Dodaj do ulubionych

Nieważny ślub kościelny.

04.01.10, 16:34
Tak się zastanawiam.
Duża część moich znajomych nigdy nie była specjalnie religijna,często nawet w
drugą stronę.
Żadne z nich po wzięciu ślubu kościelnego się nie nawróciło (to do tych co
uważają,że przecież kościół jest też dla grzeszników i ludzi którzy żyją
niezgodnie z wymogami kościoła typu seks przedmałżeński i inne
grzechy-owszem,ale jeżeli faktycznie chcą żyć później zgodnie z przekonaniami
wiary).
Szczerze mówiąc nie rozumiem tego: ma ktoś nauczania Kościoła
gdzieś-ok,rozumiem i szanuję,ale po co ta cała szopka ze ślubem
kościelnym,naukami przedmałżeńskim itp. skoro większość nie planuje się
nawrócić i żyć naprawdę zgodnie z wiarą.
Dla mnie to oszustwo.
Żadna ze wspomnianych przeze mnie wyżej par nie miała też w sobie na tyle
odwagi cywilnej,żeby (jako jedna strona-jest taka możliwość) zawierać ślub
jako osoba niewierząca.
Jak patrzę na Wasze przygotowania do ślubu kościelnego zastanawiam się dla ilu
z Was faktycznie ślub kościelny będzie ważnym sakramentem,a dla ilu...
Cóż,moim zdaniem po prostu oszustwem.
Edytor zaawansowany
  • misself 04.01.10, 17:06
    Dobre pytanie.
    Ja też tego nie rozumiem.

    I wydaje mi się, że ślub zawarty bez postanowienia życia zgodnie z zasadami
    kościoła jest nieważny, tak jak nieważna jest spowiedź bez postanowienia
    poprawy. Mylę się?
    --

    biusta
    i
    biuściki.
  • turkusova 04.01.10, 17:10
    Ja nie biorę slubu koscielnego dla siebie. Robie to dla narzeczonego, a
    zwłaszcza dla jego wierzącej rodziny. Dla mnie ślub nie ma żadnej wartości, ale
    skoro rodzina mojego n. tego oczekuje - zdecydowałam sie odprawic tą szopkę by
    sprawić im radość.
  • szampanna 04.01.10, 17:16
    no, według logiki to chyba powinniście w tej sytuacji wziąć
    jednostronny?
  • rockiemar 04.01.10, 17:21
    Szampanna, wedlug logiki powinnismy wziac z N slub "zerostronny". Tylko ze nie
    bede z mojego radosnego dnia robic rodzinnej klotni, narzekan, cierpienia, itp,
    itd. Dopoki w Polsce nie bedzie choc troche wiekszej tolerancji, sporo ludzi
    bedzie bralo slub koscielny z lenistwa (czytaj: braku checi do klotni).

    --
    http://tickers.nuvis.org/2010-05-08/H2/F22/T8.png
  • monikapers 04.01.10, 17:26
    Dopoki nie bedzie szacunku do siebie samych, nie bedzie tego szacunku dla
    innych, nie bedzie go tez Kosciola, jakikolwiek by on nie byl.
    Dopoki bedzie takie myslenie, jak Twoje tak wlasnie bedzie.

    Moze zbyt ostro ocenie ale dla mnie to niedojrzalosc i komformizm, wczesniej czy
    pozniej msci sie.
  • beattta1 04.01.10, 17:39
    a można żyć zgodnie z naukami koscioła, nie chodząc do niego ? to
    pytanie nurtuje mnie od dawien dawna... Bo dla mnie przykładem
    niedojrzałości są ludzie, którzy biorą ślub koscielny, odprawiają
    cała tę szopkę, uważają sie za religijnych a tak naprawdę...wiadomo
    o co chodzi.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/iv09anlivcehxji0.png

    http://s5.suwaczek.com/20100717580214.png
  • misself 04.01.10, 19:37
    beattta1 napisała:

    > a można żyć zgodnie z naukami koscioła, nie chodząc do niego ?

    Tak samo jak można być wierzącym nie będąc religijnym.
    --
    IX. Unikać ideologii, które obiecują ostateczne wyzwolenie ludzkości. Obdarzeni
    cząstką wolności, powinniśmy ją natychmiast ograniczyć, ze względu na dobro
    bliźniego. (Z. Herbert)
  • szampanna 04.01.10, 17:32
    > Szampanna, wedlug logiki powinnismy wziac z N slub "zerostronny".
    ano, to powinniście. W końcu bierzecie ślub dla siebie czy dla
    rodziny? Wynika, że dla rodziny, bo dla jej spokoju łamiecie własne
    zasady uncertain
    Lepiej być wiernym swojemu sumieniu ateistą niż zakłamanym
    katolikiem.
  • misself 04.01.10, 17:38
    szampanna napisała:
    > Lepiej być wiernym swojemu sumieniu ateistą niż zakłamanym
    > katolikiem.

    Lepiej być wiernym swojemu sumieniu kimkolwiek niż zakłamanym człowiekiem, który
    opiera swój związek na oszustwie...
    --

    biusta
    i
    biuściki.
  • szampanna 04.01.10, 17:47
    no, żeby było jasne: zakłamany katolik to nie epitet, nie miałam na
    myśli wszystkich (a wręcz zdecydowaną mniejszość), i nie twierdzę
    również, że ateiści z definicji mają wysokie normy moralne. Nie! Po
    prostu ten, kto przyznaje się przed ludźmi do swojej przynależności
    do Kościoła (czyli np. bierze ślub kościelny), powinien zdawać sobie
    sprawę, że przez ten pryzmat będzie oceniany. Czyli czy spełnia
    zobowiązania, jakie nakłada na niego wybrana wiara. Ateistę zaś
    można oceniać tylko w aspekcie przestrzegania norm społecznych.
  • misself 04.01.10, 19:45
    Dla mnie przystępowanie do sakramentów bez uważania ich za sakramenty jest
    oszukiwaniem siebie, gości i Boga. To jest zakłamanie i bardzo mnie smuci fakt,
    że jest tak powszechne. Bo przez to, że jest powszechne, ma społeczne
    przyzwolenie. A tak być nie powinno.

    A ateista też powinien przestrzegać norm moralnych smile Nie tylko społecznych.
    --
    Ja już mam swoją wizytówkę.
    A Ty?
  • rockiemar 04.01.10, 20:11
    Piszecie tak, jakby nigdy nie bylo wam dane rozmawiac z radiomaryjna osoba. Nie
    da sie nic wytlumaczyc, bo po prostu nie trafiaja zadne argumenty. A ja nie bede
    urzadzac slubu w atmosferze wzajemnej wrogosci, obrazania, wyrzekania sie, itd.
    Mozecie to sobie nazywac ohydnym konformizmem, brzydzic sie mi reke na ulicy
    podac, trudno.

    --
    http://tickers.nuvis.org/2010-05-08/H2/F22/T8.png
  • misself 04.01.10, 20:17
    Dla mnie to jest ohydny konformizm, ale nie czuję się upoważniona do skreślania
    Cię z listy osób, którym bym podała rękę smile

    Tak, dane mi było rozmawiać z radiomaryjną osobą - i wiem, że bardziej by tę
    osobę obrażało, gdyby robić z sakramentu, w który ona wierzy, spektakl z parą
    młodą w rolach głównych. I tak już jestem skreślona dla niej (na dodatek to jest
    osoba, która nie odróżnia bycia katolikiem od wiary w cokolwiek, więc za każdym
    razem określa mnie jako niewierzącą, tonem typu "ona jest karaluchem i śmierdzi
    zgniłą pietruszką", już przestałam prostować, że nie jestem niewierząca). Ślub
    kościelny by tego nie zmienił - za to ja bym się czuła po prostu fatalnie,
    mówiąc "szczerze żałuję" i myśląc "ale cyrk".
    --
    Nawet dwoje ciekawych ludzi może się nudzić w swoim towarzystwie, jeżeli nie są
    oni ciekawi siebie.
    ich4pory.blogspot.com
  • budyniowa123 04.01.10, 20:19
    brzydzic sie mi reke na ulicy
    > podac, trudno.

    no rockie, bez przesadysmile
    Ale poważnie cała Twoja rodzina jest radjomaryjowa?
    Bo widzisz: też mam w rodzinie takie sztuki, ale ich zdanie (choć mz wyrażone
    niezgodnie z kulturą) olałam.
    Więcej głosów niezadowolenia usłyszałam, jak się dowiedzieli o niechrzczeniu
    dzieci- wtedy nawet moi rodzice zachwyceni nie byli.
    Ale też postawię na swoim. Może jednak czasem warto iść pod prąd?
    --
    www.slubcywilny.info/
    DLA WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH, ZAPRASZAMY!
  • szampanna 04.01.10, 20:27
    Nie przesadzaj z tą ręką - ja na pewno bym Ci podała smile
    Chodzi o to, że może za mało bronisz swojego zdania i przekonań.
    Zauważyłam na przykładzie rodziny, że lepiej działa powiedzieć "nie
    i koniec, tak zdecydowałam" niż wiecznie się tłumaczyć i naginać do
    woli innych osób. Krótka piłka osadza w miejscu nawet (a może
    zwłaszcza) radiomaryjnych wink - przetestowane na 3 małżeństwach
    cywilnych.
  • gazeta_mi_placi 04.01.10, 20:28
    Aż tak bardzo zależy Ci na osobach,które odwróciłyby się od Ciebie i obraziły tylko dlatego że nie wzięłabyś ślubu kościelnego?
    Poza tym jesteście dorośli,po co cokolwiek argumentować osobom "radiomaryjnym"-to Wasze życie.



  • rockiemar 04.01.10, 20:33
    Nie lubie tego argumentu. Nie, nie zalezy mi na najblizszych, mam ich w tylku,
    najwyzej sie obraza i juz ich wiecej w zyciu nie zobacze? Tak to sobie moge o
    znajomych mowic... Nic nie poradze na to, ze czesc rodziny jest, jaka jest.

    --
    http://tickers.nuvis.org/2010-05-08/H2/F22/T8.png
  • gazeta_mi_placi 04.01.10, 21:08
    Osoby z Twojej najbliższej rodziny są tak ograniczone
    i nietolerancyjne(sorry,ale innego słowa nie mogę znaleźć)że do końca życia tylko i wyłącznie z powodu braku ślubu kościelnego nie chciałyby Cię widzieć?
    Jakie szczęście,że Twój narzeczony ma możliwość ślubu kościelnego,bo gdyby był na przykład rozwodnikiem to chyba dla dobra swojej najbliższej rodziny musiałabyś się z nim rozstać.
    P.s. Coś przeczuwam,że Twoja rodzina pochodzi ze wsi...
  • rockiemar 04.01.10, 21:19
    Gazeta, to pozwol, ze cie zadziwie... wszyscy sa z miasta, od pokolen, i to w
    dodatku z takiego najwiekszego w Polsce :p

    Uwielbiam takie generalizowanie.

    Moze i pewnie chcialyby mnie widziec, ale z kazdym spojrzeniem myslalyby, ze
    ktos kogo kochaja, bedzie sie smazyl jako bezboznik w piekle.

    --
    http://tickers.nuvis.org/2010-05-08/H2/F22/T8.png
  • gazeta_mi_placi 04.01.10, 21:43
    Dość prymitywne myślenie jakby nie było...
    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/bdd386db61.png
  • lili-2008 05.01.10, 08:45
    Twoim zdaniem tylko na wsi są "radiomaryjni" ludzie?
  • gazeta_mi_placi 05.01.10, 14:00
    Ja osobiście znam jedną taką osobę (100% Radio Maryja) z dużego miasta.
    Często się spotykamy i jakoś razem funkcjonujemy (mimo,że ja jakby w drugą
    bardziej stronę).Nigdy po prostu nie poruszamy pewnych tematów (zajmujemy się
    całym szeregiem innych),a zdarza mi się nawet będąc u tej osoby przeglądnąć
    "Niedzielę" czy "Gościa Niedzielnego".
    Prawda jest taka czy ktoś radiomaryjny czy nie zawsze komuś (czy z bliskiej
    rodziny czy nie) coś nie będzie pasowało.
    Będziecie całe życie podporządkowywać pod innych?

    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/bdd386db61.png
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 09:56
    Dobrze, że są na świecie jeszcze takie tolerancyjne i wspaniałomyślne osoby jak
    ty, które osoby inaczej patrzące na świat, wysyłają na wieś.
  • stokrotka-is-me 05.01.10, 19:56
    Miałam "przyjemność" rozmawiać z radiomaryjnymi, więc bardzo dobrze
    Cię rozumiem. Są tak agresywni, że człowiek po prostu boi się
    sprzeciwić. Sama jestem katoliczką ale niektóre ich zachowania po
    prostu mnie przerażają...
    --
    Blog: gotowi-na-slub.blogspot.com/
    Nasz strona ślubna: www.agnieszka_wasilewska-andrzej_smyrcz.galeria-wesele.pl/
  • misself 04.01.10, 17:37
    turkusova napisała:

    > Ja nie biorę slubu koscielnego dla siebie. Robie to dla narzeczonego, a
    > zwłaszcza dla jego wierzącej rodziny.

    Możesz wziąć jednostronny. I wilk syty, i owca cała.
    --
    Ja już mam swoją wizytówkę.
    A Ty?
  • horpyna4 04.01.10, 18:34


    Co się tak wszyscy uwzięli, żeby pisać o "ślubie jednostronnym"?

    Taki ślub to "ślub mieszany". Nie jest jednostronny, bo przysięgę
    składają obie strony. Tyle, że osoba niewierząca bez odwołania się
    do Boga i wszystkich święstych. A jeżeli jest to osoba innego
    wyznania chrześcijańskiego, to też odwołuje się do Boga, ale już nie
    do świętych.
    to bez odwoł
  • horpyna4 04.01.10, 18:36
    Sorry, ostatni rządek jest niepotrzebny. Coś mi się zaplątał.
  • misself 04.01.10, 19:39
    horpyna4 napisała:

    > Co się tak wszyscy uwzięli, żeby pisać o "ślubie jednostronnym"?
    >
    > Taki ślub to "ślub mieszany".

    I tak, i nie.
    To jest ślub mieszany, ale sakrament ze skutkiem jednostronnym.

    U mnie to jest skrót myślowy, jakbym za każdym razem miała pisać "sakrament ze
    skutkiem jednostronnym", nie chciałoby mi się, mimo że piszę bardzo szybko wink
    --
    IV. Modlić można się wszędzie. Najgorszym miejscem są świątynie. Panuje tam
    zaduch. (Z.Herbert)
  • jogny 04.01.10, 19:33
    ja chcialam wziasc slub cywilny wlasnie zeby nie oszukiwac samej
    siebie, mimo ze bylam wychowywana na katoliczke przez 20 lat jakos
    od kilku lat tylko od czasu do czasu zagladam do kosciola i dlatego
    chcialam wziasc slub cywliny zeby nie odgrywac zadnej szopki.
    Niestety moj wymarzony slub cywilny w plenerze chyba sie nie spelni,
    bylam u pana kierownika z prosba, pisalam listy, wymachiwalam
    banknotem nad nim itd - nic, kierownik jest tak nabucowana i niemila
    osoba ze ja sama nie chce zeby mi udzielal slubu, do innego urzedu
    nie moge isc bo sa daleko a sale tak brzydkie ze nie mam zamiaru
    spedzac tej magicznej i pieknej chwili w zyciu z jakims
    niezrownowazonym kierownikiem i w obskurnej sali, poki co jeszcze
    nie wiem dokladnie co zrobie ale zaczynam myslec o slubie w
    kosciele - wlasnie przez tego porabanego kierownika, ktory
    powiedzial mi ze chce go na meliny wywiezc (tak nazwal swoja wioske
    bo tam jest sala weselna i tam tez chcialam slubu aby nam udzielil -
    od urzedu do tego miejsca jest niecaly kilometr chcialam zaznaczyc,
    on sie uparl na urzad USC)

    taka mialam ochote sie wyzalic odnosnie tematu - nie wiem czy to
    bedzie tez niewazny slub bo ja sie nie brzydze kosciolem ale mam
    swoje zdanie na jego temat no i nie jestem zbyt praktykujaca ale
    czasami mysle ze po prostu nie mam wyboru, slub biore w czerwcu -
    jeszcze nie wiem gdzie - masakra!! moj N mnie goni zeby w koncu
    podjac jakas decyzje a ja sama nie wiem co zrobic.....tez nie
    rozumialam wczesniej ludzi ktorzy brali slub tylko dla rodzicow albo
    w kosciele bo tam ladniej a ja po prostu nie chce zeby taki burak ze
    wsi (caly czerwony, z ogromnym wasem, przez cala nasza rozmowe mial
    oczy spuszczone w dol - wogole nie wiem jak zostal on wybrany na
    kierownika - on jest totalna porazka jak dla mnie) udzielil mi
    slubu!!!

    sorki ale mialam ochote sie chyba wyzalic.....
  • misself 04.01.10, 19:41
    Współczuję problemów z urzędnikiem. Pisałaś pismo do USC? Wymachiwanie banknotem
    raczej nie pomoże, za to pismo ma szansę.

    A Twój narzeczony jest katolikiem?

    Ja bym osobiście wolała mieć spokojne sumienie niż ślub w ładnym miejscu (jeśli
    nie da się tych dwóch rzeczy pogodzić).
    --
    II. Należy kochać Bogów, bo to oczyszcza serce. (Herbert)
  • jogny 04.01.10, 19:48
    najpierw pisalam do kierownika - nic, pozniej do burmistrza - nic, w
    koncu zapytala sie czy chodzi o pieniadze a on na to ze nie, ze to
    musi byc w urzedzie koniec kropka zero gadania, jeszcze w zyciu nie
    mialam doczynienia z tak niemila osoba!!!

    moj N nie jest katolikiem - slub w kosciele bedzie jednostonny jesli
    dojdzie do niego.

    mi rece opadly po tym incydencie z kiewonikiem i chyba sie
    poddalam!! nie widze innego rozwiazania a czas podjac decyzje....sad
  • misself 04.01.10, 20:11
    jogny napisała:

    > najpierw pisalam do kierownika - nic, pozniej do burmistrza - nic

    Tzn. nie dostałaś odpowiedzi czy dostałaś odpowiedź odmowną? Jeśli to drugie, to
    na jakiej podstawie?

    Trzymam kciuki, żeby się udało jakoś rozwiązać tę sprawę.
    --
    Po wolność smaku!
  • jogny 04.01.10, 20:14
    dostalam odpowiedz negatywna
  • misself 04.01.10, 20:18
    Na jakiej podstawie?
    Bo nie ma przecież paragrafu zakazującego, Agatita o tym pisała.
    --
    Nawet dwoje ciekawych ludzi może się nudzić w swoim towarzystwie, jeżeli nie są
    oni ciekawi siebie.
    ich4pory.blogspot.com
  • jogny 04.01.10, 20:24
    on sie uczepil paragrafu ktory mowi ze moze udzielic slubu tylko w
    wyjatkowych sytuacjach typu wiezieni, choroba
    wiec ja mu powiedzielalam ze obydwoje wiemy ze to tylko paragraf a
    decyzja zalezy tylko od jego woli - wiec on mi na to ze chce go na
    meliny wywiezc i ze to nieprawda ze to zalzey tylko od jego woli!!!
    mowilam mu ze za 2 lata ma wejsc nowa ustawa - oczywiscie on o tym
    slyszal i mi powiedzial ze jak ona wejdzie to wtedy bedzie jezdzil w
    plenery!!
    wogole jak sie go zapytala czy mozna chociaz udekorowac jakos sale a
    on mi na to ze sa juz tam kwiaty w doniczce!!! normalnie porazka!!!
    wiesniak na maxa!!!
  • budyniowa123 04.01.10, 19:58
    a próba ściągnięcia urzędnika z bardziej przyjaznego USC?
    W okolicy nie ma żadnych dworków/zameczków czegokowiek, co ma możliwości
    zorganizowania ślubu cywilnego?

    Bo jeśli coś jest to proponuję dogadać się z tym obiektem a potem pojechać do
    tego oddalonego urzędu i pogadać z urzędnikiem, że chcecie ślub w plenerze, że
    dowieziecie go i odwieziecie itp.

    Powołajcie się w piśmie na np. dużą ilosc zaproszonych gości i to, że nie
    zmieszczą się w sali.

    Swoją drogą- między innymi dlatego chcę uciekać z tego kraju. Nie chcesz w
    kościele- masz się zadowolić małą, ciasną, obskurną salkąuncertain A urzędnik jest
    panem tego świata.

    Wersja ostateczna- przy kolejnej rozmowie rzuć uwagę w stylu "cóż, myślę, że
    taką postawą na pewno się ktoś zainteresuje. Jeśli nie Pański zwierzchnik, to na
    pewno prasa..." Teraz lecenie ze wszystkim do gazet jest tak popularne, że facet
    może sobie przemyśli.
    --
    www.slubcywilny.info/
    DLA WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH, ZAPRASZAMY!
  • jogny 04.01.10, 20:09
    budyniowa123 napisała:
    > W okolicy nie ma żadnych dworków/zameczków czegokowiek, co ma
    możliwości
    > zorganizowania ślubu cywilnego?


    niestety nie ma nic takiego...

    > a próba ściągnięcia urzędnika z bardziej przyjaznego USC?


    probowalam ale urzednik powiedzial mi ze tam gdzie chcialam urzadzic
    slub nie podlega jego terenowi pracy i nie moze tam dojechac mimo ze
    on zgodzilby sie sie na slub w plenerze a tam gdzie on pracuje nie
    ma zadnego ladnego miejsca na slub w plenerzesad

    Powołajcie się w piśmie na np. dużą ilosc zaproszonych gości i
    to, że nie
    > zmieszczą się w sali.


    napisalam to w pismie i wszystko co Agatita mi kiedys napisala i nic
    na niego nie zadzialalo


    > Wersja ostateczna- przy kolejnej rozmowie rzuć uwagę w
    stylu "cóż, myślę, że
    > taką postawą na pewno się ktoś zainteresuje. Jeśli nie Pański
    zwierzchnik, to n
    > a
    > pewno prasa..." Teraz lecenie ze wszystkim do gazet jest tak
    popularne, że face
    > t
    > może sobie przemyśli.


    zazadalam pisemnej odmowy, z tego co wiem ma na to 14 dni wiec
    jeszce 2dni mu zosatly zebym dostala odmowe, powiedzialam mu ze
    jesli jej nie dostane to bede do niego codziennie dzwonic (mieszkam
    za granica i nie moge niesety go nawiedzac) az dostane to pismo
    takze czekam i myslalam zeby gdzies sie udac do jakiejs gazety z
    tym, mam ochote mu porzadnie DOS**C!!!!
  • budyniowa123 04.01.10, 20:12
    > probowalam ale urzednik powiedzial mi ze tam gdzie chcialam urzadzic
    > slub nie podlega jego terenowi pracy i nie moze tam dojechac mimo ze
    > on zgodzilby sie sie na slub w plenerze a tam gdzie on pracuje nie
    > ma zadnego ladnego miejsca na slub w plenerzesad


    to jest jakiś punkt zaczepienia. Gdzie jest ten urząd, co się zgodził urzędnik?
    jakiś ładny plener/ogród/park/kawałek łąki coś się może znajdzie.

    Nie rezygnuj!
    --
    www.slubcywilny.info/
    DLA WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH, ZAPRASZAMY!
  • jogny 04.01.10, 20:16
    chodzi o to ze miejsce gdzie chcialam wziasc slub w plenerze jest
    zaraz obok sali z dachem w razie niepogody, naprawde ladne
    miejsce!!!!
    tam gdzie jest ten przyjazny urzednik sa laki czy park - dalej od
    urzedu ale boje sie ryzykowac w razie niepogody!!!
  • misself 04.01.10, 20:20
    Rozumiem, że jesteś zdenerwowana, ale nie musisz krzyczeć smile

    Wynika z tego, że albo-albo - albo ryzykujesz i bierzesz ślub w plenerze
    (możecie zamówić namiot w razie niepogody albo obdzielić gości parasolami), albo
    bierzesz w kościele wbrew swoim przekonaniom.

    Trzeciego wyjścia nie widzę, skoro "twój" USC jest taki nieprzejednany.
    --
    Po wolność smaku!
  • jogny 04.01.10, 20:26
    sorki nie chce krzyczec ale naprawde ten kierownik mnie zdenerwowal
    i ta polska mentalnosc!!! i ze jedna osoba tak potrai przekreslic
    czyjes piekne plany....sad
  • budyniowa123 04.01.10, 20:39
    kurcze... a zapytaj czy jest gdzieś napisane, że dany urzędnik USC nie może
    wyjechać poza swój teren. Bo może od tego też są jakieś wyjątki...

    no i opcja nr 2- w ustawie jest jedynie, że papiery trzeba podpisać tam, gdzie
    jest właściwy dla miejsca USC.
    Więc... pogadaj z tym przychylnym urzędnikiem, czy np nie dałoby rady podpisać
    papierów jakoś wcześniej a ceremonię wyprawić tam gdzie chcecie




    --
    www.slubcywilny.info/
    DLA WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH, ZAPRASZAMY!
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 10:20
    > Wersja ostateczna- przy kolejnej rozmowie rzuć uwagę w stylu "cóż, myślę, że
    > taką postawą na pewno się ktoś zainteresuje. Jeśli nie Pański zwierzchnik, to n
    > a
    > pewno prasa..." Teraz lecenie ze wszystkim do gazet jest tak popularne, że face
    > t
    > może sobie przemyśli.

    Dokładnie, jak nie prośbą, to szantażem, byle być w zgodzie ze sobą wink
  • budyniowa123 05.01.10, 10:32
    to nie szantażwink to luźna uwagasmile
    Obywatel ma prawo odwołać się do zwierzchnika kierownika USC,
    ma również prawo do poinformowania o swoim problemie gazet.


    Poza tym jeśli pan urzędnik nie pełni swojej funkcji odpowiednio zgodnie ze sobą
    powinniśmy postarać, żeby nie pełnił jej w ogólewink
    Dla dobra przyszłych młodych par, którym przyjdzie zawrzeć ślub w obecności
    bucowatego urzędnika
    --
    www.slubcywilny.info/
    DLA WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH, ZAPRASZAMY!
  • caprichito 05.01.10, 12:30
    budyniowa,

    poza tym to jest tak, ze niestety nie mozesz sobie sciagnac
    urzednika skad chcesz. Jesli np urzadasz sobie slub pod
    Wroclawiem,a ta wioska juz nalezy do gminy jakiejs tam, to urzednik
    musi byc z gimny jakiejs tam, nie moze byc z Wroclawia.
    --
    http://www.whenismywedding.com/signature/33cdd9e2461723d7.gif[/url]
  • budyniowa123 05.01.10, 12:32
    no właśnie tak też mi się wydawałouncertain
    niestetysad
    --
    www.slubcywilny.info/
    DLA WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH, ZAPRASZAMY!
  • martina.15 04.01.10, 19:53
    dla mnie zawarcie sakramentu malzenstwa bedzie najbardziej upragnionym
    sakramentem w zyciu. tym bardziej ze popelnia sie pewne wybory z wielka
    premedytacja ale i moralno- religijnymi rozterkami ktore slub zakonczy smile

    dla mnie postawa pt. slub koscielny bo latwiej/rodzina tak chce jest totalna
    hipokryzja. no ale kazda ktora tak robi ma widac swoja wlasna filozofie zyciowa,
    wygodna po prostu... uncertain
    --
    Hanusia tu...
    J&P
    ZAPRASZAMY DO ŁAZIENKI smile
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 10:27
    Tak samo wygodna jak wierzące, które uprawiają seks przed ślubem czy używające
    antykoncepcji.
  • lili-2008 04.01.10, 20:02
    dla mnie to hipokryzja, od dawna tak uważam i od dawna wiedziałam, że chcę tylko ślub cywilny
  • misself 04.01.10, 20:12
    lili-2008 napisała:

    > dla mnie to hipokryzja, od dawna tak uważam i od dawna wiedziałam, że chcę tylk
    > o ślub cywilny

    Dobrze, że to samo uważał narzeczony smile
    --
    Po wolność smaku!
  • lili-2008 05.01.10, 08:28
    on tak wcale nie uważał, ale wytłumaczyłam mu i nie miał z tym żadnego problemu
  • misself 05.01.10, 10:23
    lili-2008 napisała:

    > on tak wcale nie uważał, ale wytłumaczyłam mu i nie miał z tym żadnego problemu

    Mnie chodziło o to, że jeśli spotkają się dwie osoby: jedna pt. "od zawsze
    wiedziałam, że chcę ślub cywilny", a druga "zależy mi na kościelnym", równie
    niemiłe jest przeciąganie strony drugiej na stronę pierwszej, jak tak często
    praktykowane przeciąganie strony pierwszej na stronę drugiej.
    --
    IV. Modlić można się wszędzie. Najgorszym miejscem są świątynie. Panuje tam
    zaduch. (Z.Herbert)
  • budyniowa123 04.01.10, 20:09
    generalnie to ja się dziwię, że ludziom tak łatwo to przychodzi.

    Zawsze zadaję sobie pytania:
    - czy oni w tym kościele nie czują się jak idioci uczestnicząc w nic nie
    znaczącym dla nich obrządku? Ciężko mi sobie wyobrazić (chociaż kiedyś tam to
    kościoła chodziłam)siebie, jak mojemu zamążpójściu towarzyszy cała masa-pustych
    dla mnie- gestów.
    - czy podczas tej mszy ślubnej nie czują oni dyskomfortu: nie wiedząc kiedy
    klękać, co mówić itp. Albo kiedy wypowiadają w tak ważnej chwili słowa, o
    których wiedzą, że są kłamstwem...

    Ja tych ludzi trochę podziwiam, bo ja bym zwariowała, jakby mi nad głową stanął
    ksiądz, reprezentujący zupełnie odmienną niż moja ideologię, i udzielał mi ślubu.

    Ja wybrałam brzydszą oprawę ale za to trafiłam na baaardzo miłą panią urzędnik.
    I przez całą ceremonię przynajmniej byłam pewna, że nie jest to tylko szopka.
    --
    www.slubcywilny.info/
    DLA WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH, ZAPRASZAMY!
  • chocoladette 04.01.10, 20:36
    Ja, mimo, ze nie jestem szczegolnie praktykujaca obecnie katoliczka,
    zdecydowalam sie na slub koscielny. Nie uwazam, ze przysiega, ktora zloze jest
    klamstwem, bo wierze w Boga. To, ze nie biegam na msze co niedziela wynika
    raczej z ogolnego zniesmaczenia tym, co dzieje sie w kosciele.
    Pewnie ktos moglby uznac, ze biore slub na pokaz, ale dla mnie ta przysiega jest
    wazna.
    a co do:
    > - czy podczas tej mszy ślubnej nie czują oni dyskomfortu: nie wiedząc kiedy
    > klękać, co mówić itp.

    To wiekszosc, jak podejrzewam, doskonale wie, co mowic i jak sie zachowac, bo
    chodzili kiedys do kosciola. Przynajmniej ja tak mam.
    --
    http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-08,,,,,transparent,mois,frisefleurviolette,28,4,2010-07-10,006666.png
  • budyniowa123 04.01.10, 20:46
    ja też wierzę w siłę wyższą (to tylko zaangażowani w jakiś obrządek przypisują
    osobom bezwyznaniowym brak uczuć wyższych).
    Ale moja wiara jest daaalekoooo od jakiegokolwiek kościoła.
    No bo nie wierzę: że bóg potępia homoseksualistów, że książka przekładana milion
    razy, której nikt nie widział w oryginale ma wartość boską, a nie tylko
    literacką, że akurat niedziela jest świętsza niż inne dni itd...

    No bo nie wyobrażam sobie: uważam, że kler się myli, że propaguje złe wzorce, że
    szerzy nietolerancje, a potem idę do księdza i proszę, żeby mi ślubu udzielił uncertain
    --
    www.slubcywilny.info/
    DLA WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH, ZAPRASZAMY!
  • chocoladette 04.01.10, 20:55
    Ksiadz nie udziela slubu, slubu udzielaja sobie malzonkowie.
    --
    http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-08,,,,,transparent,mois,frisefleurviolette,28,4,2010-07-10,006666.png
  • gazeta_mi_placi 04.01.10, 21:09
    Więc po co Ci do tego ksiądz?
    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/bdd386db61.png
  • chocoladette 04.01.10, 21:29
    Taka tradycja
    --
    http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-08,,,,,transparent,mois,frisefleurviolette,28,4,2010-07-10,006666.png
  • gazeta_mi_placi 04.01.10, 21:51
    I oczywiście przyznajesz się księdzu,że ślub bierzesz z powodu tradycji a nie
    religii?
    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/bdd386db61.png
  • chocoladette 04.01.10, 22:09
    A myslisz, ze ksieza nie wiedza, ze polowa bierze slub z tradycji, a nie z
    przekonan religijnych? Mimo wszystko, kazda kolejna para bioraca slub ich cieszy.
    --
    http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-08,,,,,transparent,mois,frisefleurviolette,28,4,2010-07-10,006666.png
  • gazeta_mi_placi 04.01.10, 22:35
    I uważasz,że takie podejście (i par i księży,którzy to akceptują) jest fair?
    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/bdd386db61.png
  • chocoladette 04.01.10, 23:24
    Jakos nikt z zainteresowanych nie protestuje.
    Najbardziej przeszkadza to, jak widac po tym watku, tym, ktorych to nie dotyczy.
    --
    http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-08,,,,,transparent,mois,frisefleurviolette,28,4,2010-07-10,006666.png
  • gazeta_mi_placi 05.01.10, 14:07
    Przeszkadza,bo widzą hipokryzję.
    Nikt się nie czepia tutaj par prawdziwie wierzących którzy idą do ślubu kościelnego zgodnie ze swoimi przekonaniami.
    Poza tym według KK taki ślub ("bo tradycja") jest i tak nieważny.
    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/bdd386db61.png
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 14:37
    Jestem bardzo ciekawa ile prawdziwie wierzących dziewic idzie do ślubu.
  • gazeta_mi_placi 05.01.10, 14:50
    Na pewno są też takie-osobiście znam jedną.
    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/bdd386db61.png
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 14:57
    Ja nie twierdze, że nie ma. Po prostu każdemu jego kompromisy i konformizm są
    bliższe i łatwiejsze do wytłumaczenia niż czyjeś.
  • misself 05.01.10, 20:18
    plastelinka.czerwona napisała:

    > Jestem bardzo ciekawa ile prawdziwie wierzących dziewic idzie do ślubu.

    Zrób ankietę wink
    Ja znam dwie dziewice i dwie prawdziwie wierzące. Razem cztery tongue_out
    --
    Po wolność smaku!
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 23:00
    Między prawdziwie wierzące, a dziewice nie ma lub, to niestety zero.
  • misself 06.01.10, 10:53
    plastelinka.czerwona napisała:

    > Między prawdziwie wierzące, a dziewice nie ma lub, to niestety zero.

    Tam była emotikonka smile
    --
    II. Należy kochać Bogów, bo to oczyszcza serce. (Herbert)
  • plastelinka.czerwona 06.01.10, 15:01
    Przepraszam, ja nie dodałam sad
    Już się poprawiam: Między prawdziwie wierzące, a dziewice nie ma lub, to
    niestety zero wink
  • budyniowa123 04.01.10, 21:31
    no ok- to prosić go o odprawienie obrządku. Przecież jakąś rolę ten ksiądz odgrywa
    --
    www.slubcywilny.info/
    DLA WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH, ZAPRASZAMY!
  • misself 04.01.10, 20:48
    chocoladette, jeśli jesteś w stanie z czystym sumieniem wyrecytować
    Credo, jeśli mówiąc "szczerze żałuję" naprawdę szczerze żałujesz, jeśli
    możesz poświadczyć swoim podpisem protokół przedślubny - nikt nie broni brać
    ślubu kościelnego.

    Nawet jeśli nie jesteś w stanie tego wszystkiego zrobić z czystym sumieniem.
    Mnie jednak wychowano tak, żeby żyć w zgodzie ze sobą. I czułabym się jak
    marionetka mówiąc coś, z czym się nie zgadzam.
    --
    "Stara panna na wydaniu." (by Abirek)
  • aneta-skarpeta 05.01.10, 09:36
    misself napisała:


    > Mnie jednak wychowano tak, żeby żyć w zgodzie ze sobą. I czułabym
    się jak
    > marionetka mówiąc coś, z czym się nie zgadzam.


    a może "zgoda ze sobą" oznacza zrobienie przyjemnosci bliskim?
    moze ważna jest dla niej samam przysiega, a nie otoczka ideologiczna
    koscioła, a została w tej religi wychowana, rodzina jest religijna i
    wtedy ona sama chce itd?

  • misself 05.01.10, 10:24
    Wychowanie do życia w zgodzie ze sobą uwzględnia także to, że rodzina wobec
    przejawów indywidualizmu jest tolerancyjna. U mnie w rodzinie nikt by mnie nie
    skreślił za to, że "odeszłam od kościoła", bo by się najpierw wszyscy wzajemnie
    poskreślać musieli.
    --
    Ja już mam swoją wizytówkę.
    A Ty?
  • chocoladette 05.01.10, 10:32
    Jesli Twoja rodzina ogolnie nie jest religijna, to trudno, zeby sie od Ciebie
    odwrocila za odejscie od kosciola. Ale w rodzinach, gdzie kosciol jest gleboko
    zakorzeniony nie jest to takie latwe.
    --
    http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-08,,,,,transparent,mois,frisefleurviolette,28,4,2010-07-10,006666.png
  • caprichito 05.01.10, 13:01
    moja rodzina i najblizsza rodzina tzn bracia mojej mamy, moje
    kuzynostwo itd. chodza do kosciola oprocz mnie.
    Kiedy poinformowalam wszystkich, ze nie wezme slubu koscielnego to
    moze niektorym, zwlaszcza mojej mamie bylo przykro, ale wszyscy
    zaakceptowali moj wybor. Do nich tez przemawial argument, ze nie
    bede brala slubu tylko dlatego, ze mi sie podoba forma tej
    uroczystosci, a zaznaczam tez siebie uwazam jako osobe wierzaca w
    Boga, NIE w Kosciol.
    --
    http://www.whenismywedding.com/signature/33cdd9e2461723d7.gif[/url]
  • misself 05.01.10, 20:20
    chocoladette napisała:

    > Jesli Twoja rodzina ogolnie nie jest religijna, to trudno, zeby sie od Ciebie
    > odwrocila za odejscie od kosciola. Ale w rodzinach, gdzie kosciol jest gleboko
    > zakorzeniony nie jest to takie latwe.

    Faktycznie bardzo to chrześcijańskie, wyrzec się własnego dziecka, bo przestało
    chodzić do kościoła...
    --
    Nawet dwoje ciekawych ludzi może się nudzić w swoim towarzystwie, jeżeli nie są
    oni ciekawi siebie.
    ich4pory.blogspot.com
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 10:39
    No, to masz szczęście i zero zrozumienia dla tych, dla których postępowanie " w
    zgodzie ze sobą" oznaczałoby, zranienie najbliższych.
  • misself 05.01.10, 20:21
    plastelinka.czerwona napisała:

    > No, to masz szczęście i zero zrozumienia dla tych, dla których postępowanie " w
    > zgodzie ze sobą" oznaczałoby, zranienie najbliższych.

    Chyba nigdzie nie jest napisane, że muszę mieć zrozumienie dla ludzi, którzy
    oszukują Boga?
    --
    Marzenia się spełniają.
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 23:06
    Czy można oszukiwać kogoś kogo nie ma? Bo ateizm zdaje się na nie wierze w boga
    polega?
    Czym twój brak zrozumienia dla ludzi, którym jedno zdanie dorzucone do przysięgi
    nie robi różnicy, jest inny niż brak zrozumienia prawdziwych katolików dla
    homoseksualistów?
    I ty i oni uważacie, że to w co wy wierzycie jest lepsze od przekonań innych.
  • misself 06.01.10, 11:01
    plastelinka.czerwona napisała:

    > uważacie, że to w co wy wierzycie jest lepsze od przekonań innych.

    Bynajmniej.
    Ja się nie staram nikogo przekonać do mojego punktu widzenia.
    --

    biusta
    i
    biuściki.
  • aneta-skarpeta 05.01.10, 09:26
    budyniowa123 napisała:

    > Albo kiedy wypowiadają w tak ważnej chwili słowa, o
    > których wiedzą, że są kłamstwem...
    >



    nie koniecznie kłamstwo
    jak slubuja sobie wiernosc itd to pewnie slubuja prawde, a jak nie
    toi przy cywilnym nie slubuja prawdysmile

    poza tym wiele osób wierzy, ale nie zgadza sie z Kosciolem, nie chce
    im sie chodzic do kosciola itd, ale wierzyc wierza

    i nie to ze ich broniesmile


    > Ja tych ludzi trochę podziwiam, bo ja bym zwariowała, jakby mi nad
    głową stanął
    > ksiądz, reprezentujący zupełnie odmienną niż moja ideologię, i
    udzielał mi ślub
    > u.
    >


    byc może kierownik tez reprezentuje zupełnie inną ideologie?wink

    ja bym nie przesadzała. Jesli ktos ma lekki stosunek do koscioła to
    sie tym nie przejmuje bo mu to wisi koło ogona, że ksiadz ma inne
    poglady



    > Ja wybrałam brzydszą oprawę ale za to trafiłam na baaardzo miłą
    panią urzędnik.
    > I przez całą ceremonię przynajmniej byłam pewna, że nie jest to
    tylko szopka.

    wiesz, ja znam ludzi, którzy sa bardzo religijni tzn chodza do
    koscioła, a i przed i po przysiedze ani nie byli sobie wierni, ani
    sie nie szanowali ( straslziwe klotnie). Ja bym chyba bardziej
    takiej "szopki" nie zniosła, ze wiem, ze przyprawiam rogi ukochanemu
    i przed ludzmi ( czy w kosciele czy w urzedzie) robie cyrk i zgrywam
    kochajaca zonę

    ..no ale zawsze były małzeństwa z miłości i małżenstwa
    z ..rozsądku...te drugie nie miały innej przysiegiwink
  • budyniowa123 05.01.10, 09:43
    > nie koniecznie kłamstwo
    > jak slubuja sobie wiernosc itd to pewnie slubuja prawde, a jak nie
    > toi przy cywilnym nie slubuja prawdysmile


    tu raczej mówię o zdaniach: i w katolickiej wierze wychować dzieci, o tym, że
    wierzy się w kościół itp

    > poza tym wiele osób wierzy, ale nie zgadza sie z Kosciolem, nie chce
    > im sie chodzic do kosciola itd, ale wierzyc wierza


    to jest kwestia sumienia. Ja nikogo rozliczać nie chcę. Taką postawę jestem w
    stanie zrozumieć.

    Ja mówię o nieco innych postawach: ludzie, którzy na co dzień na prawdę nie
    lubią KK, są przeciwko jego postępowaniu, którzy nie wierzą albo tak jak
    ja wierzą, ale nie w to co mówi KK, nie uznają biblii itd- ci ludzie nie powinni
    barć ślubu w kościele.

    Co innego ktoś, kto wierzy, generalnie uznaje kościół, ale np ma na jakiś temat
    inne zdanie, czy na msze nie chodzi. Wtedy ten ślub kościelny ma sens.

    > byc może kierownik tez reprezentuje zupełnie inną ideologie?wink

    jasne, ale na ślubie jest NEUTRALNY. Wiem, że nie usłyszę na ślubie kazania, że
    jak się poddam in vitro to zgniję w pieklesmile

    > ..no ale zawsze były małzeństwa z miłości i małżenstwa
    > z ..rozsądku...te drugie nie miały innej przysiegiwink


    i wbrew pozorom te z rozsądk często były trwalsze i szczęśliwszesmile
    --
    www.slubcywilny.info/
    DLA WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH, ZAPRASZAMY!
  • aneta-skarpeta 05.01.10, 09:53
    budyniowa123 napisała:

    > Ja mówię o nieco innych postawach: ludzie, którzy na co dzień na
    prawdę nie
    > lubią KK, są przeciwko jego postępowaniu, którzy nie wierzą
    albo tak jak
    > ja wierzą, ale nie w to co mówi KK, nie uznają biblii itd- ci
    ludzie nie powinn


    nie powinni i jak tak strasznie "nienawidzą " kosciola to pewnie
    niewielu z nich idzie przed ołtarz. Wieksza wiekszość to ludzie,
    ktorzy maja lajtowe podejscie do KK z powodów bardziej lenistwa niz
    przemyslanych pogladów

    Znam wiele par, które mają w nosie KK, w kosciele byli 100 lat temu,
    ale twierdzą ze są katolikamismile


    > jasne, ale na ślubie jest NEUTRALNY. Wiem, że nie usłyszę na
    ślubie kazania, ż
    > e
    > jak się poddam in vitro to zgniję w pieklesmile


    hehe no chyba nikt nie usłyszy, albo musi roztropnie dobierac
    księdzawink



    > i wbrew pozorom te z rozsądk często były trwalsze i
    szczęśliwszesmile




    z doswiadczenia wiem, ze rozsądek w decyzji o slubie odgrywa
    zasadnicza rolęsmile
  • budyniowa123 05.01.10, 10:12
    > Znam wiele par, które mają w nosie KK, w kosciele byli 100 lat temu,
    > ale twierdzą ze są katolikamismile


    skoro tak twierdzą to cóż... ślub katolicki jest dla katolików. Ksiądz zgadza
    się na taki ślub, wymogi spełniają- droga wolna.

    Tylko nadal, dzięki temu właśnie mamy 98% katolików i "wydajeimsiężekatolików" i
    KK może mieć tak duży wpływ na decyzje podejmowane w kraju.

    > hehe no chyba nikt nie usłyszy, albo musi roztropnie dobierac
    > księdzawink


    jak mają roztropnie wybrać księdza, jak na msze nie chodzą i nie wiedzą jakie
    ksiądz kazania głositongue_out Ja słyszałam już sporo opowieści o kazaniach ślubnych.
    Nawet ostatnie, które osobiście słyszałam też mnie zmierziło- jak to żona ma być
    dobra dla męża i mu dzieci wychowaćuncertain
    Więc wiesz, wpływu na kazanie nie maszsmile


    --
    www.slubcywilny.info/
    DLA WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH, ZAPRASZAMY!
  • aneta-skarpeta 05.01.10, 12:23
    budyniowa123 napisała:

    > Tylko nadal, dzięki temu właśnie mamy 98% katolików
    i "wydajeimsiężekatolików"
    > i
    > KK może mieć tak duży wpływ na decyzje podejmowane w kraju.

    ale w moim odczuciu to wina ksiezy, ze przymykaja oko, a nie ludzi
    ksiadz daje wolna reke, lekcewazy prawdziwe intencje to ludzie w
    imie tradycji leca do koscioła, ktory de facto zbyt wiele nie wymaga
    od wiernych, bo zawsze "wybaczy", zeby miec owieczke przy sobie


    > jak mają roztropnie wybrać księdza, jak na msze nie chodzą i nie
    wiedzą jakie
    > ksiądz kazania głositongue_out


    zawsze babcia moze pomóc;D



    Ja słyszałam już sporo opowieści o kazaniach ślubnych.
    > Nawet ostatnie, które osobiście słyszałam też mnie zmierziło- jak
    to żona ma by
    > ć
    > dobra dla męża i mu dzieci wychowaćuncertain


    no wiesz, biorac slub koscielny musisz liczyc sie że wliczone w to
    jest kazanie w duchu koscioławink


    to taka cena za "ładny slub"smile

  • turkusova 04.01.10, 21:19
    Nie lubie w życiu robić nic wbrew sobie. ślubu kościelnego nie traktuje jako
    zamach na swoje osobiste przekonania, tylko jako coś co trzeba "odegrać" by
    sprawioć przyjemność rodzinie. Nie robie tego wbrew sobie, przyjmuje tylko maskę
    i odgrywam w tym momencie role. Wszak w życiu nie raz odgrywamy role kiedy
    zmusza nas do tego sytuacja. Nie piszcie tylko, że to obłuda i zakłamanie, to
    jest poprostu życie. Nie chce na dzien dobry być przekreślona przez rodzine
    narzeczongo.

    Natomiast agrumenty mojej rodziny za pomocą ktorych nakłaniają mnie na ślub
    kościelny to:
    Nie bedziec miec slubu kościelnego -> nie ochrzczą wam dzieciaka -> bez chrzicn
    nie dadzą komuni -> itd przez bierzmowanie az znow ślub.
    Ja na to,ze: jeśli rzeczywiscie take byłyby konsekwencje nraku ślubu, to kiedy
    dziecko podrośnie i odczuje brak tychze sakramentów to9 zrobi sobie przed
    bierzmowaniem na szybko chrzest i komunie. Nie okłamujmy sie- wierny płaci -
    koscioł nieodmawia.
    I po takim arumencie słysze - "wszytkie dzieci będą szły do komuni a wasze nie -
    to będze im przykro"
    no i jestem bezradna-w ty kraju nie da rady uncertain
  • angazetka 04.01.10, 21:26
    > no i jestem bezradna-w ty kraju nie da rady uncertain

    Tak. Jeśli wszyscy będą konformistami, to faktycznie nie da rady.
  • chocoladette 04.01.10, 21:36
    Jak wszyscy zostaniemy non-konformistami to z naszej tradycji i kultury malo by
    sie ostalo...
    --
    http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-08,,,,,transparent,mois,frisefleurviolette,28,4,2010-07-10,006666.png
  • angazetka 04.01.10, 21:43
    Akurat w polskiej tradycji mamy rzucanie się z szabelką na czołgi, a
    nie kładzenie uszu po sobie wink
  • misself 04.01.10, 21:59
    turkusova napisała:

    > Nie lubie w życiu robić nic wbrew sobie. ślubu kościelnego nie traktuje jako
    > zamach na swoje osobiste przekonania, tylko jako coś co trzeba "odegrać" by
    > sprawić przyjemność rodzinie.

    Przykro mi słyszeć, że ktoś tak myśli o sakramencie. Tym bardziej przykro, że są
    osoby, które to traktują poważnie, nie jak coś, co "trzeba odegrać" dla
    przyjemności rodziny. Nie przyszło Ci do głowy, że swoim podejściem obrażasz
    osoby naprawdę religijne?

    Chyba rodzina narzeczonego wie, że nie chodzisz do kościoła? Moi przyszli
    teściowie są bardzo religijni - i wiem, że nie są zachwyceni, że ja nie jestem.
    Ale sami zaproponowali, żebyśmy wzięli ślub mieszany: bo dla nich to jest ważne,
    żeby nie robić szopki z czegoś, w czego znaczenie oni wierzą.
    --
    Ja już mam swoją wizytówkę.
    A Ty?
  • gryzikiszka 05.01.10, 10:46
    misself napisała:


    > Chyba rodzina narzeczonego wie, że nie chodzisz do kościoła? Moi przyszli
    > teściowie są bardzo religijni - i wiem, że nie są zachwyceni, że ja nie jestem.
    > Ale sami zaproponowali, żebyśmy wzięli ślub mieszany: bo dla nich to jest ważne
    > ,
    > żeby nie robić szopki z czegoś, w czego znaczenie oni wierzą.

    Miss, jeśli dobrze rozumiem, to jesteś członkiem KK, ale bierzesz ślub mieszany. Czy możesz napisać coś więcej? Jak z dokumentami, naukami itp.? Jestem w podobnej sytuacji i niektóre wymagania księdza odnośnie do mojej osoby były dla mnie trochę dziwne. Jeżeli możesz, to napisz coś proszę, chciałabym porównać.
  • misself 05.01.10, 20:22
    >
    gryzikiszka napisała:
    > Miss, jeśli dobrze rozumiem, to jesteś członkiem KK, ale bierzesz ślub
    mieszany. Czy możesz napisać coś więcej? Jak z dokumentami, naukami itp.?

    Po pierwsze, jeszcze w tym nie "siedzę" - nie mamy terminu, jesteśmy na etapie
    wyboru kościoła. Po drugie, napisz do mnie na maila gazetowego, postaram się
    wyjaśnić, bo teoretycznie jestem dość obcykana wink
    --
    "Stara panna na wydaniu." (by Abirek)
  • milen-a7770 04.01.10, 23:46
    Żal !sad Takie powiedzonko ma mój 9 - letni syn, które to wypowiada
    gdy jest czymś zniesmaczony. Tylko tyle do Twojego postu mogę
    napisać.
  • milen-a7770 04.01.10, 23:47
    Dot. postu turkusovej smile
  • angazetka 04.01.10, 21:21
    Pierwszy chyba raz się z tobą zgadzam. Branie ślubu kościelnego dla
    ładnej otoczki jest dla mnie paskudne.
  • ni24 04.01.10, 23:35
    wiesz kazdy ma swoje powody jeden lepsze drugi gorsze..moga ci sie nie
    podobac...ale na tym koniec.
    a oszustwo to chyba troche za duze slowo w tym wypadku
  • misself 05.01.10, 10:27
    Według mnie to doskonałe słowo. Wypowiadając Credo i nie wierząc w swoje
    słowa - kłamiesz. Przed Bogiem i ludźmi. Tak samo w konfesjonale, jeśli mówisz
    "szczerze żałuję i chcę się poprawić", a tak naprawdę tak nie uważasz.

    Konformizm jest do zniesienia, ale nie w tak fundamentalnych sprawach.
    --
    Marzenia się spełniają.
  • aneta-skarpeta 05.01.10, 12:26
    misself napisała:

    > Według mnie to doskonałe słowo. Wypowiadając Credo i nie
    wierząc w swoje
    > słowa - kłamiesz. Przed Bogiem i ludźmi. Tak samo w konfesjonale,
    jeśli mówisz
    > "szczerze żałuję i chcę się poprawić", a tak naprawdę tak nie
    uważasz.
    >
    > Konformizm jest do zniesienia, ale nie w tak fundamentalnych
    sprawach.

    jesli ktos lekko podchodzi do spowiedzi i klepie o żalu bo tak
    trzeba to spowiedz nie jest dla niego kwestia fundamentalną, wiec
    dla niego to nie porblem klepac to co powinien klepac
  • misself 05.01.10, 20:24
    aneta-skarpeta napisała:
    >
    > jesli ktos lekko podchodzi do spowiedzi i klepie o żalu bo tak
    > trzeba to spowiedz nie jest dla niego kwestia fundamentalną, wiec
    > dla niego to nie porblem klepac to co powinien klepac

    Widzisz, a dla mnie Bóg jest zbyt ważną osobą, żeby Go w ten sposób traktować -
    "klepiąc". I nie mam zrozumienia dla osób klepiących.
    --
    IV. Modlić można się wszędzie. Najgorszym miejscem są świątynie. Panuje tam
    zaduch. (Z.Herbert)
  • caprichito 05.01.10, 13:09
    no wiec wlasnie ja pewnego dnia przestalam chodzic do spowiedzi, bo
    najpierw sie spowiadalam z czegos co KK uwaza za grzech, a ja sama
    nie i potem jeszcze musialam postanawiac szczera poprawe wiedzac, ze
    wcale nie chce nic zmieniac ani sie poprawiac.

    Nie rozumiem osob, ktore tak moga zyc.
    --
    http://www.whenismywedding.com/signature/33cdd9e2461723d7.gif[/url]
  • tabakierka2 05.01.10, 07:50
    po raz pierwszy podpisuję się wszystkimi kończynami pod Twoją
    wypowiedzią.
    --
    http://tinyurl.com/agdvt9
    To, co przychodzi łatwo zwykle jest niewiele warte
  • daisy_boo 05.01.10, 11:09
    Dlaczego niewierzący biorą ślub kościelny? Pojawiły się już głosy, że dla
    rodziny, głównie rodziców, żeby się nie obrażali itp. A prawdziwy powód bywa też
    inny, bardzo prosty: rodzice za ślub płacą - rodzice wymagają.
    Znam taką parę: oboje uważają się za ateistów i z przekonaniami swymi się nigdy
    nie kryli (krytyka, a wręcz naśmiewanie się z KK, prawd wiary, obrządku,
    wytykanie zakłamania itp.). Dodam też, że to ludzie wykształceni, mający się za
    światłych i inteligentnych, oczytanych i obytych, niezawisłych myślowo.
    Postanowili się pobrać, w wieku wcale nie szczenięcym, bo już po studiach. I jak
    postanowili - tak i zrobili: w kościele... Z w.w. powodu: rodzice finansowali
    całą imprezę, więc to oni podjęli decyzję o jej formie, a młodzi schowali
    przekonania głęboko do kieszeni i z podkulonymi ogonami rodzicom przytaknęli,
    poszli na nauki, nakłamali w całym tym protokole ślubnym i przysięgli przed
    Bogiem, w którego nie wierzą...
    Po ślubie powrócili oczywiście do swojego poprzedniego, ateistycznego wcielenia.

    Ale żeby historia nie była zbyt piękna: półtora roku później się rozwiedli.
    Małżeństwa już jakiś czas nie ma, a rodzice nadal spłacają kredyt zaciągnięty na
    organizację wesela.

    A tak swoją drogą: niewierzący ludzie biorący ślub religijny to jedno, a księża,
    którzy się na taką sytuację godzą to inna sprawa...
    Czy zna ktoś może przypadek, by ksiądz odmówił udzielenia ślubu parze, która
    jest katolikami wyłącznie na papierze?
  • nocarka 05.01.10, 11:30
    Dlatego ja biorę ślub kościelny, bo wierzę w Boga i chcę przysięgać przed Nim,
    mimo, że do kościoła nie chodzę za często na mszę neidzielną. Jednak szanuję
    moją wiarę, modlę się, przyjmuję sakramenty. Lubię być w kościele i się modlić.
    Moj M. jest ochrzczony tylko z wody przez babcię. Nie ma innych sakramentów. Z
    szacunku dla mnie i moich przekonań nie miał nic przeciwko ślubowi
    jednostronnemu. On będzie w zgodzie ze swoim sumieniem, ja ze swoim i chyba tak
    będzie najbardziej uczciwie. Moja matka była oburzona, że M. nie chce wiąć
    wszystkich sakramentów za jednym zamachem, zeby wziąć "normalny" ślub.
    Zapytałąm: po co? Ma udawać? Przecież to nieważne. A skoro jest taka możliwość,
    zebyśmy obydwoje byli uczciwi względem siebie i Boga, to czemu nie? A babcia M.
    będzie na pewno zadowolona, ze ślub jest w kościele, mimo, że on na Boga
    przysięgać nie będzie smile
  • daisy_boo 05.01.10, 14:00
    Dwoje rozsądnych ludzi trafiło na siebiesmile
  • misself 05.01.10, 20:26
    daisy_boo napisała:
    >
    > A tak swoją drogą: niewierzący ludzie biorący ślub religijny to jedno, a księża,
    > którzy się na taką sytuację godzą to inna sprawa...
    > Czy zna ktoś może przypadek, by ksiądz odmówił udzielenia ślubu parze, która
    > jest katolikami wyłącznie na papierze?

    Teoretycznie powinien odmówić.
    W rzeczywistości nie słyszałam o takiej sytuacji - przecież ślub = pieniądze dla
    kościoła i księdza. I każdy ksiądz, nawet największy fundamentalista, wie, że
    jeśli on odmówi, to inny, bardziej liberalny, zarobi zamiast niego.
    --

    biusta
    i
    biuściki.
  • aneta-skarpeta 06.01.10, 11:47
    misself napisała:


    > Teoretycznie powinien odmówić.
    > W rzeczywistości nie słyszałam o takiej sytuacji - przecież ślub =
    pieniądze dl
    > a
    > kościoła i księdza. I każdy ksiądz, nawet największy
    fundamentalista, wie, że
    > jeśli on odmówi, to inny, bardziej liberalny, zarobi zamiast niego.

    dlatego "jaki Pan, taki kram"
    smile
  • misself 06.01.10, 18:17
    aneta-skarpeta napisała:
    >
    > dlatego "jaki Pan, taki kram"
    > smile

    Niby tak...
    Ale czy to jest fair, wykorzystywać kogoś w ten sposób?
    --
    IV. Modlić można się wszędzie. Najgorszym miejscem są świątynie. Panuje tam
    zaduch. (Z.Herbert)
  • aneta-skarpeta 07.01.10, 09:47
    misself napisała:

    > aneta-skarpeta napisała:
    > >
    > > dlatego "jaki Pan, taki kram"
    > > smile
    >
    > Niby tak...
    > Ale czy to jest fair, wykorzystywać kogoś w ten sposób?


    a kto kogo w takiej sytuacji wykorzystuje?
  • misself 10.01.10, 19:01
    Wykorzystywać ludzką chęć zysku, żeby uzyskać pobłażliwość w sprawach religijnych.
    --
    II. Należy kochać Bogów, bo to oczyszcza serce. (Herbert)
  • madziaq 05.01.10, 11:24
    A dlaczego akurat branie ślubu w kościele np. ze względu na ładną oprawę albo po
    to, by nie robić przykrości bliskim jest takie strasznie złe? A mieszkanie ze
    sobą i uprawianie seksu przed ślubem pod hasłem "ale my się przeciez kochamy i
    chcemy się pobrać, więc nic złego w tym nie ma" już wcale takie złe nie jest, a
    przynajmniej jest powszechnie akceptowane? Tak samo można powiedzieć, że
    przecież my chcemy wziąć ślub i rzeczywiście obiecujemy sobie miłośc, wiernośc i
    uczciwośc małżeńską i planujemy tego dotrzymać. A przy okazji dla dobra cioć,
    babć itp. weźmiemy ślub w kościele, choć trochę trzeba wbędzie ściemnić księdzu
    przy protokole?

    Ja sama wzięłam ślub kościelny dla świętego spokoju. Wszystkie warunki formalne
    spełniałam, światopoglądowo było mi to objętne. Nie miałam ochoty przez rok
    przygotowań do ślubu słuchać trucia, że ślub cywilny to nie ślub. Nie to, żebym
    była z tego dumna - teraz mam trochę inne podejście do tych spraw i gdybym
    jeszcze raz miała decydować, wzięłabym cywilny. Ale nie widzę tego jako
    cięższego kalibru zbrodni niż mieszkanie razem przed ślubem, chrzczenie dziecka,
    żeby nie miało przykrości jak rówieśnicy będą szli do komunii itp.

    --
    Nasz staż smile
  • angazetka 05.01.10, 11:33
    > A dlaczego akurat branie ślubu w kościele np. ze względu na ładną
    oprawę albo po to, by nie robić przykrości bliskim jest takie
    strasznie złe?

    Bo wymaga kłamstwa ("trochę ściemnić księdzu", jak sama piszesz) i
    pokładów hipokryzji. I jest brakiem szacunku dla sakramentu (co
    piszę jako osoba daleka od KK).
  • madziaq 05.01.10, 11:42
    Ale "trochę ściemnia księdzu" myślę, że z 80% par biorących ślub, jak nie
    lepiej. Wszystkie osoby, które mają inne niż KK stanowisko w sprawie
    antykoncepcji i in vitro na przykład, a spisując protokół mówią, że akceptują
    katolicką etykę seksualną, ściemniają księdzu w tym momencie. Czy większą
    hipokryzją jest stwierdzenie, że nie zgadzam się z KK w wielu kwestiach, wierze
    w Boga, ale kościół jako instytucja mnie nie przekonuje, ale mimo to wezmę ślub
    w kościele ze względu na rodzinę, niż stwierdzenie, że co prawda uprawiam seks
    przed slubem, stosuję antykoncepcję, wierzę w reinkarnację horoskopy, ale JESTEM
    KATOLICZKĄ (bo 25 lat temu mnie ochrzcili jak miałam dwa miesiące) i ślub
    kościelny mi się należy i w ogóle w czym problem? Moim zdaniem lepiej
    przynajmniej być świadomym, że robi się coś na pokaz.
    --
    Nasz staż smile
  • tabakierka2 05.01.10, 12:31
    moim zdaniem, wszystko co wymieniłaś jest hipokryzją i jest
    obrzydliwe. Skoro światopoglądowo jesteś obojetna, to równie dobrze
    mogliście wziąć ślub w obrzędzie prawosławnym czy protestanckim na
    przykład.
    --
    http://tinyurl.com/agdvt9
    Furtka do zmiany otwiera się od środka
  • aneta-skarpeta 05.01.10, 12:42
    tabakierka2 napisała:

    > moim zdaniem, wszystko co wymieniłaś jest hipokryzją i jest
    > obrzydliwe. Skoro światopoglądowo jesteś obojetna, to równie
    dobrze
    > mogliście wziąć ślub w obrzędzie prawosławnym czy protestanckim na
    > przykład.


    no mogła, to czemu wybrała katolicki? bo pochodzi z rodziny
    katolickiej


    ps. każdy w jakims zakresie jest konformistą

    np.moge uwazac, ze moj szef kupił beznadziejne auto, albo nie
    zgadzam sie z jego podejsciem do zycia, ale nie mam zamiaru mu tego
    mowic- dla własnej wygody, a raczej posadywink
  • tabakierka2 05.01.10, 12:55
    aneta-skarpeta napisała:


    >
    > no mogła, to czemu wybrała katolicki? bo pochodzi z rodziny
    > katolickiej

    ale nie respektuje i nawet nie zamierza respektować zasad KK, więc w
    zasadzie bez sensu taki ślub. Równie dobrze mogłaby przysiegać na
    Św. Mikołaja (nie doczytałam, czy ona sama wierzy w Boga) - taka
    sama wartość ślubu. Dla mnie to jest profanacja sakramentu.

    >
    >
    > ps. każdy w jakims zakresie jest konformistą

    to nie jest konformizm, tzn. w pewnym sensie jest, ale poza
    konformizmem to szczyt hipokryzji i profanacja czegoś, co dla pewnej
    grupy jest święte.

    >
    > np.moge uwazac, ze moj szef kupił beznadziejne auto, albo nie
    > zgadzam sie z jego podejsciem do zycia, ale nie mam zamiaru mu
    tego
    > mowic- dla własnej wygody, a raczej posadywink

    to, wybacz przykład, który nijak się ma do kwestii
    krzywoprzysiędztwa i profanacji sakramentu.
    --
    http://tinyurl.com/agdvt9
    To, co przychodzi łatwo zwykle jest niewiele warte
  • aneta-skarpeta 05.01.10, 13:04
    tabakierka2 napisała:

    > aneta-skarpeta napisała:
    >
    >
    > >
    > > no mogła, to czemu wybrała katolicki? bo pochodzi z rodziny
    > > katolickiej
    >
    > ale nie respektuje i nawet nie zamierza respektować zasad KK, więc
    w
    > zasadzie bez sensu taki ślub. Równie dobrze mogłaby przysiegać na
    > Św. Mikołaja (nie doczytałam, czy ona sama wierzy w Boga) - taka
    > sama wartość ślubu. Dla mnie to jest profanacja sakramentu.
    >

    dla Ciebie tak, dla niej nie, bo ona nie przejmuje sie sakramentem.

    wartoscia slubu moze byc fakt, ze patrzy czule w oczy ukochanemu i
    oboje wiedza ze chca byc ze sobą i byc sobie wiernym itd


    a przed kim - to dla nich kwestia drugorzedna moze?




    > to, wybacz przykład, który nijak się ma do kwestii
    > krzywoprzysiędztwa i profanacji sakramentu.


    w swietle prawa nie ma mowy o krzywoprzysiestwie w tej sytuacji
    i dla Ciebie to porfanacja sakarmentu, a dla niet tylko szopka,
    odstawiona dla rodziny
  • tabakierka2 05.01.10, 13:11
    aneta-skarpeta napisała:


    > > > no mogła, to czemu wybrała katolicki? bo pochodzi z rodziny
    > > > katolickiej
    > >
    > > ale nie respektuje i nawet nie zamierza respektować zasad KK,
    więc
    > w
    > > zasadzie bez sensu taki ślub. Równie dobrze mogłaby przysiegać
    na
    > > Św. Mikołaja (nie doczytałam, czy ona sama wierzy w Boga) - taka
    > > sama wartość ślubu. Dla mnie to jest profanacja sakramentu.
    > >
    >
    > dla Ciebie tak, dla niej nie, bo ona nie przejmuje sie sakramentem.


    Nie tylko dla mnie, uwierz mi.

    >
    > wartoscia slubu moze byc fakt, ze patrzy czule w oczy ukochanemu
    i
    > oboje wiedza ze chca byc ze sobą i byc sobie wiernym itd

    pewnie i może być, ale nie w KK.


    >
    >
    > a przed kim - to dla nich kwestia drugorzedna moze?
    >

    tu nie ma znaczenia czy dla nich to kwestia drugorzędna, bo biorą
    ślub w kościele, który ma swoje zasady. Ile warte jest słowo
    człowieka, który przysięga na Boga, w którego nie wierzy? który
    przsięga, że wychowa dzieci PO KATOLICKU? dla mnie żadna i bałabym
    się wiązać z kimś takim, kto krzywoprzysięga.

    > > to, wybacz przykład, który nijak się ma do kwestii
    > > krzywoprzysiędztwa i profanacji sakramentu.
    >
    >
    > w swietle prawa nie ma mowy o krzywoprzysiestwie w tej sytuacji

    mówisz o prawie kościelnym?


    > i dla Ciebie to porfanacja sakarmentu, a dla niet tylko szopka,
    > odstawiona dla rodziny

    i to jest smutne i przykre, bo skoro nie szanuje się uczuć
    religijnych innych ludzi, 'współwyznawców' to czy można szanować
    taką rodzinę, dla której jak mówisz szopka została odstawiona? a
    siebie nawzajem?

    --
    http://tinyurl.com/agdvt9
    To, co przychodzi łatwo zwykle jest niewiele warte
  • aneta-skarpeta 05.01.10, 13:43
    tabakierka2 napisała:


    > > w swietle prawa nie ma mowy o krzywoprzysiestwie w tej sytuacji
    >
    > mówisz o prawie kościelnym?
    >

    nie. mowie o skutkach prawnych takiego slubu

    taki slub wtedy tez jest wazny

    >
    > > i dla Ciebie to porfanacja sakarmentu, a dla niet tylko szopka,
    > > odstawiona dla rodziny
    >
    > i to jest smutne i przykre, bo skoro nie szanuje się uczuć
    > religijnych innych ludzi, 'współwyznawców' to czy można szanować
    > taką rodzinę, dla której jak mówisz szopka została odstawiona? a
    > siebie nawzajem?
    >


    moze rodzinie zalezy na szopce?

    jesli kk tak strasznie by to rpzeszkadzało to by z tym cos zrobił,
    ale nie robi.
  • misself 05.01.10, 20:38
    tabakierka2 napisała:
    >
    > to nie jest konformizm, tzn. w pewnym sensie jest, ale poza
    > konformizmem to szczyt hipokryzji i profanacja czegoś, co dla pewnej
    > grupy jest święte.

    Ot i właśnie...
    Poza tym wydaje mi się, że słowa wypowiadane pod przymusem nie mają mocy - więc
    taki ślub kościelny zawarty, żeby rodzina się nie czepiała, nie jest ważny.

    Ja nie chcę zaczynać czegoś, co ma trwać całe życie, od kłamstw.
    --
    Ja już mam swoją wizytówkę.
    A Ty?
  • misself 05.01.10, 20:36
    aneta-skarpeta napisała:
    >
    > ps. każdy w jakims zakresie jest konformistą

    I każdy wybiera, w jakim zakresie nim jest, i w jakich dziedzinach życia.
    --
    "Stara panna na wydaniu." (by Abirek)
  • madziaq 05.01.10, 12:57
    Masz rację. Akurat tak się złożyło, że wychowałam się w rodzinie katolickiej i
    to na katolickim ślubie, a nie prawosławnym, protestanckim czy żydowskim
    zależało moim najbliższym. I ja nie mówię, że to jest słuszne i godne pochwały,
    nie pretenduję do miana naczelnej nonkomformistki RP. Mówię tylko, że nie widze
    wielkiej różnicy między braniem ślubu kościelnego dla oprawy (czy np. braniem
    ślubu w ogóle, chociaż nam ślub średnio do szczęścia potrzebny, ale babcia by
    tak chciała) a uprawianiem seksu przed ślubem przy jednoczesnym twierdzeniu, że
    jest się katolikiem, ale to przecież nic złego. Osobiście nie lubię cierpienia
    dla idei. Jeśli znakomita większośc mojej rodziny ma cierpieć, a przy tym ja
    tez, to wolę zrobić coś, co mnie tak naprawde ani ziębi ani grzeje. Nie zaprzeć
    się siebie i swoich poglądów tylko dokonać określonej formalności w taki a nie
    inny sposób.

    --
    Nasz staż smile
  • tabakierka2 05.01.10, 13:06
    madziaq napisała:

    > nie widze
    > wielkiej różnicy między braniem ślubu kościelnego dla oprawy (czy
    np. braniem
    > ślubu w ogóle, chociaż nam ślub średnio do szczęścia potrzebny,
    ale babcia by
    > tak chciała) a uprawianiem seksu przed ślubem przy jednoczesnym
    twierdzeniu, że
    > jest się katolikiem, ale to przecież nic złego.

    twierdzenie, że jest się katolikiem...no wiesz, nie słowa a czyny,
    głównie świadczą o przynależności do KK -tak przynajmniej mi się
    zawsze wydawało, ale mogę się mylić. To, że ktoś twierdzi, że jest
    katolikiem, a jednocześnie twierdzi, że współżyjąc przed ślubem nie
    robi niczego złego najlepiej świadczy o tym JAKIM taki człowiek jest
    katolikiem.

    Co do cierpienia rodziny...Jak by się czuli, gdyby wiedzieli, że
    dokonaliście profanacji sakramentu? (to pytanie retoryczne).

    --
    http://tinyurl.com/agdvt9
    Furtka do zmiany otwiera się od środka
  • madziaq 05.01.10, 13:23
    > twierdzenie, że jest się katolikiem...no wiesz, nie słowa a czyny,
    > głównie świadczą o przynależności do KK -tak przynajmniej mi się
    > zawsze wydawało, ale mogę się mylić. To, że ktoś twierdzi, że jest
    > katolikiem, a jednocześnie twierdzi, że współżyjąc przed ślubem nie
    > robi niczego złego najlepiej świadczy o tym JAKIM taki człowiek jest
    > katolikiem.

    Święta racja. Ale nikt nie wiesza psów na osobach, które przyznają się do tego,
    że mieszkają ze sobą i sypiają ze sobą przed ślubem, a jednocześnie oczywiście
    chcą wziąć ślub kościelny, bo to takie ważne, przysięga przed Bogiem itp itd.
    Tylko jakoś do ślubu Boga, a przynajmniej przykazania KK mają w poważaniu, a
    nagle dzień czy dwa przed ślubem pójdą do spowiedzi, "bardzo żałują" (kto
    współżyje latami z kochaną osobą i bardzo tego nagle żałuje???), "obiecują
    poprawę" (no ciężko współżyć ze sobą bez ślubu, skoro będzie już po ślubie) i
    wszystko jest git smile

    > Co do cierpienia rodziny...Jak by się czuli, gdyby wiedzieli, że
    > dokonaliście profanacji sakramentu? (to pytanie retoryczne).

    Nie wiem, pewnie niedobrze. Ale cały manewr polega na tym, że nie wiedzą i nie
    dowiedzą się i w ten sposób wszyscy są szcześliwi. Nie chodze do kościoła, ale
    mojej babci mówię, że czasem chodzę. Okłamuję ją dla jej własnego spokoju (i
    mojego też). Zamierzam dalej to robić, bo dzięki temu wszyscy są bardziej
    zadowoleni, niż gdybym odważnie i w zgodzie ze sobą mówiła, że kościół oglądam z
    zewnątrz po drodze do pracy. MOja teściowa fatalnie gotuje, ale zawsze mówię
    jej, że obiad był w porządku, bo wiem, że dzięki temu nie będzie jej przykro. I
    gdyby ona wiedziała, że tak naprawdę mi nie smakowało, pewnie nie czułaby się z
    tym dobrze, ale nie wie i się nie dowie, co wpływa pozytywnie na relacje w
    rodzinie wink bo poza gotowaniem moja teściowa to fajna babka jest smile
    --
    Nasz staż smile
  • tabakierka2 05.01.10, 13:33
    madziaq napisała:


    > Święta racja. Ale nikt nie wiesza psów na osobach, które przyznają
    się do tego,
    > że mieszkają ze sobą i sypiają ze sobą przed ślubem, a
    jednocześnie oczywiście
    > chcą wziąć ślub kościelny, bo to takie ważne, przysięga przed
    Bogiem itp itd.

    jak to nikt nie wiesza?


    > Tylko jakoś do ślubu Boga, a przynajmniej przykazania KK mają w
    poważaniu, a
    > nagle dzień czy dwa przed ślubem pójdą do spowiedzi, "bardzo
    żałują" (kto
    > współżyje latami z kochaną osobą i bardzo tego nagle żałuje???)

    tylko tutaj nie chodzi, że masz żałować współżycia; masz żałować
    tego, że swoim zachowaniem obraziłaś Boga.


    , "obiecują
    > poprawę" (no ciężko współżyć ze sobą bez ślubu, skoro będzie już
    po ślubie) i
    > wszystko jest git smile

    I uważasz, że takie podejście jest OK?
    każdy ma swoje sumienie i robi to, co jest z nim zgodne.



    > Nie wiem, pewnie niedobrze. Ale cały manewr polega na tym, że nie
    wiedzą i nie
    > dowiedzą się i w ten sposób wszyscy są szcześliwi. Nie chodze do
    kościoła, ale
    > mojej babci mówię, że czasem chodzę. Okłamuję ją dla jej własnego
    spokoju (i
    > mojego też). Zamierzam dalej to robić, bo dzięki temu wszyscy są
    bardziej
    > zadowoleni, niż gdybym odważnie i w zgodzie ze sobą mówiła, że
    kościół oglądam
    > z
    > zewnątrz po drodze do pracy.

    Nie chcę Cię oceniać, ale to szczęście (wszyscy są szczęśliwi to
    jakaś mega namiastka). Nie umiałabym żyć takim zakłamaniu - jestem
    dorosła, sama podejmuję decyzje, a później ich konsewencje. No nie
    wiem, nie wiem...

    MOja teściowa fatalnie gotuje, ale zawsze mówię
    > jej, że obiad był w porządku, bo wiem, że dzięki temu nie będzie
    jej przykro. I
    > gdyby ona wiedziała, że tak naprawdę mi nie smakowało, pewnie nie
    czułaby się z
    > tym dobrze, ale nie wie i się nie dowie, co wpływa pozytywnie na
    relacje w
    > rodzinie wink bo poza gotowaniem moja teściowa to fajna babka jest smile

    to troszke jednak co innego.
    Niemniej dziekuję za miłą rozmowęwink
    --
    http://tinyurl.com/agdvt9
    Furtka do zmiany otwiera się od środka
  • madziaq 05.01.10, 13:47
    > I uważasz, że takie podejście jest OK?
    > każdy ma swoje sumienie i robi to, co jest z nim zgodne.

    Nie, właśnie chodzi mi o to, że takie podejście jest moim zdaniem równie nie-OK,
    co branie ślubu kościelnego dla ładnej oprawy i parę innych rzeczy. Ale jakoś
    tego, że narzeczeni mieszkają i współżyją ze sobą, do czego się przyznają, a
    potem biorą ślub kościelny (po spowiedzi rzecz jasna) nikt nie potępia, a
    przynajmniej nie aż tak jak fakt brania ślubu w kościele dla sukienki czy dla
    babci. A według mnie to taka sama hipokryzja.

    > tylko tutaj nie chodzi, że masz żałować współżycia; masz żałować
    > tego, że swoim zachowaniem obraziłaś Boga.

    No ale jak mogę żałować, że obraziłam Boga swoim zachowaniem, a jednocześnie nie
    żałować tego zachowania??? Ba, jak mogę żyć X lat wiedząc, że właśnie obrażam
    Boga swoim zachowaniem? Jeśli mi na tym Bogu i Jego przykazaniach zależy??? Bo
    wydaje mi się, że do rzadkości należą przypadki, kiedy para żyje na kocią łapę,
    nagle się nawracają, zdają sobie sprawę ze swojego grzechu i zaraz biorą ślub
    kościelny. Raczej para żyje sobie jak mąż i żona przez parę lat, więc ja nie
    ogarniam, jak można nagle zacząć tego żałować (czy też żałować, że w ten sposób
    obraziło się Boga) i odbyć ważną spowiedź?


    Nasz staż smile
  • mahoniowawiedzma 05.01.10, 14:00
    i naprawdę dobrze czujesz się okłamując wciąż ludzi?

    zdumiona, zdumiona bardzo jestem.
    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • ni24 05.01.10, 18:33
    a mam pyatnie tabakierka2, gazeta_mi_placi i do innych dziewczyn wy bralyscie
    ,bedziecie brac oczywiscie slub TYLKO CYWILNY tak?
  • misself 05.01.10, 20:41
    ni24 napisała:

    > a mam pyatnie tabakierka2, gazeta_mi_placi i do innych dziewczyn wy bralyscie
    > ,bedziecie brac oczywiscie slub TYLKO CYWILNY tak?

    Sprecyzuj, do kogo, bo przecież wiadomo, że nie wszystkie dziewczyny na tym
    forum biorą ślub cywilny. Tylko lub aż.
    --
    II. Należy kochać Bogów, bo to oczyszcza serce. (Herbert)
  • mahoniowawiedzma 05.01.10, 22:06
    tak
    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • gazeta_mi_placi 05.01.10, 23:02
    >ni24 napisała:

    > a mam pyatnie tabakierka2, gazeta_mi_placi i do innych dziewczyn wy bralyscie
    > ,bedziecie brac oczywiscie slub TYLKO CYWILNY tak?

    Ja tak (dodam,że z wyboru gdyż w naszym przypadku nie ma formalnej przeszkody
    do zawarcia ślubu kościelnego,więc jak najbardziej miałam i dalej mam pod tym
    względem wybór).
  • tabakierka2 06.01.10, 06:53
    ni24 napisała:

    > a mam pyatnie tabakierka2, gazeta_mi_placi i do innych dziewczyn
    wy bralyscie
    > ,bedziecie brac oczywiscie slub TYLKO CYWILNY tak?

    brałam ślub kościelny, bo jest to zgodne z przekonaniami moimi i
    męża.
    --
    http://tinyurl.com/agdvt9
    To, co przychodzi łatwo zwykle jest niewiele warte
  • misself 05.01.10, 20:27
    angazetka napisała:
    >
    > Bo wymaga kłamstwa ("trochę ściemnić księdzu", jak sama piszesz) i
    > pokładów hipokryzji. I jest brakiem szacunku dla sakramentu (co
    > piszę jako osoba daleka od KK).

    Zgadzam się.
    "Ściemnianie księdzu" i poświadczanie ściemy własnym podpisem jest nie w
    porządku, jeśli nawet nie wobec siebie, to wobec tych, którzy nie ściemniają.
    --
    Po wolność smaku!
  • mahoniowawiedzma 05.01.10, 13:32
    dodam parę słów od siebie, bo temat wielce interesującysmile
    jestem ateistką. z kk nie mam i nie chcę mieć nic wspólnego, nie odczuwam potrzeby wiary. mój niemąż też.
    rodzice: moi- religijna na papierze i słownie, bo co ludzie powiedzą-mama, tata- religijny naprawdę.
    rodzice niemęża religijni bardzo, nie w stylu radiomaryjnym tylko takim normalnym, rzadko się widzi takie rzeczy, ale oni akurat tak mają. chadzają grzecznie do kościoła, są raczej tolerancyjni, o swoim ślubie mówią, że był w takim a takim kościele, a w urzędzie podpisali papiery przed urzędnikiem, bo ślubem tego nazwać nie można.
    i wyobraźcie sobie pośrodku nas. nie trąbimy wszem i wobec o naszej niewierze. gdyby nie to, że długo drżeliśmy na samą myśl o obwieszczeniu rodzicom, że ślub tylko cywilny, dawno bylibyśmy małżeństwem.
    ale człowiek z czasem dojrzewa. my też dojrzeliśmy i teraz nie wydaje się to większym problemem. rozmawiałam wstępnie z mamą i co prawda oburzyła się, ale daleko jej do wyklęcia nas.
    możecie mnie zjeść, ale stwierdzam uparcie, że branie ślubu kościelnego wbrew swoim przekonaniom jest brakiem dojrzałości.
    co do księży i tego jak żyje się w naszym katolickim(bo przecież nie świeckim) kraju: księża chętnie udzielają sakramentu ateistom, bo podnosi to słupki i dzięki temu wciąż można trąbić o tym, że w Polsce mamy 95% katolików. żyjemy z katolickim państwie przez konformistów, którzy boją się wypisać z cyrku i wolą grać role, zakładać maski. ślub, bo co ludzie powiedzą, chrzest jak wyżej, komunia, bo tak to dziecko nie dostanie prezentów.
    paradoksalnie to ateiści, agnostycy i racjonaliści przyczyniają się do tworzenia państwa wyznaniowego.
    ja się z tego wypisuję.
    pozdrawiam.
    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • tabakierka2 05.01.10, 13:41
    mahoniowawiedzma napisała:



    > możecie mnie zjeść, ale stwierdzam uparcie, że branie ślubu
    kościelnego wbrew s
    > woim przekonaniom jest brakiem dojrzałości.

    popieram w całej rozciągłości.


    > co do księży i tego jak żyje się w naszym katolickim(bo przecież
    nie świeckim)
    > kraju: księża chętnie udzielają sakramentu ateistom, bo podnosi to
    słupki i dzi
    > ęki temu wciąż można trąbić o tym, że w Polsce mamy 95% katolików.

    nie zgadzam się.
    Dlaczego ksiądz miałby komukolwiek odmówić sakramentu? nie jemu
    oceniać wiarę osoby proszącej o ślub, skoro wcześniej wypełnia
    protokół przedślubny i deklaruje, że jest katolikiem?
    Kiedyś jeden ksiądz powiedział mi "nie wiadomo jak zadziała Duch Św.
    na małżeństwo. Wielu nawraca się po ślubie".

    żyjemy z kat
    > olickim państwie przez konformistów, którzy boją się wypisać z
    cyrku i wolą gra
    > ć role, zakładać maski. ślub, bo co ludzie powiedzą, chrzest jak
    wyżej, komunia
    > , bo tak to dziecko nie dostanie prezentów.
    > paradoksalnie to ateiści, agnostycy i racjonaliści przyczyniają
    się do tworzeni
    > a państwa wyznaniowego.

    trudno się nie zgodzić.


    --
    http://tinyurl.com/agdvt9
    Furtka do zmiany otwiera się od środka
  • mahoniowawiedzma 05.01.10, 13:55
    > nie zgadzam się.
    > Dlaczego ksiądz miałby komukolwiek odmówić sakramentu? nie jemu
    > oceniać wiarę osoby proszącej o ślub, skoro wcześniej wypełnia
    > protokół przedślubny i deklaruje, że jest katolikiem?
    > Kiedyś jeden ksiądz powiedział mi "nie wiadomo jak zadziała Duch Św.
    > na małżeństwo. Wielu nawraca się po ślubie".
    o. ponieważ nie za bardzo orientuję się w kościelnych papiórkach nie wiedziałam, że podpisuje się jakiś protokół w którym deklaruje się wiarę. w takim razie faktycznie odmówić nie lza. ale jestem sobie w stanie wyobrazić, że przychodzi do kościoła para, która nie ma absolutnie pojęcia o tym, co ze soba zrobić i jak się zachować, która u spowiedzi była ostatnio przed swoim bierzmowaniem. i co, taki ksiądz nie widzi z kim ma do czynienia?
    nie jestem fanką teorii spiskowych, jednak dość logiczne wydaje mi się, że udzielanie sakramentów osobom niewierzącym leży w interesie kk. dlatego wciąż mówi się o miażdżącej przewadze ślubów kościelnych nad cywilnymi. i trochę mnie zastanawia dlaczego np. do bierzmowania trzeba się długo przygotowywać, do I komunii też(co wydaje mi się absurdalne w odniesieniu do 9-latków) a do małżeństwa jakoś specjalnie nie.
    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • tabakierka2 05.01.10, 14:08
    mahoniowawiedzma napisała:

    > ale jestem sobie w stanie wyobrazić, że przychodzi d
    > o kościoła para, która nie ma absolutnie pojęcia o tym, co ze soba
    zrobić i jak
    > się zachować, która u spowiedzi była ostatnio przed swoim
    bierzmowaniem. i co,
    > taki ksiądz nie widzi z kim ma do czynienia?

    ksiądz zadaje pytania (w necie można chyba znaleźć treść protokołu)
    tutaj masz pytania
    www.jasforum.pl/protokol-przedslubny-jak-wyglada-t-222.html
    a ludzie tylko odpowiadają

    dlatego wciąż mówi
    > się o miażdżącej przewadze ślubów kościelnych nad cywilnymi. i
    trochę mnie zast
    > anawia dlaczego np. do bierzmowania trzeba się długo
    przygotowywać, do I komuni
    > i też(co wydaje mi się absurdalne w odniesieniu do 9-latków) a do
    małżeństwa ja
    > koś specjalnie nie.


    ja to nie?
    jeśli chcesz się dobrze przygotować, to przygotowujesz się, poza tym
    są nauki przedmałżeńskie. Od pary tylko zalezy czy odpowiednio
    przygotuje się do małżeństwa, a to z kolei poniekąd zależy od siły
    ich wiary (mówimy o ślubie kościelnym).
    --
    http://tinyurl.com/agdvt9
    To, co przychodzi łatwo zwykle jest niewiele warte
  • mayfair_witch 05.01.10, 15:05
    Ja chciałabym tylko dodać, że fakt, że jedna ze stron nie jest religijna nie
    oznacza automatycznie, że nie ma pojęcia o religii (tutaj katolickiej), jej
    podwalinach, że nie zna Starego i Nowego Testamentu i obrządku, w jakim ślub
    bierze oraz co i kiedy trzeba robić w kościele.
    I taki drobiazg: tacy ludzie, ci 'gorsi'/ kukiełki w rękach żon i mężów, często
    gęsto po ślubie powolutku zmieniają się. Wiem z autopsji. Tak sami z siebie. Że
    sparafrazuję "czucie i wiara silnie mówią do mnie". Tyle. To naprawdę nie takie złe.
    --
    A witch's broom can also be used for sweeping the floor to expose a trapdoor.
  • misself 05.01.10, 20:43
    mayfair_witch napisała:

    > Ja chciałabym tylko dodać, że fakt, że jedna ze stron nie jest religijna nie
    > oznacza automatycznie, że nie ma pojęcia o religii (tutaj katolickiej), jej
    > podwalinach, że nie zna Starego i Nowego Testamentu i obrządku, w jakim ślub
    > bierze oraz co i kiedy trzeba robić w kościele.

    W moim przypadku oznacza, że mam większe pojęcie o religii niż niektórzy
    katolicy... Co jest dość smutne.
    --
    II. Należy kochać Bogów, bo to oczyszcza serce. (Herbert)
  • mayfair_witch 05.01.10, 20:48
    W moim równieżsmile. Ale ja w ogóle interesuję się religiami jako takimi, choć
    religijna nie jestem.
    --
    A witch's broom can also be used for sweeping the floor to expose a trapdoor.
  • misself 05.01.10, 20:52
    mayfair_witch napisała:

    > W moim równieżsmile. Ale ja w ogóle interesuję się religiami jako takimi, choć
    > religijna nie jestem.

    Ja studiuję religioznawstwo. To mówi samo za siebie smile
    --

    biusta
    i
    biuściki.
  • mayfair_witch 05.01.10, 20:56
    Niech zatem Mircea Eliade nam błogosławiwink.

    --
    A witch's broom can also be used for sweeping the floor to expose a trapdoor.
  • mahoniowawiedzma 05.01.10, 15:29
    ze specjalnymi przygotowaniami chodziło mi o np. obowiązkowa pierwsze piątki
    miesiąca, jakieś różańce, itp. a i pamiętam, że zarówno przed bierzmowzniem jak
    i komunią miałam egzamin z kkk. przed ślubem tego nie ma.
    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • chocoladette 05.01.10, 15:42
    Nie ma, bo przystepujac do slubu trzeba byc po biezmowaniu, czyli wg kosicola
    jest sie wtedy dojrzalym katolikiem.
    --
    http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-08,,,,,transparent,mois,frisefleurviolette,28,4,2010-07-10,006666.png
  • mayfair_witch 05.01.10, 13:40
    Nie przeczytałam innych wypowiedzi z braku czasu, ale powód, dla którego
    przynajmniej jedna ze stron bierze ślub kościelny często jest taki, że ta druga
    strona, czyli ukochany/ ukochana o to PROSI. Nie każe, nie narzuca, ale prosi. I
    bolałoby go/ ją zawarcie ślubu jednostronnego. Wierzcie lub nie, ale wielu ludzi
    robi to nie dla rodziny, gości, wesel, a dla swojego partnera. Czy to takie złe,
    zrobić coś takiego dla osoby, którą kocha się ponad wszystko?
    --
    A witch's broom can also be used for sweeping the floor to expose a trapdoor.
  • mahoniowawiedzma 05.01.10, 13:58
    nie, nie jest złe zrobienie czegoś dla osoby, którą się kocha ponad wszystko. ale idąc Twoim tokiem rozumowania, zawsze robiąc coś dla kochanej osoby, a nie dla siebie stajemy się bezwolnymi kukiełkami, bez własnego zdania.
    a gdyby tak ukochana osoba zrobiła coś dla tej drugiej i zrezygnowała ze ślubu kościelnego? hm?
    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • aneta-skarpeta 05.01.10, 14:06
    mahoniowawiedzma napisała:

    > nie, nie jest złe zrobienie czegoś dla osoby, którą się kocha
    ponad wszystko. a
    > le idąc Twoim tokiem rozumowania, zawsze robiąc coś dla kochanej
    osoby, a nie d
    > la siebie stajemy się bezwolnymi kukiełkami, bez własnego zdania.
    > a gdyby tak ukochana osoba zrobiła coś dla tej drugiej i
    zrezygnowała ze ślubu
    > kościelnego? hm?


    o losie, ale armata

    smile


    skoro dla narzeczonego znaczenie ma slub koscielny, a dla
    narzeczonej wszystko jedno to komu łatwiej ustapic, dla kogo
    to "mniejszy kompromis"?

    ona teraz ustapiła w sprawie slubu koscielnego, a on ustepuje jej w
    urządzaniu mieszkania, bo to dla niej wazne, a on chce zeby
    było 'ładnie" i uznaje ze ona zrobi tak ze bedzie ładnie
  • mahoniowawiedzma 05.01.10, 14:34
    chyba mamy trochę inne pojęcie słowa kompromis. dla mnie kompromis to taka
    sytuacja, w której nikt do końca nie jest zadowolony, ale pokrzywdzony też nie.
    opisana sytuacja jest ustępstwem na rzecz innej osoby. mz kompromisem byłby ślub
    jednostronny.
    porównywanie ślubu do urządzenia mieszkania...hm. mnie by nie przyszło do głowy,
    ale może są osoby, dla których nie ma to większego znaczenia i nie zależy im na
    obronie własnych przekonań, bądź nie posiadają takowych.
    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • aneta-skarpeta 05.01.10, 14:48
    mahoniowawiedzma napisała:

    > chyba mamy trochę inne pojęcie słowa kompromis. dla mnie kompromis
    to taka
    > sytuacja, w której nikt do końca nie jest zadowolony, ale
    pokrzywdzony też nie.
    > opisana sytuacja jest ustępstwem na rzecz innej osoby. mz
    kompromisem byłby ślu
    > b
    > jednostronny.


    i dla nich moze taki slub jest lepszy, wygodniejszy niz mieszany?

    kazdy mysli inaczej

    > porównywanie ślubu do urządzenia mieszkania...hm. mnie by nie
    przyszło do głowy
    > ,
    > ale może są osoby, dla których nie ma to większego znaczenia i nie
    zależy im na
    > obronie własnych przekonań, bądź nie posiadają takowych.


    a moze maja swiadomośc ze druga strona na czyms zna sie lepiej, ma
    lepszy gust, a nam sie ich gust podoba?

    np ja bardzo duza wage przykladam do mieszkania, moj parnter lubi
    landie mieszkac, ale nie rozkminia kolorów scian itd, wie ze dla
    mnie to wazne ,a jednoczesnie mamy podobny gust. sam sie tez nie raz
    przekonał, ze mam smykałke do tego i zawsze cos fajnego wykombinuje.

    jakbym wyskoczyła z czerwonymi scianami to by mnie pohamował, ale
    nie ma dla niego znaczenia czy sciana jest kremowa czy kawowa, a dla
    mnie ma to znaczegoe bardzo duze, wiec idze w tej kwestii mi na
    ustepstwa

    on zna sie lepiej na innych sprawach i ja sie nie wrącamwink i wazne
    zeby mnie po oczach nie biłowink

    nie lubie kłocic sie, albo walczyc "o swoje" dla zasady

  • mahoniowawiedzma 05.01.10, 15:02
    teraz mnienie zrozumiałaś napisałam:"porównywanie ślubu do urządzenia mieszkania...hm. mnie by nie
    przyszło do głowy, ale może są osoby, dla których nie ma to większego znaczenia i nie
    zależy im na obronie własnych przekonań, bądź nie posiadają takowych."
    chodzi o to, że porównywanie ślubu do urządzania mieszkania jest cokolwiek dziwne i mnie by nie przyszło do głowy, bo są to sprawy zupełnie różnej wagi! i brak zdania lub przekonań co do własnego ślubu, a nie koloru ścian. bo faktycznie, kłócenie się o to czy ściana ma być kremowa czy migdałowa jest cokolwiek śmieszne, ale już zmuszanie drugiej osoby do brania ślubu wbrew jej przekonaniom jest nie na miejscu.
    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • aneta-skarpeta 05.01.10, 15:14
    mahoniowawiedzma napisała:

    ale już zmuszanie drugiej osoby do brania ślubu wbrew jej
    przekonaniom jes
    > t nie na miejscu.

    ale nikt jej nie zmusza. ona to robi dla niego, bo wie ze to dla
    niego wazne, a jej wszystko jedno gdzie i uznaje ze nie warto sie
    kłocic o to, albo to dla niej w ogóle nie jest powód do kłotni. BO
    JEJ TO OBOJETNE GDZIE, WAŻNE ZE Z NIM
  • mahoniowawiedzma 05.01.10, 15:26
    ok, ale zwróć uwagę na to, że ja pisałam o sytuacji zmuszania. jeśli nikt nie
    zmusza, to bardzo proszę, jak komuś nie zależy, nie ma swojego zdania, żadnych
    przekonań, ok.
    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • aneta-skarpeta 05.01.10, 15:31
    mahoniowawiedzma napisała:

    > żadnych
    > przekonań, ok.


    dlaczego od razu "zadnych przekonań"?

    czy decyzja o rodzaju slubu to "wszystkie przekonania"?

  • mahoniowawiedzma 05.01.10, 15:35
    żadnych przekonań dotyczących swojej wiary/niewiary, oczywiście. od teraz zaczynam pisać pełnymi zdaniamismile
    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 15:44
    Czy jeśli mam swoje przekonania i nie wierzę, to mam o to walczyć zawsze i
    wszędzie? Nie mogę pozwolić mężowi zabierać dzieci na mszę, przecież uczyć ich
    będą, że bóg istnieje?
  • mahoniowawiedzma 05.01.10, 16:01
    ale o jaką walkę chodzi? jeśli nie wierzę, to nie biorę ślubu kościelnego, dla
    mnie to oczywiste. kwestia wychowania dzieci jest do rostrzygnięcia w sumieniu
    obojga rodziców.
    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 16:19
    "nie, nie jest złe zrobienie czegoś dla osoby, którą się kocha ponad wszystko.
    ale idąc Twoim tokiem rozumowania, zawsze robiąc coś dla kochanej osoby, a nie
    dla siebie stajemy się bezwolnymi kukiełkami, bez własnego zdania."
    "porównywanie ślubu do urządzenia mieszkania...hm. mnie by nie przyszło do głowy,
    ale może są osoby, dla których nie ma to większego znaczenia i nie zależy im na
    obronie własnych przekonań, bądź nie posiadają takowych. "

    > ale o jaką walkę chodzi?
    W obronie swoich przekonań.
    Jeżeli tak ważne jest dla ciebie nie branie ślubu kościelnego, to nie jest dla
    ciebie ważne wychowanie dzieci? Jeżeli przy decyzji o ślubie obchodzi cię tylko
    to w co ty nie wierzysz, a nie zdanie rodziny, tradycja itd.,itp., to dlaczego
    miałabyś pozwolić dzieciom bajki wciskać?
  • mahoniowawiedzma 05.01.10, 16:27
    można jeszcze pozwolić dzieciom na zapoznawanie się z różnymi religiami oraz z poglądami racjonalistów i pozwolić aby samo zdecydowało kiedy będzie dojrzałe, prawda?
    to, że ja nie wierzę, nie znaczy, że moje dziecko nie może wierzyć. jestem tolerancyjna i tak jak toleruję i rozumiem moich przyjaciół katolików, tak zrozumiem, jeśi moje dziecko będzie się chciało kiedyś ochrzcić albo zostać buddystą. proste. bo moja granica kończy się tam, gdzie zaczyna się granica drugiego człowieka.
    dlatego nie przyszłoby mi do głowy kogokolwiek do czegokolwiek zmuszać.
    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 16:36
    > to, że ja nie wierzę, nie znaczy, że moje dziecko nie może wierzyć. jestem tole
    > rancyjna i tak jak toleruję i rozumiem moich przyjaciół katolików, tak zrozumie
    > m, jeśi moje dziecko będzie się chciało kiedyś ochrzcić albo zostać buddystą

    Czyli uważasz, że ślub mieszany to zły pomysł? Będąc stroną nie wierzącą
    zgadzasz się na nim z tym, że dzieci będą wychowane po katolicku, ochrzczone,
    nie jak dorosną, a będąc niemowlakiem, że przystąpią do komunii, będą uczone
    pacierza i będą chodzić na mszę.
  • misself 05.01.10, 20:48
    plastelinka.czerwona napisała:
    >
    > Czyli uważasz, że ślub mieszany to zły pomysł? Będąc stroną nie wierzącą
    > zgadzasz się na nim z tym, że dzieci będą wychowane po katolicku, ochrzczone,
    > nie jak dorosną, a będąc niemowlakiem, że przystąpią do komunii, będą uczone
    > pacierza i będą chodzić na mszę.

    O ile mi wiadomo, nie jest napisane, że muszą być ochrzczone w niemowlęctwie -
    tylko że mają być wychowywane według zasad wiary katolickiej.
    --

    biusta
    i
    biuściki.
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 22:39
    > O ile mi wiadomo, nie jest napisane, że muszą być ochrzczone w niemowlęctwie -
    > tylko że mają być wychowywane według zasad wiary katolickiej.

    Tzn. jak można wychowywać dziecko według zasad wiary katolickiej nie
    dopuszczając go do sakramentów?
  • misself 05.01.10, 22:57
    plastelinka.czerwona napisała:
    >
    > Tzn. jak można wychowywać dziecko według zasad wiary katolickiej nie
    > dopuszczając go do sakramentów?

    Nie wiem, dlaczego utożsamiasz chrzest nie w niemowlęctwie z niedopuszczaniem do
    sakramentów.
    --
    Ja już mam swoją wizytówkę.
    A Ty?
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 23:11
    Jak chcesz przeprowadzić dziecko przez pierwszą komunie? Teoretycznie? To gdzie
    to wychowanie według zasad wiary katolickiej?
    Chcesz brać ślub mieszany, porozmawiaj z księdzem, bo zdaje się, że skupiłaś się
    na tym jak, a nie wiesz co chcesz przysięgać.
  • misself 06.01.10, 11:04
    plastelinka.czerwona napisała:

    > Jak chcesz przeprowadzić dziecko przez pierwszą komunie? Teoretycznie? To gdzie
    > to wychowanie według zasad wiary katolickiej?
    > Chcesz brać ślub mieszany, porozmawiaj z księdzem, bo zdaje się, że skupiłaś si
    > ę
    > na tym jak, a nie wiesz co chcesz przysięgać.

    Nie wiem, dlaczego mnie atakujesz.
    Wiem, co będę przysięgać. Wskazałam tylko na to, że wychowanie katolickie nie
    musi oznaczać lecenia z dzieckiem do kościoła zaraz jak się urodzi.
    --
    Nawet dwoje ciekawych ludzi może się nudzić w swoim towarzystwie, jeżeli nie są
    oni ciekawi siebie.
    ich4pory.blogspot.com
  • plastelinka.czerwona 06.01.10, 15:03
    Ja cię nie atakuję. Zapytałam, bo osobiście sobie tego nie wyobrażam, a wydaje
    mi się, że ty również nie przemyślałaś szczegółów.
  • misself 06.01.10, 18:17
    plastelinka.czerwona napisała:

    > Ja cię nie atakuję. Zapytałam, bo osobiście sobie tego nie wyobrażam, a wydaje
    > mi się, że ty również nie przemyślałaś szczegółów.

    Źle Ci się wydaje.
    --
    Ja już mam swoją wizytówkę.
    A Ty?
  • mahoniowawiedzma 05.01.10, 22:05
    nie wiem jakim pomysłem jest ślub mieszany. sama biorę cywilny. nie wiem jakbym
    się zachowała, gdyby mój facet wierzył.
    nie wiem też na co się godzą ludzie biorący ślub mieszany. wychowanie dzieci
    jest decyzją obojga rodziców.
    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • misself 05.01.10, 23:06
    mahoniowawiedzma napisała:
    > nie wiem też na co się godzą ludzie biorący ślub mieszany. wychowanie dzieci
    > jest decyzją obojga rodziców.

    Trzeba podpisać dokument, że się nie będzie przeszkadzało w katolickim
    wychowaniu potomstwa (a strona katolicka podpisuje, że będzie tak wychowywać).

    Na szczęście to też jest kwestią interpretacji. Nigdzie nie jest napisane, że
    katolickie wychowanie oznacza chrzest półroczniaka, nauczenie dwulatka paciorka
    i posłanie do komunii najpóźniej w dziewiąte urodziny.
    --
    Po wolność smaku!
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 15:02
    Dlaczego dla osoby nie wierzącej, to czy ślub odbędzie się w kościele czy w
    urzędzie miałoby być ważniejsze niż kolor ścian?
  • mahoniowawiedzma 05.01.10, 15:08
    bo przekonania dotyczące wiary są jednym z czynników, które determinują nasze
    żyiowe wybory? tak jak ogólny światopogląd, sympatie polityczne? bo to jest
    nasza postawa życiowa?
    w ogóle pytanie dość zaskakujące. czy tylko mnie wydaje się oczywiste, że udział
    osoby niewierzącej w szopce pt. ślub kościelny jest dziwny, straszny i śmieszny
    (i nie mówię tu o ślubie jednostronnym, tylko o takim, a którym obie osoby
    przysięgaja przed bogiem)???
    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • aneta-skarpeta 05.01.10, 15:20
    dla mnie dziwne, smieszne lub straszne jest, ze do ołtarza leca
    panny z brzuchami. no ale miedzy prawda, a prawdą to co to ma za
    znaczenie co mnie smieszy, a co dziwi?

    im nie przeszkadza to niech sobie robia szopkę. ksiedzytez
    najwidoczniej nie przeszkadza, skoro nie protestuje w udzieleniu
    slubu parafiance, ktora nie chadza do koscioła- a to widacsmile

    to oni jakby co beda odpowiadac przed Bogiem za to co zrobilismile
  • zoselin1987 05.01.10, 15:24
    aneta-skarpeta napisała:

    > dla mnie dziwne, smieszne lub straszne jest, ze do ołtarza leca
    > panny z brzuchami.
    Mnie to zazwyczaj nieco śmieszy.
    Ja wolałabym wziąć ślub po urodzeniu dziecka. Dlatego nie wiem skąd taki pęd do ślubu, jak kobieta jest w ciąży.





    --
    http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-06,,,,,blanc,annees,frisefleurviolette,14,4,2011-08-27,990099.png
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 15:23

    > bo przekonania dotyczące wiary są jednym z czynników, które determinują nasze
    > żyiowe wybory?

    Na jaki wybór (oprócz rodzaju ślubu i wyglądu nagrobka)wpływa bycie nie wierzącym?
  • mahoniowawiedzma 05.01.10, 15:34
    nabijasz się ze mnie, czy naprawdę uważasz, że przekonania religijne nas nie
    determinują?
    odp. na twoje pytanie: stosunek do homoseksualistów, roli kobiety w małżeństwie,
    in vitro, antykoncepcji... wymieniać dalej?

    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • zoselin1987 05.01.10, 15:38

    mahoniowawiedzma napisała:

    > nabijasz się ze mnie, czy naprawdę uważasz, że przekonania religijne nas nie
    > determinują?
    > odp. na twoje pytanie: stosunek do homoseksualistów, roli kobiety w małżeństwie
    > ,
    > in vitro, antykoncepcji... wymieniać dalej?
    >
    Czyli uważasz,że każdy katolik ma takie samo zdanie w kwestii in-vitro, antykoncepcji, roli kobiety w małżenstwie, dlatego,że jest katolikiem?

    --
    http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-06,,,,,blanc,annees,frisefleurviolette,14,4,2011-08-27,990099.png
  • aneta-skarpeta 05.01.10, 15:42
    zoselin1987 napisała:

    > Czyli uważasz,że każdy katolik ma takie samo zdanie w kwestii in-
    vitro, antykon
    > cepcji, roli kobiety w małżenstwie, dlatego,że jest katolikiem?
    >


    ba- wychodzi na to, ze wszystkie osoby newierzace maja taki sam
    poglad na antykoncepcje, in vitro , aborcje itd bo nie sa wierzacywink
  • zoselin1987 05.01.10, 15:45
    aneta-skarpeta napisała:
    > ba- wychodzi na to, ze wszystkie osoby newierzace maja taki sam
    > poglad na antykoncepcje, in vitro , aborcje itd bo nie sa wierzacywink

    Po prostu nie uważam,że to jakie Kościół ma poglądy na temat antykoncpecji czy in-vitro determinuje moje poglądy.


    --
    http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-06,,,,,blanc,annees,frisefleurviolette,14,4,2011-08-27,990099.png
  • mahoniowawiedzma 05.01.10, 15:58
    tak. napisałam też, że słonće krąży wokół ziemi a sama mam rogi.
    dlaczego tak uparcie wyciągasz błędne wnioski z tego co piszę?

    jak napisała chocoladette poziom dyskusji robi się żenujący, ale niech ci
    będzie, po raz kolejny zdementuję to co piszesz i jak twierdzisz napisałam ja.

    każda osoba może mieć swój własny pogląd na wymienione kwestie.
    wiara determinuje nasze poglądy, bo np. katolik popełnia grzech stosując in
    vitro albo prezerwatywę. dlatego będzie musiał rozważyć to w swoim sumieniu.
    proste? czy może znowu napisałam coś zawile?


    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • zoselin1987 05.01.10, 16:01
    mahoniowawiedzma napisała:
    > jak napisała chocoladette poziom dyskusji robi się żenujący, ale niech ci
    > będzie, po raz kolejny zdementuję to co piszesz i jak twierdzisz napisałam ja.

    Zapytałam, a Ty niepotrzebnie się denerwujesz... Ok.

    >


    --
    http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-06,,,,,blanc,annees,frisefleurviolette,14,4,2011-08-27,990099.png
  • mahoniowawiedzma 05.01.10, 16:12
    zoselin, to nie było do ciebie, tylko do anety-skarpety. i faktycznie denerwuję
    się, bo nie lubię jak ktoś uparcie ignoruje to co piszę i wymyśla coś zupełnie
    innego.
    nie uważam, że każdy katolik ma takie samo zdanie. w ogóle nie pisałam nic o
    katolikach w kontekście in vitro i innych, chodziło mi o to, że wyznawcy różnych
    religii mogą mieć inne poglądy na podane kwestie, bo wynika to z ich wiary.
    powtórzę się: katolik popełnia grzech stosując in vitro, więc podjęcie takiej
    decyzji jest dla niego przynajmniej w teorii cięższe od ateisty lub wyznawcy
    innej religii.
    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • zoselin1987 05.01.10, 16:15
    mahoniowawiedzma napisała:

    > zoselin, to nie było do ciebie, tylko do anety-skarpety. i faktycznie denerwuję
    > się, bo nie lubię jak ktoś uparcie ignoruje to co piszę i wymyśla coś zupełnie
    > innego.

    To teraz wszystko jasne. Bo nie rozumiałam skąd to zdenerwowanie względem mnie.



    > powtórzę się: katolik popełnia grzech stosując in vitro, więc podjęcie takiej
    > decyzji jest dla niego przynajmniej w teorii cięższe od ateisty lub wyznawcy
    > innej religii.

    Z tym zgadzam się jak najbardziej.


    --
    http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-06,,,,,blanc,annees,frisefleurviolette,14,4,2011-08-27,990099.png
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 16:20
    To się tak nie denerwuj, bo sama ignorujesz, to co inni piszą.
  • aneta-skarpeta 05.01.10, 16:06
    mahoniowawiedzma napisała:


    > wiara determinuje nasze poglądy, bo np. katolik popełnia grzech
    stosując in
    > vitro albo prezerwatywę. dlatego będzie musiał rozważyć to w swoim
    sumieniu.
    > proste? czy może znowu napisałam coś zawile?
    >
    >

    bardzo ładnie napisałas tylko nie na temat, bo platelina mówiła o
    niewierzacych , a nie wierzacych

    "Na jaki wybór (oprócz rodzaju ślubu i wyglądu nagrobka)wpływa bycie
    nie wierzącym? "


    ty na to odpowiedziałaś
    "nabijasz się ze mnie, czy naprawdę uważasz, że przekonania
    religijne nas nie
    determinują?"

    wiec tłumaczymy że nie wierzacegoprzekonania religijne nie
    determinują w pogladach, bo mozna byc niewierzącym i byc przeciwko
    in vitro, albo uwazac homoseksualistów jako zboczeńców


    ( jaśniej nie potrafięsmile)
  • mahoniowawiedzma 05.01.10, 16:20
    no ok, ale cała dyskusja zaczęła się od tego, że niewierzącemu jest wszystko jedno.
    starałam się wam udowodnić, że jednak nie jest wszystko jedno, bo wiara jest częścią tożsamości człowieka. niewiara też. i niewiara też determinuje wybory człowieka, bo nie jest on w żaden sposób ograniczany przez np. zdanie kk w jakiejś sprawie.
    tymczasem kot został odwrócony ogonem i wychodzi na to, że wszyscy ateiści są ze sobą zgodni co do pewnych kwestii.
    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • aneta-skarpeta 05.01.10, 16:23
    mahoniowawiedzma napisała:

    > no ok, ale cała dyskusja zaczęła się od tego, że niewierzącemu
    jest wszystko je
    > dno.
    > starałam się wam udowodnić, że jednak nie jest wszystko jedno,

    jednemu ateiscie jest wszystko jedno, a drugiemu nie
    LUDZIE SĄ RÓŻNI


    bo wiara jest cz
    > ęścią tożsamości człowieka. niewiara też. i niewiara też
    determinuje wybory czł
    > owieka, bo nie jest on w żaden sposób ograniczany przez np. zdanie
    kk w jakiejś
    > sprawie.

    tylko ze to że dowiem sie ze Kasia jest ateistką nijak mi nic nie
    mówi o tym jaki ma stosunek do aborcji, in vitro itd

    jesli KAsia bedzie katoliczka to moge sie domyslac jaki ma pogląd

    > tymczasem kot został odwrócony ogonem i wychodzi na to, że wszyscy
    ateiści są z
    > e sobą zgodni co do pewnych kwestii.


    o matko- no własnie tłumaczymy, ze nie, bo kazdy ateista moze miec
    inne poglądy, katolicy powinni miec podobne
  • mahoniowawiedzma 05.01.10, 16:32
    dobra, znowu napisałam skrótowo. dyskusja zaczęła się od tego, że ateiście jest
    wszystko jedno gdzie weźmie ślub. i właśnie starałam się udowodnić, że nie jest,
    bo wiara/niewiara determinuje nasze wybory życiowe.
    żaden ze znanych mi ateistów nie zgodziłby się wziąć ślubu kościelnego.
    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 16:50
    > żaden ze znanych mi ateistów nie zgodziłby się wziąć ślubu kościelnego.

    ok, wkleję, to jeszcze raz:
    > bo przekonania dotyczące wiary są jednym z czynników, które determinują nasze
    > żyiowe wybory?

    Na jaki wybór (oprócz rodzaju ślubu i wyglądu nagrobka)wpływa bycie nie wierzącym?
  • mahoniowawiedzma 05.01.10, 22:17
    sposób wychowania dzieci, wybory parlamentarne, wybór partnera...
    czy nadal uważasz, że przyczepianie się do moich wypowiedzi ma sens?
    udało ci się coś udowodnić?

    jeśli nadal nie rozumiesz dlaczego dla osoby niewierzącej miejsce odbycia się
    ślubu ma większe znaczenie niż kolor ścian i dlaczego wiara bądź jej brak
    określają człowieka i determinują jego wybory, to przykro mi, ale ci nie pomogę.
    bo nie umiem jaśniej wyrazić swojego zdania.
    i powtarzam: ateistom nie jest wszystko jedno czy wezmą ślub kościelny albo czy
    w miejscach publicznych będzie wisiał krzyż itd. racjonalizm także należy szanować.
    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 22:36
    Hmmm... jeśli jestem ateistką, to na kogo zagłosuję? - Jest jakaś partia dla
    ateistów? Jakiego partnera wybiorę? - też ateistę? to skąd potrzeba ślubów
    mieszanych? Na kogo wychowam dzieci? Na ateistów? Może pomogę mężowi wychować je
    na katolików?

    Nie podałaś ani jednego przykładu, gdy nie wiara wpływa na decyzje życiowe.

    > i powtarzam: ateistom nie jest wszystko jedno czy wezmą ślub kościelny albo czy
    > w miejscach publicznych będzie wisiał krzyż itd. racjonalizm także należy szano
    > wać.
    Wielu jest, bo stąd ta dyskusja wink
  • mahoniowawiedzma 05.01.10, 22:51
    > Hmmm... jeśli jestem ateistką, to na kogo zagłosuję?
    nie zagłosuję na partię katolicką, proste?
    >Jakiego partnera wybiorę?
    takiego, który nie będzie mnie nawracał i nie będzie szalejącym
    katolikiem/muzułmaninem/żydem/świadkiem jehowy itp.
    >Na kogo wychowam dzieci? Na ateistów? Może pomogę mężowi wychować j
    > e
    > na katolików?
    no napewno nie będziesz w stanie wychować dzieci na katolików skoro sama nie
    wierzysz. dzieci wyczuwają jak ktoś kłamie, a próbując im wmówić nieswoje
    przekonania będziesz kłamać.
    > Wielu jest, bo stąd ta dyskusja wink
    nie rozumiem takiego toku myślenia. mnie nie jest wszystko jedno. szanuję
    poglądy innych i chcę żeby moje też szanowano, a nie zmuszano do brania
    kościelnego ślubu.

    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 23:25
    > > Hmmm... jeśli jestem ateistką, to na kogo zagłosuję?
    > nie zagłosuję na partię katolicką, proste?

    Dlaczego? Dyskryminujesz wierzących czy tylko katolików? Nie obchodzi cię
    program partii, co myślą o podatkach i służbie zdrowia, tylko w co wierzą lub nie?

    > >Jakiego partnera wybiorę?
    > takiego, który nie będzie mnie nawracał i nie będzie szalejącym
    > katolikiem/muzułmaninem/żydem/świadkiem jehowy itp.

    To nie jest kwestia ateizmu, a zdrowego rozsądku i tolerancji, każdy radykalizm
    jest zły.

    > > na katolików?
    > no napewno nie będziesz w stanie wychować dzieci na katolików skoro sama nie
    > wierzysz. dzieci wyczuwają jak ktoś kłamie, a próbując im wmówić nieswoje
    > przekonania będziesz kłamać.

    Nie muszę kłamać, wystarczy, że nie będę przeszkadzać w wychowaniu w wierze mężowi.

    > > Wielu jest, bo stąd ta dyskusja wink
    > nie rozumiem takiego toku myślenia. mnie nie jest wszystko jedno. szanuję
    > poglądy innych i chcę żeby moje też szanowano, a nie zmuszano do brania
    > kościelnego ślubu.

    Przecież nikt cię nie zmusza, to że ktoś wybiera inaczej nie znaczy, że chce
    ciebie nakłonić do tego samego.
  • mahoniowawiedzma 05.01.10, 22:28
    tak w ogóle to plastelina pisała o nie wierzacych(vide jej post) więc już sama nie wiembig_grinbig_grin
    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 15:38
    Jeżeli nie wierze, to jaki mam stosunek do homoseksualistów, roli kobiety w
    małżeństwie, in vitro, antykoncepcji?
  • mahoniowawiedzma 05.01.10, 22:20
    inny bądź taki sam jak katolicysmile
    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 22:42
    Jednym słowem jakiś, a moja nie wiara nijak na, to nie wpłynie.
  • mahoniowawiedzma 05.01.10, 23:03
    oczywiście, że wpłynie. katolik rozważy zdanie kościoła w tej sprawie, ateista będzie miał to w nosie.
    a i nie będzie miał wyrzutów sumienia w związku ze swoim zdaniem, bo w przypadku katolika, który ma odmienne zdanie niż kościół, wyrzuty te powinny się pojawić i może skłonić do wyrobienia sobie innego poglądu.
    jaśniej już nie umiem.
    w mojej wypowiedzi, do której tak uparcie się przyczepiasz(tej o determinacji wyborów życiowych) chodzi mi właśnie o to. ateiści nie są zobligowani przez żadną wiarę do posiadania poglądów z nią słusznych, dlatego niektóre życiowe wybory ateistów są inne. tak samo jak inne są żydów niż katolików albo protestantów. chyba, że mówimy o sytuacji, gdzie ktoś, jak ja to mówię, pół-wierzy, czyli niby wierzy, ale uważa, że kościół mieszać się do spraw np. in vitro nie powinien. no to jak? do mnie, jako ateistki trafiają tylko poglądy medyczne w tej sprawie, bo świętość poczęcia i życia płodowego nie jest częścią mojej wiary.
    ufff...
    zgodzisz się ze mną?wink
    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 23:33
    Jestem przeciw in vitro. Uważam, że ktoś kto woli wydać kupę kasy i szarpać się
    przez wiele miesięcy czy lat, bo musi mieć "swoje" dziecko, nie zasługuje na to
    by je mieć. Jestem wierząca czy nie?
  • zoselin1987 05.01.10, 23:42
    plastelinka.czerwona napisała:

    > Jestem przeciw in vitro. Uważam, że ktoś kto woli wydać kupę kasy i szarpać się
    > przez wiele miesięcy czy lat, bo musi mieć "swoje" dziecko, nie zasługuje na to
    > by je mieć.

    No to mnie powaliła ta wypowiedź.


    --
    http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-06,,,,,blanc,annees,frisefleurviolette,14,4,2011-08-27,990099.png
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 23:47
    Co konkretnie?
  • zoselin1987 05.01.10, 23:49
    plastelinka.czerwona napisała:

    > Jestem przeciw in vitro. Uważam, że ktoś kto woli wydać kupę kasy i szarpać się
    > przez wiele miesięcy czy lat, bo musi mieć "swoje" dziecko, nie zasługuje na to
    > by je mieć.

    Trudno jest prowadzić rozważania nad radzeniem sobie z bezpłodnością, nie będąc samemu nigdy w takiej sytuacji... szanuję Twoje zdanie,ale jak możesz mówić,że Ci, którzy jak to mówisz ' szarpią się przez wiele miesięcy lub lat' nie zasługują na to, by to dziecko mieć??? Jedyny problem stanowi tu dylemat moralny lub duchowy, każdy człowiek powinien sam zastanowić się nad taką decyzją i samodzielnie rozliczyć się ze swoim sumieniem.

    --
    http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-06,,,,,blanc,annees,frisefleurviolette,14,4,2011-08-27,990099.png
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 23:56
    Takie jest moje zdanie na ten temat. Uważam, że jeśli zamiast adoptować dziecko,
    ktoś latami szarpie się, bo jak nie będzie "jego", to nie pokocha, to nie
    powinien mieć dzieci wcale.
  • zoselin1987 06.01.10, 00:11
    to w ogóle nie jest tematem tego wątku,ale się wypowiem. Nawet jeśli argumentem jest ' bo nie moje' to czy naprawdę uważasz,że nie powinien mieć dzieci? Niezłe uproszczenie. A nie pomyślałaś o tym,że ktoś może po prostu nie czuć się na tyle silny, żeby zdecydować się na adopcję?
    p.s Zaraz ktoś zarzuci,że przecież to jest niezgodne z Kościołem na co ja od razu odpowiadam. Nie wiem czy takie postępowanie kościoła podyktowane jest z woli Bożej. Ale jako,że kwestia in vitro to temat rzeka to nie wgłębiajmy się może w to smile
    --
    http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-06,,,,,blanc,annees,frisefleurviolette,14,4,2011-08-27,990099.png
  • plastelinka.czerwona 06.01.10, 00:19
    Widzisz, ja uważam, że jeśli ktoś nie jest wystarczająco silny na adopcje, to
    nie będzie wystarczająco silny na chorobę czy upośledzenie. Tak uważam, ale
    nikomu nie bronie, ani petycji przeciw podpisywać nigdy nie będę, a nawet za się
    podpiszę, bo za wolnym wyborem jestem. Jednak sama uznałabym się nie godną bycia
    matką, gdyby geny miały dla mnie takie zasadnicze znaczenie.
  • k.l2 06.01.10, 00:26
    MZ przesadzasz. Nie znam dokladnie tematu,ale podczytywalam kiedys
    forum o adopcji z ciekawosci- to zdecydowanie nie jest tylko problem
    genow.
    Tez jestem przeciwko in vitro (jak na katoliczke przystalo tongue_out),ale
    nikogo nie osadzalabym na podstawie tego czy chce sie podjac adopcji
    czy nie.
  • plastelinka.czerwona 06.01.10, 00:40
    W adopcji nie chodzi jedynie o geny, ale moim zdaniem w in vitro i próbowaniu
    latami, chodzi o DNA i egoizm. Nie osądzam innych, moje zdanie w tej kwestii
    jest na mój własny użytek i ewentualną sytuacje w moim życiu.
  • zoselin1987 06.01.10, 00:52
    plastelinka.czerwona napisała:

    > W adopcji nie chodzi jedynie o geny

    Jedynie nie, ale zgodzisz się,że są ważne.

    Nie osądzam innych, moje zdanie w tej kwestii
    > jest na mój własny użytek i ewentualną sytuacje w moim życiu.

    Jestem bardzo ciekawa czy,aby punkt widzenia zmienia się wraz z punktem siedzenia?


    --
    http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-06,,,,,blanc,annees,frisefleurviolette,14,4,2011-08-27,990099.png
  • plastelinka.czerwona 06.01.10, 00:59
    Jesteś ciekawa czy mogę mieć dzieci?
  • zoselin1987 06.01.10, 01:00
    plastelinka.czerwona napisała:

    > Jesteś ciekawa czy mogę mieć dzieci?

    Ani czy możesz, ani czy masz, ani jaki rozmiar buta nosisz smile

    --
    http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-06,,,,,blanc,annees,frisefleurviolette,14,4,2011-08-27,990099.png
  • plastelinka.czerwona 06.01.10, 01:06
    Więc nie zrozumiałam twoich intencji, wdzięczna będę za wytłumaczenie smile
  • aneta-skarpeta 06.01.10, 12:14
    zoselin1987 napisała:

    > Jestem bardzo ciekawa czy,aby punkt widzenia zmienia się wraz z
    punktem sied
    > zenia?

    >
    >

    mysle, ze sie zmienia i nie widze w tym nic zlego. Na pewne rzeczy
    mamy poglądy teoretyczne i z czasem zycie je weryfikuje

    np jako panienka chcialam miec gromadke dzieci. majc jedno juz nie
    chce miec wiecej niz 2wink

    mowilam ze nie wybacze nigdy zdrady, ale jak mnie zdradzono a byłam
    w ciazy, to dałam druga szanse bo był wtedy taki a nie inny splot
    roznych sytuacji( niepotrzebnie, ale to inna sprawawink)

    zawsze myslałam ze jestem gotowa zeby np adoptowac dziecko. Moja
    najwieksza przyjaciolka adoptowała 2- kocham tych chłopaków jak
    ciotka, ale juz wiem ze dla mnie to byłby bardzo trudne i teraz
    jakbym nie mogła miec drugiego dziecka, to bym nie adoptowała, ale z
    pewnoscia zrobiłabym wiele zeby swoje dziecko miec


    poglądy sie zmieniają w zaleznosci od naszej sytuacji i naszych
    doswiadczen
  • misself 06.01.10, 18:20
    aneta-skarpeta napisała:
    >
    > poglądy sie zmieniają w zaleznosci od naszej sytuacji i naszych
    > doswiadczen

    Ergo, lepiej nie potępiać nikogo z góry nie będąc w jego sytuacji smile I dlatego
    ja nie uważam, że Rockie powinna smucić rodzinę - bo co innego teoria, a co
    innego konkretna sytuacja. Najprawdopodobniej będąc na jej miejscu podjęłabym
    taką samą decyzję jak ona... Ale wtedy bym była zupełnie inną osobą, więc pewnie
    byłoby mi to łatwiej znieść.
    --

    biusta
    i
    biuściki.
  • zoselin1987 06.01.10, 00:43
    k.l2 napisał(a):
    > Tez jestem przeciwko in vitro (jak na katoliczke przystalo

    Denerwują mnie bardzo kościołowe mądre głowy, które bez chwili zadumy oceniają, a nawet osądzają pary, które twierdzą, że metoda jest zła/niedobra itp itd. Uważam, że prawo do wypowiedzi w tej kwestii mają wyłącznie osoby, które zostały postawione przed takim wyborem. Bo na pewno nie Ci, którym rodzicielstwo przyszło bez większego kłopotu, w związku z czym wygłaszają tezy umoralniające i zakazujące tego typu rozwiązań.
    Jeśli Bóg dał taką możliwość to skąd pewność,że jest temu PRZECIWNY???
    Ale nie wgłębiajmy się w to...

    --
    http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-06,,,,,blanc,annees,frisefleurviolette,14,4,2011-08-27,990099.png
  • k.l2 06.01.10, 02:02
    Spokojnie!
    Po pierwsze, nie bez chwili zastanowienia.
    Po drugie- kazdy ma prawo sie wypowiedziec. Niezaleznie od sytuacji i
    ilosci dzieci czy ich braku. Ponadto, ja nie mam jeszcze dzieci, zdaje
    sobie sprawe,ze moze sie tak zdarzyc,ze nie bede mogla,a mimo tego
    wiem,ze nigdy nie poddam sie in vitro.
    I przede wszystkim- bycie przeciwko tej metodzie nie jest rownoznaczne
    ocenianiu kogokolwiek.
  • misself 06.01.10, 11:13
    k.l2 napisał(a):

    > zdaje
    > sobie sprawe,ze moze sie tak zdarzyc,ze nie bede mogla,a mimo tego
    > wiem,ze nigdy nie poddam sie in vitro.

    Że się czepię: to, że Ty czegoś nie zrobisz z jakiegoś powodu, nie upoważnia do
    bycia przeciwko temu w ogólności. To, że Ty coś uważasz za moralnie naganne nie
    oznacza, że to zawsze jest moralnie naganne.
    --
    Ja już mam swoją wizytówkę.
    A Ty?
  • k.l2 06.01.10, 13:03
    Czepiasz sie Misself wink

    A na powaznie- to chyba logiczne,ze skoro uwazam cos za niemoralne,to
    uwazam tak ogolnie,nie tylko w moim przypadku? I,ze w razie , nie
    wiem, dajmy na to, referdum czy czegos podobnego, wpowiedzialabym sie
    przeciwko?
    Wiem,ze dla innych moze byc to moralnie nienaganne, przyjmuje to do
    wiadomosci, ale sila rzeczy bede patrzyla na to przez pryzmat moich
    wartosci.
  • misself 06.01.10, 18:22
    k.l2 napisał(a):

    > Czepiasz sie Misself wink
    >
    > A na powaznie- to chyba logiczne,ze skoro uwazam cos za niemoralne,to
    > uwazam tak ogolnie,nie tylko w moim przypadku?

    No, nie wiem...
    Akurat w kwestiach religijnych czasami trzeba się postawić w sytuacji osoby,
    która jest członkiem innego kościoła. Katolik może uważać, że spędzanie
    niedzieli na koszeniu trawy i myciu okien jest grzechem, ale to go nie upoważnia
    do postulowania prawnego zakazu mycia okien w niedzielę czy straszenia sąsiadów
    z kosiarką piekłem i wiecznym potępieniem.
    --
    IV. Modlić można się wszędzie. Najgorszym miejscem są świątynie. Panuje tam
    zaduch. (Z.Herbert)
  • k.l2 06.01.10, 18:51
    Punkt dla Ciebie!
    Jednak wciaz uwazam,ze co innego nieprzestrzeganie swietosci niedzieli
    (co naturalnie obowiazuje jedynie chrzescijan) czyli norm typowo
    wyznaniowych, co innego kwestie moralne.
  • misself 06.01.10, 20:19
    k.l2 napisał(a):

    > Jednak wciaz uwazam,ze co innego nieprzestrzeganie swietosci niedzieli
    > (co naturalnie obowiazuje jedynie chrzescijan) czyli norm typowo
    > wyznaniowych, co innego kwestie moralne.

    Jeśli ocena kwestii moralnych opiera się na normach religijnych, to jest
    dokładnie to samo.
    --

    biusta
    i
    biuściki.
  • misself 06.01.10, 11:11
    zoselin1987 napisała:

    > Nie wiem czy takie postępowanie kościoła podyktowane jest z woli
    > Bożej.

    I to jest największy problem współczesnego kościoła: myślący ludzie, ludzie
    poddający racjonalnej i logicznej weryfikacji różne prawdy głoszone ex
    cathedra
    smile Nie twierdzę, że to źle - ale nie może być jednością coś, co
    jest tak pokawałkowane, a w dzisiejszych czasach na jednomyślność ludzi nie ma
    co liczyć.
    --
    Po wolność smaku!
  • mahoniowawiedzma 06.01.10, 00:44
    chyba dyskutujemy na różne tematy.

    co chciałaś mi przekazać tym postem? mam rozstrzygać to, czy jesteś wierząca na
    podstawie jednego wybranego poglądu?
    nie rozumiem cię. do czego to ma prowadzić?
    twoje argumenty nic nie wnoszą do rozmowy.
    przedstaw jakieś sensowniejsze, jeśli uważasz, że bycie osobą wierzącą lub nie
    nie kształtuje naszych poglądów i opinii.
    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • plastelinka.czerwona 06.01.10, 00:54
    Do tego, że dla ciebie można być tyko za lub przeciw postawie katolika. A wpływ
    ateizmu na życie udowadniasz tym, że nie wpływa na niewierzącego kościół.To jak
    udowadniać, że na drewno ma wpływ magnes, bo go nie przyciąga.
  • aneta-skarpeta 05.01.10, 15:39
    mahoniowawiedzma napisała:

    > nabijasz się ze mnie, czy naprawdę uważasz, że przekonania
    religijne nas nie
    > determinują?
    > odp. na twoje pytanie: stosunek do homoseksualistów, roli kobiety
    w małżeństwie
    > ,
    > in vitro, antykoncepcji... wymieniać dalej?
    >


    nie nabijam sie

    spytam konkretnie

    przykladowo

    decyduje sie na slub koscielny, bo chce sprawic rpzyjemnosc swojemu
    narzeczonemu lub chcemy zeby rodzice sie cieszyli


    jakie mam przekonania na temat in vitro, homoseksualistów, aborcji,
    legalizacji narkotyków, wiernosci, polityki obecnego rzadu, czy roli
    kobiety w zyciu społ.?
  • chocoladette 05.01.10, 15:47
    Teraz juz ta dyskusja zeszła do bardzo niskiego poziomu. Czemu traktujecie sie
    nawzajem jak idiotki?
    --
    http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-08,,,,,transparent,mois,frisefleurviolette,28,4,2010-07-10,006666.png
  • madziaq 05.01.10, 15:44
    Przekonania religijne nas determinują jak najbardziej. Ale BRAK PRZEKONAŃ
    RELIGIJNYCH nas nie determinuje. To, że ktoś uważa, że Bóg nie istnieje, nie
    wpływa w żaden sposób na jego opinie o adopcji dzieci przez pary homoseksualne
    na przykład.
    --
    Nasz staż smile
  • zoselin1987 05.01.10, 15:50
    madziaq napisała:

    > Przekonania religijne nas determinują jak najbardziej. Ale BRAK PRZEKONAŃ
    > RELIGIJNYCH nas nie determinuje. To, że ktoś uważa, że Bóg nie istnieje, nie
    > wpływa w żaden sposób na jego opinie o adopcji dzieci przez pary homoseksualne
    > na przykład.

    Tzn jeśli przykazanie mówi ' nie zabijaj' to nie zabijam tylko dlatego,że takie jest przykazanie czy może dlatego,że wiem,że zabijanie ludzi jest złe? A może dlatego wtedy nie zabijam, bo w przykazaniu nie ma na to przyzwolenia i do tego, bo jest to zły czyn?

    --
    http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-06,,,,,blanc,annees,frisefleurviolette,14,4,2011-08-27,990099.png
  • madziaq 05.01.10, 16:00
    Nie mówię o zabijaniu. Wiadomo, że są pewne czyny, które są, że tak powiem,
    uniwesralnie złe i na pewno żadna osoba przy zdrowych zmysłach nie pochwali
    zabijania albo kradzieży (z wyjątkiem sytuacji eksreamlnych, np. obrony własnego
    życia). Ale są tez sprawy, które nie są tak jednoznacznie złe czy dobre, np.
    legalizacja małżeństw homoseksualnych albo warunki, pod którymi powinna być
    dopuszczalna aborcja. Na pewno częśc osób wierzących przy określaniu swojego
    stanowiska w tej sprawie weźmie pod uwagę pogląd KK albo innego kościoła, do
    którego należą. I w tym sensie przekonania religijne determinują te osoby.
    Natomiast niewierzący nie mają żadnych "odgórnych" poglądów do wzięcia pod
    uwagę, mają tylko własne zdanie.
    --
    Nasz staż smile
  • zoselin1987 05.01.10, 16:07
    madziaq napisała:
    Na pewno częśc osób wierzących przy określaniu swojego
    > stanowiska w tej sprawie weźmie pod uwagę pogląd KK albo innego kościoła, do
    > którego należą.

    To dosyć skomplikowane smile Pewnie wezmą pod uwagę,ale chyba te poglądy nie zdeterminują ich własnych. O to mi chodzi.



    --
    http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-06,,,,,blanc,annees,frisefleurviolette,14,4,2011-08-27,990099.png
  • aneta-skarpeta 05.01.10, 16:14
    zoselin1987 napisała:

    > madziaq napisała:
    > Na pewno częśc osób wierzących przy określaniu swojego
    > > stanowiska w tej sprawie weźmie pod uwagę pogląd KK albo innego
    kościoła,
    > do
    > > którego należą.
    >
    > To dosyć skomplikowane smile Pewnie wezmą pod uwagę,ale chyba te
    poglądy nie zdete
    > rminują ich własnych. O to mi chodzi.
    >
    >
    >

    do tego co innego teoria, a co innego praktyka

    np in vitro
    czesto katolicy sa bardzo rpzeciwni...ale jak sami maja problem to
    zaczynaja rozumiec o co chodzi i zmieniają zdanie, albo jak maja
    taki przypadek w rodzinie to potrafia zrozumiec i gromami nie
    ciskaja i nie gadaja o mordowaniu zarodków

    tak samo łatwo pluc na homoseksualistów dopóki nasz syn nim nie
    jestwink
  • zoselin1987 05.01.10, 16:20
    aneta-skarpeta napisała:
    > do tego co innego teoria, a co innego praktyka
    > To też fakt. Nic odkrywczego.


    --
    http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-06,,,,,blanc,annees,frisefleurviolette,14,4,2011-08-27,990099.png
  • misself 05.01.10, 21:11
    zoselin1987 napisała:
    > > do tego co innego teoria, a co innego praktyka
    > To też fakt. Nic odkrywczego.

    Niby nic, ale teoretycznie to nie powinno się ze sobą mijać smile Przynajmniej nie
    w przypadku katolicyzmu. Vide ta Włoszka, która nie usunęła ciąży, mimo że to
    zagrażało jej życiu - została beatyfikowana za to, wnioskuję więc, że to dość
    rzadko spotykana konsekwencja.
    --
    II. Należy kochać Bogów, bo to oczyszcza serce. (Herbert)
  • misself 05.01.10, 20:48
    plastelinka.czerwona napisała:

    > Dlaczego dla osoby nie wierzącej, to czy ślub odbędzie się w kościele czy w
    > urzędzie miałoby być ważniejsze niż kolor ścian?

    Bo ściany można przemalować, jak się nie spodobają? wink
    --
    Ja już mam swoją wizytówkę.
    A Ty?
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 22:47
    W sprawie ślubu, to jaki problem ma się pojawić? Kościół będzie w remoncie czy
    ksiądz brzydki?
  • misself 05.01.10, 22:58
    plastelinka.czerwona napisała:

    > W sprawie ślubu, to jaki problem ma się pojawić? Kościół będzie w remoncie czy
    > ksiądz brzydki?

    Ślub jest ważny trochę dłużej niż trwa przemalowanie ściany.
    --

    biusta
    i
    biuściki.
  • plastelinka.czerwona 05.01.10, 23:14
    I? To gdzie był brany ma jakiś wpływ na trwałość związku czy zdrowie małżonków?
  • misself 06.01.10, 11:05
    plastelinka.czerwona napisała:

    > I? To gdzie był brany ma jakiś wpływ na trwałość związku czy zdrowie małżonków?

    Sprawia Ci przyjemność udawanie głupiej i zmuszanie mnie do tłumaczenia
    podstawowych rzeczy? Bo mnie tłumaczenie nie sprawia.
    --
    Marzenia się spełniają.
  • plastelinka.czerwona 06.01.10, 15:14
    Tak, jestem głupia, bo było mi dokładnie wszystko jedno gdzie odbędzie się nasz
    ślub, do tego stopnia, że mieliśmy dwa. Liczyło się tylko, to że się kochamy i
    jesteśmy razem.
  • misself 06.01.10, 18:23
    plastelinka.czerwona napisała:

    > Tak, jestem głupia, bo było mi dokładnie wszystko jedno gdzie odbędzie się nasz
    > ślub, do tego stopnia, że mieliśmy dwa. Liczyło się tylko, to że się kochamy i
    > jesteśmy razem.

    Wybór między ślubem kościelnym a cywilnym nie jest wyborem tylko między rodzajem
    budynku, w jakim ślub się odbędzie, jakie ten budynek ma ściany i czy ich kolor
    pasuje do koloru włosów panny młodej. I w tym względzie uważam, że udajesz, że
    nie wiesz, o co chodzi.
    --
    Marzenia się spełniają.
  • plastelinka.czerwona 06.01.10, 19:43
    Nie udaje, że nie wiem o co chodzi, dla mnie to nie ma znaczenia. Miałam i
    cywilny i kościelny, na obu przyrzekałam mojemu mężowi a on mnie. Zapewnienia o
    naszej miłości były wyrażone innymi słowami, ale dla nas sens był ten sam.
    PS. Koloru ścian w urzędzie nie pamiętam, byłam zbyt przejęta, zdjęć nie
    robiliśmy więc już się nie dowiem jaki był.
  • misself 06.01.10, 20:22
    plastelinka.czerwona napisała:

    > Nie udaje, że nie wiem o co chodzi, dla mnie to nie ma znaczenia.

    Owszem, budynek nie powinien mieć znaczenia - dlatego nie ma sensu porównywać
    kompromisów ślubnych z kompromisami remontowo-dekoracyjnymi.
    --
    Nawet dwoje ciekawych ludzi może się nudzić w swoim towarzystwie, jeżeli nie są
    oni ciekawi siebie.
    ich4pory.blogspot.com
  • plastelinka.czerwona 06.01.10, 21:50
    Napiszę, to jeszcze raz. Kolor ścian w naszym mieszkaniu ma dla mnie większe
    znaczenie niż, to gdzie sobie przyrzekaliśmy. Liczyło się, że to on i ja, a nie
    gdzie, gdyby piekło istniało mogłabym i tam. Dla mnie nie jest kompromisem
    "ustąpienie" w sprawie dla mnie bez znaczenia.
  • misself 07.01.10, 10:48
    Rozumując w ten sposób moglibyście wziąć ślub we własnej piwnicy i przysięgać na
    Szatana. Bo przecież jaka różnica, liczy się to, że jest on i Ty.

    Już się pogubiłam, kogo Ty bronisz: niewierzących czy wierzących, czy biorących
    ślub dla oprawy.
    --
    Ja już mam swoją wizytówkę.
    A Ty?
  • plastelinka.czerwona 07.01.10, 11:31
    Jeżeli ślub w naszej piwnicy miałby moc prawną, a całe nasze rodziny od pokoleń
    czciły Azazela, to oczywiście, że mielibyśmy taki ślub.

    Piszę o tym, że wielu niewierzącym (a nie wojującym antykatolikom) jest
    dokładnie wszystko jedno gdzie biorą ślub.
  • tabakierka2 05.01.10, 14:08
    czy dla tej ukochanej osoby zdecydowałabyś się zabić, ukraść?
    --
    http://tinyurl.com/agdvt9
    To, co przychodzi łatwo zwykle jest niewiele warte
  • aneta-skarpeta 05.01.10, 14:17
    tabakierka2 napisała:

    > czy dla tej ukochanej osoby zdecydowałabyś się zabić, ukraść?

    nie, ale co to ma wspolnego z pojsciem na kompromis w sprawie slubu
    koscielnego przez osobe, ktora
    1. ma lekki stosunek do kk
    2. chce zrobic to dla meza

    wystarczy ze ta sama osoba jest przeciwko zabijaniu, a mąż bardzo by
    chciał, zeby zabiła i wtedy ona tego nie zrobi- bo to nie miesci sie
    w jej granicach "kompromisu"


    ja na wiele kompromisów potrafie pojsc w imie dobra wspólnego, ale
    nie jest to równoznaczne z tym, ze ZAWSZE pójde na kompromis i w
    kazdyej sprawie
  • misself 05.01.10, 20:55
    Aneta, a nie uważasz, że ślub kościelny jest swego rodzaju deklaracją? W końcu
    się podpisuje ten protokół, wypowiada Credo podczas mszy, przysięga i prosi Boga
    o pomoc w wypełnieniu tejże przysięgi.

    Takie ustępstwo jest jak dla mnie nie do zaakceptowania - bo trochę nie fair
    jest, że sobie żyję lekceważąc zasady Kościoła, później przez jeden dzień te
    zasady respektuję, a później wracam do życia poza kościołem.
    --
    Po wolność smaku!
  • mancipi 05.01.10, 21:06
    misself napisała:

    > Aneta, a nie uważasz, że ślub kościelny jest swego rodzaju deklaracją? W końcu
    > się podpisuje ten protokół, wypowiada Credo podczas mszy, przysięga i prosi Bog
    > a
    > o pomoc w wypełnieniu tejże przysięgi.
    >
    > Takie ustępstwo jest jak dla mnie nie do zaakceptowania - bo trochę nie fair
    > jest, że sobie żyję lekceważąc zasady Kościoła, później przez jeden dzień te
    > zasady respektuję, a później wracam do życia poza kościołem.

    wydaje mi się że dotknęłaś sedna sprawy mówiąc, że prosi się Boga, a lekceważy zasady Kościoła. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest to relatywizm, ale wiara w Boga jest czymś odrębnym niż Kościół. Być może będzie tak, że to co obecnie uznawane jest za grzech za jakiś czas nim nie będzie-vide kiedyś mieliśmy wyprawy krzyżowe a obecnie dażymy miłosierdziem wyznawców innych religii-i to opierając się na tej samej księdze. podczas ślubu małzonkowie stają przed Bogiem, a przecież on i tak wie kto z nas żyje godnie, a kto tego nie czyni i to on kiedyś ma nas z tego życia rozliczyć, a jak usłyszałam podczas jednego z kazań, rozliczy również ksieżywink więc być może nie jest aż takim strasznym jeżeli ślub kościelny zawierają osoby wierzące, które po prostu mają inny pogląd na niektóre sprawy niż KK. co innego gdy taki ślub biorą niewierzący lub ateiści, bo to już wymaga konsultacji z odpowiednim specjalistą wink
  • misself 05.01.10, 21:15
    Jak już pisałam, w tego samego Boga wierzą wszyscy chrześcijanie. Co im się
    przeszkadza walczyć na noże (nierzadko dosłownie) o formę komunii, uznawanie
    papieża, ilość palców, które powinny brać udział w znaku krzyża itd.

    Proszenie Boga ma znaczenie dla ateistów bądź dla wyznawców innych religii niż
    chrześcijaństwo (dla których ślub mieszany wiąże się najczęściej ze zbyt daleko
    posuniętym konformizmem). Jeśli jednak ktoś wierzy w Boga, ale nie czuje się
    członkiem kościoła - to mimo wszystko musi to Credo wypowiedzieć. I niestety,
    ale tam o kościele też jest, i to całkiem dużo.
    --

    biusta
    i
    biuściki.
  • mancipi 05.01.10, 21:22
    misself napisała:

    > Jak już pisałam, w tego samego Boga wierzą wszyscy chrześcijanie. Co im się
    > przeszkadza walczyć na noże (nierzadko dosłownie) o formę komunii, uznawanie
    > papieża, ilość palców, które powinny brać udział w znaku krzyża itd.
    >
    > Proszenie Boga ma znaczenie dla ateistów bądź dla wyznawców innych religii niż
    > chrześcijaństwo (dla których ślub mieszany wiąże się najczęściej ze zbyt daleko
    > posuniętym konformizmem). Jeśli jednak ktoś wierzy w Boga, ale nie czuje się
    > członkiem kościoła - to mimo wszystko musi to Credo wypowiedzieć. I niestety,
    > ale tam o kościele też jest, i to całkiem dużo.


    taa był taki czas kilka lat temu, gdy pojawialam się tylko okazjonalnie w kościele i zawsze ten fragment wolałam przemilczeć smile teraz wychodzę z innego założenia-kościół to nie papież i ksieża i ich różne interpretacje, tylko wierni -co z resztą mieści sie w nazwie katolicki- więc już ją spokojnie wypowiadam.
  • misself 05.01.10, 23:04
    mancipi napisała:
    >
    > taa był taki czas kilka lat temu, gdy pojawialam się tylko okazjonalnie w kości
    > ele i zawsze ten fragment wolałam przemilczeć smile

    Oczywiście jest to kwestia rozważenia pewnych rzeczy we własnym sumieniu, ale ja
    bardzo nie lubię wybiórczego traktowania nauk kościoła. Na moim bierzmowaniu też
    byli tacy, którzy milczeli, kiedy była mowa o piciu i paleniu. Wiara to nie
    sałatka, że sobie wybierasz składniki.

    Choć oczywiście niektóre zasady są kwestią interpretacji smile
    --
    II. Należy kochać Bogów, bo to oczyszcza serce. (Herbert)
  • k.l2 05.01.10, 23:15
    Wiara to nie sałatka, że sobie wybierasz składniki.
    Misself, bardzo Cie lubie!

    Wiekszosci wypowiedzi wygodnickich nawet szkoda komentowac..
    Tylko napisze do osob oburzonych,ze ksieza zgadzaja sie na slub
    "katolikow" - pewnie rownie oburzeni jestescie kiedy odmawiaja pogrzebu
    niekatolikom?
  • mahoniowawiedzma 05.01.10, 23:24
    nie, nie jestem oburzona.
    --
    "lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową..." Maria Peszek
  • mancipi 06.01.10, 18:48
    k.l2 napisał(a):

    > Wiara to nie sałatka, że sobie wybierasz składniki.
    > Misself, bardzo Cie lubie!
    >
    > Wiekszosci wypowiedzi wygodnickich nawet szkoda komentowac..
    > Tylko napisze do osob oburzonych,ze ksieza zgadzaja sie na slub
    > "katolikow" - pewnie rownie oburzeni jestescie kiedy odmawiaja pogrzebu
    > niekatolikom?

    oburzone to są conajwyżej rodziny tych ostatnich, niekatolik to raczej
    niechciałby katolickiego pogrzebu. wiem że mój ateistyczny TZ nie chce takowego,
    ale jego mama pewnie nieomieszkałaby urządzić. podobnie z moim ojcem-ja byłabym
    przeciw ale moja mama pewnie poszłaby drogą tradycji. i to tak jest-to nie
    zmarły wybiera jak wygala jego pogrzeb.
  • zoselin1987 05.01.10, 23:25
    misself napisała:

    Wiara to nie
    > sałatka, że sobie wybierasz składniki.

    To prawda.
    Ja jednak czuję potrzebę wzięcia ślubu kościelnego, pomimo że niektórych tych 'składników'tejże sałatki nie lubię(=nie zgadzam się).



    --
    http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-06,,,,,blanc,annees,frisefleurviolette,14,4,2011-08-27,990099.png
  • misself 06.01.10, 11:08
    zoselin1987 napisała:

    > misself napisała:
    >
    > Wiara to nie
    > > sałatka, że sobie wybierasz składniki.
    >
    > To prawda.
    > Ja jednak czuję potrzebę wzięcia ślubu kościelnego, pomimo że niektórych tych '
    > składników'tejże sałatki nie lubię(=nie zgadzam się).

    To kwestia Twojego sumienia - ja nikogo z jego postępowania nie rozliczam, po
    prostu sama bym tak nie mogła.

    No i ktoś tu dobrze wcześniej napisał, że z biegiem lat zdanie Kościoła co do
    różnych spraw się zmienia - więc może być tak, że za jakiś czas składniki
    sałatki będą dla Ciebie idealne smile
    --
    Ja już mam swoją wizytówkę.
    A Ty?
  • zoselin1987 06.01.10, 11:56
    misself napisała:
    > To kwestia Twojego sumienia - ja nikogo z jego postępowania nie rozliczam, po
    > prostu sama bym tak nie mogła.

    Tzn jak byś nie mogła? Chyba co innego, gdybym powiedziała,że biorę kościelny 'dla świętego spokoju', niż jak mówię,że po prostu tego potrzebuję. Dla siebie.

    > No i ktoś tu dobrze wcześniej napisał, że z biegiem lat zdanie Kościoła co do
    > różnych spraw się zmienia - więc może być tak, że za jakiś czas składniki
    > sałatki będą dla Ciebie idealne smile

    Tego niemalże jestem pewna. Z biegiem lat kościół zmieni swoje stanowisko co do dzisiejszych kontrowersyjnych tematów.


    --
    http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-06,,,,,blanc,annees,frisefleurviolette,14,4,2011-08-27,990099.png
  • misself 06.01.10, 18:26
    zoselin1987 napisała:
    >
    > Tzn jak byś nie mogła? Chyba co innego, gdybym powiedziała,że biorę kościelny '
    > dla świętego spokoju', niż jak mówię,że po prostu tego potrzebuję. Dla siebie.

    Nie mogłabym określać się jako osoba należąca do jakiejś instytucji nie
    spełniając jednocześnie wszystkich jej reguł. Wiem, że wiele osób tak robi i
    żyje (chociażby mój Mężczyzna), i dobrze, ale ja bym tak nie umiała.
    --
    II. Należy kochać Bogów, bo to oczyszcza serce. (Herbert)
  • aneta-skarpeta 06.01.10, 11:54
    misself napisała:

    > Aneta, a nie uważasz, że ślub kościelny jest swego rodzaju
    deklaracją? W końcu
    > się podpisuje ten protokół, wypowiada Credo podczas mszy,
    przysięga i prosi Bog
    > a
    > o pomoc w wypełnieniu tejże przysięgi.
    >
    > Takie ustępstwo jest jak dla mnie nie do zaakceptowania - bo
    trochę nie fair
    > jest, że sobie żyję lekceważąc zasady Kościoła, później przez
    jeden dzień te
    > zasady respektuję, a później wracam do życia poza kościołem.

    zgadzam sie, ale przychylniej patrze na zrobienie "szopki" na jeden
    dzien ludzi ktorzy sie kochaja i sa dobrzy dla siebie, niz na
    katolika latajacego do kosciola co niedziele a po pijaku bijacego
    swoja zone, zdradzającego ją, itd

    ja w swoim otoczeniu znam przypadki osob wierzacych, ale nie
    religijnych, ktore chcialy brac slub w kosciele z powodów tradycji,
    bo w takiej wierze zostali wychowani i nie czuli ze kłamią mówiąc "w
    imie Boga"
  • mayfair_witch 05.01.10, 14:17
    Jeśli to do mnie, to ja nie. Ale zabicie kogoś albo kradzież chyba jednak nie to
    samo, co zgoda na ślub taki, jaki ktoś sobie wymarzył. Dla osoby, która się na
    to godzi bez problemu, to nie jest wyrzeczenie rangi nie wiem jakiej i zostanie
    kukiełką w rękach przyszłego męża. Chociaż pewnie i tacy mężczyźni i kobiety są,
    nie twierdzę, że nie. Chciałabym tez dodać, że pisałam o sytuacji, gdzie ta
    strona idąca wg Was na głupi kompromis nie jest niewierząca, a jedynie nie
    przywiązuje wagi do religii (samej w sobie, nie do chrześcijaństwa nawet). To
    naprawdę nadal taka tragedia wziąć taki ślub? Taka śmieszność? Że dwie osoby, z
    których jedna jest wierząca, a druga wierząca i religijna, biorą ślub w
    kościele? Mają tylko kilkoro gości i świadków i żadnych obiadów dla 80 osób albo
    wesel dla 150? (Nie przeszkadzają mi osoby, które robią obiady, wesela dla
    dowolnej liczby gości, chcę tylko zaznaczyć inność opisywanej przeze mnie sytuacji).
    --
    A witch's broom can also be used for sweeping the floor to expose a trapdoor.
  • madziaq 05.01.10, 14:26
    Być może. Gdyby np moje dziecko miało umrzeć z głodu, myślę, że bez
    zastanowienia ukradłabym jedzenie. Gdyby ktoś napadł powiedzmy mnie i moją mamę
    w ciemnej uliczce i byłoby zagrożone nasze życie, zastrzeliłabym delikwenta w
    obronie własnej i jej, gdybym miała taką możliwość. Co nie znaczy, że kradnę
    ciuchy w sklepach i morduję staruszki.

    Cała moralność jest względna i zależy od sytuacji, w której los nas postawi, im
    bardziej ekstremalna sytuacja, tym moralność mniej się liczy, ot co.
    --
    Nasz staż smile
  • paskud_agg 05.01.10, 21:29
    mahoniowawiedzma napisała:

    > a gdyby tak ukochana osoba zrobiła coś dla tej drugiej i zrezygnowała ze ślubu
    > kościelnego? hm?

    Moja druga strona zrezygnowała z kościelnego. Chciał go brać dla tradycji, mamy
    i oprawy, ale go przekonałam, że to nie dla nas, skoro obydwoje nie mamy z KK
    nic wspólnego od dłuższego czasu. I teraz on nie żałuje, tylko się cieszy, że
    dał się przekonać, że nie warto odstawiać przedstawienia, w które żadne z nas
    nie wierzy.
    --
    Jupiii! Suwaczek właściwy
  • misself 05.01.10, 20:45
    mayfair_witch napisała:
    > I bolałoby go/ ją zawarcie ślubu jednostronnego.

    Nie bardzo rozumiem, dlaczego kogokolwiek miałoby boleć to, że w jednym dniu
    mojego życia nie powiem kilku słów, a nie boli, że w każdą niedzielę nie chodzę
    do kościoła czy że się w ogóle nie modlę.
    --
    Marzenia się spełniają.
  • mayfair_witch 05.01.10, 20:52
    A jednak się to zdarza, co poradzić, w przyrodzie dla każdego jest miejsce. Poza
    tym, jak napisałam wyżej lub niżej, bo się bardzo wątek rozrósł, sytuacja odnosi
    się do dwu osób wierzących, tyle, że ta pierwsza nie jest religijna, co
    nie znaczy, że niewierząca. Wielu ludzi uważa słowa religijny i wierzący za
    synonimy, a tak nie jest! Nie mam na myśli Ciebie, to tylko taka refleksja na temat.
    --
    A witch's broom can also be used for sweeping the floor to expose a trapdoor.
  • misself 05.01.10, 21:02
    Tyle że ja mam akurat właśnie taką sytuację, że wierzę, ale nie czuję się
    katoliczką. Przecież w tego samego Boga wierzą wszyscy chrześcijanie smile A nawet
    żydzi, poniekąd.

    I nadal nie rozumiem, dlaczego kogokolwiek miałoby boleć to, co robię w dzień
    ślubu - w JEDEN DZIEŃ mojego życia! Jeśli ktoś jest bardzo zdeterminowany, żeby
    nawrócić ukochanego/ukochaną, zacząłby lepiej od życia codziennego, a nie od
    jednego dnia.
    --
    Nawet dwoje ciekawych ludzi może się nudzić w swoim towarzystwie, jeżeli nie są
    oni ciekawi siebie.
    ich4pory.blogspot.com
  • mayfair_witch 05.01.10, 21:10
    Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości, nawet sytuację z teściami mam podobną,
    ale, jak wspomniałam zdarza się tak w przyrodzie i wiem/ wiedziałam, że to
    naprawdę ważne dla tego człowieka. Pozwolę sobie nie mówić więcej, bo to
    szczegóły intymne. Korona mi z głowy nie spadła, ale rozumiem też Twoją postawę
    i co więcej, popieram.
    --
    A witch's broom can also be used for sweeping the floor to expose a trapdoor.
  • esposo 05.01.10, 17:15
    Będąc 'wojującym ateuszem', który swoimi antyreligijnymi poglądami nieraz
    wprowadzał w konsternację gości na rodzinnych przesiadówach, zdarzyło mi się
    popełnić to samo. Wszystko dla mojej i przyszłej małżonki wygody, bo załatwianie
    jednostronnego ślub na odległość kosztowałoby nas jeszcze więcej kasy i
    zmarnowanego urlopu, a nie było wtedy za dużo ani jednego ani drugiego.
    Wymówka nienajlepsza wiem, źle się z tym czułem i czuję, także jeżeli ktoś jest
    na etapie podejmowania decyzji to tę opcję odradzam. Uczcie się na cudzych
    błędach nie swoich.
  • mancipi 05.01.10, 17:35
    pisałaś że twoi przyszli teściowie z trudę znoszą to że nie jesteś katoliczką, a mam pytanie jak oni znoszą to że ich katolicki syn mieszka z dziewczyną, i zapewne to nie jest jedyny jego grzech... i tak samo pytanie do ciebie-jak akcpetujesz swojego TZ, który idzie do ślubu kościelnego i przed nim będzie musiał wyznać że "żałuje" dotychczsowego życia. łatwo dostrzec coś w oku brata swego...
    oczywiście piszę to ja-zamieszkująca, współżyjąca, zażywająca i ciągle wierząca, która obecnie jestem na etapie rozważań czy ślub jednostronny katolicki ma jeszcze dla mnie sens, czy jednak zdecydować się na cywilny (a oznacza to że na pewno nie było by chrzcin, na które póki co godzi się mój TZ), a w tym celu obecnie zamierzamy się wraz z niewierzącego TZ zapisać na nauki przedmałżeńskie, pomimo że nie mamy jeszcze wyznaczonej daty ślubu wink a z historii znajomych
    -pełno ślubów zawieranych "w kościele";
    -jedna bardzo wierząca para,która przed ślubem musiała sie spowiadać jak bardzo żałuje 2 lat wspólnego mieszkania;
    - jedna para niewierzących, którzy 4 lata po ślubie przyznają że brali go dla rodziców i żałują że to zrobili, podczas ślubu nie znali obrządku; dzieci na szczęście nie chrzcili i nie zamierzają,
    - osobisty bardzo wierzący kuzyn, który brał ślub z raczej niewierzącą matką swego dziecka, gdy to dziecko miało już 3 lata, ślub oczywiście w kościele, na którym z resztą byłam świadkiem
    - jedna para, w której on uległ przyszłej żonie i kłamał przed ołatarzem, zapytany czemu nie brali ślubu jednostronnego- "bo to za dużo zachodu"
  • misself 05.01.10, 20:34
    mancipi napisała:

    > pisałaś że twoi przyszli teściowie z trudem znoszą to że nie jesteś katoliczką,
    > a mam pytanie jak oni znoszą to że ich katolicki syn mieszka z dziewczyną, i za
    > pewne to nie jest jedyny jego grzech...

    Nie wiem. Mam zadzwonić i spytać? wink
    Pamiętam ich reakcję, kiedy byłam u nich i okazało się, że w niedzielę oni idą
    do kościoła, a ja zostaję w domu - nie byli zachwyceni, ale że są ludźmi
    kulturalnymi, to pozostawili bez komentarza. I stąd wiem, że nie bardzo im się
    mój brak religijności podoba. Nic więcej nie wiem, bo nie rozmawiam z nimi na
    tak prywatne tematy.

    > jak akcpet
    > ujesz swojego TZ, który idzie do ślubu kościelnego i przed nim będzie musiał wy
    > znać że "żałuje" dotychczsowego życia.

    To już pozostawiam jego sumieniu. Powiedział, że zależy mu na ślubie kościelnym
    - zaakceptowałam to - nie wykazywał chęci do dalszych zwierzeń, nie ciągnęłam za
    język.

    Ja bym chciała cywilny smile Ale cóż zrobić, jak On się upiera na kościelny?
    Kompromis pozostaje.
    --
    Ja już mam swoją wizytówkę.
    A Ty?
  • lvivianka 05.01.10, 21:49
    Ja uwazam, ze takie kwestie kazdy powinien pozostawic sobie i nie nam oceniac
    to, co kto ma w sumieniu.
    Zgodze sie z Aneta, jezeli chodzi o kwestie tego, ze nie jest hipokryzja, lecz
    ustepstwem robienie czegos, co i tak dla danej osoby nie ma znaczenia
    metafizycznego. Zwlaszcza, jezeli i tak o tym wszyscy wiedza, vide - wiedza, ze
    dana osoba jest niewierzaca. Negatywnie w skali moralnej powinno sie oceniac
    klamstwo.
    Niemniej jednak, uwazam, ze epatowanie slowami typu 'oszustwo' to posuniecie sie
    o krok za daleko. Zyjmy i pozwolmy zyc innych, ocenianie moralnosci ludzkiej nie
    powinno byc nasza domena, o ile sami nie jestesmy bez skazy.
  • misself 05.01.10, 23:10
    Widzisz, DLA MNIE to jest kłamstwo i oszustwo - dlatego nie robię tego, co jest
    niezgodne z moimi zasadami moralnymi.

    A co inni robią? Daleka jestem od tego, żeby piętnować. Ale nie mogę się zgodzić
    z argumentem, że udawanie religijności jest moralnie właściwe dla dobra rodziny.
    Bo kłamstwo nie jest moralnie właściwe nigdy. Może być tylko tzw. mniejszym złem.
    --
    Ja już mam swoją wizytówkę.
    A Ty?
  • rockiemar 05.01.10, 23:57
    Misself, to sprobuj starym, schorowanym ludziom powiedziec, ze najwazniejszymi
    dla nich wartosciami ty sobie co najwyzej tylek podcierasz. Ja nie potrafie,
    sorry. Zwlaszcza, ze zatajanie prawdy zaczelo sie od moich rodzicow - od lat
    mowili, ze chodza do kosciola, bo chcieli uniknac klotni i innych nieprzyjemnych
    sytuacji. Wyobrazasz sobie, ze ja teraz wyprostuje ich 30-letnie bledy i
    uswiadomie reszte rodziny odnosnie pogladow mojej odnogi rodziny?

    --
    http://tickers.nuvis.org/2010-05-08/H2/F22/T8.png
  • k.l2 06.01.10, 00:04
    Rockie, nie potraktuj tego personalnie,ale uzywajac Twojej metafory to
    jedni maja odwage powiedziec,ze w te wartosci nie wierza, a inni nie
    powiedza,a de facto wlasnie sobie tylek nimi podetra...
  • azjahavana 06.01.10, 16:57
    >Zyjmy i pozwolmy zyc innych, ocenianie moralnosci ludzkiej nie
    >powinno byc nasza domena, o ile sami nie jestesmy bez skazy.

    Zgadzam się w pełni z powyższym. Przeczytałam wiekszość wypowiedzi i
    dziwię się, że macie tyle odwagi by oceniać czyjeś postępowanie.
    Niektóre twierdzą, że są katoliczkami - po co rzucacie kamieniem,
    jesteście bez winy? Niech Was nie obchodzi jak żyją inni, jakie
    śluby biorą, zajmijcie się wpierw sobą.. Ot taka refleksja po
    przeczytaniu postów.
  • k.l2 06.01.10, 17:36
    Moze niezbyt dokladnie przeczytalam wszystkie posty, ale nie
    zauwazylam w nich rzucania kamieniami...

    Ponadto, o ile zgadzam sie z Misself w punkcie nieoceniania innych
    ludzi, o tyle z Toba sie nie zgodze w punkcie nieoceniania
    postepowania!
    Idac tym tokiem myslenia - nie oceniajmy zlodziejstwa, morderstw itp.
    Bo sami nie jestesmy bezgrzeszni.
    Nie mam przy sobie ksiazki, ale przypomina mi sie tutaj cytat z "Jane
    Eyre", kiedy Helena Burns tlumaczy swoja wiare. Mowi,ze potrafi
    oddzielic grzesznika od zbrodni i brzydzic sie zbrodnia wspolczujac
    grzesznikowi. To jest wg mnie ten zloty srodek miedzy wtracaniem sie
    w nie swoje sprawy a ocena innych.
  • azjahavana 06.01.10, 18:14
    Rzucanie kamieniami - metafora z J 8, 1-11.
    Pozostawiam tylko Tobie do interpretacji, czy w tej dyskusji się
    odbyło, moim zdaniem tak.
    Nie rozumiem czym dla Ciebie różni się ocenianie człowieka od
    oceniania postepowania? Wyjaśnisz?
  • misself 06.01.10, 18:32
    azjahavana napisała:
    > Nie rozumiem czym dla Ciebie różni się ocenianie człowieka od
    > oceniania postepowania? Wyjaśnisz?

    Ależ to jest proste: uważam, że branie ślubu kościelnego przez osobę, która do
    kościoła nie należy, nie jest postępowaniem właściwym - ale to nie oznacza, że
    nie podam ręki Rockie, że się posłużę metaforą, której ona sama tu użyła.

    I to się tyczy wszystkiego innego, co jest kwestią upodobań, gustów, wyborów.
    Mogę się dziwić, jak można lubić sushi (bo ja nie lubię), ale czy to oznacza, że
    powinnam wyjść na ulicę i pikietować przed pałacem prezydenckim, żeby zamknął
    wszystkie bary sushi?
    --
    II. Należy kochać Bogów, bo to oczyszcza serce. (Herbert)
  • azjahavana 06.01.10, 18:45
    Miss,
    Pytałam k.l2 ale ok smile

    >branie ślubu kościelnego przez osobę, która do
    > kościoła nie należy, nie jest postępowaniem właściwym

    Czemu nie jest właściwe? Kto Ci daje prawo do tego, by oceniać
    drugiej osoby takie a nie inne postępowanie? I co z tego, że podasz
    jej rękę, skoro juz w myślach ją krytykujesz? Sama sobie
    odpowiedz...
  • misself 06.01.10, 20:25
    azjahavana napisała:

    > >branie ślubu kościelnego przez osobę, która do
    > > kościoła nie należy, nie jest postępowaniem właściwym
    >
    > Czemu nie jest właściwe? Kto Ci daje prawo do tego, by oceniać
    > drugiej osoby takie a nie inne postępowanie? I co z tego, że podasz
    > jej rękę, skoro juz w myślach ją krytykujesz? Sama sobie
    > odpowiedz...

    Ucięłaś kluczowy fragment mojej wypowiedzi - UWAŻAM, ŻE. Ja tak uważam, to jest
    moje zdanie, tak jak to, że nie lubię brukselki. Uważam, że brukselka jest wręcz
    ohydna - ale czy to znaczy, że wszyscy, którzy brukselkę lubią, są gorszymi
    ludźmi według mnie?

    I wierz mi, nie pytam każdego, kogo spotkam, czy lubi brukselkę i czy bierze
    ślub kościelny - więc nie oceniam go i nie krytykuję w myślach, jak to napisałaś.
    --
    IV. Modlić można się wszędzie. Najgorszym miejscem są świątynie. Panuje tam
    zaduch. (Z.Herbert)
  • azjahavana 07.01.10, 10:38
    Pomiędzy ocenianiem czyichś czynów a oceną danej osoby jest bardzo
    cienka i delikatna granica. Jeśli rzeczywiście potrafisz
    (potraficie) ją oddzielić to ja się cieszę i naprawdę super.
    Bo istnieją pewne tematy, przy których każdemu człowiekowi nie jest
    łatwo i nie umie oddzielić samego czynu od człowieka, zwłaszcza gdy
    dotyka go coś osobiście - ale to wykracza już poza temat wątku.
  • misself 07.01.10, 10:43
    Nie znam nikogo, kto by zawsze postępował tak, jak ja bym postąpiła - a jednak
    mam kochającą rodzinę, przyjaciół, znajomych. Zapewniam Cię, nie zastanawiam się
    przez cały czas nad ich zachowaniem i interpretacją moralną tegoż. Sądzę, że
    potrafię to oddzielić, wydaje mi się, że to jest jedna z oznak dorosłości -
    dzieci potrafią nie lubić kogoś tylko dlatego, że nosi brzydkie buty czy parę
    lat temu pobił koleżankę łopatką smile
    --
    "Stara panna na wydaniu." (by Abirek)
  • k.l2 06.01.10, 18:55
    Ja pojde krok dalej - w kwestiach moralnych (czyli nie dodtyczy sushi
    wink )bede wypowiadala sie przeciwko postepowaniu itp. niemoralnemu wg
    mnie, ale nie bede potpiac ludzi,ktorzy tak postepuja, bo do tego
    faktycznie nie mam prawa.
  • k.l2 06.01.10, 19:26
    Znalazlam ten cytat z "Dziwnych losow J.E.". Pozwalam sobie wkleic, bo
    MZ jest piekny i wyjasnia niuans miedzy ocenianiem czlowieka a jego
    posepowania.
    Dzięki wierze potrafię doskonale odróżnić zbrodniarza od zbrodni,
    potrafię z całą szczerością wybaczyć zbrodniarzowi i brzydzić się
    zbrodnią.
  • azjahavana 07.01.10, 10:52
    <Dzięki wierze potrafię doskonale odróżnić zbrodniarza od zbrodni...

    Myślę, że mało kto potrafi sad Lecz cytat piękny jak i fakt, że
    wiara w tym pomaga.
  • misself 06.01.10, 20:27
    k.l2 napisał(a):

    > Ja pojde krok dalej - w kwestiach moralnych (czyli nie dodtyczy sushi
    > wink )bede wypowiadala sie przeciwko postepowaniu itp. niemoralnemu wg
    > mnie, ale nie bede potpiac ludzi,ktorzy tak postepuja, bo do tego
    > faktycznie nie mam prawa.

    Przez co rozumiem, że póki Cię ktoś nie spyta, co sądzisz na temat lubienia
    brukselki bądź brania ślubu kościelnego dla ładnej oprawy, siedzisz cicho i
    zajmujesz się swoimi sprawami.
    --
    "Stara panna na wydaniu." (by Abirek)
  • k.l2 06.01.10, 20:55
    Nie tak do konca cicho:
    1. wypowiem sie na forum wink
    2. jesli ktos mi da do podpisania petycje o organizowanie ladnych
    slubow cywilnych,chetnie podpisze, wierzac,ze w ten sposob uniknie
    sie czesciowo slubow koscielnych "dla oprawy". Tudziez, jesli
    znajdzie sie inny sposob na ograniczenie takich slubow, chetnie go
    popre.
    3. jesli ktos z moich znajomych bedzie chcial cos takiego zrobic - to
    w zaleznosci od stosunkow nas laczacych - powiem wprost co mysle i
    potem ucichne, zeby dana osoba sama sobie przemyslala (tylko jesli
    bedzie to przyjaciel), delikatnie zasugeruje moja opinie lub
    faktycznie pomine milczeniem,jesli uznam,ze gadanie nie mialoby sensu
    i mogloby tylko kogos urazic.
  • misself 06.01.10, 21:01
    Chodziło mi o to, że nie biegasz po kościołach co sobotę, nie wpadasz na śluby
    obcych ludzi i nie wskazujesz palcem, kto grzesznik, a kto nie. A już na pewno
    nie jeździsz po Polsce i nie wytykasz każdej forumowiczce przed ołtarzem, że
    dnia tego i tego napisała to i to, i że to się nie zgadza z KPK, więc powinna
    teraz zakasać kieckę i odwołać ślub smile

    Na forum się można wywnętrzyć, wyrazić swoje zdanie na różne tematy (chyba temu
    służy ten wątek i forum w ogólności), ale to nie oznacza, że się od razu ocenia
    innych, krytykuje ich w duchu bądź na głos czy ich potępia.
    --
    II. Należy kochać Bogów, bo to oczyszcza serce. (Herbert)
  • aneta-skarpeta 07.01.10, 09:57
    k.l2 napisał(a):

    > Ja pojde krok dalej - w kwestiach moralnych (czyli nie dodtyczy
    sushi
    > wink )bede wypowiadala sie przeciwko postepowaniu itp. niemoralnemu
    wg
    > mnie, ale nie bede potpiac ludzi,ktorzy tak postepuja, bo do tego
    > faktycznie nie mam prawa.


    moj D. miał siostre, ktora zginela w wypadku samochodym- została
    potrącona jako piesza przez szalonego malolata

    nie żałował, nie przeprosił itd

    i na miejscu rodziców bys powiedziała do niego- zrobiles karygodna
    rzecz, ale jako czlowieka Cie nie potepiam, podam Ci reke

    ?

    moge sie nie zgadzac z tym, ze ktos robi szopke- ale nie moja brocha-
    nie wplywa to na moje odczucia wobec tej osoby, ale pedofilowi bym
    reki nie podała i nie szanowała
  • misself 07.01.10, 10:45
    Gdyby pedofil żałował... to bym podała.

    Poza tym raczej ludzie nie mają napisane na czole "pedofil", "jeżdżę po
    alkoholu", "morduję małe kotki", "wzięłam ślub kościelny dla rodziny".
    --
    "Stara panna na wydaniu." (by Abirek)
  • azjahavana 07.01.10, 10:47

    > moge sie nie zgadzac z tym, ze ktos robi szopke- ale nie moja
    brocha-
    >