Dodaj do ulubionych

Australia: Lucky Country

21.10.04, 05:57
Rozni frustraci pisza tu glupoty o Australii. Zeby 'set the record straight'
podaje ze kraj przezywa najdluzszy w swej historii okres wzrostu
gospodarczego.

Kilka przykladow:
- budzet kraju jest na plusie
- dlug rzadu federalnego jest rowny 18% GDP, znacznie mniej niz np. USA,
prawie wszystkich krajach Europejskich, Kanadzie, ze juz nie wspomne o Izraelu
- bezrobocie najnizsze od 20 lat @ 5.6%.

Nic dziwnego ze Howad wugral wybory.

SP

Obserwuj wątek
    • Gość: Kagan Australia: Lucky Country? IP: *.lib.unimelb.edu.au 21.10.04, 11:39
      Budzet moze ma Australia i na plusie, dzieki drastycznym ciciom na wydatkach na
      oswiate, sluzbe zdrowia i infrastrukture, ale np. jej dlug zagraniczny bije
      rekordy! Samych procentow od dlugu Australia zaplaci w przyszlym roku 12,963
      milionow AUD (wedlug Bureau van Dijk - bvdep.com), a w roku 2009 bedzie tego
      14,853 mln UD.
      Total debt (both local and foreign currency) owed by government to domestic
      residents, foreign nationals and multilateral institutions such as the IMF
      czyli po prostu dlug rzadowy bedzie wynosil dla Australii 145.767 BILIONOW AUD
      w roku 2004, a w roku 2009 169.348 BILIONOW AUD. W roku 2004 Dlug zagraniczny
      Australii przekroczyl 276 MILIARDOW dolarow, czyli jest juz ponad 50% PKB, a
      jego obsluga (odsetki) dawno juz przekroczyly 50% wplywow z eksportu. Per
      capita ten dlug wynosi prawie 10 tys. dolarow USA, czyli ok. 50% przecietnego
      dochodu na reke (netto, czyli na czysto, po oplaceniu podatkow) na osobe...
      Australia zyje na kredyt, ze sprzedazy surowcow, czyli ma strukture eksportu
      jak kraj III swiata, i tylko ciagle zaciaganym nowym dlugom zawdziecza
      (tymczasowo) swoj standard zycia I swiata. Byly premier i skarbnik federalny
      Keating dawno juz o tym mowil (banana republik speach), ale zostalo to
      (niestety) zapomniane. Tak wiec rzad Howarda na chama falszuje statystyki
      bezrobocia i nie wspomina o dlugu, ktory powoduje wyzsze stopy procentowe
      (ponad 2 razy takie w Australii jak w UE), a wiec wolniejszy wzrost gospodarczy.
      Wedlug oficjalnych danych Australian Bureau of Statistics bezrobocie bylo:
      (podaje lata i stopy oficjalna/realna): 1991 7/19, 1993 10/22, 1995 9/20, 1999
      8/17, 2001 7/16), a wiec obecnie mamy oficjalnie ok. 6%, realnie ok. 15%, czyli
      prawie jak w Polsce, i o wiele gorzej niz srednia UE (ok. 8%). 1/3
      Australijczykow zdolnych do pracy zyje z zasilkow, co swiadczy o glebokim
      kryzysie gospodarczym. I nawet rzad musi przyznac, ze gospodarka praktycznie
      stoi w miejscu: produkcja przemyslowa byla np. w roku 2003 taka sama jak w roku
      2002, a dynamika PKB od lat jest ok 2-3%, czyli w granicach bledu (rownie
      dobrze moze sie zmniejszac rocznie o jakies 1-2 %, bo blad pomiaru jest ok. 5%).
      Howard wygral, bo za nim byl biznes, ktory kontroluje media, i zyje ze
      sprzedazy surowcow, i tyle... Labor zas po prostu nie chcial wygrac: albo wie,
      ze idzie kleska, albo zostal przekupiony, bo w kapitalizmie wszystko jest na
      sprzedaz, w tym i stanowiska w rzadzie... A wiec nie mamy sie z czego cieszyc,
      ze wygral wybory zbrodniarz wojenny i miedzynarodowy terrorysta Howard, i ze
      wygral dzieki klamstwom i falszowaniu danych o gospodarce, ktora tak naprawde
      ledwo zipie. Przypomina sie propaganda z czasow poznego Gierka, kiedy to Polska
      z kolei zyla z zaciagania coraz to nowych kredytow, a na paierze wskazniki
      rosly...
      Kagan


    • Gość: Kapitalizm_Kaputt Aussie pogubili sie w funduszach emerytalnych IP: *.nsw.bigpond.net.au 21.10.04, 23:36
      a wielka finansjera na tym korzysta, co jest kolejnym osiagnieciem naszych
      politykow.

      Millions with billions in lost super
      Source: SYDNEY AAP
      Date: 2004-Oct-20 07:12 PM

      Millions of Australians have billions of dollars in lost superannuation, the
      Australian Consumers Association (ACA) said.

      The consumer group said one in three Australians had lost superannuation
      accounts and many more had forgotten about bank accounts, insurance policies
      and other money.

      "If you changed your job, address or name recently and forgot to tell the fund,
      you could be one of them," the ACA said.

      "Plenty more people have lost track of their bank accounts, insurance policies,
      company money and other funds."

      The group's finance policy officer Catherine Wolthuizen said there
      were "billions of lost dollars in Australia just waiting to be found".

      The consumer group and the Australian Securities and Investments Commission set
      up a joint stall in Martin Place in Sydney's CBD, offering free internet
      searches for people's lost fortunes.
    • torrens Re: Australia: Lucky Country 22.10.04, 01:29
      Pisza tak ci co w au nigdy nie byli,

      Ci co byli, maja duzo bardziej wywazone opinie.

      Poza tym, z au pisze
      Luiza
      ktorej styl pisania doprowadza co niektorych do epilepsji
      (te plaze, slonce, ogrod no i Jej 'slawny' dzien przylotu do au ...hehe

      Wiarus
      ktorego ertes nie trawi ( a ten gosc to ma dopiero czasu zeby stukac i ... jest
      spamerem wiec wyglada ze to cala ekipa walczy z wiarusem)

      Kagan
      tu to juz nic sie nie da dodac... hehe

      jest kilku innych, nie tak 'kolorowych' (kan, ozpol, larson...)
      to chyba wszyscy
      (reszta to zdaje sie Kagan walczacy na wszyskich frontach z przygniatajaca
      rzeczywistoscia...hehe)

      Ty Starypierdola to zdaje sie z NJ?

      Pozdrawiam

      • jot-23 Re: Australia: Lucky Country 22.10.04, 03:26
        torrens napisała:

        > jest kilku innych, nie tak 'kolorowych' (kan, ozpol, larson...)
        > to chyba wszyscy
        > Pozdrawiam
        >

        hehe, dobry tekst! ja bym wymienil ospula w grupie tych "kolorowych", bo choc
        on sam jak to sie mowi "prochu nie wymysli" to to co z niego, no wlassnie! kto?
        zrobil (te wszystkie "przyczepa gay parties" itp)...stawia go w pierwszym
        szeregu... takie utalentowane character assasination...spelnilby sie w sztabie
        jakiejs kampanii wyborczej.


        --
        pozdrawiam "cieplutko"!

        "The end of our empire, if end it should, does not frighten us"
    • Gość: pzm Australia: Lucky Country IP: *.sunsh2.vic.optusnet.com.au 22.10.04, 03:09
      starypierdola napisał:

      > Rozni frustraci pisza tu glupoty o Australii.
      zgadza sie.
      najlepszy jest ponizej.
      (Wiem ze dyskusja z Kaganem to nieporozumieni bo:
      a) zmysla
      b) nagina fakty gdzie nie zmysla
      c) posuwa sie do obrzydliwych pomowien jak przegrywa dyskusje..

      ale trudno - tak na pozytek tych co mogliby wziac powaznie jego pseudonaukowy
      belkot - przyklad:
      1. >1/3
      Australijczykow zdolnych do pracy zyje z zasilkow, co swiadczy o glebokim
      kryzysie gospodarczym

      totalna brednia i naginanie;
      byc moze to prawda, ze 1/3 obywateli OTRZYMUJE rozne zasilki ale:

      1.1.(wada naszego systemu jest to ze czasem ludzie tego naduzywaja jak np.
      a) ktos kto 'robi na czarno'
      b) wyludza - jak np. Kagan (ktos mu to wyciagnal z internetu) ktory mieszkajac
      u b. zony wyludzal 'rental assistance'

      1.2. 'otrzymuje' to nie to samo co 'utrzymuje sie z'. duza roznica. z takimi
      brakami w logice nie dziwota ze go nigdzie nie chcieli.
      Dla porownania, >>"Gazeta Prawna' policzyla, ze tylko dla 12 mil. polakow
      zrodlem utrzymania jest praca a 25 milionow (!) korzysta z roznego rodzaju
      swiadczen<<
      cytat z 'Angory' nr. 36 5.IX. 2004 s. 35 (nadal do kupienia w Roli-Poli)
      1.3. dane co do 'glegokiego krysysu' podal SP


      ..........
      tak wiec - jak slusznie prawi SP 'Rozni frustraci pisza tu glupoty o Australii'

      nie podzielam jego enuzjazmu dla Howarda, wiele grzechow ma na sumieniu,
      wiele rzeczy jest w Au do poprawienia, ale wciaz jest to jeden z najmniej
      niedoskonalych krajow.

      kazda emigracja jest trudna,
      kazda decyzja wiaze sie z ryzykiem

      ale najwieksza glupota jaka mozna zrobic jest poswiecenie reszty zycia na
      obwinianie innych (kogos, czegos) za swoje niepowodzenia...


      --
      pozdrowienia z Melbourne

      Pawel
      • starypierdola Zgadzam sie z tym co piszesz. 22.10.04, 03:57
        Najgorsi sa idealisci. To oni wyrzynaja ludzi w roznych rewolucjach w
        imie "egalite, fraternite, liberte". Albo zeby im sie statystyki zgadzaly.

        Howard jest "just rigt".

        A propos "just right"
        Abo w barze. Publician daje mu piwo 'on the house'.
        Abo pije. Publician pyta: 'how was it, Jacky?"
        Jacky odpowiada: "just right"!
        Na to publician: "what do you mean 'just right".
        Na to Abo: " a bit better and you would have sold it, a bit worse and I could
        not drink it".

        ...e, chyba juz to pisalem??

        SP

        PS. How do you get an Australian on the roof? Tell him that beer is on the
        house!
      • Gość: Kagan Australia: Lucky Country ale NIE dla Polakow! IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au 25.10.04, 10:19
        PZM: 1. 1/3 Australijczykow zdolnych do pracy zyje z zasilkow, co swiadczy o
        glebokim kryzysie gospodarczym
        - totalna brednia i naginanie; byc moze to prawda, ze 1/3 obywateli OTRZYMUJE
        rozne zasilki ale:
        1.1.(wada naszego systemu jest to ze czasem ludzie tego naduzywaja jak np.
        a) ktos kto 'robi na czarno'
        b) wyludza - jak np. Kagan (ktos mu to wyciagnal z internetu) ktory mieszkajac
        u b. zony wyludzal 'rental assistance'
        K: Nie wyludzal, bo mu sie nalezalo. Trzeba znac przepisy, a ze rzad szuka luk,
        aby nie placic? Wazne jest, ze wygralem sprawe w sadzie. Na czarno zas pracowac
        nie warto w Australii, bo primo marnie placa, secundo ryzko jak wykryja, a
        tertio jak sie ma wypadek przy pracy... Natomiast Pawel zajmuje sie lichwa, a
        to jest jednoznacznie nieetyczne. Na dodatek wciaga Polonusow w pulapke
        kredytowa: pomaga im zalatwic pozyczki, na ktore ich nie stac. Wiecej chyba nie
        musze pisac...

        P: 1.2. 'otrzymuje' to nie to samo co 'utrzymuje sie z'. duza roznica. z takimi
        brakami w logice nie dziwota ze go nigdzie nie chcieli.
        K: Jesli otrzymuje, to znaczy, ze bez tych zasilkow zyliby ponizej granicy
        nedzy. A wiec 1/3 Australijczykow zdolnych do pracy nie jest w stanie utrzymac
        sie bez pomocy rzadu. Swiadczy to o glebokim kryzysie gospdarczym i spolecznym
        w Australii...

        : Dla porownania, >>"Gazeta Prawna' policzyla, ze tylko dla 12 mil. polakow
        zrodlem utrzymania jest praca a 25 milionow (!) korzysta z roznego rodzaju
        swiadczen
        K: Tu jestes demagogiem, i to tanim, bo ja pisalem o ludziach zdolnych do
        pracy, a ty o dzieciach, emerytach i inwalidach... No comment...

        • luiza-w-ogrodzie W Australii nie ma tylu emigrantow z Polski 22.10.04, 09:37
          ...co w Stanach albo Kanadzie. A tymczasem na forum Polonia wiekszosc watkow
          miedli tematy australijskie i "australijskie".

          Zmieniajac temat, moj ulubiony ratownik dostal tytul najlepszego ratownika w
          Australii. Juz jak sie na niego patrzy, to ma sie pewnosc ze da rade wyciagnac
          z najglebszych tarapatow. Zapodam jeszcze ze ma czarny pas w karate.

          Pozdrawiam pogodnym wiosennym piatkowym popoludniem
          Luiza-w-Ogrodzie

          ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
          .·´¯`·.. ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
            • Gość: Kagan Re: W Australii nie ma tylu emigrantow z Polski IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au 25.10.04, 12:31
              I dobrze, bo niedlugo tu bedzie glod...
              www.theaustralian.news.com.au/common/story_page/0,5744,11176165%255E601,00.html
              Farmers want to raze crops Tony Koch October 25, 2004 THE AUTRALIAN
              THE owners of the largest citrus orchard in Queensland have offered to destroy
              their farm in a radical response to a fresh outbreak of citrus canker that
              threatens the nation's $200 million-a-year export industry.

              The plan, supported by Australian citrus growers, would involve digging up
              326,000 fruit trees in the district of Emerald in central Queensland at a cost
              of $16 million.

              The new outbreak of canker, known as the "foot and mouth disease of the citrus
              industry", was discovered by John Pressler, principal of the Pressler family's
              2PH Farms, Queensland's largest citrus producer, on October 5 this year.

              Primary Industries authorities were notified that day, and the 540ha irrigation
              farm, together with all other farms within a 7km radius, were placed under
              quarantine. But 20 days later, Mr Pressler is angry at what he believes is an
              inadequate response from federal government agencies to the crisis.

              He said "radical surgery" was now needed to save the entire industry and ensure
              export markets were retained.

              The Queensland Citrus Growers Association has warned the canker outbreak "is
              the most serious and dangerous biosecurity issue" in the Australian citrus
              industry.

              "There is no light at the end of the tunnel for these growers. It could be
              years before they will be able to market their crops again, and by then some of
              them will inevitably become bankrupt," the association warned.

              State National Party MP Vaughan Johnson described citrus canker as "the foot-
              and-mouth disease of this industry", and urged the federal and Queensland
              governments to provide financial support for the growers.

              Mr Pressler said that a rescue plan put forward by his family company had been
              ignored by authorities, and the manner in which he had been ignored ensured he
              would be the last farmer to voluntarily notify authorities about a disease
              outbreak.

              "The fine for not notifying is $150,000," a frustrated Mr Pressler said. "I
              could have been dishonest and totally irresponsible, bulldozed the affected
              trees myself and harvested at least one more crop – $20 million worth of fruit.
              But I didn't.

              "Within 48 hours of finding the lesions on the trees, my family company put a
              plan to the federal Government to eradicate every citrus tree in this region,
              that is about 326,000 trees, at a cost of around $16 million. That is the
              action needed to ensure the future of the citrus industry in this state, and
              indeed, in Australia – to give the necessary confidence to importing countries
              like the USA that the problem has been addressed."

              Mr Pressler said such action would mean "around here, we will all be out of
              production for the next six years".

              "But the only response has been a state government notice served on us last
              Friday afternoon requiring that we chemically spray the entire orchard every
              fortnight at a cost to us of $45,000 each time, with no guarantee the outbreak
              will be controlled."

              Mr Pressler said he had the support of the Queensland Government, the
              Queensland and Australian citrus growers associations, and the Emerald Shire
              Council for his eradication proposal.

              A submission to the Queensland and federal governments from the QCGA gives the
              stark warning that the canker outbreak "is the most serious and dangerous
              biosecurity issue in the history of the Australian citrus industry".

              "The fact that the owners of the largest citrus orchard in Queensland have
              offered to destroy their farm, which is a showpiece property and a lifetime's
              achievement for their family, shows just how serious it is," the document
              states.

              "Citrus canker in Queensland has national implications. Many trading partners
              have until now accepted citrus from Australia on the basis that the whole
              country is canker-free."

              Mr Johnson said the outbreak was "a crisis of monumental proportions", and that
              it was an opportunity for the federal Government, and in particularly National
              Party leader John Anderson, to "show leadership for its rural constituency and
              save Australia's citrus industry".

              A spokesman for Queensland Primary Industries Minister Henry Palaszczuk said
              his department was carrying out surveillance that could go for two years.

              The Emerald district was the site of a smaller outbreak of canker disease in
              June but was contained to one farm. Authorities have not been able to trace
              just how it came into the Emerald area, although it almost certainly came from
              overseas. Citrus canker has been seen before in Australia, but never in the
              commercial citrus-growing areas, and never on the same scale as the past two
              outbreaks in central Queensland.

              It is a bacterial disease that forms blemishes on the skin of citrus fruits –
              mainly mandarins and oranges.

              A spokesperson for Agriculture Minister Warren Truss said last night the
              federal Government had not discounted the Pressler plan but stressed that the
              matter was a state government responsibility.

          • pawel_z_melb Re: W Australii nie ma tylu emigrantow z Polski 26.10.04, 09:14

            --luiza-w-ogrodzie napisała:

            > ...co w Stanach albo Kanadzie. A tymczasem na forum Polonia wiekszosc watkow
            > miedli tematy australijskie i "australijskie".

            dokladnie:
            Polonia w:
            USA - 9,400,000
            Braz 1,200,000
            Fr 1,000,000
            Niemcy 1,000,000
            Kanada 800,000
            /../
            Au 150,000
            W Bryt 140,00

            >
            cos jest w tej Australii smile))

            pozdrowienia z Melbourne

            Pawel
            • Gość: Kagan Re: W Australii nie ma tylu emigrantow z Polski IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au 28.10.04, 11:55
              Cos masz marne dane, jak zwykle. W USA jest gora milion Pokakow: reszta to
              osoby z polskimi korzeniami, ale zadni z nich Polacy, bo ani jezyka nie znaja,
              ani sie Polska nie interesuja...
              A w Australii (i NZ) Polakow najbardziej dyskryminuja, a wiec... I w Australii
              sie najbardziej sypie godpodarka. Dynamika płac realnych w okresie wdrażania
              prorynkowych reform była w Australii zasadniczo ujemna. Średni wzrost płac
              realnych w Australii wynosił w latach 1984-2004 to średnio 0.34%, a więc był
              praktycznie w granicach błedu pomiaru. Tak więc można przyjąć, i to z bardzo
              małym prawdopobieństwem popełnienia błedu, iż płace realne, a więc także stopa
              życiowa australijskich ludzi pracy, pozostały statyczne w latach
              przyspieszonych neoliberalnych reform. Jeśli zaś uwzględni się chroniczne i
              systematyczne niedoszacowanie przez ABS (Australian Bureau of Statistics)
              wzrostu poziomu cen płaconych przez konsumentów (czyli CPI), to nasuwa się
              nieuchronnie wniosek, iż owe prorynkowe reformy przyniosły Australijczykom
              spadek płac realnych, a więc spadek poziomu życia osobom utrzymującym się w tym
              kraju z pracy. Tak więc koszty owych reform poniosła głownie najbardziej
              produktywna grupa ludności Australii, grupa, która w ostatecznej instancji
              decyduje o sukcesie bądź porażce owych reform.
    • Gość: Kagan Australia: UNLucky Country IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au 28.10.04, 11:51
      Jeśli chodzi o rynek pracy, to, jak już wspomniałem, oficjalna stopa bezrobocia
      w Australii spadła w roku 2003 nawet nieco poniżej poziomu USA. Jednakże ów
      spadek jest nie tyle rezultatem polepszenia się realnej sytuacji na rynku
      pracy, a takich czynników jak zmiany w metodologii obliczania ilości
      bezrobotnych (np. nie branie pod uwagę regionów ze szczególnie wysokim i
      chronicznym bezrobociem, jako “niereprezentatywnych”, oraz podawanie raz danych
      surowych , nieprzetworzonych, a innym razem danych uwzględniającym wahania
      sezonowe, ) co powoduje, iż dane z przeszłości i z innych państw nie są w pełni
      porównywalne z danymi podawanym przez Australijski Urząd Statystyczny (ABS).

      Dynamika płac realnych w okresie wdrażania prorynkowych reform była zaś
      zasadniczo ujemna. Średni wzrost płac realnych w Australii wynosił w omawianych
      latach (1984-2004) średnio 0.34%, a więc był praktycznie w granicach błedu
      pomiaru. Tak więc można przyjąć, i to z bardzo małym prawdopobieństwem
      popełnienia błedu, iż płace realne, a więc także stopa życiowa australijskich
      ludzi pracy, pozostały statyczne w latach przyspieszonych neoliberalnych
      reform. Jeśli zaś uwzględni się chroniczne i systematyczne niedoszacowanie
      przez ABS (Australian Bureau of Statistics) wzrostu poziomu cen płaconych przez
      konsumentów (czyli CPI), to nasuwa się nieuchronnie wniosek, iż owe prorynkowe
      reformy przyniosły Australijczykom spadek płac realnych, a więc spadek poziomu
      życia osobom utrzymującym się w tym kraju z pracy. Tak więc koszty owych reform
      poniosła głownie najbardziej produktywna grupa ludności Australii, grupa, która
      w ostatecznej instancji decyduje o sukcesie bądź porażce owych reform.

    • Gość: Kagan Australia: UNLucky Country IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au 28.10.04, 12:01
      Na podstawie przeprowadzonej w tej pracy analizy neoliberalnych reform
      gospodarczych i społecznych zastosowanych w Australii i Nowej Zelandii w latach
      1983-2003 doszedłem do wniosku, iż wyniki prób zastosowania rozwiązań systemu
      amerykańskiego w Australii i Nowej Zelandii nie wydają się być pozytywne. Jak
      to już bowiem objaśniałem, po pierwsze Nowa Zelandia, a nawet Australia, to
      jednak zupełnie inne gospodarki, społeczeństwa i kultura niż Stany Zjednoczone
      Ameryki Północnej (pomimo licznych, ale na ogół mylących i głównie
      powierzchownych podobieństw), a po drugie wprowadzenie owych rozwiązań w samym
      USA dało też raczej kontrowersyjne rezultaty: co prawda na krótką metę
      zwiększyły one efektywność i konkurencyjność gospodarki amerykańskiej, ale
      kosztem olbrzymiego zadłużenia zagranicznego, oraz olbrzymim kosztem
      społecznym, w tym kosztem spadku płac realnych, a więc kosztem obniżenia
      poziomu życia ludzi pracy.

      Mit Ameryki jest wciąż bardzo silny w Polsce, a szczególnie w ubogich krajach
      III świata i byłego II (“postkomunistycznego”wink świata z Rosją na czele,
      jednakże raczej trudno szukać jego gorliwych wyznawców nie tylko w zamożnych
      krajach Europy Zachodniej („Stara Europa”wink, ale także i wśród wielu zwyczajnych
      mieszkańców Australii i Nowej Zelandii. Podobnie jak w USA, na owych reformach
      zyskało we wspomnianych krajach głównie „górne” 20 procent („upper class”
      i „upper middle class”wink, a straciło, i to często sporo, „dolne” 20 procent
      („working class” a nawet i „lower midle class”wink. Tzw. middle class (średnie
      mieszczaństwo) właściwie nieco zyskało na owych reformach, ale ponieważ
      powiększył się, i to znacznie, dystans, szczególnie pomiędzy
      najliczniejszymi „midle middle class” i „lower midle class”, a klasami
      wyższymi, to znaczna większość klasy średniej (głównie middle class) w
      Australii i Nowej Zelandii też nie jest zbytnio zachwycona owymi reformami.
      Tak więc z punktu widzenia ekonomii politycznej i europejskiej klasycznej
      szkoły (tradycji) w naukach społecznych, próby zastosowania rozwiązań modelu
      amerykańskiego w Australii, a szczególnie w Nowej Zelandii należy uznać za
      raczej chybione. Poprawiły one bowiem nieco konkurencyjność gospodarek tych
      państw, ale nie były w stanie zahamować względnego obniżania się poziomu życia
      w tych krajach, a ich koszta społeczne (problemy wzrostu bezrobocia, spadku
      płac realnych i związane z nimi problemy pogłębienia się rozwarstwienia
      społecznego i wzrostu ilości chorych psychicznie oraz zwiększonej
      przestępczości i narkomanii) a także i finansowe (problemy deficytu budżetowego
      i rachunku bieżącego oraz wzrostu zadłużenia zagranicznego) należy uznać za
      zdecydowanie nadmierne i niewspółmierne z dość ograniczonymi efektami (głównie
      spadek inflacji i względna stabilizacja waluty).

      Zwiększona konkurencyjność gospodarek Australii i Nowej Zelandii przyciągnęła
      głównie kapitał spekulacyjny, inwestujący raczej krótko- niż długoterminowo, w
      inwestycje przynoszące szybkie zyski (kasyna, hotele i ośrodki wypoczynkowe dla
      zagranicznych turystów czy centra handlowe), a nie w najbardziej potrzebną
      Australii infrastrukturę, przemysł przetwórczy czy dostępne dla “przeciętnej
      kieszeni” mieszkania i domki jednorodzinne. Owe inwestycje
      zagraniczne “zaowocowały” głównie olbrzymim zwiększeniem się deficytu
      handlowego (zamiast dodatniego bilansu handlowego z lat 1970tych, Australia ma
      obecnie jego znaczny a permanentny deficyt ), jeszcze większym deficytem
      rachunku bieżącego oraz, last but not least, olbrzymim długiem zagranicznym:
      ponad 173 miliardy USD w roku 2002, co stanowi ponad 45% PKB (około 8700
      dolarów USA na głowę mieszkańca). Tak więc “boom” australijski jest w dużej
      mierze, podobnie jak amerykański, iluzoryczny, i, co gorsza, na kredyt, a więc
      nie do utrzymania w dłuższym okresie czasu. Stąd ma generalnie negatywna ocena
      prób zastosowania rozwiązań systemu amerykańskiego w Australii, a szczególnie
      Nowej Zelandii, gdzie koszty społeczne owych reform były jeszcze wyższe niż w
      Australii, a pozytywne efekty jeszcze mniejsze.

      Integracja gospodarki australijskiej i nowozelandzkiej z gospodarką światową
      poprzez eliminację barier do owej pełnej integracji, i związane z ową
      eliminacją barier reformy mikroekonomiczne, były głównymi cechami procesu
      globalizacji w przypadku Australii i Nowej Zelandii. W przypadku Australii,
      dominującej gospodarki w regionie Oceanii, mieliśmy do czynienia z trzema
      głównymi procesami, które “zglobalizowały” Australię w latach 1983-2003:
      1. “Upłynnienie” waluty (AUD) w roku 1983;
      2. Deregulacja finansów w roku 1984 oraz
      3. Program redukcji ceł, rozpoczęty we wczesnych latach 1980tych.
      Podobne, a nawet bardziej radykalne, reformy zostały przeprowadzone mniej
      więcej w tym samym czasie w Nowej Zelandii. Jednakże zgodnie z opinią
      większości ekspertów, wpływ (impact) globalizacji jest trudny do identyfikacji
      i pomiaru. Redukcja ceł przyniosła, na przykład, obniżkę cen importowanych
      wyrobów, a więc zmniejszyła inflację. Jednakże “upłynnienie” (floating) dolara
      australijskiego (AUD) wpłynęlo na wzrost inflacji, poprzez spadek jego kursu
      względem innych walut, a szczególnie dolara amerykańskiego (USD). Ogólnie
      biorąc, poziom inflacji obniżył się w Australii, szczególnie w latach 1990,
      ale raczej na skutek innych czynników niż globalizacja (np. “dzięki” stosunkowo
      wysokiemu bezrobociu, które zmniejszyło naciski na wzrost płac).

      Usunięcie barier w handlu zagranicznym spowodowało w Australii, a także i Nowej
      Zelandii, prawdziwą eksplozję deficytu rachunku bieżącego (p. Dodatek
      Statystyczny cz. XII). W konsekwencji dług zagraniczny Australii i Nowej
      Zelandii zaczął gwałtownie rosnąć: oba te kraje są obecnie światowymi liderami
      w zadłużeniu zagranicznym per capita. Pomimo uspokajających opinii
      niektórych “ekspertów”, rosnące zadłużenie zagraniczne Australii i Nowej
      Zelandii jest poważnym problemem, powodującym wyższe stopy procentowe (a więc w
      konsekwencji mniejsze inwestycje a więc i wolniejszy wzrost gospodarczy) oraz
      zwracającym uwagę wszechwładnych obecnie międzynarodowych rynków finansowych na
      takie problemy jak zdolność gospodarek Australii i Nowej Zelandii do obsługi
      owych długów w dłuższym okesie czasu, oraz na bardzo niską stopę oszczędności w
      tych państwach, gdzie mieszkańcy utrzymują sztucznie wysoką stopę życiową
      poprzez zaciąganie coraz to nowych kredytów konsumpcyjnych, w tym często na
      obsługę kredytów uprzednio zaciągniętych (p. też rozdział V – podrozdział o
      bankowości i finansach).

      Tak więc redukcja ceł i innych barier w handlu zagranicznym miała efekty
      głównie negatywne, które były znacznie szybsze, łatwiejsze do zauważenia i
      bardziej skoncentrowane niż nieliczne i słabe pozytywne efekty. Jednym z
      najbardziej widocznych efektów liberalizacji handlu zagranicznego był upadek
      przemysłu przetwórczego w Australii i Nowej Zelandii, zresztą i tak słabo
      rozwiniętego, jak na kraje z poziomem i strukturą konsumpcji I świata. Wzrost
      bezrobocia wywołany upadkiem tego przemysłu nie mógł być zrównoważony
      zwiększonym zatrudnieniem np. w usługach, jako iż nawet turystyka nie była (w
      tych krajach) w stanie wchłonąć większej liczby nowych pracowników, ze względu
      na marginalne położenie Australii i Nowej Zelandii: z dala od głównych “rynków
      zbytu”, czyli daleko od Europy, Japonii i Ameryki Północnej oraz na dość
      ograniczoną ofertę, szczególnie w przypadku Australii. Na dodatek przemysł
      przetwórczy Australii został zmuszony do konkurowania z azjatyckimi krajami o
      bardzo niskim poziomie płac, często używających półniewolniczą siłę roboczę
      (Np. Filipiny, Tajlandia, Korea P
      • Gość: Kagan Re: Australia: UNLucky Country IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au 28.10.04, 12:03
        Na dodatek przemysł przetwórczy Australii został zmuszony do konkurowania z
        azjatyckimi krajami o bardzo niskim poziomie płac, często używających
        półniewolniczą siłę roboczę (Np. Filipiny, Tajlandia, Korea Płd., do niedawna
        Tajwan) czy też niemalże darmową pracę więźniów (Chiny, Wietnam, Burma). Tak
        więc globalizacja miała zdecydowanie negatywny impakt na zatrudnienie w
        Australii i Nowej Zelandii. Wzrost gospodarczy nie był w stanie poprawić
        radykalnie sytuacji na rynku pracy tych krajów, jako iż był on zbyt wolny (w
        Australii średnio 2.9% w latach 1990-1999 i ok. 3.4% w latach 1980-1990, a w
        Nowej Zelandii jeszcze mniej: odpowiednio 1.8% i ok. 1.7%), a także ze wzgędu
        na pracoszczędny wzrost wydajności pracy (tzw. fenomen “jobless growth” –
        “wzrost bez nowych miejsc pracy” ).

        Globalizacja i “otwarcie na świat”, czyli podstawowe elementy neoliberalanej
        polityki ekonomicznej Australii i Nowej Zelandii z lat 1983-2003 miały, przede
        wszystkim, przynieść poprawę konkurencyjności gospodarek tych krajów, głównie
        poprzez wzrost wydajności (productivity) owych gospodarek. Jednakże , jak to
        zauważają Meredith i Dyster w swej autorytatywnej monografii, owa wydajność
        (productivity) zmalała w Australii w latach 1990tych do poziomu lat 1970tych, a
        więc poniżej poziomu lat 1960tych. Tak więc nie ma wątpliwości, iż neoliberalno-
        monetarystyczny eksperyment zakończył się klęską w Australii, i jeszcze większą
        w Nowej Zelandii, skąd mieszkańcy masowo emigrują do pogrążonej w niemalże
        permanentnej recesji Australii, która nie jest dłużej “szczęśliwym krajem”
        (“lucky country”wink lat 1960tych, ale także nie zdołała się, pomimo licznych a
        gołosłownych obietnic czynionych przez tamtejsze elity, przekształcić się
        w “zdolny kraj” (“clever country”wink. Takowa transformacja wymaga bowiem
        olbrzymich funduszy, których ani rząd, ani tym bardziej prywatny sektor nie
        chcą poświęcić na przedsięwzięcie, które nie gwarantuje ani szybkich, ani też
        tym bardziej nadmiernie wysokich, spekulacyjnych zysków. Ślepe wzorowanie się
        na unikalnych w skali światowej doświadczeniach amerykańskich kosztowały więc
        drogo zarówno Australię jak i Nową Zelandię, które po rozpadzie Imperium
        Brytyjskiego w latach 1950tych i 1960tych, wstąpieniu Zjednoczonego Królestwa
        do Unii Europejskiej (wówczas zwanej Wspólnotą Europejską – European Community)
        w roku 1973 oraz na skutek globalnej długotrwałej recesji rozpoczętej kryzysami
        paliwowo-energetycznymi wczesnych lat 1970tych, nie potrafią znaleźć dla siebie
        miejsca w nowej globalnej rzeczywistości, a swój nadmienie wysoki (typowy dla
        wysoko rozwiniętych, przemysłowych krajów I świata) standard konsumpcji
        sztucznie utrzymują poprzez zaciąganie coraz to nowych pożyczek, obsługiwanych
        eksportem surowców i żywności, co jest strukturą handlu zagranicznego typową
        dla zacofanych, agrarno-surowcowych krajów III świata.

        Społeczno-polityczne skutki globalizacji w Australii i Nowej Zelandii są
        znaczne: dla wielu Australijczyków i Nowozelandczyków są też one zdecydowanie
        negatywne. Zalew zagranicznych towarów spowodowany zniesieniem praktycznie
        wszystkich ograniczeń na import pozbawił pracy wiele osób. Stracili też sporo
        australijscy i nowozelandzcy rolnicy, jako iż terms of trade zmieniły się na
        ich niekorzyść, oraz stracili oni poparcie i ochronę ze strony swych rządów.
        Spora część australijskich bezrobotnych i farmerów poparła więc populistyczną,
        skrajnie prawicową partię One Nation (Jeden Naród).

        Australijczycy i Nowozelandczycy nie zostali nigdy jasno i uczciwie
        poinformowani, iż globalizacja oznacza w ich przypadku bardzo często niższą
        płacę realną, a nawet brak pracy. Dyskusja na temat globalizacji została bowiem
        w tym regionie “porwana” (“hijacked”wink przez elity, dla których globalizacja
        jest niewątpliwie korzystna. Jednakże brak jest poważnych argumentów
        wskaujących na to, iż globalizacja jest korzystna dla znacznej większości
        Australijczyków i Nowozelandczyków. Stąd też w regionie przeważa dezorientacja
        i niepewność, co do jego przyszłości ekonomicznej. Owa niepewność i
        dezorientacja jest pogłębiona przez ostatnie ataki terorystyczne na zachodnie
        (głównie australijskie) cele w regionie (szczególnie wybuchy bomb w Indonezji:
        w kurorcie na wyspie Bali, oraz w Jakarcie, stolicy tego państwa, gdzie
        zaatakowano w ostanim czasie hotel Mariott i ambasadę Australii). Ataki te
        wykorzystywane są w Australii przez polityków, szczególnie konserwatywnych, do
        ich wąskich i doraźnych celów, czyli do wygrania wyborów, oraz do odwrócenia
        uwagi społeczeństwa od realnych problemów trapiących region, takich jak
        niepokojące trendy w w gospodarce. Owe niepokojące trendy to głownie chroniczne
        deficyty rachunku bieżącego i spowodowana nimi prawdziwa eksplozja zadłużenia
        zagranicznego, które muszą, i to raczej prędzej niż później, doprowadzić do
        prawdziwego kryzysu gospodarczego w tym regionie, niegdyś stawianym za wzór
        stabilności politycznej i dobrego zarządzania gospodarką.
      • Gość: Kagan Re: Australia: UNLucky Country IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au 28.10.04, 12:03


        Tak więc redukcja ceł i innych barier w handlu zagranicznym miała efekty
        głównie negatywne, które były znacznie szybsze, łatwiejsze do zauważenia i
        bardziej skoncentrowane niż nieliczne i słabe pozytywne efekty. Jednym z
        najbardziej widocznych efektów liberalizacji handlu zagranicznego był upadek
        przemysłu przetwórczego w Australii i Nowej Zelandii, zresztą i tak słabo
        rozwiniętego, jak na kraje z poziomem i strukturą konsumpcji I świata. Wzrost
        bezrobocia wywołany upadkiem tego przemysłu nie mógł być zrównoważony
        zwiększonym zatrudnieniem np. w usługach, jako iż nawet turystyka nie była (w
        tych krajach) w stanie wchłonąć większej liczby nowych pracowników, ze względu
        na marginalne położenie Australii i Nowej Zelandii: z dala od głównych “rynków
        zbytu”, czyli daleko od Europy, Japonii i Ameryki Północnej oraz na dość
        ograniczoną ofertę, szczególnie w przypadku Australii. Na dodatek przemysł
        przetwórczy Australii został zmuszony do konkurowania z azjatyckimi krajami o
        bardzo niskim poziomie płac, często używających półniewolniczą siłę roboczę
        (Np. Filipiny, Tajlandia, Korea Płd., do niedawna Tajwan) czy też niemalże
        darmową pracę więźniów (Chiny, Wietnam, Burma). Tak więc globalizacja miała
        zdecydowanie negatywny impakt na zatrudnienie w Australii i Nowej Zelandii.
        Wzrost gospodarczy nie był w stanie poprawić radykalnie sytuacji na rynku pracy
        tych krajów, jako iż był on zbyt wolny (w Australii średnio 2.9% w latach 1990-
        1999 i ok. 3.4% w latach 1980-1990, a w Nowej Zelandii jeszcze mniej:
        odpowiednio 1.8% i ok. 1.7%), a także ze wzgędu na pracoszczędny wzrost
        wydajności pracy (tzw. fenomen “jobless growth” – “wzrost bez nowych miejsc
        pracy” ).

        Globalizacja i “otwarcie na świat”, czyli podstawowe elementy neoliberalanej
        polityki ekonomicznej Australii i Nowej Zelandii z lat 1983-2003 miały, przede
        wszystkim, przynieść poprawę konkurencyjności gospodarek tych krajów, głównie
        poprzez wzrost wydajności (productivity) owych gospodarek. Jednakże , jak to
        zauważają Meredith i Dyster w swej autorytatywnej monografii, owa wydajność
        (productivity) zmalała w Australii w latach 1990tych do poziomu lat 1970tych, a
        więc poniżej poziomu lat 1960tych. Tak więc nie ma wątpliwości, iż neoliberalno-
        monetarystyczny eksperyment zakończył się klęską w Australii, i jeszcze większą
        w Nowej Zelandii, skąd mieszkańcy masowo emigrują do pogrążonej w niemalże
        permanentnej recesji Australii, która nie jest dłużej “szczęśliwym krajem”
        (“lucky country”wink lat 1960tych, ale także nie zdołała się, pomimo licznych a
        gołosłownych obietnic czynionych przez tamtejsze elity, przekształcić się
        w “zdolny kraj” (“clever country”wink. Takowa transformacja wymaga bowiem
        olbrzymich funduszy, których ani rząd, ani tym bardziej prywatny sektor nie
        chcą poświęcić na przedsięwzięcie, które nie gwarantuje ani szybkich, ani też
        tym bardziej nadmiernie wysokich, spekulacyjnych zysków. Ślepe wzorowanie się
        na unikalnych w skali światowej doświadczeniach amerykańskich kosztowały więc
        drogo zarówno Australię jak i Nową Zelandię, które po rozpadzie Imperium
        Brytyjskiego w latach 1950tych i 1960tych, wstąpieniu Zjednoczonego Królestwa
        do Unii Europejskiej (wówczas zwanej Wspólnotą Europejską – European Community)
        w roku 1973 oraz na skutek globalnej długotrwałej recesji rozpoczętej kryzysami
        paliwowo-energetycznymi wczesnych lat 1970tych, nie potrafią znaleźć dla siebie
        miejsca w nowej globalnej rzeczywistości, a swój nadmienie wysoki (typowy dla
        wysoko rozwiniętych, przemysłowych krajów I świata) standard konsumpcji
        sztucznie utrzymują poprzez zaciąganie coraz to nowych pożyczek, obsługiwanych
        eksportem surowców i żywności, co jest strukturą handlu zagranicznego typową
        dla zacofanych, agrarno-surowcowych krajów III świata.

        Społeczno-polityczne skutki globalizacji w Australii i Nowej Zelandii są
        znaczne: dla wielu Australijczyków i Nowozelandczyków są też one zdecydowanie
        negatywne. Zalew zagranicznych towarów spowodowany zniesieniem praktycznie
        wszystkich ograniczeń na import pozbawił pracy wiele osób. Stracili też sporo
        australijscy i nowozelandzcy rolnicy, jako iż terms of trade zmieniły się na
        ich niekorzyść, oraz stracili oni poparcie i ochronę ze strony swych rządów.
        Spora część australijskich bezrobotnych i farmerów poparła więc populistyczną,
        skrajnie prawicową partię One Nation (Jeden Naród).

        Australijczycy i Nowozelandczycy nie zostali nigdy jasno i uczciwie
        poinformowani, iż globalizacja oznacza w ich przypadku bardzo często niższą
        płacę realną, a nawet brak pracy. Dyskusja na temat globalizacji została bowiem
        w tym regionie “porwana” (“hijacked”wink przez elity, dla których globalizacja
        jest niewątpliwie korzystna. Jednakże brak jest poważnych argumentów
        wskaujących na to, iż globalizacja jest korzystna dla znacznej większości
        Australijczyków i Nowozelandczyków. Stąd też w regionie przeważa dezorientacja
        i niepewność, co do jego przyszłości ekonomicznej. Owa niepewność i
        dezorientacja jest pogłębiona przez ostatnie ataki terorystyczne na zachodnie
        (głównie australijskie) cele w regionie (szczególnie wybuchy bomb w Indonezji:
        w kurorcie na wyspie Bali, oraz w Jakarcie, stolicy tego państwa, gdzie
        zaatakowano w ostanim czasie hotel Mariott i ambasadę Australii). Ataki te
        wykorzystywane są w Australii przez polityków, szczególnie konserwatywnych, do
        ich wąskich i doraźnych celów, czyli do wygrania wyborów, oraz do odwrócenia
        uwagi społeczeństwa od realnych problemów trapiących region, takich jak
        niepokojące trendy w w gospodarce. Owe niepokojące trendy to głownie chroniczne
        deficyty rachunku bieżącego i spowodowana nimi prawdziwa eksplozja zadłużenia
        zagranicznego, które muszą, i to raczej prędzej niż później, doprowadzić do
        prawdziwego kryzysu gospodarczego w tym regionie, niegdyś stawianym za wzór
        stabilności politycznej i dobrego zarządzania gospodarką.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka