Dodaj do ulubionych

Znów wróciła

25.05.12, 15:57
Wróciła małpa. Gdyby nie praca, to objadałabym się od rana do wieczora. A tak wieczorem tylko mnie męczy. Ale wywołałam ją sama. Ze swojej winy. Była uśpiona, ale w szpitalu, jak wyrównali mnie lekami stałam się tak spokojna, że aż mdła. No a ja nie przywykłam do braku huśtawki, więc zaczęłam początkowo jeść jakieś frykasy, tak by poczuć przyjemność jakąś.

Waga zaczęła iść w górę, to raz sprowokowałam wymioty, potem drugi, ale tak od niechcenia. No ale w końcu ją rozkręciłam. Czy ja nie jestem głupia? No i teraz pieniądze przejedzone, twarz opuchnięta i niemożność skupienia się na niczym innym.

No to sięgnęłam po papierosy i popalam. Nie paliłam kilka lat, ale pomyślałam, że może to odwróci moją uwagę od przyjemności jaką jest jedzenie i skupię się na przyjemności jaką daje mi palenie. Trochę pomaga, nie powiem. No ale teraz i jem i palę. I piję na dodatek. A jak piję to jem i kółko się zamyka.

Przede mną weekend, a planów jak zwykle brak. A jak planów brak to wkracza pani B. I wtedy się dzieje. Myślę sobie, że może zrobię jej niespodziankę i czmychnę gdzieś.

Oszukać psychikę to trudna rzecz, ale może jakoś się da, tym bardziej, że nastrój jest pozytywny, więc jest jakaś energia we mnie by to paskudztwo przechytrzyć.

Jedno jest pewne, bulimia daje chwilowe poczucie wypełnienia pustki. W ogóle czas kupowania, jedzenia, prowokowania a potem jeszcze ten moment odpoczynku po - to zajmuje sporo czasu, więc nie konfrontuję się z tym, że w moim życiu nic się nie dzieje.

Po to ją wywołałam. No i dochodzi martwienie się o finanse o wygląd. I głowa od rana do wieczora zaprzątnięta. To sobie wymyśliłam zapełniacz.

Najgorsze to wyjść do ludzi, no za cholerę nie potrafię się czuć z nimi dobrze. Nie z tymi co są. A gdzie są inni?

Może czas poszukać. Pomyśleć, tym zaprzątnąć sobie tę pustą łepetynę.


--
zatrzymajmnie.blogspot.com/
Edytor zaawansowany
  • flying_pietruszka 25.05.12, 22:49
    Hej,
    wiem co czujesz, ja też czasem mam takie okresy że tylko jem, piję, palę, nie wychodzę z domu i umieram z nudów. Z tego co piszesz właśnie wokół tego mniej więcej się obracasz. Nie będę oryginalna jeśli powiem że najlepsze co możesz zrobić to właśnie wyjść z domu. Wiem że wychodzenie do ludzi jest trudne i bolesne. Ciężko jest się przed kimś otworzyć i zaufać jeśli zostało się już kiedyś zranionym, ale jest to możliwe. Jeśli ze swoimi znajomymi nie czujesz się dobrze to może już do siebie nie pasujecie i pora poszukać innych. Czasem czuję się tak samo jak Ty i nieraz udaje mi się to pokonać, dlatego jestem pewna że sobie poradzisz.
  • perfekcjonizm 26.05.12, 09:35
    Masz rację, trzeba próbować wychodzić do ludzi. Póki co internet jest takim miejscem.

    Wiecie co się stało? Straciłam odruch wymiotny i nie mogę sprowokować wymiotów. To możliwe, żeby organizm tak się bronił? Teraz muszę sto razy pomyśleć zanim się opcham, bo na myśl o przytyciu sztywnieję z przejęcia. Już kiedyś tak miałam, ale nie pamiętam jak to się skończyło. Czy mi wówczas przeszła.

    Ok. Jest wcześnie, mogę ten dzień zmarnować i przeleżeć w łóżku a mogę zrobić coś konstruktywnego. Chyba sprzątnę mieszkanie i wstawię pranie i zmywanie. Miałam iść na siłownię ale jestem troszkę osłabiona i chyba nie dam rady.

    Przypomniało mi się jeszcze, że kilka lat temu, kiedy byłam w szpitalu i miałam silne ataki bulimii, lekarka radziła mi w tych momentach wchodzić pod prysznic i stać pod silnym strumieniem wody, na przemian ciepłej i chłodnej. Pamiętam, że to mnie trochę koiło. Może ktoś z Was zechce to przetestować.





    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • zielonaszminka 10.03.13, 07:33
    Zgadzam się z przedmówczynią. Wyjdz z zamknięcia. Wiem, ze jest ciezko. Sama od tylu lat ją mam, czasem zasypia.. ale bulimia jest juz w głowie, nawet jesli ucichnie... mały bład i masz.
    Samotność jest najgorsza, dlatego ludzie, ludzie wokoło, nie rozmawiaj jesli nie chesz, nie udawaj.. poprostu badz pomiedzy kims... bo samej, nie przestaniesz. Sama piszesz, ze odbrze ze pracujesz, tak atakuje cie tylko wieczorami, w samotnosci - prawda?
    Piszesz o wymiotowanych pieniądzach... bolesna prawda... i przejaw naszej wielkiej głupoty. Schemat bulimiczki - zamysł - zakup - zapchanie - zwymiotowanie - zadowolenie..
    Pozdrawiam Cie serdecznie i życzę dużo zajęć i obowiązków, aby nie miec czasu na plany, zakupy, jedzenie i łazienke..
  • perfekcjonizm 29.05.12, 10:12
    Od niedzieli dzielnie się trzymam bez prowokowania wymiotów. To dopiero trzeci dzień i wszystko się może zdarzyć ale staram się być dobrej myśli. Waga idzie w górę, bo od jedzenia nie stronię, ale może to się jakoś wyrówna. Po napadach obżarstwa ciężko zejść do niższych porcji. Dzisiaj dzielę jedzenie na częstsze i mniejsze porcje.

    Postanowiłam zaopiekować się sobą. Czy coś z tego wyjdzie, zobaczymy. Powoli, małymi kroczkami. Otuchy dodaje mi fakt, że to dopiero początek lata i jeszcze dużo pięknych, słonecznych dni przede mną.

    Na początek trzeba skończyć z samotniczym życiem. Może jakoś nieśmiało odezwę się do kogoś. Sama myśl o tym już mnie męczy. Ale w tym wypadku chyba trzeba się zmusić.


    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • bulimia.nervosa 02.06.12, 02:02
    Witaj Kochana!
    Ja właśnie jestem po małej "sesji" :( ale od jutra (znowu) planuję nie wymiotować i coś zrobić z moim życiem... Niestety, głupia bulimia nie odpuszcza tak łatwo :( ja choruję od ponad 10ciu lat. A Ty? Mam nadzieję, że będzie dobrze. To jedno zostaje. Głupia nadzieja, że będzie dobrze... Trzymaj się ciepło!
  • perfekcjonizm 02.06.12, 08:07
    Ty też się trzymaj. Ja choruję od nastoletnich lat a mam ich teraz 35. Z tym że jak to mówił mój lekarz w szpitalu, moja bulimia czasem bywa uśpiona. Wycofuje się na jakiś czas, po czym znów wraca. Nie bardzo rozumiem ten mechanizm.

    Najgorsze jest to, kiedy staram się nie prowokować wymiotów ale wtedy jakby więcej jem i tyję. I ta świadomość jest dla mnie tragiczna. Nie chcę być gruba. Tak jakby waga stanowiła o poczuciu mojej wartości.

    Być może tak jest, bo nie ma nic więcej co by tę wartość u mnie podnosiło. Tak mi się wydaje.

    Nie wymiotowalam już od wtorku. Może jeszcze trochę wytrzymam. Teraz najważniejsze kontrolować jedzenie. Potem zacznę mniej zwracać na nie uwagę a potem objawy bulimi powinny się same wycofać. Najważniejsze to wytrzymać to. Na szczęście przyjechała do mnie koleżanka i jakoś nie wypada mi robić scen, więc się trzymam.

    Powodzenia.


    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • perfekcjonizm 03.06.12, 08:51
    Dzisiaj podnoszę sobie fluoksetynę do 60 mg na dobę, a brałam 30. Najwyżej wyjdzie mania. Mam to gdzieś. Waga mi poszła mocno w górę. Przeraziło mnie to.

    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • zielonaszminka 10.03.13, 07:37
    Przepraszam, nie widziałam , ze to stare wpis...
    Jak teraz wygląda sprawa?
    Pozdrawiam
  • goodbye-kitty 03.06.12, 21:45
    Hej.

    Rozumiem Ciebie w 100%. Ja choruję od 6 lat. Przeraża mnie to, jak szybko to zleciało... Gdybym podliczyła, ile czasu zmarnowałam nad kiblem i ile pieniędzy przejadłam... Chyba bym się załamała. Mogłabym za to spokojnie kupić bilet do Australii. A zamiast tego wciąż narzekam, że mnie nie stać :/

    Wychodzenie do ludzi to podstawa. Nie musisz spotykać się w większej grupie, jeśli Cię to krępuje. Umów się z jedną koleżanką, na kawę albo herbatę. Od czegoś trzeba zacząć. Jak to już wcześniej zostało napisane, najlepszym sposobem na powstrzymanie napadu jest wyjście z domu. Zapisz się na kurs języka, albo na zajęcia sportowe. Ja staram się codziennie biegać, w 70% przypadków mi to pomaga w powstrzymaniu napadu. Bo skoro wylałam z siebie siódme poty to aż szkoda spieprzyć to objadaniem się. Na co co dzień pracuję, a w weekendy studiuję, co sprawia, że mam mniej czasu na jedzenie. Niedługo kończę rok akademicki i już się zastanawiam, jak zagospodarować czas wolny w weekend. Może zapiszę się na jazdę konną.
    Bardzo mi też pomaga fakt mieszkania z mamą. Dzięki temu że nie zawsze jestem sama w domu - nie mogę wymiotować. Nie dałabym sobie rady mieszkają samotnie. Wtedy puszczają mi wszelkie hamulce i potrafię rzygać nawet 3 razy dziennie, a potem jestem tak wykończona, że padam spać o 20.

    Dzisiaj się czuję okropnie, bo się obżarłam i to takim gównem, którego i tak nie uda mi się zwymiotować. Nienawidzę tego dnia po obżarstwie. Czuję okropny dyskomfort w żołądku, jestem spuchnięta, brzuch mi sterczy na kilometr i cały czas mi się pić chce.

    Mam nadzieję, że Ty dałaś radę i wytrzymałaś. Ja od jutro nie objadam się. Chciałabym wytrzymać tydzień, może się uda.
  • perfekcjonizm 04.06.12, 12:00
    Cześć. Fajnie, że się odezwałaś. No ja wczoraj nie dałam rady i niestety dałam się ponieść objawom. Właśnie myślę co by tu zrobić, jak sobie pomóc. Myślę nad tym długim weekendem, który się zbliża. Może powinnam zmusić się do wyjazdu jakiegoś. Co prawda nie mam już pieniędzy, ale może z debetu uszczknę coś.


    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • goodbye-kitty 04.06.12, 13:17
    Hej,

    A nie myślałaś o ponownej terapii? Wiem że już na jednej byłaś, ale może to za mało. A ja mam zamiar się wybrać, znalazłam fajną panią psycholog, ale terminy są dość odległe, ale może poczekam.

    Tylko nie jedź sama na ten wyjazd, żeby nie skończyło się 'tragedią' ;) Podróże nie są aż takie drogie, jeśli znajdziesz jakiś tani hostel. Ja może wybiorę do koleżanki na urodziny w środę. Jednak boję się alkoholu, bo za każdym razem jak wracam z imprezy to kończę wyżerając wszystko z lodówki :/

    Nie poddawaj się dzisiaj. Ja dzisiaj będę walczyć. Brzuch mnie boli po wczorajszym epizodzie. Siedzę teraz w pracy i się męczę. Niech ta godzina 16 szybciej się zbliża!
  • perfekcjonizm 04.06.12, 15:50
    Trzymaj się zatem. Ja boje się wieczoru. Nie wiem co dalej. Nie mam pojęcia. Z terapię myślę. Pewnie będę gdzieś szła. Czekam na wizytę u lekarki. Ma mi coś zaproponować.


    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • goodbye-kitty 04.06.12, 22:47
    Oby Ci lekarka dobrze poradziła :)
    Mam nadzieję, że wytrwałaś dzisiaj :) Mi się udało, chociaż byłam bliska złamania się :]
  • perfekcjonizm 05.06.12, 11:53
    No ja nie dałam rady wczoraj :(


    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • kabaty-hostel 05.06.12, 00:05
    Chcieli byśmy zaproponować ofertę naszego nowo otwartego Hostelu. Mamy doświadczenie w tej branży. Nasz Hostel jest przełamaniem stereotypu hosteli, gdyż jest to DOM. W naszym Hostelu panuje domowa atmosfera połączona z klimatem hotelu.

    Na parterze hostelu jest recepcja. Dla relaksu strudzonych podrożą turystów - przewidzieliśmy także na tym poziomie hostelu saunę - a także pierwszy – z pokojów – czteroosobowy z oddzielną łazienką.
    Dla kolejnej grupy turystów – przewidujemy pokój sześcio-osobowy z łazienką i wyjściem na taras z ogrodem, który znajduje się na pierwszym piętrze. Także na tym poziomie działa hostelowa kuchnia, która jest w pełni wyposażona w niezbędny sprzęt do samodzielnego przyrządzania posiłków.
    W tym miejscu także przewidzieliśmy miejsce dające wytchnienie podróżującym oraz pozwalające na nieskrępowane rozmowy – tworząc salon z tv oraz dużą kanapą dla kilku osób.
    W ofercie hostelowej możecie Państwo także skorzystać z pokoju dwuosobowego, skierowanego dla par, intymny pokój 2 osobowy, z jednym dużym łóżkiem oraz z kolejnego na drugim piętrze - czteroosobowego, a także nowej , przestronnej łazienki wyposażonej w wannę a
    także prysznic.

    Na ostatnim – trzecim piętrze budynku hostelu znajdują się 2 pokoje 4 i 6 osobowe. Zaadaptowane przez nas w ten sposób poddasze stworzyło miejsce komfortowe, przestronne oraz ciekawe, oświetlone światłem dziennym , południowym, przez które można podziwiać widok na Kabaty.
    CENY
    3x Pokój 4 osobowy
    55zł w tygodniu
    75zł od piątku do niedzieli
    2x Pokój 6 osobowy
    45zł w tygodniu
    65 zł od piątku do niedzieli
    Pokój 2 osobowy
    90zł w tygodniu
    130zł od piątku do niedzieli

    ZAPRASZAM na ww.hostel-kabaty.eu



    goodbye-kitty napisał(a):

    > Hej,
    >
    > A nie myślałaś o ponownej terapii? Wiem że już na jednej byłaś, ale może to za
    > mało. A ja mam zamiar się wybrać, znalazłam fajną panią psycholog, ale terminy
    > są dość odległe, ale może poczekam.
    >
    > Tylko nie jedź sama na ten wyjazd, żeby nie skończyło się 'tragedią' ;) Podróże
    > nie są aż takie drogie, jeśli znajdziesz jakiś tani hostel. Ja może wybiorę do
    > koleżanki na urodziny w środę. Jednak boję się alkoholu, bo za każdym razem ja
    > k wracam z imprezy to kończę wyżerając wszystko z lodówki :/
    >
    > Nie poddawaj się dzisiaj. Ja dzisiaj będę walczyć. Brzuch mnie boli po wczorajs
    > zym epizodzie. Siedzę teraz w pracy i się męczę. Niech ta godzina 16 szybciej s
    > ię zbliża!
  • perfekcjonizm 05.06.12, 11:51
    dzięki Kabaty :)
    Mieszkam na Ursynowie :)

    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • minic05 06.06.12, 10:35
    Ja cierpię na to cholerstwo 18 lat, z krótkimi przerwami na poprawę. Kiedyś miałam napady po 3-4 razy dziennie, teraz gdzieś 3 razy w tygodniu więc jest trochę lepiej, najgorsze są te powiększone ślinianki bo cudem zęby mam jeszcze wszystkie. Muszę gdzieś codziennie wychodzić bo samotny wieczór zawsze kończy się ucztą i rzyganiem. Mam już dosyć.
  • goodbye-kitty 06.06.12, 11:17
    18 lat... Jejku, nie wyobrażam sobie męczyć się z tym tak długo :( Próbowałaś leczenia?

    Ja wczoraj nie wytrzymałam :/ Dzisiaj znów to zrobię, bo strasznie chce mi się jeść :(
  • perfekcjonizm 06.06.12, 12:00
    Dziewczyny ja idę dzisiaj do lekarza. Napisał mi w mailu, że możemy pokombinować z lekami. To znaczy do antydepa dodać neuroleptyk. Musi mi pomóc, nie chcę więcej rzygać. Nie wiem co się stało ale strasznie to widać ostatnio po mnie. Zapuchnięte oczy, powiększone ślinianki, opuchnięta twarz.

    Ja potrafię też wymiotować od rana do wieczora. Całe szczęście praca mnie ratuje przed tym. Choć miałam takie epizody, że musiałam wyrywać się z firmy i objadalam się na mieście a potem wymiotowałam w pobliskim kfc. Tragedia. Nie chcę by to się powtórzyło.

    Dziewczyny a szukałyście grupy terapeutycznej dla bulimiczek?

    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • minic05 06.06.12, 13:43
    Tak, leczyłam się parę lat temu ale znów wybieram się na terapie
  • perfekcjonizm 07.06.12, 09:12
    No i super z tą terapią. Ja wczoraj poszłam do lekarza, którego poznałam w szpitalu. Prowadził mnie tam. Chłopak młody i na luzie. Lubię go, bo jest bardzo na luzie a poza tym daleko mu od dawania szybkich etykiet diagnostycznych.

    Umówiłam się do niego, bo moja lekarka nie chce mi grzebać przy lekach, żeby spacyfikować bulimię. Boi się, że podnosząc dawkę wywoła manię. Natomiast ten lekarz powiedział, że on u mnie, bardziej widzi skłonność do natręctw niż do manii. I dlatego jest skłonny podnieść dawkę. No i podniósł jeszcze neuroleptyk. Fluoksetyna zostaje tak jak ją sobie podniosłam. Neuroleptyk podniósł po to, bo mówi, że ten lek działa jako potencjalizator, czyli zwiększa działanie antydepa.

    Poza tym cholernie lubię tego lekarza. Już dawno nikt na mnie tak nie działał. Tylko mój terapeuta. To jaki jest ten lekarz i jak ze mną rozmawia, sprawia, że mam ochotę walczyć o siebie. Chcę mu dać satysfakcję, że się udało, że mnie z tego wyciągnął.

    No i umówiliśmy sie, że jesteśmy w kontakcie mailowym. Mogę do niego pisać. Fajnie. Właśnie tego mi trzeba, by ktoś był. Bym miała kontakt z kimś kto się mną opiekuje.





    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • minic05 07.06.12, 15:44
    Ja do bulimii to jeszcze mam Chad i tez biorę neuroleptyki, przeciwdepresyjnych leków nie mogę brać bo mam zaraz stany maniakalne, za dużo tego jak na jedną osobę
  • perfekcjonizm 07.06.12, 16:15
    Ja mam chad i borderline jeszcze. Neuroleptyki też biorę, żeby nie iść w manię.


    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • goodbye-kitty 07.06.12, 23:33
    Fajnie, że znalazłaś lekarza, do którego będziesz chętnie chodzić ;)

    Ja nigdy leków nie brałam. Jak pół roku temu byłam w psychiatry, to po 10 minutach stwierdziła, że nie potrzebuję leków. Nie wiem, czy po tak krótkiej rozmowie diagnoza jest wiarygodna.
    Co te leki Wam dokładnie dają?
  • perfekcjonizm 08.06.12, 07:26
    Mnie leki na pewno stabilizują. Nie jestem już tak chwiejna. Mam lepszy nastrój. Nie mam lęków. Chyba głównie to.

    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • anonimowa8819 09.06.12, 10:40
    Witajcie,
    Znalazłam to forum i chciałabym abyście udzieliły mi rady. Mam 24 lata. Od 10 do 15 roku życia byłam przerażająco szczupła, w okresie LO jednak przybrałam na wadzę i wyglądałam dość masywnie. W najcięższym okresie osiągnęłam 61kg. Zawsze lubiłam jeść i nigdy nie stosowałam żadnej diety. W wieku 22 lat przeżyłam silny stres i mimo, że moja waga się nie zmieniła (58-59kg) to zaczęłam wyglądać szczuplej. Dalej się nie odchudzam, a przynajmniej tak mi się wydaje..Jem mięso, białe pieczywo, tłuste posiłki. Ale wcześniej jadłam dużo więcej. Na śniadanie potrafiłam zjeść 2 kajzerki, potem obiad, nie odmawiałam sobie słodyczy. Od dziecka mam jednak problem, jak zjem za dużo, to źle się czuję, jest mi niedobrze, czasem wymiotuję, boli mnie brzuch. Od kilku miesięcy moje posiłki zaczęły wyglądać marnie. Czasem zjem jedną kromkę chleba i cały dzień nie odczuwam głodu, czasem nie jem nic. Nie odmawiam sobie jedzenia (chyba, że przed snem, bo pełna nie umiem zasnąć-zawsze tak miałam), ale nie umiem jeść. Przygotuje sobie posiłek, mam na niego ochotę, ale po paru kęsach tracę całkowicie apetyt, czuję sytość i zaczynam czuć się jak po przejedzeniu. Znajomi podkreślają, że jestem bardzo szczupła, ja sama sądzę, że wyglądam normalnie, a nawet "gdzie-nie gdzie" mam za dużo. Jednak waga spada..Ubrania zaczynają na mnie wisieć coraz bardziej, z rozmiaru 38/ M przeszłam na 34/XS. Obecnie ważę 54-55 kg przy wzroście 173 cm. Wskaźnik BMI pokazuje niedowagę. Nie umiem i chyba psychicznie nie chcę przytyć, ale nie potrafię także zatrzymać spadku wagi. Z jednej strony cieszy mnie, że w otoczeniu postrzegają mnie jako szczupłą, z drugiej martwi, że coraz więcej osób to zauważa. Ponadto zauważyłam, że częściej się ważę i spadek kg jakby mnie cieszył. Nie umiem tego wyjaśnić, gubię się..Szperam i szukam informacji, bo nie wiem czy to początek choroby czy panikuję? Czy ktoś potrafi mi odpowiedzieć? Czy w ogóle powinnam się martwić?
  • perfekcjonizm 09.06.12, 16:52
    Malutko ważysz jak na taki wzrost. Wygląda na to, że coś się dzieje. Dobrze byłoby to skonsultować z lekarzem psychiatrą/psychologiem. Badania też może trzeba porobić. Może coś się dzieje u Ciebie fizycznie.

    A jak Twoje kontakty z otoczeniem? Masz przyjaciół? Wychodzisz do ludzi?
    Jak spędzasz wolny czas? Jak wyglądają Twoje dni?


    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • anonimowa8819 10.06.12, 01:06
    Dziękuję za zainteresowanie :) Jeśli chodzi o kontakty z otoczeniem to wszystko wygląda dobrze. Nigdy nie stroniłam od ludzi, dobrze się wśród nich czuję. Dni spędzam w pracy (pracuję w gastronomii), oraz w domu z moim partnerem. Jednak najmniej raz w tygodniu spotykam się z przyjaciółmi. Tematu mojej wagi (bo coraz częściej pada) unikam. Jestem naprawdę bardzo pogodna.
  • goodbye-kitty 10.06.12, 00:36
    Witaj anonimowa8819,
    Nie jestem ekspertem w dziedzinie anoreksji, ale miałam okresy głodówek i za każdym razem musiałam walczyć bardzo mocno, żeby nie jeść. Nigdy nie miałam tak, że odeszła mi ochota na jedzenie, że po paru kęsach miałam dość. Piszesz, że przygotowujesz sobie jedzenie, chcesz jeść, nie stronisz od tłustych produktów, więc tutaj wydaje się wszystko okej. Anorektyczka nie tknęłaby kalorycznych posiłków. Wiedziałaby dokładnie co ile zjadła i liczyłaby każdą kalorię.

    Widać, że martwisz się swoim stanem i szukasz rozwiązania. To znaczy, że obecny stan Ci nie odpowiada i chciałabyś jeść normalnie? Jeśli tak, to jest dobry znak, bo osoby chore na anoreksję nie chcą przerywać drastycznych diet, nie chcą pomocy (przynajmniej nie na początku choroby). Świadomie nie jedzą, bo czuja się wtedy lepiej. Możliwe, że u Ciebie nie jest to świadomy wybór, tylko Twój żołądek odmawia posłuszeństwa.

    Z drugiej strony niepokojące jest Twoje postrzeganie własnego ciała. Osoba o wzroście 172cm i wadze 61kg nie ma prawa wyglądać masywnie. Nawet jeśli nie jest to anoreksja, to warto wybrać się do psychologa i powiedzieć o swoich problemach. Nie zaszkodzi, a przynajmniej będziesz wiedziała na czym stoisz. W internecie możesz znaleźć wskazówki, my Ci możemy coś doradzić, ale nie postawimy diagnozy. Także nie zwlekaj i zapisz się do psychologa i do lekarza pierwszego kontaktu (żeby sprawdzić czy fizycznie jest wszystko ok). Lepiej dmuchać na zimne, bo uwierz mi, że lepiej poddać się leczeniu gdy objawy dopiero zaczynają się pojawiać. Zaburzenia odżywiania niszczą życie i z każdym rokiem jest coraz gorzej. Ja zmarnowałam kilka lat swojego życia i nigdy ich nie odzyskam. Gdybym wiedziała 6 lat temu to, co wiem teraz, to bym poleciała do psychologa jak na skrzydłach.

    Czy w czasie gdy straciłam ochotę na jedzenie wydarzylo się w Twoim życiu coś przykrego?
  • anonimowa8819 10.06.12, 01:20
    Dziękuję za szczerą odpowiedź. Zrobiłam sobie ostatnio podstawowe badania i wszystko wygląda dobrze, a waga spada.. Od momentu śmierci bardzo bliskiej mi osoby zaczęłam tracić na wadze. Dużo pracuję i zawsze byłam bardzo aktywna, odkładałam jedzenie "na potem", czasem po prostu przez cały dzień zapominałam o nim. Teraz pracuję w gastronomii, czasem siedzę w pracy nawet 12 godzin, wszyscy w przerwach jedzą (nawet kilka posiłków w ciągu zmiany), a ja nie potrafię. Czasem coś przekąszę, ale rzadko. Ciągle padają pytania czy nie jestem głodna? Zawsze znajduję jakąś wymówkę, np.że jadłam obfity obiad przed pracą itp. Zaczęłam zauważać, że czasem jestem głodna, ale specjalnie to przeczekuję, znajduję sobie jakieś "bardzo ważne" zajęcie, a po czasie tracę ochotę na posiłek.
  • perfekcjonizm 10.06.12, 08:22
    Być może jest coś na rzeczy, jeśli chodzi o śmierć tej bliskiej osoby. Potrzebna byłaby konsultacja u psychologa. Może spróbuj?


    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • goodbye-kitty 14.06.12, 10:20
    No to pewnie o to tutaj chodzi. W ten sposób Twój organizm radzi sobie ze stresem spowodowanym starą bliskiej osoby. Myślę, że wizyta w psychologa jest konieczna, żeby pomógł poradzić sobie z przykrym zdarzeniem w niedestrukcyjny sposób.
  • dcp10 09.06.12, 14:30
    WROCŁAW: Terapia grupowa zaburzeń odżywiania

    Terapia grupowa zaburzeń odżywiania rozpoczyna się 8 pażdziernika 2012 roku i obejmuje zamknięty cykl rocznych spotkań terapeutycznych. Zajecia odbywać się będą w każdy poniedziłek od godz. 18.00 do godz. 20.00.

    Adresatami grupy terapeutycznej są osoby cierpiące na zaburzenia odżywiania- anoreksję, bulimię, kompulsywne objadanie się.

    Wśród zaburzeń odżywiania wymienia się m.in.: jadłowstręt psychiczny (anoreksję), żarłoczność psychiczną (bulimię), czy kompulsywne objadanie się. Trudnością osób zmagających się z zaburzeniami odżywiania nie jest tylko i wyłącznie racjonalne odżywianie i dieta. Problemy emocjonalne osób z zaburzeniami odżywiania dotyczą zazwyczaj trudności w zakresie separacji/ indywiduacji od rodziców, ustalania granic, budowania autonomii, trudności w relacjach rodzinnych i interpersonalnych, deficytów emocjonalnych, braku samoakceptacji własnej osoby, własnego ciała lub płci, trudności w uświadomieniu sobie i ekspresji negatywnych emocji, trudności w przyjmowaniu wsparcia emocjonalnego. Czasami zaburzenie odżywiania wiąże się także z innymi problemami, jak urazy emocjonalne związane z przemocą w rodzinie, uzależnieniami, czy nadużyciami seksualnymi w przeszłości.

    Celem terapii jest poprawa funkcjonowania oraz nabycie umiejętności lepszego radzenia sobie z przeżywanymi trudnościami, poprzez systematyczny wgląd w ich przyczyny.
    Warunkiem uczestnictwa w grupie jest konsultacja indywidualna z osobą prowadzącą grupę w Dolnośląskim Centrum Psychoterapii, celem diagnozy zaburzeń odżywiania i określenia najlepszej formy terapii dla uczestnika grupy. Koszt tej jednorazowej konsultacji psychologicznej to 50 zł.


    Dzięki udziałowi w grupie terapeutycznej poznasz:
    - źródła i podstawowe przyczyny zaburzeń odżywiania
    - cechy i tendencje osób z zaburzeniami odżywiania do uwzględnienia w pracy terapeutycznej (niskie poczucie własnej wartości, nierealistyczne oczekiwania wobec siebie, głęboka potrzebę tłumienia prawdziwej siebie, życie za maską, nadmierne i nieracjonalne poczucie odpowiedzialności i poczucie winy, ambiwalentne emocje w stosunku do rodziców, deficyty emocjonalne, negatywne schematy myślenia itp.)
    - ćwiczenia na obiektywne obserwowanie siebie
    - ćwiczenia na rozładowanie napięcia emocjonalnego i fizycznego - ćwiczenia na odczuwanie siebie, rozróżniania sygnałów z ciała,
    - własne emocje i potrzeby, oraz nauczysz się je wyrażać,
    - własne granice i zbudujesz swoją autonomię,
    - jak budować relacje z otoczeniem i usprawnić komunikację,
    - jak radzić sobie z nawrotami choroby,
    - jakie zmiany wprowadzić we własne schematy myślenia,
    - jak zdrowo się odżywiać,
    - jak się samorealizować i być szczęśliwą osobą,
    - jak żyć i nie koncentrować się tylko na jedzeniu.


    Cena: Koszt 1 sesji terapeutycznej (2 h) to 60 zł

    Kontakt:
    Dolnośląskie Centrum Psychoterapii Sp. z o.o.
    ul. Sienkiewicza 116/4
    50-347 Wrocław
    tel. +48 71 332 36 70
    e-mail info@dcp.wroclaw.pl
    www.dcp.wroclaw.pl
  • perfekcjonizm 11.06.12, 09:58
    Trzymam się i nie objadam od zeszłego poniedziałku. Trochę waga poszła w górę, bo ciężko mi jeszcze ustalić sobie odpowiednie porcje do jedzenia. Nie wiem czy to wpływ leków, ale nastrój mam lepszy i stąd łatwiej mi wytrzymać, kiedy przychodzi kryzys. A i ten kryzys już nie taki ciężki jak wcześniej. Góra dziesięć minut trwa napad i zaraz mi przechodzi.

    Biorę teraz 60 mg fluoksetyny i 400 mg candeli. Candela to neuroleptyk, który w tym układzie potencjalizuje działanie fluoksetyny i efekt tegoż działania jest bardziej skuteczny.

    Trzymam się. Powodzenia dla Was również. Trzymajmy się razem.


    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • perfekcjonizm 12.06.12, 10:22
    Jestem wściekła. Nie wiem co robić z tymi emocjami. Normalnie byś się nażarła i już a tak nie wiem k.wa. Nosi mnie. Alkohol też poszedł w odstawkę. Fajki zostały chyba mi tylko. Poza tym wszystko do dupy. Mam nadzieję, że z czasem moja psychika zaakceptuje ten stan bez objadania się i wymiotów i emocje opadną. Zresztą pieprzę to. Wezmę sobie hydroksyzynę.


    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • perfekcjonizm 13.06.12, 14:01
    Dużo zjadłam wczoraj. Dużo. Dwa obiady i słodycze. Prawie jedno po drugim. Alkohol piłam też. Waga idzie w górę, pieniądze przejedzone, przepalone, przepite. Brawo! Nie wiem co dalej. Rano dopadł mnie lęk i myśli samobójcze.

    Lekarz odpisał na maila, pozwolił brać hydroksyzynę i zasugerował terapię możliwie szybko.
    czuję się nic nie warta, brzydka i gruba i bez środków do życia. Nie wiem co robić w tej sytuacji. Nie mogę znaleźć spokoju w sobie by pomyśleć nad jakimś wyjściem.

    Myśli samobójcze sponiewierały mnie rano dość mocno. Potem odezwałam się do kumpla, jednego, drugiego. Jakoś próbowali mnie ukoić.

    Ta walka z bulimią stała się dla mnie walką na śmierć i życie. Myślę, że bulimia to jedynie symbol czegoś i z tym tak naprawdę walczę. Niestety nie jestem w stanie zastanowić się nad tym głębiej. Psychika odmawia posłuszeństwa.

    Czuję się jak samotny żeglarz na wzburzonym morzu. Dopada mnie smutek a także przerażenie, bo dostrzegam, że gdy nie ma bulimii, życie nie kręci się już w sposób tak przewidywalny. Czar iluzji pryska i zostaje już tylko emocjonalny chaos.

    Rozpadam się, rozsypuję. Staram się przywoływać na myśl niebyt, w którym miło byłoby się znaleźć, by już tak się nie męczyć, nie cierpieć. Chciałabym mocno siebie uchwycić za rękę i powiedzieć "nie bój się mała!"

    Już dochodzi 14sta. Byle do wieczora. Muszę się zaopiekować sobą. Zatroszczyć o siebie. Już ciiii... już dobrze... "nie bój się mała!" JA JESTEM




    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • goodbye-kitty 14.06.12, 10:25
    Może spróbuj leczenia zamkniętego? Ciągła kontrola i niemożliwość objadania się może będzie lepszym rozwiązaniem niż próbowanie sobie poradzić z tym w domu, skoro objawy choroby są tak silne :(

    U mnie nie jest tak źle jak u Ciebie. Nie mam myśli samobójczych, nie piję, nie palę. Tylko wciąż jestem głodna. Miałam takie epizody, że przed snem tak się obżarłam, że nie byłam w stanie pójść do pracy.

    Od kilku dni jest w miarę spokojnie, bo wszystkie słodycze które jem wymiotuję, więc nie mam wypchanego brzucha. Najgorsze jest dla mnie uczucie po obżarstwie i tycie. Nienawidzę tyć.
  • perfekcjonizm 14.06.12, 16:59
    A nie puchnie Ci twarz od wymiotowania? Ja wyglądam okropnie po prowokowaniu wymiotów.

    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • goodbye-kitty 14.06.12, 19:41
    No właśnie nie puchnie, nigdy z tym nie miałam problemu. Może i troszeczkę jest napuchnięta tuż po wymiotowaniu, ale szybko wraca do normy.
    Może to i źle, bo gdybym wyglądała okropnie może powstrzymałoby mnie to od wymiotowania. Chociaż wątpię :/
    Bardziej mnie zęby martwią niż twarz.
  • perfekcjonizm 14.06.12, 20:20
    Rozumiem, no to jeszcze masz nieźle. Bo ja chyba puchnę okropnie i pod oczami straszne mi się wory robią. Tragedia. To właśnie m.in. zmusza mnie do nie wymiotowania a co za tym idzie do nie objadania się.

    Zęby też mam takie sobie.

    Straciłam pracę wczoraj. To znaczy dostałam wypowiedzenie i do końca miesiąca mam jeszcze pracę a potem nie wiem co będzie. W każdym razie adrenalina tak mi skoczyła, że mam ściśnięty żołądek ze stresu, co mnie niezmiernie cieszy póki co. Jem tylko tyle ile muszę, żeby do leków itd.





    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • goodbye-kitty 18.06.12, 15:39
    Przykro mi z powodu straty pracy :( Mam nadzieję, że szybko znajdziesz coś innego. I nie odbije się to na Twoim zdrowiu :(

    Przynajmniej jakiś plus jest tego stresu. Ja też denerwując się, nie potrafię jeść. Jednak bardzo rzadko mi się to zdarza przeżywać aż taki stres.

    U mnie bez zmian.
    Wczoraj zjadłam całe pudełko lodów z dużą ilością polewy, a wieczorem kilka czekolad. Oczywiście wszystko poszło do kanalizacji. Nawet nie chciało mi się jeść tych słodyczy, nie wiem po co to zrobiłam.
  • perfekcjonizm 18.06.12, 22:30
    To tak jak ja dzisiaj, nakupiłam ciasta i się objadłam a nie wiem po co. Ech... trzeba walczyć o siebie. Wierzę, że jest sens.


    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • goodbye-kitty 19.06.12, 08:35
    Ale wymiotowałaś po tym?
    Ja uwielbiam ciasta, ale walczę ze sobą, żeby ich nie kupować, bo bardzo ciężko mi jest je zwymiotować. Podobnie jak chleb.
  • perfekcjonizm 19.06.12, 19:38
    Tak wymiotowałam. Ja kupuję ciasta z masą, i w czasie jedzenia dużo popijam.
    A z chlebem masz rację. Ja go nawet nie jadam.

    A co Ty pisałaś, że leki nie pomagają? Jakie bierzesz?
    U mnie chyba jakoś pomaga ta fluoksetyna i teraz abilify na dodatek.
    Ale czasem psychicznie czuję głód i bardziej chodzi o zajęcie umysłu wymiotowaniem, jedzeniem itd, wtedy nie chodzi o smak, chodzi o wypełnienie pustki.

    W każdym razie bulimia trochę zelżała, ale wczoraj i dzisiaj miałam atak. To niedobrze.
    Walczę dalej. Walczmy!

    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • goodbye-kitty 20.06.12, 11:12
    Popijanie to podstawa. No ciasta z masą to może jakoś pójdą. Ale ciasta które mają zbliżoną konsystencję do chleba, na przykład drożdżowe, to naprawdę ciężko.

    Ja mam właśnie słabość do chleba :/ Raz na parę tygodni urządzam sobie zaplanowaną ucztę czyli chleb+nutella/masło orzechowe. To zbija się w taką grudę, że nawet mi się nie chce próbować wymiotować.

    No właśnie jedzenie i wymiotowanie zajmuje umysł i dzięki temu nie myśli się o przykrych rzeczach, o których miałoby się ochotę nie pamiętać.

    Dobrze, że jestem w pracy. Tutaj przynajmniej mogę się kontrolować. Biorę do pracy bułkę z serem białym i pomidorem, a około południa jem lunch czyli warzywa z mięsem.
    Kiedyś jadłam w pracy tylko kanapkę a po powrocie do domu większy obiad, ale zauważyłam, że wtedy ciężej jest schudnąć, bo metabolizm sobie spowalniam.

    Leki nie pomagają, bo nie biorę żadnych :P Psychiatra stwierdził, że nie potrzebuję. Może powinnam się ponownie do niego zgłosić, albo pójść do kogoś innego...

    Ty dzisiaj walcz :) Ja Ci pokibicuję :) Dzisiaj nie będę w stanie się powstrzymać :(
  • perfekcjonizm 21.06.12, 06:39
    Kitty, słuchaj, trzeba Ci leków na tę bulimię durną. Czekaj, ja nie pamiętam. Na terapię chodzisz jakąś? Terapia byłaby ważna do zrozumienia tej pustki. A może jakaś grupa wsparcia dla bulimiczek. Ty jesteś anorektyczna bulimiczka? Ile masz wzrostu? Ile ważysz?

    I z jakiego miasta jesteś?

    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • tlustaklucha 21.06.12, 22:32
    Perfekconizm, pociągnęłabym temat borderline/chadu i stabilizatorów/neurpleptyków w połączeniu z bulimią.
    Ja też mam nawrót i łączę to ze zmianą leków. Jestem po 10-letniej terapii i dawno już nie rzygałam i nie czułam wzmożonego łaknienia. Bulimię miałam ok. 16 lat. Doszłam do krwotoków z przełyku i rozpuszczonych zębów. Wysiadła mi przysadka, nie produkuje tsh. Tyle, że ja rzygalam codziennie wiele razy. Ale po terapii z lekami było super, zapomniałam, co to objadanie się i rzyganie tym bardziej. Teraz mam zmianę leków. Tzn jeden został, a odstawiam drugi i mam dodany stabilizator - lamitrin. Ma nie powodować ataków głodu, ale stwierdzam z przerażeniem, że u mnie chyba powoduje. Albo może mam wyciszone trchę emcje i zajadam pustkę, która po nich pozostała.
    Ty nie czujesz czegoś takiego?
    Też miałam brać abilify, bo byłam u tego lekarza, co Ty na chadzie pisałaś i to jest chyba jego ulubiony, ale się nie zgodzilam, bo wyczytałam, że po nim właśńie są napady obżarstwa. Czy mogą być, bo nie zawsze.
    Czy ty, jak masz wyciszone emocje, to nie czujesz wzmożonego łaknienia?

    Ps. Dziewczyny, uważajcie z tym chlebem i ciastami. To się da wyrzygać przy jakiejś tam wprawie, ale u mnie włąsnie po tym zaczeły sie krwawienia z przełyku i potem juz się powtarzały przy każdym rzyganiu. Te kule, które się z tego robią, trudno jest przełykowi przepchać do góry i pęka z wysiłku. Można dostać poważnego krwotoku.
  • perfekcjonizm 21.06.12, 23:06
    O kurcze, z tym przełykiem to mnie przestraszyłaś. ja jak jem to bardzo dużo popijam, tak zeby z tego papka byla w zoladku.

    Byłaś u lekarza tego co ja?? A gdzie ja o nim pisałam?

    Bulimia wróciła w szpitalu właśnie jak mnie wyciszyli neuroleptykiem. Ta cisza wewnątrz mnie i ta dziwna pustka była trudna do wytrzymania. Moim zdaniem jak przychodzi wyciszenie trzeba coś w to miejsce wymyślić, tak by stare nawyki, czyli bulimia nie wziely gory. Kiedy robimy w sobie miejsce na cos innego, bo emocje opadaja, to wkrada sie bulimia wlasnie, bo to jedyny znany sposob, bo to nasz towarzysz, cos co z nami jest.

    Próbuj tę ciszę - pustkę czymś wypełniać. Planuj czas, dzień. Ja narazie nie dam rady planować, ale i tak dużo się w moim życiu dzieje ostatnio.


    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • tlustaklucha 21.06.12, 23:56
    No ja też bardzo dużo popijałam, jak rzygalam to też zawsze z butelką. I długo się cieszyłam z tego, że wszystko przejdzie w ten sposób. Aż za którymś razem poszło. I potem już się pie-ło cały czas. Dzisiaj nawet przerzygałam cały dzień od X czasu i też od razu mnie gardło boli i nie moge mówić. Kiedyś tak nie miałam po jednym takim dniu, tylko po paru latach, a teraz od razu, mimo osmiu lat ciszy.

    O lekarzu pisałaś na chadzie, pytałaś czy dobry, nie wiem, czy to ten sam (t.t. ?) Napisałam Ci, że na maila Ci odpowiem, ale Ty juz chyba na oddziale wtedy byłaś. Mnie on też w kierunku chad diagnozował, tylę że mieszanego, bo ja manii nie miewam.

    Właśńie z tą pustka i lekami to tak podejrzewałam. Kurcze, to ja wracam do starych leków, juz chyba wolę te emocje. Teraz na tych nowych to poddałam się zupełnie, nie szukam pracy, zawaliłam rok na studiach, wszystko mi wisi dosłownie. Biorę citronil i brałam też 450 mg trittico, to jest maks chyba i wszyscy mówile, ale jak pani może tyle brać, że lepiej zmniejszyć i dodać stabilizator. Tylko prawda jest taka, że ja na tych dwóch lekach przefunckjonowłam jakoś dzisięc nie złych lat, a za każdym razem, jak próbuje zmieniać, to się robi kanał. Bo z tergetolem też próbowałam i też było żarcie od razu.

    Właśnie nic nie udaje mi sie planować, bo jak jem i rzygam, to się kończą wszystkie plany bardzo szybko. Chodzi o to, że ja się specjalnie nie natężałam, żeby jakoś tam walczyć z bulimią i uważam, że nie tędy do końca droga. Jak jest dobra terapia i leki, to sie o tym po prostu nie myśłi, zapomina, się, nawet z takim stażem. No a jak to powraca, to mi sie wydaje, że nic z tym nie wygra. Nie chce mi się znikim spotykać, bo co am powiedzieć? Że sobie spieprzyłam życie? Że biorę leki, że sobie nie do końca radzę? To nikogo wcale nie interesuje, tez jestem po trzydziestce też już grubo i to już zaczyna być dramatyczne, jak się człowiek z czyms takim ujawni. Czy jakie Ty masz doswiadczenia?
    Ja niemma co planować, bo i tak wroćę do domu się nażreć po pół godzinie albo nie jestem się w stanie skoncentrować na niczym. Albo żrę na mieście i nie rzygam i tyję w kosmos.

    A Ty wpadasz w manię bez stabilizatora? Bo to jest coś zadziwiającego z tym wycieszniem. Nie wiem, co my mamy zrobić w związku z tym.
    A chodzisz na terapie jakąś?
  • tlustaklucha 22.06.12, 00:07
    Aaa, i mi się przypomniało teraz, że jak zaczynalam terapię, i zaczynaliśmy mówić o tych emocjach i one były coraz większe, to myślałam, ze -odwrotnie - tak mi się rozbuchały, bo już nie rzygam. Z wcześniej wszystko, i pozytywne i negatywne emocje, zabijałam rzyganiem, bo nic wtedy nie czułam, bo sama wiesz, jak to doskonale wypełnia czas. I myślałam, że jak przestałam wtedy, to już nie mam takiego kontrolera, jakim było rzyganie. I cały czas mówiliśmy, że mam słabe ego i że nie umiem sama kontrolować tych emocji. Tyle, że mimo 10 lat terapii nie wyrobiłam sobie tego silnego ja. I pojawiło sie podejrzenie chadu wtedy, mam nawracające depresje też i bezsenność. I teraz biorę ten stabilizator, a bulimia sie znowu odrodziła, a powinno być odwrotnie. Może się już przyzwyczailam do tych emocji, nie wiem.
    Ale chyba jest mi lepiej, jak je mam, niż jak ich nie mam. Bo mi stabilizator te dobre też wykasował i jestem w takim maraźmie zanurzona.
    Nie wiem, jak Ty?
  • perfekcjonizm 22.06.12, 18:55
    Teraz na terapię nie chodzę, nie mam kasy. A z tym wyciszeniem to właśnie dramat jakiś. Właśnie tak mi wróciła w szpitalu bulimia jak mi dowalili neuroleptyk i emocje zniknęły wszelakie. ale wiesz jak biore teraz 60 mg flioksetyny, to nastrój idzie w górę i już czuję, że zycie nie kręci się tak wokół jedzenia. Cały czas chudnę ostatnio, bo właściwie jestem na diecie tej od mojego dietetyka znów. A jak juz chce mi się bardzo jesc to ide kupic siatkę żarcia i jem i rzygam i znów na jakiś czas spokój.

    I jak tak rzadko rzygam to buzia mi tak nie puchnie. A gardło masz rację, potrfi boleć. i to jak.

    ja nie byłam u t.t. - on mnie tylko kwalifikował na oddział, a leczył mnie sulik a potem babka holka. Sulik dał mi to abylify, dopiero na nim ruszam, i nie wiem jaki daje wyniki, jeszcze za krótko by mówić.

    jak się okaze ze bede miala prace to wracam na terapie.

    teraz wrocilam do domu i weekend sie zaczal, w domu ja i koty tylko, i mysl pierwsza, najesc sie, bo co robic, ale wczoraj jedna z dziewczyn na moim blogu napisala, czy jesc cos pomiedzy rzyganiem a byciem doskonala, a ja pomyslalam, ze nie wiem, i dzisiaj chce to sprawdzic. To znaczy mimo ataku siedze tu i pisze. Zjadlam mala kolacje tylko. Wlaczylam muzyke, netbuka, i siedze. Wzielam prace do domu i bede pracowac no i palic fajki, choc bede je rzucac, bo mnie wyklucza z mojej organizacji religijnej za to palenie a nie chce by mnie wykluczono.

    Sorry pisze teraz duzo nerwowo, i o wszystkim ale mam atak okropny i pisze to co mi do glowy przychodzi. Nie chce jesc. Ide wlacze sobie glosno jakis mroczny kawlek, zeby te emocje przelewaly sie naturalnie a nie za pomoca bulimii.

    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • goodbye-kitty 26.06.12, 15:23
    perfekcjonizm - nie mam anoreksji bulimicznej. Ważę aż 67kg przy wzroście 167cm. Na terapię nie chodzę, ale dzisiaj po pracy wybieram się do przychodni i mam nadzieję, że terminy nie będą zbyt odległe. Zapytam się, czy leki by mi nie pomogły. Bo czuję się ostatnio o wiele gorzej. Więcej jem, więcej wymiotuję, w ostatni rok przytyłam 10kg i czuję się okropnie. Poza tym jestem ciągle zmęczona i nieprzytomna. Staję rano i czuję się tak, jakbym całą noc kopała rowy a nie spała. Po pracy najczęściej robię drzemki. Nie mogę się na niczym skoncentrować. Cudem zaliczyłam ten rok studiów, jeśli w przyszłym nic się nie zmieni, to będzie źle. W dodatku w ogóle nie sprzątam, mój pokój wygląda jak wysypisko śmieci.

    A jestem z Wrocławia. Ty chyba z Warszawy, o ile się nie mylę ;)

    tlustaklucha - kurcze zawsze mnie przeraża, gdy czytam jakie konsekwencje doświadczają dziewczyny przez bulimię :/ Zwłaszcza tą trwającą kilkanaście lat. Gdybym ja zobaczyła krew podczas wymiotowania, chyba bym zemdlała. Nie chcę do tego dopuścić, dlatego nie wymiotuję rzeczami o gładkiej konsystencji. Szkoda, że nie da się pstryknąć palcem i po prostu nie czuć tego głodu psychicznego.
  • goodbye-kitty 26.06.12, 15:27
    goodbye-kitty napisał(a):
    "dlatego nie wymiotuję rzeczami o gładkiej konsystencji"


    Oczywiście miało być:
    "dlatego wymiotuję rzeczami o gładkiej konsystencji"



  • perfekcjonizm 26.06.12, 20:56
    Jej, jakie to wszystko trudne. Ale we wrocławiu jakąś grupę chyba fajną mają. z tego co widzę to jesteś fajna dziewczyna, szkoda, żebyś się tak męczyła. Proszę walcz o siebie. Ja staram się choć dzisiaj już sobie odpuściłam. Czułam ogromny głód, ale objadam się i wymiotuje dużo rzadziej.

    Mieszkasz sama Kitty?

    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • goodbye-kitty 27.06.12, 09:11
    Nawet na tym forum było ogłoszenie o grupie wsparcia we Wrocławiu, pisałam do dziewczyny, które je organizuje, ale na ostatnim nie mogłam się pojawić. Czekam na informację, kiedy będzie następne. Ale pewnie nie za szybko.

    Na szczęście nie mieszkam sama, tylko z mamą. I to mnie powstrzymuje przed częstym objadaniem się. Gdyby mamy nie było w domu, zupełnie bym się zatraciła i pewnie przejadałabym całe weekendy. Czasem męczę się bardzo, aż w końcu wieczorem pękam i jem mimo, że nie mam możliwości wymiotowania. Wczoraj miałam jeden z takich dni, ale dałam radę i nie zjadłam!
    A Ty mieszkasz sama?

    Chcę walczyć o siebie :) Takie życie mi już nie odpowiada. Bulimia tylko przeszkadza w realizacji moich planów.
    A Ty też się nie poddawaj. Wiem, że jest ciężko, ale trzeba wierzyć, że los się kiedyś odmieni.

    W tym roku postanowiłam iść na pielgrzymkę. Będzie okazja do namysłu, nabrania nadziei... Może Bóg będzie tak dobry i mi pomoże uporać się z chorobą.
  • perfekcjonizm 28.06.12, 06:31
    Ja mieszkam ze współlokatorką, ale ona wie, że mam bulimię i czasem przy niej jem a potem mówię, żeby brała głośno muzykę bo idę rzygać :) Przepraszam, komicznie to brzmi, ale ja ze swojej bulimii nie robię tajemnicy. Dla mnie to choroba i dlaczego miałabym się z nią kryć. Tylko wstydliwa choroba.

    Także ludzie mnie nie ograniczają raczej. Wczoraj po pracy pojechałam do galerii kupić ciuchy jakieś bo mam dzisiaj rozmowę o pracę. No i poszłam do knajpki coś zjeść a jak zaczęłam jeść to mnie dopadła suka, no to poleciałam do supermarketu, kupiłam jakieś dodatkowe żarcie i butelkę wody. Usiadłam na ławce w galerii i nerwowo jadłam i popijałam, żeby się nie zatkać i żeby było lżej wymiotować a potem poszłam do kibla galeryjnego. A że było już po 21szej, było dość pusto. Toalety bardzo czyste i pachnące, więc normalnie mi poszło. Wyszłam i poczułam ulgę.

    Potrzebuję terapii. Obie potrzebujemy. Nie damy rady same.

    Co do pielgrzymki, pewnie trzeba próbować wszystkiego. Wiara to dla mnie ważny obszar, choć ostatnio niedomagam w tym temacie.

    Próbujmy załatwić sobie terapię. Jak będziemy miały komu wyrzygać emocje to może nie będziemy się objadać i wymiotować żarciem.
    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • goodbye-kitty 28.06.12, 21:02
    Niezły hardcore z Ciebie. Ja nigdy w życiu nie powiedziałabym komuś, że idę rzygać. Chyba zapadłabym się pod ziemię ze wstydu. Nawet jak mama znajduje opakowania po jedzeniu, to jest mi strasznie głupio.

    Mimo, że większość osób wie, że jestem chora, to chyba nawet nie potrafiłabym zwymiotować nie mają pewności, że nikt mnie nie słyszy i nie widzi. W galerii też na pewno bym tego nie zrobiła, ludzie by zaczęli coś podejrzewać. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że sprzątaczka puka do drzwi kabiny pytając się czy coś się nie stało, a ja wychodzę taka zarzygana... Masakra.

    U mnie też ostatnio wiara kuleje, dlatego postanowiłam o nią zadbać. Moja koleżanka, która chodzi do Częstochowy co rok, mówi, że pielgrzymka odmienia ludzi. Nie liczę na cudowne ozdrowienie, ale może stanę się choć trochę lepsza.

    To wszystko posunęło się za daleko. Ile jeszcze będziemy w tym tkwić? Czas wziąć życie we własne ręce. Uciec z tego więzienia. Niczym Michael Scofield w serialu "Prison Break". Uda nam się, tylko musimy chcesz, zapisać się na terapię i nie przerywać leczenia.


    Jestem na siebie wściekła :/ Mama wróciła wcześniej do domu i nie zdążyłam wszystkiego wyrzygać. Znów przytyję. Ratunku... Nie nawidze się :/
  • perfekcjonizm 29.06.12, 06:55
    Hardkor powiadasz :) Wiesz, pochodzę z domu, w którym nie było tematów tabu.
    O wszystkim mówiło się głośno i bez skrępowania. Wiem, że osoby z zaburzeniem jedzenia najczęściej ukrywają swoją chorobę. Natomiast, gdybym ja miała żyć z tą "mroczną" tajemnicą w sobie, zwariowałabym chyba.

    A tak, wszyscy moi bliscy wiedzą, że jestem bulimiczką czy mam borderline, i często mnie wspierają, dają mi duży margines akceptacji, który jest dla mnie ważny, bo ja sama mam problem z akceptowaniem siebie.

    Czasem bywa tak, że bulimia rozrasta się do takich rozmiarów, że muszę komuś oddać kartę do bankomatu, by nie przejeść ostatnich pieniędzy.

    A Ty jak sobie radzisz finansowo?
    Dużo Cię kosztuje jeden napad? mnie około 20zł, plus papierosy 10 zł, a do tego dochodzą normalne zakupy w ciągu dnia (jakieś serki wiejskie lajt, pomidory) Wychodzi, że wydaję dziennie 50 zł, i dlatego popadam w długi. To także duży problem.

    Wiesz, dziękuję Ci za to, że piszesz tu ze mną. Pomagasz mi się z tym wszystkim oswajać. Kiedy piszę, zastanawiam się przynajmniej nad tym, mam ochotę stawiać czoła temu. No ale wychodzi różnie.

    Ściskam Cię mocno i powodzenia w staraniach. Ja jak zwykle, każdego dnia zaczynam na nowo :)

    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • goodbye-kitty 30.06.12, 10:03
    A jak Twoja współlokatorka reaguje, gdy mówisz, że idziesz wymiotować? Nie przeszkadza jej to w ogóle?

    No widzisz to nic dziwnego, że potrafisz tak otwarcie o tym mówić ;) U mnie w domu w ogóle się nie rozmawiało i jest mi bardzo ciężko się komukolwiek przyznać do choroby. Mamie powiedziałam po dwóch latach. Potem dowiedziała się reszta rodziny i najbliżsi znajomi. Część z moich koleżanek, które poznałam w zeszłym roku, nadal nie wie. Chciałabym im powiedzieć, bo spędzam z nimi dużo czasu. Ale za każdym razem, jak chcę wyznać, to serce mi wali, ręce się pocą i w końcu nie jestem w stanie wydusić z siebie słowa. Naprawdę nie chciałabym tego ukrywać już.

    A jak Twoja rodzina Cię wspiera? Bo moja bardzo rzadko się pyta jak sobie radzę. Moja babcia uważa, że nie potrzebny mi psycholog bo przecież wyglądam normalnie. Ale babcia to babcia... Jest starej daty i nie rozumie za bardzo jak można nie kontrolować siebie.

    Ja też wydaję ok. 20zł na jeden napad. Staram się kupować najtańsze rzeczy. Jak się ma napady codziennie, to można zbankrutować :/ Z kasą u mnie cienko, bo wciąż mi brakuje. Obiecuję sobie, że napady będą rzadsze ale nic z tego nie wychodzi. Zazwyczaj w połowie miesiąca już jestem prawie spłukana :/ Znajomi się dziwią, czemu wciąż mnie na nic nie stać :/

    Ja też dziękuję za korespondencję :) Świadomość że nie jestem sama podnosi na duchu :)

    Ja wczoraj dałam radę :) Nie wiedziałam kiedy mama wróci, więc wolałam nie ryzykować i nie zjadłam. Ale dużo mnie to kosztowało. Nie wiem jak będzie dzisiaj.
  • perfekcjonizm 30.06.12, 15:09
    Moja współlokatorka to równa babka. Jedziemy na tym samym wózku. Ona popija i się tnie.
    Tylko ona nie robi z tego halo, wiem to tylko ja. Jak się pocięła ostatnio zareagowałam bardzo stanowczo. Zadzwoniłam do jej starszego brata, do znajomej terapeutki i wzięli się za nią.

    Jak mówię jej, że mnie nosi i muszę się nażreć bo zwariuję to ona z zrozumieniem to przyjmuje. Czasem żartując krzyczy na mnie, czasem nie mówi nic, bo ona widzi, że ja się staram, że to różnie u mnie wychodzi.

    Rodzina zaczęła mnie wspierać, gdy nawiązałam z nią lepszy kontakt dzięki terapii mojej.
    Wiele sesji poświęciliśmy z terapeutą na to, bym zrozumiała kim jestem ja w kontekście mojej rodziny. Jaką rolę odgrywam i jak mogę to zmienić.

    Oni na początku bardzo krytykowali moją terapię. Potem wszyscy zaczęli mnie wspierać, widząc, że to mi pomaga.

    Ja wczoraj też nie wymiotowałam, nie przyszło mi to do głowy, bo miałam w sobie bombę euforii, która wynikła z kilku sukcesów, które odniosłam tego tygodnia.

    Dzisiaj te, jestem sama w domu, ale zajmuję się porządkowaniem mieszkania i robieniem porządku ze sobą i czuję się ok.

    Spróbuj komuś naprawdę bliskiemu powierzyć swoją tajemnicę i niech Ci pomoże z kasą, z jej trzymaniem. Ja jak nie mam kasy, to też zmniejszam ilość napadów. Wydaje się, że kiedy wiem, że mam pieniądze to pozwalam sobie na to by się objadać.

    Może pójdź do dietetyka. Chcesz to może umówię Cię na skype z moim dietetykiem albo na telefon, lub mail i on Ci pomoże. Tylko będzie chciał 100 zł za to. Przelejesz mu czy jakoś tak. Ale pomoże na pewno. To dzięki jego pomocy ja wróciłam już prawie do swojej dawnej wagi. To młody chłopak. Instruktor ode mnie z siłowni i dietetyk po akademii medycznej w wawie.




    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • goodbye-kitty 02.07.12, 23:12
    Oooj to się nie dziwię, że jest taka tolerancyjna. "Normalny" człowiek nie podchodziłby do tego z takim luzem. Tylko to też w pewnym sensie nie jest dobre, bo akceptowanie takiego zachowania daje przyzwolenie i człowiekowi się wydaje, że objadanie się jest czymś normalnym, jeśli nie musi się ukrywać. Szczerze mówiąc ja bym nie chciała mieszkać z osobą o podobnym problemie. Wolę przebywać w towarzystwie zdrowych osób, dających przykład lepszego życia.

    A jakie sukcesy odniosłaś? :) Znalazłaś jakąś nową pracę?

    Teoretycznie mogłabym oddać komuś kasę, ale przecież coś dla siebie musiałabym mieć. I pewnie bym to przejadła a potem odebrała resztę pieniędzy... Jak chcę mieć napad, to będę go miała. Nawet jeśli miałabym się opchać śmieciami. Więc wolę już wydać te 20zł na odpowiednie rzeczy i ładnie zwymiotować, niż opychać się wszystkim co jest w lodówce na noc. I zazwyczaj tak się do kończy, gdy nie mam napadu w dzień. O godzinie 20 mnie nosi. Dzisiaj prawie się trzęsłam i myślałam, że zemdleję. Dopiero jak zjadłam dwie bułki to mi minęło :/

    Dziękuję za propozycję dietetyka :) Na pewno by mi się to przydało, ale w mojej obecnej sytuacji to raczej nie ma sensu. Wiem, że i tak nie trzymałabym się diety i jadłabym po swojemu. Chociaż jeszcze się zastanowię nad tym i dam znać...

    Pewnie przytyłaś przez objadanie się? Ile najwięcej ważyłaś? I ile ważysz teraz?
  • perfekcjonizm 03.07.12, 20:54
    Tak, pracę nową mam, ale to jeszcze nic pewnego.

    Ważyłam najwięcej 70kg przy wzroście 164, to było jeszcze w grudniu. A potem z moim dietetykiem ładnie zeszłam do 60 kg i tyle ważę. Chcę jeszcze 4 kg schudnąć.

    Teraz się nauczyłam objadać i wymiotować tak, żeby nie tyć:) Kiedyś nie potrafiłam.

    Nie wiem co będzie z tą bulimią, cholera nie przechodzi. Ale jestem dobrej myśli.

    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • goodbye-kitty 03.07.12, 21:51
    To daj znać jak będziesz pewna czy masz pracę ;)

    Oo no to ładnie schudłaś ;) W 7 miesięcy 10 kg? Ćwiczyłaś dodatkowo?

    Ja też na początku nie wiedziałam jak wymiotować żeby nie przytyć. Dopiero uczyłam się wymiotować i nie wiedziałam, które produkty najlepiej jeść. Teraz to nawet pamiętam dokładnie co po kolei jadłam i wiem, kiedy jest koniec. Mogę się objadać, wymiotować i do tego schudnąć. Gdyby nie to że nie zawsze mam możliwość rzygania to pewnie nie ważyłabym tyle.

    Najwięcej ważyłam 80kg przy wzroście 167cm. Wtedy w ogóle nie potrafiłam się kontrolować. Długo walczyłam z tą wagą, na zmianę chudłam i tyłam. W zeszłe wakacje osiągnęłam 62kg. Dobrze się czułam z tą wagą. Przez zimę przytyłam (dziś się ważyłam i jest 69:/:/:/) i znów jest beznadziejnie. Ciągle tracę to co osiągnęłam. Ale nie poddam się. Docelowo chciałabym ważyć 57kg, nie mniej.
  • perfekcjonizm 03.07.12, 22:52
    Troszkę ćwiczyłam. Chodziłam na siłownię dwa razy w tygodniu. Ale teraz już mi się nie chce. Zimą lepiej mi to wychodzi, bo traktują pobyt na siłowni jako rozrywkę, a latem wolę cieszyć się po pracy słonecznymi dniami.


    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • goodbye-kitty 06.07.12, 08:25
    Mi też się nie chce chodzić na siłownię, bo nudzi mnie ćwiczenie na jednym urządzeniu przez dłuższy czas. Zbyt monotonne. Teraz prawie codziennie wychodzę biegać na dwór :) Jak się zmęczę od razu czuję się lepiej. Nie potrafiłabym już w ogóle się nie ruszać.
  • perfekcjonizm 09.07.12, 19:25

    Ja chwilowo wypadłam z orbity,
    wczoraj miałam jakiś stan psychotyczny, muszę się pozbierać

    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • goodbye-kitty 10.07.12, 08:54
    A czym się objawiał ten stan?

    U mnie bez zmian. Prawie codziennie rzygam. Prawie, bo w wakacje moja mama więcej siedzi w domu. Wkurza mnie to, że nie mogę przez nią tego robić. Nosi mnie, jak zaplanuję sobie napad a potem nic z tego nie wyjdzie :/
  • perfekcjonizm 10.07.12, 16:23
    Jako osoba z borderline czasem miewam epizody psychotyczne. Tracę kontakt z rzeczywistością, mam urojenia, paranoje jakieś. Na przykład wydaje mi się, że wszystko co robię jest doskonałe i fantastyczne, że wszystko idzie mi dobrze a ja sama jestem niesłychanie kreatywna.

    Im bardziej się nakręcam, tym więcej błędów popełniam. Zaczynam dokonywać zmian, wręcz rewolucji życiowych. Zapominam o braniu leków, zaczynam się upijać (bo zaczynam wychodzić do ludzi i imprezować). Nie czuję lęku, nie mam oporów przed niczym.

    W miarę jak to wszystko się rozpędza, zaczynam odczuwać zmęczenie. Brak snu robi swoje.
    Wreszcie uruchamiają się jakieś urojenia prześladowcze. Mam wrażenie, że ludzie na ulicy śmieją się ze mnie. Że słyszą moje myśli, i takie tam.


    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • varna771 12.07.12, 14:21
    W miarę jak to wszystko się rozpędza, zaczynam odczuwać zmęczenie. Brak snu robi swoje.
    Wreszcie uruchamiają się jakieś urojenia prześladowcze. Mam wrażenie, że ludzie na ulicy śmieją się ze mnie. Że słyszą moje myśli, i takie tam.

    objawy podobne , a raczej takie same jak przy schizofrenii
    --
    "Szukam mężczyzny, który doprowadzi mnie w końcu (tak!w końcu!) do prawdziwego orgazmu...Jestem 29 letnią mężatką z 4 letnim stażem...Mój mąż niestety jest w "tych" sprawach nieporadny (sądziłam, że to się zmieni, ale gdzie tam...). Poszukuję faceta do 40 roku życia, który mnie, co tu dużo mówić, solidnie przeleci...Gawędziarzom od razu podziękuję a Panów zainteresowanych spotkaniami na niezobowiązujące co nieco zapraszam na priv" by Gość Kaśka
  • perfekcjonizm 16.07.12, 08:07
    Kitty, kochana, jak u Ciebie?
    Żyjesz?

    Ja obecnie jak widać po moim blogu wikłam się w jakieś niepotrzebne akcje.
    Muszę iść na terapię. W moim wnętrzu panuje chaos.

    --
    zatrzymajmnie.blogspot.com/
  • centrumed 30.11.12, 09:04
    Witam,
    Ogólnopolskie Centrum Zaburzeń Odżywiania uruchomiło właśnie serwis www.centrumzaburzenodzywiania.pl To dopiero początek działań na większą skalę, ale być może jakieś informacje mogą okazać się przydatne Wam lub Waszym bliskim. Na razie oferujemy też pomoc drogą e-mail w ramach projektu Wspier@my! Wiemy, że to nie wystarczy, ale zrobimy wszystko, żeby pomóc w zakresie zaburzeń odżywiania w Polsce. Współpracujemy ze specjalistami z kraju i z zagranicy. Wierzymy, że Rozwiązania istnieją!
  • kasiek804 06.12.12, 14:22
    Ja trochę z drugiej strony, moja siostra długo walczyła z bulimią. Ukrywała później wyszło przez przypadek, efekt wielka akacja pomocy/wsparcia troszkę siostra nas odrzuciła, nie wiem czy nie chciała pokazywać tego czy myślała, że sama sobie poradzi. W końcu skończyło się na wizytach i wsparciu psychologa i leczeniu w ośrodku horizon z Wrocławia jak nie pomagały inne metody.
  • kasia2222t 07.01.13, 17:02
    Witaj. Mam na imię Kasia i jestem studentką pielęgniarstwa na Śląskim Uniwersytecie Medycznym w Katowicach. Piszę pracę magisterską na temat zaburzeń odżywiania w sieci i chciałabym prosić Cię o uzupełnienie ankiety. Oto link do niej:
    docs.google.com/spreadsheet/viewform?formkey=dF9Fd0FIdGhyajhtZXc2dDBjVVR5bmc6MQ
    Jest to ankieta dla kobiet. Zebrane dane są całkowicie anonimowe i posłużą do celów naukowych. Wystarczy kliknąć w kółko obok wybranej odpowiedzi. Nie zajmie Ci to więcej, niż 10 minut. Z góry dziękuję Ci za współpracę, po uzupełnieniu ankiety kliknij wyślij/prześlij
    Mogę także podzielić się wynikami pracy, gdybyś miała jakieś pytania, oto mój email: ankietowo2012@gmail.com
  • nstyrna 16.01.13, 11:53
    Poszukuje osób chorych na anoreksję bądź takich, którym udało się ją pokonać. Sprawa jest bardzo pilna. Wszystkich, którzy mogliby mi pomóc w tej kwestii proszę o kontakt.
    n.styrna@o2.pl
    Natalia
  • ctzo 17.01.13, 22:20
    www.facebook.com/ctzaburzenodzywiania dla osób z Poznania i okolic mogę zaproponować grupę wsparcia, jaką planujemy otworzyć a także wiele zajęć, które pomagają zrozumieć powody nawrotów.
    Dla osób chętnych - całodobowa opieka i turnusy lecznicze.

    Wiem, że to reklama, ale też cały ośrodek powstał z myślą o tym, że wiele osób jest po szpitalach z których wyszły z lepszą wagą ale praktycznie nie miały terapii, lub mają swojego terapeutę ale między spotkaniami sobie nie radzą. A u nas są zorganizowane zajęcia, które mogą wesprzeć terapię lub być dalszą terapią po szpitalu. Szkoda nie dać takiej informacji. W Polsce brakuje takich miejsc a w Anglii, na bazie standardów której powstało centrum, jest to standard.
  • centrumed 18.03.13, 11:53
    Witam, Ogólnopolskie Centrum Zaburzeń Odżywiania uruchamia od kiwetnia 2013 grupy wsparcia. Jeśli jesteś zainteresowana : www.centrumzaburzenodzywiania.pl/artykul/grupy-wsparcia-z-elementami-psychoedukacji#.UUbtmRxhV34
  • szacki 22.03.13, 18:09
    Perfekcjonim to tylko stówa miesięcznie, chodź sie zapiszemy i będziemy chodzić razem. Ty chyba też z Wawy jesteś.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka