Dodaj do ulubionych

Kraków - miasto straconych szans...

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.03.04, 07:41

Kiedy pod koniec lutego Tishman Speyer Properties, firma, która od 1997 r.
próbowała zbudować w Krakowie Nowe Miasto, wycofała się - po raz pierwszy w
swej historii - z planów inwestycyjnych, urzędnicy miejscy nie wydawali się
specjalnie zaniepokojeni. Ot, firmę amerykańską zastąpi koncern niemiecki
który po prostu dokończy dzieła, stawiając koło dworca kolejowego centrum
komercyjne.

Prezydent miasta prof. Jacek Majchrowski mówił w lokalnym dodatku “Gazety
Wyborczej” (28-29 lutego b.r.): “Tishman wcale nie opuszcza Krakowa. Projekt
Nowego Miasta nie jest zagrożony”. Z tą opinią należy polemizować. Bo tak
naprawdę nowa dzielnica - taka, jaką wymyślono przed siedmiu laty - nie
powstanie już nigdy.

Diametralnie zmieniły się warunki: Kraków nie jest już dzisiaj “zapomnianą
perłą” Europy Środkowej, wartą odkrycia i zainwestowania. Tishman - który w
1998 r. wygrał ogłoszony przez miasto, wojewodę i kolej przetarg na
zagospodarowanie obszaru Krakowskiego Centrum Komunikacyjnego - wszędzie
działa w ten sam sposób: zanim rozpocznie budowę, prowadzi w świecie szeroką
akcję marketingową nieistniejącej jeszcze powierzchni biurowej, starając się
sprowadzić w nowe miejsce duże, bogate firmy - z korzyścią nie tylko dla
siebie.

Kiedy zawiązana została spółka Tishman Speyer Properties Polska (do której
gmina wniosła 2 hektary gruntu), zapowiadano wybudowanie na 6 hektarach 250
tys. m2˛ biur, hoteli, kin i sklepów. Pierwsze budynki miały stanąć w 2000 r.
Powstawała idea Nowego Miasta: z 60 tys. m2˛ sklepów, 20 tys. m˛2 biur,
multikinem, czterogwiazdkowym hotelem i parkingiem na 2400 samochodów. Nie
zapomniano też o przestrzeni publicznej: tzw. Forum Nowego Miasta.

Metoda, która sprawdziła się w Nowym Jorku, Londynie, Frankfurcie czy Saő
Paulo, w Krakowie okazała się absolutnie nieprzydatna. W interesach nie
obowiązuje krakowskie hasło reklamowe “mamy czas”. Jedna z pięciu
największych firm consultingowych świata, zainteresowana stworzeniem nad
Wisłą środkowoeuropejskiej centrali, wycofała się po pięciu latach czekania.
Za nią poszli inni. Potencjalni inwestorzy instalowali się w Pradze,
Budapeszcie, Bratysławie czy Kijowie, wszędzie rozpowszechniając negatywną
opinię o Krakowie jako mieście nieprzyjaznym biznesowi. Krakowski przykład
Tishmana jest zresztą czymś w rodzaju pars pro toto: południowokoreański
koncern Hyundai zrezygnował właśnie z inwestowania na Dolnym Śląsku,
wybierając Słowację.

W czasie, gdy z Krakowa bezpowrotnie uciekały pieniądze, gdy rozwiewały się
marzenia o nowych miejscach pracy, Tishman bezskutecznie walczył z
urzędniczym bezwładem (o ile nie ze złą wolą). Chris Humnicki, przedstawiciel
firmy, mówił w wywiadzie udzielonym “Tygodnikowi Powszechnemu” (29 września
2002): “To kwestia braku wyobraźni. Kiedy rozmawia się z tzw. »władzami«,
odnosi się wrażenie, że kierują się w swoich działaniach wyłącznie własnym
bezpieczeństwem. Starają się uniknąć odpowiedzialności, która zawsze wiąże
się z podejmowaniem decyzji, wszystko jedno, negatywnej albo pozytywnej.
Lepiej jest więc nic nie robić”.

Dwa lata zajęło przekonywanie radnych o wiarygodności powszechnie znanej
firmy, posiadającej nieruchomości warte ok. 10 mld dolarów, w tym Rockefeller
Center oraz Chrysler Building (trzeba było nawet zorganizować wycieczkę do
Berlina!). Kolejne wybory samorządowe przynosiły konieczność renegocjacji
podjętych już decyzji. Rozmowy z PKP dotyczące własności gruntów trwały aż do
kwietnia 2002 (wicepremier Marek Pol uznał za swój osobisty sukces
wstrzymanie podpisania umowy z Tishmanem w grudniu 2001). Z PKS - do
listopada 2002 r. Z Pocztą Polską - do grudnia 2002 r.

W czerwcu 2002 r. Tishman nawiązał współpracę z niemiecką firmą ECE
Projektmanagement. Przed dwoma tygodniami okazało się, że oznacza to
faktyczne wycofanie się amerykańskiej firmy z Krakowa.

W tej sytuacji zastanawia dobre samopoczucie urzędników. Nowe Miasto już
teraz jest straconą szansą. Oczywiście, dobrze się stanie, że zdewastowana i
chaotyczna przestrzeń w okolicy Dworca Głównego zostanie wreszcie w
jakikolwiek sposób zagospodarowana. Szkoda tylko, że to, co lepsze, zostało
wyparte przez to, co gorsze. Niemcy, dysponujący o wiele mniejszym budżetem i
mniejszymi możliwościami ściągnięcia do Krakowa dużego biznesu, nie zdołają
zrealizować projektu w skali planowanej pod koniec lat 90. Najpewniej w
centrum miasta zamiast wielkiego centrum międzynarodowego biznesu powstanie
coś w rodzaju dzielnicy-hipermarketu.



I za tę zmianę nikt - ani we władzach samorządowych, ani centralnych (byłych
i obecnych) - nie poniesie najpewniej żadnej odpowiedzialności. A to źle
wróży także na przyszłość. Bo nonszalancja wobec Nowego Miasta oraz
ignorowanie opinii publicznej w tej sprawie dotyczy nie tylko tego, co już
zostało zaprzepaszczone.

Jak ocenić np. fakt, że projekt architektoniczny, który zastąpił znaną
wszystkim krakowianom (choćby z planszy witającej ich dotąd na placu
przydworcowym) propozycję Tishmana, został przez miasto zaakceptowany bez
jakiejkolwiek debaty społecznej? Oficjalnie nie poproszono o konsultację
nawet środowiska architektów. A wielu mieszkańców nadal żyje w przekonaniu,
że przestronny plac przed XIX-wiecznym budynkiem dworca stanie się kiedyś
ulubionym miejscem spotkań krakowian i turystów. Ile osób ma świadomość, że
nowy projekt zagospodarowania tego terenu praktycznie nie przewiduje
przestrzeni publicznej?

Zamiast rozmawiać o tym, jak najlepiej wykorzystać w Nowym Mieście środki i
możliwości, którymi dysponują teraz Kraków, ECE i Tishman (amerykańska firma
zastanawia się właśnie, jaki procent udziału zachować w nieudanym
przedsięwzięciu), podstawowym tematem debaty staje się przyszłość neonu
pozostałego po zburzonym (na szczęście) barze “Smok”, który jeszcze niedawno
straszył podróżnych wychodzących z dworca.

Nieumiejętność czy też niechęć do włączania mieszkańców w politykę miasta,
objawia się zresztą nie tylko w sprawie Tishmana. Dobrym przykładem jest tu
kwestia zagospodarowania zaniedbanego Placu Bohaterów Getta - miejsca kaźni
żydowskich krakowian. Najpierw nie rozmawiano o tym problemie w ogóle. Potem
miasto rozpisało konkurs architektoniczny (ograniczony, nie wiedzieć czemu,
do architektów miejscowych). Ogłoszono wyniki. Projekt nagrodzony wzbudził
mnóstwo kontrowersji i dopiero one wywołały krótką debatę o tym, co powinno
się zrobić z ciągle jeszcze zapomnianą przestrzenią dawnego getta. O tym, że
można by zaprosić do Krakowa największego współczesnego architekta
zajmującego się pamięcią, Daniela Libeskinda, nikt nawet nie pomyślał. A kto
wie, czy urodzony w Polsce autor Muzeum Żydowskiego w Berlinie nie byłby
zainteresowany pracą w miejscu związanym z historią Polańskiego i Schindlera.

W Berlinie istnieje “Stadtforum”, instytucja obywatelska, skupiająca
urzędników, architektów, biznesmenów, prawników i wszystkich mieszkańców,
których bezinteresowna współpraca realnie wpływa na kształt stolicy Niemiec.
W Krakowie rodzą się właśnie takie inicjatywy mieszkańców, przerażonych
postępującą degradacją ich miasta. Niedawny protest przeciw budowie
całorocznego toru saneczkowego i skoczni narciarskiej (!) na chronionych
dotąd łąkach pod Kopcem Kościuszki podpisali najwybitniejsi krakowscy
intelektualiści. Szkoda tylko, że miasta trzeba bronić przed urzędnikami, a
nie we współpracy z nimi.

Tygodnik Powszechny


Edytor zaawansowany
  • balsen 13.03.04, 14:19
    Też nad tym ubolewam - pasywność naszych urzędników na różnych szczeblach jest
    wręcz porażająca - a na dodatek to społeczeństwo same sobie wybiera takich
    debili!!!
  • Gość: bill IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.03.04, 14:56
    Ponieważ Kraków ciągle przegrywa jakieś szanse, to zaczynam się zastanawiać,
    czy aby te szanse w ogóle były. Czy nie są jedynie wymysłem lokalnej prasy i
    lokalnych kacyków, w które człowiek nieopatrznie uwierzył i teraz się
    niepotrzebnie wq......a. Czy aby nie przegrał swojej szansy już prawie 400 lat
    temu a teraz to tylko jakieś mżonki?
  • Gość: GS IP: 213.25.149.* 19.03.04, 16:39
    Widać że nie obserwujesz dokładnie zdarzeń i/lub nie widzisz, gdzie wszystko
    utyka.
    Co z tego, że PKS Kraków wynegocjuje i podpisze umowę, jeśli potem na jej
    podpisanie w Warszawie czeka się pół roku?
    Co z tego, że PKP podpisze umowę, jak później minister z Warszawy zablokuje jej
    realizację?
    Co z tego, że Kraków i Małopolska oczekują określonych działań w zakresie
    lotniska, jeśli ministerstwa w Warszawie nie potrafią i/lub nie chcą nawet
    uzgodnić kto ma nim zarządzać?
    Nadal zbyt dużo jest w Polsce centralizmu. Niestety, Kraków to nie Śląsk i nie
    ma w Warszawie wystarczającej siły przebicia. A nie wszystko można "lokalnie"
    załatwić.
  • balsen 19.03.04, 22:49
    Można dodać jeszcze przedsiębiorstwo Polskie Porty Lotnicze - z siedzibą
    oczywiście w Warszawie - które wypędziło z Balic RyanAir'a - ciekawe że na
    Okęcie tanie linie lotnicze już niedługo będą latać.
  • michalszymanski6 25.03.04, 23:06
    Jedne miasta sobie radzą, a inne nie :>

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka