Dodaj do ulubionych

jak żyć ....

20.02.05, 12:07
proszę powiedzcie mi dziewczyny.... te którym udało się wyleczyć lub leczy
się, jak to na początku wygląda. mam bulimię od 8 lat - wiem, długo - jednak
postanowiłam wziąść się za siebie ostro. nie chcę kolejnych dni..lat
marnować. nie biorę całe szczęście żadnych przeczyszczających leków ani nic
takiego. nie katuję się ćwiczeniami, jednak zwracam(łam) prawie po każdym
posiłku :( od 3 dni udaje mi się jednak "zatrzymać jedzenie w sobie" :)
powiedziałam nawet o tym mojemu chłopakowi z którym jestem od 6 lat i bardzo
chce mi pomóc. owszem wie, że miałam tego typu problemy z jedzeniem
aczkolwiek sądził, że mam to za sobą (niestety nie). bardzo się cieszę, że
nie wypytywał zbytnio i był wyrozumiały w trakcie rozmowy...chyba nawet
widziałam strach w jego oczach.. wiem, że on mi daje siłę aby walczyć. chcę
sama spróbować jednak jestem skłonna iść w ostateczności do jakiegoś
specjalisty...
nie wiem tylko nawet jak wygląda normalne życie.. jedzenie.. itp. proszę
poradźcie jak życ "po ludzku"..
Edytor zaawansowany
  • fiona83 20.02.05, 12:22
    Jakże się cieszę że kolejna duszyczka się opamiętała:-) Ja jestem 2 lata po
    anoreksji i wiem ze poczatek jest cholernie trudny. Bedziesz miala wrazenie ze
    jestes strasznie pelna - ale to bedzie dzialac tylko psychika. Najwazniejsze aby
    kazdy dzien nie sprowadzal sie do myslenia o jedzeniu : ile zjadlam, co zjadlam
    i co jeszcze zjem. Masz chlopaka - to cudownie - mnie tez ocalila milosc mojego
    mezczyzny. Walczyl kazdego dnia o moje zdrowie bo ZDROWIE Serduszo to jest to co
    najwazniejsze. Przytylam i zaakceptowalam to bo to nadal jestem JA I MOJE CIALO
    i kocham je:-) A moj mezczyzna jeszcze bardziej. Na pewno latwo nie bedzie ale
    decyzja juz podjeta a to najwazniejsze!!!!! W razie dolkow - pisz mailika, na
    pewno cie nie zostawie.Buzialki!!!1
  • rebeck 20.02.05, 12:57
    no własnie, mam wrażenie pełnego żołądka po serku danio...paranoja.. ale staram
    się o tym nie myśleć, no i jak na razie skutkuje :) najgorzej jest gdy jestem
    sama tak jak teraz, gdy nie ma mojego mężczyzny u mego boku. nie mam wtedy
    takiego pseudo-bata nad sobą :) tzn jak jest on, to po prostu nie myślę o
    jedzeniu. dobrze robi mi pisanie :) czas mija bez myślenia o jedzeniu. piszę po
    prostu co czuję i lepiej mi z tym. jak pomyślę sobie ile niemiłych rzeczy mój
    chłopak musiał przejść przeze mnie...
    mówi, że teraz zrobiłam się czulsza, milsza itp. jednak czasami, nie wiem skąd
    zaczynam robić się nerwowa... wtedy wiem, że to się źle może
    skończyć...wychodzimy wtedy na spacer i mi przechodzi całe szczęście. czasami
    mam wrażenie, że zabraknie mi sił lecz dobrze mieć WAS i jego :) dzięki
  • fiona83 20.02.05, 13:18
    Wiem ze samotnosc to wrog w tej sytuacji. Dlatego mimo ze pewnie masz straszne
    opory wyjdz na spacer, albo umow sie ze znajomymi kiedy twoj amilosc nie moze
    byc z toba. Moj kiedy tylko moze jest ze mna i pilnuje zebym regularnie jadla.
    Zreszta moi rodzice skutecznie go wspieraja. I wiesz co? Jest mi z tym dobrze.
    Wierze ze bede miala cudownego meza i dzieci i to wszystko co bylo pojdzie w
    zapomnienie i minie jak zly sen . A jezeli pomaga ci pisanie to PISZ kiedy tylko
    zapragniesz.
    Ps. Oczywiscie email nadal aktualny:-) 3maj sie:-)
  • rebeck 20.02.05, 13:43
    niestety na spacerek ani na znajomychh nie mogę sobie dziś pozwolić. muszeę
    uczyć się do egzaminu... :( on jednak wraca wieczorkiem i już sama nie
    będę.. :) obiecał mi, że jak będę ja jechała do domu to wtedy i on będzie
    jechać, że już więcej samej na weekend mnie nie zostawi( dzięki bogu ). my na
    szczęście mieszkamy razem w akademiku i tylko nie widzimy się gdy on jest w
    pracy a ja na uczelni. wtedy jednak mam zajęcie... i wiadomo o czym nie myślę i
    czego nie robie ;)
    dobrze masz z rodzicami, ze cie wspieraja... u mnie raczej nie ma nawet sensu
    zaczynać z nimi rozmowy... ostatnio na daremno próbowałam. mama tego po prostu
    nie rozumie i nie zrozumie... jej rada : "przecież wiesz, że to szkodzi ci...
    nie rób tego po prostu" . fajnie, nie ?? ale nie mam czego oczekiwać po osobie,
    która nigdy nie miała tego problemu... szkoda tylko, że nawet nie chce tego
    zrozumieć ... mnie ... jak mnie najdzie, to napiszę do ciebie emailka z
    postępami.... z dołami nie chciałabym pisać.. chociaż i takie mogą się
    zdarzyć.. dziękuję za zainteresowanie moją osobą.. papatki
  • katarzyna2005 20.02.05, 14:21
    Sorry, ze sie wcinam. Fiona, a czy przytylas bardzo, jesli nie, to jak sobie
    radzisz z nietyciem, czy to moze nie jest dla Ciebie problemem. Ja wychodze z
    bulimii, ale przytycie jest dla mnie nie do zaakceptowania.
  • fiona83 20.02.05, 14:38
    Katarzyna, powiem ci w skrócie tą moją historię: w 1 klasie LO ważyłam 97kg przy
    wzroście 183cm - dlatego nie bylo az tak widać. Bylam szczesliwa, bo z natury
    jestem osoba pogodna i towarzyska i nie przejmowalam sie docinkami. Ale z czasem
    zaczelo mi strasznie przeszkadzac ze nie moge sobie fajnych ciuchow kupic i z
    powodow nadmiernych ambicji doszla w 2 klasie depresja ktora lecze do dzis.
    Zblizaly sie studia i postanowilam sie odchudzic. I..... przegielam. W rok
    zjechalam do 53kg. 23 psychiatrow, wsparcie rodziny i nic. Ja cigle twierdzilam
    ze chce byc zdrowa ale przytyc to nigdy. I wtedy zakochalam sie i to z
    wzajemnoscia. Byl to czas kiedy nie moglam wejsc na 1 pietro bo mdlalam z
    wycienczenia. I......skonczylam z tym raz na zawsze. Zaczelam jesc - na poczatku
    same bomby kaloryczne i odzywki i przytylam do 72kg. Potem nastapil kryzys - bo
    nie miescilam sie w zadne ciuchy-a sporo ich nakupowalam. Chcialam wrocic do
    niejedzenia. Uratowal mnie moj mezczyzna i rodzice, ktorzy zgodzili sie na
    schudniecie ale tylko do 68 kg,a ciuchy wyrzucili. Teraz waze 65-67 - i musze ci
    powiedziec ze nawet zamierzam przytyc bo lepiej sie czulam z 69kg. Jak nie utyc?
    Powiem ci rade : NIE MYSLEC O JEDZENIU. Caly swiat nie moze sie wokol tego
    krecic. Jesc w miare regularnie. Nie stosuje zadnej diety-jem wszystko.
    Slodycze, czasami codziennie. I NIE PANIKUJE - wskazowka na wadze to nie
    wyrocznia i nie celmojego zycia. Ja chce miec rodzine i wyladac dobrze - jak
    kobieta co ma tu i tam:-) Nie boj sie tego - nie mysl o tym co inni powiedza.
    Jedz po to zeby zyc a nie zyj po to zeby jesc. W razie czego mail me:-)
    Buziaczki i everybody must be happy bo wiosna idzie:-)
  • vanillaice 20.02.05, 14:50
    Fiona,aż się poplakałam jak czytałam to co napisałaś...ze mna niestety nie jest
    dobrze, nie mogę zaakceptować u siebie wagi wyższej niż 50 kg( 171 cm) i
    dlatego podstawę mojej diety stanowią jogurty i jabłka, a jak już co innego
    zjem to staram się tego pozbyć, no i wymiotuję....Mam kogoś kto mnie kocha i ja
    kocham jego, ale nie cierpię siebie i być może to jest powodem tego, że ciągle
    nie mogę wyzdrowieć...a jak ktoś mi mówi- "ale ty chuda jesteś, wygladasz jak
    szkielet" to dla mnie największy komplement...czy to normalne....
  • yesstem 20.02.05, 14:51
    TO NIE JEST NORMALNE ale ja to niestety doskonale rozumiem :(
  • fiona83 20.02.05, 14:58
    Co do jabłek to jem okolo kilo dziennie - nawyk z czasow anoreksji - jedyny
    zdrowy. Myslisz slonko ze ja od razu zaakceptowalam siebie w wersji M a nie S ?
    NIESTETY NIE. Pisac mi teraz latwo bo ma to za soba, ale mam ZA SOBA. Moj mily
    nadal twierdzi ze jak sie przytula to obija si
  • fiona83 20.02.05, 15:01
    Co do jabłek to jem okolo kilo dziennie - nawyk z czasow anoreksji - jedyny
    zdrowy. Myslisz slonko ze ja od razu zaakceptowalam siebie w wersji M a nie S ?
    NIESTETY NIE. Pisac mi teraz latwo bo ma to za soba, ale mam ZA SOBA. Moj mily
    nadal twierdzi ze jak sie przytula to obija sie o moje zebra i choc jeszce rok
    emu bylby to komplement to teraz musze cos z tym zrobic:-) Nawet nie wiesz jakie
    zycie stalo sie kolorowe teraz - chodze z ludzmi, jak oni jedza ja tez a nie
    mowie ze sie odchudzam. Jeszcze duzo przede mna bo od 6 lat biore proch na
    depresje ale wierze ze mi sie uda i to w koncu odstawic. Zaczelam wierzyc
    ludziom a nie lustrom i wagom. A jak juz wczesniej pisalam moj tata jest
    szklarzem i lustra KLAMIA!!!!!!
  • vanillaice 20.02.05, 15:57
    Fiona, ja wręcz przeciwnie izoluję się od ludzi, bo boję się, że jak do kogoś
    pójdę w gości to będzie mi kazał jeść,a ja nic na to nie poradzę, ze jak jestem
    najedzona to czuję się gruba...Tez biore prochy na depresję od dłuższego czasu
    (Paroxetin), a także prochy nasenne, bo nie mogę spać....
  • fiona83 20.02.05, 16:02
  • fiona83 20.02.05, 16:06
    I naprawde warto z tym walczyc bo szkoda zycia:-) A jedzenie ma byc jedynie
    jednym z czynnikow dzieki ktorym zyjesz. I pamietaj : Nie przytyjesz z dnia na
    dzien - a tycie w tej chorobie to nie gromadzenie tluszczu w biodrach czy
    brzuchu tylko regeneracja narzadow - one tez musza wazyc odpowiednio, prawda? A
    jesli mi sie poddasz to bede :-( Walcze razem z toba - pamietaj:-) I moj
    mezczyzna tez, bo wlasnie razem siedzimy i pijemy kawusie.
    Ps: ja do dzis uzywam przeczyszczaczy(pod kontrola lekarza) - mimo wlasciwej
    diety jelita nie chca pracowac........
  • vanillaice 20.02.05, 16:50
    Fiona,jest mi ciężko, cholernie...byłam dzisiaj na zakupach w hipermarkecie,
    widziałam ludzi, którzy coś tam sobie jedli, śmiali się...płakać mi się chciało,
    myślalam sobie dlaczego oni mogą, a ja nie?! Dlaczego nie mogę zjeśc sobie tej
    pizzy, na którą mam taką ochotę, dlaczego zawsze ilekroć spojrzę na jakiś
    produkt to myślę tylko o kaloriach. Oglądam często moje zdjęcia z podstawowki i
    myślę sobie gdzie się podziała tamta ładna szcęśliwa dziewczyna, pięknymi
    włosami, uśmiechnięta...teraz przeważnie placzę jak nikt nie widzi i chyba juz
    nie jestem sobą...moje życie ucieka, a ja nie umiem nic z tym zrobić...
  • niobe5 20.02.05, 17:30
    Vanillaice - sorry, ze sie wtracam. CZuje podobnie jak Ty. Tak zazdroszcze tym
    ludziom tych usmiechow, tego zdrowego podejscia do zycia. Tez ogladam swoje
    zdjecia i dziwie sie sobie jaka wtedy bylam szczesliwa. Tez boje sie, ze moje
    zycie przeminie szybko, a mi z czasow mlodosci pozostanie tylko jedno
    wspomnienie - bulimia.
    Te wszystkie mysli z jednej strony doluja mnie, ale z drugiej daja
    niesamowitego kopa, zeby walczyc i wygrac. Przeciez moge jeszcze cieszyc sie
    zyciem tak jak ci ludzie, przeciez mam dopiero 25 lat i moja mlodosc jeszcze
    nie jest stracona, przecieaz moge byc znowu ta usmiechnieta, szczesliwa i ladna
    dziewczyna! Dlatego musze wygrac! Musze!

    Pozdrawiam Was goraco :)
  • vanillaice 20.02.05, 17:48
    A ja się boję, że choroba wygra ze mną...Nie mam już sił walczyć, zwlaszcza w
    takie dni jak dzisiaj kiedy siedzę sama ( mój facet w pracy). Chyba dzisiaj mam
    swój gorszy dzień,dużo coś ich ostatnio...
  • niobe5 20.02.05, 17:59
    Ja tez siedze sama Vanillaice... Moj facet bedzie po 18 (u mnie w UK jest 17),
    wiec pocieszam sie, ze to jeszcze tylko godzina. Czuje sie dzisiaj jakas taka
    samotna i odrzucona. Wydaje mi sie, ze nawet na forum nikt mnie nie lubi :(
    Bylam na lekcji tanca i to tylko powiekszylo moja samotnosc - juz 5 miesiecy w
    Anglii a ja dalej moje sie mowic po angielsku (dodam, ze znam go biegle). Boje
    sie osmieszenia, pogardy, porozumiewawczyc spojrzen (co ta Poleczka tu robi?).
    Wiec uciekam od ludzi, nie patrze im w oczy, boje sie, ze ktos mnie o cos
    zapyta, uciekam szybko jak koncza sie zajecia, sama tworze wokol siebie skorupe
    nie do przebicia. I poteguje to jeszcze moja samotnosc... A jutro praca -
    denerwujacy szef i stres - a tak bardzo chcialabym przetrwac ten tydzien..

    Trzymaj sie cieplutko Vanillaice, jestem z Toba
  • vanillaice 20.02.05, 18:05
    Dzięki Niobe.
  • 30stka 20.02.05, 18:10
    Niobe, trzymaj się! Co Ty wygadujesz, że nikt Cię nie lubi. Ja lubię Cię
    bardzo!!!
  • niobe5 20.02.05, 18:14
    Dzieki Wam dziewczyny. Wiecie jak to jest z chora glowka - jedna mysl goni
    druga i poteguje stan w jakim sie jest. Przyjdzie mi do glowy mysl - jestem
    beznadziejna i nikt mnie nie lubi, a potem wydaje mi sie, ze wszystko
    potwierdza te teze. Moj chlopak smieje sie zawsze z tego i mowi "co Ci sie w
    tej Twoje glowce znowu urodzilo?" i wiem, ze ma racje, bo to ja sama wprowadzam
    sie w taki stan.
    Dzieki jeszcze raz. :)
  • yesstem 20.02.05, 18:24
    Nie przejmuj się, ja mam ten sam problem! Zawsze mi się wydaje, że jestem nic
    nie warta, że nikt tak szczerze mnie nie lubi, tylko udają, a potem obgadują za
    plecami i myślą o mnie nie wiadomo jakie złe rzeczy... A jak ktoś na mnie
    spojrzy, to zaraz wyobrażam sobie, że albo mam gdzieś plamę, albo myśli 'o
    rany, ale ona brzydka'. Oj, chore te nasze główki...
  • niobe5 20.02.05, 18:33
    Dzieki - rozsmieszyla mnie ta plama :))
    Jak moj chlopak mi sie dluzej przyglada to pytam: "co, brudna jestem?". A on
    zawsze odpowiada: "To juz nie moge sobie na Ciebie popatrzec?". Hahaha
    Jak mam gorszy dzien i jakis facet obejrzy sie za mna na ulicy to
    mysle: "cholera, albo nie zapielam rozporka, albo mam gdzies plame" :))
  • yesstem 20.02.05, 18:39
    No widzisz, przynajmniej zauważasz, że faceci się oglądają za Tobą! :D A ja to
    jestem tak zakompleksiona, że jak mijam jakiegoś na ulicy, to boję się nawet na
    niego spojrzeć, dostrzegam tylko spojrzenia innych dziewczyn (krytyczne
    oczywiście - w moim mniemaniu, w końcu mam tyle widocznych wad...) Tylko kiedy
    mówię do męża, jaka jestem beznadziejna i brzydka, to on mi odpowiada, że gdyby
    tak było, to by sie tak faceci na ulicy za mną nie oglądali! Ja oczywiście na
    to, że nie zauważyłam (no bo jak?), a on mi odpowiada, że on za to widzi! Nie
    mogę mu nie wierzyć, jest z niego straszny zazdrośnik ;)
  • niobe5 20.02.05, 18:53
    :) Moj mowi to samo. Ale tu gdzie jestem niestety nie trzeba byc pieknym, zeby
    sie podobac :(. Mieszkam w dzielnicy (3 strefa) gdzie sa prawie sami murzyni i
    muzulmanie (bo ci prawdziwi anglicy mieszkaja glownie a 1 i 2 strefie, oraz na
    przedmiesciach), wiec biala dziewczyna zawsze wzbudza zainteresowanie.
    To dziwne gdyz pomimo, ze moj stan powoli sie poprawia, to ja jestem coraz
    bardziej niesmiala. Pamietam jak jeszcze z 3-4 lata temu potrafilam ubrac sie
    bardzo seksownie i rzucajace sie rzeczy (obcasy i takie tam) i smialo isc ulica
    patrzac o oczy kazdemy facetowi. Teraz moim jedynym celem jest nie wyroznienie
    sie, ale wbicie sie w tlum. Nigdy w zyciu nie zalozylabym teraz czegos co
    mogloby przyciagnac uwage i nigdy nie patrze ludziom w oczy (tzw. szaraczek ze
    spuszczonym wzrokiem). Najchetniej to chcialabym byc niewidzialna. Nie wiem
    dlaczego tak jest.
    A jezeli dostrzegasz spojrzenia dziewczyn to moge Cie zapewnic (i chyba sama
    sobie zdajesz z tego sprawe), ze dziewczyny przygladaja sie krytycznie tylko
    konkurencji (czyli ladnym dziewczynom, a nie brzydkim).

    Papulka
  • rebeck 21.02.05, 11:28
    muszę powiedziedzieć, że niestety każda z nas tak się czuje. raz wydaje nam
    się, że wyglądamy coraz lepiej (oczywiście w swoim mniemaniu.... bo coraz
    chudziej ) to wtedy jeasteśmy w stanie świat zawojować. jednak częściej jest
    tak, że nie potrafimy sobie ze sobą poradzić. moi znajomi nic nawet nie
    podejrzewają, że wogóle mogę na to chorować... zazwyczaj jestem uśmiechnięta,
    zadowolona i miła ... nic po mnie nie widać. na zewnątrz jedno a w środku
    drugie. czasami, gdy mam gorszy dzień, to strasznie się dziwią, że ja mogę mieć
    gorszy dzień...
    jak widzę jakąś dziewczynę, nawet nie musi być ładna .. w moim mniemaniu i tak
    jest lepsza/ładniejsza ode mnie... mój chłopak też mówi, że coś mi się w tej
    główce znów porobiło i żebym nawet tak nie żartowała, bo dla niego jestem
    najładniejsza, najśliczniejsza, najzgrabniejsza itd i jego to rani jak takmówię
    i obraża, bo z brzydką i głupią dziewczyną to by nawet nie chciał być...
    czasami żartuje, że chyba jednak głupiutka jak tak mówię czy myślę, ale, że i
    tak mnie kocha.
    a same nie jesteśmy całe szczęście.. zawsze mamy siebe w ciężkich chwilach i po
    to przecież piszemy. PAMIĘTAJMY, ŻE ŻADNA Z NAS NIE JEST SAMA. :) trzymajcie
    się cieplutko... buziaki..

    PS wczoraj wieczorkiem jak wrócił mój chłpak poszliśmy na spacerek i graliśmy w
    ping- ponga (ale się wybawiłąm :) ), dlatego też już nie pisałam...
    miałam kolejny dzień czysty :)
  • fiona83 20.02.05, 18:49
    ...tak jak moi bliscy byli ze mna. Vanilla nigdy nie zapominaj mojej teorii o
    dolkach a choroba wygra tylko wtedy gdy jej pozwolisz.Wez ja za pysk i za drzwi.
    Niobe - moja glowa nie jest lepsza a moj facet(ktory wlasnie mizia mnie po
    brzuszku i wciska pierniki) tez mi robi yklady ze moja glowka nie powstydzilaby
    sie Einsteina w pomyslowosci.Buzialki. BOB BUDOWNICZY NIE JEST SAM:-)
  • 30stka 20.02.05, 19:09
    Lubię to >> BOB BUDOWNICZY NIE JEST SAM:-)
    Ja sama często śpiewałam tę piosenkę, jak z dzieciakami za długo naoglądałam
    się kaset. Bardzo pasuje do tematu!
    Pozdrówki dla wszystkich!
  • lou7 25.02.05, 22:30
    Alez mamy jezykowe podobienstwo doswiadczen, Niobe. Tez mieszkalam za granica i
    tez balam sie mowic w jezyku ktory dobrze znalam, z tych samych powodow co ty i
    z tymi samymi skutkami... Cos jest w naszych duszach...doswiadczeniach...
  • 30stka 20.02.05, 15:08
    Cześć Rebeck!
    Początki są chyba najtrudniejsze, bo trzeba naprawdę mieć silną motywację, żeby
    wyrwać się z tego zaklętego kręgu bulimii. Na pewno może pomóc terapia, czy
    otwarcie się przed kimś bliskim - tak jak to piszesz o swoim chłopaku.
    Ja skończyłam z tym paskudztwem już z jakieś 10 lat temu i mogę tylko
    potwierdzić, że jest to możliwe. Ale trzeba tego bardzo, bardzo chcieć (trochę
    na ten temat pisałam w wątku "Halo, halo kto chce skończyć z bulimią?").
    Wśród osób bywających na forum - polecam Twojej szczególnej uwadze Wodnika73 -
    to osoba, która po 10 latach chorowania zmaga się z chorobą na ostro. Też
    przeżywa kryzyse, ale trzyma azymut. Oczywiście inne osoby też mogą być dla
    Ciebie inspiracją (nie chcę tu nikogo pominąć), ale właśnie terapia Wodnika
    bardzo przypomina mi moją własną drogę, dlatego polecam Ci go szczególnie.
    Jak zaczniesz proces leczenia, wybaczania sobie, poznawania siebie na nowo, aż
    do prawdziwego bezwarunkowego pokochania samej siebie - wtedy sama będziesz
    wiedziała na czym polega normalne życie (i jedzenie) - Twoje będzie po prostu
    niepowtarzalne - i musisz je sama dla siebie odkryć!
    Pozdrawiam, Magda
  • niobe5 20.02.05, 16:23
    Czesc Rebeck!
    To moj dziesiaty rok bulimi i tez zabralam sie za ostra walke. Bardzo sie
    ciesze, ze sie do tego dolaczasz. Ja zadawalam dokladnie te same pytania co Ty
    i nadal na wiele nie znam odpowiedzi: jak zyc normalnie, jak jesc normalnie,
    kim jestem, ktora z moich wielu osobowosci to prawdziwa ja, jaka jestem?
    Po tylu latach bycia chora tak trudno odroznic prawde od fikcji, od urojen,
    ktore powstaja w mojej glowie.
    Taka prawdziwa walke zaczelam ok.40 dni temu. Na poczatku chcialam i wierzylam
    w to, ze da sie rzucic bulimie jednego dnia. Niestety, mi sie to nie udalo. Za
    to obserwuje postepy jakie robie - coraz wiecej dni bez bulimii, coraz dluzsze
    przerwy miedzy atakami, coraz mniej mysli o jedzeniu, coraz latwiejsza walka
    podczas ataku... Widze jak moj stan poprawia sie z dnia na dzien.
    Ale jest mi ciezko. I to bardzo. Nagle zniknela moja "najukochansza podpora
    zyciowa" - jak radzic sobie z problemami bez niej? Jeszcze nie znam do konca
    odpowiedzi na to pytanie.
    Nie wiem czy moge dawac Ci jakiekolwiek rady - wkoncu sama jestem nadal chora,
    a poza tym kazdy walczy w inny sposob i co innego mu pomaga.
    Ja staram sie nabrac zdrowego podejscia do jedzenia oraz pokochac siebie taka
    jaka jestem. Duzo mysle o zyciu, analizuje wszystkie moje mysli, uczucia i
    sytuacje, ktore mi sie przytrafily. Wypelniam swoj wolny czas jak tylko moge.
    Odnalazlam cos co sprawia mi w zyciu ogromna radosc - taniec. Staram sie
    usmiechac jak najczesciej i smiac sama z siebie i swoich wad.
    A przede wszystkim - bardzo bardzo bardzo chce wygrac - i to jest uniwersalna
    rada dla kazdego. Chce wyzdrowiec, chce odzyskac swoje zycie, chce moc sie nim
    cieszyc, chce smiac sie czesto i plakac zadko, nie czuc ciaglego zmeczenia i
    korzystac z zycia poki jestem mloda, chce miec dzieci i szczesliwa rodzine,
    CHCE BYC ZDROWA!!!

    Przesylam caluski i pisz czesto co u Ciebie i jak Ci idzie Twoja walka.

  • rebeck 20.02.05, 16:55
    widzę, że dużo jest nas... z jednej str to pocieszające, że nie jest się
    osaamotnionym a z drugiej jednak str żal patrzeć ile dziewczyn się wyniszcza...
    boję się, że nie wytrzymam... a znając siebie jak mi się raz noga powinie to
    zaraz popadam w depresję i nie widze sensu w podejmowanym działaniu.. a nie
    chcę aby tak się stało. zgadzam się z tobą w 100%, że po tylu latach choroby
    już samemu nie wie się jak wygląda normalne życie... wszystko się zaczyna znów
    w jakiś sposób komplikować... a ja mimo wszystko zmian sie boję.. dobrze
    jednak, że tyle z nas chce się jednak z tego wygrzebać..
    wiem, że ważne jest aby jeść regularnie 3 posiłki dziennie i w małych
    ilościach... tylko co to znaczy "małe" ?? ja obrałam sobie to w taki sposób :
    np dziś na obiad zjadłam pół dużego ziemniaka i pulpecika no i herbatka w
    filiżanece... na śniadanie serek ( w moim przypadku danio - uwielbiam) no a na
    kolację o 18 może jabłko... lub pomarańczę...
    nie jestem pewna czy tak to powinno wyglądać, bo jednak nie chcę przytyć
    zbytnio... w sumie przeraża mnie świadomość, że mogłabym utyć... mam 160 cm
    wzrostu i 42 / 45 kg wagi. wszyscy znajomi mówią, że mogłąbym przytyć trochę,
    ale ja boję się, że jak zacznę jeść to nie będę mogła się opanować i
    wiadamokółko się zamknie spowrotem... mam jeszcze jedno pytanie.. czy są
    jakieś rzeczy których na nasz żołądek nie powinnyśmy jeść ?? pewnie nie należy
    jeść ciężkostrawnych produktów i pzretworów: np kap kiszonej czy ogórków kons ,
    kisz... napisz mi co jesz.. po czym się dobrze czyjesz ... dzięki... piszcie
    do mnie emilki... buziaki < serdeczne dzięki za tak żwe zainteresowanie :) >
  • niobe5 20.02.05, 17:23
    Oczywiscie jak mowilam musisz znalezc jaki sposob pomaga Tobie najbardziej. Ja,
    gdyby jadla tak jak piszesz, skonczylabym bardzo szybko atakiem, bo zwyczajnie
    bylabym zabojczo glodna, a wtedy nie panuje nad soba. Jak wygladaja moje
    posilki?
    Sniadanie: musli z mlekiem sojowym, przy czym musli robie wlasnorecznie -
    kupuje naturalne, nieslodzone musli (poprotu zrozna ziarna) i dodaje do tego
    rodzynki, orzechy, suszone banany i miod - bardzo zdrowe, pozywne i dlugo czuje
    sie po tym najedzona
    Drugie sniadanie (po okolo 3-4 godz., jedzone w pracy): kanapka z chlebka
    pelnoziarnistego, owoce (np. jablko, 2 mandarynki)
    Obiad (jedzony ok. 18, bo wtedy wracam z pracy): roznie, w zaleznosci co
    wpadnie mi do glowy, ale np. brazowy ryz, kotlecik mielony, salatka
    Kolacyjka: jezeli jem pozno obiad to kolacja sklada sie gl. z owocow i jogurtu,
    jak nie - to z normalnych kanapek
    Plus w miedzyczasie przegryzam orzeszki, pozwalam sobie na np. pasek czekolady
    dziennie, owoce itd.
    Jak wiec widzisz nie ograniczam sie zbytnio. Jem normalne ilosci jedzenia i co
    najwazniejsze - nie tyje (a nawet wrecz przeciwnie, juz wiele razy zauwazylam,
    ze jak mialam dluzsze przerwy w bulimii to chudlam).
    Tak jak mowie kazdy ma inne metody wychodzenia z tego swinstwa. Ja jestem
    jednak przeciwniczka rygorystycznych diet w czasie walki. Oczywiscie jezeli
    czuje sie gorzej, wydaje mi sie ze przytylam (wydaje sie bo wage wyrzucilam juz
    dawno) to po prostu jem to samo tylko w troszke mniejszych ilosciach i jest ok.
    Tak wiec wydaje mi sie, ze to co sobie zaplanowalas to bardzo malo i boje sie
    czy Ty i Twoj organizm wytrzymacie to.
    Acha - co do rzeczy ciezkostrawnych - zdarza mi sie tez jesc takie (kapusta,
    grzyby), ale mam bardzo dobra przemiane materii (nigdy nie uzywalam ziolek
    przeczyszczajacych) wiec one mi nie szkodza. Podejrzewam, ze kogos kto ma
    rozregulowana przemiane materii moze bolec po nich brzuszek, ale jak mowie -
    nie wiem.

    Buziaki, trzymaj sie cieplo :)
  • rebeck 20.02.05, 16:36
    dzięki za odp. jak napisałaś początki są trudne... a motywację na szczęście
    mam.... siebie :) no i mojego chłopaka. nie mogę jednak przekonać się do
    łażenia po tych wszystkich terapiach itp. chcę sama sobie poradzić na ile to
    możliwe... muszę pogratulować ci tego, że ci się udało ....motywują mnie takie
    osoby jak ty... motywują i dają nadzieję na przyszłość. przeczytam sobie "Halo,
    halo kto chce skończyć z bulimią?"... i odezwę się do Wodnika73. mam
    nadzieję, że z WAMI uda mi sie wytrwać ;) najcięższe jest dla mnie właśnie
    pokochanie i zaakceptowanie siebie... zawsze wszyscy są lepsi ode mnie ....
    przynajmniej w moich oczach jak to mój facet mówi...wiem, że dużo sobie
    wkręcam... inaczej odbieram rzeczywistośc, ale trochę.. a nawet bardzo przeraża
    mnie to inne życie.. będę pisała o moich losach... myślę, że powinno mi się
    udać tym razem.. acha, jeśli ktoś zna jakiegoś dobrego secjalistę w trójmięście
    i najlepiej taniego to niech da znać... może będzie potzrebny... dzięki i
    pozdrowionka
  • 30stka 20.02.05, 17:39
    Nie bardzo orientuje się w lekarzach, bo nie korzystam teraz z ich pomocy, ale
    znalazłam coś takiego na forum:
    "wiem ze w sopocie w mrowisku jest terapeuta zaburzen jedzenia i w gdyni w
    chrzescijanskim centrum psychologicznym na portowej 2"
    Oczywiście nie mam pojęcia, czy to dobrzy lekarze, ale co Ci szkodzi zadzwonić
    i popytać? Warto zaangażować się w walkę z bulimią całkowicie, tak żeby
    wykorzystać wszystkie możliwe i dostępne metody, tak, żeby móc sobie
    powiedzieć, że robię wszystko, aby z tym zerwać. Strachy będą, chęci odwrotu,
    zniechęcenia i niepowodzenia - to wszystko normalne. Tak jak pisze Niobe ja też
    uważam, że trudno jest zerwać z bulimią jednego dnia. Ważne, żeby nie poddawać
    się mimo potknięć i wytrwale dążyć do celu.
    Pozdrówki!
  • rebeck 21.02.05, 11:43
    jak na razie pragnę dać sobię z tym radę sama. w tej chwili mam motywację i
    ambicję...... jednak jeśli poczuję, że zaczynam słabnąć, wtedy zwrócę się
    gdzieś po fachową pomoc. mam nadzieję, że wystarczy abym była silna i miała
    osobę która chce mi pomóc i jest przy mnie( a jak wiesz mam taką). wiem, że nie
    jest łatwo... czuję to po sobie gdy np jem kanapkę czy obiad... w trakcie
    jedzenia mam ochotę po prostu pochłonąć więcej... jednak wiem, że nie mogę i
    powstrzymuję się... czysty rygor :) mój chłopak martwi się jednak żebym teraz w
    anoreksję nie popadła... myślę, że chyba tak się nie stanie... jak na razie jem
    mało, bo po większej ilości jedzenia źle się czuję.. małymi kroczkami do celu.
    jak potrafiłam wpaść w to bagno, to potrafię też niego wyjść !!! i tak muszę
    myśleć :) !! polecam też takie podejście innym ... naprawdę pomaga
    acha... czytałam o kwestii finansowej w bulimii..... to też dobry kolejny powód
    aby przestać zwracać... tyle zresztą o głodzie na świecie się słyszy ....a my...
    no nic.. trza żyć dalej.. :) powodzonka wszystkim :)
  • 30stka 21.02.05, 11:53
    To jest super:
    > jak potrafiłam wpaść w to bagno, to potrafię też niego wyjść !!! i tak muszę
    > myśleć :) !! polecam też takie podejście innym ... naprawdę pomaga
    mi też pomagało takie myślenie.
    Trzymam kciuki!
  • luka-6 24.02.05, 11:14
    Super, że mogę sobie poczytac szczere wypowiedzi w sam raz dla mnie. Na
    początek to piszcie o każde porze ja ostatnio bardzo częstu tu zaglądam (aż mam
    wyrzuty sumienia bo musze się uczyć)jestem w domu z moim synkiem i tylko on
    czasami się denerwuje że tylko "kmputeruje". Piszcie nawet o pogodzie...,
    chętnie się rozmawia z osobami o których wiem, że napewno mnie rozumieją. Temat
    zdrowego odżywiania nie jest obcy, ja też próbuje zdrowo odżywiac moją rodzinke
    i siebie też (z przerwami) Jeszcze jedno, mi naprawdę porawia nastrój gdy się
    ładnie ubiorę, posprzątam mieszkanie ale niestety czasami brakuje mi chęci
    (wiecie o czym myślę). Pozdrowienia!
  • wodnik73 24.02.05, 12:13
    Cześć :)
    Z braku czasu (praca+terapia) niezbyt uważnie śledzę ostatnio to forum. Dopiero
    dziś zauważyłam ten wątek i proszę, proszę, przeczytałam posta Magdy to aż
    urosłam :) Jak miło czytać, że ktoś doecenia, zauważa i czyta to co piszę :)
    Fiona jesteś wielka (nie ze względu na te 183 cm oczywiście) podziwiam Cię za
    wygraną walkę i za rozsądek z jakim się teraz wypowiadasz.Takich głosów nam tu
    trzeba.
    Nie wymiotuję od 17 stycznia. Jem normalnie, czasem za dużo i zbyt późno. Moja
    waga nie zmieniła się, ważę 60 kg przy 166 cm wzrostu. Oczywiście, że
    baaaaardzo chciałabym ważyć mniej. Już zrzucenie 5 kg by mnie uszczęśliwiło...
    hmmm czy aby na pewno?? czy gdybym schudła te 5 to bym nie chciała chudnąć
    nadal? Tego się boję. Z moją głową nie jest wszystko w porządku.
    Jest zima i na razie nie przeżywam tak bardzo tych swoich okrągłości. Chowam je
    w szerokich spodniach i pod swetrami. A co bedzie wiosną, latem?? Na razie
    wolę o tym nie mysleć, skupiam się na terapii.

    Rebeck, Luna fajnie, że tu jesteście.
    Widzę jak walczy Niobe, jak bardzo cierpi Yesstem..... ale ta choroba jest do
    pokonania. Wiem to. I już !!!
    pozdrawiam :)
  • wodnik73 24.02.05, 12:15
    SORKI...miało być Luka, no i Vanillka hej ;)
  • niobe5 24.02.05, 20:55
    Już zrzucenie 5 kg by mnie uszczęśliwiło...
    > hmmm czy aby na pewno?? czy gdybym schudła te 5 to bym nie chciała chudnąć
    > nadal? Tego się boję. Z moją głową nie jest wszystko w porządku.

    Otoz to! Doskonale znajac siebie moge powiedziec, ze jak tylko schudne troche
    to:
    a) albo chce jeszcze i jeszcze wiecej
    b) panicznie boje sie przytycia co tez konczy sie nieszczesliwie

    Jaki wiec jest na to sposob: NIE WAZYC SIE!

    Zyc sobie w spokoju, nie przejmowac sie wahaniami wagi, przytyciem 1 czy 2 kg.
    Jak widze, ze troche wiecej tluszczyku pojawilo sie na moich udach lub brzuszku
    to jem troszke mniej i jest ok.
    Nikt nie przekona mnie, ze nie powinno sie wyrzucic wagi podczas wychodzenia z
    bulimi!!!

  • yesstem 24.02.05, 20:58
    Doskonale znajac siebie moge powiedziec, ze jak tylko schudne troche
    > to:
    > a) albo chce jeszcze i jeszcze wiecej
    > b) panicznie boje sie przytycia co tez konczy sie nieszczesliwie

    Ze mną jest identycznie! I chyba dlatego właśnie po 50 dniach przegrałam.
    --
    "Nie trać nigdy cierpliwości, to jest ostatni klucz, który otwiera drzwi."
  • luka-6 24.02.05, 14:27
    To jeszcze raz ja. Mam na imię Ewa i musze przyznać że cieszę sie dziewczyny,
    że chyba jesteśmy w podobnym wieku ja mam 28 lat i myslałam, że bulimia dotyczy
    bardzo młodych dziewczyn, które sa mało odporne na różne sytuacje życiowe.
    Wiem, Was też to spotkało to dawno. wiem też teraz,że jest to choroba i jest
    mi łatwiej, bo z chorobą trzeba walczyc, leczyć. Wcześniej zanim traiłam na to
    forum (10 dni temu) byłam pewna, że to moja wina i moje słabości i nie
    wiedziałam jak sie do tego zabrać. Teraz gdy przeczytałam chyba prawie
    wszystkie posty myślę o wszystkich dziewczynach jak im ciężko z tym żyć, u mnie
    nie jest tak źle, ale dobrze też nie. Mysle o Was kiedy jem i narazie mi to
    wystarcza zeby zachować umiar. Serdecznie dziękuje! Pa!
  • katarzyna2005 24.02.05, 16:28
    Spozniona odpowiedz

    Pytalam, czy nie jest problemem dla Ciebie obawa przed przytyciem.
    Napisalas, by 'nie myslec o jedzeniu', ale jak ja moge nie myslec o jedzeniu,
    kiedy mysle, kiedy jestem glodna, albo nienajedzona po posilku (nie mowie
    teraz, gdy jestem na diecie, ale gdy normalnie jem), poczucie sytosci mam
    dopiero gdy sie nazre. Choc moze rzeczywiscie, ja 'nie rozumiem' co to znaczy
    byc najedzona, nie potrafie takiego uczucia zinterpretowac, ale zmusic sie do
    niemyslenia? Czy to mozliwe?

    Inna rada - miec faceta, ktory ceni mnie, a nie moje cialo. To mile, ale
    niespecjalnie wierze, by byl taki facet, ktoremu nie przeszkadza, ze jestem
    gruba. Jeszcze niedawno, gdy troche przytylam po zaprzestaniu rzygania, i
    mialam walki w tali, pytal zartem, 'a te waleczki to od jabluszek?'. Nie mial
    na mysli nic zlego, ale wiadomo, ze ladniej bez tych waleczkow, i przeciez nie
    moge go az tak cenzurowac, bo on, nawet jesli tego nie powie, to tak pomysli.
    Bylam juz kiedys w sytuacji, ze nie przejmowalam sie jedzeniem, waga, wogole
    sie nie wazylam Rezultat? Dobre poczucie w czasie jedzenia, trzeba kupowac
    coraz wieksze maskujace ciuchy, a na wadze, po ok roku 20 kilo wiecej. Zadnego
    faceta wtedy nie mialam, mimo staran. Nie chce tak juz wiecej, wiec nie moge
    nie myslec o jedzeniu, wyrzucic wage, itd.

    A obecny facet zainteresowal sie mna, gdy bylam w okresie chudym, a nie tamtym,
    choc tez wtedy mijalismy sie na ulicy, bo mieszkamy niedaleko.
    Ale oczywiscie bardzo dziekuje za rady, u mnie to nie dziala, ale u wielu
    innych pewnie zadziala. Pozdrawiam.
  • 30stka 25.02.05, 00:38
    Nie wiem Kasiu, czy to było do mnie, ale chcę Ci coś powiedzieć - po pierwsze
    na razie cały czas jesteś na diecie, także wogóle "drażnisz lwa" i "igrasz z
    ogniem". Nie myśleć o jedzeniu - rozumiem przez to takie myślenie: wiem, że
    jestem chora, wiem, że chcę wyzdrowieć, wiem, że życie mi ucieka za plecami,
    gdy ja kupę czasu marnuję na jedzenie, wiem, że to życie naprawdę ucieka, muszę
    je zacząć gonić, bo mi naprawdę ucieknie, rzucam to jedzenie w cholerę i lecę
    za tym życiem, LECĘ, gonię je, wyciągam ręce, wciągam je w nozdrza, delektuję
    się jego widokiem - ono jest piękne, ono jest wolne, w nim nie ma strachu... i
    tyle, i lecisz...

    Co do faceta - zapytaj tego Twojego chłopa, niech Ci szczerze odpowie, czy
    zmieniłby się jego stosunek do Ciebie, gdybyś ważyła te 20 kg więcej? A czy
    Twoje uczucia zmieniłyby się do niego, gdyby on ważył 20 kg więcej? Widzisz to?
    Tak jak Ty instrumentalnie podchodzisz do wagi, tak podświadomie czujesz, że
    postrzegają Cię inni. To jest w moim przekonaniu niezdrowe myślenie, bo nawet
    nie dopuszczasz do siebie myśli, że ktoś może postrzegać świat inaczej niż
    przez pryzmat wagi, no i trochę to smutne...
  • kfiatecek 24.02.05, 16:35
    ja tez... 3 rok idzie,a ja dalej to ciagne...nie chce, ale z dtugiej strony boje
    sie przytyc...! i boje sie o zabki, co to jest elmex? ile to kosztuje?
  • luka-6 24.02.05, 16:52
    elmex to pasta do abków. Jest elmex chroniący przed próchnicą + płyn do
    płukania, jest też elmex chroniący szyjki zebów + płyn do płkania. Można kupić
    w aptece i w markietach pasta ok. 10zł, płyn ok. 18zł
  • kfiatecek 24.02.05, 23:05
    dzieki
  • wodnik73 25.02.05, 10:38
    Nie sztuka nic nie zjeść, gdy mam pustą lodówkę.
    W moim pojęciu zdrowie to: ciastka w szafce na wypadek gości, czekolada gdyby
    zachciało mi się coś słodkiego, zepsute naleśniki, które wyrzucam, bo leżą w
    lodówce któryś tam dzień i nie ma komu ich zjeść.
    Jedzenie to przyjemność. Pizza z ukochanym, obiad z rodziną, lody z
    przyjaciółką, tort na urodziny......
    Dziś 40 dzień. Jem normalnie. Wszystko na co mam ochotę, nie tyję, ale i
    nie....chudnę, a tego bym chciała. Nie chcę się głodzić, przechodzić na dietę,
    bo się boję.
    I dlatego ten 40 dzień mnie nie cieszy, nie czuję się szczęśliwa. Jestem chora.

    Właśnie... to instrumentalne podejście do naszego ciała nas gubi. Traktujemy
    siebie przedmiotowo. Nasze ciało i jego wygląd jest miarą naszego szczęścia.
    Ciało to opakowanie, które ma kusić i być atrakcyjne. Faceci są wzrokowcami.
    Nie ważne co w środku, wnętrze się nie liczy, liczy się opakowanie – ciało.
    Czego trzeba, żeby to zmienić???? Nie mam pojęcia...
  • niobe5 25.02.05, 10:57
    Zgadzam sie z Toba Wodniku. Zdrowienie wedlug mnie to Snickersy mojego chlopaka
    w szufladzie, moja czekolada, ktora jem przez tydzien lub dluzej, krakersy na
    wypadek gdyby zachcialo mi sie cos slonego, zostawianie jedzenia na talerzu
    kiedy czuje sie juz najedzona, nie napychanie sie podczas imprez (i nie
    myslenie ciagle o tym, ze ono lezy na stole), itd...
    To jest dla mnie zdrowienie. Z tego jestem dumna. Wytrwanie w "czystosci" z
    pusta lodowka nie jest dla mnie sukcesem z tego powodu, ze nie wiem czy to ja
    sama walcze z choroba, czy moze jest to czynnik sytuacyjny czyli po prostu brak
    jedzenia, ktore by mnie kusilo.
    Traktuje siebie przedmiotowo. To prawda. Dlaczego? Chyba boje sie, ze jak nie
    bede idealna nikt nie bedzie mnie kochal, lubil... Oczywiscie kiedy mysle
    racjonalnie to wiem jakie to jest glupie, ale to podswiadomosc plata mi takie
    figle. Boje sie przytycia. Mhmm... i wlasnie w tym momencie zdalam sobie sprawe
    dlaczego.. Chyba boje sie doroslosci. Szczupla sylweta podswiadomie kojarzy mi
    sie z dzieckiem, dziewczynka.. Zaokraglone ksztalty, troche cialka..nie. I co
    smieszne ja chce i lubie byc seksowna. Wiec sama juz tego nie rozumiem. Zdalam
    sobie sprawe, ze nawet cwicze nie po to by schudnac czy miec kondycje - cwicze
    po to aby tkanka tluszczowa zamieniala sie w miesnie.. wiadomo, ze kobietom z
    biegiem lat przybywa tkanki tluszczowej.
    Cholerka, sorki, ze tak nudze. Wcale nie mialam zamiaru tego wszystkiego pisac,
    ale przychodzi mi to jakos do glowy podczas pisania.

    Trzymajcie sie wojowniczki :)
  • luka-6 25.02.05, 11:07
    Bardzo dobrze,że to piszecie diewczyny. Uważam, że charakterystyczne dla nas
    jest to, że siedzą w nas dwie osobowości. Ja chyba poprostu boję się
    odpowiedzialności pod każdą postacią, boję sie podejmować decyzję. Myśśle, że
    towynika z braku poczucia własnej wrtości i cięszę się, że już to wiem.
    Pozdrowienia.
  • wodnik73 25.02.05, 11:18
    Też to odkryłam. Nie chcę byc kobietą, nie chcę i boję się być dojrzała,
    dorosła.
    Z jednej strony chcę być seksowna, porządana..a z drugiej bronię sie przed tym,
    chowam pod warstwą czarno-burych ubrań.
    Czasem jak sie ubiorę w coś obcisłego, sexy, czuję sie jak bez ubrania...jak
    obiekt seksualny...jeśli ktoś na mnie wtedy spojrzy to oczywiście w jednym
    celu....
    Chyba nigdy nie byłam dzieckiem. Kochanym, przytulanym, trzymanym na kolanach.I
    dopóki nikt mi tego nie zapewni ja nie będę chciała dojrzeć i dorosnąć do roli
    kobiety.
    I znowu nie wiem jak z tym sobie poradzić. Jak rozmawiać z tym swoim
    wewnętrznym dzieckiem i pozwolić mu dojrzeć we mnie.

    Ze mna jest tak, że jak mój chłopak sie do mnie zbliża, dotknie, ja już się
    spinam, bo wiem co się za tym kryje i do czego on dąży. Paranoja !!!

    Niobe, bardzo dobrze, że o tym piszesz. Ja kiedyś tu natrafiłam na podobną
    wypowiedź jakiejś dziewczyny. To nas łączy. Warto o tym pisać, żeby może
    dostrzeć prawdę o nas.
    pozdrawiam :)
  • niobe5 25.02.05, 11:31
    > Czasem jak sie ubiorę w coś obcisłego, sexy, czuję sie jak bez ubrania...jak
    > obiekt seksualny...jeśli ktoś na mnie wtedy spojrzy to oczywiście w jednym
    > celu....

    No wlasnie. Ja w seksowne ubrania moge sie ubrac tylko wtedy, kiedy moj chlopak
    jest ze mna, tylko wtedy czuje sie bezpiecznie. Inaczej jest tak jak mowisz.

    > Chyba nigdy nie byłam dzieckiem. Kochanym, przytulanym, trzymanym na kolanach.

    Ja tez.. Zawsze bylam traktowana jak dorosla. Naprawde nie pamietam zeby
    ktokolwiek przytulal mnie, trzymal na kolanach, glaskal po glowce.. Pamietam za
    to jedna sytuacje... Nie wiem dlaczego po tylu latach siedzi mi w glowie. Majac
    7-8 lat poszlam po raz pierwszy na zbiorke dla zuchow :) Do tej pory pamietam
    jak bardzo chcialam sie przytulic do dziewczyny, ktora ta zbiorke prowadzila.
    Jak silnie odczuwalam brak takiego wlasnie matczynego przytulania.. :(

    Moj chlopak nie lubi mnie chudej. Denerwuje sie na mnie kiedy chudne i mowi, ze
    jak schudne jeszcze troche to nie bede sie mu juz podobala. Lubi (chyba jak
    wiekszosc mezczyzn) zaokraglone, kobiece ksztalty. Ale wiecie co - jak jestem
    chyda to czuje sie jak taka mala bezbronna istotka, czuje sie wtedy tak dobrze
    jak o mnie przytula, opiekuje sie mna, denerwuje jak malo jem... CZuje sie
    wlasnie jak dziecko i jestem wtedy taka szczesliwa. Wkoncu ktos sie mna
    opiekuje, troszczy, krzyczy jak nie ubiore sie cieplo, robi herbatke jak jestem
    chora.. Placze jak to pisze.. Czerpie pelnymi garsciami te uczucia, ktorymi on
    mnie obdarza..

    > dopóki nikt mi tego nie zapewni ja nie będę chciała dojrzeć i dorosnąć do
    roli
    > kobiety.

    Moze wlasnie to jest to. Moze jak juz nasyce sie tymi uczuciami, jak nasyce sie
    byciem dzieckiem to bede gotowa dojrzec, dorosnac.. Moze wlasne dzieje sie to
    teraz.. Moze dlatego coraz lepiej idzie mi walka..

    Pozdrawiam cieplo
  • yesstem 25.02.05, 17:09
    Czyżbyśmy wszystkie cierpiały na te same zaburzenia emocjonalne??? Ja też lubię
    się taką chudą, wąską, dziewczęcą. Nikt nie wierzy, że mam prawie 26 lat,
    wszyscy myślą, że mam ich o kilka mniej, bo tak wyglądam i to w sobie lubię.
    Nie chcę wyglądać jak rasowa kobieta, choć lubię być sexi, ale sexi=zalotna
    dziewczyna, a nie uwodzicielska kobieta...

    Jeśli chodzi o bycie dzieckiem, też nie w pełni to odczułam. Matka była raczej
    mało wylewna, wręcz oschła, wymagająca, krytyczna. Nikt inny nie był mi w
    stanie tego zrekompensować na tyle, abym nie czuła się okaleczona do
    dzisiejszego dnia. Nie wiem, co to prawdziwa miłość matki. Z wiekiem nie
    przestałam jej pragnąć. Wewnętrznie wciąż jestem dzieckiem potrzebującym opieki
    i miłości.
    --
    ***Tylko martwi nie mają nadziei***
  • niobe5 25.02.05, 17:22
    Co do kobiecosci - dziwczeca i sexi skojarzylo mi sie z niczym innym jak z
    Lolitka :) Tak chyba wlasnie jest.

    Od kiedy jestem w Angli moja mama calkowicie sie zmienila. Po raz pierwszy
    odkad pamietam powiedziala przez telefon "coreczko" i "badzo Cie kochamy".
    Plakalam ze szczescia...
  • 30stka 25.02.05, 11:15
    Odnośnie tego co napisał Wodnik - mi się wydaje, że jednak jesteś z dnia na
    dzień coraz zdrowsza, bo się nie opychasz, bo przyglądasz się swoim uczuciom
    itd.
    To, że chcemy być szczupłe, wiem znam to, ja też wolę być szczupła, lepiej się
    wtedy czuję. Ale nie jest to warunek żeby się lubić. A mój facet wiem, że
    akcepotwałby mnie i 10 kg grubszą, zresztą to udowodnił, bo po ciąży naprawdę
    dość długo wracałam do formy. Jemu to po prostu nie przeszkadza, a nawet lubi,
    jak mam trochę więcej ciałka. A jak za bardzo schudnę, to zaraz mówi, że go
    uwierają moje kości. W moim przekonaniu więc, facet lubi także "mieć za co
    chwycić". Żeby zmienić intrumentalne podejście do swojego ciała najłatwiej
    chyba po prostu trafić na takiego gościa, który będzie powtarzał, że kocha nas
    za naszą osobowość, za uśmiech, długie rzęsy, zadbane dłonie itp, a nie za to,
    że za wszelką cenę (za wszelką!) chcemy upodobnić się do patyków...
  • wodnik73 25.02.05, 11:30
    Tak Magdo, takie słowa mogą się dla nas stać lekarstem.
    Najgorsze, że mamy tendencję do zachowywania i pielęgnowania tych słów, które
    nas zraniły.
    "Mogłabyś ważyć mniej"
    "Mogłabyś mieć większy biust"
    "Znam każdy centymetr twojeg ciała, wszystkie twoje rozstępy"
    To są 3 zdania od 3 różnych facetów.
    Pielęgnuję je od lat w swojej głowie, jak rośliny. Podlewam je a one mi za to
    ładnie wyrosły, zapuściły korzenie.

    Może znajdę ogrodnika, który mi z tymi chwastami zrobi porządek :D
  • 30stka 25.02.05, 11:35
    Właśnie, właśnie, albo jakiś kurs ogrodniczy dla obecnego ogrodnika!
  • wodnik73 25.02.05, 11:40
    HA HA HA :D
  • niobe5 25.02.05, 11:43
    :))

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka