Dodaj do ulubionych

Capella Cracoviensis: rewolucja i protesty

IP: *.aster.pl 19.02.11, 13:43
A kto to jest Pan Adamus wie ktos może, jakie ma dokonania, dorobek. Może jakiś artykulik a tym temacie drodzy żurnaliści. Byłbym wdzięczny
Obserwuj wątek
    • Gość: Nareszcie Capella Cracoviensis: rewolucja i protesty IP: *.ghnet.pl 19.02.11, 15:24
      Nie mogę się z wszystkim zgodzić, ale wreszcie pierwszy w miarę obiektywny artykuł Pana Jana Tomasza Handzlika na temat sytuacji w CC, gratuluję, nareszcie. Nie demonizowałabym tylko i nie przeceniała roli związków w tym wszystkim. Polemizowałabym także, czy rzeczywiście zwalniani rok temu wokaliści rzeczywiście byli najgorsi i czy tak naprawdę w największym stopniu dyrektor Adamus miał wpływ na ich ocenę? Poza tym najwięcej problemów myślę wynika z całkowitego braku umiejętności dyrektora w zakresie komunikacji społecznej, w odpowiednim kształtowaniu stosunków interpersonalnych, co prowadzi do tego, że wszelkie porozumienie pali na panewce. Było to zresztą jednym z powodów zakończenia współpracy na Akademii Muzycznej we Wrocławiu, a opinia studentów druzgocąca... I wreszcie wątek biznesowy - w praktyce wykonawczej muzyków CC zastępują prywatne zespoły obydwu Panów. To co najmniej nieetyczne.
      Na koniec nie bez winy jest miasto, które wbrew temu co się mówi, zataiło fakt przekształcenia Capelli, a dziś stawia wszystkich przed faktem dokonanym.
    • Gość: krakowianin Capella Cracoviensis: rewolucja i protesty IP: *.tktelekom.pl 19.02.11, 16:42
      Panie Handzlik nie przytaczałb ym pomysłow Pan Sepioła. miał ich wiele i wszystkie tak samo udane dlatego w nagrode po skonczonej kadencji nikt nie chcail z nim wspolpracowac - tearaz juz wie co to znaczy nezrobocie.
      Drugi aspekt kto ma bronic muzyka jak nie zwiazki. Muzyk w tym kraju traktowany jest jak pijak z pod budki z piwem dzisiaj jest a jutro go moze nie byc.
      A czy Panski ojciec nie był przypadkiem dzialaczem zwiazkowym i czy to przypadkiem nie dzieki takim ludzią moze Pan pisac co slina na jezyk przyniesie?
    • Gość: jan_maria Capella Cracoviensis: czy z nami jest coś nie tak? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.11, 16:55
      Tak to już jest, że w sytuacji, gdy przedsiębiorstwo wymaga restrukturyzacji, ma bardzo złe wyniki finansowe, to zatrudnia się menadżera, która ma za zadanie postawić go na nogi.
      Zwykle ma na to jakiś określony czas, budżet, zakres kompetencji i oczywiście konkretny plan, który został wcześniej dokładnie przeanalizowany i zaakceptowany.
      Pewnie p. Adamus przedstawił taki plan i nakreślił cel, do jakiego zmierza.
      Ci, którzy tego wysłuchali i zaakceptowali, ponoszą za to pełną odpowiedzialność.
      Rzekłbym, że nawet większą niż sam dyr. Adamus.

      Co dalej?
      Tak głęboka restrukturyzacja może zakończyć się sukcesem, ale też niesie ze sobą ryzyko potężnej wpadki. Nie w postaci jednego nieudanego koncertu czy sezonu, ale ryzyko zaprzepaszczenia całych dziesięcioleci pracy i dorobku p. Gałońskiego.
      Dlatego takie działania wymagają bardzo poważnego potraktowania i jednak kontroli poszczególnych etapów.
      Po to, żeby ryzyko wpadki zmniejszyć do minimum.
      Czy tak postąpiono w przypadku CC?
      Nie mam zielonego pojęcia; słyszę tylko o konsultacjach z maestro Pendereckim.
      Ponieważ zabawianie się CC to nie jest gra własnym, osobistym majątkiem, mam prawo się obawiać, że nad tym tematem nikt się wystarczająco nie pochylił.
      Dlatego uważam, że urzędnicy, którzy za nasze pieniądze zajmują się tym tematem, powinni być za to osobiście odpowiedzialni.
      Warto się zastanowić, jaka odpowwiedzialność spada na poszczególne osoby.
      Prezydent Majchrowski oświadczył, że ma pełne zaufanie do p. Sroki, która jest odpowiedzialna za kulturę. Zatem p. Majchrowski umył ręce i scedował problem oraz odpowiedzialność na p. Srokę.
      Mamy więc panią Srokę, ale jeśli po całej restrukturyzacji CC zniknie z powierzchni Krakowa lub zajmie się grą na weselach, to czy pani Sroka może za to polecieć? Wątpię.
      Czy poda się do dymisji? Możliwe.
      Czy p. Majchrowski dymimsję przyjmie? Wątpię.
      Czy zatem p. Sroka zostanie? Raczej tak. Z pewnością p. Majchrowski wszystko to ładnie uzasadni.
      Co dalej?

      Kolejną osobą odpowiedzialną za ten projekt jest już tylko p. dyr. Adamus, który będzie musiał poszukać sobie innego zatrudnienia.
      I to chyba wszystko, na co możemy w tej sprawie liczyć.
      W takim razie jaki może być bilans takiego eksperymentu, jeśli nie wypali? No właśnie....

      Przypomina mi to podobny eksperyment z Teatrem Starym, w którym rolę p. Adamusa odegrała p. Krystyna Meissner, osoba nikomu wcześniej nieznana.
      Jej plany popierał sam "maestro" Wajda i inni reżyserzy, którzy gromili aktorów Teatru Starego za wyrażany sprzeciw.
      Więcej informacji tutaj.
      new-arch.rp.pl/artykul/176299_Czy_odejdzie_Krystyna_Meissner.html?genHash=true
      Pani Meissner nie ma, dawnego teatru również, aktorzy się rozjechali, w teatrze kulturę szerzy niejaki Grabowski. Czy ktoś do nas pisze listy zza kratek? Nie słyszałem.
      A pani Miller zdążyła chyba rozłożyć kolejny teatr i ona też takich listów nie pisuje.

      Czy z nami wszystkimi jest coś nie tak?

    • Gość: kakofoniks Wyobraźmy sobie to samo w innej branży IP: *.gemini.net.pl 19.02.11, 18:36
      Nie wiem, jaki był faktyczny poziom, obłożenie koncertów, wyniki finansowe Capelli. Być może wymagała reformy, zwolnienie słabych muzyków, zatrudnienia lepszych, transfuzji świeżej krwi w postaci artystów z zewnątrz. Ok. To brzmi sensownie. Ale mam wrażenie, że chodzi o coś zupełnie innego.

      Nie staję po żadnej ze stron bo ani się na tym nie znam ani nie znam nikogo z tego grona. Zdumiewa mnie tylko jedno. Wszystkie strony konfliktu są niejako specjalistami "od muzyki" a nie widzą absurdu całej tej sytuacji. Wrzucono wszystkie style, epoki, instrumenty, rodzaje zespołów do jednego worka pn "muzycy". Trzeba grać na czymś innym, coś innego, inaczej to się przecież przebranżowią. Co za problem?

      Teraz wyobraźmy sobie to samo tylko zmieńmy branżę. Np lekarze. Ok?
      No to mamy zespół średniej (niech będzie) klasy pediatrów. Wykonują swoją pracę nieźle, pacjentów nie brakuje, wynik finansowy jest przyzwoity. Przychodnia ma swoją markę i jest znana nie tylko w Krakowie. Lecz nowy dyrektor odkrył, że teraz jest moda na operacje plastyczne. To się teraz sprzedaje, na to jest coraz większy popyt.

      Skoro tak, to trzeba iść z duchem czasu, przekształćmy naszą przychodnię pediatryczną w klinikę chirurgii plastycznej. Co to za problem? Wystarczy przeprowadzić rozmowy z lekarzami, kto jest wstanie stanąć od razu przy stole operacyjnym niech staje, kto nie, dajmy mu trzy miesiące na przebranżowienie i jedziemy....

      Wydaje mi się, że w przypadku dobrej klasy muzyków przekwalifikowanie się np: z wiolonczeli na średniowieczną lutnię będzie prawie tak "łatwe" jak zamiana stetoskopu na skalpel. Czyż nie?

      Więc jeśli o coś tu chodzi to o wywalenie na pysk obecnych muzyków na pewno. Być może nawet na to zasługują. Nie mnie oceniać.

      Tylko wydaje mi się, że przy takich pomysłach przekształceń to Ministerstwo Głupich Kroków Monty Pythona wysiada. Bo taka reforma oznacza jedno. Wypalenie do fundamentów i budowa nowego zespołu z innym instrumentarium, repertuarem, odbiorcą zupełnie od zera. Wydaje mi się, że gdybyśmy mówili o innej branży wszyscy już dawno uznali by pomysł za chory.
      • Gość: kabardura Re: Wyobraźmy sobie to samo w innej branży IP: *.ists.pl 19.02.11, 19:31
        Bardzo prosto sobie to wytłumaczyć: powiedzmy, że ktoś założył klinikę chirurgii plastycznej. Po paru latach - w wyniku zaniedbań i samowoli - zmieniła się ta klinika w średniej klasy przychodnię. Założyciel się wkurzył, zatrudnił nowego dyrektora i zażyczył sobie, aby klinika chirurgii plastycznej stała się rzeczywiście kliniką chirurgii plastycznej, a nie przychodnią :)

        Pomijając zabawną historyjkę przytoczoną powyżej polecam Ci wywiad w tej sprawie z Markiem Toporowskim. To jednak inna branża niż medyczna (próba przekwalifikowania pediatry w chirurga plastycznego jest abstrakcyjna; muzyka już nie - trzeba tylko chcieć):

        cjg.gazeta.pl/CJG_Krakow/1,104365,9039923,Grac_muzyke_dawna_w_sposob_uswiadomiony.html
        • Gość: meritum Re: Wyobraźmy sobie to samo w innej branży IP: *.ghnet.pl 20.02.11, 01:14
          Kabardura jeśli kompletnie nie znasz się na branży muzycznej to nie pisz takich postów. Niestety poprzedni wpis i ta historyjka idealnie opisują problem. Mówiąc drastycznie czy dobry kontrabasista będzie równie dobrze zasuwał klangiem na gitarze basowej, bo chce? Oczywiście dobry muzyk zagra przyzwoicie nawet na źdźble trawy , ale wysoki stopień wykonawstwa wymaga wieloletnich studiów. A instrument współczesny to nie jest to samo co instrument dawny. Ten wywiad z Panem Markiem Toporowskim był pisany trochę na zamówienie w obronie kolegi, wiec nie wiem na ile wiarygodny.

          Wydaje mi się że problem leży w tym ,że jest próba uporządkowania poszczególnych orkiestr krakowskich. Niestety ktoś wpadł na pomysł, żeby jedynym kryterium było kryterium czasowe. CC ma wyjątkowego pecha, bo pomimo tradycji i wypracowanego profilu, kojarzy się z muzyką dawną, no to będzie grać zgodnie z modą, na instrumentach dawnych. Gdyby nie istniała CC to założę się, że dziś taki problem, dotyczyłby Sinfonietty, dopiero byliby w szoku. Sprowadzając do absurdu to kryterium, CC powinna grać muzykę od 15 lipca 1410 do 1 kwietnia 1830, Sinfonietta od 6 grudnia 1850 do 1 września 1939, a na przykład OAB od 40 grudnia 1945 do 70 listopada 2010 do godziny 18 53. Tak jakby nie było innych kryteriów estetycznych i repertuarowych które wyróżniają instytucję, a publiczność jest tak ciemna że trzeba jej to ściśle czasowo uporządkować. Jeśli w Krakowie potrzeba zespołu instrumentów dawnych, to nic jak brać i go utworzyć. A nie robić cyrk w takich okolicznościach przyrody.
    • Gość: Maja M. zawód : muzyk IP: *.dynamic.chello.pl 19.02.11, 21:37
      Obecna sytuacja jest w moim odczuciu konsekwencją nieadekwatnego do charakteru naszego zawodu traktowania muzyków w Polsce.
      System, który wymaga od muzyka objęcia etatu dla zapewnienia mu uznania za pełnoprawnego członka społeczeństwa (tj. takiego, któremu przysługuje opieka medyczna, emerytura etc) jest równocześnie najlepszym sposobem na doprowadzenie do niemożliwości wykonywania tego zawodu na najwyższym poziomie. Kompetencje zyskiwane na studiach, przygotowujących do gry wirtuozowskiej, a wyzwania stawiane przez długie lata muzykowi orkiestrowemu diametralnie się różnią: ci, którzy podejmują się wyłącznie pracy w orkiestrach, najprawdopodobniej zaniedbają swój wszechstronny warsztat techniczny. To tylko jeden z aspektów powyższej sytuacji. Wzmiankując go nie mam intencji piętnowania kogokolwiek - mówię raczej o ogólnej naturze człowieka i tendencji, które sama jako muzyk wielokrotnie odczuwam na własnej skórze.

      Etat to nie to, czego muzykowi potrzeba.
      Jak mądrze zrobić jednak, by nie musiał on być zmuszony do etatu?

      Myślę, że warto zainspirować się innymi krajami, w których w większości 1) artyści prowadzą własną działalność na preferencyjnych warunkach 2) orkiestry i zespoły działają wyłącznie projektowo 3) państwo oferuje miesięczne stypendia dla absolwentów uczelni artystycznych przez pierwsze 3 lata po ukończeniu studiów, które mogą być wykorzystane na rozwój i usprawnienie finansowe własnej ścieżki artystycznej (Holandia) 4) w miesiącach bez projektów państwo wypłaca artyście pensję, której wysokość zależna jest od średniego miesięcznego dochodu danej osoby za udział w projektach z zakresu sztuki w poprzednim roku (Francja) 5) istnieje organizacja, która skoncentrowana jest na budowaniu świadomości społecznej dot. ZAWODU muzyk/ artysta.

      Być może zaistniała sytuacja pozwoli uświadomić nam, że problem leży znacznie głębiej, niż chcielibyśmy go widzieć.

      Maja Mirocha, traversistka
      • Gość: muzyk 2 Re: zawód : muzyk IP: *.ghnet.pl 20.02.11, 00:28
        Maju bardzo ciekawy post. Myślę, że muzycy w Polsce nie mają nic przeciwko zmianom, ale warunkiem jest istnienie tak to nazwijmy struktur muzycznych, a po drugie istnienie rynku. W kraju w którym nie inwestuje się w upowszechnienie kultury muzycznej wrzucając do jednego worka muzykę ze sztuką i traktując ją po macoszemu rynek się nie urodzi. Po prostu tutaj nie ma gdzie grać. W Niemczech nie tylko metropolie, ale i mniejsze miasta mają swoje teatry operowe, filharmonie , centra muzyki. W Polsce to nie do pomyślenia. Czy w Polsce jest do pomyślenia, żeby amatorski chór budowlańców słuchał i wykonywał pasje bachowskie? W Niemczech jak najbardziej. Tam się po prostu chodzi na koncerty powszechnie. W kraju nad Wisłą to na razie niemożliwe przez dziesiątki lat zaniedbań w ogólnej edukacji muzycznej społeczeństwa. Właśnie brak rynku powoduje, że jeśli ta cała reforma wejdzie w sposób nieprzemyślany zniszczymy środowisko muzyczne. Najpierw trzeba by zacząć od edukacji muzycznej dzieci, budowy struktur, centr muzycznych, nawet w sensie oddolnych inicjatyw i wtedy można rzeczywiście wprowadzać reformę. W przeciwnym wypadku obudzimy się w rzeczywistości, w której na dobry koncert trzeba będzie pojechać do Goerlitz, albo czekać jak raz do roku przyjedzie wielka gwiazda z zachodu na festiwal, a bilet na koncert będzie kosztował pół pensji, tak jak z opera rara. W Polsce taka reforma na razie jest nierealna.
    • Gość: gość Capella Cracoviensis: rewolucja i protesty IP: *.aster.pl 20.02.11, 17:33
      Sprawa poruszyła mnie również. Trochę żyję i wiem, że Capella Cracoviensis osiągnęła renomę dzięki prof. Gałońskiemu. Nie było awantur, tylko dobre koncerty. To co się dzieje teraz to objaw naszych czasów. Instrumentalne traktowanie ludzi jak przedmioty, a nie podmioty. Pan Adamus może założyć własną orkiestrę od podstaw, jest mnóstwo absolwentów Szkoły Muzycznej. Proszę bardzo zbudować coś nowego! Ale proszę nie niszczyć czegoś co było i jest dobre!
      A Pani Sroka? no cóż, takie czasy: marketingu, zarządzania i strategii. I pustka!
    • Gość: dwk Adamus vs Gałoński IP: *.dynamic.chello.pl 22.02.11, 14:03
      Gałoński miał inny system pracy i wartości.Dobierał najlepszych muzyków(grających solo i kameralnie z najlepszymi orkiestrami w Polsce i nie tylko) przynajmniej na pierwszych głosach.Było parcie ,żeby muzycy wykazywali się solistycznie lub w zespołach.Często robił próby sekcyjne.To było coś!Potrafił wywlekać pojedyncze dźwięki na próbach w konfrontacji z najlepszymi muzykami.To był prawdziwy egzamin.Jak coś muzyk miał na sumieniu szedł do domu z pochyloną głową i ćwiczył.
      Adamus.Powiedział:"Będziemy pracować mniej ,ale intensywniej".Do koncertu były 2-3 próby na których nie wnosił żadnych uwag.A potem długi przestój.
      Adamus preferuje łatwe i szybkie rozwiązania.Nie zastanawia się jak i kto ma grać ,bierze swoich z Anglii, Włoch,Wrocławia i nazywa ich Capellą Cracoviensis. Nie inwestuje w sprzęt tylko dobrze płaci swoim.
      Jest w CC trochę muzyków grających na historycznych instrumentach i kompetentnych w temacie.
      Oni też założyli koszulki" Ratujmy Capellę" i podpisali list o zwolnienie Adamusa.
      • Gość: dwk Adamus vs Gałoński cd.2 IP: *.dynamic.chello.pl 22.02.11, 16:28
        Każdy z nich miał swoje ulubione zwroty.
        Adamus zwracając się do sekcji bc (basso continuo)używał określenia swing. Kiedy muzycy odczytywali frazy On dostrzegał "mikrofrazy". Był nowoczesnym"prowadzącym".Użył nawet ekspresyjnego zwrotu "rozj..any dźwięk",ale wcześniej zapytał ironicznie o zgodę związki zawodowe.Mnie się ten zwrot podobał,chociaż nie zrozumiałem o co chodziło.
        Gałoński zaś jeśli coś świetnie wychodziło muzykom- przerywał,by sprawdzić czy to nie był przypadek.Jeśli nadal jakiś fragment świetnie wychodził przerywał i mówiąc"Boh Trojcu lubit"powtarzał po raz trzeci. Kiedyś,jak było dużo pracy, na krótkiej przerwie wyrwało mu się:"No! chodźmy.Im wcześniej zaczniemy ,tym póżniej skończymy"
        Często lubił żartować zwracając się do muzyków na temat sytuacji Capelli "Staliśmy na skraju przepaści , ale zrobiliśmy duży krok na przód"
        Czyżby jakieś proroctwo?
    • Gość: sławek kula zmiany w orkiestrze to dla niej szansa IP: *.dynamic.chello.pl 24.02.11, 09:26
      Wiceminister kultury odpowiedział słowami żywcem wyjętymi z ust p.Sroki. Bez urazy. oboje mówią tym samym językiem. oboje są po filologii-teatrologii. oboje jednakowo znają się na muzyce i jej trendach. a tak przy okazji p. ministrze proszę zejść na ziemię. Zmiany w orkiestrze ,jakaż to szansa dla tych zwolnionych, już ośmiorga, a niedługo kilkudziesięciorga. zapomniał pan o tym mniej znaczącym aspekcie? nie ma to dla Pana znaczenia? a może ,jak to w praktyce bywa podrzędny urzędnik przepisał całe akapity wyjaśnień p. sroki i wysłał w pańskim imieniu, jako oficjalną odpowiedż. Szkoda. Pański list odczytuję krótko : sorry, ale to nie moja sprawa.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka