Dodaj do ulubionych

bunt S.M. Ruczaj-Zaborze

23.01.06, 08:58
w sumie nie koniecznie nasza sprawa, ale okolica...

za DP:
"Bunt na Ruczaju

Mieszkancy osiedla Ruczaj-Zaborze zbuntowali sie przeciwko wladzom swojej spoldzielni. Prezesowi zarzadu stawiaja zarzuty sobiepanstwa, niegospodarnosci, nieliczenia sie z interesami mieszkancow, a nawet narazenia ich na materialne straty. Prezes odbija pileczke w druga strone. Twierdzi, ze mieszkancy osiedla tlumia jego inicjatywe; torpeduja pomysly, ktorych realizacja ma sluzyc wspolnemu dobru. Buntownikow nazywa destrukcyjna garstka.

Na czele protestujacych stanal inz. Jan Maslanka. Do tej pory nie angazowal sie w problemy spoldzielni i spoldzielcow. Ale gdy po osiedlu rozeszla sie wiadomosc, ze zarzad SM Ruczaj-Zaborze bez konsultacji z mieszkancami chce sprzedac dwie dzialki usytuowane pod jego blokiem, postanowil zainteresowac sie sprawa. Okazalo sie wowczas, ze ogloszony bez zgody przedstawicieli mieszkancow przetarg na sprzedaz tej nieruchomosci wygrala firma, ktora ma zamiar postawic tam dziesieciopietrowy budynek.

- Jesli zarzad spoldzielni przekona nas, ze zachodzi potrzeba sprzedazy dzialek, wyrazimy zgode. Ale nie mozemy pozwolic na to, aby ten budynek dwukrotnie przewyzszal wysokosc okolicznych blokow - wyjasnia sedno protestu inz. Maslanka.

Majac upowaznienie kilkudziesieciu osob, zaczal on wnikliwie analizowac przebieg przetargu ogloszonego przez zarzad spoldzielni. Mial z tym problemy, bo nie chciano mu udostepnic dokumentacji. Inz. Maslanka wiele lat pracowal w resorcie sprawiedliwosci, wiec doskonale znal przepisy. Rowniez prawa spoldzielczego. Wiedzial, ze racje sa po jego stronie. Gdy w koncu otrzymal zadane dokumenty, zlapal sie za glowe. W jego ocenie doszlo do
skandalicznych bledow

w procedurze przetargowej. Najistotniejsze nieprawidlowosci to jego zdaniem: krotki okres od dnia ogloszenia przetargu do dnia skladania ofert, brak projektu umowy, a wiec szczegolowych warunkow nabycia nieruchomosci, brak jej szczegolowego opisania (odpisy z ksiag wieczystych, informacje o uzbrojeniu terenu czy dostepie do drogi publicznej), brak istotnych postanowien, ktore zostana wprowadzone do tresci umowy itp., itd.

- Warunki przetargu ogloszonego przez zarzad spoldzielni zawieraja ukryte referencje i w sposob nieuzasadniony zawezaja krag oferentow - ocenil Jan Maslanka.

Do podobnego wniosku doszla tez jedna z firm, ktora miala zamiar stanac do przetargu, ale zrezygnowala, zarzucajac wladzom SM Ruczaj-Zaborze, iz przygotowana dokumentacja jest "niejasna, niejednoznaczna i niekompletna".

W opinii Jana Maslanki karygodne sa nie tylko bledy w dokumentacji i to, ze przedstawiciele mieszkancow dowiedzieli sie o przetargu szesc miesiecy po fakcie. Rownie bulwersujacy, jego zdaniem, jest fakt, iz w komisji przetargowej zasiadalo czterech czlonkow Rady Nadzorczej, w tym przewodniczacy tego gremium. "Nasuwa sie pytanie, jak w takiej sytuacji Rada Nadzorcza moze sprawowac swoje podstawowe zadania - czyli kontroli i nadzoru nad dzialalnoscia zarzadu spoldzielni" - pisze do prezesa SM Ruczaj-Zaborze inz. Jan Maslanka.

Zwraca on adresatowi uwage, ze zarzad spoldzielni mimo ze nie otrzymal zgody przedstawicieli mieszkancow na sprzedaz dzialek, nie zwrocil firmie, ktora wygrala przetarg, wadium w wysokosci 10 tys. zl ani tez kolejnych 10 tysiecy wplaconych przez te firme tytulem zabezpieczenia umowy docelowej. A to, w jego opinii,
moze byc dowodem

faworyzowania przez wladze spoldzielni spolki, ktora wygrala przetarg.

W opinii Jana Maslanki pospiech zarzadu spoldzielni w tej sprawie jest niepotrzebny i dlatego zdumiewajacy. - Jeszcze raz podkreslam, nie protestujemy przeciwko sprzedazy dzialek, uwazamy jednak, ze nalezy rozwazyc te ewentualnosc dopiero po wejsciu w zycie miejscowego planu zagospodarowania terenu, a to ma nastapic w I polroczu 2007 roku - relacjonuje Jan Maslanka.

Zanim wysunal ten postulat, zlozyl wraz z grupa mieszkancow Ruczaju wizyte w Biurze Planowania Przestrzennego Urzedu Miasta Krakowa. Tam poinformowano ich, ze zgodnie z przygotowywanym wlasnie planem zagospodarowania miejscowego na Ruczaju nie bedzie wolno budowac wysokosciowcow. Jedyne dopuszczone w tym miejscu wysokie obiekty to istniejace juz dwa budynki: blok mieszkalny "Konstelacja" i usytuowany obok budynek biurowo-uslugowy. Ta dyrektywa moze byc obowiazujaca jednak dopiero w drugiej polowie 2007 roku.

Protestujacy przeciwko budowie wysokosciowca maja wielu sprzymierzencow. W tej sprawie wypowiedzial sie m.in. prof. Witold Ceckiewicz, projektant kosciola na Ruczaju, ktory opracowywal plan zagospodarowania tego terenu. W jego opinii w tym miejscu powinno sie stawiac wylacznie budynki cztero- i pieciokondygnacyjne. Wlasnie takie sa dominujace na osiedlu Ruczaj-Zaborze. Wysokosciowce, zdaniem prof. Ceckiewicza, moglyby zaburzyc harmonie tej przestrzeni.

Podobnego zdania jest miejscowy proboszcz (wysokosciowiec mialby stanac blisko kosciola) i inne, nie tylko lokalne autorytety. Strone protestujacych trzyma takze Rada Dzielnicy VIII. Niestety, uchwala radnych, ktorzy postuluja niewydawanie zezwolen na budowe wysokosciowcow w tym rejonie Debnik
nie jest wiazaca

dla Wydzialu Architektury Urzedu Miasta Krakowa, gdzie od 13 pazdziernika ub. roku toczy sie postepowanie w sprawie wydania decyzji WZ budowy wielorodzinnego budynku mieszkalnego na dzialkach spoldzielni Ruczaj-Zaborze. Postepowanie wszczeto na wniosek spolki, ktora wygrala oprotestowany przetarg.

Jan Maslanka zwraca uwage na jeszcze jeden aspekt calej sprawy. Badajac dokumentacje przetargowa, doszedl do wniosku, ze poprzez szybka sprzedaz dzialek zarzad SM Ruczaj-Zaborze chcial ukryc straty - oblicza je na ok. 167 tys. zl - zwiazane z przygotowaniem dokumentacji, ktora pierwotnie miala prowadzic na wspomnianych dzialkach sama spoldzielnia. Z planow inwestycyjnych zrezygnowano, bo wladze SM Ruczaj-Zaborze doszly do wniosku, ze budowa domow mieszkalnych przez spoldzielnie mieszkaniowa nie jest obecnie oplacalna. Pozostala jednak zdezaktualizowana dzis dokumentacja, na ktora wydano pieniadze spoldzielcow. Jej kupno wraz z dzialkami bylo jednym z warunkow, stawianych oferentom podczas przetargu. Nawiasem mowiac, firma, ktora wygrala przetarg, zlozyla w Wydziale Architektury wniosek o wydanie dokumentu o warunkach zabudowy w oparciu o wlasna koncepcje projektowa.

Bunt mieszkancow Ruczaju przeciwko wladzom tutejszej spoldzielni mieszkaniowej zapoczatkowalo kilkadziesiat osob, ale do protestu przylaczaja sie nastepni. Na zebraniach grup czlonkowskich, zwolanych w celu przedyskutowania biezacych spraw spoldzielni, zaczeto podsumowywac prawie dwunastoletnie rzady prezesa SM Ruczaj-Zaborze. To podsumowanie
nie jest korzystne

dla spoldzielczej wladzy. Pretensje mieszkancow latwo zrozumiec. Wystarczy wejsc pomiedzy osiedlowe bloki. Wieksza czesc zabudowy tego osiedla to typowe dla lat 80. budynki z wielkiej plyty, dotad nieotynkowane, nieocieplone, z odrapanymi, rozpadajacymi sie, brudnymi od zaciekow balkonami.

- W ciagu kilkunastu lat rzadow pana prezesa niewiele sie u nas zmienilo. Na 29 osiedlowych blokow ocieplono tylko dwa. Te, w ktorych mieszka przewodniczacy i czlonkowie Rady Nadzorczej - mowi poirytowana tym stanem rzeczy Zofia Blawinska, jedna z mieszkanek osiedla. Opowiada, ze niezadowoleni z takich rzadow mieszkancy probowali skladac wnioski o odwolanie zarzadu, ale zostaly one skutecznie zablokowane przez Rade Nadzorcza.

- Prezes wie, jak zyskac sobie przychylnosc tego gremium, ktore od lat pracuje w podobnym skladzie. A poniewaz decydujacy glos przy ewentualnych zmianach kadrowych w zarzadzie spoldzielni ma Rada Nadzorcza, moze byc spokojny o swoje stanowisko - konstatuje Zofia Blawinska.

- Jedyne, co nam sie udalo wywalczyc, to zmniejszenie pensji prezesa i jego wspolpracownikow. Czy pani ma pojecie, ze on zarabial kilkanascie tysiecy zlotych miesiecznie? - informuje Jan Gorka, jeden z tych mieszkancow Ruczaju, ktorzy nie chca sie pogodzic z wszechwla
Obserwuj wątek
    • emrg Re: bunt S.M. Ruczaj-Zaborze 23.01.06, 08:59
      i dalej:

      "- Jedyne, co nam sie udalo wywalczyc, to zmniejszenie pensji prezesa i jego wspolpracownikow. Czy pani ma pojecie, ze on zarabial kilkanascie tysiecy zlotych miesiecznie? - informuje Jan Gorka, jeden z tych mieszkancow Ruczaju, ktorzy nie chca sie pogodzic z wszechwladza prezesa i "kumplowskim", w opinii Jana Gorki, ukladem pomiedzy Rada Nadzorcza a zarzadem spoldzielni.

      Osoby, z ktorymi rozmawialam, razi rowniez
      sposob bycia

      prezesa SM Ruczaj-Zaborze. - Pan prezes ma maniery aparatczyka z poprzedniego systemu. Zachowuje sie jak udzielny wladca. Gdyby pani mogla ubrac czapke niewidke i pojsc z nami do prezesa, przekonalaby sie pani jakim tonem rozmawia z ludzmi - mowi Danuta Szewczyk.

      Andrzej Konopka, prezes zarzadu Spoldzielni Mieszkaniowej Ruczaj-Zaborze, sluchajac zarzutow pod swoim adresem, zachowuje twarz pokerzysty. Na wszystko ma kontrargumenty. Pospiech w sprzedazy dzialek przy ul. Milkowskiego byl, w jego opinii, konieczny, bo zachodzila obawa, ze gmina moze odebrac spoldzielni grunty, ktore uzytkuje na zasadzie wieczystej dzierzawy. Prezes nie wierzy, aby plan zagospodarowania tego terenu byl gotowy w 2007 roku. Dlatego nie widzial potrzeby wstrzymania sie z ogloszeniem przetargu. Nie mial, to oczywiste, wplywu na to, jak wysoki bedzie budynek, ktory zamierza postawic przy ul. Milkowskiego spolka, ktora wygrala przetarg. Na zarzut, ze mogl zlozyc protest przeciwko budowie wysokosciowca w Wydziale Architektury, odpowiada, ze to i tak nic by nie dalo.

      Sprawe niewykorzystanej przez spoldzielnie dokumentacji budowlanej uznal za niepotrzebnie rozdmuchana. Zapewnia, ze nie dojdzie do sprzedazy dzialek, jesli firma, ktora wygrala przetarg, nie wykupi projektu.

      Dlaczego spoldzielnia nie zrealizowala planowanej przed laty inwestycji, mimo iz wydala pieniadze na dokumentacje projektowa? Andrzej Konopka tlumaczy sie brakiem koniunktury na mieszkania w tamtym (poczatek 2000 roku) okresie. To dlatego w SM Ruczaj-Zaborze rozwiazano dzial inwestycyjny. Prezes zna spoldzielnie, ktore poprzez utworzone przez siebie spolki buduja mieszkania i to z duzym zyskiem, ale nie wyobraza sobie dzialalnosci tego typu u siebie w spoldzielni. Mowi, ze prawie wszystkie pomysly prowadzenia dzialalnosci gospodarczej
      sa torpedowane

      przez mieszkancow.

      Za wyssane z palca uznal prezes SM Ruczaj-Zaborze informacje o krociowych zarobkach jego i pracownikow spoldzielni. Twierdzi, ze "na reke" dostaje 7 tys. zlotych. W jego opinii w porownaniu z prezesami innych spoldzielni jego dochody sa w granicach "sredniej".

      Tylko w jednej sprawie prezes SM Ruczaj-Zaborze zgodzil sie z reporterka "Dziennika Polskiego". Tej mianowicie, ze osiedlowa substancja mieszkaniowa przedstawia oplakany widok.

      - Jest mi wstyd z tego powodu - mowi prezes Konopka. Zaraz jednak odbija pileczke w strone mieszkancow Ruczaju. Twierdzi, ze spoldzielnia nie miala pieniedzy na ocieplenie budynkow na Ruczaju, a pomysl spoldzielczej wladzy utworzenia specjalnego funduszu dociepleniowego mieszkancy skutecznie oprotestowali. Przyznaje, ze dotad ocieplono tylko jeden blok. W dwoch innych wykonano remont tynkow ze wzgledu na koniecznosc zabezpieczenia substancji tych budynkow przed zniszczeniem.

      - Tak sie akurat zlozylo, ze wlasnie tam mieszka przewodniczacy i czlonek Rady Nadzorczej - przyznaje.

      Nawiasem mowiac, w wielu krakowskich spoldzielniach mieszkaniowych nie ma specjalnego funduszu dociepleniowego. A mimo to budynki sa ocieplone i otynkowane. Ubolewajac, ze spoldzielnia nie ma pieniedzy na ten cel, prezes
      pominal fakt,

      iz do grudnia ub. roku czlonkowie tej spoldzielni placili 25 groszy od kazdego metra kwadratowego lokalu na tzw. konserwacje. Takiego funduszu nie ma zadna inna spoldzielnia w Krakowie.

      Prezesa Andrzeja Konopke nie trzeba ciagnac za jezyk. Mowi duzo i plynnie. Tylko w jednym przypadku nie mial nic do powiedzenia. Gdy zapytalam, za jaka kwote spoldzielnia odstapila jednej z firm budowlanych rozpoczeta przez siebie inwestycje przy ulicy Gronostajowej. Prezes zaslanial sie niepamiecia, co jest o tyle dziwne, ze ta sprawa zajmuje sie aktualnie prokuratura. Trzeba dodac, ze firma, o ktorej mowa, postawila na osiedlu Ruczaj-Zaborze kilka nowoczesnie zaprojektowanych budynkow. M.in. ten, w ktorym ma mieszkanie prezes Konopka i w ktorym mieszkala jego corka. Oprotestowany przez mieszkancow wysokosciowiec, gdyby go zbudowano, powinien wiec przeszkadzac rowniez Andrzejowi Konopce. Ale to nie jest jego zmartwienie, bo prezes mieszka w domku jednorodzinnym w innym rejonie Krakowa, a jego corka niedawno wyprowadzila sie z Ruczaju.

      Fala buntu, przetaczajaca sie przez osiedle Ruczaj-Zaborze przybiera na sile. Swiadcza o tym coraz bardziej burzliwe zebrania przedstawicieli czlonkow. - Pan zarabia wiecej niz moj szef - rektor krakowskiej uczelni. Za taka pensje powinien pan jak lew bronic naszych interesow. A pan ma nas wszystkich w nosie - mowila wzburzonym glosem jedna z uczestniczek zebrania w Szkole nr 151. Na tym samym spotkaniu radny Zbigniew Lach udowadnial prezesowi, ze spoldzielnia nie powinna sprzedawac dzialek, tylko budowac i sprzedawac mieszkania. Z wyliczen radnego wynika, ze zarzad spoldzielni chce zrobic kiepski interes, bo zbyt nisko wycenil dzialki przy ul. Milkowskiego. Wedlug Zbigniewa Lacha cena gruntu, ktory chce sprzedac spoldzielnia, powinna byc dwa razy wyzsza niz ta, zaoferowana przez spolke, ktora wygrala przetarg.

      Na prezesie Andrzeju Konopce zadne z tych wystapien nie zrobilo wrazenia. Do konca spotkania zachowal kamienna twarz. Nawet wtedy, gdy okazalo sie, ze wniosek Jana Maslanki i Zbigniewa Lacha o niepozbywanie sie dzialek przez spoldzielnie przeszedl bez jednego glosu sprzeciwu.

      Andrzej Konopka bagatelizuje wynik glosowania. Twierdzi, ze tego typu spotkania to tylko konsultacje, a wiazace decyzje podejmie dopiero najwyzszy organ spoldzielni - zebranie przedstawicieli czlonkow. Prezes jest pewien, ze na tym zebraniu, ktore ma sie odbyc 3 lutego br., jego racje beda na wierzchu, bo zna tych ludzi i wie, ze beda glosowac za tym, co jest dobre dla spoldzielni.

      GRAZYNA STARZAK"

      --
      ____________________

      ruczaj.org.pl
      • orchidea22 Re: bunt S.M. Ruczaj-Zaborze 24.01.06, 16:24
        Stek głupot. Mieszkam tu od dawna. Pan Jan Maślanka to człowiek, który się
        bardzo nudzi, do tego lubi siać niezgodę, uwielbia sie znać na wszystkim, pisać
        pisma i wieszać je na klatkach i mówić po prostu godzinami. Niewiele wiem o
        prezesie, ale gołym okiem widzę, że artykuł napisany jest megastronniczo i pod
        wyraźnym nadzorem Jana Maślanki. I to jest przykre, z dziennikarskiego punktu
        widzenia. Raczej problemu szukałabym w ludziach pokroju Maślanki i innych
        wymienionych w artykule. A co do działek... No cóż. Stoi Konstelacja? Stoi.
        Chodzi o działkę tuż za nią, przed oknami Jana M. Nie wiem, czy jemu się
        wydawało, że tam nigdy nic się nie wybuduje???? Co za różnica, czy to ma cztery
        piętra czy dziesięć? Zdroworozsądkowo dla mnie konflikt ten wygrywa prezes i
        znając pana JM nie życzę sobie, żeby mnie podciągał pod grupę tych x
        mieszkańców, w imieniu których on się wypowiada, bo po prostu gada głupoty i
        sieje potwornie niezdrową niezgodę. Pzdr
            • orchidea22 Re: bunt S.M. Ruczaj-Zaborze 26.01.06, 14:51
              a ja trochę te sprawy znam, bo mieszkam tu od lat i elewacje sa fatalne, to
              prawda. Akurat jednak prezes i spółdzielnia chcieli bloki ocieplać (wyglądałyby
              estetyczniej no i koszty ogrzewania znacznie nizsze). Podniósł sie przepotworny
              raban, az było mi wstyd, ze tu mieszkam. Do krzykaczy zupełnie nie przemawiały
              długofalowe racje ekonomiczne, jedynie chwilowe wyzsze koszty - naprawde
              niewielkie, w porównaniu z tym, ile zyskalibyśmy na kosztach ogrzewania...
              Żenujące to było naprawdę. No i skutki są, jakie są, spółdzielnia musiała sie z
              tych planów wycofać. I zresztą nie wiem, jak gdzie indziej, ale na tym akurat
              osiedlu ja serdecznie współczuje wszystkim, którzy w spółdzielni pracują,
              ponieważ to, jak niesprawiedliwi i ciemni potrafia być ludzie pokroju tych z
              artykułu jest po prostu smutne. Kwestia pokoleń? Myslenia? Nie wiem.
              • emem74 Re: bunt S.M. Ruczaj-Zaborze 26.01.06, 16:56
                Z drugiej strony popatrz tak: inne spółdzielnie swoeje bloki ociepliły -
                spółdzielnia Ruczaj nie. Czy jest to wina tylko mieszkańców? To oznaczło by że
                jest to zlepek ludzi którzy nie umieją się dogadać. Nie wierzę, że tacy ludzie
                mieszkają tylko w tej spółdzielni. Moim zdaniem to nie jest wina mieszkańców
                tylko władz spółdzielni
    • emrg Re: bunt S.M. Ruczaj-Zaborze (cd) 07.02.06, 08:49
      cd. sprawy:
      za DP:

      "Dwa tygodnie temu w reportazu pt. "Bunt na Ruczaju" opisalismy walke czesci mieszkancow tego osiedla z prezesem tamtejszej spoldzielni mieszkaniowej. W opinii zbuntowanych prezes nie konsultuje ze spoldzielcami waznych dla nich decyzji i wrecz naraza ich na materialne straty.

      Oliwy do ognia dolala ostatnia decyzja wladz spoldzielni o sprzedazy dwoch atrakcyjnych dzialek. Gdy pisalismy o tej sprawie, obie strony konfliktu - zbuntowani mieszkancy i wladze spoldzielni - szykowaly sie do ostatecznego starcia. Mialo ono nastapic w miniony piatek w godzinach wieczornych na zebraniu przedstawicieli czlonkow spoldzielni. Debata trwala wiele godzin. Pozniej odbylo sie tajne glosowanie. Prezes spoldzielni triumfowal. Decyzja o sprzedazy dzialek zostala uchwalona. Zdecydowal o tym jeden glos...

      Bunt na Ruczaju rozpoczal sie kilka miesiecy temu, gdy po osiedlu rozeszla sie wiadomosc, ze zarzad SM Ruczaj-Zaborze chce bez konsultacji z mieszkancami sprzedac dwie dzialki, ktore SM dostala od gminy Krakow w wieczysta dzierzawe. Okazalo sie wowczas, ze ogloszony bez zgody przedstawicieli mieszkancow przetarg na sprzedaz tej nieruchomosci wygrala firma, ktora ma zamiar postawic tam wielokondygnacyjny budynek. Z dokumentow, do jakich dotarli protestujacy, wynikalo, ze jesli ow gmach powstanie - bedzie dwukrotnie przewyzszal wysokosc okolicznych blokow. Gdy zorganizowali sie i zaczeli dzialac, odkryli bledy w procedurze przetargowej. Zbulwersowalo ich rowniez to, ze o przetargu dowiedzieli sie szesc miesiecy po fakcie. Wladzom spoldzielni przedstawili dane, ktore - w ich opinii - swiadczyly o faworyzowaniu przez wladze spoldzielni spolki, ktora wygrala przetarg. Przedstawiciele protestujacych prosili prezesa SM Ruczaj, aby przynajmniej poczekal z decyzja o sprzedazy dzialek do momentu wejscia w zycie miejscowego planu zagospodarowania terenu, ktory nie przewiduje na Ruczaju kolejnych wysokosciowcow (procz tych, ktore juz tu stoja).

      Wladze spoldzielni zignorowaly jednak te opinie, mimo ze protestujacy maja za soba m.in. prof. Witolda Ceckiewicza, projektanta kosciola na Ruczaju, ktory opracowywal plan zagospodarowania tego terenu, a takze samorzadowcow - nie tylko z tej dzielnicy.

      Sprawa miala sie ostatecznie rozstrzygnac na zebraniu delegatow przedstawicieli czlonkow SM Ruczaj. Odbylo sie ono w miniony piatek. Oredownikiem zbuntowanych byl bardzo aktywny, nie tylko na tym terenie, radny miejski Zbigniew Lach, ktory udowadnial wladzom spoldzielni, ze nie powinny sprzedawac dzialek, lecz wziac sie do budowy i sprzedazy mieszkan, bo to obecnie swietny interes. Z wyliczen radnego wynikalo tez, ze cena tego gruntu powinna byc wyzsza niz zaoferowana przez spolke, ktora wygrala przetarg.

      Wydawalo sie, ze argumentacja radnego Lacha przekonala uczestnikow zebrania. Niestety, podczas glosowania okazalo sie, ze przewaga jednego glosu (tyle brakowalo do remisu) gora byly racje prezesa SM Ruczaj.

      Zbuntowani przeciwko niemu spoldzielcy uznali zwyciestwo spoldzielczej wladzy za "pyrrusowe". Twierdza, ze prezes SM Ruczaj Andrzej Konopka nie bedzie dlugo triumfowal. Juz bowiem wyznaczyli date nastepnego starcia. W czerwcu br., podczas planowanego na ten miesiac walnego zebrania czlonkow, maja zamiar postawic wniosek o odwolanie Rady Nadzorczej i o Wotum nieufnosci dla prezesa.

      Inz. Jan Maslanka, ktory stoi na czele protestujacych, uwaza, ze czesciowo osiagneli swoj cel. Doniesiono im, ze wrzawa wokol tej sprawy spowodowala, iz spolka, ktora nabyla dzialki, zamierza zmienic plany i zbudowac tam nizszy budynek.

      - Jesli nawet sa to plotki, bede robil wszystko, aby tak sie stalo. Jestem juz w tej sprawie umowiony w Wydziale Architektury UMK - zapewnia radny Zbigniew Lach.
      GRAZYNA STARZAK"

      --
      ____________________

      ruczaj.org.pl

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka