• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Fabryka Miśków - Smyk - porażka!

  • 10.02.12, 12:33
    No to jeszcze raz - ku przestrodze.
    Dziecko - 3,5 - fanatyk Miśków, przytulaków - ma imieniny i obiecaną wizytę w Fabryce Misiów, w celu samodzielnego wybrania i uczestniczenia w procesie powstawania miśka.
    Pierwszy zonk - w Fabryce Miśków nie ma... Misiów!!! Są krowy, psy i żaby. Misiów nie, "Bo nie! Od Świąt proszę Pani nie ma!" - odpowiada z urazą znudzona Pani, tkwiąca (bardziej lub mniej produktywnie) nad wieszakami do misiowych ubranek. Dobrze - dziecko jest spolegliwe, wybrało pieska. Pytamy - co dalej - w końcu to "fabryka", dziecko ciekawe jak pieska zrobić. "Proszę sobie wybrać skórę i głos" - oznajmia krótko Pani patrząc w przestrzeń. Skórę pieska mamy, głosu nie chcemy, a gdyby nawet, nie wiemy nawet gdzie go szukać.... Wciąż znudzona Pani zabiera dziecku skórę i idzie do maszyny, żeby go wypchać. Ani słowa wytłumaczenia dziecku, żadnej interaktywności - dziecko nie ma najmniejszej szansy uczestniczyć w procesie. Pani pieska wypycha i bez słowa oddaje. Idziemy za nią, Pani kolejny raz rzuca w przestrzeń "serce proszę wybrać". Po sekundzie załapuję, że mała może wybrać ze słoika serduszko, które włoży się pieskowi.... "I jeszcze wypełnić kartę" - Pani podsuwa mi świstek, gdzie wpisać mam imię pieska i dziecka niezbędne do wydrukowania metryki pluszaka. Szukam długopisu, nie prowokując żadnej reakcji (na prochach jest czy co???) - w końcu zabieram jej długopis z pod ręki. Dziecko już zniechęcone sad Piesek, sukienka, metryka - cała impreza prawie 80 PLN. Zero magii dla dziecka, zero podejścia, kompletna porażka. Za 8 dych mogłam wejść piętro wyżej i kupić super misia (bez metryki może - ale na kij mi metryka). Mam wrażenie, że takie przedsięwzięcie (specjalne maszyny, stroje, opcje wyboru głosu, etc) miało na celu zainteresowanie dziecka, pokazanie mu fajnych rzeczy. Pokazało, że wszystko to lipa. Płać i płacz.... Może trafiłam na zły dzień Pani, ale w końcu przyszło do niej małe dziecko, potencjalny klient na lata. My nim nie będziemy.
    Edytor zaawansowany
    • 08.03.12, 13:33
      Kwestia osoby. Trafiła się niemiła pani.
      My kupowaliśmy Misia 2 lata temu, pani była miła. Misiów też dużo było wink
      Dziecko akurat 1,5 roku wiec nie wymagało kontaktu z nią. Pani rozmawiała z nami: proszę sobie wybrać to czy tamto...., wszystko pokazała, powiedziała miłym głosem. Głosu nie wybieraliśmy, bo są okropne - to porażka jakaś... Ubranka też nie... Chcieliśmy "czystego misia" wink Paszportu też nie braliśmy - to nie jest przymus. Te wszystkie dodatki to przesada jakaś.
      A, pani zaszywając serduszko jeszcze powiedziała,że mamy sobie pomyśleć życzenie. wink Wszystko odbyło się miło.
      Ale masz rację nie powinno to się odbywać w taki sposób jak w waszym przypadku.
      Jakby mi tak powiedziała beznamiętnym głosem:"wybrać skórę i głos", to chyba bym się odwróciła na pięcie i wyszła albo poprosiła kierowniczkę na górze o kogoś kompetentnego na dół.

      A w ogóle Smyk to jedno wielkie badziewie jest.
    • 03.04.12, 22:12
      Widać, że wiele zależy od podejścia sprzedawcy. Moim zdaniem jak ktoś nie ma predyspozycji do pracy z dziećmi, to powinien zająć się czymś innym.
      Gdyby mi się trafiła taka "miła pani" jak z PRL-u, to bym się na pięcie odwrócił i wyszedł.

      www.facebook.com/lulameeart - wyroby handmade - biżuteria, kartki okolicznościowe, pudełka ozdobne.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.