> przecież to jej dziecko, które kilka tygodni w niej żyło, zmarło
> I dlatego to ona ma prawo decydowac , co z tym zrobic.
Typowo feministyczno-antyklerykalne podejście.
Nienawiść do kościoła nie pozwala ci logicznie myśleć.
Jakie "jej" dziecko? A udział męża? Skoro miał udział, to też ma chyba jakieś
prawo? To tak jak wspólne konto w banku, którego jesteś dyrektorką. Skoro mąż
wpłaca kasę, to może z niego korzystać. Oczywiście, jako dyrektorka placówki
możesz zachachmęcić i pozbawić go dostępu, ale wtedy będzie to po prostu zwykła
kradzież z chciwości.
Macie złe doświadczenia. Gdybyście natrafiły na dobrego mężczyznę, którego
byście pokochały, to nigdy byście nie mówiły o "moim" dziecku - to byłoby
"wasze" dziecko.
Oczywiście, że po poronieniu kobiecie należy się spokój, czułość i opieka, ale
nie wiem czy uspokoiła by ją wiadomość, gdyby mąż ją pocieszał, że to przecież
"tylko" zarodek
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.