Re: głos Ludu ma sporo racji, ale nie o tym jest
Rzadko trafia sie na tym forum przytomna wypowiedź w sprawie UJK, czy ogólniej
szkolnictwa wyzszego. Standardem są wypowiedzi "ekstremalne"; albo oskarżanie o
napasc na "niewinną" uczelnię (najczęściej), albo (troche rzadziej, ale też
często) totalne "gnojenie". Pańskie poglady sa właśnie z rodzaju tych
przytomnych. Ale to Panu raczej dobrze nie wróży. Wszystko jest OK, kiedy pisze
sie o uczelniach na takim poziomie ogólnosci, by zaden członek władz uczelni nie
mógł odniesc tego do siebie. Czyli takie akademickie gadanie. Próba
ukonkretnienia tego np. przez podanie nazwisk winnych natychmiast budzi sprzeciw
i oskarzenia o "szarganie swietosci", "szkodzenie Kielcom", "kalania gniazda"
itp.. I tak naprawdę, to nie ten uczelniany syf, który jednak mamy, jest tu
problemem, ale własnie taki stosunkek do KAŻDEJ krytyki zachowań władz uczelni.
Ale przejdźmy do rzeczy. Pisze Pan:
> Również uważam, ze nie jest możliwością, aby jakakolwiek szkoła, jakikolwiek
> uniwersytet zrobił z człowieka kogoś, kim on nigdy być nie powinien.
> Każdy z nas rodzi się posiadając wrodzone predyspozycje do funkcjonowania w
> społeczeństwie - zarówno są to cechy widoczne gołym okiem, jak i potencjał,
> który należy dostrzec i uwolnić. I właśnie takie uwolnienie ma za zadanie
> uczelnia. Jednakże nie powinno się to dziać w sposób "łopatologiczny", ale w
> skutek produkowania bodźców, które będą stanowiły naturalne środowisko dla
> rozwoju studenta.
Tak naprawde, to to jest chyba istota sprawy. Ale tego pogladu nie da sie
pogodzic z przyjetą przez władze UJK i środowisko strategią rozwoju uczelni. To
budowanie fasady za pieniadze podatnika, któremu wmawia sie potrzebę
wyksztalcenia wszystkich na poziomie magisterskim juz doprowadziło i do
dewaluacji dyplomów i obłednego niekiedy parcia na stopnie i tytuły dla
rozmaitych "awansów". U nas awans poziomy praktycznie nie istnieje, wiec ludzie
traktuja dyplom jako stopień w karierze, a nie certyfikact rzeczywiscie nabytej
wiedzy czy umiejetnosci. A ja wolę np. kompetentnego urzędnika po postawówce niz
niekumatego, ale z dyplomem. I akurat politologia ma tu największe chyba
"sukcesy". A jesli podejśc do niej powaznie, to może okazac sie zupełnie ciekawą
nauką na pograniczu wielu uznanych innych nauk; psychologii, socjologii czy
nawet geografii. Kłopot w tym, ze ja znam bardzo wielu utytułowanych
"politologów", którzy nie tylko z tych dziedzin "ani me, ani be". Ale dyplom
mają i podwyzki oraz stabiliozacja na zajmowanym stanowisku im sie należą.
Bardziej niz tym kompetentnym, ale bez dyplomu. Taka to juz specyfika tego
systemu. Pozdrawiam, Waldemar Korczyński