Dodaj do ulubionych

Ignorancja matematyczna jest składową humanisty

IP: *.chello.pl 09.05.10, 11:19
ta matura z matematyki to śmiech na sali

zdałbym ją po 4 klasie szkoły podstawowej
Edytor zaawansowany
  • Gość: JelonkiHipoteczne IP: *.adsl.inetia.pl 09.05.10, 11:25
    Z maturą z matmy nie byłoby tylu jeleni hipotecznych, którzy wciąż myślą, że kredyt 5% z 500 tys. na 30 lat będzie ich kosztować tylko 25 tys. zł.
  • Gość: cantab IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.10, 11:44
    Którzy jakimś sofistycznym rozmuowaniem ze szkoły sami sobie to jeszcze
    udowodnią, a nie tylko "bedą myśleli".

    Ale to jest zjawisko światowe, vide inflacja stopni na maturze brytyjskiej:
    gowers.wordpress.com/2009/07/11/help-im-stuck-in-my-ivory-tower/
  • Gość: qnick IP: *.iop.krakow.pl 10.05.10, 12:12
    Co z tego, że nowi maturzyści będą umieli obliczyć wysokość drzewa bez włażenia
    na czubek, oraz że wyrecytują bez problemu kilka fragmentów Dziadów? Bez
    znajomości podstaw Biologii dalej będziemy ciemnym narodem. Ilu z was uważa, że
    filipińczyk gołymi rękami wyciąga raka, że oskrzela to jakaś wyjątkowo niedobra
    przypadłość powodująca kaszel, że paracetamol zabija wirusy, a każda bakteria
    jest wrogiem i należy ją potraktować Domestosem?
    Biologia i statystyka - to powinno się zdawać obowiązkowo. A Polski, czy
    matematyka dobre są dla hobbystów.
  • pfg 09.05.10, 11:37
    Poziom podstawowy rzeczywiście był banalny, poziom rozszerzony
    niewiele wyższy, ale pomyśl, co by się działo, gdyby w pierwszym roku
    po przywróceniu obowiązkowej dano trudne zadania, tak że 1/3, a może
    i 1/2 kandydatów nie zdałaby poziomu podstawowego? Byłby płacz i
    zgrzytanie zębów, powszechne protesty i żądania usunięcia matematyki
    z listy przedmiotów obowiązkowych. I kto wie, tak mogłoby się stać.

    Przy okazji, jak zawsze, protestuję przeciwko utożsamianiu postawy-
    zainteresowań-wykształcenia humanistycznego z nieznajomością
    matematyki i nauk ścisłych. Znam wielu matematyków i fizyków, którzy
    są humanistami. Znam jeszcze więcej absolwentów kierunków
    humanistycznych, którzy nie tylko nie znają matematyki, ale
    humanistami też nie są.
    --
    Komentarze fizyka
  • Gość: kr IP: *.adsl.inetia.pl 09.05.10, 11:57
    Zgadzam się z Tobą w 100%:

    > co by się działo, gdyby w pierwszym roku
    > po przywróceniu obowiązkowej dano trudne zadania, tak że 1/3, a może
    > i 1/2 kandydatów nie zdałaby poziomu podstawowego? Byłby płacz i
    > zgrzytanie zębów, powszechne protesty i żądania usunięcia matematyki
    > z listy przedmiotów obowiązkowych. I kto wie, tak mogłoby się stać.

    Też przypuszczam, że taki był powód "łagodnego" potraktowania tegorocznych maturzystów.
    Z drugiej strony trzeba pamiętać, że jeszcze rok temu świadectwo dojrzałości otrzymywały osoby, które nie umiałyby nawet tak prostych zadań rozwiązać.
    Lepsze więc nawet to, co było teraz niż nic.
  • dystansownik 09.05.10, 13:40
    > Poziom podstawowy rzeczywiście był banalny, poziom rozszerzony
    > niewiele wyższy, ale pomyśl, co by się działo, gdyby w pierwszym roku
    > po przywróceniu obowiązkowej dano trudne zadania, tak że 1/3, a może
    > i 1/2 kandydatów nie zdałaby poziomu podstawowego?

    Ta, czyli dalej stosujemy metodę zaniżania standardów? Tak jak z podnoszeniem
    poziomu wykształcenia społeczeństwa. Kiedyś matura, to było coś, dziś może ją
    zdać praktycznie każdy. Ba, już nawet dyplomy wyższych uczelni praktycznie się
    rozdaje na lewo i prawo. :P
  • baalsaack 09.05.10, 11:40
    A czy ta obowiązkowa matura z matematyki przez większość lat PRL sprawiła, że
    wyrosłe wtedy pokolenie rozumie matematykę? Matura nic nie da, jeśli sama
    jakość nauczania się nie zmieni.
  • baalsaack 09.05.10, 11:40
    Od najmłodszych lat, a nie dopiero w liceum.
  • Gość: Leccinum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.10, 13:08
    Tak, poziom kształcenia w szkołach był za komuny wyższy. Wystarczy porównać
    studentów z lat osiemdziesiątych z obecnymi.
  • Gość: maturzystaniedawno IP: *.trzebinia.mm.pl 09.05.10, 12:13
    Jeżeli Pan myśli, że TRZEBA znać prawdopodobieństwo, żeby zdac tą maturę, to Pan się myli.
    30 % z tego co jest, starczy.
  • Gość: lEn IP: *.82-134-23.bkkb.no 09.05.10, 12:31
    majac male dzieci zastanowcie sie lepiej jakich jezykow je uczyc zeby w
    przyszlosci moc poslac (bez koniecznosci brania kredytu) na studia bo w Polsce
    zostana tylko uniwersytety dajace papierki ktorymi mozna bedzie wiadomo co
    podetrzec. Niemiecki ? Skandynawskie ? Ktos ma inne pomysly?
  • Gość: któś IP: 109.243.167.* 09.05.10, 12:47
    ogólnie - niemało racji.
  • Gość: gość portalu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.10, 16:44
    Ktoś mi niedawno tłumaczył swoje odkrycie sofistyczne, ze całka to jak
    uogólnione mnożenie. Teraz rachunku całkowego nie ma w szkole, ale przed wojną
    były i były na maturze. W Wielkiej Brytanii są i dziś, jeśli ktoś chce się
    dostać na uniwersytet, to wybiera poziom rozszerzony (A-levels) i tam są. U nas
    natomiast jest jakaś idioten-matematyka, pokrzywdzona logika, niepełna
    geometria, jakieś zupełnie zbędne w szkole "formy zdaniowe" i mnóstwo innego
    "materiału" który po prostu podyktować, bez tłumaczenia pojęć.
  • Gość: któś IP: 109.243.167.* 09.05.10, 17:01
    Kwestią tutaj jest to, co włączymy do kanonu wiedzy niezbędnej
    każdemu człowiekowi "na jakimś poziomie", a czego - już nie, co
    uznamy za zbyt specjalistyczne. Na temat zakresu A-levels nie
    wypowiadam się, bo go nie znam. Podobnie nie będę się wypowiadać o
    przedwojennej maturze, bom na to stanowczo za młody. Nie przypominam
    sobie, by rachunek całkowy był w programie LO (nie chodziłem do
    klasy mat-fiz) w drugiej połowie lat osiemdziesiętych.
    A swoją drogą nieraz żałowałem swoich braków w edukacji
    matematycznej, którą zakończyłem w klasie maturalnej. Choć
    matematyka do pracy nigdy nie była mi potrzebna.
  • Gość: humanistka IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 13:01
    Jestem absolwentką studiów humanistycznych (magisterskich), maturę zdawałam
    dawno temu, jeszcze starą, ale bez matematyki. Matematyka zawsze sprawiała mi
    o tyle problemu, że ucząc się w miarę solidnie mogłam mieć z niej na koniec
    roku w liceum 4/4,5, ale 5 już nie. Nigdy nie lubiłam matematyki i byłam
    bardzo szczęśliwa z tego powodu, że nie musiałam jej zdawać na maturze. Za to
    z przedmiotów humanistycznych zrobiłam trzy olimpiady, przez co byłam
    zwolniona z dużej części matury i dostałam się bez egzaminów na studia. Teraz,
    kilka lat po studiach, jak sobie przejrzałam arkusz podstawowy z matematyki,
    to nie byłabym w stanie (tak sądzę) rozwiązać żadnego zadania prawidłowo.
    Żadnego. Nie pamiętam kompletnie nic. Czy czuję się przez to uboższa
    intelektualnie, społecznie albo duchowo? Dajcie spokój. Nie każdy ma do tego
    smykałkę i nie każdemu sprawia przyjemność wpisywanie trapezów w okręgi i
    rozwiązywanie nierówności, że o całkach nie wspomnę. Tabliczka mnożenia? Cóż,
    na wyrywki jej nie wyrecytuję, ale zawsze jest komórka pod ręką, w
    ostateczności przecież można jakoś na upartego wydedukować. Liczenie wartości
    procentowych z jakiejś liczby? Owszem, zajmie mi to 5 minut więcej niż nerdowi
    po studiach technicznych, ale policzę. Nie wszystkim matematyka potrzebna jest
    do szczęścia, życia i pracy. Za to mnie osobiście mierzi, jak wielu mądrali po
    studiach technicznych, pracujących na dobrych stanowiskach w firmach
    informatycznych, elektronicznych itd. nie jest w stanie skojarzyć tego czy
    innego noblisty z literatury, nie odróżnia modernizmu od romantyzmu, nie
    czytał nigdy "Krzyżaków" czy "Ogniem i mieczem". Ostatnio ich ignorancja jeśli
    chodzi o wiedzę historyczną wyszła wielokrotnie przy okazji katastrofy w
    Smoleńsku. Katyń? Ale co to za zbrodnia w Katyniu, skąd nasi się tam wzięli?
    Kiedy nauczyciel tłumaczył o Katyniu, to oni piwko pili w parku z kolesiami z
    technikum ewentualnie grali w RPGi w piwnicy albo dłubali w Turbo Pascalu. Za
    to teraz mają 4-5 kafli na miesiąc w korporacji i mądrzą się, jak to
    matematyka królową nauk jest. Szkoda tylko, że w przeważającej większości do
    kina chodzą na filmy pokroju "Transformers", a czytują tylko "Chipa" ew.
    "Elektronikę praktyczną".

    PS Wszystkim, którzy zarzucą mi uogólnianie i plucie jadem od razu uprzedzam,
    że swoje wnioski i obserwacje opieram na pokaźnym gronie poznanych
    technicznych. Pracowałam dłuższy czas w pewnej korporacji IT z programistami,
    wśród moich znajomych bardzo wiele osób skończyło AGH lub PK, mój mąż jest
    "techniczny", a z racji wykonywanego zawodu mam również liczne kontakty z
    osobami z branży IT, elektronicznej, automatyki/mechatroniki/mechaniki itd.
    Niestety chlubne wyjątki pośród tej społeczności są bardzo nieliczne.
  • Gość: w87 IP: *.subnet120.dundee.ac.uk 09.05.10, 13:10
    Twój post to prowokacja?
  • Gość: Leccinum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.10, 13:15
    Twój wywód można odwrócić i zapytać po co komuś do szczęścia rozróżnianie nurtów
    w sztuce. Wychodzisz z jakichś nieuprawnionych założeń na temat tego co
    wykształcony Polak powinien wiedzieć na temat historii i literatury swojego
    kraju, ale to jest tylko twoje przekonanie i nie masz prawa go nikomu narzucać.
    W studiowaniu matematyki chodzi zaś nie o zdobywanie jakiejś "wiedzy", ale
    przede wszystkim o ćwiczenie umysłu do abstrakcyjnego, uogólniającego myślenia,
    a to przyda się każdemu i wszędzie.
  • Gość: humanistka IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 14:29
    Po co komuś rozróżnianie nurtów w sztuce? Podstawy choćby po to, żeby nie robił
    jak debil zdjęć czego byle, gdziekolwiek pojedzie, tylko żeby oglądał zabytki,
    sztukę świadomie. I tak, jestem zdania, że każdy wykształcony, inteligentny
    Polak powinien znać historię swojego kraju, a jeśli myślisz inaczej, to przykro
    mi to mówić, ale mi Cię żal.

    Sugerujesz, że bez studiowania matematyki abstrakcyjne, uogólniające myślenie
    jest niemożliwe?;) Jestem humanistką, poczytaj komentarze na temat mojego
    "uogólnienia", to właśnie o abstrakcję mnie tutaj posądzają i obrzucają błotem;))
  • Gość: raj IP: *.multi-play.net.pl 09.05.10, 14:53
    > Po co komuś rozróżnianie nurtów w sztuce? Podstawy choćby po to, żeby nie robił
    > jak debil zdjęć czego byle, gdziekolwiek pojedzie, tylko żeby oglądał zabytki,
    > sztukę świadomie.

    A po co mu chcesz narzucać, jak ma żyć? Jeżeli jemu sprawia radość
    "robienie zdjęć jak debil byle gdzie", to niech sobie robi. Przeciez o to w
    życiu chodzi, żeby robić to co nam sprawia radość!
    Co innego, jeżeli będzie chciał te zdjęcia publikować i "uszczęsliwiać" nimi
    innych - wtedy podlega krytyce tak jak każdy twórca :). Ale póki robi to tylko
    dla siebie, co Tobie do tego?
    Ja nie wybrzydzam na ludzi, którzy oglądają debilne programy w telewizji i
    chodzą do kina na głupie filmy. Cieszy ich to, ich sprawa. Dopóki nie usiłują
    narzucać innym, co mają oglądać. Ty też robisz to samo, tylko w drugą stronę.
  • Gość: humanistka IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 15:09
    Nic nikomu nie narzucam, wyrażam tylko swoją opinię. Niech sobie "robią zdjęcia
    jak debile", skoro ich to uszczęśliwia i nie potrzebują niczego więcej. Ale
    niech nie mówią potem, że humanistyka to nie jest prawdziwa nauka, bo nie ma w
    niej cyferek, wykresów ani równań. Niestety zbyt często się z tym spotkałam,
    żeby mieć jakiekolwiek złudzenia na temat poczucia wyższości technicznych nad
    nietechnicznymi. Ja takiej wyższości bynajmniej nie czuję, czyżby ich wyższość
    wynikała z jakichś kompleksów?

    Czy ja wybrzydzam na kogoś i każę komukolwiek zmieniać się zgodnie z moim
    widzimisię? Czy już nikt nie rozumie, na czym polega dyskusji i czym się różni
    wyrażanie opinii od narzucania innym swojego zdania?
  • Gość: któś IP: 109.243.167.* 09.05.10, 15:24
    Uzywając określeń typu "debil", "nerd" (w innym Twoim poście)
    zdecydowanie wykraczasz poza kulturę dyskusji próbując okazać swoją
    wyższość. Jeśli pytasz, czy na kogoś wybrzydzasz? Tak, wybrzydzasz.
    Na fotografujących "jak debile", a przedtem - na "zarabiających 4-5
    kafli nerdów". Prowadzisz dyskusję o wyższości Świąt Wielkiej Nocy
    nad świętami Bożego Narodzenia, dyskusję, która nie doprowadzi do
    niczego. A cały problem w tym, że ignorancja z żadnej dziedzinie nie
    jest błogosławiona, wbrew temu, co piszesz. Powiedzenie "ignorantia
    legis nocet" można rozszerzyć na każdą inną dziedzinę wiedzy.
  • Gość: humanistka IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 15:34
    Odsyłam do słownika pod hasła: ironia, sarkazm, pastisz, parodia itd. Jak sądzę
    techniczny umysł nie wyłapuje tego typy niuansów.
  • Gość: któś IP: 109.243.167.* 09.05.10, 15:53
    Pięknie. Poczytaj moje posty: w jednym z nich napisałem, jakie mam
    wykształcenie. Póki co dowiodłaś, że nie potrafisz przeczytać ze
    zrozumieniem kilku zdań. Przejrzyj dokładnie całą dyskusję,
    zobaczysz jaki jestem "techniczny". Może nie zaperzaj się aż tak
    bardzo: któryś raz już widzę, jak potykasz się o własne wypowiedzi.
  • Gość: humanistka IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 16:03
    Wybacz, pomyliłam artystę z kim innym. Nie mam aż tak podzielnej uwagi jak
    Napoleon, który dyktował kilka listów jednocześnie, ale widać myślenie
    przyczynowo-skutkowe leży, skoro nie potrafisz tego zrozumieć widząc mnie i
    kilkunastu innych dyskutantów. Kopnij leżącego, zanim wstanie, tak? Gratuluję
    podejścia:) Poza tym skończyły się czasy starożytne i sofistyka jest passe, no
    może poza kręgami zakompleksionych i niedowartościowanych, którzy radość życia i
    energię do działania czerpią z kłócenia się z innymi dla samej rozkoszy kłótni.
    Życzę powodzenia w życiu i kończę z Tobą tę do niczego nie prowadzącą przepychankę.
  • Gość: któś IP: 109.243.167.* 09.05.10, 16:16
    Dlaczego? Bo konsekwentnie podkładasz się. Wytykając innym
    nieumiejętność czytania ze zrozumieniem - licz się z tym, że
    zostanie Ci ona wypunktowana. Dlaczegóż to sobie rościsz prawo do
    błedu a innym go odmawiasz?
    Kolejny ciekawy zabieg erystyczny: "kopnij leżącego" - jak piszesz.
    Próba wzbudzenia litości z jednej strony, z drugiej zaś - próba
    zdyskredytowania rozmówcy w kategoriach etycznych. Argumentów zaś -
    dalej brak.
  • Gość: ojapierdziu IP: *.rzeszow.mm.pl 09.05.10, 13:27
    Nie wszystkim matematyka potrzebna jest do szczęścia, życia i pracy. (...)
    Liczenie wartości procentowych z jakiejś liczby? Owszem, zajmie mi to 5 minut
    więcej niż nerdowi po studiach technicznych, ale policzę.

    Ale słońce, procenty były w 5 kl. podstawówki. Tabliczka mnożenia to kl. 1-3.
    Chyba to 4 to na ściągach miałaś bo solidna nauka takich podstaw by ci w głowie
    została. W jakim świecie ty żyjesz, ze ci się procenty nie przydają? Dodawanie
    też niepotrzebne, prawda? :P
  • Gość: humanistka IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 14:34
    Gratuluję pamięci, mnie moja jak widać zawodzi. Miałam 4 nie w ściągach, ale z
    solidnego uczenia. Niestety zapomina się rzeczy, których się nie powtarza i
    które nie są przydatne, proszę - zacytuj mi jakiś wiersz, którego uczyłeś się w
    5 klasie podstawówki. Zacytuj materiał historyczny, który wtedy przerabiałeś, bo
    jak dobrze pamiętam historia była od 5 lub 5 klasy.

    "W jakim świecie ty żyjesz, ze ci się procenty nie przydają? Dodawanie
    też niepotrzebne, prawda? :P"

    Czytaj ze zrozumieniem, człowieku. Gdzie napisałam, że procentów liczyć nie
    umiem? Wyłożę Ci to łopatologicznie, skoro inaczej nie rozumiesz: matematyka to
    nie tylko liczenie, ale też całki, różniczki, funkcje, figury geometryczne,
    nierówności... I nie wszystko jest przydatne na co dzień każdemu czy w każdej
    pracy, zwłaszcza humanistom.
  • Gość: raj IP: *.multi-play.net.pl 09.05.10, 14:55
    > nie tylko liczenie, ale też całki, różniczki, funkcje, figury geometryczne,
    > nierówności... I nie wszystko jest przydatne na co dzień każdemu czy w każdej
    > pracy, zwłaszcza humanistom.

    Zaawansowane wiadomości z literatury czy historii też nie są przydatne na co
    dzień każdemu czy w każdej pracy, zwłaszcza inżynierom. ;)
  • Gość: humanistka IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 15:09
    Zdefiniuj: "zaawansowane". Uważasz, że jeśli inżynier nie wie, co to był pakt
    Ribbentrop-Mołotow i o co toczyła się druga wojna światowa to jest dobrze?
    Przecież nie każę nikomu, kto na co dzień pisze soft do mikrokontrolerów, żeby
    mi Leśmiana recytował;)
  • Gość: któś IP: 109.243.167.* 09.05.10, 15:37
    Wiedza o pakcie Ribentropp-Mołotow nie jest przydatna do
    projektowania sieci komputerowych, samochodów, mostów i woelu
    jeszcze rzeczy. Tak samo jak Tobie niepotrzebna jest w pracy
    matematyka.
    "Uważasz, że jeśli inżynier nie wie, co to był pakt
    > Ribbentrop-Mołotow i o co toczyła się druga wojna światowa to jest
    dobrze?" - zmieniasz temat wiedząc, że używasz niewłaściwego
    argumentu. Wekslujesz rozmowę na sprawę posiadanej przez
    poszczególne osoby wiedzy ogólnej. I tu powstaje pytanie, dlaczego
    do tej wiedzy matematyka nie miałaby należeć? Bo z Twoich wypowiedzi
    wynika, że wiedza historyczna i literacka - powinna, a matematyczno-
    przyrodnicza - już nie. To jest kwestia kanonu wiedzy. A nie tego,
    co komu jest potrzebne do pracy zawodowej - a sama tego argumentu w
    niefortunny sposób użyłaś.
    A dlaczego do tego kanonu nie powinna należeć umiejętność czytana
    nut? Umiesz?
  • Gość: któś IP: 109.243.167.* 09.05.10, 16:09
    Na to wygląda... Nie stało argumentów - zrejterowano.
  • Gość: humanistka IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 16:15
    Umiem czytać nuty. Niestety posta mi zjadło, zbyt wielu na raz rościło sobie
    prawa do dyskusji. Nie zapisałam, nudzi mnie to już i nie chce mi się go klepać
    jeszcze raz. Wybacz, że nie zaszczycę Cię odpowiedzią, do rejterady
    ustosunkowuję się gdzie indziej.
  • Gość: któś IP: 109.243.167.* 09.05.10, 16:37
    "zbyt wielu na raz rościło sobie
    > prawa do dyskusji"? No no, brawurowe sformułowanie.
    Do rejterady zaś nie ustosunkowujesz się w innym miejscu
    (przeczytałem) tylko wysuwasz "argumenty" ad personam.
  • Gość: VIIb IP: *.ists.pl 09.05.10, 18:36
    "Zacytuj materiał historyczny, który wtedy przerabiałeś, bo
    jak dobrze pamiętam historia była od 5 lub 5 klasy"

    Od czwartej. Ja zacytuję swoją artystkę-historyczkę w dekatyzowanej
    spódniczce, bo pamiętam: "I jak Jagiełło wpadł na ten pomysł z
    wykopaniem dołków, to te zwinne litewskie koniki fik, fik, omijały
    je..." etc. wiadomo oczywiście, co się działo wtedy z "Krzyżakami-
    Niemcami".
  • the_rapist 09.05.10, 13:36
    Moglbym w tym samym tonie utyskiwac na tych, ktorzy myla druga i trzecia zasade
    termodynamiki, nie potrafia zainstalowac niczego na komputerze, albo nie widza
    roznicy miedzy ketonami i estrami. Ja jako ''techniczny'' musialem jednak
    przebrnac przez wszystkie okresy literackie, czytac i interpretowac wiersze,
    ktore wywolywaly u mnie napady sennosci i dyskutowac o postawach moralnych
    roznych wymyslonych postaci, choc wcale a wcale mnie one nie obchodzily. Co
    wiecej na maturze musialem wyprodukowac tekst tak samo spojny, sensowny i
    poparty tymi samymi lekturami co ''humanisci''. Nikt mnie nie traktowal ulgowo
    ze wzgledu na moje dobre osiagniecia w przedmiotach scislych, szczegolnie w
    chemii. Nie znaczy to, ze nic poza pogardzana przez ''humanistow'' nauka mnie
    nie interesuje, po prostu moj wlasny wybor lektur nieco sie rozni od szkolnego
    kanonu.
    Moim skromnym zdaniem osoba, ktora nie potrafi w pamieci pomnozyc dwoch liczb
    jednocyfrowych, czy obliczyc procentu z liczby nie jest humanista tylko zwyklym
    nieukiem. Humanista to byl niejaki Leonardo da Vinci, a nie ci, ktorzy szczyca
    sie totalna ignorancja w jakiejkolwiek technicznej dziedzinie.

    Wiem, ze ludzki umysl jest tak skonstruowany, ze znakomita wiekszosc z nas jest
    albo ''techniczna'' albo ''humanistyczna'' (doslownie - nie radzi sobie z
    rachunkami). Jednak racz zauwazyc, ze licea maja w swojej nazwie slowo
    ''ogolnoksztalcace'' i predzej ty sie przejedziesz na nieznajomosci tabliczki
    mnozenia niz ja na blednym dopasowaniu poety do okresu literackiego.
  • Gość: A IP: *.ghnet.pl 09.05.10, 14:24
    Amen.
  • rafixo 09.05.10, 14:28
    Zgadzam się w 100%. Nie umiejętność pomnożenia w pamięci dwóch jednocyfrowych
    liczb, czy wyliczenia procentu z liczby to jakby analfabetyzm. Osoba, która
    pisze, że skończyła ogólniak i nie potrafi zrobić tak podstawowych obliczeń
    powinna się mocno zastanowić i nawet o tym nikomu nie mówić, bo to wstyd!
  • Gość: humanistka IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 14:46
    Techniczni faktycznie nie umieją czytać ze zrozumieniem - i to jest dopiero
    analfabetyzm. Nie napisałam, że nie znam tabliczki mnożenia, ani że nie umiem
    liczyć wartości procentowych, tylko że zajmuje mi to więcej czasu niż
    przeciętnemu technicznemu, który z takiej wiedzy korzysta na co dzień. Na miłość
    boską, czy studia techniczne obniżają też poziom inteligencji? Bo poziom
    wychowania niestety - jak widać po komentarzach - zdecydowanie.
  • Gość: oświęcimer IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.10, 15:10
    > Na miłość boską, czy studia techniczne obniżają też poziom
    > inteligencji?

    Bardzo dobre pytanie ! Nie zostawiajmy go więc bez odpowiedzi.
    Może niech pani się spróbuje z tym testem na inteligencję:

    iq"kreska"test.pl

    Ja mam 129.
  • Gość: humanistka IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 15:21
    Test inteligencji miałam robiony w ostatniej klasie podstawówki na życzenie
    mojej mamy, u psychologa. Stwierdzono mi 156 IQ i zdolności w kierunku
    przedmiotów ścisłych, zwłaszcza matematyki. Dużo się wtedy uczyłam matematyki i
    fizyki, bo chciałam mieć piątki na koniec szkoły podstawowej, ale zdolności
    jeśli są, to są bardzo głęboko uśpione. Pozdrawiam inteligentnego Pana.
  • Gość: oświęcimer IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.10, 15:38
    a to gratuluję. Z IQ na poziomie 156 (i to w podstawówce !) znajduje się Pani z
    całą pewnością w grupie 0.001% najinteligentniejszych ludzi na planecie ;)
  • Gość: humanistka IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 15:54
    Och nie, na pewno nie, jak sądzę IQ spadło mi poniżej 100 odkąd przestałam uczyć
    się regularnie matematyki;)) Jeśli przyjąć, że spadało z każdym rokiem leserstwa
    o 10 punktów, to obecnie mogę się poszczyć ilorazem rzędu 36 punktów;)
    Pozdrawiam serdecznie!
  • Gość: humanistka IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 14:55
    Szczycą się ignorancją? Czyli Twoim zdaniem każdy, kto nie rozróżnia zasad
    termodynamiki albo ketonów od estrów jest ignorantem? Mylisz pojęcia, albo
    posługujesz się pojęciami, których nie znasz. Polecam zakup słownika.

    W dodatku czytanie ze zrozumieniem się kłania (po raz kolejny...) - nigdzie nie
    napisałam, że nie umiem mnożyć czy liczyć wartości procentowych, wręcz
    przeciwnie, pisałam że umiem. To, że Ty umiesz to zrobić szybciej to inna
    sprawa. Ale czy to faktycznie powód do dumy i wystarczający argument do
    oskarżania innych o ignorancję? Jeśli ktoś tu się na czymś przejedzie, to raczej
    Ty na błędnie formułowanych wnioskach o innych. Oby Cię to nie spotkało w życiu
    osobistym ani zawodowym.
  • Gość: Gvalch'ca IP: *.home.aster.pl 09.05.10, 16:24
    Bo padnę zaraz. Jak można szybciej wiedzieć ile jest 7 razy 8, albo jak policzyć
    10% z 30 (pierwsze klasy szkoły podstawowej). To tak jakbyś ty wiedziała
    szybciej od przeciętnego czytelnika EP, że pisze się "król" a nie "krul",
    rozbawiłaś mnie. To jest podstawa z podstaw. Kurcze, do tej pory myślałam, że
    takie rzeczy są oczywiste dla ludzi z maturą. Hehe, przypomniała mi się
    koleżanka z liceum, wezwana do tablicy (4 klasa) zapomniała jak się dodaje
    ułamki (a miała niebagatelne zadanie - ułamki miały różne podstawy). No cóż,
    można i tak.
    Widzisz, masz do przekazania słuszną myśl, nie każdemu jest potrzebna w życiu
    zaawansowana matematyka. Tak samo zresztą jak zaawansowana wiedza z literatury
    czy sztuki. Ale po to jest poziom podstawowy matury z danego przedmiotu aby tymi
    zaawansowanymi zagadnieniami osoby niezainteresowane nie musiały się przejmować
    (a z tego co czytałam poziom zaawansowany jest taki tylko z nazwy). Nie wiem czy
    mam aktualne informacje ale rachunek całkowy i różniczkowy nie jest objęty
    programem podstawowej matury z matematyki. A jakby nie patrzeć, co już któryś z
    dyskutantów zauważył, liceum jest ogólnokształcące i pewien poziom (wyższy niż u
    absolwenta gimnazjum czy szkoły zawodowej) osiągnąć powinien każdy absolwent czy
    to z przedmiotów typowo humanistycznych, czy typowo ścisłych bądź
    przyrodniczych. Ile z tego wykorzysta w dorosłym życiu? Część (a może nawet
    większość) w ogóle się nie przyda, zostanie zapomniana itd. Ale to temat do
    innej dyskusji, jak kształcić młodzież żeby nie powstawały posty "humanistek":
    wyciągam kalkulator bo mam braki w zakresie tabliczki mnożenia, bądź "umysłów
    ścisłych": odkąd skończyłem technikum nie przeczytałem ani jednej książki (tekst
    autentyczny, na szczęście autor dał się nawrócić na drogę cnoty :D ).
  • Gość: VIIb IP: *.ists.pl 09.05.10, 19:14
    "Bo padnę zaraz. Jak można szybciej wiedzieć ile jest 7 razy 8, albo
    jak policzyć 10% z 30 (pierwsze klasy szkoły podstawowej). To tak
    jakbyś ty wiedziała szybciej od przeciętnego czytelnika EP, że pisze
    się "król" a nie "krul", rozbawiłaś mnie."

    A gdy w "Jaka to melodia" nie umieją wpaść na prosty przebój szybciej
    niż przeciwnik? Może to podobne różnice czasowe są. Np. ułamki sekund.
  • Gość: mgr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.10, 13:03
    bo nie wiem?
  • Gość: VIIb IP: *.ists.pl 09.05.10, 19:08
    "Wiem, ze ludzki umysl jest tak skonstruowany, ze znakomita
    wiekszosc z nas jest albo ''techniczna'' albo ''humanistyczna''
    (doslownie - nie radzi sobie z rachunkami)."

    Wątpię w Twoje albo-albo. Kwestia, kto co łyka w szkole jest
    istotniejsza. Dlatego tekst Skoczylasa jest ważny, ale połowicznie.
    Samo wprowadzenie obowiązku daje dużo, ale jeszcze za mało.
    Potrzebna jest jeszcze kadra, jak w każdym systemie. Ja miałem w
    takiej podstawówce 7 nauczycielek matematyki, czasem ze zmianą co
    pół roku. Nie wiązało się to niestety z poszerzającymi horyzonty
    matematyczne perspektywami.

  • Gość: VIIb IP: *.ists.pl 09.05.10, 19:09
    "Ja miałem w takiej podstawówce 7 nauczycielek matematyki, czasem ze
    zmianą co pół roku."

    Okej, korekta. Słowo czasem jest nie na miejscu w tym zdaniu.
  • the_rapist 10.05.10, 13:33
    Aspektu osobowosci i przygotowania merytorycznego nauczyciela nie poruszalem, bo
    to jest temat na zupelnie inna dyskusje. Staralem sie skupic na stronie
    ''chlonacej'' wiedze i predyspozycjach jednostki do uczenia sie roznych rzeczy.
    Dosc powiedziec, ze przez 2 lata szkoly sredniej historia byla moja pieta
    achillesowa, glownie dzieki mojej kochanej nauczycielce. W trzeciej klasie uczyl
    nas nie nauczyciel, ale pedagog i historyk z prawdziwego zdarzenia. Sposob, w
    jaki przekazywal nam swoja wiedze i zachecal do jej zdobywania poza programem z
    podrecznika sprawil, ze hokus-pokus, srednia ocen w klasie wzrosla bardzo
    znacznie. Jego wymagania byly nawet wyzsze, mimo to nauka historii u tego pana
    stala sie dla nas przyjemnoscia.
  • Gość: raj IP: *.multi-play.net.pl 09.05.10, 14:49
    No i ten post to jest właśnie piękny przykład tego o czym pisze Skoczylas. Że
    znaczenie przedmiotów humanistycznych się pod niebo wynosi, a matematykę się
    uważa za niekonieczną.

    Bądź konsekwentna. Jeżeli uważasz, że humaniście jest niepotrzebna znajomośc
    matematyki, to uznaj też że inżynierowi jest niepotrzebna wiedza o literaturze
    czy historii, i nie musi znać róznicy między modernizmem i romantyzmem albo
    wiedzieć coś na temat Katynia.

    A jeżeli uważasz, że każdy to powinien wiedzieć, to tak samo każdy powinien miec
    podstawową wiedzę z przedmiotów ścisłych - nie dotyczy to tylko matematyki.
    Człowiek uważający się za intelektualistę tak samo powinien wiedzieć o Katyniu
    jak i znać np. zasady dynamiki Newtona czy wiedzieć, czego dotyczą równania
    Maxwella (nie wymagam, żeby umiał je napisać, bo to jednak już dość
    skomplikowana analiza wielowymiarowa, ale samo pojęcie trzeba znac i wiedzieć,
    czego ono dotyczy...)
  • Gość: humanistka IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 15:03
    Nie uważam, że matematyka jest zbędna, czytaj proszę ze zrozumieniem. Uważam, że
    wiele osób uczy się matematyki zbyt zaawansowanej w stosunku do jej późniejszej
    przydatności w życiu i pracy. Nie po to ktoś uczy się w klasie humanistycznej,
    językowej czy innej, żeby go gnębiono z funkcji i całek, tak samo jak nie po to
    kto inny idzie do mat-fizu, żeby uczyć się o tym, kto wielkim poetą był, a kto
    nie. Zgadzam się, że technicznych tak samo boli historia sztuki na studiach z
    elektroniki, jak humanistów logika. A o Katynie każdemu wypada cokolwiek
    powinien wiedzieć, nieważne, gdzie pracuje. Nieznajomość całek nie jest wyrazem
    ignorancji w pojęciu ogólnym, zaś niewiedza o ilości rozbiorów Polski niestety
    nią jest.

    Człowiek uważający się za intelektualistę powinien również rozróżniać między
    wczesnym impresjonizmem i późnym, powinien czytać Noblistów i wiedzieć czym była
    Jednostka 731. Wypadałoby, żeby znał też kilka języków obcych. Nie mówimy o
    intelektualistach, ludziach renesansu ani omnibusach. Zresztą Einstein nauczył
    się mówić w bardzo późnym wieku, czy w związku z tym odmówisz mu geniuszu? Katyń
    to wiedza ogólna, równania Maxwella już nie.
  • Gość: oświęcimer IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.10, 15:19
    >Katyń to wiedza ogólna, równania Maxwella już nie.

    Oj polemizowałbym. Ale wynika to prawdopodobnie z tego, że dla Pani "ogólna"
    znaczy mniej więcej "wypada ją mieć". Gdy tym czasem r. Maxwella są ogólne bo
    obowiązują w bardzo ogólnych warunkach. W szczególności gdyby nie równania
    Maxwella to swoich rewolucyjnych przemyśleń nie mogła by Pani ogłosić światu.
  • Gość: Ala IP: *.ghnet.pl 10.05.10, 15:40
    >Człowiek uważający się za intelektualistę powinien również
    >rozróżniać między
    >wczesnym impresjonizmem i późnym, powinien czytać Noblistów i
    >wiedzieć czym była
    >Jednostka 731. Wypadałoby, żeby znał też kilka języków obcych. Nie
    >mówimy o
    >intelektualistach, ludziach renesansu ani omnibusach.


    Jeżeli Pani zdaniem człowiek uważający się za intelektualistę
    powinien rozróżniać wczesny i późny impresjonizm, to tym bardziej
    powinien rozróżnić bryły i liczyć w panięci w zakresie liczb
    trzycyfrowych (naprawdę można). I powinien bez problemu liczyć
    prostsze całki.
    Bo niestety to co Pani wymieniła to nie są moim zdaniem podstawowe
    wiadomości.
  • Gość: raj IP: 217.147.104.* 10.05.10, 19:12
    > Nieznajomość całek nie jest wyrazem
    > ignorancji w pojęciu ogólnym, zaś niewiedza o ilości rozbiorów Polski niestety
    > nią jest.

    Tylko w Twojej opinii.

    > Człowiek uważający się za intelektualistę powinien również rozróżniać między
    > wczesnym impresjonizmem i późnym, powinien czytać Noblistów i wiedzieć czym była
    > Jednostka 731.

    Piękna humanistyczna megalomania ;)
    Rozróżnianie między impresjonizmem wczesnym i późnym przydałoby mi się, gdybym
    był krytykiem sztuki, albo pracownikiem galerii obrazów ;)
    Co do noblistów, to przypominam, ze literatura jest tylko jedną z
    dziedzin
    , w której przyznawana jest nagroda Nobla - znasz prace noblistów z
    fizyki, chemii, medycyny? Wiesz na czym polegały ich odkrycia? Skoro ty tego nie
    wiesz, dlaczego ja mam czytać książki noblistów literackich? Zwłaszcza jeżeli
    sądząc chociażby z przeczytanych w prasie recenzji, taka literatura po prostu
    nie będzie mi odpowiadać?
    Literatura jest rzeczą którą każdy odbiera indywidualnie. Trudno tu komuś
    narzucić że cos "powinien" czytać. Chociażby co do takich noblistów - poezję
    Szymborskiej uwielbiam, ale znałem ją i czytałem jeszcze zanim dostała Nobla. Do
    przełknięcia niewielkiej ilości Miłosza zmusiłem sie po tym, jak dostał Nobla,
    żeby zobaczyć, o co ten szum, i stwierdziłem, że jest to dla mnie po prostu
    niestrawne. To po co mam to czytać?
    Przykro mi przyznać, ale nazwa jednostka 731 nic mi nie mówi. To cos jak strefa
    51? ;)

    Za to niewątpliwie (może będę tu tendencyjny, ale niech tam ;)) człowiek
    uważający się za intelektualistę powinien rozumieć komunikaty, które pojawiają
    mu się na ekranie komputera w razie jakichś błędów, wiedzieć jaka jest różnica
    między korzystaniem z poczty przez webmaila a lokalnego klienta pocztowego, i
    dlaczego dużych plików nie powinno się przesyłać mailem jako załączniki, tylko
    korzystać z innych usług internetowych (i jakich?) do tego celu. Niestety 90%
    ludzi tego nie wie, a jest to wiedza bardzo praktyczna, której nieznajomość
    powoduje bardzo praktyczne problemy przy korzystaniu z Internetu - a z Internetu
    korzysta w tej chwili prawie każdy.
    Ale do tego potrzebna jest odrobina ścisłego myślenia, którą kształci tak
    nielubiana przez "humanistów" matematyka. Tzw. "humanistyka" w większości szkół,
    uczelni itp. sprowadza sie do jednego - lania wody. I potem tacy "humaniści" -
    jak zaobserwowałem - mają tendencje do myślenia w taki sposób: jeżeli w
    instrukcji jest napisane "zrobić tak a tak", to nieważne - ja zrobię tak jak mi
    się wydaje, bo nie do końca rozumiem tego co napisane.
    Kiedy dogłębnie zna sie dziedzinę, której to dotyczy, to mozna pozwolić
    sobie na takie eksperymenty (np. z komputerem), bo jest się w stanie mniej
    więcej przewidzieć ich efekty. Tymczasem mnóstwo ludzi wykształconych
    "humanistycznie" działa w ten sposób w stosunku do spraw na których sie nie zna.
    Napisano im tak, ale oni robia inaczej, nie wiedząc dokładnie co robią.
    Efekt - pakują się w sytuacje, z których nie potrafią sie sami wykaraskać i
    trzeba ich ratować (pisze z własnego, wielokrotnego doświadczenia).
    Tymczasem w matematyce tak sie nie da, bo 2+2=4 i nie może być ani 3, ani 5. I
    to, że nie może być nic innego niż 4, zdaje się bardzo nie współgrać ze sposobem
    myślenia kształconym w znacznej części tzw. "humanistów".

    > Katyń
    > to wiedza ogólna, równania Maxwella już nie.

    Pragne cie uświadomić, że całe nasze życie w zdecydowanie większym stopniu
    zalezy od równań Maxwella niż od Katynia, impresjonistów, a nawet rozbiorów
    Polski ;). To jest po raz kolejny potwierdzenie tezy wynikającej z felietonu
    Skoczylasa - wiedzę humanistyczną wyniesiono u nas na piedestał, natomiast
    wiedzę w zakresie matematyki i nauk przyrodniczych potraktowano jako umiejetnośc
    wąsko zawodową, przydatną tylko tym, co pracują w wiążącej się z tym dziedzinie.
    Wiedza matematyczno-przyrodnicza tak samo należy do KANONU KULTURY jak wiedza
    literacka czy historyczna!
    Tales, Pitagoras, Newton, Maxwell, Faraday - ze wymienie tu tylko kilku - to
    dziedzictwo, na którym budowała sie nasza cywilizacja. Wstyd nie wiedzieć, czego
    dotyczyły ich badania. Tak jak pisałem w poprzednim poscie - nie wymagam
    napisania równań Maxwella (zresztą E=mc^2 Einsteina potrafi napisac
    każdy, i co z tego? Ile z tych osób rozumie, o co w tym równaniu chodzi?), ale
    trzeba wiedzieć, czego one dotyczą i na czym polega ich fundamentalne znaczenie.
  • Gość: oświęcimer IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.10, 14:57
    Nie chcę polemizować z pani doświadczeniami/wrażeniami choć moje są dokładnie
    odwrotne. Wg mnie łatwiej znaleźć oczytanego inżyniera niż myślącego polonistę
    czy (zwłaszcza) prawnika (to ostanie jest poparte badaniami IQ wśród studentów).
    Ale chciałbym podkreślić jedno słowo, którego wcześniej już użyłem, a którego w
    Pani tekście nie znalazłem.

    Rzecz w tym, że matematyka czy fizyka uczą nie tyle liczenia co myślenia. I o
    ile bez pierwszego być może jakoś Pani sobie radzi (choć za Boga nie wiem jakim
    cudem), to bez drugiego funkcjonować się nie da. Albo inaczej, da się, ale jakie
    to jest "funkcjonowanie", to pokazuje najlepiej nasze życie publiczne. Przecież
    większości bzdur w nim popełnianych dałoby się uniknąć gdyby decydenci byli
    zdolni do chwili refleksji i prostego rozumowania typu
    "przyczyna-mechanizm-skutek". Niestety nie są do tego zdolni.
  • Gość: humanistka IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 15:33
    Miło mi, że ma Pan odwrotne doświadczenia, to dobrze rokuje przyszłości narodu.
    Prawnicy to jest faktycznie dziwna kasta społeczna, nie jestem prawniczką - na
    szczęście. Po raz kolejny podkreślam, że radzę sobie z moją szczątkową
    znajomością matematyki i wbrew temu, co sądzi większość komentujących, potrafię
    policzyć w sklepie, czy pani dobrze wydała mi resztę. A jeśli liczę wartości
    procentowe wolniej od innych i jeszcze potwierdzam sobie dla pewności wynik na
    kalkulatorze to już należy mnie za to spalić na stosie ewentualnie rozpuścić w
    wannie z wapnem. Zgadzam się w 100%, że myślenie przyczynowo-skutkowe jest
    konieczne do życia, jednak trudno mi się zgodzić, że jest do tego równie
    konieczne opisywanie okręgu na trapezie. Pozdrawiam miłego i kulturalnego Pana.
  • Gość: któś IP: 109.243.167.* 09.05.10, 15:09
    NDlaczego? Bo - w istocie rzeczy prowadzisz spór o wyższości świąt
    Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia. Uważasz, że Tobie
    niepotrzebna jest matematyka, a "mądralom" z korporacji niepotrzebna
    jest wiedza humanistyczna. I co? Pozostajecie na jednym poziomie: Ty
    gardzisz nimi, oni - Tobą. I Ty, i oni próbujecie tego samego - ze
    swoich ewidentnych braków zrobić powód do chwały. Dosyć to
    infantylne. No a te ich "4-5 kafli" - o których piszesz - to przejaw
    ewidentnej zadrości z Twojej strony.

    Osobiście mam wykształcenie humanistyczne i artystyczne; ignorancja
    w kwestii historii, literatury, sztuki wśród "technicznych"
    rzeczywiście jest duża i przykra; z drugiej jednak strony brak
    logiki i precyzji w licznych tekstach humanistycznych bywa
    zastraszający. I tej właśnie logiki i precyzji myślenia uczy
    matematyka; nie chodzi o to, by literaturoznawca liczył w pamięci
    pierwiastki kwadratowe. Ale już posługiwanie się kalkulatorem z
    powodu nieznajomości tabliczki mnożenia - a piszesz, że tak właśnie
    robisz - wybacz, to kompromitacja. To dokładnie tak, jakbyś
    pisała "jusz", "tagrze" albo "ruża". Lub nie wiedziała, że woda
    zamarza w temperaturze 0 stopni Celsjusza. To są rzeczy elementarne,
    druga klasa szkoły podstawowej.
  • Gość: humanistka IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 15:33
    Dziękuję, pracowałam w korporacji za 3 kafle, teraz prowadzę własną działalność
    i bardzo dobrze zarabiam;) Nikomu nie zazdroszczę zarobków, a zwłaszcza
    technicznym, których praca jest w większości przypadków nieporównywalnie
    kreatywna i przydatna. I ciężka niestety, co widzę na przykładzie moich znajomych.

    Zgadzam się co do braków w logicznym myśleniu. Ale nie widzę problemu w
    posługiwaniu się kalkulatorem, jeśli nie jestem pewna wyniku. Na podobnej
    zasadzie można sprawdzać znaczenie słowa w słowniku, jeśli się chce upewnić. Dla
    mnie kompromitacją jest brak elementarnej wiedzy humanistycznej, no ale cóż,
    widać mamy rozbieżne opinie w tej kwestii.

    Jusz niema oczym dyskótować. Do kąsensusu jakwidać niedojdziemy.
  • Gość: któś IP: 109.243.167.* 09.05.10, 15:47
    Sprytnym zabiegiem jest próba zamykania dyskusji w sytuacji
    nieposiadania argumentów. Swoją drogą - jak obserwuję całą rozmowę
    (i biorę w niej udział) posługujesz się nimi cokolwiek nieporadnie:
    nie potrafisz przewidzieć konsekwencji, które wynikają z Twoich
    wsnzch wzpowiedzi; gdy rozmówca wyciągnie je - próbujesz -
    najczęściej - zmieniać temat. Przykład? Voila: "nie widzę problemu w
    > posługiwaniu się kalkulatorem, jeśli nie jestem pewna wyniku. Na
    podobnej
    > zasadzie można sprawdzać znaczenie słowa w słowniku, jeśli się
    chce upewnić." Podczas gdy sama wcześniej napisałaś, że posługujesz
    się kalkulatorem z powodu swoich braków w tabliczce mnożenia.
    A do konsensusu powoli dochodzimy. Piszesz: "> Zgadzam się co do
    braków w logicznym myśleniu." Chodzi tu o Twoje własne wypowiedzi.
    Quod erat demonstrandum.
  • Gość: humanistka IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 15:52
    I po co ta łacina, czyżby polski język nie wystarczał? Quidquid Latine dictum
    sit, altum videtur, jak sądzę. Tak, masz rację, kończę dyskusję, bo kończy mi
    się do niej cierpliwość. Przeczytaj jeszcze raz fragment o tabliczce mnożenia,
    zwróć uwagę na słówko: wydedukować i sprawdź je sobie w słowniku. Posługuję się
    kalkulatorem z wygody, jak wiele osób, zwłaszcza gdy muszę wykonać szybko kilka
    działań, a nie chcę się pomylić. Ale Ty wiesz lepiej, co mi w głowie siedzi i
    jakie mam zwyczaje w warzywniaku.

    Zgadzam się co do braków w logicznym myśleniu we współczesnym społeczeństwie. Co
    do Twoich również się zgadzam;)
  • Gość: któś IP: 109.243.167.* 09.05.10, 16:03
    Coż, można oczywiście "dedukować", ile to 3x7, lub używać w takiej
    sytuacji kalulatora.
    I nie posiadać siły i ciepliwości do znalezienia
    innych "argumentów", jak te ad personam. I rejterować.
  • Gość: humanistka IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 16:07
    Tak, robię to specjalnie dla Ciebie, byś mógł napawać się swoim wyimaginowanym
    zwycięstwem;)))) Jesteś pocieszny. No ale czegóż można spodziewać się po kimś,
    kto podsumowuje dyskusję tekstami "wpadłaś we własne sidła", "no i rejterada"?
    Chyba specjalnie na Ciebie te sidła zastawiałam, dobrze, że mnie o tym
    powiadomiłeś, bo sama bym nie wydedukowała. Żegnam.

    PS A trzy razy siedem jest dwadzieścia jeden. Wydedukowałam to sobie rozpisując
    cyfry na kreseczki i dodając je do siebie po trzy na palcach, bo do tylu
    liczenie nie sprawia mi kłopotu. Have a nice life, żeby zakończyć na Twoim
    poziomie. A może raczej dum spiro, spero.
  • Gość: któś IP: 109.243.167.* 09.05.10, 16:22
    A gdzie argumenty rzeczowe?
  • Gość: suoniu IP: *.chello.pl 10.05.10, 01:02
    A po co Ci "passe" droga Internautko? Przykro się robi człowiekowi, kiedy widzi
    takich ograniczonych ludzi w Internecie. Mam nadzieję, że jesteś tylko kolejnym
    trollem. Bo jeśli nie, to... Smutno.
  • Gość: Gvalch'ca IP: *.home.aster.pl 09.05.10, 15:24
    To, że nie potrafisz pomnożyć 2 liczb jednocyfrowych (max 3 klasa podstawówki),
    albo wyliczyć (sprawnie) procentów (gdzieś około 5 klasy) to tak jakby ten
    wstrętny techniczny umysł czytujący Chipa zapomniał na czym polega czytanie i
    pisanie, nie umiał stworzyć wypowiedzi ustnej czy pisemnej dłuższej niż kilka
    zdań czy samodzielnie przeczytać kilkustronicowego tekstu. Najzupełniej
    normalne, że wiedza z której się nie korzysta jest bardzo szybko zapominana. Ale
    tabliczka mnożenia, procenty? Przecież to podstawowe, przydatne na co dzień
    umiejętności, np. jednego dnia idziesz i widzisz na wystawie sklepu buty za 300
    zł, a za tydzień widzisz w tym samym sklepie buty po przecenie o 10% za 299 zł i
    już wiesz, że sklep robi klientów w konia ;) Co innego, że komuś z głowy wylecą
    całki, różniczki czy zaawansowana stereometria, no nawet powiedzmy twierdzenie
    Pitagorasa, ale nie mnożenie. Dodam, że moja matka polonistka nie ma
    najmniejszych problemów z tym jak wyliczyć procent czy pomnożyć dwie liczby, a z
    matmy miała ledwo tróję całe życie :) Trzeba było starać się więcej zrozumieć a
    mniej kuć matematykę (właśnie z tego powodu, że zamiast dużo zapamiętywać
    wystarczy w matematyce dużo zrozumieć tak lubiłam ten przedmiot, mało czasu
    zajmował :D ).
  • Gość: humanistka IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 15:39
    Po raz kolejny tłumaczę, jak humanista technicznemu na miedzy, że potrafię
    mnożyć i liczyć procenty, Boże, Ty to widzisz i nie grzmisz? To, że zajmuje mi
    to dłużej niż większości osób mających styczność z matematyką na co
    dzień...ech... Już mi się kończy moja anielska cierpliwość. A poziom
    umiejętności klecenia tekstu pisanego grona czytelników "Chipa" widać doskonale
    po listach nadsyłanych do redakcji.
  • Gość: czasami krakus IP: *.chi01.dsl-w.verizon.net 09.05.10, 23:10
    Nie pamiętam wiele z matematyki, z literatury polskiej też nie, ale więcej niż z
    matematyki, znam natomiast dobrze angielską gramatykę (uczę angielskiego). Ale
    do rzeczy. Mniejsze problemy sprawiała mi matematyka pod koniec podstawówki i na
    początku liceum, gdzie więcej było symboli i literek, niźli tabliczka mnożenia.
    Nie mam głowy do cyferek, nie pamiętam numerów telefonicznych (własny
    zapominam), wiec pisanie, ze to wstyd nie znać tabliczki mnożenia jest oznaką
    ignorancji psychologicznej. Są typy osób którym to sprawia kłopoty, choć
    potrafią myśleć szybko jeżeli chodzi o wyciąganie wniosków z literatury,
    psychologi itp. To forma dysleksji matematycznej Ja do dzisiaj, mimo, ze już
    wiele razy próbowałem i powtarzałem, nie potrafię mnożyć przez 7 i 8 a przez 5
    mnożę razy 10 i dziele na pól a przez 4 razy dwa i potem razy dwa. Nie potrafię
    zapamiętywać cyfr, jak dodaje w głowie to robię tak 12+7 to 19 a to plus 4 i 3,
    zaraz zaraz ile to było, i od nowa. Natomiast na teście z angielskiego -
    gramatyka, słownictwo, nie lanie wody, najczęściej osiągam od 97% do 100%, w
    zależności od trudności. Po prostu nie mam głowy do cyfr i nigdy nie zapamiętam
    tabliczki mnożenia, tak jak nie pamiętam moje poprzedniego numeru komórki, choć
    go podawałem innym setki razy.
  • Gość: któś IP: 109.243.167.* 10.05.10, 08:03
    Dtogi Krakusie, nie opowiadaj proszę o ignorancji. Każdy ma jakiś
    defekt - w Twoim przypadku jest nieumiejętność nauczenia się
    tabliczki mnożenia i zapamiętania numeru telefonu. Przyznasz, że to
    przypadłość niezwykle rzadka. Porównanie z dysleksją (oraz innymi
    dys-ami) jest o tyle niebezpieczne, że stała się ona doskonałym
    wytłumaczeniem zwykłego lenistwa i niechęci do wysiłku. Zastanawiam
    się właśnie, jak przeszedłeś przez szkołę podstawową? Z
    zaświadczeniami od psychloga? Zaświadczenie o dysleksji kosztuje 50
    złotych. Czy Ty takowe kupiłeś? Nie mam pojęcia.
    A co do "nieposiadania głowy" do czegoś - to w większości wypadków
    wytężona praca powoduje, że sie tej głowy w końcu "dostaje".
    Pamiętam siebie w V klasie, wiek 10 lat: za nic nie potrafiłem
    zrozumieć układów równań z 2 niewiadomymi i rozwiązywania ich metodą
    podstawiania. Kilka tygodni, dzień w dzień (a raczej wieczór w
    wieczór) siedzieliśmy z ojcem, inżynierem i ten mi tłumaczył,
    tłumaczył, tłumaczył, dawał zadania, pokazywał inne metody
    rozwiązywania. I co? W końcu "naumiałem", choć kosztem sporego
    wysiłku; szczęśliwie o "dyskalkulii" i najróżniejszych "dys-ach"
    wtedy nie mówiono. Proponowałbym nową "dys-": mianowicie
    DYSKOGNICJĘ - przypadłość polegającą na tym, że ktoś (biedulka) nie
    potrafi myśleć. No nie ma do tego głowy i już. I dlaczego ma być z
    tego powodu "dyskryminowany"?
  • Gość: mgr filmoznawstwa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.10, 22:29
    mam to samo co czasami krakus
    nigdy nie miałem pamięci do cyferek, nr. telefonu domowego i kom. musiałem się
    nauczyć jak wierszy lub rymowanka; przez podstawówkę i liceum przeszedłem na
    trójczynach; nigdy zaś nie miałem kłopotów z historią, językami(praktycznie bez
    uczenia się miałem zawsze 4), literaturą

    i żeby nie było bardzo podziwiam chłopaków na i po Politechnice z zwłaszcza
    programistów, za to że potrafią w głowie napisać program
  • Gość: któś IP: 188.33.223.* 10.05.10, 22:45
    Po pierwsze - serdecznie gratuluję życiowego osiągnięcia, jakim dla
    Pana musiało być zdobycie tytułu magistra - jeśli odczuwasz Pan
    potrzebę zaakcentowania tego w swoim nicku. Obawiam się jednak, że
    na tutejszym forum magistrów dostatek i nie ma się czym chwalić.

    Po drugie zaś - śpieszę Pana poinformować że pomyliły się Panu
    Dobrodziejowi dwie, jakże przyjemne skąd inąd, czynności. A
    mianowicie pisanie i uprawianie seksu - bo tak wolę nazywać to, coś
    Pan przywołał w tytule swojej błyskotliwej wypowiedzi.
  • Gość: humanistka IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 15:47
    Przykro mi, ale niestety brak mi cierpliwości, żeby śledzić odpowiedzi i
    kontynuować dyskusję. Wnioski końcowe nasuwają się jak poniżej:

    - lwia część respondentów nie umie czytać ze zrozumieniem;
    - większość respondentów ma mnie w najlepszym wypadku za ignorantkę, w gorszym
    za "głupią cipę", która zasłużyła sobie na epitety bo używa w poście słowa
    "nerd" lub "debil", mniejsza o to, że w zupełnie innym kontekście i znaczeniu,
    - lwia część respondentów nie zna znaczenia terminów ironia, sarkazm, parafraza,
    metafora... odsyłam do słownika, może się niektórym co nieco przejaśni.
    - na całą rzeszę respondentów zaledwie z kilkoma, może trzema-czterema osobami
    dało się podyskutować konstruktywnie, nawet jeśli nie osiągnęliśmy konsensusu
    (odsyłam do słownika terminów, hasło dyskusja), ledwie kilkoro wie, na czym
    polega prowadzenie dyskusji na poziomie i jakie zasady kultury podczas niej
    obowiązują
    - Bogu niech będą dzięki, kilkoro osób dowiodło, że istnieją inteligentni,
    oczytani, mający szerokie horyzonty techniczni, którzy czytują krakowską Wyborczą;)

    Pozdrawiam wszystkich miłych dyskutantów i niemiłych pieniaczy, może dobry Pan
    Bóg skrzyżuje kiedyś nasze ścieżki;) Na pewno czasu spędzonego tutaj nie uważam
    za stracony. W końcu jak to powiedział kiedyś Hawking (tak, wiem, kto to jest i
    o zgrozo - czytałam, nawet ze zrozumieniem, jego książki;): odkrycie naukowe nie
    jest może lepsze od seksu, ale satysfakcja trwa dłużej...;)))
  • tymon99 09.05.10, 17:13
    przeoczyłaś, o simplicissima, jeden istotny fakt: matematyka nie jest
    nauką przyrodniczą ani techniczną. matematyka bada wytwory ludzkiego
    umysłu, jest zatem nauką humanistyczną. stąd tytuł "magister
    filozofii w zakresie matematyki".

    --
    bow down to her on sunday,
    salute her when her birthday comes
    na sam dół
  • Gość: VIIb IP: *.ists.pl 09.05.10, 19:02
    Heh, aleś Tymonie dorzucił do miski, no no.
  • Gość: autorytet moralny IP: *.chello.pl 09.05.10, 22:11
    Ty nie humanistka a chómanistka, to znaczy niedouczony pseudo-produkt ułomnej
    edukacji.
    Jeśli ty za kanon uważasz "Krzyżaków" czy "Ogniem i mieczem", to się nie
    wypowiadaj jak mądrzy rozmawiają.
  • pfg 09.05.10, 22:34
    Przeciętnemu człowiekowi znajomość matematyki nie jest potrzebna,
    podobnie jak zupełnie niepotrzebne jest odróżnianie modernizmu od
    romantyzmu. Dlaczego więc uczymy tego naszą młodzież? Bo matematyka i
    nauki przyrodnicze, podobnie jak literatura i historia, są częścią
    naszej kultury. To znajomość matematyki i nauk przyrodniczych
    sprawia, że mamy poczucie, iż świat można opanować, że nie musimy
    drżeć przed lada burzą czy chorobą. To dzięki matematyce i rozwojowi
    nauk przyrodniczych (i dzięki pewnym czynnikom przyrodniczym, na
    które nie mieliśmy wpływu) cywilizacja europejska zdominowała świat.
    Bez matematyki nie byłoby ani egipskich piramid, ani rzymskich
    akweduktów, ani gotyckich katedr, ani transatlantyckich lotów, ani
    telefonów komórkowych, ani Internetu. Arystoteles był w tym samym
    stopniu filozofem i etykiem, co przyrodnikiem. Matematyka powinna
    uczyć precyzji myślenia, precyzji definiowania pojęć i precyzji
    wysławiania się. Kartezjusz wykładał swoją filozofię "modo
    geometrico", gdyż geometria (matematyka) była dla niego wzorem
    precyzji i ścisłości. Ale ciebie to nie interesuje, ty masz poczucie
    wyższości nad "technicznymi" i "nerdami", bo czytałaś Krzyżaków.
    Jestem pod wrażeniem.

    Owszem, jest prawdą, że matematyka i nauki przyrodnicze są obecnie w
    szkołach - zwłaszcza w polskich szkołach - nauczane fa-tal-nie, ale
    czy historia i literatura są nauczane lepiej? Jakież to umiłowanie
    literatury może wykształcić nauka odpowiedzi "zgodnych z kluczem"?

    Ignorancja nigdy nie jest błogosławieństwem, bywa natomiast
    przekleństwem. Sądzę, że nieco na wyrost podpisujesz się jako
    "humanistka". Nie wyglądasz mi na humanistkę, a tylko na absolwentkę
    studiów humanistycznych.
    --
    Komentarze fizyka
  • Gość: . IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.10, 23:10
  • Gość: któś IP: 109.243.167.* 10.05.10, 08:06
    Gratuluję i pozdrawiam.
  • Gość: Czzn IP: *.chello.pl 09.05.10, 14:23
    3 sprawy
    1-Maturę zdawałem w zeszłym roku, więc jestem ostatnim rocznikiem który nie
    pisał obowiązkowej matematyki. I szczerze- żałuję.
    Jestem na studiach inżynierskich, na które wystarczyło zdać biologię i chemię.
    Matmy nie zdawałem, efekt jest taki że z zadaniami z funkcji, całek,
    różniczek, statystyki babram się długie wieczory. Gdyby w liceum wisiało nade
    mną widmo matury z matmy (pomijając jej dość mierny poziom na lekcjach)
    zapewne bardziej bym się przyłożył do nauki tego przedmiotu i teraz miałbym o
    połowę roboty mniej.
    2- odnośnie humanistów zdających okropną matematykę i "technicznych"
    zmuszanych do pisania niepotrzebnego polskiego. Cóż, jak już ktoś wspomniał
    liceum jest OGÓLNOKSZTAŁCĄCE, więc po maturze "każdy elementarną wiedzę o
    świecie z każdej dziedziny posiadać powinien" ;)
    3-do szału doprowadzają mnie teksty "dawniej zdać maturę to było coś". Pewnie,
    zakres materiału do zrealizowania na lekcjach był większy, ale też liczba
    godzin z każdego przedmiotu była większa. Poza tym- jeden szczegół: dawniej na
    maturze powszechne były ściągi w kanapkach czy podpowiedzi od nauczycieli.
    Dzisiaj nawet chusteczek na ławce mieć nie można, nie mówiąc o kanapkach...
  • Gość: oświęcimer IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.10, 14:39
    ...aż się zastanawiam jakie Pan ma wykształcenie
  • Gość: raj IP: *.multi-play.net.pl 09.05.10, 14:59
    Ja Skoczylasa lubię już od dawna, bo jeździ rowerem (i porusza tę tematyke
    równiez w swoich felietonach), nie jak ci wszyscy samochodziarze... ;)
  • Gość: raj IP: *.multi-play.net.pl 09.05.10, 14:39
    To chyba w ostatnim czasie jedyna wypowiedź w prasie jaką czytałem (albo jedna
    z bardzo niewielu), której autor popiera pogląd, że obowiązkowa matura z
    matematyki JEST potrzebna (bo jest!), a nie przyłącza się do chóru jęczącego w
    modnym tonie "na co komu ta matematyka, po co tym katować uczniów?"...
  • Gość: humanistka IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 15:24
    I skąd tyś tę dumę wydedukował?;D Czytaj ze zrozumieniem, męczy mnie tłumaczenie
    technicznym pod każdym komentarzem, jak mają czytać ze zrozumieniem. Pracuję
    jako tłumacz. Tłumaczę specyfikacje techniczne do programów i urządzeń
    medycznych pisane przez technicznych debili z USA i GB. Gdyby nie mój
    humanistyczny umysł, to lekarze i technicy obsługujący ten sprzęt mieliby
    poważne problemy ze zrozumieniem, "co autor miał na myśli". Śmiej się dalej, nad
    własną ignorancją.
  • Gość: oświęcimer IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.10, 15:44
    Swoją drogą w nazywaniu kobiety "głupią cipą" jest (przynajmniej dla mnie) jakiś
    ładunek erotyzmu ;) Czy Pani też tak to odbiera ?

    Stwierdzenie, że jest to zwykłe chamstwo byłoby zbyt banalne.
  • Gość: humanistka IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 16:10
    Tak, zgadzam się, że w tym stwierdzeniu jest ładunek erotyzmu. Być może epitet
    wynika z niezaspokojenia erotycznego autora albo też z faktu, że posiada on
    partnerkę tudzież partnera, który przytłacza go swoją inteligencją i elokwencją.
    W tym celu podświadomie pożąda mniej inteligentnej osoby, czy też raczej jej
    genitaliów. Stąd też powinnam epitet odebrać jako wyraz sympatii i tęsknoty, a
    nie jako obelgę. Szczęśliwie bawi mnie większość wypowiedzi tutaj, mam nadzieję,
    że ja bawię również innych, bo jakby się człowiek miał całe życie denerwować na
    innych, zarówno w realu jak i wirtualu, to by musiał mieć ciężkie życie...:)
  • Gość: Towarzysz_CK IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.10, 16:57
    Smutne jest to co czytam. Jednak poważniejszy jest tragizm braku wiedzy. Po
    pierwsze to całek i równań różniczkowych w LO już dawno nie ma. Mniejsza jednak
    z tym.
    Studiuję obecnie równolegle fizykę i polonistykę. (Zatem jestem nerdem czy
    humanistą?!?). Wielokrotnie spotykam się z moimi znajomymi z fizyki w muzeach,
    teatrach i filharmonii. Mogę z nimi porozmawiać o nowościach wydawniczych,
    zagadnieniach związanych z krytyką literacką itd. Załamałem się jednak kiedy
    mówiąc o wykresie prezentującym opozycję tendencji klasycznych i romantycznych
    stwierdziłem że to sinusoida poczułem się nieswojo widząc ich wzrok. Dopiero po
    wytłumaczeniu iż chodzi mi o "tą falkę" zrozumieli oni o czym mówię.
  • Gość: VIIb IP: *.ists.pl 09.05.10, 17:49
    Ja też się tym między innymi zajmuję, ale trochę wyżej cenię autorów
    tych specyfikacji. Ci 'techniczni debile' przenoszą czasem produkcję
    do polski. Śmiać się można z, a nie nad. Chyba, że nad czyjąś trumną.
  • czesiekkk 09.05.10, 16:02
    Na historii jest statystyka, na filozofii logika, na prawie i administracji
    logika dla prawników, to można być humanistą bez znajomości matematyki?
  • Gość: y IP: *.gemini.net.pl 09.05.10, 16:40
    Ale ci, którzy tylko zdali maturę nie idąc na studia też nazywają się humanistami.
  • Gość: A IP: *.ghnet.pl 09.05.10, 17:15
    Na filologiach chyba matematyki nie ma.
  • Gość: niet IP: *.ppp.asahi-net.or.jp 09.05.10, 17:30
    logika byla u mnie, i z tego co wiem to nasz wydzial nie byl jakims wyjatkiem
  • Gość: VIIb IP: *.ists.pl 09.05.10, 17:45
    Da się zaliczyć logikę na studiach bez znajomości rachunku
    prawdopodobieństwa, a nawet twierdzenia Pitagorasa. Metoda
    zerojedynkowa, diagramy Venna, czy działania na predykatach to są na
    serio banalne rzeczy wymagające odrobiny zmysłu logicznego. Nie
    przesadzaj. Na statystyce matematyka też jest chyba na poziomie dość
    wczesnym, typu podstawówka.
  • Gość: oświęcimer IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.10, 16:21
    ...do tego stopnia, że zaczynam żałować, że jest mężatką ;)
  • Gość: red IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.10, 17:59
    Najlepiej, kiedy o człowieku można powiedzieć: To świetny matematyk (inżynier)i prawdziwy humanista. Bo humanistów można spotkać wśród ludzi wszelkich profesji. Funkcjonuje inne pojęcie humanisty. Tak "zwany humanista" czyli ktoś, kto nie potrafi logicznie myśleć i w związku z tym ma kłopoty w szkole z matematyką chemią fizyką itp.
  • Gość: VIIb IP: *.ists.pl 09.05.10, 18:12
    "ktoś, kto nie potrafi logicznie myśleć i w związku z tym ma kłopoty w
    szkole z matematyką chemią fizyką itp."

    To jest średniawa implikacja, choć oczywiście prawdziwa. Pierwszy
    człon jest jednak często zupełnie inny. To jest, znam przypadki, w
    których zdolność logicznego myślenia przed tymi kłopotami nie chroniła
    w żaden sposób. Liczy się jeszcze odbierany przekaz i twórca przekazu.
  • Gość: red IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.10, 18:27
    Ależ masz 100% racji. Zresztą pierwszy człon można wzbogacić o jeszcze inne treści. Mnie chodziło o obiegowe nazywanie humanistami ludzi, którzy w żadnym przypadku nimi nie są.
  • Gość: VIIb IP: *.ists.pl 09.05.10, 18:52
    Brrrr. Nie chce mieć 100% racji. Wysiadam i pozdrawiam.
  • Gość: wsio_rawno IP: *.chello.pl 09.05.10, 18:03
    szanowny autor jest humanistą bo nie potrafi liczyć czy ścisłowcem bo nie zna historii?
  • Gość: eso IP: *.net.autocom.pl 09.05.10, 18:33
    po raz wtóry powtarzam, że humanista to osoba wszechstronnie
    wykształcona a nie matematyczny nieuk!
  • Gość: humanistka II IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.10, 20:16
    1. Zgadzam się z tezami dziennikarza.
    2. Poszłam na polonistykę, bo mi wyniki z rachunków często nie wychodziły,
    zwłaszcza fizyka to była czarna magia.
    3. Mogę jedynie siebie obwiniać o to, że mi rozumu nie stało.
    4. Nie jestem humanistą z pozytywnego wyboru, bo chciałam, ale trochę
    musiałam, bo na żadne techniczne studia nie zdałabym.
    5. Policzę procenty i po swojemu procenty składane.
    6. PIT wypełnię.
    7. Lubię moich kumpli technicznych, lubię wyprawy z nimi,jestem dla nich
    autorytetem.
    8. Jako lamer komputerowy - a na komputerze muszę stukać - korzystam z wiedzy
    i umiejętności fachowców.
    9. Cieszę się, że matma wraca - nie potrzeba nam niedorobionych humanistów.
    Potrzeba nam mądrych inżynierów i innych fachowców.
    10. Zdawałam matematykę jako ostatni rocznik - nie była szkodliwa.
    11. Dziś jestem dyrektorem dużej szkoły i mawiam, po pierwsze matematyka
    (durniu - już nie dodaję) i bardzo pilnuję języka polskiego. Młodzież się
    dziwi, że często np. ludzie po fizyce idą na filozofię, a potem przychodzą -
    tak zrobiłem, jak Pani przepowiadała.

    Niech żyje matematyka - nawet w tej skromnej wersji.
  • Gość: Izydor Dukas IP: *.chello.pl 09.05.10, 22:22
    jezeli technicznego zmusimy by był bardziej humanistą, podsuniemy mu
    kadzącą czerep literaturę i głębsze myśli powodujące refleksyjne
    odloty to natychmiast przestanie być technicznym - zacznie nam sie
    momentalnie egzystencjalnie uwalniać, upijać, palić i świadomością
    żywota swego marnego martwić i nic juz nie bedzie takie samo w jego
    życiu.

    im więcej poznania tym więcej cierpienia to jest biblijne kto
    poszerza poznanie ten poszerza cierpienie tak już niestety jest.

  • Gość: tbk IP: *.acn.waw.pl 14.05.10, 00:03
    pierdolę was
  • mam.problem 10.05.10, 01:46
    Czy widzieliscie mature z matematyki? Poziom podstawowy oczywiscie. Czy wiecie,
    ze na egzaminie dostaje sie karte wzorow?
    I mozna miec prosty kalkulator!

    A zeby zdac mature trzeba miec tylko 30% z podstawy.
    Tutaj link: Tekst
    linka


  • Gość: Mary IP: 195.150.133.* 10.05.10, 07:35
    No cóż, matury z matematyki nie zdawałam, skończyłam studia
    humanistyczne, pracuję w zawodzie. Matematyka na codzień przydaje mi
    się co najwyżej w stopniu podstawowym, na pewno nie maturalnym.
    Obliczenie podatku czy procentów wynikających z prawa autorskiego
    nie stanowi problemu, gdy ma się kalkulator.
  • Gość: Generał Sz IP: *.chello.pl 10.05.10, 10:49
    To jest kpina. Matematyka to podstawa do czegokolwiek, w każdej
    dziedzinie życia jest ona nam potrzebna, a kalkulator?? Są tacy,
    którzy nie potrafią nawet z niego korzystać...

    Spójrzmy jak się zmienia program nauczania z roku na rok:
    wyrzucają co raz więcej materiału ze szkół, a co za tym idzie
    przyszły student ma takie braki, że gdyby nie pomoc niektórych
    uczelni w postaci dodatkowych godzin z matematyki to połowa by
    została skreślona z listy studentów.

    Pytanie jest co rząd ma na celu??
    Może uwstecznienie społeczeństwa, w końcu społeczeństwem głupim
    łatwiej się rządzi...
  • Gość: encalade IP: *.50.classcom.pl 10.05.10, 10:41
    Maturę zdawałam już dość dawno, bez matematyki. I cieszę się z tego - ominął
    mnie dodatkowy stres (związany z tym, że mimo, iż rozumiem i nie mam większych
    problemów nie jest to moja działka i nie czuję się w niej dobrze).

    Kończę studia humanistyczne, na których nie tylko matematyka się przydaje.
    Dlatego też uważam, że matura z tego przedmiotu nie jest niczym strasznym.
    "ogólnokształcącość" szkoły średniej do czegoś zobowiązuje. Nie sądzę, że
    utyskiwania na temat "żenująco" niskiego poziomu są na miejscu - matura dziś
    jest praktycznie dla każdego, więc skoro mamy takie a nie inne założenia
    systemu edukacji, to nie możemy "oblewać" na tej maturze połowy zdających :)

    Nie znaczy to jednak, że podoba mi się zastana sytuacja. Niestety, żeby od
    uczniów wymagać wiedzy (czy umiejętności) na egzaminie, trzeba ich najpierw
    tego nauczyć. Podczas nauki, która trwa 2,5 roku (kiedy trzeba nauczyć
    wszystkiego tego, co składa się na wykształcenie ogólne, czy też wiedzę ogólną
    i do tego nauczyć rozwiązywania testów i "myślenia pod klucz"), w szkole w
    której pracują ludzie, którzy sami czytają opracowania lektur, żeby ktoś za
    nich wyciągnął wnioski, które potem podyktują, a młodzież nastawiona jest
    skrajnie życzeniowo ("misienależy")to to jest zadanie co najmniej karkołomne.
    Oczywiście nie chcę być posądzana o generalizowanie - nie wszędzie tak jest,
    ale w wielu szkołach niestety tak.

    Co do koleżanki humanistki - sądź sobie co chcesz. Naprawdę. Czasem, kiedy
    rozmawiam z jakimś inżynierem, albo innym informatykiem nóż się w kieszeni
    otwiera na to, jakim ignorantem jest. Czasem mam poczucie, że umysłom ścisłym
    wiele się wybacza (jak wiedzą kto akurat jest prezydentem to się wszyscy
    cieszą, jacy oni są bystrzy i inteligentni).

    Niestety w Twoich wypowiedziach aż boli brak logiki. Skoro nie potrzebujesz
    matematyki bardziej zaawansowanej niż procenty i ułamki to super! Pomyśl, w
    jak tragicznej sytuacji znalazłabyś się, gdybyś jednak potrzebowała:). Skoro
    jednak sobie dajesz prawo do używania kalkulatora, czemu innym odbierasz prawo
    do korzystania ze słownika? Tak jak Ty wolno liczysz procenty, to im pozwól
    zastanawiać się, czy "Ludzie bezdomni" to może pozytywizm czy jeszcze coś
    innego. Póki ktoś (bez względu na wykształcenie) ma otwarty umysł, jest
    dobrze. Czego i Tobie życzę.
  • Gość: tompor IP: *.adsl.inetia.pl 10.05.10, 13:28
    Nie zgadzam się z p. Jerzym
  • Gość: Ekonomista IP: 87.204.188.* 10.05.10, 20:51
    Panie raj !
    Ma Pan bardzo dużo racji.
    /Jednak proszę pamietać, że nie ma dymu bez ognia. Wyeliminowanie
    matematyki z matury (tylko w niektórych klasach przecież) to był
    wynik horendlnych i nieprawdopodobnie rozbudowanych wymagań
    matematycznych wobec uczniów w latach osiemdziesiątych i wcześniej.
    Mówiąc dzisiejszym jezykiem lobby matematyczne było tak mocne w
    kręgach edukacyjnych, że nie dało sie ich do niczego przekonać. O
    zmniejszeniu różnych zagadnień, wobec których całki, logarytmy,
    trygonometria, indukcja matematyczna i ciągi liczbowe to pikuś i
    bułka z masłem. Dlatego niejako podstepem zdecydowano sie na ten
    krok, który w klasach humanistycznych uratował wielu przed niezdana
    maturą, a matematyke znali wcale dobrze. Nie znano skali i umiaru
    dlatego wtedy niektórym mamtematyke odpuszczono.
  • Gość: Ekonomista IP: 87.204.188.* 10.05.10, 20:55
    Dodam , że faktycznie wylano wtedy dziecko z kąpielą, ale był to
    wynik zaślepienia matematycznego wśród autorów programu nauczania w
    szkołach. Zamiast ograniczyc materiał udało sie go pominąć wogóle,
    ale to wina samych matematyków.
  • Gość: kolejna humanistka IP: *.ghnet.pl 11.05.10, 02:50
    wydaje mi się, że moja "kariera" jest podobna do innych pisujących
    tu humanistek- od zawsze niby to miałam większe zdolności
    humanistyczne (nie pamiętam już, czy to przekonanie to zasługa
    nauczycieli czy rodziców), więc naturalny był wybór klasy hum. w LO,
    olimpiady, wybór studiów itd. Przedmioty ścisłe traktowałam po
    macoszemu, czyli byle nauczyć się na 5, ale nic z tego w głowie nie
    pozostało, bo i się w to człowiek nie wczuwał tak jak w literaturę
    czy filozofię, a i nauczyciele tych przedmiotów traktowali nas jak
    półidiotów. I dziwnym zbiegiem okoliczności na jednych z tych
    wyjątkowo humanistycznych kierunków studiów nagle olśniło mnie co
    chce robić i na czym moge zarobić i wybrałam specjalizację, na
    której cały czas trzeba się przyuczać z matematyki, programowania...
    Nie uważam mojej sytuacji za niecodzienną, bo co człowiek w wieku 15
    lat może o sobie wiedzieć (a wtedy wybieralo się profil klasy w lo,
    która de facto determinowała wybor przedmiotów na maturze i dalsze
    kształcenie)? Zazwyczaj jest utwierdzany w swoim przedwczesnym i być
    może nieprzemyslanym wyborze, bo już tyle zrobil w tym kierunku, a
    jednocześnie traktowany był ulgowo z innych przedmiotow.
    Teraz bardzo żałuje, że ktoś mi dużo wcześniej nie powiedział, że
    mam się uczyć matematyki tak samo jak polskiego, zdawac z tego
    mature, bo nie wiadomo jak się życie potoczy... bo teraz, samemu,
    jest dużo trudniej nadrobić braki (a niestety narosło ich sporo- w
    moim przypadku program lo byl taki, że matematyki w 4 klasie nie
    mieliśmy już w ogóle).
    Liceum ogolnokształcące, jak sama nazwa wskazuje, powinno przykladać
    taką samą wagę zarówno do przedmiotów humanistycznych, jak i
    ścisłych (tak tez powinna wyglądać matura), a dopiero wybór studiów
    mógłby być wyborem kierunku- taka sytuacja umożliwiłaby nawet zmiane
    kierunku studiow, przekwalifikowanie się po kilku latach, gdy
    wreszcie okazuje się, że wymarzona polonistyka czy filozofia to nie
    to, a i na chleb się nie zarobi.


    A tak poza tym, to błędne wydaje mi się powszechne na forach
    myślenie w kategoriach jakiś predyspozycji humanistycznych czy
    ścisłych- takie predyspozycje to moga się ujawniać przy bardziej
    zaawansowanych kwestiach, ale na poziomie szkoły średniej (Lo), to
    każdy powienien potrafić opanować wiedzę z innych dziedzin. Sama
    jestem takim przykładem, że wystarczy się przyłożyć i nawet
    zatwardziała humanistka może się tych całek nauczyć. Obecny poziom
    wiedzy zarówno humanistycznej u ścisłowców, jak i matematycznej u
    humanistow, to nie wynik predyspozycji (nikt przeciez nie każe
    mechaniki kwantowej zrozumieć), a podejścia otoczenia (nauczycieli,
    rodzicow), które widząc, że dziecko wykazuje zainteresowania w
    konkretnym kierunku, zaczęło zaniedbywać pozostałe, a w konsekwencji
    obniżające się oceny z tych niefaworyzowanych przedmiotów
    tłumaczyło, że ono przecież "humanista"/"umysł ścisły" jest.
  • Gość: Ekonomista IP: *.adsl.inetia.pl 11.05.10, 11:46
    Z PRL-owskich czasów, gdy matematyka była obowiązkowa przypomniała,
    przypomniała mi sie typowa rozmowa pomiedzy rodzicami uczniów.
    - Moja córka (syn)męczy sie z tą matematyką. Nauczyciela maja tak
    wymagajacego, że aż strach.
    - A tak, mój syn (córka) też ledwie zipie tak ich tą matematyka
    męczą. Musiałam załatwic mu dodatkowe lekcje.
    - Ale za to moja córka (syn)zadania z polskiego pisze rewelacyjne !
    - U mnie tak samo, mój syn (córka) z polskiego jest świetny i z
    historii także. Lubi te przedmioty.
    - Moja tez lubi. Nauczyciela maja świetnego.
    - Tak to kwestia nauczyciela.


    Typowa rozmowa rodziców sprzed lat na temat szkół swoich dzieci.
    Te dzieci, dzisiaj dorośli już ludzie, ongiś tacy świetni z
    polskiego, nie umieja dobrze zredagować pisma w pracy, żeby było
    wiadomo o co w nim chodzi.
  • Gość: niedofizyk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.10, 03:03
    W jednym szczególe nie zgodzę się z autorem. Ów stereotyp
    inteligenta-humanisty wcale nie jest wynalazkiem powojennym, tylko
    przedłużeniem etosu szlacheckiego. To szlachcicowi nie wypadało parać się
    handlem i rzemiosłem, a później także inżynierią. Zresztą już Prus się z tego
    nabijał:
    "Nie znasz tych ludzi, a ja widziałam ich przy pracy. W ich rękach stalowe
    szyny zwijają się jak wstążki. To straszni ludzie."
  • Gość: pwn IP: *.chello.pl 16.05.10, 20:20
    Kolejne użalanie się nad systemem...
    Ja nie zdawałem matematyki i nie chodziłem do klasy matematyczno-
    fizycznej, ale to wcale nie znaczy, że się nie uczyłem tego
    przedmiotu. Trzeba było mieć przyzwoitą ocenę, a matematyka była do
    końca LO.
    Poza tym śmiem wątpić w jakiekolwiek pozytywne skutki wprowadzenia
    obowiązkowej matematyki na maturze. Przedmiot jest bowiem źle
    nauczany. Zadania typu oblicz pole koła, objętość bryły czy długość
    przeciwprostokątnej niczego nie rozwijają. Wystarczy przecież
    nauczyć się wzoru na pamięć i podstawić wartości.
    Większy pożytek byłby z logiki. Można by wówczas zabrać się za naukę
    właściwego rozumienia tekstów, np. wiele osób nie wie, że A lub B to
    A, B oraz A i B (alternatywa nie wyklucza koniunkcji, chyba że mowa
    o alternatywie wykluczającej). Matematyka, żeby rozwijała logiczne
    myślenie, musi być mądrze nauczana. Zresztą taki sam efekt można
    osiągnąć w naukach humanistycznych. Pisanie infantylnych wypracowań
    jest na porządku dziennym w szkole podstawowej. Prawdziwe
    językoznawstwo (notabene nauka humanistyczna), np. kognitywizm,
    syntaksa, właściwa interpretacja zasad pisowni - to już wyższa
    szkoła jazdy...
    PS: Umiem liczyć.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.