Dodaj do ulubionych

poród na Polnej?

IP: *.* 09.01.03, 15:13
Właśnie mam lada chwila rodzić i jak na razie wybieram się do kliniki AM na ul.Polnej. Podczas ciązy leżałam tam już dwa razy-super sprzęt i położne na oddziale porodowym były ok, gorzej było jeżeli chodzi o odział położniczo-ginekologiczny III. Najgorsze jest to, że o wszystkie info. trzeba się dopraszać, a lekarzy widzi się 25, ale tylko na jednym obchodzie o 8.00. Zwiedziłam też porodówkę na Jarochowskiego i trochę mnie przeraziłam pod względem standardu-w porównaniu do Polnej to "Bangladesz", ale podobno personel jest miły. Jeżeli ktoś może coś poradzić to bardzo proszę. Pozdrawiam. Kati
Edytor zaawansowany
  • Gość edziecko: Czupurek IP: *.* 09.01.03, 20:52
    Ja bym radziła iść do św. Rodziny. Leżałam tam w grudniu, a rodzic będę pewnie w kwietniu, jak nie szybciej...Kilka razy dziennie obchód, tylko rano jest lekarzy więcej niz dwóch. Dobrze informują o wszystkim, na położniczym i porodówce też - wiem od dziewczyn, które urodziły. Poza tym jest kameralnie i sympatycznie. Sale na porodówce są podobno różne, to zależy czy poród jest rodzinny czy nie. No i naprawdę fachowa opieka. Polecam!!!Czupurek
  • Gość edziecko: iwona_marysia IP: *.* 09.01.03, 23:59
    Czesc,ja rodziłam na Polnej, ale miałam (nie-)przyjemność być kilka dni na Jarochowskiego podczas ciąży. Także mam mniej więcej porównanie jeśli chodzi o te dwa szpitale. Mój poród przebiegał bez komplikacji, miałam fajnego lekarza , który nawet pozwolił mojemu mężowi zadzwonić z jego komórki do pracy, bo nie mieliśmy żadnej karty ani nic. Niezbyt miła była tylko położna, ale jakoś to przeżyłam. Podczas porodu nie podobało mi się to, że był tłumik gapiów-studentów czy praktykantów,nikt wcześniej mnie nie spytał o zgodę. Zdążyli mnie jednak spytać o wyznanie religijne i warunki materialne, bo "oni mają nieobowiązkowe kwestionariusze". :what: Po porodzie dziecko było cały czas ze mną w "akwarium na kółkach"- z czego bardzo się cieszę, bo tak chciałam. Na JArochowskiego kobiety po porodzie leżały bez dzieci. I dużo z nich na oddziale patologii ciąży. Na Polnej sale są ładne i świeżo wyremontowane (ale nie to najważniejsze) Na dwie 4 osobowe sale przypada 1 łazienka z 2 prysznicami i toaletami. Tam, gdzie byłam na tej patologii ciąży na Jar. była jedna łazienka na piętrze! Zwłaszcza dla kobiet w ciąży i po !!! Ostatnio opowiadała mi koleżanka, że opłaciła już z wyprzedzeniem salkę rodzinną na Jarochowskiego ale jak przyszło co do czego salki były zajęte i rodziła na dużej porodówce, która jak już wcześniej została nazwana- wygląda jak "Bangladesz" Gdybym miała rodzić po raz drugi pojechałabym na Polną. MOże nie doświadczyłam "niedobrych" lekarzy, ale szczerze mówiąc nie miałam ich o co pytać, wszystko przebiegało w porządku w czasie i po porodzie.Po 48 godzinach pojechałam do domu. Może ktoś ma inne odczucia z tych szpitali- ale ile osób, tyle opinii. Pozdrawiam cieplutko :hot: i trzymam kciuki, żeby wszystko przebiegło ok. Siły i wytrwałości!!!IwonaPS:odwiedziny na Polnej są do 19, a na Jar. do 22.
  • Gość edziecko: lidka IP: *.* 10.01.03, 01:59
    Ja także rodziłam na Polnej i wyłączając izbę przyjęć to jestem bardzo zadowolona. Tyle tylko,że mnie bardziej zależało na zdrowiu i życiu dziecka niż na własnej wygodzie. Położną miałam super, żebym tylko znowu na nią trafiła, jak będę kiedyś rodzeństwo Piotrusiowi sprawiać. Właściwie, to ona wzięła cały poród w swoje ręce i nie zważała na lekarza, bo ten ciągle "czekamy, jeszcze czekamy", tylko nie bardzo wiedziałam na co...jak dziecko już prawie samo wychodziło.Strandard porodówek oczywiście bez zarzutu - tutaj chyba nawet przeciwniczki Polnej nic nie mogą powiedzzieć. Co prawda, rzecz gorzej się ma na oddziale położniczym, bo ja miałam to szczęście leżeć na tym niewyremontowanym a tam to dopiero "Bangladesz", ale to było 2,5 roku temu i pewnie już jest ładny. Leżałam na sali 3osobowej, ale są też 5,6 więc to zależy od szczęścia!!!Pediatra przychodził codziennie i wyczerpująco odpowiadał na pytania mam.Mój synek leżał najpierw na OIOM"e. Sprzęt najnowszy i personel wykwalifikowany - widziałam jak pielęgniarka reanimuje małą kilogramową kruszynkę. Nie potrafię tego opisać, ale wiedziałam wtedy, że mój syn jest w dobrych rękach. Jeśli chodzi o lekarzy oddziale neonatologicznym, to też bywa różnie. Ja musiałam się o wszystko pytać, a najlepszym sposobem na dowiedzenie się czegoś o stanie dziecka jest bycie na obchodzie. Wtedy lekarze między sobą wymieniają informacje i nie zbywają słowami"wszystko w porządku".Właściwie to nie ma co się spierać. Musisz sama wybrać. W każdym z tych szpitali możesz trafić na super lekarza i położną, a także odwrotnie. Ja polecam Polną!!!PozdrawiamLidka z Grochem
  • Gość edziecko: tas IP: *.* 12.01.03, 18:43
    Ja również polecam Polną. Rodzołam razem z mężem. Sale są świetne. Wygodne łóżka, łazienka. Utrafiłam na bardzo dobrą położną. Mały leżał na oddziale neonatologicznym. Położne i lekarze rewelacyjni. Rzeczywiście od lekarzy trzeba wyciagać informacje o stanie dziecka. Jednak oni to chyba robią z rozmysłem. Młoda matka i tak przeżywa spory stres jak się dowiaduje, że z dzieckiem jest coś nie tak. Szczegółu dotyczące stanu zdrowia mogą spowodować szoksad Staśko był przebadany całkowicie za nim wyszedł ze szpitala. Usg głowy, rentgen, badanie słuchu, no i oczywiscie podstawowe badania. Położne jak się poprosi pomagają nauczyć się opiekować dzieckiem. Karmić, przewijać... Opisuje te położne na oddziale neonatologicznym. Na oddziale położniczym to wstrętne kobiety, pracę traktują jak łaske. Pacjentki im przeszkadzają, takie przynajmniej wrażenie można oddnieść. Wiem, że każdy chce urodzić zdrowe dziecko, jednak nie zawsze się tak staje. Dlatego szpital na Polnej jest dobrym wyborem, ponieważ sprzęt i specjaliści są na wysokim poziomie.Lidka w jakim miesiącu rodziłaś? Ja w czerwcu 2000 roku.
  • Gość edziecko: lidka IP: *.* 13.01.03, 00:35
    Rodziłam w sierpniu 2000. Czyli minęłyśmy się nieco...Był taki straszny upał, a ja musiałam w szpitalu leżeć.PozdrawiamLidka
  • Gość edziecko: tas IP: *.* 17.01.03, 20:45
    Lidka w czerwcu też straszne upały byłysad No i my w szpitalu spędzilismy 9 dni. Dla mnie to był koszmar. Mały chory, tak strasznie ciepło. No, ale przeżylismy i w końcu w domku wyładowaliśmy. No a jak Maluda się rozwija?
  • Gość edziecko: kati IP: *.* 13.01.03, 21:45
    Dzięki dziewczyny bardzo za info. i podniesienie na duchu. Pojadę na Polną i wierzę, że będzie ok. Zdrowie dziecka jest najważniejsze, jak powiedział mój mąż. Także czekam codziennie na skurcze....Pa!
  • Gość edziecko: luna IP: *.* 25.01.03, 00:04
    ja tez bylam zadowolona z dwoch porodow na Polnej.Nie bede nic pisac, bo wszystko napisaly dziewczyny wyzej.Ale dodam, ze nie mialam ani poloznej, ani lekarza swojego. Latwego porodu zycze
  • Gość edziecko: luna IP: *.* 19.02.03, 23:49
    Kati, czyatalam Twoj post-ciesze sie, ze jestes zadowolona z porodu na POlnej!
  • Gość edziecko: Smarta1 IP: *.* 13.03.03, 14:45
    Lidka,Masz namiary na tą położną, jakieś nazwisko chociaż? Czy ona była "umówiona" czy przypadkiem była przy twoim porodzie?Smarta
  • Gość edziecko: lidka IP: *.* 14.03.03, 00:44
    Nie mam pojęcia jak ona miała na nazwisko. Nikt nie chciał podać mi danych tej położnej. Zresztą nie wiem dlaczego? Właściwie teraz żałuję, że nie dociekałam ostrzej, byłaby jak znalazł na kolejny poród.Nie byłam z nią umówiona, po prostu miała wtedy dyżur. I dzięki Bogu!Pozdrawiam
  • Gość edziecko: lidka IP: *.* 14.03.03, 00:47
    Na pewno miała na imię Agnieszka. Może nie jest ich tam za wiele. Młoda, blondynka, średniego wzrostu.
  • Gość edziecko: luna IP: *.* 14.03.03, 10:56
    dziewczyny, sprobujcie na stronie szpitala znalezc nazwisko tej poloznej, kiedys wchodzilam na ich strone i byl spis pracownikow - moze sie udasama rodzilam dwa razy na polnej (1998 i 2002) i wyobrazcie sobie, ze dwa razy odbierala moj porod ta sama polozna. A nie byla umowiona, to byl zbieg okolicznosci. Ale jakze mily, bo po pierwszym porodzie bardzo dobrze ja wspominam i jak przyszlam na porodowke i zobaczylam te sama twarz, to od razu sie ucieszylam, ze bedzie odbierac moj drugi porod.A drugi porod odbierala sama polozna, bo lekarka wyszla na moment przed partymi i nie zdazyla wrocic - to byla blyskawiczna akcjaPolozne maja na fartuchach swoje nazwisko - tym razem sie przyjrzalam, nie bede moze tu podawac nazwiska, ale na imie ma Sylwia
  • Gość edziecko: mamaHaśki IP: *.* 17.03.03, 20:37
    Rodziłam tam, nawet chodziliśmy tam do szkoły rodzenia. Przed porodem było miło, w czasie również, choć miałam komplikacje, które skączyły sie cesarką i krwotokiem. Wszystko oczywiście (nie zapłaciłam żadnemu lekarzowi)pod kontrolą bardzo dobrą lekarzy i mojej położnej. Michasieńka urodziła sie przez cesarskie cięcie, a przez moje wycieńczenie (krwotok)nie dostałam jej niestety od razu. Musiałam czekać na drugi dzień. Noc spędziłam na intensywnej i było jeszcze jako-tako, ale jak tylko wylądowałam na położniczym oddziale - koszmar. Miałam ciężki poród, a mimo to żadna z pielęgniarek nie pomogła mi chociażby przejść na łóżko, które jak pewnie widziałaś jest wyskokie i ciężko jest na nie wejść normalnie, a co dopiero kobiecie, która ma porozcinane krocze albo brzuch...W czasie kiedy tam byłam malowano korytarz jakimś śmierdzącym lakierem i kazano nam, żeby tak nie śmierdziało, otwierać okna w pokojach. To by było ok,gdyby co chwilę ktoś nie wchodził i nie robił przeciągu przy tych naszych maleństwach. Czułam się tam na tyle źle, że wypisałam się po 2 dniach na własną prośbę, wiedząc, że w domu będę zupełnie sama z moją córeczką, bez żadnej pomocy.Moja kuzynka rodziła w Świętej rodzinie drugie dziecko i jest zachwycona klimatem jaki tam panuje. A to jest naprawdę b. ważne. W razie czego pamiętaj, że lekarze działają b. szybko ( nie pozwalaj sie zbywać),a Polna jest blisko. Powodzenia. Nie jest tak źle.
  • Gość edziecko: Villi IP: *.* 18.03.03, 11:50
    A ja rodziłam w Św. Rodzinie. Każdemu poleciłabym ten szpital. Miałam cesarkę, Misia dostałam do przytulenia od razu na pooperacyjnej, a na drugi dzień już bez przeszkód mógł być ze mną. Nie wiem skąd się biora informacje, że na Jarochowskiego mamy nie mogą mieć dzieci przy sobie. NIE MUSZĄ mieć dzieci przy sobie jeśli są bardzo zmęczone, źle się czują itp, wtedy maluchy wędrują na oddział noworodków.Ja z pobytu zapamiętałam kilka "obrazków":- położną siedzącą przy moim łóżku przez 3 godziny i próbującą przekonać bąbla, że ssanie z piersi jest ok :)- lekarkę, która dwa dni po cesarce przyszła specjalnie zobaczyć, czy aby na pewno to co zszyła ładnie się goi,- lekarkę która prowadziła moją ciążę (na kasę chorych, nie prywatnie), która będąc na urlopie wpadła do szpitala mi pogratulować,- i wszystkie inne położne, po które wystarczyło zadzwonić, a natychmiast się zjawiały i pomagały we wszystkim (łącznie z umyciem zmęczonej mamie głowy :) ). Na korytarzach rzadko było słychać długi płacz dzieciaczków (co mnie uderzyło do razu na Polnej, gdy odwiedzałam kuzynkę), bo po prostu od razu któraś z położnych się zjawiała z pytaniem czy w czymś nie pomóc.Wiem, że drugie dziecko też tam będę rodzić... chyba, że wszystko zacznie się za wcześnie, albo okaże się, że maleństwu coś grozi - wtedy nie ma dyskusji - Polna.W końcu jak to jedna z mam napisała: "zdrowie dziecka jest najważniejsze"Pozdrawiam serdecznie wszystkie mamy i te polne i te jarochowskie :)Villi
  • Gość edziecko: ratajczykm IP: *.* 20.03.03, 11:16
    A ja rodziłam w szpitalu im. F. Raszei na ul. Mickiewicza 2 (jutro mija dokładnie ROK!). Gdybym jeszcze raz rodziła, to z pewnością tam (chyba, że wystąpiłyby jakieś komplikacje - wóczas Polna). Poród wspominam BARDZO miło. Kameralnie. Wcześniej koleżanki straszyły mnie nieprzyjemną obsługą w Izbie Przyjęć. Stety - trafiłam na miłą Panią - obsłużyła mnie szybko i nie zadawała zbyt wiele pytań (może dlatego, że miałam przy sobie kartę ciąży). Położna (umówiona) była przy mnie cały czas (akcja porodowa trwała 8). Przesympatyczna osoba - pomagała "oddychać" i opowiadała różne wesołe historie, które się jej przydarzyły będąc położną. Czułam się co najmniej odprężona. Przy porodzie nie było żadnych "gapiów". Mogłam korzystać z worka sako i rodzić w dowolnej pozycji (naprawdę), bo miałam lekarza, który potrafi odbierać takie porody. Na początku zdecydowałam się na krzesełko porodowe. Suma sumarum urodziłam na łóżku w pozycji siedzącej (z krzesła nie skorzystałam, bo po prostu już byłam tak zmęczona i senna, że nie chiało mi się schodzić z łóżka). Przed porodem mogłam wziąć prysznic. Dużo spacerowałam, nie nękano mnie ciągłym KTG. Poród odbył się bez żadnych komplikacji. Maksymka zaraz po urodzeniu położono mi na brzuchu. Nie było go z nami (bo poród był rodzinny-płatność co łaska-czyli może być za darmo) tylko na czas oględzin przez pediatrę. Miałam go cały czas przy sobie. Mąż mógł nawet dotknąć łożyska (może to dla niektórych średnia przyjemność, ale akurat mężowi na tym zależało). Pielęgniarki uczyły przystawiać dziecko do piersi (ale w obliczu zapalenia i tak nie obyło się bez pomocy osoby z Poradni Laktacyjnej). Gorzej było z Oddziałem Noworodków. Choć niby lekarze informowali o stanie dziecka (codziennie obchód i oględziny), to jakoś człowiek miał niedosyt informacji. Wydzielano na sztuki Pampersy, co było dość kłopotliwe w nocy. W szpitalu spędziłam 7 dni (Maksym miał zaczerwienione gardło) i miałam wrażenie, że trzyma się nas tam tylko po to, żeby wyciągnąć kasę z RKCH (bo chyba po 7 dobach RKCH płaci coś extra). Obecnie można tam rodzić w wodzie (o ile wiem - jedyne miejsce w Poznaniu) i może już jest wyremontowany Oddział Położniczy. Gdyby któraś z Was, przyszłe e-mamusie były zainteresowane jakimiś szczegółami, to służę. Pozdrawiam - MarlenaP.S. W Raszei rodzi bardzo dużo dziewczyn, które nastawione są na tzw. poród naturalny. Ja też byłam w tej grupie :)
  • Gość edziecko: Tobatka IP: *.* 20.03.03, 23:17
    Ja chciałabym rodzić w Raszei właśnie ze względu na wannę - odkąd kilka lat temu przeczytałam o porodach do wody, to właśnie tak chciałam rodzić. Mąż się śmiał, że będzie mnie musiał do Katowic wieźć, bo tam wanna była, a w Wielkopolsce nie. Dlatego ucieszyłam się, jak przeczytałam w gazecie, że Raszei się dorobiło takiej właśnie wanny. I to bardzo miło z ich strony, że akurat teraz, kiedy jestem w ciąży.. :-)Cieszę się, że tak dobrze się na temat tego szpitala wypowiadasz, bo przed laty miał on opinię jednego z gorszych - według klasyfikacji Fundacji "Rodzić po ludzku" tylko 2,5 gwiazdki i czarne serduszko (co jest najgorszą opinią). Ale teraz jest tam ponoć bardzo energiczny pan ordynator, który bardzo chce to zmienić i jak widać - nieźle mu to idzie... Ale dalej czekam na dalsze opinie na temat tego szpitala... Pozdrawiam... :-)
  • Gość edziecko: polaszea IP: *.* 21.03.03, 12:37
    Ja rodziłam w Raszei dwa razy 2000 i 2002. Bardzo mnie i mojego męża oburzyła ocena w akcji "Rodzić po ludzku". Myślę, że była bardzo krzywdząca dla personelu szpitala. Niestety sprzęt może nie jest rewelacyjny i za pierwszym razem trafiłam na niemiłą osobę w Izbie przyjęć, ale później było fantastycznie. Pierwszy poród przyjechaliśmy z ulicy (nie mieliśmy swojej połoźnej ani lekarza). Położna p. Marlena Boborowska była rewelacyjna. Cały czas podtrzymywała mnie na duchy. Trzymała za ręke, głaskała po głowie pomagała we wszystkim. Dzięki niej miałam naprawdę lekki poród i tak szybko zdecydowalam się na drugie dziecko. Opieka po porodzie też była bardzo dobra. Troskliwe położne, i bardzo dobra opieka na oddziale noworodków (Zuzia leżała pierwsze dwie doby w inkubatorze). Zawsze pomagały gdy tylko zwóciłam się z prośbą o pomoc, a leżałam 7 dni. Pomagały przy karmieniu, przewijaniu, uspakajaniu płaczącego maleństwa. Sale są dwu do pięciu osób, ale starają się nawet na dużych salach, zeby nie było wiecej niż dwie - trzy osoby (jeżeli liczba pacjentek na oddziale na to pozwala). Ja za pierwszym i drugim razem leżałam w dwie osoby.Za drugim razem też trafiłam na troskliwą miłą położną. Dziecko dostałam od razu na brzuch (jeszcze pępowina nie była przecięta). Po porodzie dziecko jest przynoszone na życzenie matki. Można dostać od razu, albo wtedy kiedy się odeśpi. Tak samo jest w nocy. Można dziecko oddać na oddział noworodków lub mieć cały czas przy sobie. Za drugim razem zostaliśmy wypisani po dwóch dobach.Niestety jak rodziłam w czerwcu nie było jeszcze porodów w wodzie. Szkoda bo chętnie bym skorzystała. Jeżeli masz jeszcze jakieś konkretne pytania na temat Raszeii to pisz.
  • Gość edziecko: Tobatka IP: *.* 21.03.03, 22:35
    A jak się nazywała ta położna, którą chwalisz z drugiego porodu? Zbieram dane, bo jak w końcu tam dotrę, to lepiej stawiać na sprawdzonych lidzi... :-) Pozdrawiam...
  • Gość edziecko: ratajczykm IP: *.* 24.03.03, 12:31
    Moja położna z Raszei nazywała się Alina Szarlej. Polecono mi ją. Naprawdę przemiła i kompetentna osoba. Można się z nią umówić na poród. Polecam!Marlena
  • Gość edziecko: Doska IP: *.* 21.03.03, 14:38
    hej,rodzilam na Polnej, wiec nie mam wlasnej opinii o Raszei, ale z tego co wiem szpital stara sie o miano "szpitala przyjaznego dziecku" i dlatego tez ciagle podnosza poziom. Kolezanka tam rodzila w 2002 i byla bardzo zadowolona.pozdrowienia dla Ciebie i brzusiadobrego wyboru zyczeDośka z Nataszką
  • Gość edziecko: agih IP: *.* 31.03.03, 18:12
    Ja też wybieram się do Raszei, co prawda dopiero w sierpniu, ale mam co parę miesięcy świeże relacje od koleżanek, które tam rodziły. Podstawowa sprawa to nie przejmować się Izbą Przyjęć ;-) - faktycznie najczęściej słyszę o niezbyt miłych wrażeniach stamtąd właśnie. Personel samego oddziału jest ponoć bardzo w porządku, z wyjątkiem jednego pana anestezjologa, który przy cesarce wywala ojców nawet zza szyby :gun: . Co do wrażeń poporodowych bardzo mi się spodobało to, że naprawdę dziecko można mieć przy sobie cały czas - albo w swoim łóżku, albo w małym dziecięcym tuż obok. Jeżeli chodzi o liczebność sal, to moja koleżanka na przykład leżała sama w "dwójce", bo akurat nie było dużego obciążenia.Co do słynnej wanny, to pewne rzeczy trzeba zdementować. Nie wiem, co macie na myśli pisząc "poród do wody", ale niezbyt mi to pasuje do faktycznej funkcji tej wanny. Faktycznie jest wypasiona, super filtracja itd., ale siedzi się w niej tylko w I fazie porodu (oczywiście przy braku przeciwskazań i przy założeniu, że akurat pokój z wanną jest wolny) w celu złagodzenia skurczów. Po każdej półgodzinie siedzenia w wannie trzeba na kolejne pół godziny z niej wyjść, żeby wyrównać ciśnienie krwi. Ciąg dalszy porodu przebiega standardowo. Tyle wiem z opowiadań. Nie znam na tyle definicji, ale to chyba jeszcze nie jest poród wodny...PozdrowionkaAgi + Maleństwo w 21 tyg.
  • Gość edziecko: Tobatka IP: *.* 31.03.03, 19:04
    Heh.. O ile wiem, to są dwa pojęcia: "poród w wodzie" i "poród do wody". A różnią się tym, że w tym pierwszym w wodzie przebywa sie tylko przez I fazę porodu (czyli tak, jak w Raszei - z tego, co opisałaś). Drugi termin określa poród całkowicie i do końca w wodzie - dziecko z kanału rodnego wypływa do wody, co jest dla niego mniej ciężkim przeżyciem ze względu na osłabienie dźwięków i światła (co w tradycyjnym porodzie jest dla niego szokiem do kwadratu). A ja chciałabym swojemu Maleństwu szoków oszczędzać - i tak poród jest już wystarczającym przeżyciem dla niego (lub niej) i dla mnie... Dlatego ucieszyłam się, jak przeczytałam w gazecie, że Raszei sprowadziło "wannę do porodów wodnych" - ale wtedy nie wyjaśnili, jak to u nich będzie się odbywać...No nic - lepsza wanna, niż nic, ale szkoda, że Raszei nie przeprowadza porodów "do wody". Ale i tak się tam wybieram..Pozdrawiamy...Tobatka i Maleństwo (13 tydz.)
  • yomama 04.04.03, 20:20
    i ja rodzilam na Polnej ..ale juz 2 lata temu...jutro minie rocznica..i co za
    tym idzie moja mla skonczy 2 latkasmile)))
    Z porodu bylam zadowolona..kameralnie...dobra opieka...gorzej..nawet zle
    oceniam pobyt juz po porodzie...fatalna opieka nad mamami...o wszyskto trzeba
    bylo prosic setki razy...a moja mla wyszla ze szpitla z wielka odparzona
    pupa..i awersja do kapieli!!!!!!
    Pozdrawiam
    --
    dawniej Yomaha a teraz yomama..mama 2-u letniej Marysi..mieszkamy na Winogradach
  • o.zi 04.04.03, 23:05
    Ja rodziłam prawie tzy lata temu. Oddział ginekologiczny , a nastepnie
    porodówkę oceniam bdb. Z kolei później nie wspominam tego dobrze niestety. Tuz
    po cesarskim cięciu musiałam wstawać, przewijać dziecko kilka razy. Przy
    ostatnim przewijaniu upadłam, nie wspominając już , że z trudem sięgałam po
    dziecko, gdyż moje ruchy ograniczone były cewnikiem , brrrrr...
    Iza.
  • loonar 22.04.03, 09:13
    Mogę powiedzieć w imieniu mojej żony (rodziła w marcu zeszłego roku).
    Porodówka jest doskonale wyposażona i nowoczesna. Opieka podczas porodu
    również była dobra (sympatyczni lekarze) Niestety, oddział poporodowy był
    wówczas w remoncie, więc był totalny bałagan i zamęt. Siostry z poporodowego
    (niektóre), należy natomiast traktować kijem od baseball`a za wredne i
    obojętne zachowanie. NIe ma co liczyć na pomoc ze strony siostrzyczek.
    Przy wypisie, również warto dopilnować owe panie, żeby nie "zapomniały"
    poinformaować pacjentki, że czeka na nią mąż (ja czekałem bez potrzeby prawie
    godzinę...)

    Słowem - szpital dobry dla dziecka, ale nie najlepszy dla matki...
    (to mówię ja - ojciec 13 miesięcznego dziecka urodzonego na Polnej... -
    podobnie jak ja smile)) )

    - pozdrawiam -
  • iduka 11.05.03, 14:41
    ja rodzilam w styczniu na polnej i jestem bardzo zadowolona mimo
    kilku "potkniec" personelu... porodowka super, chociaz strasznie sa uparci,
    zeby byc prawie stale podlaczonym do ktg, co utrudnia spacerowanie. polozne
    super (z malym wyjatkiem, ale wszedzie zdarzaja sie wpadki - po prostu ze
    wzgledu na dluga akcje porodowa bylam 3 godziny bez meza i przekonalam sie, jak
    to sie rodzi bez wsparcia... sad((( ). rodzilam w 37 tygodniu, wiec niby juz o
    czasie, ale maly i tak trafil na opieke posrednia i za to jestem najbardziej
    wdzieczna polnej. z poloznictwa mialam do niego tylko 2 pietra. znajomi ze
    szkoly rodzenia mieli wiekszy problem - rodzili w raszei, maly trafil na
    intensywna. i ona w raszei po cesarce, maly na polnej a on jak glupi miotal sie
    miedzy szpitalami (bo owszem jak trzeba dziecko przewioza, ale nie matke).
    poniewaz maluszek byl na neonatologii, to nie spieszono sie za bardzo z
    wypisywaniem mnie do domu - dlugo nie trzymaja, ale staraja sie jak najdluzej.
    i polozne na poloznictwie gdzie lezalam po porodzie byly tez ok, przynajmniej
    dla dziewczyn u mnie na sali - pomagaly kapac, uczyly przystawiac do piersi,
    przychodzily na kazdy dzwonek. a jak trafiala mama, ktora dziecko miala na
    gorze, to wsadzaly na wozek i wiozly, zeby mogla obejrzec, dopoki nie poczuje
    sie na silach, zeby pojsc sama...
    ja chwale i nastepny porod tylko na polnej
    idka i szuwarek
    --
    miłość bez kwiatów jest jak dzieciństwo bez baśni

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka