Macie złe doświadczenia. Gdybyście natrafiły na dobrego mężczyznę, którego
> byście pokochały, to nigdy byście nie mówiły o "moim" dziecku - to byłoby
> "wasze" dziecko.
>
Zaszłam w ciąże (tak to ja byłm w ciży nie my - choć dziecko było nasze)ciąża nie rozwijała sie i musiałam iśc na zabieg.
To ja musiałam przejść serie uokażających badań w 4 szpitalach pod rząd (bo doiero w czwartym mnie przyjeli).
To ja musiałam znosić ból po podaniu leków wywłujących poronienie.
To ja musiałam usiąśc na samolocie i pozwolic na to by mnie uspili a 6 obcych mi ludzi "działało: między moimi nogami.
Mój partner był ze mną ale wybacz mi to nie on musiał sie obnażyc w przeciagu 5 dni przed ponad 20 osobami (w każdym szpitalu z 4 robiono mi dokładnie te same badania ginekologiczne poniewaz w przypadku tegotypu zabiegu każdy szpital musiał sprawdzić osobo czy nie kłamie)to nie on sie zwijał z bólu.
Także nazywajmy rzeczy po imieniu. Dziecko stracilismy oboje ale wiekszość konsekwncji związanych z nieudaną ciążą wziełam na siebie ja (psychologicznych również)
I to ja pocieszałam patnera że to tylko zarodek. I to ja nie chciałam brać urlopu macieżynskiego (mimo że mi sie należał).
To ja nie chciałam nadawać imienia. I uważam że moje zdanie bylo ważniejsze w tej sprawie.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.