Dodaj do ulubionych

O rektorze AE Kraków

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.01.05, 11:16
Szanowni Pracownicy i Studenci Akademii Ekonomicznej w Krakowie.

Jako absolwent AE, której to Instytucji dobre imię jest dla mnie ważne, czuję
się w obowiązku poinformować Was o pewnych faktach związanych ze sprawowaniem
władzy przez JM Rektora Ryszarda Borowieckiego.

Przesyłam, zatem list do JM Rektora AE


Waldemar Grochot
Kraków, 17.01.2005

Jego Magnificencja
Prof. dr hab. Ryszard Borowiecki
Rektor
Akademii Ekonomicznej w Krakowie

Szanowny Panie,

Po bezprawnej eksmisji z „Akwarium” w AE i zajęciu sklepu przez ludzi
związanych z Instytutem Sztuki. Po nasilonym stresem cierpieniu mojej żony,
spowodowanym nieodpowiedzialnym działaniami władz AE wobec naszej rodziny.
Po jej śmierci, na początku września napisałem do Pana list, oczekuję na
odpowiedź do tej pory tj. pięć miesięcy, w/w pismo przesyłam w załączniku nr
1.
Proszę o ponowne zapoznanie się z jego treścią, zachęcam także Pana do
lektury Dodatku Rodzinnego w Dzienniku Polskim z dn. 28.10.2004, w którym
opisano życie mojej ukochanej żony. Ten artykuł skłania do refleksji nad
naszą egzystencją (tekst w załączniku nr 2).
Informuję też, że mimo tej tragedii spowodowanej m.in. niesprawiedliwością,
której doznaliśmy za sprawą Pana poczynań, ciągle mam wiarę, mam też
nadzieję, że pewnego dnia wszystkie kłamstwa, brak poszanowania dla
człowieka, bezwzględność i ignorancja odejdą w zapomnienie.
Kończąc, proszę, aby wstrzymał Pan proces dewastacji pomieszczenia na
poziomie minus jeden w pawilonie B. Dnia 14.01.2005 pracownicy AE wyrwali
roletę zamykającą, w środku stwierdzono brak wyposażenia. Zgodnie z
obowiązującym normami prawa takie postępowanie jest bezprawne, także z
etycznego punktu widzenia niszczenie własności zmarłych, bez zgody ani wiedzy
spadkobierców jest nie do przyjęcia. Wspomniane pomieszczenie było własnością
mojej żony, proszę, więc uszanować to, co należało do niej i powstrzymać
działania, które Pan wybaczy, należy otwarcie nazwać - aktem barbarzyństwa.
Przesyłam w załączniku nr 3 zdjęcie tego, co dokonali pracownicy AE na
polecenie p. Garści, informuję również, iż złożyłem
doniesienie na Policję.

Z poważaniem
Waldemar Grochot
Załącznik:
1;Pismo z dn. 01.09.2004
2;Tekst z DP z dn. 28.10.2004
3;Zdjęcie punktu w przyziemiu paw.B, po dewastacji z dn. 14.01.2005

Załącznik nr 1

Waldemar Grochot
Kraków, 01.09.2004
Jego Magnificencja
Prof. dr hab. Ryszard Borowiecki
Rektor
Akademii Ekonomicznej w Krakowie


Szanowny Panie,


Informuję Pana, iż najbliższa mi osoba, moja żona, zmarła.
Czynię to w kontekście przykrych doświadczeń, jakich doznaliśmy na Akademii
Ekonomicznej. Ostania choroba mojej żony, według jej oceny była skutkiem
negatywnych emocji związanych z tymi wydarzeniami.
Pamiętam dzień, kiedy będąc w szpitalu usłyszałem straszną nowinę o chorobie,
próbowałem ją pocieszać, wtedy zadzwonił telefon z informacją, że odcięto
prąd w Akwarium.
Proszę przyjąć do wiadomości, że Akwarium było dla niej szczególnym miejscem.
To był efekt jej starań i pracy, to była jej udana próba powrotu do
normalnego życia oraz społeczeństwa po chorobie w 1994 roku. W końcu było to
miejsce, z którego czerpała radość i energię przez kontakt z młodymi ludźmi.
Proszę nie zapominać, iż jej pracę i zaangażowanie w życie Uczelni
docenił JM Rektor prof. dr hab. Tadeusz Grabiński, a także
sami studenci AE w liczbie 11 tysięcy.
Chciałbym, aby Pan wiedział, że walczyła o życie już jako kilkuletnie
dziecko, udało jej się pokonać dwie śmiertelne choroby. W tej ostatniej,
trzeciej nie poddawała się do samego końca, dla nas.
Chciałbym przypomnieć Panu, że pragnęliśmy spokoju, aby skupić się na
walce o życie. O pomocy nawet nie marzyliśmy.

Szanowny Panie, w świetle tego, co się wydarzyło
uprzejmie proszę Pana, aby zwrócono mi to symboliczne dla mnie miejsce.
Każdy kąt i mebel tam, jest z nią związany. Proszę, aby Akwarium działało,
tak jak za jej życia. Wiem, że w ten sposób najlepiej wypełnię jej wolę.
Moja ukochana żona, pozostawiła mi 4-letnią córeczkę, chcę mojemu dziecku
stworzyć jak najlepsze warunki życia i rozwoju, także z tego powodu, proszę
Pana o podjęcie dobrej dla nas decyzji.
Uważam, że pewna granica została przekroczona. Myślę, że życie to nie tylko
czas walki i zdobywania, to także czas zbierania zasług.


Z poważaniem
Waldemar Grochot

Spotkanie i pożegnanie
Wszystkim nam się bardziej opłaca żyć wśród ludzi, od których możemy się
spodziewać gestów życzliwości, a nie tylko wrogości i rywalizacji


Największym prezentem jest Julka, ich 4-letnia córeczka, której pojawienie
się na świecie można uznać za cud. Małgorzata i Waldemar codziennie
dziękowali Bogu, że jest zdrowa i daje im tyle radości. I jeszcze za to, że
się spotkali.
Fot. DiGiTouch
Ich życie było mozolnym zmaganiem się z cierpieniem, podnoszeniem się z
upadków, trwaniem przy sobie każdego dnia. Było braniem się za bary z losem,
który co rusz wystawiał ich na próbę i tylko czasami dawał prezent. Ot tak,
na otarcie łez.
Największym prezentem jest Julka, ich 4-letnia córeczka, której pojawienie
się na świecie można uznać za cud. Małgorzata i Waldemar codziennie
dziękowali Bogu, że jest zdrowa i daje im tyle radości. I jeszcze za to, że
się spotkali. - Tak naprawdę - to ja powinnam być wdzięczna za Waldka -
mówiła uśmiechając się do męża Małgosia. - Przecież odkąd pamiętam, albo
byłam chora, albo dochodziłam do siebie po chorobie.
***
Pierwszy raz trafiła do szpitala, gdy miała 3 latka. Nie wiedziała wtedy, co
jej jest. Tylko mama nie pozwalała jej od tamtej pory powtarzać za innymi
dziećmi: idzie raczek nieboraczek, jak ugryzie będzie znaczek... Czas płynął,
Małgosia z wyróżnieniem skończyła studium protetyki i dostała się na AWF.
Uczyła się jak szalona i pracowała w hoteliku na zmiany. Na II roku studiów
na nodze zauważyła guza, który ciągle się powiększał. W Instytucie Onkologii
przy ul. Garncarskiej w Krakowie rozpoznano nowotwór i zaordynowano tzw.
czerwoną chemię. - Od razu wypadły mi włosy - opowiadała Małgosia. Nie
przerwała jednak studiów, na zajęcia przychodziła w peruce. Choroba się
cofnęła, a ona ukończyła II rok ze średnią 4,9.
Namawiano ją na radioterapię, ale to przekreśliłoby szanse na to, że
kiedykolwiek zostanie matką. A ona marzyła o normalnej rodzinie i dziecku.
Zrezygnowała z naświetlań, ale rehabilitacja po chemii szła opornie.
Waldek wciąż przychodził do szpitala i to dodawało jej sił za dnia, ale
nocami łzy cichutko płynęły jej po twarzy. Bez końca zadawała sobie pytanie,
czy ma prawo skazywać go na życie u swego boku. Wspominała, jak to poznali
się w 1992 roku na dyskotece w klubie "Pod Przewiązką". - On mi się od razu
spodobał, bo tak pięknie, tak szczerze się śmiał.
Gdy wreszcie doszła do siebie, zaliczając jednocześnie kolejne dwa lata
studiów i sposobiła się do obrony pracy magisterskiej, on zaczął studia na
Akademii Ekonomicznej. - Uwierzyłam, że i dla nas nareszcie nadeszły lepsze
czasy - opowiadała mi osiem miesięcy temu Małgosia.
***
13 września 1997 roku wzięli ślub przed Cudownym Ołtarzem Matki Boskiej w
Częstochowie. Podróż poślubną do Turcji i na Rodos zafundowali im rodzice. Po
powrocie wynajęli na terenie Akademii Ekonomicznej 16-metrowe "Akwarium",
czyli oszklone pomieszczenie, w którym urządzili sklep papierniczy i
uruchomili automaty kserograficzne. Mieli siebie, mieli pracę i czuli się
szczęśliwi.
Niebawem okazało się, że Małgorzata spodziewa się dziecka. Cieszyła się i
bała jednocześnie, że chemioterapie mogły mieć wpływ na rozwój płodu. W końcu
zaprosiła Waldka do kawiarni "Panorama", w dawnym hotelu "Forum". Na stoliku
czekało na niego ozdobne pudełko z kartką przedstawiającą dzidziusia. -
Edytor zaawansowany

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka