wyjście z domu... Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Dopiero co znalazłam salę weselną, ślub wrzesień.2012, a mama już dziurę wierci sad Poradźcie smile Pochodzę z Warszawy, ale mieszkam ok 45km od domu..droga na Poznań... Ślub i wesele w okolicy, a moja mama już mi głowę zawraca, że wyjście z domu muszę zrobić z Warszawy... Co o tym sądzicie?? Chciałam wyjść od teściowej, wiem tak się nie robi, że tradycja, ale... jak zgrać to wszystko? Mój narzeczony wyjedzie od siebie... zanim kamerzysta z fotografem go nagrają i dojadą do mnie to minie ok 2,5 godziny. Zanim się ubiorę, wyszykuję... zanim on przyjedzie na błogosławieństwo minie ok 3-4 godzin. A później wracamy bo ślub w tamtych stronach... Cały dzień zmarnowany... A jak będą korki to jeszcze się nie wyrobimy na swój ślub....Brak mi argumentów, aby wyperswadować to mojej mamie... Pomożecie?? Co o tym sądzicie??
    • A macie zarezerwowany jakiś nocleg dla rodziców? Jeśli tak, to może stamtąd zrobić wyjście.
      Ja będę z rodzicami w hotelu i tam podjedzie narzeczony na błogosławieństwo. Może takie rozwiązanie będzie dobre, bo wtedy jednak "wypuszczać" Cię będzie mama..smile
      • matko, to musi być specjalne "wyjście"? wink

        ja nie mam big_grin Spotykamy się z narzeczonym przed USC.

        nie stresuj się, tylko rób co chcesz.
        • No niby panna młoda musi wyjść z domu rodzinnego... Mamy wynajętą salę weselną i tam są pokoje dla gości... Faktycznie jest jakieś rozwiązanie smile tylko co na to mama... Wiecie kobieta w starszym wieku wie jak zepsuć humor dziś już się z nią pokłóciłam... Chce mi narzucać swoje zdanie....Zaczynam się zastanawiać kogo to ślub mój czy jej ?!
          • Po pierwsze - jeśli do ślubu jeszcze dużo czasu to w ogóle nie wdawaj sie w dyskusje. Naprawdę takie szczegóły dogrywa się na samym końcu. Jeszcze wszystko może się Wam odmienić.
            Po drugie: główny argument - logika. Rodzice to wiadomo, chcą tradycyjnie i można to zrozumieć ale skoro mówisz, że to stracony czas.
            Najlepszym wyjściem jest zrobić błogosławieństwo i wyjście z hotelu. Przecież to rodzice Cię wydają za mąż, nie dom rodzinny smile
          • Ja jakbym musiala z domu rodzinnego wychodzic to bym musiala w srode do domu leciec, zeby zdazyc wink Narzeczony ma lepiej bo moglby w czwartek pojechac ;p
            My mamy zorganizowane to tak, ze ostatnia noc spedzam u przyjaciolki tam sie przygotowuje, narzeczony przyjedzie po mnie z bukietem. Z rodzicami spotkamy sie przed USC.

            --
            Gdyby mi się chciało tak, jak mi się nie chce
    • Rany, a jakie to ma znaczenie? Rób tak, żeby była jak najwygodniej i najpraktyczniej. Tradycja jest dla Ciebie, a nie Ty dla tradycji wink
      My przed ślubem nocowaliśmy u moich rodziców, tylko w oddzielnych pokojach. Spotkaliśmy się w dużym pokoju i razem polecieliśmy truchcikiem do samochodu, jako że byliśmy nieźle spóźnieni. Hehe.
      • Usiądź spokojnie z mamą i jej wytłumacz, że to strata czasu, że mogą być korki i że będzie to dla Ciebie dodatkowy stres. Zaproponuj wyjście z pokoju hotelowego, gdzie Twoi rodzice będą zakwaterowani. Wszystko na spokojnie i będzie dobrze. Dziewczyny - łatwo się mówi "rób jak chcesz", trudniej przekazać starszej osobie, matce wydającej córkę za mąż, że i tak zrobię po swojemu, a Ty sobie gadaj. Trzeba znaleźć jakiś kompromis, a nie mieć rodziców gdzieś
        • >>łatwo się mówi "rób jak chcesz",

          wiem, że wcale nie łatwo, ja się z moją mamą wykłócałam po kilka dni nad bufetem (nie podoba jej się ten pomysł, chciała żeby wszystko było na stołach) i właśnie tym, że spotkamy się z N. pod USC, ale w końcu robię tak jak chcemy :p
          • Tradycja tradycją, a korki korkami, dopiero problem się zrobi jak się nie zdążysz wyszykować i się spóźnicie na własny ślub. Powiedz mamie, żeby pomyślała racjonalnie, a nie na zasadzie "bo co ludzie powiedzą."
          • Dziękuje za rady smile Wiem, wiem dużo czasu do ślubu, ale wiecie jacy są rodzice... Wymyślają, doradzają, a jak powiesz NIE to wrzeszczą, że oni dają kasę na wesele i basta. Moja koleżanka musiała robić zaręczyny z rodzicami bo to oni płacą za wesele.... masakra...
            A przed spotkaniem w 4 oczy z mamą muszę mieć dobre argumenty tongue_out
            • Jak ma byc tak tradycyjnie, to moze wezcie slub w W-wie, w parafii Panny Mlodej. Wtedy problem odleglosci odpada wink
              A na serio - opcja "wyjscia z pokoju rodzicow" na miejscu jest ok.
              • U mnie akurat rodzice nie uzywają argumentu "bo my płacimy", ale uwierz mi, że zawsze można dojść do jakiegoś kompromisu. Ja np. pod wpływem argumentów mamy zrezygnowałam z czekoladowej fontanny, a ona po moich wywodach uznała, że poprawiny w formie grilla to dobry pomysł, mimo, że wcześniej była przeciwna. Pogadaj z mamą, przedstaw jej swoje argumenty i poproś ją o przedstawienie swoich. Jeśli nie będą racjonalne (w stylu "co ludzie powiedzą" i "tak ma być, bo ja tak chcę"), to myślę, że mama sama to zauważy i przyzna Ci rację
            • > Wiem, wiem dużo czasu do ślubu, ale wiecie jacy są rodzice.
              > .. Wymyślają, doradzają, a jak powiesz NIE to wrzeszczą, że oni dają kasę na w
              > esele i basta. Moja koleżanka musiała robić zaręczyny z rodzicami bo to oni pła
              > cą za wesele.... masakra...

              Jeśli wiedziałaś, że masz takich rodziców, to albo trzeba było najpierw zarobić samej na wesele, albo go w ogóle nie robić.
              Koleżanka chce mieć wesele? To niech się dogada z rodzicami albo zapracuje sama.
            • > .. Wymyślają, doradzają, a jak powiesz NIE to wrzeszczą, że oni dają kasę na w
              > esele i basta.

              No przykro mi, ale według mnie skoro oni płacą, to oni decydują. Trochę to podobne do sytuacji, kiedy coś kupujesz - jak kupujesz np. wypasiony samochód i wydajesz na niego masę pieniędzy, to chcesz, żeby był dokładnie taki, jak TY chcesz, prawda? To samo z weselem - rodzice płacą=rodzice decydują.

              Albo zrezygnuj z robienia wesela teraz [możesz je zrobić np. za 2 lata, jak zarobisz i sama będziesz mogła decydować], albo zaciśnij zęby i brnij w to dalej.
    • Może wyjaśnij mamie, że z domu "wyszłaś" juz jakiś czas temu(tak sądzę, skoro mieszkasz gdzie indziejwink )
      My wychodziliśmy razem z naszego mieszkania, z domu rodzinnego "wyszłam" jakieś 4 lata wczesniej wink
      --
      ...budzi się we mnie zwierzę...ale obawiam się,że to leniwiec wink

      ...gdy nie masz nic do ofiarowania...ofiaruj uśmiech...smile))
    • Zawsze wchodzi w grę drugi fotograf/kamarzysta. Często jest tak, że fotografują dwie osoby jedna przygotowania młodej, druga młodego a potem np we dwie osoby resztę.

    • a moja mama już mi głowę zawraca, że wyjście z
      > domu muszę zrobić z Warszawy...

      jezu chryste jaka wiocha

    • 45km to nie tak dużo, bez przesady. Większość ślubów jest wczesnym wieczorem. Piszesz, ze "cały dzień stracony". A wiele spraw ustawiałaś na dzień własnego ślubu?
      Twój Narzeczony będzie miał o połowę mniej przygotowań niż Ty, może wyjechać z domu te kilkadziesiąt minut wcześniej.
      A kamerzysta i fotograf mają chyba być "dla ślubu", a nie ślub dla nich. Dadzą radę, na pewno nie zaskoczy ich ta sytuacja.

      Inna sprawa, jeśli prawdziwym powodem nie jest odległość, a po prostu Twoja niechęć do tego zwyczaju. W tej sytuacji rozumiem, że nie chcesz robić nic na siłę.
    • Ale chodzi o wyjście z domu, czy o nagranie? Może na luzaku umówicie się na nagrania w terminie stosownym, zeby ani korki, ani inne figle losu nie pokrzyżowały planów. Innego dnia może narzeczony, innego Ty. Na spokojnie.

      Jeśli zależy Wam na błogosławieństwie (mam na myśli błogosławieństwo, nie przedstawienie dla mediów), to chyba nie ma większego znaczenia, na czyjej podłodze będziecie stać? A TEGO dnia macie po prostu mieć możliwość sprawnego, nie nerwowego, przemieszczenia się z miejsca na miejsce.
    • moja mama tez dlugo powtarzala ze inaczejn ie moze sobie wyobrazic a teraz przeszlo jej samo z siebie i wychodzic bedziemy z hotelu smile
    • Kurcze ja wiem, że ludzie potrafią z błahostek zrobić mega problem ale żeby aż tak?!
      To całe wyjście z domu to dla mnie jakaś bzdura i w ogóle abstrakcja. od dobrych kilku lat nie widziałam na slubie czegos takiego, kojarzy mi sie to z jakims okropnym przyzodabianem klatek i muzyką disco polą towarzyszącą temu. w latach 90. to chyba było dość popularne przynajmniej u mnie i raczej wszyscy jako sąsiedzi nienawidzilismy tego, bo przez godzine musielismy słuchac tej okrpnej muzyki i to trąbienie...
      Wydaje mi się, że najwazniejsze to jest blogoslawienstwo rodziców a nie taka szopka, ktora zakrawa na ohydne drobnomieszczanstwo (a blogoslawienstwo nie liczy sie gdzie ale kto komu udziela!). Wiem, że nie napisałas nic o formie i moze u Ciebie nie bylo by to takie straszne ale sam fakt wymuszania "wyjscia z domu" odleglego o 45km na rok przed slubem to dla mnie jakas katastrofa. Nie znam PM ktora nie bylaby zdenerwowana przed slubem a ty chcesz jeszcze zgodzic sie na dodatkowe nerwy zwiazane z podroza i korkami. Troche asertywności. Zaspokajanie zachcianek gości (nawet rodzicow) tez ma granice

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.