Dodaj do ulubionych

Wygrałam z bulimią - może potrzebujesz wsparcia?

26.06.13, 13:12
Nie choruję od 8 lat. Otarłam się o psychologa, ale walkę wygrałam bez jego udziału. Jeżeli chciałybyście pogadać, poradzić się, to chętnie pomogę, "wysłucham". Może mój przykład będzie inspiracją dla którejś z Was do wyzdrowienia. Piszcie.
Edytor zaawansowany
  • loomingdespair 27.06.13, 09:53
    nie nazwałabym siebie bulimiczką ale jestem na drodze w kierunku zostania jedną:| najpierw przez długi czas przejawiałam skłonności anorektyczne (ale nie nazwałabym siebie anorektyczką, po prostu nie mogłam wyjść z obsesyjnego liczenia każdej kalorii i spalania przyjętych do upadłego). wtedy jedzenie stało się moją obsesją, kombinacje żeby ograniczyć ile się da i jak bardzo się da, kłamstwa żeby nikt nie zmuszał do jedzenia. Trwało to prawie rok. Ja lubię jedzenie, lubię być wokół niego, lubię kiedy inni jedzą, ale strach przed tym że jeśli ja wezmę coś do ust to że magicznie zmieni się to w gigantyczne fałdy był zbyt wielki. Ale jak to bywa środowisko moje zorientowało się co się dzieje, były prośby, groźby, całe komedie i skończyłam w sposób jaki opisałam na początku - jestem na drodze do bulimii. niedawno pękłam i moje restrykcyjne i żmudnie wypracowywane metody żywienia poszły do lamusa. Nie wiem co to było, kupiłam mnóstwo słodyczy i je w siebie wepchnęłam. Wtedy nie potrfiłam wymiotować ale gdy powtórzyłam to to wyszłam do łazienki i siedziałam w niej tak długo, wpychając palce w gardło i drażniąc je aż nauczyłam się tej 'umiejętności'. Wymiotowałam tak jeszcze 3 razy (zaczęło się to w zeszlym miesiącu), czulam do siebie wstręt, widzę że moje ciało się zmienia:| nie chcę tego, za pierwszym razem przyrzekłam sobie że więcej tego nie zrobię ale nie wyszło. Jedzenie nadal jest obecne w moich myślach non stop w różny sposób, boję się tego wszystkiego. I wiem że przyjdzie taki moment że znów to zrobię, znów napcham się do obrzydzenia a potem wyrzuty sumienia zaprowadzą mnie do łazienki:( nie wiem czy to adekwatne do Twojego tematu ale chciałabym wiedzieć jak się to u Ciebie zaczęło i czy można stłumić to w zarodku. Jak to zrobić...
  • flopitek 04.07.13, 08:37
    Cieszę się, że napisałaś. Niestety, jesteś na dobrej drodze do bulimii, bo u mnie zaczęło się podobnie - obsesyjne myślenie o jedzeniu, liczenie kalorii. W okresie dojrzewania przybrałam nagle ok. 8 kg. W 8 kl. podstawówki miałam tragicznych kolegów, którzy nazwali mnie "tucznikiem", choć gruba nie byłam - 62 kg przy wzroście 164 cm. Strasznie mnie raniły te słowa, ale dopiero jak poszłam do liceum tak naprawdę zaczęłam się odchudzać. Jak to głupia gąska zamiast systematycznie zmieniać swój sposób jedzenia przechodziłam na diety np. 3 kromeczki razowego chleba dziennie +2 jabłka.
    Było do przewidzenia, że nie wytrzymam o do tego mama często kupowała słodycze, piekła ciasta, więc tym bardziej łamałam się i jadłam. I tak z tygodnia na tydzień nie umiałam myśleć o niczym innym tylko jedzeniu, kaloriach, etc.

    Punktem przełomowym był moment, kiedy dowiedziałam się, że 2 koleżanki z klasy (super laski) chorują na bulimię - wcześniej nawet nie wiedziałam co to a teraz pomyślałam, że to super sposób na odchudzanie. No i wtedy wpadłam w sidła bulimii - początkowo wkładałam palce do gardła żeby zwymiotować, strasznie się męczyłam a potem już nauczyłam się zwracać bez tego. Moja choroba trwała ponad 4 lata. wiele razy podejmowałam próby żeby przestać, ale to było silniejsze ode mnie. W końcu powiedziałam mamie, że choruję, że nie daję już sobie rady. Zaczęła chodzić ze mną do lekarza, potem poszłam do psychologa. U niego byłam może ze 3 razy.

    Moją receptą okazał się mój obecny mąż - wtedy chłopak. Po kilku miesiącach bycia razem przyznałam mu się do tego a on stanowczo powiedział, że jestem silna i mam przestać wymiotować, że jak się dowie, że dalej to robię, to zerwie ze mną. Pomogła tez postawa mamy - zaczęła kupować i robić mi takie jedzenie żebym nie czuła się bardzo "objedzona" po nim, przestala prznosić do domu słodycze, piec, po posiłkach siedziała ze mną i gadała, żebym nie poszła do łazienki, żebym nie myślała, że czuję się najedzona. Bo ja obżerałam się a potem nienawidziłam tego uczucia "wypełnienia", musiałam to zwrócić.
    To nie był jeden moment, że nagle przestałam rzygać - to był proces, który trwał z 4 miesiące.
    Ważne, że jak już nie wytrzymałam i zwymiotowałam, to potem jednak udało mi się wytrzymać coraz dłużej bez wymiotowania. I tam stopniowo moje życie przestało się kręcić wokół jedzenia, przestałam o nim myśleć, o kaloriach. Jadłam, kiedy byłam głodna i tyle.

    Moim zdaniem ważne jest, że ty czujesz, że robisz źle, że chcesz coś z tym zrobić. Dla mnie było to na początku sposób na chudnięcie, taka dieta nie widziałam w tym nic złego.
    A kiedy już się "uzależniłam" od wymiotowania i obżerania i wiedziałam, że jest źle, to byłam za słaba, żeby powiedzieć sobie dość.

    Powiem Ci jedno - nie warto - mnie strasznie poleciały zęby przez soki trawienne, rozwaliłam sobie hormony przez co zmagam się teraz zespołem policystycznych jajników. Przez nierównowagę hormonalną ciągle wypadają mi włosy i mam może 1/3 tego co przed chorobą - suma sumarum bardzo dużo straciłam w swoim wyglądzie a nie zyskałam nic.

    Jesteś jeszcze w dobrym momencie, musisz przede wszystkim wypełnić tę pustkę, którą teraz wypełniasz myślami o jedzeniu. Mnie psycholog powiedział, ze moje problemy to niska samoocena spowodowana alkoholizmem mojego ojca. Gdybym miała "normalną" rodzinę nie przejmowałabym się, że ważę parę kilogramów więcej, umiałabym sobie inaczej z tym poradzić.

    Nie wiem ile masz lat, uczysz się czy pracujesz, ale mogę Ci tylko powiedzieć, że trzeba znaleźć i uzmysłowić sobie tę przyczynę, która nas pcha do tego że wypełniamy sobie jakąś pustkę obsesją nt. jedzenia.

    Przez te 8 lat zdarzały mi się pojedyncze przypadki, że coś zwymiotowałam sama że sprowokowałam, ale było ich może kilka i juz wiem, że nigdy nie wrócę, nie chcę do tego punktu, w jakim byłam parę lat temu.

    Moje życie już nie jest puste, mam dom, pracę, rodzinę.

  • loomingdespair 29.08.13, 14:09
    Dziękuję Ci za odpowiedź... Próbowałam wielokrotnie przemyśleć Twoje słowa, racjonalnie mówiłam 'dość' temu wszystkiemu. Wiem jakie są skutki, naczytałam się wszystkiego do obrzydzenia, wiem też że jakaś dalsza znajoma zmarła przez TO okropieństwo. Ale to wraca, jak boomerang wraca. Jestem przerażona:C Mówię stop, chwilowo jest kontrola, a potem na nowo. Zdarza się że wymiotuję 3-4 razy dziennie. Nienawidzę tego, tylko czekam aż zaczną się problemy z zębami i włosami, i całą bardziej skomplikowaną resztą - suchą skórę już sobie zafundowałam, nie wspominając o nieprzewidywalnym okresie. Wszyscy zachwycają się jaka to śliczna nie jestem, i wreszcie wyglądam lepiej niż wtedy kiedy (nie wiedzą w większości) zmagałam się z jakimś tam anorektycznopodobnym kłopotem. A u mnie w mózgu LEPIEJ=GRUBO. I chcę być znowu patyczo chuda, i próbuję przejść na dietę co zapewne przyczynia się do tych moich napadów później. Jak również to że stoję teraz trochę na życiowym rozdrożu. Tyle myśli się kłębi w człowieku... Z innej beczki, mam chłopaka, jest niesamowitym człowiekiem i kocha mnie okropnie, wie mniej-więcej o tym, co się ze mną dzieje, ale nie widzi wagi problemu. Myśli że powie mi 'Misiu, proszę, nie rób tego' a ja przestanę, bo on mnie o to prosi. Jak mu się przypomni to zapyta czy dziś udało mi się wytrzymać. Tłumaczyłam mu, ale to nie dotrze, więc dałam sobie spokój i zamknęłam ten problem z sobą. Wiem że to prawdopodobnie najgorsze co mogłam zrobić ale nie widzę innego wyjścia. Pamiętam przerażenie na twarzy mamy gdy zaczęła coś podejrzewać, zbyłam to śmiechem i zagraniem w stylu 'co Ty, przecież mnie znasz, mam mnóstwo dziwactw ale generalnie jestem rozsądna. powinnam obrazić się za posądzanie o taką głupotę.' Twoja wiadomość jednak podnosiła mnie na duchu. Przyznam szczerze że nieraz do niej wracałam, miałam nadzieję napisać tu niebawem: 'ha! stłumiłam to, wygrałam zanim problem przybrał poważniejszy kształt' i nie wyszło. Czuję się jak chodząca porażka:)
  • flopitek 30.08.13, 13:53
    loomingdespair przepraszam, że nie odpisałam Ci, ale dopiero teraz zauważyłam że jeszcze coś napisałaś. Słuchaj, to nie będzie tak, że za chwilę wejdziesz tu i napiszesz - wygrałam. To trwa, to jest właśnie taka walka chwilę lepiej potem znowu gorzej. Ale nie wolno się poddawać, musisz zostawiać za sobą porażki i walczyć o każdą chwilę bez wymiotowania. Każdy posiłek po którym nie pójdziesz wymiotować jest twoim sukcesem. I na razie licz te pojedyncze sukcesy w ciągu dnia. Nie myśl co będzie za tydzień, miesiąc nie zakładaj sobie takich dalekich planów. Z tych pojedynczych sukcesów złożą się dni, tygodnie aż jedzenie przesyanie być Twoją obsesją.

    Na razie wyglądasz dobrze, ale uwierz mi skutki bulimii to wyrok w odroczeniu. No i tak naprawdę nie masz wyjścia - albo zdrowie albo...
    Chude nie znaczy ładne. Zniszczyły nam psyche te cholerne media i sztuczne laski z foto szopu. Ja dopiero teraz, kiedy mam to za sobą, jak wiedzę siebie na zdjęciach taką szczupłą, widzę jak źle wtedy wyglądałam.

    Szkoda, ze chłopak nie rozumie wagi problemu. Jego twarda postawa mogłaby Ci bardzo pomóc. Pomyśl, że kiedyś będziesz chciała z nim stworzyć rodzinę, urodzić dzieci. Może nie być ci to w ogóle dane, bo skutki bulimii są naprawdę czasem dalekosiężne i nie dotykają tylko kwestii urody.

    Może porozmawiaj z nim jeszcze raz, że nie dajesz sama rady, że to cię niszczy i potzrebjesz teraz dużo wsparcia. Mnie naprawdę to, że wzrok mamy i chłopka odprowadzał za każdym razem do łazienki i jak wyhodziłam, to widziałam ich pytające spojrzenia, powodowało, że wstydziłam się rzygać, okłamywać ich.

    A ja w najgorszych momentach wymiotowałam nie 3 czy 4 razy a 5-6 razy dziennie. Skoro mnie się udało, tobie się też uda. A dlaczego nie miałoby?

    Jeżeli czjesz, że sama mimo wszystko nie dasz rady, wybierz się do psychologa. Wydaje mi się, że musisz spróbować wszystkiego. I tak jak choroba już długo trwa tak pewnie całkowite wychodzenie z takich problemów i fizyczne i psychiczne trwa pewnie co najmniej połowę tego czasu.

    Więc głowa do góry. Moja mam kiedy jej powiedziałam, to powiedziała mi dosłownie to samo: Już dawno coś podejrzewałam, ale myślałam, że jesteś taka rozsądna więc na pewno to nie może być prawda, to nie w twoim stylu. A jednak...



  • netta21 06.08.13, 21:46
    Czesc,
    Poszukuje dziewczyn z doswiadczeniem bulimii i anoreksji... Chodzi o opowiedzenie innym swojej historii i uświadomienie do czego to prowadzi.
    Proszę o kontakt (konto gazeta). Dziekuje, Netta
  • agatata-to-ja 09.08.13, 10:11
    Nie wiem czy wiecie ale Fundacja Światło dla Życia rozpoczęła zapisy na I turnus. Wszystkie informacje są na stronie www.swiatlodlazycia.org.pl/ i na Fan Page`u.

    Zapisy pod nr telefonu 513 095 338
  • aasiulkaa166 10.08.13, 21:49
    Dzwoniłaś może tam?
    Jak tak to jestem ciekawa ile turnus tam kosztuje? Byłam na stronie ale nic nie widziałam o płatności, a wątpię że jest to za darmo
  • pauuka 13.08.13, 22:19
    Jak Ci się to udało?
  • flopitek 17.08.13, 13:20
    udało się ale nie ma prostej odpowiedzi. Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić, że to choroba, że nas niszczy i że albo my ją albo ona nas.
    No i musi przyjść ten moment, że chcemy z ty coś zrobić, żyć inaczej ...

    U mnie jedną z większch motywacji był mój chłopak, obecny mąż.

    Napisz coś więcej o Twojej chorobie.
  • sophisticat 21.08.13, 14:41
    Hej. Mam 20 lat i od ponad roku zmagam się z bulimią. Od miesiąca trwa apogeum mojej choroby - wymiotuję po każdym posiłku... Ponadto obsesyjnie ćwiczę i kontroluję wagę. Od zawsze miałam manię szczupłej figury i zdrowego odżywiania, obiecałam sobie, że nigdy nie przekroczę wagi 50 kg przy 170 cm wzrostu. Ponadto mam celiakię i skazę białkową, więc jedzenie pewnych pokarmów od dziecka było dla mnie zabronione, przez co bardzo kuszące. Moja mama zawsze powtarzała, że całe studia ważyła poniżej 50 kg. Obecnie ważę 51... Co do mamy, w rodzinie nie mam oparcia w ogóle, przelew co miesiąc to nasz jedyny "kontakt". Nie mam co liczyć na wsparcie, zrozumienie. Zastanawiam się od paru dni nad wizytą u terapeuty, lecz po paru telefonach jestem załamana kosztami... Nawet same konsultacje w Poznaniu zaczynają się od 130 zł. Naprawdę nie stać mnie na takie wydatki, a jak wspominałam rodzice nie dorzucą mi złamanego grosza.
    Stąd tak bardzo uradował mnie Twój wpis. Także mam chłopaka, który bardzo mnie kocha i troszczy się o mnie. Zauważył, że od roku bardzo się zmieniłam, kiedyś byłam oazą spokoju. Teraz jestem drażliwa, momentami znikam bez słowa, wszystko to wynika z uwikłania w sidła bulimii, pętla obżerania się w samotności i szukania zaraz najbliżej toalety. Podziwiam, że nadal jest ze mną!
    Jestem naprawdę w dziwnym stanie, ponieważ są momenty, kiedy patrzę z dystansu na moją sytuację, wydaję mi się, że rzucę to tak jak papierosy rok temu. Zamiast obżerania daję sobie mocny wycisk na treningu albo czytam o zdrowym jedzeniu. Lecz wystarczy, że zostanę sama w domu i napadnie mnie ten wilczy głód i znów czuję, że powinni mnie zamknąć, bo inaczej się wyniszczę. Przeraża mnie, że przez ostatni miesiąc choroba nabrała takiego dynamicznego tempa.
    Wydaję mi się, że jestem w tym ostatnim stadium, z którego mogę jeszcze samodzielnie wyjść.
  • flopitek 27.08.13, 13:40
    sophisticat nie do konca zrozumiałam czy twój chłopak wie o tym? Jeżeli nie wie, to jest najlepszy moment żeby mu powiedzieć. Nie masz wsparcia w rodzinie, mamie, a ono jest b. ważne, ważne żeby ktoś bliski wiedział o tym i wspierał w wychodzeniu z choroby. Mnie się udało samej a chorowałam ponad 4 lata. Jestem pewna, że Tobie też się uda, rok to jescze nie jest tak dużo, jeszcze nie popadałaś całkowicie w ten obłęd.

    Trzeba tylko powiedzieć sobie dość i żyć dinem dzisiejszym, każdą godziną, a nawet minutą bez rzygania. Te chwile staną się w końcu dniami, potem miesiącami aż wygrasz. Powinnaś jeść często a małe porcje. Żebyś z jednej strony nie była głodna a z drugiej strony nie najadała się bo to poczucie sytości, to coś czego ja nie mogłam znieść, musiałam się "oczyścić" właśnie wymiotami.
    Na pewno zdarzą się porażki, ale nie wolno rezygnować tylko walczyć o każdą chwilę bez rzygania. .

    Widzę, że twoje relacje z mamą nie są dobre. Może tę pustkę w waszych realacjach wypełniasz właśnie chorobą? To powiedziałby Ci psycholog, znalazłby pewnie tę przyczynę, ten deficyt czegoś, przez co zaczęłaś to robić. Mnie uderza twierdzenie Twojej mamy, że taka była szczupła na studiach. Czy nie jest tak, że trochę nie chcesz być od niej "gorsza"?
    Widzisz, nie chcę tutaj absolutnie oceniać jej, bo nie znam przecież szczegółów. No i każdy przypadek jest inny, a najważniejsze jest to żeby wyjść z tego, co nie daje nam absolutnie nic.


    A swoją drogą to waga 50 kg przy takim wzroście to już chyba spora niedowaga. Ja mierząc 164 cm i ważąc 50 kg wyglądałam bardzo niekorzystnie.

    Piszesz o pieniądzach na lekarza, pewnie chodzi o jakieś profesjonalne kliniki, czy lekarzy od zaburzen odżywiania. Ja poszłam do lekarza rodzinnego ten mi dał skierowanie do psychologa chyba najpierw na NFZ no i byłam kilka razy potem u "zwykłego" psychiatry. Za darmo. Nie wiem czy cokolwiek mi dały te 2 czy 3 wizyty, ale z chorobą ostatecznie wygrałam sama.

    No i pocieszę cię - jedząc od lat normalnie, bez liczenia kalorii i zbytniego zastanawiania sie nad tym co jem ważę 53-54 kg. Mam super metabolizm, fajną figurę i nikt kto mnie nie zna, nie wierzy że mam 2 dzieci.

    Będzie dobrze, zobaczysz. Musisz tylko powiedzieć sobie koniec - nie za tydzień, za miesiąc tylko tu i teraz i nie martwiąc się upadkami żyć myślą, że każda minuta bez rzygania, to twoje wygrane zdrowie.
  • sophisticat 02.09.13, 19:24
    Jestem Ci ogromnie wdzięczna za Twoją odpowiedź. Bardzo mnie podbudowała i dodała mi chęci do podjęcia wyzwania. Powiedziałam o chorobie mojemu chłopakowi. Od prawie dwóch tygodni nie wymiotowałam. Na początku musiałam brać leki na uspokojenie i miałam strasznie chore sny, wciąż o jedzeniu...

    Mój chłopak robi mi każdy posiłek i zawsze towarzyszy mi przy jedzeniu. Radę dotyczącą małych porcji wzięłam sobie do serca, ponieważ jest to najlepszy sposób, aby nie czuć się źle po zjedzeniu. Mimo, że nie zwracam jedzenia ważę tyle samo! Jem co prawda dość małe porcje, ale 5 razy dziennie. Na marginesie powiem, że jestem szczęsciarą, ponieważ mój chłopak jest mistrzem kuchni i teraz rozkoszuję się każdym kęsem. Sprawia, że te małe porcje są tak cudowne, że nie miałabym serca ich wzymiotować. Nie wiem jak mogłam tak splugawić taką przyjemność jak jedzenie.
    Najtrudniejszą próbą była dla mnie rodzinna impreza, na której stoły gięły się pod ciężarem pysznego jedzenia. Mój chłopak musiał nakładać mi jedzenie i nie mogłam pić alkoholu, ponieważ znacznie trudniej jest mi panować nad napadami głodu, gdy piję...

    Teraz czuję, że przede mną ostatnia prosta - wakacyjny wyjazd. Z każdego wyjazdu wracam +parę kilo. Po prostu jak widzę coś nowego to muszę to zjeść... Pierwsze bulimiczne zapędy pojawiły się u mnie właśnie na zeszłorocznych wakacjach, kiedy to żarłam na potęgę, a wstyd było pokazać się z wydętym brzuchem... Teraz powtarzam sobie, że to nic złego, nawet jeżeli moja waga trochę podskoczy to skutecznie to zniweluję na treningu, nie w kiblu.

    Serdecznie pozdrawiam! Jestem Ci naprawdę wdzięczna, że założyłaś ten wątek.
  • flopitek 03.09.13, 13:41
    Tak strasznie się cieszę, że walczysz z sukcesem!. Nie mogę Ci powiedzieć, że wygrałaś, bo przed tobą jeszcze trochę drogi aż do momentu kiedy już będziesz bez obaw patrzeć na jedzenie. To musi troszkę potrwać, musisz byc czujna. Nie załamuj się też gdyby zdarzył się jakiś upadek - to jest możliwe, bulimia jest trochę jak alkoholizm - tylko czeka na naszą chwilę słabości. Wierzę, że uda Ci się utrzymać ten błogi stan, umiejętność traktowania jedzenia jak coś, co jest nam niezbędne do życia, jak coś, czym można się rozkoszować.

    Super, że masz takiego chłopaka, że tak cię wspiera i tak dobrze gotuje. To tylko potwierdza moje przekonanie, że z bulimią nie można wygrać w pojedynkę, musi być ktoś z boku, kto będzie pełnił rolę żandarma.
    Jeżeli je się małe porcje, w miarę zdrowo to z wagą powinno być dobrze. Zresztą 2, 3 kg na plusie przy takiej wadze i wzroście, to wręcz wskazane (wiem, że akurat ten argument pewnie do ciebie nie trafi).

    Zyczę Ci dużo siły i zdrowia - własnie po to założyłam ten wątek, bo jeżeli uda mi się pomóc choć jednej osobie, to będę naprawdę szczęśliwa.
  • sylwus890 28.08.13, 10:09
    Witam flopitek,
    moja siostra ma problem z bulimią powiedziała mi o tym dziś, chciałabym jej bardzo pomóc lecz nie wiem jak. Opowiedz mi o tym jak wyszłaś z tej choroby, jak Ci się to udało? Ona choruje od ponad roku na bulimię. Mówiła, że chodziła do psychologa ale nic jej to nie pomogło. Dlatego proszę odpisz, bo nie chcę stracić siostry mam ją tylko jedną. Czekam na odpowiedź.
  • flopitek 28.08.13, 13:41
    To, jak u mnie to wyglądało w skrócie jest na początku wątku. Istotne było to, że nasilenie bulimii miałam po skończeniu liceum - dużo wolnego czasu, pusty dom, bo rodzice w pracy więc mogłam się do woli obżerać i wymiotować. Przez to czułam się b. źle i zdałam sobie sprawę, że jest źle, że trzeba się ratować.
    B. ważne było dla mnie to, że powiedziałam mamie, a ona zaczęła robić to co tylko mogła, żeby mnie wyrwac z tego. Jej wsparcie, to że ze mną była i starała się kontrolować mnie po posiłkach (siedziała ze mną żebym nie pobiegła do toalety a po wyjściu z niej za każdym razem pytała czy wymiotowałam. Kiedy zdarzało mi się kłamać, to b. źle się z tym czułam.
    No i mój chłopak, który powiedzał, że jak nie skonczę z tym to ze mną zerwie. Jego też oszukiwałam, bo to nie było tak że "pstryk" i byłam zdrowa. Po prostu rzygałam coraz rzadziej aż całkiem przestałam, dlatego piszę o chwilach, ktore potem zlewaja się w dnie i tygodnie aż do całkowitego wyzdrowienia.

    Myślałam sobie o tym, że kiedys chce mieć dziecko więc jak będę mogła być w ciązy i wymiotować, zabierać swojemu dziecku to co najlepsze?

    U mnie najbardziej istotne było to, że tych motywacji było b. dużo.

    Poza tym miałam problem z miesiączkami, leciały mi włosy, psuły się zęby - to też jej powiedz, to ją czeka za jakiś czas. No i jako motywację jeszcze to, ze po wyzdrowieniu od paru lat ważę tyle samo, nie tyję i mam fajną figurę.

    Ważne, że Twoja siostra ma kogoś takiego jak ty, że może na Ciebie liczyć. Ważne żeby jak najrzadziej była sama, żeby nie miała okazji do bycia sam na sam ze sobą i bulimią. Im dłużej wytrzyma bez rzygania, tym ta potrzeba słabnie z czasem. Ważne też żeby jadła często a mało - u mnie to też było kluczowe, bo kiedy nie czułam się objedzona, to nie miałam aż takiego parcia żeby zwrócić.
    Obserwuj ją, kiedy robi się nerwowa, patrzy żeby nikogo nie było w kuchni, żeby wszystkich domowników gdzieś "oddelegować", to "wilczy głód", który powoduje że się obżeramy w takich ilościach że rozciągamy żołądki do granic możliwości a potem musimy się "oczyścić".
    Trzeba jej wtedy znaleźć ajkiekolwiek zajęcie, ktoś musi przy niej być. Generalnie dobrze byłoby żeby miała jak najmniej wolnego czasu.

    I trzeba jej powtarzać, ze da radę, że po każdym upadku ma się podnieść i dalej walczyć.

    Jeżeli chodzi o psychoterapię, to może nie trafiła na dobrego lekarza. Ja nie będę nikogo od tego odwodzić, bo każda z nas jest inna, inna jest choroba. Mnie się udało samej wyjść z tego ale przy ogromnym wsparciu mamy i chłopaka. Nie wiem czy w każdym przypadk tak się da.

    Bardzo chaotycznie to napisałam ale mam nadzieję, że coś z tego wyciągniesz. Jeżeli chciałabyś jeszcze o coś konkretnego zapytać to pisz. Trudno jest tak w kilku słowach streścić kilka miesięcy wychodzenia z choroby. Najważniejsze rzeczy to:
    - miłość,
    - wsparcie,
    - motywacja
    - czyjaś ciągła obecność i obserwowanie mnie
    - mało przebywania w domu i tam gdzie mogłabym jeść.

    Powodzenia !
  • sylwus890 28.08.13, 14:36
    Dziękuję. A siostra od dłuższego czasu ma takie napady jedzenia i to co pół godz jadła, ale nigdy nie sądziłam, że to choroba. No i miesiączki już też nie ma od prawie roku a badania wychodzą dobrze i lekarze są bezradni. Ale teraz będę robiła tak jak napisałaś no i niedługo będzie miała zajęcie, bo ja jestem w ciąży i za 2 tyg urodzę a że mamy nie ma bo wyjechała za granicę to będzie mi musiała sporo pomagać na początku. Dziękuję jeszcze raz za odpowiedź. Przynajmniej teraz będę wiedziała jak jej pomóc. I na pewno nie będzie mnie teraz zbywać nie pozwolę na to. Dziękuję. Pozdrawiam
  • flopitek 28.08.13, 14:52
    Trzymam mocno kciuki za siostrę. No i oczywiście za Ciebie i Twoje maleństwo. Bliskość takiego małego człowieka może jej bardzo pomóc. Na pewno się w nim/niej zakocha a Ty możesz jej powiedzieć, że jeżeli nie zacznie walczyć, to sama może się takiego cud nie doczekać.

    Jeżeli zacznie normalnie funkcjonować, to okres powinien wrócić. U mnie jest większy problem, bo mam zaburzenia hormonalne, pcos, ale i tak doczekałam się blixniąt :)

    Niech czuje Twoją obecnośc, to że ciągle obserwujesz co robi. Powiedziała Ci o chorobie, a to znak, że chce wyzdrowieć i ufa ci, więc teraz dużo wsparcia musisz jej dać i na pewno się uda.

    Proszę napisz za jakiś czas jak jej idzie.
  • sylwus890 29.08.13, 08:32
    Dziękuję za wszystko i na pewno dam znać, co i jak. Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego dobrego.:)
  • weres23 28.08.13, 14:39
    Witaj flopitek :)

    Ja z chorobą użeram się od 7 lat, dokładnie od 2 klasy gimnazjum, kiedy to również chory na bulimię brat podsunął mi pomysł zwymiotowania posiłku. Mamy można powiedzieć dysfunkcyjną rodziną, żyjemy w ciągłym stresie i niepewności. Myślę, że brak szczęścia mama wynagradzała nam zawsze jedzeniem i to w bardzo dużych ilościach. Zresztą powód choroby jest wiele...

    W ciągu tych 7 lat powoli niszczyłam sobie życie, traciłam przyjaźnie i odsunęłam od siebie chłopaka. W tym momencie jestem już na skraju wytrzymania, nienawidzę siebie, o wszystko obwiniam, uważam że nic mi nie wychodzi w życiu i wszystko psuję. Mam problemy z poczuciem własnej wartości i kontaktami z otoczeniem. Plus dochodzą problemy natury fizycznej, np. zniszczone struny głosowe - od około pół roku praktycznie nie mam głosu.

    Chciałabym prosić Cię o radę jak rozpocząć walkę z chorobą i normalne życie, jestem gotowa na wiele, ale moja psychika wciąż ściąga mnie w przepaść... Czy radzisz mi przyznać się rodzicom i przyjaciołom, którzy nie mają o niczym pojęcia? Będzie to dla mnie bardzo trudne...

    Jeśli odpowiesz będę bardzo wdzięczna.
  • flopitek 29.08.13, 07:04
    weresdla mnie przyznanie się mamie a potem chłopakowi było pierwszym i najważniejszym krokiem jaki zrobiłam w walce z chorobą. Wcześniej próbowałam sama poradzić sobie z tym, ale niestety nie dałam rady. Jeżeli ufasz mamie, wiesz, że będzie cię wspierać, to powiedz jej. Zobaczysz, że choć to trudne to mimo wszystko Ci ulży, że ktoś jeszcze o tym wie, że nie jesteś z bulimią sama. A mama jak to mama, będzie robić wszystko żeby ci pomóc, nie profesjonalnie ale to co dyktuje jej matczyne serce.
    Skoro do tej pory tak dużo uwagi przywiązywała do posiłków, to teraz zapewne będzie bardzo przykładać wagę do tego, żeby te posiłki były inne, żeby nie namawiać cię do jedzenia etc.

    Co do przyjaciół, to jeżeli masz takich prawdziwych, to też mogą okazać się pomocni. Nie wiem tylko czy warto mówić wszystkim. Myślę, że masz wśród nich jedną najbardziej zaufaną osobę. Może zacznij od jednej, zobaczysz jak zareaguje.
    Ja z moim chłopakiem chodziłam niecały rok i b. się bałam jego reakcji. Niepotrzebnie. Nie był zadowolony ale to powiedział mi, że żaden psycholog mi niepotrzebny, że jak chcę to przestanę to robić i tak było :) Odnalazłam tę siłę w sobie

    A musisz wiedzieć, że ja również byłam osobą z niskim poczuciem własnej wartości. Ojciec jest alkoholikiem, wiele lat nie mieliśmy swojego kąta tylko mieszkaliśmy w wynajmowanych domach. W domu dochodziło do róznych scen i ja od małego patrzyłam na to wszystko. Przez to czułam się ciągle gorsza, wstydziłam się ojca, tego ze nic nie mamy... No i potem to szybkie tycie i brak akceptacji siebie.

    I powiem Ci jedno - uświadom w końcu sobie, że to z jakiej rodziny pochodzimy, jakie trudności w życiu nas spotykają, nie determinują tego kim jesteśmy i co osiągniemy. Każda z nas jest wyjątkowa i ma w sobie wiele wartości, bo jesteśmy jedynym egzemplarzem na tym świcie. Owszem, można się zamknąć na świat, płakać w koncie i wpadać dalej w przepaść, tylko po co? Zycie jest jedno i nikt Ci nie zwróci tych chwil, kiedy zamiast cieszyć się życiem, czerpać z niego radość, chowamy głowę między kolana i płaczem że jesteśmy beznadziejne.

    Druga sprawa, to musisz wiedzieć, że życie ZAWSZE wynagradza wszystko to, co złego musiałayśmy doświadczyć w swoim życiu. Uwierz mi! Mama po 23 latach męki sie rozwiodła, ma partnera z którym jest szczęśliwa.

    Ja mam teraz swój pięknie urządzony dom, zaradnego męża (tego samego dzięki ktoremu wyszłam z bulimii),który nie pije i dba o dom, choć ma oczywiście mnóstwo innych wad, ale wszystkiego mieć nie można hehe :) pomimo problemów hormonalnych mam dwoje dzieci, cudownych, zdrowych i najkochańszych.
    Skończyłam bardzo dobre studia i mam dobrą pracę choć marne zarobki. :)

    Nawet nie wiesz jak wiele razy zastanawiałam się czemu pewne rzeczy układają się tak a nie inaczej a potem się okazywało, że suma sumarum lepiej być nie mogło.

    Musisz wierzyć, że ci się uda a wtedy wszystko wokół ciebie zorganizje się tak, żeby się udało. Dobre myśli przyciągają dobre zdarzenia. I pamiętaj, to nie jest tak, że nagle po tyl latach przestaniesz wymiotować. To jest proces i po każdym upadku trzeba się podnosić i walczyć dalej!

    Wierzę, że to jest właśnie początek tego procesu!



  • chuda422 18.09.13, 09:37
    Bardzo Ci gratuluję i podziwiam. Wiem dobrze jak trudna jest walka z tą chorobą, ale chyba jeszcze trudniej jest z nią żyć. Choruję od 4 lat i wiele razy próbowałam pokonać bulimię, niestety nieskutecznie. Jednak teraz postawiłam sobie ultimatum: wóz albo przewóz, tzn. albo podejmę walkę i wygram albo się poddam i umrę. Tak więc walczę, zrobiłam pierwszy, najtrudniejszy dla mnie krok. Powiedziałam o wszystkim mamie. Co prawda nie mam za dużego z jej strony wsparcia, ponieważ ona po prostu nie rozumie mechanizmu tej choroby. Wiem że to jest moje życie i jeżeli sama nie będę chciała z tego wyjść to nic nie pomoże. Proszę napisz mi jak ty z tym walczyłaś, czy korzystałaś z pomocy psychologa, jak długo trwało leczenie. Z góry dziękuję i pozdrawiam.
  • flopitek 18.09.13, 14:58
    Witaj. Musisz walczyć. To, że nie udało sie poprzednim razem nie znaczy, że tym razem nie uda się. To musi trwać i to nie jest tak, że nagle przestaniesz, chyba żadna z bulimiczek nie ucieła tego tak jak rzuca sie papierosy. Ale po każdej "wpadce" trzeba walczyć dalej by te chwile bez rzygania były coraz dłuższe.

    Dobrze, że powiedziałaś komuś bliskiemu. mama nie rozumie, bo nie wie co to za choroba, bo się boi, bo nie wie jak Ci pomóc. Powiedz jej czego oczekujesz od niej, jaka jej postawa może Ci pomóc w wychodzeniu z choroby. Mi bardzo pomogło to, ze ona wiedziała i że od wtedy każde moje wyjście do Wc było "kontolowane", siedziała ze mną po jedzeniu żeby zaraz nie pobiegła zwrócić etc. Podobnie kontrolował mnie mój chłopak. To mi dąło duzo, bo z jednej storny mnie kontolowali, pytali czy znowu to zrobiłam a jednak wstyd mi było kłamać, że nie, choć oczywiście rzygałam, ale przez to starałam się coraz rzadziej.

    Co do psychologa, to najpierw poszłam do rodzinnego lekarza, ta mnie wysłała do psychologa, który mnie skierował do jakiegoś środka chorób psychicznych - cos takiego i miałam chyba 2 czy 3 spotkania z psychiatrą czy to był psycholog już nie pamiętam. W każdym razie jak powiedziałam o tym chłopakowi, to powiedział, że mi nie jest potrzebny żaden lekarz, bo sama sobie dam z tym radę i dałam. Do lekarza już nie poszłam więcej. Nie wiem czy w każdym przypadku da się bez wsparcia psychologicznego.

    co do czasu trwania wychopdzenia z bulimii, to było na pewno z pół roku, a takie całkiem "uleczenie" nastąpiło zapewne po roku może 1,5. W tym czasie zdarzały mi się pojedyncze wpadki, ale wiedziałam, że musze walczyć dalej az przestałam myśleć o jedzeniu, chorobie i zaczęłam normalnie życ.

    Pamiętaj, to jest proces, powtarzam się znowu, bo nie można sie poddawać tylko walczyć po każdej "wpadce".

    Mamy tylko zresztą dwa wyjścia: albo zdrowie, albo ją, bulimię.

    Uwierz w siebie, uwierz że dasz radę zwycięzyć, bo dlaczego by nie? nie odliczaj dni a godziny bez rzygania, nie zakładaj sobie : "dzoś nie zwymiotuję ani razu". Powiedz sobie teraz zjem i nie pójdę rzygać, a po kolejnym posiłku powiedz sobie to samo. Tu nie jest dobry długoterminowy plan tylko doraźna walka o każdą godzinę.

    Ja tak walczyłam i zwyciężyłam. Dziś nie mogę uwierzyć, że to robiłam...

  • chuda422 19.09.13, 10:11
    Przegrywałam walkę tylko dlatego, że zbyt łatwo rezygnowałam. Budziłam się rano pełna nadziei, że dzisiaj tego nie zrobię, a po obiedzie lądowałam w łazience. Przez to się zniechęcałam i wychodziłam z założenia, że nigdy z tego nie wyjdę. Teraz już wiem, że każda godzina bez bulimii jest moim małym zwycięstwem. W moim przypadku jest o tyle gorzej, że przed bulimią chorowałam na anoreksję. Rzyganie po posiłkach było alternatywą dla głodzenia się. Uświadomiłam sobie jak bardzo się wyniszczam, że myśl w głowie, że jestem gruba( chociaż wcale tak nie jest, mam bardzo wyraźną niedowagę) nie mogą zniszczyć tego co osiągnęłam, bo przecież zdałam śpiewająco maturę, idę na studia, mam prawo jazdy, rozwijam swój talent plastyczny. Nie mogę tego wszystkiego zaprzepaścić. Masz rację, muszę walczyć, bo tylko walka uratuje mnie przed śmiercią. Bardzo Ci dziękuję za te mądre słowa, naprawdę bardzo dużo dla mnie znaczą.
  • agatata-to-ja 19.09.13, 12:47
    Przepraszam Was bo źle zrozumiałam 1000 zł to jest koszt za miesiąc czyli koszt turnusu wynosi 2000 zł
    Wydaje mi się że warto spróbować, czekam na maile zainteresowanych pozbyciem się tego choróbska

    agatatatoja@wp.pl

    więcej info 513 095 338 lub www.swiatlodlazycia.org.pl/
  • flopitek 20.09.13, 10:46
    Sama widzisz jak fajnym jesteś człowiekiem, masz cele, dążysz do czegoś i potrzeba Ci tylko jednego - zdrowia. Zawalcz o siebie, nikt inny za Ciebie tego nie zrobi. Życie jest piękne jeżeli człowiek przestanie zafiksowywać się na jedzeniu i zaczyna je traktować jako coś normalnego.

    Trzymam mocno kciuki żeby Ci się udało wyjść z tego (to jest proces, nie zapominaj o tym kiedy zdarzą się wpadki a takowe będą na pewno). Napisz za jakiś czas jak Ci idzie. Pozdrawiam!
  • chuda422 20.09.13, 11:12
    Dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję. Kilka mądrych zdań potrafi naprawdę podbudować człowieka. Będę walczyć i nie chodzi o to żebym obiecywała to mamie czy siostrze. Najważniejsze żebym nie oszukiwała samej siebie. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie. Nie ma cenniejszej nagrody dla człowieka niż świadomość, że wygrało się walkę o własne życie.
  • agatata-to-ja 18.09.13, 15:13
    Już wcześniej pisałam o Fundacji Światło Dla Życia i mam dobrą wiadomość dla osób chcących się wyleczyć. Pracuję w Fundacji jako wolontariuszka i długo pracowaliśmy nad tym aby zdobyć dotację na leczenie, ale będą to dotacje na konkretne osoby i wtedy leczenie 1 osoby będzie kosztowało tylko 1000 zł za tydzień gdzie w innych ośrodkach cena min to ponad 2000 za tydz
    Dlatego teraz zainteresowanych dotacją proszę o napisanie krótkiej prośby o dofinansowanie wraz ze zgodą na przetwarzanie danych osobowych w celu kontaktów z potencjalnymi sponsorami na adres agatatatoja@wp.pl
    To jest wasza szansa i wasza decyzja czy z niej skorzystacie ..........
  • lojalna33 20.10.13, 23:12
    hej.Dotarło do mnie po ponad 10-ciu latach,że mam poważny problem z bulimią.Nikt o tym nie wie,wstydzę się do tego przyznać,ale już dłużej nie dam rady,musi mi ktoś pomóc!
  • agatata-to-ja 21.10.13, 09:13
    Ja mogę polecić www.swiatlodlazycia.org.pl/, nabór na turnus dla bulimików trwa więc możesz spróbowac i najważniejsze że chcesz to napewno dasz rade :) Ja wygrałam :) Jak chcesz pogadac to napisz agatatatoja@wp.pl
  • flopitek 24.10.13, 14:13
    To zrozumiałe, ze się wstydzisz, ale jeżeli powiesz komus bliskiemu o tym, to będzie twój pierwszy krok do zdrowienia. W wirtualnym świecie na pewno można znaleźć motywację, pomysły jak sobie próbować radzić, ale tylko wsparcie kogoś, kto jest Ci bliski, kto może dzielić z tobą na co dzień trud wychodzenia z choroby da Ci realne wsparcie w walce z bulimia. Powiedz ammie, chłopkaowi, mężowi - komuś, kto jest ci najbliższy a poczujesz ulgę, naprawdę. To, że sama się z tym męczysz bardzo wiele Cię kosztuje. Kiedy wyrzucisz to z siebie, będziesz mieć świadomość, że nie jestes z tym sama.
  • xokix 28.10.13, 20:44
    flopitek chciałabym zada Ci pare pytań na priv. jestem nowa na forum i jeszcze sie nie orientuje. napisz na prov na meila oktawia95_95@o2.pl
  • psot.ka 17.11.13, 00:06
    Witam,
    Trafiłam na to oto formu nie przez przypadek... Sama jestem bulimiczka od ponad 3 lat!!!
    Postanowilam w tym miejscu opisać swój przypadek, który będzie terapią dla wielu chorych a przede wszystkim dla Mnie!!!|
    Moje problemy żywieniowe(7 lat ) zaczely się już w liceum,,, Postanowiłam zrzucić kilka kg do studniowki i tak z 58 kg przy 166 cm spadłam do 43 kg!!!Przyznaję, że czułam się niesamowice co może wydawać się dla innych chore... Spoglądając w lustro czułam się szupła tzn. - atrakcyjna!!! Moja rodzina niepokoiła się o Mnie tylko weekendowo, gdyż mieszkałam w internacie, a na studiach w innym mieście, tak więc o tej pory nie wiedzą co mi tak na prawdę dolega,,,
    Pamiętam jak jednego razu odwiedziła mnie moja siostra. Nie widziała Mnie dobre ponad pół roku i była zdruzgotana moim wyglądem!!! Nazwała Mnie anoretyczką!!1 To niestety było prawdą. Uwidaczniały mi się wszystkie kości, ubrania wisiały na mnie, było mi zimno i prawie nic nie jadłam. Mój dzienny posiłek składał się z 1 jabłka i 1 kiślu i oczywiście suplement diety. Nie napiszę co to było bo jeszcze ktoś się skusi.
    Prowadziłam niezdrowy tryb życia, ćwiczyłam, jadłam niewłaściwe produkty, unikałam owoców i warzyw, pilam znikome ilości wody, zanikła mi całkowicie miesączka oraz obniżyła się moja odporność.
    Jakoś to Mnie zbytnio nie przerażało, żyłam tak jak wszyscy mlodzi ludzie czyli beztresowo!!!
    Z upływem czasu przybrałam sporo kg i zaobserwowałam niepokojący sygnał biegnący z mojeg ciała, który wołam o pomoc. A mianowicie zaczełam tracić włosy, które do tamtej pory były moim atutem!!! W ciągu poł roku straciłam 3/4 włosów. Ratowałam je jak tylko to było możliwe, chodziłam po specjalistach, kupowałam drogie kosmetylki pielegnacyjne, suplementy itp...
    Dopadła Mnie bezradność, nie wiedziałam co tak na prawdę mam ze sobą zrobić i tutaj w moim przypadku lekiem okazało się jedzenie!!! Objadałam się i prowokowałam wymioty. Popadłam w depresję, nie wychodziłam do ludzi (tylko co na uczelnie), jedynie zaopatrywałam się w dużą ilość jedzenia i zamykałąm się w swoim pokoju. A najczęstszą pielgrzymkę którą odbyłam w życiu była i może nadal jest toaleta.....
    Niestety jeszcze bardziej przytyłam, moja twarz stała się pyzowata, nogi opuchnięte, palce poranione, twarz blada oraz problem z kręgosłupem.
    Oczywiście zamiast zwalczyć swoje zaburzenie odżywania to ja szukałam pomocy u specjalistów i tak do tego stałam się hipochondrykiem.
    Na 4 roku studiów poznałam dziewczynę, która poradziła mi abym wybrała się do endokrynologa. Trafiła w 10. Zdiagnozowano u mnie niedoczynność tarczycy, która w jakimś stopniu przyczyniła się do nękających mnie dolegliwoći. Oczywiście całą winę zwaliłam na tarczycę a nie na bulimię, i tak sobie dalej wymiotowałam....
    Na 5 roku poznałam kochanego chłopaka (ktry jest ze Mna do tej pory). Wstydząc się bulimii ukrywałam ją przed calym światem, a przede wszystkim przed nim. Po studiach zamieszkaliśmy razem i kombinowanie z wymiotami stawało się coraz trudniejsze. Zresztą ja sama byłam już zmęczona całym tym procesem jedzenie-wymiotowanie- jedzenie itd. Myślałam o swojej przyszłości, rodzinie, dzieciach, pracy...
    Powiedziałam sobie koniec!!! Jednak to nie było i nie jest takie proste.
    Zredukowałam swoje wymioty z kilku do 1 dziennie lub z 1-dniową przerwą. Dla Mnie jest to niestety za mało. Zaczęłam chodzić na terapię, bardzo mi dużo pomaga ale niestety w związku z tym, iż mieszkam zagranicą to bywam na niej żadko ale lepsze to niż nic!!!
    Jeżeli ktoś mysli nad tym to niech się dłużej nie zastanawia... ]życie się ma w kóncu jedno.
    Ponadto powiedziałam o wszystkim Mojemu chłopakowi, który co prawda zmartwił się ale na krótko... Powiedział, że nie zawsze może Mnie kontrolować więc muszę poradzić sobie z tym sama. W sumie ma rację, sama muszę uporać się z tym czymś co siedzi w mojej głowie i steruje moim życiem...
    Nadal mam obsesję na punkcie swojego wyglądu. Codziennie przeglądałam się w lustrach, witrynach sklepów, porownuję się z innymi szczupłymi osobami, kontroluję swoją wagę oraz wydaje masę pieniedzy na kosmetyli i zabiegi upiększające!!!
    Ostatnio miałam 1,5 miesięczną przerwę od wymiotów i już czułam, że udało mi się pokonać bulimię. Niestety tak jak pisze w wątku na forum jest to długa droga katuszy...
    Jednak wierzę, że z czasem Mi jak i Wam uda się, tylko trzeba chcieć!!!
    Chciałabym napisać również o sposobach, które pomagaja mi w przezwyciężeniu choroby. Po pierwsze zajęcie ,w moim przypadku to praca. Wypełnia czas, który mogłabym wykorzystać na wymiotowanie.
    Po drugie rozmowa z kimś bliskim np. chłopakiem oraz koniecznie z psychologiem najlepiej takim, który specjalizuję się w zaburzeniach żywienia.
    Po trzecie czytanie informacji na forach, blogach itp.
    Po czwarte myślenie o konsekwencjach, skutkach , które już nas dopadły albo jeszcze te, z którymi przyjdzie Nam się zmierzyć. Przyznam szczerze, że ten sposób najbardziej mi pomaga. Powiedziałabym wręcz, że się nim katuję!!! Może to nie jest zdrowe się tak straszyć, ale innego rozwiązania nie widzę...
    Następstwa bulimii to> zniszczone szkliwo zębów, zapałenie gardła, krtani (w najgorszym przypadku rak krtani), zanik głosu,opuchnięte ślinianki, osłabiony zwieracz przełyku, zgaga, cofanie sie treści pokarmowej do przełyku, zapalenie błony śluzowej żołądka, wrzody, pękniecie ściany żołądka, rak żołądka, nadkwasota żołądka, ból brzucha, wzdęcia, zaburzenia pracy serca, nadpobudliwość, zatrzymanie wody w organiźnie, , opuchnięte kończyny i twarz,biegunki bądź zaparcia, zaburzona gospodarka elektrolitowa i hormonalna, wypadajace włosy, bezpłodność, obciążona trzystka i wątroba.
    Po piąte jeżeli wpadniecie na pomysł przerzuwania ale nie połykania pokarmu to pamiętajcie, że i tak robicie sobie krzywdę. Proces trawienny rozpoczyna się już w ustch. Tak więc część kalorii zostanie pochłonięta przez organizm a do tego obciążacie trzustkę, która produkuje nadmierną ilość enzymów trawiennych.
    Po szóste prowadzcie dzienniczek, w którym możecie zapisywac swoje przemyślenie oraz swoja aktywność wymiotniczą.
    Na koniec pamiętajcie o unikaniu pokarmów, po których wymiotujecie w obawie przed przytyciem. U mnie do tej kategorii zaliczają się słodycze i junk food.
    Tak jak widać choroba ta odbija się na całym naszym organiźmie!!!

    Wymiotuję już rzadziej , jednak niestety jak to bywa z nałogiem, powraca...
    Wierzę w to, że w końcu się uda i tak jak ostatnio nie wymiotowałam 1,5 miesiąca tak i teraz nie będę wymiotowała już do końca mojego życia!!!
    Podczas tej przerwy od wymiotowania, zauważyłam że moje nogi przestały być obrzęknięte, na twarzy pojawiły się dawne rysy, brzuch stał się płaski a co najważniejsze nie przytyłam tylko schudłam i to bez żadnych wspomagaczy i ćwiczeń. Jedynie na wyniszczony organizm, aby wzmocnic układ odpornościowy proponuje pić 30 ml 2x dziennie sok z Noni. Co prawda jest drogi ale na prawdę działą.
    W ostatnim czasie miałam chwilę słabości, wymiotowałam po slodyczach i tak nadrobiłam swoje utracone kg. Dlatego też znów chcę wrócić do normalnego życia, które istnieje!!!
    Trzymam kciuki za Nas bulimików i gratuluję tym, którym udało się pokonać tą przeklętą chorobę.
    Do usłyszenia :-)
  • melanie.k 17.11.13, 22:09
    Kochana Psot.ko :)
    Informacja o procesie trawiennym i jego początku w ustach, w moim przypadku chyba załatwi bulimiczną sprawę :)))

    Dziękuję. I życzę zdrowia.
  • psot.ka 17.11.13, 23:23
    melanie.k Cieszę się, że mogłam choć trochę pomóc...
    Dziękuję i również życzę zdrówka :-)
  • nata.1992 18.11.13, 03:23
    witam. dzis dowiedzialam sie ze moja zanajoma choruje na bulimie od 6 lat. jak jej pomoc?
  • wygramy123 18.11.13, 15:55
    Flopitek!?!?!? Pomocy!! Gratuluję Ci bardzo bardzo!!
    Sama jestem jednak na dnie :( Codziennie to samo. I nikt o tym nie wie. Zawsze ze wszystkim umiałam sobie poradzić. Zawsze byłam silna i wspierałam innych. Od 3 lat jestem chora i... nikt o tym nie wie. Przeżywam codziennie koszmar. A ludzie mi zazdroszczą i mnie podziwiają, bo jak jestem wśród ludzi, to zawsze zadowolona i pełna energii. Czuję się jakbym miała dwie osobowości. Boję się każdego dnia, każdej chwili. W te "lepsze" dni patrzę na zegarek i sobie myślę- no już za 2 h pójdę spać i to cały dzień bez wymiotów- wtedy często mnie atakuje obżarstwo również.
    Czy jest jakakolwiek szansa, żeby się spotkać? Albo na żywo porozmawiać?
    O wiele bardziej ufam właśnie takim ludziom, którzy dokładnie rozumieją o co chodzi i z tym wygrali niż lekarzom.
    I sama chcę założyć klinikę lub prowadzić terapie dla osób chorych- bo sama nie potrafię znaleźć ratunku, tym bardziej że lekarze dużo kosztują :( HELP!!! I need somebody!
  • agatata-to-ja 18.11.13, 16:21
    ja wygrałam z anoreksją bulimiczną i pomagam chorym osobom więc jeśli masz ochote na spotkanie to napisz na priv
  • wygramy123 18.11.13, 19:48
    Jak na priv mogę się skontaktować?
  • agatata-to-ja 19.11.13, 15:35
    agatatatoja@wp.pl
  • flopitek 19.11.13, 13:29
    Wygramy. Czytając co piszesz o sobie, to jakbym czytała o mnie - tez taka byłam - na zewnątrz dusza towarzystwa, rozesmiana, zawsze chętna do pomocy a w środku kłębek kompleksów, sprzecznych myśli i poczucie bezsilności.

    To naprawdę dużo, że umiesz już wytrwać choć jeden cały dzień bez wymiotów. To Twoja własciwa droga do lepszego jutra tylko ważne żebyś się nie zniechęcała i nie wracała do punktu wyjścia myśląc sobie, że skoro znowu poległaś, to walka jest bez sensu - nie jest. To musi trwać, uwierz. Ja tez nie przestałam od tak, tylko to trwało i w tym czasie musi wyzdrowieć po prostu twoja głowa, podejście do jedzenia i myslenia o nim.

    Ja radziłabym Ci powiedziec o tym komus najbliższemu. To bardzo pomaga, ta świadomość, że nie jesteś sama, że ktoś będzie wiedział i jak zapyta czy dalej to robisz, to albo powiesz prawdę, że tak albo ją okłamiesz, że nie ale kłamstwo daje ogromny dyskomfort i to jest jeszcze dodatkowa motywacja do walki.

    Nie wiem czy mieszkasz sama, ale samodzielne mieszkanie moze być utrudnieniem, bo wtedy zostajesz sama z własnymi myślami, nie ma kogoś, kto by na ciebie ciągle patrzył i kontrolował twoje wyjścia do toalety.

    Nie wiem skąd jesteś, napisz mój maila gazetowy to flopitek@gazeta.pl.

    Nie wiem jak chcesz prowadzić terapię, jak sie jeszcze nie wyleczyłaś - przepraszam za tę uwagę, ale ja nie wymiotuję już kilka ładnych lat, ale do tej pory nie czułabym się na siłach "profesjonalnie" komukolwiek pomagać w tym - jako jakaś dodatkowa forma to i owszem, i robię to za pomoca tego wątka, bo chciałabym żeby ktoś się dowiedział, że można wygrać, że nawet samemu można to zrobić.
    To, o czym piszesz, może być jeszcze dodatkową motywacja dla Ciebie - jezeli faktycznie tego chcesz, to wyzdrowiej a potem pomagaj zdrowieć innym.






  • flopitek 19.11.13, 13:35
    nie wiem czy ona w ogóle będzie chciała uzyskac pomoc od znajomej. To jest bardzo trudna sytuacja i tak naprawdę dobrze, gdyby wiedział ktoś z jej bliskich - mama, chłopak etc.

    Nie wiem jak zażyłe są wasze stosunki, ale słowo znajoma sugeruje, że w niezbyt bliskie, musisz działać ostrożnie, bo jej reakcja może byc całkiem wroga - ona na pewno bardzo się wstydzi tej choroby. Podpytałabym ją czy nie potrzebuje wsparacia, że może jest coś z czym sobie nie radzi i chętnie jej pomożesz. zobaczysz co powie.
  • flo-oow 22.11.13, 01:14
    Witajcie, czytając Wasze wypowiedzi czuję jakbym czytała o sobie... Od kilku lat choruje na bulimie a zaczęło się bardzo niewinnie. Najpierw odchudzanie, niepowodzenia w odchudzaniu, a następnie napady obżarstwa i wymioty.
    Bywały dni, a nawet tygodnie w których codziennie wymiotowałam, chodziłam do lekarzy, miałam terapeutów. Nie pomagało, a jesli już to na krótki okres czasu.
    Teraz jestem chyba w największym dołku w jakim byłam do tej pory. Przytyłam 10 kg (waże 80 kg), zaczęłam ciężkie i stresujące studia (drugi rok z rzedu 1 rok) i znowu zaczęłam je powoli zawalać... Po prostu nie moge się skupić na niczym innym niż wygląd, niż to że jestem grubą świnią. Nie wzbudzam już zainteresowania facetów, czuję do siebie obrzydzenie, mam myśli samobójcze praktycznie codziennie! Ostatnio klilka razy podchodziłam do diet ale kończyły się zazwyczaj po 2-3 dniach wielkim obżarstwem i próbą wymiotów... Kiedyś wymiotowałam bez wkładania palców w gardło, po prostu automatycznie a teraz nie potrafie... COś sie we mnie zablokowało i żre żre żre i nie mogę zwymiotować a nawet nie mam na to siły. Najchętniej wogóle bym nie wychodziła z domu, jestem ohydna. Nie mam pojęcia jak z tego wyjdę. dziewczyny nie pakujcie się w to !!! Przestańcie to robić póki nie jest za późno !!!! Ile bym dała żeby się cofnąć w czasie...
    A jeszcze jak znowu zawala studia to sie chyba zabije, cholernie się tego boje, ale nie będe wiedziała co innego mogę ze sobą zrobić. Moje ostatnie "ulubione zajęcie"? Leżenie z laptopem oglądanie seriali/filmów z zapasem jedzenia ... BYleby tylko wyłączyć myślenie. Dłużej tak nie mogę...

    Przepraszam za chaotycznośc tego wpisu i to całe użalanie się nad sobą. Nawet to sprawia że mam wyrzuty sumienia ...
  • agatata-to-ja 22.11.13, 06:43
    jesli chcesz porozmawiac to napisz na agatatatatoja@wp.pl mi się udało wyjść z tego bagna, może uda mi sie Tobie pomóc
  • psot.ka 22.11.13, 19:16
    flo-oow chetnie z Toba porozmawiam chocby nawet dzisiaj napisz!! wymienimy sie fb lub telefonami jezeli bedziesz miala ochote. tynkaa_01@wp.pl
  • flo-oow 22.11.13, 22:05
    Chore to jest. Równoczesnie nienawidzić tłuszczu na swoim ciele i wpieprzać ja świnia gdy tylko trafi się okazja ( choć niekoniecznie). Co sie dzieje w mojej głowie jest nie do opisania (chyba każdego chorego). Dziwnie się że jeszcze nie zwariowałam
  • flopitek 25.11.13, 11:06
    flo-oow poużalaj się, poplacz a potem weź się za siebie dziewczyno! Wydaje mi się, ze u Ciebie tym czynnikiem, który powoduje, że swoje strasy zaczynasz "leczyć" jedzeniem to Twoje studia a może problem jest bardziej złożony.
    Wiem jedno, w pojedynkę jest naprawdę trudno walczyc z czymkolwiek. Masz przyjaciółkę, na którą mogłabyś liczyć, a moze jesteś blisko ze swoją mamą? Jest ktoś komu mogłabyś się wypłakac podzielic tym wszystkim co czujesz i na kogo zrozumienie mogłabyś liczyć?

    Pamietaj jedno - życie masz tylko jedno i to co z nim zrobisz zależy tylko od ciebie - możesz jeść, płakać i oglądać seriale ale to prowadzi sama wiesz gdzie.
    Nie wiem czy sama jestes tak zdeterminowana żeby skończyć ten kierunek czy moze masz presje z zewnatrz, ale naprawdę zastanów się czy nie lepiej byłoby znaleźc jednak coś innego, cos co da ci podobną satysfakcję a nie będzie wymagać od ciebie takiego poświęcenia i stresu?

    Czy skończysz wybrany kierunek, czy nie, czy ważysz 80 kg czy 70 to nie ma aż takiego znaczenia, bo jesteś wartościowym człowiekiem, jesteś wyjątkowa i codziennie na przekór wszystkiemu powinnaś mówić to sobie patrząc w lustro.

    Człowiek boi sie zmian, trudno jest zrobić ten pierwszy krok, ale jak się już na niego zdecydujesz to potem będzie już z każdym kolejnym krokiem łatwiej.

    Kiedy masz napady obżarstwa, jeżeli to możliwe, to zadzwoń do mamy, przyjaciółki, wyjdź z domu - zrób coś, co ci w tym przeszkodzi. Każda taka udana akcja, to twój sukces.

    A moze jednak poszukasz jeszcze dobrego terapeuty, bo moze nie trafiłaś po prostu na takiego, który umie Ci naprawde pomóc.

    W każdym razie rób coś, nie załamuj się i wierz, że uda ci się wyrwac z tego błędnego koła, bo dlaczego niby miałoby się nie udać?
  • weronikaminus2 27.10.15, 19:06
    Flooow, jestem dokladnie w analogicznej sytuaacji, zre jak swinia, dzis siegnelam dna. Nie mam nikogo, podniesmy sie z tego razem, raz na zawsze. Napisz, wiem co czujesz, robie dokladnie to samo. weronikaminus2@gmail.com
  • sublokatorka899 11.12.13, 16:04
    Witam,
    Z zaburzeniami odżywiania zmagam się już kilka lat najpierw było: kompulsywne jedzenie,potem anoreksja a teraz bulimia..Nie mam już siły..Chwilowo jestem na prostej ale boje się że znów sobie nie poradzę i będzie to samo
    Mam do Cb prośbę autorko tego wątku-napisz do mnie na kiciunia1988@op.pl -jeśli możesz mi coś doradzić-będę wdzięczna.
    Pozdrawiam
  • mesa7 12.12.13, 17:49
    Witam wszystkich,
    mam 17 lat niedługo 18 i od roku walczę z bulimią, zaczęło się w Wigilię Bożego narodzenia, kiedy to strasznie się najadła i nie chciałam przytyć więc postanowiłam zwymiotować, zwłaszcza ze przed świętami byłam na diecie która dużo mnie kosztowała i nie chciałam tego stracić. Potem nie wymiotowała, ale objadałam się w weekendy- naprzemiennie z tygodniowymi głodówkami. Potem zaczęły się problemy z tarczycą, dochodzenie do problemu, objadanie się, wymiotowanie, łażenie po lekarzach i tak w rok z 54 kg przy wzroście 166 przytyłam do 67 kg :/ Wpadłam w depresję, dostałam tabletki antydepresyjne, przed wakacjami postanowiłam trochę zrzucić, już dostałam leki na tarczycę (niedoczynność), udało mi się zrzucić do 60 kg. W między czasie przeżywałam różne problemy z "chłopakiem" (jako płeć, nie mam chłopaka). Nikt o tym nie wiem, moja mama wie, że się objadam ale nie ze wymiotuję, boję się to komuś powiedzieć.W ten adwent miałam postanowienie; nie obżerać się jak głupia i nie wymiotować- ale nie wyszło. Wymiotuję praktycznie codziennie i nie wiem jak z tego wyjść. Dziś ważę 59 kg, mówią mi że nie wyglądam źle, ale nie chodzi nawet o wygląd chcę po prostu być zdrowa, szczęśliwa, akceptować siebie i przede wszystkim nie zaprzątać sobie głowy kontrolą nad kaloriami i nie rzygać codziennie- już mam zęby w złym stanie- a nie mogę iść do dentysty, bo zauważy podrażnione i czerwone gardło. Poszłam do terapeuty jakieś 3 miesiące temu, ale nie wspomniałam nic o bulimii, poszłam tam ze względu na to ze mam depresje i się obżeram- pani stwierdziła ze jest to nastoletnia głupota. Proszę o wsparcie i pomoc taką duchową, bo ja lubię sobie ze wszystkim poradzić sama, a teraz to mnie przerasta i niszczy!!
  • flopitek 14.12.13, 14:22
    mesa to jest czas żebyś właśnie nie radziła sobie sama, tylko znalazła gdzieś wsparcie - może w mamie, przyjaciółce etc.? Sama póko co sobie nie radzisz, ale uwierz, wsparcie kogoś z domowników, kto może mieć na ciebie oko kiedy wchodzisz do łazienki może być naprawdę pomocne. Schowaj swoją dumę do kieszeni i powiedz o tym komuś.

    ja zaczynałam z bulimią w Twoim wieku i wiele bym dałą żeb cofnąć czas.
    Co do psychologa to tak czy inaczej pewnie by ci nie pomógł gdbyś sie przyznała skoro taką ci diagnozę postawił. :/
    Sama widzisz jak wiele już zaczyna się psuć przez tę chorobę, więc naprawdę czas zrobić odważny krok i przyznać się, najlepiej mamie. mama cię kocha i choć pewnie tego nie zrozumie do końca, będzie próbowała Ci pomóc jak może.
  • rutynowa00 24.01.14, 19:29
    Cześć wszystkim.
    Mam 17 lat, 166 cm wzrostu i ważę od 52 do 56 kg. Byłam głupia, wydawało mi się, że jak schudnę to będę ładna, osiągnę wszystko i będę szczęśliwa.Ot co, zwykłe marzenie nastolatki.

    Zaczęły się problemy w rodzinie,w szkole, depresja przyjaciółki, u chłopaków też nigdy nie miałam powodzenia. Czułam się bardzo samotna. Nigdy nie zwracałam uwagi na to co jem dopóki moje znajome nie zaczęły nałogowo popadać w anoreksje. Miały to, czego ja potrzebowałam. Też tak chciałam, ale nie byłam na tyle silna. Gdy miałam jakiś problem zaczynałam jeść, jak najwięcej, cokolwiek, nie potrafiłam przestać. Gdy wreszcie nie dawałam rady wcisnąć w siebie kolejnej porcji przychodziło poczucie winy i ból. Okropny- fizyczny i psychiczny. Panicznie bałam się przytyć. Zaczynałam głodówki, oczyszczanie organizmu, ćwiczenia... Ale to było za mało. Uczucie przejdzenia trwało za długo. Słyszałam, że można wymiotować, więc zaczęłam sama to robić. I tak wyglądało moje życie. Jak tylko zostawałam sama w domu opychałam się a potem godzinami zwisałam nad sedesem. Gdy mama zauważała, że w domu ginie jedzenie była zadowolona, że mam apetyt. Większości normalnych posiłków nie jadłam, ale nie chudłam. Zazwyczaj mówicie o wyniszczeniu organizmu, ale mnie to nie interesowało. Chciałam zniszczyć sobie przewód pokarmowy, by już nigdy nie móc jeść. Trwało to może rok. Wiedziałam, że to nie jest normalne, że tak się nie powinno, ale to było silniejsze ode mnie. Prosiłam o pomoc, ale siostry powtarzały mi, że jeśli chcę schudnąć to po prostu nie powinnam się tak obżerać. Byłam u psychologa pod innym pretekstem, ale nie potrafiła mi pomóc. Sama wiem, że to złe. Ale ja już nie mam siły z tym walczyć. To część mnie. Nie lubię o tym mówić. Czuję się wtedy taka słaba i obnażona. Chciałabym, żeby ktoś powiedział mi co mam robić, jak się uwolnić od tej małej k*rwy raz na zawsze.

    Większości mojej historii nie opowiedziałam. Ostatni czas to były męczarnie. Jeśli jest ktokolwiek, kto popada w tę chorobę niech da znać. Może jeszcze dla Was będzie nadzieja. Jeśli chcecie poznać moją historię, porozmawiać dajcie znać.
  • ilivememories 01.02.14, 00:36
    Cześć, cieszę się, że znalazłam w końcu taki post, gdzie mogłabym się "wyżalić" i ktoś by mnie zrozumiał. Cóż... obecnie mam za niecały miesiąc 18 lat, piękny wiek, a wyglądam jak wycieńczona, dojrzała kobieta po nieprzespanych nocach. Zaczęło się oczywiście od anoreksji, dokładnie pamiętam, to były wakacje, a ja szłam do 1 gimnazjum, byłyśmy u babci (ja i moja starsza o 5 lat siostra), babcia kupiła wagę, chciałyśmy wypróbować... gdy moja siostra stanęła na wagę wybiło 47kg, a potem ja i u mnie 41 kg, nie wiem ile miałam wtedy wzrostu, ale ona na pewno gdzieś 160-65 i tyle ma do dziś (jest drobnej budowy, nigdy nie miała anoreksji ani bulimii, była w klasie lekkoatletycznej), następnie zmierzyłyśmy się w tali i moja była 10 cm większa... Nie uważałam siebie za grubasa, byłam normalna, trochę chomiczek na twarzy, ale zawsze nie podobał mi się mój biust, uważałam że za szybko zaczął rosnąć i byłam nieproporcjonalna, a jeszcze wcześniej jednak ojciec mówił, że byłam pulchna... Chodziłam 3 lata do siatkarskiej, więc też byłam jako tako wysportowana. Przeraziło mnie to wszystko, wcześniej nie zwracałam uwagi na to ile ważę, ile mam cm... I zaczęło się, praktycznie nic nie jadłam tylko ćwiczyłam i ćwiczyłam w domu i chudłam, jeśli coś jadłam to szybko poszłam to spalić, nie wiedziałam, jeszcze, że jest coś takiego jak bulimia... 1 gim. waga 36 kg... byłam dumna, miałam wręcz kaloryfer na brzuchu, dziewczyny zazdrościły i zawsze miałam siłę, trener się dziwił (w gimnazjum dalej byłam w siatkarskiej), ale nie jeździłam już tak na zawody, bali się o moje zdrowie, ale ciężko pracowałam i udawało mi się, byłam grającą anoreksją - libero, nie bolały mnie nigdy ręce a oni bali się, że mi połamią atakujące... dalej, poznałam chłopaka, widział, że jestem chuda, ale mu to nie przeszkadzało, (chyba byłam jeszcze wtedy ładna z twarzy) był także w siatkarskiej, ale o rok młodszy, miałam w tym czasie już anemię, lekarz nie pozwolił mi grać, musiałam brać żelazo, jakoś przeszła anemia, ale waga ta sama, potem byłam w sumie szantażowana, albo przytyjesz albo odpadasz z drużyny, na bilansach też lekarka kazała więcej jeść bla bla... no i się zaczęło, polubiłam znów jedzenie i w tym czasie przypomniał mi się pewien film gdzie dziewczyna wymiotowała po jedzeniu... spodobało mi się to, mogłam jeść wszystko a zarazem nie tyjąc tylko wymiotując?? ekstra, coś dla mnie, żeby nie przytyć i tak to się potoczyło szczoteczka po jedzeniu w gardło i siedzimy w ubikacji póki nie zwymiotujemy, wtedy to było i tak rzadko, zawsze nauka była na pierwszym miejscu, szkoda mi było czasu, bo długo wtedy robiłam to, aby zwymiotować, byłam najlepsza ze średniej, u siebie w klasie i na koniec 3 gim w szkole, tylko zawsze brak większych osiągnięć, w sumie uczyłam się pod presją lubiłam być najlepsza, ale z powodu rodziny dalszej nauczycielskiej nie mogłam też schańbić nazwiska... i tak sobie żyłam, nauczyłam się już potem wymiotować bez niczego samo szło, uczyłam się nadal bardzo dobrze, waga wzrosła do 38kg, urosłam trochę... nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo wyniszczam organizm, rzucił mnie chłopak po prawie 2 latach właśnie tamten, w 3gim... cóż trudno bulimia się nasiliła (on o niczym nie wiedział), nie spałam po nocach, bo zazwyczaj wtedy dopiero też się uczyłam, mama już usłyszałam o tym jak wymiotuję. Jak zareagowała? Nawet nie pamiętam, była zawsze pochłonięta pracą, siostra też się pilnie uczyła, byłam skazana sama na siebie... a ojciec? Alkoholik do dziś. Poleciałam na ferie do rodziny do Anglii - tam poznałam moją obecną i chyba jedyną przyjaciółkę, która wyleciała wcześniej z miejscowości, w której mieszkam, jednak wtedy się nie znałyśmy. Wstyd było rzygać przy nieznajomych prawda? I tak właśnie przestałam, cieszyłam się kiedy jadłam normalnie razem z nimi, nawet po nocach, ale nie było opychania, nauczyłam się samokontroli, przytyłam ponad 3 kg w 2tyg czyli całe ferie, jak wróciłam do Polski podziękowałam jej, że mnie z tego wyciągnęła, nie wiedziała, dlaczego byłam taka chuda, po powrocie każdy w klasie mówił mi, jak ja wyładniałam, wyglądam już lepiej, ogólnie podniosła mi się samoocena, potem testy gimmnazjalne i koniec, zaczęłam nieźle po powrocie z ferii też hmm nie wiem czy to można nazwać imprezowaniem ale piłam sobie, tylko gdy wychodziłam ze znajomymi w końcu zaczęłam wychodzić z kimś innym niż mój były chłopak! (on był zazdrosny o wszystko). Dopiero w 3gim dostałam okresu. Było pięknie, w wakacje poznałam kolejnego chłopaka, czułam się cudownie, długie włosy, opalona, wysportowana, ładna figura, kształty, cera... wszystko, nie zwracałam uwagi nawet na swój wzrost do dziś mam może 160 cm, alkohol też mi pomagał.. praktycznie codziennie piliśmy choćby po jednym piwku. Zerwałam jednak z nim pod koniec września dla innego, z którym chodziłam 6 lat do tej samej klasy...jednak nic z tego nie wyszło i do dziś żałuję, bo z obojgiem chodzę do tej samej klasy... ten dla którego zerwałam i to on mnie namawiał do tego, po prostu mnie potem olał, to była już chyba depresja u mnie... przyjaciele się odwrócili z wakacji, bo rzadziej z nimi wychodziłam i dowiedzieli się, że skaczę z kwiatka na kwiatek. Byłam kompletnie sama, nie mogłam skupić się na nauce... zaczęłam żreć jak świnia i wymiotować, nieźle się wykańczałam w tym czasie, głowa po nieustannym alkoholu nie ta sama do nauki + bulimia... nie no świetnie, mimo to, nie opuszczałam podium w klasie, schudłam ponownie z 43,5 do 41... tak, wyglądałam właśnie idealnie mając 43,5 ze względu na mój wzrost i mięśnie, potem już nie miałam mięśni same zwiotczałe ciało, minęła 1 kl liceum z bulimią, wakacje - byłam sama, siedziałam sama, nie poznałam nikogo wcześniej ze szkoły, bo byłam pochłonięta pomaganiem mamie w pracy licencjackiej, zajmowało mi to całe weekendy od lutego do czerwca. Wakacje bulimia, 2 liceum - koszmar, natłok pamięciówek, nie dałam rady... biol chem to ciężki profil, chciałam iść na medycynę, wiedziałam, że z moją ambicją się dostanę, jeśli będę ciężko pracować.. jednak bulimia wszystko zmieniła, w listopadzie zrezygnowałam z biologii, dużo było zamieszania w szkole, dyrektor nie chciał się zgodzić, bo teraz wszystko inaczej jest w tym szkolnictwie robią problem z byle czego, jednak udało mi się, na rozszerzenie została mi chemia i angielski, co będę robić dalej? Wylatuję do anglii po maturze, jednak zawarty został układ, jak rezygnuję z biologii muszę podejść do certyfikatu z ang w czerwcu tego roku, jako że jestem jedną z najlepszych z angielskiego, cóż zgodziłam się, szkoła mi pół finansuje... ale właśnie nadal jestem bulimiczką już jest dokładnie teraz 1 luty... a ja nic nie zmieniłam, boję się, że nie dam rady, i nie daję, nie mam wsparcia, nikt mnie nie rozumie, nie chcę do żadnego psychoterapeuty, mama jest zajęta pracą, siostra studiuje, ojciec szkoda gadać, poradziłam sobie przecież wtedy w ferie w Anglii w sumie sama, ale teraz nie widzę sensu niczego, nie potrafię się sama zaprzeć... próbuję codziennie udaje mi się czasami dopiero wymiotować pod koniec dnia, bo tak to jest kilka razy w ciągu ... Różne głupoty przychodzą mi do głowy, jakieś samobójstwa, ale wiem, że nie byłabym w stanie tego zrobić... próbowałam, ale zazwyczaj lądowałam na łóżku i płakałam, aby nikt nie słyszał, użalałam się nad swoją głupotą... Co jest najgorsze? jestem świadoma jak bardzo siebie niszczę, mam strasznie bladą cerę, podkrążone oczy, zaczęły wypadać włosy! mój mały atut zawsze miałam błyszczące gładkie cienkie ale dużo... teraz wyszedł mi trądzik co jeszcze gorzej u mnie wywołuje obżarstwo, biorę na niego antybiotyk, ale marnie widzę wszystko, problem z okresem, nie daję rady, chciałabym zniknąć, w szkole szybko się stresuję, jeśli mi coś nie wychodzi, wracam obżeram się... bo co? przecież nikogo nie ma. Nauczyciele oczekują ode mnie za wiele... nie wiem co mam ze sobą robić, brak znajomości. Przepraszam za tak długie moje wypociny, potrzebowałam się wyżalić, chciałabym mieć z kimś takim kontakt aby mnie wspierał. Ważę 43 kg.
  • odrzucona89 05.02.14, 06:20
    Obecnie mam 25 lat, tak więc cztery lata temu (21 lat) zostałam :odrzucona i poniżona przez mężczyznę którego SERIO ale to SERIO kochałam(boli aż do teraz). Niestety na rodzinę (na matkę,ojca i rodzeństwo ) nie mogłam liczyć...jakbym nie istniała -płakałam po kątach w mieszkaniu i jak to "lubię" określać: "łoiłam wódę" ...Czaicie!koleś odrzucił mnie bo byłam za gruba!! Mówił, że jestem za tłusta i niska (ważyłam 64kg przy 155cm) fakt natura nie dała mi wzrostu...na domiar złego następnego dnia mój brat (starszy o 6 lat) kpił z mojej sylwetki...a matka kazała mi iść na dietę bo jej jest wstyd za moje kształty...na początku miałam ich gdzieś bo "wóda" była...-"zbawienna obojętność"...takkk...a później ślub brata...i kolejne poniżenia na temat tego, że sukienki nie można mi znaleźć...no to w końcu zaczęłam się odchudzać...na początku - "git" może 2 kg na miesiąc..ale czułam ze to wciąż za mało...zaczęłam ćwiczyć "ostro" ale było mi za mało...tak więc zaczęłam "zwracać" jedzenie...efekty się od razu pojawiły...sylwetka jak modelka...cała rodzina mnie chwaliła...pamiętam,że przy samym starcie ze "zwracaniem" trzymałam się swojej rygorystycznej diety (dwa jabłka i owsianka na dzień) ale zaczęłam zazdrościć siostrze(10 lat młodsza ode mnie)-jadła wszystko co chciała i kiedy chciała i nic jej nie wchodziło w bok...(w sumie ma do tej pory) ...wracając do mnie zaczęłam "cichcem" zżerać "śmieciowe" jedzenie i nie tylko ...a po chwili jak to określam: "rozmowa z porcelanowym uchem"...-i tak trwa do tej pory- mam rozmiar 34 i ważę obecnie 38,4kg na 155cm...dość chaotycznie wszystko przedstawiłam proszę wybaczyć ale emocje mną targają...

    mam też nerwice...pomagam w wolnym czasie rodzicom w domu...gdy myje naczynia,piorę i w ogóle sprzątam to matka na mnie wrzeszczy tak, że dom w posadach się trzęsie.Mówi, że do niczego się nie nadaje i to widać nawet po mojej figurze...ogólnie słowo : " matka" kojarzy mi się z wrzaskiem ...i jak widzę lub słyszę ją to później idę gdzieś jeść a po chwili zwrócić...bo pod czas zwracania czuję się jakby wyzwolona...i wiem że co raz bliżej mi do trumny...ale jak mam żyć w ciągłym poniżeniu i odrzuceniu ...to ja dziękuje za takie życie...

    szukam teraz zrozumienia...chociaż do końca sama tego nie jestem pewna...

    jeszcze raz przepraszam za chaos w powyższej wypowiedzi.

    P.S: skopiowałam swoją wypowiedź z innego forum, ponieważ jak swój post pisałam nie patrzyłam gdzie i jak go piszę(łzy w oczach itp.)-tak emocje...
  • ilivememories 06.02.14, 15:22
    O w końcu ktoś tu zajrzał... wyobrażam sobie jak możesz wyglądać teraz, bo ja właśnie przy takim mniej więcej wzroście ważyłam 36-38 kg... szkoda mi Ciebie, że musisz to znosić i twoja własna matka tak Ciebie krytykuje albo nawet brat, ale hmm może to nie moja sprawa, ale nie masz swojej pracy, aby się od nich odizolować i żyć swoim życiem? Bo jeżeli Twoja rodzina Ciebie nie akceptuje w jakikolwiek sposób, są niemili ja bym psychicznie tam nie wytrzymała już dawno... Sama chcę jak najszybciej stąd "wydupić" u mnie problem tkwi w ojcu alkoholiku i denerwuje mnie każdy jego krok i obecność w domu tak po prostu i to, że robi wszystko na złość mamie, już krok zrobiłam z mama, że namówiłam ją na rozwód ciągnie się to już od roku... i że straciłam kontakt właśnie z rodziną od strony ojca, którzy nigdy jakby mnie nie akceptowali tylko moją starszą siostrę ja byłam jak piąte koło u wozu, ale niestety muszę ich oglądać w szkole, bo przecież wielcy nauczyciele ciotka i wujek... Odkąd napisałam tutaj post w nocy oczywiście ryczałam, mogę powiedzieć, że polepszyło mi się samo z siebie... dużo mnie kosztowało nawet wyrzucenie z siebie to na jakimś forum, nawet jakby nikt tego nie przeczytał.. oczywiście wymiotowanie jeszcze jest, ale raz dziennie jak porządnie się wkurzę. Dziś spróbuję w końcu się powstrzymać.. szkoda mi ciągle mojego wyglądu i moich zębów, ale wiadomo to silniejsze ode mnie, kurczę ja sama jestem w "ciemnej dupie" bo nadal nie widzę sensu życia swojego moje marzenia i tak nigdy się nie spełnią, bo bogata to nie jestem i olewam ten kraj nie chcę tu iść na żadne studia, po których miałabym byle jaką pracę za marny grosz. Sama chciałabym Ci doradzić, żebyś mimo bulimii jak na razie chociaż przytyła do 41kg ja się wtedy lepiej poczułam, mimo, że teraz mi nie chodzi u mnie o wagę, bo nie wymiotuję z powodu tego już, że jestem jakaś gruba czy coś u mnie stres i po prostu wszystko mocno przeżywam, ja nadal jestem wycieńczona nawet tym jednym wymiotowaniem, ale muszę się w końcu zaprzeć i nawet pisanie tego komentarza mi pomaga w dążeniu do tego.. wiadomo, że to mnie nigdy nie opuści i zawsze wróci. Aaa i jak sobie potem jeszcze radziłam, jak miałam przerwę od bulimii... pisałam sobie jadłospis na drugi dzień albo po prostu w głowie ustalałam co chcę, żeby się nie nażerać, bo wiedziałam jak się to skończy.. na chłopów już nie warto patrzeć, więc się nie przejmuj, ja jestem teraz sama, wiem, że jestem jeszcze młoda, ale bolało mnie to, że miałam kiedyś chłopaków i przyjaciół i miałam oparcie, ale jakoś z tym już się pogodziłam. Najgorzej z ojcem i wymaganiami nauczycieli ode mnie, samotność zamieniam na ćwiczenia z Mel B i nie tylko, pora wyrobić te sflaczałe ciało i rozciągnięta skórę na brzuchu od bulimii! I to mnie motywuję... choć nie wiem jak skończę po maturze gdzie pójdę, zadbam teraz o siebie, żeby się sobie podobać poprawia mi się wtedy humor i Tobie też radzę, zacznij pisać posiłek oczywiście lepiej zdrowy, bo zapychanie się fast foodami na przytycie to zły pomysł i się tego trzymać potem wróci metabolizm, a jak będziesz delikatnie ćwiczyć to wyrobisz niezłą sylwetkę i musisz zacząć "olewać" mamy wrzaski, na mnie moja też nie raz krzyczała jak piekłam ciasta.. jestem od tego specjalistką były momenty, że coś mi się pomieszało i już były "sapy" i potem co robiłam? napychałam się byle "gówna" i do kibelka. Ojca i szkoły olać nie mogę, ale ciągle się staram... jakbym coś "odwaliła" w szkole automatycznie rodzina ojca by mu coś powiedziała a on potem w domu zacząłby mi zbędnie gadać. Głowa do góry, ja siedzę też w tym bagnie od połowy 1 gim, bo wcześniej w wakacje ta anoreksja, po 2 liceum obecnie w sumie właśnie 4 lata, może ponad... wkurzam się na siebie zawsze, gdy to robię, ale cóż.. mam słabą wole, jednak mimo wszystko próbuję walczyć cały czas, bo to długa droga i łatwo jest komuś mówić, kto sam nie jest bulimikiem... a teraz idę się uczyć na jutro, już widzę efekty mniejszego wymiotowania 5 i 4 wpadają na nowy semestr, szybciej myślę, więc jestem dumna i pocieszam się, że niedługo wiosna czyli ogniska imprezy.. znów odżyję, bo poprawiają mi się relacje w szkole w końcu ze starymi znajomymi, może to i puste myślenie, ale taki wiek jeszcze i jednak mnie to napędza. Jak coś jestem zawsze w kontakcie. Pozdrawiam
  • odrzucona89 06.02.14, 16:11
    Witam.
    Ciesze się, że ktoś te forum czyta.
    Ilivememories (czy dobrze się zwracam???), dla Ciebie naprostuje moją sytuacje. Otóż ja studiuje dziennie mgr. na politechnice gdańskiej już za pół roku kończę i mam nadzieję, że się obronie a jak nie?no cóż mam większe problemy no nie??dodatkowo dorabiam sobie jak to student...więc mam mało czasu...ale znajduje na "fiziowanie" jak postanowiłam nazwać tą głupotę jaka jest bulimia (nażreć się jak świnia w ciąży i zwracanie-gdzie tu jest sens...???)...szczerze mam jedną prawdziwą przyjaciółkę i przy niej zapominam o tym cholerstwie...ale no cóż mamy po 25 lat-tak więc ona się chajta...i teraz liczy się głównie ślub,wesele i jej przyszły mąż- nie mam jej tego za złe, w końcu zasłużyła na wszystko co najlepsze, ponieważ ma taką przyjaciółkę jak ja...od nie dawna moje "fiziowanie" się pogłebiło...bo trzymałam się (aż głupio) dla króliczka którego miałam-mówiłam sobie:" żyj chociaż dla królika-spójrz tyko cieszy na twój widok"...i jakoś zapominałam i mniej zwracałam...ale cóż królik zdechł...i teraz zostałam sama...śmiesznie to brzmi przy pięcio-osobowej rodzinie...ale ja dla nich mogłabym nie istnieć...i znowu te emocje, bo je dusze w sobie...wiesz ilivememories? -kiedyś malowałam obrazy...ale ta choroba mi tą umiejętność zabrała...teraz znowu próbuje...tak jak kiedyś próbuje "przelać" emocje przez pędzel...echhh...większość obrazów i szkiców matka wywaliła mówiąc że to wstyd widzieć i oglądać takie bohomazy...o ironio...moja matka jest psychologiem...wie jaka choroba mnie zjada...ale nie widzi już źródła...to się chyba nazywa hipokryzja???- przypomina mi się tekst jak ważyłam 64kg, moja matka mówiła mi że będąc w ciąży z moim bratem ważyła 42kg...nie zła jest no nie...

    przerwę o tak bo chcę "powiedzieć" coś...napisałam poprzedni post bo chciałam się w końcu wykrzyczeć i chciałam znaleźć kogoś kto chociaż trochę mnie zrozumie...wątpiłam "w moc" forum...ale tonący brzytwy się chwyta...
    ulżyło mi -dziękuję...czuję się troszeczkę silniejsza...chyba...bo dzień się nie skończył...

    hej
  • ilivememories 06.02.14, 19:10
    Ja ze swoją z Anglii też miałam bardzo dobry kontakt póki nie miała tam chłopaka, rozmawiałam z nią praktycznie codziennie i w wakacje do mnie przyleciała 2 lata temu, wtedy trwała moja przerwa od tego... ale potem poleciała była z chłopakiem z mojego miasta, więc wiadomo, że ona częściej z nim gadała przez neta niż ja, a u mnie już to zaczęło wracać potem on ją rzucił, więc ja zaczęłam ją pocieszać ale to trwało może tydzień potem znalazła chłopaka niedaleko swojego miasta i praktycznie nie miała czasu na mnie, żeby gadać tak często, więc ja już całkowicie byłam jak palec, bo przecież pomagałam pisać mamie pracę czyli weekendy- dom, to były najgorsze momenty dla mnie no i do dziś mam z nią mały kontakt i ona nie wie, że mi to wróciło, tak samo mama nie wie, bo robię to tak, że niczego nie po mnie nie można domyślić, chociaż jest pielęgniarką i na szkoleniach nie raz miała o tym i anoreksji to i tak by mi nie mogła pomóc, poza tym nie chciałabym jej martwić, bo i tak mi jej szkoda, że musi utrzymać cały dom...
    A wracając do tematu, to patrz robisz magisterkę na polibudzie, więc masz jaki cel w życiu po tym i perspektywy na przyszłość nie wykańczaj siebie, bo szkoda tego co już osiągnęłaś w przeciwieństwie do mnie... zadbaj o siebie i wszystko samo przyjdzie uwierz mi ja nadal w pewien sposób jestem sama, każdy w moim wieku wychodzi ze znajomymi gdziekolwiek i gada, a ja czasami teraz już wychodzę, w domu rzadko gadam z mamą, bo ona różnie wraca z pracy, a z ojcem nic nie gadam dosłownie od małego, dlatego jestem małomówna w realu i widać to u mnie na polskim, jeżeli są dyskusje czy cokolwiek mi się po prostu nie chcę udzielać mam pewną barierę, bo tamten rok mało rozmawiałam poza szkołą a w wakacje te co były to zupełnie zdziczałam, aż siebie nie poznawałam...
    Fajnie, że próbujesz też malować, tak dalej, ja swoje emocje też przelewałam, ale inaczej pisałam dla siebie swój opis dnia, jeżeli bardzo chciałam się wyżalić a nie miałam komu, lepiej gorzej ale zawsze dla siebie rozumiałam co miałam na myśli, ostatnio wszystko usunęłam, żeby pozbywać się złych wspomnień, dziwne jest też to, że znajomi postrzegają mnie jako tako silną i trochę zarozumiałą osobę patrzącą na innych z góry, takie opinie słyszałam, fakt, że gdy ktoś mnie wkurzy jestem strasznie nie miła, ale zasadę mam jedną jak ktoś mnie traktuje tak jak kogoś traktuję, mnie rok temu wszyscy olali, więc byłam chamska i taka "szorstka", ostatnio wychowawczyni do mnie, żebym nie chodziła obrażona i się uśmiechała, jak zostałam, żeby wytłumaczyła zadanie... a ja do niej, że to niezależne ode mnie i nie lubię się sztucznie uśmiechać i wiem jaki mam wyraz twarzy, ale to nie jest tak, że ja jestem obrażona.. no cóż ona tego nie rozumie...
    Przeraża mnie trochę Twoja mama, nie znam jej przecież, ale wychodzi ciągle, że jest straszną egoistką i takie sprzeczne to wszystko, bo jako psycholog powinna być bardziej świadoma odczuć innych i nie powinna potępiać kogoś z rodziny za wygląd...
    Jest 18:50 teraz a ja jestem "czysta" jednak uda mi się w końcu ten jeden dzień tego nie robić, dziękuję też za odpowiedzi strasznie mi to pomaga, a jeszcze tak poza tematem moja siostra ma obronę inżyniera w czerwcu i albo wyleci z chłopakiem już na stałe po tym (w te wakacje pracowała w Anglii z nim w jakiejś fabryce, żeby nie pracować w czasie studiów tutaj) albo zacznie magistra, ale mówiła mi że chce się przenieść właśnie na politechnikę do Gdańska, bo WAT jej już nie odpowiada, ja mam cichą nadzieję, że wyleci i wtedy będę mieszkać z nią przez pewien czas tam, ale to jej decyzja, jeżeli pójdzie do Gdańska, rzadko kiedy ją będę widziała, jak zostanę po maturze jeszcze tutaj cokolwiek zarobić zanim wylecę, bo mieszkam w woj. lubelskim a do Gdańska daleko...
  • odrzucona89 06.02.14, 19:53
    czytając Twoją wypowiedź mam ważenie że masz ok 19 lat-tak???rany co ja bym dała by mieć tyle lat...wiesz jak zdałam maturę to myślałam że świat legnie do mych stóp...haha...ale się rozczarowałam...

    wiesz nie jesteś sama- są inne osoby jak Ty...choćby ja...serio taka korespondencja pomaga...coraz mniej myślę o "fiziowaniu"...myślę żeby obczaić jakiś czat z osobami takimi jak my...tam można "wyrzygać" swój ból po przez pisanie z innymi...

    nie mam celu w życiu...polibuda? to obłuda...zrobię mgr? fajnie kolejny "sztuczny" tytuł...wiesz...byłam na kilku praktykach tu i ówdzie..."Te magistry i inżynierowie" co biorą się za alfę i omegę w wiedzy technicznej to tak naprawdę idioci co znają tylko i wyłącznie wykute regułki...wiesz jak pytałam jak silnik takiej a takiej pompy działa nie potrafili określić się i wypowiedzieć...dopiero "zwykły" mechanik po technikum potrafił mi szczegółowo i precyzyjnie odpowiedzieć na pytania(i tu się nauczyłam nie oceniać ludzi po tytułach naukowych)...mam szare życie...codziennie to samo...uczelnia,dom,praca...uczelnia, dom,praca...a!na uczelnie dojeżdżam ok 1,5godziny...a weekendy tak to istny horror....najbardziej korci i wręcz odczuwam ból...jeszcze w 100% "napatoczę" się na matkę...pilnuje się ale przegrywam...wiem że mam 25 lat i "opierdziel" matki powinien mnie bawić...ale całe zasrane życie tak mam...wiec jej wrzask zadaje mi ból...zjem coś np: jabłko(zawsze to dobry początek),matka wyjdzie i jak ma zły dzień może mnie opieprzyć za to że jem jej wypatrzone jabłko...no to co ja robie??? odkładam te jabłko na bok i idę do "porcelanowego ucha"....

    gdy się tak zastanawiam...jak mi się uda obronić mgr...to może 3 miesiące później wyprowadzę się z tego piekła...

    wiesz trzymam kciuki za Ciebie...matura lada moment...może jak zaliczysz to da Ci "pozytywnego kopa" do walki...ja jak zaliczam egzaminy to pikuś...jak jadę na uczelnie to przez te 1,5h nauczę się z 3 razy na egzamin...

    czy Ty też czujesz taką dziwną ulgę jak piszesz na tym forum???
  • ilivememories 06.02.14, 21:17
    Za 20 dni będzie 18 lat, ja się boję matury najbardziej z polskiego ustnego, bo albo coś powiem i namieszam albo się zatnę, z angola się tak nie boję, bo lepiej mi idzie odzywanie się tym niż po polsku może dlatego, że jeszcze nie mam takiego "bogatego słownictwa" i posługuję się prościzną...
    Ja nie raz szukałam jakiegoś forum czy coś o tym jak ktoś z tym wygrał sam i mógłby być na bieżąco z tymi co chcieli by wyjść, ale zawsze jak szukałam to były to posty sprzed kilku lat i sądziłam, że to głupie pisać tutaj kto mnie nie zna, ale wiedziałam, że te osoby mają ten sam problem co ja, więc wspólnie może mi się uda wygrać..
    Moja siostra też zapierdzielała w tamtym roku, uczelnia i od razu do byle jakiej pracy w brudnej Wawie o mało nie straciła życia, bo do jakiejś kawiarenki internetowej przyszedł psychol z nożem, ale szybko ktoś zawiadomił i potem w jakiejś księgarni pracowała i tak dorabiała, bo mama niby płaci za wynajem i przelewa pieniądze na jedzenie, ale wiem jak to jest mało tego i ciężko nam jest, ona uczyła się w nocy po pracy i przez to ciągnie jej się nie zaliczony przedmiot przez to w styczniu nie miała obrony tylko teraz w czerwcu, współczuje jej dlatego nie chcę iść na studia, bo nie wytrzymam tego napięcia i wymagań, już mnie moja koleżanka z klasy skrytykowała, bo mam tylko jedną taką znamy się od przedszkola i jak jej powiedziałam, że nie chcę iść na studia, dlatego zrezygnowałam z biologii, bo obie chciałyśmy iść do Jagiellona do Krk, to ona,że myślała, że mam większe ambicje i chociaż jakieś wykształcenie bym mogła zrobić jak moja siostra, a nie idę tylko na łatwiznę, jednak mówiła to z taką pogardą, że płakać mi się chciało i była oburzona jakaś... i oczywiście już tamtego dnia miałam humor cały zwalony, za bardzo biorę słowa bliskich osób do siebie, bo resztę mam gdzieś... Jej powiedziałam, że miałam bulimię i ją pokonałam jak miałam przerwę od tego, ale ona nie wie też, że wróciła, sama miała problemy, bo się cięła do dziś nie wiem czemu, chyba była taka moda... a moja siostra jak się dowiedziała od mamy kiedyś to uważała mnie za kompletną idiotkę, bo ona nie ma co jeść a ja sobie wymiotuję, no tak najłatwiej tak powiedzieć skoro to jest pewien nałóg, którego ona nie doświadczyła, ale u niej jak byłam na ferie rok temu przez kilka dni to też nie wymiotowałam, jednak wiadomo jak w domu siedzę sama albo ojciec przed telewizorem całymi dniami to nie wiem co ze sobą zrobić on już w sumie nie pije, bo jest pod ostrzałem odwiedza nas kuratorka co jakiś czas a on chodzi na spotkania, ale co z tego jak i tak nie płaci ani alimentów ani nie dokłada się do domu, korzysta ze wszystkiego jak swoje albo opierdziela mnie, że ziarka wszędzie nakruszone (łuskam je co kilka dni jak się denerwuję) a ja mu mówię, że i tak mama sprząta nie ty... w sądzie udał durnia i że się nie zgadza na rozwód i co? czekaj teraz w maju na kolejną sprawę, bo on w grudniu nie chciał jakby nic mówić, ja z siostrą byłam jako świadkowie, kolejny stres dla mnie, ale będę dążyła do tego, aby mamę uwolnić od tego idioty, zmarnował mi życie nikogo do domu nie mogłam zapraszać, bo waliło zawsze alko, on tv na full i leży sobie albo sapie się do mamy o byle co, z buteleczkami łaził zawsze było słychać na osiedlu nie raz zbił przed klatką, jak byłam bardzo mała to wracał czasami o 22 do domu tak napity, że szkoda gadać... a jego rodzina ma to w dupie. Siostra miała to gdzieś nie wiem dlaczego dla niej było to tak bardzo obojętne, ale dla mnie nie i mam nadzieję, że nie popadnę nigdy w alkoholizm, bo szczerze lubię sobie popić i niczym się nie przejmować...
    Ogólnie to mamę mam na weekendy, bo ma wolne, w soboty chodzimy zawsze do babci i do miasta, to jedynie wtedy mogę coś tam pogadać, ale w tygodniu to laptop i jedzenie są/ byli moimi przyjaciółmi, wracałam ze szkoły, albo ojciec jest albo nie, go i tak nic nie obchodzi, to kuchnia robię sobie jedzenie z tego co jest (u mnie obiady są tylko w weekendy) potem do kibla, wielka ulga, spanie w dzień, wstawałam znów coś jadłam, zobaczyłam mamę jak tam w szkole mówię jej co tam miałam i co dostałam i tyle się gada, kibel między tym w nocy nauka, lekcje, najlepiej mi w nocy się uczyć mam ciszę spokój , jestem już zawsze po "tym" więc mogę działać i czasami właśnie w nocy zjem normalnie, a i w nocy ćwiczę też, czyli praktycznie rano śniadanie normalne i w nocy coś normalnie bez wymiotowania... i jeszcze jak miałam chłopaka pierwszego to strasznie chciałam mieć psa cocker spaniela złotego, to on mi znalazł na necie tanio bez rodowodu, chciałam mieć właśnie takiego przyjaciela w domu, ale niestety ten pies też ma mnie gdzieś, mimo że spędzałam z nią najwięcej czasu od małego to cieszy się jak zobaczy mamę po całym dniu i do ojca też leci a nie do mnie, w sumie to zwierze ale dobiło mnie te zachowanie, bo mimo wszystko to był mój pies i jechałam po nią ponad 100 km z siostrą, żeby kupić, wiem, że spaniele z natury są "głupie", ale jak każdy to i pies mnie olał... mama się nie zgodziła, ale miałam swoje oszczędności i pojechałyśmy, zawsze miałam koty od małego i też je przygarniałam z ulicy do mieszkania, ale że mieszkam na parterze one na noc wyskakiwały przez balkon latem i wracały a czasami nie... najdłużej miałam jednego ponad 3 lata i tak robiłam jeden zginął to z ulicy jakiegoś małego znalazłam i do domu, mama szału dostawała ale lubi koty dlatego się zgadzała, ojciec ich nie tolerował i się pluł, że biorę te brudasy z ulicy, ale ja zawsze gdy widzę bezdomne zwierzę to nie mam serca, żeby chociaż nie pogłaskać czy wziąć takiego brudnego, zapchlonego kota na ręce z chorobami, jakoś mnie to nie rusza, zwierze to zwierze, nie jego wina, że idioci je wyrzucają...
    Właśnie muszę przed maturą już to skończyć jak najszybciej, bo wtedy nie mogę się skupić na nauce wiadomo, a zależy mi zdać ją jak najlepiej może mi się odmieni z tymi studiami zobaczę, ale tak czy siak z biologii już zrezygnowałam, więc zastaje mi angielski i chemia po których nic ciekawego nie mogłabym robić, żeby "się dorobić"...
    Owszem czuję ulgę, że mogę się wygadać, bo choćbym to samo pisała, mówiła komuś z otoczenia kto mnie zna, to pierwsze bym usłyszała idź do psychiatry, lecz się dziewczyno i uważali by mnie za kretynkę a ja sobie chcę udowodnić, że da się samemu, bo po co komu na siłę iść do "specjalisty" skoro samemu nie chce z tego wyjść? bez sensu, wszystko zależy od nas
  • psot.ka 06.02.14, 21:30
    Śledzę na bieżąco wpisy na forum. Czytam, czytam i widzę ile miałam-mam wspólnego z Wami...
    Od mojego pierwszego wpisu na forum postanowiłam zmienć swoje życie na lepsze, porzucić swoje pielgrzymki do toalety. Winikiem tego było pogarszający się stan zdrowia, niestety wcześniej czy później bulimia da o sobie znać...
    Moim zdaniem poradniki, wizyty u psycho nie pomogą na tyle co rozmowy z osobami które przez to przeszły lub nadal przechodzą. Można się wzajemnie wspierać, motywoawć do działań,,,,
    Od jakiegoś czasu jestem w bardzo dobrym kontakcie z dziewczyna, która również zawitała na forum. Obie się wspieramy i pokazujemy że można żyć dalej...
    Jeżeli chiałybyście pogadać, wyżalić sie to służę pomocą, napiszcie maila pod adres tynkaa_01@wp.pl Na początek zapoznajcie się z moja, która oczywiście znajduje się w forum.
    Pozdrawiam i trzymam za Nas wszystkich bulimików kciuki :-)
  • flopitek 07.02.14, 08:49
    ilivememories, odrzucona Chwilę mnie nie było, bo nikt nie pisał, ale cieszę się, że trafiłyście na mój wątek.

    Dziewczyny tak strasznie mi przykro, ze przechodzicie przez to a z drugiej strony tak mnie wk..., że znowu okazuje się, że to, że wpadamy w łapy tej cholernej choroby, to zazwyczaj kwestia pewnego niedostatku emocjonalnego w domu. Ja podbnie jak odrzucona miałam ojca alkoholika i to był powód dla którego moja niska samoocena wepchała mnie w łapy bulimii. Nie jest zresztą ważne czy to wina matki, ojca, brata ważne dziewczyny żebyście miały świadomość jak wielką wartość stanowicie i nie jest ważne czy wazycie 50 czy 60 kg - waga poniżej 50 kg, to nawet przy wzroście 155 cm jest już mało.

    Przepraszam, długie były wasze opisy i juz się pogubiłam w faktach z waszego życia, ale ważne że piszecie o tym, ze walczycie, o każdy dzień baz rzygania - to jest właśnie droga ku zdrowiu. Tego się nie da rzucić z dnia na dzień jak papierosy.

    Niestety, efektem bulimii jest wiele negatywnych rzecz, które będą się dziać z waszym ciałem i naprawdę czas na to żeby zawalczyć o siebie, o swoje zdrowie, wygląd. Im wcześniej tym lepiej.

    Z tego się da wyjść, jestem tego przykładem. Wszystko się ułoży, tylko musicie podjąć walkę. Musicie podnieśc głowy wysoko do góry i codziennie powtarzać sobie, ze przecież "nie ma takiej drugiej jak ja, to moje życie i będzie zależeć własnie ode mnie". Sa pewne rzeczy, których nie zmienicie i trzeba przyjąć to na klatę. Ale to nie Wasza wina, ze ojciec pije, albo matka jest nieczułą... nie skończę, przepraszam. Sama jestem matką, mam 2 córki i nie wyobrażam sobei takiego zachowania matki w stosunku do dziecka.

    Mnie się życie pięknie ułożyło - mam fajną figurę, która utrzymuję bez diety i myslenie o kaloriach już od czasu wyzdrowienia czyli 9 lat, a mam już 30 lat, dwoje dzieci. Dodam, ze pochodzę z biednej rodziny - nigdy nie mieliśmy swojego domu, bo ojciec zamiast myślęc o budowie wolał pić. A teraz dzięki dobrym studiom mam niezła pracę, którą dostałam bez znajomości, pieknie urządzony dom, męża abstynenta!

    Wszystko się ułoży, ja wam to gwarantuję, tylko walczcie o siebie!

    Myślę, że takie wirtualne wspieranie siebie może wam naprawdę pomóc, skoro w realu nie macie osoby, której mogłybyście zaufać i się na niej wesprzeć. Dla mnie oparcie właśnie w kimś i podzielenie się tym, ze choruję było pierwszym krokiem do wyzdrowienia.
    Przeczytajcie moje poprzednie posty - jest kilka praktycznych wskazówek jak sobie radzić z napadami głodu itp.

    Ściskam Was wirtualnie i będę się cieszyć jeżeli napiszecie jak Wam idzie.


  • ilivememories 07.02.14, 11:35
    Ja jestem wlasnie w szkole i tak jak sobie powiedzialam wczoraj, ze dam rade i tego nie zrobie, tak nie zrobilam, wygralam dzien i jestem dumna. W koncu udalo mi sie chociaz jeden dzien oderwac od tego i mam nadzieje, ze dzis tez tak bedzie, najwazniejsze to siegac swiadomie po jedzenie w moim przypadku i w jakich ilosciach to zrobie, wytrzymam, dam rade, bede walczyc do konca powtarzam to sobie, gdy mysle o jedzeniu, do dziela!
  • misbrunatny 07.02.14, 13:12
    Trafiłam na ten wątek, bo moja siostra boryka się z bulimią. Choruje od 6 lat, ale przez pierwsze 4 lata ukrywała skutecznie ten fakt przed całą rodziną (mimo, że z mamą domyślałyśmy się, że coś się niedobrego dzieje, siostra wypierała się). Rodzice zabrali ją ze studiów z innego miasta (studiowała dwa kierunki) i zabrali do domu, bo ewidentnie nie radziła sobie ze sobą - oprócz objawów typowych dla bulimii przepuszczała każdą ilość pieniędzy, zapożyczala się, kradła... Zaczęła terapię u psychologa, ale nie była szczera z ta kobietą (w zasadzie, po prostu nie chciała się leczyć, nie stosowala się do jej zaleceń takich jak prowadzenie dzienniczka, odmawiała terapii grupowej czy na zamkniętym oddziale) i po roku pani psycholog odmówiła dalszego prowadzenia terapii mojej siostry. Rodzice zawieźli siostrę do psychiatry. Początkowo po lekach psychotropowych byla duża poprawa, w zasadzie myśleliśmy wszyscy, że idzie ku lepszemu... Jedzenie już nie znikało, psychicznie też wyglądalo to dużo lepiej. Marzeniem mojej siostry bylo wrócić na studia na jeden z porzuconych kierunków, uwielbia także jazdę samochodem. Ponieważ była duża poprawa, rodzice zgodzili się na te dwie rzeczy. Niestety, po pewnym czasie koszmar wrócił, a właściwie jest jeszcze gorzej. Siostra oprócz bulimii zażywa tabakę (co podobno nie jest jakieś groźne dla zdrowia), miała też zawsze pociąg do alkoholu. Ostatnio jednak pije - czasem tylko trochę, ale codziennie, a czasem wypija mega ogromne ilości... Byc może odreagowuje w ten sposób stres związany ze studiami, poprawkami, albo tez faktem, że ostatnio nieco przybrala na wadze - waży 50 kg przy wzroście 164, ale wg mnie wcale tego nie widać, jest strasznie chuda... No i znowu znika jedzenie, kradnie tez moim rodzicom pieniądze. Nie wiemy też, czy zażywa w ogole nadal te leki od psychiatry, a nawet jeśli tak, to przecież w połączeniu z alkoholem nie wiadomo, jak one dzialają! Kiedy siostra wrócila kiedyś samochodem pod wpływem alkoholu, rodzice zabrali jej samochód - uważa, że nie mają racji, że niesłusznie ja ukarali. Z takich jeszcze dodatkowych rzeczy, które nakreślą kontekst - jesteśmy normalną rodziną, niemniej siostra zawsze czuła się inna, przez nas niezrozumiana, krzywdzona. Nie lubi z nami przebywać, denerwuje ją np. jak jemy (zawsze tak było). Siostra nie ma chlopaka - jakiś czas temu przezyła zawod miłosny, chłopak zabawil się nią, ewidentnie na nią nie zaslugiwal (dupek), ale ona się na niego uparla i przeżywa to rozstanie. Mnie na co dzień nie ma w domu, najpierw studiowałam w innym mieście, a teraz pracuję tez daleko od domu. Ale wiem, że moi rodzice się męczą, bo nie wiedzą, jak pomóc... Naprawdę bardzo ją kochamy, jest wspanialą dziewczyną, ma talenty plastyczne, potrafi też wysluchać, byc wsparciem dla innych, jest wspaniałą gospodynią (piecze, gotuje, dba o porzadek). Ale przez tą chorobe nie jest sobą... Nic do niej nie dociera, na nasze argumenty znajduje absurdalne wytlumaczenia. Wydaje mi się, że nie ma żadnej rzeczy, która by ją cieszyla, nie ma żadnego celu, ani nawet bliskiej osoby (nas - rodziców i mnie - traktuje jak wrogów). Do jednej strasznej choroby, jaka jest bulimia, ostatnio doszedl jeszcze ten alkohol... Siostra nie chce jednak wyjśc z tej choroby. Jak mamy jej pomóc? Czasem brakuje już sil... Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji?
  • odrzucona89 07.02.14, 19:41
    Ja muszę się przyznać że nadal jestem słaba w stosunku do tej choroby...ale czuję jakby maleńką poprawę...od pierwszego wpisu(chyba 3 dni) pierwszy raz w życiu stanęłam przed lustrem i powiedziałam sobie: " dzień dobry!ładna z ciebie babka..."...i z postanowieniem że dziś zjem śniadanie...wyszłam z łazienki (po porannej toalecie nic więcej)...ubrana i szczęśliwa że coś we mnie się rodzi nadzieja...napatoczyłam się na matkę...ta mnie zmierzyła...i powiedziała że takimi ludźmi jak ja się brzydzi...chciała tu zaakcentować moją chorobę...nie wiem czy chciała w ten sposób jakoś mnie zmotywować...ale to można porównać tylko do bicia kijem...no i przegrałam cały praktycznie dzień...miałam postanowienie szłam z uniesionym czołem i co???BACH!(żeby nie przeklinać)...

    ale i tak jutro wstanę i powiem to co powiedziałam dziś do lustra...ale teraz będę już silniejsza...te forum jest w pewnym sensie moim orężem...i choć daleka jest droga przede mną ...nie mogę powiedzieć że jest poprawa..ale coś się jednak zmieniło-inaczej się czuję...o!czuję się zrozumiana!

    Mam pytanie: jakie macie menu ? co jecie na :śniadanie a obiad (o kolacji nie mówię...bo się staram nie jeść na noc...bo nie chcę zwracać przez pół nocy- wystarczy że tracę część dnia na to cholerstwo) i jeszcze jedno pytanie: co robić z wieczornym wilczym apetytem, jak to stłumić?(napisałam wieczorny-tak - bo takiemu niestety się poddaje w weekendy - pech)...Chce poznać wasze menu bo chce mieć jakiś wzór do pobrania...to musi być coś lekkiego, coś czego się nie czuje na żołądku a jednocześnie syci...-kiedyś moja przyjaciółka mówiła żeby wyjść z tego małymi krokami np: 2 wafle ryżowe i sok pomidorowy do picia(jak to lubi)

    jest mi lżej że ktoś mnie wysłuchuje...wcześniej to tylko mogłam mówić do ściany...no i do królika jak żył (fajnie no nie)...

    mam dziwne wrażenie że ustrojstwo zwane wagą jest "złe"...mam ochotę je walnąć młotem do burzenia ścian...tylko taki młot waży ok 6kg...boję się taką masę unieść nad głowę...(sorry to nie na temat ale nie wiem czemu w mojej głowie brzmiało to dość "śmiesznie" ...)

    Pragnę podziękować za "wysłuchiwanie" mnie...ciesze się, bo pierwszy raz nie słyszę: 'przestań biadolić"...

    P.S: tu na kaszubach tabaka jest swoistym lekarstwem na katar...to czysty tytoń z domieszką pieprzu i się go wciąga by kichnąć...ponoć w droższych tabakach był skuszony bursztyn...ale to nie na temat-przepraszam...

    trzymajcie się !!!ja już wiem-jednak chce walczyć(będzie ciężko)
  • flopitek 09.02.14, 21:30
    ilivememories tak trzymaj, oto właśnie chodzi,żeby się zaprzeć, podjąc tę walkę. Jeszcze nie raz może Ci sie nie udać wytrzymać cały dzień, ale tych dni "czystych" będzie coraz więcej i w końcu się uwolnisz!

    odrzucona wiesz, Twoja matka kocha Cie na pewno, nie umie tego okazać, może ma o cos zal do ciebie czego sobie nawet nie uswiadamia i stad to zachowanie. Nie wiem, ale przydałoby się ją palnąć w łeb na opamiętanie.
    Dobrze, że czujesz, że coś się zmienia, napełanić cię zaczyna siła, chęć zmiany i wzrasta poczucie własnej wartości a przy tym przychodzi świadomośc, że dlaczego nie miałabyś dać rady.
    Napisze po raz setny - nie da się po prostu przestać to robić, to jest proces i każdy nawet najmniejszy krok się liczy, bo to krok do przodu.

    Co do menu, to ja zaczęłam jeść lekko, mniejsze porcje, jadłam pomału żeby do mózgu zdążył dotrzeć sygnał, że jestem już pojedzona zanim opchałam się za dużo. Nie jadłam białego pieczywa, bułek tylko razowe. Dużo owoców jak tylko czułam się głodna między posiłkami - przede wszystkim jabłka. Jednakże diety jakoś dratsycznie nie zmieniałam, bo precież chodzi o to, żeby normalnie funkcjonować, jeść normalne posiłki a nie z bulimii przejśc na dietę. Ważne żeby jeść tylko tyle żeby zaspokoić pierwszy głód. Wszystko co potem wlecialo mi do brzucha odczuwałam jak "kamienie", których chciałam się pozbyć. Owszem, przytyłam po jakimś czasie trochę, ale potem znowu waga sama spadła, kiedy organizm się ustabilizował i teraz od lat już oscyluje na podobnym poziomie + - 1 kg.

    Dlatego uwazam, że wafle ryżowe i sok pomidorowy to nie jest dobre rozwiązanie. i tak przez bulimię mamy duże niedobory, bo się nie zdązy wiele rzeczy wchłonąć, więc warto już teraz zadbać o to żeby to było zdrowe i pełnowratościowe jedzenie.

    Poza tym moja rada taka, żebyś nie rezygnowała całkime z kolacji - tak do 19.00 jeżeli chodzisz spać 22:00 spokojnie możesz zjeśc coś lekkiego np. musli na mleku. No i staraj się po każdym posiłku albo nawet w trakcie być z kimś - nawet mamą, siostrą czy bratem czy kimkolwiek kto zajął by cię rozmową. najgorsze jest jedzenie w samotności, totalnie bez kontroli. mnie pilnowały oczy mojej mamy i chłopka, którzy wiedzieli o wszystkim, wstyd mi było obżerać się przy nich, a poza tym jak już posiedziałam z 30 min, po posiłku, to ta chęc zwrócenia nie była już tak silna jak zaraz po jedzeniu. No i wstyd bylo jednak isć do łazienki i rzygać jak oni wiedzieli co ja tam mogłam robić.
  • ilivememories 10.02.14, 03:47
    Odrzucona: Nie bylo mnie od piatku juz potem, bo w sumie poczulam wielki wstyd ze pod koniec dnia przegralam i poprostu znow sie zalamalam na weekend powod? Sytuacja rodzinna i znow od nowa sie motywuj... ale wracajac do tego co chcialam napisac o menu to ogolnie w czasie bulimii zawsze jem sniadania ktorych nigdy nie zwracam zawsze sa to normalne porcje, bo musze dac rade w szkole myslec i funkcjonowac oraz dojsc a troche mam... wiec zazwyczaj gotuje platki owsiane na mleku dodaje rodzynki, ziarka ze slonecznika, dyni, rodxynki, siemie lniane co mam w domu, nigdy nie mam normalnych platek, bo znikaly po dwoch dniach wiadomo dlaczego i mama nie kupowala, tak wiec to jem, nawet nie wiem jaka to ilosc, bo jestem takim leniem ze jem z garnka, ale pewnie talerz by wyszedl albo gotuje jajko na miekko + kromka chleba z wedlina zoltym serem salata pomidorem i zielona herbata z mieta i cukrem cala szklana - to jest moje sniadanie odkad pamietam, bo je lubie wiec z rana nikt mnie niczym nie zdenerwuje i nie mialabym czasu wymiotowac... w szkole w tamtym polroczu zawsze jadlam paczka i pilam kubusia, ale przez to wlasnie troche sflaczalam, wiec teraz to roznie, czasami jak mi sie zechce to zjem jakiegos batona czy tam inne slodkie cos, bo zawsze mi sie chce cos takiego w szkole no i teraz zaczelam pic wode, zeby oczyszczac organizm ze wzgledu na stan mojej cery i tak to wyglada dopoki nie wroce do domu, bo przeciez roznie bywa jak wroce... obiadow nie mam od pn do pt, wiec jestem szefem kuchni, czasami znow wsune kanapke albo jogurt, czasami mam jakas salatke ze sklepu w sumie ciezko tak mowic mi teraz o menu jak nadal siedze w tym bagnie, ale wazne zebys chociaz pozywne sniadania jadla, ja w gim moglam nic nie jesc do 15 a wracalam do domu i potem atak lodowki a i ja mam jeszcze takie cos ze biore suplementy zawsze zeby miec ladne wlosy i pazury codziennie tran i olej z wiesiolka czasami lykam takie cos CP z apteki na porost wlosow i lutym koncze kuracje drozdzami tez na porost i cere i pazury a to pije sie 3 msc i potem miesiac przerwy w sumie to nie menu ale tak przy okazji xd i ja siedze w ksiazkach nocami wiec tez zawsze robie tak, ze na noc zjem nawet przed spaniem jakis jogurt... ale pamietam ze jak mialam przerwe od bulimii to na poczatku pisalam dzien wczesniej przez jakis czas co jesc i o ktorej jakies zdrowe jedzenie zawsze bylo a potem jadlam normalnie i na to nie patrzylam co ze to pizza czy cos ale wazne bylo zeby nie przesadzic, jak wychodzilam ze znajomymi to calkowicie sie nie przejmowalam... nie wiem jak bardzo masz rozciagniety zoladek bo np ja na poczatku jak chcialam jesc normalnie sniadania tam daaawno to automatycznie samo mi sie cofalo...
    Nie wiem czy cokolwiek doradzilam ale bede tu wracac bo jednak znow czuje ulge po napisaniu komentarza i sile do walki po tym okropnym weekendzie, coz nowy tydzien probujemy od nowa ale powiem ze po czwartkowej przerwie od tego w piatek czulam sie zupelnie inaczej inne samopoczucie oczywiscie na plus mniejsze zmeczenie stan cery wiecej sily i nie mialam problemow z metabolizmem tylko czulam sie czesciej jakby glodna wtedy wiec w czwartek siegalam juz w domu po owoce i pilam ta wode wiem ze od tego jeszcze bardziej sie jest glodnym ale musze uzupelniac wlasnie witaminy w tym tygodniu obiecuje sobie ze przez 3 dni wytrzymam bo siostra przyjezdza wiec na pewno sie postaram i pewnie juz mi treningi wyjda, bo niedlugo zawody, wiec nie bede miala czasu myslec a jak wyjdzie zobaczymy, chyba za dlugie komentarze pisze.
    Dobra, walczymy walczymy damy rade kiedys na pewno nam sie wszystkim uda, teraz juz sie nie moge poddac
  • odrzucona89 11.02.14, 06:18
    Witam.

    Wybaczcie moje milczenie- sesja się zaczęła (życie studenckie...)

    Weekend dla mnie to była istna tragedia,dlatego nawet nie będę komentować...
    Natomiast poniedziałek dał nadzieję...Wiem, że to nic ale zjadłam śniadanie!fakt niektórzy by powiedzieli że to śniadanie to nic( 1 wafel ryżowy z MAŁĄ warstwą pikantnego keczupu + sok pomidorowy+ mandarynka)--> mandarynkę zjadłam w miejscu publicznym (czekałam na pociąg), a soku nie wypiłam na raz tylko rozłożyłam na "raty"(gdyby patrzeć na ogólny czas skonsumowania śniadania to oko.45min...)-ale liczy się fakt że nic nie "oddałam"-to można chyba przypisać jako mały sukces...muszę przypomnieć że waga moja waha się między 37,8-38,8kg więc intuicja mi podpowiada żeby coś małego zjeść ale zjeść...na razie jak patrzę na kawałek ciemnego chleba, coś mi piszczy w głowie: "stara ale to w cholere za dużo-zobacz jakie to ciężkie"--> wniosek jest taki, że trzeba troszeczkę poczekać, ale dojdę i do tego...o obiedzie lepiej nie wspominać...a zdołowana nie "udanym obiadem" nie myślałam już o jakiejkolwiek kolacji...bo po obiedzie wszystko poleciało na łeb na szyje...ale dziś jest nowy dzień i zacznę znowu walczyć...i serio jestem zadowolona z wczorajszego śniadania...niby nic,ale znaczy dla mnie dużo..."to jakiś przełom" :P

    wasze menu sobie spisałam...jak poczuję,że czas na następny krok to je "zweryfikuję" ...i patrząc na nie będę planować menu na cały dzień...i żadnych odstępstw...o!jak Wy powstrzymujecie chęć podjadania słodyczy(jakaś czekolada bądź ciastko) ,albo jakieś inne "a'la" przekąski:chipsy(bo nie sądzę żeby to były słodycze)...osobiście moje kupki smakowe kochają wszystko co ostre i pikantne(muszę chyba do Indii wyjechać), za słodkościami nie za bardzo się oglądam...ale nie mniej jednak czasami (w sumie w tym stanie to częściej)mam ochotę z tych rzeczy pochłonąć...to jakaś masakra...pisząc o odstępstwach właśnie o tym myślę...rozumiem że gorzka czekolada może być (kiedyś jak jadłam TYLKO owsiankę i jabłko, maks 2 jabłka na dzien to pozwalałam sobie na "szaleństwo" w niedzielę i jadłam 3 kostki c. czekolady-ale i to przestałam jako tako jeść)...

  • flopitek 13.02.14, 13:58
    drzucona dawaj du..ę na kolano :) hehe
    A tak serio, to kto Ci powiedział, że powiesz sobie dość i nagle przestaniesz to robić? Co ja powtarzam od początku wątku - to jest proces. Musisz tylko wstać po upadku i walczyć dalej i własnie to robisz. Takich wpadek bedzie jeszez wiele, a moze nawet bardzo wiele, ale dni "czystych" będzie też coraz więcej.

    Szczerze, to mnie przeraża Twoja waga. Cieszę się, że zaczynasz jeść śniadania. Co prawda trudno to nazwać treściwym posiłkiem, ale od czegoś trzeba zacząć. Musisz jeść tak, żeby to wszystko być w stanie utrzymać w brzuchu do strawienia. Ale zacznij choć po trocszkuj jeśc "normalnego" jedzenia, bo ci za chwilę sił braknie, zwłaszcza, ze studiujesz i potrzebujesz kalorii żeby myśleć.

    Co do słodyszy, to dobre jest jakieś musli np., albo owoce, szczególnie jabłka - są słodkie, a lekkie i niezbyt kaloryczne.
    czipsy to syf nad syfy - staraj się tego nie jeść, bo wartości w tym żadnej a kalorii pustych mega.

    Czemu lubisz ostre i słodkie? Ano z prostego powodu - ciągłe rzyganie upośledza nasze kubki smakowe i wszystko co nie jest wyraziste w smaku dla nas jest "bezpłciowe".

    Powodzenia i walcz, walcz !!!
  • ilivememories 13.02.14, 22:19
    Dziewczyny mam jeszcze pytanie, czy bialy nalot na jezyku to jest skutek bulimii, ze cos w zoladku nie tak? Bo w sumie jak bylam dzieckiem tez mialam jakis czas tego chyba grzyba, ale teraz sie zastanawiam czy to jednak nie jest od wymiotowania...
  • odrzucona89 14.02.14, 11:35
    luz bagietka...poczekaj jeszcze dwa dni...biały nalot na języku jak już wcześniej napisałaś to może być grzyb (ja wolę delikatniejszą wersję: "grzybek", ponieważ nawet gdy masz bulimię organizm go zwalczy), no ewentualnie to oznaka przyziębienia -ale lekarzem nie jestem więc...poczekaj jeszcze jeśli stan się nie zmieni trza zacząć działać....mogę powiedzieć że ja nie mam nalotu ...no a jestem na początku baaaaaardzo długiej i krętej drogi...no właśnie...dziś jest dzień gdzie na starcie przegrałam-może dlatego że moje śniadania są jak "z dnia świstaka"???-codziennie tak samo...no cóż...trza wstać otrzepać się i próbować dalej -powiem że najgorsze są obiady...nałożę swoją porcję która mi odpowiada,ale niestety do akcji włącza się mój ojciec i dokłada mi wszystkiego podwójnie...to jakaś masakra...mówi: "jedz,jedz -bo musisz"...ale to koniec końców daje odwrotny efekt...sama jak wiadomo jeść nie mogę...ale coś się wykombinuje...np :własne menu...i git...(chyba)

    Droga Flopitek (przyznaję nie umiem odmienić tej "ksywki")-źle mnie zrozumiałaś (może dlatego że jak zaczynam pisać to wpadam w potok słów)- uwielbiam pikantne rzeczy, natomiast słodkie mnie odrzucają...mam smak :P

    zauważyłam, że rutyna przy bulimi nie jest wskazana...to też jest krok...wniosek:codzienne inne menu...i walka :D

    muszę wspomnieć że częściej się uśmiecham, i postanowiłam częściej okazywać swoje uczucia (złość,radość czy nawet przygnębienie) wcześniej byłam neutralna...zawsze ta sama mina...koniec z tym ! :D
  • odrzucona89 15.02.14, 09:52
    chcę się pochwalić...dziś zjadłam na śniadanie owsiankę (z cynamonem) + jabłko...fakt robiłam to w ratach...ale zjadłam...usiadłam przy mojej ukochanej książce czytałam i jadłam...i jak dojechałam do końca rozdziału okazało się że zjadłam ostatni "ząbek" z jabłka, a miseczka po owsiance (ok 330ml) już dawno była pusta...może to mało..ale to jest krok...i nie myślałam o "sprzężeniu zwrotnym" bo mnie "lektura" wciągnęła...

    fakt mam gorsze dni ...gdzie nawet śniadanie nie wejdzie...(śmiesznie to brzmi skoro od nie dawna walczę)...nie mniej jednak sądzę, że progres jest :D...wiem piszę w kółko to samo...ale nie wiem jak wyrazić swoją "dumę" z tego że owsiankę zjadłam (hahaha)...

    wiem że mnie nie widziałyście...ale pewnie domyślacie się że byłam(i niekiedy jestem) blada z powodu choroby...dziś po śniadaniu...(jak wstałam w końcu) poszłam do lustra i zauważyłam rumieńce...delikatny róż na policzkach-przyznam że dodaje to uroku i "fikuśnie" wygląda...

    no ale przede mną jeszcze dzień cały...i tu się boję...obiad...boję się że skończy się masakrą...chce sobie zrobić sałatkę(chociaż tyle)...ale według moich rodziców obiad bez mięcha i "kartofli" to nie obiad...a po takich daniach czuję się jakbym kamieni się najadła...nawet po małej porcji...samo mięso (nie dość że zawsze smażone) to do niego jakiś cholerny sos...masakra...mam 25 lat(muszę wspomnieć że wyglądam jak trzynastolatka-niski wzrost,i nie mam żadnych zmian skórnych typowych dla mojego wieku...nawet "kurzych łapek ")a zmuszają mnie do jedzenia czegoś czego w ogóle TERAZ nie chcę jeść...muszę im to jakoś wbić do makówek...
    ...tylko boję się matki...w ciągu dnia potrafi mnie z 15 razy zbluzgać i 20 razy opieprzyć -ot tak bo żyję... dla przykładu -wczoraj odkurzałam meble ścierką to zostałam powyzywana itp, ponieważ ścierałam kurz nie tą stroną...wiecie od razu poczułam kamienie w żołądku i dalej wątku nie będę rozwijać...jestem przewrażliwiona na jej krzyk...jak ją niekiedy słyszę bądź widzę dostaje niemal że epilepsji ...ehhh...no i entuzjazm znikł...ale nie mam ochoty iść do "porcelanowego ucha" -->wezmę książkę i poczytam sobie.. :P

    hej :*
  • ilivememories 15.02.14, 17:10
    Kurcze pisalam komentarz przed poludniem z telefonu i teraz zobaczylam ze sie nie dodal...
    Swietnie, ze chociaz sniadania juz probujesz jesc, to dlugo potrwa zanim zaczna sie dalsze kroki, bo wiem po sobie jak mialam zanim zaczelam jesc normalnie sniadania, ja tez na chwile obecna jestem dumna raz w dniu robie, chociaz wiadomo najlepiej byloby w ogole nie wymiotowac, ale trudno mam slaba psychike i wole, w szkole mialam maly problem z nauczycielka w czwartek i to "przejadlam" dwa dni, oczywiscie jestem wsciekla na sobie zawsze po fakcie, bo gdy ide jesc a nastepnie to robic czuje sie jakbym byla w jakims transie nie mysle o niczym wylaczam sie, a potem dopiero sie zastanawiam ej dziewczyno co ty sobie robisz, przeciez to jest duzo jedzenia i to dobrego, ktore marnujesz, za ktore nie placisz i tak w kolko... co do wzrostu tez jestem przeciez niska i nic nie poradze skoro zaczelam to robic w okresie dojrzewania, ktory jest najwazniejszy dla organizmu, teraz mecz sie korduplu i narzekaj za wlasna glupote... blada tez jestem cale zycie, znaczy na wakacje na sile wrecz sie opalam i pomagam sobie czasami solarium, zeby mi nie mowiono jaka ja blada taka siaka i owaka, w gimnazjum jeszcze na poczatku z mojej bladosci zawsze mi dokuczano, potem zaczelam sie bac, myslac ze moze mam bialaczke, bo moj dziadek zmarl od niej...
    Co ma byc to bedzie, tymczasem trzymaj sie i nie poddawaj!! :)
  • naina111 18.02.14, 18:27
    Na początku tylko wymiotowałam (przy 170cm 65kg) i nadal normalnie jadłam i ogólnie wszystko było w miarę normalnie. Potem na jakiś czas z tym skończyłam. Po 2 latach (171cm 61kg) moje ciało zaczęło mi przeszkadzać. Zaczęłam więc głodówkę. Moja rodzina, przyjaciele i wszyscy inni nic na początku nie zauważali, a ja praktycznie nie jadłam nic i straciłam całą energię. Myślałam tylko o tym by nie jeść, oraz o tym że jestem paskudna(171cm 54kg). Gdy moi znajomi i rodzina zoriętowali się że coś jest nie tak, starali się mi pomóc. I jestem im naprawdę wdzięczna i ich kocham, ale porady typu ,, zacznij jeść, przecież jesteś szczupła" niebardzo pomagają. Miałam napady łez i krzyków(171cm 52kg). W przebłyskach zdrowego rozsądku naprawdę chciałam z tym skończyć i nawet (kilka osób mi to radziło) chciałam pójść na terapię, ale myślałam żesobie poradzę, że będzie lepiej. Ale tak nie jest, a ja chcę się czasami pociąć i z tym skończyć, bo załamuje mnie myśl o tym jak bardzo zawaliłam swoje życie, które się tak naprawdę jeszcze na dobre nie rozpoczeło. Tylko nawet podczas tych momentów nie potrafię, jestem wręcz przerażona samym pomysłem tego, że utyję chociaż gram i nienawidzę się coraz bardziej każdego dnia(171cm 45kg).
  • odrzucona89 18.02.14, 19:49
    Droga naina111
    Ja Cię rozumiem...czuję ten sam ból...nienawidzę swojego ciała...choć walczę z tą chorobą/nałogiem od niedawna...ostatnie dni to same porażki...cały czas słyszę przytyki mojej matki...zjem...matka nabluzga na mnie...czuję kamienie i obrzydzenie do siebie...no i wio do "porcelanowego ucha"...po czym ryczę że marnuję jedzenie i swój czas...ale odkryłam coś przez te kilka dni kiedy chociaż śniadanie jadłam (dziś i wczoraj-sorry)...jednym z mich wrogów jest przyrząd o nazwie WAGA...jak jadłam śniadania nie wiem czemu pobiegłam by się zważyć...w ubraniu na czczo ważyłam 38,8kg a po 39,9 - no i takie w głowie wycie: "FFFFFFuuuuuuu!!!znowu tłuścioch ze mnie...prawie 40 kg a później już 50 kg i pójdzie wszystko na łeb na szyje!!!" i takie paniczne myślenie...chociaż przez trzy dni po takim ważeniu powtarzałam sobie jak mantrę że to jeszcze się nie rozeszło to tak jak bym trzymała danie w łapach ...i wszystko szło dobrze nawet pokonywałam te myśli...(fakt gorzej z obiadami a o kolacjach nie wspomnę...) szło dobrze jak już pisałam dopóki matka mnie zmierzyła wzrokiem i powiedziała: 'rany aleś ty wielka"--kuźwa co ona chciała przez to powiedzieć???nie wiem...ale nabawiłam się sprzężenia zwrotnego...dziś dzień przegrałam...ale jutro spróbuję...na śniadanie zjem samą owsiankę bez jabłka...bo wiem że znowu muszę złapać rytm jedzenia...my jako bulimiczki zapomniałyśmy jak jeść(też to odkryłam)- i tego musimy się nauczyć ...jako dzieci uczyli nas tego rodzice...no niestety ja muszę liczyć na siebie...pocieszeniem dla mnie(i wsparciem) jest to forum, ponieważ pokazuje mi że nie siedzę w tym sama,że są inne osoby które mnie rozumieją

    uwierz mi naina111 nie znam Cię osobiście, ale gdybyś mi to prosto w twarz powiedziała przytuliła bym Cię (wiem że dużo osób to wkurza...mnie też to wkurzyło gdy powiedziałam bratu o moim "schorzeniu"-teraz mu się zebrało na czułości!!!)...ale w ten sposób chce Ci powiedzieć, że wiem co czujesz i myslisz...dodatkowo podzielam Twój ból i sama też taki odczuwam...

    mogę tylko powiedzieć...że trzeba walczyć!kuźwa! to nasze życie i jak je wykorzystujemy!I nic nikomu do tego!(szkoda że nie myślę tak gdy mam "atak wstrętu" po zjedzeniu jakiegokolwiek dania)

    Trzymajcie się!!!chce walczyć! bo znam swoje "strachy" i już powoli zaczynam kumać jak z nimi walczyć...ale POWOLI...

    hej

    (sorry ...gdzieś się pewnie zapętliłam...ale mam nadal trudności w wyrażaniu emocji-zabawne bo malować i grać na instrumentach potrafię...)
  • ilivememories 18.02.14, 20:37
    U mnie waga w pokoju też jest problemem, ale nie potrafiłabym jej schować gdzieś w kąt... już kiedyś się wystraszyłam gdzie moja waga? i poszłam do mamy i ona ją miała, bo musiała pożyczyć do czegoś do pracy... ja już wymiękam ze sobą samą i tą bulimią, niby wszystko codziennie ok mniej więcej do 15-16 a potem słabnę, wymiękam... każdy mi mówi w szkole, że jestem nerwowa to wiem, ale już te samo gadanie mnie nudzi a zarazem drażni, wczoraj wychowawczyni do mnie powiedziała spokojnie mniej nerwów (nie wychodziło mi obliczenie na chemii i podeszłam do niej po lekcji, bo jakże mi by nie mogło wyjść???), moja ambicja mnie zniszczyła też a raczej nacisk na to, że musisz być najlepsza ze wszystkiego, nie cierpię tej presji, szczerze? czasami mi nie starcza czasu na "życie" zasypiam z książkami mój sen w ciągu tygodnia trwa może 3-4h, bo jeszcze marnuję go na swoją głupotę, za tydzień mam 18 a jak wpadłam do tego bagna tak siedzę... a i jeszcze chciałam powiedzieć to prawda, że bulimiczki nie znają chyba jakby porcji normalnego jedzenia, znaczy ja mogę zjeść śniadanie obiad, a raczej coś przypominające obiad ale potem jak poczuje głód to myślę czy za dużo nie wpakowałam w siebie... bez sensu.
    Jutro będę na pewno czysta do 16.30, bo dopiero wrócę ze szkoły+treningu, może znów mi się uda powtórzyć jednodniowy sukces jak dwa tygodnie temu...
  • odrzucona89 18.02.14, 21:45
    ilivememories! nie wiem czy będę pamiętać(bo ja od następnego tyg. zaczynam kolejny semestr)...ale przyjmij moje szczere życzenia...Życzę Ci byś wyszła z tego bagna,byś uwierzyła w siebie..by było coraz mniej tych porażek a więcej sukcesów...do celu :)!

    ja już nie opycham się tak...tylko jak coś zjem...to "bełt"....od tej pory gdy do mnie matka powiedziała "wielka"-to w mojej głowie rozbrzmiewa niczym grom...a tak jak mam "napad" to albo wychodzę z domu, bądź czytam książkę...albo wyobrażam sobie co bym na tym forum dziś napisała...jakie odczucia...i "piszę" w wyobraźni na tym forum...to mnie odciąga od myśli by coś wpier...ha! jakby się zastanowić poczyniłam postępy :D..poznałam swoje słabe strony...teraz muszę nauczyć się je ignorować(bądź unikać)...no i powolutku , w żółwim tempie do celu...

    zauważyłam że bulimia i anoreksja dotyka na ogół ambitne osoby...ja np studia inż. skończyłam ze średnią 5(nie- nie chwalę się...)...ale pamiętam że jak mój stan się pogłębiał to coraz ciężej było zdobyć te 5 lub 4,5....4 mnie mało rajcowało...teraz jestem taka zmęczona...że po przeczytaniu notatek dwa razy mam dość...i jak widzę 4,5 to się cieszę jak dziecko na Boże Narodzenie...ambicja ...pamiętam że mój promotor mówił mi :"dziecko uważaj, bo ambicje potrafią zabić"...nie wiedziałam o co mu chodzi...ale teraz chyba zaczynam kumać...

    najbardziej mnie wkurza że to co robię jest złe ,bezsensu i bezcelowe ...a mimo wszystko to robię...i denerwuje mnie fakt, że gdy chcę oparcia kogoś bliskiego-to nie mogę na nikogo liczyć...

  • odrzucona89 19.02.14, 09:27
    witam...

    tak jak wcześniej pisałam to forum jest jednym z moich nie licznych rozwiązań na to by nie zwrócić ...godzinę temu zjadłam śniadanie...wow!miseczkę (ok.330 ml) owsianki z cynamonem(lubię tę przyprawę...)na początku jadłam i czytałam książkę...jak zjadłam ha!dalej czytałam książkę...ale ile można czytać???zwłaszcza że po głowie chodzi mi myśl że się obżarłam jak świnia?to wstałam i zaczęłam po swoim śniadaniu sprzątać...i oczyściłam na chwilę umysł i usiadłam znów do książki...ale po jakimś czasie wróciła ta cholerna uporczywa myśl...wstałam i poszłam sobie zrobić kawę(tak należę do kawoszy...kooocham kawę!-nie czarną ale z mlekiem...chyba dzięki temu że dodaję mleko do kawy żyję :P )...tak czy tak kawa się skończyła, oczy bolą od czytania...tak więc postanowiłam uruchomić komputer i pisać (sorry za wyrażenie) o "dupie marynie" by tylko nie myśleć...i wiecie co???pomaga...zaraz się ogarnę i pójdę na spacer...taaa uroki sesji...nie ma zajęć i nie mam już zaliczeń...więc mam wolne...czyli muszę uważać by nie "za szaleć" ...nie myślę o obiedzie...zobaczy się...co ma byc to będzię...haha czuję przypływ mocy :D

    Z góry przepraszam osoby które mogły się wkurzyć tą wypowiedzią(bo w sumie jest bez sensu...)

    hej
  • flopitek 19.02.14, 12:41
    drzucona twoja wypowiedź wcale nie jest bez sensu. Bardzo dobrze pokazujesz jak trzeba sobie radzić z własnymi myślami po jedzeniu. Może powinnaś pisac bloga, skoro pisanie tak Ci pomaga? Na pewno zajmie czas i bedzie mieć charakter terapeutyczny - czasami coś co napiszemy na papierze ma całkiem inna moc niż to, co trzymamy tylko w swojej głowie.

    Trzeba szukać wszelkich sposobów, żeby stłumić ten impuls, który nas pcha w wiadomym kierunku. Z czasem on osłabnie aż zniknie zupełnie.

    Powodzenia dziewczyny - walczcie o każdą chwilę
  • flopitek 19.02.14, 12:51
    naina111 nie przegrałaś swojego życia - skomplikowałaś je sobie, ale jest czas żeby zacząć walczyć o siebie.
    Czujesz, że sama nie dasz rady - poszukaj terapuety. Czas skończyć użalać się nad sobą, bo to jest twoje życie i tylko ty naprawdę masz władzę nad tym, żeby przestać to robić. Bez twojej aktywności bezdzie tak jak jest czyli do dupy a z czasem coraz gorzej.
    Uwierz, że możesz zrobić sama coś ze swoim życiem i nie odkładaj tego na jutro, za tydzień, czy miesiąc, ale podejmij te walkę tu i teraz.


    A propos ambicji - ja licencjat bdb z wyróżnieniem a mgr z oceną bdb ze średnią jako 2 studentka na roku. Ambicja chyba rzeczywiście ma tu spore znaczenie :) Tyle, że ja zaczęłam walczyć i wyzdrowiałam już na 1 roku studiów, więc i siłę do nauki miałam spora.
  • odrzucona89 25.02.14, 18:09
    hej...
    opadłam z sił...czuję jakbym dostała łomem w łeb:
    1)wykładowca z pg (zawsze miał coś do mnie...zły chyba że się w ogóle urodziłam): każe mi iść na "dopytkę" inaczej..będę musiała warunek kupić(skandal!z tego przedmiotu mam laboratoria i ćwiczenia na 5! a wykładów u tego dziada nie moge o dziwo zaliczyć!!!)
    2)gdy się dowiedziałam o sytuacji na uczelni musiałam się napić chociaż wody...niechcącym walnęłam szklanką jakoś dziwnie w ząb...i sru...ukruszył się...
    3)(i chyba najgorsze)...u mojego ojca zdiagnozowano oponiaka rdzenia lędźwiowego...

    od trzech dni ryczę i zwracam....tak na zmianę...jem śniadanie owsiankę...patrzę na ojca...wstaję idę ryczeć do pokoju...a później biegnę wiadomo gdzie...i ten ząb...teraz to mnie wszystko dobija...nie mam sił...a już od tygodnia jadłam dobrze śniadania...nawet przerzuciłam się na większą miseczkę owsianki...ale te trzy dni cofnęły mnie znowu...najchętniej strzeliła bym sobie teraz w łeb...
  • ilivememories 25.02.14, 18:58
    Nawet nie wiem jak Cie pocieszyć... nie znam się na oponiakach, ale chyba można to usunąć jak każdy nowotwór, więc może akurat będzie dobrze i wszystko się ułoży... Moja siostra też tak miała, że jakiś wykładowca jej nie lubił i przez niego przesunęło jej się wszystko na czerwiec, przez ten przedmiot. Ja w sobotę zobaczyłam, że mam dziurę w zębie jakąś, więc też się załamałam, bo w piątek nic nie miałam jeszcze, a zęby przeglądam codziennie i nigdy nawet nie miałam chorych nie wiem co, ale na pewno kwas wyżarł... W niedziele wracam z treningu i wchodzę a tu skończyła się abstynencja u mojego ojca, cudownie jest teraz w domu.... A ja? dziś padłam na łóżko spać ja wstałam myślałam tylko o jednym czyli nie dawno i już jestem po "razie" . Nigdy nie zmądrzeje już chyba, chociaż teraz mam takie coś, że w ogóle nie mam ochoty jeść, ćwiczyłabym tylko. Jednym słowem porażka, dobrze, że jutro nie mam lekcji, bo ludzie mnie już denerwują
  • odrzucona89 25.02.14, 19:53
    próbuję się pocieszyć myślą: " upadki nie są złe, bo dzięki nim wstajesz by sięgnąć szczytów"..tak sobie teraz powtarzam...ale nie mam siły..ryczę i ryczę...aż wstyd...baba 25 lat, a ryczy jak dziecko...chce się do kogoś przytulić...więc się tulę do poduszki która jest już mokra od łez i innych wycieków z twarzy...a jeszcze w sobotę myślałam optymistycznie...już miałam plan by obejść zwroty obiadów...robić je sama!własne menu na obiad...przy matce która wszystko smaży na smalcu/oleju (fuj)...ale...uszło ze mnie gdy ojciec mnie poinformował o swojej chorobie...on ledwo stoi na nogach bo go bolą...i czuję do siebie żal...że go zawiodłam jako córka...bo jestem bulimiczką, i łajzą do potęgi n-tej która nie może zaliczyć(a raczej przeskoczyć kolesia) przedmiotu...

    odkryłam też że bulimiczką się jest i będzię...to jak alkoholizm...będzię do końca życia...tylko jak jest alkoholik nie pijący, to tak będzie z bulimiczką która nie zwraca... :C...smutne...
  • odrzucona89 18.04.14, 09:17
    dziś z samego rana poległam...

    teraz płaczę...nie dlatego że poległam...ale przy tym że mnie ojciec przyłapał na zwracaniu...czuję żal do samej siebie...

    czuję że potrzebuje pomocy, dialogu...ale..właśnie to "ale"...zawsze jestem sama ze swoimi problemami teraz co ja robię???siedzę przed kompem, piszę co mi leży na sercu i ryczę ja dziecko mimo że mam 25 lat!!!

    dziś jak nigdy wcześniej chce popełnić samobójstwo!!!wręcz błagam o śmierć!!!ja już mam dość!!!!!!!!!!

    dość sprawiania zawodu wszystkim dokoła zawodu...gdybym zdechła...popłakali by, pochowali by mnie, zjedli coś na stypie...a po miesiącu by już zapomnieli jak wyglądam...i by byli w końcu szczęśliwi że coś takiego jak ja nie przynosi wstydu ...

    mam dość...
  • ilivememories96 18.04.14, 12:30
    Nie rob tego! Nie warto. Kurcze dziewczyno ja odkad tu nic nie pisze mialam straszne mysli czulam sie jakbym byla w jakims innym swiecie mama miala mnie dosc i ze wzgledu na to ze wszystko w tajemniczy sposob znikalo z lodowki i nietylko i tez ze do wszystkich sie rzucalalam znow nie moglam soe skupic na szkole bo w mpjej klasie tez duzo ludzi mnie drazni i niestety kloce sie z nimi niezle ale potem w domu to odreagowuje dlatego duxo psob mnie nie lubi bo mysla ze.mpga wszystko powiedziec a ja nie skomentuje oj pgolnie co tu gadac... usunelam konto ale mimo to przychodzily mi ppsty.na emaila a teraz jak przeczytalas od razu zalpzylam ponownoe konto, pomysl ze ktos Cie czyta np ja i woem co czujwsz, ja nie wygralam walcze wlasnie od wczoraj i mniej tp robie bo juz.mpja siostta na swieta przyjechala nie poddawaj sie, ja sie odizolowalam od resxty i.lepiwj mi na tym wychodzi
  • odrzucona89 18.04.14, 13:39
    jestem sama... i ciężarem dla rodziny...mam wrażenie że moje imię to : hańba...zawsze słyszałam to słowo...że wstyd przynoszę rodzinie i hańbę...i dodatkowo mój dawny wygląd-prosię ,tucznik,świnia...mój brat mówił że jak jem schabowego to znaczy że jestem kanibalem...a teraz???a teraz boję się przytyć...jestem w potrzasku...to co robie jest złe i wiem,ale z drugiej strony boję się powrotu tych wyzwisk i przytyków ...jestem zmęczona tym wszystkim...chce zasnąć na amen...cisza i spokój ...jestem słaba...i z całą pewnością hipokrytką...nie tak dawno dawałam otuchy na tym forum...a teraz...ehhhhhh...szkoda słów na mnie i czasu...od urodzenia byłam przegraną personą- jak to matka mówiła i mówi...wstyd mi teraz chociażby że się nad sobą użalam...ale nikt inny mnie nie pieści (że tak powiem)...gdy płaczę to nie w ramię osoby mi bliskiej tylko w pluszowego wielkiego pingwina(mam hopla na punkcie pluszowych pingwinów)...ale Genio(tak pingwin ma na imię-mój ulubieniec) nie odpowie mi...widzicie ludzie???jestem zdrowo rypnięta w czerep...jak ja bym chciała sie przytulić do kogoś,kto mnie kocha...

    dodatkowo wyjeżdżam na święta nad morze...więc nie wiem czy będę miała w ogóle dostęp do internetu(taka to już wieś jeden sklep i 15 domów no i kościół)...mierzi mnie sztuczna atmosfera świąt-fuj...

    tak czy tak...

    ja Wam dziewczyny życzę wytrwałości i siły...której niestety mi brak...życzę wam byście się wyrwały z sideł tej nędznej choroby,byście były paniami swojego życia i w ogóle wesołego alleluja...
  • ilivememories96 18.04.14, 16:27
    W końcu wróciłam z zakupów i mogę napisać. Ja byłam hańbą też dla mojej rodziny od strony ojca. Teraz mam ich gdzieś, bo przecież się odizolowałam z mamą od nich... moja siostra i ojciec pójdą do nich na wielkanoc a ja z mamą nie i się cieszę, bo nienawidziłam właśnie ich sztucznej atmosfery, chodzę tam gdzie zechcę i czuję się swobodnie, ale ojciec nadal pije, więc w domciu nic się nie zmieniło i tak samo ze mną, jak byłam bulimiczką tak jestem... ale! w końcu w maju rozprawa druga sądowa z rozwodem - nie doczekam się tego.

    Czasami mam jakieś przebłyski po co to robię np. wczoraj wieczorem taki miałam nie wiem czy to dlatego, że poszłam do kościoła i może faktycznie coś tam jest, jakaś siła, ale już nie chcę filozofować. Tak czy owak dziś już raz rzygałam i piszę to wprost, bo tu nikt mnie nie opieprzy za moją głupotę czy się nie będzie brzydził czy jeszcze coś, ale jakoś jest lepiej serio, może to krótkotrwałe i za dwa dni dopadnie mnie depresja ponownie, ale od wczoraj znów postanowiłam sobie ćwiczyć, bo nie mogę patrzeć na swoje sflaczałe ciało, nie mam znajomych, nie mam rodziny, ogólnie mam problemy z koncentracją, aby się nawet teraz w święta pouczyć, to stwierdziłam, że chociaż zacznę zmieniać swoje ciało, może na psychikę też pomoże. Zresztą muszę to zrobić, bo niedługo mi się zacznie kurs na prawko i trzeba się ogarnąć...

    A Tobie jeszcze raz powiem, bo już kiedyś pisałam, że musisz się od tej rodziny odłączyć jakoś, zamieszkać z dala od nich i mieć tylko kontakt telefoniczny czy coś, no chyba, że jesteś mocno przywiązana, ale mi pomagało to bardzo jak na wakacje wyleciałam z dala od nich, czy chociaż na wycieczki jeździłam, nie wiem czy moje wywody mają sens, bo w sumie jeszcze jestem "na wychowaniu" i jak to moja mama mówi, nie znam życia i ciekawe skąd wezmę pieniądze w krótkim czasie, żeby od nich się wyprowadzić, ale się zobaczy. Od przyczyny trzeba uciec lub ją omijać... Ja się już przyzwyczaiłam do "samotnego" trybu życia, mam wszystkich gdzieś jeżeli oni mnie mają i jakoś tak mi czas leci, gorzej jak ktoś mnie zirytuje z bliższego kręgu... jeszcze gdybym się oduzależniła od tego durnego facebooka było by cudnie.
    Aaa jeszcze, u mnie w szkole dziewczyna wyleczyła się z bulimii, co prawda znam ją tylko z widzenia ale cała szkoła wiedziała o tym, że miała problemy... chyba tylko dlatego, że była w szpitalu jakimś kilka razy, ale była strasznie chuda. Dobrze, że przed maturą już skończyła, wcześniej była strasznie chuda a teraz przytyła no nawet porządnie, ale ogólnie twarz jej się zmieniła i taka zadowolona chodziła, widać, że się cieszy jednak ja bym nie chciała chyba takich szopek ze szpitalem i żeby o mnie mówili tak jak o niej...To na tyle.

    Ja też wszystkim wesołych świąt i czego chcecie no i wygranej z bulimią
  • odrzucona89 18.04.14, 18:49
    faktycznie stan w którym jestem zawdzięczam głównie mojej rodzinie (sobie też bo pozwalam chorobie mną rządzić) ...gdy miałam miesięczne praktyki w Warszawie to się okazało że będąc oddalona o 500 km od rodziny przytyłam o 2 kg (odkryłam to jak już wróciłam do domu)...co jest ciekawsze...po 2 tyg straciłam 4kg...

    ja się staram...serio...jem śniadania...ale zwracam je zaraz po tym jak matkę spotkam...mówię do niej rano "dzień dobry" a ona z pyskiem do mnie choćby dlatego że za głośno ją powitałam...za każdym razem czuje palące kamienie..."śmiesznie" było w środę gdy z uczelni wróciłam o 19:45 do domu (a byłam od 8 i miałam non stop zajęcia...i odważyłam się tylko na kawe i jabłko),natomiast moja matka miała "wąty" że za szybko wróciłam do domu(wtf???) ...

    fakt jest taki musze się wydostać z domu...haczyk tkwi w tym że jestem na dziennych studiach, a i pracy nie ma za bardzo...lipa...
  • ilivememories96 18.04.14, 20:42
    Wiem wiem jak to jest z tymi studiami wlasnie moja siostra wrocila z wawy i poki co bedzie juz w domu mieszkac bo do maja ma tam mieszkanie tylko a w czerwcu obrone inzyniera i dalej nie wie czy sobie zalatwi staz gdzies tu czy nie ale jak bedzie w domu zanim magister to mi sie to odbije pozytywnie na zdrowiu bo przynajmniej mam do kogo gebe otworzyc i ogolnie mniej jem przy niej... w sumie jak ja wyjezdzalam gdzies czy nawet do siostry na pare dni to tez troche tylam ale inaczej tez moj brzuch wygladal nie byl taki rozciagniety, cera mi sie poprawiala znacznie ogolnie bylo lepiej ale poki mieszkam gdzie mieszkam na pewno nie uciekne od bulimii i tego moge byc pewna znow wroci chocby po pol roku...
  • aniatrojanowska1 04.03.14, 16:45
    Program kontroli wagi to rozwiązanie dla wszystkich, dla których zdrowie i bardzo dobra forma jest ważna. I nie ma tutaj znaczenia, czy masz 20, 30, 40, 50,60,70 czy więcej lat ! Na każdym etapie naszego życia powinniśmy się zdrowo odżywiać, aby móc dłużej cieszyć się zdrowiem i witalnością.

    Odpowiednio skomponowany program wspiera procesy : -Odchudzania; - Przybierania na wadze; - Odtruwania organizmu; - Rekonwalescencji pooperacyjnej; - Uzupełniania poziomu energii - poprawa kondycji - produkty dla sportowców

    www.facebook.com/herbalife.harrow

    www.wellness-worldwide.pl
    Mozesz napisać już teraz!
    wellness.herbalife24@gmail.com
    trenerwellness@onet.eu
  • weres23 07.03.14, 12:08
    To nie jest miejsce na reklamy! Trochę szacunku...
  • odrzucona89 10.03.14, 17:49
    Witam...

    od ostatniego wpisu już sporo minęło czasu...śniadania jem (jupi!),natomiast do obiadów nadal nie mogę się jakoś przełamać...ale za to rzadziej odczuwam "ten głód", co za tym idzie rzadziej biegam...dla porównania kiedyś zwracałam średnio 6-7 razy dziennie(albo praktycznie non stop siedziałam w łazience...) teraz...no muszę się przyznać 1-2 raza na dzień...zazwyczaj to po obiedzie który mi na siłę dają...no i po kolacji też na siłę wciskana...rodzice mówią :" jedz bo musisz jeść"...(wstyd że rodzice mi wciskają jedzenie...)...ale ja przecież chce jeść kiedy jestem naprawdę głodna (a kiedy oni jedzą to jeszcze nie odczuwam głodu)...no bo gdy jestem głodna zjem by "zabić" pierwszego głoda(śniadania)...a tak latam...

    no i od pierwszego wpisu przytyłam...ważyłam 37-38 kg....teraz 39,7kg...i już coś u mnie piszczy że jestem tłustą świnią...bo tak mnie głównie nazywano przed tą całą szopką zwaną bulimią...39,7kg to nie jest dużo prawda???mam ochotę płakać i kołysać się w kącie pokoju...boję się że ktoś zauważy że przytyłam...(a nienawidzę słowa : "przytyć")...tak więć ostatnią rzeczą jaką bym chciała usłyszeć to to że przytyłam...boję się...

  • ilivememories 10.03.14, 18:02
    Ooo dobrze ze masz jakies postepy! Nie jestes tlusta swinia i ie daj sobie tego wmowic chociaz, ja przytylam 0.5 kg ale dla mnie to cos chyba dlatego ze ostatnio czesciej bywalam za domem ze znajomymi i jadlam jakies pyszne swinstwa tylki ze u mnie sie nic nie zmienilo dobija mnie wszystko naokolo nie mam na nic checi wszystko mnie boli strzyka mi szyja i kolana zaczelo bolec biodro chyba sie przesililam treningami i meczami szkolnymi, najgorsze jest to ze jestem piprostu tak zalamana wszystkim ze mam dosyc ludzkosci, otaczaja mnie sami falszywce co wyszlo dopiero niedawno, mam chcec zniknac porzadnie
  • odrzucona89 10.03.14, 18:32
    co do stawów...mogę Cię pocieszyć że ja mam przeziębione kolano...boli ale daje radę...no i drugie pocieszenie jest takie,że tu na tym forum ludzie są szczerzy-otwieramy się przed sobą i "mówimy" o sekrecie który nam ciąży-bulimia...kolejny pozytyw to, że nadchodzi wiosna...dziś widziałam paź królowej (motyla)...mnie nikt nie wyciąga...sama wychodzę na spacery jak poczuję "ssanie"...

    serio boję się że ktoś do mnie powie: " rany ! stara ty przytyłaś"...to będzie normalnie strzał w pięty...rzadziej wchodzę na wagę a częściej staję przed lustrem i mówię do siebie że jestem ładna...szkoda że tylko ja tak o sobie myślę...wiesz nikt nigdy nie powiedział mi żadnego komplementu...a przytulana byłam tyko w święta przy składaniu życzeń...jak były walentynki to mnie nerwica brała jak widziałam te pary do siebie przytulone i te wyznania miłosne...nigdy tego nie doświadczyłam...wstyd no nie...jeszcze ten strach... :(...

    ale jest wiosna...jak się budzę to słońce po chwil też wstaje...to jakiś pozytyw...
  • ilivememories 10.03.14, 23:27
    Ja juz mam poprostu dosc tego zycia tego stylu bycia jak sie zalamie to porzadnie naprawde od mojego ostatniego razu pisania tutaj bylo coraz gorzej i w otoczeniu i ze mna nie wiem jak moge byc dalej taka idiotka i siebie niszczyc w tak.mlodym wieku, w sumie stracilam najpiekniejsze ponoc chwile zycia w mlodo zaczelam z tym przygode i co z tego ze wiem o tym ze siebie niszcze, ze wykrusza mi sie niedlugo po kolei zeby, wlosy beda strasznie wypadaly co juz zauwazylam, cera bedzie coraz gorsza, kosci slabsze, jakis rak przelyku czy czegos... juz tak sir zaglebilam ze nie moge, te dwa tygodnie to byla istna porazka, widze ze sama sobie nie poradze a bynajmniej w tym domu z tymi ludzmi, musialabym w koncu sie wyprowadzic aby zyc po swojemu ale narazie sobie moge pomarzyc, ta szkola mnie wykonczy moj poziom nerwicy tez sie poglebil jeszcze mocniej sie denerwuje jak cos mi nie wyjdzie chodze jak nakrecona i nie mysle nad tym co robie chyba moj osrodek jakis w mozgu szwankuje ale co z tego, nie powiem za nic tego mamie bo jak juz mowilam ona nie zrozumie i nie mialaby jak mnie pilnowac nie chce jej martwic i tak zaluje ze sie urodzilam taka debilka i nie doceniam co mam, chcialabym wyjechac do jakiegos senatorium czy cos, nie osrodka dla bulimiczek bo to by sie roznioslo wszedzie a poza tym nie chcialabym aby mbir tam traktowano jak jakiegos odrzutka kogos kto jest inny od pozostalych... slysze ciagle ze narzekam i chodze wkurzona bla bla ale mbie to juz nie interesuje co o mbie mysla, wszyscy mbie irytuja, nie moge znalezc jakiegos wewnetrxnego spokoju denerwuje mnie to ze nie sram pieniedzmi mam podzielona rodzine ktorej nir mam tak ogolem mam falszywych znajomych a jedyna mieszka daleko ode mnie a fejs mi nie zastapi wszystkiego co chcialabym z nia poruszyc denerwuje mnie to ze nie spie jak czlowiek ze najlepiej mi sie uczyc w nocy bo mam kompletna cisze i jestem juz sama wyciszona ale wygladam jak zwloki potem, nie chce do psychiatry ani nic takiego ale musze zmienic ten styl zycia bo to juz nie ja kieruje bulimia czy zechce mi sie napchac jak swinia aby zlagodzic smutek tylko bulimia mna ktora widzi wszystko w zym swietle, psychicznie i fizycznie nie daje rady... nie chce aby tak wygladala reszta mojego zycia, bylan bardziej szczesliwsza jako anorektyczka mialam full czasu nie musialam go marnowac na jedzenie i zyganie, bylam zadowolona z tego i ogolnie gdy ogladam zdj z tego okresu o wiele lepiej wygladalam pod wzgledem stanu skory wlosow tylko bylam chuda jak patyk a teraz co mi z super figury skoro ledwo cokolwiek robie? Niech mnie cos strzeli w ten.pusty leb zebym przestala to robic, tak bardzo tylko tego pragne...
  • odrzucona89 11.03.14, 08:05
    wiesz co???mam też odczucie że taki śmieć jak ja powinien zniknąć z tego świata...wszyscy byli by zadowoleni...zazwyczaj mnie to łapie gdy się poddałam "ssaniu"...chyba zwracanie to tak kara nasza za niesubordynację...za to że nie potrafimy być JUŻ silne...zauważ każda z nas miała silną osobowość...każda z nas była filarem który innych wspiera...a my???nie miałyśmy żadnego wsparcia...ja nawet chłopaka nie miałam(jestem żałosna -25 lat i zero chłopa)...a jak się zakochałam( kochałam tego faceta- wspomnienie boli) zostałam odrzucona z powodu...wagi...Wracając do śmierci...tak też bym chciała zniknąć...ale trzyma mnie tu na tym świecie coś w rodzaju zemsty...jak wstanę i otrzepię się z brudu zwanego bulimią...dam popalić wszystkim przez których w to całe bagno wpadłam...to nie nasza wina że chorujemy...to wina otoczenia,braku akceptacji i brak zrozumienia...mnie w domu nikt nie rozumie...matka zawsze wrzeszczy i bluzga na mnie i ostatecznie każe mi się zamknąć i wyjść z pomieszczenia w którym ona się znajduje(czasami grozi że wyrzuci mnie z domu...a na dorywczej pracy ciężko się utrzymać)...

    ilivememories prawda jest taka że byłyśmy zbyt długo silne...a teraz jesteśmy słabe...i niestety jak wcześniej tylko zdane na siebie...radzę zacisnąć pięść i przypierniczyć losowi prosto w nos ..według mnie to forum też służy do wyżalenia się bo ktoś nas tu słucha i rozumie...więc pisz pisz nawet o "dupie marynie " ( przepraszam jeśli słowo na"d" kogoś uraziło)...ja Cię rozumiem nie do końca (to fakt)...ale rozumiem...wiesz mogę Ci powiedzieć że mimo że nie znamy swoich imion, nie widzimy siebie i jest w sumie różnica między nami 6 lat (około) to Cię lubię......mówię to śmiało i bez fałszu...i nie wiem czy by Cię to pocieszyło ale przytuliłabym Cię...wiem wiem nie traktować jak durnia...ale ja tak chcę pokazać Ci że Cię rozumiem...


    pisz ile siły w palcach :P...ja na pewno będę odpisywać...i pisać co ja o danym problemie sądzę....razem można z tego wyjść...

    pewnie zagmatwałam to i owo...mówi się trudno :P
  • flopitek 11.03.14, 19:59
    Dziewczyny wyżalcie sie, popłaczcie sobie a potem zwyczajnie sie wk...cie i pokażcie światu (matce, rodzinie, znajomym) ale przede wszystkim sobie, że jesteście mocne, że bedziecie walczyć mimo, że macie chwile słabości. Dajcie sobie szansę na poprawę swojego życia. Każdy dzień wychodzenia z bulimii to dzień walki, walki trudnej i nierównej, ale walki do wygrania.

    Wiecie jak mnie przezywali w podstawówce "tucznik". Boże jak mnie bolały te słowa, jak ja sie czułam podle...
    Ale jak juz wyzdrowiałam, jak ułożyłam sobie życie, to wielu z tych podłych ludzi może mi teraz zazdrościć nie tylko figury.
    Czuję, że zmieniło mi się ciało po porodzie, z wiekiem też jest inne i wiecie co - nauczyłam się, że nie wolno utsykiwać - trzeba działać, próbować coś zmienić, wieć jak tylko mogę uskuteczniam Chodakowską, choć czasu dla siebie mam naprawdę niewiele

    illive 40 kg - to jest naprawdę mało, to jest niesamowicie mało jak na dorosłą kobietę. Tylko, ze ty musisz nauczyć na siebie patrzec inaczej - musisz zaakceptować to, że Ty to nie tylko mniej lub więcej kilogramów, a obecnie patrzysz na siebie głównie poprzez pryzmat wagi.

    Prawdę mówiąc nie wiem co mądrego miałabym wam napisać. Powtórzę tylko, że jeżeli powalczycie i wyjdziecie z tego, wiele rzeczy wam się ułoży - nie zawsze tak jak sobie to wymyślicie, bo czasem dużo lepiej.

    Poza tym rzecz najważniejsza - jesteście wartościowymi ludźmi, musicie nauczyć się tak o sobie myśleć, bo tak jest. Skoro powołano Was do życia, to opatrzność ma na Was jakiś plan a więc jesteście tu potrzebne a życie macie tylko jedno.

    na pewno jest wiele osób, którym na Was zależy. Choćby ja - bardzo bym chciała żeby Wam się udało, żebyście znalazły w końcu spokój ducha i szczęście.

    Proszę Was, walczcie!
  • ilivememories 11.03.14, 22:00
    Chyba znow podejme jakakolwiek walke bo wstyd mi za siebie w dalszym ciagu... i niezmiernie mi.milo za te slowa odrzucona! Dawno nikt mi tak nie powiedzial takich milych slow, baa ostatnio rok temu jak moj ala nie doszly chlopak mnie wykorzystal ponownie do super wielkiej przyjazni ze chcialby mbie przytulic bo znow mi sie walilo w domu przez co nie mam do chlopakow zaufania i sadze ze jak wyjdziemybz tego to bedziemy mialy inne nastawienie i kogos znajdziemy wiec nie martw sie ze.nikogo nie mialas czy nie odwzajemnij Twoich uczuc, ja np teraz wiem ze nie bylabym estanie zaufac chlopakowi tym bardziej ze jestem uzalezniona od bulimii... fajnie tak ze siebie nie oceniamy po wygladzie nie znamy materialnie a mimo to rozumiemy, w obecnych czasach to juz dawno zniknelo teraz jest tylko egoizm i wazne jedt to aby byc bogatym.miec super dom byc pieknym a charakter sie nie liczy, ja bym chciala sie tu kiedys ujawnic, pokazac jak wygladam, jak wygram z bulimia na prawde, bo teraz nie mialabym takiej odwagi pewnie mozna by jedynie zobaczyc przez fejsa jak wszedzie ale gdyby ktorys znajomy przypadkiem.wpisal.dane i przeczytal moja historie spalilabym sie ze wstydu ze jestem teraz kim.jestem... dobra do dziela znoe sie motywuje jutro moze bedzie przelomowy dzien od dawna... a jeszcze flopitek jak cos to ja waze 43,5 a odrzucona prawie 40, wiem ze Ci sie pewnie mylaja nasze wypowiedzi czasami ;p
  • odrzucona89 11.03.14, 22:33
    ilivememories cieszę się że Ty się cieszysz... :D też chciałabym się ujawnić...ale wiem że żyjemy w takim społeczeństwie gdzie nie można być innym...i choć ciała( prowizorycznie ) wyglądają jak ciała modelek...to nasza choroba to odstępstwo od normy...i tu byśmy były wytykane palcami...

    mam ochotę walnąć fotografię: ja w prześcieradle na białym tle...odwrócona plecami do aparatu...taaa...idealnie widać moje żebra i kręgosłup...zrobić parę kopii takiego zdjęcia i podpis pod nim: " nie idź tą drogą", albo " bulimia- autostrada do piekła"...taka przestroga dla innych...

    ilivememories po tym piekle może kiedy się spotkamy...piszę "może" bo znam życie(chociaż dopiero co je rozpoczęłam)...ale jak wiadomo przed nami sporo walki...chyba damy radę co???(przynajmniej tego się trzymajmy)

    facetami nie zawracam sobie głowy...jak przyjdzie czas to się znajdzie chłop :P...w tym przypadku nic na siłę... :D
  • ilivememories 11.03.14, 22:49
    Ja juz teraz nie.mam takiego ciala modelki w sumie bo.mam `bebech` rozciagniety a raczej skora i mimo.moich cwiczen ktore znow przrsyalam robic to i tak mam strasznie sflaczale cialo co mnie jeszcze podjudza zebym schudla bo to niby tluszcz ale `gowno prawda` to brak miesni, mnie zdradzaja najbardziej rece sa straszne jak u babci ktora ma zaraz umierac takie wyschniete zylaste blade plus wystajace kostki koszmar juz nawet przytylo.mi ramie albo inaczej miesnie stracilam ale z dlonmi i stopami do.kolan to masakra chyba to jest jakis skutek odwodnienia ze tak bardzo moje konczyny a raczej ich konce sa jakies takie... trupowate, jutro odkwaszam organizm i zaczynam woda z cytryna, wlaaasnie napisze sobie zaraz jakis jadlospis na jutro zobacze jak mi pojdzie byloby znakomicie jakbym wytrzymala i zeby mnie nikt w szkole nie rozdraznil czy w domu, bo wtedy wpadam w szal i moge zjesc wszystko a nawet pojsc do sklepu i wydac pieniadze na jakies beznadzoejne ciastka aby zaspokoic siebie w ten sposob, pieknie... i chyba przerzuce sie na papierosy bo nie bede wymiotowac tylko palic wiec lepsza alternatywa... tak robilm.na wycieczce do niemiec, zeby mnie nie korcilo zjesc nie wiadomo ile podczas sniadan itp czy wepchnac slodycze to szlam zapalic jednak stwierdzilam wtedy ze szkoda mi pieniedzy na to ale teraz jak kalkuluje to wiecej.mnie juz wynodi jedzenie i zerowanie na mamy jedzeniu ktorego i tak.nie trawie tylko wyrzucam z siebie...
  • moonroc 20.03.14, 17:15
    Flopitek, zagladasz tu jeszxze?
  • flopitek 20.03.14, 21:53
    jasne :)
  • winner79 04.08.14, 19:13
    Hej,
    Jesteś tam jeszcze?
    Potzrbuję pomocy. Widzę, że od marca Cię nie ma...
  • odrzucona89 05.08.14, 10:44
    hej winner79- Ja walcze z chorobą...szczerze-biorę lekarstwo...pomaga...jeśli chcesz "usłyszeć" dobre słowo możesz na mnie liczyć :P

    w tym syfie trzeba się wspierać...ja moge powiedzieć że boje się tego że ludzie będą gadać na temat mojej zmiany wyglądu...już widać że przytyłam o 7 kg(ważę 44kg)...już niektóre ciotki o mnie plotkują,o mojej chorobie i o moim wyglądzie, ale staram sie to ignorować...przychodzi mi to z trudem...ale moge liczyć na moich bliskich-moja przyjaciółka zawsze odbiera telefony, no i mam króliczka dzieki któremu zapominam o smutkach...

    no i szukam zajęć dodatkowych by zająć ręce i odciągnąć "złe" mysli...może niektórym wyda się to zabawne ale ja ostatnio rzeźbie figurkę Matki Boskiej-już musze tylko pomalować :P...

    hmmmm...

    winner79-w czym masz problem???
  • winner79 05.08.14, 20:23
    Cześć Kochana-wolę tak Cię nazywać niż Odrzucona....!!!!!!
    Natychmiast zmień login, bo przez cały czas będzieszz się czuła jak odrzucona kobieta.
    Pamiętaj-same superlatywy, bo to wszystko zapisujesię w Naszej podświadomości-a to co tak kodujemy w końcu się spełnia.
    Ja borykam się z anoreksją bukimiczną od 16 roku życia i mam dość. Wymiotuję co jakiś czas. Teraz już rzadziej, zdarza mi się raz w tygodniu. Wcześniej wymiotowałam codziennie. Pomagam sobie sama medytacją i wpajaniej sobie, że wygrywam z tym gównem. DZIAŁA.
    Wybieram się na leczenie do Malawy. FUNDACJA DRZEWO ŻYCIA K/Rzeszowa.
    Jak misię uda to zaczynam 10 września. Wejdź sobie na ich stronę i zapoznaj z metodami leczenia. W końcu znalazłam fachowców, którzy wiedzą co robią i o czym mówią. Dotychczasowe moje leczenie to porażka-dużo by o tym mówić i pisać. Ci pseudo-psychoterapeuci tylko udawali, że leczą anoreksję i bulimię tak naprawdę nie mieli o tym pojęcia.
    Ja na dzień dzisiejszy ważę 32kg przy wzroście 160cm-jest źle i wiem, że teraz wygram.
    Chciałabym z Tobą porozmawiać przez telefon. Jest to możliwe?
    Skąd jesteś Kochana?
    Pozdrawiam i czekam na odpowiedż,
    Winner-co znaczy w tłumaczeniu na język polski ZWYCIĘZCA
  • odrzucona89 06.08.14, 07:33
    Droga Winner79- Dziękuję, że nazwałaś mnie " KOCHANA"...nikt wcześniej tak do mnie nie mówił...zrobiło mi się dziwnie ciepło na sercu-dziękuję...


    co do kontaktu...anonimowość daje mi pewna swobodę...wstydzę się swojej choroby(może dlatego że choroba występuje na tle psychicznym)...w skrócie-nie jestem jeszcze gotowa(wiem tani tekst)-widzisz jeśli chodzi o moją chorobę to pierwszą osobą której powiedziałam że jestem bulimiczką była moja przyjaciółka(następnie mój brat-głupio mu się zrobiło, ponieważ czuje się winny za moją chorobe,ponieważ przez większość mojego życia wyzywał mnie i dokuczał na tle mojej wagi i wyglądu)...no i rodzice, ale oni sie domyślili (o siostrze nie wspominam bo ona wszystko słyszała-cała "wrzawe" z rodzicami))-co do ciotek...mój ojciec "zwierzył" się jednej siostrze...ale ta pobiegła do reszty...tak więc 4 największe plotkary w moim mieście wiedzą o mojej chorobie ,a u nich w słowniku "dyskrecja" nie istnieje...no ale uciekłam od wątku ....chce przez to powiedzieć ,że wstydzę się(jak już wcześniej wspomniałam) i hmmm...nie tyle, że nie lubię ale jest mi ciężko gdy osoby którym "mało"/wcale nie ufam wbijają się w buciorach do mojego życia...

    ale czuję żę kiedyś się odważę na kontakt Winner79..ale wszystko w swoim czasie-małymi kroczkami do celu... :D
  • winner79 06.08.14, 11:03
    Cześć Kochana,
    Rozumiem-jak będziesz gotowa to ja czekam-pamiętaj.
    Co do twojej rodzinki...olej ich i nie przejmuj się ludźmi. "Oni Ci jeść nie dają"-stare dobre przysłowie. Wiem, że to się łatwo mówi, bo ja też przejmowałam się opinią innych, ale teraz inaczej do tego podchodzę. Po prostu rozsądniej.
    Kochana życzę Ci wszystkiego dobrego i dużo siły i samozaparcia w walce z objawami.
    Uwierz mi, że da się przestać wymiotować. Mi się to zdarza raz na tydzień a kiedyś każdego dnia. Wiem, że to kwestia krótkiego czasu i nawet raz w tygodniu nie będę tego robić. Dasz radę-ja w Ciebie wierzę. Pisz do mnie, proszę. Ja zawsze odpowiem i też będę Cię informować co u mnie słychać.
    Pozdrawiam i mocno ściskam,
  • morelkaxxx 16.09.15, 07:03
    Witam dziewczyny,ja mam 29 lat,od 12 lat anoreksje z bulimia na zmiane,waże 23 kilogramy przy wzroście 1,55m.teraz jest duuużo lepiej,głwnie dzieki mnie.Teraz mam za to inne choroby,ale z jedzeniem sobie radze.Byłam w osrodku na Malawie raz na pełny turnus i 3 razy po tygodniu.Jakby ktos chcial sie czegos dowiedziec to służę pomocą.
  • sendii_sandra 16.09.15, 13:16
    hej :) flopitek mogłybyśmy porozmawiać np przez e-maila ? bo niechcialam bym sie zwierzac na forum :)
  • kozitka 30.03.14, 21:55
    Cześć. Prześledziłam wpisy odnośnie Twojego wątku i na początku chciałam powiedzieć, że rady, informacje, przemyślenia i oczywiście Twoje życiowe doświadczenie, którym się dzielisz na pewno pomogą wielu osobom zmagającym się z tą okropną chorobą. Twoje wsparcie, wiara w ludzi i w to, że uda im się pokonać chorobę są naprawdę cenne i pomocne!
    Walka z bulimią jest bardzo trudna, ale da się ją przezwyciężyć. Należy o tym pamiętać! Za wszelką cenę starać się do tego dążyć, a na pewno się uda! Bulimia nie przynosi nic dobrego, wyrządza tylko same szkody.. Oczywiście Ty o tym wiesz, ale ja także. Może nie zmagałam się z tą chorobą aż tak długo jak Ty, ale niestety... Wspomnienia nie są przyjemne. Było ciężko, czasami nawet bardzo ciężko... Następowały momenty kiedy miałam wszystkiego dosyć, po prostu nie dawałam sobie rady z zaistniałą sytuacją. Totalne osłabienie. Najgorsze, że byłam z tym wszystkim sama. Nie raz miałam ochotę komuś o tym powiedzieć, wypłakać się, wyrzucić z siebie ten ciężar - tą tajemnicę, problem z którym się borykałam. Ale nigdy nie miałam odwagi, aby to zrobić. Rodzina, chłopak, przyjaciele - nikt o tym nie wiedział i nie wie do dnia dzisiejszego. Poradziłam sobie sama. Udało mi się. Trzeba powiedzieć "koniec"! Koniec z niszczeniem swojego życia! Nie jest to proste i nie zmieniamy swojego postępowania z dnia na dzień, ale silna wola walki przynosi oczekiwane rezultaty.
    Niestety skutki bulimii odczuwam do dziś. I tu chciałam zapytać Cię o poradę. Przede wszystkim towarzyszy mi twardy, notorycznie wzdęty brzuch.. Czy też miałaś taki problem? Jeśli tak to jak temu zaradziłaś? Do tego dochodzą częste wizyty w toalecie (oddawanie moczu), uwalnianie gazów jelitowych, odbijanie się po jedzeniu.... Jak się z tym uporać? Czy możesz mi pomóc?
    Pozdrawiam
  • flopitek 31.03.14, 11:16
    kozitka witaj

    Przede wszystkim bardzo ci gratuluję, że poradziłaś sobie sama - tak naprawdę sama, bez wsparcia i wiedzy innych. To rzeczywiście duże osiągnięcie.

    Cieszę się, że pisze tu także ktoś kto potwierdza to i zaświadcza, że można wygrać z tą wstrętną chorobą.

    co do opisanych przez Ciebie objawów, to niestety nie mogę Ci pomóc. Ja mam do tej pory skutki uboczne, ale w postaci problemów hormonalnych i wypadania włosów.

    Brzuch mam miękki i płaski, co do częstego sikania, to nigdy nie miałam z tym problemu - jedynie w czasie ciązy, ale to fizjologia. Z gazami raczej też problemu nie ma, choć jak zjem rzeczy wzdymające, to ma to przełożenie na tę kwestię, no ale chyba nie bardziej jest to nasilone niż normalnie. Nie zauważyłam w ogóle u siebie takich objawów w trakcie choroby ani po - tyle, że to już było prawie 10 lat temu, więc moze nie pamiętam lub wyparłam to z pamięci.

    Powiedz mi jak długo już nie chorujesz? Może trzeba jeszcze dać czas Twojemu organizmowi na dojście do normalności.
  • kozitka 31.03.14, 13:57
    Minęło około 1,5 roku jak przestałam męczyć swój organizm przez wymuszanie wymiotów.
    Skutki pozostały, ale da się z tym żyć. Wzdęty brzuch jest najgorszy (myślę, że to przez rozciągnięcie żołądka), jednak wolę to niż tortury z jakimi musiałam się zmagać. Problem z przesuszonymi i wypadającymi włosami też istnieje, ale z tym się jakoś pogodziłam.
    Cieszę się, że potrafiłam z tym skończyć. Po prostu już nie miałam na to sił, mój organizm był osłabiony. Dzień kręcił się wokół jednego tematu...
    Bóle serca przy głębszym wdechu, czasami zaraz po tym jak rano wstawałam z łóżka - z tym udałam się do lekarza (zasługa mojego chłopaka, który baaaardzo nalegał abym to zrobiła i nie dawał mi spokoju w tej kwestii. O tych bólach mu powiedziałam, ale o przyczynie niestety nie potrafiłam... ) Pani doktor stwierdziła jednak, że serce boleć nie może gdyż nie jest unerwione i jest to ból klatki piersiowej. Przepisała mi tabletki. Pomogły. Ta wizyta była na sam koniec mojej choroby, można nawet powiedzieć że po zakończeniu maratonu z bulimią. Chyba przestraszyłam się tym bólem i zrozumiałam, że muszę to wszystko zakończyć...
    Jak to się zaczęło? Kiedyś widziałam jak robi to moja siostra. Ona nie zmagała się z bulimią, ale dwa razy wymuszała wymioty przy mnie, aby poczuć się lepiej po przejedzeniu na imprezie. Doskonale to zapamiętałam i myślę, że to ona doprowadziła do tego że poznałam takie rozwiązanie. Oczywiście nie obwiniam jej za to, absolutnie. Ale jak sobie przypomnę ten widok (choć to było wcześniej, z 3 lata przed rozpoczęciem mojej choroby), ta świadomość utkwiła mi tak w pamięci, że myślę, że może być podłożem mojej choroby. A więc jak to było ze mną.. ? To chyba także była jakaś impreza rodzinna (stół cały zastawiony, a przecież trzeba wszystkiego spróbować, no i jak smakowało to dokładka). Postanowiłam poczuć się lepiej i pozbyć nadmiaru jedzenia z żołądka. Później wiedziałam, że gdy zjem za dużo to jest właśnie takie rozwiązanie. Najpierw robiłam to sporadycznie, a później coraz częściej..
    Bardzo żałuję, że się w to wpakowałam, ale cieszę się, że już się z tym nie męczę. I powiem Ci, że to jest jedyne miejsce, w którym opowiedziałam przez co przechodziłam. Myślę, że dzięki temu zrobiło mi się lżej na duszy. Dziękuję, że założyłaś taki wątek i mogłam z siebie to wyrzucić ;) Bo raczej nie odważę się, aby opowiedzieć o tym komuś ze swoich bliskich. Jest to dla mnie wstydliwy temat. Pozdrawiam i również gratuluję wygrania walki! ;)
  • kozitka 31.03.14, 14:01
    Minęło około 1,5 roku jak przestałam męczyć swój organizm przez wymuszanie wymiotów.
    Skutki pozostały, ale da się z tym żyć. Wzdęty brzuch jest najgorszy (myślę, że to przez rozciągnięcie żołądka), jednak wolę to niż tortury z jakimi musiałam się zmagać. Problem z przesuszonymi i wypadającymi włosami też istnieje, ale z tym się jakoś pogodziłam.
    Cieszę się, że potrafiłam z tym skończyć. Po prostu już nie miałam na to sił, mój organizm był osłabiony. Dzień kręcił się wokół jednego tematu...
    Bóle serca przy głębszym wdechu, czasami zaraz po tym jak rano wstawałam z łóżka - z tym udałam się do lekarza (zasługa mojego chłopaka, który baaaardzo nalegał abym to zrobiła i nie dawał mi spokoju w tej kwestii. O tych bólach mu powiedziałam, ale o przyczynie niestety nie potrafiłam... ) Pani doktor stwierdziła jednak, że serce boleć nie może gdyż nie jest unerwione i jest to ból klatki piersiowej. Przepisała mi tabletki. Pomogły. Ta wizyta była na sam koniec mojej choroby, można nawet powiedzieć że po zakończeniu maratonu z bulimią. Chyba przestraszyłam się tym bólem i zrozumiałam, że muszę to wszystko zakończyć...
    Jak to się zaczęło? Kiedyś widziałam jak robi to moja siostra. Ona nie zmagała się z bulimią, ale dwa razy wymuszała wymioty przy mnie, aby poczuć się lepiej po przejedzeniu na imprezie. Doskonale to zapamiętałam i myślę, że to ona doprowadziła do tego że poznałam takie rozwiązanie. Oczywiście nie obwiniam jej za to, absolutnie. Ale jak sobie przypomnę ten widok (choć to było wcześniej, z 3 lata przed rozpoczęciem mojej choroby), ta świadomość utkwiła mi tak w pamięci, że myślę, że może być podłożem mojej choroby. A więc jak to było ze mną.. ? To chyba także była jakaś impreza rodzinna (stół cały zastawiony, a przecież trzeba wszystkiego spróbować, no i jak smakowało to dokładka). Postanowiłam poczuć się lepiej i pozbyć nadmiaru jedzenia z żołądka. Później wiedziałam, że gdy zjem za dużo to jest właśnie takie rozwiązanie. Najpierw robiłam to sporadycznie, a później coraz częściej..
    Bardzo żałuję, że się w to wpakowałam, ale cieszę się, że już się z tym nie męczę. I powiem Ci, że to jest jedyne miejsce, w którym opowiedziałam przez co przechodziłam. Myślę, że dzięki temu zrobiło mi się lżej na duszy. Dziękuję, że założyłaś taki wątek i mogłam z siebie to wyrzucić ;) Bo raczej nie odważę się, aby opowiedzieć o tym komuś ze swoich bliskich. Jest to dla mnie wstydliwy temat. Pozdrawiam i również gratuluję wygrania walki! ;)
  • flopitek 31.03.14, 15:58
    1,5 roku to moim zdaniem nie jest długo. Daj sobie jeszcze trochę czasu na unormowanie, myślę, że to jednak ustanie i wróci do względnej normy.

    Piszesz, że zobaczyłaś jak siostra to robi - ja się dowiedziałam o takim sposobie z liceum - moje koleżanki były super szczupłe i ktoś mi wytłumaczył jak one to robią. To był właśnie impuls dla mnie - też na początku było to sporadyczne a potem... Ech...gdyby można było cofnąć czas.

    Jeszcze raz bardzo się cieszę, że tu napisałaś i Twój przypadek stanowi otuchę i wsparcie dla dziewczyn, które tu zaglądają, że jest nas więcej - tych, którym się udało. Mam nadzieję, że będzie nas tu coraz więcej, że dziewczyny, które tu kiedyś napisały wrócą i napiszą - mam to za sobą.

    Życzę Ci powodzenia - tak ogólnie, w życiu, bo jeden wielki sukces masz już na koncie :)
  • kozitka 31.03.14, 19:38
    Niestety czasu cofnąć się nie da, ale wierzę z całego serca, że dzięki temu forum, dzięki Twojej, a także i mojej historii uda się pomóc osobom chorującym na bulimię. Uda się nakłonić ich do skończenia z tą męczarnią, do uwierzenia, że jest to możliwe do wykonania. Myślę, że takie wsparcie jest bardzo pomocne. I także mam nadzieję, że dziewczyny, które pisały, że mają problem i walczą z tą chorobą, przezwyciężą ją i podzielą się tutaj tą wspaniałą wiadomością. Trzymam za Was kciuki!
    A Tobie życzę, abyś była po prostu szczęśliwa ;)
  • anieska1003 11.04.14, 15:20
    Hej.
    Bardzo chciałabym prosić o pomoc. Jestem chora na b. i nie umiem dobie już poradzić. Zaprzepaszczam wszystko Proszę pomóż zrobić ten pierwszy krok. Wiem że umiem tylko potrzebuję wsparcia. Potrafiłam rzucić papierosy z dnia na dzień ale zrobiłam to dla kogoś. Teraz nie mam dla kogo walczyć. Proszę powiedz jak die Tobie udało. ..
  • odrzucona89 14.04.14, 18:04
    Hej...według mnie już zrobiłaś ten "pierwszy krok"...czyli wiesz że jesteś chora Anieska 1003...widzisz że to co się z Tobą dzieje jest złe...teraz przed Tobą walka ciężka ...uwierz mi baaardzo ciężka...ale jesteśmy silne babki i damy sobie radę z tą paskudą jaką jest bulimia no nie...przyznaje są lepsze dni gdy hmmm...jestem czysta przez połowę dnia...a są dni o których nie warto mówić....po takich dniach...wstaje i walczę dalej bo w końcu trzeba zrzucić kajdany niewolnictwa jakie nałożyła na mnie ta choroba...boli mnie że w te gorsze dni potrafię poświęcić ok 3 godz na "zwroty"...paranoja...

    tez nie mam nikogo..jestem sama...kiedyś miałam króliczka(śmiesznie to brzmi) i dla niego jakoś trzymałam się...odganiałam głód bawiąc się z królikiem...ale no cóż królik zdechł...a ja zostałam sama...i co z tego że mieszkam z rodziną skoro obojętnie co powiem jest krytykowane i na koniec jestem wyzywana...

    kiedyś też malowałam i rysowałam...dla siebie i dla innych...ale już nikt nie chce moich obrazów (bo ile ich można mieć??) a ja dla siebie...to walne coś na marginesie gdy wykład się dłuży...

    tak czy tak jest lepiej...jem śniadania i jakąś zakąskę (np jabłko )...a to już sukces w porównaniu z pustym brzuchem lub "z brzuchem do zwrotu"...

    nie wiem co więcej napisać...wiem że ciężka to walka bo ją odczuwam...ale jestem ciekawa co się dzieje za zakrętem gdy już będę zdrowa...

    pewnie piernicze głupoty więc już kończę...trzymam kciuki za nas :P
  • flopitek 16.04.14, 08:09
    anieska skarbie, ty masz dla kogo walczyć - dla siebie! To jest walka o Twoje zdrowie, wygląd i skoro potrafiłaś rzucić papierosy, to z bulimią również możesz sobie poradzić.

    Nie wiem jaka jest Twoja sytuacja rodzinna - mieszkasz z rodzicami, sama? Napisz, bo to ważne bardzo. studiujesz/pracujesz czy jesteś w domu, to też ważne, bo bardzo determinuje to, jak może wyglądać Twoje wychodzenie z choroby.

    o tym, jak mnie się udało pisałam już tu wiele razy, więc przejrzyj zwłaszcza moje początkowe posty - tam jest wiele napisane i nic więcej dodać do tego nie mogę.

    Napisz trochę o sobie (na tyle na ile chcesz), bo trudno jest mi coś ci radzić nie wiedząc jak wygląda Twoje sytuacja mieszkaniowa (czy możesz swobodnie wymiotować, czy jednak jest ktoś kto mógłby cie kontrolować), rodzinna (czy mogłabyś liczyć na wsparcie mamy) etc.

    Wiem, że czujesz się jak w potrzasku, jak złapane we wnyki zwierzę, ale uwierz mi - z tego da się wyjść. Udało się wielu, trzeba być wytrwałym i przyjmować sobie krótkoterminowe plany, nie myśleć co będzie za tydzień czy miesiąc, tylko myśleć aby tu i teraz nie zwymiotować i tak od jednego do drugiego posiłku. Czasem potrzeba psychoterapii i to też jest dobra droga, bo nie każdy może poradzić sobie sam. Bo wiele zależy od Ciebie, ale ważne jest też czy masz jakiekolwiek wsparcie w rodzinie, chłopaku, przyjaciółce etc..

    Potem, z czasem przyjdzie ta normalność, ale to na pewno potrwa długo.

    odrzucona walcz, walcz. Może to głupie pytanie, ale czy nie mogłabyś sobie sprawić jakiegoś zwierzaczka? Skoro tak bardzo czujesz się samotna, to wypełnij tę pustkę innym zwierzaczkiem, którego będziesz mogła kochać.

    Przykre jest to, że nie możesz w swoim otoczeniu znaleźć przyjaznej duszy, której mogłabyś zaufać i choć trochę ulżyć sobie dzieląc sie swoimi problemami.

    Nie wiem kim są Twoi rodzice, szczególnie matka,nie wiem co w życiu [przeszli, ale musisz wiedzieć jedno, że ich jakieś frustracje, niespełnione ambicje, które przelewają w jakieś żale i odzywki do ciebie, są tylko oznaką ich słabości. To oni się pogubili i nie daj im się wciągnąć do tego bagienka w którym siedzą. Przed tobą całe życie i od ciebie zależy jak będzie wyglądało.

    Są rzeczy, których zmienić nie możesz np. twoja matka, ale na to jak odbierasz jej słowa wpływ już masz i powinnaś mieć, jak to się teraz elegancko mówi - wyj..ane na to :)
  • odrzucona89 30.05.14, 13:18
    a więc...kupiłam sobie zwierzaczka...królika...czarny jak węgielek...rasy lew... a ma na imię :" Schab " :P

    efekt???
    matka grozi mi że mnie wyrzuci razem z tym "śmierdzielem"...

    ale to nic...myślałam że wszystko idzie ku lepszemu...jadłam, nie tyłam szybko żeby nie zwariować...dostałam ofertę pracy WYMARZONEJ pracy...ale wczoraj....napadnięto mnie, pobito...obudziłam się w szpitalu...a praca ???podziękowali mi...ktoś lepszy ją dostał...czemu tak kurrrr...jest...i od rana zwracam...bo nie wiem już sama...bo wyrzut...może to co pływa w kiblu to cała moja kwintesencja życia???tylko tam odchodów brak...i by było idealnie ...wypisz wymaluj :" odrzucona89"...

    nie mam sił...oko podbite mnie boli i usta wyglądają jak po botoksie
  • odrzucona89 30.05.14, 13:28
    chciałam jeszcze napisać że moja "kochana" bratowa powiedziała mi prosto w twarz że jestem zerem w życiu zawodowym i życiu prywatnym...bo nie mam pracy i nie mam chłopaka/partnera/męża... ;( ;(...najgorsze że ta pi.... ma racje ;(
  • ilivememories96 02.06.14, 20:47
    Ze tak powiem, "sraj" na bratowa, to jest twoje zycie, twoj wybor, z krolikiem tak samo, przeciez ty sie nim bedziesz opiekowac, ja juz mam gdzies gadanie innych, bo nie wiem ile jeszcze bede slyszec wez sie za nauke, co sie z toba dzieje, nauczyciele sa rozczarowani bla bla, jak ty napiszesz mature, twoja siostra ma staz zacznie magistra a ty nie wiem co bedziesz robic... jakos to mnie nie motywuje, przeciez jestem swidoma ze to jak napisze za rok to sie przelozy zapewne na moja przyszlosc a teraz? teraz robie to specjalnie.. olewam, w wakacje to sie wezme za siebie i sie poucze, drazni mnie moje otoczenie najchetniej bym wszystkich powybijala...
    ostatnio przez jakies dwa tygodnie bylo w sumie dobrze, mniej odwiedzalam ubikacje, prawie co drugi dzien jezdzilam wieczorami z siostra na kebaba, zeby ona sie mogla spotkac z chlopakiem i przy okazji poznalam jego rodzine, gdy do niego jezdzilam z nia, jakos bylo inaczej i wesolo, teraz juz nie jezdze, bo tez bylo u mnie gadanie, ze to mnie odciaga od nauki... a poruszajac ten watek z kebsem to zjadalam go i nie czulam poczucia winy, nawet do glowy mi nie przychodzilo zeby go zwrocic, wiec u mnie tkwi problem z otoczeniem jak zwykle...
    pojechalam tez do klubu w ten pt, wczesniej chodzilam ale rzadko u siebie na miejscu, a kolezanka miala dzis operacje, wiec to bylo takie okazjonalne, nie jezdze tam ogolnie, bo nie zbyt ciekawie sie czuje i nie rajcuja mnie takie zabawy i oczywiscie koles chcial mnie pobic, bo zaczelam z nim dyskutowac, gdy zaczal nas [grupke dziewczyn] na zewnatrz obrazac, mysle jeszcze tego mi brakowalo, nie dosc ze wydalam kase na dojazd, wstep, alkohol, bede nocowac u jakiejs dziewczyny ktorej nie znam to jeszcze ktos chce mi zawalic... nie wiem skad takie cos sie bierze,gdyby mnie one nie trzymaly to ja bym mu predzej cos zrobila i uciekla, bo mialam tego dnia dosc, wspolczuje Ci ze jakas cholera napadla na Ciebie i jeszcze z ta praca tak sie ulozylo...
    ja jeszcze robie teraz prawko i tylko do mam w glowie, ale jak zwykle mamusia wypomina i to ze ona mi oplaca kurs, ogolnie zawsze mi wypomina jezeli cos kupi czy cos takiego, wiec stwierdzilam ze ja jako uczennica nie mam jak zarobic teraz pieniedzy, ogolnie nie dostaje kieszonkowego ani nic, nie mam nawet na czym zaoszczedzic, a juz nie mialam porzadnych butow... doslownie i wiedzialam, ze ona by mi albo kupila z laska albo wcale.. tydzien myslalam nad skupem zlotych lancuszkow swoich i wiadomo, skupilam troche poczulam sie jak zlodziej ale przeciez to moje wiec co komu do tego, zamowilam buty i juz bylo skad ja mam pieniadze bla bla bla a ja do niej wygralam... i na tym sie skonczylo teraz ona wychodzi z zalozenia ze skoro potrafie sobie tak "ogarnac" pieniadze to po co ona mi wgl daje np do szkoly? to juz jest ponad moja cierpliwosc ale co zrobisz jak nic nie zrobisz...

    ps. moj ojciec dalej pije, mama otrzymala rozwod w maju, nadal nie mam chlopaka, jestem dalej bulimiczka....
  • morelkaxxx 04.06.14, 16:14
    hej dziewczyny! ja BARDZO potrzebuję pomocy i wsparcia! Mam 28 lat i ważę...23 kg.Mam anoreksję bulimiczną.jestem jak najbardziej świadoma choroby-wiem że jestem okropnie chuda,widzę jak ludzie na mnie reagują.Niby jem w miarę normalnie,ale nadal się zdarza,że mam ataki rzygania.tak niewiele potrzeba,żeby dać się ponieść...Proszę o rady jak sobie radzicie z tymi natrętnymi myślami.
  • ilivememories96 04.06.14, 17:05
    Zalezy czym to jest spowodowane, sama raczej sobie nie poradzisz, ja staram walczyc od 5 lat a mam 18 lat dopiero i tylko raz sie zmotywowalam bodajze 2 lata temu, ze bylo ze mna w porzadku przez jakies 5 miesiecy ale i tak wrocilo, a tak to jest tylko dobrze, gdy mnie nie ma w domu...
  • morelkaxxx 05.06.14, 10:45
    Hej dziewczyny! Mam 157 cm wzrostu.Ale pomimo cholernego zdziwienia lekarzy i tzw."specjalistów" normalnie chodzę,biegam,zajmuję się codziennymi czynnościami jak ktoś"przeciętny".I bardzo się z tego cieszę.Teraz najważniejsze jest dla mnie to,żeby przytyć.Za wszelką cenę!Planuję,myślę gdzie by jeszcze dodać kalorii,ale jak przychodzi okazja(np.że nikogo w do mu nie ma,a jest pełna lodówka) to wszystko szlag trafia...No i co mi kochane poradzicie?Macie jakieś sposoby,systemy,metody na to,żeby jakoś przestać?Bardzo na Was liczę!
  • odrzucona89 05.06.14, 12:22
    ja żeby się oszukać wcinam coś co jest lekkie ale kalorii ma dużo...np lubię cukierki z witaminami-fakt zęby idą w szlag...ale coraz więcej dań przebija tą barierę...jak mam dobry dzień to jabłko zjem,a tu szklankę z mlekiem...czasem bułka się trafi...do czasu aż ktoś "życzliwy" powie żę mam uważac bo przytyję...i szlag całą "terapię" trafia....

    jedz to co lubisz i kiedy czujesz głód...i najlepiej poprosić kogoś żeby Ci ktoś nałożył porcję...ja niestety tak nie mogę...bo tak myślę sobie że gdyby ktoś porcję dawał i pilnował...
  • odrzucona89 04.06.14, 23:04
    morelkaxxx !!!!ile Ty masz wzrostu?!ja jestem niska ( 155cm ) i moja najniższa waga wynosiła 37kg...w chwili obecnej waże 38kg (z małym hakiem)...ale 23kg...sorry nawet jak na moje wyprostowane blachy to za mało....ważąc 37-38 ciągle spać mi się chce....i śpię,ale 2 godziny i przerwa w śnie-organizm jest zmęczony i nie ma energii nawet na spanie (tak to sobie tłumaczę)...Ty nie potrzebujesz tego forum laska,Ty potrzebujesz lekarza...ja zresztą też...wielką zaletą tego forum jest to że każda z nas "się rozumie" ...przy każdym "zwrocie" towarzyszy mi ból -ale psychiczny bo nie chce tego robić ale boję się przytyć ,że jak skoczy mi waga chociaż o 1gram to ludzie (w tym rodzina) będą nazywać mnie ZNOWU tłustą świnią,krową (i w ogóle całą trzodą chlewną) , a w szkole nazywali mnie potworkiem michelin albo kaszalotem....boję się ...u mnie to strach,ból, odrzucenie powodują bulimię ...jest 23 na zegarze...jestem mega zmęczona...położę sie ale co to da???ku**** ale jestem żałosna -aż rzygać się chce (dobry żart...)


    sorry ze znowu piszę od rzeczy....i bez składni...ale ciężko mi jest opisać emocje bądź uczucia które mną targają...

    morelkaxxx "weź się trochu ogarnij"- mówi Ci to bulimiczka...bo 23kg ...to nawet trumna więcej już waży...
  • odrzucona89 14.07.14, 08:35
    heh...od mojej wypowiedzi nikt się nie wpisał...

    na pytanie- co nowego u mnie?

    Więc po napaści musiałam sie przyzwyczaić do blizn na twarzy (miałam rozciętą wargę );jakoś królik którego mam pocieszał mnie (wchodził i w sumie wchodzi mi na kolana i aż prosi by go głaskać)...dodatkowo w moim życiu się trochę zmieniło...pewnego dnia ojciec do mnie przyszedł i powiedział, że w tym i w tym dniu jadę z nim do przychodni -poradni psychiatrycznej...co ja miałam zrobić?nie chciałam się kłócić...i tak wylądowałam u psychiatry...ważyłam 37kg gdy tam poszłam...dowiedziałam się że tak naprawdę cierpię na głęboką depresję która powoduje u mnie konwulsje...dostałam jakieś tabletki antydepresanty...bałam się je brać- bo bałam się że jak zacznę kurację to czy nie będzie oznaczało że jestem stuknięta,chora psychicznie itp?ale przełamałam się (przyjaciółka kilkoma argumentami mnie przekonała)...w chwili obecnej jem normalnie...waga?w sumie nie wiem może 43kg -nie obchodzi mnie to...ale boję się nadal ludzi...bo to brak tolerancji i brak zrozumienia innych ludzi doprowadziło mnie do takiego stanu...i właśnie się takich ludzi boje...wyzwiska i wytykanie palcem...i brak zrozumienia w mojej rodzinie...ech...sorry nadal chaotycznie piszę...chyba się nigdy nie nauczę opisywać swoich uczuć... :P...na razie wszystko idzie ku lepszemu...ciekawe jak to dalej będzie...w sierpniu mam kolejną wizytę...
  • ilivememories96 15.07.14, 02:22
    ja nie pojde do psychiatry, zreszta dzis sie mamy pytalam czy potem gdzies mam to zapisane w kartach ze bylam leczona.. pytalam sie czy nie moglaby antydepresantow zalatwic po cichaczu ale ona nie i po co mi... no coz nie widzi problemu bardziej sie boi ze potem ciezej mi bedzie znalezc prace jako psychol, ta tylko ciekawe ile ja wytrzymam tak jak dalej zyje. Szacun ze sie podnioslas, ja schudlam znaczy nie celowo z tak powiem rzygalam jak wczesniej ale mialam tez multum stresu pod koniec ale w szkole osiagnelam co chcialam, mam jedyna stypendium w klasie, ogolnie teraz moje pokolenie to banda debili ale juz nie chce sie na ten temat rozpisywac,bede szczesliwa jak zdam prawko pod koniec lipca/poczatek sierpnia i wlasnie o to chcialam zahaczyc, na pewno przez bulimie jestem taka nerwowa, kazdy instruktor mowil mi to z ktorym jezdzilam jaka ja nerwowa i spokojnie, spokojnie.. w ogole mieszam sobie instruktorow zeby do stresu sie przestawic ale stwierdzam ze potrafie duzo sama zalatwic tez mialam latania bo strasznie dlugo caly kurs trwal... bulimia mnie przezwycieza mnie na kazdym kroku, ale ciesze sie ze chociaz Ty z tego wyszlas i wychodzisz, zycze powodzenia w dalszej walce, moze akurat to mnie zmotywuje samo, bo na chwile obecna nie bede w suie faktycznie lekow psychotropowych brala nie wiem jak moj organizm zareaguje, moje humory tez nie do zniesienia w domu momentami, mam nadzieje ze uda mi sie samej przezwyciezyc to swinstwo, ale wstyd mi sie do tego przyznac nie potrafie otwarcie powiedziec tak mam bulimie potrzebuje pomocy, nikt nie jest idealny... mama zakupoholiczka, ojciec alkoholik i palacz, siostra palacz i malo je ale bulimii nie ma, ja bulimiczka ze skolnnosciami do alkoholu - dom wariatow
  • flopitek 23.07.14, 12:29
    odrzucona bardzo się cieszę że nastąpił jakiś przełom. Widisz co by nie powiedzieć to tacie zależy na Tobie skoro zmusil cie do wizyty w tym osrodku. Super, że masz przyjaciółkę która cie wspiera - taka dobra dusza na drodze wychodzenia z tego dziadostwa jest bardzo, bardzo ważna. Mogę powiedzieć tylko - trzymaj sie jak najdłużej z czasem będzie coraz łatwiej.

    illivememories gratuluję ci stypendium. Fajnie, że jesteś taką mądrą i ambitną dziewczyną, choć niestety ta twoja ambicja również ci w chorobie nie pomaga. Co do brania leków na własną rękę, to nie jest dobry pomysł i sama o tym wiesz. Leki musi dobrać lekarz, sama sobie zaszkodzisz - może być jeszcze gorzej niż jest. Nie eksperymentuj.
    Mnie psychiatra/psycholog, do którego zaczęłam chodzić na początku ani razu nie proponował żadnych leków, choć nie twierdzę, że dobrze dobrane nie pomagają.
    Nerwy są przez bulimię - rozregulowuje ci się cała gospodarka hormonalna przez nią i stad też humory.

    Piszesz, że nikt nie jest idealny. Tylko, że ty jesteś chora, to nie jest defekt charakteru a coś z czego jakimś sposobem musisz się wydostać.



    Rzadko tu bywam, ale nieustannie trzymam kciuki za wszystkie walczące.
  • jabiru123 21.09.14, 05:38
    Witaj, jestem ojcem Marty, chorej na bulimię. Do tego skończyła psychologię. Czy możesz nauczyć mnie, jak ja mam do niej się zbliżyć i jej pomóc ? Jak ją namówić, zeby zwróciła się do Ciebie. Ma za sobą Kraków i chyba nastąpił nawrót choroby. Pozdrawiam Cię serdecznie.
    Jan Orzechowski
  • flopitek 08.01.15, 18:59
    Przepraszm, nie było mnie tu chwilę, to trochę nie fair z mojej strony, ze zniknęłam ale trochę zmian w pracy... mam nadzieję, że podczytujecie chociaż ten watek.

    Czy ona wie, że ty wiesz, że to wróciło? To ważne.

    Wiesz, juz na wstepie musze Ci - mogę po imieniu - napisać, że zazdroszczę twojej córce, że ma takiego ojca. Ja... no cóż, nie będę dobrym doradcą, bo mój problem w najgłębszej swojej warstwoie był efektem moich złych relacji z ojcem - pił, robił awantury... dużo by gadać.

    Myślę, że na pewno stanowczość jest ważna, ale i duża delikatność. Musisz jak z odbezpieczonym granatem z nią postepiwac, bo dla niej to, ze wiecie o jej chorobie, jest wystarczajacym upokorzeniem. Bulimik brzydzi się siebie, a jednak robi to dalej.

    Jeżeli ma swojego laptopa, to powiedz jej, że chciałbyś korzystać żeby coś tam znaleźć, otwórz ten wątek i odejdź od kompa nie zamykając go. Jeżeli ona czuje, że ma problem i będzie szukać pomocy, to przeczyta go na pewno, moze się zainspiruje, a może odezwie się do mnie

    . Nie wiem jak u innych, ale ja sama musiałm sobie zdać sprawę z tego, że mam problem, ze czas coś z tym zrobić.

    Bulimia, to śmierć - życie bez niej to jedyna droga i możliwa do osiągnięcia. Ona musi to wiedzieć, że może wygrać, że ma siłę by z tym walczyć, że cokoliwek by się nie działo, to pomozesz jej przez to przejść...

  • helpme3 27.09.14, 00:01
    Hej, potrzebuję Twojej pomocy!!! Proszę odezwij się na mojego maila
    adamajewska@op.pl
  • winner79 27.09.14, 10:47
    Ok napiszę do Ciebie później, bo teraz jestem na uczelni.
    Podam Ci swój numer telefonu.
    Tak będzie najlepiej. Skąd jesteś?
  • odrzucona89 27.09.14, 10:57
    witam...

    w pierwszej kolejności pragnę zaznaczyć ze ja jestem w trakcie leczenia tego cholerstwa (przepraszam za wyrażenie) na starcie ważyłam 36-37kg teraz ważę 50kg...więc widać poprawę ale mam wrażenie że przede mną długa droga...

    Panie Janie (jeśli mogę tak "mówić") patrząc z punktu chorej osoby...do leczenia zmusił mnie ojciec...z dnia na dzień powiedział że jedziemy do przychodni(zarejestrował mnie wcześniej) -nie miałam żadnej wymówki więc pojechałam...dostałam lekarstwa...ale lek tu nie jest najważniejszy, a wsparcie osób bliskich...jak zauważyłam że zaczęłam "rosnąć" to mój ojciec mówił że ładnie wyglądam, brat też mi zaczął komplementy prawić...a gdy ciuchy zaczęły być obcisłe to moja przyjaciółka wyciągnęła mnie na zakupy(szalałyśmy po odzieżowych),a później na moją prośbę usunęła stare ciuchy (nie chciałam widzieć różnicy między rozmiarami), a mąż tej przyjaciółki powiedział że w końcu zaczynam przypominać kobietę a nie jakieś zwłoki...

    nie wiem czy to pomoże...według mnie trzeba być wyrozumiałym i stanowczym jednocześnie...osoby takie jak ja toczą walkę w głowie...czasami przegrywam...ale już czasami...mi pomagały wspólne posiłki...na początku śniadania,później obiady...małymi kroczkami do przodu :)


    helpme3 - ja Ci nie pomogę w żaden sposób...Twoi bliscy Ci pomogą,musisz otwarcie powiedzieć o swojej chorobie komuś kto będzie Cię "trzymał za rękę" trudnych chwilach...

    ...chce innym pomóc...by nie cierpieli tak jak ja...bo jak patrzę w lustro to mam ochotę je zbić i płakać...ale wtedy moja przyjaciółka się zjawia...albo idę się przytulić (śmieszne) do mojego królika...i zapominam o "bólu" i niewieści do ciała(?)...

    przepraszam że nie daje konkretnych odpowiedzi...
  • flopitek 08.01.15, 19:11
    Co u ciebie, jak się trzymasz? Długa droga przed tobą, masz rację, ale pamiętaj, że żeby osiągać najwspanialsze cele trzeba postawić ten pierwszy krok
  • olenkazlo 25.10.14, 01:14
    flopitek,
    Ja również jestem bulimiczką, albo może anorektyczką, albo to i to. Ale nie o tym chcialam mówić, bo nie chcę się nad sobą użalać. Jestem pełna podziwu dla Twojej osoby. Zazdroszczę Ci Twojej postawy i tego, że potrafiłaś bez pomocy specjalistów poradzić sobie z tym gówn... i że masz w sobie tyle siły, żeby jeszcze pomagać i doradzać innym, którzy siedzą w tym bagnie.
    Chciałabym kiedyś być w takim momencie życia, w jakim Ty jesteś. I jestem z Ciebie dumna, że pokazałaś, że można z tego wyjść, można żyć normalnie i cieszyć się życiem. Obyś była inspiracją dla innych i dla mnie również.
    Zazdroszczę Ci, po prostu Ci zazdroszczę!
  • flopitek 08.01.15, 19:07
    Nie mamy wszystkie - bulimiczki innego wyjścia - jednym udaje sie to łatwiej, innym trudniej. Czasem ktoś radzi sobie bez pomocy specjalistów, a czasem nie ma innego wyjścia. Musimy walczyć o siebie, o swoje zycie i szczęscie. Nikt tego za nas nie zrobi.
    Dziekuję Ci za mile słowa. Wiem, że nie jestem w stanie taką pisaniną wiele pomóc, ale moż troszkę, moze będę choć inspiracja. Muszę spłacić dlug za to, że z tego wyszłam, że jestem szczesliwa w końcu. Że mam dzieci, rodzinę, fajny dom. To, co było kiedyś marzeniem, spełniło się.
    Można mimo problemów, ojca alkoholika, życia w biedzie, strachu, problemów ze zdrowiem dojśc do momentu, w ktorym można powiedzieć: Tak jestem szczęsliwa, mam tak wiele! czego i Wam wszystkim życzę z całego serca.

    Walka z chorobą może być jednym z elementow uzdrawiających całe Wasze życie. Od czegoś trzeba zacząć. :)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka