Dodaj do ulubionych

Niekościelne utwory na ślubie kiścielnym?

05.10.09, 22:51
Witam!
Może ktoś będzie coś wiedział na ten temat, może ktokolwiek sam tak
zrobił,
Wymarzyłam sobie, żeby pójść do ołtarza w takt piosenki, która
ewidentnie nie należy do sakralnych. Nie wiem czy w kościele dobrze
patrzą na takie rzeczy i czy zgadzają się. Chociaż pewnie jest to
kwestia nie "czy?" tylko "za ile?".
No więc ile mniej więcej coś takiego mogłoby kosztować?
Edytor zaawansowany
  • 05.10.09, 23:08
    Taki kaprys można spełnić sobie w USC, albo w czasie wejścia do sali
    weselnej. Prawidła muzyki w liturgii rządzą sie swoimi prawami,
    których łamanie jest równoznaczne ze świętokradztwem. Wklejałam tu
    już nie raz wyjątki z przepisów kościelnych (byc może to powtórzę),
    teraz więc tyko powtórze, ze w trakcie liturgii (jest nią tez ślubna
    Msza św.) KATEGORYCZNIE zabronione jest odtwarzanie muzyki "martwej"
    tj. z taśmy, CD, etc.

    Czyli nie "za ile" - ślub kościelny to nie chiejstwo i tupanie
    nóżką "ja kcem!". Ślubna liturgia to nie sukienka którą możesz sobie
    zaprojektować wedle gustu (aczkolwiek niektórzy księża nie
    dopuszczają pod ołtarz zbyt rozdzianych PM wink ) czy menu w
    restauracji, w którym sobie możesz zażyczyć ślimaków i świerszczy. A
    uwierz mi - naprawdę można wybrać na Msze ślubną utwory
    niekoniecznie w stylu "Majteczek w kropeczki", który jednak będzie
    piękny, radosny, a także uszanuje sferę sacrum.

    Osobiście poznałam Panne Młoda co beczała rzewnymi łzami, bo
    koniecznie chciała na wejście do kościoła "Michelle ma belle"
    Beatlesów, bo ma Michalina na imię i to tak jej się ładnie
    kojarzyło... Ksiądz kategorycznie odmówił, organista też, pokazali
    jej wyjątki z przepisów kościelnych, ustawili do pionu że chciejstwo
    to może sobie uprawiać wobec bucików czy rosołu a nie muzyki w
    liturgii, a zmiana parafii bynajniej nie gwarantuje spełnienia jej
    kaprysu... Panna pobeczała, pobeczała, łezki otarła, slub się odbył
    wedle zaleceń Soboru Watykańskiego II, a "Michelle" zatańczyli na
    pierwszy taniec. I wszyscy byli zadowoleni.
  • 05.10.09, 23:15
    Bardzo proszę, wklejam fragment "Konstytucji o liturgii" (dokument
    oficjalny Kościoła), fragment rozdziału szóstego "muzyka sakralna":

    V. Muzyka sakralna przy sprawowaniu Sakramentów i Sakramentaliów, w
    niektórych obrzędach liturgicznych roku kościelnego, w nabożeństwach
    słowa Bożego oraz w świętych i pobożnych ćwiczeniach

    42. Mając na uwadze ustaloną przez święty Sobór zasadę, że ilekroć
    obrzędy stosownie do ich własnej natury wymagają celebrowania
    wspólnego, z obecnością i czynnym uczestnictwem wiernych, wówczas
    taka celebra ma pierwszeństwo przed odprawianiem indywidualnym i
    niejako prywatnym
    Należy jednak pilnie czuwać nad tym, by dla rzekomego
    podniesienia uroczystości nie wprowadzać do obrzędów czegoś całkiem
    świeckiego lub niezgodnego z powagą kultu Bożego; dotyczy to
    szczególnie zawierania małżeństwa.


    INSTRUMENTY MUZYCZNE
    28."W Kościele łacińskim należy mieć w wielkim poszanowaniu
    organy
    piszczałkowe
    jako tradycyjny instrument muzyczny, którego
    brzmienie
    dodaje ceremoniom kościelnym majestatu, a umysły wiernych podnosi do
    Boga i spraw niebieskich" (KL 120). Akompaniament organowy
    podtrzymuje śpiew, ułatwia udział w czynnościach liturgicznych i
    przyczynia się do głębszego zjednoczenia wiernych (MS 64). Organy
    powinny znajdować się we wszystkich kościołach w Polsce. Tak zwane
    organy elektronowe dopuszcza się do użytku jako instrument
    tymczasowy. Natomiast tam, gdzie ze względu na brak miejsca nie da
    się zbudować organów piszczałkowych, można je instalować zamiast
    fisharmonii.
    29. Wyłącza się z użytku liturgicznego instrumenty, które są zbyt
    hałaśliwe lub wprost przeznaczone do wykonywania współczesnej muzyki
    rozrywkowej. Zgodnie z tradycją należą do grupy zabronionych m. in.
    takie instrumenty, jak fortepian, akordeon, mandolina, gitara
    elektryczna, perkusja, wibrafon itp.
    30.Muzyka w czasie sprawowania czynności liturgicznych winna być
    wykonywana "na żywo",
    dlatego nie wolno zastępować śpiewu
    zgromadzonych lub gry na instrumentach muzyką odtwarzaną za pomocą
    aparatów, np. magnetofonu, adapteru, radia itp. Nic nie stoi na
    przeszkodzie, by poza liturgią
    odtwarzać niekiedy muzykę
    religijną z płyt czy taśm, aby w tego rodzaju audycjach udostępnić
    wiernym arcydzieła muzycznej twórczości religijnej dla wytworzenia
    odpowiedniego nastroju lub też celem wyrabiania w nich dobrego smaku
    muzycznego.
  • 06.10.09, 00:45
    ehehehehe, a to dobre, że fortepian został uznany jako instrument "zbyt
    hałaśliwy", ale organy to już niby hałaśliwe nie są, nie? Wcale, zupełnie. One
    sobie tak tylku pitu pitu przygrywają, ,jakby nigdy nicsmile
  • 06.10.09, 00:47
    callja, a jest jakiś paragraf na kwestię sypiania ze sobą przed ślubem? To by
    ciekawe było! smile
  • 06.10.09, 00:53
    Rybuś, ale ja przytaczam wyłącznie przepisy dotyczące muzyki w
    liturgii - kwestie obyczajowe zostawiam etykom i innym ojcom
    Rydzykom wink Nie myl zatem pojęć, słodziutka wink
  • 06.10.09, 00:57
    E, ja tylko pytam, czy są jakieś paragrafy na tosmile Czyli rozumiem, że nie ma.
    (może głupio pytam, ale ja się w kościelnych przepisach mało orientuję, bo nie
    jestem członkiem Kościoła).
    A słodziutka, to jest Zia, a na pewno nie jawink
  • 06.10.09, 01:06
    sophie.k napisała:

    > E, ja tylko pytam, czy są jakieś paragrafy na tosmile

    Sa zapewne jakieś paragrafy, ale o to pytaj ksiundza
    specjalizującego się z prawach etyki i moralności. Jak nie moja
    działka, to sie nie wymądrzam w temacie wink
  • 06.10.09, 01:10
    ok, zapytam ksiundza! tylko gdzie ja teraz ksiundza znajde, o tej porze?! wink No
    i pewnie co ksiundz, to opinia...Eh..Skomplikowany macie ten Kościół, współczuję
    wszystkim katolikom. A teraz udaję się na zasłużony spoczynek. Dobranoc!
  • 06.10.09, 01:37
    Proponuje otworzyc Biblie, przeczytac 10 przykazan. A jesli masz
    problem z ich interpretacja odsylam do Katechizmu KK (dostepny w
    internecie, wystarczy w google wpisac).
  • 06.10.09, 10:54
    dziekuje, nie jest mi ta rada jenak potrzebna. Pytalam jedynie, czy
    istnieje jakis konkretny paragraf w prawie koscielnym (katolickim).
    Biblia nie jest przeciez ksiega katolikow jedynie, a i wprost o
    seksie przedmalzenskim nie jest tam nic powiedziane?
    Stad te rozne interpretacje zapewne.


  • 06.10.09, 11:18
    Moim skromnym zdaniem, to temat do rozmowy z teologiem (stąd moje
    wczorajsze półżartobliwe sugestie), a nie do rozstrząsania na
    forum... Kwestie etyczne są IMHO zbyt delikatną sprawą, by maglować
    ja na forum.
  • 06.10.09, 11:34
    Jest w tym duzo racji.
  • 06.10.09, 11:34
    Biblia nie stanowi prawa.
    --
    Nawet dwoje ciekawych ludzi może się nudzić w swoim towarzystwie, jeżeli nie są
    oni ciekawi siebie.
    ich4pory.blogspot.com
  • 06.10.09, 19:17
    Dlatego odsylam do Katechizmu.
  • 05.10.09, 23:35
    właśnie niedawno byłam na ślubie w kościele (i to katolickim). W czasie ofertorium było grane "what a wonderful world" L. Amstronga, a w czasie składania podpisów grano "memory". Na samo wyjście było puszczone "wouldn't it be nice" Beach Boys.

    Rzecz się miała we FR, ale tam kk musi się bardziej starać, bo klientów jest mniej i są bardziej wybredni.
  • 06.10.09, 00:16
    NIestety, Francja nie jest wzorcem jesli chodzi o sprawy koscielne, w
    tym sprawowanie liturgii. Tu nawet w trakcie nieslubnych,
    coniedzielnych Mszy zdarzylo mi sie slyszec np. pioseneczki
    zastepujace stale czesci Mszy! (nawet tekst nie mial nic wspolnego).
    Tragedia...
    I, moim zdaniem, to nie jest kwestia tego ,ze KK we Francji jest
    bardziej otwarty, tylko jest zbyt slaby, ma za malo osob, ktore
    moglyby sie np. powaznie zajac oprawa liturgii.

    Autorko, realia sa takie,ze pewnie gdzies znajdzies ksiedza,ktory da
    sie przekupic. Tylko miej swiadomosc, ze tak jak to opisala Calja,
    jest to niezgodne z postanowieniami Soboru Watykanskiego II,
    powtorzonymi pozniej przez instrukcje Episkopatu Polski.
    Zadbaj o odpowiednich wykonawcow, a muzyka liturgiczna na pewno Cie
    zachwyci!
  • 06.10.09, 10:44
    k.l2 napisał(a):

    > NIestety, Francja nie jest wzorcem jesli chodzi o sprawy koscielne, w
    > tym sprawowanie liturgii. Tu nawet w trakcie nieslubnych,
    > coniedzielnych Mszy zdarzylo mi sie slyszec np. pioseneczki
    > zastepujace stale czesci Mszy! (nawet tekst nie mial nic wspolnego).
    > Tragedia...
    > I, moim zdaniem, to nie jest kwestia tego ,ze KK we Francji jest
    > bardziej otwarty, tylko jest zbyt slaby, ma za malo osob, ktore
    > moglyby sie np. powaznie zajac oprawa liturgii.

    Tak,to prawda!
    Dodam,że większość Francuzów,z którymi miałam styczność nie wiedzieli jak się
    zachować na mszy...i nie mówię tutaj o tym,że nie należy rozmawiać,chichotać itp
    tylko najzwyczajniej w świecie nie wiedzieli co po czym następuje...
  • 06.10.09, 00:40
    Kamelia, przez wzgląd na fakt, że zdarzało nam sie wirtualnie
    konferować - naprawdę nie ma podstaw, bym kiwnęła głową i
    stwierdziła "jak sie stało, to niech i będzie", a tym bardziej bym
    skakała z radości, że sfera sacrum została pogwałcona... Co nie
    zmienia faktu, że Armstronga & DOBRY jazz osobiście uwielbiam - ale
    litości, nie w czasie liturgii...

    I to, co napisano poniżej - kościół we Francji cierpi na kryzys
    powołań & autorytetu, może również dlatego, że dopuszcza do posługi
    niedokształconych duchownych (zero pojęcia o liturgii) i godzi sę
    na "kwiotki" w kościele, byle ten ślub się w ogóle odbył...

    I zły przykład idzie wówczas dalej sad

    Naprawdę - jeśli znajdziemy do oprawy muzycznej PROFESJONALISTÓW
    kumatych kumatych w kwestiachlituegicznych, oprawa muzyczna będzie
    tyleż Bogu miła, co piękna, porywająca i niepowtarzalna. Nikogo nie
    zamierzam przekonywac do zatrudnienia chóru babul
    zawodzących "Serdeczna Matko" wink
  • 08.10.09, 17:31
    pisze to do ciebie, jak i doo k.l1

    mysle, ze zagranie niekoscielnych utworów nie ma nic wspólnego z
    kryzysem wiary, niedouczonym ksiedzem, czy nieprofesjonalistami od
    oprawy muzycznej. Tam po prostu do tych rzeczy sie podchodzi
    inaczej, to jest kwestia przyzwyczajenia. Europosłowi
    Giertychwi tez nie jest w stanie sie pomieścic w glowie, ze komunie
    mozna przyjac na rękę, a przeciez kosciól aprobuje ten sposób.
    Swoja droga kosciól w czasie nabozenstwa slubnego był pełen
    (zalozyłam osobny watek na ten temat, by rozerwac troche forum), a i
    cała msza miała charakter uroczysty.

    Pewne formuły, przepisy, wzory liturgii sa powszechne w całym
    kosciele, jak sama nazwa wskazuje, katolickim.
    Po prostu w PL nie ma zwyczaju grania tzw. utworów swieckich.
    Nie jest i to do konca prawda, z uwagi na to, ze na slubach jest
    marsz mendelhsonna albo marsz wagnera, a na pogrzebach marsz (czy
    jak to sie nazywa) żałobny Chopina. Nie jest to wbrew regulaminowi,
    nie urąga to powadze nabozenstwa, ani nie osłabia niczyjego
    autorytetu.
    Ten rzekomy zakaz grania pieśni swieckich (zacytowany z katechizmu)
    nie ma zastosowania do całej mszy jako takiej, sa pewne fragmenty
    kiedy istotnie nie można sobie pozwalac na nic, ale i sa takie gdzie
    pozna zagrac cos niereligijnego. Nie wiem czy zwróciłas uwage, ale
    ja opisałam dokładnie kiedy zagrano te niekoscielne piesni.
  • 09.10.09, 18:44
    Kamelia - akurat marsze weselne są ewentualnie dopuszczalne, bo
    wolno zagrac utwór NEUTRALNY = NIE ROZRYWKOWY przed i po liturgii
    (która zaczyna się od wejścia księdza za stół ołtarzowy, a kończy
    tzw. rozesłaniem wiernych). Czyli - wprawdzie ceremonia ślubna
    rozpoczęta Wagnerem a zakończona Mendelssohnem nabiera mocno
    hamarykańskiego charakteru (zwłaszcza jeśli jeszcze Pannę Młodą
    ciągnie za łapkę dumny tatuś jak owcę na rzeź), ale nie jest to
    niezgodne z przepisami soborowymi. Natomiast w trakcie liturgii
    utwory świeckie w ogóle nie mają prawa zaistnieć, a utwory czysto
    instrumentalne powinny być wyrugowane na rzecz śpiewu niosącego z
    sobą słowo = modlitwie. Mowa o wszystkich elementach "muzycznych
    ślubnej Mszy św., czyli częściach stałych (Kyrie, Gloria, Sanctus,
    Benedictus, Agnus Dei), psalmie, Alleluja, Veni Creator, Ofiarowaniu
    i Komunii. Każda z tych części Mszyśw. ma swój głęboki sens
    teologiczny i zamienianie ich na świeckie melodyjki zaprzecza idei
    liturgii jako takiej. Dokładny opis kiedy jazzowe kawałki pojawiły
    się na mszy nie zmienia faktu, że stały się one tylko dźwiękami bez
    liturgicznego znaczenia - wypychając z mszy teksty stanowiace jej
    integralne części (z punktu widzenia teologiczno-liturgicznego).

    Możesz mnie porównywać do ołowianołbego Giertycha, ale jazzu
    świeckiego w trakcie trwania Mszy św. nie zaakceptuję. I o
    paradoksie (nad którym zastanów się, proszę) wiem z autopsji, że
    świadomi wymogów liturgicznych jazzowcy z najwyższej półki
    kategorycznie nie zgadzają się na granie na mszach, choć wielu
    nuworyszów chętnie zapłociłoby krocie by się pochwalić że "sam Piotr
    Baron córci Ave Ma-ry-ja na saksofonie zagrał" wink Z kolei na
    koncertach ewangelizacyjnych ci sami muzycy udzielaja się z radością
    i czynnie smile


    Opisywana przez Ciebie "kwestia przyzwyczajenia" nie tłumaczy
    niedbalstwa i niedouczenia księży, a także chciejstwa młodych par,
    co se akurat oprawe jazzową wydumali i nóżką tupią że "tak bydzie,
    bo ja kcem". Nie ma w Polsce tradycji grania utworów świeckich na
    ślubach (poza marszami weselnymi), i całe szczęście; i miejmy
    nadzieje, że świecki trend uda się wyhamować.
  • 06.10.09, 01:11
    A ja byłam parę lat temu na takiej zwykłej mszy, na której organista
    w czasie udzielania komunii zagrał "White Christmas". W Polsce to
    było smile Może i niezgodne z przepisami, ale fajne.
  • 06.10.09, 01:19
    angazetka napisała:


    Może i niezgodne z przepisami, ale fajne.


    "White" kozaczki też są fajne wink Co nie? wink
  • 06.10.09, 01:27
    A możesz wyjasnić, jak doszłaś do tak genialnego skojarzenia?
    Uważam, że cywilna muzyka w kościele nie jest niczym
    nagannym, więc jestem bikejką?
  • 06.10.09, 11:11
    Co do pytania... skojarzyło mi się "White" - bo czy christmas
    (wiadomo, że w USA nie chodzi o duchowe przezycie tylko o zakupy i
    wieeelką choinkę) czy kozaczki to w tym wypadku żadna różnica wink A
    świecka piosneczka w kościele (napisana jako piosenka filmowa dla
    Binga Crosby'ego) tak mniej więcej pasuje do kościoła, jak białe
    kozaczki do inteligentnej i eleganckiej kobiety wink

    villa - można ewentualnei wykorzystać NEUTRALNE utwory na wejście i
    wyjście do kościoła, gdy sama liturgia jeszcze się nie rozpoczęła,
    stąd tradycja Mendelssohna na przykład. Notabene, jedną ze swoich
    sonat organowych Mendelssohn napisał specjalnie na ślub swojej
    ukochanej siostry, Fanny (też kompozytorki), i grał ją PRZED i PO
    mszy ślubnej, po dwie części - utwór jest czteroczęsciowy. Notabene,
    Feliks i Fanny Mendelssohnowie pochodzili z rodziny żydowskiej,
    oboje przyjęli chrzest ze względu na swoich chrześcijańskich
    współmałżonków, i wszelkich prawideł dotyczących liturgii
    przestrzegali bardzo ściśle.

    Ale świeckie utwory na Komunię??? To moment eucharystycznej jedności
    z Bogiem, a Ty w tym momencie życzysz sobie umpa-umpa?? albo
    oklepane do mdłości, 100%-owo świeckie filmowe hity???
    Rozumiem, "lubię muzykę którą już słyszałem", ale nie przesadzajmy
    ze strategią inżyniera Mamonia wink Muzyka liturgoczną nie gryzie,
    niekoniecznie też jest smętnie-mroczna na wzór nieprzejednanego
    Jorge z "Imienia róży" wink Wręcz przeciwnie - taka muzyka potrafi
    porwać, zachwycić, wywołać radość i szczery uśmiech na twarzy - i
    niekoniecznie chodzi tu o protestancki do szpiku kości gospel wink A
    jesli ktoś nie potrafi utrzymac powagi na Mszy św., to... jego
    problem :-p I raczej wymaga wypicia szklanki naparu z melisy, dla
    wyrugowania nerwowego chichotu, niz wtykania w liturgię świecko-
    obrazoburczych utworów. Brak nie tyle powagi, co skupienia na Mszy
    św. - zwłaszcza ślubnej - wynika w 99% przypadków z automatycznego i
    naskórkowego ("ma być ładnie i fajnie") w niej uczestniczenia, bez
    zagłębienia się w treść i wymowę.
  • 07.10.09, 10:35
    > Ale świeckie utwory na Komunię??? To moment eucharystycznej
    jedności z Bogiem, a Ty w tym momencie życzysz sobie umpa-umpa??
    albo oklepane do mdłości, 100%-owo świeckie filmowe hity???

    Wiesz, to był I czy II dzień BN, organista na czas Komunii zagrał
    kilka kolęd, a potem "White Christmas" (które mimo Twoich szczerych
    chęci nie chcą mi sie skojarzyć z białymi kozaczkami). Ludzie
    zaczęli się usmiechać, zrobiło się sympatyczniej - szkodziło to
    komuś? Mnie nie.
    To, że wiem, że według przepisów nie powinno to mieć miejsca, nie
    przeszkadza mi twierdzić, że było to sympatyczne.
    A jesli juz o ślubach mowa - oglądałaś film "To właśnie miłość"?
    Jest tam piękna scena z "All you need is love" jako piosenką na
    wyjście - zapewne z kościoła anglikańskiego.
  • 07.10.09, 11:30
    angazetka napisała:

    oglądałaś film "To właśnie miłość"?
    > Jest tam piękna scena z "All you need is love" jako piosenką na
    > wyjście - zapewne z kościoła anglikańskiego.


    Jak sama napisałaś - to scena z filmu (czyli - niekoniecznie z
    ŻYCIA wink ), a kościół anglikański wink więc... nie ta tradycja, nie
    ten krąg kulturowy, nie ten obrządek wiary.

    Jeśli ktoś chce mieć protestancki ślub - nikt mu nie zabrania wziąć
    go w kościele luterańskich albo metodystycznym, albo ślub
    humanistyczny w lub poza USC.
  • 07.10.09, 11:56
    > nie ta tradycja, nie ten krąg kulturowy, nie ten obrządek wiary.

    Ale doniosłość chwili ta sama. Nie widzialam, by swiecka melodia jej
    jakoś zaszkodziła, nie czulam niestosowności.
  • 07.10.09, 12:12
    angazetka napisała:

    > Ale doniosłość chwili ta sama. nie czulam niestosowności.

    No cóż, żadne zaskoczenie, skoro Ci się filmowa piosneczka na
    świątecznej Mszy św. podoba wink A tyle jest pięknych kolęd smile

    Nie wiem, skąd skojarzenie Beatlesi = doniosłość, oni sami zapewne
    by tego nie chcieli - wtedy to byli z nich jajcarze w oparach LSD, a
    nie natchnieni prorocy wink
  • 07.10.09, 12:52
    callja napisała:

    > angazetka napisała:
    >
    > > Ale doniosłość chwili ta sama. nie czulam niestosowności.
    >
    > No cóż, żadne zaskoczenie, skoro Ci się filmowa piosneczka na
    > świątecznej Mszy św. podoba wink A tyle jest pięknych kolęd smile
    >
    > Nie wiem, skąd skojarzenie Beatlesi = doniosłość, oni sami zapewne
    > by tego nie chcieli - wtedy to byli z nich jajcarze w oparach LSD, a
    > nie natchnieni prorocy wink


    Callja, ścięłam się z Tobą, ale teraz widzę, ze bardzo głęboko wniknęłaś w sferę
    sacrum. Masz rację, są piękne, radosne utwory liturgiczne i nie podoba mi się
    "White Christmas" w kościele, a które już niedługo w każdym supermarkecie będę
    słyszeć.
    Masz rację.
    Jesteś katolikiem, wierzącym -stosuj się do zasad panujących, a nie wybieraj:
    tak, yo może być, nie, to mi się nie podoba, a w ogóle, to dam w łapę księdzu i
    będę miała co i jak zechcę.

    Jestem niewierząca, ale szanuję religię i kiedy jestem w kościele oczekuję
    właśnie sacrum.
    Na koncert życzeń udam się gdzie indziej.
    PS I bardzo brak mi mszy prowadzonej po łacinie...


  • 07.10.09, 13:05
    glonik napisała:

    > Jesteś katolikiem, wierzącym -stosuj się do zasad panujących, a
    nie wybieraj:
    > tak, yo może być, nie, to mi się nie podoba, a w ogóle, to dam w
    łapę księdzu i
    > będę miała co i jak zechcę.
    >
    > Jestem niewierząca, ale szanuję religię i kiedy jestem w kościele
    oczekuję
    > właśnie sacrum.
    > Na koncert życzeń udam się gdzie indziej.
    > PS I bardzo brak mi mszy prowadzonej po łacinie...
    >
    >

    Bardzo dziękuję Ci za powyższe słowa smile to prawda, miałyśmy kiedyś
    ścięcie - wbrew pozorom, nie znosze się kłócić, ale pewnych racji
    jestem gotowa bronić do upadłego wink podobnie jak reguł stosowania
    muzyki w liturgii - ślubna Msza to nie sfera wobez której tupie się
    nóżką i krzyczy "ja kcem, zapłacem!"

    Nie zamierzam natomiast bronić księży-materialistów bez
    wykształcenia i powołania (są tacy, niestety).

    A msze po łacinie bywają już, niemal w każdym większym mieście są
    odprawiane msze w rycie trydenckim, często z udziałem schola
    gregoriańskich wykonujących średniowieczne jednogłosowe śpiewy albo
    w oprawie liturgicznej muzyki klasycznej smile I o paradoksie - na tych
    mszach widuję mnóstwo młodzieży zamiast babć pamiętających jeszcze
    czasy przedsoborowe... Więc jest coś w temacie smile a co
    najważniejsze - drgnęło!
  • 06.10.09, 11:36
    Nie widzę w tym nic fajnego. Jak się ma eucharystia do "I'm dreamin' of a white
    Christmas"?
    --

    biusta
    i
    biuściki.
  • 06.10.09, 08:44
    Może też nie zapominajmy o tym, że msza nie jest po to, by ładnie
    wyglądała. Przede wszystkim uczestniczymy w modlitwie, także w
    czasie śpiewu. Pieśni kościelne nie są śpiewane po to, by było
    weselej w kościele, tylko po to, by chwalić Boga. Rozumiem, że przez
    część osób mogą być traktowane jako "przerywnik", ale radzę się
    wsłuchać na mszy jakie pieśni kiedy są śpiewane i jak tematycznie
    powiązane są z kolejnymi częściami mszy.

    --
    Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiona jestem.
  • 07.10.09, 10:46
    a juz bron boze jak sie zrobi sympatycznie w kosciele. oczywiscie, ze to
    przeszkoda w chwaleniu boga.
  • 07.10.09, 15:23
    chyba źle zrozumiałaś moją wypowiedź. nie chodzi mi o to, że w
    kościele mają być śpiewane tylko poważne pieśni, tylko o to, że
    podstawowym celem śpiewania pieśni jest modlitwa. pieśń JEST
    modlitwą. nie twierdzę nigdzie, że ma być smutna.

    --
    Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiona jestem.
  • 06.10.09, 09:13
    hej,
    generalnie nie ma problemów zeby bylo grane cos "niekościelnego",
    ale musisz pamietac ze w trakcie mszy nie zawsze moze byc grane
    cokolwiek, bo obowiazuja obrzadki mszy..ale podczas wejscia, komunii
    jak najbardziej. Moze byc trudno jesli oczekujesz ze wszystko
    zoorganizuje organista koscielny, mozesz porozmawiac duzo wczesniej.
    Jest bardzo popularne miec dodatkowe skrzypce.. lub wiecej
    instrumentow i wtedy juz oni dogaduja sie z organistam zeby np im
    akompaniowal. Ja wlasnie tak mialam na naszym slubie. Przed wejsciem
    byl grany Pachelbel Canon
    www.youtube.com/watch?v=DZHw9uyj81g
    a wtrakcie mszy juz nie pamietam w ktorym momencie "aria na
    sstrunie G " J. S bacha
    Do polecenia mam jeszcze Gabriel's oboe E Morricone lub Kissing you
    instrumentalnie z Romeo and Juliet.
    A do tych dziewczyn ktore wypisuja tu o zachowywaniu powagi i mocnym
    skupieniu sie na mszy... jak bedziecie same wychodzily za maz to
    zobaczycie ze praktycznie jest to nie mozliwe.
    Ja sama nie moglam skupic sie na mszy wogole, zupelnie z mezem
    zapomnielismy kiedy wstawac kiedy siadac ...dobrze ze mielismy
    fajnego ksiedza ktory dawal nam znaki.
    Powodzenia misscraft a co do ceny my placilismy 400 zl w tym roku za
    skrzypce i wiolonczele. Efekt byl super, ale dla nas dopiero jak
    obejrzelismy plyte z nagraniem bo z mszy nic nie pamietam...
  • 06.10.09, 10:38
    hmm, ja byłam na ślubie, gdzie grano Mendhelsonna - to chyba nie jest kościelny
    utwór? Może poprostu chodzi o to, żeby wybrany utwór był spokojny i dostojny? w
    sensie,żeby nie grać "będę brał cię w aucie" w kościele
  • 06.10.09, 11:24
    rok temu byłam na ślubie kościelny w Warszawie, gdzie na wyjście
    chór śpiewał młodym refren "Ale we need is love" Beatelsów

    co roku tvp1 emituje z okazji Bożego Narodzenia koncerty nagrywane w
    jednym z warszawskich kościołów, gdzie chóry gospel, wykonawcy
    popowi wykonują nie tylko pieśni kościelne, ale też popularne
    kolędy, ale też i amerykańskie pieśni około-świąteczne, zw. z zimą,
    mikołajem, choinką etc

    w czasie wizyt JP2 w Polsce i mszy dla wiernych nie raz słyszeliśmy
    pieśni i muzykę daleką od liturgii

    Callja- Twój ostry ton nie pokrywa się jednoznacznie z tym, jak
    wygląda rzeczywistość w Polskich kościołach
    interpretacja przedstawionych przez Ciebie przepisów pozostaje w
    gestii proposzcza danej parafii, w jego wyczuciu przyzwoitości i nie
    wierzę by Bogu nie było miłe, że np w czasie mszy ktoś śpiewa
    wspomniane "What a Wonderfull World"
    oczywiście temat jest delikatny i należy uważąć by w
    dobie "macdonalizacji" świata nie doszło do tego, że w kościele
    usłyszymy "Macarenę", ale nie przesadzaj Callaja z radykalizacją
    życia duchowego i religijnego
    szczególnie, że nikt tu nie proponuje pieśni w stylu "Prawy do
    lewego"

    --
    "Życie z facetem, którego do wszystkiego trzeba namawiać,
    przekonywać i zmuszać jest gorsze niż przepychanie wieprza przez
    rurociąg."
  • 06.10.09, 11:30
    mała errata do tego co napisałam- nie precyzyjnie-> pisząc o "What a
    Wonderfull World" mam na myśli moment wejścia/ wyjscia- nie
    wyobrażam sobie by w czasie przyjmowania komunii ksiądź wyraził
    zgodę na taką muzykę
    --
    "Życie z facetem, którego do wszystkiego trzeba namawiać,
    przekonywać i zmuszać jest gorsze niż przepychanie wieprza przez
    rurociąg."
  • 06.10.09, 11:43
    mrozonka82 napisała:

    > mała errata do tego co napisałam- nie precyzyjnie-> pisząc o "What
    a
    > Wonderfull World" mam na myśli moment wejścia/ wyjscia- nie
    > wyobrażam sobie by w czasie przyjmowania komunii ksiądź wyraził
    > zgodę na taką muzykę

    No niestety, jak widac we wcześniejszych postach - są i księża,
    którzy mają w głębokim poważaniu zawartość muzyczną Mszy św... I
    naprawdę niewiele nam juz brakuje do przysłowiowego "Prawy do
    lewego" na Komunię czy Ofiarowanie sad

    Nie protestuję np. przeciwko zagraniu na wejście np. "Prelude"
    z "Partuty E-dur" na kskrzypce solo Bacha, czy fragmentu z któregoś
    z koncertów organowych Haendla. RZED i PO Mszy św. jest to
    dopuszczalne. Ale coraz częściej w te i nie tylko momenty Mszy św.
    wpycha się utwory nei tyle świeckie, co stricte rozrywkowe i
    wtedy zaczyna się jazda - mamy juz na mszach jazz, pop, hitu
    filmowe, ogólnie p mieszanie z poplątaniem. I całkowity brak
    poszanowania dla sfery sacrum. Stąd moja dość ostra ostawa - po
    prostu jesli na czas nie powiemy "nie", to będzimy mieli w kościele
    taką sama sytuacje jak w zsekolaryzowanej Francji; a czym sie wtedy
    różni kościół od supermarketu, jak nawet muzyka w tych dwóch
    miejscach jest jednakowa??? Choć jedno miejsce to konsumpcja,
    drugie - powinno byc duchowością... No, chyba że ktoś chce brac ślub
    w supermarkecie - juz jeden taki w Polsce był, wprawdzie cywilny,
    ale Młodej nawet welon z lamówką dali i gipsiki na rączki założyli,
    więc full wypasior wink
  • 06.10.09, 12:26
    Przede wszystkim przepraszam za byka w tytule.
    Nie chodzi mi o puszczanie czegokolwiek z płyty, ale o zagranie
    przez organiste ewentulenie na skrzypcach melodi "Unchained melody",
    nawet wolniej niż zwykle. Słyszałam, że niekiedy się na to zgadzają.
    Chciałabym to idąc do ołtarza, tylko i wyłącznie, nie w trakcie
    samego sakramentu. To nie jest zwykły kaprys, ta melodia naprawdę
    mnie wzrusza, a mój narzeoczny nie chce jej na pierwszy taniec, bo
    uparł się, że musi być to piosenka polska żeby jasno rozumiał o czym
    jest. Nawet szukałam w internecie tej ballady w polskiej wersji,
    czasami są takie przeróbki.Dzięki za odpowiedzi i opinie, jest to
    ciekawy problem chyba.
    Chciałabym jednak troche na ślubie gości zaskoczyć.
  • 06.10.09, 12:22
    generalnie to smieszy mnie to jak ktos rzuca przepisami koscielnymi,
    ktore potem nijak sie maja do sprzedajnych ksiezy. Taka prawda
    niestety.
    Widzialam juz dwa sluby koscielne w plenerze "za odpowiednia oplata"
    jak rowniez na slubie mojej przyjaciolki kiedy wchodzila do kosciola
    bylo grane na puzonie + kwartet smyczkowy "What are you doing the
    rest of your life" ktore zdecydowanie piesnia koscielna nie jest.

    Co na to powiesz droga calljo?
    --
    http://www.whenismywedding.com/signature/2dd5410f6e10a468.gif
  • 06.10.09, 12:36
    A mnie to śmieszy jak ktoś chce brać ślub kościelny a w d.pie ma kościół. I
    byłam świadkiem jak ksiądz przerwał grajkom i powiedział że albo się dostosują
    do reguł liturgicznych i zmienią muzę albo poprosi ich uprzejmie o opuszczenie
    kościoła.
  • 06.10.09, 13:43
    Gdyby nasz ksiądz miał takie podejście to bym się dostosowała. Ale w
    większości przypadków sprawa rozbija się o kasę, więc czemu mam z
    tego nie skorzystać, żeby mieć swój wymarzony ślub, który podkreślam
    jest ślubem moim i mojego narzezonego, ani całego kościoła i
    księdza. Kościół sam sobie wyrabia opinie kolejnego usługodawcy
    niedługo będzie wisiał cennik. Jak widać stopniowo okazuje się, że
    jednak wszystko jest na sprzedaż. Ubolewm nad tym, ale cóż trzeba
    grać w tej grze jeśli się chce mieć to co się chce.
  • 07.10.09, 08:51
    misscraft, czy ty w ogóle - mówiąc kolokwialnie - chodzisz do
    kościoła co niedziela na mszę, czy tylko śluby, chrzciny i pogrzeby?
    --
    Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiona jestem.
  • 07.10.09, 09:49
    emkaska - świetne pytanie!!!

    Coraz częściej zauważam, że PM traktują ślub kościelny = liturgię
    tak jak inne elementy "wielkiego dnia", w stylu sukni czy winietek.
    Ma być "ładnie" i "tak jak ja chcę". Treść, wymowa, symbolika się
    nie liczy.
  • 07.10.09, 11:03
    Nie chodzę tylko na pogrzeby, śluby, chzyciny itd. ale też nie w
    każdą nie dziele. Nie czuje potrzeby, gdy będę w wieku mojej babci
    pewnie ta potrzeba będzie większa. Ciekawe jak dużo ludzi chce mieć
    ślub kościelny, a nie chodzi do kościoła? Pewnie sporo, ale czy to
    takie straszne? Boli Was to, bo wy chodzicie w każą niedziele?
    Symbolika się liczy właśnie najbardziej, ale nie tylko w sensie
    religijnym, ale w sensie przysięgi między dwójką ludzi, która chce
    spędzić razem złożoną przed najbliższymi nam ludźmi. Jest coś złego
    w tym, że dla mnie ślub kościelny ma wydźwięk romantyczny, a nie
    teologiczny? Czy jestem w związku z tym hipokrytką?
  • 07.10.09, 11:10
    jesteś, ślub kościelny to przede wszystkim sakrament, a nie
    amerykanska komedia romantyczna...

    do ślubu kościelnego nikt nie zmusza, a jeśli ktoś bierze go tylko
    dla "romantyzmu" jest hipokrytą...
    --
    "Prawdopodobnie będziemy mieli do czynienia z Rosją bardziej
    imperialną w swoim sąsiedztwie, niż była za Jelcyna. Ale nie
    postrzegam jej jako mocarstwa stanowiącego wyzwanie dla
    cywilizowanego świata, bo jest za słaba."
    Fareed Zakaria
  • 07.10.09, 13:45
    Dzięki Bogu, że nie tacy jak Ty i dwie osoby powyżej o tym decydują.
    Gdyby ślub kościelny brali tylko Ci dla których najważniejszy jest
    sakrament to drastycznie by spadła ich ilość.
    Nie podoba mi się współczesny kościół i jego polityka, szczególnie w
    Polsce, ale nie jestem jedyną osobą która decyduje jaki weźmiemy
    ślub.

    A romantyzm nie jest dla mnie jedynym kryterium, nie tylko ja biore
    ślub, ale też mój narzeczony, co a może to za mało, może powinnam
    się kłócić z nim i uprzeć się, że mi cywilny wystarczy, być może
    gdyby nie on i nasze rodziny nie zdecydowałabym się na ślub
    kościelny, ale nie jestem sama i nie zamierzam być egoistką, żeby
    być w zgodzie ze sobą i popsuć stosunki ze wszytskimi innymi...
    Więc wypraszam sobie wytykanie mi, że traktuje sakrament jak komedie
    romantyczną i to ... amerykańską (!?), nie znasz mnie...
    Tacy "miłosierni" chrześcijanie a ile w tym zjadliwości, założe się
    że na codzień wszyscy chodzący do kościoła, którzy mnie potępiają za
    to, z powodu jednaj piosenki zachowują się po chrześcijańsku...
  • 07.10.09, 14:12
    Nie fukaj... po co ta złość?? piękności szkodzi wink

    A mówiąc poważnie - całość Twoich tłumaczeń nie zmienia faktu, że
    traktujesz fakt ślubu kościelnego dość instrumentalnie, że ma
    by fajny i dla rodziny. Że wybiórczo traktujesz fakr ślubnej
    liturgii - będzie bo ładna, ale ma być jeszcze "fajna". I zamierzasz
    ślubna ceremonię = liturgię równie uładnić jak swoją ślubną
    suknię, przyjmując zresztą to samo kryterium - "posmaruję, to
    dostanę co chcę". Spróbuj się może zastanowić (i na pewno
    ktoś z nas Ci w tym wyborze pomoże!) jakie utwory wprowadzić do
    Twojej slubnej ceremonii, by było zarówno w zgodzie z wymogami
    liturgi, jak też pięknie. Można, da się. Melodie świecko-rozrywkowe
    pozostaw na weselisko. I niekoniecznie trzeba bedzie "smarować",
    raczej wręcz przeciwnie - DOBRY muzyk ucieszy się, gdy poprosi się
    go o nieoklepany i zgodny w wymogami sacrum repertuar.

    A jeśli wychodzisz za mąż w kościele głównie ze względu na rodzinę i
    narzeczonego, to właśnie jest to dość egoistyczne; wolisz wziąć ślub
    nieszczerze, bez przekonania (bo Kościoła nie lubisz) byle rodzinka
    była zadowolona i stosunki się nie popsuły??? No sorry, ale taka
    przesłanka do branie ślubu jest argumentem używanym w trakcie...
    unieważniania małżeństw kościelnych!!! Zastanów się, proszę - może
    naprawdę lepiej wziąć piękny ślub humanistyczny w kształcie i
    oprawie rzeczywiście Twojej, z odczytaniem ulubionych wierszy, może
    listów i SMS-ów które są dla Was ważne, piosenkami które Was oboje
    wzruszają, takimi budzącymi wspomnienia... zamiast odstawiać dziwne
    akcje w kościele, ze świeckimi wtrętami...
  • 07.10.09, 14:12
    misscraft napisała:

    > Dzięki Bogu, że nie tacy jak Ty i dwie osoby powyżej o tym
    decydują.
    > Gdyby ślub kościelny brali tylko Ci dla których najważniejszy jest
    > sakrament to drastycznie by spadła ich ilość.

    Może to i lepiej, kiedy ilość przeradza się w jakość.

    > Nie podoba mi się współczesny kościół i jego polityka, szczególnie
    w
    > Polsce, ale nie jestem jedyną osobą która decyduje jaki weźmiemy
    > ślub.

    Ktoś oprócz narzeczonego jeszcze decyduje? I ten narzeczony zmusza
    cię do kościelnego, a tym dla świętego spokoju ulegasz???

    >
    > A romantyzm nie jest dla mnie jedynym kryterium, nie tylko ja
    biore
    > ślub, ale też mój narzeczony, co a może to za mało, może powinnam
    > się kłócić z nim i uprzeć się, że mi cywilny wystarczy, być może
    > gdyby nie on i nasze rodziny nie zdecydowałabym się na ślub
    > kościelny, ale nie jestem sama i nie zamierzam być egoistką, żeby
    > być w zgodzie ze sobą i popsuć stosunki ze wszytskimi innymi...

    Z tego bełkotu wynika, że uczestniczysz w szopce, aby inni nie
    mówili...

    > Więc wypraszam sobie wytykanie mi, że traktuje sakrament jak
    komedie
    > romantyczną i to ... amerykańską (!?), nie znasz mnie...

    Czyli co innego piszesz na forum, a co innego robisz w realu? Po co?

    > Tacy "miłosierni" chrześcijanie a ile w tym zjadliwości, założe
    się
    > że na codzień wszyscy chodzący do kościoła,

    ja chodze nie codzień tylko w niedziele, święta i inne ważne
    okazje...

    którzy mnie potępiają za
    > to, z powodu jednaj piosenki zachowują się po chrześcijańsku...

    Nie jestem doskonałym chrześciajaninem i bardzo grzeszę. Bo mnie
    kiedyś oceni.

    Top co cioteczko. Co bedziesz czuła skladając przed Bogiem przysiegę
    malłzeńską..."tak mi pomóż Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Jedyny
    i wszyscy Święci"???

    Fajnie zaczynać malzenstwo od taetrzyku i klamstwa???



    --
    "Prawdopodobnie będziemy mieli do czynienia z Rosją bardziej
    imperialną w swoim sąsiedztwie, niż była za Jelcyna. Ale nie
    postrzegam jej jako mocarstwa stanowiącego wyzwanie dla
    cywilizowanego świata, bo jest za słaba."
    Fareed Zakaria
  • 07.10.09, 20:50
    Będąc na moim miejscu nie byłybyście takie przekonane co do tego, że
    ważniejsza jest szczerość niż wyprawianie szopki wbrew sobie. Poza
    tym nie mogę powiedzieć, że to jest całkiem wrew mnie, w końcu
    inaczej bym postawiła na swoim, nie i koniec, choć byłby dym.
    Mieszkam z babcią, osobą bardzo wierzącą, wręcz zaślepioną. Nie wiem
    jakby to przełkła, bez ślubu kościelnego? Miałabym mieć wyrzuty
    sumienia że jej znowu cukier i ciśnienie podskoczyło. Ślub
    humanistyczny? Myślałam o tym, ale to bardzo nowa rzecz i nie wiem
    jakby się to sprawdziło, zresztą do mojego narzeczonego
    tradycjonalisty coś takiego kompletnie nie pasuje. Jak pisze nie
    chodzi TYLKO o mnie. Ja nie chce się więcej szarpać, większość życia
    musze walczyć oto żeby ludzie mi bliscy zrozumieli, alebo chociaż
    zaakceptowali moje wybory i opinie, w tym dniu chce mieć spokój.
    Tak, ślub kościelny jest kompromisem z mojej strony, ale myśle że
    nie będę go żałować. Żeby wyprawiać wesele też się nie paliłam, wg
    mnie szkoda kasy. Jakbym we wszytskim była na nie to teściowa zuna
    mnie za jędze, coś co z mojej strony nie jest jakimś strasznym
    poświęceniem nie może psuć stosunkóow z nową rodziną na przyszłość.
    Łtwo powiedzieć, ale to delikatna sprawa.
    I ja nie mówie, że ja nie chce ślubu kościelneo ani że jestem
    zdeklrowaną osobą nie wierzącą. Chce ślubu kościelnego, jest to
    ważne przeżycie duchowe, ale dla mnie ważna jest w tym dniu
    kultywacja naszej miłości obwieszczenie jej światu niż Bóg, co nie
    znaczy, że wogóle nie będzie we mnie w tym dniu uczuć również
    religijnych. Gdybym miała ślubować wyłącznie Bogu to byłoby to
    ślubowanie kapłańskie.
    Nie można mówić, że w tym dniu dla panny młodej ma być ważny
    wyłącznie sakrament, to nie jest chyba możliwe biorąc pod uwagę
    nawał pracy.
    Może i będę hipokrytką, ale uszczęśliwie i innych i siebie.
    Troche posłuchałam utworów sakralnych i może znajde jednak coś dla
    siebie.
    PS. Callja, to "nie fukaj" mi się podobałowink
    Ale nie na Ciebie fukałam, Twoje wypowiedzi brzmią bardzo
    racjonalnie.
  • 07.10.09, 21:59
    misscraft - ze smutkiem czytam Twoją wypowiedź... i tylko zacytuję
    mojego ukochanego i mądrego tutora: "Jeszcze się taki nie narodził,
    co to by wszystkim dogodził". Próbujesz dogodzić babci, rodzicom,
    narzeczonemu, tesciowi, walczysz o ich akceptację (z tego co piszesz
    wynika, że z niewielkim skutkiem sad ), a gdzie w tym wszystkim
    miejsce dla Ciebie??? Ulegniesz w sprawie ślubu i wesela, i będziesz
    ulegała nadal, bo kamyczek zwykle pociąga za soba lawinę... Uwierz,
    że życze Ci wszystkiego najlepszego - ale w takim razie może lepiej
    zawrzeć ślub jednostronny??? Jeśli przysięgę mówi się brez
    przekonania (z obojętnei jakiego powodu) małżeństwo jest nieważne z
    definicji - dlagteg pisałam o podstawach do unieważnienia... Sama
    jestem wierząca i praktykująca, ale rozumiem zarówno sceptyków jak i
    ateistów, i staram się patrzec przede wszystkim na CZŁOWIEKA i to,
    co sobą reprezentuje; i jak odnosi się do bliźnich tych podobnych do
    niego i odmiennych (rasą, wyznaniem, poglądami politycznymi etc.).

    Jeśli jednak zdecydujesz, że kościelny być MUSI + dwustrony,
    postaraj się wykrzesac z siebie przekonanie i przede wszystkim -
    troszkę ufności w Boga. W dobry los. Jeśli zastanowisz się, daj
    znać; w zależnści od tego, jaki zestaw muzyków wybierzesz (może będę
    mogła służyć namiarami - nie wiem, skąd jesteś) pomoge Ci wybrać
    taki repertuar, co serce ucieszy i sacrum uszanuje.

    A na razie bardzo Cię prosze - zastanów się nad sobą i swoimi
    decyzjami. I nad tym, czy nie czas, by dac rodzince kopniaka,
    zaprzestać żebraniny o ich akceptację, i zacząć po prostu ŻYĆ. Po
    swojemu, bez oglądania się za siebie, uczciwie i szczerze. To żadna
    zbrodnia!! Nie masz obowązku całe życie udowadniać, że nie jesteś
    wielbłądem i kajac się za winy niepopełnione.

    Powodzenia
  • 08.10.09, 01:23
    callja napisała:
    A na razie bardzo Cię prosze - zastanów się nad sobą i swoimi
    > decyzjami. I nad tym, czy nie czas, by dac rodzince kopniaka,
    > zaprzestać żebraniny o ich akceptację, i zacząć po prostu ŻYĆ. Po
    > swojemu, bez oglądania się za siebie, uczciwie i szczerze. To żadna
    > zbrodnia!! Nie masz obowązku całe życie udowadniać, że nie jesteś
    > wielbłądem i kajac się za winy niepopełnione.

    Callja, bardzo niepopularne poglądy głosisz. Chyba stos Cię czeka.
    A serio, jest tyle pięknej, radosnej muzyki mieszczącej się w ramach liturgii,
    że brać i przebierać.
    Cenię Cię, że usiłujesz zwrócić uwagę na powagę sakramentu małżeństwa.
    Dziewczyny nie chcą Cię słuchać, bo im się rozłazi: swoje chcenie, chcenie
    rodziny, bo tak trzeba, bo koleżanka tak pięknie miała...
    Ach, no i jaka ta piękna suknia ma być, że żadna w naszej wsi takiej nie miała.
    (od razu mówię - wieś to np. Poznań, Łódź).
    Sacrum? Ach gdzieś tam w tyle, jeśli kogoś to obchodzi, bo ważniejszy tren -
    podpinany albo nie, bo buty nie takie...
    Sam sakrament umyka.
  • 08.10.09, 16:44
    To prawda, że dla mnie ważna jest sprawa świadomości udzielania
    sobie przez Młodych SAKRAMENTU w obecności osoby konsekrowanej... A
    jednym z czyników obrzędu jest muzyka, o która walcze tak zaciekle,
    by nie straciła swojego miejsca, wagi i treści.

    Cóż, gdy dla kogoś ważniejsza bywa wysokość i kształ obcasa, to
    ciężko przekonać do zastanowienia, czy "Wspaniały świat" Armstronga
    albo "Pie Jesu Domine" ("Dobry Jezu, a nasz Panie") nadaje się na
    śluba liturgię, czy nie.
  • 09.10.09, 09:44
    za rzeczowe i konkretne przedstawienie wielu spraw...

    niestety po lekturze forum mozna dojść do wniosku, że ten kształt
    obcasa i fontanna czekoladowa są tym wokół czego obraca się
    wyobrażenie o ślubie i małzeństwie wielu forumowiczrek...
  • 09.10.09, 18:19
    Mimo wszystko, nieśmialutko liczę na to, że w ferworze dywagacji o
    kształcie obcasa i typie czcionki na winietkach ktoś zatrzyma się
    tutaj na chwilę, i zastanowi nad sferą sacrum i muzyką jej
    przynależną...

    I może od zastanowienia i do czynu dojrzeje smile
  • 06.10.09, 12:41
    Ślub jest sakramentem, udzielanym przez księdza w kościele. Upraszczam, wiem, że
    można inaczej, ale nie o to chodzi. Jesli ktoś chce wziąć ślub w obrządku
    Kościoła katolickiego, to decyduje się na uroczystość kościelną. Decyduje się
    zatem na taki obrządek jaki tam obowiązuje.
    Sakralny, a nei świecki.

    Dodatkową muzykę świecką można zamówić na ślubie świeckim, kościelną na
    kościelnym. Jak ktoś napisał, można taką sobie wybrać, żeby odpowiadała.

    Mnie dziwi laicyzacja takich "obrządków". Ślub - ale ze świecką muzyką, być
    chrzestnym rodzicem, ale kupić dziecku na chrzest krzesełko do karmienia,
    komunia - żadnej Biblii czy medalika, za to quad... no cóż... na czym komu zależy.
  • 06.10.09, 19:01
    u mnie na slubie byl kawalek Enio Moricone The Misson. i nikt nie
    mial nic przeciwko a niektorym łezka sie zakrecila.
  • 06.10.09, 22:01
    Ten "kawałek" z "Misji" wciskany jest na co drugi ślub, bo jest
    łatwy do grania dla muzyków-leniuszków wink w dodatku oklepany do
    mdłości, więc się podoba ciotkom i kuzynkom bo "oooo!! ja to znam!!!
    było też u Kazi na ślubie!!". To tak, jakby Panna Młoda założyła tę
    samą suknię ślubną, co wczesniej jej kuzynki i sąsiadki - wszyscy
    juz to widzieli/słyszeli. A swoją drogą, utwór opiewający masakrę
    Indian, na ślubnej ceremonii - piękna wróżba dla Młodej Pary sad


    A na poważnie - już powyżej bardzo mądrze napisano, że ślub
    KOŚCIELNY wiąże się z akceptacją pewnych reguł i zobowiązań; jeśli
    ktoś chce repertuaru typowo świeckiego, to może lepiej wziąć ślub
    swiecki, cywilny, humanistyczny, zwłaszcza, że wolno już takiego
    ślubu udzielić poza USC...


    Nikomu - podkreślam po raz kolejny, nie wciskam ponurych smęceń
    kościelnych, muzyka może jak najbardziej, i wręcz powinna być
    zarówno liturgiczna, jak radosna, podniosła i uduchowiona. Taka, by
    ślubna Msza św. była przeżyciem jedynym w swoim rodzaju, duchowym i
    niezapomnianym.
  • 07.10.09, 09:52
    Ciekawie czyta się Twoje posty. Fajnie, że jest ktoś, kto się zna na tym comówi.
    ALE... jest kilka kwestii które są dla mnie niejasne, albo mnie dziwią

    1) Dlaczego dziwisz się, że ludzie (Czyt.wierni) chcą mieć na swoim slubie
    muzykę świecką, która kojarzy im się z radością itp? Większość dziewczyn zna
    muzykę litrurgiczną z mszy, na której często (tak jak w moim mieście) śpiewa
    "Pani Tereska i Pan Czesio" i zawodzą niemiłosiernie, kalecząc każdy utwór i
    nadając mu żałobny ton. Byłam w zyciu na kilku koncertach muzyki liturgicznej,
    wiem, że może byc piękna i wzruszająca, ty jesteś wykształcona w tym kierunku.
    Ale w większości przypadków źle się ona kojarzy co winą jest TYLKO I
    WYŁĄCZNIE KSIĘŻY


    2. Czy nie uważasz, że jeśli KK zależałoby, aby liturgie były prowadzone wg
    zasad zgodnych z prawem kościelnym to zmiany widac by było natychmiast?
    Zazwyczaj, jeśli KK na czymś zalezy to nie żałuje sił i środków, żeby to
    wprowadzić, a księża MUSZĄ słuchać odgórnych wytycznych. Skąd więc ta akceptacja
    "góry" na taką samowolkę?
    A może ten zapis o muzyce jest tylko jednym z "martwych przepisów" wprowadzonych
    ot tak dla porządku?

    3. Dlaczego księża, skoro muzyka jest tak ważna, zatrudniają często takie "panie
    Tereski i Czesiów organistów" zamiast wykształconych muzyków (płacąc im
    odpowienio
    ) którzy od początku pokazywaliby wiernym, że muzyka liturgiczna
    jest piękna i z powodzeniem może konkurować ze swieckim brzmieniem...?

    Podsumowując: Nie dziwię się, że dziewczyny wolą coś radosnego, zamiast
    zawodzenia. To, że można radosne utwory znaleźć wśród tych które nadają się dla
    liturgii to jest wiedza tajemna, zarezerwowana dla tych, którzy się znają.
    Polegać na organiście jak wyżej napisałam też nie można. Na księdzu tez, bo
    niedouczony.

    A z niedouczenia księdza (to KK sam jest sobie winien) dziewczyny mają prawo
    korzystać.
    Jakby KK zalezało, żeby te prawa były respektowane, to MZ poradziłby sobie dość
    szybko. Czego jak czego, ale zaradności i forsowania swoich racji KK odmówić nie
    można.
    --
    www.slubcywilny.info/
    DLA WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH, ZAPRASZAMY!
  • 07.10.09, 10:10
    Między innymi dlatego, że ktoś prezentuje postawę podobna do Ciebie
    ("nie znam się na tym, to ci mi tam") jestem tutaj. I tak mamy już
    do czynienia z dalegko posuniętym relatywizmem w stylu "chcę to bede
    miał", "ma byc fajnie", "ksiądz tez się nie zna" - i w efekcie mało
    brakuje, by pod ołtarzem śpiewac "Majteczki w kropeczki" sad
    Niestety, duża w tym wina księży - którzy zatrudniają często
    nieouczonych i kiepsko grających organistów, bo tacy im nie
    podskoczą... Czy fakt, że ludziom "tak wygodnie", ma powodować, że
    zaakceptujemy relatywizm na wzór usychającego Kościóa francuskiego
    (opisanego tutaj)?

    Wbrew pozorom, część księży i zakonników przestrzega ślciśle reguł,
    słucha zaleceń Benedykta XVI (tu naprawde nie chodzi o tworzenie
    martwych przepisów!), i na przykład z wielu mszy młodzieżowych u
    dominikanów poznikały (o zgrozo wink ) wrzeszczące
    nieliturgiczny repertuar scholki gitarkowo-bębenkowe. Nie oszukujmy
    się jednak - referaty do spraw muzyki kościelnej w diecezjach są
    najczęściej jedno-dwuosobowe, i ci księża z wykształceniem muzycznym
    nie mają fizycznie możliwości skontrolowania każdej parafii bez
    wyjątku. Nie zmuszą też wszystkich księży do pogonienia
    niekompetentnych organistów, którzy siedzą za organami jak tępe
    kwoki, za to nie żądają umowy o pracę...

    Poza tym, muzyka wartościowa + liturgiczna nie gryzie, i
    dobierając oprawę muzyczną ślubu według liturgicznego klucza można
    zapewnić sobie piękną, radosną, uduchowioną i niepowtarzalną
    ceremonię, zamiast kalki ślubu kuzynki Wiesi z Pikutkowa. Goście
    zaskoczeni może zainteresują się "dlaczego" - i docenią. Ale przede
    wszystkim my same zdobędziemy troszkę wiedzy i świadomości. Przeciez
    to super sprawa smile No chyba, że ktoś woli pozostać przy strategii
    inżyniera Mamonia wink
  • 07.10.09, 10:23
    callja, to nie o to chodzi.

    > Niestety, duża w tym wina księży - którzy zatrudniają często
    > nieouczonych i kiepsko grających organistów, bo tacy im nie
    > podskoczą... Czy fakt, że ludziom "tak wygodnie", ma powodować, że
    > zaakceptujemy relatywizm na wzór usychającego Kościóa francuskiego
    > (opisanego tutaj)?
    Wygodnie jest i księżom i wiernym. Więc skoro "ksionc powiedział" to znaczy, że
    można. Koniec kwestii. Zmiany powinno zacząć się od myślenia KSIĘŻY a nie wiernych.

    Nie oszukujmy
    > się jednak - referaty do spraw muzyki kościelnej w diecezjach są
    > najczęściej jedno-dwuosobowe, i ci księża z wykształceniem muzycznym
    > nie mają fizycznie możliwości skontrolowania każdej parafii bez
    > wyjątku. Nie zmuszą też wszystkich księży do pogonienia
    > niekompetentnych organistów, którzy siedzą za organami jak tępe
    > kwoki, za to nie żądają umowy o pracę...

    I o tym piszę. KK ma pieniądze i mozliwości. Jeśli ludzi w referatach jest mało-
    zatrudnić więcej. Jeśli brak księży z wykształceniem muzycznym- dokształcać,
    albo zatrudniać osoby swieckie, żeby kotrolowały

    Nie zmuszą też wszystkich księży do pogonienia
    > niekompetentnych organistów, którzy siedzą za organami jak tępe
    > kwoki, za to nie żądają umowy o pracę...


    Dlaczego nie zmuszą? KK ma strukturę hierarchiczną. Co powie góra, dół słucha.
    Jeśli władzom KK zależy na prawidłowej muzyce podczas mszy, to niech się
    postarają a nie gromią na wiernych, że chcą coś innego, świeckiego.
    Co z tego, że jakaś dziewczyna wybierze odpowiednie utwory na slub, skoro
    przyjdzie w niedzielę do koscioła a tam czesio organista po zakrapianej sobocie
    będzie smętnie wył do mikrofonu. Coś to zmieni, że ONA zrezygnuje np z
    saksofonu? Zmieni się cos na korzyść, skoro na codzień KSIĄDZ który pownien tego
    pilnować ma do w D....?



    --
    www.slubcywilny.info/
    DLA WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH, ZAPRASZAMY!
  • 07.10.09, 10:38
    No dobrze, ale skoro jest pod względem muzycznym w kościele trochę
    zaniedbania (władz) i duuuuużo przyzwyczajenia + lenistwa (wierni!)
    to co - mamy zaakceptować to co jest i poddac się bezwolnie??? To
    tak, jakbyś mając u siebie w mieście jeden salon z paskudnie
    brzydkimi sukniami ślubnymi kupiła jednak którąś z nich, bo po co
    jechac gdzieś indziej i kupić ładną...

    Mnie samej zdarzało się zmieniać parafie coniedzielnym Mszy św.
    właśnie ze względu na wyjących/kaszaniących organistów. Zdarzało mi
    się także obserwować sytuacje wyrzucania z kosciołów
    zespolików "ślubnych" grających na ślubach świeckie piosenki. Coś
    drgnęło, referaty muzyczne kurii choć obłożone robotą - działają,
    starajmy się zatem raczej postrzymywac dobry trend, niż biernie
    akceptowac to co złe. Jeśli widzimy coś ewidentnie niefajnego w
    muzyce kościelnej w danej parafii, wystarczy telefon - przykładowo w
    diecezjach legnickiej i katowickiej referaty muzyczne działają
    energicznie, i kierują nimi kompetentni i wykształceni księża-
    muzykolodzy.
  • 07.10.09, 11:00
    > No dobrze, ale skoro jest pod względem muzycznym w kościele trochę
    > zaniedbania (władz) i duuuuużo przyzwyczajenia + lenistwa (wierni!)

    ja bym odwróciła proporcje- jest duuuużo zaniedbania i lenistwa księży, ale też
    duuużo przyzwyczajenia wiernych.

    Żeby nie było: ja nie jestem katoliczką, ale lubię koncerty muzyki liturgicznej,
    nie tylko katolickiej. Dla mnie piekne są koncerty muzyki prawosławnej, gdzie
    muzyka jest niezwykle ważnym elementem liturgii i podejrzewam że nikomu nie
    przyszło by do głowy zastąpić śpiew tamburynem.
    I zgadzam się z tobą, że szkoda, że zanikają tradycje w czasie liturgi, bo
    czesio organista zna tylko 5 utworów na krzyż.
    Zgadzam się też, że należy oddzielać sacrum od profanum.

    Ale nie zgadzam się, że to wierni mają tu za cel być motorem zmian.
    Bo z tego jak znam KK to nie zdarza się i nie tego się od wiernych oczekuje. I
    do tego też KK swoich wyznawców przyzwyczaił- bierności.

    Ja już widzę, jak ktoś z wiernych z mojego miasta dzwoni z uwagą, że nie podoba
    mu się organista w kosciele, i że działa schola!
    No proszę Cię, ludzie nie wiedzą nawet (ja też nie wiedziałam) że to jest nie
    zgodne z duchem liturgii.

    A to, że w tej chwili wierni traktują księdza jako wykonawcę- no wybacz, ale
    jeśli bierze on (bo jest taki "wymóg" bo tak się przyjęło) za mszę ślubną
    pieniądze, często niemałe, to dziwne nie jest. I to też jest księżą na rękę:
    wolą trochę nagiać te prawa a zarobić.



    --
    www.slubcywilny.info/
    DLA WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH, ZAPRASZAMY!
  • 07.10.09, 11:26
    Drobiazg polega na tym, że gdy księża czy zakonnicy biorą się za
    czyszczenie liturgii ze świeckich/obcych wtrętów, to podnosi się
    wrzask wiernych "no po co, pan Czesio ladnei gra i woooolno, a
    scholka takie śliczne pioseki z grzechotką śpiewa". Wina lezy po obu
    stronach, czasem księża nie mają wykształcenia & chęci, czasem
    wierni nie mają wiedzy i... gustu wink

    Ja postuluję przede wszystkim nie uleganie biernemu obserwowaniu - a
    jeśli osoba niewierząca lubi koncerty muzyki liturgicznej, to chyba
    świadczy o tym, że ma ona jakąś siłę oddziaływania wink Notabene -
    sama lubię muzyką cerkiewną, uwielbiam jazz i gospel (nie w czasie
    Mszy wink ), będąc katoliczką smile Po prostu pewne zjawiska mają swoje
    miejsce i przeznaczenie, a naszym zadaniem jest niemylenie pojęć -
    nikt nie zabroniNIKOMU tańczenia na weselu do muzyki Beatlesów,
    wręcz pochwali - Beatlesi tworzyli historię muzyki! ale w czasie
    Mszy św. pozwólmy "przemówić" innej muzyce, litugicznej.
  • 07.10.09, 11:31
    smile Czyli jak zawsze racja leży po środkusmile
    --
    www.slubcywilny.info/
    DLA WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH, ZAPRASZAMY!
  • 07.10.09, 11:45
    W kwestii "odpowiedzialności za muzyczne pomieszanie z poplątaniem"
    w kościołach rzeczywiście wina jest obustronna wink Księża mają
    niejednkrotnie w nosie, a wierni tym bardziej... Natomiast wtykaniu
    w msze ślubne świeckich utworów "bo PM chce i nóżką tupie" mówię
    zdecydowane NIE.

    Inaczej zresztą nie mam prawa zareagować, choćby jako muzyk ze sporą
    praktyką wink
  • 07.10.09, 15:32
    na moim kursie przedmałzeńskim ksiądz nie zalecał stosowania
    wymyślnych utworów w czasie mszy ślubnej. a dlaczego? bo te pieśni,
    które wszyscy znają, to zaśpiewają, czy POMODLĄ się z nami i za nas.
    powtórzę raz jeszcze to, co napisałam powyżej: PIEŚN KOŚCIELNA JEST
    MODLITWĄ.
    Może zaproponujcie księdzu zamiast "Ojcze nasz" jakiś wiersz o
    miłości do wyrecytowania... "Ojcze nasz" jest przecież takie
    oklepane i nie ma tam nic wzruszającego.
    --
    Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiona jestem.
  • 07.10.09, 16:27
    Osobiście nie zalecam nic wymyślnego, ale ZAWSZE muzykę o statusie
    liturgicznym. I zalecenie soborowe nic nie wspominają, że MUSZĄ to
    być koniecznie pieśni kościelne z tych najpowszechniejszych (np. ze
    śpiewnika ks. Siedleckiego) - może być muzyka o statusie
    liturgicznym, ale solowa. Akurat ta uwaga księdza z kursu jest ciut
    za daleko posunięta, niekoniecznie trzeba na ślubie śpiewac te same
    piesni, co na coniedzielnej Mszy św. - ale też (w myśl cytowanych
    już przepisów) nie nalezy "udziwniać" wprowadzając jakies niewiadomo
    jakie wynalazki... albo nie daj Boże muzykę świecką czy rozrywkową.
    Ale skoro mamy do dyspozycji skarbnicę wspaniałej muzyki tworzonej
    przez wieki z myślą o chwaleniu Boga do liturgicznych
    tekstów, to czemu z tego nie skorzystać??? Nie ma tu żadnego błędu
    czy nadużycia liturgicznego.

    Warunek - kompetentni, świetni technicznie i znający prawidła
    liturgiczne muzycy. I kumaty ksiądz, który nie traktuje organisty
    jak chłopca do bicia i karcenia.
  • 07.10.09, 17:55
    Ja nie zamierzam się sprzeczać z przepisami kościoła. Moim jedynym wymogiem co
    do muzyki na ślubie było to, żeby na wyjście grali marsz weselny smile Resztę
    pozostawiłam inwencji organistki i skrzypka. Na pewno było Ave Maria, a poza tym
    jakieś utwory, których nie znam, w każdym razie muzyka poważna.

    Ale odnośnie muzyki w kościele, zauważ, że to się zmienia. Jeszcze z 50 lat temu
    było absolutnie nie do pomyślenia, żeby grać w kościele na gitarze, a teraz jest
    to dośc powszechne na mszach dla młodzieży i z tego co wiem, kościół tego nie
    potępia, choć może nie wyraża też zachwytu. Ale jest to dowód na to, że
    podejście KK do muzyki ewoluuje i to co jeszcze neidawno było absolutnie
    zabronione, może już niedługo będzie normalne.

    Przez pewien czas mieszkałam w Anglii i tam w kościele (katolickim) muzyka była
    dużo weselsza niż bywa w Polsce. Nawet stałe fragmenty mszy były często w formie
    piosenek przy gitarze (ale słowa oczywiście miały odpowiednie do tego co się
    akurat działo). Moim zdaniem nie ujmowało to nic wzniosłości mszy, a za to
    bardziej przemawiało do ludzi. Nie oszukujmy się, żyjemy w XXI wieku i mamy inną
    nieco wrażliwość, emocje i inne nawet słownictwo niż powiedzmy w XVII wieku,
    kiedy powstała część nadal współcześnie śpiewanych polskich pieśni kościelnych.

    Tak z ciekawości, czy wiesz może, czy można wykonywać w kościele katolickim
    gospel, "Amazing Grace" na przykład albo "Happy Day", czy to też nie podchodzi
    pod muzykę sakralną?
    --
    Nasz staż smile
  • 07.10.09, 19:12
    Akurat muzykę oazowo-gitarkową Kościół traktuje z dużym
    sceptycyzmem, nie ujmując jej siły ewangelizacyjnej, ale zalecając,
    by taka muzyka soją siłe okazywała POZA liturgią = Mszą św. Zatem -
    możemy śpiewac pisenki oazowe przy gitarze na spotkaniu oazowym,
    koncercie parareligijnym (nawet w kościelnym wnętrzu, ale to
    KONCERT, nie msza!), agapie, ognisku oazowym, spotkaniu lednickim,
    PRZED i PO mszy - ale nei w jej trakcie! "Piosenki" zamiast części
    stałych Mszy św. - tu Benedykt XVI zatrząsłby się ze zgrozy, jest
    liturgistą i to bynajmniej nie betonowym (wbrew przezwisku "Panzetr-
    Kardinal" wink ), za to konsekwentnym... Kościół istotnie się zmienia,
    ewoluuje, i to jest absolutnie pozytywny trend. Jednocześnie Kościół
    dba o to. by ni ezaprzepaścić dorobku liturgicznego i
    KULTUROTWÓRCZEGO Kościoła z wielu wieków. Stąd dbałość o
    kultywowanie chorału gregoriańskiego, o przypominanie dorobku
    kompozytorów tworzących dzieła liturgiczne; np. Mozart pisał
    przecież swoje dzieła religijne jak msze, nieszpory czy litanie
    loretańskie z ogromną dbałością o zachowanie prawideł liturgicznych,
    bo też w czasie liturgii były one wykonywane, po to powstawały!!!
    Dl;atego nie można uważać, że to muzyczne, co raz czy dwa pojawiło
    się w kościele, Kościół usankcjonuje i pobłogosławi. Dlatego np. z
    kościołów dominikańskich zaczynają znikać rozkrzyczane scholki z
    oazowym repertuarem, bo Benedykt XVI nakazał im zamilknąć na czas
    liturgii. Po - prosze bardzo, ale w czasie liturgii mają zamknąć
    buzie. Jednego wciąż nie rozumiem - dlaczego msza gitarkowo-oazowa
    jest z marszu uważana za "weselszą"??? Tradycyjna i PIĘKNA muzyka
    liturgiczna jako żywo nie jest smutna!!! Jest piękna,
    natchniona, kipi radością wielnienia Boga. Wystarczy posłuchać
    choćby "Laudamus Te" z Wilkiej Mszy c-moll Mozarta albo jego
    mptetu "Exsultate, jubilate", i wszystko będzie jasne smile

    Sporo przepisów kościelnych przytoczyłam na początku wątku, pisałam
    tez o gospel. Kościół nie potępia gospel, ale tez umieszcza te
    utwory POZA liturgią. Gospel mozna sobei posłuchać/zaspiewać PO mszy
    slubnej, np. w czasie skłądania życzeń. Albo na sali weselnej. Jak
    najbardziej można spiewać pieśni gospel, ale nie w czasie
    liturgii!!! Stanowisko Kościoła wynika z faktu, iż jest to muzyka z
    gruntu protestancka, charyzmatyczno-quasisekciarska, o
    nieliturgicznych tekstach, bliska w nastroju transom Odnowy w Duchu
    św. (traktowanej nadal przez Kościół ostrożnie, ze względu na
    sekciarskie zeslizgi i zapędy, trącące chwilami manipulacją
    psychologiczną i egzorcyzmami). Poza tym "Amazing grace" grywa się z
    reguły na protestanckich... pogrzebach!!! więc wykonanie tego utworu
    na ślubie to podobny zgrzyt jak zaspiewanie katolicko -
    łacińskiego "Pie Jesu Domine" (czyli "Dobry Jezu a nasz Panie"), co
    czasem z upodobaniem czynią niedouczone panie śpiewczki sad

    Kiedyś byłam świadkiem, jak na ślubie polsko-amerykańskim
    niedouczony a chcący się popisać pan organista od 14 bolesci w
    czasie Komunii zagrał jazzową "Ciszę" - czyli motyw grywany
    zwyczajowo w USA w czasie spuszczania trumny do grobu... Mina Pana
    Młodego (Amerykanina) - bezcenna, autentycznie był zszokowany. Swoją
    drogą, głupawa wróżba w chwili zaslubin wink

    Reasumując - spróbujmy na ślubienie posiłkowac się muzyką
    protestancką, świecką, oazowo-sekciarską, a sięgnijmy śmielej do
    źródeł muzyki liturgicznej. Dzięki temu poznamy repertuar
    niesłusznie spychany na margines jako "wapno" i "przeżytek", a
    wiekami powstający na Bożą chwałę i pod opieką Kościoła do
    liturgicznych tekstów. I na pewno nei będziemy mieli wtedy ślubu
    muzycznie identycznego, jak kuzynka Wiesia z Pikutkowa i wujek
    Czesio z Głuchej Dolnej wink
  • 08.10.09, 09:48
    > Kiedyś byłam świadkiem, jak na ślubie polsko-amerykańskim
    > niedouczony a chcący się popisać pan organista od 14 bolesci w
    > czasie Komunii zagrał jazzową "Ciszę" - czyli motyw grywany
    > zwyczajowo w USA w czasie spuszczania trumny do grobu... Mina Pana
    > Młodego (Amerykanina) - bezcenna, autentycznie był zszokowany. Swoją
    > drogą, głupawa wróżba w chwili zaslubin wink

    big_grinbig_grin O ja cię przepraszam!!! Mistrzostwo big_grin To jakby ksiądz zaczął w intencji
    młodych odmawiac "wieczny odpoczynek" big_grin U nas też zagrali ten utwór na weselu,
    jako "wezwanie" na oczepiny, w sensie "uwaga uwaga, przestajemy jeść i coś się
    będzie działo, bo północ właśnie wybiła". Też mi się skojarzyło z amerykańskim
    pogrzebem, nawet mężowi napomknęłam, ale na szczeście Amerykanów na weselu nie
    było, więc reszta gości chyba się nie skapnęła, a melodia ogólnie przyjemna smile

    Co do "Amazing Grace" to nie byłam nigdy na protestanckim pogrzebie, więc nie
    wiem. Byłam natomiast na chrzcie baptystycznym i na liturgii wielkanocnej i
    powiem Ci, że jak kilkaset osób na zakończenie huknęło Amazing Grace, żeby się
    cieszyć z nowiny o zmartwychwstaniu, to był jedyny raz w moim życiu, włączając w
    to własny ślub, kiedy łzy mi stanęły w oczach w kościele.

    Swoją drogą, nie wiem z czego to wynika, ale protestanci na swoich nabożeństwach
    ŚPIEWAJĄ. W sensie, naprawdę śpiewają, wszyscy mniej więcej na tę samą melodię i
    jakoś to brzmi. A niestety w kościele katolickim baaardzo często spotykam się ze
    "śpiewem" na tyle głosów ile jest ludzi w kościele tongue_out Nie wiem czy to wynika z
    tego, że u protestantów zwykle osoba prowadząca śpiew sama śpiewać potrafi a nie
    zawodzi jakby jej ktoś krzywdę robił wink co niestety często zdarza się
    szczególnie w małych wiejskich parafiach katolickich.

    Co do muzyki liturgicznej... nie mówię, że cała bez wyjątku jest smutna. Nie
    jestem muzykiem i zbytnio się na tym nie znam. Mój ulubiony przykład to pieśń
    "Wesoły nam dziś dzień nastał" spiewana na rezurekcję, która jako żywo, gdyby
    pominąć słowa i słuchać melodii tylko to jak nic nadaje się na pogrzeb. Naprawdę
    zawsze mnie denerwowało takie zawodzenie w dniu - było nie było - radosnego
    święta. Ale może gdyby to ktoś inaczej zaśpiewał to naprawde byłoby wesołe... No
    nie wiem wink

    BTW na moim bierzmowaniu był jakiś zespół z syntezatorem, który śpiewał różne
    dziwne rzeczy m.in. coś na melodię "Wind of Change" the Scorpions, tyle że z
    tekstem z grubsza religijnym. Była żem wtedy w szoku, to pamiętam smile

    A te piosenki jako stałe fragmenty mszy to jeszcze za czasów JP2 były. Co prawda
    w ostatnich tygodniach, ale jednak smile
    --
    Nasz staż smile
  • 08.10.09, 13:09
    AMAZING GRACE nie jest pieśnią gospel, a angielskim hymnem protestanckim
  • 08.10.09, 16:39
    Przede wszystkim - jest to właśnie utwór z gruntu PROTESTANCKI. I
    dlatego właśnei w czasie liturgii katolickiej niedozwolony.
    Poza liturgią, nawet w kościele - prosze bardzo. Ale nie w czasie
    Mszy św.


    A JP II dajmy wreszcie spoczywać w spokoju, i nie powołujmy się na
    niego w sprawach muzycznych w wliturgii... bo tak jak świetnym
    filozofem i wielkim papieżem był, tak na muzyce nie znał się ni w
    ząb, i Bach czy Offenbach to było dla niego to samo wink To dlatego
    Benedykt XVI wydaje teraz memoriały przywracające zarządzenia Sobotu
    Watykańskiego, bo w czasach JP II sprawy muzyczne w Kościele
    zaniedbano kompletnie i zaczęły się jazdy z wciskniem do kościołów
    gitarek, piosenek i "Yeah, yeah, oh Jesus"...
  • 08.10.09, 17:40
    I "swoją barkę..." big_grin
    --
    Nawet dwoje ciekawych ludzi może się nudzić w swoim towarzystwie, jeżeli nie są
    oni ciekawi siebie.
    ich4pory.blogspot.com
  • 08.10.09, 17:33
    callja napisała:

    > Jednego wciąż nie rozumiem - dlaczego msza gitarkowo-oazowa
    > jest z marszu uważana za "weselszą"??? Tradycyjna i PIĘKNA muzyka
    > liturgiczna jako żywo nie jest smutna!!! Jest piękna,
    > natchniona, kipi radością wielnienia Boga. Wystarczy posłuchać
    > choćby "Laudamus Te" z Wilkiej Mszy c-moll Mozarta albo jego
    > mptetu "Exsultate, jubilate", i wszystko będzie jasne smile

    Odpowiedź jest prosta: najczęściej nawet najżwawsze utwory są mocno spowalniane
    przez organistów. Nie wiem, jaki jest powód takiego stanu rzeczy - czy to organy
    narzucają takie tempo? A może organista chce wiernym ułatwić śpiewanie? W każdym
    razie wrażenia narzucają się same: żałobne zawodzenie do wtóru organów.

    Poza tym w kościele nie wypada się śmiać, prawda? A są tacy, którzy brak śmiechu
    utożsamiają z nadmierną powagą.

    >[gospel] jest to muzyka z gruntu protestancka,
    > charyzmatyczno-quasisekciarska,

    Protestantyzm jest sektą według Ciebie?
    --
    Nie używam emotikonek. Dlaczego? Bo jestem egzaltowana.
  • 08.10.09, 22:35
    Utwory są spowalniane przez organistów z kiepskim warsztatem...
    Niestety takich muzykusów od 14 boleści (dwuletnie studium
    organistowskie = całe wykształecenie) panoszy się po kościołach
    spro, no i kaszanią nieludzko sad Z kolei dobrzy, świetnie grający
    organiści, bo sa tacy (policzcie sami - szkoła muzyczna I i II
    stopnia + studia to conajmniej 17 lat wytężonej pracy!!!) non stop
    mają zatargi z babciami moherowymi, bo im się "wyśpiewać" a
    raczej "wywyć" nie pozwala. Bo nie pozwala zwalniać! i bądź tu
    mądry, dogódź tym i owym, człowieku... Inna sprawa - duża częśc
    proboszczów vbroni się przed kimpetentnymi organistami jak przed
    ogniem, bo taki to i umowy o pracę zażąda, i zasugeruje remont
    niszczejącego od 50 lat instrumentu, albo odmówi grania na
    rozklekotanym keabordziku gdy innego instrumentu proboszcz zakupić
    nie chce bo "za drogi"...

    Jeśli w danej parafii jest dobry warsztatowo i kumaty liturgicznie
    organista, spiew w czasie Mszy św. nigdy nie zamieni się w żałośliwe
    zawodzenia, słowo harcerki.

    Protestantyzmu za nic w świecie nie uważam za sektę, ale ruchy zbyt
    podkreślające charyzmaty i zbiorowy trans niestety pod
    sektę "podchodzą" sad A więcej ich w protestantyźmie niż
    katolicyźmie - Odnowa w Duchu św. ma swoje korzenie własnie w
    protestantyźmie, a casus chociażby wspólnoty w Krapkowicach jest
    znany w całej Polsce... A gospel często bywa wykorzystywany do
    wprowadzenia zgromadzeń w zbiorowy trans sad

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.