaczaly sie obfitoscia bobrow; nazwali
          ja przeto Bobr, a sami siebie Bobrzanami. - Tak tedy istnialy blisko siebie dwie
          kolonie z Wielkopolski; ale przez dlugie czasy nie mialy ze soba stycznosci,
          oddzielone duza puszcza. Slazanie rozrodzili sie i zajmowali coraz wiecej kraju.
          Powysylali z biegiem czasu osadnikow nad Wystrzyce w jedna strona, a w druga
          strone nad Olawe i Nisse; ci znowu przekroczyli Odre i powysylali nowych
          kolonistow nad Widawe, gdzie sie zetkneli po czasie z potomkami braci swych
          przodkow z nad Warty, nad Stobrawe, Brynice i Malapanew. Tak Slazanie w ciagu
          kilku pokolen zajmowali kraj coraz szerszy i stali sie ludem znacznie
          potezniejszym od Bobrzan; to tez kraj caly otrzymal od nich nazwe Slazka, jako
          kraj zajety i urzadzony najpierw przez Slazan.

          Rozszerzajac swe siedziby dotarli wreszcie Slazanie do granic innych ludkow
          drobnych i spotkali sie z sasiadami. Na wschod sasiadowali z Leczycanami i z
          Sieradzanami, a jeszcze pozniej z Chrobatami nad Wisla, a mianowicie z krakowska
          ich czescia. Na poludnie mieli Morawiakow i kilka drobnych ludkow czeskich. Na
          zachodzie stykali sie z swymi bracmi Bobrzanami, a na polnoc z swym wlasnym
          ojczystym ludem Polan. Teraz juz nie bylo wolnej ziemi do okola, ktoraby mozna
          bylo zajmowac. Odtad byly tylko dwa sposoby, zeby uniknac kleski glodowej z
          przeludnienia. Nalezalo trzebic lasy bardziej, niz dotychczas i urzadzac
          kolonizacye wewnetrzna, w srodku swoich borow i dbac o lepsza uprawe ziemi; to
          byl jeden sposob. Drugi zas polegal na tem, zeby przemoca zajac kawal kraju, do
          ktorego juz inny ludek mial prawa. Rozpoczely sie tedy walki o posiadanie ziemi.
          Natenczas wytworzyl sie odrebny stan wojskowy; co do wojny bylo zdatniejszego, i
          ci, ktorzy woleli wojenke, niz orke, tworzyli potem straz zbrojna swojej ziemi,
          straz wojskowa. Ktory ludek wiecej mial czy zdatnosci czy szczescia na tych
          wojenkach, ten najbardziej rozszerzal swoje posiadlosci i narzucal sasiadom
          swoja wole. Tak np. Slazanie widocznie wiecej mieli szczescia od Bobrzanow i
          zaczeli nad nimi panowac, tak, ze ich kraj do swojej dolaczyli wladzy; totez
          zaginal potem sluch o Bobrzanach, a ich kraj stal sie takze czescia Slazka.

          Na wojnie potrzeba silnej wladzy, surowego rozkazu i slepego posluszenstwa.
          Totez skoro tylko zaczely sie wojny, powstala tez niedlugo wladza naczelnika
          wojskowego, czyli wladza ksiazeca, sprawowana przez ksiecia, otoczonego druzyna
          wojenna, wyczekujaca kazdej chwili jego rozkazow. W czasach ustawicznej
          niepewnosci i ciaglych zawieruch, ten lud najwieksze mial powodzenie, ktory
          najwieksza w sobie wyrobil karnosc, ktorego ksiaze najwieksza mial wladze i
          najpowolniejszy dla siebie znajdowal posluch. W posrod tego ludu najwiekszy byl
          porzadek i bezpieczenstwo, a te ludy, ktore nie umialy czy przez niesfornosc nie
          chcialy poddac sie wladzy jednego z rodakow, te ktore chcialy zyc ciagle dalej
          po staremu, bez druzyny wojennej i bez ksiecia, te musialy z koniecznosci uledz
          innym. Zmienily sie czasy, nastal nowy okres, trzeba sie bylo inaczej urzadzic,
          dac sobie spokoj z urzadzeniem spolecznem starem, ktore juz bylo nieprzydatne, a
          przyjac te nowa organizacye, czyli nowe urzadzenie porzadku publicznego. Z
          tych-to przemian miala powstac po pewnym czasie nasza organizacya panstwowa.
          Wytworzyla sie ona najwczesniej w Wielkopolsce, dlatego tez tam jest kolebka
          panstwa polskiego.
          • 24.08.04, 03:54
            Wkrotce tez spostrzegli nasi praojcowie, ze im o duzo lepiej jest, skoro wiecej
            ludkow nalezy do jednego panstwa i nigdy juz wojen o to nie bylo; owszem,
            garnieto sie kolo wladzy ksiazecej, skupiono sie coraz bardziej w gromade, coraz
            wieksze i wieksze tworzac panstwo. A ze Polanie z Wielkopolski najlepsza mieli
            organizacya panstwowa, wkrotce tez Slazk do ich panstwa sie przylaczyl.

            Byl juz spory czas, zeby z tych roznych polskich ludkow wytworzyla sie jaka
            wieksza calosc; gdyby nie to polaczenie sie w panstwo polskie, pod zwierzchnia
            wladza jednego ksiecia polskiego, wspolnego Polanom, Slazanom, Sieradzanom,
            Leczycanom itd., gdyby nie to, bylyby te wszystkie ludy zmarnialy w niemieckiej
            niewoli, tak ze nie zostalby z nich ani jeden czlowiek, z jezyka ich ani jedno
            slowko, a z ich osad ani jedna chatyna. Byl juz spory czas! Byloby sie stalo z
            temi ludami to samo, co sie stalo z naszymi bracmi na Zachodzie za Odra i Laba.

            Jak ze slowianskich lechickich plemion powstawalo powoli panstwo polskie, tak
            samo, zupelnie w ten sam sposob powstawalo z germanskich ludkow panstwo
            niemieckie. Ale u Niemcow zaczela sie ta organizacya o duzo wczesniej, niz u
            nas, dlatego ze znacznie wczesniej zaczal im doskwierac glod. Mieli bowiem
            Niemcy bardzo a bardzo malo ziemi; tyle, co jest pomiedzy Renem, Wezera a Menem
            i to jeszcze nie ze wszystkiem; ziemia to nie taka zyzna, jak polska, ale
            przeciwnie, bardzo jalowa i nieurodzajna. Tem wieksza przez to byla miedzy nimi
            zawisc, tem wczesniej zaczely sie te graniczne wojny jednego pokolenia z
            drugiem, ale tez za to tem wczesniej urzadzili sobie przez to organizacje
            panstwowa. Zaprowadzony porzadek i lad ten mial skutek, ze ludnosc w spokoju
            bardzo predko sie pomnazala i niedlugo nastalo grozne przeludnienie. Dokad teraz
            sie udac? Na wschod, na Slowian, odebrac im ich ziemie! I tak sie rozpoczelo to
            parcie na wschod (D r a n g n a c h O s t e n), ktore trwa do dzis dnia.

            Walka byla nierowna. Slowianie nadlabscy tj. nad rzeka Laba (Elbe) nie mieli z
            poczatku ani ksiazat, ani druzyn wojennych; tego dopiero teraz od Niemcow
            nauczyc sie mieli. Ale chociaz urzadzali sie, jak mogli, i mieli potem ksiazat i
            wojownikow, nie starczylo im jednakze juz czasu, zeby zalozyc jakie wieksze
            panstwo. Kazdy ludek walczyl osobno, a choc bronili bohatersko slowianskiej
            ziemi, nic to nie pomoglo, bo kazdy z osobna walczyl i ginal; zwyciezyc mozna
            bylo tylko walczac wspolnie, pod wspolnym ksieciem, a tego jeszcze nie bylo.
            Najwieksze organizacye panstwowe pomiedzy Laba i Odra byly na polnocy, blizko
            morza, panstwa Wilkow, Lutykow i Obodrytow, ale i te byly za slabe na niemiecka
            nawale, a w jedno nie polaczyly sie nigdy. Te zaginione ludy, po ktorych nie
            zostalo ani nawet najmniejszego sladu, to byli nasi rodzeni bracia, to takze
            byly ludy lechickie. Gdyby o sto lat wczesniej powstalo bylo panstwo polskie,
            jezyk polski siegalby moze do dzis dnia za Odre wzdluz calego jej biegu; bo cala
            Odra, od zrodel az do ujscia, plynie przez kraje pierwotnie lechickie, a zatem
            polskie.

            Taki sam los, zupelna zaglada, czekala reszte lechickich plemion; ale na
            szczescie, gdy Niemcy doszli do Odry, bylo juz przeciw panstwu niemieckiemu
            panstwo polskie, dosyc duze, zeby sie podjac tej walki z pomyslnym skutkiem. Lud
            tez polski na Slazku, ci potomkowie Polan z Wielkopolski, zawdzieczali ocalenie
            temu, ze sie jeszcze dosc wczesnie polaczyli z Wielkopolska.

            Stalo sie to jeszcze za czasow poganskich, przed przyjeciem wiary swietej.
            Niemcy byli juz wczesniej chrzescijanami. Opowiemy teraz o nawroceniu Niemcow i
            Polakow na wiare chrzescijanska i od tego zaczniemy opowiadac historye Slazka,
            jak po kolei wypadki po sobie nastepowaly.
    • 24.08.04, 03:55
      II. W jaki sposob i jakiemi drogami dotarto do Slazka swiatlo ewangelii sw.


      Cesarstwo rzymskie.

      Europa cala byla niegdys poganska, a dlugi ten okres historyi nazywamy
      starozytnym. Dwa wowczas narody byly cywilizowane: Grecy i Rzymianie. Grecy
      posiadali cywilizacya wyzsza od Rzymian, ale nie umieli zalozyc panstwa;
      podzieleni na mnostwo drobnych panstewek, mieli wsrod siebie ciagle wojny i
      swary, az przez te niezgode popadli w niewole rzymska. Rzymianie zas znali sie
      na sztuce zakladania i utrzymania panstwa tak doskonale, jak zaden inny narod
      ani przedtem, ani potem. Mowi sie o nich, ze caly swiat podbili. W Europie
      granice cesarstwa rzymskiego szly az do Renu i Dunaju, a nawet za Dunajem
      nalezaly do nich te kraje, gdzie dzisiaj Wegry i Woloszczyzna, czyli Rumunia.
      Rzym byl stolica calego swiata; dla tego tez juz pierwszy Naczelnik Kosciola,
      pierwszy Papiez, Piotr sw. do Rzymu sie przeniosl. Dzielo rozszerzenia wiary sw.
      bylo tez ulatwione przez to, ze caly swiat cywilizowany tworzyl jedno panstwo.

      Nawracanie Europy zaczelo sie tedy od tych krajow, ktore podlegaly berlu
      cesarzow rzymskich; wczesniej mialy szczescie slyszec ewangielie narody
      mieszkajace na poludnie Dunaju, niz na polnocy tej rzeki. Polska zas od Dunaju
      daleka i nietylko nie nalezala do panstwa rzymskiego, ale przodkowie nasi owych
      czasow nie mieli nawet nigdy sposobnosci zetknac sie z Rzymianami, ani z
      jezykiem lacinskim. Zobaczmy pokrotce, jaka koleja nawracanie doszlo od Rzymu do
      Slazka, - ktoredy wiodla droga.

      Cesarstwo rzymskie, jako panstwo powszechne, spelniwszy dane mu przez Opatrznosc
      zadanie, runelo. Odtad nigdy juz nie dalo sie zalozyc takiego powszechnego
      panstwa, chociaz tego probowano kilka razy. Juz takie panstwo do postepu
      ludzkosci niepotrzebne. Na miejsce poganskiej powszechnosci panstwowej nastala
      powszechnosc inna, wyzsza, duchowna, w powszechnym Katolickim Kosciele. Zmienil
      sie duch swiata, a przez to zmienily sie takze swieckie jego potrzeby i po
      nawroceniu ludow zyjacych w starozytnem panstwie rzymskiem niepotrzebne juz sa
      panstwa sprzegajace w jedno jarzmo rozne narody.

      Cesarstwo rzymskie rozpadlo sie na dwie polowy; panstwo zachodnie ze stolica
      Rzymem i cesarstwo wschodnie ze stolica Konstantynopolem, czyli Byzancyum;
      dlatego zwane takze cesarstwem Byzantynskiem. Panstwo zachodnie, wlasciwe
      rzymskie cesarstwo, ulegalo coraz bardziej najazdom roznych barbarzynskich ludow
      z polnocy, az wreszcie w roku 476 przestalo calkiem istniec.
      • 24.08.04, 03:56
        Frankowie i Karol Wielki.

        Skoro narody te zdolaly podbic kraj wloski, toc tem bardziej a tem latwiej
        pozajmowaly one inne kraje, dawniej Rzymianom podlegle i rozbierajac to wielkie
        panstwo, zakladaly tam nowe swoje krolestwa, a mieszajac sie z dawna ludnoscia z
        czasow rzymskich, wytworzyly dzisiejsze narody romanskie: wloski, hiszpanski i
        francuski. Ludy te, przybyle z polnocy, byly poganskie, ale wszedlszy pomiedzy
        chrzescian, zaczely sie po pewnym czasie nawracac, do czego Kosciol nie
        szczedzil apostolskich trudow. Z ludow osiadlych poza Wlochami przystali do
        katolickiego Kosciola najpierw Irlandczycy, a niedlugo potem Frankowie,
        praojcowie Francuzow. Oni tez pierwsi uzyczyli opieki swojej stolicy sw.,
        zagrozonej nieraz przez heretykow. Dopiero okolo r. 600 nawrocone juz byly
        wszystkie te kraje w Europie, ktore dawniej nalezaly do cesarstwa rzymskiego, a
        minelo jeszcze dalszych przeszlo sto lat, zanim sw. Bonifacy poczal niesc
        swiatlo ewangelii do krajow germanskich poza Renem i Dunajem. Z Anglii przybylo
        chrzescijanstwo do Niemiec; w Anglii bylo duzo uczonych mnichow, swiatobliwych
        zakonnikow, ktorzy palali checia rozkrzewiania wiary sw.; od nich tez, z Anglii,
        pochodzil sw. Bonifacy. Apostol ten zginal meczenska smiercia w roku 754.
        Zalozyl on w Niemczech kilka biskupstw, z ktorych niektore sasiadowaly ze
        Slowianami, ale biskupi tych dyecezyj byli pasterzami bez owczarni i dosyc mieli
        roboty z nawracaniem pogan w granicach swych dyecezyj. Zreszta Sasi burzyli
        ciagle koscioly, a biskupow wypedzali.

        Jak wiare sw. Niemcy z Anglii, tak porzadki panstwowe otrzymali Niemcy z
        Francyi. W polnocnej czesci tego kraju powstalo krolestwo Frankow, czyli
        frankonskie, ktorego krol, imieniem Klodwik, juz w roku 496 nawrocil sie na
        chrzescijanstwo. Wladza jego rozciagala sie tez na sasiednie, dzisiejsze
        niemieckie kraje, mniej wiecej do rzeki Renu, a nastepcy jego znacznie poza Ren
        ja rozszerzyli. Panstwo to frankonskie najwieksze bylo za czasow slawnego krola
        imieniem Karola, z przydomkiem Wielkiego. Ten w kilku ciezkich wojnach podbil
        kraj Sasow i mieczem zmusil ich do uznania chrzescijanstwa, od czego naprozno
        sie bronili kilkoma powstaniami; w kraju ich wyludnionym do polowy wojna i
        rzezia, zalozyl Karol 8 biskupstw, a mianowicie w Osnabrück, Verden, Bremen,
        Paderborn, Minden, Halberstadt, Hildesheim i Münster. Z oddalenia tych miast
        widac, jak rozleglym byl kraj owczesnych Sasow i - jak pozno wieksza polowa
        Niemiec stala sie przystepna cywilizacyi, nawrocona - m i e c z e m.

        Karol Wielki stal sie najpotezniejszym w zachodniej Europie monarcha. Panstwo
        jego tak szybko rozszerzalo sie na wszystkie strony, ze okolo r. 800 byl on
        wladzca wszystkich niemal chrzescijan w zachodniej Europie, a z dawnego
        cesarstwa zachodnio - rzymskiego nie nalezala do niego tylko Anglia i Hiszpania
        (posiadal jednakze i tam czastke.) Zdawalo sie, ze powstanie na nowo powszechne
        panstwo w Europie, obejmujace rozne narody! Papiez Leon III. wskrzesil nawet
        tytul cesarza rzymskiego i ukoronowal na rzymskie cesarstwo Karola Wielkiego.
        Stalo sie to w Rzymie, w roku 800. W czternascie lat potem zmarl Karol, a
        wielkie jego panstwo rozpadlo sie zaraz po jego smierci; nastepcy jego nie mieli
        ani piatej czesci jego potegi, w wzajemnych swarach wojennych oslabili nawzajem
        swoje panstwa, a tytul cesarski przypadl czasem takiemu pomiedzy nimi, ktory
        ledwie w swojej okolicy jaki taki posluch mogl znalesc. Tytul ten waznym jest
        bardzo dla historyi Slazka i calej Polski, bo przeszedl on pozniej na krolow
        niemieckich i mial sie przodkom naszym dac nieraz we znaki. Pomowimy pozniej o
        tem, czego sobie zyczyl Kosciol i Ojciec sw., kiedy ten tytul dawal Karolowi W.,
        a zobaczymy, do czego go uzyli i jak go zrozumieli niegodni Karola Wielkiego
        nastepcy.

        Za czasow tedy Karola W., przez zalozenie biskupstw pomiedzy Sasami,
        chrzescianstwo zblizylo sie do Slowian polnocnych i bylo coraz blizej Polski.
        Ale nie bylo mowy o pokojowem nawracaniu i ze sasiedztwa z niemieckiem
        chrzescijanstwem wyniknely tylko - wojny. Pobiwszy Sasow zapragnal Karol W.
        dalej jeszcze rozszerzyc swe panowanie i zmusil tez do posluszenstwa lud Wilkow,
        osiadly nad srednim biegiem Laby, na prawym jej brzegu. Wkrotce potem wojsko
        jego wtargnelo do Czech, na szczescie bezskutecznie.
        • 24.08.04, 03:57
          Panstwo Wielkomorawskie.

          Rownoczesnie, kiedy u Niemcow powstal porzadek panstwowy, dzieki przylaczeniu
          ich do panstwa frankonskiego, w tymze czasie, a nawet wczesniej zaczely sie
          tworzyc panstwa slowianskie. Najstarsze jest panstwo zwane od swego zalozyciela
          panstwem Samona, obejmujace duzy kraj od Brandenburgii dzisiejszej az po rzeka
          Sawe na poludniu, daleko w dzisiejszem cesarstwie austryackiem. Frankowie
          chcieli zniszczyc te slowianska potege, ale nie poradzili, przegrawszy wojne;
          coz z tego zwycieztwa, skoro po smierci Samona panstwo to samo sie rozpadlo,
          przetrwawszy zaledwie lat czterdziesci (622-662). Przez przeszlo sto lat
          nastepnych nie bylo zadnego wiekszego slowianskiego panstwa, az dopiero znowu za
          czasow Karola W. powstalo panstwo zwane wielko - morawskiem, dlatego, ze zaczelo
          sie na Morawach i ztad rozszerzylo sie z jednej strony az za okolice krakowskie,
          z drugiej objelo cale Czechy. Ksiaze tego panstwa Mojmir, przyjal chrzest sw. z
          rak niemieckich kaplanow, a niedlugo potem czternastu moznych Czechow dalo sie
          r. 845 ochrzcic w Ratyzbonie. Powinnoby-to bylo stac sie nareszcie poczatkiem
          trwalego nawrocenia przynajmniej Czechow i Morawian, ale niemieccy apostolowie
          nie potrafili tego dokazac. Przyczyna tego byla jasna, bo tymczasem samo imie.
          niemieckie znienawidzone juz bylo pomiedzy Slowianami, z tego powodu, ze gdzie
          tylko Niemiec nastapil na ziemie slowianska, zaraz niosl za soba niewole, chcial
          rzadzic i panowac.

          Wielkie frankonskie panstwo Karola W. rozpadlo sie tymczasem na dwie polowy,
          zachodnia, ktora stala sie francuzka i wschodnia niemiecka. W ten sposob
          powstalo krolestwo niemieckie; krolestwo a nie cesarstwo, bo tytul cesarski nie
          do Niemiec sie stosowal, ale do Rzymu i do tytulu tego trzeba byla koronacyi
          przez papieza, ktory mogl na "rzymskiego cesarza" ukoronowac, kogo chcial; z
          potomkow Karola W. dwoch tylko krolow niemieckich bylo zarazem cesarzami; zwykle
          bywali cesarzami inni potomkowie Karola W., dalecy krewni niemieckich krolow,
          starsi od nich w rodzie, bo pochodzili od najstarszego syna Karolowego, ktorzy
          tez panowali nie w Niemczech, ale we Francyi, w Burgundyi, Lotaryngii i
          Wloszech. Krolestwo niemieckie od samego poczatku wzielo sobie za zadanie
          zawojowac jak najwiecej ziem slowianskich i narody te na wieki ujarzmic. Zaczely
          sie wiec wojny takze z panstwem wielkomorawskiem. Pierwszy krol niemiecki,
          Ludwik, wyprawil sie na ksiecia Mojmira, (ktory byl juz chrzescijaninem!) zlozyl
          go gwaltem z tronu a osadzil na jego miejscu Roscislawa, myslac, ze bedzie mial
          w nim jakoby swojego tylko namiestnika. Co za przyczyna byla tej wojny? Oto
          zadna inna, tylko ta, ze krolowi niemieckiemu tak sie zdawalo: jezeli Slowianie
          sa poganami, trzeba ich zawojowac, zeby gwaltem nawrocic; jezeli zas maja
          ksiazecia chrzescijanskiego, takze ich trzeba zawojowac, chyba ze ksiaze hold
          zlozy i posluszenstwo Niemcom przysieze. Mojmir zas myslal sobie, ze taki sam on
          dobry pan nad Morawami, jak tamten nad Niemcami. Kiedy krol niemiecki wracal z
          tej wyprawy przez Czechy do domu, zazadal od czeskich panow i drobnych ksiazat
          posluszenstwa; od poganskich pewnie dla tego, zeby sie nawrocili a od owych
          czternastu ochrzczonych pewnie za to, ze sie ochrzcili. Czesi jednak nie chcieli
          byc wowczas niemieckimi poddanymi; i chrzescijanie i poganie chwycili razem za
          bron i przez cztery lata tak krola Ludwika turbowali, ze nic na nich nie
          wskoral. Podczas tego opatrzyl sie Roscislaw, ze niegodnie byloby podawac sie
          dobrowolnie w jarzmo i zapewnil sobie tez najzupelniejsza od krola niemieckiego
          niepodleglosc.

          Jakzez miala krzewic sie u Slowian wiara sw., skoro nie znali oni innych
          chrzescijan, jak Niemcow, a Niemiec byl ich wrogiem i ciemiezycielem. Oni nie
          mogli wiedziec, ze chrzescijanstwo jest religia powszechna, lagodna,
          sprawiedliwa i ze surowo zakazuje nawracac mieczem, zostawiajac to wierze
          tureckiej; oni sadzili wedlug tego, co widzieli i mysleli, ze chrzescianstwo, to
          wiara niemiecka, a zatem dla wolnosci slowianskiej niebezpieczna. Dziwili sie
          ksiazetom swoim, Mojmirowi i Roscislawowi, jak moga namawiac kogo na te
          niemiecka wiare, na taka wiare, ze od nawroconego zada sie zaraz jakiegos
          poddanstwa.
          • 24.08.04, 03:58
            Sw. Cyryl i Metody.

            Ksiaze Roscislaw, wladca madry, poradzil sobie; oto jal sie okazac ludowi
            swojego panstwa, ze chrzescijanstwo nie koniecznie niemiecka jest wiara; jal sie
            okazac, ze chrzescijanstwo niema nic a nic wspolnego z niewola niemiecka, - boc
            moze ono byc tak samo slowianskiem, jak niemieckiem. Postaral sie tedy o
            slowianskich apostolow.

            Nie wszyscy bowiem Slowianie byli tak oddaleni od zrodla prawdziwej wiary, jak
            Czesi i Polacy; nie wszyscy czekac musieli, az dalekiemi drogami dojdzie do nich
            swiatlosc. Slowianie poludniowi, mieszkajacy na polwyspie balkanskim,
            sasiadowali z Konstantynopolem. ktory przeciez byl stolica niegdys cesarza
            rzymskiego Konstantyna W. ktory wiare chrzescijanska zaprowadzil. Miasto to
            pozostalo stolica cesarstwa rzymskiego wschodniego, ktore ciagle istnialo, zwane
            cesarstwem byzantynskiem. Tutaj zamieszkiwal osobny patryarcha katolicki,
            oczywiscie pod zwierzchnictwem rzymskiego papieza; ten patryarcha czynil takze,
            co tylko sie dalo, azeby sasiednie ludy poganskie nawrocic; totez tamci
            Slowianie, blizszymi bedac chrzcielnicy, wczesniej tez wielu mieli nawroconych.
            Za czasow wlasnie ksiecia Roscislawa slyneli dwaj uczeni kaplani katoliccy,
            Cyryl i Metody, ktorzy niedawno nawrocili ksiecia bulgarskiego. Ich tedy
            Roscislaw do siebie zaprosil. Czy mogl ksiaze zrobic co lepszego, jak pokazac
            swemu ludowi kaplanow, ktorzy po slowianski! nawracali, a ktorzy nie ciagneli za
            soba zadnego cudzoziemskiego panowania? Cyryl, bardzo uczony, wynalazl nawet
            pismo slowianskie (zwane od niego cyrylica) i tem pismem przelozyl na slowianski
            jezyk ksiegi liturgiczne, potrzebne do nabozenstwa, aby msze sw. odprawiac po
            slowiansku. Naraz zaczeli ludzie patrzec na nowa wiare zupelnie innem okiem;
            zrozumieli, ze chrzescijanstwo nie jest niemieckie, ale powszechne! Caly kraj
            nawrocil sie, a w slawnym grodzie Welehradzie wystawiono katedre, do dzis dnia
            istniejaca.1) Ztamtad-to odbywali slowianscy bracia swoje apostolskie podroze i
            ztamtad wysylali uczniow swoich w dalsze strony - na Slazk i do Wielkopolski.
            Poniewaz zatem pierwsze slady chrzescijanstwa na Slazku zwiazane sa na wieki z
            imionami Cyryla i Metodego, godzi sie opowiedziec tutaj zycie tych apostolow
            slowianskich. Sa oni obaj swietymi, kanonizowani przez Kosciol Katolicki.

            Obaj swieci bracia urodzili sie w miescie cesarstwa byzantynskiego, w Salonice,
            zwanej po slowiansku Soluniem, gdzie ojciec ich byl znakomitym urzednikiem
            cesarskim. Cyryl tak sie odznaczal w naukach, ze go juz w mlodosci zaczeto
            nazywac filozofem; widzac te jego zdolnosci ojciec, oddal go na wyzsze nauki do
            Konstantynopola, gdzie wkrotce zostal bibliotekarzem biblioteki patryarszej, a
            potem profesorem filozofii. Tymczasem Metody w innej stronie cesarstwa
            przebywajac dosluzyl sie wysokiej godnosci namiestnika cesarskiego w jednej
            prowincyi slowianskie. Obydwom jednakze braciom sprzykrzylo sie zycie na wielkim
            swiecie; najpierw Metody, a potem takze Cyryl poswiecili sie zywotowi zakonnemu
            i mieszkali razem w klasztorze na gorze Olimpie; odtad juz nie rozlaczyli sie
            nigdy. Ale nie dlugo im bylo uzywac klasztornej zaciszy: slawa ich nauki i
            swiatobliwosci zbyt byla wielka, zeby przy pierwszej sposobnosci nie miano od
            nich zazadac czynow, tam, gdzie wlasnie tych dwoch przymiotow razem trzeba bylo.

            W sasiedztwie cesarstwa bizantynskiego, na polnocy Czarnego Morza, pomiedzy
            wielkiemi rzekami Wolga a Donem mieszkal lud Chazarow, obcy zupelnie Slowianom,
            a ktory-to lud tem sie odznaczal, ze rozne wiary wsrod niego sie szerzyly; wiara
            mahometanska, a jeszcze bardziej zydowska coraz wiecej tam mialy wyznawcow,
            swoja zas droga duzo bylo rozmaitych pogan. Wladca ich owczesny, czyli ich
            chagan, wolalby byl jednak widziec u swego ludu chrzescijanstwo, niz tamte
            bledne wiary. Posyla tedy do Konstantynopola, do cesarza i patryarchy, proszac,
            aby raczyl poslac im jakiego uczonego meza, ktoryby ich prawdziwej wiary
            katolickiej nauczyl. Wybor padl. na Cyryla i Metodego. Wybrali sie w podroz i
            staneli po drodze w handlowem miescie Chersoniu, na granicy cesarstwa i
            chazarskiego panstwa, gdzie juz pomiedzy ludnoscia mieszkali takze Chazarowie;
            zatrzymali sie tutaj umyslnie czas dluzszy, aby sie nauczyc jezyka chazarskiego;
            pamietali bowiem dobrze, ze slowo boze bardziej przylgnie do najtwardszego nawet
            serca, gdy mu sie je opowiada w ojczystym jezyku.
            • 24.08.04, 03:58
              Cherson jest miasto wazne w historyi Kosciola sw. Tu bowiem przebywal na
              wygnaniu uczen sw. Piotra i nastepca jego na papiestwie, sw. Klemens; tutaj tez
              meczenska smierc poniosl z rozkazu cesarza rzymskiego. Sw. Klemens bowiem tutaj
              na swem wygnaniu nie przestawal szerzyc slowa bozego, ale przeciwnie, tak
              gorliwie nawracal, ze czasem po kilkaset osob naraz wiare sw. przyjmowalo. Pisze
              o tem X. Skarga w Zywotach Swietych: "O czem gdy sie cesarz dowiedzial, poslal
              staroste swego, ktory tez wielu chrzescijan pomeczyl. Ale widzac, ze wszyscy z
              radoscia na smierc ida, zaniechal pospolitych ludzi i samemu Klemensowi kazal
              czynic bawochwalcze ofiary; gdy zas swiety papiez ofiar poganskich czynic nie
              chcial, kazal go tenze starosta zawiesc na morze daleko i utopic z uwiazana u
              szyi kotwica, aby chrzescijanie ciala jego znalesc nie mogli. Chrzescijanie
              modlili sie dlugo goraco, aby im Bog ukazal cialo meczennika swego; a Bog
              sprawil i ustapilo morze w zad trzy mile; co wierni widzac, nie bojac sie
              wrocenia wody, z wiara wielka szli dnem morskiem i znalezli marmurowy grobowiec
              zgotowany od aniolow, a w nim lezace cialo sw. Klemensa, a wedle niego kotwice
              owa, ktora u szyi uwiazana byla. Z objawienia bozego jednakze nakazanem im bylo
              nie ruszac ztamtad swietego ciala i przyrzeczonem, ze zawsze w rocznice
              meczenstwa, morze tak samo cofac sie bedzie. Rzeczywiscie trwal ten cud dlugie
              wieki, poki go godni byli mieszkancy tej krainy; ale gdy ustaly przesladowania,
              popsowala sie ich poboznosc, a potem roznych narodow przychodniowie zrobili z
              Chersonii handlowe miasto, w ktorem nie o sw. Klemensie myslano, ale o robieniu
              pieniedzy." Z dawnych czasow zostalo tylko proroctwo, ze swiete relikwie wroca
              kiedys do Rzymu.

              Oczywiscie, ze sw. Cyryl i Metody, przybywszy do Chersonu, dowiadywali sie o sw.
              Klemensa, ale kosciol pod jego wezwaniem zastali zaniedbany i spustoszony, a
              nikt im wskazac nie zdolal, w ktorem miejscu na morzu kryja sie meczenskie
              zwloki. Gdy tedy od ludzi niczego dowiedziec sie nie mogli, uciekli sie swieci
              bracia do modlow, do ktorych uczestnictwa zawezwali tez metropolite tego miasta
              wraz z duchowienstwem i ludem. Po pewnym czasie, gdy raz morze bylo spokojne,
              wsiedli na okret i plynac przybyli do wyspy, na ktorej zdawalo im sie, ze
              spoczywa cialo swietego meczennika. Otoczywszy ja zewszad i modlac sie coraz
              gorliwiej, zaczeli kopac bardzo skrzetnie w miejscu, gdzie im sie zdalo, ze tak
              wielki skarb zlozony. Nagle za Boza moca jedna z kosci meczennika, jakoby
              gwiazda zablysla, a gdy to zjawisko ujrzawszy, wszyscy sie mocno uradowali i
              ziemie gwaltownie zaczeli rozkopywac, pojawila sie i swieta glowa. Powoli takze
              znalezli i inne wszystkie czesci sw. relikwii, a nareszcie takze kotwice -
              dowodem bedaca, ze sie nie pomylili. Tak tedy w ciagu wiekow dno morskie
              podnoszac sie w tem miejscu coraz bardziej, coraz wyzej, wytworzylo wysepke,
              ktora byla schronieniem zwlok papieza, meczennika, az do przybycia tych, ktorzy
              mieli byc apostolami slowianskimi. Nasi swieci bracia zaraz postanowili, ze
              skoro tylko badzie mozna, swiete relikwie odwioza do Rzymu.

              Tymczasem jednak, wyuczywszy sie juz chazarskiego jezyka, musieli ruszyc w
              dalsza podroz do tego kraju, gdzie obfite dla wiary zebrawszy zniwo, powrocili
              do Konstantynopola; ale nie dlugo tu bawili, powolani przez ksiecia Roscislawa
              do nowej, a jeszcze uciazliwszej pracy. Z wielka ochota udali sia solunscy
              bracia na daleka slowianska wyprawe i wlasnie przyjemnie im bylo opuscic
              Konstantynopol, bo w tym-to czasie patryarcha tamtejszy Focyusz, zaczal schyzme,
              podczas gdy Cyryl i Metody uznawali zwierzchnictwo rzymskich papiezow, z ktorych
              jednego relikwije Opatrznosc opiece ich powierzyla. Relikwije te zabrali teraz z
              soba do Moraw.
              • 24.08.04, 03:59
                Przyjeci z wielka radoscia ksiecia Roscislawa i calego ludu poczeli glosic mu
                ewangielie w slowianskim jezyku, a nadto jedno jeszcze wielkie wyswiadczali mu
                dobrodziejstwo. Oto sw. Cyryl wynalazl pismo slowianskie, zwane od jego imienia
                cyrylica i zabral sie do tlumaczenia Pisma sw. na slowianskie i w ojczystym
                jezyku zaczal wraz z bratem ukladac ksiegi liturgiczne, tj. potrzebne kaplanom
                do odprawiania nabozenstwa. W ten sposob powstawal w lonie powszechnego
                katolickiego Kosciola nowy obrzadek: rzymsko-slowianski, ktory od rzymskiego
                lacinskiego nie roznil sie jednakze niczem a niczem innem, jak tylko jezykiem.
                Sw. Cyryl i Metody odprawiali bowiem na Morawach nabozenstwo nie wedlug
                konstantynopolitanskiego, ale wedlug rzymskiego ceremonialu.2) Oczywista, ze
                wobec slowianskich apostolow niemieccy ksieza byli niepotrzebni; wiemy dobrze,
                jak ciezko Niemcowi nauczyc sie jako tako mowic po slowiansku totez ci ksieza
                ledwie cos potrafili z wiary sw. wytlumaczyc, ale porzadnem kaznodziejstwie, o
                uwaznem a zrozumialem sluchaniu spowiedzi sw. nie moglo byc mowy, a co
                najwazniejsza, niemieccy ksieza nigdyby nie potrafili slowianskich, morawskich
                mlodziencow przygotowac do stanu kaplanskiego; jezeli sie bowiem nie umie nawet
                porzadnie wymowic slow czyjegos jezyka, jakzez go mozna uczyc tylu nauk!
                Niemieccy ksieza byliby wiec bez konca musieli ciagle nowych niemieckich
                sprowadzac i kraj nie bylby mial nigdy rodowitego duchowienstwa. Nie otworzy sie
                zas szczerze serca jezykiem cudzym! Otoz swieci bracia solunscy zaczeli cwiczyc
                slowianska mlodziez w naukach i wyksztalcili tez cale grono swych uczniow -
                kaplanow. To bylo niebezpieczne dla niemieckiego biskupa w Passawie, ktory
                chcial koniecznie, aby Morawy nalezaly do jego dyecezyi i aby jego tylko ksieza
                niemieccy, mieli tam prawo nauczac (chociaz nie umieli!) i miec duchowne godnosci!

                Na stolicy apostolskiej zasiadal wtenczas Ojciec sw. Mikolaj I, papiez taki, ze
                malo ktory z jego nastepcow dorownal mu w mocy charakteru i potedze rozumu. Mial
                on duzo klopotow z niemieckimi biskupami: arcybiskupi Moguncki i Trewirski
                (Mainz-Trier) nie chcieli mu ulegac, a w uporze swym znajdowali pomoc u krola
                niemieckiego. A wlasnie biskup passawski, ten, ktory roscil sobie prawa do
                Moraw, byl sufraganem mogunckiego arcybiskupa, sprzeciwiajacego sie papiezowi;
                wiec moguncki arcybiskup zaczal wolac glosno, ze Morawy naleza do jego
                metropolii i zaden duchowny niema prawa tam dzialac bez jego zezwolenia. Oburzyl
                sie na to ksiaze Roscislaw, azeby jego slowianski kraj, skoro sie chce nawrocic,
                mial nalezec zaraz koniecznie do niemieckich biskupow i dziwno mu sie zdalo, aby
                biskup mial o niczem innem nie myslec, jak tylko o zwiekszeniu swej dyecezyi,
                jakby zdobywca jaki, zawojujacy obce kraje; przeciez, czem wiecej biskupow, tem
                lepiej dla Kosciola! A jezeli biskup moze sie rozmowic ze swymi dyecezanami we
                wlasnym ich jezyku, to radowac sie trzeba, ale nie - przeszkadzac utwierdzeniu
                Kosciola sw.! Ksiaze Roscislaw bal sie jeszcze przy tem, ze zwiazek z
                arcybiskupstwem passawskiem posluzy krolom niemieckim za chytry powod, ze Morawy
                sa krajem podleglym takze ich swieckiej wladzy; totez chcial konieczne, zeby
                Ojciec sw. ustanowil raz na zawsze osobne biskupstwo morawskie. Wlasnie zaczal
                sie o to starac, gdy wtem Ojciec sw. sam wezwal solunskich braci do siebie, do
                Rzymu.

                Bylo to skutkiem skargi, zaniesionej do Rzymu przez Niemcow, jakoby apostolowie
                morawscy opowiadali nie katolickie slowo boze, ale jakas herezye! Nie
                powstydzili sie oszczerstwa! Sadzac wedlug siebie, mysleli pewnie, ze nasi
                swieci beda tak oporni wzgledem Rzymu, jak niemieccy arcybiskupi z Moguncyi i
                Trewiru i ze moze nie posluchaja papiezkiego wezwania, ze do Rzymu nie pojada i
                tem papieza na siebie rozgniewaja. Ale sie grubo przerachowali; bo kto czyste
                sumienie, uczciwego sadu sie nie boi, a...... kto pod kim dolki kopie, sam w nie
                wpada.
                • 24.08.04, 03:59
                  Sw. Cyryl i Metody od razu jednak do Rzymu sie wyprawili i to nie tylko sami,
                  ale zabrali ze swoich uczniow tych, ktorych sadzili byc godnymi, zeby ich Ojciec
                  Sw. wyswiecil na biskupow. Cieszyli sie tez, ze beda mieli sposobnosc wrocic
                  Rzymowi relikwije sw. papieza Klemensa, ktore wzieli ze soba. Wlasnie kiedy byli
                  w drodze, zmarl papiez Mikolaj I., a nastapil po nim na stolicy apostolskiej
                  Hadryan II. I coz sie stalo? Oto papiez przyjal ich bardzo wspaniale, a lud
                  rzymski okazywal wielka radosc i wdziecznosc za przyniesienie sw. relikwij, Bog
                  zas przez te szczatki swego meczennika dzialal mnogie cuda, a tem samem sklanial
                  serce papieza i ludu ku solunskim braciom. Ojciec sw. Hadryan II. nie tylko
                  zadnej w nich nie znalazl winy, ale obydwoch na biskupow sam wlasna reka
                  wyswiecil. Taka papiez dal odpowiedz na niemieckie skargi.
                  Sw. Cyryl zachorowal w Rzymie. Pan Bog przez osobna wizye objawil mu czas
                  smierci, a on, jak to wtedy bardzo czesto sie, zdarzalo, pragnal umrzec jako
                  zakonnik - pokutnik, grubym habitem odziany. Poniewaz jednak byl biskupem,
                  potrzeba mu na to bylo papiezkiego pozwolenia, ktore uzyskawszy, w czterdziesci
                  dni po owej wizyi, do nieba sie przeniosl, upomniawszy brata pieknemi slowy:
                  "Oto towarzyszami bylismy sobie, bracie, jedna niwe uprawiajac, i ja w plugu
                  padam, skonczywszy dni swoje. Ty bardzo milujesz zycie zakonne i tesknisz za
                  swoim klasztorem na gorze Olimpie, ale prosze, nie opuszczaj gwoli gory tej
                  nauczania twego (na Morawach), bo przez to mozesz sie latwiej zbawic." Z temi
                  slowy oddal ducha Bogu dnia 14. Lutego 869 roku, majac lat zaledwie 42. Cialo
                  jego zlozono w rzymskim kosciele sw. Klemensa, a papiez kazal mu sprawic pogrzeb
                  taki, jaki tylko samym papiezom wyprawiano. Brat Metody chcial zlozyc jego
                  zwloki, jak sobie tego matka ich zyczyla, w klasztorze, gdzie obaj przebywali
                  wspolnie i prosil w tym celu papieza, azeby mu wydal cialo, i papiez ulegl
                  prosbie, ale skoro duchowienstwo rzymskie i lud dowiedzieli sie o tem,
                  przeszkodzili temu, wolajac, ze "sluszna jest, aby maz tak rozleglej slawy w
                  najslawniejszem miescie mial swoj grob slawny; maz, przez ktorego miasto i
                  Kosciol nasz odzyskal tak kosztowny skarb, a ktorego Bog z tak dalekich i obcych
                  krain do nas przywiodl." I podobala sie ta rada papiezowi i rozkazal go zlozyc w
                  bazylice sw. Piotra w swym wlasnym grobie.3) Ale Metody wolal, zeby brata
                  zlozono w kosciele sw. Klemensa, ktorego cialo nie bez trudu przywiezli do Rzymu
                  i papiez na to pozwolil.

                  Teraz Metody zostal sam; papiez zrobil go arcybiskupem Morawsko-panonskim, tj.
                  metropolita nad wszystkimi biskupami, ktorzyby byli ustanowieni w panstwie
                  Wielkomorawskiem, na Morawach i w Slowaczyznie; zezwolil tez na odprawianie
                  nabozenstwa w jezyku slowianskim i w ten sposob zniosl najzupelniej koscielna
                  zaleznosc Moraw od metropolij niemieckich. Z takim tryumfem wracal sw. Metody do
                  swej dyecezyi.
                  • 24.08.04, 04:00
                    Na Morawach tymczasem zle sie jednakze dzialo. Nastala ciezka zwada pomiedzy
                    ksieciem Roscislawem a synowcem jego Swiatopelkiem, ktory do tego stopnia sie
                    zapomnial, ze przez zemste wydal swego stryja krolowi niemieckiemu Ludwikowi,
                    ktory kazal mu wylupic oczy i zamknac w klasztorze daleko w Niemczech.
                    Swiatopelk nierozwazny sam przez to stal sie sluzka Niemcow, ktorzy zaczeli
                    gospodarzyc w jego kraju. Na to wlasnie wrocil sw. Metody; Niemcy nie dopuscili
                    go nawet do sprawowania biskupiej wladzy; nareszcie arcybiskup salcburski pojmal
                    go nawet, nie zwazajac na godnosc biskupia i przez poltrzecia lat wiezil,
                    starannie to bezprawie przed stolica papieska ukrywajac. Nastal tymczasem nowy
                    papiez, Jan VIII, ktory nieznal Metodego i moze na tem niemieccy biskupi
                    opierali swoje rachuby. Ale gdy Jan VIII. dowiedzial sie, co sie z arcybiskupem
                    Metodym dzieje, taki poslal list do biskupa passawskiego, w ktorego dyecezyi
                    bylo wiezienie Metodego:

                    "Sadzimy, ze na oplakanie niegodziwosci Twojej jedynie chyba potok lez proroka
                    Jeremiasza wystarczyc moze. Zuchwalstwo twoje przewyzsza srogosc i dzikosc
                    kazdego tyrana. Dreczac naszego wspolbrata Metodego kaznia wiezienia, znecajac
                    sie nad nim przez to, izes go trzymal pod golem niebem, wystawionego na
                    dokuczliwa ostrosc zimy i sloty, odrywajac go od rzadzenia Kosciolem jemu
                    powierzonym, posunales sie az do tego szalenstwa, ze go kazales zawlec przed sad
                    niemieckich biskupow i chlostac nawet chciales biczem, gdyby cie inni nie byli
                    od tego powsciagneli. Czyz to, na Boga! Sa uczynki godne biskupa, ktorego
                    dostojenstwo, gdy wykracza, tem ciezszym robi wystepek ?" Nareszcie zmusil ich
                    przeciez Ojciec sw., ze sw. Metodego puscili na wolnosc.

                    Ale duchowienstwo niemieckie nie dalo za wygrane! Korzystajac z tego, ze sw.
                    Metody pochodzil z Grecyi, gdzie tymczasem schyzma i herezya na dobre sie
                    rozpanoszyly, zaczeli rzucac na niego podejrzenie, ze on tez greckim bledom
                    sprzyja, a liturgie po slowianska dla tego tylko wlasnie odprawia, azeby go inni
                    ksieza (niemieccy) nie mogli zrozumiec, ze tedy ten slowianski obrzadek jest
                    niegodnym plaszczykiem na pokrycie odszczepienstwa! Papiez odpisal na to, ze
                    bardzo sie tym skargom dziwi, ale wlasnie dla pewnosci chcialby z wlasnych ust
                    Metodego slyszec, czy tak wierzy i naucza, jak sie wobec Hadryana II.
                    zobowiazal. Sw. Metody, aby okazac posluszenstwo glowie Kosciola i prawowiernoso
                    swoja, znow poraz juz drugi zaraz do Rzymu pojechal i otrzymal tu potwierdzenie
                    tego wszystkiego, na co sie juz zgodzil byl poprzedni papiez Hadryan II.

                    Wrociwszy na Morawy, pracowal Metody gorliwie okolo winnicy panskiej. Niedlugo
                    po jego powrocie przyjechal do Swiatopelka ksiaze czeski Borzywoj; udalo mu sie
                    nawrocic go wraz z trzydziestu panami czeskimi, a potem takze zone jego, Ludmile
                    (ktora pozniej nawet swieta zostala.) Uczniow swoich wyprawial nad Wisle i tu
                    kolo Krakowa, pierwszych w Polsce pozyskal chrzescijan; wysylal tez innych
                    uczniow w druga strone Polski, na Slazk, a nie bezowocnie. Sam mieszkal na
                    Welehradzie i tu zakonczyl swoj swiety zywot w roku 885. W niedziele Kwietnia,
                    chorym juz bedac, poszedl do kosciola, blogoslawil ludowi i mowil: Strzezcie
                    mnie dzieci do trzeciego dnia. Trzeciego tez dnia umarl na reku kaplanow, swych
                    uczniow, ktorzy po jego smierci odprawili nabozenstwo po lacinie, po grecku, po
                    slowiansku i pochowali go w katedrze welehradzkiej.
                    • 24.08.04, 04:00
                      Nastepca swym ustanowil ucznia swego Godarda; ale niemadry ksiaze Swiatopelk
                      oddal biskupstwo Wichinowi, Niemcowi, ktory juz za zycia sw. Metodego myslal,
                      jakby zagarnac jego stolice; i bardzo byl nieprzyjazny slowianskiemu obrzadkowi.
                      Ten Wichin wygnal kaplanow slowianskich, a Niemcow na nowo sprowadzil. Papiez
                      zaprowadzil wprawdzie okolo roku 900 na nowo katolicka hierarchie slowianska,
                      ale trwala ona zaledwie lat kilka. Pozostaly tylko slabe slady tego obrzadku,
                      ciagle przesladowanego; ale slabe slady przetrwaly za to dalej na Zachodzie, nad
                      Wisla, gdzie dzialali uczniowie sw. Metodego i jeszcze za krola Jagielly okolo
                      roku 1400 byl w Krakowie klasztor Benedyktynow slowianskich. 4)

                      Organizacya koscielna sw. Cyryla i Metodego nie utrzymala sie tedy z winy
                      ksiazat Wielkomorawskich, ktorzy sami, niepomni wielkiej mysli Roscislawa,
                      wydali ja na lup Niemcom. Samo panstwo wielkomorawskie nie dlugo tez juz trwac
                      mialo. Synowie Swiatopelka prowadzili z soba nawzajem zawziete bratobojcze
                      walki, wzywajac nieraz jeden przeciwko drugiemu pomocy krola niemieckiego.
                      Radowali sie Niemcy z upadku nienawistnej dla nich slowianskiej potegi; azeby ja
                      zas czempredzej dobic, sprowadzili z krajow nad dolnym Dunajem dziki poganski
                      lud Madjarow, przodkow dzisiejszych Wegrow, zachecajac ich do zdobycia Wielkiej
                      Morawii i przyrzekajac pomoc do tego. Sami na siebie przy tem bicz ukrecili, bo
                      Madjarowie podkopali wprawdzie panstwo wielkomorawskie, ale tez i Niemcom
                      poteznie dali sie we znaki, lupiac ich krainy. Ostatni ksiaze wielkomorawski,
                      imieniem takze Mojmir, polegl w walce z Madjarami w roku 907; znaczna czesc jego
                      panstwa przywlaszczyli sobie Madjarzy i dzierza ja do dzis dnia, o reszte i o
                      Morawy wlasciwe zaczal sie spor pomiedzy nowemi panstwami slowianskiemi:
                      pomiedzy Czechami a Polska.

                      Urzadzenia koscielne sw. Metodego trwaly tylko 20 lat; doprawdy za malo czasu,
                      azeby je, jak nalezy, ugruntowac. Jakkolwiek tez bracia solunscy wysylali swych
                      uczniow na wszystkie strony do sasiednich krajow slowianskich i niejednego
                      zapewne nawrocili, nie mieli jednak ani dosc czasu, ani tez spokoju (wszak sw.
                      Metodemu ciagle przeszkadzano), zeby pozakladac gminy chrzescijanskie i utrwalic
                      zwiazek ich ze swojem biskupstwem. A gdy nastapil Niemiec Wichin, ten sie nie
                      tylko nie troszczyl o tych chrzescijan odprawiajacych nabozenstwo po slowiansku,
                      ale wolal, zeby raczej zatoneli na nowo w poganstwie. Opuszczeni, nie majac
                      zadnej duchownej pieczy nad soba, nic tez ci pierwsi chrzescijanie nie zdzialali
                      i tem sie tlumaczy, ze chociaz wiemy z wszelka pewnoscia, ze uczniowie sw.
                      Cyryla i Metodego byli i na Slazku i nad Wisla, ze i tu i tam dokonali nawrocen,
                      jednakowoz nic o tem blizszego powiedziec sie nie da, niema tam z tych czasow
                      zadnego kosciola, zadnego biskupstwa, ani parafii; skoro zas za Wichina ustalo
                      zupelnie dalsze nawracanie, wiec tez i nad Wisla i na Slazku wieksza czesc
                      narodu pozostala nadal poganska. Zupelne nawrocenie Slazka dokonalo sie skutkiem
                      tego o cale 100 lat pozniej, nizby sie to bylo stalo, gdyby nie zajadlosc ludzka
                      na sw. Metodego i jego dzielo; Slazk nawrocony bylby zas oczywiscie szerzyl
                      dalej promienie wiary sw. ku polnocy, do Wielkopolski i tak bylby sie Slazk stal
                      kolebka chrzescijanstwa w Polsce. Zniweczenie dziela sw. Metodego przydalo
                      Slazkowi cale sto lat poganstwa, a po stu latach nawrocenie odbylo sie w
                      kierunku przeciwnym, nie z poludnia na polnoc, ale z polnocy na poludnie i nie
                      Slazk Wielkopolske, ale Wielkopolska nawrocila Slazk. Azeby wytlumaczyc, jak sie
                      to stalo, wypada nam teraz zwrocic sie z lesistego Slazka do bagnistej
                      Wielkopolski i zobaczyc, co tam sie dzialo za czasow sw. Cyryla i Metodego.
                      • 24.08.04, 04:06
                        Poczatki panstwa w Wielkopolsce.

                        Stolica kraju byla Kruszwica, grod nad jeziorem Goplem, a w kraju rzadzila
                        ksiazeca rodzina Popielow. Lud byl poganski, a o tej jego religii dzis nic juz
                        nie wiadomo, jaka byla; zdaje sie. jednak, ze nie wielu czcili bogow, a raczej
                        jednego tylko na prawde mieli za Boga i przypisywali mu, ze wszystko moze i
                        wszystko widzi: nazywal sie Swiatowit, a posagi jego mialy cztery twarze
                        zwrocone w cztery strony swiata. Wit znaczy po staroslowiansku tyle, co pan.
                        Boga tego czczono nietylko w Wielkopolsce, ale na calym obszarze Polski, a zatem
                        na Slazku tez, a takze na Pomorzu i na Rusi. 5) O innych bogach poganskiej
                        Polski nic pewnego nie wiemy; zdaje sie, ze inne bozki byly tylko podrzednymi
                        duchami sluzacymi Swiatowitowi. Wierzyli tez w niesmiertelnosc duszy.

                        Za czasow ostatniego Popiela byly jakies zaburzenia w okolicy Kruszwicy,
                        skutkiem ktorych rod Popielow przestal panowac i nowa rodzina ksiazeca, czyli
                        nowa dynastya wstapila na tron a mianowicie slawna dynastya Piastowska, ktora
                        panowala w Polsce od roku mniej wiecej 850 az do 1370, a na Slazku miala swoje
                        udzialy az do roku 1675, a zatem rod ten trwal przez przeszlo 800 lat! Poczatek
                        jego jest taki:

                        Na dworach ksiazecych w owych czasach najwyzszy dygnitarz mial zarazem obowiazek
                        pilnowac synow krolewskich, aby byli wychowani godnie do swego przyszlego
                        dostojenstwa, bo w razie, gdyby krol zmarl mlodo, a dziedzic jego tronu byl
                        jeszcze maloletnim, ten j najwyzszy dygnitarz byl opiekunem dzieci krolewskich i
                        on za nie rzady sprawowal, az do czasu, kiedy najstarszy syn nieboszczyka
                        doszedl lat swoich. Opiekun taki nazywa sie w staropolskim jezyku piasi ze byl
                        niejako piastunem tycli dzieci; ztad tez najwyzszy ten dygnitarz ksiazecego
                        dworu i panstwa piastem sie nazywa w owe czasy. Byl tedy i na dworze ostatniego
                        Popiel taki piast, ale czy-to, ze ostatni Popiel zmarl bezdzietnie, czy tez, ze
                        narod nie chcial ich juz do tronu dopuscic, stalo sie, ze piast ksiazecy
                        panowanie osiegnal. I ztad nazwa nowej dynastyi, od urzedu jej zalozyciela;
                        jestto wiec tytul, a nie imie, bo nazywal siq Choscislaw; pozniej dopiero, kiedy
                        urzad piastow dawno juz przestal istniec, slowo to przybralo znaczenie nazwiska
                        calego rodu. Temu Choscislawowi, kiedy jeszcze byl na urzedzie piasta przy
                        Popielu, takie przytrafilo sie zdarzenie: Oto dwoch wyslannikow sw. Metodego,
                        przeszedlszy przez Slazk, zawitalo do Wielkopolski, szukac chetnych do sluchania
                        slowa bozego. Przybyli tez do Kruszwicy jako do stolicy panstwa, probowac, czy
                        im sie nie powiedzie nawrocic najwyzszych dygnitarzy, a moze i samego ksiecia.
                        Ale ksiaze Popiel bardzo zle przyjal cudzoziemcow, przeciwko wszelkim prawom
                        goscinnosci, tej wielkiej cnoty naszych przodkow. Nietylko nie pozwolil im
                        rozgoscic sie i wypoczac u siebie, ale sromotnie wyrzucic kazal. Ujal sie
                        wtenczas za nimi ksiazecy piast i do siebie zaprosil, co wskazuje, ze mial
                        wielka odwage wobec ksiecia. Gdy u niego przebywali w goscinie, wypadla wlasnie
                        uroczystosc rodzinna u goscinnego Choscislawa; oto synek jego doszedl lat
                        siedmiu, wiec podlug poganskiego zwyczaju nalezalo mu urzadzic postrzyzyny,
                        ktore odbyly sie oczywiscie z wielka uroczystoscia. Dwaj pierwsi polscy
                        misyonarze byli przy tem obecni i przy nich nadano siedmioletniemu chlopcu imie
                        Ziemowita. - Czy kogo w Kruszwicy nawrocili, niewiadomo; Choscislaw pozostal
                        przy poganstwie. Zreszta zdaje sie, ze ci pierwsi wyslannicy sw. Metodego krotko
                        tam bawili i nie zajmowali sie jeszcze systematycznem nawracaniem, ale chodzilo
                        im o to, zeby poznac kraj i ludzi, jaka maja poganska religie, zwyczaje i
                        obyczaje, jakiego sa usposobienia i jakie u nich stosunki i zeby o tem
                        wszystkiem zdac sprawe sw. Metodemu; potem dopiero sw. Metody mial zarzadzic, co
                        trzeba do nawrocenia kraju, ale wsrod ciaglych przesladowan i klopotow nie
                        zdazyl juz tego uczynic, majac pelna glowe ciezkich przepraw na Morawach.
                        • 24.08.04, 04:06
                          Pamiec tych odwiedzin pierwszych chrzescijan utrzymala sie jednak w rodzie
                          piastowskim, a kiedy pozniej prawnuk Choscislawa piasta, a wnuk Ziemowita,
                          nawrociwszy sie przyjal chrzest sw., wspominano z duma o tem, ze pod dachem domu
                          zalozyciela rodu znalezli schronienie pierwsi glosiciele ewangielii. Zdarzenie
                          to, opowiadane i powtarzane, dostalo sie do ust prostego ludu, a przechodzac
                          tradycya z pokolenia na pokolenie, przeksztalcilo sie wreszcie na bardzo piekna
                          legende. Legenda ludowa, nie wiedzac, co znaczy slowo piast, a wiedzac, ze
                          krolewski rod nazywa sie Piastowicami, to znaczy potomkami piasta, zrobila z
                          tego slowa imie i opowiada, ze gdy ksiaze Popiel wygnal apostolow, a nikt z
                          obawy ksiazecego gniewu nie chcial ich przyjac, znalezli schronienie na dalszem
                          przedmiesciu, u ubogiego rataja ze sluzby ksiazecej, imieniem Piast i trafili u
                          niego na postrzyzyny; ale biedny czlowiek byl w klopocie, czem przyjac gosci, bo
                          tak malo mial jadla i napitku, ze ledwie moglo starczyc na tych kilku krewnych,
                          ktorych zaprosil; ale nie dbajac o to, bardzo szczerze obcych czestowal i honory
                          im robil. Za te poczciwosc owi apostolowie uprosili u Boga cud, zeby ani jadla,
                          ani napitku, nie ubywalo tak, ze Piast mogl teraz poslac po innych gosci i
                          zebrac ich bardzo wielu na huczna biesiade; tylko po misy i dzbany poslal
                          pozyczyc do ksiazecego dworu. Imie Ziemowita wymyslili synkowi ci swieci
                          cudzoziemcy; jestto ksiazece imie i oznacza tyle, co pana ziemi; przepowiedzieli
                          bowiem, ze synek ten bedzie ksieciem - i potem znikneli. W niektorych stronach
                          opowiadaja o Piascie troche inaczej, ze byl nie ratajem, lecz kolodziejem. Jedno
                          i drugie jest bajka, ale swiadczy, ze odwiedziny te wyslannikow sw. Metodego we
                          wdziecznej pamieci chowali ksiazeta nasi, a lud mile je wspominal, skoro tak
                          przyozdobil opowiesc o nich.
                          • 24.08.04, 04:07
                            Margraf Gero.

                            Po Ziemowicie nastal syn jego Leszek, potem nastapil wnuk Ziemomysl i wreszcie
                            Ziemomysla syn, Mieszko czyli Mieczyslaw; ten wstapil na tron polski okolo roku
                            963, a zatem w 80 lat po smierci sw. Metodego. Co sie przez tych 80 lat dzialo w
                            Polsce, a wiec i na Slazku? Przodkowie nasi pisac jeszcze wtenczas nie umieli, a
                            obcy nie duzo zapisali. Tyle wiemy, ze nad rzekami Laba i Odra ciagle byly wojny
                            z Niemcami. Po upadku panstwa Wielkomorawskiego przyjeli slabi ksiazeta czescy
                            zwierzchnosc krola niemieckiego, a to osmielilo Niemcow tem bardziej przeciwko
                            innym Slowianom, mieszkajacym pomiedzy Laba a Odra, ktorzy byli tej samej krwi,
                            co Polacy: nazywali sie Wilcy, Lutycy, Obodryci. Azeby te ludy latwiej podbic,
                            ustanowili krolowie niemieccy przeciw nim osobnych swoich zastepcow, ktorych
                            nazywano hrabiami od granicy, czyli margrafami; (Marck == granica); taki margraf
                            mial sobie podlegla kraine na granicy Niemiec i Slowian, urzadzona zupelnie po
                            wojskowemu i wolno mu bylo na wlasna reke wojowac lub zawierac pokoj, kiedy
                            uznal za stosowne, byle tylko Slowian podbil. Najokrutniejszym z nich byl
                            margraf Gero, ktory trzydziestu ksiazat slowianskich raz zaprosil na uczte i
                            kazal ich wymordowac. Powstala z tego wielka wojna, straszna i krwawa, ale wcale
                            nie rycerska! Niemcy jakoby przysiegli zaglade imieniowi slowianskiemu; gdzie
                            tylko zajeli jaka okolice, nie poprzestali na tem, ze stali sie panami kraju,
                            ale mordowali kobiety i dzieci calemi tysiacami, zeby sie Slowianie nie mogli
                            rozmnozyc; tego ten byl skutek ze po kilku takich niemieckich nawiedzinach,
                            ludnosc slowianska byla dziesiatkowana, a po kilkudziesieciu latach takiej
                            gospodarki chrzescijan w kraju poganskim - zabraklo slowianskiej ludnosci.
                            Niemcy, przed kilkudziesieciu laty jeszcze tylko goscie (nieproszeni) nad Laba,
                            teraz zaczeli juz dochodzic do Odry, majac za soba pusty kraj niewolnikow.
                            Rzeczy te nie dotycza wprost historyi Slazka, wiec sie nad niemi nie
                            zatrzymujemy dluzej, ale sa te sprawy bardzo pouczajace. Raz udalo sie Slowianom
                            tym pobic margrafa Gerona; ale Gero na druga noc przeszedl przez rzeke, napadl
                            na Slowian niespodzianie i zadal im ciezka kleske. Byl wtenczas ze Slowianami
                            hrabia niemiecki Wichman, ktory poklocil sie ze swym krolem i z margrabia. Gero
                            sie z nim pogodzil, wyjednal mu przebaczenie u krola, ale pod jakim warunkiem?
                            Oto, zeby Wichman jeszcze raz zbiegl do Slowian nad Odra, a w jakim celu? Azeby
                            tam u nich zrobic klotnie z ich sasiadami Polakami i Slowian polnocnych
                            podniecic przeciwko ksiazeciu wielkopolskiemu Mieczyslawowi. W metnej wodzie
                            dobrze sie lowi ryby! Wybuchla rzeczywiscie wojna bratnia; - po krotkim czasie
                            Gero przybyl na pomoc Lutykom, co dopiero ich zabijal, teraz stal sie ich
                            przyjacielem, zeby przez te przyjazn mogl posunac sie jeszcze dalej na zachod,
                            do panstwa Mieczyslawa. Nieszczesna niezgoda i klotliwosc slowianskich ludow
                            pomagala mu wybornie, a on pomagal Lutykom przeciw Wielkopolanom, azeby potem
                            tem lepiej jednych i drugich trzymac w garsci. W wojnie tej stracil zycie syn
                            Gerona; ale Mieczyslaw swoja droga wojne przegral i bylo wielkie
                            niebezpieczenstwo, ze Gero zajmie Wielkopolske.

                            Te zabojcze wojny przeciw Slowianom jakiem prawem i o co prowadzili Niemcy?
                            Przeciez Slowianie zadnej a zadnej im krzywdy nie wyrzadzili, ani tez nie
                            mysleli o zajeciu niemieckiego kraju. Polacy w tej wojnie po raz pierwszy
                            dopiero z Niemcami sie poznali! Oto Niemcy twierdzili, ze wojny te prowadza w
                            imie Chrystusowe, aby pogan nawracac! A Chrystus Pan zakazal mieczem nawracac.
                            • 24.08.04, 04:07
                              Nawrocenie Polski.

                              Ksiaze Mieczyslaw przyjal chrzest w roku 966 wraz z calym swem panstwem.

                              Nie trzeba sadzic, ze przyjecie wiary sw. przez naszych przodkow stalo sie
                              nagle, bez przygotowania. Pamietajmy, ze sw. Metody wysylal tu swoich uczniow,
                              ktorzy nawrocili, choc niewielu, przeciez tego i owego; a miedzy nawroconymi
                              znalazl sie niejeden, ktory znow swoich przyjaciol nawracal; z ojca na syna w
                              tym i owym rodzie przechodzila wiara sw. i tak w ciagu osmdziesieciu lat od
                              smierci sw. Metodego sporo sie uzbieralo chrzescijan pod panowaniem ksiecia
                              Mieczyslawa. Ksiaze dobrze oczywiscie wiedzial, co sie w panstwie jego dzieje i
                              nie mozna nawet pomyslec, zeby nie wiedzial, co to chrzescijanstwo; zreszta w
                              rodzie jego byla przechowana pamiec o owych gosciach przodka Piasta. Ksiaze nie
                              przesladowal chrzescijan, uzywali oni pod jego berlem zupelnego spokoju; widac i
                              na dworze jego wiara sw. nie byla nieznana, skoro Mieczyslaw postanowil sie
                              ochrzcic; rozumie sie, ze najpierw musiala mu sie religia chrzescijanska
                              spodobac, a wiec musial ja znac jako tako, a dopiero potem namyslic sie mogl,
                              azeby ja przyjac wraz z calem swem panstwem.

                              Kto wie, czy Mieczyslaw i jego poddani byliby sie namyslili tak latwo na wiare
                              chrzescijanska, gdyby nie swieta praca apostolska braci solunskich? Dla Slowian
                              polnocnych, a wiec i dla Wielkopolan wiara chrzescijanska byla wiara niemiecka,
                              bo chrzescijan znali tylko Niemcow, a wiec wrogow swoich, tych, ktorzy ich
                              nietylko zabijali, ale tez ich zony i dzieci. Niemieckiej wiary bylby polski
                              ksiaze za nic w swiecie nie przyjal; - ale on wiedzial, ze nasza sw. wiara nie
                              jest dzierzawa niemiecka, ale jednako niemiecka czy polska, bo mial przyklad
                              wlasnie z historyi sw. Cyryla i Metodego. Gdyby nie to, ze przedtem byli
                              apostolowie i biskupi slowianscy, bylby u nas nikt nie rozumial, ze wiara
                              chrzescijanska jest wiara powszechna, przeznaczona na to, zeby caly swiat byl
                              szczesliwy, jezeli wszyscy beda sobie nawzajem swiadczyli tak, jak wymagaja jej
                              przykazania: nie czyn blizniemu, co tobie nie milo! Mieczyslaw i jego dworzanie
                              powiedzieli sobie: Chociaz przyjmiemy chrzest sw., nie staniemy sie przez to
                              jeszcze niemieckimi poddanymi, i chocbysmy nawet z poczatku mieli miec biskupa
                              niemieckiego, i tak nie bedziemy Niemcami, bo ta religia, jezeli prawdziwie
                              bedzie wykonana, nie niesie ze soba zadnej swieckiej niewoli. Poniewaz sam
                              szczerze sie nawrocil, wiec mogl tez dopilnowac potem szczerze wykonania
                              przepisow religijnych.

                              Te mysli i uwagi trzeba dobrze rozwazyc, bo inaczej nie zrozumialoby sie tej na
                              pozor dziwnej rzeczy, ze cale panstwo ksiecia polskiego Mieczyslawa nawrocilo
                              sie bez gwaltu, bez przemocy, nie przelawszy ani kropli krwi! Karol Wielki,
                              cesarz rzymski i krol niemiecki, rzezie urzadzal wsrod Sasow, zeby ich nawrocic,
                              a nasz Mieczyslaw nie potrzebowal do tego wydac ani jednego srogiego rozkazu!
                              Wszyscy dobrowolnie i ochotnie kruszyli poganskie balwany i dawali sie obmywac
                              woda chrztu swietego.
                              • 24.08.04, 04:08
                                Zapamietajmy to sobie dobrze, ze Polacy sa jedynym na calym swiecie narodem,
                                ktorego nawrocenie obeszlo sie bez meczennikow; jedyny na calym swiecie narod,
                                ktory przyjal wiare sw. katolicka, nie zamordowawszy przedtem zadnego apostola
                                zadnego misyonarza, ktorych dziesiatkami mordowaly inne narody. Wszystkie, ale
                                to wszystkie bez wyjatku inne narody, przysporzyly najpierw niejednemu swietemu
                                korony meczenskiej, nim przez te krew meczenska nawrocic sie daly. Jedni tylko
                                Polacy meczenstwa nikomu nie zadali. Widac tedy, ze do wiary sw. przystepowali
                                nie z rozkazu tylko ksiecia, ale z milosci. Tlumaczy sie to tem takze, ze
                                poganska ich religia najlagodniejsza byla ze wszystkich.

                                Ksiaze Mieczyslaw sadzil moze, ze po nawroceniu Niemcy dadza mu spokoj. Moze
                                znal Niemcow na tyle, aby tak nie myslec; ale za to pomyslal sobie: jezeli po
                                przyjeciu chrztu sw. jeszcze beda zaczepiali moje panstwo, przynajmniej bedziemy
                                wiedzieli, ze nie o religia im chodzi, ale o zabieranie cudzej wlasnosci, gdzie
                                sie da; a wtenczas i my przeciez potrafimy sie bronic przed - bezprawiem. Jakoz
                                panowaniem swojem udowodnil, ze bronic sie umial i to dzielnie.

                                Zastanowic sie tylko trzeba bylo, zkad, z ktorej strony przyjac chrzescijanstwo?
                                Mozna to bylo tak urzadzic na przyklad, zeby pojechac na dwor margrafa Gerona,
                                upokorzyc sie przed nim i z jego poreki chrzest sw. przyjac. Ale Mieczyslaw
                                rozumny zrobil inaczej. Przeciez bylo juz chrzescijanstwo u pobratymcow Czechow,
                                czyzby nie bylo lepiej zlaczyc sie z nimi przy tej sposobnosci i wezwac do zgody
                                pokrewnych Slowian?

                                W Czechach chrzescijanstwo znanem bylo na dworze ksiazecym juz od trzech
                                pokolen. Z Czech tedy postanowil ksiaze Mieczyslaw sprowadzic sobie malzonke i z
                                rak kaplanow czeskich przyjac swiatlo wiary sw. Ozenil sie roku 965 z Dubrawka,
                                ksiezniczka czeska; z nia przybyl do Polski kaplan imieniem Jordan, ktory
                                ochrzcil Mieczyslawa w r. 966 i zostal pierwszym biskupem jego panstwa. W r. 968
                                zalozyl Mieczyslaw biskupstwo poznanskie. Zdawaloby sie, ze to rzecz prosta, iz
                                w duzym kraju, ktory sie nawrocil, powinno byc biskupstwo; ale w rzeczywistosci
                                nie tak bylo latwo w owczesnych stosunkach politycznych. Dosc powiedziec, ze
                                Czesi juz od studwudziestu lat mieli wtenczas ksiazat chrzescijanskich, a
                                biskupa nie dostali, az dopiero w roku 973, a wiec o piec lat jeszcze pozniej od
                                nas! I czem to wytlumaczyc?

                                Oto Niemcy nie chcieli pozwolic na zalozenie biskupstw w ziemiach slowianskich.
                                Dla krolow niemieckich i ich margrafow religia sw. byla plaszczykiem do celow
                                politycznych. Kogo oni nawrocili, (mieczem ,- bo inaczej jakos nie umieli), tego
                                uwazali za swoja wlasnosc, a ziemie slowianskie przylaczali po chrzcie do swoich
                                niemieckich dyecezyj, azeby w ten sposob ulatwic sobie swieckie takze panowanie
                                nad cudzym zabranym krajem. Biskupi niemieccy owych czasow bywali czesto mezami
                                swiatobliwymi i w sluzbie bozej bardzo gorliwymi; ale nic nie mogli przeciwko
                                wladzy swieckiej, ktora chciala zrobic z nich wygodne dla siebie narzedzia.
                                Pozniej powstal o to nawet wielki spor z papiezami, ktorym nareszcie sie udalo
                                oddzielic to, co cesarskiego, od tego, co boskie; ale za czasow Mieczyslawa
                                rzeczy to byly bardzo pomieszane z soba. Kiedy pierwsi chrzescijanie czescy
                                chrzcili sie w roku 815 w niemieckiem miescie Ratyzbonie (po niemiecku
                                Regensburg), uznali nad soba wladze duchowna ratyzbonskiego biskupa; ztad Czechy
                                byly podlegle temu biskupstwu, zkad pierwsze promienie wiary do kraju sie
                                dostaly; ale gdy wkrotce caly kraj sie ochrzcil, nalezalo mu sie slusznie osobne
                                biskupstwo, bo bylo to rzecza zupelnie niemozebna, aby biskup ratyzbonski,
                                chocby byl najgorliwszy, mogl uczynic zadosc obowiazkom swojego pasterstwa w
                                dyecezyi tak powiekszonej, do ktorej przybywal caly kraj i to taki kraj ktorego
                                jezyka jego ksieza nie znali. Ksiaze czeski sam chrzcil sie nie w Ratyzbonie,
                                ale u sw. Metodego, ktory byl arcybiskupem morawskim; Niemcy niechetni byli temu
                                i z wielka zazdroscia pilnowali zeby sie Czechy nie przylaczyly do dyecezyi
                                morawskiej i strzegli jak oka w glowie, praw biskupow ratyzbonskich. Niedlugo
                                upadlo dzielo sw. Metodego; ale Niemcy i tak nie zezwolili na zalozenie dyecezyi
                                czeskiej, a slabi ksiazeta czescy nie mieli odwagi zalozyc biskupstwa, bo
                                wiedzieli, ze mieliby o to ciezka wojne z Niemcami. Dopiero za czasow
                                Mieczyslawa zmienily sie czasy na lepsze.
                                • 24.08.04, 04:09
                                  Slowianskie biskupstwa.

                                  Na tronie niemieckim zasiadl wreszcie wladca szlachetny i madry, krol Otton I.,
                                  ktory takze cesarzem byl, koronowany w Rzymie przez samego papieza. On pokonal
                                  Madjarow, tak, ze odtad nie wazyli sie juz wyjrzec poza. Wegry. On krotko
                                  trzymal niemieckich ksiazat i margrafow i on pierwszy kazal zakladac biskupstwa
                                  w zajetych ziemiach slowianskich i sam zalozyl trzy u Slowian nad Laba: w
                                  Braniborze (po niemiecku Brandenburg), w Hawelbergu i w Stargardzie, ktore to
                                  miasta byly wtenczas slowianskie. Byl-to krol wielkiego serca i slusznie
                                  historycy nadali mu przydomek Wielkiego, Wladze cesarska pojmowal tak, zeby byc
                                  swieckim naczelnikiem Europy, pierwszym wsrod krolow, ale nie panem nad nimi,
                                  alisci niejako starszym ich bratem, zeby pod jego przewodem pracowali okolo
                                  dobra powierzonych sobie ludow, zgodnie, a nie krzywdzac sie nawzajem. Niemcy
                                  uwazal za jednego czlonka chrzescijanskiej rodziny ludow, tak samo jak inne ludy
                                  i nie zdalo mu sie, ze na to Pan Bog inne narody stworzyl, aby na panowanie
                                  niemieckie pracowaly. Kosciol nie byl dla niego sluzka polityki; ale
                                  dobrodziejstwem udzielonem od Boga wszystkim ludom jednako, na spolke, a siebie
                                  samego uwazal za pomocnika Ojca sw. Za tego to cesarza przypada nawrocenie sie
                                  Polski. Mieczyslaw, pomny na przyklad Czech, zaraz przystapil do zalozenia
                                  wlasnego, polskiego biskupstwa i ufundowal je r. 968. Cesarz bawil wtenczas we
                                  Wloszech, nic tez z tem wspolnego niemial, ale gdy wrocil, nic tez niemial
                                  przeciwko temu i o biskupstwo poznanskie nigdy zadnych sporow nie bylo. Sam
                                  cesarz zalozyl jeszcze dwa biskupstwa dla Slowian, ktorzy jego berlu podlegali:
                                  w Misnii i Zyczy w Gornych Luzycach (dzis po niem. Zeitz). Tak tedy bylo juz
                                  slowianskich biskupstw, razem z poznanskiem, szesc; wszystkie ze soba
                                  sasiadowaly i mogly tworzyc osobna prowincye koscielna. Tak sie tez stalo:
                                  cesarz ufundowal metropolie dla nich w miescie Magdeburgu; arcybiskup
                                  magdeburski mial byc niejako prymasem slowianskich dyecezyj. (Miasto Magdeburg
                                  stoi takze na ziemi dawniej slowianskiej). Niestety, to magdeburskie
                                  arcybiskupstwo w cos innego sie obrocilo po smierci Ottona Wielkiego i nie mieli
                                  z niego Slowianie zadnej pociechy, ale przeciwnie, duzo utrapienia; totez Polacy
                                  oderwali sie od niego i niedlugo potem wystarali sie o wlasne arcybiskupstwo,
                                  aby miec metropolie u siebie, jak sie to nizej opowie.

                                  Zacheceni przykladem naszego Mieczyslawa, zaczeli sie tez Czesi starac o
                                  biskupstwo w Pradze. Szczesliwie im sie zdarzylo, ze wlasnie byl biskupem
                                  ratyzbonskim maz wielkiej swiatobliwosci i sprawiedliwosci, Wolfgang. Ten
                                  widzac, ze przeciez samo dobro chrzescijanskiej sprawy wymaga, zeby w Pradze byl
                                  biskup, nietylko nie przeszkadzal, ale nawet pomagal Czechom; chetnie pozwolil
                                  odebrac Czechy z pod swojej wladzy i tak zaprowadzono roku 973 biskupstwo
                                  prazkie. Metropolia Pragi nie byl Magdeburg, ale Moguncya (Mainz); bo arcybiskup
                                  moguncki pod tym tylko warunkiem zgadzal sie na ustanowienie w Magdeburgu
                                  drugiego arcybiskupstwa, ze sie mu za ten uszczerbek da gdzieindziej
                                  wynagrodzenie, aby niemial metropolii mniejszej, niz przedtem; dostal wiec pod
                                  swoja zwierzchnosc dyecezye prazka.

                                  Tak sie tedy ukladaly sprawy koscielne do okola Slazka. Najblizsza mu byla
                                  stolica biskupia morawska i najblizsza apostolka sw. Metodego; juz mial zerwac z
                                  niej Slazk pelne owoce, gdy nagle runelo swiete dzielo. Biskupi morawscy po sw.
                                  Metodym, Wichman i jego nastepcy, to Niemcy, do ktorych lud niemial zaufania, a
                                  nawet sie ich bal; widzac, co robili Niemcy ze sw. Metodym, nie chcial lud
                                  "wiary niemieckiej." Z Czech nie mogli przybyc slowianscy kaplani, bo w Czechach
                                  nie bylo biskupa, a zatem niemial tez kto kaplanow wyswiecac; totez czeskie
                                  chrzescijanstwo nie wywarlo na Slazk zadnego wplywu. Trzeba bylo Slazkowi
                                  czekac, az sam ksiaze, nad Slazkiem i Wielkopolska panujacy, przejrzy swiatlem
                                  wiary swietej; a ksiaze ten byl daleko na polnoc, dalej mu bylo do
                                  chrzescijanstwa, niz slazkim jego poddanym. A gdyby ten ksiaze chrzescijanstwo
                                  wazal byl po dawnemu za "niemiecka wiare" i upornie trwalby w poganstwie?
                                  Szczesciem, Mieczyslaw zrozumial, ze to wiara nie niemiecka, lecz powszechna i
                                  nie bal sie jej przyjac; drugiem szczesciem, ze zaraz zalozyl biskupstwo.

                                  W roku 965 przez Slazk jechala Dubrawka z Czech do Wielkopolski; przez Slazk
                                  byla droga swiatlu ewangielii. Lud wiedzial, po co i z czem jedzie ksiezniczka
                                  do Gniezna. Kaplan Jordan nieproznowal zaiste po drodze, i niejednego pewnie
                                  Slazaka ochrzcil wczesniej, niz ksiecia Mieczyslawa. Z czasow sw. Metodego
                                  dochowala sie tez w niejednym slazkim rodzie tradycya chrzescijanska; z jakaz
                                  rzewnoscia, z jaka uciecha spostrzegala ksiezniczka, ze tu juz sa chrzescijanie,
                                  a chociaz jeszcze nieliczni, jednak pewni; skoro ksiaze pomoze, oni sami
                                  namawiac beda sasiadow do chrztu sw. Totez podobnie, jak Wielkopolska, tak tez
                                  Slazk caly przyjal wiare sw. po cichu, bez wojny, bez przelania kropli krwi i
                                  nikogo nie zrobil meczennikiem. Z jakaz radoscia przekonywal sie Jordan o dobrej
                                  woli ludu, jak sie cieszyl, ze i w Wielkopolsce tak samo latwo mu pojda sprawy!
                                  Bo tez do roku nie bylo w panstwie Mieczyslawa ani jednego balwana, ani jednego
                                  balwochwalczego oltarza, a miejsce ich zastapily krzyze: w samym Poznaniu zas
                                  wkrotce zabrano sie do stawiania pierwszego kosciola, ktory mial byc pierwsza
                                  polska katedra. Nie mozna bylo zakladac od razu wiecej biskupstw w dopiero-co
                                  nawroconym kraju; totez Slazk nalezal z poczatku do dyecezyi poznanskiej, a
                                  pierwszy biskup slazki-to biskup poznanski.

                                  Pierwszy biskup poznanski, - zapamietajmy to, - przez Slazk jechal do Poznania;
                                  poswiecal po drodze krzyze, a pierwszy krzyz poswiecil na ziemi slazkiej.
                                  • 24.08.04, 04:09
                                    Opowiadalismy umyslnie dlugo i dokladnie historye nawrocenia tych naszych stron
                                    ojczystych i sasiednich, bo czyz moze byc cos wazniejszego i ciekawszego, jak
                                    wiedziec, ktoredy i jakim sposobem dotarlo tutaj swiatlo wiary sw., co pomagalo,
                                    a co przeszkadzalo nawroceniu naszych przodkow?

                                    Jeszcze nad jedna sprawa zastanowic sie trzeba koniecznie. Wszyscy mili
                                    czytelnicy zalowali oczywiscie, ze Slazk nie nawrocil sie od razu za czasow sw.
                                    Cyryla i Metodego, boby to przeciez bylo o sto lat wczesniej. Ten zas i ow
                                    pomyslal sobie moze przy tem, ze szkoda takze tego slowianskiego nabozenstwa.
                                    Ale myli sie, kto mysli, ze to nabozenstwo moznaby rozumiec. Swieci bracia
                                    solunscy ulozyli ksiegi koscielne w jezyku wprawdzie slowianskim, ale ani nie po
                                    polsku, ani nie po czesku, tylko w jezyku starobulgarskim. Za owych czasow mozna
                                    to bylo u nas jako tako zrozumiec. Alec wiadomo, ze jezyki sie zmieniaja, bo sie
                                    ksztalca, a wiadomo tez, ze ksiag koscielnych raz spisanych i przez papieza
                                    przyjetych nigdy zmieniac nie wolno. I ktozby dzis zrozumial jezyk
                                    starobulgarski? Ksieza ruscy, ktorzy maja do dzis dnia liturgie slowianska, tak
                                    samo sie musza osobno uczyc jezyka starobulgarskiego, czyli cerkiewnego, jak
                                    nasi laciny, a lud tam w sam raz tyle rozumie ksiedza spiewajacego przy oltarzu,
                                    jak u nas. Bo nawet w Bulgaryi jezyk od tego czasu zupelnie sie zmienil, a ten,
                                    w ktorym pisal byl sw. Cyryl, jest juz dzis jezykiem martwym, to znaczy, ze nikt
                                    juz z urodzenia nim nie mowi; tak samo, jak lacina. To jedno - ale to
                                    drobnostka; jest jeszcze przy tem cos drugiego i sto razy wazniejszego.

                                    Sw. Cyryl i Metody byli w jednosci z Ojcem sw., i z katolickim rzymskim
                                    Kosciolem i sa przez ten Kosciol kanonizowani. Ale juz za ich czasow patryarcha
                                    Konstantynopolitanski oderwal sie od jednosci koscielnej i wzniecil schyzme -
                                    ktora trwa dotad; jak dalej zobaczymy, napracowala sie Polska krwawo, zeby te
                                    schyzme choc w czesci nawrocic.

                                    Otoz to przykro sie robi czytac, ze po sw. Metodym nastal niedobry Wichman, zly
                                    biskup niemiecki; zal sie robi, ze nie nastapil po nim biskup slowianski. Ale
                                    czy ten slowianski biskup, podlegly patryarsze w Konstantynopolu, nie moglby byc
                                    takze zlym biskupem i usluchac glosu zlego patryarchy i wtracic nas na cale
                                    wieki w schyzme? Pieknie-to, obrzadek slowianski; ale nie kazdy biskup taki, jak
                                    sw. Metody; a skoro obrzadek slowianski w tamtych czasach mial ze soba
                                    niebezpieczenstwo schyzmy, wiec lepiej, ze go nie bylo, niz zeby mial byc
                                    schyzmatycki. Dziwne sa sciezki Opatrznosci; dajac Morawom Wichmana, moze je
                                    Opatrznosc ocalila od biskupa schyzmatyckiego; dajac zas nam rozne ciezkie biedy
                                    z Niemcami, moze nas za to ocalila takze od schyzmy! A skoro tak, badzmyz
                                    zadowoleni ta historya i taka, jaka nam dala wola Opatrznosci, a starajmy sie
                                    byc godni zawsze jej opieki, o ktora prosmy dla tej polskiej slazkiej ziemi, na
                                    ktorej pierwszy polski biskup pierwszy zatknal krzyz.
    • 24.08.04, 04:10
      III. Slazk pod krolami polskimi.

      Mieczyslaw I.

      Ze sprawami koscielnemi zalatwilismy sie naprzod, poniewaz uwazamy je za
      wazniejsze; zeby je zrozumiec dobrze, trzeba bylo juz w poprzednim rozdziale
      potracic tu i owdzie o sprawy owczesnej polityki, ale czynimy to o tyle tylko, o
      ile to bylo koniecznem. Teraz dopiero przypatrzymy sie temu w porzadku.

      Ksiaze Mieczyslaw otrzymal po ojcu swym, Ziemomysle, nie duze panstwo: skladalo
      sie ono tylko z dwoch prowincyi: Wielkopolski i Slazka; Wielkopolski wieksza
      czesc skladala sie z bagien, a poludniowy Slazk byl caly prawie jednym wielkim
      lasem. Nie nalezal do panstwa polskiego jeszcze Krakow; prowincya krakowska byla
      dawniej czescia panstwa Wielkomorawskiego, a gdy po jego upadku wzrosly Czechy,
      ksiazeta czescy zajeli Morawy, a nastepnie, okolo roku 950 takze Krakow.

      Nad malem tem panstwem polskiem ciazyla przewaga krolestwa niemieckiego. Z
      trwoga spogladali Ziemomysl i syn jego Mieczyslaw na Zachod: tam nad dolna Odra
      i Laba coraz dalej posuwali sie niemieccy margrafowie; trwoga, smiertelna trwoga
      coraz bardziej zblizala sie do Wielkopolski. Przypomnijmy sobie z poprzedniego
      rozdzialu (str. 34), jak margrabia Gero podstepem chytrze uzyl przeciw
      Mieczyslawowi Wichmana; bylo to w r. 963, to pierwsze orezne starcie sie Polakow
      z Niemcami. Polegl wowczas brat Mieczyslawa, niewiadomego imienia. Po tej klesce
      zapragnal Mieczyslaw laczyc sie w zgodzie z Czechami, azeby przez lacznosc oba
      narody silniejsze byly wobec wspolnego nieprzyjaciela; wiemy juz, ze roku 965
      przyjechala Dubrawka, a na rok 966 przypada nawrocenie calego panstwa
      Mieczyslawowego. Jezeli kiedy, toc w tym roku, kiedy Polacy nawracali sie,
      powinni byli miec spokoj od Niemcow-chrzescijan! Ale wlasnie na ten rok
      postanowil Gero najechac na kraj, i do wody chrztu sw. domieszac krwi ludzkiej.
      Szczesciem Mieczyslaw przewidywal to i zawczasu zazadal pomocy od swego tescia,
      czeskiego ksiecia Boleslawa I., ojca Dubrawki; przybyly tez dwie roty jazdy.
      Wichman podburzyl na chrzcacych sie Polakow poganskich Pomorzan, ale spotkal go
      za to palec bozy: sam Wichman polegl we Wrzesniu 966 roku. Po Geronie i
      Wichmanie nastal w tych stronach margraf Odon; ten w roku 972 uzbroil wielka
      wyprawe na Wielkopolske, ale Mieczyslaw byl gotow do obrony i w bitwie nad rzeka
      Cydyna, w ktorej dowodzil drugi brat Mieczyslawa, Czcibor, poniesli Niemcy
      straszna kleske.

      O wszystkiem tem nic nie wiedzial cesarz Otton I., zwany Wielkim, bo wlasnie w
      te lata 966-972 bawil we Wloszech. Gdy go doszla wiesc o porazce niemieckiego
      wojska, dotknela go wielce i wyslal natychmiast poslow do Odona i Mieczyslawa,
      nakazujac Odonowi, zeby sie nie wazyl wojny dalej prowadzic, a Mieczyslawowi
      polecajac, zeby sie tez nie mscil dalej na Niemcach, ale czekal, az cesarz
      wroci. Cesarz obiecywal, ze te spory sprawiedliwie rozsadzi. Skoro wrocil,
      zaczeli go ksiazeta i margrafowie niemieccy podburzac na Polske; cesarz mial
      jednak podejrzenie, czy mu szczera prawde mowia, a nie chcial krzywdzic
      ksiazecia nawroconego. Zwolal tedy zjazd do Kwedlinburga w r. 973, na ktory
      wezwal margrafa Odona, a zaprosil Mieczyslawa; przyjechal tez Boleslaw Czeski.
      Cesarz uznal, ze slusznosc po stronie polskiej, a Mieczyslawa oglosil publicznie
      swoim przyjacielem. Za to Mieczyslaw uznal, ze koronowany przez papieza cesarz
      rzymski jest pierwszym monarcha chrzescijanstwa i na znak, ze taka wladza
      cesarska, jak ja Otton I. rozumie, sprawiedliwa i chrzescijanska, nietylko
      nikomu nie szkodzi, ale nawet pozyteczna bylaby dla wszystkich narodow, hold
      cesarzowi zlozyl. Hold ten nie odnosil sie do krolewskiej niemieckiej korony,
      lecz do cesarskiej rzymskiej. Margrafowie wmawiali w cesarza, ze Mieczyslawowi
      nie mozna wierzyc, ze skoro tylko przestanie sie trzymac przeciwko niemu osobne
      wojsko pod osobnym margrafem, on zaraz napadnie na kraje niemieckie: co bylo
      lichym wymyslem, bo ksiaze polski cudzego nie laknal, byle mogl swoje obronic;
      zeby tez upewnic wszystkich o swojej dobrej woli, dal cesarzowi na zakladnika
      wlasnego swego syna, szescioletniego Boleslawa, zrodzonego z Dubrawki.
      • 24.08.04, 04:11
        Na poludniu, udalo sie Mieczyslawowi na samym poczatku swego panowania odzyskac
        Krakow i rozszerzyc granice swego panowania az po rzeki Bug i Zbrucz na
        wschodzie; tutaj uwazal sie za bezpiecznego, tu go od Niemcow oddzielaly z
        jednej strony Morawy i Czechy, z ktorymi byl w przyjazni. Mniej tez baczyl w
        ciagu swego panowania na poludniowa strone; gdy w tem niespodzianie tu wlasnie
        zjawil sie wrog nowy, nie od zachodu, o ktory ciagle sie turbowal, ale od
        wschodu. Oto Rusini napadli na panstwo polskie w r. 981, pod wodza swego ksiecia
        Wlodzimierza Wielkiego i zabrali tak zwane grody czerwienskie t. j. wschodnia
        czesc tej poludniowej prowincyi, pomiedzy Zbruczem a Sanem. Ciezka to byla dla
        Polski kleska, tem bardziej, ze wlasnie rownoczesnie niemal zaczely sie psuc
        stosunki z Czechami. Nie bylo rady, Mieczyslaw musial byc albo zupelnie pewny
        Czech, albo tez sam rozszerzyc tu swoje panowanie, zeby nie utracic jeszcze na
        nowo Krakowa, na ktory Czesi mieli znowu ochote. W roku 986 zaczyna sie wojna z
        czeskim Boleslawem II., ktora skonczyla sie zdobyciem Moraw przez Mieczyslawa;
        odtad naleza Morawy do panstwa polskiego az do r. 1029. Obydwa wojska, czeskie i
        polskie, potykaly sie w tej wojnie na Slazku, i to jest pierwsza wojna, na
        slazkiej prowadzona ziemi. Z poczatku szczescilo sie Czechom, zdawalo sie nawet,
        ze Slazk zagarna: zaraz 986 roku zajal Boleslaw czeski Niemcze, warowny grod na
        Slazku i trzymal go w swej mocy az do r. 990. W tym-to roku zebral polski ksiaze
        wieksze wojsko i nietylko Niemcze odebral, ale ruszyl dalej na poludnie i Morawy
        do panstwa swego przylaczyl. To zwycieztwo bylo ostatnim czynem Mieczyslawa,
        ktory wnet potem umarl, juz w r. 992. Przed smiercia zapisal panstwo swoje
        stolicy apostolskiej, to znaczy, ze uznal papieza swoim zwierzchnikiem; zrobil
        to dla tego, zeby nastepcy jego nie byli nagabywani przez krolow niemieckich o
        skladanie holdu i daniny.

        Mieczyslaw nawrocil sie szczerze i cala rodzina jego odznaczala sie gorliwoscia
        do wiary sw. Ta polska dynastya, ledwie sama nawrocona, niosla zaraz dalej
        swiatlo ewangelii. Oto w r. 972 wydal Mieczyslaw siostre swa, Adelajde, zwana
        Bialakniahini (t. j. piekna ksiezna) za poganskiego krola. Wegier, Giejze.
        Adelajda Piastowna hyla dla Wegier tem, czem dla nas czeska Dubrawka. Pozyskala
        meza dla prawdziwej wiary i nowy Kosciolowi przysporzyla narod. Ona-to jest
        matka sw. Szczepana, krola wegierskiego, ktory byl tedy siostrzencem Mieczyslawa
        I., a stryjecznym bratem syna jego i nastepcy, krola polskiego Boleslawa Chrobrego.

        Piastowska dynastya przeniosla stolice z Kruszwicy do Gniezna jeszcze za czasow
        poganskich. Mieczyslaw I. przeniosl ja do Poznania, a syn jego, Boleslaw, obral
        sobie stolice w Malopolsce, w Krakowie, ktory odtad pozostal stolica Polski az
        do roku 1596, (do czasow krola Zygmunta III, ktory przeniosl znow stolice
        gdzieindziej, do Warszawy).
        • 24.08.04, 04:12
          Sw. Wojciech, krol Boleslaw Chrobry i cesarz Otton III.

          Krol Boleslaw byl tez o rozszerzenie wiary sw. niezmiernie dbaly. W spadku po
          ojcu spadly nan klopoty na polnocy; musial toczyc ciezkie wojny z Pomorzanami,
          ktorych nareszcie pokonal i kraj ich do panstwa polskiego wcielil, rozszerzywszy
          przez to panowanie swoje az do morza Baltyckiego, zajawszy miasta Szczecin i
          Gdansk roku 994. Postepowal Boleslaw w zdobytym kraju zupelnie inaczej, niz
          Niemcy: nie zamyslal poddac Pomorza dyecezyi poznanskiej, ale umyslil zalozyc
          dla Pomorzan osobne biskupstwo w nadmorskiem miescie Kolobrzegu. Z Pomorzami
          sasiadowal na wschod lud Prusakow, ktorzy calkiem nie byli Slowianami, ale
          obcego nam szczepu lotewskiego. Nazwa ta, przywiazana dzisiaj do pewnej czesci
          narodu niemieckiego, niemiala jednak pierwotnie zadnej a zadnej stycznosci z
          Niemcami; w dalszym ciagu historyi zobaczymy, jak sie to stalo, ze dzis Niemcow
          nazywa sie Prusakami a glowne niemieckie panstwo krolestwem pruskiem. Otoz tych
          poganskich Prusakow, mieszkajacych na wybrzezu Baltyckiego morza pomiedzy
          Gdanskiem a Krolewcem pragnal Boleslaw tez nawrocic i ogladal sie w tym celu za
          stosownym apostolem; znalazl go w czcigodnej osobie sw. Wojciecha, biskupa
          prazkiego, a polskiego patrona.

          Swiety Wojciech byl Czechem, a .pochodzil z moznego ksiazecego rodu Slawnikow;
          wychowal sie w uczonym zakonie Benedyktynow w Magdeburgu, w roku 982 zostal
          biskupem prazkim. Objawszy swa dyecezye spostrzegl zaraz, ze duzo tu trzeba
          bedzie wykorzeniac bledow i obyczajow przeciwnych chrzescianstwu: dosc
          powiedziec, ze Czesi nie mogli sie przyzwyczaic do porzadnego zycia rodzinnego,
          ale brali i odrzucali zony, jak im sie zachcialo, miewali nawet po kilka na raz.
          Swiety biskup surowo sia zabral do wyplenienia kakolu, ale gorliwosc jego ten
          tylko miala skutek, ze mu zupelnie odmawiano posluszenstwa, a nie bylo
          duchowienstwa, ktoreby go poparlo. (To byl skutek z tego, ze Czesi przez sto lat
          nie mieli swojego biskupa, przez zazdrosc Niemcow!) Sw. Wojciech rozzalony
          opuscil swoja dyecezye i udal sie na pielgrzymke do grobu sw. apostolow Piotra i
          Pawla, do Rzymu, azeby tu w modlitwie uprosic sobie laske daru nawracania. W
          dwoch slawnych wloskich klasztorach benedyktynskich, w Monte Cassino i w Rzymie
          na Awentynie spedzil przeszlo cztery lata, az go wreszcie dyecezanie sami w roku
          993 prosili, zeby wrocil. Ale biskup nie znalazl u nich poprawy; co gorsza,
          mozny rod Werszowcow, z dawien dawna nieprzyjaciele rodu Slawnikow, podzegali
          lud przeciw niemu: musial powtornie opuscic Prage i udal sie na Wegry, gdzie
          ochrzcil syna krola Gejzy, krolewicza Szczepana, ktory pozniej w poczet swietych
          zostal wyniesiony. Z.Wegier wybral sie drugi raz do Wiecznego Miasta, zamieszkal
          znowu u Benedyktynow na Awentynie i tutaj poznal sie z krolem niemieckim i
          cesarzem, z mlodziutkim, bo zaledwie 17-letnim Ottonem III.

          Byl to mlodzian wielkiej szlachetnosci, godny nastepca Ottona Wielkiego.
          Zamierzal on wszystkich krolow i ksiazat chrzescijanskich objac w jeden wielki
          zgodny zwiazek pod przewodnictwem rzymskiego cesarza; marzyl o tem, zeby sie
          udalo wznowic to starozytne rzymskie panstwo, ale nie przemoca oreza, lecz dobra
          wola i wezlem milosci chrzescijanskiej. Wszyscy monarchowie mieli sobie byc
          rowni w tym zwiazku. Krol niemiecki niemial znaczyc wiecej od innych krolow,
          chyba, zeby na jego glowie cesarska spoczela korona; natenczas mialby byc
          pierwszym pomiedzy monarchami, ale nie dlatego, ze byl krolem niemieckim, lecz
          tylko dla tego, ze rzymskim byl cesarzem. Sw. Wojciech stal sie w Rzymie
          mistrzem mlodego cesarza, ktory wlasnie przebywal tu celem obrony papieza przed
          zbuntowanym ludem rzymskim. Otton III., "przejety natchnieniami sw. meza,
          pragnal w wskrzeszonem cesarstwie rzymskiem utwierdzic panowanie Boze na ziemi,
          u chrzescijan utrzymac poszanowanie praw Bozych potega cesarskiego ramienia, u
          pogan zapalic pochodnie wiary." Sw. Wojciech, Slowianin, zwracal oczywiscie
          uwage cesarska na to, co za obraza boska plynie z niechrzescijanskiego
          zachowania sie Niemcow wzgledem Slowian, a co za zasluga bylaby, gdyby caly ten
          olbrzymi swiat slowianski pozyskac do wspolnej z cesarstwem pracy, jak
          przybyloby ducha bozego historyi Europy, gdyby i Zachod i Wschod, swiat
          germanski i slowianski, nie o czynieniu sobie krzywd myslaly, ale o urzadzeniu
          swych panstw po chrzescijansku, oddajac sobie bez zawisci nawzajem, co sie
          kazdemu nalezy.
          • 24.08.04, 04:13
            Na Wschodzie znal sw. Wojciech meza, ktory byl godzien podjac sie tej wspolnej z
            cesarzem pracy, a mial dosc potegi, zeby te Slowianszczyzne zjednoczyc i dosc
            rozumu, zeby wiedziec jak ja urzadzic: mezem tym, wybranym przez sw. Wojciecha
            do pomocy Ottonowi III. byl ksiaze Boleslaw Chrobry, ktorego slawa doszla juz do
            Rzymu, a o ktorym i sw. Wojciech i cesarz przedtem juz wiedzieli, ze po nim
            mozna sie spodziewac wielkich czynow. Postanowiono, ze sw. Wojciech sam pojedzie
            do Polski, rozmowic sie z Boleslawem.

            Otton przyjal w Rzymie z rak papiezkich cesarska korone; na koronacyi tej byl
            sw. Wojciech, dzialo sie to w roku 996. Zaraz potem wybrali sie obaj na polnoc.
            Sw. Wojciechowi wypadla droga znowu przez Slazk, jak niegdys Jordanowi. Jest
            podanie, ze wtenczas zalozyl koscioly w Cieszynie, w Bytomiu i w Opolu; nie da
            sie historycznie sprawdzic ze starych dokumentow i zaden z kosciolow, ktore tam
            pozniej istnialy, nie byl taki stary, zeby byl mogl pochodzic z tych czasow.
            Zapewne trzeba rozumiec to podanie tak, ze sw. Wojciecli w tych miastach po
            drodze wypoczywal, nauki i sakramentow sw. udzielal i postaral sie o urzadzenie
            jakich kaplic na poczatek. Kosciolow bowiem na Slazku jeszcze nie bylo; swiety
            Wojciech przejezdzajac przez Slazk, spostrzegl ten brak i postanowil mu
            zaradzic; jakoz potem na dworze Boleslawa Chrobrego o tem nie zapomnial. Byc
            moze, ze najstarsze koscioly w Cieszynie, w Bytomiu i w Opolu powstaly z porady
            sw. Wojciecha; ale on sam ich nie zakladal, a w kazdym razie byly to raczej male
            drewniane kaplice, niz koscioly w prawdziwem znaczeniu tego slowa.

            Boleslaw polski przyjal sw. Wojciecha z krolewskiemi honorami. Najzupelniejsza
            jednosc zapanowala pomiedzy ksieciem a swietobliwym biskupem. Boleslaw pragnal
            jeszcze nawrocic lud Prusakow, a sw. Wojciech z zapalem podjal sie tego zadania.
            Zawezwal brata swego, Radzyna, do pomocy i z kilku uczniami wyprawil sie
            nastepnego roku, 997, pomiedzy bagna pruskie; niestety zginal tu meczenska
            smiercia, napadniety przez barbarzynskich Prusakow podczas ofiary mszy sw.
            Boleslaw wielce sie zasmucil, i pragnal miec przynajmniej cialo meczennika.
            Prusacy nie chcieli go wydac, az Boleslaw obiecal im tyle zlota, ileby cialo
            wazylo; wtenczas dopiero Prusacy przyslali. Sprowadzono swiete zwloki do Gniezna
            i pochowano w nowozalozonym kosciele, gdzie do dzis dnia spoczywaja wslawione
            cudami.

            Cesarz Otton musial wkrotce potem wyjechac znowu, do Wloch; skoro tylko
            powrocil, postanowil odwiedzic grob swego swietego mistrza, a przy tej
            sposobnosci ulozyc sie z Boleslawem. W r. 1000 wybral sie w te podroz z wielkim
            dworem i znow jemu takze droga wypada przez Slazk: tutaj na granicy Polski
            oczekiwal nan Boleslaw w Ilwie nad rzeka Bobra i ztad razem jechali do stolicy,
            do Gniezna. Stanawszy w Gnieznie, zblizyl sie cesarz bosa noga do swiatyni
            Bogarodzicy, w ktorej cialo sw. Wojciecha spoczywalo; zlozywszy tam gorace
            modly, nie mogl sie Otton nadziwowac bogactwom i wystawnosci kosciola i rzekl do
            otaczajacych go panow, ze daleko wiecej jeszcze u Boleslawa oglada, niz o nim
            poslyszal i ze nie godzi sie takiego wladce, za ksiecia poczytywac, lecz raczej
            wyniesc do krolewskiej godnosci. Uznal Boleslawa monarcha rownym wszystkim
            innym, mianowal go "sprzymierzencem i przyjacielem cesarstwa rzymskiego" i
            wezwal go, zeby sie krolewska koronowal korona, jako pierwszy krol w calej
            Slowianszczyznie. Na znak, ze Polska w niczem nie ma byc zalezna od Niemiec,
            zazadal Boleslaw, zeby biskup poznanski nie podlegal juz arcybiskupowi
            magdeburskiemu, ale zeby kosciol polski sam osobna stanowil dla siebie prowincye
            koscielna. Przystal na to cesarz, a Boleslaw zabral sie zaraz do ustanowienia
            polskiej metropolii. Zalozyl w Gnieznie arcybiskupstwo, jako najwyzsza w Polsce
            wladze i godnosc duchowa; pamietajac zas o tem, ze brak biskupow zle wplywa na
            poddanych, pozakladal tez nowe biskupstwa w swojem panstwie: w Krakowie dla
            Malopolski, w Kolobrzegu dla Pomorza i we Wroclawiu dla Slazka; wszyscy ci
            biskupi, wraz z poznanskim podlegali odtad arcybiskupstwu gnieznienskiemu.
            Pokazuje sie z tego, jak to Boleslaw zrozumial obowiazki chrzescijanskiego
            monarchy. Slazk polecil mu zapewne sw. Wojciech, widzac, ze niema kosciolow;
            Boleslaw tez zaraz kazal zaczac stawiac katedre w Wroclawiu.
            • 24.08.04, 04:13
              Zajecie Czech. Wojny z Niemcami.

              Juz drugi raz zdawalo sie, ze Polska bedzie z Niemcami w najlepszej przyjazni,
              ale jak Otton Wielki za Mieczyslawa, tak tez Otton III. za Boleslawa, wkrotce po
              ugodzie umarl. Gdy w r. 1002 nastal cesarz Henryk II., zmienily sie zupelnie
              czasy! Przeciwko Henrykowi wybuchl zaraz na poczatku wielki rokosz saksonskich
              panow. Boleslaw mial sobie za powinnosc chrzescijanskiego wladcy dopomodz
              cesarstwu, ktorego byl sprzymierzencem; udaje sie ze swemi posilkami na wojne,
              rozgramia rokoszan i zdobywa w tej wojnie wlasnemi silami Luzyce; nie zabiera
              tego kraju dla siebie, ale ze go zdobyl na Henrykowych nieprzyjaciolach, wiec
              Henrykowi oddaje. Jedzie potem na dwor cesarski do Merseburga i tu z jakaz
              spotyka sie podzieka? Oto zadaja od niego holdu! Oczywiscie odmowil i gniewny z
              miasta wyjechal. Zaraz za miastem napadli nan zabojcy, nastawieni przez Henryka,
              ktory skrytobojczo chcial sie pozbyc poteznego sasiada, zeby przeszkodzic
              rozwojowi Polski. Szczesliwie uszedl Boleslaw zdradzieckiej zasadzki i zaczal
              teraz inaczej mowic. Wojsko mial gotowe; najechal pogranicze, spalil miasto
              Strele, uprowadzil mnostwo niemieckich jencow a Luzyce przylaczyl do polskiego
              panstwa. Przeciw cesarzowi znalazl sobie sojusznikow w samychze Niemczech i
              zawarl przymierze z ksiazetami Austryi z rodu Babenbergow.

              Nastepnego roku zajal Boleslaw Chrobry Czechy. W tym kraju straszne byly
              zamieszki skutkiem ustawicznych swarow i wasni w domu ksiazecym. Ksiaze Boleslaw
              Rudy, wygnany z kraju, schronil sie do Polski pod opieke Boleslawa Chrobrego, za
              ktorego tez staraniem i poparciem tron odzyskal. Ale wrociwszy do swego kraju,
              takim sie stal okrutnikiem, ze znaczna czesc narodu na nowo go zrzucila z tronu
              a do objecia rzadow wezwala Boleslawa Chrobrego, ktory tez wjechal uroczyscie do
              Pragi wsrod wielkiej radosci ludu.

