Dodaj do ulubionych

Nie jesteście lepsze niż Wasze teściowe...

17.12.06, 21:12
Czytam niektóre Wasze wypowiedzi dziewczyny i nie wiem czy mam się śmiać czy
płakać. Piszecie o swoich teściowych że są zaborcze, a same nie potraficie się
dzielić, (każdy kontakt syna z matką traktujecie jak test -ona czy ja)
Teściowa też człowiek i zepchnięcie jej na margines życia jest dla niej tym
boleśniejsze im bardziej w centrum tego życia znajdował się Wasz partner.
Mądrość i dojrzałość synowej nie powinna polegać na umiejętności radykalnego
odseparowania synalka od mamusi, ale na zakreśleniu terytoriów na które
teściowa nie ma wstępu- są to oczywiście strategiczne decyzje dotyczące Waszej
rodziny i podstaw Waszego życia- w końcu założyliście rodzinę autonomiczną.
I jeszcze mała prośba - ja wiem że zabrzmi idiotycznie w kontekście
wcześniejszych Waszych wypowiedzi ale-----------starajcie się pokochać matkę
swojego partnera i pozwólcie jej czasami choć odrobinkę ogrzać sie przy Was. W
końcu w partnerze którego darzycie uczuciem jest także cząstka teściowej....
Edytor zaawansowany
  • aldialdi 17.12.06, 21:21
    Jest w tym co mówisz prawda ale....właśnie jest ale. Bo nie da się ocenić nie
    znając sprawy od podszewki, nie żyjąc z taką kobietą. Ja swoje teściowej nie
    oceniam, nie narzekam nawet na nią, dla mnie ona poprostu nie istnieje. Ślub
    wziełam nie z nią tylko z moim facetem. Nie bronię mu kontaktów z rodziną
    poprostu w nich nie uczestniczę, On to akceptuje i dobrze nam z tym. Matka
    mojego męża nigdy nie będzie mi matką, nigdy tak do niej nie powiem, jest dla
    mnie oca i taka zostanie, podobnie jak teść.
    Nie życzę im źle ale niech się grzeją sami, ode mnie z daleka.
  • arwen8 17.12.06, 21:22
    borrus napisał:

    > starajcie się pokochać matkę swojego partnera i pozwólcie jej czasami choć
    > odrobinkę ogrzać sie przy Was.

    "Ogrzać" się to można przy kominku, ognisku, piecyku. Ewentualnie teściowa może
    się ogrzać przy własnym mężu. Dorosłe dzieci i ich małżonkowie nie mają
    obowiązku "grzać" dorosłych rodziców/teściów. Każdy powinien zająć się własnym
    życiem i własną rodziną.

    Poza tym, nie da się na siłę "pokochać" kogoś tylko za to, że jest matką/ojcem
    partnera. Szczególnie jeśli taka osoba jest toksyczna, rujnująca życie własnych
    dzieci. "Starać się pokochać" taką osobę oznacza rezygnację z własnych
    prawdziwych uczuć, życie wbrew sobie i poprostu hipokryzję. Nie mamy obowiązku
    kochać wszystkich. Tym bardziej osób krzywdzących nas, lub naszych bliskich.
  • aldialdi 17.12.06, 21:29
    otóż to arwena8 - święte słowa.
  • promyczek_k 19.12.06, 17:44
    borrus, zgadzam się z Tobą. Zastanawiam się, skąd tyle złości na teściowe. Niech
    się grzeje sama? Jest obcą kobietą? Jak tak, to mąż też jest obcym czlowiekiem,
    przecież niespokrewniony. Dla nas matki są ważne, chcemy utrzymywać z nimi
    kontakt. Więc nasi partnerzy też muszą. Mój na szczęście nie tylko musi, ale i
    chce. Dlaczego w takim razie odmawiać im prawa do tego samego? Skąd w Was tyle
    nienawiści, dziewczyny? Chciałybyście, żeby przyszłe synowe tak o Was myślały?
    --
    mójsuwaczek
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=44777 Ślub i Wesele-Wrocław
  • arwen8 19.12.06, 18:16
    promyczek_k napisała:

    > mąż też jest obcym czlowiekiem, przecież niespokrewniony

    Ale to właśnie z mężem tworzysz teraz nową, WŁASNĄ rodzinę, nie z jego
    matką/ojcem/rodzeństwem. I na tym właśnie warto się skupić, a nie na
    teściach/rodzeństwie czy całym świecie dookoła.
  • promyczek_k 19.12.06, 18:28
    Przy takiej postawie łatwo popaść w samotność. Rodzina jest najważniejsza, a
    rodzice to poza współmałżonkiem i dziećmi rodzina najbliższa. Absolutnie
    niedopuszczalne jest ograniczanie kontaktów.Przynajmniej jak dla mnie. Obiad co
    tydzień lub co dwa, albo telefon, jeśli się mieszka daleko i już kontakty będą
    lepsze smile
    --
    mójsuwaczek
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=44777 Ślub i Wesele-Wrocław
  • arwen8 19.12.06, 18:45
    promyczek_k napisała:

    > Rodzina jest najważniejsza

    Owszem, ale tylko ta, którą tworzysz z mężem. Reszta "rodziny" powinna w sposób
    naturalny odejść na drugi plan.

    > Absolutnie niedopuszczalne jest ograniczanie kontaktów.

    Tak kategoryczne stwierdzenie mogła napisać tylko osoba chorobliwie UZALEŻNIONA
    od własnych rodziców.
  • promyczek_k 19.12.06, 19:35
    arwen8 napisała:
    Reszta "rodziny" powinna w sposób
    >
    > naturalny odejść na drugi plan.
    To jest rodzina, a nie "rodzina". I to oczywiste, że mąż jest najważniejszy.
    Chcę tylko powiedzieć, że z rodzicami należy utrzymywać dobry kontakt

    > Tak kategoryczne stwierdzenie mogła napisać tylko osoba chorobliwie UZALEŻNIONA
    >
    > od własnych rodziców.

    Tu nie chcę być nieuprzejma, więc napiszę tylko, że masz zbyt dużą łatwość w
    wystawianiu sądów o innych. smile

    Przecież ja nie mówię, że o wszystkim trzeba rodzicom/teściom mówić itp. Pewnie,
    że spowiadanie się z wydatków, zakupów, planów na przyszłość jest co najmniej
    dziecinne. Z życia znam przykład, gdy matka dyrygowała każdym poczynaniem syna
    do tego stopnia, że żona w końcu odeszła, bo miała dość. Tyle, ze ona też nie
    była bez skazy, nic nie robiła w kierunku uzdrowienia kontaktów z teściową.

    --
    mójsuwaczek
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=44777 Ślub i Wesele-Wrocław
  • arwen8 19.12.06, 21:49
    promyczek_k napisała:

    > Chcę tylko powiedzieć, że z rodzicami należy utrzymywać dobry kontakt

    Ale czy za WSZELKĄ cenę? I czy KAŻDY musi utrzymywać "dobry kontakt"? Czy to
    samo poleciłabyś dziecku alkoholika czy kobiecie, która była w dzieciństwie
    maltretowana/gwałcona przez najbliższą rodzinę? Warto się zastanowić, zanim
    napisze się tak kategoryczne stwierdzenie.

    > masz zbyt dużą łatwość w wystawianiu sądów o innych.

    "Sądy" wystawiłaś sobie Ty sama. Zostały zawarte w stwierdzeniu: "Absolutnie
    niedopuszczalne jest ograniczanie kontaktów". Właśnie TE słowa i 100% PEWNOŚĆ z
    jaką je napisałaś świadczą o Twoim ogromnym uzależnieniu. Człowiek wolny
    poprostu nie jest w stanie napisać tak kategorycznego stwierdzenia w TYM
    temacie.
  • twoj_aniol_stroz 20.12.06, 11:01
    Wtrącę się, ale... Mam teściową od 10 lat, jest osobą bardzo apodyktyczną,
    bardzo zaborczą, co nie zmienia faktu, że nie przyszło mi do głowy ograniczać
    naszych odwiedzin u niej (choć nie pozwalałam na dyktowanie mi jak mam żyć), a
    dlaczego? Po pierwsze dlatego, że tak postępując ranię mojego męża (tak jak
    moja mama jest mi bliska, tak mama mojego męża jest jemu bliska), po drugie ja
    obrażając się, odgryzając itd staję z nią w jednym szeregu i wreszcie po
    trzecie jeśli chcemy stworzyć w miarę normalną rodzinę, gdzie dzieci szanują
    rodziców nawet gdy są bardzo starzy, to najpierw sami musimy tym dzieciom
    pokazać, że my szanujemy i troszczymy się o naszych rodziców. I tu właśnie jest
    sedno tej dyskusji. Otóż na razie jesteście tylko we dwoje + teściowie i
    rodzice, ale już niedługo będą dzieci, a dla nich Twoja tesciowa i Twoja mama
    to są po prostu babcie, a bracia i siostry obu stron to wujkowie i ciocie. I w
    tym właśnie miejscu teściowie przestają być obcą rodziną, oni są już teraz
    rodziną Twoich dzieci.
    Oczywiście wszystko co napisałam dotyczy rodzin takich normalnych, zwykłych, a
    nie patologicznych, ale z takimi właśnie zwykłymi rodzinami mamy do czynienia
    najczęściej.
  • arwen8 20.12.06, 12:57
    twoj_aniol_stroz napisała:

    > jeśli chcemy stworzyć w miarę normalną rodzinę, gdzie dzieci szanują
    > rodziców nawet gdy są bardzo starzy, to najpierw sami musimy tym dzieciom
    > pokazać, że my szanujemy i troszczymy się o naszych rodziców.

    Jeśli chcesz by Twoje dzicko szanowało Ciebie, to przede wszystkim szanuj swoje
    dziecko. To działa tylko i wyłącznie na tej zasadzie, a nie poprzez przykład
    Twojego szacunku do Twoich rodziców. Tym bardziej, że jeśli dziecko zobaczy, że
    okazujesz ogromny szacunek swoim rodzicom, którzy np. są toksyczni, a nie
    okazujesz takiego szacunku dziecku, to poprzez TAKI przykład Twoje dziecko
    nigdy nie będzie w stanie uszanować Ciebie. Skoro szacunek do Twoich rodziców
    (nawet jeśli na to nie zasługują) jest ważniejszy niż szacunek do własnego
    dziecka, to pomyśl, jaki przykład podajesz temu właśnie dziecku.

    Dzieci będą nas szanować tylko i wyłacznie jeśli my sami okazujemy im szacunek.
  • olera24 20.12.06, 13:08
    ale nie mniejszą wagę, ma takze twój stosunek do rodzicw i teściów, dzieci uczą
    się przede wszystkim przez naśladownie...
    --
    Moja suknia
    Moja córeczka
  • twoj_aniol_stroz 27.12.06, 14:09
    > Dzieci będą nas szanować tylko i wyłacznie jeśli my sami okazujemy im
    szacunek.
    >
    Błąd! Jest to tylko jedna strona medalu. Dzieciom należy się szacunek i to w
    ogóle nie podlega dyskusji. Mylisz się jednak sądząc, że pogardzając rodzicami
    swoimi lub męża nauczysz dzieci szacunku do siebie. Dziecko jest bystrym
    obserwatorem i błyskawicznie wychwytuje zachowania rodziców a potem je
    naśladuje. Jest jak walizka, w którą my rodzice bezwiednie, ale systematycznie
    wrzucamy nasze zachowania. Później ją otwieramy i tu czasem bywa niemiło, a
    czasem wręcz groźnie. Radzę to przemyśleć.
  • arwen8 27.12.06, 15:24
    twoj_aniol_stroz napisała:

    > Mylisz się jednak sądząc, że pogardzając rodzicami
    > swoimi lub męża nauczysz dzieci szacunku do siebie.

    A Ty myślisz, że nauczysz dziecko szacunku do siebie, jeśli będziesz okazywać
    szacunek i uwielbienie dla swoich rodziców, którzy są np. alkoholikami,
    przestępcami, umniejszaczami (czyli osobami, które poniżają Ciebie lub innych),
    tyranami, etc.? Na przykład, dziadek krzyczy i bije wnuka, a Ty każesz temu
    dziecku szanować dziadka i sama okazujesz mu na każdym kroku szacunek (bo
    przecież tak samo prał kiedyś Ciebie, a więc należy mu się za to szacunek i
    miłość). Wydaje Ci się, że dziecko można łatwo zmylić, ale tak nie jest.
    Dziecko, które widzi niesprawiedliwośc w zachowaniu dziadka, widzi też
    niesprawiedliwość w Twoim zachowaniu (skoro nie potępiasz zachowania dziadka, a
    na dodatek każesz dziecku go za to szanować). Takie dziecko nie będzie Ciebie
    nigdy szanować. Owszem, obdarzy Cię wymuszonym szacunkiem (z lęku), ale nigdy
    nie będzie to prawdziwe uczucie.

    Jeśli ktoś zasługuje na brak szacunku, to nie ma nic złego w okazywaniu braku
    szacunku dla tej osoby. W ten sposób uczysz swoje dziecko tego co dobre i złe,
    a nie hipokryzji, lizustwa i kłamstwa. Oczywiście, by móc to robić, musisz mieć
    wyraźnie określone własne wartości. A tego wielu osobom brakuje. Stąd ten
    bezwarunkowy szacunek dla wszystkiego co się rusza i gada.
  • twoj_aniol_stroz 27.12.06, 18:39
    To nie tak. Mam wrażenie, że mówimy o czymś zupełnie innym. Ja mówię o
    normalnych rodzinach, gdzie nie ma alkoholizmu, przemocy itd, ale za to jest
    np. despotyczna teściowa, która chce mi dyktować co mam ugotować mężowi na
    obiad (ten właśnie model mam "przyjemność" ćwiczyć od 10 lat). Z reguły taka
    sytuacja kończy się moim zdecydowanym, choć absolutnie uprzejmym "nie". Dzieci
    niejednokrotnie były świadkami takich scen i doskonale widzą różnicę pomiędzy
    szcunkiem, który należy okazywać każdemu człowiekowi (szacunek to brak
    poniżania, chamstwa, to respektowanie czyiś uczuć, do momentu kiedy nie
    wkraczają na mój teren), a uległością i lizusostwem, które zaistniałyby gdybym
    pozwalała na decydowanie o tym o czym ja mam prawo decydować. Nie zmienia to
    jednak faktu, że nie przyszłoby mi do głowy, żeby zabraniać babci widywać wnuki.
    Natomiast przytoczony przez Ciebie przykład bicia wnuczka przez dziadka to jest
    patologia. Zadaniem rodzica jest zawsze chronić bezpieczeństwo dziecka i jeśli
    dziecku grozi niebezpieczeństwo w domu dziadka to należy go unikać. To jest
    normalne, tyle, że tu, mam nadzieję, rozmawiamy o teściowych, które choć nie są
    łatwe we współżyciu to jednak mieszczą się w normie obyczajowej. I, mam również
    nadzieję, że o takich teściowych myślał autor wątku.
  • olera24 20.12.06, 12:32
    czytam i nie wierze, a gdzie zjawisko wielopokoleniowej rodziny, takiej w której
    jest szacunek dla siwych włosówsad i nie piszcie prosze, jakie siwe włosy, bo
    przecież teściowa ma łeb farbowany... mamy scisły kontakt zarówno z moimi
    rodzicami, jak i jego, podobnie z rodzeństwem. Telefony, spotaknia to na
    porządku dziennym. Nie twierdzę, ze bylo zawsze łatwo, na początku unikałam
    teściów jak ognia, ale powoli pojawiła sie nic porozumienia, a nawet sympatia...
    Acha robiono kiedyś badania nad trwałością małżeństw, okazało się że jest mniej
    rozwodów w zwiazkach, w których poza daną osoba poślubiło sie także jej rodzinę.
    Nie chciałabym żeby kiedys moje dzieci odstawiły mnie w kąt bo tworzą swoja
    WŁASNĄ rodzinę, tak samo jak my nie odstawilismy naszych rodzin. I śmiem
    twierdzic że u nas jest lepiejsmile
    Moja suknia
    Moja córeczka
  • beata2802 21.12.06, 10:38
    > borrus, zgadzam się z Tobą. Zastanawiam się, skąd tyle złości na teściowe.
    Niec
    > h
    > się grzeje sama?

    Niech się grzeje ze swoim mężem (a nie synem) i niech się zajmuje urządzaniem
    swojego domu (a nie domu syna).

    --
    przyjemne oczekiwanie
  • ozi29 19.12.06, 18:33
    borrus napisał:
    starajcie się pokochać matkę
    > swojego partnera

    To niemozliwe!!!
    Nigdy nie pokocham jakiejs obcej kobiety- matke mam jedna!
    Sorry ale za co ja mam ja pokochac;D
    --
    zostało jeszcze...
  • mayagaramond 20.12.06, 09:31
    ozi29 napisała:

    > To niemozliwe!!!
    > Nigdy nie pokocham jakiejs obcej kobiety- matke mam jedna!
    > Sorry ale za co ja mam ja pokochac;D

    zgodnie z zasada, ze woda jest rzadsza niz krew? No coz, jestem w tak
    niekomfortowej sytuacji, ze ta jedyna matke stracilam 10 lat temu. I jedynego
    ojca i wszystkich dziadkow. Rodzice mojego chlopaka stali sie moja druga
    rodzina. Nie mowie do niej co prawda "mamo", ale po imieniu. Pewnie, ze jego
    matka jest troche nadopiekuncza, ze za duza sprzata i prasuje wszystko co jej
    wpadnie w rece. Ale to jest tez jego mama, a nie kolezanka czy siostra.

    Resumujac: to czy sie kogos pokocha nie zalezy od wiezow krwi (tu bym mogla
    jeszcze baaardzo duzo opowiedziec), ale od charakteru. Pewnie, ze sa toksyczne
    tesciowe, ale toksycznych synowych tez nie brakuje.


    --
    <Wege entstehen dadurch, dass man sie geht (F. Kafka)>
  • ozi29 20.12.06, 14:44
    To nie chodzi o to, czy ja szanuje tesciowa, czy nie, czy co innego...
    Chodzi o to, ze mam juz matke, ktora kocham najbardziej na swiecie i napewno
    nigdy nie pokocham swojej tesciowej!
    Co najwyzej moge ja lubic ale napewno nie kochac-bez przesady!!!
    --
    zostało jeszcze...
  • ozi29 20.12.06, 14:48
    ...i nie oburzajcie sie tak , bo to jest moje zdanie na ten temat, ktorego
    napewno nie zmienie!
    A to ,czy sie ktos z nim zdadza, czy tez nie- to juz nie moja sprawa!
    --
    zostało jeszcze...
  • mayagaramond 20.12.06, 16:58
    jak w dowcipie "matka(,) jest tylko jedna"

    A jak juz slusznie zauwazyla inna forumowiczka - jest wiele rodzajow milosci (w
    NT jest chyba 7 roznych wyrazow na okreslenie milosci). Poza tam milosc nie
    ogranicza, gdyby tak bylo moglabys kochac tylko jedno dziecko.


    --
    <Wege entstehen dadurch, dass man sie geht (F. Kafka)>
  • olera24 20.12.06, 12:36
    Ozi idąc tym tropem, adoptowane dzieci nie mogłyby pokochac swoich adopcyjnych
    rodziców...poza tym nie chodzi o to by kochac teściowa jak własna matke, ale np
    tak jak kocha się przyjaciółki, czy fajną ciocię. Są tak rózne typy miłości...
    --
    Moja suknia
    Moja córeczka
  • aserath 20.12.06, 09:18
    mądre słowa borrus, ale być zięciem jest inaczej niż byc synową. I wierz mi, że
    każda teściowa jest taka co by się tylko "ogrzać" chciałą jak napisałes
    --
    Biżuteria ręcznie robiona w prezencie smile
    Przygotowania do świąt!
  • lanka_cathar 20.12.06, 14:35
    Z tym się zgodzę. Zakreśliłam takowe terytorium, do którego teściowa nie ma
    wstępu. Jest to nasz dom i nasze życie. Powiedziałam wyraźnie, albo zaakceptuje
    mnie PRZED ślubem, albo do widzenia. I skutecznie teraz, 5 msc po ślubie,
    bronię tego terytorium. A babsztyl już chyba pojął, że swoją szansę stracił.
    --
    mój suwaczek
  • tmkb 20.12.06, 15:07
    pozwole sobie zabrać głos jako jeden z nielicznych facetów w tym temacie. Po
    pierwsze nie popadajmy w skrajności. Oczywiście trudno wymagać, aby
    współmażonek pokochał teściową/teścia. On już ma swoich rodziców i ich będzie
    kochał, a nie teściów. Dobrze jest mieć z teściami dobre relacje, to zależy
    jednak i od nas, ale także od nich. Więc jeśli my się staramy, a z drugiej
    strony jest niechęć, czy wręcz wrogość to przecież nikt przy zdrowych zmysłach
    nie bedzie na siłę starał się zaprzyjaźnić z teściami, tylko dlatego, żeby
    utrzymać wielopokoleniową rodzinę i więź.

    Ale nie ma tez co przesadzać z tym demonizowaniem teściów. Niektórzy mówili, że
    jak można miec dobre relacje z teściową alkoholiczką, czy teściem, który
    molestował własną córkę. to są bardzo skrajne przypadki, i choć szczerze
    współczuję takim dzieciom, to jednak większość z nas ma w miarę normalnych
    rodziców (mam przynajmniej taką nadzieję) i wspólnymi siłami można stowrzyć
    poprawne relacje rodzinne, dla obustronnej korzyści.
    pozdrawiam
  • nerri 21.12.06, 11:37
    Borrus...troche racji masz...ale...co ma robić ktoś,kto usłyszał od swojego
    faceta:"jesteś pierwszą kobietą która nie zrobiła AAAAAAAAA....I CHODU gdy moja
    mama chciała Cię odstraszyć"?I czasem mam wrażenie,że nadal tego próbuje?Mój
    facet jeździ do rodziców...czasem sam,czasem ze mną.Widuje się ze swoją mama
    częściej niż ja ze swoimi rodzicami.A mimo to jestem solą w oku mojej przyszłej
    teściowej...Złagodniała...ale to przedewszystkim dlatego,że ja się staram...bo
    wiem,że to jego mama i będąc z nią na wojennej ścieżce doprowadzę do tego,że on
    będzie cierpiał...więc najczęściej chowam dumę do kieszeni...indifferent|
    --
    ...budzi się we mnie zwierzę...ale obawiam się,że to leniwiec wink

    ...gdy nie masz nic do ofiarowania...ofiaruj uśmiech...smile))
  • mayagaramond 21.12.06, 11:50
    Z tesciowa to chyba troche jak z malym dzieckiem. I dziecko i tesciowa
    sprawdzaja na ile moga sobie pozwolic. Sztuka polega na tym, zeby granice
    wyznaczyc odpowiednio wczesnie zanim problem urosnie do rozmiaru Mount Everestu.

    Konflikt sie tez poglebia jesli mlodzi mieszkaja razem z tesciami i korzystaja
    np. z tej samej kuchni. Wtedy moze byc ciezko. Dlatego lepiej ciasne ale wlasne!

    --
    <Wege entstehen dadurch, dass man sie geht (F. Kafka)>
  • nerri 21.12.06, 11:53
    Dlatego już na początku zapowiedziałam mojemu facetowi,że w życiu z żadnymi
    rodzicamiwinkAni jego ani moimiwink

    Tylko do jego rodziców mamy 50 km a do moich 200...indifferent|
    --
    ...budzi się we mnie zwierzę...ale obawiam się,że to leniwiec wink

    ...gdy nie masz nic do ofiarowania...ofiaruj uśmiech...smile))
  • mayagaramond 21.12.06, 12:13
    zawsze mozna w weekend przed planowanym obiadem u tesciow urwac rure wydechowawink

    A co z zieciem i tesciowa? Tu tez nie bywa rozowo. Gdy w odwiedziny przyjezdzala
    moja ciocia z mezem i dziecmi to moj wujek pierwsze kroki od razu kierowal do
    pokoju z telewizorem, klad sie na kanape i tyle go widzieli. To tez srednio
    uprzejme. A dodam, ze moja babcia to byla najlepsze osoba na swiecie. Byla jak
    to sie mowi cool.


    --
    <Wege entstehen dadurch, dass man sie geht (F. Kafka)>
  • bacha1979 21.12.06, 20:13
    Oj racja borrus.
    Jakieś 80% bywalczyń tego forum(że o młodych mężatkach nie wspomne) ma ochotę
    potopić własne teściowe.

    Od prawie pół roku jestem żoną i synową i jakoś się wzajemnie akceptujemy. Są
    rzecy które mnei irytują w mojej tesciowej, ale w końcu ja tez mam pewnie sporo
    wad.
    No i dodam, że tescia za to baaaardzo lubię. smile
    --
    STAŻ PAŃSTWA D.
  • kate21.07.07 27.12.06, 19:32
    A moja przyszła teściowa co jakiś czas współczuje mi że chcę być z jej synemsmile
    Dzwoni do mnie by porozmawiać o tym co znowu zbroił mój przyszły... W sumie
    zabawnie ale czasem przykro, że tak narzeka na syna i to jeszcze mi.
    Wolałabym tradycyjną teściówkę co za synkiem skacze a do mnie z dystansem
    podchodzi...
    Ach.. i tak źle i tak.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka