Moj syn teskni za POlska Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Witam,Mieszkam w Irlandii,ja wyjechalam wczesniej,moj syn dolaczyl do mnie w
    lipcu ubieglego roku.POczatki byly swietne,byl steskniony,wiec szczesliwy ze
    jestesmy razem i to,jak mysle mu wystarczalo. We wrzesniu poszedl do
    szkoly,jeszcze wszystko bylo nowe wiec cala swa uwage poswiecal temu co
    dookola. Teraz widze,ze sie lamie,teskni bardzo za sswoja dawna klasa w
    polskiej szkole,za kolegami,powtarza ze ci koledzy ktorych tu poznal nigdy nie
    beda tacy jak ci w Polsce,ze budzi sie i widzi nie swoje sciany,nie swoj
    widok za oknem,ze czuje sie tu w pewnym sensie uwieziony itp. Placze on i ja
    placze,bo musimy tu na razie byc,a jesli on wroci,ja wroce za nim,bo jedna
    rozlake juz przezylam i drugiej nie dam rady. Z drugiej strony nie mam na
    razie jeszcze mozliwosci zeby wrocic do kraju,wiec sytuacja jest jakby bez
    wyjscia. Wiem od znajomych,ze mieli podobne problemy a potem dzieci wrastaly w
    srodowisko,licze ze kiedy pobedzie tu dluzej to zzyje sie z dzieciakami,oswoi
    miejsca i poczuje sie choc troche jak u siebie. Ale serce mi peka kiedy widze
    jego smutek i nie wiem jak mu pomoc.Czy ktos z Was mial podobne doswiadczenia
    i co zrobiliscie?
    • moja corka miala 3.5 roku jak wyjechalam z nia(lipiec 2007).
      pierwsze chwile byly ok, pierwsze mies byly super, przedskole bylo
      super. po przerwie swiatecznej (grudzien) zaczela sie tragedia. Mala
      zaczela sie moczyc w nocy, tesknila za podworkiem z dziecmi, za
      babcia... a wszyscy mi pisali na forum, kiedy pytalam przed
      wyjazdem, ze 3mies i dziecko sie zaaklimatyzuje... gowno prawda,
      zalezy od wrazliwosci dziecka! wakacje letnie jakos minely ale non
      stop slyszalam ze chcialaby sie pobawic z Julka na podworku...
      zaczal sie rok szkolny i... obecnie jest fajnie, choc mimo tak
      mlodego wieku corka teskni i o tym mowi. tylko teraz to juz jest
      taka doroslejsza tesknota, umie sama to sobie poskladac..? w kazdym
      razie daj synowi czas. moze jakies zajecia poza lekcyjne zeby go
      czyms zajac, basen, jazda konna, lyzwy... sadzac po Twoim poscie syn
      jest starszy wiec pewnie to trudniejsze, ale bedzie dobrze. i
      niewazne czy czlowiek ma 3.5 roku, czy wiecej... tesknota jest taka
      sama.
      a te baby co mi pisaly ze po trzech mies bedzie ok to albo gowno
      wiedza albo maja dzieci bez uczuc... sad
      --
      ''Życie jest w kolorze, który ma twoja wyobraźnia''
      • jak możesz pisać, że inne dzieci, te, co nie tęsknią, są bez uczuć. Moja
        sześcioletnia córka była przygotowywana na pobyt za granicą. NIe mogła się
        doczekać wyjazdu, nie mogła się doczekać szkoły. Była osłuchana z językiem w
        domu rodzinnym (ja i mąż germaniści, oglądała wyłącznie telewizję niemiecką) i
        dzięki temu, że chodzi do szkoły całodniowej (ganztagschule), momentalnie jej
        niemiecki się "uczynnił". Nie tęskniła za Polską wcale. Tęskni owszem za
        dziadkami, ale i przedszkole i koleżanki polskie nie są jej potrzebne do
        szczęścia. Tu w szkole ma przyjaciółki, jest bardzo lubiana, w domu mówi do mnie
        po niemiecku, tu jest teraz jej dom. Bardziej ten wyjazd przeżywam ja.
        Mieszkania w Polsce nie mam już, tu nie mam przyjaciółek, owszem jakieś znajome
        mam, ale to nie jest moje miejsce, za to córka nie miała praktycznie pięciu
        minut tęsknoty za ojczyzną.
        Sądzę, że głównie język jest tą barierą, dzięki której dzieci tak przeżywają
        rozstanie z dotychczasowym czasem.
        Moja córka jest dzieckiem średnio otwartym na innych, co zauważyła również
        nauczycielka, ale zawsze, kiedy po córkę przychodzę, ona jest w gronie koleżanek
        i kolegów. Raz tylko bawiła się akurat sama, rysowała coś na tablicy, a
        kibicowała jej wychowawczyni, no, ale rysowanie na małej tablicy jest ze
        względów technicznych możliwe tylko w pojedynkę.
        --
        to ja użyłam po raz pierwszy termin "syndrom baby born" smile
        • > ja i mąż germaniści
          > ganztagschule

          tacy z was germanisci jak ze mnie papiez

          posdrafiam szystki
          Benedykt
        • Rozmawiasz z dzieckiem po niemiecku? Rece opadaja.. Ale to chyba
          wrecz norma u rodakow wyjezdzajacych do Niemiec... Jakas taka chec
          stania sie bardziej niemieckimi niz Niemcy.. smutne uncertain
          • Nie smutne tylko pragmatyczne. Jeśli dziecko ma funkcjonować w
            społeczeństwie i mieć równe szanse musi jego 1 językiem być język
            kraju w którym mieszka.
            • Dzieci bez problemu ucza sie dodatkowych jezykow. Spokojnie moze sie
              poslugiwac 2-3 jezykami i nie ma absolutnie powodu aby pozbawiac
              dzieciaka korzeni... Nawet wiecej, wielojezyczny dorosly ma wieksze
              szanse na dobra i ciekawa prace. Od lat mieszkam poza krajem i mialem
              sporo takich obserwacji.
            • a ciekawe, że np. Marcel Reich-Ranicki zawsze, przekraczając próg
              własnego mieszkania, mówił po polsku - z żoną i synem, który pewnie
              w Polsce nigdy nie był. (chyba jako germanistka wiesz kim jest Reich-
              Ranicki?)
              • Eee zadajesz takie pytania, wstydz sie..tongue_out
                A tak swoja droga to rodzice, ktorzy nie rozmawiaja z dzieckiem po
                polsku maja przewaznie jeden spory problem - sami "zapominaja"
                jezyka. Spotyka sie to wyjatkowo czesto wsrod rodakow (?) zyjacych w
                BRD... Pisze to na podstawie 20 lat obserwacji i kontaktow z
                rodakami. Kontakty z zapominajacymi jezyk polski sa dosc krotkiei
                niepowtarzalne smile
            • Zalosne to "mowienie w domu po niemiecku"!!!
              Mam 5-ro wnuczat (1-9 lat). Mieszkaja w krajach anglojezycznych. Trojka z
              rodzicow Polakow, dwoje maja tate nie-Polaka. Poza najmlodszym, cala gromadka
              mowi nie tylko pieknie po polsku, ale rowniez bardzo chetnie. Popisuja sie
              wsrod rowiesnikow swoja polskoscia, a na nauczycielach wymusili, ze z okazji np.
              Bozego Narodzenia, cala klasa uczy sie polskiej koledy. Dwoje najstarszych
              zaczytuje sie polskimi ksiazkami, ktore w tempie zawrotnym im dostarczam. Nie
              przeszkadza im to czuc sie swietnie wsrod swoich anglojezycznych przyjaciol,
              jako, ze w tamtych krajach sie urodzili. Poza kupowaniem im polskich ksiazek,
              moj wklad jest taki, ze na skype'ie czytam im polskie ksiazeczki, poki nie moga
              robic tego same. Poza tym, choc niezbyt czesto odwiedzaja Polske, staram sie,
              zeby byly to wakacje nadzwyczajne. A zgrywanie sie na "mam teraz nowa ojczyzne"
              jest zalosne!! Pozdrawiam...
            • pierwszym jezykiem jest i pozostanie ten jezyk w ktorym sie urodzilo
          • masz racje ja tez mieszkam wde i nie mówie z malym ale to moze dla
            tego ze sama sie uczewink ale to nic bo tu nawet niekiedy spotykam
            osoby które z dala słychac ze po polsku mówia ale jak przechodzisz
            koło niich to staraja ie mówic po niemieckusmile
            --
            "Jezeli co drugi pomysl wydaje ci sie gelnialny dopij wódke i idź
            spać"
          • Bardzo dobrze, ze rozmawia z dzieckiem po niemiecku. Dzieciak i tak polskiego nie zapomni.
            Dzieci (5 i 7 lat) mojego obecnego szefa znaja cztery jezyki - polski od ojca, niemiecki od matki, urodzily sie w USA wiec angielski biegly, mieszkaja w Szwajcarii i szkole maja wylacznie po francusku.
            Radza sobie lepiej lub gorzej ze wszystkimi jezykami (rozumieja wszystko, choc polski i francuski mowiony jest jeszcze nieco lamany).
            Ale jaki piekny start w dorosle zycie beda mialy!
            • >Dzieciak i tak polskiego nie zapomni.

              Jestes w duzym błedzie. kuzyn wyjechal z trojgiem dzieci: jedno w
              wieku 12 lat drugie 4 i trzecie 2. Sa to ludzie dosc prosci niewiele
              wiedzacy o swiecie (choc nie twierdze zem swiatowcem jest). Oni
              takze nie rozmawiali w jezyku polskim z dziecmi wlasnie tlumaczac to
              tym ze nowy dom nowa ojczyzna itp. bzdety. moim zdaniem powod byl
              tylko jeden - wstydzili sie swego pochodzenia. efekt po 20 latach
              jest taki ze ten najstarszy po polsku dogaduje sie sadzi bledy, nie
              pamieta slow ale jako tako daje rade. jesli chodzi o jezyk pisany to
              pisze "fonetycznie" - tragedia. nie sadze aby ktos w niemczech
              zechcial go zatrudnic na "powaznym" etacie gdzie wymagana jest
              naprawde dobra znajomosc polskiego. ten facet nie jest w stanie
              sensownie sklecic prostego sms-a. oczywiscie taka znajomosc na
              straganie styknie ale nic powyzej. ten 4-latek 20 lat pozniej ma
              wielkie problemy z dogadaniem sie a pisanie kompletnie zero. poznal
              w niemczech studentke z polski planuja zamieszkac w polsce no i sie
              problem wielki stworzyl bo facet nie zna jezyka nauka idzie mu
              bardzo opornie. uczy sie 2 lata i jak na razie nie widze jakis
              wielkich postepow. ten najmlodszy wcale nie operuje jezykiem
              polskim. najsmieszniejsze (a moze najtragiczniejsze)jest to ze
              rodzice postanowili wybudowac dom w polsce i na emeryturze
              zamieszkac w polsce. on (najmlodszy) ulegl wypadkowi w niemczech,
              potrzebuje stalej opieki i juz teraz wiadomo ze zamieszka z nimi w
              polsce jak na razie bez kompletnej znajopmosci jezyka. oto i efekt
              glupoty prymitywnych rodzicow. rozmawialismy z zona duzo na ten
              temat. (zona jest filologiem i tlumaczem. obraca sie w srodowisku
              filologow i srodowiskach emigracyjno-imigracyjnych wielu nacji.)
              wniosek nasunał nam sie nastepujacy: im rodzice bardziej swiatli tym
              chetniej i z wieksza pieczolowitoscia pielegnuja jezyk ojczysty.
              osoby prymitywne i/lub zakompleksione swoim pochodzeniem oraz z
              zaburzonym poczuciem wlasnej wartosci unikaja nauki i podtrzymania
              jezyka ojczystego w srodowisku obcojezycznym. w sumie nie jest to
              jakies epokowe odkrycie ale sadze ze dobrze tlumaczy zjawisko.
              pozdro wszystkich rozsadnych i chyle czola przed wszystkimi
              ppielegnujacymi swoj jezyk ojczysty (niekoniecznie polski).
        • Zgadzam siz z Alpepe - my z przyczyn zawodowych wyjeżdżalismy na dlużej za granicę kilkakrotnie - dzieci miały od 8 miesięcy do 12 lat. Przede wszystkim język. Mogą się porozumieć, mogą mieć przyjaciół.ja mam przykre wrażenie, że synzałozycielki watku po prostu jest sam zamnknięty z tęskniąca za ludźmi mamą.
          Zawsze początki sa dośc trudne - ale trudniejsze dla dorosłych niz dla dzieci. ja dzięki moim pociechom zyskałam bardzo wielu przyjaciół. Jeżeli dziecko nie potrafi sie przełamać, ma jakies kompleksy, zachamowania to trzeba sie ruszyć a nie płakac z synem i utwierdzać go, że ma rację. Nie ma. Tacy, jak jego koledzy sa wszędzie na świecie. Zapisać go do klubu sportowego, szkoły muzycznej, klubu plastycznego teatralnego -co lubi. Moim zdaniem można kilka połączyć,będzie więcej znajomych. Sprawdzić na parafii, może bycnawet "obca", tam czesto działają kluby międzynarodowe, są zajęcia integracyjne. Moje dzieci uwielbiały imprezy międzynarodowe w parafii ewnagelickiej, gdzie dawały się pomalować henną (malowały mamy z Indii), uczyliśmy sie razem tańca brzucha (mama z Maroka), jodłowania (tata Niemiec) i takwondo (chyba tak sie to pisze? rodzice z Korei). Ja przyniosłam kiedyś makowiec, a bywały dania z całego świata. Wyjdźcie z domu, poczytaj ogłoszenia, przeglądnij gazety, wejdź na strone miasta, biblioteki miejskiej, loklanych klubów sportowych - tam jest mnóstwo ofert, wiele bezpłatnych (moje dzieci uczyły się przez całe wakacje tenisa za darmo w ekskluzywnym klubie tenisowym). Pewnie chłopak na poczatku nie będzie chciał iść, już sporo napracowaliście się, żeby stracił pewnośc siebie, ale potem jak się zaprzyjaźni, wyjdzie na dobrego bramkarza/muzyka/aktora/gimnastyka - to zyska uznanie i przyjaciół.
          • zgadzam sie w 100% z lucusia3. Poza tym, rozgladnij sie, na pewno
            wokol Ciebie jest duzo innych polskich rodzin, wsrod ktorych Twoj
            syn bedzie mogl znalezc przyjaciol. Z wlasnego doswiadczenia
            (wyjechalam w wieku 15 lat teraz mam 20) moge powiedziec, ze nie
            bylo latwo. Calkiem nowa kultura, ludzie. Jezyk niby nie byl
            problemem, bo od 4. roku zycia uczylam sie angielskiego, ale jakas
            bariera na poczatku byla. Teraz ide na uniwersytet i wiekszosc moich
            przyjaciol to Szkoci. Jesli chodzi o to, co powiedziala lucusia3
            przytocze pewien przyklad. Znam jednego chlopaczka (15lat), ktorego
            zdrowie psychiczne zostalo zaniedbane. Jego mama nie pofatygowala
            sie, zeby wyciagnac go do ludzi, zapisac na zajecia pozalekcyjne
            etc. Teraz chlopak ten, spedza 15h przed komputerem i wytworzyl tam
            chyba alternatywna rzeczywistosc, bo kompletnie nie umie zachowac
            sie wsrod ludzi. Zamknal sie w sobie i tyle. Kazdemu jest ciezko zyc
            w obcym kraju, ale Ty powinnas upewnic sie, ze Twoj syn nie zostanie
            zaniedbany i nie straci kilku fajnych lat swojego zycia na
            tesknocie. Dzieci sa wszedzie takie same. A i Tobie sie to przydasmile
        • Moja siostra jest germanistką i też siedzi za granicą. Mówi,
          że "stara" emigracja wstydzi się swojej polskości. Moja siostra
          rozmawia z córką po polsku, mała chodzi do niemieckiego przedszkola
          i jakoś nie ma problemu. Wyrwanie od korzeni to według mnie nie
          najlepsza droga.
          • Moj tez teskni, choc urodzony juz w australii!!!. Corka urodzona w
            Polsce, ale jako 5 latka wyjechala z nami i wychowala sie juz
            tutaj.Ona wcale nie teskni. Syn chce jechac do Polski w kazde
            wakacje, co roku. Wracajac do Irlandii to prywatnie uwazam za kraj
            nie do emigracji. Wogole europa nie jest do emigracji !!!. Rozumie
            pani syna, tam jest tym odmiencem, nie swoim jak reszta dzieci i tak
            juz bedzie do konca zycia, po prostu bedzie polakiem, ktory
            przyjechal z biednego kraju. Rozwiazanie widze jedno, powrot do
            Polski albo wyjechac z "tamtad" do usa, kanady lub australii, gdzie
            wszyscy sa rowni sobie, bo rodowod maja z daleka.Bedac w australii
            mam kontakt z turystami z Irlandii. Mlodzi Irlandczycy nienawidza
            polakow twierdzac ze to cholota, zreszta oni nienawidza wielu
            wlaczajac anglikow z ktorymi odnawiaja walke.PO PROSTU SYNA NIE
            AKCEPTUJA W SZKOLE !, POZNIEJ W PRACY ITD. ITP.TO NIE KRAJ NA
            EMIGRACJE A 6 MIESIECZNE SAKSY NA ZAROBEK, A BRANIE SYNA TO STRES
            DLA NIEGO.
            • Ale bzdury, jak mozesz pisac, ze Irlandia i Anglia i wogole Europa
              do niczego??? Moj syn mial 5 lat jak wyjechalismy na stale do
              Anglii,pare dni po przyjezdzie poszedl do szkoly, mowilam do niego w
              domu po polsku, ma mnostwo przyjaciol, jest lubiany, nikt go nigdy
              nie potraktowal chamsko z powodu jego pochodzenia.
              Zaklimatyzowalismy sie bardzo szybko, jestesmy u siebie od 25 lat.
              Mysle, ze wiek dziecka i podejscie matki ma jednak duze znaczenie,
              przyklad mojej kolezanki: Ukrainka przyjechala z synem 13 lat temu,
              syn mial wtedy 14 lat. Ona do tej pory narzeka na Anglie i na
              wszystko tka naprawde, jest bardzo nieszczesliwa, slabo mowi po
              angielsku, syn jej po 10 latach tutaj, pojechal na Ukraine do ojca i
              dziadka, wrocil na chwile do Anglii, z ciezka dypresja wrocil znowu
              na Ukraine, ozenil sie i zostal tam, mowi,ze jest bardzo szczesliwy.
            • wikary69 napisała:
              > Rozumie
              > pani syna, tam jest tym odmiencem, nie swoim jak reszta dzieci i
              tak
              > juz bedzie do konca zycia, po prostu bedzie polakiem, ktory
              > przyjechal z biednego kraju.

              No coz... rozumiec mozna tylko wtedy jak sie jest rowniez takim
              samym odmiencem w innym kraj big_grin
              Przyjazd s PL do Australi to nie przyjazd z biednego kraju? Do
              Australi tez bidota ciagnie,: Malezja, Chiny, Polska smile

              > Rozwiazanie widze jedno, powrot do
              > Polski albo wyjechac z "tamtad" do usa, kanady lub australii,
              gdzie
              > wszyscy sa rowni sobie, bo rodowod maja z daleka.

              Tia....naiwna


    • Moja rada: zajmij dziecko po lekcjach na maksa. Zmecz je zabawami,
      wychodzeniem do parku zabaw, nawet codziennie. Basen, farmy
      zwierzece, kluby malucha i co tylko sie znajdzie. Musi poznac nowych
      kolegow, musi zaczac sie tutaj dobrze bawic. Jesli teskni za
      widokiem z Polski to znaczy, ze ma za duzo wolnego czasu na
      rozmyslania, ktore w tej sytuacji tylko pogorsza sprawe. Moja corka
      zaaklimatyzowala sie natychmiast, bo miala super nauczyciela i
      kolezanki w szkole. Oczywiscie tesknila na poczatku, ale jej od
      zawsze sie tutaj bardzo podobalo. Mysle, ze duza odpowiedzialnosc
      jest w rodzicach, ktorzy MUSZA pokazac ten nowy swiat od jak
      najlepszej strony. W domu nie powinno sie tez narzekac na nowy kraj,
      bo dzieci bardzo szybko przejmuja takie zachowania.
      --
      Moje obrazy:www.LondonArtGalleria.com
      Mój suwaczek
      • velvet35 napisała:

        >Jesli teskni za widokiem z Polski to znaczy, ze ma za duzo wolnego czasu na
        rozmyslania, ktore w tej sytuacji tylko pogorsza sprawe. . Mysle, ze duza
        odpowiedzialnosc jest w rodzicach, ktorzy MUSZA pokazac ten nowy swiat od jak
        najlepszej strony. W domu nie powinno sie tez narzekac na nowy kraj, bo dzieci
        bardzo szybko przejmuja takie zachowania.

        Zgadzam się, szczególnie z ostatnim zdaniem.


        --
        to ja użyłam po raz pierwszy termin "syndrom baby born" smile
        • Żal mi dzieci, które sa stawiane na dalszym planie,
          bagatelizowane uncertain Dlaczego musisz byc w Irlandii? Bo masz tam prace,
          pieniądze, jest Ci tam lepiej materialnie. Ale nie ignoruj potrzeb
          dziecka, w Polsce tez dasz sobie jakos radę, moim zdaniem nie warto
          narażać syna na stres, tesknotę, patrzec codziennie, jak sie smuci
          po to, zeby miec kase. Wiem, ze robisz to dla niego, ale zareczam
          Ci, ze dla niego o wiele ważniejsze jest szcześliwe dziecinstwo,
          poczucie bezpieczeństwa i tego, ze jest "u siebie". Nie każde
          dziecko radzi sobie z tęsknotą,"przyzwyczaja się", to zależy od
          charakteru, dlatego nie powinnas zakładać, ze po jakimś czasie sie
          przyzwyczai. Znam rodzine, która ściagnęła za granicę swoją 15
          letnią córkę, był płacz, dziewczyna niby miała znajomych, zadnych
          problemów w szkole, z jezykiem ok, ale ciągle teskniła. Zaczęły się
          wizyty u terapeuty, depresja, rodzice wszelkimi sposobami próbowali
          ją zatrzymac, pokazać, że zycie tam tez jest fajne. I co? po trzech
          latach, jak tylko uzyskała pełnoletność, wróciła do Polski, mieszka
          sama w ich domu, mówi, ze teskni za rodzicami, ale jest szczesliwa
          jak nigdy w zyciu. Moim zdaniem powinnać wreszcie potraktować
          potrzeby syna poważnie,zanim nie siądzie mu do końca psychika,w
          koncu to nie jednorazowe napady histerii, tylko przedłużający się
          stan przygnębienia. Sama mówisz, że jak byliście rozłączeni,
          tęskniłaś nie do wytrzymania. Pomyśl, ze on teraz cały czas przeżywa
          to samo i to w imię czego? Wracaj do Polski, dasz sobie jakos radę,
          niejeden tu zyje z wieloosobową rodziną, kredytami do spłacenia i
          sobie radzi, grunt to dobre kontakty z dziecmi i szczęście każdego z
          Was.
          • W dodatku może się to dobić na waszych relacjach, co, jeśli syn
            zacznie w przyszłości Cię oskarżac, ze w pogoni za kasą zmarnowałaś
            mu dzieciństwo? Pamiętaj - najważniejsze jest jego szczęście,a
            człowiek, który tęskni i "czuje sie uwięziony" nie będzie
            szczęśliwy sad
            • Bez żartów, jedyne miejsce do życia to Polska? Ludzie od tysięcy lat wędrowali, by znaleźć jedzenie, dom, przyjaciół. To inteligencja pozwala na dostosowanie do nowych warunków, a nowe przynosi nie tylko zniam miejsca zamieszkania, ale też czas. Nie da się zasklepic w grajdole i upierac się, że wszystko jest tak samo i najlepiej, jak się da. Używaj tej inteligencji danej przez nature czy przez Boga i daruj sobie infantylne wzdychania.
          • Drazniace jest proste, jakze czesto bledne zakladanie z gory, ze wyjazd za
            granice to tylko zwykla pogon za pieniadzem i nic poza tym.

            Nie wiemy dokladnie jakie sa powody i jak istotny mogl byc wyjazd.

            Nie wiadomo, co tak naprawde mowisz proponujac "wracajcie do Polski".
            Byc moze wlasnie goraco zalecasz matce, by syn znow czesto byl przeziebiony i
            oslabiony (bo nie ma za co oplacic rachunkow za prad, wymiane okien), by mial
            nierowny start w szkole, bo nie ma warunkow do uczenia sie (mieszkanie na kupie
            z rodzicami wsrod rozwieszonego prania, badz w porywach wynajmowanie klitki), by
            jadl w kolko kartofle z cebula, i proponujesz powrot do tego, by inne dzieci
            znow maja smiac sie z syna, bo ten chodzi ciagle w tej samej parze obdartych
            butow i spodni.

            Jesli to powyzej to dla Ciebie science-fiction to by wyjasnialo, dlaczego Ty
            widzisz tylko "chec posiadania kasy". Jednak znajacy zycie wiedza, ze takie
            uproszczenie jest infantylne.

            Nie wiem, czy opisana sytuacja miala miejsce w tym przypadku, wariantow jest
            wiele. Podobnie jednak i Ty nie wiesz dlaczego autorka zdecydowala sie wyjechac.

            Co do samego faktu istnienia problemu tesknoty zgadzam sie.
            • tylko tak na marginesie: wydaje mi sie, ze dzieci bylyby o wiele
              zdrowsze, gdyby jadly "kartofle z cebula" (o ktorych tak pogardliwie
              piszesz) czy kasze zamiast tego, co normalnie jedza: szyneczka,
              parowki, danonki, slodycze, napoje gazowane itp.
              tanie jedzenie nie znaczy zle
              przynajmniej w zywieniu to nie brak kasy jest problemem, ale brak
              swiadomosci u rodzicow
              • Krytyka sluszna i przyjeta - jesli zalozyc doslowna interpretacje
                zaprzentowanego dania.
                Niemniej kartofle z cebula w zamierzeniu mialy tu symbolizowac wlasnie
                niewlasciwe odzywianie bedace wynikiem TYLKO braku funduszy.

                Bardziej akuratnym przykladem tego, co autor mial na mysli, byloby raczej mieso
                i zolty ser z polki z data przydatnosci do spozycia konczacej sie za 4 godziny
                od momentu zakupu.
    • hej, to bardzo trudna sytuacja i bardzo wiele zalezy od
      indywidualnej wrazliwosci dziecka i wcale nie msui wynikac z bariery
      jezykowej jak sugeruje alpepe....
      znam sytuacje, gdy rodzice dziecka podjeli decyzje o przeprowadzce z
      warszawy do miejscowosci podwarszawskiej (do tzw lepszych warunków,
      domu, działki itp) ale wiazalo sie ze zmiana szkoly dla nastoletniej
      wtedy dziewczynki. Asia miala chyba 13 lat i pierwszy rok po
      przeprowadzce - jak mi mowila - plakała codziennie z tesknoty za
      swoja przyjaciółka, z ktora juz nie mogla siedziec w ławce, za
      kolezankami z ktorymi juz nie widywała sie na podworku...
      Asia była osoba bardzo kontaktowa, aktywna i bardzo lubiana i w
      nowej szkole nawiazala nowe konatky ale nigdy nie mialy one tej sily
      ani znaczenia co pierwsze jej przyjaznie...na dodatek po szkole,
      poniewaz nie miala tam tych swoich prawdziwych przyjaciół zaczeła
      tylko ogladac telewizje i potrafila ja ogladac przez wiele godzin
      nieprzerwanie..
      Jeszcze po kilku latach jak byla kiedys rozmowa o najgorszy dzien w
      zyciu, to powiedziała ze przprowadzka z Warszawy bo wtedy wszystko
      zmienilo sie na gorsze..A miala naprawde fajnych rodziców, ktorzy
      dbali o to zeby spotykala sie ze swoja przyjaciolka w weekendy,
      wyjezdzala z druzyna harcerska itp...
      ale kazde dziecko jest inne i trudno przewidziec jak zniesie
      zmiane...
    • Musicie więc wrócić. Swoją drogą musiałaś o tym wiedzieć przed emigracją, że tak
      będzie jak jest. Jaki tu problem?
      --
      www.polskaflaga.pl/
      pl.wikipedia.org/wiki/ROP%C5%9A - Ruch Obywatelski Polski Śląsk
      host.blog.pl/
    • www.youtube.com/watch?v=HZAUvawTKhQ
      Marcin Wójcik (Ani Mru Mru) - Do kraju wracać już czas
      --
      www.polskaflaga.pl/
      pl.wikipedia.org/wiki/ROP%C5%9A - Ruch Obywatelski Polski Śląsk
      host.blog.pl/
    • A ile syn ma lat? I czy zakladacie pozostanie w Irlandii na stale czy tylko na
      jakis czas? Jesli na stale to trzeba zacisnac zeby i rozejrzec sie wokol,
      znalezc cos, co zacznie cieszyc i tam, na pewno na poczatku ciagle porownuje sie
      wszystko z Polska ale po jakims czasie to mija a mlodym jest chyba latwiej, mimo
      wszystko, wiec mysle, ze syn sie w koncu przyzwyczai. Inna sprawa jest taka, ze
      poziom nauczania w Irlandii jest o wiele nizszy niz w Polsce wiec poza tym, ze
      syn poduczy sie jezyka, nie wyniesie z tego wyjazdu korzysci, gdyby chcial
      pozniej kontynuowac nauke w kraju. Na pewno wokol was jest wielu ludzi w
      podobnej sytuacji do waszej, wystarczy sie rozejrzec
      • A z czego wynika ten nizszy poziom szkoly? Pytam niezaczepnie. Moj syn chodzi
        tutaj do senior infants, jednoczesnie w domu bawimy sie ksiazeczkami z polskiej
        pierwszej klasy (do ktorej w Polsce poszedlby dopiero za rok). Zadania jakie w
        nich sa nie stanowia dla niego zadnego problemu. Przegladajac poziom szkol
        srednich gdzie umiescilam go na liscie bylam zadowolona z ich programow, zreszta
        oferuja mature miedzynarodowa co jest wyznacznikiem pewnego standardu (rowniez w
        Polsce). Jezeli chodzi o dane organizacji pozarzadowych to szkolnictwo w
        Irlandii jest oceniane wyzej niz w Polsce choc oczywiscie wciaz nizej niz w
        przodujacej Finlandiismile. Mozesz podac zrodlo twierdzen o poziomie? Chetnie poczytam.
        --
        <*>
        'Our greatest natural resource is the minds of our children' Walt Disney
    • bo jest mądry
    • witaj
      lubie od czasu do czasu pobuszowac po internecie i tak ogladajac
      starsze watki natrafilam na twoj list.sama jestem matka 5 dzieci na
      emigracji dlatego postanowilam do ciebie napisac .czy twoj syn juz
      sie przyzwyczail do nowej sytuacji.jesli chcesz to mozemy pogadac-
      piszac do siebie.pozdrawiam cie serdecznie.maria
    • Ja mam to samo doswiadczenie, z tym, ze to moi rodzice mnie wywiezli na
      emigracje, gdy bylam dzieckiem...
      Rozumiem bol twojego dziecka doskonale, rozumiem tesknote, rozlake,
      rozpacz i cala game uczuc twojego syna.
      Moi rodzice wrocili do Polski dla mnie.
      Po powrocie dostalam nieprawdopodobnego zastrzyku energii - czulam taka
      euforie, ze bylam w stanie gory przenosic.
      Jesli tylko mozesz, to wroc, jezeli twoj syn nie moze znalezc tutaj
      miejsca.
      Wiesz ja tez jestem na emigracji obecnie (od 4 lat), ale moje dzieci nie
      znaja Polski, bo tu sie urodzily, wiec im jest tutaj dobrze.

      Moze niech on czesciej odwiedza Pl, niech zaprasza kolegow (kup im bilety
      w promocji) i jakos niech podtrzymuje go to na duchu...

      Wspolczuje i tobie i jemu.
    • > polskiej szkole,za kolegami,powtarza ze ci koledzy ktorych tu
      poznal nigdy nie
      > beda tacy jak ci w Polsce,ze budzi sie i widzi nie swoje
      sciany,nie swoj
      > widok za oknem,ze czuje


      a ty jak sie tu czujesz? jaki masz stosunek do swoich nowych
      znajonmych?
      dlaczego 'nie swoje sciany' , dlaczego nowi koledzy sa gorsi od
      starych?
      Warto nauczyc syna otwarcia na swiat, zabierac w ciekawe
      miejsca,pokazywac piekno irlandii,
      Do tego tlumacz synowi ze jestescie tu tylko przez pewien czas,
      oboje czerpcie z tego co naj;lepsze!
      W najgorszym wypadku powiedz synowi @ bedziemy tu jeszcz x miesiecy,
      i niech odlicza do konca (tylko potem zeby nie bylo ze ' o musimy
      zostac dluzej'
      i tak jak pisza dziweczyny - zajmij sie nim, bierz na wycieczki, na
      konie, na bowling..jesli trudno wam znalesc znajomych wsrod
      anglikow, poszukajcie polskich osrodkow..

      Jeszcze jedna jest metoda- choc raczej na reszte czlonkow rodziny -
      dziadkow, babcie - a nie kolegow - zaionwestowac w komputery i
      kamerki internetowe po obu stronach i codziennie skype'owac za darmo
      cpodziennie, co drugi dzien - kiedy jesy potrzeba!
      --
      --
      Ściągawka karmiącej mamy
      Para mieszana, nie wstrząsnieta. ☼ Lancs.
    • Postarać się ustać przynajmniej jedną nogą w kraju.Potem drugą.Generalnie świat
      jest już tak mały,że można działać na dwa fronty.......

      Inaczej można wpaść w kompletną depresję....

    • Moi drodzy,przede wszystkim dziekuje Wam za komentarze,uwagi i
      wogole za wpisy.Wszystkie z uwaga przeczytalam a te,ktore
      przystawaly do mojej sytuacji,wykorzystalam.Dziekuje.Dzis moge
      powiedziec,ze jest lepiej niz sie spodziewalam! Juz zakladajac ten
      watek pomyslalam o takich rzeczach jak skype,gg,kamerki,konto na nk
      i wszystko to co ultwia kontakt ze swiatem.Ale bardziej
      skoncenrowalismy sie na tym co bezposrednio dookola
      nas.Przeprowadzilismy wiele rozmow,rozpatrujac rozne opcje,rowniez
      te o powrocie do kraju.Ustalilismy,ze dajemy sobie czas do konca
      roku szkolnego. Mysle,ze rowniez czas zrobil swoje. Syn ma juz
      teraz " swoja paczke".Chlopcy spotykaja sie po szkole a czasem u
      siebie na zmiane nocuja,co jest wielka frajda. No i chyba co
      najwazniejsze zapisal sie do klubu futbolowego i wpadl po uszy! Nie
      ma innego tematu! A za dwa tygodnie wybieramy sie do Polski.(on na
      wakacjach byl w Pl u dziadkow,teraz jedziemy tylko na wesele)
      Wiecie o co mnie zapytal? Czy on koniecznie musi leciec? Bo straci
      przez to wesele trening!
      • mamakacpradwa napisała:

        > Moi drodzy,przede wszystkim dziekuje Wam za komentarze,uwagi i
        > wogole za wpisy.Wszystkie z uwaga przeczytalam a te,ktore
        > przystawaly do mojej sytuacji,wykorzystalam.Dziekuje.Dzis moge
        > powiedziec,ze jest lepiej niz sie spodziewalam! Juz zakladajac ten
        > watek pomyslalam o takich rzeczach jak skype,gg,kamerki,konto na nk
        > i wszystko to co ultwia kontakt ze swiatem.Ale bardziej
        > skoncenrowalismy sie na tym co bezposrednio dookola
        > nas.Przeprowadzilismy wiele rozmow,rozpatrujac rozne opcje,rowniez
        > te o powrocie do kraju.Ustalilismy,ze dajemy sobie czas do konca
        > roku szkolnego. Mysle,ze rowniez czas zrobil swoje. Syn ma juz
        > teraz " swoja paczke".Chlopcy spotykaja sie po szkole a czasem u
        > siebie na zmiane nocuja,co jest wielka frajda. No i chyba co
        > najwazniejsze zapisal sie do klubu futbolowego i wpadl po uszy! Nie
        > ma innego tematu! A za dwa tygodnie wybieramy sie do Polski.(on na
        > wakacjach byl w Pl u dziadkow,teraz jedziemy tylko na wesele)
        > Wiecie o co mnie zapytal? Czy on koniecznie musi leciec? Bo straci
        > przez to wesele trening!


        -------> Bardzo miło czytac taki pozytywny wpis smile
        Dzielni jesteście i na pewno wszystko sie poukłada !!!
        Pozdrawiam
        Kran
    • Zupełnie nie Nie rozumiem młodych i takich ,,matek,,
      Jak ,,matka,,może zabrać własnemu dziecku najpiekniejsze lata
      w jego życiu /??dla wyimaginowanego wzorca ,,młodych,,jak bedzie
      wiecej kasy jak ma mój blizni to moje dziecko bedzie happy !!!
      Najgorsze jest to że ta ,,matka,, buduje swemu dziecku świat widziany
      przez swoje niepowodzenia ze świadomością że dziecko tak samo myśli.
      A czy zdajesz sobie sprawę że jak to twoje dziecko będzie juz dorosłe
      to bedzie myśleć dzień i noc jak mogłem mieć taka matkę która dla
      tak przyziemnego celu zrobiła mi cos takiego i z tym pozostanie do
      końca , ciekawe czy wtedy ta ..matka,,zrozumie że jej syn to już nie
      jej syn ,Rada z doświadczenia - prawdziwe relacje rodzica z
      dzieckiem i dorastającą osoba są duzo bardziej trwałe i bliskie
      kiedy budujemy je razem bez nadmiaru kasy i to jest udowodnione
      ale dla tych którzy to mają za sobą i bez komentarza !!!!
      • Zbojowa chato-dla wyjasnienia-na nadmiar kasy nie narzekamy.Nie wiem
        nic o tobie ani Ty o mnie wiec prosze,nie wydawaj sadow pochopnie.
        Zycie pisze czasem przedziwne scenariusze i nie jest
        jednowymiarowe.Zgadzam sie z Toba,ze pieniadze nie sa
        najwazniejsze,ale czy sa czy ich nie ma zawsze dobrze miec troche
        pokory w sobie.Pozdrawiam wszystkich serdecznie!
        • Wyjechałam jak miałam 14 lat, przez kolejne 14 tęskniłam za Polską jak diabli,
          wróciłam w 1989 i codziennie się budzę i jestem szczęśliwa, że tam nie mieszkam
          a w moim rodzonym kraju.
          --
          Nigdy nie dyskutuj z idiotą... Najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a
          potem pokona wcześniej zdobytym tam doświadczeniem.
          • Łatwo kogos oceniać jak się nie zna sytuacji.
            Ja do dziś po 10 latach , miewam wyrzuty sumienia że z egoizmu wyrwałam moją
            Młodziez z ich środowiska.
            Skończyło się dobrze ale nie było lekko.
            Wyjechały do Norwegii z DE mając lat osiem i dwanaście i to byl szok kulturowy.
            Norwegia jest prostym , skromnym krajem w porównaniu z DE. Szkoła to porażka.

            Po czterech latach mieszkania w niewielki norweskim mieście stwierdziłam że
            dzieci mi się zmarnują w tym środowisku i zacisnąwszy zęby przeniosłam się do Oslo.
            Jak w każdej stolicy ceny mieszkań to horror , o ile się nie mieszka w getcie
            lub na peryferiach.

            Dzieci poszły do dobrych szkól. Syn do niemieckiej , poziom wysoki ale
            środowisko nieciekawe. †eraz chodzi do szkoly norweskiej i jest ok.
            Córka skończyła jedną z najlepszych szkół w Norwegii , studiuje w Monachium ,
            za rok wraca na rok do Oslo a potem się zobaczy.

            Moje dzieci miały bardzo ciężko na początku ale szukałam dróg żeby Im pomóc.
            Przede wszystkim porządne szkoły i dobre miejsce do mieszkania to podstawa.
            Mój syn mimo że od 10 lat mieszka w Norwegii ma większość kolegów i kolezanek
            niemieckich , dwie Polki , Norwegowie są w mniejszości.

            Córka teoretycznie narzeka na Norwegię ale jednak chętnie i często wpada do Oslo.

            Po wielu latach stwierdziłam że minusy opuszczenia Niemiec zrównowazyły plusy
            bo moje dzieci są nomadami co w dzisiejszym świecie jest cenne.
            Mowią czterema jezykami podstawowymi a kilka innych rozumieją bez problemu,
            nieczemu sie nie dziwią , są tolerancyjne i otwarte na świat.


            Może zapłaciły za to pewna cene braku stabilizacji ale uzyskały wiele.


            A mówienie po niemiecku przez polskich rodziców w domu to porażka.
            Zapraszam na forum o wielojęzycznosci i z zapoznaniem sie z OPOL.
            Ręce mi opadają kiedy rodzice nie rozumieja że jezyk otoczenia zawsze przeważa
            i histerycznie próbują mówic do dzieci po angielsku , niemiecku czy holendersku.
            A już germaniści , filolodzu to powinni mieć trochę pojęcia o wielojęzyczności ...
            Kran



            • > Ręce mi opadają kiedy rodzice nie rozumieja że jezyk otoczenia
              zawsze przeważa i histerycznie próbują mówic do dzieci po
              angielsku , niemiecku czy holendersku................

              Mnie tez opadaja.
              Rozne sa wybory i motywacje ludzi, zwlaszcza tych wybierajacych
              zycie za granica. Ale mna wstrzasaja historie rodzin, w ktorych w
              domu nie rozmawialo sie po polsku a rodzice rozmawiali z dziecmi w
              jezyku otoczenia, nie znajac go dobrze. Dzieci wyedukowane w jezyku
              otoczenia w wieku lat kilkunastu nie mialy jak i o czym rozmawiac z
              wlasnymi rodzicami. Bo podczas gdy one jezyk otoczenia znaly i
              rozwijaly na poziomie native, to rodzice zostali na poziomie sprzed
              kilku/kilkunastu lat. Mogliby porozmawiac po polsku, ale dzieci nie
              mogly.
              Jak dla mnie dramat.....nie moc porozmawiac z wlasnym dzieckiem.


              • Bachula mysle ze znasz mnie na tyle z forum o wielojezycznosci aby
                wiedziec ze jestem tolerancyjna.
                Rozumiem ze rodzice rezygnuja z polskiego , ich wybor.
                Ale po pierwsze odcinaja dziecku korzenie, kontakty z rodzina i
                pozbawiaja czesci tozsamosci a po drugie malo jest rodzicow
                znajacych idealnie jezyk obcy w ktorym mowia do dzieka.

                Poza tym z mojego wieloletniego doswiadczenia < a znam bardzo duzo
                dzieci i rodzin wielojezycznych > nastepuje moment ze albo dziecko
                albo rodzice rozumieja jaki blad zostal popelniony.

                Czesto pojawiaja sie problemy emocjonalne , zal do rodzicow,
                swiadomosc straconej szansy nauczenia sie kolejnego jezyka.
                Nanjowszy przyklad : corka kolezanki dostala sie na psychologie we
                Francji dzieki temu ze miala dobra ocene z polskiego na maturze co
                podnioslo Jej ilosc punktow.
                Nie chciala mowic po polsku , buntowala sie , kolezanka wymogla na
                Niej jakas tam znajomosc , potem robila polski w szkole.
                Pol roku przed matura siedzialy obydwie i cwiczyly w kolko polski,
                corka kolezanki wtedy zaczela zalowac ze wczesniej nie starala sie
                poznac polskiego lepiej.

                Ja uwazam ze my rodzice powinnismy niekedy decydowac za nasze dzieci.
                U mnie nie bylo dyskusji na temat mowienia po polsku i juz.
                A teraz zbieramy owoce i dzieci naprawde korzystaja z tego ze
                znaja polski.
                Kran
                • jan.kran napisała:

                  .......Bachula mysle ze znasz mnie na tyle z forum o
                  wielojezycznosci aby wiedziec ze jestem tolerancyjna.

                  Yes, madam smile Znam i podziwiam.

                  ......nastepuje moment ze albo dziecko albo rodzice rozumieja jaki
                  blad zostal popelniony.
                  ......Czesto pojawiaja sie problemy emocjonalne,....

                  Wlasnie o tym pisalam. O niemoznosci porozumienia sie dzieci z
                  rodzicami i na odwrot, o tym, ze w konsekwencji podjetych decyzji
                  jezykowych drogi bliskich sobie osob sie rozchodza sad

                  Ze zacytuje sama siebie z fourm wielojezycznego:
                  Tak jak sukces diety zalezy od zawartosci glowy a nie
                  pojemnosci zoladka tak wewnetrzne przekonanie i swiadomy wybor
                  wielojezycznego wychowania dzieci (z polskim jako czescia skladowa)
                  musi wyjsc od nas samych. I byc w nas gleboko.
                  Jesli sami nie czujemy sie komfortowo ze swoja polskoscia,
                  odmiennoscia jezykowa i kulturowa, w malej wiosce czy wielkiej
                  kosmopolitycznej aglomeracji to moze byc ciezko.... z naturalnym
                  podejsciem do wielojezycznosci naszych dzieci.


Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.