Dodaj do ulubionych

Postanowienie!

22.01.05, 22:48
Obliguje sie (publicznie) do zerwania z bulimia, z ktora zyje od 7 lat!!!
Od jutra. Nie od dzis, bo wlasnie zjadlam stos nalesnikow i musze powisiec
troche nad kiblem. Syf dookola przeraza mnie. Mam nadzieje, ze od jutra nie
bede miala zafajdanej jedzeniem i tluszczem klawiatury, nie bede miala
obrzeknietej twarzy, no i nie zawisne nad kiblem.

Mam malo motywacji, ale pomyslalam, ze a nuz uda mi sie pozegnac bulimie,
jesli zdeklaruje sie publicznie. Nie chce spedzic zycia na objadaniu sie i
rzyganiu!!!

Milo mi bedzie jesli ktos mnie tu - na forum wesprze.

pozdrawiam

...Boze, zostaly mi jeszcze 2 nalesniki( zjadlam juz chyba 20). Wyrzuce je do
kosza. Juz nie moge....
Edytor zaawansowany
  • wodnik73 22.01.05, 22:55
    Boże drogi, ile razy nad pełnym talerzem z pełnym żołądkiem mówiłam sobie od
    jutra dośc!!!! Od jutra się nie obżeram, nie wymiotuję, będę zdrowa i
    szczęsliwa. No i tak mi zleciało 9 lat. Chciałaś pocieszenia?? sorry, chyba
    jestem okrutna i bez serca, 3 lata temu przechodziłam terapie, niedługo
    zaczynam następną, sama nie dam rady ....
  • wodnik73 22.01.05, 23:02
    miałam juz pzrerwy 1, 2 i 3 tygodniowe, choroba wracała. A może brak mi wiary??
    podobno wiara czyni cuda..jeśli ją masz, trzymaj się jej mocno, jeszcze silna
    wola i mocne postanowienie że się z tego wyjdzie i sukces gotowy. Mimo mojego
    pesymizmu, życze Ci powrotu do zdrowia, przecież to możliwe, znam wiele
    dziewczyn które z tego wyszły, ale ile pracy, wysiłku i bólu w to włożyły !!!
  • igepa 22.01.05, 23:13
    wlasnie wrocilam z wc. Dziekuje za odpowiedz, mimo, ze tak pesymistyczna.

    Ja tez juz wiele razy mowilam sobie STOP. Czasem udawalo sie osiagnac jakas
    jedzeniowa czystosc, czasem nie. Moj najwiekszy sukces, to ponad polroczna
    przerwa. Zwalilam sobie glowe tyloma obowiazkami i zajeciami, ze po prostu nie
    mialam czasu na dluzsze posiedziska nad talerzem. Teraz mam mniej zajec,
    koncowke depresji i bedzie mi ciezko. Kiedys trzeba. Przeciez cale zycie nie
    mozna rzygac dzien w dzien.

    pozdrawiam

    p.s. mnie terapie nie specjalnie pomagaja.
  • wodnik73 22.01.05, 23:22
    igepo, zdajesz sie na swoja silną wolę, wiarę, że dasz radę?? skąd wiesz, że to
    koniec depresji?? mnie dopadła jakieś 3 m-ce temu i nie chce odpuścic...(nie
    pierwszy raz zreszta, ale nigdy tak długo mnie nie trzymała) a na terapię
    namówiła mnie moja siostra jak zobaczyła co sie ze mną dzieje, sama bym się
    drugi raz nie zdecydowała, i pójdę, chyba jednak wierze, że mi sie uda,
    pozdrawiam
  • igepa 23.01.05, 00:01
    wiem, ze to koncowka, bo nie jest to moja pierwsza depresja (znam jej przebieg,
    jedyne co mnie zaskakuje to jej pojawienie sie nagle zupelnie). Za kazdym razem
    leczona farmakologicznie. Od pol roku biore antydepresanty i niedawno zaczely
    dzialac. Psychoterapie mnie niestety nie przekonuja. Na mnie po prostu nie
    dzialaja. Lekow rowniez nie lubie, ale bylam w takim stanie, ze nie mialam
    innego wyjscia. Ufam, ze psychoterapia w Twym przypadku odniesie pozadane
    efekty.
  • wodnik73 22.01.05, 23:36
    ...i jeszcze coś na dobranoc, trzymam kciuki za Ciebie i wszystkie dziewczyny,
    które postanowiły skończyc z tym bagnem. Powodzenia...dobranoc
  • igepa 23.01.05, 00:03
    Dziekuje serdecznie. Mam nadzieje, ze uda Ci sie przez noc trzymac kciuki i
    najlepiej byloby gdybys jeszcze jutro potrzymala. Od poniedzialku bedzie
    latwiej (pracuje).

    usciski sle
  • k_79 24.01.05, 09:16
    Ja wierzę w Ciebie! Wierzę, że silna wola i nienawiść do choroby mogą zdziałać
    cuda. 2 miesiące temu w dniu, w którym obżarłam się do granic i zwymiotowałam 2
    razy, po kilku miesiącach tak przeżytych też postanowiłam zerwać z bulimią raz
    na zawsze. Najgorsze były pierwsze dni, ale gdy mijały kolejne i wytrzymywałam,
    coraz mniej mnie ciągnęło do złych zachowań. Oczywiście nie czułam się przez to
    jak nowo narodzona, bo mam dość innych problemów, ale czułam się wolna. Od
    bulimii. Bo pozostało mi uzależnienie od ... wagi. Codzienne ważenie, czy aby
    nie tyję... Wytrwałam 50 dni i wtedy przyszło załamanie. Miałam nawrót.
    Tydzień, co drugi dzień. W ostatni piątek powiedziałam DOŚĆ!!! Bo znowu
    zaczynało się na dobre. Teraz znowu zaczynam wychodzić na prostą i wiem, że
    kryzys minął. Czuję to. Znowu będę wolna. Da się. Ale tak szczerze myślę, że
    powinnam i tak być pod opieką przynajmniej psychologa, jeśli nie psychiatry,
    brakuje mi fachowej pomocy, tylko, że jakoś nie mam odwagi o nią się postarać.

    Jak chcesz zobaczyć jak trzymają się dziewczyny zmagające się samotnie z
    potworem B, zajrzyj tu:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=592&w=18260704

    Pozdrawiam!
  • wodnik73 24.01.05, 09:38
    k_79, idź do specjalisty, wiem , że trudno sie przełamać, trudno też znaleźć
    prawdziwego fachowca. Ja na takiego trafiłam. Gdy z Nim romawiam, wiem , że
    mnie słucha, gdy przy nim płaczę, widzę że i On ma łzy w oczach. Mam do Niego
    pełne zaufanie. Nie trafiłam na niego od razu. Ale warto szukać. On nie jest
    cudotwórcą, nie wyzdrowiałam po 1-szej terapii. Za mało dałam z siebie, za mało
    się starałam, może jeszcze nie chciałam się rozstać z chorobą. Niedługo
    wybieram się na kolejną terapię, nie dam za wygraną. Ale wiem jedno, sama nie
    dam sobie rady. Bo my, chore na b. jesteśmy tak naprawde bardzo słabe i
    bezbronne wobec tego potwora. Warto poszukać wsparcia i pomocy, nie tylko tu,
    przed komputerem....bo to za mało....pozdrawiam
  • igepa 24.01.05, 21:32
    Krotko: na mnie psychoterapie nie podzialaly. Byly zle, czy moze jestem
    terapioodporna (cos a la lekoodpornosc)??? Moje zerwanie z bulimia na pol roku
    zawdzieczam li tylko sobie samej i wydaje mi sie, ze praca nad soba sama moze
    przysniesc najwieksze efekty. Wiem, ze nie jest to latwe.
  • igepa 24.01.05, 21:19
    Dziekuje serdecznie za Twa odpowiedz. Gratuluje tych 50 dni - to duzo. Mnie sie
    nie udalo zrealizowac postanowienia - z glupoty, rutyny, i jeszcze ... nie wiem
    czego. Postanawiam od dzis.

    Dziekuje rowniez za linka
    pozdrawiam goraco

    p.s. ja tez nie zerwe z obsesja odnosnie wagi :-( lub :-)
  • agi19 24.01.05, 10:14
    A może jednak warto zacząć od dzisiaj i skończyć na tych naleśnikach. Z
    doświadczenia wiem, ze od dziś jest łatwiej niż od jutra. Życzę powodzenia-aga
  • kolezankitg 24.01.05, 20:44
    HEY TU KAROLINA EWA EWA MY WSPIERAMY CIE CALYMI SILAMI MAMY NADZIEJE ZE SKONCZYLAS Z OBRZERANIEM SIE ODPISZ NAM JESLI CHCESZ MY CI ZAWSZE POMOZEMY POZDROWIENIA
  • igepa 24.01.05, 21:14
    Za godzine skoncze :-( Koncza mi sie pieniadze, wiec sila rzeczy. Nie wiem
    dlaczego tak trudno jest mi dotrzymac obietnicy. Kiedys moglam nie jesd przez
    tydzien, duzo sie uczyc, czesto cwiczyc, a teraz jest mi tak jakos dziwnie
    trudno. Wydaje mi sie, ze jest to juz rutyna; nie mam potrzeby opychania sie,
    jak ongis: niby moge sie nie obzerac i nie opychac, ale fajnie jest sobie jesc
    przez godzine dwie - gorzej juz z wiszeniem nad kiblem.

    Jesli mozecie mnie jakos wspomoc - poprosze. No a jesli nie - sama postaram
    wyprowadzic sie na prosta. Jutro jest 25 stycznia, ladna data - urodziny mojego
    ex, co do ktorego mam raczej dobre wspomnienia, wiec niech to bedzie start :-)

    pozdrawiam
  • igepa 24.01.05, 21:04
    No i kurcze, znowu jest od jutra :-(
  • mestrom 24.01.05, 21:08
    Przykro mi Igepa. kazda z nas ma chwile slabosci. Prosze nie poddawaj sie!
    --
    mestrom
  • igepa 24.01.05, 21:26
    Dziekuje Ci serdecznie za slowa otuchy :-)

    Jutro powinno byc mi latwiej, bo mam zawalony zupelnie dzien i nie bede miala
    czasu ani na jedzenie ani - rzyganie. Jesli jutro bedzie "czysto" mam nadzieje
    zatrzymac w swiadomosci swej uczecie tej czystosci i wierze, ze po wtorku
    bedzie czysta sroda, czysty czwartek.

    Chcialabym swiecic przykladem :-)

    pozdrawiam


    mestrom napisała:

    > Przykro mi Igepa. kazda z nas ma chwile slabosci. Prosze nie poddawaj sie!
  • wodnik73 24.01.05, 21:28
    Oj tak, każdy ma chwile słabości i nikt nie jest doskonały. Ale jest cos
    takiego jak nadzieja !!! Że znowu będzie słońce, wstanie nowy dzień i zaczynamy
    od nowa, nie poddajemy się !!! Absolutnie to zabronione !!! Myśl pozytywnie i
    uszy do góry. Nie jesteś sama :):):)
  • mestrom 24.01.05, 21:31
    WLASNIE NIE JESTES SAMA!ja tez jutro mam zamiar zrobic postepy. i tez juz
    zaplanowalam dzien. musi byc dobrze.
    --
    mestrom
  • igepa 24.01.05, 21:36
    Zatem trzymam i ja kciuki :-) moze jakas konkurencja?

    Czekam na relacje :-)
  • 30stka 24.01.05, 22:01
    A ja mam wrażenie, że Ty Igepa dobrze się bawisz pisząc o tym wiszeniu nad
    kiblem i do końca wcale nie chcesz skończyć z bulimią. I wiesz, mam ochotę w
    tym momencie dać Ci porządego "kopa"...
    Jeśli się mylę, to najmocniej przepraszam. Po prostu z doświadczenia wiem, że
    to nie jest takie "hop siup", że jak sobie popiszesz, to minie. Ja w Twoich
    wypowiedziach wogóle nie widzę woli walki. A zależy mi na Twoim wyzdrowieniu.
    Naprawdę. Pozdrawiam, Magda
  • igepa 24.01.05, 22:25
    Pisze w ten a nie w inny sposob, bo staram sie nie wiazac z bulimia lecz ja
    ironizowac. I slowo "wrazenie" uzyte przez Ciebie jest jak najbardziej
    adekwatne do rzeczywistosci. Wrazenie bowiem masz mylne. To, ze slowa moje nie
    napelnione sa spazmatycznym lamentem (tak jak wypowiedzi innych) wcale nie
    oznacza brak checi walki z przypadloscia.

    Skoro sie "czepiamy";

    piszesz:

    "Ja w Twoich
    > wypowiedziach wogóle nie widzę woli walki. A zależy mi na Twoim wyzdrowieniu.
    > Naprawdę. Pozdrawiam, Magda"

    Nie musisz widziec i w zasadzie jest to zupelnie normalne. Trudno jest bowiem
    dopatrzec sie checi walki autora jakiegokolwiek tekstu z czymkolwiek, chyba, ze
    autor jest wysmienitym erudyta i literatem. Ja nie jestem. Moje takie a nie
    inne podejscie do bulimii wynika byc moze z faktu istnienia powazniejszej
    choroby w moim przypadku i "likwidacja" bulimii na jej tle jest w istocie hop-
    siup.

    Trudno, by obcej zupelnie osobie zalezalo na moim wyzdrowieniu. Obca osoba,
    tudziez integrujaca sie ze mna tematycznie moze mi zyczyc szczescia,
    powodzenia, trzymac kciuki, wspierac mnie, no chyba, ze inaczej pojmujemy
    wyrazenie "zalezy mi na". Jesli mimo to zalezy Ci, to musisz byc niezmiernie
    empatyczna osoba. Bardzo cenna to cecha - godna pozazdroszczenia.

    Nie wiem, jakiej riposty spodziewalas sie na swoj komentarz. Jesli nie
    spelnilam oczekiwan Twych - wybacz. Tak czy siak zapewniam, ze dobrze sie nie
    bawie.

    pozdrawiam


  • 30stka 24.01.05, 22:44
    Nie oczekiwałam żadnej riposty, ale widzę że ubodłam Cię do żywego -
    przepraszam, nie to było moim zamiarem. A jeśli nadal zależy mi na Twoim
    wyzdrowieniu, to tylko dlatego, że sama kiedyś to przechodziłam i wiem
    doskonale, że rzeczywiście nie jest to zabawa. Pozdrawiam, Magda
  • igepa 24.01.05, 22:50
    I znow za mocne slowo: "ubodlam" :-) Nie ubodlas. Po prostu uswiadomilas (tez
    za mocne slowo) mi, ze nie do konca wlasciwym jest sposob w jaki sie wyrazam.

    pozdrawiam
  • 30stka 24.01.05, 23:31
    Ja chciałam Ci po prostu przekazać swoje odczucia (rzeczywiście jako zupełnie
    obcej osoby), jakie mam czytając Twe słowa. Jeśli Ci się nie spodobały, trudno -
    ja mam z kolei "taki styl" - może też do końca nieliteracki i nietrafny. Jeśli
    denerwują Cię moje słowa - nie będę więcej się wtrącać, pozostanę cichym
    obserwatorem Twych wypowiedzi. Oby były jak najbardziej optymistyczne ;-)
  • niobe5 25.01.05, 11:36
    Mysle, ze nie ma sensu sie sprzeczac. Wszystkie jestesmy w podobnej sytuacji -
    obojetne czy wyszlysmy z choroby, czy wlasnie ja przechodzimy. Kazda z nas ma
    inny styl pisania i inne podejscie do choroby i uwazam, ze nie wazne jak o niej
    piszemy (placzemy nad nia, przeklinamy, staramy sie ignorowac), ale wazna jest
    kwestia (duze slowo) odpowiedzialnosci spolecznej. Nieswiadomie bowiem mozemy
    polepszyc lub pogorszyc stan innych osob. Np. opisy tego co sie jadlo moga
    powodowac niesamowita ochote u zdrowiejacej dziewczyny aby zjesc to samo, opis
    metody "oczyszczania sie" moze wskazac zdrowiej osobie jak to robic, podawanie
    swoich wymiarow moze spowodowac panike i nawrot lub pogorszenie choroby itd.
    Nie jest wiec wazny styl w jakim piszemy, ale co i w jaki sposob to robimy.
    Powinny byc tego swiadome zwlaszcza osoby, ktore walcza i zmagaja sie z
    choroba. Przez samo pisanie mozna tez bardzo pomoc - mi np. bardzo pomagaja
    posty Magdy (30stki) i wiem, ze ona chce nam pomoc i nie ma zlych zamiarow.
    I ja takze bardzo chcialabym zebysmy wszystkie wyzdrowialy i bardzo "kibicuje"
    osoba, ktore sa dla mnie zupelnie obce.

    Pozdrawiam

  • 30stka 25.01.05, 12:21
    Dzięki Niobe5! Jak czytam Twoje posty (o tym jak żyjesz), to naprawdę widzę że
    chcesz z tym zerwać, ale tu chyba się za bardzo zagalopowałam w tych swoich
    pouczeniach i niechcący ktoś się wkurzył. Wierzę jednak, że i jakiś pozytyw z
    tego wyjdzie... Pozdrawiam wszystkich, Magda
  • wodnik73 25.01.05, 12:27
    Zgadzam się z niobe. Każda z nas ma inne podejście do choroby, różne metody i
    sposoby (mniej lub bardziej skuteczne) żeby z nią walczyć. Jedne z nas płaczą
    inne przeklinają...a ze mną jest tak, że w ciagu jednego dnia potrafię śmiać
    się z siebie, za chwilę płacze i przeklinam. Rano mogę napisac list pełen
    goryczy i żalu, wieczorem tryskam humorem i pisze o nadzieji, o tym że trzeba
    walczyc i nie wolno się poddawać. To prawda, że to co piszemy może mieć duży
    wływ na inne osoby, nieopatrznie zrozumiane słowo może zranić, inne ucieszyć
    lub wzruszyć. Z jedej strony musimy uważać, co piszemy, a z drugiej chyba po to
    jest forum żebysmy pisały tak naprawdę co nam w duszy gra i na sercu leży. Ja
    piszę o swoich odczuciach a Wasze przecież mogą być zupełnie inne. To co
    piszemy, to nasze subiektywne odczucia, a do tego co czytamy musimy brać lekki
    dystans...ale czasem mnie ponosi i się ledwo powstrzymuję, żeby jakiejś
    nie "nawrzucać" za to odchudzanie z kości na ości....... njaważniejsze że żadna
    tu nie jest sama w tej walce, i że jeśli możemy się chociaż dobrym słowem
    wspomóc, to już jest sukces !!! pozdrawiam
  • igepa 25.01.05, 14:59
    Witajcie!

    Ciesze sie, ze poruszony zostal temat sposobu wyrazania sie na temat bulimii.

    Pol dnia za mna. Na razie jest dobrze. W duzej mierze dlatego, ze jestem w
    pracy, ale nie przypuszczam by dzis cokolwiek zaklocilo moja zadeklarowana
    wczesniej postawe.

    pozdrawiam

    p.s. Do Magdy: ja sie nie wkurzylam Rzadko wkurzam sie na ludzi, zdecydowanie
    czesciej na siebie i rzeczy martwe.
  • wodnik73 25.01.05, 15:13
    A ja myśle, igepa, że się bardzo często wkurzasz na ludzi, ale odbijasz to na
    sobie i rzeczach martwych....ale, to tylko moje zdanie, ja tak akurat mam..i
    powolutku staram sie to zmieniać :)
  • igepa 25.01.05, 15:21
    Nie rozumiem skad takie pochopne sady w przypadku niektorych Waszych
    odpowiedzi, nie stanowia one logicznych i uzasadnionych wnioskow z moich
    wypowiedzi, co najwyzej sa domniemywaniami.

    Jestem zdania, ze winno sie unikac oceniania ludzi - tym barziej ludzi ktorych
    sie nie zna. ...ale jest to tylko moje zdanie :-)

    pozdrawiam
  • wodnik73 25.01.05, 15:47
    Naprawdę poczułaś, że ktoś tu kogoś ocenia, osądza ?? Przykro mi.

    Nas , chorych na B chyba bardzo łatwo jest urazić, dotknąć, zranić...no dobra,
    mnie łatwo jest urazić i zranić. Dziś napisałam list do mego chłopaka, bo nie
    wiedziałam jak mu w cztery oczy powiedzieć co czuję, tak ogólnie, co się we
    mnie dzieje. Namachałam 2 i pół strony, wysłałam mailem. Zadzwonił do mnie i
    powiedział, że mam talent beletrystyczny i powinnam pisać książki, że wszystko
    to wytór mojej chorej wyobraźni, że się nie musze tak przejmować tym, co powie
    moja matka, jak jej powiem o B, bo ją to g..obchodzi, że stwarzam sztuczne
    problemy..i żebym poszła na terapię !!! Ach co za słowa wsparcia i otuchy ze
    strony bliskiej mi osoby ........ ehhh

    Dziś dzień 9-ty.......pozdro
  • k_79 25.01.05, 15:52
    Tacy są właśnie faceci... Dlatego ja mojemu nic nie powiedziałam. Nie warto. I
    tak nic mi to nie pomoże. Mówię mu o innych problemach, ale tego za nic!!!
  • wodnik73 25.01.05, 16:00
    Mój facet o bulimii wie od 3 lat, ale nigdy mu nie mówiłam co czuję, jak
    wszystko przeżywam, jak łatwo mnie zranić, napisałam jaką władzę nade mna ma
    jedzenie, że mam depresję, że nie mogę sobie poradzić z pracą , z rodzicami,
    mam dylematy związane z małżeństwem i macierzyństwem. Bo czy osoba chora na B
    może być dobra żoną i przede wszystkim matką??????
    Ale, jestem z siebie dumna, że sie odważyłam mu to powiedzieć (no..napisać ) :)
  • k_79 25.01.05, 16:17
    U mnie odwrotnie: mówię o wszystkich swoich problemach, odczuciach,
    przeżyciach, załamaniach nastroju, domagam się zainteresowania, pocieszenia,
    mówię wprost czego mi trzeba i czego od niego oczekuje (niestety nie zawsze
    odnosi to jakikolwiek skutek, bo on uwielbia odwracać kota ogonem i zaczyna
    gadać o swoich potrzebach, próbując udowodnić mi jaki to on jest przeze mnie
    zaniedbywany :( - i tak często nie możemy dojść do porozumienia). O bulimii
    nie mówię. Jedynie wspominam czasem, że mam napad "wielkiego głoda" i napycham
    się, ale przy nim rzadko kiedy, więc nie zna skali problemu. Może gdybym mu
    powiedziała, coś by to zmieniło, może, ale raczej wątpię, by umiał to
    zrozumieć. I tak samo nie radzę sobie dobrze w żadnej sferze życia, ani w
    pracy, ani w małżeństwie i macierzyństwie. Bulimia przesłania mi wszystko, mimo
    że próbuję ją pokonać. Odbiera wiele cennych chwil, które mogłabym poświęcić
    rodzinie, odbiera radość, którą mogłabym dzielić z nimi, zamiast zarażać
    przygnębieniem i truć złaścią.
  • mestrom 25.01.05, 16:53
    Jak to wszystko czytam to mnie nosi. nie moge tego zniesc ze B jest tak silna i
    ma nad nami tak wielka wladze. Coraz bardziej jej nienawidze. I dlatego mam
    wiecej woli walki. Kcialabym zeby zniknela. Ja to jeszcze pol biedy nikogo nie
    mam i nikt sie mna nie przejmuje.
    --
    mestrom
  • mestrom 25.01.05, 16:30
    niobe5 napisała:

    > Mysle, ze nie ma sensu sie sprzeczac. Wszystkie jestesmy w podobnej sytuacji -

    > obojetne czy wyszlysmy z choroby, czy wlasnie ja przechodzimy. Kazda z nas ma
    > inny styl pisania i inne podejscie do choroby i uwazam, ze nie wazne jak o
    niej
    >
    > piszemy (placzemy nad nia, przeklinamy, staramy sie ignorowac), ale wazna
    jest
    > kwestia (duze slowo) odpowiedzialnosci spolecznej. Nieswiadomie bowiem mozemy
    > polepszyc lub pogorszyc stan innych osob. Np. opisy tego co sie jadlo moga
    > powodowac niesamowita ochote u zdrowiejacej dziewczyny aby zjesc to samo,
    opis
    > metody "oczyszczania sie" moze wskazac zdrowiej osobie jak to robic,
    podawanie
    > swoich wymiarow moze spowodowac panike i nawrot lub pogorszenie choroby itd.
    > Nie jest wiec wazny styl w jakim piszemy, ale co i w jaki sposob to robimy.
    > Powinny byc tego swiadome zwlaszcza osoby, ktore walcza i zmagaja sie z
    > choroba. Przez samo pisanie mozna tez bardzo pomoc - mi np. bardzo pomagaja
    > posty Magdy (30stki) i wiem, ze ona chce nam pomoc i nie ma zlych zamiarow.
    > I ja takze bardzo chcialabym zebysmy wszystkie wyzdrowialy i
    bardzo "kibicuje"
    > osoba, ktore sa dla mnie zupelnie obce.
    >
    > Pozdrawiam
    >

    jak wyzej
    --
    mestrom
  • dagusek 26.01.05, 11:18
    Przwprasam moglby mi ktos udzielic odpowiedzi na pytanie: Co to jest wiet?
  • igepa 27.01.05, 23:49
    No i dwa dni czyste byly. Dzis jakos nie wyszlo, choc moglo. Wydaje mi sie, ze
    po prostu zajadam samotnosc. Od roku mieszkam sama i niby mi zle nie jest, ale
    wole miec przy sobie ludzi. Z kolei ludzie jakos po studiach sie porozchodzili
    i kazdy zajal sie soba. rzecz jasna widujemy sie i w zasadzie co dzien mam
    gdzie pojsc, ale sie jakos wycofalam (nie z powodu bulimii). Nie moge do tego
    zupelnie przywyknac :-( Nadchodzi weekend i obowiazkow malo - laba. Duzo czasu
    do wypelnienia, a mnie jakos nie przychodzi do glowy nic lepszego niz
    pojedzenie sobie troche wiekszej ilosci niz norma przewiduje. Bez sensu.
    Postanowienie moje chyba wzielo w leb!
  • 30stka 28.01.05, 00:11
    Igepa, mimo wszystko trzymaj się i walcz o każdy następny dzień. Pozdrawiam,
    Magda

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka