Dodaj do ulubionych

Przypadki Zbyszka Ziobro. Ku przestrodze.

04.06.09, 03:26
Poseł Ziobro z PiS. Prawnik. Były wiceminister sprawiedliwości przy Kaczyńskim
w rządzie Buzka. Członek komisji śledczej badającej aferę Rywina i autor
przyjętego przez Sejm jej raportu końcowego. Typowany na ministra
sprawiedliwości - prokuratora generalnego w przyszłym rządzie PO-PiS. Historia
o tym, jak ów Ziobro czynił sprawiedliwość.

Wpadli do akademika o szóstej rano. Wywlekli Marka K. z łóżka, rzucili na
glebę. Jego kolegów też. Marek K. nie mówił nic, bo trudno coś gadać, skoro
mordę ma się wbitą w podłogę. Nawet nie gestykulował; ręce miał skute za
plecami. Dopiero w komisariacie przy ul. Królewskiej dowiedział się, o co idzie.

- Pisało się, co? - zapytał z ojcowską troską oficer. Marek nie wiedział, co
się pisało. Okazało się, że pisał anonimy, w których żądał okupu i groził
śmiercią swemu koledze Zbigniewowi Ziobrze. Marek K. oświadczył, że nigdy nie
pisał niczego do Ziobry. No to skonfrontowano obu panów. Ziobro mówił krótko,
ale smacznie: W swych zeznaniach i zawiadomieniu o przestępstwie powiedziałem,
że podejrzewam go jako jednego ze sprawców anonimów, uważam tak nadal i jestem
w pełni przekonany, że to on, K., wraz z G. są sprawcami anonimów żądających
złożenia okupu kierowanych pod moim adresem. (...) z rozmów przeprowadzonych z
nimi tak wywnioskowałem i utwierdziłem się w tych przekonaniach. Marek K.
niewiele miał na to do powiedzenia: Uważam, że pokrzywdzony Ziobro Zbigniew ma
zmiany w mózgu. To wszystko, co mam do powiedzenia w tej sprawie. Z anonimami
nie mam nic wspólnego.

Taki jest środek opowieści o latach młodzieńczych Zbigniewa Ziobry, dziś
prominentnego posła PiS typowanego na przyszłego ministra sprawiedliwości. A
początek?

W 1993 r. Zbyszek Ziobro był studentem prawa niczym szczególnym się nie
wyróżniającym. Od lutego 1993 r. na adres mieszkania, w którym mieszkał,
zaczęły przychodzić anonimy brzydko wyrażające się o nim i jego tatusiu, w PRL
prominentnym działaczu PZPR w Krynicy. Potem w anonimach zaczęły pojawiać się
żądania pieniędzy, przy czym wysokość kwot była różna - od 800 zł do 10 tys.
zł. Ziobro nie dał się zastraszyć wcale a wcale. Poczekał do grudnia i wówczas
złożył doniesienie o popełnieniu przestępstwa. I nie ot, tak. On przyniósł
policji sprawców na talerzu, żeby się gliny nie utrudziły za bardzo.

Jeden ze sprawców to jego serdeczny przyjaciel ze szkolnej ławki w szkole
średniej, który jakiś czas mieszkał u Zbyszka; drugi to też kumpel. (...)
straciłem do Jarosława zaufanie - zeznał Ziobro - gdy oddał mi klucze do
mieszkania i domofonu i jak stwierdziłem, klucz od domofonu nie był ten, który
sobie dorabiał. Uważałem od tego czasu stracił u mnie zaufanie i z mojej
strony byłem do niego wewnętrznie mocno sceptycznie nastawiony (pisownia
oryginalna z protokołu policyjnego). W gruncie rzeczy wewnętrznie sceptycznie
nastawiony do Jarosława Ziobro nastawiony był już wcześniej, bo - jak zeznał
na rozprawie - nie odpowiadała mi jego postawa wobec życia, jego poglądów. Ja
znając charakter Jarka podałem mu nieprawdziwą przyczynę konieczności
opuszczenia mojego domu. Marek K. także nie miał słusznych poglądów: według
oskarżonego ważne było to, aby używać życia nawet kosztem innych. Gdy więc
Zbigniew Ziobro zaczął dostawać anonimy i głuche telefony, nie musiał daleko
szukać, bo od razu wiedział, kto jest sprawcą tych ohydnych uczynków.
Oczywiście, mógł to zgłosić od razu na policję, ale tego nie uczynił.
Dlaczego? Nie zgłaszałem tego na policję i dlatego, że nie miałem zaufania do
policji obawiałem się że podejdą do tego rutynowo. Chciałem się przeciwstawić
w sposób aktywny do działania sprawców. (...) Od lipca do grudnia nie
składałem zawiadomienia gdyż uważałem, że nie jestem raczej zagrożony, dopóki
nie pojawią się konkretne żądania. Troszkę to nielogiczne, że nie czuł się
zagrożony, choć grożono mu śmiercią, a prawdziwym zagrożeniem stały się
dopiero żądania pieniędzy.

Biegły grafolog Antoni Feluś w swojej ekspertyzie nie miał wątpliwości.
Anonimy były pisane przez Marka K. Sąd Rejonowy w Krakowie skazał więc Marka
K. na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata. Wyrok został orzeczony
stosunkiem głosów 2:1. Jeden z ławników zgłosił votum separatum.

Marek K., wciąż nie przyznający się do winy, złożył apelację żądając innej
ekspertyzy. Sąd przychylił się do prośby. Kolejna ekspertyza zrobiona w
Instytucie Ekspertyz Sądowych w Krakowie przyniosła odmienne wnioski: Uzyskane
wyniki badań dają podstawę do stwierdzenia, że zakwestionowane rękopisy (...)
prawdopodobnie nie zostały nakreślone przez Marka K. I sąd okręgowy skierował
ponownie sprawę do sądu rejonowego, który uniewinnił oskarżonego. Stało to w
jaskrawej sprzeczności z przekonaniem Zbigniewa Ziobry, że to Marek K. był
sukinsynem, który pisał anonimy. Nim zapadł wyrok na rozprawie rzucił na szalę
ostateczne argumenty. Zażądał, by sąd jako dowód dopuścił taśmy magnetofonowe
z nagrań rozmów Zbigniewa Ziobry z oskarżonym i jego kolegami. Jakich rozmów?
Otóż okazało się, że od momentu kiedy Zbigniew Ziobro nabrał przekonania, że
Marek K., Jarosław G. i jego koledzy to zdegenerowane moralnie i poglądowo
jednostki, wziął trud przygotowania dowodów w swoje ręce. Przez kilka miesięcy
nagrywał ich z ukrytego magnetofonu. Próbował kupić od nich narkotyki, aby
było jasne, że parają się dilerką. Odmowa sprzedaży miała świadczyć o tym, że
chcą mu dać skręta marychy za darmo po to, by się uzależnił. Nagrywał rozmowy
w pokojach akademika i na imprezach, gdzie był zapraszany przez kolegów
uważających go za kumpla. Pokazywał im wyciągi z konta bankowego po to, by
później w sądzie powiedzieć, że oskarżony doskonale orientował się w jego
sytuacji finansowej. Mówiąc krótko próbował ich wypuścić stosując zwykłą
cuchnącą prowokację. Bo on przecież wiedział, kto jest winny. Reszta nieważna.
Gdy sąd odrzucił wniosek o przesłuchanie taśm, o których Ziobro przypomniał
sobie po trzech latach, ten wskazał dowód mający doprowadzić do zwrotu w
rozprawie. Powołał na świadka swojego młodszego brata, który oświadczył, że
rozpoznaje na pewno, iż głos oskarżonego jest tym samym głosem, który usłyszał
w telefonie. Sąd zadał tylko jedno pytanie: jakim cudem może rozpoznać głos
oskarżonego, skoro Marek K. na rozprawie nie odezwał się do tej pory ani
jednym słowem, a wcześniej młody Ziobro nie znał oskarżonego?

Ziobro natychmiast złożył odwołanie od wyroku. Sąd okręgowy (wówczas
wojewódzki) wyrok uniewinniający utrzymał w mocy. Koniec? Nie, przecież Ziobro
wie na sto procent, kto jest winien. Składa kasację do Sądu Najwyższego. W
2000 r. Sąd Najwyższy nie odmawia wiceministrowi sprawiedliwości, którym był
wtedy Zbigniew Ziobro. Wiceminister, który sam znalazł sprawców i doniósł na
nich na policję, ogarnięty jest słusznym gniewem, budzi respekt. Sąd Najwyższy
uchylił zatem wszystkie dotychczasowe wyroki i przekazał sprawę do ponownego
rozpatrzenia z sugestią, by wykonano trzecią, ostateczną ekspertyzę.

Trzecia, rozstrzygająca ekspertyza, została wykonana przez Centralne
Laboratorium Kryminalistyczne w Warszawie przy użyciu najnowocześniejszych
metod naukowych. Kosztowała 53 tys. zł. Opracowanie to kilkusetstronicowa
księga, kategorycznie wykluczająca autorstwo Marka K. W marcu 2003 r., po 10
latach rozpraw, Marek K. pomówiony przez Zbigniewa Ziobrę został ostatecznie
uniewinniony. Wyrok jest prawomocny.
Przez 10 długich lat trwała sądowa epopeja, bo jeden facet ubzdurał sobie we
łbie i uparł się, że zna sprawcę. Tego przekonania nie były w stanie zmienić
żadne ustalenia. Wiara Zbigniewa Ziobry w to, że ma monopol na prawdę, była
tak niezachwiana, że nie zdołały jej zmienić żadne dowody i wyroki. Tylko
swojemu uporowi Marek K. może zawdzięczać, że pomówienia Ziobry nie złamały mu
życia. Do dziś nie wie, jakim cudem nie relegowano go z uczelni po pierwszym
skazującym wyroku. Przekonanie Ziobry o winie wskazanego przez niego człowieka
dopuszczało prowokację, nielegalne n
Edytor zaawansowany
  • dudala76 04.06.09, 03:30
    nielegalne nagrywanie i przedstawianie świadków, których zeznania były warte
    funta kłaków. Ta zaciętość i poczucie Ziobry, że ma dar wyczuwania winowajców,
    nie byłyby skazą wartą uwagi, gdyby Zbigniew Ziobro był przeciętnym pracownikiem
    urzędu gminy. Ale cała sprawa dotyczy prominentnego polityka dość ważnej partii
    mającej i prawo, i sprawiedliwość w nazwie. Człowieka, który jeśli wszystko źle
    pójdzie, może być ministrem i prokuratorem generalnym odpowiadającym za
    sprawiedliwość w całym państwie. To już teraz poseł, członek komisji śledczej,
    autor raportu, w którym jednoznacznie i kategorycznie wskazuje winnych i żąda
    ich przykładnego ukarania. To były wiceminister, który z wyżyn urzędu ścigał
    kolegę z młodości. Zimno się robi ze strachu. Ostrzegamy!

    PS Redakcja prosi o zgłoszenie się osoby, która była rzeczywistym autorem
    opisywanych anonimów. Może się nie obawiać. Przestępstwo to już uległo
    przedawnieniu.

    Autor : Maciej Wiśniowski"
  • hoczus 04.06.09, 07:43
    bardzo ciekawe,bardzo.
    --
    Nasza Molcia
  • gosia.43 04.06.09, 08:26
    Trafnie to autor oddał a na dodatek dość interesująco :)
    gosia

    --
    trudną choć wielką sztuką jest umieć cieszyć się tym , co człowiek
    posiada...

    <*>
  • gph 04.06.09, 14:06
    problem jest w tym, ze polityka i władza przyciąga psychopatów.
    --
    będzie wspaniale gdy kitę odwalę.
    a poza tym bestiarium
    no i zawsze możesz pomóc innym
  • peteen 04.06.09, 14:14
    oraz sakramenckich leserów, którzy nie splamili się ani jednym dniem pracy, a
    jak już trafiają do pracy, to w celu przekrętu...
  • gph 04.06.09, 14:34
    peteen napisał:

    > oraz sakramenckich leserów, którzy nie splamili się ani jednym
    dniem pracy, a
    > jak już trafiają do pracy, to w celu przekrętu...

    no, niestety. tyz prowda z krakowskiego podwqórka.

    --
    będzie wspaniale gdy kitę odwalę.
    a poza tym bestiarium
    no i zawsze możesz pomóc innym
  • tentatore 05.06.09, 07:16
    Ten genialny prawnik praktykujący w Rejonowym Inspektoracie Celnym. Bez
    śmiałości do kobiet, zakochany tylko w tembrze swojego głosu, nieznoszący
    sprzeciwu gestykulator. Postać groteskowa. Zastanawiam się tylko po co Ziobrze
    podyplomowe studium homiletyki, które skończył na PAT w Krakowie.
    Ziobro notorycznie nie stawia się w sądzie na sprawach, których wiele toczy się
    przeciw niemu o naruszenie dóbr itd , ale zawsze przysyłał usprawiedliwienia w
    rodzaju „ważne obowiązki”, „obrady Sejmu” czy „wyjazd służbowy”. Raz Ziobro
    przegiął pałę, gdy przysłał wyjaśnienie: nie dotarł na proces, bo uczestniczył
    w mszy za duszę papieża. Nic dodać...

  • venus99 05.06.09, 19:48
    jestem absolutnie przekonany,że zmiany w mózgu byłego ministra
    zerowego rzeczywiście nastąpiły.psychopata jakiś?
    --
    dum spiro,spero
  • zielonki 05.06.09, 19:55
    Jak tego typu buraki zdobywają tak wiele głosów w Krakowie.
    W Zielonkach to byłoby niemożliwe.
    --
  • venus99 05.06.09, 20:21
    podejrzewam,że zobaczylismy prawdziwe oblicze Krakowa.średnia
    wieku tej kołtunerii pozwala podejrzewać,że to wierni wyznawcy
    koscioła radiomaryjnego.
    --
    dum spiro,spero
  • krzychut 05.06.09, 22:51
    W Krakowie ?
    A może w małopolszcze i na szkieletczyźnie podobają się politycy-prymitywiści?
    --
    Ja to mam szczęście...
  • gosia.43 06.06.09, 21:51
    A Ziobro to jeszcze żyje jakoś ? Już nie pytam z kim obecnie ,
    tylko czy w ogóle :)
    gosia

    --
    trudną choć wielką sztuką jest umieć cieszyć się tym , co człowiek
    posiada...

    <*>
  • krzychut 06.06.09, 22:01
    Z tym, że Kumitet Cyntralny Polski Zjednoczony Pisy puostanowił ze wzglyndu na
    stan zdrowia łoddeleogawać tow. Ziobrę na wysuniente placufkie do Brukseli.
    Tam takiego jeszcze nie widzieli;-)
    --
    Ja to mam szczęście...
  • gosia.43 06.06.09, 22:11
    Przeciwko "zesłaniu "nic nie mam ,byle NAS nie musiał reprezentować !
    A może jakiegoś przyjaciela mu znaleźć trzeba , tak na wszelki
    wypadek , żeby miał zajęty....czas też :)
    gosia

    --
    trudną choć wielką sztuką jest umieć cieszyć się tym , co człowiek
    posiada...

    <*>
  • krzychut 06.06.09, 22:15
    Sam znajdzie!
    Musi przecież kogoś podsłuchiwać, kapować złożyć donos na policję.
    Tylko jak sobie niemota poradzi bez znajomości języka?
    Braciszek pomoże?
    --
    Ja to mam szczęście...
  • gosia.43 06.06.09, 22:27
    Przydupasy do pomocy zawsze się znajdą , najpierw się ich zaciągnie
    na werandę a później na wokandę.... wreszcie to krynica mądrości ;)
    gosia

    co do braciszka to nie wiem , ale wiem, że się cieszę , że
    wróciłeś , witajże :)
    pozdrowienia
    g

    --
    trudną choć wielką sztuką jest umieć cieszyć się tym , co człowiek
    posiada...

    <*>
  • krzychut 06.06.09, 23:37
    Mocno wyczerpany ale szczęśliwy!
    Pozdrawiam równie serdecznie i do zobaczenia w poniedziałek :-)
    --
    Ja to mam szczęście...
  • gosia.43 06.06.09, 23:45
    Się cieszę , wpadaj :) Zaparzymy kawy i pogadamy :)
    gosia

    --
    trudną choć wielką sztuką jest umieć cieszyć się tym , co człowiek
    posiada...

    <*>
  • venus99 07.06.09, 10:08
    a co z biedną Pati?jakoś cicho o niej ostatnio.porzucona bo już
    niepotrzebna??
    --
    dum spiro,spero
  • nononr1 07.06.09, 23:31
    Niech się teraz w Brukseli martwią...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka