> mówię o definicji wynikającej z biologii, czyli pierwotnej w stosunku do tzw.
> prawa pozytywnego.
Przy czym nie jest to jedyna możliwa definicja biologiczna.
Przykład: człowiekiem jest się od momentu narodzin. Całkiem biologiczne.
Albo: za istotę ludzką nazywamy każdą istotę zdolną do... (i tu katalog,
obejmujący np. odczuwanie).
Definicji biologicznych można tworzyć multum.
> > Przykładowo: definicja leksykalna. Człowiekiem w ścisłym tego słowa
> > znaczeniu jest tylko istota ludzka od momentu narodzin do śmierci.
> wg jakiego słownika? o ile dobrze pamiętam każdy słownik mówi, że zarodek
> jest pierwszym etapem życia człowieka.
Sprawdź jeszcze raz.
Np. pl.wikipedia:
"Zarodek lub z greckiego embrion – osobnik roślinny lub zwierzęcy we wczesnym
etapie rozwoju zwanym okresem zarodkowym."
> ...czyli jak sam mówisz - człowiek. mający tak jak każdy inny człowiek prawo
do życia.
To już jest Twoja interpretacja, odległa od warstwy językowej.
Wracajmy do języka. Po pierwsze, przymiotniki osłabiają rzeczowniki.
Po drugie, w języku polskim stała zbitka "rzeczownik przymiotnik" jest
funkcjonalnie już osobnym rzeczownikiem. Np. dom pogrzebowy to nie jest dom w
ścisłym tego słowa znaczeniu. Jest to wprawdzie budynek, ale nikt w nim nie
mieszka itd.itp. Mówiąc "dom", nie myślisz o domu pogrzebowym albo towarowym,
prawda?
W języku polskim takie rzeczy oznacza się właśnie szykiem rzeczownik -
przymiotnik i tutaj znaczenie może być dość odległe (choć nie musi) od znaczenia
samego rzeczownika. Stąd: młody człowiek, stary człowiek, zdrowy człowiek,
wysoki człowiek - to jest człowiek. Ale człowiek-duch, człowiek-pająk, człowiek
nienarodzony... to już rzecz do namysłu. :)
> byty nie żyjące i nie istniejące nie mają zupełnie sensu w tej dyskusji
> (kolejne kiepskie ad absurdum), bo prawo ich nie obejmuje.
Po pierwsze, mówimy o przykładzie leksykalnym - co tu ma prawo do rzeczy?
Po drugie, osoby zmarłe mają jak najbardziej swoje miejsce w systemie prawnym.
Jak widać, dotyczy to nawet istot zmarłych-nienarodzonych!
> postęp naukowy raczej poszerza a nie zawęża definicję człowieka (to w
> średniowieczu wymyślano zupełnie fantazyjne terminy od kiedy to niby
> człowiek zaczyna być człowiekiem).
A to prawda, stąd zabawnie i przerażająco brzmi bajdurzenie prymitywów o
"cywilizacji śmierci".
> obecnie definicje czysto materialistyczne holistyczne z jednej strony, i
> deus ex machina z drugiej, się rozwijają. redukcjonistyczny pogląd
> 'człowiek = mózg' to relikt.
Po pierwsze, o rozwój "definicji" typu (jak je słusznie nazwałeś) deus ex
machina bym się nie martwił - ludzkość od "zawsze" ma tendencję do bajdurzenia -
niemniej ludzie poważni raczej zostawiają takie bajania i dywagacje na boku. :)
Po drugie, nie wiem czy pogląd człowiek = mózg nazywać poglądem
redukcjonistycznym, a tym bardziej nie uznawałbym go za relikt. Wszystko zależy
od tego, na jakiej płaszczyźnie zamierzasz się przemieszczać. Wolisz np.
płaszczyznę genetyki czy psychologii? Ty ewidentnie preferujesz to pierwsze -
dlaczego jednak miałby tak robić inny człowiek albo prawodawca?
Niemniej pozdrawiam, rozmowa z Tobą jest przynajmniej interesująca. :)