Dodaj do ulubionych

Kraków - dr Curyło, Czy warto?

19.07.09, 00:52
Witam Was!

Witam po długiej przerwie - od pisania, nie od choroby niestety.
Nakreśle po króce moją sytuację. Bulimie( tak juz to nazywam) mam jakieś 8 lat - licząc od niwinnych początków. Intensywnie wymiotuje może 6. Mam 22 lata i poważny problem ze sobą. Początki - to była chęć bycia szczupeljszą, tak nie dużo, tak "normalnie", później sposób na stres, hobby, czy nawet dieta ( choć teraz od tego tyję, lub może poprostu jak coś zjem - i zostawie - to nie trawie), więc wydaje mi się, że jakbym zaczeła normalnie jeść (tak już miałam), to będę tylko tyła - chyba, że jadłabym jedną marchewkę dziennie...
W liceum, za sprawą ówczesnej miłości chidziłam do lekarzy. Chłopak mobilizował i byłę chęci. Przestałam i od trzech lat nie byłam u żadnego psychologa. ( A tak byłam w 2007 roku w Wadowicach - za namową rodziców - ale lekarz trafnie stwierdził, że ja nie chce się leczyć, wiec mi nie pomoże). W 2006 byłam nawet u dr. Curyły. Była to pierwsza i ostatnia zarazem wizyta "tam". Nie wiem czy mogę powiedziec, że się u niego leczyłam, nic nie pamiętam, raczej wstępna rozmowa. Jedno jest pewne - wystraszyłam się tego miejsca. Kraty w oknach, szarość i lekarz - groźny. To miejsce kojarzyło mi się wówczas z przerażającym psychiatrykiem, a przecież nikt nie chce mówić o sobie - w negatywnym tego słowa znaczeniu - wariat!... Przerażona, już nigdy tam nie wróciłam.
Czytam teraz znów te wszytskie posty pochwalne dla leczenia w Krakowie i dr Curyło..zasatnawiam się czy nie wrócić, nie spróbować..
Z obecnym trybem życia daleko nie zajdę. Choroba przeszkadza mi we wszystkim, w pracy, nauce, życiu w domu. W kazdym miejscu myśle o tym , ile zjem?, jak zjem to kiedy zwrócę?itd...
Kiedyś chorowałam tylko w domu. Tu się obżerałam i wymiotowałam. poza domem byłam normalną. Obecnie wydaję mi się, że mogę "to" zrobić wszędzie - w pracy, obżerać się w tramwaju w dordze do domu, żeby nie tracić na to czasu już w domu. Jednym słowem PARANOJA!

PS. Napisałam, bo przytyłam na tylę, ze o niczym innym nie myśle tylko o 10 kilogramch mniej, o coraz większym brzuchu, grubych ramionach , grubszych udach, brzydkiej cerze, słabych paznokciach...
i oczywiśćie nasilających sie do kilku razy dziennie napadach.

Pozdrawiam Was serdecznie,
Ania
Edytor zaawansowany
  • 19.07.09, 19:52
    Sama z chęcią przeczytałabym odpowiedzi na ten temat. Chociaż jest już jeden
    długi wątek na temat kliniki, nie wiem, czy ktoś będzie miał ochotę opisać
    jeszcze raz. Ale może jest ktoś nowy, kto jeszcze nie podzielił się swoim
    doświadczeniem leczenia u dr C.? Osobiście miałam z nim kontakt w czasie
    kwalifikacji i tydzień temu, kiedy poszłam się przypomnieć o przyjęcie. No cóż,
    nie doczekałam się, miejsc jeszcze nie ma, zapowiada się długie czekanie.
    Osobiście wierzę, że to dobry specjalista, chociaż w kwestii okazywania szacunku
    do (potencjalnych) pacjentów daleko mu do doktora Kępińskiego. Ale może to tylko
    poza, taki styl?
    --
    chce-zyc.blog.pl
  • 20.07.09, 11:26
    Póki możesz to unikaj szpitali psychoatrycznych.

    Poszukaj sobie dane w necie p.Grzegorza Iniewicza - psychoterapeuta
    zajmujący się zaburzeniami jedzenia. Oczywiście prywatnie.
  • 20.07.09, 16:12
    Ankaaa kiedy leczyłaś się u Grzegorza Iniewicza? Pytam, bo
    kiedyś też był moim terapeutą (choć to stare dzieje). Dobrze go
    wspominam.

    A dr. Curyło (choć sama z jego pomocy nie korzystałam) polecam, ale
    tylko wtedy gdy jesteś w stanie całkowicie, dobrowolnie oddać mu
    władzę decydowania o sobie na okres pobytu. Dla mnie jego metoda
    jest podobna tej, dla narkomanów. Najpierw odbiera ci się wolność,
    pokazuje że jesteś niczym, po to by zwrócić ci ją wtedy, gdy
    nauczysz się z niej właściwie korzystać.
    Ja osobiście nie mam odwagi na taką terapię.
    Są tacy co mają i z choroby wychodzą. Zwróć się do ameli w tej
    sprawie.
  • 20.07.09, 17:56
    Nie leczyłam się u niego ;)

    Był moim nauczycielem <sic!>.
  • 07.08.09, 15:22
    Czy warto????
    Ja właśnie wyszła ze szpitala na który czekałam 1,5 roku choruję od 10 lat.....i
    lipa.
    A dr.Curyło się nami nie zajmował.!!!On się zajmuje depresją.
  • 07.08.09, 16:25
    maifer, czy mogłaby napisać do mnie na maila animamea@interia.eu?
    Bardzo Cię proszę. Mam kilka pytań.
    --
    chce-zyc.blog.pl
  • 02.09.09, 08:39
    Dzwoniłam wczoraj pół dnia.Nie udało się.:(((Czy ten doktor jeszcze w ogóle
    przyjmuje pacjentów???
  • 04.09.09, 20:03
    w takiej sytuacji dzwońcie na oddział i proście doktora! Wczoraj tak w ogóle
    wrócił z urlopu
    fiona - napisałam Ci maila :)
    --
    chce-zyc.blog.pl
  • 07.09.09, 10:07
    Dzięki wielkie anima.:)
    Udało mi się szczęśliwie dodzwonić do doktora.Koszmarnie trudna była z Nim
    rozmowa nawet przez telefon.Uświadomił mi w trakcie tej rozmowy że jestem chora
    ale nie dopuszczam tej myśli do swojej świadomości i zaprzeczam
    chorobie.Umówiłam się na konsultację - niestety dopiero w listopadzie bo
    wcześniej nie miał wolnych terminów.Mam nadzieję że czas szybko zleci.
  • 09.10.09, 08:32
    dziewczyny, czy wy jestescie z krakowa? ja jestem tak zdesperowana-nie wiem co robic, a o szpitalu slyszalam tyle dobrego,ze czekam na kwalifikacje na 12 stycznia. przyjade z elblaga:(strasznie daleko.mam nadzieje,ze warto...
    --
    -Puchatku! - Co, Prosiaczku? - Nic - rzekł Prosiaczek, biorąc Puchatka za łapkę - chciałem się tylko upewnić, czy jesteś.
  • 10.10.09, 07:25
    Nie wiem czy warto...Ale jak nie spróbuję to się nie przekonam.Nie jestem z
    Krakowa ale to klinika najbliżej mojego miejsca zamieszkania.Mój psycholog mi
    polecił i doktora z resztą też.Termin konsultacji zbliża się nieubłaganie.Jak
    będzie?Nie wiem...Sama nie wiem czy potrzebuję takiego pobytu?W czym mogą mi tam
    pomóc w czym nie może mój psycholog?Coraz bardziej skłaniam się w tym kierunku
    żeby tam nie jechać chociaż zarówno mój lekarz i psycholog uważają że pobyt tam
    to dobre rozwiązanie dla mnie.We mnie mnóstwo pytań i wątpliwości.Nie wiem może
    to reakcja na tą nieubłaganie zbliżającą się wizytę.Nie wiem czy dobrze robię
    jadąc tam.Coraz częściej wydaje mi się że klinika mi niepotrzebna ponieważ w
    moim życiu zachodzą ciągle zmiany-zmiany na lepsze.Ja się zmieniam i zmieniają
    się moi bliscy.Niesamowite.Pomyśleć że kiedyś byłam taka nieszczęśliwa(nadal nie
    jestem w pełni)i nie potrafiłam nawet normalnie porozmawiać z członkami mojej
    rodziny...Na prawdę zadziwiające jak to moje życie się zmieniło-i nadal się zmienia.
  • 12.10.09, 14:57
    Ja jestem z Krakowa i właśnie jestem w szpitalu na Kopernika.
    Co do Twoich wątpliwości fionoo - nie zastanawiaj się czy iść na kwalifikację -
    po prostu IDŹ. Idąc na kwalifikację nic nie tracisz. Możesz przecież porozmawiać
    z lekarzem o swoich wątpliwościach. Może się okazać, że szpital nie będzie dla
    Ciebie, jednak nie dowiesz się tego, jeżeli nawet nie spróbujesz z nim
    porozmawiać. Ja również miałam mnóstwo wątpliwości. Chyba każdy je ma...?


    chce-zyc.blog.pl
  • 04.11.09, 07:17
    Nie wiem już nic...Nie wiem czy potrzebne mi leczenie w klinice.Tam leczą osoby
    z niedowagą a ja mam nadwagę.Nie wiem w czym mogliby mi tam pomóc.Nie mam
    pojęcia.Poza tym wydaje mi się,że już czuję się lepiej i problemy z jedzeniem
    nie są aż tak intensywne.Nie wiem czy mam tam jechać.Nie wiem co robić.O ile nie
    miałam wątpliwości,żeby pojechać na konsultację na Lenartowicza w Krakowie o
    tyle jeżeli chodzi o Kopernika to się waham.Nie wiem jaką podjąć decyzję.Wiem,że
    sama muszę ją podjąć ale im dłużej się zastanawiam dochodzę do wniosku,że tamta
    terapia nie jest dla mnie.Wstydzę się tam jechać i obnażyć przed
    doktorem.Wstydzę się swojego wyglądu-tego,że jestem gruba.Po tym co czytam
    wydaje mi się,że tam w klinice nie leczą grubasów tylko chudzielców.Więc po co
    ja mam tam jechać???Kiedy umawiałam się na wizytę u doktora czułam się znacznie
    gorzej.Problemy z jedzeniem były bardzo nasilone.Wtedy wiedziałam,że potrzebne
    mi leczenie w klinice.Teraz kiedy jest trochę lepiej zastanawiam się...Z drugiej
    strony jak rozmawiam z moim psychologiem to czuję że On widzi potrzebę,żebym tam
    pojechała.Nie rozumiem dlaczego???Czasami wydaje mi się,że sama sobie poradzę.Z
    drugiej strony nie mogę zaangażować się w naukę języka, która była moja pasją,
    nie mam siły czytać książek...Ech...Może ktoś napisze parę mądrych zdań, które
    pomogą mi się zdecydować czy powinnam tam jechać?
    --
    fionaaaonline.blox.pl/html
  • 04.11.09, 08:23
    Fiona. Z takim nastawieniem to Cyryło i tak Cię na odział nie
    przyjmie. On wybiera tylko tych zdeterminowanych, zdecydowanych i
    przekonanych że to miejsce które im pomoże.
    Niedożywienie/Przeżywienie to dwie strony tego samego medalu,
    przynajmniej odnośnie ED a to że się wstydzisz "mu pokazac" świadczy
    że nawet jeśli z "nawykami" jest troche lepiej, to "z głową" i
    akceptacją siebie, swojego ciała niekoniecznie. Krótko: dopóki
    uważasz że "to nie miejsce dla ciebie, bo x, bo y, bo z, to ono
    miejscem dla Ciebie się nie stanie, nawet jeśli by cię przyjęto na
    oddział.
    pozdrawiam
  • 04.11.09, 09:46
    a ja napisze tak: ten oddział uwazany jest za najlpeszy w leczeniu zaburzen odzywiania. a zaburzenia odzywiania to nie WWYCHUDZENIE, poza tym z tego co piszesz zaburzenia ewidentnie masz.
    druga sprawa to ta o której pisze magorek,ze z takim nastawieniem curyło pewnie powie,zebys przyjechała, jak bedziesz chciała sie leczyc:(
    kiedy masz ta wizyte??
    --
    -Puchatku! - Co, Prosiaczku? - Nic - rzekł Prosiaczek, biorąc Puchatka za łapkę - chciałem się tylko upewnić, czy jesteś.
  • 04.11.09, 10:23
    Dziewczyny dzięki za komentarze.Nie wiem skąd mi się wzięło takie przekonanie,że
    mogą tam się leczyć tylko osoby wychudzone.Może dlatego,że wiele osób pisze
    mi,że sobie wymyślam problemy.Ja wiem,że problem mam i chcę go rozwiązać-już tak
    wiele zmieniłam...Zastanawiam się jednak czy mój stan jest na tyle ciężki,że
    wymaga interwencji w klinice.Od 3 miesięcy nie mam miesiączki.Nie przejmuję się
    tym i wiem,że nie chcę jej mieć.Dlatego nie idę do lekarza bo myślę,że tak jest
    lepiej dla mnie.Po prostu lepiej się czuję.Kiedyś jak tylko miałam chociażby
    miesięczną przerwę leciałam do ginekologa po tabletki.Teraz przyszedł czas,że
    nie zależy mi na tym aby miesiączkować-nawet powiem,że jest mi z tym dobrze i
    wygodnie.Na wizytę na Kopernika czekam od 2 września.Gdybym wtedy miała tą
    kwalifikację to na pewno doktor by mnie przyjął bo wtedy byłam ogromnie
    zdeterminowana do leczenia i chciałam tam iść i wkurzona byłam,że długo muszę
    czekać.Doktor jednak powiedział,że wcześniej nie może się ze mną spotkać.W
    międzyczasie miałam kwalifikację na Lenartowicza i nie żałuję tego,że tam
    pojechałam.Zakwalifikowali mnie tam na terapię indywidualną jednak na nią
    musiałabym czekać rok.Obecnie mam terapię w moim mieście i przynosi ona
    efekty,więc nie chcę z niej rezygnować.Mój psycholog namawia mnie na tą wizytę u
    dr.Curyłło ale mówi,że decyzję muszę podjąć sama-i ja to wiem.
    Teraz kiedy wizyta zbliża się dużymi krokami(mam termin 24 listopada)to ja nie
    wiem ale widzę,że się wycofuję.Nie wiem ale chyba się boję.Może to jest taka
    obrona przed tym co mnie tam czeka - terapia i normalne regularne posiłki.Teraz
    sama kontroluję to co jem a tam będę musiała zawierzyć siebie terapeutom i
    lekarzom.Może to właśnie stąd wynika ten lęk...że ja która uważam,że doskonale
    sobie radzę w kwestii odżywiania(chociaż tak na prawdę wcale sobie nie
    radzę)będę musiała się podporządkować i przyjąć panujące tam warunki.Nie wiem
    już sama...Może to podświadoma ochrona przed tym porzuceniem kontroli nad sobą i
    swoim życiem.
    Boję się strasznie jednak chcę wyzdrowieć bo męczy mnie moje życie.Najchętniej
    to bym umarła,żeby się nie męczyć choć według rodziców nie mam na co
    narzekać.Może i mają rację...Może przesadzam...Nie satysfakcjonuje mnie moje
    życie i męczy to,że kręci się ono wokół jedzenia/niejedzenia.Ogromnie chcę
    wrócić do swoich pasji(zaczynam interesować się ponownie wyrobem biżuterii)do
    czytania nauki j.niemieckiego.Tęsknię za tą radością którą miałam w trakcie
    terapii kiedyś, za satysfakcją z nauki.Chcę normalnie żyć mieć swoją rodzinę i
    cieszyć się życiem a nie ciągle myśleć o śmierci.To już staje się męczące,to że
    zamiast poświęcić się swoim pasjom i innym zajęciom które sprawiały mi kiedyś
    wiele frajdy,ja skupiam się na tym aby oszukać głód i schudnąć.Boję się stanąć
    na wagę(może to i lepiej)i tego że wskazówka wagi pokaże większą cyfrę niż ostatnio.
    Nie chcę takiego życia,które koncentruje się na jedzeniu/niejedzeniu.
    Dziewczyny dziękuję.Bardzo mi pomogłyście.
    Zrozumiałam że muszę wziąć się porządnie za leczenie,bo inaczej moje życie nadal
    będzie beznadziejne i będzie koncentrowało się na jedzeniu.Myślę,że skoro
    zrobiłam pierwszy krok(a nie było mi łatwo) to powinnam zrobić następny i
    następny i doprowadzić do końca to co zaczęłam.To nie do mnie należy decyzja czy
    ja się nadaję na oddział zaburzeń jedzenia na Kopernika tylko do lekarza.
    --
    fionaaaonline.blox.pl/html
  • 10.11.09, 14:46
    Jak zmienić myślenie?Jak sprawić żeby motywacja do leczenia jaką miałam 2
    miesiące temu wróciła?Boję się tej wizyty,doktora a może tak na prawdę boję się
    usłyszeć,że mam problem z jedzeniem z ust specjalisty...Nikt do tej pory nie
    powiedział mi wprost,że mam zaburzenia odżywiania.Kurcze a może ja sobie to
    wymyśliłam???
    --
    fionaaaonline.blox.pl/html
  • 10.11.09, 20:23
    Dziewczyno! Po co ty się tak nakręcasz!!! Niepotrzebnie demonizujesz
    całą sytuację, całe to spotkanie i tego lekarza. Zupełnie
    niepotrzebnie

    pozdrawiam
    mag
  • 11.11.09, 01:44
    To że się boisz - rozumiem. Ale po co utrzymujesz swój lęk/strach/
    obawy w "wysokim napięciu" zamiast starać się je "zneutralizować"?.
    Curyło nie jest alfą i omegą, ani wyrocznią - może się mylić, a ty
    możesz się z nim nie zgodzić. To człowiek "z krwi i kośći" - i jak
    każdy - ma prawo mieć gorszy dzień, ma prawo się mylić itp. Z kolei
    ty - jak każdy - masz prawo do swojego zdania i do decydowania o
    własnej osobie... Nikt Cię nie zna lepiej niż ty sama siebie. Zaufaj
    temu
    Trzymam kciuki
    m.
  • 12.11.09, 22:42
    Podpisuję się pod mag_orkiem. Czy my możemy Ci jakoś "pomóc" w zmotywowaniu Cię
    do pójścia na rozmowę? Czy generalnie, do podjęcia czy kontynuowania leczenia?
    Ty SAMA wiesz najlepiej, czego potrzebujesz. Jeżeli jest Ci źle ze sobą - to
    potrzebujesz terapii i już. Jeżeli nie na oddziale, to (tak jak pisałam Ci już
    chyba wielokrotnie ;) ) gdzie indziej. Pomyśl, czy Ty nie za wiele oczekujesz od
    tego lekarza? Tak, masz zaburzenia jedzenia i to Ci mogę powiedzieć nawet ja :/
    To nie musi się nazywać "anorexia nervosa" czy "bulimia nervosa", jest tyle
    odmian zaburzeń jedzenia ile osób na nie chorujących. Jeżeli jedzenie przestaje
    spełniać swoje podstawowe funkcje i jest go w życiu "więcej" - np. w codziennym
    myśleniu o nim (a nie tylko na talerzu), to są to zaburzenia jedzenia. Ale
    jeżeli zależy Ci na diagnozie z ust specjalisty, jedź do Curyły. Swoją drogą,
    przecież byłaś już u lekarzy / psychologów, czy oni nie zdiagnozowali u Ciebie
    zaburzeń jedzenia??
    --
    chce-zyc.blog.pl
  • 13.11.09, 09:29
    Wiem,że jak sama nie zdecyduję czy chcę tam jechać czy nie to nikt mi nie
    pomoże.Ponieważ się ogromnie boję(może wynika to z tego,czego naczytałam się na
    temat doktora...?)postanowiłam,że poproszę siostrę,żeby dotrzymała mi
    towarzystwa.Dzięki temu będzie mi raźniej.
    Zanim poprosiłam siostrę kłóciły się myśli w mojej głowie i oczywiście choroba
    chciała zawładnąć moim umysłem,żebym przypadkiem nie ważyła się prosić
    kogokolwiek o pomoc.Miałam ochotę zapytać koleżankę ale Ona pierwsza wyszła z
    propozycją towarzyszenia mi.To sprawiło,że odważyłam się poprosić siostrę o
    pomoc.Zgodziła się ze mną pojechać,jeżeli tylko będzie miała wolne.Pojedziemy
    samochodem a potem w ramach relaksu udamy się na jakieś zakupy.Myślę,że jak tak
    ma wyglądać ten dzień to już znacznie mniej mnie przeraża rozmowa z doktorem.
    --
    fionaaaonline.blox.pl/html
  • 13.11.09, 09:20
    Wiem,że każdy może mieć wątpliwości.Boję się i denerwuję ale wiem,że jeżeli tam
    nie pojadę to się nie przekonam czy ten oddział jest dla mnie
    odpowiedni.Myślę,że rozmowa z lekarzem rozwieje moje wątpliwości i będę
    wiedziała czy powinnam znaleźć się na leczeniu na Kopernika.
    --
    fionaaaonline.blox.pl/html
  • 23.10.09, 21:31
    Aniu! Znajoma leczy depreche u dr Curyło jest podobno (o dziwo!) miły
    Koleżanka,która przyszła do niego słaniając się i błagając o
    pomoc (przy zaawansowanej anoreksji) wykopał...szok. Zdania
    różne,podobno Warszawa oddz dla dorosłych jest super. Ja mam tylko
    przykre doąwiadczenia ze szpitalem na Kopernika
    oddz.młodzieżowy,tylko wpychanie ogromnej ilości jedzenia,minimum
    psychoterapii..efekt,córka przestała wyrażać ochote na leczenie
  • 24.10.09, 13:00
    Kto w chodzi teraz w skład zespołu lekarzy odziału młodzieżowego na
    Kopernika w Krakowie? "Za moich czasów" była to m.in dr. Kamińska,
    dr. Pilecki. Wspominam to miejsce bardzo ciepło i pozytywnie. Byłam
    tam kilkakrotnie. Terapii było więcej niż w innych miejscach,
    +arteterapia, +wieczorki z muzyką w tle, +odwiedziny na innych
    odziałach..., a co więcej nie izolowano mnie od świata - mogłam
    samodzielnie wychodzić na miasto, na spacery, chodziliśmy grupą do
    ogrodu botanicznego, można było mieć własne produkty żywnościowe,
    poza tym, co nam dawano. Zresztą to z moim lekarzem ustalałam zawsze
    co i ile zobowiązuję się jeść. Na stołówce nie było wydzielonej
    grupy z zaburzeniami odżywiania. Udzielano mi i innym pacjentkom
    swego rodzaju kredytu zaufania i to sprawiało że sama przejmowałam
    odpowiedzialność za własne zdrowie i przybieranie na wadze i szybko
    dochodziałam do siebie, odzyskiwałam radość życia (inna sprawa, że w
    domu wszystko się psuło...)
    Mam rozumieć że wszystko się zmieniło?
  • 27.10.09, 17:19
    Magorku! Nadal jest dr Pilecki,dr Kamińska w ambulatorium,pojawiła
    się świetna lekarka (nie pamiętam nazwiska)była krótko zaledwie pare
    tygodni,według oceny mojej córki rewelacyjna. Tak jak już
    wspominałam mało psychoterapii.Obiecywano terapie rodzinną ,zaledwie
    jedno spotkanie ,to za mało.Myśle,że problem jest w finansach,mały
    oddział chętnych dużo. Teraz córka leczy się prywatnie,ma psychologa
    (którego sama wybrała,wię mam nadzieje że będzie chodzić na
    spotkania..)psychiatre..i zaczyna od nowa,mam nadzieje,że tym razem
    będzie lepiej. pozdrawiam
  • 20.11.09, 20:18
    cześć dziewczyny. Właśnie jestem po pobycie w szpitalu w Krakowie i polecam, byłam 5 miesięcy i naprawdę warto:)
  • 20.11.09, 22:43
    Agataaaaaaaaaaaaa :] Ty łobuzie, już w domu? Warto, warto, choć warto również
    uzbroić się w masę cierpliwości. I liczyć na łut szczęścia, na to, że trafi się
    na DOBREGO terapeutę ;)
    Pozdrawiam łosia z pokoju! :*
    --
  • 20.11.09, 23:25
    Dzięki dziewczyny za Wasze posty;)Teraz kiedy wiem,że siostra nie może ze mną
    pojechać okazują się być one dla mnie niezwykle cenne.
    --
    fionaaaonline.blox.pl/html
  • 21.11.09, 19:05
    Ja Ci dam łosia :):):P Fakt terapeuta i terapia jest najważniejsza, ale im
    więcej się wnosi tym więcej zabiera. Ach 5 miesięcy do tego dochodziłam:) A
    teraz serio, fionaaa po co Ci siostra jedz sama przecież też sama będziesz się
    leczyła. Jeśli jesteś już umówiona to szkoda żeby termin przepadł bo czeka się
    długo.
  • 22.11.09, 08:41
    agatatawiem wiem ale z siostrą byłoby mi łatwiej i raźniej.Poza tym
    miałabym pewność,że tam dotrę i nie ucieknę sprzed gabinetu-takie uczucia
    targały mną do niedawna,tyle wątpliwości...Teraz jest inaczej.Trochę się
    denerwuję ale zamierzam pojechać.Chcę tam jechać i porozmawiać z
    doktorem.Dziewczyny czy Wy miałyście skierowanie i ustaloną godzinę konsultacji???
    --
    fionaaaonline.blox.pl/html
  • 22.11.09, 10:13
    Tak, ja byłam o konkretnej godzinie. Ale skierowania nie trzeba mieć.
    Wiadomo, że z siostrą byłoby Ci raźniej. Ale teraz, kiedy jedziesz sama i uda Ci
    się nie zwiać sprzed drzwi będziesz wiedziała, że to tylko dzięki sobie a nie
    siostrze :) Może to również Cię podbuduje.
    --
    -Now what kind of a tree can you be, Janet, down there on the floor?
    -I'm a fucking shrub, all right?
  • 22.11.09, 12:28
    Ach ta Anima zawsze coś mądrego powie:) też tak uważam, jeśli nie zwiejesz spod
    drzwi to i nie zwiejesz później ze szpitala a takie momenty na pewno się
    pojawią. Ja też miałam umówione spotkanie na kwalifikację dużo wcześniej bo dr
    chyba inaczej nie przyjmuje, zresztą widać było że zabiegany jest facet:) życzę
    powodzenia
  • 25.12.09, 17:32
    na mlodziezy terapii malo? ja bylam wiele razy i bylo jej duzo... mam porownanie
    z innymi szpitalami. fakt - rodzinnej malo, bo raz na 2-3 tyg spotkanie, ale
    indywidualna mialam codziennie, do tegu grupa.

    a ta lekarka z ambulatorium jak sie nazywala? pytam z ciekawosci, bo czuje ze to
    moja terapeutka z oddzialu:) podaj imie to bede wiedziec o kogo chodzi ;>
  • 25.12.09, 17:40
    z ogromna iloscia jedzenia to przesada. dziewczyn y tak mowia, bo dla nich to
    ogromna ilosc, ale w rzeczywistosci to jest normalnie. mam porownanie ze
    szpitalem w warszawie - tam jest dwa razy wiecej jedzenia i trzeba tylko tyc i
    tyc... terapii indywidualnej praktycznie nie ma, zalezy na kogo sie trafi. a
    przytyc trzeba do bmi 18!! rzadko puszczaja z 16. i to jest chore! zadne
    leczenie, tuczarnia i hodowanie jeszcze wsiekszej nienawisci do siebie!
  • 15.12.09, 02:53
    czy ktoś się orientuje, ja długo czeka się obecnie na przyjęcie na w/w oddział,
    licząc od momentu kwalifikacji i jakie warunki są wymagane np. minimalne bmi itp?
    z góry dziękuję za informację






    --
    Psycholog Warszawa
  • 15.12.09, 18:16
    Z czekaniem to różnie jest. Szybciej przyjmowani są mężczyźni a jeśli chodzi o
    kobiety to nie zaszkodzi się często przypominać doktorowi:) Minimalnego BMI nie
    ma, przyjmują z każdym. Warunkiem jest podpisanie kontraktu i chęć leczenia.

    powodzenia
  • 25.12.09, 16:42
    Warto, jeśli masz motywację i myślisz o ZDROWIU, a nie o 10kg mniej.
  • 26.12.09, 10:14
    chciałam tylko sprostować informacje odnośnie ipinu w warszawie,a-normalna, nie
    wiem skad masz takie informacje...przykro mi czytac takie rzeczy wiec musze sie
    wypowiedziec. wyszłam stamtąd 3miesiące temu i wcale nie było ogromnych ilości
    jedzenia!!bzdura!!i wcale nie trzeba było wyjść z bmi 18! i było mnóstwo
    terapii, czasami dzień był tak zajęty ze nie było na nic czasu, fakt, terapia
    indywidualna tylko raz w tygodniu, ale to wszystko nie jest przypadkowe. nacisk
    po prostu jest położony na terapię grupową..piszę tutaj dokladnie o klinice
    nerwic,w warszawie na ulicy sobieskiego, oddział dla dorosłych. jedzenie nawet
    smaczne, porcje normalne!pozdrawiam i gorąco polecam ten oddział!absolutnie nie
    nazwałabym tego oddzialu tuczarnia!to najwspanialsze miejsce w jakim moze sie
    znalezc osoba chora na zaburzenia odzywiania!!w krakowie nie bylam wiec sie nie
    wypowiadam.pozdrawiam
  • 26.12.09, 17:34
    ale ja mialam na mysli oddzial dla mlodziezy. tam jest zupelnie inaczej. jak dla
    mnie pieklo na ziemi ktore tylko poglebia w chorobie. i atmosfera koszmarna.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.