Dodaj do ulubionych

Ostrzegam!- beznadziejny weterynarz na Centralnej

23.08.08, 21:48
Właśnie wróciłam z urlopu i dowiedziałam się, że ukochany kot mojej mamy i
ulubieniec całej rodziny nie żyje. jestem tak zszokowana, że nie mogę się
pozbierać. Przed moim wyjazdem Bonifacy był zupełnie zdrowy.
Otóż moja mama zauważyła u Kotka jakieś charczenie w nosku. Udała się do
weterynarza na Centralną- przyjmował Bakowski. Kot był coraz słabszy, nie miał
apetytu, ciężko oddychał. Doktor zaaplikował 4 zastrzyki i zmierzył
temperaturę. Stwierdził, że to nic poważnego. Powiększone węzły, niewielka
gorączka. Mama i moja siostra, która jej towarzyszyła, miały przywieźć
Bonifacego do kontroli za dwa dni. Diagnoza wydała się wiarygodna, gdyż kiciuś
rzeczywiście dla nas, laików, wyglądał na przeziębionego. W domu jednak
okazało się, że ze zwierzątkiem jest coraz gorzej. Coraz ciężej oddycha,
słabnie z godziny na godzinę. Mama udała się więc z kotem na Centralną
ponownie tego samego dnia wieczorem. Doktor potraktował nas oschle. Rzucił
tylko okiem na kota i stwierdził, że leki przecież nie zaczęły jeszcze
działać. Nie zważał na to, co się do niego mówi: że kotu znacznie się
pogorszyło i ledwie oddycha. Odesłał mamę z kwitkiem i kazał wrócić za dwa
dni, jak zadecydował wcześniej i nawet nie zbadał cierpiącego zwierzątka.
Boniu cierpiał całą noc. Dusił się, łapał powietrze jak ryba, nie potrafił już
załatwić potrzeb fizjologicznych w kuwecie tylko siusiał pod siebie… A
lekarstwa doktora Bakowskiego nie zaczynały działać... Następnego dnia mama
znów pojechała na Centralną. Wciąż ufała Bakowskiemu...
Tym razem lekarz zauważył, że zwierzę jest w bardzo złym stanie. Stwierdził,
że infekcja poszła dalej i zaaplikował Bonifacemu kolejne 4 zastrzyki.
Asystująca mu młoda lekarka nieśmiało zauważyła, że kot ma chyba wodę w
płucach... Lekarz wbił więc kotu wielką igłę w okolicę płuc i ściągnął płyn.
Ten zabieg sprawił, że prawie nieprzytomny kot dostał spazmów, zaczął się
rzucać, skakać, wyć... Mama i siostra próbowały ingerować, mówiąc, żeby może
go zbadać, prześwietlić, zastosować jakieś inne leczenie, skoro to nie
skutkuje... Zostały jednak zbyte, potraktowane z ironią, bo przecież się nie
znają. Miały wziąć kota i iść. Tymczasem Bonifacy po zabiegach zastosowanych
przez Bakowskiego wpadał w agonię- z wielkim trudem łapał oddech, krztusił
się. Mama i siostra błagały o pomoc, ale lekarz kazał im opuścić gabinet.
Udało się kota donieść do samochodu, w którym po kilku minutach straszliwych
cierpień, spazmów i nie dającego się opisać płaczu umierającego kota nasz
przyjaciel odszedł... Jednak jeszcze zanim nadszedł koniec, gdy mama tuliła
rzężące ciałko, siostra wróciła do kliniki po lekarza. Powiedziałam, że musi
przyjść do kota, do auta, bo my Go już żywego nie doniesiemy do gabinetu.
Lekarz, owszem, przyszedł (akurat stał przed wejściem do kliniki) i oschłym
głosem zapytał, czy kot zdechł. Rzeczywiście, kotek już nie żył. Lekarz wziął
go wtedy jak worek i zabrał do gabinetu. Mama i siostra były w takim szoku i
rozpaczy, że nie potrafiły reagować. Lekarz zrobił szybką sekcję zwłok i
oznajmił, że i tak nic nie mógł zrobić, bo kot miał nowotwór płuc i tyle.
Siostra zadała jeszcze przez łzy pytanie, dlaczego więc nie postawił
prawdziwej diagnozy wczoraj, dlaczego nie zbadał kota, nie prześwietlił, ale
nie usłyszała odpowiedzi… Ciałko Bonifacego zostało w lecznicy... Zadaję sobie
pytanie- czy kot rzeczywiście miał raka? Czy też może źle leczona infekcja i
zupełny brak zainteresowania cierpieniem Bonifacego doprowadziły do Jego
śmierci? Tak żałuję, że mnie nie było w Krakowie, bo już po pierwszej, tak
nieskutecznej wizycie na Centralnej wzięłabym kota do innego lekarza...
Niestety, my już nic nie możemy zrobić, ale bardzo pragniemy przestrzec innych
przed taką tragedią, jaka spotkała naszą rodzinę...
Edytor zaawansowany
  • weronka77 23.08.08, 21:59
    Czemu ciałko kota zostało w lecznicy? Po co im ono? Przecież
    właściciel może chcieć kota pochować? nikt Was nie pytał o zdanie?
    --
    www.youtube.com/watch?v=RoidjHh1W2w&feature=related
  • zazulik 23.08.08, 22:38
    Mnie, niestety, nie było- za błędy sugerujące moją obecność przepraszam, ale
    jestem w totalnej rozpaczy- a mama i siostra są ciągle w takim szoku, że
    zupełnie bezmyślnie zostawiły ciałko kota w lecznicy. Ja ciągle nie mogę
    uwierzyć w to, co się stało...
  • Gość: zrozpaczona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.12.08, 14:06
    Otoż też mam taką samą sytuację .. Mój pies złamał nogę weterynarz
    na centralnej powiedzial ze bedzie chodzil .. i myslalam ze tak
    bedzie.Miał operacje .. wstawili mu śrubę w kośc i mielismy
    przyjezdzec na zmiane opatrunku i antybiotyki.Była tam taka młoda
    kobieta,ktora ten opatrunek musiala zmienic.Otóż robiła to byle
    jak .. pies był strasznie zdenerwowany a ona ze nic mu nie jest. Po
    kilku dniach okazało sie ze pies ma martwice skory;/ To nie wszystko
    gdy weterynarz to zszył mówil ze juz sie wszystko pieknie goi. Dzis
    okazało sie ze pies nie bedzie mial nogi .. Nie dosc ze brali za
    kazda wizyte pieniadze to jeszze moj pies cierpi bo niebedzie miał
    nogi .. Równiez ostrzegam !
  • klaczkafiglaczka 24.08.08, 10:17
    Na początek - strasznie, strasznie mi przykro, że Bonifacy odchodził w bólu, nie ma nic gorszego jak momenty, w których nie można pomóc swojemu ukochanemu przyjacielowi.
    Ale muszę dać tu kilka słów wyjaśnienia (nie pracuję na Centralnej, aczkolwiek uważam że właśnie tam są świetni diagnostycy i sprzęt oraz opieka wet.; konsultujemy tam pacjentów i korzystamy z ich diagnostyki w trudnych przypadkach).
    Sprawa pierwsza - mój własny pies odszedł w ciągu dwóch dni na wyjątkowo złośliwy nowotwór DAJĄCY OBJAWY PRZEZIĘBIENIA w późnym stadium, a wcześniej nic nie wskazywało na to, by coś się działo. Sama teraz choruję na raka i przez dwa lata (!) mimo badań krwi itp. nikt u mnie nie wykrył pewnego chłoniaka, z którym teraz walczę. Nowotwory są często nietypowoobjawowe i po świńsku podszywają się objawowo np.pod alergię, zmęczenie, zapalenie wyrostka czy starość...
    Wyjaśnienie drugie: tylko w Krakowie panuje nieopisany bałagan sanitarno-epidemiologiczny, dzięki któremu lekarz wydaje zwłoki zwierzęcia właścicielowi. Przepisy mówią wyraźnie, że MUSZĄ one podlegać przepisowej utylizacji, weterynarz musi mieć umowę z firmą zajmującą się utylizacją odpadów medycznych i zwłok; na życzenie właściciela, po cichutku wydaje się nieboszczyka do pochówku, w takich miastach jak Warszawa czy Gdańsk jest bardzo restrykcyjnie, przyjeżdża po zwłoki specjalna firma i wszystko się rozlicza w oparciu o dokum. medyczne (w Krakowie jeszcze nie ma tak ostrych kontroli); jeśli właściciel chce pochować czworonoga we własnym zakresie, powinien przekazać przy wydaniu zwłok dokument z legalnego miejsca pochówku - cmentarz zwierzęcy lub odpowiednie krematorium.
    Oczywiście, wszystko w imię przepisów sanitarnych a nie wymysłów weterynarza, któremu wygodniej wydać zwłoki niż kolekcjonować je w chłodni do czasu odbioru przez służby. Na szczęście - powiadam - Kraków jest jeszcze pod tym względem luzacki, lecz obawiam się, że to kwestia czasu.
    I sprawa trzecia - kiedy na naszym stole operacyjnym odszedł młody pies, bo nagle przestało mu bić serce (a był przebadany i zdrowy, najprawdopodobniej miał złą reakcję na preparat anestezjologiczny), długo nie mogłam się pozbierać ja, a kolega chirurg kilka dni w ogóle nie operował. To nie jest tak, że śmierć pacjenta to rutyna. Nigdy nią nie będzie, a co powiedzieć właścicielowi w takich chwilach? Że nie umiało się już pomóc? Że za późno? Że nie udało się? Żeby usłyszeć, że lekarz z ciebie jak z koziej d... trąba czy jakieś pogróżki? Lepiej by z obu stron padło niewiele słów w obliczu śmierci, która ZAWSZE JEST TRAGEDIĄ.
    Kochani, ktoś kiedyś powiedział: ciężka choroba jest grą ze Śmiercią w kości. Wynik leczenia, czy ratowania życia nigdy nie jest w 100% przewidywalny. Zwłaszcza u zwierzęcia, którego diagnostyka jest taka, jak u niemowlęcia, bo nie powie co boli i gdzie...

    --
    >>Cóż - sława, życie jest raz jak zabawa, a raz jak paskudna gra<<
  • sp.kot.bonifacy 24.12.08, 20:18
    przeżyję
  • setip1 24.12.08, 22:41
    Rozumiem i współczuję. Parę lat temu nasz ukochany (dotąd jedyny) pies odszedł na moich rękach w miesiąc po operacji przeprowadzonej przez tego samego "lekarza".
    Może tak miało być, trudno.
    Ale chodzi mi o coś innego, co zauważyłem też w opisywanym przypadku.
    Niesamowitą oschłość (oględnie powiedziane) pracowników tej "kliniki" w stosunku do właścicieli zwierząt w takich sytuacjach. Nie wiem czy to tzw. rutyna czy zwyczajny brak podstawowych zasad kultury. Czy ci "weterynarze" naprawdę nie rozumieją jakie uczucia żywią ludzie do swoich "Braci mniejszych" ?
    Niestety, podobne zachowania obserwowałem u lekarzy w stosunku do "ludzkich" pacjentów, słynne określenie pacjenta per "kawał mięsa".
    Pozostaje tylko zawołać: Medice, cura te ipsum !
  • klaczkafiglaczka 25.12.08, 13:46
    Tak, po pierwsze - nie szkodzić. Ta dewiza zawsze powinna przyświecać ludzkim i "nieludzkim" doktorom. Zdarza się, że lekarz postawi złą diagnozę, zdarza się, że popełni błąd. Ważne, aby umiał z tego wyciągnąć wniosek na przyszłość. Dla swojego i pacjentów dobra...
    Macie rację: lecząc zwierzę, pomaga się człowiekowi i trzeba o tym pamiętać. Spróbujcie jednak zrozumieć, że śmierć pacjenta to trudne przeżycie dla lekarza. Żadne słowa nie są tymi, które brzmią właściwie i precyzyjnie oddają to, co by chciało się powiedzieć. Ostatnio operowaliśmy sześć godzin sukę z ropomaciczem, pacjentkę przywiezioną do nas o kilka dni za późno. Odeszła o świcie, bo nerki nie dały rady oczyścić organizmu z toksyn. Nam przykro, właścicielom też, dzień Wigilii do tego. Co powiedzieć? Że pies był stary? Że gdyby wcześniej?... Po co, jaki sens takich rozmów? Zgadzam się - lekarz, ludzki czy nieludzki, powinien zrobić co w jego mocy, wyjaśnić właścicielowi stan zwierzaka i jeśli się przegra ze śmiercią, podejść i powiedzieć, że niestety, ale pupil odszedł, że się zrobiło wszystko. Zapewnić o tym. Ale co więcej? Lekarz nie jest Bogiem i cudotwórcą, choć często chciałby zdziałać cuda.
    A tak na koniec: często właściciele zwierząt winią weterynarza chcąc poczuć się lepiej na sumieniu. Nie idzie się do lekarza, gdy coś się zaczyna dziać. Dopiero jak nie skutkują domowe sposoby i leki z apteczki, biegunka wyniszcza od kilku dni, trafia się do doktora. Albo nawet jeszcze nie, bo wpierw się dzwoni, czy rzeczywiście trzeba pójść... Często opadają mi ręce z tego powodu, bo zwierzak jest w takim stanie, że zamiast go leczyć kilka dni, trzeba długiej i kosztownej terapii, walki o nerki, serce, żołądek. Nie ma tygodnia, żeby ktoś nie próbował ludzkich leków na psie czy kocie i potem nie dość, że leczy się z choroby, to jeszcze z zatrucia lekowego lub krwotoku wewnętrznego (po APAP, Ibupromie, aspirynie chociażby). I czasem człek by zdrowo ochrzanił takiego domowego uzdrowiciela, ale spokojnie i uprzejmie wyjaśnia mu to i owo... ten spokój jest potrzebny w wielu sytuacjach. Może więc popatrzmy na zawód weterynarza jak na inne? Niełatwy, odpowiedzialny i choć pracują w nim różni ludzie, to jednak gdyby nie lubili zwierząt, pewnie nie pracowaliby w tym fachu. Szklarz czy ślusarz - rzemieślnik bez 6 lat studiów medycznych - zarabia więcej od niejednego weta, co ostatnio stwierdziłam, przeglądając faktury :)
    --
    >>Cóż - sława, życie jest raz jak zabawa, a raz jak paskudna gra<<
  • hanka12345 25.12.08, 20:28
    Nie wiem w której lecznicy pracujesz, ale napewno masz serce do
    zwierząt. Ja z racji pracy w stowarzyszeniu " zwierzęcym" i jako
    szczęśliwa posiadaczka zwierząt w domu, zwiedziłam wiele gabinetów i
    lecznic weterynaryjnych. Wiem niestety , że czasem lekarz wet. nie
    lubi zwierząt. Nawet czasem boi się pacjenta. Znam też takich,
    którzy mają prawdziwy dar. zwierzęta nawet bardzo chore i
    przestraszne ufają im.Opinie na forum o lecznicy na Centralnej
    niestety potwierdzają fakt, że p. Bakowski bardzo zmienił się na
    niekorzyść.Zupełnie inaczej traktował pacjentów, gdy miał skromny
    gabinet na ul. Parkowej. Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt też
    korzystało z usług, diagnoz w/w, ale od pewnego czasu odstąpiło od
    kontaktów z tą lecznicą. Inną sprawą jest pochówek ukochanego
    zwierzęcia. Od lat są próby stworzenia w Krakowie cmentrza dla
    zwierząt, ale przez bezduszność urzędników i zacofanie
    ludzi /protesty / cmentarza takiego nie ma w tak dużym mieście jak
    Kraków.Jak to wszystko wygląda zagranicą wiemy,chociażby cmentarz
    dla zwierzaków w Nowym Jorku / reportaż p. Pawluśkiewicza w
    Przekroju/.
  • kazior5 29.12.08, 14:14
    Idzie czas gdzie wszyscy oczekują w nadchodzącym nowym okresie zmian
    i to zmian na lepsze. Mam cichą nadzieję, że i na ul. Centralnej
    nadziejdzie czas refleksji i przemyślenia, krytyka jest potrzebna
    gdy wpada się w zachwyt nad samym sobą a należy pamiętać o otwarciu
    na ludzi a nie lekceważącym zachowaniu.

    Nie patrz moja droga na faktury i marne zarobki to nie 6 lat studiów
    czyni z Ciebie mistrza a co najmniej 20 lat praktyki o ile nie
    zamienisz swej pracy w "zdobywanie pieniędzy" - nikt zapewne nie
    bronił Ci zostać rzemieślnikiem on też po okresie nauki może
    krótszym bez wielu lat praktyki nie będzie mistrzem w zawodzie.

    Prowadzę serwis o zwierzętach oraz forum, jest prawdą Kraków to nie
    tylko brak miejsc na pochówki ale i pustynia pod względem leczenia
    zajęczaków a z postów tego forum widzę, że i inne zwierzaki mają tu
    nie za wielu niosącym im właściwą pomoc wetów.

    Ostatnio leczony w grodzie Kraka kot na "koci katar" po 4 m-cach bez
    poprawy i na wyraźną sugestię opiekuna o badania laboratoryjne
    uzyskał wynik GRONKOWIEC - wet był bardzo zaskoczony - wynika z tego
    iż rutyna też nie jest najlepszym miernikiem wiedzy, a przecież
    badania diagnistyczne to podstawa i tego brakuje również w opisie
    piszącej ten post o swoim kocie a więc wynik mamy prosty - bijemy
    kasę a leczymy jak nam się uda.

    Wszystkiego Dobrego Życzę wszystkim Opiekunom swych pupili w Nowym
    Roku oraz jak najmniej wizyt w gabinetach.

    KazioR

  • szuwary4 29.12.08, 19:33
    Nie w Arce ,ale w lecznicy którą mam bliżej, lekarz zasgerował
    natychmiatowe uśpienie czterotygodniwej koteczki. U małej zaczynała
    się jakaś zapewne wirusowa choroba neurologiczna, bo nie mogła
    utrzymać sie na łapkach , przewracała i przeraźliwie miauczała z
    bólu. Zaprotestowałam i poradziłam podać jej duflajte (nie wiem jak
    to sie pisze) kroplówkę i bajpamun (jeszcze był w uzyciu). Lekarz
    zrobił jak zasugerowałam, bóle i przewracanie się trwały jeszcze
    dwie godziny a potem wszystko zaczęło ustępować i około czterech
    godzin potem, kotka normalnie zaczęła chodzić i po raz pierwszy w
    życiu zjadła nie mamy mleko, ale spodeczek ryby. Kurację tę
    powtórzłam przez trzy dni Zyła jeszcze cztery lata i zapewne
    pozyłaby dłużej bo była zdrowa, ale wpadła pod samochód. Bardzo
    byłam wdzięczna doktorowi, ze nie mając samemu pomysłu na leczenie,
    przynajmniej mnie posłuchał.
  • przejezdny 29.12.08, 20:18
    który zabił kota?Może udałoby się odnaleść kierowcę?
  • zolinkaa 30.12.08, 19:38
    od kiedy P.Asia i P.Sylwia odeszły nie ma po co chodzić na centralną. Został tylko dr bakowski, który do tej pory wyręczał się P. Asią i P. Sylwią a teraz został sam z jakimiś dziewczątkami praktykantkami.
    My jezdzimy z naszym psem teraz pól krakowa (mieszkamy tuż przy centralnej) przy plac imbranowski właśnie do lekarek które wcześniej były na centralnej. Bo są cudownymi osobami i świetnymi fachowcami, którym co najważniejsze można zaufać.

    co do dr bakowskiego to powiem tylko tyle że kiedy jeszcze jezdziliśmy na centralną (na dyżurze był bakowski) też olał nas zupełnie i psu słaniającemu się na nogach z dziwnie zaczerwienioną skóra nie podał nic twierdząc że przesadzamy bo "każdy może mieć zły dzień". Wydaje mi się że temu dr przestało się już chcieć leczyć bo kiedyś był ponoć wspaniałym lekarzem.
  • dobranocka1 30.12.08, 19:54
    To nie pierwsze przypadki, że z tej lecznicy odchodzą świetni
    specjaliści. Kiedyś też tam leczyłam psy. Chodziłam jednak do jego
    pracowników: Darka Kobiałki, który teraz ma lecznicę na Woli
    Duchackiej i Mirka Małysa z ulicy Kobierzyńskiej. Obaj kompetentni,
    świetni fachowcy z super podejściem do zwierzaków. Obu pozdrawiam
    serdecznie!
  • amii2 30.12.08, 20:07
    Tak właśnie myślę na temat fachowców, także niektóych lekarzy weterynarii. W pewnym momencie osiadają na laurach i jadą na renomie. Handlują zamiast leczyć - przedłużają w nieskończoność cykl wizyt, naciągają na kolejne a zbędne USG, RTG, bo to miły i łatwy pieniądz. Zwierzak w ciężkim stanie trafia w końcu do innego doktora, który nie może już skutecznie pomóc, np. zoperować efektywnie, z mniejszym zagrożeniem życia. Są lekarze, którzy wolą raz uśpić za stówkę niż leczyć. To szybko zarabiane pieniądze. Jedno jest pewne - jak mi fachowiec nawala i np. ewidentnie naciąga na coś lub jest olewaczem, nie pozwolę mu naprawić drugi raz mojego kompa czy wyleczyć psa. Oczywiście, ten się nie myli, co nic nie robi, ale w wielu przypadkach błąd jest czymś innym od zawodowego partactwa.
    --
    "Wolę napis WSTĘP WZBRONIONY aniżeli WYJŚCIA NIE MA"
  • kla-ra 01.01.09, 17:00
    Rowniez korzystalam z lecznicy przy centralnej.Mojego pieska leczyl
    dr Malys - wspanialy lekarz.Po Jego odejsciu z centralnej bylam
    niezadowolona z lecznicy.Dostalam adres Malysa na
    Kobierzynskiej,dlugie lata leczyl naszego pupila.Nasz piesek w
    pazdzierniku odszedl.Dr Malysa serdecznie pozdrawiam i
    potwierdzam,swietny fachowiec,z super podejsciem do zwierzat.
  • kamikaze80 10.01.09, 19:06
    Witam , bardzo proszę o namiary na p.Sylwie, która pracowała na
    Centralnej
  • zolinkaa 11.01.09, 11:54
    Pani Sylwia Bilska razem z Panią Joanna Helak przyjmują przy ulicy Szafirowej 8,
    tel (12) 3571958 oraz 792471839
    maxvet.com.pl/
    :)
  • agiwdajak 13.01.09, 20:26
    Cos podobnego az mi sie wierzyc nie chce co tu wypisujecie o Centralnej Tez tam
    jezdze od czasu do czasu z moim psem i nigdy nic takiego nie odczułam o
    lekarzach weterynarzach Teraz mam mieszane uczucia i bede sie bała tam pojechać
    zeby mi nie uśmiercili psa Na dokładke dostałam małego kotka i tez trzeba
    odwiedzać lekarza STRACH Pozdrawiam
  • szuwary4 14.01.09, 10:16
    Rozumiem Twój strach. Problem zawsze jest największy nie wtedy,
    kiedy lekarz czy weterynarz coś zawala permanentnie, bo się
    przestaje u niego leczyć, ale kiedy od czasu do czasu zdarza mu się
    taki kwiatek jak wyżej opisany, bo nie wiesz czy czasem na ciebie
    nie padnie, że akurat tego dnia nie będzie mu się chciało starać...
    Na szczęście lecznic weterynaryjnych trochę w tym miescie
    jest...Pozdrawiam
  • agiwdajak 14.01.09, 12:53
    Zgadza sie ale ja naprawde miałam do nich na Centralnej zaufanie a teraz??
  • klaczkafiglaczka 14.01.09, 14:03
    Nie dajmy się zwariować! Jeśli masz dobre zdanie o swoim wecie, idź do niego. Zmień natychmiast, gdy masz zastrzeżenia. Ja np. mam zaufanie do Centralnej, jeśli chodzi o diagnostykę USG/RTG, mają dobre aparaty i umieją dobrze opisać fotki. Póki nie mamy swojego sprzętu, właśnie tam proponujemy iść naszym klientom-pacjentom. Niemal co dnia słyszę od ludzi, że ten lekarz jest do kitu, a zaraz potem od innego klienta, że ten sam jest okej. A prawda jest taka, że ten się nie myli, co nic nie robi :) Fakt, że sporo wetów w Krakowie nie zachowuje staranności zawodowej i nie doskonali się zawodowo, żeby być na bieżąco z nowinkami, lepiej leczyć. Wolą skupić się na spektakularnym wrażeniu na kliencie, nie zaś na faktycznym, sumiennym leczeniu opartym np. na zasadzie - nie wiesz, skonsultuj z doświadczonym kolegą, nie eksperymentuj...
    Tak więc - jak przy kupowaniu w promocji, braniu kredytu, wykupywaniu wczasów - przy leczeniu zwierzaka trzeba zachować rozsądną czujność (nie podejrzliwość, ale uwagę). Pocieszę cię, że tak samo jest za granicą, tyle że np. w USA czy UK są ubezpieczenia dla zwierząt i jest to zabezpieczenie finansowe, mobilizuje to do lepszej pracy lecznice i producentów karm do utrzymania dobrej, bezpiecznej jakości pożywienia. Może i u nas to się pojawi z czasem. Pozdrawiam.
    --
    >>Cóż - sława, życie jest raz jak zabawa, a raz jak paskudna gra<<
  • agat96 20.01.09, 11:08
    poprostu SZOK, wierzyc mi sie nie chce, dlaczego nie zbralyscie kici do domu????
    co oni z nia zrobili, nie wierze, ze to co nalzey po tym, co przeczytalam...
    POLECAM wszystkim Pania Monike Boron, ktora przyjmuje na Rusznikarskiej, mloda
    swietna fanatyczka kotow wszystkich :)
    Mojego staruszka leczono przez rok na katar, grype i nie wiem co jeszcze, w
    sklepie zoo tuz obok polecono Monike, postawila diagnoze, wyleczyla kota, ktory
    mial jak sie okazalo mial chore zeby i stan zapalny dajacy objawy grypy i
    chorobe oczu
    teraz moj misiek jest piekny zdrowy i MLODY mimo wieku
    ona jest wspaniala!
  • sohee 20.01.09, 11:28
    Polecam forum.miau.pl i dział o polecanych weterynarzach, z Krakowa też jest ich
    sporo. Przy okazji można też poczytać o partaczach rzeźnikach.
    --
    ja i 3/4 ściany formaldehyd razem wdychamy
  • foxa19 20.01.09, 15:27
    We wrzesniu moja sunia miala tam zabieg usuniecia macicy w zwiazku z ropomaciczem.Trafilam na Centralna poniewaz akurat nasz weterynarz byl nieobecny a czas naglil.Operacja przebiegla szczesliwie i moja sunia cieszy sie zdrowiem :) Niemniej nie obylo sie bez pooperacyjnych powiklan i mam troche negatywnych uwag co do pooperacyjnej opieki i stosunku do wlascicieli.Wogole mialam wrazenie fabrycznej tasmy:rach-ciach nastepny prosze.... Pan doktor przymujacy nas byl arogancki wobec mnie i malo delikatny wobec psa.A zapewniam nie jestem typem upierdliwca.Na szczescie wrocil nasz doktorek i przejal ciag dalszy pooperacyjnej opieki.
    Po przeczytaniu tego watku i na podstawie wlasnych doswiadczen nasuwa mi sie wniosek ze moze nie sa az tak zli w swoim fachu ale maja kiepskie podejscie do pacjentow i ich wlascicieli.
    --
    Miarą człowieczeństwa jest stosunek do zwierząt
  • jozek2017 11.12.17, 18:36
    Czytając komentarze na internecie widzę, że lata mijają a u Bakowskiego w AMAVET na ul Centralnej w Krakowie ciągle tak samo. Tym razem my padliśmy jego ofiarą. Kilkanaście dni temu pożegnaliśmy naszego czworonożnego członka rodziny, maluch miał 9 miesięcy i był silnym psem, któremu wspomniany lekarz nawet nie dał szansy przeżycia. Konał na naszych oczach 3 długie dni, a lek wet Bakowski stawiał diagnozy bez dotykania zwierzęcia. Najpierw stwierdził, że utknęła mu kość i sam z tego wyjdzie (zmierzył tylko temperaturę, dał zastrzyk i kazał wrócić za 2 dni. Gdy na drugi dzień zamiast poprawy było gorzej "wywróżył", że pies się czymś zatruł i podłączył kroplówkę, by go nawodnić. Przez cały czas choroby lekarz nie zrobił żadnego badania potwierdzającego bądź wykluczającego jego hipotezy! Kompletnie nic!!! Teraz wiem, że były to typowe objawy parwowirozy, ale przecież po to pojechaliśmy do weterynarza!!! W ostatnich godzinach życia naszego pupila pojechaliśmy do innej lecznicy, gdzie w 3h wykonano wszystkie niezbędne badania: krew, RTG, USG i  testy na choroby zakaźne eliminując po kolei hipotezy Bakowskiego. Okazało się, że nawet wenflon lek Bakowskiego nie był wpięty w żyłę!!! Dla nas niestety było już za późno...brakło nam czasu, który straciliśmy w AMAVET 😢. Jednocześnie zachodzi obawa, iż nasz pies  zaraził się w tej właśnie lecznicy, gdzie trafiliśmy na dyżur kilka dni przed feralnymi wydarzeniami  Dzielę się swoimi doświadczeniami, bo - choć nam to nie wróci zwierzaka- pozwoli uratować inne.
  • Gość: komand417@gmail IP: *.146.192.65.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 11.05.19, 17:14
    Lekarz weterynarii Jerzy Bakowski jest jednym z najlepszych lekarzy w Krakowie od lat widzi swojego pacjenta a nie kasę
  • lelex 05.06.19, 23:06
    Hehe, piękne "podsumowanie" tego całego wątku...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.