              Czesi jednakze nie byli zgodni w swem zdaniu. Byly tam dwa stronnictwa. Jedno
              pragnelo pozbyc sie na wzor Polski zwierzchnictwa niemieckiego i w lacznosci z
              Polska utworzyc wielkie slowianskie mocarstwo, ktoreby bylo na tyle potezne,
              zeby sie nigdy nie potrzebowalo bac Niemiec. Drugie jednak stronnictwo,
              zaslepione, stalo po stronie cesarza. Cesarz Henryk zgadzal sie, aby Boleslaw
              Chrobry panowal takze w Czechach, ale pod warunkiem, zeby mu zlozyl z Czech
              hold, jak to czynili dotychczas wszyscy ksiazeta czescy. Boleslaw jednak po to
              do Czech przybyl, aby ten kraj uwolnic od niemieckiego poddanstwa; wiec odmowil.
              Na to tylko czekalo niemieckie stronnictwo w Czechach; wezwali Henryka, a cesarz
              z wielkiem wojskiem rozpoczal wojne. Boleslaw staral sie poruszyc wszystkich
              zachodnich Slowian przeciw Niemcom; ale poganscy Lutycy nienawidzili Polski za
              to, ze przyjela chrzescijanstwo i woleli polaczyc sie z Niemcami przeciw Polsce,
              a w Czechach nie znalazl Boleslaw dostatecznego poparcia. Roku 1004 musial
              ustapic z Pragi, a w nastepnym roku, gdy Lutycy polaczyli sie z Henrykiem,
              bronic musial granic polskich. Wtenczas to w roku 1005, wtargneli Niemcy po raz
              pierwszy na Slazk, pod Krosnem przeszli przez Odre i szli pod Miedzyrzec, zkad
              wpadli dalej do Wielkopolski; nie wiele jednakze wskorali, skoro cesarz musial
              zawrzec pokoj pod Poznaniem taki, ze owczesni kronikarze donosza, iz pokoj ten
              wielkim zalem go przepelnil. Gotowal sie tez Henryk do nowej wojny. Boleslaw
              probowal jeszcze raz polaczyc narody slowianskie do wojny z Niemcami, ale Czesi
              i Lutycy, "sami sobie grob kopiac", sami cesarza uwiadomili o zamiarach
              polskiego wladcy. Zeby uprzedzic cesarza, ruszyl Boleslaw predko nad Labe i
              Sale, zapedzil az pod Magdeburg, a obsadzil dobrze wojskiem Luzyce. Henryk
              dopiero po czterech latach zdobyl sie na odwet; czeski ksiaze Jaromir powiodl
              niemieckie wojsko na Polske, ale nie zaszedl dalej, jak na Slazk, bo Slazacy,
              wyuczeni przez swego monarche, dobrze sie Niemcom dali we znaki. Z pod Glogowa
              musieli sie wrocic, jak niepyszni. Bylo to w r. 1011.
              • 24.08.04, 04:14
                Nastepnego roku Slazacy po raz drugi dzielnie sie spisali i odjeli Henrykowi
                ochote do dalszej wojny. Z koncem 1012 r. kazal cesarz zapytac sie, czyby
                Boleslaw nie przystal na pokoj. W samych tez Niemczech odzywaly sie rozmaite
                glosy. Sw. Bruno glosno cesarza przestrzegal, "zeby nie nastawal na zgube
                chrzescijanskiego ksiecia, dzielnego pracownika w winnicy Panskiej." Rad tez byl
                cesarz, gdy Boleslaw wyprawil do niego na uklady swego syna, Mieczyslawa; Henryk
                przyjal go teraz w Merseburgu inaczej, grzeczniej, niz przed 11 laty jego ojca;
                teraz juz nie urzadzal zasadzek, ale naprawde o przyjazn Boleslawa sie staral i
                na utwierdzenie pokoju skojarzyl malzenstwo krolewicza Mieczyslawa z cesarska
                ksiezniczka Ryksa, siostrzenica Ottona III. O Luzyce sie nie tylko nie upominal,
                ale przyznal je sam Polsce. Dzialo sie roku 1013.

                Zaledwie minely dwa lata, trzecia wybuchnela wojna. Boleslaw probuje znowu
                polaczyc sie z Czechami; nie chce juz sam zajac czeskiego tronu, ale zada tylko
                przymierza przeciw wspolnemu nieprzyjacielowi. Poslal z tym planem syna swego
                Mieczyslawa do czeskiego ksiazecia Ulryka, ale ten ostrzegl Henryka, a
                krolewicza polskiego wydal mu zdradziecko do niewoli. To przyspieszylo jeszcze
                wojne, ktora trwala przeszlo trzy lata. Wyprawa Henryka w r. 1015 nie powiodla sie.

                Druga niemiecka wyprawa w roku 1017 byla znowu wojna slazka: Henryk ruszyl na
                Glogow, ale dal spokoj, nie chcac drugi raz probowac wstydu pod tem dzielnem
                miastem. Boleslaw czekal na Niemcow w Wroclawiu, ale widzac, ze powoli bardzo
                sie ruszaja, ruszyl im naprzeciw do Glogowa. Henryk jednak nie chcial sie z nim
                spotkac i poszedl pod Niemcze, gdzie naprozno czas tracil, oblegajac nadaremno
                to miasto, ktore doskonale sie tez bronilo. Z pod Niemczy wrocil do domu przez
                Czechy, ktorych ksiecia mial teraz na swoje uslugi. Boleslaw gotowal sie do
                nowego najazdu Niemiec i bylby znowu oparl sie az o Sale; cesarz prosil o pokoj,
                Boleslaw nie mial ochoty go zawrzec, ale wreszcie przystal, bo tymczasem zaszly
                wypadki, ktore zmuszaly go zwrocic sie na wschod, ku Rusi, gdzie bardzo wiele
                bylo do czynienia. Zawarli tedy roku 1018 pokoj w Budziszynie w Luzycach:
                cesarz nietylko przyznawal ten kraj Polsce, ale zrzekl sie wszelkich praw do
                zwierzchnictwa nad Polska, uznajac zupelnie jej niezawislosc i monarsze
                stanowisko jej wladcow. Swoja droga czyhal ciagle na poslow Boleslawa
                wyprawianych do Rzymu, zeby mu ztamtad nie przywiezli krolewskiej korony.

                Pokoj Budziszynski zakonczyl jedne dopiero polowe roboty Boleslawowej: na
                zachodzie Slowianszczyzny (o ile jej nie psuli Czesi). Pozostawala
                Slowianszczyzna wschodnia.
                • 24.08.04, 04:15
                  Zdobycie Kijowa.

                  Na wschod od Polski byla Rus. Rusini przyjeli chrzescijanstwo w 22 lat po
                  chrzcie Polski, tj. w roku 988, a przyjeli je z Konstantynopola, w obrzadku
                  greckim. Bylo to za panowania Wielkiego ksiecia ruskiego Wlodzimierza. Nastepca
                  jego, Swietopelk, byl zieciem naszego Boleslawa; wygnany ze swej stolicy, z
                  Kijowa, przez brata Jaroslawa, zwrocil sie do tescia z prosba o pomoc. Boleslaw
                  w zwyciezkim pochodzie przebyl cala Rus, zdobyl Kijow i przebywal tam od
                  Sierpnia 1018 r. przez jedenascie miesiecy. Dla pewnosci pozostawil
                  Swietopelkowi swoje zalogi na Rusi; ale skoro tylko do Polski wrocil, sam
                  Swietopelk kazal je zdradziecko wyciac. Natenczas Chrobry pogodzil sie z
                  Jaroslawem i jemu tron Kijowski przyznal, odejmujac jednak od jego panowania
                  grody czerwienskie, ktore do polskiego panstwa na nowo przylaczyl.

                  Kijow byl miastem znacznem, o duzo wiekszem od wszystkich polskich lub
                  niemieckich w owe czasy. Niezmierne tam gromadzily sie bogactwa, a to z powodu
                  zyskownego handlu z Konstantynopolem. Europa wschodnia w ogole byla w owe czasy
                  bez porownania bogatsza, anizeli zachodnia; pod tym wzgledem stosunek byl
                  zupelnie inny, niz za naszych czasow, a miasta nie tylko nasze i niemieckie, ale
                  nawet francuzkie wydawaly sie nedznemi osadami w porownaniu z miastami greckiemi
                  i ruskiemi. Na zachodzie nie miano ani nawet pojecia o tych wygodach i zbytkach,
                  o tym przepychu, jakim sie panoszyli zamozni mieszkancy wschodu. Boleslawowi
                  towarzyszyla do Kijowa druzyna niemieckiego rycerstwa, bo od pokoju
                  budziszynskiego byl w przymierzu z cesarzem. Tak nasi, jakotez Niemcy, nie mogli
                  sie nadziwowac wspanialosciom Kijowa; bylo im to, jakby wiesniakom, gdy nagle z
                  pod ubogiej strzechy dostana sie do palacu, na miekkie kobierce, po ktorych
                  stapac nie umieja.

                  Z dumnego Kijowa zablysnela potega polskiego ramienia! Rozkaz polskiego monarchy
                  rozlegal sie od Laby do Dniepru! Tron kijowski zawisl od jego woli i skinienia!
                  Z wyjatkiem Czech cala polnocna Slowianszczyzna jednej podlegla woli! Teraz byl
                  czas pomyslec o spelnieniu tych wznioslych zamiarow, o ktore starali sie sw.
                  Wojciech i szlachetny Otton III, zeby wytworzyc w Slowianszczyznie wielkie
                  chrzescijanskie krolestwo. Pojal dobrze znaczenie tej chwili Boleslaw; z Kijowa
                  wyprawil poselstwa do obydwoch cesarzy: do rzymskiego w Niemczech i do
                  byzantynskiego w Konstantynopolu, oglaszajac niejako powstanie slowianskiego
                  mocarstwa. " Obiecal przyjazn sasiedzka, jezeli jej dozna nawzajem; zagrozil, ze
                  potrafi byc wrogiem strasznym a niezwyciezonym."

                  Z Kijowa wyprawial Boleslaw te poselstwa, zeby dac poznac, ze Kijow jest pod
                  jego zwierzchnicza wladza; ale nie myslal bynajmniej pozbawic przez to Rusinow
                  ich wlasnych ksiazat. Owszem, gdy Jaroslaw okazal ochote do zgody, przywrocil go
                  na tron kijowski, bo nie o zdobycz mu chodzilo, nie o zabor nieprawny cudzych
                  krajow, ale tylko o to, zeby jak najwiecej Slowianszczyzny natchnac jedna mysla
                  chrzescijanska, a zachodnie jej kresy ocalic przed niemieckim zalewem zLych
                  cesarzow i ich margrafow. Do tego trzeba bylo potegi. Rus lubiala przeszkadzac
                  wojnami od wschodu, wiec trzeba ja bylo trzymac w uleglosci, ale nie w niewoli.
                  Tej Boleslaw Rusi nie narzucal a za tym szlachetnym przykladem poszla nastepnie
                  cala historya polska, nie niosac nigdy nikomu niewoli i o tyle tylko orez z
                  pochwy wyjmujac, o ile to koniecznem bylo dla wlasnego bezpieczenstwa.

                  O jedno tylko bal sie Boleslaw na Rusi. Kiedy ksiaze kijowski Wlodzimierz sie
                  ochrzcil, czynil to w obrzadku wschodnim, ale w katolickim kosciele, bo owczesny
                  patryarcha pozostawal w jednosci z powszechnym Kosciolem i z glowa jego, Ojcem
                  sw. w Rzymie. Ale nad Konstantynopolem zawisla juz schyzma i Boleslaw
                  przewidywal, ze moze ona tam sie ugruntowac i potem na Rus sie przeniesc; juz
                  dawniej za sw. Cyryla i Metodego byly tego pierwsze oznaki. To tez wydajac swa
                  corke za Swiatopelka, dodal jej za kapelana sw. Reinborna, gorliwego misyonarza,
                  w tej mysli, zeby dwor ksiazecy i ludnosc naklanial na obrzadek rzymski. Z tego
                  samego powodu, z obawy schyzmy, nie popieral w swem wlasnem panstwie obrzadku
                  slowianskiego, gdzie jeszcze jego slady zostaly, ale wolal liturgie lacinska,
                  nie bojac sie, zeby to mialo wiesc za soba niewole niemiecka, bo przeciez mial
                  juz polska metropolie w Gnieznie. Polska ludnosc zrozumiala intencye madrego
                  wladcy; stala wiernie i trwale przy Rzymie, a swoja droga hardo przeciw Niemcom.
                  Ale nie zrozumieli tych intencyj Rusini; swiety Reinborn przesladowany, skonczyl
                  u nich w wiezieniu twardy meczenski zywot. Potem jeszcze zobaczymy, co za
                  nieszczesne, oplakane skutki sprowadzila schyzma na Rus.
                  • 24.08.04, 04:15
                    Koronacya.

                    Wrociwszy do Polski, zaczal Boleslaw myslec o koronacyi. Slal znowu do papieza i
                    znowu poslowie jego jeczeli w niemieckich wiezieniach. Za daleko bylo z Gniezna
                    do Rzymu, zeby przewiesc krolewska korone bezpiecznie przez szeregi wrogow!
                    Nareszcie w roku 1024 zwolal Boleslaw biskupow polskich, a odbywszy z nimi
                    narade, postanowil sie koronowac. Byc moze, ze otrzymal z Rzymu jakas tajemna
                    wiadomosc, ze stolica apostolska wie o jego stosunkach i nic niema przeciw
                    przywdzianiu korony; jakoz papiez zaden nigdy tego nie zganil i krolewskiego
                    tytulu nie przeczyl. Byc tez moze, ze oparl sie na tem, co z ust sw. Wojciecha
                    slyszal, tego swietego, ktory byl mistrzem Ottona III, prawego cesarza, a mial
                    przystep do papieza i znal wole stolicy sw. Dzielu zas Boleslawa trzeba bylo
                    koniecznie korony; ta polska korona stala sie widomym znakiem niepodleglosci
                    narodowej i rownosci zupelnej z Niemcami. Odtad nie moglo juz byc Europy bez
                    polskiej korony, odtad potrzebna ona byla do spokoju i rozwoju chrzescijanskiej
                    mysli w Europie, odtad wszelki zamach na niepodleglosc Polski byl juz nietylko
                    rabunkiem, ale swietokradztwem.

                    Dobrze zrobil Boleslaw, ze sie koronowal; spory juz byl na to czas; jakkolwiek
                    mial lat dopiero 58, ale zycie styrane tylu wyprawami i trudami wojennemi, nie
                    moglo miec juz na dlugo sil, ktore wyczerpywaly sie po dokonaniu tylu slawnych
                    dziel. Nie minal rok caly od wiekopomnej tej koronacyi, a Boleslaw zycie
                    zakonczyl, przekazujac straz swego dziela synowi, Mieczyslawowi II. Kronikarz
                    owych czasow dodaje, ze ludnosc polska przez rok caly trwala w zalobie po swym
                    wielkim krolu, wstrzymujac sie od wszelkich zabaw; skoro tylko wiesc o zgonie
                    Boleslawa sie rozeszla, wszedzie, od Slazka az po morze, lament byl wielki. Bo
                    tez ten dzielny krol nie tylko byl wielkim wojownikiem i politykiem, ale tez
                    ojcem prawdziwym swych poddanych, a zwlaszcza prostego ludu, dla ktorego
                    szczegolniejsza mial przyjazn. Slusznie nalezy sie temu krolowi przydomek
                    Wielkiego, bo on piastowal mysl wielka, zeby cala Slowianszczyzne zachodnia
                    polaczyc wraz z Rusia w jedno wielkie panstwo. Polskie zas panstwo tak utrwalil,
                    ze kleski nastepnego pokolenia nie zdolaly juz niem zachwiac. Dla wielkiej zas
                    dzielnosci swojej zwany jest Chrobrym.
                    • 24.08.04, 17:04
                      Prozny Twoj trud somepoincie. Oni i tak wiedza lepiej. Gdyby mogli to by nam
                      wmowili, ze jak wykopana neandertalczyka w Neanderthalu kolo Duesseldorfu, to
                      szkielet trzymal slaska fane w reku.
                      • 24.08.04, 18:37
                        Sugerujesz, ze postepowalibysmy niczym Konieczny ale odwrocony o 180 stopni? Po
                        twoim poscie widac, ze taka toporna propaganda to cos w sam raz dla ciebie,
                        polakowcu. Somepoint napisal ze sie zgadza z tymi endeckimi wypocinami?
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.