• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

moj zoladek juz nie trawi ;( Dodaj do ulubionych

  • 19.02.08, 01:00
    hej...
    nie chce sie rozpisywac, bo to nie ma sensu...
    poprostu jestem chora, anoreksja z bulimia na przemian...
    walka kazdego dnia..aby jesc, aby przestac jesc, kazda z nas o zna..

    chce wyzdrowiec, che zaczac jesc jak czlowiek zdrowy..
    tylko moj zoladek juz nie trawi, jest popsuty, nie przyjmuje jedzenia..

    zjadam obiad, ostatni posilek dnia o 17...
    jest godzina 1 am ..noc...
    a obiad ciagle tam siedzi, bo mi sie wszystko odbija i wraca..
    zwariuje zaraz.. chce jesc jak czlowiek...

    czy to wroci do normy..co mam zrobic...
    jak wrocic do zdrowia...ohhh
    Zaawansowany formularz
    • 19.02.08, 09:12
      wroci do normy.
      Moze nigdy do takiej jaka mialas przed choroba ale w normie bedzie sie miescic.

      Mi strawienie pierwszego normalnego posilku zajelo tydzien - olnbrzymi bol +
      krew podczas wydalania ale sie udalo. Teraz jest troszke latwiej (szybciej
      aczkolwiek bolesnie).

      Wiem, ze to straszne uczucie nadal czuc to wszystko w brzuchu. Sproboj jesc
      lekkie pitrawy. Duzo owocow i warzyw. Bardzo duzo sokow - takich w stylu
      Kubusia. Na poczatek to co latwo strawic.

      No i mozesz sie zaopatrzyc w Rennie. Wiem, ze to strasznie flustrujace nie byc
      normalna, ale wierze ze masz sile i ze sobie poradzisz.

      To przejdzie. I wiem, ze ktoregos dnia wszystkie przejdziemy przez dzien bez
      obsesyjnego skupiania sie na tym co jemy.

      Powodzenia,
      • 19.02.08, 12:38
        Dziekuje za rade, dzis na pewno bede jadla delikatnie..
        nie sadzilam ze to bedzie takie straszne,
        brzuch jak balon, bol zoladka, zgaga, biegunka...
        ale wierze ze juz za miesiac to minie, i uczucie ze po zjedzeniu przytyje minie..
        ten strach ze bede gruba jak bede jadla normalnie mnie paralizuje, i ciagle mam
        mysli w glowie zeby przestac jesc i zyc na samych maslankach... i kazdego dnia
        walka...walka...walka...
        • 19.02.08, 15:29
          No wlasnie nikt nie mowi o tym jak straszne jest wychodzenie z choroby. chyba
          wtedy niewiele dziewczyn by szlo w tym kierunku. Ale naprawde warto.

          zawsze sa dobre strony - przynajmniej masz biegunke. Ja mam zatwardzenie -
          delikatnie mowiac. Przez tydzien nie moge sie zalatwic - non toper bol jelit bo
          sa skurczone i jedzenie ciezko przeplywa. A do tego jak juz sie zalatwiam to
          wyje z bolu i tylko placz pozostaje.
          Ale to minie. Organizm sie odbuduje do tego stopnia ze bedzie dalo sie zyc.
          Miesiac powinien wytrzymac. Tylko najwazniejsze teraz zeby nie poprzestac
          jedynie na fizycznym leczeniu ale glowe tez zaczac przemeblowywac.

          Ach i jeszcze przypomniala mi sie jedna rzecz. Na zgage dobre jest jedzenie
          ktore nie ma za duzo smaku. Dla mnie najlepsze byly ciastka ryzowe. No i banany
          sa tez spoko. Nawet jak sie odbijaja to bardzo lagodnie to idzie. Nie czuje sie
          wtedy kwasow zoladkowych tak bardzo.

          Ten strach przed przytyciem jest najgorszy. A smieszne jest to ze przeciez
          zdajemy sobie sprawe ze normalny czlowiek od tego by nie przytyl ale jednak
          strach jest silniejszy. Ja ryczalam przez pare godzin po moim pierwszym posilku.
          Koszmar : (
          I to jest nieustanna walka - ale zwyciestwo bedzie przepiekne. Ach, lubie sobie
          wyobrazac jak bedzie wygladalo jedzenie bez tych chotych mysli w glowie. Wierze
          ze kiedys stanie sie to czyms normalnym.

          No a na teraz: Do Boju!
          Powodzenia
          • 19.02.08, 15:47
            Zgadzam sie z Toba zupelnie...
            Przeciez jak normalnie sie je, to organizm spala wszystko i sie wogle nie
            tyje... tylko ten strach jest taki wielki, ze lepiej nic nie jesc, albo
            zwymiotowac...
            ja tez juz nie moge sie doczekac, kiedy normalnie zasne , nie myslac ile kalori
            zjadlam i ile bede jadla w nastepny dzien..
            i jak pojde do sklepu, to nie bede sprawdzac jak jakis psychol, ile kalori ma
            ten jogurt a ile tamten...
            czasami przychodzi taka wolnosc... i czuje sie taka szczesliwa...

            PS. a biegunke mam, bo pije jakies chinskie ziolka na trawienie, bo bez nich tez
            mialabym problem :// sa dobre,chociaz w smaku obrzydliwe..
            • 19.02.08, 22:39
              ej kobitki główki do góry. to normalka bedzie ze przez jakis czas zarcie sobie lezy w brzuchu i nie chce za cholere isc w druga strone...bede moze malo delikatna ale glosne burczenia, i gazy, odbijanie sie ciagle to pierwszy objaw powolnego rozkrecania sie rozleniwionego zoladka, ale zaraz to szybko sie naprawi szybciutko, szybciej niz wam sie wydaje. ja co dzien jestem pelna zdumienia ze tak ladnie wszystko mi pracuje, po tylu latach ciezkiej postaci bulimii, tylko usmiechac sie jakos tak do siebie do lustra nie lubie bo w buzi zniszczenia:) ale i tak tyle jest plusow-czujesz sie jakby podarowano ci nowe zycie...czsemze zdumieniem analizuje 8 lat moich najlepszych lat-koniec sredniej szkoly i studia ktorych polowe spedzilam z glowa w kiblu...moj Boze jak dobrze ze to sie skonczylo. Naprawde warto wyjsc z tego i walczyc o kazde najdrobniejsze zwyciestwo.
              • 20.02.08, 20:18
                dzis mija POL ROKU! od kiedy jem bez wymiotowania i ciaglego
                glodzenia sie...
                Ale WALCZE (drukowanymi, bo to nie takie: a mozeby z tym skonczyc...
                tylko prawdziwa ogromna walka - z czego widze, taka jaka i Wy
                prowadzicie) od roku (pierwsza rocznica...)

                moj brzuszek nie chcial "szybciutko" wrocic do normy.
                Nie chce zrazac przed decyzja o zdrowieniu, bo wiem ze warto.
                Ale: moj zoladek po niemal 5 miesiacach pozbawionych jedzenie
                (schudlam 15 kilo) nie przyjmowal jedzenia i reagowal na nie
                POTWORNYM bolem... znacie to, nie? :(
                i trwalo to tygodniami...mialam naprawde dosc.
                Chcialam by to minelo w miesiac i bym znow byla soba-taka jak
                dawniej...
                minal miesiac a ja wciaz nie moglm jesc.
                Po niespelna 2 miesiacach, po kazdym posilku bolalo od przelyku az
                do konca, a mdlosci byly tak potworne, ze przestalam wytrzymywac i
                wpadlam w bulimie... (mialam ja przed anoreksja)
                po okolo 3 miesiacach faktycznie zoladek przyzwyczail se do
                jedzenia. Rozciagnal sie troszke i miescil wiecej niz lyzke
                twarogu...

                Przez te kilka miesiecy jadlam tylko bardzo lekkostrawne i tak jak
                pisalyscie, jak najbardziej bezsmakowe potrawy - z innymi bylo
                trudniej.

                Przez kolejne miesiace musialam jednak walczyc z bulimia.
                i to byl czas kiedy "ustawialam" sobie wszystko bardzo dokladnie w
                glowie.
                Bo samo cialo wyleczyc nie wystarczy.
                To choroba serca-duszy.
                Cialo to objaw. Jak kaszel przy zapaleniu pluc...

                teraz jest juz wszystko naprawde ok.
                Mysle zdrowo.
                Jem wszystko
                a co najpiekniejsze:
                sa potrawy, ktore naprawde lubie! :)

                dlugo marzylam by nadszedl znow dzien gdy jedzenie nie bedzie tylko
                z musu i nie bedzie jedynie bolem, a na nowo stanie sie
                przyjemnoscia a jednoczesnie stanie sie tak naturalne jak oddychanie
                czy spokojny sen...na ktory rownie dlugo czekalam...
                • 20.02.08, 21:30
                  Naprawde ciesze sie ze odpisalas na tego posta, bo mi bylo glupio pisac jako
                  pierwszej ze zoladek sie tak szybciutko nie przestawia. Nie chcialam byc ta
                  ktora zabija pogodny nastroj : P
                  ja pamietam jak pierwszy raz wychodzilam z bulimii ktora nie byla nawet powazna
                  - wymioty raptem kilka razy w miesiacu i gastroskopia nie wykazala wiekszych
                  nieprawidlowosci. Ale do tej pory nie moge jesc niektorych rzeczy zeby sie po
                  nich nie rozchorowac. Moj zoladek nie trawi normalnie i pewnie juz nie bedzie.

                  Zwlaszcza ze mam masywny nawrot anoreksjii ktora pociagnela za soba bulimie (za
                  pierwszym razem bylo podobnie). Bol przy trawieniu znamy... a raczej BOL!!!
                  Ciesze sie ze ci sie udalo i naprawde motywujacy jest twoj post. Latwo nie
                  bedzie ale na koncu sie wygrywa.
                  A walka faktycznie jest wielka. Ludzie nie potrafia tego zrozumiec - dla nich to
                  "zacznij jesc normalnie" ale to jest duzo bardziej potezne.

                  Ach i chcialam jeszcze dac jedna rade: Nie daj sie wrobic w to klamstwo, ze ED
                  nie jest choroba! Ze to twoja wina jesli bedziesz miala atak mimo tego ze chcesz
                  wyzdrowiec. Ja walczylam z tym przez miesiac. Ludzie mi mowili ze za malo sie
                  staram, ze moge to kontrolowac. Zaczelo sie polepszac keidy uswiadomilam sobie
                  ze nie moge - zdjelo to ze mnie czesc winy, co zahamowalo czesc atakow. To jest
                  choroba - nie mowie tego na zasadzie "wiec nie walczmy bo i tak nie bedziemy
                  tego kontrolowac" tylko w sensie "Nie robimy tego do konca celowo. Da sie to
                  pokonac ale nie utop sie w poczuciu winy jakie otoczenie probuje na ciebie zrzucic"
                  • 20.02.08, 22:36
                    "ta zla"...? ;)
                    swietnie sie czuje w tej roli... ;)

                    ja tez nie moge jesc wszystkiego.
                    Przed ED nie mialam np takich problemow jak: wzdecia.
                    Teraz to juz norma.
                    Warzywa, pieczarki, owoce sezonowe...brzuch jak w 8.miesiacu... ;D

                    No ale ja katowalam sie ponad 3 lata i to bardzo intensywnie...
                    Nadal wstyd mi sie przyznac, ale ja nie robilam tego by schudnac,
                    ale by sie zabic...no i prawie mi sie udalo... :/

                    zwlekam z pojsciem do lekarza i zrobieniem badan, ale musze
                    przestac, bo chyba watroba siada...

                    Mysle, ze kazdy przypadek jest inny.
                    Kazdy organizm w roznym stopniu wytrzymaly.

                    Chce tylko zebyscie sie nie zalamywaly jesli po miesiacy czy 2.
                    dalej nie bedzie dobrze...
                    Mi powrot do stanu: "w miare dobrze" zajal POL ROKU!!!

                    Przez 6 miesiecy mozna przestac wierzyc, ze to sie moze kiedykolwiek
                    udac...ale wierzyc TRZEBA.
                    Bo tylko ta wiara w wyzdrowienie moze Nas z tego uratowac.
                    :)

                    Mysle, ze jestem na dobrej drodze by z tego wyjsc.
                    Zyje juz prawie normalnie.
                    Problemy zdrowotne sa, bo trudno mojem biednemu, katowanemu
                    organizmowi wrocic do stanu idealnego (wciaz wierze, ze to jeszcze
                    mozliwe) ale psychicznie jestem juz niemal zdrowa!

                    Kocham zycie
                    nie chce sie zabic
                    Lubie jesc
                    nie przesladuja mnie natretne mysli typu: "njedz sie i
                    zwymiotuj!" "nie jedz! po co ci to?" itp...
                    Nie boje sie ze przytyje, ze znow bede gruba (kiedys bylam)
                    Nie skupiam sie juz tak na jedzeniu.

                    Wiec sie da. :)


                    jesli ktoras ma jakies pytania, watpliwosci itp, to piszcie, z
                    checia odpowiem, jesli moze to komukolwiek pomoc.
                    moj adres:
                    ula_wlm@wp.pl


                    ZYCZE MNOSTWA SIL!!!

                    Macie je w sobie...
                    :)
    • 21.02.08, 10:34
      Dokładnie wiem o czym mówicie Miałam anoreksje i już z niej wychodzę
      WALCZĘ! Chcę jeść normalnie ale żołądek nie przyjmuje jedzenia Teraz
      jest troszeczkę lepiej Jem jak małe dziecko ;) nawet 6 posiłków w
      ciągu dnia Mało, po trochu... Mam nadzieje że dzięki temu dojdę do
      poprzedniego normalnego jedzenia. Nadal jednak liczę kalorie nie
      potrafie do końca zapomnieć o tym i całkowicie oddać się radości z
      jedzenia ;( Ale przynajmmniej nie biorę już tabletek
      przeczyszczających także jakiś postęp jest ;/
      Pozdrawiam wszystkich cieplutko
      • 21.02.08, 15:30
        gratulacje!!! :)

        tak trzeba: pomalu, malutkimi kroczkami.
        Duzo malusienkich posilkow na poczatek.
        Ja zaczynalam od lyzeczki twarozku i rzodkiewki. I tak co godzine:
        lyzka do buzi i czyms sie zajac.
        Pol kromki chleba to bylo za duzo... :/
        Ale z tygodnia na tydzien moglam jesc coraz wiecej i dodawac do
        swojego menu nowe potrawy.

        Smialam sie z siebie, ze sie na nowo ucze jesc jak niemowle... ;)
        ale tak to wlasnie wyglada. Musimy nauczyc sie od nowa.

        Od mojej pierwszej lyzeczki twarozku minal rok...ostre chilly, czy
        kebab (pycha...) sa nadal nieosiagalne (za ostre) ale wszystko inne
        juz jem.

        Dziwnie sie na poczatku patrzyli na mnie w domu.
        Moi rodzice nie zdawali sobie sprawy z powagi sytuacji, ale pomalu i
        oni uczyli sie mnie.
        Nie krytykowali mojego jedzenia.
        Nie wmuszali we mnie jedzenia, nie krzyczeli, nie zmuszali...tylko
        czekali i patrzyli jak sie staram. Wspierali mnie i kupowali mi mase
        warzyw, twarogu i smietany, owoce, sery, mieso, zebym mogla po to
        siegac gdy tylko chce.

        I za to jestem Im bardzo bardzo wdzieczna.
        Za ta niema obecnosc i niewidzialne wsparcie...

        (niewidzialne, bo Ich cala moja choroba przerazala, przerastalo Ich
        to, wiec prawie wcale ze mna o tym nie rozmawiali. Uciekali od
        tematu, ale nie bronili mi sie leczyc jak chce. Widzieli pozytywne
        wyniki, wiec cieszyli sie razem ze mna. :)
        A od rozmawiania o ED byl i jest moj Chlopak. )

        Nie rezygnujcie, mimo bolu i zwatpienia, ze sie jednak nie uda, ze
        moze tak musi byc skoro minelo tyle tygodni a dalej jest zle...
        To nie prawda.
        Bol minie, mina obsesyjne mysli o jedzeniu, zwatpienie w sens zycia.
        To minie i pozostanie usmiech i szczescie.
        Niepowtarzalnym uczuciem jest ta radosc: ze zyjesz od nowa. Zyjesz
        szczesliwa. ZYJESZ...a nie tylko trwasz...
        :)
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.