• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

wasze sposoby na powstrzymanie ataku

  • 05.05.08, 21:07
    witam,

    jakie macie sposoby na unikniecie ataku, szczgolnie gdy wiecie, ze
    sie zbliza i za chwile wciagniecie wszystko jak odkurzacz? moze jak
    sie nimi podzielimy to bedzie nam latwiej, bedziemy mogly je od
    siebie "zapozyczac" i trenowac silna wole bo przeciez to wazne?
    Edytor zaawansowany
    • 05.05.08, 21:21
      wymiotowanie, glodzenie sie itd, to u mnie sposob na odreagowanie
      emocji, ktorych nie moge okazac inaczej...
      Ale znalazlam kilka sposobow na siebie:
      ide na spacer (czasem to niemozliwe, bo ataki mam na ogol wieczorem-
      poznym)
      wtedy pisze (to mnie bardzo uspokaja)cokolwiek, na kompie, na
      kartce...
      Maluje - tez cokolwiek, chocby plamy, byleby jakos odzwierciedlic
      swoje uczucia i emocje -bol, gniew, zal...

      nie wiem, co Ciebie uspokaja:
      gdy jestem bardzo zla to tluke sie z moim chlopakiem poduszkami-
      bardzo pomaga. ;)
      najbardziej to bym chciala pojsc na jakies pustkowie, jakas gore i
      pokrzyczec ile tylko starczy sil... ale to niestety niemozliwe... :(

      Najwazniejsze to w jakis "bezpieczniejszy" sposob odreagowac emocje.
      To trudne, bo wiem ze najlatwiej jest mi sie najesc i wszystko
      zwymiotowac...ale nie chce byc chora wiec szukam codziennie nowych
      sposobow by uspokoic sie inaczej.
    • 05.05.08, 21:41
      Zawsze mam w szafce paczkę gum orbit dla dzieci, tych różowych, słodkich ale bez
      cukru. Wpakowuje sobie pół jej zawartości i czekam aż mi przejdzie. A jak nie
      przejdzie to żując kolejne pół paczki skakam w miejscu próbując "wykurzyć" z
      siebie te emocje ...

      CHolernie, cholernie ciężko... :(((
      Bosze...w co ja się wpakowałam...
      • 05.05.08, 22:14
        w ciągu 2 lat choroby udało mi się go opanować może 2 razy. haha...
        najbardziej mnie motywuje chęć chudości. wiem, że jak zjem nie będę
        chudła, nawet jeśli to wyrzygam. a teraz nawet jak rzadziej rzygam i
        tak jem, jem, jem. matko ;/ to jest życiowa porażka. jestem
        śmieciem ;/
        • 05.05.08, 22:22
          hmmmm..tzn. ja wsumie nigdy sie tak bardzo przed nimi niebroniłam...
          ale jak juz cos to znajduje sobie jakies zajecie zeby o tym niemyslec
        • 23.09.08, 15:53
          tak,mam tak samo identycznie jak moja przedmowczyni gemma_brogan.
          to juz chyba koncowe stadium..bo nie probujemy tego opanowac..tylko
          grnac bardziej i bardziej w chec bycia chudsza..
          ja tez opanowalam swoj glod moze 2,3 razy...ale w przeciagu 3 lat
          bulimi.
          Najlepsza motywacja-chec schudniecia.
          --
          -Skazana..nieswiadoma tego-
      • 05.05.08, 23:26
        orbit dla dzieci są dobre:) też znam ten patent.
    • 06.05.08, 11:17
      Witam, ja polecam zwrócić się do zaufanej os(która wie o chorobie)i powiedzieć o
      zbliżającym się ataku.Rozmowa w bezpiecznym towarzystwie potrafi czynić
      cuda...Można spróbować powiedzieć o swych uczuciach,
      bezradności,beznadziejności, bólu, leku, nudzie(które bywają wywoływaczem
      napadów) drugiemu człowiekowi, a nóż on znajdzie sposób na powstrzymanie się od
      objawów. Czasem wystarczy, ze potrzyma za rękę, pokaże jak nas kocha i jak mu na
      nas zależy. Jak mi jest źle, a obok nie ma nikogo wtulam się w kota,a on
      wywołuje we mnie tak ciepłe uczucia, ze przełamuje podszczypujące mnie
      kryzysy.Trzymam się go kurczowo tak długo,aż "wyciągnie" ode mnie złe fluidy....
      Myślę, ze można też sobie zawczasu przygotować listę minusów i plusów(którą
      sugeruje w innym poście galaaa1),wyciągnąć ją jak zbliża się napad...no i czytać
      czytać czytać,szczególnie te paskudne minusy, może wizualizacja okropieństw
      następujących po ataku, odrzuci od żarcia...Albo ewentualnie wyobrazić sobie os,
      którą kochamy i która nas darzy uczuciem, ze jest obok i patrzy na nas z bólem w
      oczach, gdy wymiotujemy...Czasem z miłości, by zaoszczędzić cierpienia
      ukochanym, potrafimy dokonać zadziwiających rzeczy...Cudnie byłoby na siebie
      popatrzeć ze współczuciem, ciepłem, uznaniem, zrozumieniem, MIŁOŚCIĄ, tak jak
      sie patrzy na malutkie, bezradne i zagubione dziecko.
      Jeśli nie ma czasu i siły na takie techniki(wymagają treningu) włączyć swa
      ulubioną muzykę, film, wykrzyczeć się, stłuc talerz:)trzasnąć drzwiami,popłakać
      sobie,głęboko pooddychać, ponarzekać...Wersja hard core to wyrzucenie jedzenia
      di kibla, żeby nie można było później odzyskać! Warto mieć kilka takich
      alternatywnych zach, po które zawsze można sięgnąć. Ja, od kilu mcy, nie mam
      objawów ale dalej zdarzają mi się wykańczające huśtawki nastrojów(ogień zapalny
      dla objawów)i wtedy, by wrócić do równowagi stosuję swe triki, a nade wszystko
      modle się i wtedy wiele burz we mnie cichnie..Najgorzej jest, kiedy nie daje się
      sobie szansy nawet do pomyślenia, tylko od razu zaczyna sie wpieprzanie, bo
      wtedy niewiele argumentów przeciw wymiotowaniu, jest w stanie do nas
      dotrzeć.Dlatego warto nawet przeciągnąć w czasie moment objadania sie
      i"wyrzucania", bo może kilka chwil później uda sie zastosować jakąś zaporę i
      zamknąć wentyl rzygania.
      Ost czytałam ks Berta Hellingera "Porządki miłości" i tam podaje sposób na
      powstrzymanie sie od objadania itd. B H mówi najpierw "...Ktoś popada w
      uzależnienie, jeśli matka mu powiedziała: To co pochodzi od ojca jest nic
      niewarte. Bierz tylko ode mnie. Wtedy dziecko mści sie na matce i bierze od niej
      tak dużo, ze aż mu to szkodzi.Uzależnienie jest więc zemstą dziecka na matce,
      która nie pozwala mu brać od ojca..."w innym mscu pisze "Przy bulimii syt
      rodzinna jest taka, że dziecko moze brać tylko od matki, a nie moze brać od
      ojca. Bierze od matki z wierności do niej, a z wierności do ojca wypluwa to, co
      wzięło. W ten sposób jest lojalne wobec obojga rodziców". I wreszcie mówi
      "Uzależnienie w ogóle, a zwłaszcza bulimia, są wyleczalne, jeśli chory nauczy
      sie w obliczu matki brać także od ojca np jeśli bulimiczka przy każdym kęsie
      powie: Od Ciebie kochany tato, biorę to chętnie" Bert napisał tez kiedyś ,"że
      problem bywa z reguły przyjemniejszy niz rozwiązanie...", bo czasem "cierpienie
      jest łatwiejsze niż działanie" a rozwiązywanie boli. Wspomniał też że" kryzysy
      rozwiązuje sie wtedy, kiedy dochodzą do ostatecznej granicy" i ostatnia rzecz
      "te same siły, które prowadza do choroby, również z niej wyprowadzają"(taka siłą
      jest miłość).Polecam w spokoju rozważyć te słowa i wziąć z nich to, co uważacie
      za słuszne i dla się właściwe...Wierzę, ze można wyjść z ano i buli, myślę też,
      ze nadzieja dodaje skrzydeł...Wiem, ze kiedyś uniosę sie wysoko nad tym
      śmierdzący bagnem i odpłynę daleko,tracąc je z horyzontu mego życia...Wam
      również z całego serca tego zyczę, ratujcie się jak potraficie, zawsze
      warto!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • 06.05.08, 12:05
      aha przypomniała mi się jeszcze jedna sprawa, że pewne rzeczy trzeba po prostu
      przeżyć i wypić je do dna...nie da się niektórych sytuacji i uczuć uniknąć a
      walka lub chowanie się przed nimi, tylko dodaje "przeciwnikowi" siły...Jeśli
      napady są wyzwalane przez jakieś konkretne uczucia(smutku strachu nudy...), to
      może trzeba je po prostu przetrzymać, przeżyć...zamiast zmieniać lub
      zagłuszać...Człowiek nie może szukać w życiu tylko przyjemności, zadowolenia itp
      powinien też czasem przyjmować ból, cierpienie smutek itd, bo te emocje również
      nas tworzą, nie mozna ich zupełnie w sobie wykosić...Czasem warto pozwolić im
      działać..Na początku "21 gram"jest takie zdanie "gdy wypali sie ból, pola znów
      się zazielenią..."Jak ktoś oglądał ten film to wie, ze nawet największe tragedie
      się kiedyś kończą, niosąc za sobą nowe życie. Najpierw jednak trzeba z pozwolić
      się wypalić temu co zle...przyjąć z pokorą to co przynosi nasze
      istnienie...Jeszcze raz życzę siły, wiary i wiele miłosci w sobie i na zew....
    • 06.05.08, 16:12
      Ja już jestem czysta 8 dni bez wymiotów i bez przeczyszczaczy.
      Sposobem okazała się wizyta brata mojego chłopaka- poprostu nie mam
      okazji tego robić bo on kamieniem w domu siedzi a jak gdzieś wyjdzie
      to przecież nie wiem kiedy wróci a nie przeżyłabym przyłapania:( w
      sumie mogłabym się zamknąć w łazience puścić wodę i ... ale nie -
      będę silna ! tylko dlaczego nie mogę się doczekać kiedy pojedzie i
      będę mogła wrócić do swoich procederów ? :(((((( beznadzieja...
      • 22.05.08, 23:51
        A moim sprawdzonym sposobem jest picie dużej ilosci coli light, wtedy mam pelen brzuszek i nic więcej mi się w nim nie mieści.... A jeśli mi się uda to zmuszam się żeby zadzwonić do najbliższej mi osóbki i rozmawiamy, aż jestem pewna, że nic nie zrobie.
        • 01.07.08, 21:42
          ja już nie mam siły walczyć...czytam i czytam ...Wasze wypowiedzi rady
          lekarzy...dorosłych a taka naprawdę nie wiem dalej jak mam żyć....najpierw
          schudłam aby ktoś mnie zauważył teraz nie chce aby ktokolwiek widział mnie w
          stanie napadu...boje się...rodzina najpierw mówi abym "normalnie jadła"ale co to
          znaczy normalnie....przez 2 dni jajko i jabłko a potem WSZYSTKO....to mnie
          przeraża..nienawidzę samej siebie..niby taka ambitna i odpowiedzialna jestem w
          oczach innych ludzi a tak naprawdę nikt nie wie co czuje bo sama dla siebie
          jestem kompletnym zerem...potzrebuje pomocy ale sama nie wiem jakiej...mogliby
          mnie podłączyć do kroplówki tylko abym schudła...nic więcej....przezpraszam ze
          napisałam...trochę nie na temat
          • 02.07.08, 08:34
            ile masz lat?
            byłas u psychologa?
            • 03.07.08, 08:21
              jeszcze tego nie stosowalam ale własnie wymyslilam ze jak bede sama w domu i
              bede miala napad to złapie mojego psa, bede go przytulac i z nim rozmawiac, a
              jak jestem z kims w domu to uciekam do swojego pokoju i ryczę ..
          • 23.09.08, 15:57
            zapomniana294
            zapomniana mam bardzo podobnie.,..:(
            moze porozmawiamy?
            o tym..moze pomoze..
            --
            -Skazana..nieswiadoma tego-
    • 03.07.08, 19:14
      Mam parę sposobów na obżarstwo, jedne sprawdzają się bardziej, inne mniej.

      Podstawowy mój sposób nie każdy będzie mógł zastosować, na pewno nie ten kto mieszka z rodziną. Polega na NIE ROBIENIU ZAPASÓW.
      Nigdy nie kupuję nic z wyprzedzeniem, jedynie rzeczy których po prostu nie da się wchłonąć w czasie ataku: płatki owsiane, kasze gryczaną, sezam...itp. Niestety jak kupuję sobie parę jogurtów z zamiarem że zjem sobie po jednym na każdy dzień, to się nie udaję :( Tak samo z kupowaniem owoców, płatków musli, serków wiejskich, bułek...itd, itp. Zawsze jak jestem głodna biorę 3 zł i idę do pobliskiego sklepu i kupuję coś na co mam ochotę. Jak chcę zrobić sobie obiad to kupuję też danego dnia wyliczoną ilośc składników.

      Staram się też nie trzymać dużej ilości pieniędzy w domu, jedynie na koncie.Dzięki temu w osiedlowych sklepikach, gdzie nie można płacić kartą, nie mam jak w trakcie zbliżającego się ataku zrobić wielkich zakupów.

      Jak mnie bierze na obżarstwo piję dużo herbat: owocowych, ziołowych [ale nie przeczyszczających!!] i kawę z mlekiem. Upychają żołądek, sprawiają wrażenie że czuję się pełna i nie zmieszczę już nic więcej. Co prawda to wrażenie utrzymuję sie dosyć krótko, dlatego często nawet po 20 takich kubków herbaty wypijam na dzień, jak nie więcej.

      Organizuje sobie całe dnie. Co prawda bulimia sprzyja raczej izolowaniu się od ludzi, ale zmuszam się czasem do wyjscia do ludzi, do pojścia tu i tam, do załatwienia zaległych spraw, tak żeby nie mieć czasu na obżarstwo.

      Jak mam ochotę na słodycze i wiem że nie skończyłabym na jednym batonie, to "wolę" się już objeść suszonymi owocami: biorę rodzynki i staram się nimi napchać albo suszonymi śliwkami, daktylami.
      Mniejsze zło. Zresztą tak wiele się tego zjeśc też nie da, bo-szczególnie daktyle- strasznie zasładzają.

      Piję dużo wody w trakcie dnia. Czasem można łatwo pomylić głod z pragnieniem. Zresztą woda też zapycha i człowieka tak nie ssie.

      Oczywiście to nie mają być rady jak w ogóle się pozbyć głodu i nic nie jesć ale jak powstrzymać to najgorsze- ssanie w zoładku, kiedy się czuje że by się pochłoneło wszystko.

      Zycze powodzienia i mam nadzieję pomogą wam te rady :)


      • 06.09.08, 00:28
        Właśnie przyszłam na to forum, by założyć wątek o identycznym pytaniu... :) Jak
        miło, bo znalazłam już kilka odpowiedzi. Bardzo podobały mi się te z jednego z
        pierwszych postów - o malowaniu i pisaniu.
        Czytając kolejne (w których było wiele o jedzeniu i zaspokajaniu głodu czy
        pragnienia) stwierdziłam, że przecież to nie do końca jest sposób. Atak i cała
        ta choroba to kwestia psychiki, problem emocji, a nie żołądka, tego, czy jest on
        pełny czy pusty i ssie.
        Jeżeli więc macie jeszcze pomysły na poskromienie, wyciszenie emocji, która
        domagają się tego, byśmy się znowu naopychały jedzeniem, piszcie, proszę...
        Ja nie wiem, co polecić :/ Dziś znowu nie zatrzymałam ataku :(
        • 09.09.08, 10:23
          czesc, weszlam dzis na google i wpisalam haslo bulimia, bo nie wiem
          gdzie mam szukac ratuknu, nikt o tym nie wie...jestem duszą
          towarzystwa i wszyscy myślą, ze nie mam żadnych problemów...a tak
          naprawde nienawidzę siebie...mówią, ze jestem ładna mądra i przede
          wszystkim mam fajną figurę, czego ja nie widzę i caly czas katuje
          sie dietami, ostatnio mam znowu te pier...ataki, dzis wyrzygalam
          całe śniadanie, bo doszlam do wniosku, ze i tak jego nie spalę, a
          mialam od dzisiaj się odchudzać i nie wyszło...nie wiem co mam
          robić, nie mam chłopaka i to mnie chyba tak przybija...pomyślalam,
          ze moze nam obu będzie lepiej, jak sobie popiszemy o tym
          beznadziejnym problemie
          • 22.09.08, 18:33
            ja polecam zapalenie papierosa lub zucie gumy, jednak kiedy moj stan psychiczny nie jest stabilny nawet to nie pomaga. chcialabym umiec zjesc jak normalny czlowiek jedna miske platkow z mlekiem albo kawalek ciasta bez wpadania w atak i bez wyrzutow sumienia. kiedys umialam sie ograniczac i uwazalam zyganie za cos amoralnego bo to marnowanie jedzenia tylko w celu zaspokojenia przyjemnosci, teraz juz mam mniejesze opory co do tego bo wiem ze nie wytrzymam psychicznie i fizycznie bo obrzarciu. zawsze po ataku placze, umieram z bolu brzucha, czuje sie pusto i bezwartosciowo, czasem mam ochote sie zabic. chcialabym sie z tego wyleczyc ale za kazdym razem jak patrze na siebie w lustro wydaje mi sie ze przytylam chociaz tak naprawde to chyba urojenie bo waze tyle samo co wczesniej. czuje sie nienormalna.
      • 23.09.08, 16:02
        ehes te rady sa glupie..przynajniej ta ze nie nalezy trzymac
        pieniedzy w domu..albo ze do sklepu nalezy wziac 3 zl.albo nie robic
        zapasow..
        przeciez przecietna bulimiczka wie o tym ze musi sie zabezpieczyc
        tym wszystkim ..nie da sie tak jqak piszesz..przeciez ja o tym
        marze..pragne tylko zeby tato dal mi z 20 zl zebym mogla poleciec
        zrobic sobie słodka uczte z ciasteczek..:|
        nie da sie tak ..glupie porady.
        --
        -Skazana..nieswiadoma tego-
        • 23.09.08, 16:42
          Po pierwsze, dziewczyny nie wypisują tu rad, tylko swoje doświadczenia, jak
          sobie radzą. Po drugie,wszystkie rady są mądre, jeśli komukolwiek
          pomogą,przynajmniej wg mnie. Może pomogą tym "nieprzeciętnym" bulimiczkom ;)
          Każda z nas jest inna i nie sądzę, żeby był jakiś uniwersalny zestaw rad jak
          sobie radzić z atakami. A warto pisać wszystko, a nuż komuś pomoże.
    • 23.09.08, 15:20
      Ja miałam kilka sposobów:
      1.nie robienie zapasów, jak już wspomniała inna osoba;
      2.czajnik i napoje w pokoju (zwykle po to wychodziłam do kuchni , a kończyło
      się to przypadkowym natknięciem na jedzenie ...wiadomo, atak);
      3.ustalenie z mamą (wtedy mieszkałam z rodzicami), żeby nie gotowała kilku
      niektórych potraw, od których dostawałam szału;
      4.branie jak najmniej pieniędzy ze sobą przy wychodzeniu na uczelnię, w ogóle z
      domu i usiłowanie nie kupowania żadnego jedzenia na mieście (bo u mnie to zwykle
      powodowało lawinę);
      5. może to głupie, ale pomagało czasem -gdy dostawałam ciśnienia na jakąś
      konkretną rzecz to próbowałam sobie wyobrazić,ze już to zjadłam, wyobrażałam
      sobie ten smak i to, ze już mam to w żoładku;
      6.najbardziej- nie doprowadzanie się do głodu, czyli jedzenie gdy tylko zbliżał
      się głód, lub wcześniej albo a) małych porcji, albo b) czegoś od czego miałam
      pewność, ze nie przytyję.

      Więcej teraz nie pamiętam, choć pewnie coś jeszcze było, no i wszystkie punkty
      oczywiście i tak z dużym wysiłkiem psychicznym.
      • 24.09.08, 03:58
        Ja odkad probuje walczyc z atakami wlanczajac w to moja dwu letnia
        przerwe po ktorej wrocilam to nie moge zapomniec o gumie do zucia o
        tym ze bez cukrowa to chyba nawet wspominac nie musze...najlepsza
        jest wlasnie tak jak wspomniala ktoras z moich poprzedniczek ta dla
        dzieci...matko ale ilosc tej gumy zutej przezmnie w tym wypadku jest
        porazajaca...poprostu jedna za druga...praktykowalam tez metode z
        cola light i tez byla dla mnie pomocna.Gdy czujemy ze bedzie zle
        polecam wyjscie z domu ale bez zadnego zabezpieczenia finansowego bo
        wtedy jest niemalze pewne ze polecimy sie obkupic...czesto tez w
        takich chwilach wsiadam na rower i pedze przed siebie.Metoda ze
        spotkaniem z przyjaciolka czy inna osoba ktora dazymy zaufaniem tez
        jest dobra (na mnie dzialala).Czasami jednak nie mam mozliwosci zeby
        wyjsc i wtedy staje sie nerwowa i wszystko odbija sie na moich
        rodzicach bo robie sie agresywna i caly czas szukam sposobu zeby nad
        tym zapanowac...wsiadam na rower stacjonarny albo dzwonie do kogos
        tak zeby pogadac kombinuje a czasami poprostu siadam i rozwiazuje
        krzyzowke zajmujac mysli...Ja najczesciej mam ataki wieczorami wiec
        zazwyczaj jestem juz zmeczona po calym dniu...po pracy i poprostu
        biore dlugi prysznic i pedze do lozka spac byle by uciec...sama caly
        czas szukam jakis sposobow:)
        • 24.09.08, 14:19
          A mój sposób to nie szukanie sposobów, tylko pójście na
          psychoterapię. Skoro przyczyna obżarstwa leży głębiej, to nie ma co
          szukać doraźnych metod! Z pomocą specjalisty należy poradzić sobie z
          przyczyną, a nie oszukiwać się, że istnieje jakieś cudowne "zamiast-
          obżarstwo".
          • 25.09.08, 13:45
            Nie zgodze sie z toba...no moze po czesci ze w jakis sposob to
            oszukiwanie siebie...ale mi nawet psycholog do ktorego chodzilam na
            terapie kazal znalesc jakies ujscie jakis sposob zeby nie miec
            atakow i nie wymiotowac np wyjsc gdzies wtedy do zaufanej osoby i
            pogadac...z tego co ja zauwazylam psychoterapia nie zaczyna
            od "leczenia"przyczyny tylko malymi krokami do tego dochodzi a na
            poczatku probuja zwalczyc ataki i ladowanie w kiblu...ale to moje
            takie obserwacje na wlasnym przykladzie...pozdrawiam
            • 28.09.08, 21:18
              mi pomaga nie robienie zapasów i rzucie gumy ale najbardziej to
              POMAGAŁA rozmowa z moim chłopakiem....niestety bardzo sie oddalił
              ode mnie z powodu własnie bulimi....jest mi teraz baaaaardzo cieżko:-
              (nie mam z kim pogadac,nie chodze do lekarza bo nie mam takiej
              mozliwosci.....jest naprawde ciezko..w ciagu ostatnich 24 dni
              wymotowalam 4 razy....to jest mój sukces ze tyle wytrzymalam..
              • 29.09.08, 13:14
                Przestudiuj ten wątek, a nuż któryś z wymienionych sposobów trochę Ci pomoże i
                załóż nowy wątek z prośba o rozmowę. Zauważyłam, że jeśli ktoś bardzo
                potrzebuje (jak Ty) osoby do stałej rozmowy to zawsze ktoś zareaguje i da gg czy
                maila.
                Poza tym może tu ktoś Ci tu doradzi co zrobić z tym "brakiem możliwości"
                leczenia. Opisz o co chodzi - ale nie w tym wątku, on jest od czego innego ;).
    • 08.10.08, 12:53
      Ja:
      - włączam komputer i jakąś gierkę, gram w coś co wymaga mojej stałej
      uwagi i zajęcia oby rąk
      - idę na spacer bez pieniędzy
      - żuję gumę ale miętową bo owocowe sprawiają, że mam ochotę na
      słodycze
      - piję wodę niegazowaną (gaz pobudza żołądek)
      - NIE piję Coli light bo ona sprzyja napadom. To udowodnili już
      lekarze, że (każdy, nie tylko chory na bulimię) jedząc coś ze
      słodzikiem oszukuje swój mózg. Mózg myśli, że dostał cukier ale
      fizycznie go niema więc zaczyna go szukać, żeby go faktycznie dostać.
      • 08.10.08, 13:40
        a ja jeszcze ostatnio w przyplywie "adrenaliny" zaczelam uciekac na
        rower...dobre dzialanie...kurcze ja tez zuje gume to sie stalo
        okropnym nawykiem bo teraz caly czas miele geba...czasem naprawde
        jestem przerazona ilosci tej gumy...chce nad tym jakos zapanowac ale
        nie potrafie...
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.