Re: Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego tu wra
Gość portalu: Darek napisał(a):
> W spoleczenstwach, ktore sie troche rozwinely od mrokow
> sredniowiecza, nawet do profesora student zwraca sie po imieniu
Nie zawsze, a nawet rzadko.
> (tak, tak, w tych laickich-libertynskich-wrecz-
> poganskich krajach nie wypada sie wstydzic swojego "chrystian
> name"),
To prawda, a sama tendencja jest idiotyczna. Rozumiem gdybyśmy byli Chińczykami,
ale Adam, Ryszard czy Michał są na tyle podobne do zagranicznych odpowiedników,
że nie ma co zmieniać, a Stanisław, Zbigniew czy Lech są doskonale znane jako
imiona sławnych Polaków.
Śmieszny ten snobizm i wstyd.
> a "cywilizowana" autoprezentacja wyglada tak: imie,
> nazwisko, dopiero tytuly
Ponownie, nie jest prawdą jakoby.
prof. Erwin Schroedinger
dr Wolfgang Pauli
prof. Enrico Fermi
Trzech najważniejszych fizyków 20. wieku (Einstein może się schować), trzy różne
nacje, trzy razy tytuł przed nazwiskiem.
> (bo o dziwo - liczy sie czlowiek a nie
> papierki ;-)
Ponownie, to tylko w kulturze anglosaskiej.
> A tego, ze BSc/BA liczy sie bardziej od
> Masterow/magistrow juz nie bede udowadnial,
...bo to bzdura. W grajdołku, w którym się zamknąłeś nie robi się M.Sc, bo się
nie opłaca. Wysiłek w uzyskaniu magistra jest prawie taki sam jak na doktorat
(trzeba mieć pomysł na projekt i wyciągnąć pieniądze na grant), to po co robić
pół, skoro można robić całość?
W Europie jednak magister jest dużo dalej niż licencjat.
--
LMB
Motto Polaków: "Marudzę, więc jestem".