Dodaj do ulubionych

Brać wózek czy nie?

23.08.12, 22:33
Witam,
Zwracam się z pytaniem do doswiadczonych podróżnikówsmile Jedzimy z 2,4-letim synkiem do Turcji i mamy zagwozdkę - brać wózek parasolkę czy nie? Niby to dodatkowy bagaż / gabaryt, który trzeba tachać/ ciągnąc ze sobą... A z drugiej strony wracamy do Polski bardzo wczęsnie, więc przydałby się na lotnisku, żeby dziecię sobie pospało. Wieczorami młody mógłby kimać w wóżku... Inna sprawa, że w Polsce wózka wogóle ie używamy - wszedzie na nogach...
Co myślicie? Jakie rady/ doświadczenia w tej kwestii?
Z góry dziękuję za pomoc.
Edytor zaawansowany
  • bob-bo1 24.08.12, 08:00
    Osobiście jestem zwolennikiem nosidełka. Można wejść tam gdzie nie ma np drogi. Fakt trzeba malucha nosić, ale jak nosidło dobre, to nie jest to wielkie obciążenie. Jest po prostu swoboda poruszania się.
  • wanielka 24.08.12, 08:45
    mój starszy synek od dawna nie używa wózka, ale na wyjazdy weekendowe/wczasy biorę. może się w ciągu dnia w wózku przespać, odpocząć, a wieczorem nie jestem uwiązana w hotelu - śpi w wózku, a ja swobodnie mogę jeszcze spacerować smile
    ja bym wzięła.
    --
    Szczypior - 3.2010
    Pączek - 8.2011
  • fasol-inka 24.08.12, 10:27
    mam synka w identycznym wieku, wózka nie używamy od stycznia, zawsze na nogach; byliśmy na pierwszych tygodniowych wakacjach w kwietniu w tym roku, też już bez wózka; za tydzień lecimy na drugie, dłuższe - tez bez wózka; nawet nie wiem jak synek by zareagował gdybyśmy chcieli go wsadzić do spacerówki...
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/mhsvcbxmytdr0jes.png
  • wilhelminaslimak 24.08.12, 14:39
    Ja bym wziela. Tak jak pisza poprzedniczki, bedzie sie chcial kimnac w ciagu dnia i co zrobisz?? Bedziesz wracac do hotelu?
    Tez zalezy, czy bardziej wczasy preferujecie stacjonarne czy aktywne. moje dziecie w tym samym wieku, nie uzywa wozka od roku, ale na wyjazdy bierzemy. Wtedy mozemy zwiedzac/wedrowac i caly dzien, on jak sie zmeczy to wedruje do wozka na 10-15 minut i jest zregenerowalny.
  • robertrobert1 24.08.12, 16:03
    wilhelminaslimak napisała:

    > Ja bym wziela. Tak jak pisza poprzedniczki, bedzie sie chcial kimnac w ciagu dn
    > ia i co zrobisz?? Bedziesz wracac do hotelu?

    Było pytanie do podróżników a nie do wycieczkowiczów hotelowych. Podróżnicy poradzą gdy dziecko zechce pospać. Ot wystarczy karimata, śpiwór, polar, koc i kawałek płaskiej podłogi, ławki czy stołu. Do takiej drzemki łóżko hotelowe nie jest konieczne.

    > Tez zalezy, czy bardziej wczasy preferujecie stacjonarne czy aktywne. moje dzie
    > cie w tym samym wieku, nie uzywa wozka od roku, ale na wyjazdy bierzemy. Wtedy
    > mozemy zwiedzac/wedrowac i caly dzien, on jak sie zmeczy to wedruje do wozka na
    > 10-15 minut i jest zregenerowalny.

    A jak z takim wózkiem pokonywać wiele schodów, gór czy innych specyficznych atrakcji...

    --
    I taka wlasnie jest wyzszosc roweru nad samochodem.
  • camel_3d 24.08.12, 20:36
    Lepsze jest nsidlo na plecy.
  • moriax 24.08.12, 20:47
    ale przecież ap 3 nie napisał/ała ,że to wyprawa, wędrówka, spanie w namiocie, a nie wyjazd hotelowy?
    (jak widzę, wstyd się przyznać do czegoś takiego wink )
    jeśli do hotelu - ja bym wzięła - nam się sprawdział - drzemka południowa w cieniu (np.tatuś spaceruje - mama plażuje wink ), no i wieczorami, kiedy dzieciak śpi w wózku,a my spacerujemy
    (no w końcu -wakacje i siedzenie w pokoju - średnia przyjemność)
  • camel_3d 25.08.12, 22:21
    A to nosidlo tylko na wedrowki sie bierze? Nowosc... Moje bylo bezwozkowe wiec kazdy wyjazd hotelowy, czy wedrowkowy uskutecznialo w nosidelku.
  • pawel_zet 24.08.12, 21:29
    Jeśli nie używacie w Polsce, to po co Wam na wyjeździe?
    Wózek-parasolkę na wyjazd wziąlem tylko raz, jak mój synek miał 10 miesięcy. Wtedy to miało sens.
    Nie wiem, gdzie jedziecie i co macie zamiar robić tam, gdzie jedziecie, ale na spacery po mieście i zwiedzanie dużo praktyczniejsze jest dobre nosidło.
  • camel_3d 26.08.12, 16:39
    popieram
  • ap_3 24.08.12, 22:45
    Dzięki za wszystkie odpowidzismile
    A wózek bioręsmile - wyjazd "wczasowy" wiec nosidło (którego nawet nie mam) nie sprawdziłoby się.
    Pozdrawiamsmile
    P.S. Wczasowicz to też podróżnikwink
  • hugo43 25.08.12, 13:53
    ja bym brala,ale ja latam z przesiadka i na lotnisku przydaje sie bardzo.
  • robertrobert1 26.08.12, 08:20
    ap_3 napisała:


    > P.S. Wczasowicz to też podróżnikwink

    Dla wczasowicza.
  • ewelinka_123 26.08.12, 16:26
    cześć

    Ja biorę wózek ze sobą wszędzie. Wózki dziecięce są teraz tak lekkie i poręczne, że nie warto męczyć się z dzieckiem (jeszcze małym) podróżować bez wózka.

    --
    Kochaj dzieci mądrze.
  • camel_3d 26.08.12, 16:40
    no ja przyznam, ze dla mnie udreka byloby podrozowanie z wozkiem....

    ale oze jakas parasolka jest ok...
  • pawel_zet 26.08.12, 20:24
    Tu zawsze był dwugłos. Znam nawet podróżujących na własną rękę na Daleki Wschód, którzy ciągali ze sobą wózek, twierdząc, że tak jest im najwygodniej. Dla mnie wózek w każdym wykonaniu to kawał nieporęcznego grata, którego wożenie mija się z celem, jeżeli w planach mamy coś więcej poza spacerami po hotelowych chodnikach, Zwłaszcza jeśli dziecko umie już samo nieźle chodzić. Dziwi mnie, że ktoś może myśleć inaczej, ale naprawdę zdarza się.
  • camel_3d 27.08.12, 20:58
    no ale wiekszosc jednak wyjezdzajac na urlop ma w planych wlasnie spacery po hotelowych chodnikach i okolicy... niektorzy odbywaja nawet dalekie spacery na plazesmile

    w sumei kazdy robi to co lubi
  • bedgerl 26.08.12, 21:36
    brać, właśnie w turcji z 2,3 latką mieliśmy wózek i był nieoceniony na wieczorne wyjścia. ona spała w wózku a my nie musieliśmy siedzieć w pokoju wieczorami
  • moriax 26.08.12, 22:45
    Paweł , ale Ty chyba nie próbujesz zrozumieć?
    jesteś zaprogramowany tylko na własną wizję?
    po co wózek,a nie nosidło?
    już Ci tłumaczę - bo jak się idzie np. o 22 na kawę, piwo czy co tam nad basen hotelowy, czy do knajpki,czy na plażę, promenadę (oczywiście w ciche miejsce, co by dzieciak mógł spać ) to chcę usiąść z mężem razem, ręce mieć wolne wink i nie mieć na plecach/brzuchu pasażera
    fajnie,że Ty i Tobie podobni jeździcie na wyprawy pełne przygód, w egzotyczne miejsca, bardzo mi się to podoba, ale dajże ludziom jeździć tam gdzie chcą, gdzie ich stać i trzymać dzieci w czym chcą wink
    przecież nikt tu nie chce dziecka wózkiem wozić cały dzień, ale ułatwić sobie i młodemu życie
  • pawel_zet 27.08.12, 09:35
    Zostaliśmy poproszeni o wyrażenie swojego zdania, to je wyrażamy. Moje zdanie jest takie, że wózek to bezużyteczny klamot w przypadku dziecka, które już sprawnie chodzi. Z wózkiem-parasolką nie bardzo można zwiedzać. No, może w Europie jeszcze jest to jeszcze ewentualnie do pomyślenia, chociaż lepiej by się nadał normalny wózek z dużymi kółkami, ale nawet w Egipcie czy Tunezji, nie mówiąc już o takiej Tajlandii w miastach po prostu nie ma chodników, którymi można by się bezpiecznie poruszać. Tam miejscowi nie używają wózków i robią to z tego powodu, że w warunkach ich miast użyteczność wózków jest minimalna. Pozostają zatem spacerki chodnikami wokół hotelu. Nuuuda.
    A w ciepłym klimacie i mi i żonie na ogół wieczorem bardzo chce się spać i gdy dziecko usypiało, my szliśmy spać niedługo po nim. Nie było tak, że gdzieś musieliśmy lub chcieliśmy iść ze śpiącym dzieckiem.
    Oczywiście dopuszczam myśl, że ktoś może jechać na urlop i całymi dniami siedzieć na plaży oraz spacerować wokół hotelu (nie wiem tylko, czy można użyć w odniesieniu do kogoś, kto spędza czas w ten sposób, miana "podróżnik"). W takim przypadku faktycznie wózek może się przydać, ale jeżeli ktoś lubi spędzać bardziej aktywnie czas (co jest możliwe nawet w przypadku wyjazdu hotelowego), to nosidło jest i tak koniecznością. I jest to prawda nie tylko w przypadku wyjazdów w tropiki, ale nawet w przypadku wyjazdów na Słowację, pod warunkiem, co jasno podkreślam, że ktoś aktywnie spędza czas podczas takiego wyjazdu. Nie rozumiem, jak można aktywnie spędzając urlop, zwłaszcza na wyjeździe trampingowym, ciągnąć ze sobą wózek - uważam to za dziwne. Z książki Ani Kuziemskiej "Pępek świata" wiem jednak, że są osoby, które jeżdżą z wózkiem na takie wyjazdy.
  • tres09 27.08.12, 12:53
    > No, może w Europie j
    > eszcze jest to jeszcze ewentualnie do pomyślenia

    Tylko wiesz, zdecydowana większość ludzi którzy podróżują z małymi, wózkowymi dziećmi podróżuje jednak po Europie, ile osób z maluchami jedzie do Tajlandii?

    > Oczywiście dopuszczam myśl, że ktoś może jechać na urlop i całymi dniami siedzi
    > eć na plaży oraz spacerować wokół hotelu (nie wiem tylko, czy można użyć w odni
    > esieniu do kogoś, kto spędza czas w ten sposób, miana "podróżnik"). W takim prz
    > ypadku faktycznie wózek może się przydać, ale jeżeli ktoś lubi spędzać bardziej
    > aktywnie czas (co jest możliwe nawet w przypadku wyjazdu hotelowego), to nosid
    > ło jest i tak koniecznością.

    Wcale nie trzeba non-stop siedzieć w hotelu żeby wózek był lepszy od nosidła. My z małym dzieckiem (do dwóch lat) jeździliśmy właśnie na takie wyjazdy jak piszesz, hotelowe, a jednocześnie nie siedzieliśmy cały czas w hotelu i wózek był znacznie bardziej przydatny od nosidła. Wyjazdy były europejskie, chodziliśmy głównie po miastach, chodniki świetnie się nadawały do prowadzenia wózka.
    Nosidło były używane sporadycznie, tylko tam gdzie już naprawdę nie dało się wózkiem.
    Nikt mi nie powie że przeciętnemu człowiekowi będzie wygodnie chodzić kilka godzin w upale nosząc dziecko ważące około 15 kg, zwłaszcza że dziecko grzeje dodatkowo rodzica, a rodzic dziecko. Dziecku zresztą też jest wygodniej w przewiewnym a jednocześnie osłoniętym od słońca wózku.
  • pawel_zet 27.08.12, 15:29
    > Tylko wiesz, zdecydowana większość ludzi którzy podróżują z małymi, wózkowymi d
    > ziećmi podróżuje jednak po Europie, ile osób z maluchami jedzie do Tajlandii?

    Ale nie trzeba jechać aż do Tajlandii, by trafić na miejsca, w których wózkiem ciężko by się jeździło (zwłaszcza wózkiem-parasolką). Wystarczy pojechać np. do Sousse.

    > Wcale nie trzeba non-stop siedzieć w hotelu żeby wózek był lepszy od nosidła. M
    > y z małym dzieckiem (do dwóch lat) jeździliśmy właśnie na takie wyjazdy jak pis
    > zesz, hotelowe, a jednocześnie nie siedzieliśmy cały czas w hotelu i wózek był
    > znacznie bardziej przydatny od nosidła. Wyjazdy były europejskie, chodziliśmy g
    > łównie po miastach, chodniki świetnie się nadawały do prowadzenia wózka.

    No i właśnie dlatego napisałem, że w Europie względnie by się ta parasolka może nawet sprawdziła. Ale tylko względnie, bo najlepiej byłoby wziąć nie żadną parasolkę tylko zwykły wózek.

    > Nikt mi nie powie że przeciętnemu człowiekowi będzie wygodnie chodzić kilka god
    > zin w upale nosząc dziecko ważące około 15 kg, zwłaszcza że dziecko grzeje doda
    > tkowo rodzica, a rodzic dziecko.

    Dla mnie nigdy nie był to duży problem, a już zwłaszcza w porównaniu z niewątpliwym problemem, jakim jest taszczenie wózka samolotami i autobusami. Dobre nosidło przeważnie jest dość przewiewne, a 15-kilogramowego to już chyba - jeśli dobrze pamiętam - nosiłem raczej sporadycznie.

    > Dziecku zresztą też jest wygodniej w przewiewnym a jednocześnie osłoniętym od słońca wózku.

    Pewnie masz rację, że dziecku w wózku jest wygodniej, chociaż współczesne nosidła są dość przewiewne i mają oczywiście daszki. Tak to wygląda mniej więcej:
    www.sfinjak.wroclaw.pl/image_agrandir.php?id_image=485
  • wilhelminaslimak 27.08.12, 16:59
    Z calym szacunkiem, ale nie wiem jak ktos moze uwazac za wygodne noszenie na plecach 13kg dzieciaka rzucajacego sie tu i owdzie.
    Jak chodzi o spanie dzieci w nosidle to tez uwazam, ze to jest dla dziecka meczarnia, szczegolnie dla starszego. Mlodsze sie moze jakos ulozy.
    Dodam, ze mam swoje dzieci (2,5 latka i roczniaka), nosimy ich w dwu nosidlach (Fjord Nansen i Deuter) i o ile mlodszy sie jakos w nosidle od biedy do spania ulozy, o tyle ze starszym zawsze byl problem (czy mial 7 miesieczy, czy teraz). PRaktycznie zawsze jak usnie to sie zatrzymujemy i go kladziemy na ziemi.
    Zdjecia przykladowe. Pierwsze jest najbardziej hardcorowe (co mysmy robili zeby go inaczej ulozyc!!!):
    picasaweb.google.com/109395333484488892965/14Czerwca2011WczasyWZakopanem#5615801439251654626
    picasaweb.google.com/109395333484488892965/511Sierpnia2012WakacjeWKudowie#5776246217728634002
    picasaweb.google.com/109395333484488892965/30Czerwca2012SuchaPolanaRodzinnie#5759903491178910738
    I nikt mnie nie przekona, ze dziecku w nosidle jest wygodniej. Jakkolwiek znam dzieci, ktore sie w nosidlach ladniej ukladaja. Przewaznie sa troche bardziej okragle...
  • pawel_zet 27.08.12, 23:12
    > Z calym szacunkiem, ale nie wiem jak ktos moze uwazac za wygodne noszenie na p
    > lecach 13kg dzieciaka rzucajacego sie tu i owdzie.

    Nie pamiętam, żeby za bardzo się rzucał. Wyjaśnię może, że jestem duży i silny. smile

    > Jak chodzi o spanie dzieci w nosidle to tez uwazam, ze to jest dla dziecka mecz
    > arnia, szczegolnie dla starszego. Mlodsze sie moze jakos ulozy.

    Mój nigdy nie miał problemów ze snem i bez problemu układał się w nosidle (nasze to był model polskiej firmy JPA), a jest chudy. Zresztą generalnie bardzo szybko przestawił się na dorosły rytm dobowy, tzn. w dzień spał sporadycznie, wcześnie kład się za to wieczorem spać.

    > I nikt mnie nie przekona, ze dziecku w nosidle jest wygodniej.

    Bo nie jest. smile Za to mi wygodniej jest z nosidłem, a bez wózka.
  • bob-bo1 28.08.12, 12:38
    Z całym szacunkiem, ale ja tak uważam (... jak ktos moze uwazac za wygodne noszenie na p
    > lecach 13kg dzieciaka). Może gdybym nosił obce dziecko, ale swoje... Jak już kiedyś stwierdziłem, "tego" fizycznego zmęczenia, nigdy bym nie zamienił na nic w świecie. Jest to najwspanialsze zmęczenie. Najważniejsze, że "rodzinka" jest w komplecie, w górach, lesie, gdziekolwiek by to nie było. Często z tyłu w nosidle jest te "13" kilogramów a z przodu dodatkowe 25kg i do tego 35 stopni w cieniu. Po takich wakacjach też czuję się wypoczęty.
    Można zostawić dziecko u babci, ale to by nie były by wakacje.
  • wilhelminaslimak 28.08.12, 15:39
    Ale my nie mowimy o noszeniu dzieci w nosidlach w gorach, gdzie nie ma innej opcji. Tez nosze (mimo zem kobieta) i nie narzekam, a wrecz czekam na kolejne wyjazdy.
    Mowimy o noszeniu dziecka w nosidle po kurortach, miastach, asfaltach, chodnikach itp.
  • pawel_zet 28.08.12, 18:40
    Sądzę, że nawet w mieście nosidło jest lepszym pomysłem, przy założeniu, że chce się dużo zwiedzać i korzystać z miejscowych środków transportu. Oczywiście w jakimś stopniu zależy to od miasta. Przypominam zresztą, że autorka zadanego na wstępie pytania ma dziecko już odwózkowione, a pyta, czy nie uwózkowić go z nowy ze względu na wyjazd.
  • tres09 27.08.12, 17:40
    > Dla mnie nigdy nie był to duży problem, a już zwłaszcza w porównaniu z niewątpl
    > iwym problemem, jakim jest taszczenie wózka samolotami i autobusami.

    Dla mnie z kolei transportowanie wózka samolotem nie było nigdy problemem (tu przewaga wózka typu parasolka albo innego składanego jedną ręką nad zwykłym, dużym). A w autobusie miejskim to właśnie powiedziałabym że wózek nie stanowi problemu tylko wręcz przeciwnie bo można wrzucić wszystkie rzeczy potrzebne dla dziecka (jedzenie, picie, ciuszki na zmianę, zabawki itp.) i dla siebie i nie trzeba niczego dźwigać. Tylko że ja piszę o jednodniowych wycieczkach miejskim autobusem i niskopodwoziowych autobusach, przy podróżach trampingowych i autokarach to faktycznie byłby pewnie kłopot, ale ile osób w taki sposób podróżuje z dziećmi? Większość jednak moim zdaniem mając małe dzieci na jakiś czas rezygnuje z trampingowych podróży, nawet jeśli wcześniej tak podróżowali. Dużo ludzi na wyjazdach hotelowych nawet autobusem miejskim na własną rękę nie jeździ, tylko wypożycza samochód i wtedy też łatwo składany wózek sprawdza się idealnie.
  • pawel_zet 27.08.12, 23:25
    No właśnie. A ja z kolei zawsze byłem niskobudżetowy (skąpy jestem z natury) i zawsze starałem się minimalizować koszty. Oczywiście zdarza mi się wypożyczać samochody, ale tylko wtedy gdy muszę. Są takie kraje, w których podróżowanie lokalnymi środkami transportu nie wchodzi w rachubę. I teraz staram się sobie wyobrazić siebie jadącego z wózkiem w motorowej rikszy w Indiach. No nie, nie mogę. smile
    Ale mniejsza z motorowymi rikszami. Zostańmy przy Tunezji. Średnio wyobrażam sobie podróż z wózkiem w zatłoczonym luażu.
    Z natury rzeczy patrzę na problem ze swojego punktu widzenia. Gdy urodziło nam się dziecko, nie zrezygnowaliśmy z podróżowania. Wprost przeciwnie: wtedy dopiero się rozkręciliśmy.
  • jaque 27.08.12, 22:09
    Strasznie przesadzasz.

    > Ale nie trzeba jechać aż do Tajlandii, by trafić na miejsca, w których wózkiem
    > ciężko by się jeździło (zwłaszcza wózkiem-parasolką). Wystarczy pojechać np. do
    > Sousse.

    Zjechaliśmy wózkiem-parasolką (a nawet dwoma) nie tylko Sousse, ale i inne miejsca w Tunezji. Także w wielu innych krajach. Jaki problem w braku chodników? Co za różnica, czy idziesz poboczem z dzieckiem w nosidle, czy idziesz nim pchając wózek? Co za różnica wsiąść do pociągu z dzieckiem w nosidle, czy z dzieckiem za rękę ze złożonym (w 5sekund) wózkiem w drugiej ręce?
    Z wózkami zwiedzaliśmy nie tylko miasta, ale i masę innych miejsc (ruiny, jaskinie, wulkany itd.). Zawsze było miejsce, gdzie wózki można było zostawić (parking, kasa, sklepik, knajpka itd.). A potem dzieci mogły wygodnie odpocząć - i my też, bo nie musieliśmy ich nosić smile.

    > Dla mnie nigdy nie był to duży problem, a już zwłaszcza w porównaniu z niewątpl
    > iwym problemem, jakim jest taszczenie wózka samolotami i autobusami.

    Tu cię rozumiem, jeśli taszczysz wózek na lotnisku, czy w autobusie. Ale my na lotnisku wózek pchaliśmy, ewentualnie złożony jechał na wózku bagażowym. A w autobusie trafiał do bagażnika, ewentualnie leżał pod siedzeniami. Za to nie musieliśmy w ogóle taszczyć dzieci w nosidłach... Hmm, chyba, że to nie taszczenie?
    I jeszcze - wózek na lotnisku, przy wielogodzinnym opóźnieniu samolotu, pozwalał dziecku w miarę wygodnie spać - choć pewnie uznasz, że twojemu w nosidle byłoby wygodniej wink.
  • pawel_zet 27.08.12, 23:40
    Wózek parasolka ma małe kółka, w Tunezji chodniki są wąskie, dziurawe i tłoczne. Po ulicach średnio da się chodzić ze względu na spore natężenie ruchu i dość nieszablonowe zachowania kierowców. smile Tak staram się odtworzyć swoją drogę z hotelu Panorama do mediny w Sousse i wydaje mi się, że z wózkiem byłaby to dość skomplikowana wyprawa. Z nosidłem jest po prostu dużo wygodniej.

    > Z wózkami zwiedzaliśmy nie tylko miasta, ale i masę innych miejsc (ruiny, jaski
    > nie, wulkany itd.). Zawsze było miejsce, gdzie wózki można było zostawić (parki
    > ng, kasa, sklepik, knajpka itd.). A potem dzieci mogły wygodnie odpocząć - i my
    > też, bo nie musieliśmy ich nosić smile.

    A jak tam dojeżdżaliście?

    > Tu cię rozumiem, jeśli taszczysz wózek na lotnisku, czy w autobusie. Ale my na
    > lotnisku wózek pchaliśmy, ewentualnie złożony jechał na wózku bagażowym. A w au
    > tobusie trafiał do bagażnika, ewentualnie leżał pod siedzeniami. Za to nie musi
    > eliśmy w ogóle taszczyć dzieci w nosidłach... Hmm, chyba, że to nie taszczenie?

    To jest taszczenie, ale dużo wygodniejsze niż zmaganie się z wózkiem. Ponieważ i tak nie jestem w stanie sobie wyobrazić jakiejkolwiek formy aktywnego wypoczynku bez nosidła, to sprowadzałoby się to do tego, że musiałbym ze sobą taszczyć i wózek, i nosidło. Zawsze zaś byłem zwolennikiem minimalizacji bagażu. Mniej bagażu, mniej kłopotów. Nigdy np. przez myśl mi nie przyszło, by wieźć gdzieś ze sobą zupki czy kaszki z tych samych dokładnie powodów.

    > I jeszcze - wózek na lotnisku, przy wielogodzinnym opóźnieniu samolotu, pozwala
    > ł dziecku w miarę wygodnie spać - choć pewnie uznasz, że twojemu w nosidle był
    > oby wygodniej wink.

    Nie, ale jakoś wielogodzinne opóźnienia mi się nigdy nie zdarzały. Latam liniami rejsowymi, a nie czarterami. Tam wielogodzinne opóźnienia są rzadkością, zresztą w przypadku czarterów też nie są częste. Do samolotu ze względu na klimę i tak biorę ciepłe ubrania, więc ostatecznie mógłbym umościć młodemu posłanie z polarów. Nie widzę problemu.
  • jaque 28.08.12, 00:26
    > Wózek parasolka ma małe kółka, w Tunezji chodniki są wąskie, dziurawe i tłoczne
    > . Po ulicach średnio da się chodzić ze względu na spore natężenie ruchu i dość
    > nieszablonowe zachowania kierowców. smile Tak staram się odtworzyć swoją drogę z
    > hotelu Panorama do mediny w Sousse i wydaje mi się, że z wózkiem byłaby to dość
    > skomplikowana wyprawa. Z nosidłem jest po prostu dużo wygodniej.
    >

    To naprawdę subiektywne odczucia wink. Zjechaliśmy spory kawałek Tunezji i zdecydowanie wózek/wózki były dla nas (i przede wszystkim dla dzieci) dużo wygodniejsze niż nosidła.

    > > Z wózkami zwiedzaliśmy nie tylko miasta, ale i masę innych miejsc (ruiny,
    > jaski
    > > nie, wulkany itd.). Zawsze było miejsce, gdzie wózki można było zostawić
    > (parki
    > > ng, kasa, sklepik, knajpka itd.). A potem dzieci mogły wygodnie odpocząć
    > - i my
    > > też, bo nie musieliśmy ich nosić smile.
    >
    > A jak tam dojeżdżaliście?

    Pociągiem, samochodem, autobusem, taksówką, tuktukiem... Naprawdę nigdy transport wózka/wózków nie był problemem.

    > Nie, ale jakoś wielogodzinne opóźnienia mi się nigdy nie zdarzały. Latam liniam
    > i rejsowymi, a nie czarterami. Tam wielogodzinne opóźnienia są rzadkością, zres
    > ztą w przypadku czarterów też nie są częste. Do samolotu ze względu na klimę i
    > tak biorę ciepłe ubrania, więc ostatecznie mógłbym umościć młodemu posłanie z p
    > olarów. Nie widzę problemu.

    Mieliśmy opóźnienia i w rejsowych, i w czarterach (ale owszem, w czarterach częściej).
    Jasne, że możesz dzieciaka położyć na polarach, czy kocyku.
    Ale jeśli lecisz w nocy, czy masz nocną przesiadkę, to zdecydowanie wygodniej wynieść śpiącego malucha na rękach z samolotu i od razu ułożyć w wózku, niż go rozbudzać, bo musi sam maszerować po lotnisku (albo pakować go w niewygodne do spania nosidło).

    Nie chce mi się kontynuować tej dyskusji, wolisz nosidło i brak wózka - twoje prawo. Fajnie, że podsuwasz komuś pomysł z nosidłem - sama znam ludzi, który nie wiedzieli o istnieniu takowych.
    Ale po co tak krytykujesz wózkarzy? Tym bardziej, że, jak sam przyznajesz, nie masz pojęcia jak podróżuje się z wózkiem, bo tego nie praktykowałeś wink.
  • pawel_zet 28.08.12, 07:12
    > To naprawdę subiektywne odczucia wink. Zjechaliśmy spory kawałek Tunezji i zdecy
    > dowanie wózek/wózki były dla nas (i przede wszystkim dla dzieci) dużo wygodniej
    > sze niż nosidła.

    A, owszem, moje subiektywne uczucie jest takie, że bez wózka można sobie dać świetnie radę (oczywiście mówię o dziecku w wieku np. dwóch lat, które już całkiem nieźle chodzi), a brak wózka oznacza brak jednego klamota mniej. Dalej zresztą uważam, że użyteczność wózka w krajach takich jak Tunezja jest niewielka. Czy widziałaś miejscowe rodziny, które używałyby wózka?

    > Pociągiem, samochodem, autobusem, taksówką, tuktukiem... Naprawdę nigdy transpo
    > rt wózka/wózków nie był problemem.

    A dla mnie transport zawsze był problemem, nawet bez wózka. Dwa duże plecaki, mały plecak, nosidła i my w trójkę - i już zajmujemy mnóstwo miejsca, nie mówiąc już nawet, że trzeba te wszystkie rzeczy przenosić np. z hotelu na dworzec.

    > Mieliśmy opóźnienia i w rejsowych, i w czarterach (ale owszem, w czarterach czę
    > ściej).

    A ja nigdy nie miałem istotnych opóźnień, a latałem przecież dość często. Maksymalnie chyba dwie godziny.

    > Jasne, że możesz dzieciaka położyć na polarach, czy kocyku.
    > Ale jeśli lecisz w nocy, czy masz nocną przesiadkę, to zdecydowanie wygodniej w
    > ynieść śpiącego malucha na rękach z samolotu i od razu ułożyć w wózku, niż go r
    > ozbudzać, bo musi sam maszerować po lotnisku (albo pakować go w niewygodne do s
    > pania nosidło).

    Nosidło zawsze nadawałem na bagaż, a nocna przechadzka Andrzejkowi też nigdy źle nie zrobiła. Szedł jak lunatyk za rączkę do samolotu, kład się w fotelu i spał.

    > Ale po co tak krytykujesz wózkarzy? Tym bardziej, że, jak sam przyznajesz, nie
    > masz pojęcia jak podróżuje się z wózkiem, bo tego nie praktykowałeś wink.

    Po pierwsze, nie krytykuję, tylko się dziwię, bo moim zdaniem wózek trzeba wyeliminować możliwie wcześnie, jeśli chce się podróżować, bo jest to dodatkowa sztuka bagażu, a bagaż trzeba zmniejszać, a nie zwiększać.
    Po drugie, widziałem także w Polsce czterolatki na wózkach i podobnie mnie to dziwiło (mimo że sam czteroletniego dziecka w wózku nie woziłem i nie rozumiem, co może być takiego dobrego w wożeniu dziecka w wózku, że niektórzy rodzice wożą nim "stare konie").
    Po trzecie, może dlatego, że jak najwcześniej przestawiałem moje dziecko na chodzenie, teraz mam dziecko, które bez większych protestów chodzi ze mną 10 czy 15 kilometrów.
    Oczywiście wszyscy jesteśmy dorośli i robimy, co nam się podoba i uważamy za słuszne. Dlatego też pozostanę przy swoim zdaniu.
  • tres09 28.08.12, 10:05
    > A dla mnie transport zawsze był problemem, nawet bez wózka. Dwa duże plecaki, m
    > ały plecak, nosidła i my w trójkę - i już zajmujemy mnóstwo miejsca, nie mówiąc
    > już nawet, że trzeba te wszystkie rzeczy przenosić np. z hotelu na dworzec.

    Jakbyś miał wózek to jechałoby nim dziecko i mały plecak. Nosidło się wtedy bierze nie turystyczne ze stelażem tylko małe które można zapakować.
    Wózek to właśnie nie dodatkowy klamot tylko środek transportu nie tylko dla dziecka ale też dla paru klamotów, które w przeciwnym razie trzeba nosić.
  • pawel_zet 28.08.12, 10:13
    > Jakbyś miał wózek to jechałoby nim dziecko i mały plecak.

    Parasolka z plecakiem? By się wywróciła. Chyba że mamy różne wyobrażenia na temat wózka-parasolki - albo na temat plecaka. Mam na myśli 20-30 litrowy plecak wyprawowy, do którego chowam aparat fotograficzny, jedzenie i wodę na drogę, jakieś dokumenty, przewodnik i jeszcze kilka drobiazgów. Nie jest tego dużo, ale trochę jednak waży.

    > Nosidło się wtedy bie
    > rze nie turystyczne ze stelażem tylko małe które można zapakować.

    Ale takie nosidło, o jakim piszesz, ma sens w przypadku niemowlaków, które ważą cztery czy pięć kilo. Potem noszenie w nim dziecka na dłuższych dystansach jest niewygodne, a nawet niebezpieczne. Nosiłem w takim nosidle czasem dziecko do żłobka, ale to było 10 minut od domu. I oczywiście w przypadku starszego dziecka, takiego 10-kilogramowego takie nosidło kompletnie traci użyteczność.

    > Wózek to właśnie nie dodatkowy klamot tylko środek transportu nie tylko dla dzi
    > ecka ale też dla paru klamotów, które w przeciwnym razie trzeba nosić.

    No cóż, nie dogadamy się. Uważam, że wręcz przeciwnie. Oczywiście wynika to z tego, co ja robię na wakacjach. Jeśli ktoś ma zamiar głównie spacerować wokół hotelu, to faktycznie wózek-parasolka może być przydatny.
  • jaque 28.08.12, 10:29
    > No cóż, nie dogadamy się. Uważam, że wręcz przeciwnie. Oczywiście wynika to z t
    > ego, co ja robię na wakacjach. Jeśli ktoś ma zamiar głównie spacerować wokół ho
    > telu, to faktycznie wózek-parasolka może być przydatny.

    Zaczynam podejrzewać, że to nosidło służy podnoszeniu samooceny: mam nosidło, a nie wózek = jestem super globtroterem wink.
    Nikt cię nie zamierza przekonywać do wózka, ale uwierz, naprawdę można PODRÓŻOWAĆ z wózkiem. Nie próbowałeś - nie wypowiadaj się na ten temat, bo twoje "wydaje mi się" nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
    Swoją drogą, a propos ograniczania bagażu - nasze parasolki miały podobne gabaryty jak większe nosidła ze stelażem wink.
  • pawel_zet 28.08.12, 11:09
    Moja samoocena jest dobra i nie muszę jej sobie poprawiać.
    Naprawdę nie wyobrażam sobie podróżowania z wózkiem przy założeniu, że ktoś ma zamiar intensywnie zwiedzać (poza Europą), a tym bardziej uprawiać nawet lekki trekking. Być może wchodzą tu w grę różnice w wyobrażeniu tego, na czym polega podróżowanie.
  • camel_3d 28.08.12, 12:20
    dla jednych urlop to hotel i bsen i lekkie spacery. dla innych trekking i gory...
    nie da sie wrzucic wszytskich do jednego worka i powiedziec, ze ktos my gorszy, a ktos lepszy urlop.
    ja lubie i afryke lacznie ze spaniem w namiocie i ogladaniem zwierzakow, tak samo jak wypad na fuerte i spacery po plazy...

    niektorzy lubia wozki..a inni...i tyle...

    kazde mma swoje plusy i minusy...
  • pawel_zet 28.08.12, 12:31
    Ależ oczywiście de gustibus...
    Ta dyskusja ujawniła, że na pytanie zadane przez autorkę wstępu, nie można odpowiedzieć, jeżeli nie wiadomo, dokąd jedzie i co ma zamiar tam, gdzie jedzie, robić. A nawet gdybyśmy to wiedzieli, też miałbym wątpliwości, czy istnieje jedna poprawna odpowiedź, odkąd we wspomnianej książce Ani Kuziemskiej przeczytałem, że ktoś tam na trampingowy wyjazd do Malezji wziął wózek (nie parasolkę, normalny wózek) i był z tego powodu zadowolony.
  • camel_3d 28.08.12, 15:47
    moze tylko po to zeby po lotisku nim jezdzic i podczas przesiadek... bo chyba nikt tego nie taszczyl po...dzungli smile)))


    --
    Dziecko w podrozy. Grupa na Facebooku.
    ___________________________________________

    www.facebook.com/groups/129829233757830
  • pawel_zet 28.08.12, 22:12
    Chętnie bym z nimi pogadał, żeby zrozumieć motywację.
  • jaque 28.08.12, 19:04
    > Być może wchodzą tu w grę różnice w wyobrażeniu tego, na czym polega
    > podróżowanie.

    Jasne, że tak! Podróżowanie przecież polega na zabieraniu ze sobą nosidła smile.
    Zabranie wózka powoduje automatyczne uziemienie w hotelu.
    Naprawdę jesteście zabawni panowie podróżnicy wink .
  • pawel_zet 28.08.12, 22:08
    Mnie bawią rodziny jadące na wakacje z gigantycznym zestawem bagaży (i bywa, że z kilkoma wózkami), informacje, że ktoś zabierał ze sobą na 14-dniowy urlop w Egipcie zestaw zupek, a często i wody butelkowanej do picia, albo wyjazdy do Dominikany (przy z góry podjętym założeniu o nieopuszczaniu "resortu") i kilka podobnych rzeczy, Ciebie ja bawię.
    Dobrze, że ludzie potrafią czasem śmiać się z byle czego.
    Gdyby nie to, życie byłoby dość smutne.
  • tres09 28.08.12, 12:48
    > Parasolka z plecakiem? By się wywróciła. Chyba że mamy różne wyobrażenia na tem
    > at wózka-parasolki - albo na temat plecaka. Mam na myśli 20-30 litrowy plecak w
    > yprawowy, do którego chowam aparat fotograficzny, jedzenie i wodę na drogę, jak
    > ieś dokumenty, przewodnik i jeszcze kilka drobiazgów. Nie jest tego dużo, ale t
    > rochę jednak waży.

    Nie przewraca się. Jak dziecko siedzi w wózku to plecak wisi w z tyłu, jak schodzi, plecak się przekłada na miejsce dziecka.

    Zdaję sobie sprawę że w przypadku niektórych form podróżowania z dziećmi wózek może nie być przydatny, ale na przeciętnym wyjeździe z wózka będzie więcej pożytku niż kłopotu.

    Rozumiem że noclegi w jednym miejscu plus całodniowe wypady autobusami lokalnymi, albo wynajętym samochodem, mieszczą w twojej definicji chodzenia wokół hotelu no i ok, ja sobie jak na razie chodzę wokół hotelu z wózkiem i to mi w zupełności wystarcza.

  • pawel_zet 28.08.12, 18:31
    Zależy od miejsca (inaczej jest w Hiszpanii, inaczej w Tunezji, inaczej w Indiach), a zatem i autobusu lokalnego, bo w każdym z tych krajów oznacza to coś innego. A z wynajętym samochodem jest jeszcze inaczej i też zależy to od kraju i celu wizyty (inaczej jeżeli jedziesz na wycieczkę do NYC, inaczej jeżeli do Botswany).
  • camel_3d 28.08.12, 23:36
    Powiem ci, ze bezpieczniej jest w botswanie...
  • tres09 29.08.12, 07:17
    > Powiem ci, ze bezpieczniej jest w botswanie...

    Nie powiedziałabym, że bezpieczniej , chyba że piszesz tak na podpuchę.
    Nie zabrałabym małego dziecka do kraju gdzie występuje malaria a co trzecia osoba choruje na HIV. Uprzedzając głupie komentarze od razu piszę że wiem w jaki sposób można się zarazić HIV, tyle że w życiu różne sytuacje występują, nie tylko typowe.
    Tyle że ja mam wyjątkowo niską skłonność do ryzyka w kwestiach sanitarno-epidemiologicznych plus niechęć do zbędnych leków i w sumie czarnej Afryki zawsze unikałam, nawet jak nie miałam dziecka.


  • pawel_zet 29.08.12, 07:32
    Oczywiście, że bezpieczniej.
    W NYC masz przestępczość, narkomanów, duży ruch uliczny itp.
    W Botswanie jest - owszem - sporo osób chorych na HIV, ale sama napisałaś, że wiesz, jak się zarazić, więc wiesz, że typowemu turyście to nie grozi. A na malarię są malaron i repelenty. Oczywiście nikt Ci nie poleca wczasów w Czarnej Afryce, skoro masz do niej awersję, ale obiektywnie patrząc, w Botswanie jest bezpieczniej niż w NYC.
  • tres09 29.08.12, 09:00
    > W NYC masz przestępczość, narkomanów, duży ruch uliczny itp.

    Duży ruch uliczny (i do tego niecywilizowany) to może w La Paz albo w Indiach, w NYC to duży ruch uliczny co najwyżej powoduje uciążliwość bo o każdej porze dnia i nocy są gdzieś korki.
    Przestępczość, narkomani - wystarczy się nie pchać w określone rejony, jak ktoś idzie pospacerować po Harlemie to się o problemy prosi, ale tu wystarczy odrobina rozsądku.
    NYC najbardziej niebezpieczny jest tylko na filmach, jakoś nie słyszy się regularnie o turystach którzy wracają stamtąd w pudełku, w odróżnieniu od Afryki.

    > W Botswanie jest - owszem - sporo osób chorych na HIV, ale sama napisałaś, że w
    > iesz, jak się zarazić, więc wiesz, że typowemu turyście to nie grozi.

    Grozi, grozi. Typowego turystę spotykają nie tylko same typowe sytuacje.

    Malarone, lariam - objawy uboczne (nie bez powodu przy dłuższych pobytach się nie zaleca) plus brak pełnej ochrony.
    Repelenty plus odpowiedni strój - w dużym stopniu brak pełnej ochrony.

    Jak malarię przechodzą małe dzieci, chyba nie muszę pisać.

    W Botswanie wydaje się być bezpieczniej tym którzy mieli szczęście wrócić w komplecie. Niech tylko 1 na 1000 nie wraca. Dla tego jednego to koniec i wyrzucanie sobie do końca życia po co tam ciągnął dziecko.
    Większość wraca bez żadnych problemów - no ale tak jak pisałam to kwestia tego w jakim stopniu akceptuje się ryzyko.

  • pawel_zet 29.08.12, 09:20
    Nie rozumiem, dlaczego lariam i malarone pchasz do tego samego worka. Malarone to lek znacznie nowocześniejszy od lariamu i praktycznie wolny od objawów ubocznych.
    Oczywiście trzeba by mieć sporego pecha, żeby napytać sobie kłopotów w USA (jeżeli człowiek ma trochę oleju w głowie), ale moim zdaniem jest to jednak bardziej prawdopodobne niż w Botswanie. Weźmy tych narkomanów i popełniane przez nich przestępstwa. Pojedźmy do NYC na wycieczkę. Najprawdopodobniej nic nam się nie stanie, ale natknijmy się na uzbrojonego w broń palną narkomana, który zacznie strzelać w centrum handlowym. Dziecko zostanie trafione i do końca życia będziemy sobie pluli w brodę, czemu pojechaliśmy do NYC, a nie - jak wszyscy - do Włodka.
    Inną sprawą w kontekście wózków jest fakt, że z bardzo małym dzieckiem nie ma sensu się tam pchać. Myślę, że 4-5 lat to raczej minimalny wiek, by sprawić wyjazdem do Botswany radość sobie i dziecku.
  • tres09 29.08.12, 10:29
    > Nie rozumiem, dlaczego lariam i malarone pchasz do tego samego worka. Malarone
    > to lek znacznie nowocześniejszy od lariamu i praktycznie wolny od objawów ubocz
    > nych.

    Nie lubię nowych leków, często jest tak że efekty uboczne na początku nie są jeszcze znane, wychodzą dopiero za jakiś czas. Zresztą ja unikam wszelkiego rodzaju leków, biorę jak już naprawdę muszę, jak mam się faszerować czymś co mi sprawi dyskomfort choćby tylko psychiczny to wolę nie jechać do Afryki, ale to ja.

    > natknijmy się na uzbrojonego w broń palną narkomana

    To się kojarzy z USA, bo takie przypadki pokazują w TV. Tyle że pokazują je właśnie dlatego że są niezmiernie rzadkie.
    Co do strzelanin to jeśli już to prędzej właśnie w Afryce albo w niektórych krajach Ameryki Południowej może się trafić, tyle że nie pokazuję tego w TV (między innymi dlatego że takie rzeczy w takim Rio są na porządku dziennym w odróżnieniu od NYC).
    Wystarczy porównać ile osób rocznie umiera w wyniku malarii albo AIDS (nie wspominając o innych chorobach popularnych w Afryce o których mniej się mówi) a ile w wyniku strzelanin w centrach handlowych w USA i okazuje się że ryzyko zarażenia jakimś paskudztwem w Afryce jest realne a natrafienia na strzelaninę w NYC pozorne.

    > Inną sprawą w kontekście wózków jest fakt, że z bardzo małym dzieckiem nie ma s
    > ensu się tam pchać. Myślę, że 4-5 lat to raczej minimalny wiek, by sprawić wyja
    > zdem do Botswany radość sobie i dziecku.

    No więc właśnie, dlatego ja mając trzyletnie dziecko nie jeżdżę na dalekie wyprawy bo to by było tylko dla mnie, małemu nie sprawiłoby jeszcze frajdy, a naraziłoby go na uciążliwości związane z długą podróżą.
    Poza tym najeździłam się po świecie nie mając dziecka, teraz już nie mam takiego parcia.
  • pawel_zet 29.08.12, 11:29
    Oczywiście rozumiem niechęć faszerowania się lekami i zgadzam się w zupełności, że wyobrażenie o różnych krajach uzyskane na podstawie mediów może znacznie odbiegać od rzeczywiści, myślę jednak, że Twoje wyobrażenia o Czarnej Afryce też mogą być efektem medialnego stereotypu. Przede wszystkim ten worek jest strasznie wielki. Inne warunki są w RPA czy Botswanie, inne w Somalii. Botswana, RPA czy Namibia to kraje bezpieczne (przy zachowaniu minimum odpowiedzialności) i nastawione na turystykę. Do większości pozostałych krajów Afryki Subsaharyjskiej z dzieckiem raczej bym się nie wybrał.
    Nie bardzo też rozumiem, co fakt posiadania dziecka miałby zmieniać, jeżeli chodzi o stosunek do dalekich podróży jako takich. Po prostu do pewnych miejsc, do których wcześniej można by było rozważać wyjazd, nie jeździ się z dzieckiem w określonym wieku i tyle. Do Botswany bym nie pojechał z niemowlakiem ze względu na długie czasu przejazdów w samochodzie, co dla bardzo małego dziecka jest uciążliwe. Nie widzę natomiast powodów, by nie jechać z niemowlakiem np. do Tajlandii. Ale - oczywiście - rób, co chcesz. Twoja sprawa.
  • pawel_zet 29.08.12, 07:27
    Nie wątpię.
    Różnica jest taka, że w NYC są parki z chodnikami, muzea z windami itp.
    Trudno mi sobie wyobrazić, gdzie można by jeździć wózkiem w Botswanie.
  • pawel_zet 29.08.12, 07:35
    Tak, ale trudno mi sobie wyobrazić, gdzie w Botswanie można by jeździć wózkiem. Wymagałoby to pewnej zmyślności. smile
    W NYC, oczywiście, jest wiele miejsc, gdzie można jeździć wózkiem.
  • karola810 27.08.12, 08:05
    Ja zachęcam dla mnie był zawsze priorytetem na wyjazdach nawet jak na miejscu już od dawna nie używany. Zależy to również od dziecka -dla mojego był dodatkową atrakcją. Mała parasolka może się naprawdę przydać. Podczas spacerków, wieczornych posiadówkach w kawiarniach czy barach. Moje dziecko nadruchliwe więc na lotnisku przy nadawaniu bagażu po prostu bezpieczniej w tłumie a dla mnie mniej stresująco.
    Dopiero podczas wsiadania do samolotu parasolkę oddawałam do rąk stewardesy.
    Pozdrawiam
  • jakanu 29.08.12, 09:23
    Czy brać wózek? To zależy gdzie się wybieramy i czy ma to być pobyt w jednym miejscu, czy bardziej objazdowy wyjazd...
    --
    supertanielatanie.pl
  • pojechanewakacje 31.08.12, 11:58
    Wydaje mi się, że jesli nie weźmiesz wózka, bardzo się zdziwisz, gdy zobaczysz, że wszystkie rodziny dookoła go mają. Wózek to bardzo przydatna rzecz.
    Nie raz widziałam, jak rodziny wybierają się z maluchami na naprawdę długie fakultatywne wycieczki, które są znośne tylko dzięki temu, że dziecko ma swój własny pojazd smile
    Nie zastanawiaj się nawet
    Miłego pobytu i dużo słońca

    --
    www.PojechaneWakacje.pl

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka