Dodaj do ulubionych

W Y G R A Ł A M z bulimią !!!!!!!!

  • aneciaanetka 23.11.09, 11:14
    witam cię i gratuluje ci za wytrwałosc
    ja przezywam ten koszmar juz 2 lata i wysiadam psychicznie dużo schudłam i moze to mi sie podoba ale przez to jestem strasznie osłabiona znalazłam chłopaka niepowiem czasami udaje mi sie przy nim zjesc normalnie ale gdy tylko sie pokucimy albo czuje sie niepewnie ze on odejdzie wszystko powraca zaraz sie najem tak porzadnie i potem w łaziec jestem cos tam mu kiedys powiedziałam ale tak mi trudno nieumiem przestac jestem za słaba wiem ze jak by odeszedł to napewno nie uda mi sie nic zrobic gratuluje ci jestes silna moge ci powiedziec zebys tylko do tego nie wracała koszmaru pa
  • papaciajka 26.12.09, 23:19
    pisałam na tym forum bardzo dawno temu. To znaczy dla mnie to już "bardzo
    dawno". :) ale minęło półtora roku.
    Pisałam wtedy o mojej walce. Sporo było głosów krytyki, wyśmiania mojego
    podejścia do zaburzeń odżywiania (miałam anoreksję i bulimię)
    Chorowałam 4 lata, koszmarne 4 zmarnowane lata.
    Zdrowiejąc upierałam się, że chorujemy przez brak miłości, w naszych domach,
    rodzinach. Nie spotkałam jeszcze nigdy chorej dziewczyny, która miałaby zdrowe
    relacje z rodzicami (a znam ich wiele), choćby subiektywnie, bo przecież żaden
    obiektywizm nie ma tu nic do rzeczy.

    Dziś mogę powiedzieć już z wszelką pewnością, że od ponad roku jestem zdrowa.

    Jasne, trzeba na siebie uważać, bo skłonności ma się całe życie, ale jestem
    WOLNA i niesamowicie szczęśliwa...
    W cudownym związku, który niemal się rozpadł przez mój upór, żeby być chorą.
    Przeszliśmy razem przez całe piekło leczenia - bunt, zachwyt zdrowieniem,
    zrezygnowanie, poddanie się i walkę na nowo. Aż wygraliśmy - ja wygrałam, bo
    przecież On nie zdziałałby nic gdybym ja nie walczyła.
    I dziś mogę być z siebie dumna. I jestem.

    Tego Wam wszystkim życzę, żebyście już wkrótce były DUMNE z tego, że jesteście
    ZDROWE.

    ---
    A więc jednak się da.
    Choć tak jak większość z Was, jeśli nie wszystkie, byłam już pewna, że
    umrę-zagłodzona, bo to wydawało się jedynym szczęściem na jakie zasłużyłam...
  • czarn-awdowa 02.01.10, 23:59

    Cudownie jest móc poczytać o Waszych sukcesach... Ja dziś też jestem
    gotowa do tego, zeby zacząć zdrowieć...
    Moim największym problemem jest samotność w tej cholernej
    chorobie... Gdybym znalazła chętną do współ,,zdrowienia,, byłabym w
    7 niebie :) - jestem z kołobrzegu
    Pozdrawiam
  • kkk8884 06.01.10, 14:28
    To już dwa lata od kiedy nie wymiotuję, nie obżeram się. Nie byłabym
    w takiej euforii - uczuć nie da się odzyskać od razu, to jest długi
    i żmudny proces. Da się jednak, polecam. Zapraszam do kontaktu jeśli
    ktoś potrzebuje wsparcia. Kasia
  • helikopter101 11.01.10, 09:21
    Kasiu, JA POTRZEBUJĘ wsparcia!!! I proszę o nie!!!
    Choruję prawie 10lat... z krótkimi przestojami. Teraz jestem pod
    opieką psychiarty, cudownego zresztą, ale planuję pobyt na odziale
    (bo nic innego nie skutkuje).
    Proszę o informacje od tych, którzy przeżyli pobyt w szpitalu, może
    ktos poleci, który najlepiej wybrać..
    Proszę o pomoc.
    A.
  • agnes2003 15.01.10, 14:20
    Witaj,

    Jeśli potrzebujesz pomocy to ja służę nią.
    Od ponad 7 lat nie wymiotuję ale i nie myślę o tym. Ale było ciężko.
    Wiele razy podejmowałam próby wyjścia z tego i wiele razy się
    załamywałam, ale warto było.
    Nie ma chyba nic gorszego niż choroba duszy.

    Powodzenia!
  • helikopter101 18.01.10, 08:33
    dziekuję Agnes2003, że odpisałaś :)
    proszę, powiedź, czy wyszłaś z tego po pobycie w szpitalu? dla mnie
    to jest największe wyzwanie. wiem, ze powinnam isc na oddział, bo
    moje postanowienia ze "skonczę od jutra" mają się nijak do
    rzeczywistości.
    chciałabym też zapytać tych, którzy byli w szpitalu, jakie miasto
    najlepiej wybrać, ze względów skuteczności, oczywiście. waham się
    między Warszawą a Krakowem. Ale czy to w ogóle ma znaczenie??
    dzięki za odpowiedzi.
  • agnes2003 18.01.10, 12:37
    Nie, nie byłam w szpitalu. Nie było tak źle.Chyba, choć zdarzało się
    wymiotować kilka razy dziennie.
    Byłam na terapiach grupowych na Lenartowicza. Ale nie od razu udało
    mi się pzrestać praktykować obżarstwo i wymiotowanie. Minęło jeszcze
    kilka lat we wzlotach i upadkach, i ciągłych próbach i szukaniu.
    Może wyrosłam też z tego... Nie wiem.
    Ale udało się bo bardzo, bardzo chciałam. I zaparłam się. Nie było
    łatwo, Tobie też nie będzie, ale zapewniam Cię że warto.
    Warto, teraz jem, trawię normalnie bez herbatek ani tabletek
    przeczyszczających. I ... nienazwidzę wymiotowania.
  • helikopter101 19.01.10, 11:15
    Zadziwiające,że dałaś radę bez pomocy z zewnątrz!! Moja pani doktor
    mówi, że czasami przymus zewnętrzny jest konieczny i u mnie chyba
    niestety tak jest... Też bardzo chcę przestac i nawet wydaje mi się,
    że mam silną wolę, ale cóż z tego, skoro jedzenie jest dla mnie
    najważniejsze.Czasem myślę, że przesłonio mi ono cały świat. I nie
    umiem sama skończyć.Dlatego próbuję oswoić się z myslą o szpitalu
  • agnes2003 19.01.10, 15:58
    Jak uważasz. Ale sam szpital Ci nie pomoże. Będziesz w szpitalu,
    będzie dobrze, wyjdziesz - znowu się pogubisz. Nie życzę Ci tego,
    ale chcę Ci uświadomić że ... MUSISZ sama przestać wymiotować.
    Może powinnaś się zająć czymś.
    Wiesz, kiedyś rzucił mnie chłopak. Myślałam że się załmię, świat mi
    się zawalił. I wtedy moja przyjaciółka powiedziała mi, abym
    przestała o nim myśleć, aby jak tylko mi przyjdzie do głowy -
    pomyślała o czymś albo o kimś innym. Na początku było ciężko, ale
    potem tak się przyzwyczaiłam, że okres 2 tygodni nie myślenia
    przedłużałam o kolejne, i kojene tygodnie.
    Jedzenie to środek zastępczy. Wymiotowanie to ujście dla Twoich
    nerwów których nie możesz opanować. Przynajmniej tak było w moim
    przypadku.
    Wyjście z tego to była ciężka praca. Najpierw trzeba było wytrwać
    godzinę, potem pół dnia, potem dzien, tydzień, miesiąc. Jak byłam
    przybita lub zła i chciałam zaspokoić emocje jedzeniem-pozwalałam
    sobie na inną przyjemność, nawet na rozpustę - ale nie związaną z
    jedzeniem. Jak mnie nachodziły myśli o wyrzuceniu z siebie tego co
    zjadłam, to szłam na spacer, myślałam o czymś innym, i o tym że
    życie to nie figura. Że to nieważne, że najważniejsze to moja
    zraniona dusza, szamocząca się w ciele.
    Teraz też mam problemy. I staram się wykorzystywać metody których
    się wcześniej nauczyłam. Najważniejsze to się nie poddawać, nie
    myślec, nie rozmyslac tylko walczyc. Dzialac. Skierowac emocje na
    cos wartosciowego, a nie niszczyc siebie.
    Mam jeszcze duzo klopotow z soba. Ale staram sie isc do przodu
    i ...walczyc. Wczoraj bylam zla. Zla ... nie wiem o co, na kog,
    przez co. Czulam w srodku bol. Szamotalam sie. Oberwal kot, Maz...w
    koncu o 22 poszlam na pole pobiegac, potem polozylam sie na sniegu i
    patrzylam w niebo. I dziekowlalm Bogu za to chwile wyrwania sie z
    domu, za wszystko co mam.
    Takie chwile sa bezcenne. trzymaj sie dzielnie. DASZ RADE, MUSISZ!!!
  • helikopter101 20.01.10, 09:14
    Czytam to, co piszesz i to wydaje się takie proste.. tylko chcieć!!
    Ale właśnie chodzi o to, że samo "chcieć" u mnie nie wystarcza. Może
    za słabo tego pragnę, a może juz przyzwyczaiłam sie do takiego stanu
    rzeczy i tak jest mi po prostu dobrze. Wiem, że niszczę siebie,
    wiem, że rujnuję swoje zdrowie, a jednocześnie nie jest to dla mnie
    zbyt silny argument, aby z tym skończyć. Zastanawiam się, co
    musiałoby się stać, jakiego dna musiałabym sięgnąć, aby przestać..
    Mowisz, że może powinnam znaleźć jakieś zajęcie? Próbowałam ten czas
    zabijać czytaniem,pływaniem, jazdą na rowerze, spaniem,oglądaniem
    filmów..ale i tak w końcu nie wytrzymywałam... niestety...
    Może podpowiesz mi jak zacząć wracać na właściwą drogę. Rozumiem, że
    nie myśleć, odsuwać od siebie myśli o objadaniu??o jedzeniu w
    ogóle?? Co Ty wtedy robiłaś, o czym myslałaś?? (jesli to nie jest
    zbyt prywatne, to przoszę odpowiedz)
    dzięki
  • agnes2003 20.01.10, 11:42
    Nie wiem co Ci doradzić. To może wydaje się proste, ale nie jest.
    Wydaje mi się, że musisz bardziej poznać siebie i ZROZUMIEĆ DLACZEGO
    WYMIOTUJESZ. Od czego ucieksz, czego się boisz.Dlaczego niszczysz
    siebie, zamiast dbać o siebie...Co w Twoim życiu jest takiego z czym
    sobie nie możesz poradzić i skupiasz się na jedzeniu.
    Zacznij od pojedynczych zwycięstw nad nałogiem. Jak raz uda Ci się
    nie najeść - nagradzaj się. Zapisuj. I nie zrażaj się
    niepowodzeniami.
    Jeśli chcesz możesz mi napisać o sobie na priv.
    Ja zawsze czułam się gorsza, niedoceniana, niemądra. Chciałam być
    lepsza, doskonała, szczuplejsza. Lubiłam i lubię słodycze, a nie
    potrafiłam z nich zrezygnować. Nie jadłam śniadania, mój główny
    posiłek to cappucino i paczka herbatników. Wieczorem delicje. Potem
    mnie dopadał taki głód, że jadłm o 21, 22, 23...a potem zrzucałm
    kalorie, i wyrzucałm poczucie winy.
    Zacznij jeśc mniej a częściej. Jem teraz zawsze śniadania, do
    południa jem dużo. Potem od południa coraz mniej. Kolacji nie jadam,
    czasem, bardzo rzadko. Jak w ciągu dnia mało zjem. I ... nagradzaj
    siebie, ale nagrodą niech nie będzie jedenie. Spacer, kino, wyjście.
    U mnie to działało. Oczywiście ja już nie pamiętam ile razy
    upadałam, i ile razy mi się nie udało, ale wyszłam z tego.
    Teraz siedzę z pełnym brzuszkiem w pracy bo się objadłam, ale bez
    poczucia winy.No, może trochę. Szczerze mówiąc chciałabym być
    szczupelsza, ale ogólnie mam to gdzieś:-) Bylam na wyprzedarzach,
    kupiłam luźniejsze spodnie i parę bluzeczek i czuję się kobieco.
    Staram się uśmiechać do siebie i do życia.
    A...na początku mogą ci pomóc piguły. Są takie - wyciszają i
    pomagają skupić sie na sobie. Wtedy trzeba wykorzystać czas na
    odwyk, i nauczyć się żyć inaczej.
    Wymioty to też kwestia przyzwyczajenia, nawyk. Dasz radę - wierzę w
    Ciebie. Musisz!Ja kiedyś nuciłam sobie taką piosenkę:
    Ciągle zaczynam od nowa, choć czasem w drodze upadam, wciąż lednak
    słyszę te słowa - KOCHAĆ TO ZNACZY POWSTAWAC.
    jeszcze wiele w zyciu czeka cię upadków, i musisz się nauczyć z nimi
    radzić. Pokochaj siebie, powstań i idź do przedu. Zacznij
    wykorzystywać swoją energię na tworzenie i rozwój a nie na
    niszczenie.Dasz radę - najważniejsze że chcesz!
    Ja Ci rozumiem. Pamitam, jak mowilam mojej Mamie o moich uczuciach,
    chorobie i szamotaniu sie. Ona nie rozumiala tego. Bo to jest cos
    chorego co sie nie miesci zdrowemu w glowie. Najgorsze cierpienie.
    Ale do przeskoczenia. Ja nie jestem silna kobieta, wrecz przeciwnie,
    ale dalam razde. Ty tez dasz rade. Musisz TYLKO MOCNA CHCIEC
    UWIERZYC I SKUPIC SIE NA WYZDROWIENIU. DASZ RADE!!!
  • helikopter101 20.01.10, 15:59
    poryczałam się, kiedy przeczytałam list od Ciebie..
    dziękuję!!!

    ps. w jaki sposób mogę napisać do Ciebie na pryw???
  • agnes2003 21.01.10, 09:40
    agnes2003@gazeta.pl
  • galaaa1 17.07.10, 09:51
    podbijam watek... tak bardzo potrzebny tym, ktorzy choruja.

    ja bardzo rzadko tu teraz zagladam, ale moja przeszlosc nie jest dla
    mnie obojetna, nie sa mi obojetne osoby, ktore przechodza dokladnie
    przez to samo pieklo, co ja kiedys. trzymam kciuki dla Was.

    niech ten watek i takie przypadki jak moj umocnia Was, utwierdza, ze
    naprawde mozna normalnie zyc (ja wciaz jestem zdrowa i zamierzam juz
    tak zawsze ;)).

    jak tylko w zyciu mi sie troszke uspokoi (mam dzieciatko male ;), to
    bardzo chcialabym zaczac realizowac na powaznie plany zwiazane z
    grupa wsparcia we Wroclawiu... no zobaczymy.

    pozdrowienia!

  • chinese-girl 24.07.10, 18:10
    Tak, ten wątek to nadzieja!!!! Dla osob z mią. Ja choruje 5 lat. I
    jestem na etapie ciągłego objadania z przerwami na glodowki.
    Odstawilam przeczyszczacze, rezygnuje z rzygania. Ale widze teraz-JAK
    ŁATWO uciec w jedzenie, gdy pojawia sie problem w zyciu. Jedzenie-
    jest jak przyjaciel ktory uspokoi, wyslucha, pomoze, ale POTEM
    okazuje sie ZDRAJCA, ktory odwraca sie na pięcie...
    Jezu, tyję na potegę. Czuję jak moje cialo staje sie dla mnie takie
    obce. Juz nie chce glodowek. Chce NORMALNEGO jedzenia. Mam 21 lat, a
    czuje sie jakbym miala z 50.

    Jak zacząc leczenie? Gdzie sie udac. Jestem z okolic Krk. Gdyby
    ktoras z dziewczyn chciała pogadac, to prosze o kontakt.

    Podziwiam WAS dziewczyny za wole walki!!!!!! gratuluje zwyciezcom!!!!
  • red-maaalinka 04.08.10, 14:15
    Witajcie dziewczyny!
    jestem pełna podziwu,że udało Wam się wygrać z tą ciężką chorobą.Cieszę się,że powstało takie miejsce gdzie można poczytać o skutkach bulimii. Jest to przestroga dla wszystkich którzy myślą,że jest to łatwy sposób na osiągnięcie szczupłej figury. Otóż nie, jest to szybka śmierć nie tylko organizmu, ale również kontaktów z rodziną,przyjaciółmi a nawet wcześniej zaplanowanej kariery. Historia Azylka powinna być dla nas przestrogą.
  • annarchia 06.08.10, 14:41
    azylek82 napisała:

    > Dzisiaj mogę powiedzieć, że w pełni kontroluję swoje życie. Wyrwałam się z
    > pęt BULIMII, chociaż cały czas muszę czuwać ona może zaatakować w chwili
    > życiowej porażki, kiepskiego dnia, itp. Wygrałam

    Miło, że zrobiłaś postępy, gratulacje :) ale nie można powiedzieć, że już
    wygrałaś walkę o siebie. Nie pisałabyś także o bulimii per "ona", mówiąc, że
    "bulimia" może zaatakować nie można mówić o kierowaniu sobą. Wyleczenie nie
    polega tylko na zaniku objawów, ale na tym, że masz dość mocno ugruntowane
    poczucie, że w ważnych i trudnych emocjonalnie chwilach zareagujesz zdrowo i
    adekwatnie, nie uciekając w objawy chorobowe - dopiero na tym polega wygrana
    walka o siebie, której Ci życzę.
  • maaaati 09.08.10, 00:07
    witaj!
    na wstępie chciałam Ci przede wszystkim pogratulować!! to co napisałaś daje
    nadzieję że da się wygrać z tą przeklętą chorobą!! ja choruje 3 lata... i jak
    zapewne wiesz nie ma jednej wyczerpującej definicji tej choroby i jednego
    złotego środka żeby się z nią uporać... przyczyny są bardzo indywidualne!!
    mimo wszystko chciałabym Cię prosić żebyś napisała jak Ci się to udało... czy
    wstałaś pewnego ranka i powiedziałaś sobie koniec z tym, dość!! czy byłaś wtedy
    w terapii, pod opieką psychologa?? a może wystarczyła silna wola i determinacja??
    ja jestem w trakcie drugiej terapii grupowej. za każdym razem kiedy odkrywam w
    sobie kolejną rzecz która uwiera od dzieciństwa czy też sprawia trudność w
    codzienności wydaje mi się że tego "syfu" jest tyle że ciężko mi się będzie
    kiedykolwiek pozbierać:( czasem mam wiatr we włosach i mnóstwo siły żeby
    walczyć, czasem tracę wiarę i sens w to że kiedykolwiek się uda...
    pozdrawiam:)
  • afma 10.08.10, 19:11
    Cześć mam prośbę. Napisz na mojego maila afma03@gmail.com Moja kolezanka ma
    bulimię chciała bym jej pomóc nie wiem tylko jak. Dlatego błagam napisz do mnie!
  • noyla 28.08.10, 19:16
    Hey mam na imie Anka...
    Serdecznie gratuluje silnej osobowosci,tez chcialabym wygrac,cierpie
    na te chorobe od 9 lat...tak wiem duzo ,za duzo!!!Miala 3
    poronienia,wydalam bardzo duzo pieniedzy na leczenie zebow,teraz to
    juz wogole nie moge zajsc w ciaze,staram sie od ponad roku!Naprawde
    nie wiem gdzie mam szulac pomocy,probuje sama ale zawsze wygrywa ta
    bezwzgledna zmora!Sytuacje utrudnia fakt ze od wielu lat mieszkam za
    granica,jest mi naprawde ciezko,czuje sie taka bezradna i
    samotna,tak bardzo chcialabym byc zdrowa!Prosze jesli mozesz to
    napisz w jaki sposob udalo Ci sie uwolnic ze szponow tej zmory(bo
    inaczej nie mozna tego nazwac)
    Z gory dziekuje i pozdrawiam!
  • super_martyna_27 15.09.10, 17:46
    gratulacje!
  • konstelacjalwa 20.11.10, 21:16
    Witamy, w tym roku ruszyliśmy z programem Konstelacja Lwa. Za
    najciekawsze posty zamieszczone w grupie "Zaburzenia psychiczne a
    studiowanie" (mogą dotyczyć też nauki w liceum lub zmagań w
    pracy)wskazanej w linku poniżej wysyłamy książkę "Moja
    wędrówka",w której studenci Uniwersytetu Jagiellońskiego opisują
    swoją drogę wychodzenia z m. in. anoreksji, bulimii i depresji. Do
    książki dołączamy maskotki inicjatywy. Zapraszamy do rejestracji w
    serwisie i wypowiedzi w grupie Konstelacji.
    www.trzymsie.pl/group/18
  • kobieta_z_mieczem 22.12.10, 01:31
    I ja też wygrałam po 10 latach!! Nie umarłam (chociaż bardzo chciałam) a byłam w piekle.
    Nie będę opowiadać jak to jest bo przecież dobrze to znacie. Powiem jak wygrałam. Wiem, że Bóg mnie z tego wyciągnął. Ile kroć miałam napady i klęczałam przed...WC.. prosiłam Boga by wyciągnął mnie z tego bagna. Przeczytałam gdzieś kiedyś, że to jest tak jakby Devil inside, tak się czułam :/ Coś kazało mi to robić , wbrew mojej woli. Położyłam wszystko na 1 kartę, byłam w tak beznadziejnej sytuacji, że nie miałam już innego pomysłu jak tylko zaufać Bogu. Długo się o to modliłam, by z tym skończyć. To się stało jesiennego popołudnia, usłyszałam w telewizji przez przypadek słowa Ojca Świętego "...walczcie o siebie...". I postanowiłam walczyć, bo tak bardzo pragnęłam normalnego życia. Przełom. Ludzie chorzy na raka mają wolę walki i wychodzą z tego , dlaczego mi miałoby się nie udać?? Od tamtej chwili nie wymiotuję. Życie ma jakby inne barwy, wokół tyle wspaniałych ludzi a ja miałam takie myśli, że teraz nie potrafię ich powtórzyć...:/

    Żyję i to pełnią życia, bo kocham to życie i innych i siebie też.


    Nikt sobie nie jest w stanie wyobrazić jak wielką czuję ulgę, i wiem, że po tym co mnie spotkało dla mnie (dla Boga oczywiście i za jego przyzwoleniem) nie ma rzeczy niemożliwych, jestem niesamowicie silna!!!

    Opowiedziałabym Wam o potwornych momentach choroby i o własnej terapii przed Bogiem i dla samej siebie, ale nie mam tu na to czasu. Jeżeli ktoś chciałby się dowiedzieć niech pisze do mnie.

    Wiem wiem komuś może się to nie spodobać, że piszę o Bogu. Ale czuję, że muszę o tym napisać i jeżeli mogłabym komuś teraz pomóc, to widzę sens tej choroby i dziękuję za nią.


    Dziewczyna z mieczem







  • ewela8820 21.01.11, 19:15
    hej ja walcze z bulimia od 6 lat,mam 23 lata i mieszkam w Sopocie,chciałabym Cie prosic jak dalas radę z tą choroba dzieki Bogu,ja staram sie z tym przestac od 3 tyg.,od 3 tyg powtarzam sobie ze to jest chora i musze zacząc z tym walczyc,najgorsze jest to ze nie umiem w penym momęncie pow stop jedzeniu jem jem jem,poczym sa wyrzuty sumienia i albo jak mam sily to wymiotuje albo faszeruje sie tabletkami....mam juz dosc..dosc tego objadania,chciala bym wkoncu normalnie zyc..prosze tak bardzo potrzebuje pomocy..nikt o mnie nie wie,nikt nie wie ze zmagam sie z tym czyms...najgorsze jest to ze kazda pomoc jest platna i to nie malo..nie mam kasy by chodzic na wizyty za 100zl tygodniowo;(..tak sie boje...boje sie do takiego stopnia ze czasem sie zastanawiam czy nie lepiej umrzec..;/;/POMOCY
  • zochaaa 21.01.11, 19:46
    Nie wierze, ze w miescie tak duzym jak Sopot nie ma terapeutow i psychiatrow przyjmujacych w ramach nfz. W tym przypadku to zadne tlumaczenie, ze nie masz pieniedzy.
    Dobra pomoc jest dobra niezaleznie od tego czy platna czy darmowa, terapeuci z powolania pracuja zarowno prywatnie jak i na kase chorych.

    Skoro twierdzisz, ze chcesz uzyskac pomoc, wyzdrowiec, to koniecznie idz do lekarza. I nie snuj ideologii, ze skoro nie wymiotujesz od kilku dni to sama sobie z tym poradzisz. Gdyby do wyzdrowienia wystarczyla sama silna wola, juz dawno zerwalabys z choroba a nie trwala w niej tyle lat... Ona zabiera Ci zycie, ale za Twoim niemym przyzwoleniem, bo nic z tym nie robisz.
    Ja wiem, jak bardzo zenujaca, wstydliwa i trudna jest pierwsza wizyta u psychologa lub psychiatry. Ja tez przez to przechodzilam. Ale gdyby nie to, ze zacisnelam zęby i zaczelam walczyc o siebie, pewnie dzis lezalabym w szpitalu z sonda w zoladku, ubezwlasnowolniona przez rodzine, o ile w ogole bym zyla.

    Jesli nie wiesz, jak znalezc psychologa lub psychiatre w swoim miescie, to daj znac, cos moze wymyslimy, poszperamy w necie, a moze ktos z Twojego miasta sie odezwie i poda Ci namiary na lekarza
  • k8_is_gr8 22.01.11, 00:23
    czesc! ja jestem z trójmiasta. Jestem studentka i nie stac by mnie bylo na prywatne wizyty wiec znalazlam poradnie zdrowia psychicznego w ramach nfz w gdansku. Mysle że w sopocie też coś znajdziesz w ramach nfz : www.visum.net.pl/ www.sopmed.pl/chrobrego_specjalistyka.html#specjal albo zawsze możesz dojechac do gdańska lub gdyni. Uwierz mi, że warto. Ja choruje od 3 lat i chociaż teraz przeżywam gorszy okres to z terapi nie chce rezygnować bo wierze, że ma to sens i kiedyś wreszcie uda mi się nad tym wszystkim zapanować. Sama nie dasz rady bo chyba wiesz, że tu nie chodzi tylko o wymiotowanie, ale też o mysli które przez cały czas Ci toważyszą, o to jak postrzegasz siebie, jakie masz poczucie własnej wartości... (przynajmniej w moim przypadku) ale musisz dowiedzieć się jak jest u Ciebie tylko z pomocą psychoterapi...

    pozdrawiam i powodzenia:)
    K.
  • kobieta_z_mieczem 15.02.11, 00:17
    ewela8820 napisała:

    > hej ja walcze z bulimia od 6 lat,mam 23 lata i mieszkam w Sopocie,chciałabym Ci
    > e prosic jak dalas radę z tą choroba dzieki Bogu,ja staram sie z tym przestac o
    > d 3 tyg.,od 3 tyg powtarzam sobie ze to jest chora i musze zacząc z tym walczyc
    > ,najgorsze jest to ze nie umiem w penym momęncie pow stop jedzeniu jem jem jem,
    > poczym sa wyrzuty sumienia i albo jak mam sily to wymiotuje albo faszeruje sie
    > tabletkami....mam juz dosc..dosc tego objadania,chciala bym wkoncu normalnie zy
    > c..prosze tak bardzo potrzebuje pomocy..nikt o mnie nie wie,nikt nie wie ze zma
    > gam sie z tym czyms...najgorsze jest to ze kazda pomoc jest platna i to nie mal
    > o..nie mam kasy by chodzic na wizyty za 100zl tygodniowo;(..tak sie boje...boje
    > sie do takiego stopnia ze czasem sie zastanawiam czy nie lepiej umrzec..;/;/PO
    > MOCY


    Terapie na pewno pomagają, przede wszystkim trzeba chcieć z tym skończyć, i wtedy można taka terapię zrobić samemu, ja tak właśnie wyszłam z tego bagna. Jesteś na dobrej drodze. Wysłałam do Ciebie prywatna wiadomość. Trzymam kciuki !! Pozdrawiam
  • tomek.83 15.02.11, 20:19
    kobieta_z_mieczem napisała:

    > Terapie na pewno pomagają, przede wszystkim trzeba chcieć z tym skończyć, i wt
    > edy można taka terapię zrobić samemu, ja tak właśnie wyszłam z tego bagna.

    Te słowa świadczyć mogą co najwyżej o tym, że ich autorka nie ma pojęcia, o czym mówi albo po prostu nigdy nie była chora. Z żadnych uzależnień nie leczy się samemu.

    Rada "trzeba chcieć skończyć" jest jak z kosmosu. Skończyć jest bardzo łatwo. Problem w tym, że wszystko wraca - za tydzień, za dobę czy za godzinę - ponieważ objawy to tylko czubek góry lodowej, a źródła problemów leżą znacznie głębiej. Choroba jest tylko reakcją organizmu na ogromny stres, z którym człowiek w obecnym czasie nie jest w stanie sobie poradzić w inny, zdrowy sposób. Aby zrozumieć przyczyny oraz nauczyć się świadomie przeżywać swoje emocje potrzebna jest pomoc specjalisty, a nie jakiejś nieznanej osoby z forum internetowego.

    --
    Pozdrawiam. Tomek
    forum.glodne.pl
  • helti 15.02.11, 21:26
    zapraszam na nowo założone prywatne forum dla walczących z bulimią i anoreksją
    www.bulimianoreksja.fora.pl/
  • 2renia 21.05.11, 19:00
    Hej dziewczyny, niekiedy myśle jak bardzo trzeba być psychicznym żeby nie miec panowania nad władnym sobą...żreć, żreć żreć a potem i tak wszystko zwymiotowac do WC!
    CZemu od razu nie wyrzucić jedzenia do toalety, właciwie czemu od razu nie wyrzucić kasy bo to wszystko wiąże się z kosztami!!
    Boże aż wstyd się przyznać!! ALe jestem jedną z tych która cierpi na te wariactwo!
    Zdarza mi się codziennie, nieraz nawet po 2 , 3 razy na dzien!!!
    Mam 25 lat, jestem wykształcona po studiach, mam kochanego faceta a jednak cos uciska....:/
    Proszę o pomoc dziewczyn które dały sobie z tym rade.

    Moj mail: 2renia@gazeta.pl
  • agata.28 02.06.11, 19:03
    hej prosze Ci wyslij mi wskazówki jak zakonczyc z bulimia prosze ;)
  • sasedo222 29.04.11, 12:10
    Witaj. Moja dziewczyna choruje na bulimię. Ja nie wiem jak jej pomóc i to zaczęło być przerażające. Błagam Cię o jakąś radę!!!
  • etheril 29.04.11, 16:45
    Zajrzyj tutaj
    forum.gazeta.pl/forum/w,592,120513758,,Czy_prawdziwa_milosc_chlopaka_zaradzi_anoreksji_.html?v=2
    --
    forum.glodne.pl
  • sasedo222 30.04.11, 12:41
    Zajrzałem i niewiele mi to pomogło, bo ja wierze że ze wszystkiego można wyjść. Mieć przy sobie ukochaną osobę uważam za najważniejsze ku temu. Ale dziękuję za Twój odpis. Ja będę walczył dopóki starczy sił. Dlatego bardzo proszę o jakiekolwiek rady przezwyciężenia tego.
  • etheril 02.05.11, 00:10
    A to niby gdzie wyczytałeś, że z tego nie da się wyjść? Bo ja nic takiego nie widziałem. Może jeszcze w czasie tego jednego dnia zdążyłeś przeczytać dział Dla Bliskich na forum glodne?

    Weź się uspokój, bo jeśli w obecnym stanie masz trudności nawet w czytaniu ze zrozumieniem, to możesz jej co najwyżej zaszkodzić. Dziękuję za takich pomocników - w czymkolwiek.

    > Ja będę walczył dopóki starczy sił

    Ręce opadają... A co z nią? To ona musi się leczyć, aby wyzdrowieć, ona musi walczyć o swoje życie. Ale do tego musi przede wszystkim chcieć. Nie ma takiej choroby, którą można wyleczyć za kogoś - Ty możesz ją jedynie wspierać. Najpierw jednak trzeba zdobyć odpowiednią wiedzę, aby po pierwsze NIE SZKODZIĆ, a dopiero po drugie pomagać.

    Zacznij czytać. Ale tym razem spokojnie i uważnie.

    Pozdrawiam
    Tomek

    --
    forum.glodne.pl
  • ona12340 04.05.11, 10:37
    witam jak udalo ci sie z tego wyrawac???
    myslisz ze to naprawde jest mozliwe zeby skonczyc z tym raz na zawsze ???
  • kasia.kot3 04.05.11, 19:19
    Wygrałam z bulimią już bardzo dawno. Jestem szczęśliwa, zadowolona z życia. Bulimia, którą sama sobie zafundowałam trwała 5 lat. W tym momencie żyję 10 lat bez bulimii i nauczyłam się żyć bez kontrolowania siebie. Nie było łatwo, ale warto było z tym przestać. Prowadzę ze znajomymi klub wspierający dla osób, które chcą z niej wyjść. Prawie wszystkie osoby są po bulimii. Uczymy osoby jak żyć bez tej choroby, w jaki inny sposób z chudnąć, zaakceptować siebie, nie być rozczarowanym z 1 kilograma więcej. Prowadzimy z osobami rozmowy, kiedy nastąpił ten moment, że weszłaś w bulimię. Powodów jest bardzo dużo.
    Życzę wszystkim powodzenia, a tym , którzy wyszli gratuluję.
    Pozdrawiam Kasia Kot
  • podania 30.03.12, 20:56
    Kasiu Kot. Czy mogę Cię prosić o kontakt, jeśli chciałabyś udzielić mi wskazówek odnośnie wyleczzenia się z bulimii? JEstem mamą nastolatki z tym problemem. Pozdrawiam,
    --
    podania
  • bozia09 06.05.11, 15:56
    chciałam się zapytać, czy może miałabyś chęć porozmawiać na temat choroby , sama chorowałam, a teraz pisze prace dyplomową na temat bulimi, jeśli byś się zdecydowała za pośrednictwem jakiegoś komunikatora to byłabym wdzięczna moj mail mrugi@interia.eu
  • destination1993 17.02.12, 18:39
    witaj.
    Ja zmagam się z bulimią chyba od 4 lub 5 lat. Codziennie sobie obiecuję, ze to już ostatni raz. Ale niestety nigdy nie dotrzymuję słowa danego samej sobie. Przeczytałam Twoją wypowiedź i proszę, napisz, jak dałas radę wygrać z NIĄ.
  • madiii075 18.02.12, 23:11
    ludzie pomozcie mi...nie umiem nie potrafie sobie z nia poradzic choruje od 6 lat...mieszkam w angli sama z chlopakiem i nie wiem jak mam przestac wymiotowac...jak zaczac normalnie jesc bez obaw przed przytyciem...chce poczuc sie od niej wolna...moj chlopak nie potrafi mi pomoc wie ze nie umiem bez tego normanie zyc a moze umiem ale nie wiem jak...jezeli ktos znajdzie chwile to prosze o rady o zrozumienie i pomoc...piszcie na e-mail magdi113@wp.pl...
  • etheril 21.02.12, 20:25
    Podstawowa i najważniejsza sprawa - z tego można wyjść. Wszelkie odmiany uzależnień można leczyć. Dziś najlepsza w tym celu jest psychoterapia. Nawet jeśli nie stać kogoś prywatnie, są duże możliwości znalezienia pomocy bezpłatnej. Informacje najłatwiej znaleźć w poradniach psychologicznych lub nawet w pobliskiej przychodni. W Polsce można poszukać adresów tutaj na forum głodne. W Anglii też na pewno dostępne są różne możliwości pomocy. Warto umówić się chociaż na konsultację.

    Wszystko ma swoje przyczyny. Choroba także. Psychoterapia pozwala je zidentyfikować i przepracować. W tym miejscu nie ma co się oszukiwać - terapia to kawał ciężkiej roboty. Ale pozwala zacząć żyć lepszym życiem.

    Głowy do góry! Mnóstwo ludzi z tego wyszło i od dawna jest zdrowych. To wszystko możliwe.

    Pozdrawiam gorąco
    Tomek

    --
    forum.glodne.pl
  • lzejszao20 29.02.12, 13:01
    Wiesz, ja też się tak męczyłam. Z rzyganiem sama sobie poradziłam jak mi żeby zaczęły lecieć, no to przytyłam strasznie. I ciągle albo głodna albo ten przepełniony brzuch okropny.
    W końcu poszłam do psychologa. Też długo mówiłam, że mnie nie stać. Aż policzyłam ile wydaję na jedzenie i środki p. - masakra. Terapia w tej samej cenie :)
    Dziś inaczej na to patrzę bo sobie lepiej radzę. Znalazłam terapeutę z polecenia i zaczęłam się zmieniać. Nie było łatwo, ale okazało się, że mogę. Moje ciało dużo znosiło, teraz go bardziej słucham. Teraz rozumiem, że jest różnica między "bym chciała a chcę, tak jak jak bym miała a mam" :) Dziewczyny zróbcie pierwszy krok i następne też.
    pozdrawiam
    w razie czego pomogę
    lżejsza:)
  • lzejszao20 01.03.12, 23:39
    lzejszao20@gazeta.pl
  • flying_pietruszka 16.08.12, 23:20
    Cześć dziewczyny,
    Chciałabym się podzielić z Wami moim sukcesem. Właśnie zakończyłam bardzo długą terapię, mój psycholog twierdzi że jestem zdrowa :D Wciąż miewam napady w trudniejszych chwilach, ale z większością spraw już sobie radzę. Czuję ogromną zmianę.

    Parę lat temu nie miałam życia, własnego zdania, nie myślałam samodzielnie, nie wychodziłam z domu jak nie musiałam, zero życia towarzyskiego, brak planów i marzeń, chciałam tylko umrzeć. Na terapii każdy najboleśniejszy, wstydliwie skrywany skrawek mojej duszy został obnażony, omówiony, zapisany w tabelce i przeanalizowany pod każdym względem. Bolało. Płakałam jak dziecko.
    W końcu nauczyłam się akceptować - przeszłość, siebie, swoje emocje, rzeczywistość, swoich bliskich. Ale nauczyłam się też działać - jak zawalczyć o własne szczęście. Małymi krokami zaczęłam robić to co zawsze chciałam ale brakowało mi odwagi - podróżować po świecie, poznawać ludzi, chodzić na koncerty, nawet skoczyłam na bungee :) Teraz marzy mi się aby zakochać się z wzajemnością, chciałabym założyć rodzinę.

    Wciąż jest we mnie dużo obaw, kompleksów, boję się że ktoś znowu mnie skrzywdzi, miewam chwile zwątpienia. Ale wiem już jak jest na dnie i wiem że nie chcę tam wracać. Staram się by moje lęki mnie nie blokowały, ale by były raczej wyzwaniem do pokonania. Łatwiej też wybaczam sobie porażki.

    Mam nadzieję że uda mi się poprawić w tych sprawach które mnie obecnie czasem przerastają i że bulimia nie będzie mi już do niczego potrzebna, czego i Wam z całego serca życzę!
  • magdalena1970 10.09.12, 11:12
    Serdecznie Tobie GRATULUJĘ!!!ja od wielu lat domyślałam się że mam bulimię , podpowiadałam lekarzom ale każdy machał ręką.Zmieniłam lekarza, ktory polecił mi psychiatrę i od tygodnia jestem pod kontrolą psychiatry biorę lekarstwa i mam nadzieję że będzie dobrze.Aczkolwiek teraz jest beznadziejnie mam zawroty głowy ,mdli mnie czuję się żle ale wiem że będzie dobrze::)))
  • ta_mara77 11.09.12, 18:13
    Musze sie tym z Wami podzielic. Chcialam poczekac dluzej, zeby nie zapeszyc, ale rozpiera mnie radosc i moze komus uda mi sie pomoc. Od kilku dni nie wymiotuje, nie jestem glodna i poirytowana, nie mysle o jedzeniu, nie rozpycham sobie brzucha, moge myslec i funkcjonowac normalnie. Jem zgodnie z zaleceniami dr.Lutza i dla mnie stal sie cud! Myslalam, ze nigdy z tego nie wyjde, stracilam nadzieje. Na bulimie cierpie od 20 lat. Korzystalam z pomocy specjalistow, bylam na trzymiesiecznym leczeniu na oddziale nerwic, przeczytalam dziesiatki ksiazek i tysiace postow i artykolow na temat bulimii i nie udawalo mi sie wyjsc z zamknieteggo kregu zarcia. Praktycznie nie mialam przerwy, chyba , ze przymusowe, kiedy po prostu nie bylo szansy sie najesc, ale wtedy praktycznie czekalam na okazje i rewanzowalam sobie okres bez wymiotow wielkim zarciem. Nawet, kiedy staralam sie nie objadac udawalo mi sie maxymalnie na dwa, trzy dni. Niedawno przez przypadek trafilam w internecie na informacje na temat diety dr.Lutza. Postanowilam sprobowac. Paradoksalnie ta dieta zawiera w sobie bardzo duzo tluszczu, ktorego zawsze panicznie sie balam, ale przemoglam sie i NIE MAM OCHOTY SIE OBEZREC:) Odkrylam, ze moge sie spokojnie najesc, nie czuc glodu, nie byc napchana, a przy tym byc spokojna. To cudowne! Sprobujcie prosze, chociaz kilka dni. O Lutzie jest duzo informacji w necie. Ja mam na dysku ksiazke o glownych zalozeniach tej diety, moge przeslac jesli ktos chce. Nie meczcie sie dluzej! Dieta ta jest prosta i niestresujaca, nie trzeba nic liczyc. Polega na ograniczeniu weglowodanow do ok. 70 gramow dziennie. Jej podstawa sa ryby, jaja, mieso, sery, maslo, smietana. Mozna jesc orzechy i warzywa, nawet owocw (w granicach limitu 70 gr weglowodanow na dobe). Poczytajcie i sprobujcie. Ja mam nadzieje, ze tym razem mi sie udalo i mam zamiar trzymac sie tego sposobu odzywiania, bo mi bardzo sluzy. Od wielu, wielu lat czuje, ze jest dla mnie nadzieja na uwolnienie sie z tego obledu!
    Polecam
  • nstyrna 16.01.13, 11:48
    Poszukuje osób chorych na anoreksję bądź takich, którym udało się ją pokonać. Sprawa jest bardzo pilna. Wszystkich, którzy mogliby mi pomóc w tej kwestii proszę o kontakt.
    n.styrna@o2.pl
    Natalia
  • wiksonok 23.12.15, 22:20
    jak zwymiotowac po cichu ?
  • wiksonok 23.12.15, 22:22
    Jak moge zwymiotowac po cichu ? puszczanie wody z kranu niewiele daje

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka