Dodaj do ulubionych

Czym jest Kraków, kim są krakowianie?

07.04.06, 22:32
Wszelkie opinie (wrażenia) na temat specyfiki Krakowa i jego mieszkańców,
składające się na obraz krakowskiego stylu życia, wesprą moje badania, które
prowadzę w ramach pracy magisterskiej...

Z góry dziękuję za zainteresowanie!
Obserwuj wątek
    • czaspokaze Re: Czym jest Kraków, kim są krakowianie? 07.04.06, 22:52
      Ma specyficzny klimat, który jest chyba największą atrakcją Krakowa. Tak
      naprawde życie jest tu takie jak w innych miejscach Polski. Ludzie są tacy jak
      wszędzie,no może z wyjątkiem tego, że w centrum miasta nie spotka się "dresów"
      (jak na przykład w Łodzi).Ale to jest akurat godne pozazdroszczenia.
    • kumlok Re: Czym jest Kraków, kim są krakowianie? 08.04.06, 01:10
      ..i nigdy nie kupujcie weki w wielkopolskich sklepach bo powiedzą Wam że sklep
      ze słoikami jest obok.

      Urodziłem się w Krakowie i mieszkałem w nim przez prawie 26 lat. Teraz mam 31
      lat Czy jestem dalej krakowiakiem ? Ehhh

      Bardzo mi brakuj lodów na starowiślnej, hektolitrów piwa i czegoś o czym dużo
      ostatnio myśle. Czego? ...zapachu Krakowa, stukotu tramwaju ... sam nie wiem

      Terez niby jest wiosna ale w krakowie zawsze była inna.
      To tak jak w reklamie Zywca- Prawie robi różnice ... W krakowie wszystko było
      inne...
      --
      Nakarm Wilkołaka
    • jazzinator Re: Czym jest Kraków, kim są krakowianie? 08.04.06, 14:55
      Prawdziwy klimat krakowa był jeszcze odczuwalny ok.30 lat temu(niestety za
      komuny)od tego czasu rodowitych krakowian szcuje się w porywach na ok.25-35% to
      trudno określić nie przeprowadzając sondażu.W końcu lat 60tych zaczeto budować
      osiedla Azory ,nieco póżniej Kozłówek itd.na tych osiedlach zamieszkiwała w
      większości napływowa ludność,przeważnie ze wsi,byli też robotnicy i wreszcie
      prawie wszyscy studiujacy w krakowie,którzy w większości po studiach
      pozostawali w naszym mieście.Miało to kolosalny wpływ na kulture i atmosferę
      Krakowa,którym dzisiaj można się zachwycić o 5.30 nad ranem gdy jest pusto,po
      wejściu "aktorów" na scene zamienia się w jarmark z Bżdziny Dolnej...
      Tak to wygląda w dużym uproszczeniu i wg.mnie,co nie znaczy że tak jest w
      oczach innych.
      • helenka17 Re: Czym jest Kraków, kim są krakowianie? 09.04.06, 13:05
        Dzielnica VI, strona www.:
        "...W 1954 r. w urbanizujących się Bronowicach zlokalizowano Zakład Farmakologii
        PAN, a w latach 1955-57 wniesiono zespół budynków Instytutu Fizyki Jądrowej. W
        latach 50. i 60. w sąsiedztwie powstało jedno z największych osiedli
        mieszkaniowych w Krakowie - osiedle Azory, noszące nazwę archipelagu znanego z
        racji katastrofy lotniczej, w której podczas próby przelotu przez Atlantyk
        zginął major Ludwik Idzikowski. Obok znajduje się drugie duże osiedle
        mieszkaniowe - Krowodrza Górka, wznoszone od lat 60. z kościołem św. Jadwigi
        Królowej, nawiązujące swą nazwą do dawnej wsi Krowodrza, po raz pierwszy
        wzmiankowanej w przywileju lokacyjnym Krakowa z 1257 r., której tereny w części
        także leżą w obecnych granicach Dzielnicy IV.

        Tekst: Agnieszka Kruszyńska, Iwona Wendel"

        Małe przesunięcie budowy Azorów (o 10 lat) nikomu przecież nie szkodzi (c:
        A na owe Azory przesiedlono przede wszysykim ludność zajmującą KAZIMIERZ od
        czasu holocaust.
        Przyjemnie jest tworzyć WŁASNĄ historię Krakowa, no nie - chłopcy od szewca?
        H.






        ...
        • jazzinator Re: Czym jest Kraków, kim są krakowianie? 09.04.06, 21:39
          No cóz , kolejny raz potwierdza się brak logiki w wywodach h17tej,tym razem
          przynajmniej nie ukrywa że korzysta ze żródeł,cytujac podręczną encyklopedie,to
          nie istotne,nie pisałem w którym roku zaczęto budować osiedla ,tylko kiedy
          zaczeto zasiedlać przyjezdnymi,jesli chodzi o powojennych autochtonów kazimierza
          to w tamtych latach wysiedlono ich taką ilość że zapełnili całłłłłłłłłłłłłłłłe
          dwa bloki.Jeszce nie było właścicieli tych prawdziwych i tych którzy wyłudzili
          kamenyce,jeszcze ludziska mogli żyć spokojnie bez stresu i jazzgotu i tylko
          muchy bzykały na Placu Żydowskim.Ale tego nie ma w podrecznikach więc h 17 ta
          wygłupiła się kolejny raz.
          • helenka17 Cześc Chłopczyku od szewca? 10.04.06, 11:22
            Jak tam nowy tydzień? Pazurki naostrzone?
            No to jazda.
            Nie wiesz niestety, co to jest logika, i dodatkowo dajesz tego dowody na pismie,
            A to zawsze miło patrzeć, jak durnie kompromitują się publicznie.
            Nie cytuję podręcznej encyklopedii, ale stronę TEJ dzielnicy. Nie zadałeś sobie
            trudu by sprawdzić, kto to mianowicie są te dwie panie podpisane pod tekstem. To
            co z ciebie za partner do sporu?
            Tę stronęcytują jedynie dlatego, że za wiele czasu pochłonęłoby mi cytowanie
            źródeł, które też istnieją, a nawet pisze się o nich habilitacje na AE. Nazywa
            się to "Gospodarka zasobami mieszkaniowymi w Krakowie w latach... etc".
            Hm?
            Może podać autora?
            Oczywiście, e jeśli TY sięmylisz to to jest "nieistotne":. Nie jest to zbyt
            wyszukanysposób zblatowania własnego błędu rzeczowego.
            Budowy Azorów nie rozpoczęto z końcem lat 60-tych, jak piszesz, ale o 10 lat
            wcześniej.
            To jest istotne, bo każda epoka budownictwa powojennego ma swojąhistorię, swoje
            technologie, błędy i matactwa ubowców.
            Np ludzi z rozmaitych dzielnic przesiedlano mozliwie daleko od miejsca
            dotychczasowego zamieszkania, by zdezintegorwać dzielince i łatwiej umieszczać
            donosicieli wśród nowych mieszkańców.
            Czytaj, nie pyskuj - i ucz się.
            Jeśli piszesz, że przesiedleni z Kazimierza mieszkańcy zasiedlili całe dwa
            bloki, to wiedz, że więcej bloków tam podówczas nie było.
            Wyjasnij mi także, co to znaczy "powojenni autochtoni Kazimierza"? Bo "na oko"
            wygląda to na tzw oksymoron.
            Masz znaczne kłopoptyu z tzw chronologią - nie pierwszy raz zresztą, co to
            bowiem oznacza, że JESZCZE nie było na Kazimierzu tych prawdziwych właścicieli?
            Własnośc nie ustaje z powodu przebywania w innym kraju. Kup sobie dom w
            Niemczech i mieszkaj w Polsce, to prędko zobaczysz, czy on przestanie być Twój
            tylko dlatego, że mieszkasz gdzieś indziej.
            O fałszowanych testamentach nie ma co mówić, bo sprawa nas nie różni. To już
            typowo polskie matactwa i skłonność do oszustwa. Te wywodzą się zapewne z
            chłopskiej biedy i zawziętości.
            Co do spokoju na Placu Żydowskim, to panował on na nim jedynie w latach ~1945 -
            1990. Nigdy przedtem, ani nigdy później.

            Był to spokój uzyskany drogą masowej zagłady 1/4 ludności Krakowa, jaką
            stanowiła społecznośc żydowska, oraz ta, którą Niemcy za żydowską UZNALI.
            Słyszałeś kiedyś o tym?

            Teraz oceń sobie, kto się wygłupił.
            • jazzinator Re: Cześc h 17ta 10.04.06, 12:00
              Jaki nowy tydzień ? czas pokaże, nie jestem jasnowidzem.Słowo jazda dośc
              adekwatne do twoich pokretnych wypowiedzi ,pozwól ze zacznę od końca by nie być
              żle zrozumianym iz od tyłu.Przede wszystkim gratuluje pamięci,jak atmosfera
              panowała na Placu Żydowskim przed 45 tym.Mając na myśli tzw.autochtonów
              powojennych to własnie ludziska którzy chcąc nie chcąc zostali tam przesiedleni
              w miejsce nieszczęśników wysłanych do getta a nastepnie w wiekszości
              straconych.Przesiedlili ich niemcy nie polacy jak praną to przedstawiać obecni
              mądrale typu Stern.Jazzgot nie zaczął się od 90 roku lecz kilka lat
              póżniej,jedyne dwa Ariele o które się pokłociło paru żydów nie stwarzały
              problemów mieszkańcom .Ci nieliczni którzy jeszcze pozostali tez wkrótce znikną
              wywaleni na bruk przez tzw.nowych gospodarzy,wśród nich wielu moich znajomych i
              przyjaciół,skrót myślowy polega na tym że nie było ich fizycznie i prawnie w
              latach komunizmu i zgrywaj nietoperza że nie rozumiesz o co biega.Jeśli chodzi
              o osiedla krakowskie to sama grzężniesz twierdząc że były tylko dwa bloki,otóż
              to powtarzam zatem po raz trzeci,nie pisałem w którym roku zaczeto budowę
              osiedli lecz w którym zaczęto je osiedlać,kombinacje bezpieki to jedno
              zasiedlanie zaś napływową ludnością to był dalszy plan zniszczenia krakowskiego
              środowiska kulturalnego zapoczatkowany budową Nowej Huty, tej która komuchom
              stanęła ością w gardle jak ja Tobie.Zaiste niewiele sie można od Ciebie
              nauczyć,różnica między nami (po za wszystkim innym)jest taka że ja posługuje
              się pamięcią a nie ściągami coby błyskać intelektem nie szczędząc przy tym
              złoślowości wszelakich i bałwochwalstwa wobec siebie samej,Zyczę Ci miłego
              tygodnia (może spełnią się sny o upadku łojca derektora) i jazdy,uważaj tylko
              na zakretach.
              • helenka17 To nie jest liczebnik porządkowy. 10.04.06, 13:08
                Jako taki miałby kropeczkę po liczbie. A ten nie ma. Rozumiem,że to była jakaś
                wybitna szkoła, i takich drobiazgów tam nie uczyli. I tak jestem wzruszona, bo
                metoda okazuje się skuteczna: jesli Panów opiurgać - to i takt się pojawia i
                jakoś tak bardziej rzeczowo się robi.
                Do rzeczy:

                jazzinator napisał:

                > Jaki nowy tydzień ? czas pokaże, nie jestem jasnowidzem.Słowo jazda dośc
                > adekwatne do twoich pokretnych wypowiedzi ,pozwól ze zacznę od końca by nie być
                >
                > żle zrozumianym iz od tyłu.Przede wszystkim gratuluje pamięci,jak atmosfera
                > panowała na Placu Żydowskim przed 45 tym.

                Do odświeżania pamięci słuzą mi fotografie historyczne i tzw źródła (uwaga -
                trudne słówko) historyczne i literackie. Oraz ówczesna prasa. Jej niestety nie
                ma w internecie, na co Waści uczulam.

                Mając na myśli tzw.autochtonów
                > powojennych to własnie ludziska którzy chcąc nie chcąc zostali tam przesiedleni
                >
                > w miejsce nieszczęśników wysłanych do getta a nastepnie w wiekszości
                > straconych.Przesiedlili ich niemcy nie polacy jak praną to przedstawiać obecni
                > mądrale typu Stern.

                Jakkolwiek oboje wiemy, kto ich tam przesiedlił - i tu zgoda - to po pierwsze
                zalecałabym lekturę źródeł dot. składu społecznego tych to przesiedlonych,
                albowiem nie był to skład przypadkowy.Oj nie-nie.
                A po drugie prawda, jakkolwiek ładna, jest tylko częściowa, bo przesiedleń
                dokonywano także i po wojnie.I także w sposób rozmyślny, by nie rzec
                wyrachowany. Na Kazimierz kierowano najgorsze szumowiny z rodzin
                wielopokoleniowo przestępczych.

                Jazzgot nie zaczął się od 90 roku lecz kilka lat
                > póżniej,jedyne dwa Ariele o które się pokłociło paru żydów

                Ja wiem, że to była szkoła dla wybitnych jednostek, ale nazwy własne nacji pisze
                się wielką litera. Słyszał Pan kiedy o tym, Panie polaku?


                nie stwarzały
                > problemów mieszkańcom .Ci nieliczni którzy jeszcze pozostali tez wkrótce
                znikną,wywaleni na bruk przez tzw.nowych gospodarzy,wśród nich wielu moich
                znajomych i przyjaciół,

                Określenie "wywaleni na bruk" zdradza Pańskie skłonności do ideologii Janosika.
                To się nazywa w świecie cywilizowanym "rozwiązanie umowy najmu". Ale ci, jak Pan
                pisze "Autochtoni" jakoś się specjalninie martwili o to, w czyich mianowicie
                domach mieszkają, i czy o te domy należy dbać, czy też nie.

                skrót myślowy polega na tym że nie było ich fizycznie i prawnie w
                > latach komunizmu i zgrywaj nietoperza że nie rozumiesz o co biega.

                Skoro już o zgrywaniu mowa, to zamierzam zgrywać kogo tylko zechcę, ale za
                poradę dziękuję. Już Panu pisałam, że fizyczna nieobecność nie zmienia stanu
                prawnego. To tylko PRL-owi się tak wydawało.Pan sobie poczyta to i owo z prawa
                cywilnego. Później możemy wrócić do tematu, bo Pańska niewiedza mnie wyczerpuje.

                Jeśli chodzi
                > o osiedla krakowskie to sama grzężniesz twierdząc że były tylko dwa bloki,otóż
                > to powtarzam zatem po raz trzeci,nie pisałem w którym roku zaczeto budowę
                > osiedli

                A i owszem , Panie Ambasadorze, własnie dowiódł Pan własnego kłamstwa, które
                przez wzgląd na niedostatki w wykształceniu Pańskim nazwiemy pomyłką. Zawsze to
                przyjemnie, jeśli ktos najpierw nakłamie, a później się przyznaje. Odświeżymy
                Panu pamięc nt tego, co mianowicie Pan napisał:
                O tiu-tiu
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=61&w=39952980&a=39974908
                Cytuję:"...W końcu lat 60tych zaczeto budować
                osiedla Azory ,nieco póżniej Kozłówek itd.na tych osiedlach zamieszkiwała w
                większości napływowa ludność,przeważnie ze wsi..."

                I owszem - pisze Pan, kiedy zaczęto budowac. Tak, tak. A następnie pisze Pan, że
                pan tego nie pisał.
                Tak? A osiedlać to można ludnośc napływową. Osiedla i bloki się ZASIEDLA. Niby
                podobne, a jednak nie to samo.



                lecz w którym zaczęto je osiedlać,kombinacje bezpieki to jedno
                > zasiedlanie zaś napływową ludnością to był dalszy plan zniszczenia krakowskiego
                >
                > środowiska kulturalnego zapoczatkowany budową Nowej Huty, tej która komuchom
                > stanęła ością w gardle jak ja Tobie.

                Ona staneła zatem w gardle komuchom - jak i mnie. Z tego wynika, że zostałam
                oddzielona od komuchów. Dzieki Ci Panie. Ale na Twoim miejscu już bym się była
                zorientowała, ze przypisywanie mi komunizmu naraża Cię na , hm...śmieszność? Tak
                łagodnie bym to ujęła. Z racji tej Twojej szkoły - wiesz...

                Zaiste niewiele sie można od Ciebie
                > nauczyć,różnica między nami (po za wszystkim innym)jest taka że ja posługuje
                > się pamięcią a nie ściągami

                To akuratnie nas nie różni. Twój kłopot polega jednakowoż na tym, że masz gorszą
                pamięć. A moje ściągi nazywają się źródła. To taki termin, który nie bardzo lubisz.

                coby błyskać intelektem nie szczędząc przy tym
                > złoślowości wszelakich i bałwochwalstwa wobec siebie samej,Zyczę Ci miłego
                > tygodnia (może spełnią się sny o upadku łojca derektora) i jazdy,uważaj tylko
                > na zakretach.

                Uważam nawet na prostej. Życzenia przyjete.
                H.
                • jazzinator Re: To nie jest liczebnik porządkowy. 10.04.06, 21:26
                  To b.ciekawe że na fotografiach mozna zobaczyc czy na Kazimierzu było głośno i
                  przestrzegano ciszy nocnej? jak zwykle czepianie sie słówek w dalszym ciągu
                  wywodu a do tego na deser udajemy że nie rozumiemy?cóż to za różnica budowano
                  czy dobudowywano a może rozbudowywano,jakaś Pani małostkowa,porównanie z ością
                  w gardle jest tematem przewodnim nie zas porównywanie do komuchów,jest mi to
                  zupełnie obojetne z jakiego miotu waćpani sie wywodzi.Piszę wysyłam nie
                  kontempluję swych tekstów,więc i zdarzy sie przejezyczenie itp.bzdety,jak widać
                  bardzo skrupulatnie badane.Jest mi niezmiernie miło że tyle czasu poświęca mi
                  Pani,choć nadaremno.Jeśli ktoś rozwiazuje umowę najmu to najpierw powinien ją
                  nawiazać,luidfzie których niemcy wysiedlili na kazimierz,w większości
                  pochodzili z dobrych rodzin zamieszkujacych na swe nieszczescie tereny które
                  okupant upatrzył sobie na dzielnicę nur fur deutsche,owszem pomioeszane było
                  towarzystwo i po latach z normalnych rodzin powstawały patologiczne ,nie mniej
                  jednak mieszkało tam sporo inteligencji a nie jak Pani sobie znalazła w trudnym
                  słowie żródełko opowieści lasku wiedeńskiego.Na koniec mam pytanie skad
                  pochodzi to arcyciekawe okreslenie -opiurgać? z kieleckiego? bo jak bum cyk cyk
                  cyk pierwsze widzę.

                  • helenka17 Byćmoże nie trafiłam z regionalizmem, ale 11.04.06, 00:24
                    sama skłonność do ułatwienia Panu Ambasadorowi odbioru komunikatu powinna zostać
                    doceniona.
                    A co do reszty - mój Boże. Przeprosiny przyjete. Choć długo to trwało.
                    Jak rozumiem, w sprawie przesiedleń obywatelskich z "Berlinki" na Kaźmirz
                    korzysta Pan Ambasador z własnych doświadczeń?

                    Pyta Pan Ambasador, jak to możliwe, bym z fotografii wnioskowała o hałasie? Ano
                    wystarczy nie przywoływać wybiórczo podanych źródeł - a i odpowiedź się znajdzie.
                    • Gość: jazzinator Re: Byćmoże nie trafiłam z regionalizmem, ale IP: *.nandu / *.nandu.com.pl 11.04.06, 14:13
                      Nareszcie choć raz w coś Pani nie trafiła,ciesze sie że przeprosiny zostały
                      przyjęte,wszak zbliżają się Święta Wielkiej Nocy ,nie można zyć w złości do
                      bliżniego ,chocby był trudny dla otoczeniajak jasna cholera.Poza tym nie
                      wszystko dla mnie jasne ? cóż u licha mam wspólnego z "berlinką" i skąd ten
                      ambasador? ni przypiął ni przyłatał,troche mętnej wody ,reszta może być.
                      • helenka17 Jeśli się gra 11.04.06, 15:49
                        w szachy w 16 osób, tak jak to Pan robisz wespół z koleżkami - zalogowanymi i
                        niezalogowanymi, to trudno się dziwić, żeście się chłopacy pogubili. Odpowiedź i
                        rozwiązanie zagadki znaleźć można w obszernej korespondencji powyższej.
      • ranki Re: Czym jest Kraków, kim są krakowianie? 11.04.06, 00:42
        Jeżeli chodzi o Azory to ciężko mi się z tobą zgodzić ja na azorach mieszkam od
        39 lat a moja rodzina mieszkała w krakowie od 1764 tyle udało mi się wyszukać
        badając moje drzewo genealogiczne.Moimi sąsiadami sa przeważnie ludzie urodzeni
        na starym podgórzu i na kazimierzu.Nie mówię oczywiście tu o blokach wojskowych
        których jest tu parę. Pozdrawiam.
    • Gość: Wielokropek Galicyjskimi zakompleksieńcami. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.04.06, 12:48
      Co nie mogą się otrząsnąć z tego, że król Zygmunt III przeniósł stolicę w lepsze
      miejsce czyli do Warszawy. Do dziś są wściekli na niego. A jeszcze im się wydaje
      że są wielką metropolią.
      Poza tym to straszne kutwy i zdziercy - nikt w Polsce nie wynajmuje mieszkania
      za 500 zł. ze sraczem na podwórku i bez podstawowych "wygód".
      Po prostu zaścianek.
      • Gość: misio przewidujacy zygmunt IP: *.75.59.253.brzesko59.ptc.pl 12.04.06, 14:26
        patrzac z perspektywy czasu przeniesienie stolicy do Warszawy jest bardzo
        szczesliwym wydarzeniem dla Krakowa i jego mieszkancow - chociazby ze wzgledow
        estetycznych - nie ma tutaj tej holoty przez niektorych niefrasobliwie
        nazywanej "elita polityczna" i towarzyszacych im licznych zastepow zlodziei i
        oszustow ; nie musimy sie obawiac najazdu na nasze piekne miasto zdziczalych
        hord gornikow , hutnikow , czy partyzantki andrzeja leepieja - a juz strach
        pomyslec jak wygladalby teraz Krakow po 50 latach stolicowania dla Prl-u i jego
        swiatlych wyznawcow

        myli sie ten kto twierdzi , jakoby Krakow tesknil za wypelnianiem roli wielkiej
        metropolii - jest to funkcja calkowicie zbedna i do niczego niepotrzebna
        naszemu miastu - wyjatkowosc Krakowa wynikajaca z historii , tradycji i
        wawelskiego czakramu :) jest jedyna wartoscia , ktora powinnismy pielegnowac ---
        Londyn , Paryz , Nowy Jork moga zauroczyc- ale jesli ktos prawdziwie poczul
        krakowska magie i ducha ten sercem zawsze bedzie przy wawelskim wzgorzu - jest
        bowiem wiele pieknych miejsc na ziemi , ale tylko o jednym mnowi sie - Extra
        Cracovia non est vitae


        a ceny , no coz najwyzsze podobno sa w Londynie i to nawet ze wspolnym wc-
        etem , sypiaca sie podloga i materacem przy lodowce - to dopiero musi byc
        zascianek
      • jazzinator Re: Galicyjskimi zakompleksieńcami.?czyzby? 12.04.06, 16:37
        W tonie Twojej wypowiedzi jest tyle złości ,zawiści że to juz dobitnie
        świadczy kto tu jest zakompleksiony.Argument z czynszami też g.wart,w
        Warsiawie za 5 stów to by Ci nawet samego sracza nie wynajęli.Kutwy powiadasz
        jesteśmy? a może oszczędni ? może szanujemy ciężko zarobione pieniądze i
        wydajemy je rozumnie? Ta wersja nie pasi co? więc powiem Ci krótko wolę kutwy
        od naciągaczy i cwaniaczków,w stolycy nawet w tym sraczu papieru nie ma ale
        tzw.szcząca woła 5 zł.Z galicji zaś jesteśmy dumni,przynajmniej nikt przez
        okresy zaborów nie wpojił nam ruskiego bajzlu i syfu.
      • helenka17 Jasne 13.04.06, 00:08
        To pewnie dlastego w Krakowie odbywa się największy w tej części Europy festiwal
        Kultury Żydowskiej, na który szpilki wetknąc nie sposób, bo wszyscy tam balujemy.
        • Gość: jazzinator Re: Jasne IP: *.nandu / *.nandu.com.pl 13.04.06, 09:38
          Może mówmy za siebie,baluje kto lubi takie spędy,za tyle kasy co dostaje Pan
          Makuch od miasta na ten festiwal,wszystkie domy i ośrodki kultury zrobiłyby w
          ciagu roku wiele ciekawych imprez i projektów,przykładowo trwajacy w mcu lipcu
          letni festiwal jazzowy w Piwnicy Pod Baranami otrzymuje pare procent tej sumy
          co FKŻ a trwa cały miesiac (co jest ewenementem na skalę światową)i grają
          miedzynarodowe gwiazdy jazzu,codziennie przez miesiąc a do tego jeszcze imprezy
          towarzyszace,natomiast FKZ trwa kilka dni bodajże 3.Ale jesli chodzi o argument
          mający udowodnić że nie jestesmy antysemitami to zgadzam sie,jes to kosztowny
          argument.Ciekawi mnie tylko jedno czy w Państwi Izrael także odbywa sie
          analogiczny festiwal Kultury Polskiej ? A może po prostu my nie posiadamy już
          swojej Kultury?
        • helenka17 Glossa 13.04.06, 13:29
          Oczywiście pisząc "wszyscy", miałam na mysli tych, który tam balują, a nie tych,
          którzy tam nie balują.
          Musiałam to dodać, bo jak widzę są i tacy, którzy sądzą, że jeśli ich tam nie
          ma, to określenie "wszyscy tam balujemy" dotyczy także ich.
          H.

          PS: - Marcheweczko powiedz przecie - kto jest najmądrzejszy w świecie?
          - Ja.
          • jazzinator Re: Glossa,Hessa hop sasa do lasa. 13.04.06, 15:26
            A dlaczego Milosciwa Pani ani me ani be o pieniadzach? do niewygodnych faktów
            sie nie odnosimy? taka to zasada miłościwie nam panujaca.Zreszta wykasowany
            zostałem ,bo prawda po oczach po oczach dawała jak słoneczko na niebie.
            Wprawdzie nie zalogowałem się,lecz jak widzę wielu niezalogowanych jakoś
            dziwnie nie wycięto.Cokolwiek Pani nie napisze to fakty i tak weryfikują
            wszelkie mądrości.Przy okazji ,Pani aktywnośc w temacie "semityzm" jest
            zadziwiajaca,czytałem pare myśli na temat jak to Edelman Marek dolożył
            komuś,ile pamietam to owszem dołozył ale niejakiemu Sternowi za dyletanctwo(no
            powiedzmy)wygłaszanie bzdur.Pozatym pare jeszcze innych kwiaruszków których
            nie wymienie by nie zagęścić atmosfery przedświatecznej.
            jeden z 32-ch jazzinatorów
            mnożymy się teraz w tempie 64
            bo dzis dla nas Małopolska
            a jutro cały świat.
          • helenka17 A Marcheweczka nic 13.04.06, 15:58
            Jakby tak jeden z drugim wiedział o tym festiwalu zakichanym piwnicznym tyle co
            Helenka, a szczególnie o niezwykłych talentach organizacyjnych pewnego
            kuwejckiego pianisty, to by się wahał, czy w ogóle pysk otwierać.
            Kierowanie kasy na Makucha to jedne z najlepiej wykorzystanych pieniędzy
            publicznych w tym kraju.
            • jazzinator Re: A Marcheweczka nic a nic 13.04.06, 16:17
              Dla Helenki zakichany festiwal piwniczny dla jazzinatora zakichany festiwal
              kazimierski,różnimy się pięknie,prosze mi zatem odpowiedzieć czy Helenka ma
              także pewne wiadomości o organizatorach każmirskich? i jak to mozliwe że ten
              własnie festiwal jest dotowany najwięcej z kasy Miasta Krakowa czyli za
              pieniądze Gminne czyli podatników czy sobie tego życza czy nie,mówimy o bardzo
              dużej kwocie porównywalnej z ta którą otrzymywał Pan Derecki zanim sie nie
              obraził i przeniósł festiwal Bethovenowski do stolycy.Pani wiadomości są
              pochodzenia maglowego,a człowiek o którym Pani sie wyraza z takim lekceważeniem
              stosujac przy tem niedwuznaczne sugestie,w przeciwieństwie do Pani dokonał w
              Krakowie wielu istotnych dla kultury przedsiewzięc,min ... a zresztą pal licho
              szkoda słów.Mam tylko nadzieję że wreszcie tylu ludzi zmądrzeje że wasze wpływy
              jeszcze bardziej zostana nadwątlone.
            • helenka17 A Marcheweczka nic 13.04.06, 16:58
              No jak nic - to nic.
              Magiel jako dostępny Marcheweczce ideał pozyskiwania informacji.
              Konstrukcja mentalna opisująca dysponowanie pieniędzmi z budżetu miasta.
              Bardzo ciekawe.
              Bardzo.
              Panie - co za błazen.
              Budżet Miasta - decyzja prezydenta - starbnik miasta, tenze sam od lat,p. Fijał.
              (nb bardzo dobry skarbnik)- decyzja prezydenta - uchwała rady-wybór
              prezydenta-wybory spełniające standardy demokratycznych wyborów. Wybory do rady
              Miasta - także samo.
              A ten cymbał, tak, jak to afrykańskie plemię, któremu chodzenie do łózka nie
              kojarzyło się z rodzeniem się dzieci:
              "No skąd ta pozycja w budżecie? No skąd taka duża? No dlaczego taka duża? No
              dlaczego on mnie bije? No dlaczego słońce świeci?"
              Bo zachodzą na nim - moje dziecko - reakcje termojądrowe wysokiej mocy.
              Budżet i jego podział jest dokonywany uchwałą demokratycznie wybranej Rady
              Miasta i demokratycznie wybranego Prezydenta.
              Trzeba się było martwić podczas wyborów. Najgłosnie zwykle drą mordę Ci, którzy
              w wyborach udziału nie biorą.

              Tak świat jest ułożony, że podczas konstruowania budżetu (czy to państwa, czy
              miasta)nie pytają o zdanie idiotów na ulicy, ale takich, którzy to już kiedyś
              robili.
              To dlatego między innymi niezapomniany minister cezary Mech nie jest już
              ministrem, a Leszek Balcerowicz jest dalej Prezesem NBP, a Andrzej Lepper może
              go ...co najwyżej oglądać w TV. I fuzja BPH i PEKAO SA właśnie się dokonuje.


              Festiwal Kultury Żydowskiej jest festiwalem nieźle znanym w Świecie i bardzo
              znanym w Polsce.
              A festiwaj jazzowy organizowany na pozostałościach po dziele Piotra, i
              slizgający się na tych pozostałościach - nie jest taki sławny.
              Także i dlatego, że jazz gromadzi znacznie mniej zainteresowanych, bo wymaga
              większego znacznie wyrobienia muzycznego.
              Także i dlatego, że ludyczne zabawy zydowskie są popularyzowane przez takie
              arcydzieła światowej sceny i kinematografii jak "Skrzypek na dachu" - a tak
              znanych filmów o jazzie się nie robi. I nawet sympatyczne obrazki w rodzaju
              "Cotton Club" (ważny film)nie oświecają publiki należycie.
              Tyle ma Ci publiko do powiedzenia Helenka w tym świętym dla wszystkich
              chrześcijan dniu, jakim jest Wielki Czwartek.
              H.
              • jazzinator Re: A Marcheweczka nic a nic 13.04.06, 17:18
                To zaiste niewiele ma do powiedzenia Helenka w Wielki Czwartek,poza
                wyswiechtanymi banałami, kilkoma brzydkimi wyrażeniami i zupełnej ignorancji w
                dziedzinie X muzy.Jedż WaćPani do londynu ,ba bliżej paryża i zapytaj o FKŻ w
                krakowie? nie mówiąc juz o ameryce nie licząc zapraszanych stamtąd
                klezmerów.Jak to się mówi tyle Pani wiesz co zjesz,nie wiedząc nawet co to
                JAZZ.A o rozdawnictwie kasy przez tzw.demokratycznie wybranych to sza, bo to
                szambo nie mające dna.Co z pytaniem moim o Fest.Kultury Polskiej w Izraelu?
                Nie dość że dajemy kasę to jeszce nam obrabiają,nie dość że oddano
                wyremontowane (Estery) budynki to jeszcze odszkodowania sie zachciewa,a cóż to
                my jesteśmy jakaś kasa chorych,zapomoga ,SKO ? Wg. Helenki promowanie polskiej
                kultury jest nie na miejscu? chyba że w postaci Disco-Polo albo Dody Elektrody?
                jednym słowem im gorzej tym lepper ! A błazna to sobie w rodzinie poszukaj !
            • helenka17 Zaglądam ci ja między Marcheweczki, a tam błazen 13.04.06, 23:28
              Błazen tak się już zbisurmanuił ,że kiedy Helenka piosze sama do siebie, to on w
              swojej zachwytliwości sądzi, że to do niego. Ciekawy syndrom. Ale tym razem
              błazen - napisałabym nawet błazen skończony, doskonałośc wśród błaznów, ale tych
              gorszych - przechodzi sam siebie.
              Dobrze, że sam siebie nie przejechał, bo to mogłoby być groźne.
              Ten to błazen bierze się do oceniania, co ja mam do powiedzenia w Wielki
              Czwartek, zupełnia tak, jakby rozumiał, co ja napisałam. A to sto pociech.
              Okazuje się np że błazen zapomniał sobie na chwilkę, że X muza jest umowną muzą
              filmu, i tak mu się palnęło.
              Londyn i Paryż nasz błazen - zapewne dla oryginalności - pisze małymi literami,
              to taka staromiejsko-marchewkowa przypadłość. Błazen sądzi, że ASMF z Londynu
              przyjedzie na Festiwal Kultury Żydowskiej, albo inny ktoś. No zasadniczo, to
              ktos inny przyjeżdża.Błazen ku mej wielkiej wesołości bierze się za uczenie
              księdza paciorka. No dobra.
              Panie, czego ja dożyłam, żeby mnie jakiś błazen uczył, co to jest jazz?
              Do tego błazen nie rozumie niestety zjawiska delegacji i legitymacji władzy, a
              może nawet nigdy o tym nie słyszał. To każe mi powątpiewać w dobrodziejstwa
              demokracji.
              Błazen sądzi, że jesli zada głupie pytanie, to uzyska rzeczową odpowiedź. No -
              nie uzyska. Na głupie pytanie istnieją tylko głupie odpowiedzi, a festiwale
              organizuje się w miejscach, w których znajdują one dostateczną ilość odbiorców.
              Błaznowie ze swojej natury nie organizują festiwali, a kiedy Helenka
              zorganizowała pierwszy festiwal, to błaznowie byli hm...nieco młodsi.
              Czyli, jak to mawiano na moim przedmieściu - "ze srocami nie gadam". W Izraelu
              nie znajdzie się publiczności dla festiwalu kultury polskiej, a pojęcie kultury
              żydowskiej znacznie przekracza granice pojmowania błaznów po pierwsze, a granice
              państwa Izrael po drugie.
              Taki - weźmy - Gershwin. Typowy aryjczyk i to z Izraela?
              Błazen nie rozumie także niestety zjawiska własności oraz obowiązującego w
              Polsce prawa, które nakazuje zwrot budynków należących do związków wyznaniowych.
              Prawo nakazuje zamknąć bysk błazna i bez gadania, ale za to od razu, oddać
              budynek należący do związku wyznaniowego. Następnie sąd, w razie prawomocnego
              wyroku nakazuje zapłacićodszkodowanie i przegrany płaci to odszkodowanie, a
              błazen stoi - i drze mordę, jak na swoim ulubionym meczu, typowo polskiej
              rozrywce: "sen-dzia-buc; sen-dzia-buc"
              Błazen ma w tej sprawie do gadania tyle co kura w perspektywie rosołu.
              Bardzo się przyjemnie gada w miłym towarzystwie.
              A błazny stoją na chodniku, zagladają przez okna, stają na paluszkach, plują na
              szyby - i krzyczą "duu-paaa".
              I tak upływa życie błazna.
              • jazzinator Re: Zaglądam ci ja między Marcheweczki, a tam bła 14.04.06, 11:43
                Koniecznie muszę sobie to wydrukować,takiego bełkotu blekotu dawno nie
                czytałem,H17 przeskoczyła juz samą lub sam bo sie je(jemu) czasem płeć kiełbasi.
                Co do zwrotu budynków to przy ul.Estery gdzie mieściła sie przychodnia,miasto
                zainwestowało wielkie pieniądze,gdyz jak zapewniał P.Jakubowicz nie bylo
                spadkobiercy,po wyremontowaniu( a ktoś o to zadbał,by nie wpisać kosztów w
                hipotekę)nagle P.Jakubowski twierdzi że oto jest znalazł sie cudownie ocalonego
                spadkobierca i poniewaz koszty remontu nie zostały wpisane miasto oddało
                pięknie (za społeczne pieniążki wyremontowany budyneczek.To tylko jeden z wielu
                przykładów uczciwości naszych przyjaciół.Resztę wypocin przemilczę bo cóż tu
                komentować.Pani się sama poniża takim tekstem.Dodam jedynie że działalność
                niektórych wpływowych osób pochodzenia żydoiwskiego sama napędza
                antysemityzm,tak jakby im na tym właśnie zależało ,by móc nas póżniej oczerniać
                przed światem,tylko za co pytam? za co ? za to że wiele rodzin polskich oddało
                życie ratując ich z hekatomby hitlerowskiej? nie oczekuję odpowiedzi,to pytanie
                zadaje sam sobie.
      • helenka17 Powiązanie żarliwego katolicyzmu z antysemityzmem 13.04.06, 13:24
        ?? Co powiesz Człowieku z północy?

        To chyba jakieś nieporozumienie. Chrześcijaństwo, którego częścią katolicyzm
        pozostaje zabrania swoim wyznawcom takich świństw jak antysemityzm.
        Dlatego Twoje enuncjacje muszę uznać za atak na Święty Kościół Katolicki. To
        jest przecież całkowicie wykluczone, bu zbiorowość kierująca się w swoich
        poczynianiach dekalogiem robiła takie rzeczy, jak akty antysemityzmu.
        Społecznośc katolicka kieruje się przecież cała - bez wyjątku - przykazaniami
        miłości, z których pierwsze poświęcone jest miłości do Pana Boga, a drugie - do
        bliźniego, którego to bliźniego nakazuje miłować "...jak siebie samego".
        Najlepszym przykładem są przecież polscy księża, wśród których nie znajdzie się
        ani jednego antysemity. Mogą oni brać przykład ze zmarłego niedawno
        Papieża-Polaka, który sam udał się (pierwszy raz w historii Kościoła) do
        rzymskiej synagogi, w której spotkał się z żydowską społecznością Rzymu, a w
        swoich czasach studenckich osobiście przeciwstawiał się aktom antysemityzmu na
        Uniwersytecie Jagiellońskim.

        Nieprawdaż?

        H.
            • Gość: zeev Re: Co to znaczy "najbardziej"? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.05.06, 09:09
              Zdecydowanie najwyższe wskaźniki praktyk religijnych odnotowujemy w
              województwach południowych: podkarpackim i małopolskim, w których ponad cztery
              piąte ludności systematycznie uczestniczy w praktykach religijnych, a tylko
              jedna dziesiąta deklaruje, że nie bierze w nich udziału. Drugą grupę pod
              względem częstości uczestnictwa w praktykach religijnych tworzą województwa:
              opolskie, lubelskie, świętokrzyskie, wielkopolskie, pomorskie i podlaskie, w
              których do systematycznych praktyk przyznaje się średnio niemal dwie trzecie
              ludności, jedna piąta zaś nie bierze w nich udziału. Wyraźnie mniej
              zaangażowani w praktyki religijne są mieszkańcy województw: śląskiego, kujawsko-
              pomorskiego, warmińsko-mazurskiego, dolnośląskiego, mazowieckiego i lubuskiego,
              gdzie ponad połowę mieszkańców stanowią gorliwi katolicy, lecz prawie jedna
              trzecia deklaruje co najwyżej sporadyczne kontakty z Kościołem. Zdecydowanie
              najniższy poziom praktyk religijnych obserwujemy natomiast w województwach:
              zachodniopomorskim i łódzkim, w których systematycznie praktykuje jedynie dwie
              piąte mieszkańców, tyle samo przyznaje się do sporadycznych praktyk lub
              nieuczestniczenia w nich w ogóle. W tych dwóch województwach o połowę mniej
              osób niż w regionie o najwyższej religijności (podkarpackie i małopolskie) jest
              zaangażowanych w praktyki religijne, a zarazem czterokrotnie więcej w ogóle nie
              praktykuje lub czyni to jedynie "od wielkiego święta".

              Poziom religijności mieszkańców poszczególnych województw wiąże się z odsetkiem
              ludności wiejskiej zamieszkującej te tereny. Można więc uznać, że to
              specyficzna dla tradycyjnej wsi kultura, typ więzi społecznej sprzyjają
              religijności ludzi, co szczególnie widoczne jest w województwach podkarpackim i
              małopolskim. Religijność mieszkańców południowo-wschodniej Polski
              współkształtowana jest jednak także przez dzieje, tradycję i kulturę tego
              regionu. Oddziaływanie historyczno-kulturowych czynników widoczne jest również
              na przykładzie mieszkańców województwa śląskiego, którzy są bardziej religijni
              (58% systematycznie praktykujących) niż mieszkańcy województwa łódzkiego
              (odpowiednio 38%), mimo że w ostatnim z wymienionych jest dwa razy więcej
              ludności wiejskiej niż na Śląsku (37% wobec 18%). Różnicę tę można wytłumaczyć
              lokalnymi tradycjami i kulturą, w tym silnym przywiązaniem do tradycji
              religijnych na Górnym Śląsku oraz znacznie słabszym w tradycyjnie "czerwonej"
              Łodzi. Znaczące różnice w poziomie religijności obserwujemy też między
              województwami: pomorskim (60%) oraz zachodnopomorskim (42%), chociaż odsetki
              ludności wiejskiej na tych terenach są zbliżone (odpowiednio: 26% oraz 28%). W
              tym przypadku o różnicach religijności w obu województwach może decydować m.
              in. odmienny charakter społeczności wiejskiej - w pomorskim bardziej
              tradycyjnej, w zachodniopomorskim w większym stopniu popegeerowskiej, bez
              tradycji, kultury, o osłabionych więziach społecznych m. in. z powodu wysokiego
              bezrobocia i związanej z nim patologii życia. Podobnie można tłumaczyć różnice
              w religijności mieszkańców województw: opolskiego i wielkopolskiego, z jednej
              strony, oraz warmińsko-mazurskiego z drugiej (odpowiednio: 73% i 62% oraz 50%).
              W tych województwach odsetki ludności wiejskiej są zbliżone (odpowiednio: 43%,
              41%, 42%), z tym że w opolskim i wielkopolskim społeczność wiejska jest
              tradycyjna, w warmińsko-mazurskim zaś przeważa popegeerowska. Warto dodać, że
              odnotowujemy także odwrotną sytuację - kiedy poziom religijności jest zbliżony,
              mimo że odsetki ludności wiejskiej znacznie się różnią.

              Widać więc, że do wyjaśnienia podobieństw i różnic w religijności mieszkańców
              poszczególnych województw nie wystarczy znajomość odsetka ludności wiejskiej,
              lecz konieczna jest również wiedza o tym, jakiego typu jest to społeczność
              wiejska - tradycyjna czy popegeerowska. Niezbędna jest także znajomość
              historii, tradycji i kultury poszczególnych regionów kraju, one bowiem również
              tłumaczą poziom uczestnictwa w praktykach religijnych.

              www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2001/KOM053/KOM053.HTM
              • maxxman Do zeeva 01.05.06, 16:11
                Nazywanie Lodzi "tradycyjnie czerwona" jest stereotypem i wielkim bledem w
                postrzeganiu mieszkancow tamtego miasta. Najlepszym przykladem jest obecny
                prezydent Lodzi, bynajmniej nie "czerwony", i mowi sie ze w nadchodzacych
                wyborach nie ma z nim szans nikt.

                maxxman
              • helenka17 Cytat wyglada na rzetelny 08.05.06, 19:21
                ale nie wskazuje związków z antysemityzmem. A taką właśnie tezę poddaję w
                wątpliwość. Ponadto powody religijności wyglądają na pobieżnie wnioskowane BTW
                H.

                PS: historia obfitości powołań koniecznie powinna być uzupełniona o badania
                motywów powołania. A to nie wygląda tak różowo.
                Często fajna posada. I tyle.
            • Gość: zeev Re: Co to znaczy "najbardziej"? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.05.06, 09:10
              Sama "geografia powołań" jest trudna do zinterpretowania. Najwięcej kleryków w
              Polsce pochodzi z obszarów rolniczych, zamieszkałych przez rodziny od pokoleń
              związanych z regionem, nie dotkniętych powojenną migracją i wypędzeniami. Od 10
              lat krajową "rekordzistką" jest diecezja tarnowska. W tarnowskim seminarium
              kształci się 298 kleryków, co jest ewenementem na skalę europejską. Bardzo
              liczne powołania mają archidiecezje katowicka, krakowska, przemyska i
              lubelska.Bp tarnowski Wiktor Skworc wśród czynników sprzyjających wyborowi
              kapłaństwa wymienia budownictwo rodzinne. Wyjaśnia, że diecezja tarnowska jest
              jedną z najmniej "ublokowionych" regionów w kraju. Ludzie mieszkają w domach
              jednorodzinnych, rodziny są wielopokoleniowe, co sprzyja przekazowi tradycji.
              Jednak od kilku lat właśnie w jego diecezji najwięcej powołań pochodzi z
              blokowisk Mielca

              ekai.pl/serwis/?MID=2091
    • Gość: taaa Re: Czym jest Kraków, kim są krakowianie? IP: *.net.autocom.pl 13.04.06, 12:14
      a ja się urodziłam w Kraku, żyje tu jakiś czas i nudzi mi się tu - ale może
      dlatego, że nie lubię przebywać ciągle w jednym i tym samym miejscu - pora się
      gdzieś wynieść - za to Ci, którzy są przyjezdnymi pewnie będą mieli się czym
      zachwycać - dla mnie te wszystkie zabytki i atrakcje są już "objechane", więc
      mnie to nie fascynuje...
    • Gość: Lubelska Kraków jest miastem a Krakowianie jego mieszkańcam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.06, 20:02
      Jasne? O co się tu wykłócać. Dzielą się jeszcze na mniejsze plemiona i
      podplemiona: na Staromieszczan (Łobzowian, Kazimierzan i Podgórzan), Krowodrzan,
      Nowohutczan (tutaj Osiedlosłoneczczan czy Złotojesienian bądź Skarpian),
      Bronowiczan i Kurdwanowian.
      Widzicie jak dużo wiem o waszym mieście? A co wy możecie powiedzieć o innych
      miastach Polski???
    • lady.k Re: Czym jest Kraków, kim są krakowianie? 14.04.06, 20:47
      zależy od którego momentu w historii rozpatrujesz tą specyfikę Krakowa....Dla
      mnie, rodowitej Krakuski, największe piętno (i to całkiem pozytywne) na to,
      jaka tu jest teraz specyfika odcisnął zabór austriacki i panowanie Franciszka
      Józefa. Kraków był wtedy mały, zgniły, to fakt ale coś się ruszyło. Do Wiednia
      jeździło się jak do siebie, pozostała do dziś fantastyczna kuchnia, mnóstwo
      kawiarni i ten styl "niespieszący się". Byliśmy zaledwie miastkiem na mapie
      Austro-Węgier ale w pełni czuliśmy, że żyjemy w lepszym świecie niż ten np. z
      Kongresówki. Świetnie czuję się np. w Bratysławie czy Budapeszcie a wyjazd do
      Warszawy to jest jak za granicę i nie dlatego, że nie lubię tego miasta tylko
      dlatego, że inaczej postrzegają oni świat, życie biegnie inaczej. Krakus rasowy
      na co dzień namiętnie tytułuje, przechadza się, kogo trzeba spotka na Rynku,
      wpada do kawiarni aby tam BYĆ (picie kawy to dodatek). w Krakowie który co
      prawda rozrasta się i mieszkańców przybywa ci, którzy maja się znać, znają się
      bo tak naprawdę ten prawdziwy Kraków jest mały. Krakowianin używa specyficznego
      słownictwa wcale nie po to, by zaszpanować tylko dlatego, że taki wpływ miały
      Austro-Węgry. Denerwujące przyjezdnych zdrobnienia usłyszysz także w wydaniu
      austriackim języka niemieckiego.
      Co dla mnie Kraków znaczy:
      -do 6 roku życia mieszkałam w obrębie Plant więc mam to wryte w pamięć-spacery
      po Plantach, klomby, trasa koło fontanny, akademii dla kleryków, rynek,
      kupowanie drewnianej laleczki w Sukiennicach prawie zawsze
      -w okresie świątecznym bożo-narodzeniowym odwiedzanie wszystkich staromiejskich
      kościołów i oglądanie szopek, teraz dopiero wiem, jak dzięki temu nauczyłam się
      historii sztuki patrząc na te stare mury
      -koktajl u Czarodzieja na Karmelickiej zawsze w plastikowym kubeczku i zawsze
      na kefirze
      -zakupy na Kleparzu i twaróg od "baby ze Mszany"
      -lody na Starowiślnej
      -Wawel o każdej porze roku, siedzienie na Dziedzińcu, patrzenie na te balkony,
      kto tam kiedyś chodził
      -ulubiona trasa Kanoniczą i szukanie rzeźbionych kapeluszy kardynalskich na
      portalach
      -przechodzenie ul. Jana i zawsze ktoś machał z Rio
      -z Vis-a-vis też ktoś zawsze coś krzyknął do rodziców
      -chęć zobaczenia zmarłych polskich królów którzy podobno raz w roku spacerują
      po Wzgórzu, jak ja chciałam znac ten dzień
      -paniczny strach przed Czarną Damą z Krzemionek:-)
      -takiż strach przed głowami z Sali Poselskiej:-)
      -starch przed Lajkonikiem, ależ on umiał przywalić
      -hejnalista-ale ja się cieszyłam kiedy można było zwiedzać wieżę!!
      -karmienie gołębi bo wierzyłam, że to zaklęci rycerze księcia Probusa (teraz
      gonię kijem z balkonu:-))
      -ciastka u Cichowskich i pieczone jabłka u Michalskich
      -kupowanie "na borg" np. "sztolwerków" aby załagodzić "rajzefiber" od którego
      można dostać "heksenszus" i marzyć o wyjściu "na pole"
      -stukot tramwaju i te szybko zamykające się drzwi
      -5 rano wiosną-wtedy Kraków pachnie tak jak nic na świecie, powietrze jest
      wilgotne, wszystko zamglone
      -uwielbiałam przechodzić Bramą Floriańską wieczorem bo myślałam sobie, że w XV
      wieku o tej porze nie miałabym szans
      -i zawsze to myślenie-po tym ktoś przede mną chodził, ktoś tego dotykał, ktoś
      sie na to patrzył...bo tu wszystko ma historię tą oficjalną z książek i tą
      małą, którą każdy sam sobie tworzy.

      Pozdrawiam i gratuluję wyboru tematu parcy.