Niekościelne utwory na ślubie kiścielnym? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Witam!
    Może ktoś będzie coś wiedział na ten temat, może ktokolwiek sam tak
    zrobił,
    Wymarzyłam sobie, żeby pójść do ołtarza w takt piosenki, która
    ewidentnie nie należy do sakralnych. Nie wiem czy w kościele dobrze
    patrzą na takie rzeczy i czy zgadzają się. Chociaż pewnie jest to
    kwestia nie "czy?" tylko "za ile?".
    No więc ile mniej więcej coś takiego mogłoby kosztować?
    • Taki kaprys można spełnić sobie w USC, albo w czasie wejścia do sali
      weselnej. Prawidła muzyki w liturgii rządzą sie swoimi prawami,
      których łamanie jest równoznaczne ze świętokradztwem. Wklejałam tu
      już nie raz wyjątki z przepisów kościelnych (byc może to powtórzę),
      teraz więc tyko powtórze, ze w trakcie liturgii (jest nią tez ślubna
      Msza św.) KATEGORYCZNIE zabronione jest odtwarzanie muzyki "martwej"
      tj. z taśmy, CD, etc.

      Czyli nie "za ile" - ślub kościelny to nie chiejstwo i tupanie
      nóżką "ja kcem!". Ślubna liturgia to nie sukienka którą możesz sobie
      zaprojektować wedle gustu (aczkolwiek niektórzy księża nie
      dopuszczają pod ołtarz zbyt rozdzianych PM wink ) czy menu w
      restauracji, w którym sobie możesz zażyczyć ślimaków i świerszczy. A
      uwierz mi - naprawdę można wybrać na Msze ślubną utwory
      niekoniecznie w stylu "Majteczek w kropeczki", który jednak będzie
      piękny, radosny, a także uszanuje sferę sacrum.

      Osobiście poznałam Panne Młoda co beczała rzewnymi łzami, bo
      koniecznie chciała na wejście do kościoła "Michelle ma belle"
      Beatlesów, bo ma Michalina na imię i to tak jej się ładnie
      kojarzyło... Ksiądz kategorycznie odmówił, organista też, pokazali
      jej wyjątki z przepisów kościelnych, ustawili do pionu że chciejstwo
      to może sobie uprawiać wobec bucików czy rosołu a nie muzyki w
      liturgii, a zmiana parafii bynajniej nie gwarantuje spełnienia jej
      kaprysu... Panna pobeczała, pobeczała, łezki otarła, slub się odbył
      wedle zaleceń Soboru Watykańskiego II, a "Michelle" zatańczyli na
      pierwszy taniec. I wszyscy byli zadowoleni.
    • Bardzo proszę, wklejam fragment "Konstytucji o liturgii" (dokument
      oficjalny Kościoła), fragment rozdziału szóstego "muzyka sakralna":

      V. Muzyka sakralna przy sprawowaniu Sakramentów i Sakramentaliów, w
      niektórych obrzędach liturgicznych roku kościelnego, w nabożeństwach
      słowa Bożego oraz w świętych i pobożnych ćwiczeniach

      42. Mając na uwadze ustaloną przez święty Sobór zasadę, że ilekroć
      obrzędy stosownie do ich własnej natury wymagają celebrowania
      wspólnego, z obecnością i czynnym uczestnictwem wiernych, wówczas
      taka celebra ma pierwszeństwo przed odprawianiem indywidualnym i
      niejako prywatnym
      Należy jednak pilnie czuwać nad tym, by dla rzekomego
      podniesienia uroczystości nie wprowadzać do obrzędów czegoś całkiem
      świeckiego lub niezgodnego z powagą kultu Bożego; dotyczy to
      szczególnie zawierania małżeństwa.


      INSTRUMENTY MUZYCZNE
      28."W Kościele łacińskim należy mieć w wielkim poszanowaniu
      organy
      piszczałkowe
      jako tradycyjny instrument muzyczny, którego
      brzmienie
      dodaje ceremoniom kościelnym majestatu, a umysły wiernych podnosi do
      Boga i spraw niebieskich" (KL 120). Akompaniament organowy
      podtrzymuje śpiew, ułatwia udział w czynnościach liturgicznych i
      przyczynia się do głębszego zjednoczenia wiernych (MS 64). Organy
      powinny znajdować się we wszystkich kościołach w Polsce. Tak zwane
      organy elektronowe dopuszcza się do użytku jako instrument
      tymczasowy. Natomiast tam, gdzie ze względu na brak miejsca nie da
      się zbudować organów piszczałkowych, można je instalować zamiast
      fisharmonii.
      29. Wyłącza się z użytku liturgicznego instrumenty, które są zbyt
      hałaśliwe lub wprost przeznaczone do wykonywania współczesnej muzyki
      rozrywkowej. Zgodnie z tradycją należą do grupy zabronionych m. in.
      takie instrumenty, jak fortepian, akordeon, mandolina, gitara
      elektryczna, perkusja, wibrafon itp.
      30.Muzyka w czasie sprawowania czynności liturgicznych winna być
      wykonywana "na żywo",
      dlatego nie wolno zastępować śpiewu
      zgromadzonych lub gry na instrumentach muzyką odtwarzaną za pomocą
      aparatów, np. magnetofonu, adapteru, radia itp. Nic nie stoi na
      przeszkodzie, by poza liturgią
      odtwarzać niekiedy muzykę
      religijną z płyt czy taśm, aby w tego rodzaju audycjach udostępnić
      wiernym arcydzieła muzycznej twórczości religijnej dla wytworzenia
      odpowiedniego nastroju lub też celem wyrabiania w nich dobrego smaku
      muzycznego.
    • właśnie niedawno byłam na ślubie w kościele (i to katolickim). W czasie ofertorium było grane "what a wonderful world" L. Amstronga, a w czasie składania podpisów grano "memory". Na samo wyjście było puszczone "wouldn't it be nice" Beach Boys.

      Rzecz się miała we FR, ale tam kk musi się bardziej starać, bo klientów jest mniej i są bardziej wybredni.
      • NIestety, Francja nie jest wzorcem jesli chodzi o sprawy koscielne, w
        tym sprawowanie liturgii. Tu nawet w trakcie nieslubnych,
        coniedzielnych Mszy zdarzylo mi sie slyszec np. pioseneczki
        zastepujace stale czesci Mszy! (nawet tekst nie mial nic wspolnego).
        Tragedia...
        I, moim zdaniem, to nie jest kwestia tego ,ze KK we Francji jest
        bardziej otwarty, tylko jest zbyt slaby, ma za malo osob, ktore
        moglyby sie np. powaznie zajac oprawa liturgii.

        Autorko, realia sa takie,ze pewnie gdzies znajdzies ksiedza,ktory da
        sie przekupic. Tylko miej swiadomosc, ze tak jak to opisala Calja,
        jest to niezgodne z postanowieniami Soboru Watykanskiego II,
        powtorzonymi pozniej przez instrukcje Episkopatu Polski.
        Zadbaj o odpowiednich wykonawcow, a muzyka liturgiczna na pewno Cie
        zachwyci!
        • k.l2 napisał(a):

          > NIestety, Francja nie jest wzorcem jesli chodzi o sprawy koscielne, w
          > tym sprawowanie liturgii. Tu nawet w trakcie nieslubnych,
          > coniedzielnych Mszy zdarzylo mi sie slyszec np. pioseneczki
          > zastepujace stale czesci Mszy! (nawet tekst nie mial nic wspolnego).
          > Tragedia...
          > I, moim zdaniem, to nie jest kwestia tego ,ze KK we Francji jest
          > bardziej otwarty, tylko jest zbyt slaby, ma za malo osob, ktore
          > moglyby sie np. powaznie zajac oprawa liturgii.

          Tak,to prawda!
          Dodam,że większość Francuzów,z którymi miałam styczność nie wiedzieli jak się
          zachować na mszy...i nie mówię tutaj o tym,że nie należy rozmawiać,chichotać itp
          tylko najzwyczajniej w świecie nie wiedzieli co po czym następuje...
      • Kamelia, przez wzgląd na fakt, że zdarzało nam sie wirtualnie
        konferować - naprawdę nie ma podstaw, bym kiwnęła głową i
        stwierdziła "jak sie stało, to niech i będzie", a tym bardziej bym
        skakała z radości, że sfera sacrum została pogwałcona... Co nie
        zmienia faktu, że Armstronga & DOBRY jazz osobiście uwielbiam - ale
        litości, nie w czasie liturgii...

        I to, co napisano poniżej - kościół we Francji cierpi na kryzys
        powołań & autorytetu, może również dlatego, że dopuszcza do posługi
        niedokształconych duchownych (zero pojęcia o liturgii) i godzi sę
        na "kwiotki" w kościele, byle ten ślub się w ogóle odbył...

        I zły przykład idzie wówczas dalej sad

        Naprawdę - jeśli znajdziemy do oprawy muzycznej PROFESJONALISTÓW
        kumatych kumatych w kwestiachlituegicznych, oprawa muzyczna będzie
        tyleż Bogu miła, co piękna, porywająca i niepowtarzalna. Nikogo nie
        zamierzam przekonywac do zatrudnienia chóru babul
        zawodzących "Serdeczna Matko" wink
        • pisze to do ciebie, jak i doo k.l1

          mysle, ze zagranie niekoscielnych utworów nie ma nic wspólnego z
          kryzysem wiary, niedouczonym ksiedzem, czy nieprofesjonalistami od
          oprawy muzycznej. Tam po prostu do tych rzeczy sie podchodzi
          inaczej, to jest kwestia przyzwyczajenia. Europosłowi
          Giertychwi tez nie jest w stanie sie pomieścic w glowie, ze komunie
          mozna przyjac na rękę, a przeciez kosciól aprobuje ten sposób.
          Swoja droga kosciól w czasie nabozenstwa slubnego był pełen
          (zalozyłam osobny watek na ten temat, by rozerwac troche forum), a i
          cała msza miała charakter uroczysty.

          Pewne formuły, przepisy, wzory liturgii sa powszechne w całym
          kosciele, jak sama nazwa wskazuje, katolickim.
          Po prostu w PL nie ma zwyczaju grania tzw. utworów swieckich.
          Nie jest i to do konca prawda, z uwagi na to, ze na slubach jest
          marsz mendelhsonna albo marsz wagnera, a na pogrzebach marsz (czy
          jak to sie nazywa) żałobny Chopina. Nie jest to wbrew regulaminowi,
          nie urąga to powadze nabozenstwa, ani nie osłabia niczyjego
          autorytetu.
          Ten rzekomy zakaz grania pieśni swieckich (zacytowany z katechizmu)
          nie ma zastosowania do całej mszy jako takiej, sa pewne fragmenty
          kiedy istotnie nie można sobie pozwalac na nic, ale i sa takie gdzie
          pozna zagrac cos niereligijnego. Nie wiem czy zwróciłas uwage, ale
          ja opisałam dokładnie kiedy zagrano te niekoscielne piesni.
          • Kamelia - akurat marsze weselne są ewentualnie dopuszczalne, bo
            wolno zagrac utwór NEUTRALNY = NIE ROZRYWKOWY przed i po liturgii
            (która zaczyna się od wejścia księdza za stół ołtarzowy, a kończy
            tzw. rozesłaniem wiernych). Czyli - wprawdzie ceremonia ślubna
            rozpoczęta Wagnerem a zakończona Mendelssohnem nabiera mocno
            hamarykańskiego charakteru (zwłaszcza jeśli jeszcze Pannę Młodą
            ciągnie za łapkę dumny tatuś jak owcę na rzeź), ale nie jest to
            niezgodne z przepisami soborowymi. Natomiast w trakcie liturgii
            utwory świeckie w ogóle nie mają prawa zaistnieć, a utwory czysto
            instrumentalne powinny być wyrugowane na rzecz śpiewu niosącego z
            sobą słowo = modlitwie. Mowa o wszystkich elementach "muzycznych
            ślubnej Mszy św., czyli częściach stałych (Kyrie, Gloria, Sanctus,
            Benedictus, Agnus Dei), psalmie, Alleluja, Veni Creator, Ofiarowaniu
            i Komunii. Każda z tych części Mszyśw. ma swój głęboki sens
            teologiczny i zamienianie ich na świeckie melodyjki zaprzecza idei
            liturgii jako takiej. Dokładny opis kiedy jazzowe kawałki pojawiły
            się na mszy nie zmienia faktu, że stały się one tylko dźwiękami bez
            liturgicznego znaczenia - wypychając z mszy teksty stanowiace jej
            integralne części (z punktu widzenia teologiczno-liturgicznego).

            Możesz mnie porównywać do ołowianołbego Giertycha, ale jazzu
            świeckiego w trakcie trwania Mszy św. nie zaakceptuję. I o
            paradoksie (nad którym zastanów się, proszę) wiem z autopsji, że
            świadomi wymogów liturgicznych jazzowcy z najwyższej półki
            kategorycznie nie zgadzają się na granie na mszach, choć wielu
            nuworyszów chętnie zapłociłoby krocie by się pochwalić że "sam Piotr
            Baron córci Ave Ma-ry-ja na saksofonie zagrał" wink Z kolei na
            koncertach ewangelizacyjnych ci sami muzycy udzielaja się z radością
            i czynnie smile


            Opisywana przez Ciebie "kwestia przyzwyczajenia" nie tłumaczy
            niedbalstwa i niedouczenia księży, a także chciejstwa młodych par,
            co se akurat oprawe jazzową wydumali i nóżką tupią że "tak bydzie,
            bo ja kcem". Nie ma w Polsce tradycji grania utworów świeckich na
            ślubach (poza marszami weselnymi), i całe szczęście; i miejmy
            nadzieje, że świecki trend uda się wyhamować.
      • A ja byłam parę lat temu na takiej zwykłej mszy, na której organista
        w czasie udzielania komunii zagrał "White Christmas". W Polsce to
        było smile Może i niezgodne z przepisami, ale fajne.
        • angazetka napisała:


          Może i niezgodne z przepisami, ale fajne.


          "White" kozaczki też są fajne wink Co nie? wink
          • A możesz wyjasnić, jak doszłaś do tak genialnego skojarzenia?
            Uważam, że cywilna muzyka w kościele nie jest niczym
            nagannym, więc jestem bikejką?
            • Co do pytania... skojarzyło mi się "White" - bo czy christmas
              (wiadomo, że w USA nie chodzi o duchowe przezycie tylko o zakupy i
              wieeelką choinkę) czy kozaczki to w tym wypadku żadna różnica wink A
              świecka piosneczka w kościele (napisana jako piosenka filmowa dla
              Binga Crosby'ego) tak mniej więcej pasuje do kościoła, jak białe
              kozaczki do inteligentnej i eleganckiej kobiety wink

              villa - można ewentualnei wykorzystać NEUTRALNE utwory na wejście i
              wyjście do kościoła, gdy sama liturgia jeszcze się nie rozpoczęła,
              stąd tradycja Mendelssohna na przykład. Notabene, jedną ze swoich
              sonat organowych Mendelssohn napisał specjalnie na ślub swojej
              ukochanej siostry, Fanny (też kompozytorki), i grał ją PRZED i PO
              mszy ślubnej, po dwie części - utwór jest czteroczęsciowy. Notabene,
              Feliks i Fanny Mendelssohnowie pochodzili z rodziny żydowskiej,
              oboje przyjęli chrzest ze względu na swoich chrześcijańskich
              współmałżonków, i wszelkich prawideł dotyczących liturgii
              przestrzegali bardzo ściśle.

              Ale świeckie utwory na Komunię??? To moment eucharystycznej jedności
              z Bogiem, a Ty w tym momencie życzysz sobie umpa-umpa?? albo
              oklepane do mdłości, 100%-owo świeckie filmowe hity???
              Rozumiem, "lubię muzykę którą już słyszałem", ale nie przesadzajmy
              ze strategią inżyniera Mamonia wink Muzyka liturgoczną nie gryzie,
              niekoniecznie też jest smętnie-mroczna na wzór nieprzejednanego
              Jorge z "Imienia róży" wink Wręcz przeciwnie - taka muzyka potrafi
              porwać, zachwycić, wywołać radość i szczery uśmiech na twarzy - i
              niekoniecznie chodzi tu o protestancki do szpiku kości gospel wink A
              jesli ktoś nie potrafi utrzymac powagi na Mszy św., to... jego
              problem :-p I raczej wymaga wypicia szklanki naparu z melisy, dla
              wyrugowania nerwowego chichotu, niz wtykania w liturgię świecko-
              obrazoburczych utworów. Brak nie tyle powagi, co skupienia na Mszy
              św. - zwłaszcza ślubnej - wynika w 99% przypadków z automatycznego i
              naskórkowego ("ma być ładnie i fajnie") w niej uczestniczenia, bez
              zagłębienia się w treść i wymowę.
              • > Ale świeckie utwory na Komunię??? To moment eucharystycznej
                jedności z Bogiem, a Ty w tym momencie życzysz sobie umpa-umpa??
                albo oklepane do mdłości, 100%-owo świeckie filmowe hity???

                Wiesz, to był I czy II dzień BN, organista na czas Komunii zagrał
                kilka kolęd, a potem "White Christmas" (które mimo Twoich szczerych
                chęci nie chcą mi sie skojarzyć z białymi kozaczkami). Ludzie
                zaczęli się usmiechać, zrobiło się sympatyczniej - szkodziło to
                komuś? Mnie nie.
                To, że wiem, że według przepisów nie powinno to mieć miejsca, nie
                przeszkadza mi twierdzić, że było to sympatyczne.
                A jesli juz o ślubach mowa - oglądałaś film "To właśnie miłość"?
                Jest tam piękna scena z "All you need is love" jako piosenką na
                wyjście - zapewne z kościoła anglikańskiego.
                • angazetka napisała:

                  oglądałaś film "To właśnie miłość"?
                  > Jest tam piękna scena z "All you need is love" jako piosenką na
                  > wyjście - zapewne z kościoła anglikańskiego.


                  Jak sama napisałaś - to scena z filmu (czyli - niekoniecznie z
                  ŻYCIA wink ), a kościół anglikański wink więc... nie ta tradycja, nie
                  ten krąg kulturowy, nie ten obrządek wiary.

                  Jeśli ktoś chce mieć protestancki ślub - nikt mu nie zabrania wziąć
                  go w kościele luterańskich albo metodystycznym, albo ślub
                  humanistyczny w lub poza USC.
                  • > nie ta tradycja, nie ten krąg kulturowy, nie ten obrządek wiary.

                    Ale doniosłość chwili ta sama. Nie widzialam, by swiecka melodia jej
                    jakoś zaszkodziła, nie czulam niestosowności.
                    • angazetka napisała:

                      > Ale doniosłość chwili ta sama. nie czulam niestosowności.

                      No cóż, żadne zaskoczenie, skoro Ci się filmowa piosneczka na
                      świątecznej Mszy św. podoba wink A tyle jest pięknych kolęd smile

                      Nie wiem, skąd skojarzenie Beatlesi = doniosłość, oni sami zapewne
                      by tego nie chcieli - wtedy to byli z nich jajcarze w oparach LSD, a
                      nie natchnieni prorocy wink
                      • callja napisała:

                        > angazetka napisała:
                        >
                        > > Ale doniosłość chwili ta sama. nie czulam niestosowności.
                        >
                        > No cóż, żadne zaskoczenie, skoro Ci się filmowa piosneczka na
                        > świątecznej Mszy św. podoba wink A tyle jest pięknych kolęd smile
                        >
                        > Nie wiem, skąd skojarzenie Beatlesi = doniosłość, oni sami zapewne
                        > by tego nie chcieli - wtedy to byli z nich jajcarze w oparach LSD, a
                        > nie natchnieni prorocy wink


                        Callja, ścięłam się z Tobą, ale teraz widzę, ze bardzo głęboko wniknęłaś w sferę
                        sacrum. Masz rację, są piękne, radosne utwory liturgiczne i nie podoba mi się
                        "White Christmas" w kościele, a które już niedługo w każdym supermarkecie będę
                        słyszeć.
                        Masz rację.
                        Jesteś katolikiem, wierzącym -stosuj się do zasad panujących, a nie wybieraj:
                        tak, yo może być, nie, to mi się nie podoba, a w ogóle, to dam w łapę księdzu i
                        będę miała co i jak zechcę.

                        Jestem niewierząca, ale szanuję religię i kiedy jestem w kościele oczekuję
                        właśnie sacrum.
                        Na koncert życzeń udam się gdzie indziej.
                        PS I bardzo brak mi mszy prowadzonej po łacinie...


                        • glonik napisała:

                          > Jesteś katolikiem, wierzącym -stosuj się do zasad panujących, a
                          nie wybieraj:
                          > tak, yo może być, nie, to mi się nie podoba, a w ogóle, to dam w
                          łapę księdzu i
                          > będę miała co i jak zechcę.
                          >
                          > Jestem niewierząca, ale szanuję religię i kiedy jestem w kościele
                          oczekuję
                          > właśnie sacrum.
                          > Na koncert życzeń udam się gdzie indziej.
                          > PS I bardzo brak mi mszy prowadzonej po łacinie...
                          >
                          >

                          Bardzo dziękuję Ci za powyższe słowa smile to prawda, miałyśmy kiedyś
                          ścięcie - wbrew pozorom, nie znosze się kłócić, ale pewnych racji
                          jestem gotowa bronić do upadłego wink podobnie jak reguł stosowania
                          muzyki w liturgii - ślubna Msza to nie sfera wobez której tupie się
                          nóżką i krzyczy "ja kcem, zapłacem!"

                          Nie zamierzam natomiast bronić księży-materialistów bez
                          wykształcenia i powołania (są tacy, niestety).

                          A msze po łacinie bywają już, niemal w każdym większym mieście są
                          odprawiane msze w rycie trydenckim, często z udziałem schola
                          gregoriańskich wykonujących średniowieczne jednogłosowe śpiewy albo
                          w oprawie liturgicznej muzyki klasycznej smile I o paradoksie - na tych
                          mszach widuję mnóstwo młodzieży zamiast babć pamiętających jeszcze
                          czasy przedsoborowe... Więc jest coś w temacie smile a co
                          najważniejsze - drgnęło!
        • Nie widzę w tym nic fajnego. Jak się ma eucharystia do "I'm dreamin' of a white
          Christmas"?
          --

          biusta
          i
          biuściki.
    • Może też nie zapominajmy o tym, że msza nie jest po to, by ładnie
      wyglądała. Przede wszystkim uczestniczymy w modlitwie, także w
      czasie śpiewu. Pieśni kościelne nie są śpiewane po to, by było
      weselej w kościele, tylko po to, by chwalić Boga. Rozumiem, że przez
      część osób mogą być traktowane jako "przerywnik", ale radzę się
      wsłuchać na mszy jakie pieśni kiedy są śpiewane i jak tematycznie
      powiązane są z kolejnymi częściami mszy.

      --
      Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiona jestem.
    • hej,
      generalnie nie ma problemów zeby bylo grane cos "niekościelnego",
      ale musisz pamietac ze w trakcie mszy nie zawsze moze byc grane
      cokolwiek, bo obowiazuja obrzadki mszy..ale podczas wejscia, komunii
      jak najbardziej. Moze byc trudno jesli oczekujesz ze wszystko
      zoorganizuje organista koscielny, mozesz porozmawiac duzo wczesniej.
      Jest bardzo popularne miec dodatkowe skrzypce.. lub wiecej
      instrumentow i wtedy juz oni dogaduja sie z organistam zeby np im
      akompaniowal. Ja wlasnie tak mialam na naszym slubie. Przed wejsciem
      byl grany Pachelbel Canon
      www.youtube.com/watch?v=DZHw9uyj81g
      a wtrakcie mszy juz nie pamietam w ktorym momencie "aria na
      sstrunie G " J. S bacha
      Do polecenia mam jeszcze Gabriel's oboe E Morricone lub Kissing you
      instrumentalnie z Romeo and Juliet.
      A do tych dziewczyn ktore wypisuja tu o zachowywaniu powagi i mocnym
      skupieniu sie na mszy... jak bedziecie same wychodzily za maz to
      zobaczycie ze praktycznie jest to nie mozliwe.
      Ja sama nie moglam skupic sie na mszy wogole, zupelnie z mezem
      zapomnielismy kiedy wstawac kiedy siadac ...dobrze ze mielismy
      fajnego ksiedza ktory dawal nam znaki.
      Powodzenia misscraft a co do ceny my placilismy 400 zl w tym roku za
      skrzypce i wiolonczele. Efekt byl super, ale dla nas dopiero jak
      obejrzelismy plyte z nagraniem bo z mszy nic nie pamietam...
      • hmm, ja byłam na ślubie, gdzie grano Mendhelsonna - to chyba nie jest kościelny
        utwór? Może poprostu chodzi o to, żeby wybrany utwór był spokojny i dostojny? w
        sensie,żeby nie grać "będę brał cię w aucie" w kościele
        • rok temu byłam na ślubie kościelny w Warszawie, gdzie na wyjście
          chór śpiewał młodym refren "Ale we need is love" Beatelsów

          co roku tvp1 emituje z okazji Bożego Narodzenia koncerty nagrywane w
          jednym z warszawskich kościołów, gdzie chóry gospel, wykonawcy
          popowi wykonują nie tylko pieśni kościelne, ale też popularne
          kolędy, ale też i amerykańskie pieśni około-świąteczne, zw. z zimą,
          mikołajem, choinką etc

          w czasie wizyt JP2 w Polsce i mszy dla wiernych nie raz słyszeliśmy
          pieśni i muzykę daleką od liturgii

          Callja- Twój ostry ton nie pokrywa się jednoznacznie z tym, jak
          wygląda rzeczywistość w Polskich kościołach
          interpretacja przedstawionych przez Ciebie przepisów pozostaje w
          gestii proposzcza danej parafii, w jego wyczuciu przyzwoitości i nie
          wierzę by Bogu nie było miłe, że np w czasie mszy ktoś śpiewa
          wspomniane "What a Wonderfull World"
          oczywiście temat jest delikatny i należy uważąć by w
          dobie "macdonalizacji" świata nie doszło do tego, że w kościele
          usłyszymy "Macarenę", ale nie przesadzaj Callaja z radykalizacją
          życia duchowego i religijnego
          szczególnie, że nikt tu nie proponuje pieśni w stylu "Prawy do
          lewego"

          --
          "Życie z facetem, którego do wszystkiego trzeba namawiać,
          przekonywać i zmuszać jest gorsze niż przepychanie wieprza przez
          rurociąg."
          • mała errata do tego co napisałam- nie precyzyjnie-> pisząc o "What a
            Wonderfull World" mam na myśli moment wejścia/ wyjscia- nie
            wyobrażam sobie by w czasie przyjmowania komunii ksiądź wyraził
            zgodę na taką muzykę
            --
            "Życie z facetem, którego do wszystkiego trzeba namawiać,
            przekonywać i zmuszać jest gorsze niż przepychanie wieprza przez
            rurociąg."
            • mrozonka82 napisała:

              > mała errata do tego co napisałam- nie precyzyjnie-> pisząc o "What
              a
              > Wonderfull World" mam na myśli moment wejścia/ wyjscia- nie
              > wyobrażam sobie by w czasie przyjmowania komunii ksiądź wyraził
              > zgodę na taką muzykę

              No niestety, jak widac we wcześniejszych postach - są i księża,
              którzy mają w głębokim poważaniu zawartość muzyczną Mszy św... I
              naprawdę niewiele nam juz brakuje do przysłowiowego "Prawy do
              lewego" na Komunię czy Ofiarowanie sad

              Nie protestuję np. przeciwko zagraniu na wejście np. "Prelude"
              z "Partuty E-dur" na kskrzypce solo Bacha, czy fragmentu z któregoś
              z koncertów organowych Haendla. RZED i PO Mszy św. jest to
              dopuszczalne. Ale coraz częściej w te i nie tylko momenty Mszy św.
              wpycha się utwory nei tyle świeckie, co stricte rozrywkowe i
              wtedy zaczyna się jazda - mamy juz na mszach jazz, pop, hitu
              filmowe, ogólnie p mieszanie z poplątaniem. I całkowity brak
              poszanowania dla sfery sacrum. Stąd moja dość ostra ostawa - po
              prostu jesli na czas nie powiemy "nie", to będzimy mieli w kościele
              taką sama sytuacje jak w zsekolaryzowanej Francji; a czym sie wtedy
              różni kościół od supermarketu, jak nawet muzyka w tych dwóch
              miejscach jest jednakowa??? Choć jedno miejsce to konsumpcja,
              drugie - powinno byc duchowością... No, chyba że ktoś chce brac ślub
              w supermarkecie - juz jeden taki w Polsce był, wprawdzie cywilny,
              ale Młodej nawet welon z lamówką dali i gipsiki na rączki założyli,
              więc full wypasior wink
              • Przede wszystkim przepraszam za byka w tytule.
                Nie chodzi mi o puszczanie czegokolwiek z płyty, ale o zagranie
                przez organiste ewentulenie na skrzypcach melodi "Unchained melody",
                nawet wolniej niż zwykle. Słyszałam, że niekiedy się na to zgadzają.
                Chciałabym to idąc do ołtarza, tylko i wyłącznie, nie w trakcie
                samego sakramentu. To nie jest zwykły kaprys, ta melodia naprawdę
                mnie wzrusza, a mój narzeoczny nie chce jej na pierwszy taniec, bo
                uparł się, że musi być to piosenka polska żeby jasno rozumiał o czym
                jest. Nawet szukałam w internecie tej ballady w polskiej wersji,
                czasami są takie przeróbki.Dzięki za odpowiedzi i opinie, jest to
                ciekawy problem chyba.
                Chciałabym jednak troche na ślubie gości zaskoczyć.
    • generalnie to smieszy mnie to jak ktos rzuca przepisami koscielnymi,
      ktore potem nijak sie maja do sprzedajnych ksiezy. Taka prawda
      niestety.
      Widzialam juz dwa sluby koscielne w plenerze "za odpowiednia oplata"
      jak rowniez na slubie mojej przyjaciolki kiedy wchodzila do kosciola
      bylo grane na puzonie + kwartet smyczkowy "What are you doing the
      rest of your life" ktore zdecydowanie piesnia koscielna nie jest.

      Co na to powiesz droga calljo?
      --
      http://www.whenismywedding.com/signature/2dd5410f6e10a468.gif
      • A mnie to śmieszy jak ktoś chce brać ślub kościelny a w d.pie ma kościół. I
        byłam świadkiem jak ksiądz przerwał grajkom i powiedział że albo się dostosują
        do reguł liturgicznych i zmienią muzę albo poprosi ich uprzejmie o opuszczenie
        kościoła.
        • Gdyby nasz ksiądz miał takie podejście to bym się dostosowała. Ale w
          większości przypadków sprawa rozbija się o kasę, więc czemu mam z
          tego nie skorzystać, żeby mieć swój wymarzony ślub, który podkreślam
          jest ślubem moim i mojego narzezonego, ani całego kościoła i
          księdza. Kościół sam sobie wyrabia opinie kolejnego usługodawcy
          niedługo będzie wisiał cennik. Jak widać stopniowo okazuje się, że
          jednak wszystko jest na sprzedaż. Ubolewm nad tym, ale cóż trzeba
          grać w tej grze jeśli się chce mieć to co się chce.
          • misscraft, czy ty w ogóle - mówiąc kolokwialnie - chodzisz do
            kościoła co niedziela na mszę, czy tylko śluby, chrzciny i pogrzeby?
            --
            Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiona jestem.
            • emkaska - świetne pytanie!!!

              Coraz częściej zauważam, że PM traktują ślub kościelny = liturgię
              tak jak inne elementy "wielkiego dnia", w stylu sukni czy winietek.
              Ma być "ładnie" i "tak jak ja chcę". Treść, wymowa, symbolika się
              nie liczy.
              • Nie chodzę tylko na pogrzeby, śluby, chzyciny itd. ale też nie w
                każdą nie dziele. Nie czuje potrzeby, gdy będę w wieku mojej babci
                pewnie ta potrzeba będzie większa. Ciekawe jak dużo ludzi chce mieć
                ślub kościelny, a nie chodzi do kościoła? Pewnie sporo, ale czy to
                takie straszne? Boli Was to, bo wy chodzicie w każą niedziele?
                Symbolika się liczy właśnie najbardziej, ale nie tylko w sensie
                religijnym, ale w sensie przysięgi między dwójką ludzi, która chce
                spędzić razem złożoną przed najbliższymi nam ludźmi. Jest coś złego
                w tym, że dla mnie ślub kościelny ma wydźwięk romantyczny, a nie
                teologiczny? Czy jestem w związku z tym hipokrytką?
                • jesteś, ślub kościelny to przede wszystkim sakrament, a nie
                  amerykanska komedia romantyczna...

                  do ślubu kościelnego nikt nie zmusza, a jeśli ktoś bierze go tylko
                  dla "romantyzmu" jest hipokrytą...
                  --
                  "Prawdopodobnie będziemy mieli do czynienia z Rosją bardziej
                  imperialną w swoim sąsiedztwie, niż była za Jelcyna. Ale nie
                  postrzegam jej jako mocarstwa stanowiącego wyzwanie dla
                  cywilizowanego świata, bo jest za słaba."
                  Fareed Zakaria
                  • Dzięki Bogu, że nie tacy jak Ty i dwie osoby powyżej o tym decydują.
                    Gdyby ślub kościelny brali tylko Ci dla których najważniejszy jest
                    sakrament to drastycznie by spadła ich ilość.
                    Nie podoba mi się współczesny kościół i jego polityka, szczególnie w
                    Polsce, ale nie jestem jedyną osobą która decyduje jaki weźmiemy
                    ślub.

                    A romantyzm nie jest dla mnie jedynym kryterium, nie tylko ja biore
                    ślub, ale też mój narzeczony, co a może to za mało, może powinnam
                    się kłócić z nim i uprzeć się, że mi cywilny wystarczy, być może
                    gdyby nie on i nasze rodziny nie zdecydowałabym się na ślub
                    kościelny, ale nie jestem sama i nie zamierzam być egoistką, żeby
                    być w zgodzie ze sobą i popsuć stosunki ze wszytskimi innymi...
                    Więc wypraszam sobie wytykanie mi, że traktuje sakrament jak komedie
                    romantyczną i to ... amerykańską (!?), nie znasz mnie...
                    Tacy "miłosierni" chrześcijanie a ile w tym zjadliwości, założe się
                    że na codzień wszyscy chodzący do kościoła, którzy mnie potępiają za
                    to, z powodu jednaj piosenki zachowują się po chrześcijańsku...
                    • Nie fukaj... po co ta złość?? piękności szkodzi wink

                      A mówiąc poważnie - całość Twoich tłumaczeń nie zmienia faktu, że
                      traktujesz fakt ślubu kościelnego dość instrumentalnie, że ma
                      by fajny i dla rodziny. Że wybiórczo traktujesz fakr ślubnej
                      liturgii - będzie bo ładna, ale ma być jeszcze "fajna". I zamierzasz
                      ślubna ceremonię = liturgię równie uładnić jak swoją ślubną
                      suknię, przyjmując zresztą to samo kryterium - "posmaruję, to
                      dostanę co chcę". Spróbuj się może zastanowić (i na pewno
                      ktoś z nas Ci w tym wyborze pomoże!) jakie utwory wprowadzić do
                      Twojej slubnej ceremonii, by było zarówno w zgodzie z wymogami
                      liturgi, jak też pięknie. Można, da się. Melodie świecko-rozrywkowe
                      pozostaw na weselisko. I niekoniecznie trzeba bedzie "smarować",
                      raczej wręcz przeciwnie - DOBRY muzyk ucieszy się, gdy poprosi się
                      go o nieoklepany i zgodny w wymogami sacrum repertuar.

                      A jeśli wychodzisz za mąż w kościele głównie ze względu na rodzinę i
                      narzeczonego, to właśnie jest to dość egoistyczne; wolisz wziąć ślub
                      nieszczerze, bez przekonania (bo Kościoła nie lubisz) byle rodzinka
                      była zadowolona i stosunki się nie popsuły??? No sorry, ale taka
                      przesłanka do branie ślubu jest argumentem używanym w trakcie...
                      unieważniania małżeństw kościelnych!!! Zastanów się, proszę - może
                      naprawdę lepiej wziąć piękny ślub humanistyczny w kształcie i
                      oprawie rzeczywiście Twojej, z odczytaniem ulubionych wierszy, może
                      listów i SMS-ów które są dla Was ważne, piosenkami które Was oboje
                      wzruszają, takimi budzącymi wspomnienia... zamiast odstawiać dziwne
                      akcje w kościele, ze świeckimi wtrętami...
                    • misscraft napisała:

                      > Dzięki Bogu, że nie tacy jak Ty i dwie osoby powyżej o tym
                      decydują.
                      > Gdyby ślub kościelny brali tylko Ci dla których najważniejszy jest
                      > sakrament to drastycznie by spadła ich ilość.

                      Może to i lepiej, kiedy ilość przeradza się w jakość.

                      > Nie podoba mi się współczesny kościół i jego polityka, szczególnie
                      w
                      > Polsce, ale nie jestem jedyną osobą która decyduje jaki weźmiemy
                      > ślub.

                      Ktoś oprócz narzeczonego jeszcze decyduje? I ten narzeczony zmusza
                      cię do kościelnego, a tym dla świętego spokoju ulegasz???

                      >
                      > A romantyzm nie jest dla mnie jedynym kryterium, nie tylko ja
                      biore
                      > ślub, ale też mój narzeczony, co a może to za mało, może powinnam
                      > się kłócić z nim i uprzeć się, że mi cywilny wystarczy, być może
                      > gdyby nie on i nasze rodziny nie zdecydowałabym się na ślub
                      > kościelny, ale nie jestem sama i nie zamierzam być egoistką, żeby
                      > być w zgodzie ze sobą i popsuć stosunki ze wszytskimi innymi...

                      Z tego bełkotu wynika, że uczestniczysz w szopce, aby inni nie
                      mówili...

                      > Więc wypraszam sobie wytykanie mi, że traktuje sakrament jak
                      komedie
                      > romantyczną i to ... amerykańską (!?), nie znasz mnie...

                      Czyli co innego piszesz na forum, a co innego robisz w realu? Po co?

                      > Tacy "miłosierni" chrześcijanie a ile w tym zjadliwości, założe
                      się
                      > że na codzień wszyscy chodzący do kościoła,

                      ja chodze nie codzień tylko w niedziele, święta i inne ważne
                      okazje...

                      którzy mnie potępiają za
                      > to, z powodu jednaj piosenki zachowują się po chrześcijańsku...

                      Nie jestem doskonałym chrześciajaninem i bardzo grzeszę. Bo mnie
                      kiedyś oceni.

                      Top co cioteczko. Co bedziesz czuła skladając przed Bogiem przysiegę
                      malłzeńską..."tak mi pomóż Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Jedyny
                      i wszyscy Święci"???

                      Fajnie zaczynać malzenstwo od taetrzyku i klamstwa???



                      --
                      "Prawdopodobnie będziemy mieli do czynienia z Rosją bardziej
                      imperialną w swoim sąsiedztwie, niż była za Jelcyna. Ale nie
                      postrzegam jej jako mocarstwa stanowiącego wyzwanie dla
                      cywilizowanego świata, bo jest za słaba."
                      Fareed Zakaria
                      • Będąc na moim miejscu nie byłybyście takie przekonane co do tego, że
                        ważniejsza jest szczerość niż wyprawianie szopki wbrew sobie. Poza
                        tym nie mogę powiedzieć, że to jest całkiem wrew mnie, w końcu
                        inaczej bym postawiła na swoim, nie i koniec, choć byłby dym.
                        Mieszkam z babcią, osobą bardzo wierzącą, wręcz zaślepioną. Nie wiem
                        jakby to przełkła, bez ślubu kościelnego? Miałabym mieć wyrzuty
                        sumienia że jej znowu cukier i ciśnienie podskoczyło. Ślub
                        humanistyczny? Myślałam o tym, ale to bardzo nowa rzecz i nie wiem
                        jakby się to sprawdziło, zresztą do mojego narzeczonego
                        tradycjonalisty coś takiego kompletnie nie pasuje. Jak pisze nie
                        chodzi TYLKO o mnie. Ja nie chce się więcej szarpać, większość życia
                        musze walczyć oto żeby ludzie mi bliscy zrozumieli, alebo chociaż
                        zaakceptowali moje wybory i opinie, w tym dniu chce mieć spokój.
                        Tak, ślub kościelny jest kompromisem z mojej strony, ale myśle że
                        nie będę go żałować. Żeby wyprawiać wesele też się nie paliłam, wg
                        mnie szkoda kasy. Jakbym we wszytskim była na nie to teściowa zuna
                        mnie za jędze, coś co z mojej strony nie jest jakimś strasznym
                        poświęceniem nie może psuć stosunkóow z nową rodziną na przyszłość.
                        Łtwo powiedzieć, ale to delikatna sprawa.
                        I ja nie mówie, że ja nie chce ślubu kościelneo ani że jestem
                        zdeklrowaną osobą nie wierzącą. Chce ślubu kościelnego, jest to
                        ważne przeżycie duchowe, ale dla mnie ważna jest w tym dniu
                        kultywacja naszej miłości obwieszczenie jej światu niż Bóg, co nie
                        znaczy, że wogóle nie będzie we mnie w tym dniu uczuć również
                        religijnych. Gdybym miała ślubować wyłącznie Bogu to byłoby to
                        ślubowanie kapłańskie.
                        Nie można mówić, że w tym dniu dla panny młodej ma być ważny
                        wyłącznie sakrament, to nie jest chyba możliwe biorąc pod uwagę
                        nawał pracy.
                        Może i będę hipokrytką, ale uszczęśliwie i innych i siebie.
                        Troche posłuchałam utworów sakralnych i może znajde jednak coś dla
                        siebie.
                        PS. Callja, to "nie fukaj" mi się podobałowink
                        Ale nie na Ciebie fukałam, Twoje wypowiedzi brzmią bardzo
                        racjonalnie.
                        • misscraft - ze smutkiem czytam Twoją wypowiedź... i tylko zacytuję
                          mojego ukochanego i mądrego tutora: "Jeszcze się taki nie narodził,
                          co to by wszystkim dogodził". Próbujesz dogodzić babci, rodzicom,
                          narzeczonemu, tesciowi, walczysz o ich akceptację (z tego co piszesz
                          wynika, że z niewielkim skutkiem sad ), a gdzie w tym wszystkim
                          miejsce dla Ciebie??? Ulegniesz w sprawie ślubu i wesela, i będziesz
                          ulegała nadal, bo kamyczek zwykle pociąga za soba lawinę... Uwierz,
                          że życze Ci wszystkiego najlepszego - ale w takim razie może lepiej
                          zawrzeć ślub jednostronny??? Jeśli przysięgę mówi się brez
                          przekonania (z obojętnei jakiego powodu) małżeństwo jest nieważne z
                          definicji - dlagteg pisałam o podstawach do unieważnienia... Sama
                          jestem wierząca i praktykująca, ale rozumiem zarówno sceptyków jak i
                          ateistów, i staram się patrzec przede wszystkim na CZŁOWIEKA i to,
                          co sobą reprezentuje; i jak odnosi się do bliźnich tych podobnych do
                          niego i odmiennych (rasą, wyznaniem, poglądami politycznymi etc.).

                          Jeśli jednak zdecydujesz, że kościelny być MUSI + dwustrony,
                          postaraj się wykrzesac z siebie przekonanie i przede wszystkim -
                          troszkę ufności w Boga. W dobry los. Jeśli zastanowisz się, daj
                          znać; w zależnści od tego, jaki zestaw muzyków wybierzesz (może będę
                          mogła służyć namiarami - nie wiem, skąd jesteś) pomoge Ci wybrać
                          taki repertuar, co serce ucieszy i sacrum uszanuje.

                          A na razie bardzo Cię prosze - zastanów się nad sobą i swoimi
                          decyzjami. I nad tym, czy nie czas, by dac rodzince kopniaka,
                          zaprzestać żebraniny o ich akceptację, i zacząć po prostu ŻYĆ. Po
                          swojemu, bez oglądania się za siebie, uczciwie i szczerze. To żadna
                          zbrodnia!! Nie masz obowązku całe życie udowadniać, że nie jesteś
                          wielbłądem i kajac się za winy niepopełnione.

                          Powodzenia
                          • callja napisała:
                            A na razie bardzo Cię prosze - zastanów się nad sobą i swoimi
                            > decyzjami. I nad tym, czy nie czas, by dac rodzince kopniaka,
                            > zaprzestać żebraniny o ich akceptację, i zacząć po prostu ŻYĆ. Po
                            > swojemu, bez oglądania się za siebie, uczciwie i szczerze. To żadna
                            > zbrodnia!! Nie masz obowązku całe życie udowadniać, że nie jesteś
                            > wielbłądem i kajac się za winy niepopełnione.

                            Callja, bardzo niepopularne poglądy głosisz. Chyba stos Cię czeka.
                            A serio, jest tyle pięknej, radosnej muzyki mieszczącej się w ramach liturgii,
                            że brać i przebierać.
                            Cenię Cię, że usiłujesz zwrócić uwagę na powagę sakramentu małżeństwa.
                            Dziewczyny nie chcą Cię słuchać, bo im się rozłazi: swoje chcenie, chcenie
                            rodziny, bo tak trzeba, bo koleżanka tak pięknie miała...
                            Ach, no i jaka ta piękna suknia ma być, że żadna w naszej wsi takiej nie miała.
                            (od razu mówię - wieś to np. Poznań, Łódź).
                            Sacrum? Ach gdzieś tam w tyle, jeśli kogoś to obchodzi, bo ważniejszy tren -
                            podpinany albo nie, bo buty nie takie...
                            Sam sakrament umyka.
                            • To prawda, że dla mnie ważna jest sprawa świadomości udzielania
                              sobie przez Młodych SAKRAMENTU w obecności osoby konsekrowanej... A
                              jednym z czyników obrzędu jest muzyka, o która walcze tak zaciekle,
                              by nie straciła swojego miejsca, wagi i treści.

                              Cóż, gdy dla kogoś ważniejsza bywa wysokość i kształ obcasa, to
                              ciężko przekonać do zastanowienia, czy "Wspaniały świat" Armstronga
                              albo "Pie Jesu Domine" ("Dobry Jezu, a nasz Panie") nadaje się na
                              śluba liturgię, czy nie.
                              • za rzeczowe i konkretne przedstawienie wielu spraw...

                                niestety po lekturze forum mozna dojść do wniosku, że ten kształt
                                obcasa i fontanna czekoladowa są tym wokół czego obraca się
                                wyobrażenie o ślubie i małzeństwie wielu forumowiczrek...
                                • Mimo wszystko, nieśmialutko liczę na to, że w ferworze dywagacji o
                                  kształcie obcasa i typie czcionki na winietkach ktoś zatrzyma się
                                  tutaj na chwilę, i zastanowi nad sferą sacrum i muzyką jej
                                  przynależną...

                                  I może od zastanowienia i do czynu dojrzeje smile
    • Ślub jest sakramentem, udzielanym przez księdza w kościele. Upraszczam, wiem, że
      można inaczej, ale nie o to chodzi. Jesli ktoś chce wziąć ślub w obrządku
      Kościoła katolickiego, to decyduje się na uroczystość kościelną. Decyduje się
      zatem na taki obrządek jaki tam obowiązuje.
      Sakralny, a nei świecki.

      Dodatkową muzykę świecką można zamówić na ślubie świeckim, kościelną na
      kościelnym. Jak ktoś napisał, można taką sobie wybrać, żeby odpowiadała.

      Mnie dziwi laicyzacja takich "obrządków". Ślub - ale ze świecką muzyką, być
      chrzestnym rodzicem, ale kupić dziecku na chrzest krzesełko do karmienia,
      komunia - żadnej Biblii czy medalika, za to quad... no cóż... na czym komu zależy.
      • u mnie na slubie byl kawalek Enio Moricone The Misson. i nikt nie
        mial nic przeciwko a niektorym łezka sie zakrecila.
        • Ten "kawałek" z "Misji" wciskany jest na co drugi ślub, bo jest
          łatwy do grania dla muzyków-leniuszków wink w dodatku oklepany do
          mdłości, więc się podoba ciotkom i kuzynkom bo "oooo!! ja to znam!!!
          było też u Kazi na ślubie!!". To tak, jakby Panna Młoda założyła tę
          samą suknię ślubną, co wczesniej jej kuzynki i sąsiadki - wszyscy
          juz to widzieli/słyszeli. A swoją drogą, utwór opiewający masakrę
          Indian, na ślubnej ceremonii - piękna wróżba dla Młodej Pary sad


          A na poważnie - już powyżej bardzo mądrze napisano, że ślub
          KOŚCIELNY wiąże się z akceptacją pewnych reguł i zobowiązań; jeśli
          ktoś chce repertuaru typowo świeckiego, to może lepiej wziąć ślub
          swiecki, cywilny, humanistyczny, zwłaszcza, że wolno już takiego
          ślubu udzielić poza USC...


          Nikomu - podkreślam po raz kolejny, nie wciskam ponurych smęceń
          kościelnych, muzyka może jak najbardziej, i wręcz powinna być
          zarówno liturgiczna, jak radosna, podniosła i uduchowiona. Taka, by
          ślubna Msza św. była przeżyciem jedynym w swoim rodzaju, duchowym i
          niezapomnianym.
          • Ciekawie czyta się Twoje posty. Fajnie, że jest ktoś, kto się zna na tym comówi.
            ALE... jest kilka kwestii które są dla mnie niejasne, albo mnie dziwią

            1) Dlaczego dziwisz się, że ludzie (Czyt.wierni) chcą mieć na swoim slubie
            muzykę świecką, która kojarzy im się z radością itp? Większość dziewczyn zna
            muzykę litrurgiczną z mszy, na której często (tak jak w moim mieście) śpiewa
            "Pani Tereska i Pan Czesio" i zawodzą niemiłosiernie, kalecząc każdy utwór i
            nadając mu żałobny ton. Byłam w zyciu na kilku koncertach muzyki liturgicznej,
            wiem, że może byc piękna i wzruszająca, ty jesteś wykształcona w tym kierunku.
            Ale w większości przypadków źle się ona kojarzy co winą jest TYLKO I
            WYŁĄCZNIE KSIĘŻY


            2. Czy nie uważasz, że jeśli KK zależałoby, aby liturgie były prowadzone wg
            zasad zgodnych z prawem kościelnym to zmiany widac by było natychmiast?
            Zazwyczaj, jeśli KK na czymś zalezy to nie żałuje sił i środków, żeby to
            wprowadzić, a księża MUSZĄ słuchać odgórnych wytycznych. Skąd więc ta akceptacja
            "góry" na taką samowolkę?
            A może ten zapis o muzyce jest tylko jednym z "martwych przepisów" wprowadzonych
            ot tak dla porządku?

            3. Dlaczego księża, skoro muzyka jest tak ważna, zatrudniają często takie "panie
            Tereski i Czesiów organistów" zamiast wykształconych muzyków (płacąc im
            odpowienio
            ) którzy od początku pokazywaliby wiernym, że muzyka liturgiczna
            jest piękna i z powodzeniem może konkurować ze swieckim brzmieniem...?

            Podsumowując: Nie dziwię się, że dziewczyny wolą coś radosnego, zamiast
            zawodzenia. To, że można radosne utwory znaleźć wśród tych które nadają się dla
            liturgii to jest wiedza tajemna, zarezerwowana dla tych, którzy się znają.
            Polegać na organiście jak wyżej napisałam też nie można. Na księdzu tez, bo
            niedouczony.

            A z niedouczenia księdza (to KK sam jest sobie winien) dziewczyny mają prawo
            korzystać.
            Jakby KK zalezało, żeby te prawa były respektowane, to MZ poradziłby sobie dość
            szybko. Czego jak czego, ale zaradności i forsowania swoich racji KK odmówić nie
            można.
            --
            www.slubcywilny.info/
            DLA WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH, ZAPRASZAMY!
            • Między innymi dlatego, że ktoś prezentuje postawę podobna do Ciebie
              ("nie znam się na tym, to ci mi tam") jestem tutaj. I tak mamy już
              do czynienia z dalegko posuniętym relatywizmem w stylu "chcę to bede
              miał", "ma byc fajnie", "ksiądz tez się nie zna" - i w efekcie mało
              brakuje, by pod ołtarzem śpiewac "Majteczki w kropeczki" sad
              Niestety, duża w tym wina księży - którzy zatrudniają często
              nieouczonych i kiepsko grających organistów, bo tacy im nie
              podskoczą... Czy fakt, że ludziom "tak wygodnie", ma powodować, że
              zaakceptujemy relatywizm na wzór usychającego Kościóa francuskiego
              (opisanego tutaj)?

              Wbrew pozorom, część księży i zakonników przestrzega ślciśle reguł,
              słucha zaleceń Benedykta XVI (tu naprawde nie chodzi o tworzenie
              martwych przepisów!), i na przykład z wielu mszy młodzieżowych u
              dominikanów poznikały (o zgrozo wink ) wrzeszczące
              nieliturgiczny repertuar scholki gitarkowo-bębenkowe. Nie oszukujmy
              się jednak - referaty do spraw muzyki kościelnej w diecezjach są
              najczęściej jedno-dwuosobowe, i ci księża z wykształceniem muzycznym
              nie mają fizycznie możliwości skontrolowania każdej parafii bez
              wyjątku. Nie zmuszą też wszystkich księży do pogonienia
              niekompetentnych organistów, którzy siedzą za organami jak tępe
              kwoki, za to nie żądają umowy o pracę...

              Poza tym, muzyka wartościowa + liturgiczna nie gryzie, i
              dobierając oprawę muzyczną ślubu według liturgicznego klucza można
              zapewnić sobie piękną, radosną, uduchowioną i niepowtarzalną
              ceremonię, zamiast kalki ślubu kuzynki Wiesi z Pikutkowa. Goście
              zaskoczeni może zainteresują się "dlaczego" - i docenią. Ale przede
              wszystkim my same zdobędziemy troszkę wiedzy i świadomości. Przeciez
              to super sprawa smile No chyba, że ktoś woli pozostać przy strategii
              inżyniera Mamonia wink
              • callja, to nie o to chodzi.

                > Niestety, duża w tym wina księży - którzy zatrudniają często
                > nieouczonych i kiepsko grających organistów, bo tacy im nie
                > podskoczą... Czy fakt, że ludziom "tak wygodnie", ma powodować, że
                > zaakceptujemy relatywizm na wzór usychającego Kościóa francuskiego
                > (opisanego tutaj)?
                Wygodnie jest i księżom i wiernym. Więc skoro "ksionc powiedział" to znaczy, że
                można. Koniec kwestii. Zmiany powinno zacząć się od myślenia KSIĘŻY a nie wiernych.

                Nie oszukujmy
                > się jednak - referaty do spraw muzyki kościelnej w diecezjach są
                > najczęściej jedno-dwuosobowe, i ci księża z wykształceniem muzycznym
                > nie mają fizycznie możliwości skontrolowania każdej parafii bez
                > wyjątku. Nie zmuszą też wszystkich księży do pogonienia
                > niekompetentnych organistów, którzy siedzą za organami jak tępe
                > kwoki, za to nie żądają umowy o pracę...

                I o tym piszę. KK ma pieniądze i mozliwości. Jeśli ludzi w referatach jest mało-
                zatrudnić więcej. Jeśli brak księży z wykształceniem muzycznym- dokształcać,
                albo zatrudniać osoby swieckie, żeby kotrolowały

                Nie zmuszą też wszystkich księży do pogonienia
                > niekompetentnych organistów, którzy siedzą za organami jak tępe
                > kwoki, za to nie żądają umowy o pracę...


                Dlaczego nie zmuszą? KK ma strukturę hierarchiczną. Co powie góra, dół słucha.
                Jeśli władzom KK zależy na prawidłowej muzyce podczas mszy, to niech się
                postarają a nie gromią na wiernych, że chcą coś innego, świeckiego.
                Co z tego, że jakaś dziewczyna wybierze odpowiednie utwory na slub, skoro
                przyjdzie w niedzielę do koscioła a tam czesio organista po zakrapianej sobocie
                będzie smętnie wył do mikrofonu. Coś to zmieni, że ONA zrezygnuje np z
                saksofonu? Zmieni się cos na korzyść, skoro na codzień KSIĄDZ który pownien tego
                pilnować ma do w D....?



                --
                www.slubcywilny.info/
                DLA WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH, ZAPRASZAMY!
                • No dobrze, ale skoro jest pod względem muzycznym w kościele trochę
                  zaniedbania (władz) i duuuuużo przyzwyczajenia + lenistwa (wierni!)
                  to co - mamy zaakceptować to co jest i poddac się bezwolnie??? To
                  tak, jakbyś mając u siebie w mieście jeden salon z paskudnie
                  brzydkimi sukniami ślubnymi kupiła jednak którąś z nich, bo po co
                  jechac gdzieś indziej i kupić ładną...

                  Mnie samej zdarzało się zmieniać parafie coniedzielnym Mszy św.
                  właśnie ze względu na wyjących/kaszaniących organistów. Zdarzało mi
                  się także obserwować sytuacje wyrzucania z kosciołów
                  zespolików "ślubnych" grających na ślubach świeckie piosenki. Coś
                  drgnęło, referaty muzyczne kurii choć obłożone robotą - działają,
                  starajmy się zatem raczej postrzymywac dobry trend, niż biernie
                  akceptowac to co złe. Jeśli widzimy coś ewidentnie niefajnego w
                  muzyce kościelnej w danej parafii, wystarczy telefon - przykładowo w
                  diecezjach legnickiej i katowickiej referaty muzyczne działają
                  energicznie, i kierują nimi kompetentni i wykształceni księża-
                  muzykolodzy.
                  • > No dobrze, ale skoro jest pod względem muzycznym w kościele trochę
                    > zaniedbania (władz) i duuuuużo przyzwyczajenia + lenistwa (wierni!)

                    ja bym odwróciła proporcje- jest duuuużo zaniedbania i lenistwa księży, ale też
                    duuużo przyzwyczajenia wiernych.

                    Żeby nie było: ja nie jestem katoliczką, ale lubię koncerty muzyki liturgicznej,
                    nie tylko katolickiej. Dla mnie piekne są koncerty muzyki prawosławnej, gdzie
                    muzyka jest niezwykle ważnym elementem liturgii i podejrzewam że nikomu nie
                    przyszło by do głowy zastąpić śpiew tamburynem.
                    I zgadzam się z tobą, że szkoda, że zanikają tradycje w czasie liturgi, bo
                    czesio organista zna tylko 5 utworów na krzyż.
                    Zgadzam się też, że należy oddzielać sacrum od profanum.

                    Ale nie zgadzam się, że to wierni mają tu za cel być motorem zmian.
                    Bo z tego jak znam KK to nie zdarza się i nie tego się od wiernych oczekuje. I
                    do tego też KK swoich wyznawców przyzwyczaił- bierności.

                    Ja już widzę, jak ktoś z wiernych z mojego miasta dzwoni z uwagą, że nie podoba
                    mu się organista w kosciele, i że działa schola!
                    No proszę Cię, ludzie nie wiedzą nawet (ja też nie wiedziałam) że to jest nie
                    zgodne z duchem liturgii.

                    A to, że w tej chwili wierni traktują księdza jako wykonawcę- no wybacz, ale
                    jeśli bierze on (bo jest taki "wymóg" bo tak się przyjęło) za mszę ślubną
                    pieniądze, często niemałe, to dziwne nie jest. I to też jest księżą na rękę:
                    wolą trochę nagiać te prawa a zarobić.



                    --
                    www.slubcywilny.info/
                    DLA WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH, ZAPRASZAMY!
                    • Drobiazg polega na tym, że gdy księża czy zakonnicy biorą się za
                      czyszczenie liturgii ze świeckich/obcych wtrętów, to podnosi się
                      wrzask wiernych "no po co, pan Czesio ladnei gra i woooolno, a
                      scholka takie śliczne pioseki z grzechotką śpiewa". Wina lezy po obu
                      stronach, czasem księża nie mają wykształcenia & chęci, czasem
                      wierni nie mają wiedzy i... gustu wink

                      Ja postuluję przede wszystkim nie uleganie biernemu obserwowaniu - a
                      jeśli osoba niewierząca lubi koncerty muzyki liturgicznej, to chyba
                      świadczy o tym, że ma ona jakąś siłę oddziaływania wink Notabene -
                      sama lubię muzyką cerkiewną, uwielbiam jazz i gospel (nie w czasie
                      Mszy wink ), będąc katoliczką smile Po prostu pewne zjawiska mają swoje
                      miejsce i przeznaczenie, a naszym zadaniem jest niemylenie pojęć -
                      nikt nie zabroniNIKOMU tańczenia na weselu do muzyki Beatlesów,
                      wręcz pochwali - Beatlesi tworzyli historię muzyki! ale w czasie
                      Mszy św. pozwólmy "przemówić" innej muzyce, litugicznej.
                      • smile Czyli jak zawsze racja leży po środkusmile
                        --
                        www.slubcywilny.info/
                        DLA WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH, ZAPRASZAMY!
                        • W kwestii "odpowiedzialności za muzyczne pomieszanie z poplątaniem"
                          w kościołach rzeczywiście wina jest obustronna wink Księża mają
                          niejednkrotnie w nosie, a wierni tym bardziej... Natomiast wtykaniu
                          w msze ślubne świeckich utworów "bo PM chce i nóżką tupie" mówię
                          zdecydowane NIE.

                          Inaczej zresztą nie mam prawa zareagować, choćby jako muzyk ze sporą
                          praktyką wink
                          • na moim kursie przedmałzeńskim ksiądz nie zalecał stosowania
                            wymyślnych utworów w czasie mszy ślubnej. a dlaczego? bo te pieśni,
                            które wszyscy znają, to zaśpiewają, czy POMODLĄ się z nami i za nas.
                            powtórzę raz jeszcze to, co napisałam powyżej: PIEŚN KOŚCIELNA JEST
                            MODLITWĄ.
                            Może zaproponujcie księdzu zamiast "Ojcze nasz" jakiś wiersz o
                            miłości do wyrecytowania... "Ojcze nasz" jest przecież takie
                            oklepane i nie ma tam nic wzruszającego.
                            --
                            Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiona jestem.
                            • Osobiście nie zalecam nic wymyślnego, ale ZAWSZE muzykę o statusie
                              liturgicznym. I zalecenie soborowe nic nie wspominają, że MUSZĄ to
                              być koniecznie pieśni kościelne z tych najpowszechniejszych (np. ze
                              śpiewnika ks. Siedleckiego) - może być muzyka o statusie
                              liturgicznym, ale solowa. Akurat ta uwaga księdza z kursu jest ciut
                              za daleko posunięta, niekoniecznie trzeba na ślubie śpiewac te same
                              piesni, co na coniedzielnej Mszy św. - ale też (w myśl cytowanych
                              już przepisów) nie nalezy "udziwniać" wprowadzając jakies niewiadomo
                              jakie wynalazki... albo nie daj Boże muzykę świecką czy rozrywkową.
                              Ale skoro mamy do dyspozycji skarbnicę wspaniałej muzyki tworzonej
                              przez wieki z myślą o chwaleniu Boga do liturgicznych
                              tekstów, to czemu z tego nie skorzystać??? Nie ma tu żadnego błędu
                              czy nadużycia liturgicznego.

                              Warunek - kompetentni, świetni technicznie i znający prawidła
                              liturgiczne muzycy. I kumaty ksiądz, który nie traktuje organisty
                              jak chłopca do bicia i karcenia.
                              • Ja nie zamierzam się sprzeczać z przepisami kościoła. Moim jedynym wymogiem co
                                do muzyki na ślubie było to, żeby na wyjście grali marsz weselny smile Resztę
                                pozostawiłam inwencji organistki i skrzypka. Na pewno było Ave Maria, a poza tym
                                jakieś utwory, których nie znam, w każdym razie muzyka poważna.

                                Ale odnośnie muzyki w kościele, zauważ, że to się zmienia. Jeszcze z 50 lat temu
                                było absolutnie nie do pomyślenia, żeby grać w kościele na gitarze, a teraz jest
                                to dośc powszechne na mszach dla młodzieży i z tego co wiem, kościół tego nie
                                potępia, choć może nie wyraża też zachwytu. Ale jest to dowód na to, że
                                podejście KK do muzyki ewoluuje i to co jeszcze neidawno było absolutnie
                                zabronione, może już niedługo będzie normalne.

                                Przez pewien czas mieszkałam w Anglii i tam w kościele (katolickim) muzyka była
                                dużo weselsza niż bywa w Polsce. Nawet stałe fragmenty mszy były często w formie
                                piosenek przy gitarze (ale słowa oczywiście miały odpowiednie do tego co się
                                akurat działo). Moim zdaniem nie ujmowało to nic wzniosłości mszy, a za to
                                bardziej przemawiało do ludzi. Nie oszukujmy się, żyjemy w XXI wieku i mamy inną
                                nieco wrażliwość, emocje i inne nawet słownictwo niż powiedzmy w XVII wieku,
                                kiedy powstała część nadal współcześnie śpiewanych polskich pieśni kościelnych.

                                Tak z ciekawości, czy wiesz może, czy można wykonywać w kościele katolickim
                                gospel, "Amazing Grace" na przykład albo "Happy Day", czy to też nie podchodzi
                                pod muzykę sakralną?
                                --
                                Nasz staż smile
                                • Akurat muzykę oazowo-gitarkową Kościół traktuje z dużym
                                  sceptycyzmem, nie ujmując jej siły ewangelizacyjnej, ale zalecając,
                                  by taka muzyka soją siłe okazywała POZA liturgią = Mszą św. Zatem -
                                  możemy śpiewac pisenki oazowe przy gitarze na spotkaniu oazowym,
                                  koncercie parareligijnym (nawet w kościelnym wnętrzu, ale to
                                  KONCERT, nie msza!), agapie, ognisku oazowym, spotkaniu lednickim,
                                  PRZED i PO mszy - ale nei w jej trakcie! "Piosenki" zamiast części
                                  stałych Mszy św. - tu Benedykt XVI zatrząsłby się ze zgrozy, jest
                                  liturgistą i to bynajmniej nie betonowym (wbrew przezwisku "Panzetr-
                                  Kardinal" wink ), za to konsekwentnym... Kościół istotnie się zmienia,
                                  ewoluuje, i to jest absolutnie pozytywny trend. Jednocześnie Kościół
                                  dba o to. by ni ezaprzepaścić dorobku liturgicznego i
                                  KULTUROTWÓRCZEGO Kościoła z wielu wieków. Stąd dbałość o
                                  kultywowanie chorału gregoriańskiego, o przypominanie dorobku
                                  kompozytorów tworzących dzieła liturgiczne; np. Mozart pisał
                                  przecież swoje dzieła religijne jak msze, nieszpory czy litanie
                                  loretańskie z ogromną dbałością o zachowanie prawideł liturgicznych,
                                  bo też w czasie liturgii były one wykonywane, po to powstawały!!!
                                  Dl;atego nie można uważać, że to muzyczne, co raz czy dwa pojawiło
                                  się w kościele, Kościół usankcjonuje i pobłogosławi. Dlatego np. z
                                  kościołów dominikańskich zaczynają znikać rozkrzyczane scholki z
                                  oazowym repertuarem, bo Benedykt XVI nakazał im zamilknąć na czas
                                  liturgii. Po - prosze bardzo, ale w czasie liturgii mają zamknąć
                                  buzie. Jednego wciąż nie rozumiem - dlaczego msza gitarkowo-oazowa
                                  jest z marszu uważana za "weselszą"??? Tradycyjna i PIĘKNA muzyka
                                  liturgiczna jako żywo nie jest smutna!!! Jest piękna,
                                  natchniona, kipi radością wielnienia Boga. Wystarczy posłuchać
                                  choćby "Laudamus Te" z Wilkiej Mszy c-moll Mozarta albo jego
                                  mptetu "Exsultate, jubilate", i wszystko będzie jasne smile

                                  Sporo przepisów kościelnych przytoczyłam na początku wątku, pisałam
                                  tez o gospel. Kościół nie potępia gospel, ale tez umieszcza te
                                  utwory POZA liturgią. Gospel mozna sobei posłuchać/zaspiewać PO mszy
                                  slubnej, np. w czasie skłądania życzeń. Albo na sali weselnej. Jak
                                  najbardziej można spiewać pieśni gospel, ale nie w czasie
                                  liturgii!!! Stanowisko Kościoła wynika z faktu, iż jest to muzyka z
                                  gruntu protestancka, charyzmatyczno-quasisekciarska, o
                                  nieliturgicznych tekstach, bliska w nastroju transom Odnowy w Duchu
                                  św. (traktowanej nadal przez Kościół ostrożnie, ze względu na
                                  sekciarskie zeslizgi i zapędy, trącące chwilami manipulacją
                                  psychologiczną i egzorcyzmami). Poza tym "Amazing grace" grywa się z
                                  reguły na protestanckich... pogrzebach!!! więc wykonanie tego utworu
                                  na ślubie to podobny zgrzyt jak zaspiewanie katolicko -
                                  łacińskiego "Pie Jesu Domine" (czyli "Dobry Jezu a nasz Panie"), co
                                  czasem z upodobaniem czynią niedouczone panie śpiewczki sad

                                  Kiedyś byłam świadkiem, jak na ślubie polsko-amerykańskim
                                  niedouczony a chcący się popisać pan organista od 14 bolesci w
                                  czasie Komunii zagrał jazzową "Ciszę" - czyli motyw grywany
                                  zwyczajowo w USA w czasie spuszczania trumny do grobu... Mina Pana
                                  Młodego (Amerykanina) - bezcenna, autentycznie był zszokowany. Swoją
                                  drogą, głupawa wróżba w chwili zaslubin wink

                                  Reasumując - spróbujmy na ślubienie posiłkowac się muzyką
                                  protestancką, świecką, oazowo-sekciarską, a sięgnijmy śmielej do
                                  źródeł muzyki liturgicznej. Dzięki temu poznamy repertuar
                                  niesłusznie spychany na margines jako "wapno" i "przeżytek", a
                                  wiekami powstający na Bożą chwałę i pod opieką Kościoła do
                                  liturgicznych tekstów. I na pewno nei będziemy mieli wtedy ślubu
                                  muzycznie identycznego, jak kuzynka Wiesia z Pikutkowa i wujek
                                  Czesio z Głuchej Dolnej wink
                                  • > Kiedyś byłam świadkiem, jak na ślubie polsko-amerykańskim
                                    > niedouczony a chcący się popisać pan organista od 14 bolesci w
                                    > czasie Komunii zagrał jazzową "Ciszę" - czyli motyw grywany
                                    > zwyczajowo w USA w czasie spuszczania trumny do grobu... Mina Pana
                                    > Młodego (Amerykanina) - bezcenna, autentycznie był zszokowany. Swoją
                                    > drogą, głupawa wróżba w chwili zaslubin wink

                                    big_grinbig_grin O ja cię przepraszam!!! Mistrzostwo big_grin To jakby ksiądz zaczął w intencji
                                    młodych odmawiac "wieczny odpoczynek" big_grin U nas też zagrali ten utwór na weselu,
                                    jako "wezwanie" na oczepiny, w sensie "uwaga uwaga, przestajemy jeść i coś się
                                    będzie działo, bo północ właśnie wybiła". Też mi się skojarzyło z amerykańskim
                                    pogrzebem, nawet mężowi napomknęłam, ale na szczeście Amerykanów na weselu nie
                                    było, więc reszta gości chyba się nie skapnęła, a melodia ogólnie przyjemna smile

                                    Co do "Amazing Grace" to nie byłam nigdy na protestanckim pogrzebie, więc nie
                                    wiem. Byłam natomiast na chrzcie baptystycznym i na liturgii wielkanocnej i
                                    powiem Ci, że jak kilkaset osób na zakończenie huknęło Amazing Grace, żeby się
                                    cieszyć z nowiny o zmartwychwstaniu, to był jedyny raz w moim życiu, włączając w
                                    to własny ślub, kiedy łzy mi stanęły w oczach w kościele.

                                    Swoją drogą, nie wiem z czego to wynika, ale protestanci na swoich nabożeństwach
                                    ŚPIEWAJĄ. W sensie, naprawdę śpiewają, wszyscy mniej więcej na tę samą melodię i
                                    jakoś to brzmi. A niestety w kościele katolickim baaardzo często spotykam się ze
                                    "śpiewem" na tyle głosów ile jest ludzi w kościele tongue_out Nie wiem czy to wynika z
                                    tego, że u protestantów zwykle osoba prowadząca śpiew sama śpiewać potrafi a nie
                                    zawodzi jakby jej ktoś krzywdę robił wink co niestety często zdarza się
                                    szczególnie w małych wiejskich parafiach katolickich.

                                    Co do muzyki liturgicznej... nie mówię, że cała bez wyjątku jest smutna. Nie
                                    jestem muzykiem i zbytnio się na tym nie znam. Mój ulubiony przykład to pieśń
                                    "Wesoły nam dziś dzień nastał" spiewana na rezurekcję, która jako żywo, gdyby
                                    pominąć słowa i słuchać melodii tylko to jak nic nadaje się na pogrzeb. Naprawdę
                                    zawsze mnie denerwowało takie zawodzenie w dniu - było nie było - radosnego
                                    święta. Ale może gdyby to ktoś inaczej zaśpiewał to naprawde byłoby wesołe... No
                                    nie wiem wink

                                    BTW na moim bierzmowaniu był jakiś zespół z syntezatorem, który śpiewał różne
                                    dziwne rzeczy m.in. coś na melodię "Wind of Change" the Scorpions, tyle że z
                                    tekstem z grubsza religijnym. Była żem wtedy w szoku, to pamiętam smile

                                    A te piosenki jako stałe fragmenty mszy to jeszcze za czasów JP2 były. Co prawda
                                    w ostatnich tygodniach, ale jednak smile
                                    --
                                    Nasz staż smile
                                    • AMAZING GRACE nie jest pieśnią gospel, a angielskim hymnem protestanckim
                                      • Przede wszystkim - jest to właśnie utwór z gruntu PROTESTANCKI. I
                                        dlatego właśnei w czasie liturgii katolickiej niedozwolony.
                                        Poza liturgią, nawet w kościele - prosze bardzo. Ale nie w czasie
                                        Mszy św.


                                        A JP II dajmy wreszcie spoczywać w spokoju, i nie powołujmy się na
                                        niego w sprawach muzycznych w wliturgii... bo tak jak świetnym
                                        filozofem i wielkim papieżem był, tak na muzyce nie znał się ni w
                                        ząb, i Bach czy Offenbach to było dla niego to samo wink To dlatego
                                        Benedykt XVI wydaje teraz memoriały przywracające zarządzenia Sobotu
                                        Watykańskiego, bo w czasach JP II sprawy muzyczne w Kościele
                                        zaniedbano kompletnie i zaczęły się jazdy z wciskniem do kościołów
                                        gitarek, piosenek i "Yeah, yeah, oh Jesus"...
                                  • callja napisała:

                                    > Jednego wciąż nie rozumiem - dlaczego msza gitarkowo-oazowa
                                    > jest z marszu uważana za "weselszą"??? Tradycyjna i PIĘKNA muzyka
                                    > liturgiczna jako żywo nie jest smutna!!! Jest piękna,
                                    > natchniona, kipi radością wielnienia Boga. Wystarczy posłuchać
                                    > choćby "Laudamus Te" z Wilkiej Mszy c-moll Mozarta albo jego
                                    > mptetu "Exsultate, jubilate", i wszystko będzie jasne smile

                                    Odpowiedź jest prosta: najczęściej nawet najżwawsze utwory są mocno spowalniane
                                    przez organistów. Nie wiem, jaki jest powód takiego stanu rzeczy - czy to organy
                                    narzucają takie tempo? A może organista chce wiernym ułatwić śpiewanie? W każdym
                                    razie wrażenia narzucają się same: żałobne zawodzenie do wtóru organów.

                                    Poza tym w kościele nie wypada się śmiać, prawda? A są tacy, którzy brak śmiechu
                                    utożsamiają z nadmierną powagą.

                                    >[gospel] jest to muzyka z gruntu protestancka,
                                    > charyzmatyczno-quasisekciarska,

                                    Protestantyzm jest sektą według Ciebie?
                                    --
                                    Nie używam emotikonek. Dlaczego? Bo jestem egzaltowana.
                                    • Utwory są spowalniane przez organistów z kiepskim warsztatem...
                                      Niestety takich muzykusów od 14 boleści (dwuletnie studium
                                      organistowskie = całe wykształecenie) panoszy się po kościołach
                                      spro, no i kaszanią nieludzko sad Z kolei dobrzy, świetnie grający
                                      organiści, bo sa tacy (policzcie sami - szkoła muzyczna I i II
                                      stopnia + studia to conajmniej 17 lat wytężonej pracy!!!) non stop
                                      mają zatargi z babciami moherowymi, bo im się "wyśpiewać" a
                                      raczej "wywyć" nie pozwala. Bo nie pozwala zwalniać! i bądź tu
                                      mądry, dogódź tym i owym, człowieku... Inna sprawa - duża częśc
                                      proboszczów vbroni się przed kimpetentnymi organistami jak przed
                                      ogniem, bo taki to i umowy o pracę zażąda, i zasugeruje remont
                                      niszczejącego od 50 lat instrumentu, albo odmówi grania na
                                      rozklekotanym keabordziku gdy innego instrumentu proboszcz zakupić
                                      nie chce bo "za drogi"...

                                      Jeśli w danej parafii jest dobry warsztatowo i kumaty liturgicznie
                                      organista, spiew w czasie Mszy św. nigdy nie zamieni się w żałośliwe
                                      zawodzenia, słowo harcerki.

                                      Protestantyzmu za nic w świecie nie uważam za sektę, ale ruchy zbyt
                                      podkreślające charyzmaty i zbiorowy trans niestety pod
                                      sektę "podchodzą" sad A więcej ich w protestantyźmie niż
                                      katolicyźmie - Odnowa w Duchu św. ma swoje korzenie własnie w
                                      protestantyźmie, a casus chociażby wspólnoty w Krapkowicach jest
                                      znany w całej Polsce... A gospel często bywa wykorzystywany do
                                      wprowadzenia zgromadzeń w zbiorowy trans sad

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.