Dodaj do ulubionych

Teraz czuję że żyję!!To chyba koniec choróbska!!

29.04.06, 08:56
Od początku kwietnia myślałam, ze jest już dobrze. Przyszły święta i wszystko
wróciło. Myslałam, że to już koniec, że to koniec mnie. Miałam straszną
deprechę, wszystko leciało mi z rąk, przy każdej rozmowie z rodzinką
wybuchałam krzykiem, albo placzem. Wiedziałam, że w wakacje szykuje się
wyjazd, przeprowadzka za granicę- byłam zadowolona, ale nie umiałam sie
cieszyć. Miałam obawy, że jak przyjdzie czas na ten wyjazd, nie będę miała
sily jechać lub będę w szpitalu. Myślalam, że może nic z niego nie wyjdzie. I
pewnego dnia rodzice przeprowadzili ze mną poważną rozmowę. Powiedzieli
najpierw, że p.psycholog do której mieliśmy jechać, powiedziała im, że może
mnie leczyć jak będę miała 50kg, powiedziałam, że chyba czyli nigdy. Dodali
też że żebym mogła wyjechać muszę ważyć min. 50kg. Pomyślałam no to juz
koniec. Nigdy nie wyjadę, tego dnia prawie nic nie zjadłam, siedziałam w
pokoju i ryczałam jak bóbr:"nie dam rady, przecież ja nie mogę"-myśalam. Na
drugi dzień dostałam olśnienia, jakiś przebłysk: ja jestem górą, przecież to
ja decyduję o sobie!! Dzisiaj napisałam tekst do koleżanki ze szpitala
brzmiał tak:
wiesz ja wagę mam raz na 2-3tygodni, teraz miałam jakoś na końcu tamtego
tygodnia. Było chyba 100gr mniej niż poprzednio. Kiedyś miesięcznie chudłam
po 6kg, teraz mimo ogromnej walki przez ostatni miesiąc zleciało 800gram, ale
powiedziałam że się nie dam. Wiesz mi tam w sumie nie zależy już chyba tak na
tej wadze. Przecież są ważniejsze rzeczy na tym świecie, teraz wiem jakie
życie jest piękne Wczoraj cały dzień spędziłam w Poznaniu, byłam w
szpitalu...jest teraz tam tak obco, wiem, że już NIGDY tam nie wrócę. Teraz
chcę przytyć, chcę zobaczyć jak to ja kontroluję wagę, pokażę anoreksji, że
ona tak naprawdę nie istnieje! Jest 6rano nie mogę spać, denerwuję się, bo
tata leci już w czwartek do Irlandii uszykować wszystko na nasz przyjazd.
Jeszcze nie ma nawet pracy, ale jest tak zawzięty, że chyba starczą mu 2dni i
będzie ją miał. Wiesz czemu tak się stara, bo ja w chwili załamania
powiedziałam że nienawidzę mojego miasta, powiedział, że widział to w czasie
mojego pobytu w szpitalu. On domyślił się, że dlatego nie tyję bo nie chcę
wracać do mojej szkoły. Gdzieś w podświadomości naprawdę chyba nie chciałam.
U mnie jest tak: homo homili lupus, czyli człowiek człowiekowi wilkiem.
Jechałam ostatnio rowerem i szło dwóch jakiś pajaców i wiesz jeden wsadził mi
coś w szprychę, aż się przewróciłam, zdenerwowałam się i wiem teraz że walki
z anoreksją nie przerwę i jej nie przegram..........
Kocham moich rodziców, dla taty nie chcę dojść do 50kg, chcę ważyć około
52kg, chcę by mi wrócił okres, chcę mieć biust, chcę być matką, chcę-
najbardziej chcę być zdrowa. Wiesz kocham swoje ciało, mimo, że byłoby grube,
że na razie mi się nie podoba, bo może go nie ma, ale kocham je bo jest moje,
gdyby przyszła wojna to zostaje mi tylko ciałoRodzice jeżdżą do jednej pani
psycholog, która powiedziała że może mnie leczyć jak dojdę do 50kg. Ona
przyjęła taktykę karania, czyli że schudnę np. pół kg to rodzice mają mi
zabrać rower, później zabronić na konie, itd. ,ale oni mi to powiedzieli i
powiedzieli, że za bardzo mnie kochają! Najbardziej w chorobie motywuje mnie
radość moich rodziców, tata cieszy się jak dziecko które dostaje zabawkę jak
widzi jak jem, jak się staram, mówi, że on się czuje jak bym się na nowo
rodziła Wiesz przed świętami miałam podobnie jadłam prawie wszystko,
myślałam, że żaden psycholog mi nie jest potrzebny, po świętach miałam
tydzień załamania, teraz znów myślałam, że znów sama sobie poradzę, ale
poprosiłam mamę by zarejestrowała mnie do psychologa, do którego kiedyś
chodziłam, mam termin na 4 maja- akurat tata będzie wyjeżdżał.
Wczoraj byłam w markecie, jak weszłam rodzice się bali i ja też, zawsze
kupowałam produkty 0%, najpierw też złapałam jogurt 0% i tak się na siebie
zdenerwowałam, ale jak poszłam w słodycze to poczułam się zdrowa, tak
całkiem, kiedyś bałam się tam wjechać, a teraz kupiłam i płatki waflowe w
czekoladzie i markizy z serem w środku, czekoladę mleczną, kupiłam batoniki
twarogowe w czekoladzie, musli z bananami i czekoladą- wiem, że kupić to
jeszcze nie wszystko, ale nie mam żadnych oporów by zjeść nie czuję strachu.
Nie patrzyłam na kalorie. Nie chce mi się ich już liczyć to bez sensu!
Pozdrawiam i trzymam kciuki!!!
Edytor zaawansowany
  • kiur18 29.04.06, 10:49
    BOŻE, JESTEŚ WIELKA!!!
    BYLE TAK DALEJ!!!
    TRZYMAM KCIUKI!!!
    NORMALNIE, KOCHAM CIĘ DZIEWCZYNO!!!
    JESTEŚ THE BEST NA TYM FORUM!!!
    SEE YOU IN IRELAND ;)))
    @)-->--

    roll up your sleeves and get down to work ;)
  • marcysia1991 29.04.06, 16:02
    Kiur- dziękuję, Koffana jesteś:*
    Wiecie, ja sama nie wiem co się stało. Nie liczę kalorii, udaje się narazie!!
    Nie czuję wyrzutów, nie biegam co 5min do lustra patrzeć czy po orzeszku urósł
    mi brzuch. NIE WARTO. Następnym moim krokiem ku mecie, czyli zdrowiu było
    dzisiaj to, że oddałam wagę rodzicom. Podczas jedzenia drugiego śniadania,
    przyszło mi do glowy, by ją zlapać i znieść na dół do pokoju rodziców. Mama
    śmiała sie i płakała, tata zaniemówił a ja powiedziałam tylko: mi już nie jest
    aż tak bardzo potrzebna. Czy ktoś widzi moją wagę, ma kalkulator/wagę w oczach?
    Najważniejsze jest wnętrze człowieka!! Jeśli komuś się nie podobam to niech
    spada na drzewo;p. Kochaniutkie trzymam kciuki!!
  • awwika 29.04.06, 16:26
    Fajnie, ze sama do tego doszlas...w koncu. Mnie np. motywuje zmeczenie chorobą
    i fakt, ze tyle okazji ucieka tylko dlatego, ze czekam az bedzie idealnie. A
    tym czasem latka leca i kiedys juz nikt mnie nie wytlumaczy....np. ona ma
    problemy. Bede juz dorosla (jestem :) osobą i kieyds trzeba wziac
    odpowiedzialnosc za siebie, za to co robie ze swoim cialem i umyslem. Wiec
    robie to teraz. wrocilam do swojej pierwszej psycholog, nie musze juz z nia
    przechodzic okresu poznawczego...poprostu teraz trrzeba juz konkretnie i choc
    jest mi bardzo trudno to pragne pozbyc sie natretnych mysli o jedzeniu, tego
    przyporzadkowania sie jemu i strachu jednoczesnie gdziekolwiek bym nie byla.
    Moja psycholog przytoczyla mi slowa znane w psychologii...ze z nalogu wychodzą
    tylko mistrzowie. Ja bede mistrzem. Z taka swiadomoscia nikt nie zrobi mi
    krzywdy ani nie bedzie w stanie urazic :)))
    Pozdrawiam babeczki!
    --
    Nie każde złoto co się świeci. Nie każdy chłop z widłami to Posejdon.
  • aga_ta85 29.04.06, 16:28
    Trzeba cały czas sobie powtarzac : dam rade!
  • tigerina 29.04.06, 22:37
    gratuluje ci z calego serducha..i mam nadzieje ze bedziesz tu na forum nasza
    ostoja..naszym przykladem...
    przeykladem na to ze jezeli sie bardzo che to wszystko sie da!!!!

    sciskam
  • magdabe0 30.04.06, 08:25
    KOCHANIE!GRATULUJE,TRZYMAM ZA CIEBIE KCIUKI!!!;* ZA SIEBIE TEZ ;p OBY TAK DALEJ!
  • marcysia1991 30.04.06, 08:58
    Wiem jedno, uda nam się wszystkim!! Musimy tylko bardzo tego chcieć! Nie ma
    czasu na choroby, życie normalne chyba jednak jest łatwiejsze. Myślałam, że w
    czase choroby jest jakoś łatwiej, ale powoli zauważam, że lepiej łatwiej jest
    żyć normalnie. A teraz się pochwalę waga dobiła do 48kg, wiem że na początku
    leci szybko a później już nie będzie tak łatwo, ale się cieszę. Od poniedziałku
    800gram w górę. Zwiększyłam jedzenie o jakieś 1800kcal, chociaż dokładnie nie
    wiem bo.... nie liczę!!!
  • tigerina 30.04.06, 15:49
    i nie licz!!!

    bo to jest bez sensu!!!
    wierze w ciebie skarbie..informuj nas o swoich sukcesach...

    pokaz nam tu wszystkim ze sie da!!!!
  • hopeless2 30.04.06, 18:52
    Marcysiu, jesteś wielka !!!!!!!!!!!!!! Buziaki i jestem z Tobą :)
  • awwika 30.04.06, 20:37
    Ja wlasnie zjadlam 7 kanapek:( a od 4 dni swietnie sie trzymalam...:( slodkiego
    tylko jece nic nie jadlam...i nie chce, aaa...tych kanapek :((((( nie zwale.
    Trudno. Zjadlam to teraz chocbym sie zes*** to je strawie:(((( niedobrze mi :/
    --
    Nie każde złoto co się świeci. Nie każdy chłop z widłami to Posejdon.
  • tigerina 01.05.06, 00:04
    awwika...niech ci na zdrowie wyjda!!!!

    pomysl ze organizm ich potrzebuje...
    ze to dla twojego dobra!!
  • marcysia1991 01.05.06, 07:20
    Całym sukcesem jest spojżeć w lustro i zobaczyć SIEBIE nie chorobę. Ja cały
    czas na to czekam chociaż już widzę w większości, swoje odbicie i ciesze się z
    niego. Powoli dochodzę do tego, by częściej słuchać żołądka niż umysłu, jeszcze
    jest troche za późno bo np. po obiedzie nie jestem głodnia już chyba do
    wieczora, dlatego jak poczuję trochę luzu w żołądku jem jakiś owoc. Jem 5
    mormalnych posiłków o kaloriach powoli zapominam, chociaż wczoraj wieczorem się
    zaczynało to pomyślalam że takie coś jak kcal wcale nie istnieje. Pozdrawiam!!
  • tigerina 01.05.06, 13:51
    no..ja tez tak mam...
    czuje sie najedzona..ale podswaidomosc mi mowi ze jedank powinnam cos zjesc...

    tylko najgorsze sa dla mnie te wyrzuty...

    marcysia...
    moglabys mi dac swoje gg...chetie bym z toba poklikala...
    jezeli oczywiscie ty zechcesz...
  • marcysia1991 01.05.06, 14:38
    Tigerina jasne że bym chciała poklikać!! Moje gg to 3221992. Czekam i
    pozdrawiam!! P.s. często jestem na niewidocznym.
  • tigerina 01.05.06, 22:29
    zagadalam ale chyba cie nie bylo...jutro znow sprouje...
  • marcysia1991 03.05.06, 07:30
    Kurcze wydaje mi się, że przytyłam. Nie wiem czy tylko tak mi się wydaje czy
    tak jest naprawdę!! Boję się, bo z psychiką jest troszkę gorzej, ale jem
    normalnie i tak będę jeść, bo chcę żyć normalnie. Nie chcę być zależna od
    wagi!! Moje życie ma wyglądać normalnie. Jutro mój tata wylatuje do Irlandii.
    Obiecał, że jak wszystko będzie ok. u niego i ze mną to polecimy już po
    wystawieniu ocen. Naszczęście jutro mam wizytę u psychologa i może mnie jakoś
    podtrzyma na duchu, ale wasze słowa najlepiej działają. Wiem jak było po
    świętach więc teraz sie nie dam!! WALCZMY i nie polegnijmy!!
  • tigerina 03.05.06, 14:21
    marcysiu,...wiem ze ci ciezko..ale przytycie to etap zdrowienia..nie da sie
    inaczej...

    to naturalna kolej rzeczy!!

    a my tu wszystkie cie wspieramy!!
    dla nas jestes wielka...!

    ps.bedziesz wieczorem na gg?
  • marcysia1991 03.05.06, 17:40
    Tigerina na gg raczej będę wieczorkiem ok. 19:30.
    -Wiecie już zaczyna/ł, mnie łapać okres jak przed świętami, ale jak JA
    powiedziałam, że się nie dam to się nie dam i koniec.Walczę i walki nie
    przerwę. Wyrzuty łapią mnie prawie po każdym posiłku, ale nie zwracam na nie
    uwagi!! Zawsze sobię myślę, a jeśli zacznę jeść i nie będę się mogła
    powstrzymać, ale później mówię że jeśli przez 1,5 roku potrafiłam się
    kontrolować to już zawszę będę potrafiła!! Przyda mi się ta terapia, zwłaszcza
    jeśli mam taką motywację! Mam około 4 tygodnie na wyleczenie się a później
    planowany wyjazd. Będę mogła dalej się leczyć w Irlandii, ale dopiero jak
    nauczę się dobrze języka!!
    Kurcze mam wrażenie jak bym już miała te swoje kg, ale to chyba nie możliwe,
    zwłaszcza że jem jednak mniej niż w szpitalu, bo 6posiłków bym chyba nie
    wytrzymała, a po drugie to jem tak dopiero jakiś tydzień!!
    Pozdrawiam!!
  • marcysia1991 04.05.06, 20:37
    Jestem po wizycie u psychologa!! Czuję się już lepiej! Bałam się, bo jak do
    niego chociłam pierwszym razem to mialam dokładnię anę bulimiczną. Teraz jest
    w 100% inaczej. Widzę sens terapi, wyciągneliśmy wniosek że mam 3cele do
    wyzdrowienia i 2 do chorowania. Tymi trzema(narazie)są: Irlandia, dobre moje
    samopoczucie i moje życie. Tymi negatywnymi są: chudość i śmierć! Pytał czy
    będę mogla spokojnie spać ważąc 50kg, powiedziałam, ze jak nauczę się siebie
    akceptować to nawet i z 54kg będe spać spokojnie! Jak ja bym chciała umiec
    spojżeć w lustro i powiedzieć sobie, że fajnie wyglądam. Ja tego pragnę i do
    tego dojdę! Ważne jest moje zaangażowanie w terapie.
    Dochodzę powoli do wniosku, że jeśli miałam 77kg i żyłam to muszę też żyć z 50
    czy nawet z tymi 52kg. Wiem, że już nigdy nie będę gruba, ale i tak chudości
    nie widzę(zobaczę ją napewno). POZDRAWIAM I TRZYMAM KCIUKI!!
  • tigerina 04.05.06, 20:49
    jejku...rzeczywiscie...schudlas bardzo duzo...
    ale ja wierze w to ze wyjdziesz na prosta!!!

    widac ze jestes zdecydowana na walke..i ja wiem ze wyrasz!!
  • aga_ta85 04.05.06, 20:51
    Ja podczas choroby wazyłam ok 40kg!To i tak dobrze sie 3masz-->50 kg--->no ale
    o chorobie swiadcza nie tylko kg:)
  • marcysia1991 04.05.06, 21:05
    Nio ja podczas największego zaawansowania choroby ważyłam 43kg na 172cm, ale
    chudłam z 77kg. Lekarz tłumaczył mi to w ten sposób, że gdybym chudła z nawet
    60kc i tyle bym schudła to ważyłabym około 27kg;]. Teraz naszczęście jest coś
    około 48kg i 50będzie napewno niedługo!! Pozdrawiam!!
  • aga_ta85 04.05.06, 22:02
    Bezsensu jest takie "gdybym, to bym..." Ja tez gdybym miała schudnac z 50 to
    wazyłabym ok 20, wiec to takie głupie gdakanie!
  • awwika 05.05.06, 13:20
    Ciesze sie aga, ze dalas sobie rade, ale Twoje posty sa momentami jakby to
    okreslic...napastliwe. Jesli jej sluzy porownanie takie a nie inne prze
    lekarza..to nie podwazaj tego, ze to glupie gadanie. Ja w tym momencie nie
    wiedzilabym juz kogo sluchac. Chyba sama wiesz, ze chodzi tez o wsparcie.
    Wyzdrowaialas, ale zachowujesz sie jakbys miala na to patent. I mowienie, ze "i
    tak dobrze sie trzymasz"...bylo zalosne. Przykro mi jesli Cie to urazilo ale
    takie odnioslam wrazenie.
    --
    Nie każde złoto co się świeci. Nie każdy chłop z widłami to Posejdon.
  • tigerina 04.05.06, 21:54
    agata!!
    wazylas 40 kg...ale zobacz jaka marcysia jest wysoka!!
  • aga_ta85 04.05.06, 22:03
    no ja mam 168, wiec niska tez nie jestem, to jedyne 4 cm...ale ona jest
    taaaaaka wysoka, hahah.
  • aga_ta85 04.05.06, 22:48
    No i nastapiło milczenie...coz nie mozna sie nad soba uzalac, pamietajcie!
  • tigerina 04.05.06, 23:34
    sorki...napisalam taka wysoka...bo odnioslam to do siebie...
    bo ja w porownaniu z wami to liliput:(

    agata...nie chcialam urazic..

    sorki...
  • aga_ta85 04.05.06, 23:41
    spoko, spoko...
  • marcysia1991 05.05.06, 06:11
    Dobra....poczytałam i się troszeczkę uśmiałam. Obliczyłam BMI co prawda
    porównując je byłaś o kg w gorszym stanie. Później doszlam do wniosku, że
    kłucimy się o to która bardziej jest chora. Przecież to zależy nawet od tego,
    że jedna chudnie i je 1000kcal i nie ma zaawansowania choroby tak jakiego jak
    ta co je np.250(tak było u mnie) nie wiem jak było u Ciebie Aga, ale ja
    chciałabym powiedzieć że nigdy nie doszłam do tak małych ilości!! POZDRAWIAM!!
  • aga_ta85 05.05.06, 09:54
    Wiesz co Marcysia, odnosze wrazenie, ze Ty nadal nie jestes zdrowa.Twierdzenie,
    mze byłam o kg gorszym stanie nie jest chyba normalne.Nie wiem z czego sie tu
    smiac, naprawde nie wiem. Przeciez kazda anorektyczka widzac osobe "chudsza" od
    siebie, zabiłaby ja.Ja tak miałam.Ja długi czas nie jadłam nic, jedynie co to
    piłam wode...(nie wiem ile to ma kcal;))--->ja jestem wyleczona i ciesze sie z
    tego.
  • tigerina 05.05.06, 12:58
    eh..ja widze wszystkich chudszych od siebie:(

    a marcysia jest na etapie zdrowienia...wiec ja zycze jej wszystkiego najlepszego

    a tobie agato gratuluje ze wygralas!
  • marcysia1991 05.05.06, 15:49
    Aga_ta gratujuję Ci, że się udało!! Jestem pewna podziwu, ale wydaje mi się, że
    mogłabyś nam pomóc troszkę z tego wyjść, a nie unosić się!! Ja wiem, że to tak
    naprawdę zależy tylko ode mnie dlatego zrobię wszystko i wierzę że mi się uda!!
    Żałuję nie tego, że zaczęłam się odchudzać, ale tego, że nie zatrzymalam się w
    odpowiedznim momencie. Całe życie jest przede mną i wykorzystam je jak
    najlepiej będę umiała!! Właśnie wróciłam z występu szkolnego(chór) jestem
    padnięta!! POZDRAWIAM!!
  • aga_ta85 05.05.06, 23:16
    Absolutnie marcysiu nie unosze sie!Najlepiej po prostu byc stanowczym, tego
    nauczono mnie podczas terapii, nie wolno sobie ani innym pobłazac:)
  • tigerina 06.05.06, 00:31
    masz racje..nie wolno...

    zreszta..czsto "po dobroci"sie nie da...i trzeba zastosowac "ostrzejsze"metody;)
  • aga_ta85 06.05.06, 00:47
    I takie stosowano wobec mnie, gdyz te pobłazliwe metody na nic sie zdały!
  • tigerina 06.05.06, 10:27
    a co jezeli nie da sie ani po dobroci ani po zlosci??

    eh..co wtedy??
    masz jakas rade?
  • aga_ta85 06.05.06, 16:32
    Nie wiem, jestem pewna ze jesli bedziesz sie wzbraniac przed wyjsciem z choroby
    to nic Ci nie pomoze.
  • megris 06.05.06, 16:42
    Tigerina na każdego działają inne "metody" .Jedni bardziej zbierają sie do
    walki pod wpływem ostrego traktowania a na innych działa to wręcz przeciwnie i
    włancza sie mechanizm buntowniczy.
    Najwazniejsze jest w sobie wypracowanie PRAWDZIWEJ chęci życia bez choroby.
    To najtrudniejsze---bo czesto obietnice czy postanowienia są oparte na
    fikcyjnej chęci bycia zdrowym.
    Trzeba dojrzeć i prawdziwie sie zmotywować do tego aby żyć bez choroby.


    Sama wiem juz po tylu latach jak bardzo cięzka to sprawa...

    Ale to chyba jedyna droga.
    Pozdrawiam Wszystkich zdrowiejących i tych Walczących:-)
  • marcysia1991 06.05.06, 18:37
    Megris wydaje mi się że Ci zdrowiejący są tymi najbardziej walczącymi!!

    -Wiecie stało się dzisiaj coś czego się bałam. Zadzwonił tata i powiedział, że
    z pracą ciężko i że chyba wróci by nauczyć się dokładnie języka. Największym
    moim obawem jest to, że jak wróci to już nigdy nie pojedziemy. Niedawno napisał
    smsa że bierze torby od znajomych i jedzie głębiej w Irlandię szukać. Boję się
    o niego, powiedział mamie, że nie chce wrócić, bo boi się że nie uda mi się
    wyzdrowieć, bo wie jaką motywacją była dla mnie Irlandia. Ja bardzo chcę
    wyzdrowieć, zrobię wszystko, ale nie wiem co będzie dalej. Zwłaszcza, że chyba
    tracę siły, potrzebuję porządnego kopa. NIE DAM SIĘ JEJ-anoreksji, zgnębię ją.
    Weźcie się i dołączcie do mnie!!
  • tigerina 06.05.06, 22:35
    marcysiu...uda ci sie...

    ale nie mozesz uzalezniac swojego zdrowia od wyjazdu...bo co..jezeli tatus
    naprawde wroci??co wtedy??
    wrocisz do any??

    nie mozesz tak na to patrzec...

    bedzie dobrze..ale walcz!!
  • marcysia1991 07.05.06, 12:04
    Nie w życiu sie nie poddam. Dosyć złego wyrządziła mi ta zdzira anoreksja.
    Nienawidzę jej jak psa. Nawet jak będę widzieć się grubo, co już czasami sie
    zaczyna, nie poddam się. Zawsze myślałam, że najpierw muszę zaakceptować siebie
    później mogę się leczyć. Nie jest tak uświadomiłam sobie, że w taki sposób to
    znów będzie błędne koło, bo jeśli zaakceptuję się przy 45kg to i tak nie będę
    mogła normalnie funkcjonować i bedę musiała przytyć, a jak przytyję i nie będę
    się akceptować to znów schudnę. Tym razem nie--->dojdę do tych 50-52kg, a w tym
    czasie będę pracować nad samoakceptacją!! Inaczej się nie da!

    Mój psycholog, na pierwszej wizycie, powiedział że widzi że jestem tak
    zmotywowana, a powiedziałam mu, że nie mamy za dużo czasu, że dał mi zadanie
    które jak powiedział daje dziewczyną w późniejszym stadium terapii. Powiedział
    że mam uważać, bo jeśli jestem już na dobrej drodze to uda mi się zrobić je bez
    żadnych konsekwencji, ale jak tylko mi sie wydaje że jest już w miarę ok. to
    może to mieć zły wpływ. Powiedział też, że niektóre dziewczyny po tym zadaniu
    muszą się cofnąć o kilka terapii. Zaczęłam je wykonywać i czym jestem dalej tym
    mi lepiej na duszy jakoś tak. Czyli chyba jednak jestem na dobrej drodze. Uda
    mi się wiem to i WAM też się uda!!!!
  • tigerina 07.05.06, 13:48
    marcysiu..tak sie ciesze ze walczysz...bez wzgledu na wszystko..ze wciaz robisz
    postepy...

    zagladaj wieczorami w post o sukcesch i chwal sie nimi..nawet tymi
    najdrobnijeszymi...

    to da sile zarowno tobie jak i innym:*
  • marcysia1991 07.05.06, 20:00
    Siedzę i myślę sobie nad tym co już było!! Ile rzeczy fajnych, ile złych się w
    moim życiu wydarzyło. Myślę o tym co będzie w przyszłości. Widząc kobiety w
    ciąży, zazdroszczę im, że już mają nowe życie w sobie, wiem że ja mogę nigdy
    tego nie doświadczyć, a czym dłużej bym tkwiła w chorobie tym gorzej. Jakoś mi
    tak ciężko ostatnimi czasy ze sobą, ale walczę już tyle czasu walki mija. Jem
    normalnie i narazie nie czuję potrzeby, ochoty ani chęci wracać do anoreksji.
    Dojdę do tego czego pragnę, chcę normalnego życia. Wiem że nie jest ważna
    chudość--->niby to wiem ale zawsze patrząc w lustro jest mi ciężko. Chciałabym
    wiedzieć jak widzą się dziewczyny które wyszły z ANOREKSJI?? Czy zawsze będę
    już widzieć się grubo czy w końcu zobaczę siebie. Nigdy się nie poddam bo tego
    nie chcę!! POZDRAWIAM!!
  • tigerina 08.05.06, 15:00
    w koncu sie zaakceptujesz...zobaczysz..wiele dziewczyn z tego wychodzi..i tobie
    tez sie to uda!!!
  • marcysia1991 08.05.06, 17:25
    No i jednak jedziemy. HUUUURA jak sie cieszę!!!! Wiedziałam, że to się stanie,
    że nastąpi cud!! Dzwonił tata, znalazł pracę tylko, że powiedzieli, że bez
    języka to nie ma szans. Poznał tam pewną osóbkę, która zdeklarowała się mu
    pomóc. Tata wraca teraz do Polski uczymy się wszyscy języka i w ciagu miesiąca,
    może dwóch jedziemy wszyscy!! Jak się cieszę, że się nie załamałam i nie
    poszłam w stronę ANY!! Wiedzialam, że jak będę dalej walczyć to marzenia zaczną
    się spełniać. Cała jestem HAPPY!!!
  • tigerina 08.05.06, 23:54
    jupi!!!!!!!!!

    no to teraz musisz robic wszystko by jak najbardziej sie "pokurowac" i miec
    sily jechac...bo na nauke..bardzo duzo energii trzeba:P
  • marcysia1991 09.05.06, 15:15
    No i do 50kg zostało nie całe 1,5kg!!! Nie jem dużo, ale biorąc pod uwagę to że
    przed zdrowieniem jadłam jakieś 300kcal to i tak przez 10dni przytyłam tylko
    600gram!! Najważniejsze, że chyba powoli zaczynam się akceptować!! O jedzeniu
    myślę tylko ciut ciut!! Pozdrawiam!!
    P.S. waga 48,7kg;]
  • kiur18 10.05.06, 20:37
    TŁUMY SZALEJĄ, KIBICE ROZWALAJĄ KRZESEŁKA, POWSZECHNA RADOŚĆ, ENTUZJAZM I ...
    DOSŁOWNY WYBUCH RADOŚCI: CAŁA PUBLICZNOŚĆ KRZYCZY JEDNO IMIĘ

    MARCYSIA, MARCYSIA, MARCYSIA, MARCYSIA!!!

    Wszyscy na forum jej zazdroszczą: jest silna, wie czego chce! Nie myśli o
    głupich kilogramach, kaloriach i wszystkich głupstwach! Wie, że czeka na nią
    przyszłość: przyszłość w Irlandii, gdzie zrealizuje swoje marzenia!!!

    Boże, dodaj mi sił, by tak jak ona pokazać temu zafajdanemu światu, że też mam
    w nim coś do powiedzenia!

    Tymczasem.... hmmm ... tymczasem kuje do matury z histy, bo pisze we wtorek ;(
    Dear God! Już myle Piłsudskiego z Dmowskim, a Atylle z Hannibalem.

    Są jacyś eksperci od historii? Nie, nie dziwie się ;)
    Są jacyś humaniści idący na filologie polską? Tak, dajcie znać (na gazetowego,
    albo na forum).

    JESZCZE RAZ MARCYSIU: BEST WISHES!!!

    P.S.

    don't worry
    don't cry
    make love
    and fly

    P.P.S.

    @)-->--
  • marcysia1991 10.05.06, 21:37
    KIUR18, aż się wzruszyłam, jesteś suuuper naprawdę!! Wydrukuję sobie ten tekst
    jutro i powieszę gdzie się da w pokoju!!
    Naprawdę kocham was dziewczynki!! Przysięgam, że da się nie liczyć kalorii!!
    Teraz jeszcze tylko chciałabym aby mi się wszystko uregulowało, bo to utrudnia
    mi zapomnienie o chorobie!! Jutro mam kolejną wizytę u psychologa!! Pozdrawiam!!
  • tigerina 11.05.06, 00:02
    no marcysiu to powodzenia..i chwal sie nadal..bo te twoje sukcesy bardzo mi
    pomagaja:)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka