Dodaj do ulubionych

szukam koleżanki-bulimiczki :/

04.11.07, 00:48
i zaraz napiszę, do czego. Nie chodzi mi o wymienianie się receptami, jak
latwiej zwymiotować. O porownywanie wagi. O dolowanie sie i utwierdzanie w tej
idiotycznej chorobie :(
Chodzi mi o to, żeby - trochę jak w terapii 12 krokow - mieć do kogoś
zadzwonic, jak nosi. Zebysmy obie kogos takiego mialy. Z tego co wiem ( u mnie
to tak dziala), bulimiczki mają sklonnosc do porownywania się. Wiec moze
badzmy do siebie jak najbardziej podobne (mam 27, bulimie 10 lat). Nie wiem,
moze to nie jest dobry pomysl, ale szukam sposobow, szukam sposobow, zeby sie
powstrzymywac.... Przez pol roku utylam 15 kg :(, zdrowie mi wysiada, zle sie
czuje:( Nie chce znow przegrac :( Pozdrawiam was wszystkie... trzymam kciuki
Edytor zaawansowany
  • galaaa1 04.11.07, 08:48
    a skad jestes?

    doskonale rozumiem, skad bierze sie Twoja potrzeba.
    jestem w podobnym wieku, jak Ty. troszke juz przeszlam.... poczytaj w
    archiwum.
    jesli stwierdzisz, ze mialabys ochote popisac z takim kims, jak ja,
    spotkac sie...
    tymczasem... nie zatracaj wiary! zycze Ci jak najlepiej!
  • zbieram_szkielka 04.11.07, 11:51
    czesc:) jestem z Warszawy. jesli chcesz do mnie napisac, to moj adres gazetowy
    znasz;)
    pozdrawiam ciepło:)
  • anusia-3 29.07.08, 23:24
    hej ja też jestem bulimiczką od prawie 2 lat i chcę z ty skączyć tylko nie
    potrafię.A jak to wygląda u ciebie???????
  • asiaa1991 05.10.08, 22:12
    hej:) też jestem bulimiczką;/ od chyba 4 lat i powiem Ci, że nie potrafię tego
    przezwyciężyć...
    Chętnie bym z Tobą pogadała i powymieniała się doświadczeniami i poradami jak
    się "tego" pozbyć!
    Zostawiam e-mail asikow28@wp.pl

    POZDRAWIAM ;P 3maj się cieplutko
  • ankaaa 04.11.07, 16:28
    Nie jest to dobry pomysł, żeby nie napisac dosadniej - zły i
    prowadzący do nikąd.

    Lepiej udać się na terapię.
  • galaaa1 04.11.07, 16:43
    ankaaa ma racje.....
    w Twoim przypadku najwiecej korzysci przyniesc moze terapia.
    taki kontakt, jakiego tu szukasz, moze byc tylko 'przy okazji'...
    poza tym, widze, ze jednak nie pofatygowalas sie, by poczytac cos o
    mnie... nie jestem juz w takim polozeniu, jak Ty i mnie takie
    wsparcie nie jest niezbedne dzisiaj. jesli zalezy Ci na kontakcie ze
    mna, to Ty musisz zrobic pierwszy krok.

    pozdrawiam i zycze podejmowania wlasciwych decyzji

    :)
  • malutkabb 04.11.07, 16:45
    mialam podobna sytuacje jak Ty. przestalam zygac juz dawno temu.
    jesli masz ochote, odezwij sie na moim blogu:)

    www.bulimiinie.blox.pl
  • zbieram_szkielka 04.11.07, 17:14
    1. chodze na terapię. ale nie moge dzwonic do terapeutki 2 razy dziennie.
    ani do moich zdrowych znajomych. to by bylo jednostronne. zawsze wydawalo mi
    sie, ze latwiej zrobic cos razem, niz samemu. nie wiem, moze to naprawdę zly
    pomysl. Ale nie chodzilo mi o nakrecanie sie i wypisywanie "ale ja jestem
    gruba", "ile dzisiaj zjadlam", tylko raczej na rozmawianiu o tym, co pomaga. Na
    swiadomosci, ze ktos tez ma ten problem, ze sie stara.

    2. galaaa, pofatygowalam sie. nie mialam czasu przeczytac porzadnie, moze tez
    boje sie czytac takie historie. nie wiem. ale pofatygowalam sie po napisaniu posta.

    3. mimo wszystko dziekuje za odpowiedzi.

    4. dziekuje za zaproszenie, malutkabb, odwiedze Twoj blog. Ja tez juz nie
    wymiotuje. Przynajmniej to... Chociaz teraz wszystko sie wymyka spod kontroli i
    tak zle sie czuje, tak sie boje.
  • zbieram_szkielka 04.11.07, 17:18
    a dlaczego mialoby mi na tym kontakcie zależeć bardziej niż Tobie?:)
  • galaaa1 04.11.07, 17:24
    hej znowu :)

    "Chodzi mi o to, żeby - trochę jak w terapii 12 krokow - mieć do kogoś
    zadzwonic, jak nosi." - moze dlatego... mnie juz nie 'nosi'. od
    dawna. nie boje sie o nawrot choroby.
    mam nadzieje, ze Cie nie urazilam.
  • galaaa1 04.11.07, 17:34
    jesli chodzisz na terapie, to ja nie uwazam, zeby trzymanie kontaktu
    z osoba z podobnymi doswiadczeniami bylo czyms zlym. rozumiem Cie.

    moja historia nie jest straszna :) ale przeciez nie musisz miec
    ochoty jej czytac. dajmy spokoj ;)

    no i teraz nie wiem, co pisac dalej.... :)
    powodzenia Ci zycze - szczerze. jak jednak bedziesz miala ochote
    napisac.... moja skrzynka jest zawsze dla Ciebie otwarta, pamietaj.

    pozdrawiam!
  • zbieram_szkielka 04.11.07, 17:46
    1. urazilas, ale mnie bardzo latwo urazić.
    2. dzięki. ale nasza sytuacja jest tak różna. Ty ode mnie nic nie potrzebujesz.
    Nie twierdzę, że nic nie mogę dać innym. Ale nie chodzi mi o to, żeby się komuś
    wypłakiwać w rękaw. Chciałabym iść z kimś razem. Chociaż może moglabys mi
    chociaz udzielic paru rad. Bo ostatnio mnie wciągnęło. Pewnie sie odezwe.
    3. strasznosc historii - hm. ja mam czasem problemy z czytaniem o czyichs
    doswiadczeniach wlasnie dlatego, ze są mniej straszne niz moje. Mieszkalam
    kiedys z panną, ktora mi powiedziala, ze ma bulimię. A potem okazalo sie, ze
    swietnie sie trzyma i jedynym jej problemem jest to, zeby w domu nie bylo zapasu
    jedzenia. Co do mnie, o 3 w nocy jestem gotowa pojsc 3 km do nocnego :(
    Trzymaj się cieplo i dobrze wiedzieć, ze komus się udalo.
  • galaaa1 04.11.07, 18:25
    siedze wciaz przy kompie, wiec...

    przepraszam, ze Cie urazilam.

    moja sytuacja jest inna nieco i faktycznie nie mam takich potrzeb jak
    Ty obecnie. co nie znaczy, ze nasz kontakt bylby bez sensu.
    bo to, ze ja nic od Ciebie nie oczekuje, nie znaczy, ze nic nie chce
    Ci dac... chce. chcialabym. bezinteresownie. uwierz.

    trzymaj sie!



  • galaaa1 05.11.07, 16:30
    ;)
  • anusia-3 29.07.08, 23:25
    hej ja też choruję na bulimie od prawie 2 lat i nie umiem się z tego wyplątać
    czy może ty juz próbowałaś i jakie były tego rezultaty???
  • annadele 11.11.07, 00:13
    Hey. Ja tez szukam sposobow zeby sie powstrzymac, ale ciezko mi z
    tym. Nikt nie wie o mojej chorobie i jest mi z tym gorzej poniewaz
    nie chce nikomu powiedziec. Nie mieszkam w Polsce mieszkam w USA
    tutaj jest drogo aby pojsc do specjalisty dlatego ciagle to
    ukrywam.Ttzymam kciuki pozdrowienia
  • japanesa 11.11.07, 15:40
    Cześć!
    Odpisuję Ci bo potrzebuje kontaktu z kimś takim jak ja, aby wiedzieć że nie tylko ja jestem taka żałosna i "inna". Mam 24 lata, robię "to" od około 10 miesięcy i coraz gorzej mi z tym... z resztą wiesz jak czuje sie ktoś kto ma bulimie. Może zechcesz nawiązać ze mną znajomość.
    Anka
  • zbieram_szkielka 12.11.07, 12:03
    czesc. Dzięki za odp. bardzo chętnie z Wami popiszę. tylko nie
    chciałabym, żeby ten kontakt sluzyl nam do usprawiedliwiania naszych
    zachowan. bo te zachowania powinnysmy zmienic. zapraszam na maila
    gazetowego:) (zbieram_szkielka@gazeta.pl) - ale odpiszę z innego
    adresu, z gmaila, bo nie lubię poczty gazety :D
    Trzymajcie sie, dziewczyny:)
  • chessie 14.11.07, 19:12
    Hej!Jeśli zechcesz, to ja bardzo chętnie się z Tobą poznam. Mam 25 lat i właśnie
    choruję 11 rok. Szczerze powiedziawszy już od dawna myślę o kimś takim jak
    "koleżanka-bulimiczka". I bynajmniej nie z powodu wymiany recept na skuteczność
    wymiotowania. Pozdrawiam i czekam.
  • galaaa1 14.11.07, 19:43
    ZbieramSzkielka, przepraszam za ta przerwe. masz 'tasiemca' ode
    mnie ;) pozdrawiam!!!
  • zbieram_szkielka 15.11.07, 09:47
    czesc, slonko:)
    sprobuje do Ciebie napisac, gdybys nie dostala maila, tzn., ze znow
    przegralam walkę z techniką ;), wtedy napisz sama, ok?
    pozdrawiam wszystkich :)
  • mindtriper 30.07.08, 12:05
    Przepraszam za wścibstwo od razu, ale czasem bywam na Komp. Forum i
    tam pisłaś, że boisz się terapii i nie wiesz, czy się na nią
    zdecydujesz. Teraz widzę, że jednak ją rozpoczęłaś! Superrrrr!

    Rozumiem Twoją potrzebę wpierania się, wierz mi.

    Też jestem z wawki, u kogo się leczysz? Może tam jest grupa
    terapeutyczna? To naprawdę dobre doświadczenie.
  • nonak23 17.08.08, 11:39
    Chorzy łatwo mogą odnaleźć się po dolegliwościach tym samym wymienić
    informacjami i radami, bo z lekarzami bywa różnie... niestety
    Adres www.naszechoroby.pl
    Pozdrawiam
  • ola-20 26.08.08, 12:55
    Cześć mam 25 lat na bulimię chorowałam ok 10 lat, teraz zdarzają mi się tylko
    pojedyncze epizody praktycznie można powiedzieć , że już z tego wyszłam, nie
    chce do tego wracać , bo przez ostatnie 5 lat wymiotowałam kilka razy dziennie i
    brałam ogromne ilości środków przeczyszczających omal nie zawaliłam studiów,
    straciłam przyjaciół i chłopaka, bo większość czasu spędzałam w toalecie. Teraz
    pracuję i żyję w miarę normalnie, ale niestety,choc fizycznie czuje się dobrze
    to przytyłam w ciągu ostatniego roku ok 10 kg i nie potrafię się już zmotywować
    wytrwać w odchudzaniu a naprawdę mam olbrzymią nadwagę 156 cm wzrostu i 55.5 kg.
    Podobnie jak ty szukam bratniej duszy, chce schudnąć, ale nie chce już wracać do
    bulimii zbyt wiele przez to straciłam. Zdarzają mi sie napady obżarstwa, a w
    związku z tym , ze staram sie nie wymiotować tyję. Pozdrawiam
  • katrin300 14.09.08, 10:00
    czesc na imie mam kaska,i dopiero co zalozylam konto ,twoja
    wiadomosc przykula moja uwage poniewaz ja sama szukam takiego
    kogos,problem polega na tym ze ja jestem w irlandii a ty w polsce i
    dzwonic raczej do siebie nie bedziemy ale napisac zawsze mozesz mam
    konto na skypie i gadu gadu takze wiesz jak tylko masz ochote
    zrzucic cos z serducha bedzie ok,jachoruje na bulimie od 2 lat i
    nawet nie mam z kim porozmawiac o tym moja starsza siostra choruje
    juz chyba od 5 lat ale ona chyba nie chce ze mna o tym
    rozmawiac,radzila mi tylko zebym poszla na terapie ,kiedy ja mam
    teraz ogrmny kryzyzs finansowy(wiem ciezko pojac ze ktos kto mieszka
    za granica od 5 lat nie ma kasy no ale jednak tak jest)i nie ma
    szans zebym poszla na terapie bo to tutaj duzo kosztuje.wiec jak
    tylko bedziesz miala ochote z kims pogadac dezwij sie.pozdrawiam
  • wind_up 07.01.09, 12:48
    Hej :)
    właśnie podjęłam 3. próbę wyjścia z bulii... Zawsze byłam z tym sama
    ale wierzę że razem byłoby raźniej. Rodzina wie ale oni wolą udawać
    że to moja fanaberia, nie rozumieją :( no bo i jak...
    Nie interesuje mnie porównywanie się, wymienianie sposobów na
    żyganie ani takie tam. Ja chcę być zdrowa!
    Ale wsparcie w trudnych chwilach, dobre rady jak sobie radzić z
    chorobą byłyby pomocne, nawet wspólna walka ;)
    W sumie to mało istotne ale mam 23 lata, 2 lata buli wcześniej 5 lat
    kompulsów.
    Jeśli ktoś chciałby byśmy były dla siebie wsparciem, albo potrafi mi
    jakoś doradzić bo już sam ma to za sobą ( nie chcę też nikomu głowy
    zawracać i przywoływać wspomnienia) to niech da znać :)
    Tu albo najlepiej na maila gazetowego :)
  • apple666 08.02.09, 19:37
    hey..mam ten sam problem..juz od5lat:( nie moge sie tego pozbyc ani
    tego przezwyciezyc choc bardzo chce. chcialabym moc pogadac czasem
    wlasnie z taka osoba ktora mnie najlepiej zrozumie. chcialabym
    wlasnie poznac jakas kolezanke bulimiczke..razem byloby latwiej..
    jesli ktoras z was by chciala ze mna pogadac to to moj mail:
    monia2@buziaczek.pl
  • mycha823 17.02.09, 11:20
    Hej...
    Na bulimię chorowałam 4 lata... Wiem doskonale na czym polega i wiem jak ciężko
    z niej wyjść... Rozumiem was... To moje gg 6728875 na ile będe mogła na tyle pomogę
  • algebraaa 15.02.09, 19:36
    mam ten sam co Ty problem tez 10 lat - na zamiane anoreksja/bulimia
    i jestem w tym samym co Ty wieku. jak chcesz pisz : gg 12480856
    czekam.
  • m.a.g.a.a 18.02.09, 22:01
    chorowalam 3 lata, nie choruje chyba prawie 4, gg 7505031, chetnie
    pogadam;)
  • lizaluiza 24.05.09, 20:36
    hej zapomniałam sprawdzić kiedy umieścilaś swoją wiadomość Jednak mam nadzieje
    ze odpiszesz jak najszybciej.
    Mam 23 lata i od jakis 3 lat choruje na bulimie Pozatym co prawda nie mialam
    wstretu do jedzenia, no moze czasem ale od kiedy pamiętam ograniczałam sie z
    jedzeniem a w gimnazjum i liceum stosowałam "male" glodówki. Nie miesiączkowalam
    przez 2 lata a moje cisnienie krwi bylo niższe niż u osoby umierajace, dzięki
    czemu ( pomomo iz czulam sie dobrze, tylko troche zmeczona bylam) wsadzili mnie
    na 2 tyg do szpitala. Co prawdaboj wykryli ze moje serduszko troche żle sie
    wykształcilo, nietety podejrzewam ze to też efekt mojego ograniczania żywności.
    Juz od podstawowki ma na tym punkcie bzika. Jedank teraz to tragedia faszeruje
    sie lekami. Lekarz wciąż proponuje mi terapie i nawet jestem sklonna na nia iść.
    Jedak wkrutce wyjeżdzam do pracy i wciąż studiuje i wogóle nie moge sobie
    pozwolic na żadna terapie, nie ma na to czasu. Oni najchetniej wsadziliby mnie
    do jakieoś ośrodka dla anorektyczek i bulimiczek a ja się boję. Nie chce być
    chora chce dalej życ w swjim zyciu....... jednak najbardziej zaczynam bac sie
    sama siebie Chcialabym uciec lub zasną i się nie obudzić. Obecnie jestem w takim
    stanie ze ma ochote zrobić sobie krzywde Drapać do krwi lub ..... az sie trzęse
    ze zlości gdy się objadam a potem znow zygam....
    naprawdę teraz marze o tym by umrzec i narodzić sie na nowo
  • brownmonia27 29.05.09, 21:40
    hej wlasciwie to pisalas do "szkielka"(ja tez pisalam i tez nie
    sprawdzilam daty)ale chcialam sie do Ciebie odezwac, po tym co
    przeczytalam.Rozumiem Cie mam 25lat i 6lat za soba-rozpaczy,poczucia
    samotnosci,nieudanych terapii,ciglej walki,ukrywania swojej
    dolegliwosci,smutku tak wielkiego ,ze az odczuwalnego fizycznie.Zyje
    na zewnatrz i w sobie razem ze swoja bulimia.Bulimiczki nie zrozumie
    nikt poza inna bulimiczka albo naprawde dobrym
    fachowcem.Milosc,chec pomocy to nie wszystko(odnosze sie tu do np.
    rodzicow).dobrze miec osobe ktora Cie wesprze w"fanaberiach
    ksiezniczki-albo wariatki"jak kto woli.odp pozdrawiam:)
  • brownmonia27 29.05.09, 21:13
    Witam:)jestem pierwszy raz na forum.Ja choruje od 6 lat na ostro,na
    przemian bulimia,bulimiczna anoreksja,obzarstwo kompulsywne;a
    przewlekle od piatej klasy podstawowki nie jadlam 3dni nie pilam i
    wypluwalam sline do chusteczki-myslalam ze jak ja polkne to tez
    przytyje.Brzmi zalosnie,ale niezle sie maskuje i wiedza tylko
    najblizsze osoby.Przez ostatnie lata przytylam 50kg i tyle samo
    schudlam.Teraz nie jest dobrze z niczym.tez chcialabym miec
    kolezanke.mieszkam we wroclawiu.Pozdrawiam tez nie chce przegrac:)
  • szacki 29.05.09, 21:23
    a ja znalazłem i mam moja własną koleżankę bulimiczke i moge smialo
    powiedziec ze jest to najmilsza rzecz jaka mnie ostatanio spotkała
    całusy Mleczu ;*
  • brownmonia27 29.05.09, 21:47
    no to zazdroszce,ale tak pozytywnie:)warto sie trzymac razem.Chociaz
    slyszalam ze przyjaciolki bulimiczki to nie jest dobry pomysl.JA tak
    nie mysle ,ale jest to zdanie wielu psychologow.sorki za literowki:)
    terapeuci nie aprobuja spotkan poza "oficjalna"grupa wsparcia:/
  • beatrishe 04.06.09, 00:19
    Chociaz
    > slyszalam ze przyjaciolki bulimiczki to nie jest dobry pomysl.

    a przyjaciólki anorektyczki?:)
    wielki cmok Dzieciaku!
    --
    Moja marynarka z wężowej skóry, jest wyrazem mojej indywidualności i wiary w
    wolność jednostki [Dzikość serca]
  • brownmonia27 04.06.09, 22:08
    im bardziej wewnatrz czujemy sie jak zero, tym bardziej na zewnatrz
    ociekamy jadem;i zamiast wzajemnego zrozumienia otrzymujemy cos co
    na pewno tym nie jest.W tym miesiacu mija szosta rocznica
    bulimii,ciekawe jak to uczcic:)?
  • szacki 04.06.09, 22:43
    buli ma dziś urodziny wiec pieczemy tort-
    zdmuchnąć wszystkie świeczki na nim to prawdziwy sport
    każda świeczka to życzenie- jest ich wszystkich sześć
    buli żeby tort wyrzygać musi cały zjeść
    popić wszystko lemoniadą i dopchać frytkami
    wraz z sałatka owocową, pizzą i lodami (...)
    goście świetnie się bawili - było moc atrakcji
    choć solenizantka ciągle była w ubikacji ;)
  • beatrishe 06.06.09, 01:19

    ale kiedy się z kibelka wytoczyła
    od razu paczkę chipsów wpieprzyła....
    mleczkiem popiła i do lodówki znowu pogoniła....
    stamtąd marmoladę wyłoniła i na chleb ją położyła,
    chlebka bochenek trzasnął, az brzuch z uciechy wrzasnął...
    gdyby tego było mało, buli do pokoju skoczyła
    i resztki z talerzy gości wymościła.
    Oooooooooooooo, jej oczy się zaświeciły, bo kawałeczek tortu zobaczyły,
    nawet jej świeczuszki nie przeszkadzały, ze się z masą wymieszały.
    Wszystko do okruszka wysprzątała
    ale dalej w panice żarła szukała, bo uczta była za mała...
    Tak buli w swa szóstą rocznicę zaszalała, choć była jeszcze mała,
    strach pomyśleć co wsunie w następne urodziny,
    kiedy przyjdą jeszcze głodniejsze godziny....


    --
    Moja marynarka z wężowej skóry, jest wyrazem mojej indywidualności i wiary w
    wolność jednostki [Dzikość serca]
  • brownmonia27 06.06.09, 21:14
    Nie znam,to twojego autorstwa beatrishe?Ja nie prezentuje takiego
    talentu tworczego,ale za to wybralam cos dla ciebie."Pogarda dla
    nieznajacej poezji"Gdy spoczniesz kiedys w grobie,nikt cie z
    tesknota nie wspomni,zadnego serca nie wzruszysz,nikt nie zaplacze
    po tobie,bo nie zrywalas roz Pierii.Bedziesz w podziemnym swiecie
    bladzic z innymi zmarlymi-cien zapomniany przez wszystkich."Jaki
    literacki wydzwiek chcalas osiagnac przez uzycie wulgaryzmow?Nie
    jestem pewna musze poszukac...,ale mnie sie wydaje ze prymitywizm
    dotyczyl glownie rzezby i obrazu.
  • beatrishe 07.06.09, 00:07
    ...no commends....
    --
    Moja marynarka z wężowej skóry, jest wyrazem mojej indywidualności i wiary w
    wolność jednostki [Dzikość serca]
  • mary-kate-5 19.07.09, 14:30
    Hej!
    Też mam bulimię i chętnie
    bym z kimś porozmawiała.
    A szczególnie z pokrewną duszą.
    Która z pewnością by mnie zrozumiała
    i pomogła jeśli bym była w potrzebie.
    Napisz do mnie gg- 13007452.Pozdrawiam.
  • joasiapila 20.07.09, 12:01
    przeczytałam twoje wypowiedzi i chyba mam podobnie jak ty... choruje od 9 lat z
    okresami poprawy i upadku. teraz jestem na podobnym etapie do ciebie..zdarzają
    mi się napady nad którymi nie mogę zapanować czasami się zmuszam ale staram się
    mieć nad tym kontrolę.... czuje się okropnie jakbym robiła coś złego . tez mam
    problemy w utrzymaniem stałej wagi mam juz tego dosyc
    jeśli masz ochotę napisz do mnie
    joasiapila24@wp.pl
  • agusia383823 30.07.09, 15:39
    hej mam na imię Agnieszka moja historia z odchudzaniem zaczeła sie jakis rok
    temu wtedy bardzo schudłam wazyłam 45kg a potem popadłam w obrzarstwo i
    przytyłam do 75kg:(
    Teraz waże 60 ale ciagle zmagam się z problemem jedzenia .
    Nigdy nie sądziłam ze zostanę bulimiczką ale los bywa przewrotny i od jakiegoś
    czasu zmuszam się do wymiotów najpierw jem jem a potem nie mogę znieść myśli ze
    jestem taka pełna ,.Nie wiem jak sobie z tym radzić nie potrafię nad tym
    zapanować bardzo chciałabym mieć kogoś kto mógłby mnie wesprzeć w takich
    momentach napadów jeśli chciałabyś mi pomóc to proszę odpisz na mojego
    e-mailajustysia38@interia.pl lub tel;511946278(podaje ci tel ponieważ rzadko mam
    dostep do poczty)oczywiście ja również postaram ci się jakoś pomóc pozdrawiam
    cieplutko
  • aronya 02.08.09, 16:59
    Też choruję - jakies 8 lat już(a mam 28)...wiem, że warto mieć kogoś kto zrozumie.. Niestety i ja nie mam nikogo takiego.
  • zagubiona525 02.08.09, 18:11
    Ehh... Nie wiem czy ten dział jest akurat po to, żeby opowiedzieć
    coś o sobie, ale chciałabym żeby ktoś wiedział. Mam piętnaście lat.
    Jestem jeszcze młoda, ale i trochę doświadczona. Od kiedy tylko
    zaczęły się moje problemy a skończyło błogie dzieciństwo chciałam
    bardzo dużo rzozumieć, chciałam poznawać i zmieniać świat. Marzenie
    ściętej głowy... Kiedy miałam czternaście lat borykałam się z
    otyłością. To był mój problem (jest do dzisiaj), i to on był
    przyczyną wszystkich innych problemów. Teraz borykam się z nadwagą.
    Schudłam sama 18 kg, a przede mną drugie tyle, więc możecie sobie
    wyobrazić jak się czuję. Jestem wysoka, 172 więc ta waga jakoś
    rozchodzi się po moim obrzydliwym ciele. Rodzina i znajome, mówią,
    ze wyglądam świetnie, ale mnie się wydaje, że mówią to dlatego, ze
    widza różnicę, a co myślą sobie o mnie ludzie, którzy widzą mnie po
    raz pierwszy? Chyba nawet nie chce wiedzieć. Od chyba 3 miesięcy
    zaczęłam wymiotować. Nie wierzyłam w te wszystkie wypowiedzi, że to
    przerażająca choroba, śmiałam się z tego, wiedziałam, że jeśli nawet
    zacznę, to dam radę się kontrolować. Wymiotowanie wydało mi się
    bardzo dobrą alternatywą, więc musiał być ten pierwszy raz.
    Kontrolowałam to i nie wymiotowałam często, robiłam to właściwie
    tylko wtedy kiedy zjadłam za dużo i to nie przy jakimś napadzie, ale
    wszystko co dobre, szybko się kończy. Dzisiaj mam napady
    żarłoczności, CHYBA. Nie panuję nad tym co czuję, co myślę, a czuję
    się okropnie. Nie chcecie wiedzieć co myślę. Nie wiem czy już nie
    jest za późno, mam obsesję na punkcie wyglądu i wagi, a kiedy patrzę
    w lustro wydaje mi się, ze spuchłam, choć w rzeczywistości wyglądam
    tak jak dzień wcześniej. Nie wiem czy brnąć w to dalej, jeżeli
    miałoby mi to pomóc schudnąć, zrobię wszystko. Nie chce przytyć, dla
    osoby takiej jak ja, 2 kilo to tragedia i porażka... Nie mam nikogo,
    komu mogłabym powiedzieć... :(
  • salamandras 03.08.09, 23:47
    czesc jestem Sylwia mam podobny problem,choruje już 4 lata jeżeli chciałabyś pogadać to mój nr gg 11401828
  • kuiluri 07.08.09, 16:56
    czesc. o mojej bulimi wie lekarz i mama, ale nikt poza tym, i wiem ze tak
    naprawde sama musze sobie pomoc
    pol roku chorowałam na anoreksje, od maja bulimia i kompulsy - przytyłam jakies
    10kg... im bardziej chce schudnac tym bardziej tyje, powoli staram sie z tego wyjsc
    mam 22 lata jesli to mialby znaczenie, bardzo chciałabym poznac osobe z
    podobnymi problemami zeby pisac maile i razem sie wspierac
  • kasia.ma1 24.11.09, 21:59
    hej, to jest mój pierwszy wpis na tym forum ..potrzebuję chyba waszej pomocy.
    Mam 21 lat od roku walcze z własną wagą, ale dopiero ostatnio wszystko przybrało
    inny obrót. ciągu 2 miesięcy schudłam 14 kg. Teraz przy wzroście 178 cm ważę
    59kg. Od jakiegoś czasu nie potrafię kontrolować swojego jedzenia. W przeciągu
    1- 2 dni zjadam ogromne ilości, a póżniej wracam do rygorystyczej diety aby
    tylko nie przytyć-błędne koło. Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić - coraz
    bardziej mnie to przeraża.
  • kubeczek.1 14.12.09, 13:52
    Jak możesz to napisz na ten adres a ci odpisze agnieszka8819-20@o2.
    Mam ten sam problem i chciała bym z tobą po pisać.I nawet mamy tyle
    samo lat.
  • gruszka_na_wierzbie 10.09.09, 12:18
    tez potrzebuje kogos:)piszcie :)
  • 2jagoda 01.10.09, 17:29
    hej.od ok miesiąca opycham się jedzeniem a potem lece do łazienki i jestem z
    wc na "ty"...coś mi mówi że to bulimia...wiem że to zle ale ja chcę ją
    mieć...chce schudnac...nic mi nie pomaga:dieta,ćwiczenia...a na tablety żedne to
    mnie nie stać...wiec pozostaje żyganko ;/ ma też ktoś tak??
  • niusia0000 29.09.09, 22:18
    Też potrzebuje bratniej duszy... Jest ktoś ze śląska?? jak coś to pisać :)))
  • rozaaaa 01.10.09, 18:57
    hejka, ja tez kogos takiego szukam jak cos to napisz do mnie prosze.
  • aronya 01.11.09, 09:56
    wszytstkie potrzebujemy - a nie mozemy znaleźć...
  • edetan 01.11.09, 12:40
    Co potrzebujesz? Czego szukasz?
  • magor_ek 01.11.09, 15:37
    Miałam kilka przyjaźni z osobami z ed. Ale ta przyjaźń nie
    przetrwała próby czasu. Wspólnota choroby to jednak zbyt mało na
    udaną relację. Utrudniała ją dodatkowo odległość przestrzenna.
    Korespondować można i owszem, ale potrzeba i cel takiego pisania się
    z czasem wyczerpuje. Zostaje pustka.
    Z sentymentem wspominam przyjaźń z kilkorgiem osób nawet i z tego
    forum, ale tak sobie myślę, że na chorobie nie wybuduje się zdrowia
    również w sensie "zdrowych relacji". Łatwiej mi zmagac sie z
    chorobą, gdy otaczam się ludźmi których nie dotknęła. Mogę
    obserwować i uczyć się od nich normalności, a także dostrzegać że i
    tzw. zdrowi mają liczne swoje jedzeniowe dziwactwa....
    Moim zdaniem nie jest trudno znaleźć "koleżankę bulimiczkę" -
    potencjalnie każda osoba na forum taką być może - tylko dlaczego
    kryterium skłaniającym do zawarcia relacji ma być choroba?
    Co innego jest zawrzeć z kimś znajomość a potem dowiedzieć sie ze
    jest chory, a co innego zawrzeć z kimś znajomość bo jest chory na to
    co ja sama.....
  • beatrishe 01.11.09, 19:06
    u mnie było podobnie jak u magor, choroba to z pewnością za mało aby mogła
    zaistnieć głębsza przyjaźń...doświadczyłam jeszcze czegoś innego, choroba stała
    sie wielką przeszkoda, czasem nie do przeskoczenia dla świetnie zapowiadającej
    się znajomości... do tej pory nie mogę odżałowac niektórych z nich....pozdrawiam!
    --
    Moja marynarka z wężowej skóry, jest wyrazem mojej indywidualności i wiary w
    wolność jednostki [Dzikość serca]
  • edetan 02.11.09, 23:19
    W jaki sposób choroba przeszkadzała Ci w zawarciu/pogłębieniu znajomości?
  • beatrishe 03.11.09, 21:46
    Edetan jesli do mnie było skierowane pytanie, to nie odpowiem, bo Ci nie ufam,
    dla mnie to, co deklarujesz na forum tzn swoją bezinteresowną pomoc i troskę
    nie do końca pokrywa się z rzeczywistością, dlatego nie bede się wdawać z Toba w
    żadne gadki...
    --
    Moja marynarka z wężowej skóry, jest wyrazem mojej indywidualności i wiary w
    wolność jednostki [Dzikość serca]
  • edetan 03.11.09, 23:07
    Beatrishe, pytanie było skierowane do Ciebie. Odpowiem cytatem który dobrze oddaje co myślę o altruizmie i przekazuje moje podejście do pomagania:

    "Kłamie ten, kto mówi że się dla czegoś lub dla kogoś poświęca. (...)
    Nie poświęcam się wcale, robię to nie dla nich lecz dla siebie.
    Mnie to jest potrzebne! Nie wierzcie proszę słowom o poświęceniu, są kłamliwe i obłudne."
    Janusz Korczak
  • beatrishe 07.11.09, 11:24
    Rozumiem, że wpisujesz się w to co powiedział Janusz Korczak, że pomaganie jest
    Ci potrzebne,ok przyjmuję to do wiadomości... ale czy zastanawiałeś się nad tym
    czy aby Twoje pomaganie przypadkiem kogos nie rani...? Ty zaspokajasz swoją
    potrzebę, masz do tego prawo, ale czy zwracasz uwagę na to czy przypadkiem nie
    robisz tego kosztem innych...Może narażasz ich na niebezpieczeństwo swoim
    "pomaganiem"...Nie wiem ile jest w Twoim rzeczonym altruizmie chęci
    bezinteresownej pomocy a ile zaspokajania i karmienia swego ego poczuciem tego
    jaki jtem wspaniały,dobry i usłużny dla innych, a w dodatku zupełnie
    bezinteresowny....
    Piszę to wszystko z perspektywy osoby, która kiedyś liczyła na ten
    deklarowany gest pomocy z Twej strony(jesli nie pamiętasz nawiązaliśmy kiedyś
    kontakt mailowy), a Ty po nawinięciu kilku okrągłych, obiecujących słów po
    prostu zamilkłeś, co mnie bardzo zraniło...Stąd nie wierzę w prawdziwość i
    uczciwość Twojej deklarowanej motywacji do bezinteresownego pomagania, dla mnie
    jest ona wydumana i na pokaz, dużo słów, mało działania....Ponadto uważam, że
    możesz być niebezpieczny w tej swojej forumowej aktywności samarytanina, bo
    okazuje się że ten kto na początku podał tak ochoczo rękę, bardzo szybko i
    niespodziewanie ją wycofał, zostawiając potrzebującego z niczym, albo gorzej z
    pustką plus rozczarowaniem, zawodem i po raz kolejny nadszarpniętym zaufaniem do
    drugiego człowieka!Jeśli tak ma wyglądać Twoja pomoc to lepiej będzie kiedy
    zaprzestaniesz ją rozsiewać, bo to co z niej później wyrasta nie ma nic
    wspólnego ze skutecznym wsparciem, a tym bardziej z altruizmem.
    Pozdrawiam, Beata.
    --
    Moja marynarka z wężowej skóry, jest wyrazem mojej indywidualności i wiary w
    wolność jednostki [Dzikość serca]
  • magor_ek 07.11.09, 13:18
    Hmm. wiem, że nie do mnie, ale się wypowiem. Nie postrzegam Edetana
    jako "samarytanina", kogoś nam pomagającego, ale jako kogoś, kto
    przyszedł na nasze forum bo również ma swoje problemy i choć nie
    dotyczą one zaburzeń odżywiania, to w podobny sposób zaburzają
    kontakty społeczne, obniżają jakość życia czy wpływają na odbiór
    siebie i świata.
    W związku z tym relacji między nami a edetanem nie postrzegam jako
    relacji "potrzebujace - pomagający", ale jako wymianę. My dajemy coś
    mu, on nam. i tyle. Przykro mi że poczułaś się przez niego oszukana,
    ale dla mnie to tylko świadczy, że on ma prawdopodobnie problemy w
    relacjach z ludźmi, a niekoniecznie to o czym napisałaś
    (podbudowanie swojego ego itp)
    pozdrawiam:)
  • beatrishe 07.11.09, 15:09
    każda z nas ma inne doświadczenia z człowiekiem, więc z innego punktu patrzy na
    sprawę.
    To Ede... wywołał klimat rzekomej pomocy("Kłamie ten, kto mówi że się dla czegoś
    lub dla kogoś poświęca. (...)
    Nie poświęcam się wcale, robię to nie dla nich lecz dla siebie.
    Mnie to jest potrzebne! Nie wierzcie proszę słowom o poświęceniu, są kłamliwe i
    obłudne."
    Janusz Korczak ) stawiając sie w pozycji pomagającego i ja sie do tego w w ost
    wypowiedzi odwołałam.

    Aha i jeszcze jedna sprawa, ja nie szukałam u Ede pomocy(na szczęście) tylko
    owej wymiany doświadczeń i poglądów...więc mój zawód nie był specjalnie
    dotkliwy. Drażni mnie jednak postawa kogos kto stawia się w pozycji altruisty, a
    w rzeczywistości zachowuje się jak ignorant kompletny. równiez pozdrawiam!
    --
    Moja marynarka z wężowej skóry, jest wyrazem mojej indywidualności i wiary w
    wolność jednostki [Dzikość serca]
  • edetan 09.11.09, 00:17
    Twój post, a szczególnie poniższy fragment, mocno mnie zasmucił i zabolał:

    "Piszę to wszystko z perspektywy osoby, która kiedyś liczyła na ten
    deklarowany gest pomocy z Twej strony(jesli nie pamiętasz nawiązaliśmy kiedyś
    kontakt mailowy), a Ty po nawinięciu kilku okrągłych, obiecujących słów po
    prostu zamilkłeś, co mnie bardzo zraniło..."

    Pamiętam dobrze Twoje emaile, z przyjemnością je czytałem, cieszyłem się z
    wymiany przemyśleń, spostrzeżeń. Rzeczywiście kontakt się urwał. Później kilka
    razy chciałem do Ciebie napisać, ale pojawiły się myśli, że głupio tak po czasie
    się odzywać, że pewnie już nie masz ochoty ze mną pisać bo byś się odezwała itp.

    Dodam jeszcze że moim zdaniem trafne są spostrzeżenia które magor_ek o mnie
    napisała.
  • edetan 02.11.09, 23:52
    Z uwagą przeczytałem Twoje doświadczenia.
    Podobnie myślę o kryteriach skłaniających do zawarcia znajomości. Jednak, sądząc
    po popularności wątku, dla wielu osób choroba jest najważniejszym kryterium.
    Staram się zrozumieć czym się kierują.

    Co do relacji na odległość to mam dziwne odczucia. Sam wole zdecydowanie kontakt
    osobisty, ale spotkałem osoby które potrafiły mówić o swoich ważnych przeżyciach
    tylko na odległość, przez Internet. Nie wiem skąd to wynika, ze swojej strony
    nie miałem nigdy problemu z wysłuchaniem nawet bardzo bolesnych przeżyć. Szukamy
    bliskości a jednocześnie coraz bardziej się jej boimy i przed nią uciekamy.
    Smutne to dla mnie.
  • magor_ek 03.11.09, 00:31
    "Co do relacji na odległość to mam dziwne odczucia. Sam wole
    zdecydowanie kontakt osobisty, ale spotkałem osoby które potrafiły
    mówić o swoich ważnych przeżyciach tylko na odległość, przez
    Internet. Nie wiem skąd to wynika, ze swojej strony nie miałem nigdy
    problemu z wysłuchaniem nawet bardzo bolesnych przeżyć. Szukamy
    bliskości a jednocześnie coraz bardziej się jej boimy i przed nią
    uciekamy."

    Edetan. Tak zgadzam się z Tobą. Problem w tym, że jeśli chcesz
    stworzyć z kimś trwałą relację, choćby na odległość nie możesz
    fundować jej li tylko na potrzebie zwierzenia się/ wyżalenia. To
    działa tylko na początku znajomości. Potem przychodzi zmęczenie.
    Obie strony nie chcą już słuchać wzajemnych utyskiwań na rodzinę,
    otoczenie, własne ciało, własny stan zdrowia, różnorakie problemy...
    chcą porozmawiać o czymś przyjemnym, pozytywnym i wtedy nagle
    okazuje się że poza wspólnotą żalów istnieje między nimi mentalna i
    emocjonalna przepaść, lub że po prostu brak wspólnych tematów
    itp..... w efekcie relacja powoli zamiera. Pełne emocji listy,
    zamieniają się w suche relacje z codziennych spraw, którymi trudno
    się drugiej stronie przejąć i które wręcz nudzą... Takie mam
    doświadczenia w każdym razie.
    Nie mam nic przeciwko relacjom na odległość i zwierzaniu się na
    odległość pod warunkiem że w tym pierwszym przypadku potrzeba
    wzajemnego wyżalenia się nie stanowi fundamentu głębszej relacji a
    to drugie nie służy do budowania bliskiego związku nastawionego na
    cel inny niż "zwierzanie się".
    Owszem, kusi szukanie przyjaźni wśród osób, które doświadczyły tych
    co ja problemów, ale może warto szuka przyjaźni wśród osób które
    problemy mają zupełnie inne (zakładam, że kazdy ma jakieś problemy),
    bo to pozwala spojrzeć z dystansem na swoje życie, na siebie samego.
    Koniec pseudomądrości:)
  • edetan 04.11.09, 00:35
    Magor_ek: nie wiem co Ci odpisać bo generalnie zgadzam się ze wszystkim co
    napisałaś, sam mam podobne podejście.

    Twoje doświadczenia są dla mnie interesujące, bo właściwie nigdy nie byłem w
    relacji opierającej się wyłącznie na zwierzaniu/żaleniu. Może to wynika z tego,
    że mam dużo różnorodnych zainteresowań i zawsze znajdzie się coś wspólnego. Może
    po prostu nie rozwijałem znajomości, gdy nie było nic wspólnego poza zwierzaniem
    - tego nie wiem.

    Wiem za to, że dobrze mieć osobę której nie tylko można się żalić ale i też
    cieszyć. Mam takie wrażenie, że łatwiej podzielić się z kimś smutkiem niż
    szczęściem. Gdy przychodzi ktoś z problemem trudniej odmówić albo powiedzieć
    "nie mam czasu, pogadamy za tydzień". No ale jeśli to coś pozytywnego to
    przecież może poczekać, to nie jest takie istotne. Sam miałem kiedyś takie
    podejście.
  • magor_ek 04.11.09, 08:31
    Wiesz. Ja odnosiłam się wyłącznie do problemu postawionego w temacie
    wątku. No bo po co ktoś chce szukać "koleżanki bulimiczki"? On szuka
    kogoś z kim będzie go łaczyć "wspólnota problemu", szuka kogoś, kto
    go "zrozumie bez słów", inaczej niż "reszta świata", kogoś komu
    będzie mógł się zwierzyć z rzeczy, których nikomu innemu by nie
    powiedział, kogoś z kim będzie mógł się motywować do zdrowienia i
    żalić nad sobą wzajemnie gdy to się nie udaje.
    Gdy szuka się "koleżanki bulimiczki" to szuka się kogoś ZE WZGLEDU
    NA PROBLEM jaki go dotknął, a nie na to jaką ten ktoś jest osobą.

    ps. ja jakoś nie domniemywam jakiś twoich "niecnych zamiarów"... dla
    mnie jesteś po prostu jakimś takim "wolnym duszkiem" tu na forum:)
    pozdrawiam
    mag
  • edetan 04.11.09, 23:10
    Ja za to pisałem ogólnie.
    Wracając do tematu: czyli poza motywacją chodzi głównie o zrozumienie? Tylko czy
    "koleżanki bulimiczki" są lepsze, bo zwykły człowiek na pewno nie zrozumie? Czy
    dlatego że "koleżanki bulimiczki" zrozumieją "bez słów" a z innymi trzeba dużo
    rozmawiać (spory wysiłek dla obydwu stron)? Czy może chodzi o inne powody?

    Zastanawiam się nad tym bo to też mój czuły punkt. Bardzo trudno mi trafić na
    osobę która choć trochę mnie rozumie. Właściwie to oczekuje, spodziewam się
    niezrozumienia bo tak najczęściej jest. Choć gdzieś tam głęboko tli się
    nadzieja, że tym razem będzie inaczej.

    ps. miło mi, że nie odbierasz mnie negatywnie.
    Pozdrawiam
    Paweł
  • gosiaczek.33 14.11.09, 11:06
    hej jak Cię nosi to możesz zawsze napisać do mnie
    postaram się pomóc, choruje już 17 lat i coś niecoś wiem na ten
    temat:))
  • mariaroz 24.11.09, 15:42
    Jak sobie radzisz przez siedemnaście lat?
    Ja choruje 6 lat. Ja jestem ze Swoim 2 lata, kocha mnie,
    zaręczyliśmy się, ale...:) moje życie to wielki przecinek i nigdy
    nie kończy się kropką. Jeżeli czujesz tak samo...
    rozumiem, że chodzisz na terapię i walczysz- ja nie mam jeszcze
    odwagi:)
  • marinella522 22.12.09, 12:51
    ja dopiero zaczynam swoja przygode z bulimia...nie potrafilam i nie
    chcialam sobie radzic inaczej wiec wybralam najbardziej destrukcyjny
    z mozliwych sposobow...najgorsze jest jednak to ze mi sie to
    podoba...tez nie mam z kim pogadac bo w zyciu nie powiedzialabym o
    moim problemie nikomu z przyjaciol ani tymbardziej z
    rodziny...pozdrawiam:)
  • edetan 22.12.09, 19:13
    marinella522 napisała:
    > ...tez nie mam z kim pogadac bo w zyciu nie powiedzialabym o
    > moim problemie nikomu z przyjaciol ani tymbardziej z
    > rodziny...pozdrawiam:)

    Nie powiedziałabyś ponieważ ...?
    Pozdrawiam
  • marinella522 22.12.09, 12:43
    hej mam podobcy co Ty problem....ale ja jestem jeszcze w takim
    stadium ze mi sie to podoba..mam swiadomosc ze to choroba i jest
    bardzo grozna i zdradliwa ale nie umiem nie potrafie i nie chce
    nawet na chwile obecna zyc inaczej...moim celem ale nie
    najwazniejszym jest byc tak szczupla zeby wreszcie zaczac sie sobie
    podobac...
  • elina-1990 22.12.09, 17:05
    hej:) niedawno uswiadomilam sobie ze jestem chora,( pewnie czytacie setki takich
    postow ) jak dotad oszukiwalam siebie, wymiotowalam, uzywalam srodkow
    przeczyszczajacych jak ja to mowie "zeby poczuc sie lzejsza" dotarlo to do mnie
    kiedy stalo sie to rytualem, robie to codziennie, to jak papierosy ...
    mam przyjaciolke ale nie wyobrazam sobie jak jej to powiedziec boje sie ze
    stwierdzi ze jestem "psychiczna" OKLAMUJE WSZYSTKICH MOICH BLISKICH!!, przez to
    co robie odrzucilam najfajniejszego chlopaka o ktorym marzylam a kiedy on sie
    mna zainteresowal uswiadomilam sobie jak jest mi bardzo wstyd kiedy on dzwoni i
    chce sie spotkac a ja siedze w toalecie ... hmmm a teraz wrocil do bylej ...
    ciezko mi ;(
  • slonce1981 22.12.09, 23:03
    Czesc dziewczyny, byłam chora 1,5 roku. Doradzałam się ludzi w
    internecie co zrobić, bo kazdego dnia po każdym posiłu wymiotowałam
    (wstydziłam się tego i ukrywałam, pewnie jak większość). Wszyscy
    mówili mi, że potrzebuję profesjonalnej pomocy, bo sama nie dam
    sobie rady, jednak bałam się, że inni pomyślą, że jestem nienormalna-
    pewnie to znacie. Jadłam wszystko w ilościach nieograniczonych, co
    mogłam szybko za pare sekund zwymiotować. Raz po pracy kupiłam sobie
    pierś z kurczaka i chciałam zrobić coś pysznego, jednak jak zaczełam
    smażyć, nie mogłam się doczekać posiłku i zjadłam mięso prawie
    surowe, po czym od razu do ubikacji-wtedy poczułam wstręt do samej
    siebie. Obiecałąm sobie, że dam rade. To trwało pare tygodni,
    każdego poranka obiecywałam sobie, że będę jadła same zdrowe rzeczy,
    których nie będę musiała zwymiotować, bo będą dla mnie samym dobrem.
    Wiele razy poddawałąm się, a jak już raz dziennie, to potem był
    kolejny raz...i kolejny... Jednak nie poddawałam się!! Na śniadanie
    jogurt naturany ze zbożami, nasionami itp., na obiad zupka,
    ewentualnie jabłko, które jest dobre dla organizmu, piłam dużo wody
    i nie dawałąm sobie wolnego czasu, na każdą chwilę szukałąm sobie
    zajęcia, to bieganie, to jakiś aerobik. Starałąm się nie mieć czasu
    wymiotować i jeść za dużo. Po jakimś czasie przyzwyczaiłam się.
    Jednak cały czas unikam kalorycznych rzeczy, nie jadam w fast
    foodach i zdaża mi sie zwymiotować ale sporadycznie.
    D Z I E W C Z Y N Y!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    dacie radę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Pomyślcie o zdrowiu, o
    tym ze w przyszłości możecie nie mieć dzieci. Ja z mężem staraliśmy
    się 6 lat, może to nie przez bulimię, a może tak.... po co kusić
    los. Każdego dnia rano mówcie sobie, "DAM RADĘ" pozdrawiam i życzę
    wytrwałości

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.