Dodaj do ulubionych

Kilka uwag nt bulimi i do wszystkich chorych

12.09.07, 20:45
Czytam to forum i czytam i chce się podzielić swoimi uwagami:

Przede wszystkim wiele dziewczyn myli ciągłe żyganie po jedzeniu z bulimia- TO NIE TO SAMO!!
Bulimia wcale nie oznacza żygania, ale obżeranie się i ciągłe zapobieganie skutkom tych obżarstw i to wcale nie muszą być wymioty, ale samo głodzenie sie przez kolejne dwa dni albo uprawianie intensywnego
Śmieszy mnie jak ktoś pisze że przez bulimię schudł 13 kg:/
To niemożliwe!!
Chyba ze te ataki polegaja na wyjadaniu 3 ciastek na 3 dni i wymiotowaniu ich :/

Po drugie: PRZEZ WYMIOTY SIE TRACI MNIEJ NIZ POŁOWE ZJEDZONYCH KALORII!! ZAWSZE MUSI ZOSTAĆ WCHŁONIĘTA JAKAŚ JEGO CZĘŚĆ[JEDZENIA]!!
dlatego te które zjadają bardzo dużo podczas ataku, i tak mają przeważnie lekką nadwagę.

Po trzecie: NIE WMAWIAJCIE SOBIE BRAKU KONTROLI Nad jedzeniem!!!
ZAWSZE JEST JAKAŚ KONTROLA!!
TO TYLKO USPRAWIEDLIWIENIE W STYLU "nie mam nad tym kontroli więc mogę jesc dalej..." NIE!!
ja wiem ze te mysli mogą być po części nieswiadome ale dziewczyny-bulimiczki, patrzcie: zawsze macie wybór!!
Zawsze zaczyna się od głupich myśli które nas usprawiedliwiają, 'jesetm chora, wiec coz: atak to moja ciezka dola...",
"ojj zjadłam cos, nie udała sie głodówka jaka planowałam, moge jesc dalej"
"i ytak to wyżygam wiec co mi szkodzi zjesc wiecej"

itak dalej.... U kazdego jest to samo :]

Jeszcze niedawno nie napisałabym tego. Sama byłam w cięzkim dołku, użalałam się nad sobą, jaka to jestem biedna bo mam ED...ale patrzcie??
Zal jktóreś wam alkoholika?? Jak widzicie takie co wytraca wszystkie pieniądze na alkohol i krzywdzi rodzinę, to myslicie sobie "ojej... biedaczek...przecież alkoholizm to ciężka choroba... oj biedny biedny..."
NIEEE!!! wiekszość z was czuje złość, jak taki zamist się leczyć tylko rujnuje zycie sobie i innym.
Bulimia to to samo. Nie oszukujmy sie.
Moze nie jest tak spektakuklarna jak alkoholiczny amok i pijanske rozruby, ale: krzywdzicie innych, marnujecie mase jedzenia, potem by je wyżygać, tracicie pieniadze na obzarstwo, nie tylko swoje pieniadze ale i rodziny, marnujecie na własne zyczenie zdrowie, a potem sie biedne ukarzacie jak was wszystko boli, niech sie kazdy lituje ze za własna głupote wam zeby wypadaja albo są kłopoty z sercem.

Sama jestem chora więc nie pisze tego na złosc. Ale tylko ciezkimi słowami da sie przemówic do naszych łbów!!Ta choroba bierze sie tez częściowo z nudów, pomyslcie ile razy sie obżeracie "bo sie nudzicie"??
Sama tak mam wiec nie wciskam kitów.

Ale pierwszy krok to zdac sobie sprawę, ze mozna to pokonac ale trzeba chciec. Trzeba wziac odpowiedzialność za swoje czyny a nie zwalac wszystko na to 'biedne straszne Ed'...
Zamiast uzalających postów napiszcie: kurcze dzis zamiast sie głodzic i miec potem atak, udało mi sie walic te głupie kalorie, wage i zjesc notmalnie, zgodnie z głodem!!
Takie posty sa warte czytania i pochwały :)

Mi się juz coraz bardziej udaje wygrać z bulimią, zdałam sobie sprawę ze to jest w mojej mocy, ze MAM KONTROLE!!!
Zamiast sie usprawiedliwiac zaczełam udowadniac sobie ze uda mi sie postrzymac. I co?
I udaje :)
Wchodze juz spokojnie na dzoały ze słodyczami w sklepie, robie normalne zakupy,nieraz korci, ale narazie mam siłe :)
zycze jej kazdemu :)



Edytor zaawansowany
  • malutkabb 12.09.07, 21:37
    Zgadzam sie z Toba, myslenie: jestem chora, skoncze od jutra z tym,
    ale jeszcze dzisiaj sie objem,bo to juz ostatni raz, bo juz od
    jutra... i tak w kolo. bledne kolo buli. kazdego dnia to samo.
    trzeba sobie zdac sprawe z tego, ze nie tedy droga. a waga to nie
    wszystko...
  • weeroonis007 12.09.07, 23:25
    Zgadzam się z Tobą, cieszę się, że coś takiego napisałaś. Tak samo
    uważam, że powinno na tym forum być więcej postów, które motywują, a
    nie dołują...
    Dosyć tego ciągłego oszukiwania się tekstami dobrze nam znanymi...!!
    Wszytsko zależy od nas, od naszego nastawienia, od chęci, mamy wybór
    i możemy to kontrolować. Ja jestem tego przykładem. Powiedziałam
    sobie dosyć, nie będę więcej wymiotować, to jest TYLKO jedzenie i
    ono nie bedzie mną rządzić, to ja jestem panią swojego zycia!!
    Oczywiście, że wiele razy mnie kusi, ale jak nigdy załącza mi się
    logiczne myślenie: co z tego będę miała, w czym mi to pomoże, co
    przez to poczuję itd i nie widzę żadnych korzyści, same wady, które
    pogłębią tylko depresję ! Mi się udaje już ok 2 miesięcy. Wyładowuję
    się w inny sposób np ćwiczę, spacer z psem, głośna muzyka, wypełniam
    sobie jakoś rozkład dnia.
    Proszę, żebyście sobie to przemyślały, ale tak szczerze , bez
    usprawiedliwiania swojego postępowania, bo jeżeli byłoby to dobre,
    to o co tyle krzyku i tyle łez... Szczery rachunek sumienia :)
    Pozdrawiam i pamiętajcie: przyszłość nie zaczyna się jutro, zaczyna
    się już dzisiaj...
  • ikhaya 13.09.07, 15:21
    nie atakuj pozostałych forumowiczów - nie każdy ma w sobie tyle siły
    i nie każdy jest na takim samym etapie choroby. Popieram afirmacje,
    ale samo dobre myslenie nie zawsze wystarczy.
    Co do wątku alkoholika - pamietaj,że wciąz funkcjonuja w naszej
    świadomości stereotypy i ogromne rzesze ludzi wciąż mają problem z
    uznaniem alkoholizmu za chorobę. Stąd wiele agresji i złosci na
    alkoholika. I nie mozna porównywac tych chorób, ich traktowania
    przez społeczeństwo. wiedza o nich wciąz pozostawia wiele do
    zyczenia.
    Uważam, że Twoj atak na osoby z problemem ED może im tylko
    zaszkodzić. Spowoduje, że osoby o i tak już słabej kondycji
    psychicznej poczują sie jeszcze gorsze, wyrobią sobie jeszcze
    wieksze poczucie winy i obniża poczucie własnej wartości do poziomu
    parteru.

    I dla jasności - ja tez byłam chora - nie miałam fanaberii tylko
    byłam chora. Twoje złote rady niestety nie sparwdziły sie - bo
    miałam takie myslenie wiele razy i wiele razy obiecywała soebie, że
    od jutr juz nie, na brak zajeć też nie narzekałam - bo jestem bardzo
    aktywna osoba. Taka choroba po prostu.

    I życzę więcej wyrozumiałośći i cierpliwości.

  • ehes 13.09.07, 19:16
    "Taka choroba po prostu. "
    No jasne- najłatwiej powiedzieć ;)

    Ja nikogo nie atakuje ale wiecie- już za dużo się nagadało że jestesmy pokrzywdzone, biedne... ja wiem że to nie łątwo sie zaprzec, ale tez nie strasznie trudno.
    Nie wmawiajcie sobie trudnosci bo to g... daje a jeszcze bardziej sie człowiek użala.

    Nie usprawiedliwiam siebie- jeszcze niedawno miałam atak i zaczeło sie jak zawsze od głupich mysli, ale te ataki są już o niebo rzadsze niż były gdy sie uzalałam nad sobą i wmawiałam ze to 'taka choroba i już'.

    Co do alkoholizmu i innych - to takie same uzależnienia.
    Stereotyp bulimicdzki też nie jest za piękny jesli chcesz wiedzieć:/
    Ta choroba budzi pogarde, ktoś kto tyle wyżera i potem wszystko żyga nie budzi zachwytu ani wielkiego zalu- wiem to po sobie.
    Naprawdę mało osób mi współczuło choroby,niemało z nich mi wprost móiwli ze sobie ubzdurałam wszystko i ze to żenada tak robić.
    Wstyd mi było za samą siebie.

    Teraz tak nie chce.
    Chce być dumna z siebie.
    Błagam nie wmawiajcie sobie ze to choroba i musicie sie jej podddac, nie użalajcie sie!!
    Nie jedzenie i ataki sa problemy a nasza niska samoocena, samotność i -nierzadko- nuda.

    :)
  • black_eyed_raven 01.10.08, 18:43
    calkowicie sie z toba zgadzam -niby dlaczego mam siebie traktowac
    ulgowo.tylko dlatego ze jestem chora? ale z drugiej strony
    wiekszosci z nas bardzo potrzeba wsparcia i poczucia ze nie jestesmy
    sami. wszyscy jestesmy inni- niektorzy moga przez to przejsc sami
    ale wiekszosc jedna bedzie stawiac kroki ku normalnemu zyciu z
    pomocna dlonia czy to terapeuty czy tez przyjaciela.
    nie jestem pewna czy trafne tez bylo sformulowanie "uzalanie sie". z
    pewnoscia ze cos w tym jest ale z wlasnego doswiadczenia moge
    powiedziec ze mozesz nie miec calkowicie racji- choruje (nie mam
    bulimii ale bardzo blisko spokrewniony problem- mam obsesje jedzenia
    ale nie zmuszam sie do wymiotow itp) juz od ok 9 lat ale
    zorientowalam sie ze jest to choroba psychiczna stosunkowo niedawno.
    dlaczego tak pozno? poniewaz to spoleczenstwo utwierdzilo mnie w
    przekonaniu ze moja waga jest problemem. wiecie co? moja waga nie
    jest problemem- to moja glowa sprawia problem. do tej pory walczylam
    z waga. od stosunkowo krotkiego czasu nie walcze z waga a raczej
    wspolgram z glowa.

    i wiecie co- szkoda mi tego hipotetycznego alkoholika ktory przepija
    pieniadze , bo pewnie zyje w tej nieswiadomosci co przez kilka lat
    ja (wie ze cos jest nie tak, ale co to jest?). a jesli juz otwarcie
    przyzna sie do problemu to czeka go trudne leczenie. niestety z
    chorobami tego typu prawda jest taka ze ich sie nie da wyleczyc ale
    nauczyc sie z nimi zyc (alkoholik juz zawsze bedzie alkoholikiem). z
    wlasnego doswiadczenie (moze ty masz inne) sa okresy kiedy czuje sie
    swietnie, zrzucam wage, wygladam super (mimo wszystko temat jedzenia
    gdzies tam zawsze sie obija) a potem mam nawrot i znow to samo.

    ale masz raceje- nie wolno sobie wmawiac ze to choroba i wszystko mi
    wolno. ciesze sie ze tyle osob tu cos napisalo bo juz mamy ten
    pierwszy krok za soba- wiemy ze cos jest nie tak. teraz trzeba
    szukac rozwiazania.
  • kyliee 21.08.08, 11:08
    kazdy inaczej przechodzi ta chorobe. ja sama zalozylam watek z wymiotuje
    itp..ale to nie jest za kazdym razem i w ogole. ale po tym co napisalas to widze
    ze jest ze mna co raz gorzej bo fakt..nie raz rzucamsie w wir cwiczen...ale nie
    na dlugo..innym razem glodowka..tez nie na dlugo. nie atakuj restzy bo nie
    kazdy ma tak jak ty napewno. stweirdzic to dokladnie moze jedynie tylko
    lekarz..he...napisac latwo bo i ja jak narazie sie do takiego nie wybieram z
    roznych powodow. tez sobie czasem mowilam ze najadlam sie ostatni raz troche
    zwymiotuje i juz koniec z tym...szczerze mialam taki zamiar ale ta sytuacja sie
    powtarza!
  • ereszkiqal 13.09.07, 15:41
    Nic dodac ,nic ujac:)
    Ikhaya,kto tu atakuje???
  • nienill 13.09.07, 19:15
    nie musi "atakowac", wystarczy, ze w swym poscie tak bardzo krzyczy
    (zeby nie powiedziec, ze drze morde)
  • ehes 13.09.07, 19:18
    ojjj ty mnie nei znasz naprawdę krzycząco... :P
    zresztą -jak wyżej- dosyć cackania się :]
    macie to u psychologa- ja będe ostra bo wiem ze żale nie pomagaja.
  • nienill 13.09.07, 20:05
    ehes napisała:

    > macie to u psychologa- ja będe ostra bo wiem ze żale nie pomagaja.
    takie posty takze nie pomagaja. szkoda, ze w tym wrzasku
    zapomnialas, ze kazdy czlowiek jest _inny_, inaczej reaguje na pewne
    rzeczy, w inny sposob dochodzi do pewnych wnioskow i wyzdrowiec musi
    _wlasna_ praca, a nie "Twoim postem".
    to co jest/bylo dobre dla Ciebie NIE musi byc dobre dla innych, wiec
    wyluzuj, ok?
  • ikhaya 14.09.07, 09:09
    z tego co piszesz i jak piszesz widać, że tak na prawdę to nic nie
    wiesz na temat uzależnien, powielasz tylko stereotypy ( niestety
    szkodliwe) wg których sama byłas traktowana. Nie dajesz nikomu prawa
    do inności i uważasz, że masz monopol na właściwe i jedyne słuszne
    poglądy na temat choroby, na którą wcale nie jestem teraz pewna czy
    rzeczywiscie jesteś lub byłaś chora.
    "Walenie" w innych zwłaszcza chorych jest - nazwę to eufemistycznie -
    nie na miejscu, więc popracuj nad manierami i tolerancją. Nie znasz
    nikogo do kogo się tu zwracasz na tym forum, powodów ani przebiegu
    choroby u tych osób i nie masz prawa ani oceniac ich postepoania ani
    narzucać rozwiazań.

  • icedesire 14.09.07, 10:42
    ikhaya, o czym Ty piszesz! O tolerancji?? dla choroby?? tzn. ze mamy
    sie z tym pogodzic?? a niby czemu zdrowi ludzie maja tolerowac
    objawy choroby?? Trzeba rozgranuczyc czlowieka, a o wstretne
    chorobsko. NAJWYGODNIEJ jest wymagac tolerancji, ale ehes ma racje,
    to najczesciej z czegos sie zaczelo, kazda z nas miala jakies
    przejscia wiec chociaz nie mow, ze kazdy przypadek jest
    indywidualny, bo to juz by bylo smieszne. kazdy uwaza, ze jego
    przypadek jest najabardziej wyjatkowy i taka jest prawda. A to, ze
    sie wzielo z jakichs problemow, to w trakcie terapii sie tego
    dowiadujemy. Tylko, ze dlaczego nadal, pomimo juz swiuaodmosci na
    czym to plega tkwimy w tym nadal?? tak jak napisala ehes, z
    wygodnictwa, z nudow, bo tak jest lzej. ja bym jescze dodala od
    siebie jakies glupio dziwne i niezrozumiale poczucie
    INDYWIDUALNOSCI. GHRRRR. Przecez problemy, jakie maja bulimiczki,
    czy z rodzicam, czy z partnerami, maja nie tylko one!! wiec dlaczego
    robia z siebie takie ofaiary?? bo maja w sobie cos takiego, ze wola
    sie uzalac nad soba niz wziac dupe w troki i cos z tym zrobic.
    Wlasnie wygodnictwo jest jednym z najwkieszych sprzymierzencow
    choroby. Jak dlugo chcemy zeby traktowac nas wyjatkowo tak dlugo
    jest nam wygodnie chorowac i NIE ZMIENIMY tego chocbysmy sie
    zalewaly lzami i zarzekaly. po prostu tak usprawiedliwaimy wsyztsko
    co nam nie wychodzi. Zamiast zmierzyc sie z rzecywistoscia.
  • ikhaya 14.09.07, 13:14
    jezli ktos jest chory na cukrzyce to też na niego naskoczycie?
    Zastanówcie sie trochę. I nie piszcie, że to coś innego. Dlaczego
    pomimo terapii tkwicie w tym nadal? Nie wiem - bo nie znam Waszych
    przypadków - ale najcześciej to dlatego, że terapia nie zadziałała (
    żle prowadzona, niewłasciwy terapeuta, źle zdjagnozowany problem,
    brak współpracy ze strony pacjenta it, itd) albo dlatego, że sa z
    tego jakieś korzyści - choć brzmi to absurdalnie ale to właśnie to o
    czym piszesz - użalanie się nad sobą ( tak na parwde jest fajne),
    coś nam to rekompensuje - zawsze mozna powiedziec, że to z czyjesc
    winy itp albo bo tak jest wygodniej, albo bo się nie chce.
    Każdy przypadek jest indywidualny i wymaga indywidualnego podejścia
    i indywidualnej pracy - niezależnie jak bardzo będziesz temu
    zaprzeczać. Ale to bardzo szerokie zagadnienie, które wymaga dużo
    pokory, czasu i pracy aby je poznać. I takie przepychanki na forum
    do niczego nie prowadzą.
  • bulk 14.09.07, 13:16
    prosze zajrzyj do skrzynki mailowej...
    --
    Chcę wyzdrowieć, bo życie jest piękne!
  • croyance 14.09.07, 12:17
    Zgadzam sie. Nawyk wymiotowania po posilkach to nie to samo, co
    pelnoobjawowa bulimia, ktora ma podloze psychologiczne.
  • bulk 14.09.07, 13:03
    u mnie zaczelo sie wlasnie od nawyku wymiotowania i chyba sie od
    tego uzaleznilam. nie moglam skonczyc i do tej pory szukam podloza
    psychologicznego choroby...przyczyny mojej 11-letniej bulimii
    (zalozylam nawet watek na ten temat,ale ani jedna osoba nie
    odpowiedziala na temat)
    --
    Chcę wyzdrowieć, bo życie jest piękne!
  • ikhaya 14.09.07, 13:19
    Ciebie jesli jeszcze tego nie zrobiłas zachęcam do wizyty u
    specjalisty. Przede wszystkim stwierdzi czy rzeczywiście jesteś
    chora i zaproponuje najlepsze dla Ciebie rozwiązanie - może terapię
    może cos innego. Mnie sie też wydawało, że to tylko nawyk, jakis
    sposób. Zawsze mocno namawiam na spotkanie z lekarzem bo sama wiem
    jak choroba potrafi wyniszczyć człowieka i do jakiego upodlenia
    doprowadzic. I to wcale nie jest tak, że aby przestac to tylko
    brakuje silnej woli albo, że sie po prostu nie chce.
    Nie che wmawiać Ci choroby dlatego zachęcam spotkaj sie z
    psychologiem lub psychiatrą.

  • nienill 14.09.07, 18:34
    bulk napisała:

    > (zalozylam nawet watek na ten temat,ale ani jedna osoba nie
    > odpowiedziala na temat)
    ale jakiej odpowiedzi oczekiwalas?? ze ktos od razu poda Ci na tacy
    wszystkie odpowiedzi i rozwiazania? poda "liste rzeczy, ktore nalezy
    wykonac aby przestac rzygac i pokochac swoje cialo"?? tak ten swiat
    nie dziala. skoro chorujesz od 11 lat i nic sie nie zmienia, to
    glupi post na forum tez Ci raczej nie pomoze. trzeba isc do lekarza
    i koniec.
  • arra17 14.09.07, 13:38
    prosze powiedz mi jak to jest mozliwe ze w 4 miesiace schudlam 14 kg
    przez bulimie..
    dodam ze jem niesamowicie duzo!kiedy rodzina robi zakupy na
    przynamniej 3 dni ja potrafie zjesc to w 3 godziny..na wadze
    pokazuje sie4 wtedy 2,3 kilo wiecej ide wiec do toalety i przez 15
    20 minut to wymiotuje..robie to tak mocno ze na wadze jest o pare
    gram mniej niz przez zjedzeniem tego wszystkiego..i tak wlasnie
    chudne..rodzina otwiera tkie wielkie oczy gdy widzi moje cialo i to
    co potrafie zjesc..wstedze sie tego..i boje ze to wyjdzie na jaw:(
    ale nie che przestac.boje sie przytyc.jeszcze nie teraz.musze
    znalesc w sobie sile i ten odpowiedni momet na przerwe.
    powiedz mi tylko czy to normalne ze tyle chudne..moze zbyt mocno
    wymiotuje..ale ja naprawde nie czuje sie zle..wrecz przeciwnie
    jestem wesola nic mnie nie boli czasem mam zawroty glowy ale zawsze
    je mialam.
    pozdrawiam i czekam na odp
  • nadia833 14.09.07, 19:46
    Niestety i ja uważam, że można schudnąć 13 kg przez bulimię. Gorzej-
    ja to wiem. Nie schudłam 13 a 10. Potykałam się o własne nogi i nie
    miałam nawet lekkiej nadwagi, nie mogłam dojść na koniec ulicy. Po
    prostu jeśli rzygasz(podkreślam RZygasz) wszystkim- głupim jogurtem,
    wymiotujesz po każdym posiłku ,a wcześniej byłaś zdrowa- to tak się
    może zdarzyć. Dla organizmu to szok.

    Poza tym nie chcę się spierać czy wymiotowanie to nasze pójście na
    łatwiznę, wina naszych ciągłych usprawiedliwień i użalania się nad
    sobą, czy w każdej chwili możemy przestać- bo to tylko jeden z wielu
    objawów tej choroby. Nie do końca chodzi o to ,aby się powstrzymać
    od wymiotowania, zacząć ćwiczyć i zając sobie cały dzień. Ja nie już
    nie wymiotuję ,ale wciąż jestem bulimiczką, bo jeszcze nie uporałam
    się z psychiką. Od psychiki się zaczęło i kontrola nad jedzeniem
    niczego nie zmieniła. Stosunek do jedzenia zmienił się raz na
    zawsze i muszę mieć na siebie oko do końca życia. Chodzi o coś
    więcej. Nadal nie akceptuje siebie, wiele od siebie wymagam, nie
    wybaczam błędów, czasami nienawidzę. Dłuuuga droga przede mną.
    Pewnie nie raz się potknę, może i zwymiotuje, bo i to się zdarzało,
    ale nie sądzę żeby to było tylko i wyłącznie moje widzimisie, ze
    sobie coś wmówiłam.

    Mnie jest żal alkoholika-bulimia uświadomiła mi jak łatwo można
    zniszczyć sobie życie, że nigdy nie wiadomo co ludzie ukrywają i jak
    cierpią. Jak krucha jest psychika… Takie w zasadzie normalne
    czynności jak zakupy, jedzenie, ćwiczenia mogą stać się fobią.
  • ikhaya 15.09.07, 10:28
    uważam, że wszyscy powinni przeczytac Twój post zwłaszcza ehes - bo
    jest bardzo mądry... dodam jeszcze,że z tego sie wychodzi, wymaga to
    cięzkiej pracy i duzo czasu, ale z tego sie wychodzi. Wierze, że
    przy takim nastawieniu i tak przytomnym umysle na pewno Ci sie uda.
    pozdrawiam
  • ehes 16.09.07, 14:07
    ja nie twierdzę że samo wymiotowanie jest wina naszego użalania się nad sobą, ale to użalanie się podtrzymuje te ataki i wymioty.

    Okej tobie się udało tyle schudnąc, ale ja jeszcze nie spotkałam do tej pory nikogo komu to się udało. Widocznie znam za mało bulimiczek albo po rpostu ciało i mertabolizm każdej z nas jest inny.Ja się przed bulimią dużo głodziłam,więc teraz przy obżarstwie niełątwo mi schudnąc.
    Zreszta walę to chudnięcie!! Obżaranie się i chęc chudniecia kłocą się nawzajem. Ja chce jednego: nie nieżygania , nie schudnięcia, nie normalnego jedzenia, a po prostu : ZAAKCEPTOWANIA SIEBIE: nawet takiej z grubym brzuchem, krzywymi nogami i wszystkim innym. Bo jak to przyjdzie to odejdzie wszystko inne.

    Nie usprawiedliwiam siebie. Wrecz przelewam w tych postach całą złośc na siebie i innych że robią to co robią: krzywdzą sobie, kiedy mają tak naprawdę zdrowe ciała i normalne sylwetki:/
    Wkurza mnie że jak widzę mojego 15 letniego kuzyna, który umiera na zanik mięsni, który nie moze sie sam ruszyc ani juz jesc, to mnie bierze złosc, ze ja niszcze sobie zdrowie i wymyslam choroby zamiast sie wziąć za siebie. czyuje wielki wstyd... wy tak nie macie?
    Od kąd sobie uswiadamiam ze mozna zyc mając w dupie sylwetke i nie patrzec sie tylko na wage i byc skupionym tylko na sobie, to mi lepiej w chorobie. To ona mija powoli.
    Wiele ludzi ma swoje tragedie w zyciu a my wolimy sie wpatrywac w durna wage zamist z nimi zmierzyc:/ zamiast zrobic cos ze swoim czasem marnowanym na zarcie i zyganie;/
    Ja sie zapisałam na wolontariat, uciekam od tego pomagajac innym, a co wy robicie??
  • ehes 16.09.07, 15:30
    zresztą miałaby któraś z was czas na bulimie i anoreksje żyjąc w kraju gdzie panuje nedza i głód??
    Gdzie ludzie mają gorsze problemy niż my, jak wojna czy bieda, gdzie walczą o kazdy kawałek chleba i dopiero gdzieś mają ile warzą??
    Oni mają dopiero problemy...

    Nad tym sie zastanówcie moje kochane... te choroby to pojscie na łatwizne. Przepraszam: tkwienie w nich to pojscie na łatwizne.
    A da sie je pokonac- trzeba chciec.

    Jak patrze na te blogi pro ana i inne gdzie typki pisza je tylko po to by ogłaszac swiatu ile jedza, jak widze te głupie tematy na forach 'ile dzis zjadłyscie?' jak czytam te durne artykuły w gazetach gdzie jest kult chudych babek,to widze ze sie nakreca sie wrecz mode na te choroby.

    Czemu kiedys tylu ludzi nie chorowało na nie ??
    To były naprawde rzadkie choroby...

    Sama jest zła na siebie ze sie dałam tej durnej modzie na 'chude i zdrowe szkielety' :/
  • magor_ek 16.09.07, 21:46
    wiem jedno- złością na siebie, nienawiścią do siebie, mówieniem
    sobie jaka to jesteś okropna... "żywisz" to co chore w tobie! czy
    można dobrze traktować kogoś kogo się nienawidzi? i troszczyć o
    kogoś na kogo jest się wciąż i wciąż złym? nawet jeśli, to niewielu
    się taki wyczyn udaje
  • ikhaya 17.09.07, 08:58
    Ehes złość na siebie, na niemoc poradzenia sobie z chorobą, na
    tragedię kuzyna w zestawieniu ze swoją ( wydawałoby się błahą
    chorobą )- przelewa na innych.
    Czy kiedys były to rzadkie choroby - nie byłabym tego taka pewna, po
    prostu nie ma na to badań i statystyk. Tak jak kiedys depresji nie
    traktowano jako choroby tak i ED. Wiele pozostawało w ukryciu.
    Świadomość społeczna choć wciąż marna to jednak ewoluuuje - sprawia,
    że do lekarza trafia coraz więcej osób.


  • dorisska85 14.10.08, 10:30
    nie czytalam wszystkich wypowiedzi tylko "ikhaya" i zgadzam sie z
    nia absolutnie w tym co pisze.wielki szacun i poparcie dla twoich
    słów
  • nienill 17.09.07, 16:43
    ehes napisała:

    > Oni mają dopiero problemy...
    >
    > Nad tym sie zastanówcie moje kochane... te choroby to pojscie na
    łatwizne. Prze
    > praszam: tkwienie w nich to pojscie na łatwizne.
    dla kazdego czlowieka jego wlasne problemy sa zawsze najwieksze.
    to nie jest zadna latwizna. tak (nie)stety homo sapiens jest
    zbudowany i tyle. licza sie nasze geny, a nie innych.
  • se_fier 17.09.08, 19:46
    Cholera,dziewczyno droga,w koło wałkujesz temat obżarstwa i wymiotów,a ja pytam
    po co??? przecież to tylko objaw choroby jak gorączka przy grypie, a nie jej
    sedno.Jasne, że można powstrzymać sie od dzialań destrukcyjnych na tym polu, ale
    czy jeśli zbijesz wysoka temperaturę ciała lekami znaczy to,że infekcja minęła?
    A co z tym czasem i brakiem zajęć? Można pracować od rana do wieczora, w domu
    może czekać dziecko, mąż, a i tak znaleźć choćby 15 minut na cały ten cykl, te
    15 minut które niestety są ukojeniem, bezpieczną, bo dobrze nam znaną metodą, by
    dać upust emocjom. Leczenie bulimii polega na leczeniu chorego umysłu. Żaden
    terapeuta nie będzie ględził o tym jak nie wymiotować. Ten temat poruszany jest
    bardzo rzadko lub wcale, bo prowadzi donikąd.Nie rób tego więc i Ty. Pozdrawiam.
  • unconscious2 03.10.07, 21:17
    Oooj, straszliwie dużo masz racji!
    Szczególnie w tym pierwszym. To straszne, że większość ludzi na tym świecie
    uważa, że bulimia do "rzyganie". Przecież to tylko skutek, jeśli można to tak
    nazwać. Najważniejszy jest sam fakt obżarstwa bo przecież bulimia to żarłoczność
    psychiczna. Dziwi mnie, że kiedy wejdę sobie na forum na temat ED dziewczyn z
    USA, gdzie ponoć występowanie tej choroby może być najczęstsze, na posty gdzie
    ktoś opisuje swój problem z bulimią ludzie odpowiadają, że "przecież nie jesteś
    chory-nie wymiotujesz".
    Stan świadomości tego świata jest żenująco niski.

    pozdrawiam.
  • martyna0104 21.08.08, 01:37
    dziekuje Ci jestes poprosu wielka potym co napisalas bede starala
    sie wdrazac w zycie to co radzisz, to wszystko prawda ja gloduje sie
    przez tydziec potem cos zezre i mysle : dobra i tak zlamalam diete
    to zjem jeszcze cos a od jutra znowu dieta : przeczytalam to i mam
    choc ciut motywacji do wyleczenia mam jeszcze dluga droge ale jak
    bedziesz pisac takie posty to kazdy wezmie sie w garsc (moze
    pomyslisz o pisaniu ich np co tydzien) hehe dzieuje Ci serdecznie
    Twoj post przynajmniej co daje bo uzalanie sie innych i mowienie to
    nie twoja wina nic nie daje
  • bajabongobongobaja 21.08.08, 21:25
    ehes napisała:


    > To niemożliwe!!
    > Chyba ze te ataki polegaja na wyjadaniu 3 ciastek na 3 dni i wymiotowaniu ich :
    > /
    >
    > Po drugie: PRZEZ WYMIOTY SIE TRACI MNIEJ NIZ POŁOWE ZJEDZONYCH KALORII!! ZAWSZE
    > MUSI ZOSTAĆ WCHŁONIĘTA JAKAŚ JEGO CZĘŚĆ[JEDZENIA]!!
    > dlatego te które zjadają bardzo dużo podczas ataku, i tak mają przeważnie lekką
    > nadwagę.

    Haha, najgłupszy stereotyp jaki znam. Otóż może Cię oświecę:
    to totalna bzdura że bulimiczki mają nadwagę,a jeśli nie to ich napady to 3
    ciasteczka. Dobre, uśmiałam się.
    Więc kochanie, zacznijmy od tego że trawienie w jamie ustnej nie oznacza
    wchłaniania. Pokarm jest tam siekany, gryziony aby ułatwić pracę żołądkowi.
    Po drugie, ciekawi mnie skąd Ty to wiesz,
    osobiście mam bulimie, żre jak świnia, przykładowo:
    bochenek chleba, kostka masła, do tego kostka sera, kilka plastrów szynki, biały
    ser, pomidory, zapiekanka, płatki na mleku(paczka xl oczywiście), blacha ciasta
    z owocami, 2 paczki paluszków, kluski z makiem, koktajl bananowy, spagetti
    bolognese.
    I koteczku waże 42 kg przy wzroście 170 cm. Więc nie pie*dziel głupot, a
    oskarżenia schowaj do kieszeni.
  • beatrishe 22.08.08, 10:59
    Do ehes:
    podpisuję sie pod wszystkim postami, które nie zgadzają sie z Twoja opinią!!!A
    to co napiszę będzie niejako uogólnieniem tego co wyżej, no i moją refleksją na
    temat podjętego przez Cię wątku.

    "Każda osoba cierpiąca na anoreksję czy bulimię jest WYJĄTKOWA. Są dwa czynniki,
    które powtarzają się w każdej historii: desperacka potrzeba kontroli i równie
    desperacki impuls w kierunku samodestrukcji"(wolę umrzec niz przytyć , M.Sacker,
    M. Zimmer)
    W ks której fragment zacytowałam znajduje sie opis kilkunastu przypadków tej
    samej choroby, która za każdym razem ma inny przebieg i jest WYJĄTKOWA, stad tez
    wymaga indywidualnego leczenia. To co Ty proponujesz jest ciasnym schematem, w
    który próbujesz zapakować wszystkich bulimików, a mieścisz się w nim Ty i może
    jeszcze parę innych osób. Nie zgadzam się więc z opinią, ze można leczyć chorych
    szablonowo, według recepty ms ehes.Pewnie znajdą się amatorzy na Twoje
    poradnictwo, mnie na pewno nie będzie wśród nich!!!Nie przemawia do mnie
    wypracowana prze Cię, na własny użytek, taktyka. Nie kumam tez dlaczego
    próbujesz tak zaciekle ją tu opatentować i wszczepić każdemu choremu....Pewnie
    dlatego, że nie rozumiesz,( czego dałaś wyraz), ze każda choroba ma inną
    twarz,nie tylko Twoją, wiec wymaga indywidualnego podejścia....

    Ale do rzeczy,w cytowanym fragmencie jest mowa o obsesyjnej kontroli i
    samodestrukcji, jako elementach zaburzenia..Ja zauważam takie objawy u Cię...Po
    pierwsze chorobliwa potrzeba kontroli tego czego się kontrolować nie da np
    choroby i jej objawów(spróbuj kontrolować rosnącą temperaturę w czasie grypy),
    tak samo możesz walczyć z opanowaniem objawów bulimii np
    wymiotowaniem....Choroby nie da się kontrolować, można ją leczyć.Jeśli więc
    wydaje Ci się, ze siłą woli, racjonalizowaniem, nadrapaną teorią jesteś w stanie
    opanować objawy,czy samą bulimię, to śmiem twierdzić, ze takie myślenie jest
    przejawem zaburzenia, ujawniającym się w postaci wspomnianej wcześniej obsesji
    kontroli niekontrolowalnego. Polecam stronę i artykuł na temat silnej woli:
    www.charaktery.eu/artykuly/JA-w-niewoli/267/Silna-wola-i-inne-bajki/
    Nawet jeśli teraz udaje Ci się trzymać na smyczy objawy, to jestem pewna, ze
    kiedyś się z niej zerwą i poniosą Cie w ciemny zaułek ed.Powtarzam jeszcze raz,
    chory nie jest w stanie kontrolować choroby, moze mu się tylko tak
    wydawać....Jak juz wywołałaś alkoholizm do odpowiedzi, to w przypadku wszystkich
    uzależnień stosowana bywa technika 12 kroków, jej pierwszy pnkt mówi:
    Przyznaliśmy, ze jesteśmy bezsilni wobec alkoholu(równie dobrze można wstawić
    każdą chorobę,w tym bulimię), ze przestaliśmy kierować własnym życiem.
    Przyjęcie i poczynienie tego kroku jest przyznaniem sie do bezsilności(utraty
    kontroli) wobec choroby. Stad aby w ogóle podjąć leczenie, na początek trzeba
    uznać swa bezradność wobec zaburzenia. Jak na moje oko, Ty zwiesiłaś się w tym
    pierwszym kroku, pewnie dlatego nie będziesz w stanie uczynić kolejnych....i
    skutecznie się leczyć...Taka moja fantazyja....

    Drugi wspólny mianownik dla zaburzeń odżywiania, to autodestrukcja.Moim zdaniem
    ta złość jaką kierujesz do się,to jak się traktujesz, mówisz o sobie i chorobie,
    jest wyrazem samodestrukcji....Wylewanie na siebie pomyj wyzwisk, oskarżeń,
    bezlitosnych sadów, to dla mnie jakaś zawoalowana forma autodestrukcji. To tez
    jest chore i wcale nie hamuje ale napędza chorobę. Twoje życie, Twój wybór,
    tylko nie fair jest, ze ta trucizną karmisz jeszcze innych....Szmacisz sie i aby
    nie czuć się w tym samotną szukasz chyba towarzyszek do zbiorowego sepuku.
    Przerażająco destrukcyjne jest Twe podejście do się, ta warunkowa miłość i
    akceptacja sie....A pomyślałaś żeby spróbować pokochać siebie, wraz z bulimią,
    bo rozumiem ze dopóki ona jest obecna w Twym życiu, to pełna akceptacja siebie
    jest dla Cię niemożliwa...? Nie mówię o aprobowaniu choroby ale o akceptowaniu
    się, nawet z choroba...Napisałaś, ze chcesz byc zdrowa, by poczuć dumę z siebie,
    a teraz jej nie czujesz.... A jak nigdy nie wyzdrowiejesz, to znaczy, ze całe
    życie przekoczujesz w pogardzie dla sie...?Współczuje Ci takiego nienawistnego,
    pełnego obrzydzenia podejścia do się. Jtes chora i bulimia jest teraz częścią
    Cię,tak samo jak chora ręka, na którą można się wściekać, utyskiwać, ale w
    dalszym ciągu będzie częścią nas....Jeśli odetniesz rękę, stracisz kawałek
    siebie, tak samo będzie jeśli odrąbiesz się od tej części duszy, która
    niedomaga. A wydaje mi się,że wmawiając sobie, ze masz kontrolę nad chorobą
    próbujesz zanegować jej istnienie,amputując jednocześnie brzydki, nieakceptowany
    kawałek siebie.Okradasz się w ten sposób z siebie samej, a tak naprawdę możesz
    uratować ten zainfekowany obszar swej duszy....Najpierw trzeba uznać jego
    istnienie, bezsilność wobec zaburzenia...i spróbować go naprawić....to co teraz
    wydaje się obrzydliwym wstrętnym nieużytkiem Cię, w przyszłości może stać się
    podłożem pięknego ogrodu, który wyrośnie w Tobie....Żeby tak sie jednak stało,
    najpierw trzeba się przestać oszukiwać i udawać boga siebie.....

    Kilka rzeczy zwróciło jeszcze moją uwagę....Generalizujesz, a najgorsze, ze te
    uogólnienia opierasz na doświadczeniach niewielkiej grupy os. Brak podstaw do
    wysuwania takowych wniosków obnaża Twój brak rozeznania w temacie. Kilka dowodów
    na to: "bulimiczka nie może być chuda". Kompletna bzdura!!!! O czym świadczą już
    wpisy chorych, a ja będąc na terapii w szpitalu, osobiście spotkałam dziewczyny
    chorujące na bulimie, które były szczupłe jak nitki, niektóre miały ano...Sama
    należę do tej grupy, która w okresie napadów tyła, ale doskonale zdaję sobie
    sprawę z faktu, ze nie kazdy organizm tak reaguje....i że są "suche"
    bulimiczki!!!!Uważam więc, ze totalnie chybione te Twoje założenia.....
    Kolejny nietrafiony wywód, to Twa sugestia, ze rzyga się tylko z nudów, braku
    zajęcia, wygodnictwa, lenistwa itp....Moze u cię tak bywa u mnie ta zależność
    nie była taka prosta i zakładam, ze u żadnego chorego tak nie jest....Według
    mnie pada wiec kolejna Twa teoria, ze wystarczy zając sobie czymś czas, a
    wszystko się wyprostuje.....Problem jest o wiele głębszy....i wymaga
    więcej(niestety, stąd złożoność leczenia) wysiłku, potrzebnego do jego
    zgładzenia, niz samo zdyscyplinowanie się i chwycenie za mordę....

    A propos tych nieszczęśliwych alkoholików, to i jest ich tak samo zal jak inne
    ofiary choroby. Widzę ze nie tylko w społ, ale nawet wśród chorych pokutuje
    przekonanie, ze alkoholizm to sztuczny wymysł, który tłumaczy pijaństwo. I tu
    sie różnimy, ja uważam, ze to jest choroba, tak samo jak bulimia, dlatego staram
    się nie osądzać, pomstować na pijących i objadających się, tak samo jak nie
    szkaluje os chorej na raka płuc, która przez całe życie jarała fajki...Myślę, ze
    jeśli masz coś na sumieniu a propos swego zachowania i krzywd wyrządzonych
    innym, to powinnaś rozliczyć się z nich sama i nie narzucać pozostałym
    zbiorowego rachunku sumienia.....Niech każdy odpowiada za sie......

    Przywoływanie głodujących dzieci, czy cierpiących na inne choroby jest
    prymitywnym ciosem poniżej pasa....Jakby kazdy chory na grype miala się czuc
    winn migreną sąsiad to nie wiem co nas by wcześniej wykończyło choroby, czy
    fałszywe, nieuzasadnone poczucie winy..."Każdy nosi w sobie inna Syberię", która
    go wyjaławia. W naszej kulturze będą to min takie choroby jak ano i buli, w
    krajach rozwijających się aids, malaria....

    Piszesz jeszcze "można to pokonać ale trzeba chcieć", a co jak się nie chce
    chcieć(żeby się chciało chcieć, kolejny artykuł, w ramach wcześniej podanego
    linku)? Gdybyś powiedziała os chorej na depresję, której nie chce się żyć, żeby
    po prostu zachciało jej się chcieć, to chyba umarłaby ze śmiechu....Elementem
    zaburzeń psychicznych jest zachwianie normalnych czyt zdrowych reakcji takich
    jak chęć i wola życia. Człowiek zaburzony ma te funkcje zniekształc
  • beatrishe 22.08.08, 11:22
    cd....one więc absurdem i bezsensem byłoby wymaganie od niego tego, czego można
    spodziewać się tylko po po os zdrowych. Na szczęście os profesjonalnie zajmujące
    się leczeniem, nie mają takich nierealnych oczekiwań, i może dzięki temu
    niektórzy z nas jeszcze żyją....Kazdy z nas wie, ze powinien dźwignąć
    odpowiedzialność za swoje życie, ale to dopiero leczenie uczy nas jak się do
    tego zabrać....Nie wystarczy sobie o tym napisać i przeczytać w poście....

    No i uwaga do Cię jeśli Ty karmisz się kłamstwami, ze panujesz nad chorobą i
    kontrolujesz ją, to obawiam się, ze nim się oglądniesz to bulimia udowodni Ci,
    ze trzyma Cię w garści a nie Ty ją.....:(Nie chce byc posłańcem złych wieści,
    ale Twoje złudzenia są tak naiwne, ze prawie jestem pewna, iż niebawem
    przekonasz się o ich zgubności....Więcej pokory....mniej mądrkowania...

    Jest rzecz, w której się z Tobą zgadzam, bulimia to nie samo rzyganie, bo ona ma
    o wiele więcej paskudnych pysków....:( i w każdym człowieku przybierają one inne
    formy, kształty...bo każdy jest WYJĄTKOWY na swój sposób...

    Kochane jtescie WYJĄTKOWE i PIĘKNE, mimo choroby, nie pozwólcie sobie wmówić, ze
    jest inaczej!!!!!Szukajcie własnej ścieżki do uzdrowienia, korzystajcie z
    własnych doświadczeń, wspierajcie się, inspirujcie,spierajcie, kłóćcie,ale nie
    drepczcie ślepo i bezmyślnie za sobą. Droga,którą wybierzecie, musi być Wasza i
    tylko Wasza,bo jesteście WYJĄTKOWE, NIEPOWTARZALNE!!!! JTEŚCIE
    PIĘKNE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Jteście Piękne już teraz, a nie za milijon
    lat,jak wyzdrowiejecie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  • renatam2 28.09.08, 21:31
    Beatrishe i ja dziekuje ,że jestes z nami.To Ty jestes naprawde
    piekna i wyjatkowa-życze Ci wszystkiego najlepszego .
  • katrin300 18.09.08, 22:26
    kochana beatrrish!twoj post mnie rozwalil!niesamowite a zarazem
    piekne jest to ile masz racji i w niczym co napisalas sie nie
    mylisz,dziekuje ci za ten post,dziekuje bogu ze tak inteligetna
    osoba jest uzytkownikiem tego forum.ps.bardzo chcialabym cie
    osobiscie poznac.pozdrawiam
  • all-fredka 26.08.08, 08:51
    To nieważne ile jesz, to nie ważne ile ważysz, wbrew pozorom nie jest to ważne, bo szukasz zaspokojenia i szczęścia. A wymarzona waga i utrzymanie jej zajmuje całe Twoje życie, jest więzieniem w którym tkwisz i nie daje to spełnienia. Spełnienie przychodzi kiedy przestajemy myśleć o sobie i zaczynamy myśleć o innych. Pozdrawiam
  • se_fier 17.09.08, 19:48
    Cholera,dziewczyno droga,w koło wałkujesz temat obżarstwa i wymiotów,a ja pytam
    po co??? przecież to tylko objaw choroby jak gorączka przy grypie, a nie jej
    sedno.Jasne, że można powstrzymać sie od dzialań destrukcyjnych na tym polu, ale
    czy jeśli zbijesz wysoka temperaturę ciała lekami znaczy to,że infekcja minęła?
    A co z tym czasem i brakiem zajęć? Można pracować od rana do wieczora, w domu
    może czekać dziecko, mąż, a i tak znaleźć choćby 15 minut na cały ten cykl, te
    15 minut które niestety są ukojeniem, bezpieczną, bo dobrze nam znaną metodą, by
    dać upust emocjom. Leczenie bulimii polega na leczeniu chorego umysłu. Żaden
    terapeuta nie będzie ględził o tym jak nie wymiotować. Ten temat poruszany jest
    bardzo rzadko lub wcale, bo prowadzi donikąd.Nie rób tego więc i Ty. Pozdrawiam.
  • kardamona 06.10.08, 14:47
    oj, dziewusiu, gdyby to bylo takie proste jak piszesz, to bulimia
    nie mialaby tylu ofiar. a twoje wnioski... ile razy ja je slyszalam
    w szpitalu od idiotow-specjalistow :) a potem moj lekarz prowadzacy
    mial ze mna rozmowe, jak nagle wszystkie wyniki mi sie pogarszaly,
    bo znow rzygalam zalamana swoja beznadziejnoscia :) ja, Pani
    Wszystko Pod Kontrolą nie umiem zapanowac nad "nie choroba, tylko
    wymyslem znudzonej nastolatki", co jest przeciez tak banalnie
    proste :D
  • papaciajka 06.10.08, 21:45
    świetnie powiedziane Ehes.
    zgadzam się z tym w 100%

    chorowalam ponad 3 lata. od maja nie mam juz nawrotow. Niemozliwe? tak mi sie
    wydawalo gdy chorowalam, ale wlasnie "mamy nad tym kontrole" tylko nie
    potrafimy/nie chcemy jej zauwazyc...

    Dzis moge juz powiedziec ze jestem zdrowa. Dalej jestem ano i bulimiczka ale
    jestem zdrowa.
    Mysle normalnie, jem normalnie...
    Nie przestane byc bulimiczka juz nigdy-to jak alkoholizm. Gdy jest trudniej mam
    czasem chec do tego wrocic, bo przeciez bylo tak milo (pomimo konsekwencji) o
    wiele latwiej bylo sie poddac...

    Ale juz nie wracam i nie planuje wrocic. Tak jest mi znacznie lepiej.
    Jestem SZCZESLIWA, juz dluugi czas. :)
    i nie planuje tego zmieniac.
    :)

    pozdrawiam wszystkich cieplutko i pewnie do uslyszenia. Bede co jakis czas
    zagladac. Bo sporo Wam zawdzieczam. ;)
  • beatrishe 07.10.08, 19:08
    Och wydaje mi się, że to trochę za szybko powiedziane, ale to moja prywatna
    opinia i życzę Ci abym to ja się myliła....Tak czy siak, jestem ciekawa, co
    napisze papaciajka za mcy kilka....rok lub dwa....Niżej cytuję fragmenty książki
    a propos tematu:
    „Mity dotyczące leczenia uzależnienia od jedzenia:
    1.Wystarczy tylko „normalnie” zacząć jeść, wówczas problem zaburzeń odżywiania
    się i otyłości sam zniknie- Przeświadczenie takie wynika z nieznajomości istoty
    zaburzeń odżywiania się. Myśląc w ten sposób, pomija się całą etiologię
    zaburzenia, a koncentruje jedynie na objawach. Okazuje się jednak, że bez
    sięgnięcia do przyczyn określanych w procesie diagnozy dla konkretnej osoby i
    leczenia zorientowanego na ich usuniecie, uzyskanie TRWAŁEGO sukcesu
    terapeutycznego jest zwykle niemożliwe...Warto pamiętać, ze osoby z bulimią i
    nałogowo objadające się mają silnie utrwalony nawyk objadania się. Samo
    „rozwiązanie problemu” przez kolejne podejmowanie przez chorego prób
    samokontroli paradoksalnie może stać się problemem. Walka toczona jedynie z
    objawami może przynosić nasilenie zaburzeń” .
    2.Wszystko zależy od Ciebie: Gdybyś miał(a) silna wolę itd...- Pierwszym krokiem
    w grupach AA,AŻ i leczących inne zaburzenia, jest przyjęcie stwierdzenia:
    Uznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec jedzenia, że przestaliśmy kierować własnym
    życiem. Odrzucenie tego kroku i występowanie u osoby iluzji, że może się sam
    wyleczyć dzięki silnej woli i samokontroli, powoduje czasem nawet pogłębienie
    się zaburzeń i niemożliwość wyleczenia kompulsywnego objadania się. W praktyce
    konsekwencją przyznania się do własnej słabości i bezsilności jest skorzystanie
    z fachowej pomocy psychoterapeuty i z wsparcia wspólnoty samopomocowej.
    3.Wyzdrowieje sama- nie należy się łudzić, ze do pozbycia się choroby wystarczy
    silna motywacja i trochę wiedzy...Może to skutkować koncentracją na podejmowaniu
    prób likwidowania objawów, a nie na leczeniu choroby przez dotarcie do jej
    źródeł" [Iwona Niewiadomska, Agnieszka Kulik.., Jedzenie]
  • agatorka 08.10.08, 00:17
    Beatrishe, dopisuję jako uzupełnienie z troche innej strony. Absolutnie
    podpisuję się pod wszystkim co piszesz, mimo iż sama wyszłam z choroby bez
    pomocy z zewnątrz (mniej więcej 4 lata choroby, mniej-więcej 4 lata czyste). Nie
    jest tajemnicą,ze niektórym osobom udaje się wyjść z choroby o własnych siłach.
    Lecz mój przypadek ( i pewnie innych podobnych wyjątków) nie podważa tego co
    piszesz. Ja przez prawie cała chorobę próbowałam leczyć skutki (lecz oczywiście
    silna motywacja i samokrytycyzm nie wystarczały), ale dopiero gdy sama zaczęłam
    ostro pracować nad swoja psychiką, z sukcesami, to praca nad powierzchownością
    bulimii miała jakikolwiek sens (i wtedy walka z obżarstwem/wymiotowaniem jako
    uzupełnienie bardzo mi pomogła). Praca była trudna i jestem pewna, że (bez
    sztucznej skromności) nie każdy może ją sam wykonać. To był ogromny wysiłek.
    Sama dziś się dziwię jak przy tak kompletnym zaślepieniu umiałam racjonalnie
    analizować siebie i jakoś pchać ku powierzchni. To był cud, że mi się udało.
    Żaden przykład!!! Gdybym dziś była chora (abstrakcyjnie- z tym doświadczeniem,
    które dziś mam) to nie podejmowałabym tego ryzyka, próbowałabym jednak walczyć z
    wiarą w swoje możliwości i poszłabym do specjalisty, bo to że mi się udało nie
    znaczy, ze musiało mi się udać. A na pewno, tak czy inaczej,z pomocą
    chorowałabym krócej, mniej bym straciła.
    Dopisuję to, bo w swoich, bardzo mądrych, postach nie dopuszczasz (nie
    wspominasz o?) takiej możliwości, więc ktoś kto wie o takim przypadku jak mój
    mógłby zwątpić w tą mądrość. A ja , wbrew pozorom wpisuję się w Twoja prawdę i w
    cytowane mądrości o leczeniu bulimii.


    Na marginesie, zawsze dziwi mnie porównywanie definicji "normalnych" do
    chorobowych, takich np jak silna wola, głód, wina. Dla mnie znakiem świadomości
    o chorobie, o jej istocie jest wiedza o tym, ze to jest kompletnie inny świat, z
    inna fizyką, innymi prawami, priorytetami i innymi definicjami, jak we śnie.
    Silna wola dla zdrowych jest czymś oczywistym, dla chorych abstrakcją i nie
    odważyłabym się użyć tego sformułowania w rozmowie z chorą.

    Myślę, że jest możliwe, że Ehes nie zdaje sobie sprawy, ze używa tego obcego
    języka, który w "świecie zdrowych" ma inne znaczenie, że nie wie, ze siedzi
    ciągle w środku tej bańki i nadużywa pewnych słów, porównań. Ale wierzę też,
    że jest możliwe, że odnosi jakieś sukcesy, bo podświadomie pracuje nad swoja
    psychiką. Mało to możliwe, ale tego też nie chce oceniać z góry. Jej słowa temu
    przeczą (gdy bylam chora to myślałam tak samo jak Ona pisze, ale to w niczym nie
    pomagało), ale mam nadzieję,że tak jest. Może ten post i większość odpowiedzi
    pomogą jej albo obalić złudzenie zwycięstwa, albo potwierdzić to, że wewnątrz
    też(!) walczy i skupić się na tym.
  • beatrishe 08.10.08, 08:51
    Wow, to uzupełnienie było konieczne i zajebiście potrzebne!!!!Ja nie spotkałam w
    swoim życiu osoby, której udało się w pojedynkę wyjść z choroby. Ciesze się
    jednak, ze jest to możliwe, a Ty jesteś tego żywym przykładem! Gratuluję i
    dzięki za wpis, poszerzający horyzonty. W ogóle jakoś tak mocno ruszyło mnie to,
    co napisałaś, jestem pełna podziwu!!!!Twoje zmagania....to musiała być zażarta
    walka!!!!Mój respect, bo naprawdę uważam to za wielkie COŚ!!!Jesteś pięknym
    WYJĄTKIEM potwierdzającym regułę, fajnie, ze jteś, po prostu!!!!!!!!!!!!!

    I ten ostatni fragment, "wycięłaś" mi go z ust:)!
    Przez całe swe chore istnienie walczyłam o uznanie mojego innego świata, nie o
    wnikniecie w go czy pełne zrozumienie, ale zaakceptowanie, ze jest rzeczywistość
    chorego, która rządzi się innymi prawami. Dlatego wymaga trochę innej
    perspektywy, spojrzenia, działania....Dzięki za te słowa!
    3maj sie ciepło i dzielnie!!!

  • agatorka 08.10.08, 12:24
    Ojej, niepotrzebny ten sarkazm. Ja nie pisałam do Ciebie (Ty przecież wszystko
    wiesz) tylko do innych dziewczyn, dla których być może nie wszystko jest tak
    oczywiste. Poza tym forum nie używam truizmów, ale tu czasem wydają mi się na
    miejscu. W gruncie rzeczy niemal wszystko co się na tym forum znajduje jest
    oczywistą oczywistością, a jednak myślę, ze ma ono sens i komuś pomaga.
    Ale dzięki za prztyczka, może powinnam trochę zmienić ton, albo nie wtrącać się
    już na tym forum.

    Pozdrawiam :)
  • beatrishe 10.10.08, 23:28
    Nie mogłam wcześniej odpisać, ale zaszła jakaś fatalna pomyłka, bo przekaz
    mojego poprzedniego posta został błędnie odebrany(takie są niestety uroki tego
    rodzaju komunikacji).
    Kochana,ja nie chciałam aby moja wypowiedź zawierała choć kroplę sarkazmu czy
    złośliwości. Przykro mi, że odczytałaś ją jako uszczypliwość. Spróbuj jeszcze
    raz przeczytać mojego posta, wyłącz opcje pstryczka i przyjmij tekst dosłownie,
    bez żadnych podtekstów, bo ich tam nie ma.

    Jestem naprawdę pełna podziwu dla Twej postawy i tego co zrobiłaś, by wyjść z
    choroby. Uważam, ze nie każdego na to stać i nie każdy byłby w stanie dokonać
    tego co Ty. Chylę więc czoła przed Twym wysiłkiem, pracą i jej wynikami!!!
    Pokazałaś mi, ze to co uważałam za niemożliwe, może stać się realne.. Twoje
    wyzdrowienie jest tego najlepszym DOWODEM! Nie mam zamiaru spierać się z faktami.

    Wydaje mi się, że uwagi, które we wcześniejszych postach przedstawiłam, były
    czymś na kształt oczywistej oczywistości i to dopiero Ty wprowadziłaś novum,
    bynajmniej dla mnie. Nigdy jeszcze nie spotkałam osoby, która zupełnie sama
    wydostałaby się z uzależnienia, zresztą do tej pory uważam, ze podejmowanie
    walki w pojedynkę może być bardzo ryzykowne i nie każdy musi z niej wyjść
    zwycięsko. W większości przypadków, próby samodzielnego spieranie się z
    zaburzeniem nie kończą się tak szczęśliwie jak u Cię. Tak było u mnie i
    wszystkich osób, które w moim otoczeniu leczyły się z buli czy ano. Jeśli więc
    pisałam o tym, by być ostrożnym, czujnym, uważnym, to nie po to, by komuś
    dowalać, odbierać nadzieję na wyzdrowienie, wreszcie umniejszać wagę jego
    osiągnięcia,jakim niewątpliwie jest przeżycie roku bez objawów...Chodziło mi
    raczej o to, by uczulić na dalszą pracę, ostrożność, rozwagę. Łatwo się
    zachłysnąć faktem, ze nie wymiotuje się np. mcy kilka, i potraktować ten stan
    jako oznakę uzdrowienia. A wiadomo człowiek zdrowy na więcej może sobie
    pozwolić, więcej odpuścić, mniej uważać, a przy tak zmniejszonej czujności,
    łatwiej chorobie nas ponownie nawiedzić...Tak było u mnie, przy czym nawroty
    były naprawdę tragiczne, ich uderzenie zawsze mnie zaskakiwało i powalało na
    łopatki. Nie chodzi mi o to, by kogokolwiek straszyć, czy trzeźwić kubłem
    lodowatej wody. Sama rozumiem, ze człowiek, któremu wreszcie udaje się zapanować
    nad odruchem objawów, chce się tym cieszyć, pragnie tez wierzyć, że od teraz to
    będzie już tylko zajebiście.. Oczywiście może być, i życze tego każdemu, ale
    życie pokazuje, że nie zawsze tak jest, i na taką sytuacje również dobrze być
    przygotowanym.
    Nasze choroby są niesamowicie przebiegłe, nie dają się tak łatwo wyplenić,
    lepiej więc zachować wobec nich pokorę i pewne środki ostrożności, aby nas
    ponownie nie uwiodły, szczególnie gdy pozostajemy w stanie odurzenia własną
    mocą, siłą, zdrowiem i kontrolą.....
    Ja od roku jestem czysta i nie wymiotuje, ten ostatni rok nie uczestniczyłam w
    żadnej terapii, ale to nie oznacza że sama dałam sobie radę...bo przez kilka
    poprzednich lat ciągle korzystałam z jakiejś pomocy, która w ostatnim czasie
    zaczęła wydawać plony. Aha, pomimo braku objawów, nie czuje się zdrowa więc w
    tamtym tyg ponownie zapisałam się do swej dawnej psycholożki na sesję i myślę,
    ze sporo rzeczy mam jeszcze do przepracowania.....

    I jeszcze jedno, nie zaglądam tu żeby miotać swa „wiedzą”, ale aby się dzielić
    tym co zauważyłam, przeżyłam, zrozumiałam, no i wreszcie cholernie dużo uczę się
    i dowiaduję od Was Drogie Forumowiczki, Inspirujecie mnie, niejednokrotnie
    odkrywacie przede mną nie znane dotąd obszary, właśnie za przyczyną tych
    oczywistych oczywistości, które są bardzo potrzebne!!!! Cieszę się, ze istnieje
    to forum, które razem tworzymy.. Jasne, bywa niedoskonałe, jak wszystko w co
    człowiek wkłada palec ....ale jego siła zawiera się właśnie w tym, ze żyje,
    karmione istnieniem każdej z nas....Sklejamy świat, każda ze swego skrawka
    egzystencji, myśli, serca, i tak jak my, świat ten jest zdrowy inaczej ale
    piękny, bo nasz!!!
    Pozdrawiam serdecznie!
  • mika_gr 13.10.08, 17:11
    Racja, trzeba tylko zmienić myslenie, a co do nudy to racja często
    tak jest, swoj czas trzeba zorganizowac, a przede wszystkim
    wypelnić, u mnie najczesciej napady zdazały sie w piatek po pracy i
    w sobote, a dlaczego?bo mam czas wolny i nie musze nigdzie isc,
    niedziela juz głodówka i cwiczenia, a jakby tak inaczej zorganizowac
    te wolne dni?
  • emancypancja 13.10.08, 23:10
    Ciekawa wypowiedź, pełna apelu o rozsądek i trzeźwe podejście do
    walki z chorobą.
    Ktokolwiek czyta na temat bulimii, orientuje się, że to choroba
    psychiki. Choruje dusza, kulejące jest życie emocjonalne. Ciało jest
    tylko narzędziem uzewnętrzniania desperackiej walki, jaką każda
    osoba chorująca na bulimię stacza ze soba, każdego dnia. Chodzi o
    niezaspokojony brak, emocjonalną pustkę na pewnej płaszczyźnie,
    lukę, niewypełnioną. Osoba chora raczej nie jest w stanie sama sobie
    z tym poradzić, potrzebuje pomocy z zewnątrz. I wbrew pozorom,
    logice i rozsądkowi nie ma kontroli nad tym, co się z nią dzieje. To
    się toczy jak lawina, której nie zatrzyma nic.
    I wtedy albo przychodzi pomoc, i następuje poprawa, albo ma miejsce
    zdarzenenie, która wstrząsem podnosi, albo ciężko już o ratunek.
    Wybory są zawsze, ale umysł osoby dotkniętej chorobą nie jest w
    stanie racjonalnie oceniać sytuacji i samotnie pokonać to zło.
    Życzę wszystkim chorującymi woli walki.
    Uda się Wam.
    Jednak udaje się.
    Pozdrawiam.
  • dorisska85 14.10.08, 10:23
    "Po trzecie: NIE WMAWIAJCIE SOBIE BRAKU KONTROLI Nad jedzeniem!!!
    ZAWSZE JEST JAKAŚ KONTROLA!!
    TO TYLKO USPRAWIEDLIWIENIE W STYLU "nie mam nad tym kontroli więc
    mogę jesc dalej..." NIE!!
    ja wiem ze te mysli mogą być po części nieswiadome ale dziewczyny-
    bulimiczki, patrzcie: zawsze macie wybór!!
    Zawsze zaczyna się od głupich myśli które nas
    usprawiedliwiają, 'jesetm chora, wiec coz: atak to moja ciezka
    dola...",
    "ojj zjadłam cos, nie udała sie głodówka jaka planowałam, moge jesc
    dalej"
    "i ytak to wyżygam wiec co mi szkodzi zjesc wiecej""



    Z TYK KOMPLETNIE SIE NIE ZGADZAM
    ja podczas ataku wcale nie mam takich mysli jak napisalas wyzej
    mozesz sie z tym nie zgadzac, ale sama wiem jak jest u mnie lepiej
    niz ty:)
  • dorisska85 14.10.08, 10:35
    a tak w ogole ehes napisalas swoj post na wzor mojego?
    tylko ze twoj cholernie wpienia!!!!!!!!!!!!!!
    u kazdego choroba przebiega inaczej....dlaczego jestem tego pewna?bo
    poznalam ok 30 dziewczyn chorych na bulimie i u kazdej było zupelnie
    inaczej,wiec swoje przemyslenia zostaw dla siebie
    u mnie przynajmniej nie jest tak samo jak u ciebie

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka